Page 1



U_ V^ _\K 5SOVMO A\dO ]SO»:KÑNdSO \XSU # Ø 3==8 "#  

VX c S X PY

\W K^ Y \


www.wici.info U_V^_\KVXc SXPY\WK^Y\ 8KMdOVXSU

<KPK¸ 8YaKU 3X^O\XO^Yac

=O\QS_]d :Ka¸Ya]US =OU\O^K\d

4KU_L AÂŚ^Y\ A]ZÂ&#x153;¸Z\KMK

,YĂ&#x2019;OXK :Ka¸Ya]UK 7KQNKVOXK 5Y¸YNdSOT

=cVaSK 1Ka¸Ya]UK 9VQK +NKW_] 4_]^cXK

1SOWdK ASU^Y\ 0\KXUY 7KQNKVOXK AKMR

+QXSO]dUK =KNYa]UK 5SXQK 7K^K¸Ya]UK

.Y\Y^K 5_\ZSY] +QK^K 7KTMRO\ 4KU_L

4_]dcÂş]US 1\dOQY\d Ă&#x192;aSO\Md 7K\MSX ,Y\_Âş

¡_UK]d 5\Â&#x153;V <KNOU 8YaKUYa]US 5K\YV

5\dcMdUYa]US 7K^O_]d 5YaKV]US .\_U

.\_UK\XSK SW + :Â&#x153;¸^Ka]USOQY

5SOVMO _V 5\KUYa]UK  AcNKaMK

0_XNKMTK 5_V^_\c ASMS

,KdK DLYĂ&#x2019;YaK

 5SOVMO _V DLYĂ&#x2019;YaK 

^OV  !!  !! "

\ONKUMTK*aSMSSXPY 9U¸KNUK 7K\OU Ac]YMUS -dK]YZS]WY acNKaKXO TO]^ NdS°US a]ZÂ&#x153;¸Z\KMc

d :\OdcNOX^OW 7SK]^K 5SOVMO

Spis treĹ&#x203A;ci notes

Kalendarzâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘4 Niewidzialne Miastoâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘14 Poetycka Pocztaâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘15 Kukiz: Jestem porzÄ&#x2026;dnym literatemâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘26 Soyka: Jak mi kaĹźÄ&#x2026; to pofrunÄ&#x2122;...â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘30 Jan Nowicki: Rozmowa najpiÄ&#x2122;kniejszaâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘34 Mazolewski: Inspiracje pĹ&#x201A;ynÄ&#x2026; ze wszystkich stron â&#x20AC;˘40 Penderecki: Jestem trochÄ&#x2122; zarozumiaĹ&#x201A;yâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘42 BF Memorial 2009â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘54 Obiektywem przez regionâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘58 Siedzimy, nic siÄ&#x2122; nie dzieje...â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘60 Flirt w Galeriiâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘62 Scyzory Kielceâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘64 Szkolne Emocjeâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘70 How to be British?â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘86 Pragaâ&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘88 MaĹ&#x201A;a czarna...â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;&#x192; â&#x20AC;˘92


fot. Magdalena Wolff


Kalendarz W Wrzesień2009 wici.info | kalendarz

 niedziela 06.09 sobota 05.09

III Skarlandzka Hip-Hop Fiesta

Regaty o Puchar Prezydenta Miasta Kielce

Wojewódzkie Święto Jabłkobrania w Obrazowie

wtorek 01.09

Janusz Radek Opowieść Niemenem

Uroczystości harcerskie

Dworzec PKP, Ostrowiec Św., g. 09:45

Maroko La Vie – wernisaż wystawy fotografii

Zalew, Cedzyna k. Kielc, g. 08:00

Warsztaty Wykluczone!

Wilki i Pectus - koncert charytatywny

Leśniczówka, Dąbrowa Dolna k. Bodzentyna

Semafor, Skarżysko Kamienna, ul. Towarowa 2, g. 20:00

Kielce, ul. Orla, g. 18:00

Wojewódzki Dom Kultury, Kielce, ul. Ściegiennego 6, g. 18:00 i 20:00

sobota 12.09

piątek 04.09

70. rocznica wybuchu II wojny światowej

poniedziałek 07.09

Kino WDK - Berlin Calling

Obrazów, powiat sandomierski, g. 12:00

Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 19:00

Kino WDK - Berlin Calling niedziela 13.09

Z muzyką przez wieki

czwartek 03.09

Metamorfozy - otwarcie sezonu Kieleckiego Teatru Tańca

Spotkanie wspomnieniowe Bogusławy Januszówny

Dom Parafialny Michael, Ostrowiec Św., ul. Okólna 19, g. 17:00

Galeria Winda, pl. Moniuszki 2b, g. 18.00

Drzewo - wystawa Roksany Gołębiowskiej

Berlin Calling - kielecka premiera w kinie WDK

Hala Sportowa, Kielce, ul. Boczna 15, g. 20:00

II Ogólnopolski Zlot Fanów Depeche Mode

Wojewódzki Dom Kultury, Kielce, ul. Ściegiennego 6, g. 18:00 i 20:00

PIN - koncert charytatywny

Pałac Biskupów Krakowskich, Kielce, pl. Zamkowy 1, g. 13:30 poniedziałek 14.09

Mali odkrywcy wielkie możliwości

DŚT - Pałac T. Zielińskiego, ul. Zamkowa 5, g. 18:00

Wojewódzki Dom Kultury, Kielce, ul. Ściegiennego 6, g. 18:00 i 20:00

Alibi Club, Kielce, ul. Bodzentyńska 10, g. 20 Kielecki Teatr Tańca, Kielce, Plac Moniuszki 2 b, g. 21:00

Galeria Fotografii ZPAF-BWA, Kielce, ul. Planty 7 Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 19:00


W

wici.info | kalendarz

wtorek 15.09

Grajże, grajku, graj

niedziela 20.09

Region Świętokrzyski w kulturze i historii

niedziela 27.09

Z muzyką przez wieki

Skansen, Tokarnia k. Chęcin

Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych, Szydłowiec, g. 12:00

XVII Międzynarodowe Warsztaty Tańca Jazzowego

piątek 25.09

Targi Kielce Jazz Festiwal Memorial to Miles

KSF - wystawa fotografii

Pałac Biskupów Krakowskich, Kielce, pl. Zamkowy 1, g. 13:30 poniedziałek 28.09

Sanktpetersburski Teatr Baletu Oniegin

Klasztor, Święty Krzyż, Gmina Nowa Słupia, g. 19:00 Odjazzd, Kielce, ul. Bodzentyńska 9, g. 18:00



XX Festiwal Anima Mundi - koncert organowy - Michał Markuszewski info: Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00

piątek 02.10

XX Festiwal Anima Mundi - Pro Musica Antiqua Koncert muzyki barokowej info: Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00

październik

IV Powiatowy Przegląd Zespołów Chóralnych

sobota 10.10 Piasek i Seweryn Krajewski - koncert w KCK

Koncert Maryli Rodowicz

sobota 03.10

Koncert Stana Borysa

Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 19:00 15-18.09.2009 Kielecki Teatr Tańca, Kielce, Plac Moniuszki 2 b, g. 12:00 piątek 18.09

XX Festiwal Anima Mundi - koncert muzyki sakralnej

Monografia dzieł chóralnych K. Pendereckiego czytaj wywiad na str. 42 info: Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00 sobota 19.09

Pożegnanie lata w Odnowicy

Leśniczówka, Dąbrowa Dolna k. Bodzentyna, g. 18:00

25-27.09.2009 Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 16:00 wystąpią m.in.: Krzysia Górniak, Dorota Miśkiewicz, Artur Dutkiewicz, Marcin Wasilewski. W trakcie festiwalu odbędzie się także specjalny koncert poświęcony pamięci Michała Zduniaka, z gościnnym udziałem Stanisława Sojki.

XX Festiwal Anima Mundi - Kairos

Koncert muzyki prawosławnej info: Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00

Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 19:00 Największe wydarzenie baletowe roku wtorek 29.09

Chopin 2010 - recital fortepianowy

Filharmonia Świętokrzyska, pl. Moniuszki 2 b, g. 18:00 usłyszeć będzie można: F. Chopin – Grande Valse brillante Es-dur op.18, Scherzo cis-moll op. 39, Sonata b-moll op. 35, Ballada f-moll op. 52, Nokturn Es-dur op. 55 nr 2, Polonez As-dur op. 53

Hala Widowiskowo Sportowa, Kielce, ul. Żytnia 1, g. 19:00

XX Festiwal Anima Mundi - Stworzenie świata Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00

niedziela 04.10

Dary Jesieni w Tokarni

Skansen, Tokarnia k. Chęcin

XX Festiwal Anima Mundi - koncert organowy - Daniel Prajzner info: Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00

Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 19:00

Finał Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej i Kameralnej

piątek 09.10

II Świętokrzyski Przegląd Plastyki Nieprofesjonalnej - Finał Wojewódzki Dom Kultury, Kielce, ul. Ściegiennego 6, g. 17:00 rozstrzygnięcie konkursu, wręczenie nagród oraz uroczyste otwarcie wystawy pokonkursowej

Klasztor Cystersów, Jędrzejów, ul. Klasztorna, g. 20:00 wystąpią: Małgorzata Walewska - mezzosopran, Robert Grudzień - organy


XX Festiwal Anima Mundi - Missa Gratiatoria - Leszek Możdzer

XX Festiwal Anima Mundi - Vivaldi Gloria info: Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00

Chopinowskie inspiracje w muzyce, plastyce i teatrze - finał

niedziela 11.10

Hubertus Świętokrzyski w Tokarni Kielecki Teatr Tańca, Kielce, Plac Moniuszki 2 b, g. 20:00

XX Festiwal Anima Mundi - koncert organowy - Wolfgang Kleber Skansen, Tokarnia k. Chęcin

XX Festiwal Anima Mundi - koncert na słowa i organy info: Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00

info: Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00

WDK, Kielce, ul. Ściegiennego 6, g. 15:00 info: Kieleckie Centrum Kultury, pl. Moniuszki 2b, g. 20:00

sobota 17.10

czwartek 29.10

Wkręta - spektakl poznańskiego Teatru Tańca Zakręconego

Cudowne Dzieci - koncert

Niewidzialne miasto – wernisaż wystawy fotografii

Zamek, Sala Rycerska, Sandomierz, g. 17:00

Mundo Hard Rock, Kielce, Plac Wolności 1, g. 20:00

Kielecki Teatr Tańca, Kielce, Plac Moniuszki 2 b, g. 20:00 w trakcie wieczoru wystąpią również artyści z Master Ballet Academy z Phoenix w Arizonie (USA)

Uwaga: na chwilę oddawania czasopisma do druku nie znany był pełny program festiwalu Anima Mundi. Informacje nt. miejsc odbywania się koncertów wkrótce na stronach www.kck.com.pl i www.wici.info

Nasz kalendarz współredagowany jest przez internautów odwiedzających serwis internetowy www.wici.info Jeśli wiesz o ciekawej imprezie lub sam jesteś organizatorem powiadom nas o tym. Zapraszamy do samodzielnego redagowania Kalendarza. Wydarzenia dodane odpowiednio wcześniej będą opublikowane w wersji papierowej informatora WiciInfo email: kalendarz@wici.info

Aktualny kalendarz znajdziesz na stronie internetowej

www.wici.info

Redakcja nie bierze odpowiedzialności za zmiany

piątek 16.10

Voo Voo - koncert

11

www.wici.info

piątek 30.10

Zdarzyło się w Jeruzalem

Galeria Lakiernia, Kielce, ul. Zbożowa 4, g. 18.00

MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ

reklama@wici.info

P


wici.info | kalendarz

13

wystawy Włodzimierz Szymański - malarstwo, instalacja Tajemnice światła

Maroko La Vie wystawa fotografii II Świętokrzyski Przegląd Plastyki Nieprofesjonalnej - Finał

KSF - wystawa fotografii Odjazzd, Kielce, ul. Bodzentyńska 9 do 16 października

Teodora Pawełko-Kwiatkowska - Odpoczynek

Wojewódzki Dom Kultury, Kielce, ul. Ściegiennego 6, g. 17:00 Galeria BWA Piwnice, Kielce, ul. Leśna 7 do 19 września

w wystawie udział biorą: Michał Płoski, Andrzej Płoski, Zbigniew Kamieński - malarstwo; Jakub Pajewski - fotografia; Sekcja Fotograficzna Uniwersytetu Trzeciego Wieku - fotografia. Muzeum Historii Kielc ul. Leonarda 4 do 6 września

Dni Muzyki w fotografii Andrzeja Łady Galeria Fotografii MCK, Ostrowiec Świętokrzyski, ul. Aleja 3 Maja 6

Niewidzialne miasto - wystawa fotografii

Drzewo - wystawa Roksany Gołębiowskiej

Waldemar Kozub - Malarstwo

Galeria Winda Pl. Moniuszki 2b od 4 września

Mali odkrywcy wielkie możliwości Galeria Zielona, Busko-Zdrój, al. Mickiewicza 7 do 19 września

Galeria BWA, Sandomierz do 20 września

Jubileusz 100-lecia działalności bibliotek publicznych w Kielcach Wojewódzka Biblioteka Publiczna, Kielce, ul. Ściegiennego 13 do 31 października

DŚT - Pałac T. Zielińskiego, Kielce, ul. Zamkowa 5 od 3 do 26 września Galeria Fotografii ZPAF-BWA, Kielce, ul. Planty 7 od 14 do 30 września

Galeria Lakiernia Kielce, ul. Zbozowa 4 od 30 października

Całuny - Agnieszka Kowalska-Owczarek

Galeria BWA, Sandomierz od 23.10


wici.info | wydarzenia

15

Twoje 4 Kąty

Mundo otwiera nowy rozdział

Nie czekaj, nie czekaj…

II Świętokrzyskie Targi Mieszkaniowe „Twoje 4 Kąty” odbędą się 19-20 września w WDK Kielce. W ich trakcie odbędą się wystawy firm działających w branży nieruchomości i wykłady tematyczne. Działać będzie także Centrum Bezpłatnych Porad, gdzie każdy będzie mógł skorzystać z indywidualnych konsultacji z ekspertami związanymi z rynkiem nieruchomości.

Dawne Mundo Cafe od 14 sierpnia działa pod nazwą Mundo Hard Rock. To nie jedyna nowość w lokalu przy Placu Wolności 1.

Jeśli zobaczysz wielki, kolorowy sterowiec w kształcie mamuta, lecący nad Łysogórami z wielonarodową grupą dzieci na pokładzie, to będzie znaczyło, że przyszły Nowe Czasy.

Pierwotna formuła klubokawiarni nie sprawdziła się z racji na rozdwojenie potrzeb gości lokalu. - Goście oczekiwali albo kawiarni, albo pubu z mocnym graniem, wykluczając nas z jednej strony za zbyt hałaśliwe koncerty, czy rockową muzykę, a z drugiej natomiast, za zbyt spokojny charakter miejsca – ocenia Łukasz Fiałkowski, współwłaściciel klubu. Na szczęście nauka na błędach nie jest mu obca. Teraz główną atrakcją jest muzyka. Właściciele odeszli od formuły kawiarni i galerii. – Stawiamy na mocną, rockowo-metalową muzykę – dodaje Fiałkowski.

Wystawa Roksany Gołębiowskiej w Pałacyku

Organizatorzy zapraszają do współpracy deweloperów, inwestorów, spółdzielnie mieszkaniowe, pośredników, banki oraz firmy kredytujące i ubezpieczeniowe. Chętni zaprezentują swoje usługi na wystawach i w specjalnym katalogu targowym bezpłatnie dystrybuowanym wśród gości targów oraz przedstawicieli mediów.

DŚT Pałacyk oraz Fundacja Kultury Wici zapraszają na wystawę Roksany Gołębiowskiej - wernisaż wystawy odbędzie się 3 września. Na wystawie będzie można obejrzeć prace Gołębiowskiej przedstawiające wnikliwie postrzegane przez artystkę drzewa. Jej twórczość jest wyraźnie inspirowana naturą. Z drugiej strony często odchodzi w obszary niemal klasycznej abstrakcji. Roksana Gołębiowska posługuje się przede wszystkim komputerem. Studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie na Wydziale Grafiki. Dyplom uzyskała w pracowni prof. Piotra Kunce w roku 1994.

patronaty

Pierwsza odsłona targów odbyła się w maju tego roku i zebrała pochlebne recenzje. Odwiedzający goście zgodnie stwierdzili, iż tego typu impreza powinna na stałe zagościć w Kielcach. Pomysłodawcy targów ustalili, że „Twoje 4 Kąty” odbywać się będą cyklicznie co pół roku – wiosną i jesienią.

Pierwszym koncertem dużego kalibru w Mundo Hard Rock będzie występ kultowej już grupy Voo Voo. 16 października w lokalu, dzięki Wojtkowi Waglewskiemu i spółce, zabrzmi muzyka opierająca się głównie na połączeniu rocka z folkiem różnych kultur i dużej ilości improwizacji.

... To nie było dawno temu ani kiedyś tam – to dzieje się teraz... Opowieść o nieskrzydlatym ptaszku z rodziny Gałązenów, od którego będą zależeć przyszłe losy świata… Jak co roku Stowarzyszenie na Rzecz Odnowy Wsi „Odnowica” zaprasza na pożegnanie lata 19 IX 2009 w Leśniczówce o godz. 18:00. Oprócz prezentacji fragmentów Łysogórskiej Baśni Wędrownej odbędzie się plenerowa wystawa prac studentów UHP im. Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Baśń narastała przez wakacje, wzbogacana pomysłami artystów odwiedzających Leśniczówkę. Obecnie Lecilaty musi zmierzyć się z potwornym Młemem. Jak zakończy się ta historia? Przekonajcie się sami w Leśniczówce.


Poetycka Poczta

17

Tworzysz? Podziel się tym z innymi!

Niewidzialne Miasto

Projekt, zapoczątkowanych przez grupę poznańskich socjologów, w Kielcach koordynuje Tomasz

Siudak. – Miejsce tworzą ludzie i dlatego chcemy ukazać Kielce w formie tworzywa mieszkańców. Wszystko, czego na co dzień nie dostrzegamy, a co zmienia nasze otoczenie, jest godne uwagi – tłumaczy. Każdy może wziąć udział w projekcie. Wystarczy wysłać swoje zdjęcie na mail: niewidzialnemiasto@wici. info Podsumowaniem kieleckiej odsłony projektu będzie wystawa w Galerii Lakiernia, której wernisaż odbędzie się 30 października o godzinie 18.

patronaty

Fundacja Kultury Wici zaprasza do udziału w tworzeniu wspólnej wystawy fotograficznej pt. „Niewidzialne miasto” mającej stworzyć dokumentację oddolnej, twórczej działalności mieszkańców Kielc. Fotografie mogą przedstawiać nietypowo zaprojektowane i urządzone przydomowe ogródki, niekonwencjonalne ozdoby okien, drzwi i bram, pomysłowe ogrodzenia, innowacyjne pojazdy czy wynalazki ułatwiające codzienne życie.

Fundacja Kultury Wici zaprasza wszystkich twórców, którzy chcą podzielić się efektami swojej pracy. Na adres poetyckapoczta@wici. info do 15 listopada 2009r. można nadsyłać zgłoszenia do trzeciej odsłony Poetyckiej Poczty – a.d. 2010. Oczekujemy na wszelkie przejawy twórczości dające przenieść się na papier – od poezji, przez teksty dziennikarskie, po sztukę plastyczną i fotografię, grafikę i malarstwo. Nie ma znaczenia wiek, płeć czy miejsce zamieszkania. W zgłoszeniu powinny zawierać się: twórczość w plikach (przy tekstach – rozszerzenie „rtf”, przy zdjęciach zalecana wysoka rozdzielczość), imię i nazwisko oraz krótka notka o sobie w pierwszej osobie.

Poetycka Poczta wydawana jest co 12 miesięcy na przełomie roku. Jak do tej pory na naszych łamach zaprezentowało się ponad 100 artystów.

Jeśli chcesz zobaczyć poprzednie wydania zajrzyj na stronę internetową www.poetyckapoczta.wici.info


wici.info | wydarzenia

19

Duch w maszynie

Chopin 2010 w Kielcach

Muzyczne listy do Milesa Davisa

Dla Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej i Sakralnej „Anima Mundi” ten rok jest już jubileuszowy, bo dwudziesty. Jakkolwiek dla postronnych festiwal firmowany przez KCK raczej nie będzie się różnił od poprzednich edycji, to jednak warto się nim zainteresować choćby ze względu na przekrojowość muzyczną – począwszy od barokowej muzyki w „Pro Musica Antiqua”, poprzez prawosławny chór Kairos, skończywszy na Missa Gratiatoria awangardowego muzyka i kompozytora Leszka Możdżera. Nad wszystkim zaś unosić się będzie duch organowych recitali, gdzie najlepsi wykonawcy tchną życie w stalowe miechy.

Jubileuszowy projekt Chopin 2010 związany jest z uroczystymi obchodami dwusetnej rocznicy urodzin kompozytora oraz z XV edycją Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego. Z tej okazji także w Kielcach odbędzie się cykl imprez poświęconych znanemu Polakowi.

Już XV. edycja Targi Kielce Jazz Festiwal Memorial to Miles organizowanego przez Kieleckie Centrum Kultury odbędzie się w dniach 25-27 września. Pierwszego dnia o godzinie 19 odbędzie się specjalny koncert poświęcony pamięci Michała Zduniaka, w którym udział wezmą między innymi Włodzimierz Kiniorski i Stanisław Soyka. Przypomnijmy, że Zduniak był jednym z czołowych polskich perkusistów jazzowych. 5 maja 2009 roku przegrał walkę z nowotworem. 26 września koncerty o godzinie 18 rozpocznie Ryszard Styła z zespołem, w którego składzie znajdzie się między innymi basista Felton Crews, grający niegdyś z samym Milesem Davisem. O 19.30 na scenie pojawi się Krzysia Górniak Band, którego liderka okrzyknięta została najciekawszą gitarową jazzwoman w Polsce. Natomiast zwieńczeniem tego dnia będzie występ pianisty i kompozytora Omara Sosy, łączą-

Leszek Możdzer

Start: 20 IX. Koniec: 17 X. Reasumując – dwa miesiące różnych spojrzeń na kwestię sacrum w muzyce. Warto.

29 IX, 23 XI i 15 XII w Filharmonii Świętokrzyskiej recitale zagrają laureaci ubiegłorocznego Ogólnopolskiego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina: Julia Kociuban, Aleksandra Świgut i Joanna Różewska oraz Marcin Fleszar. Bilety do nabycia w Kieleckim Centrum Kultury. Szczegóły w kalendarzu Wici.Info

polecamy

Fryderyk Chopin

Omar Sosa

Artur Dutkiewicz

cego w jedną spójną melodykę i brzmienie to wszystko, co jest pulsem dzisiejszego jazzu: afrykańską rytmikę, impulsywność latynoskich nastrojów, synorystykę i nietuzinkowość improwizacji jazzu, melancholię bluesa oraz wrodzoną, kubańską „buena vista”. Ostatni dzień rozpocznie koncert (godz. 18) Artura Dutkiewicza, który przedstawi porywające, jazzowe interpretacje piosenek Czesława Niemena. O godzinie 19.30 pojawi się najlepszy akustyczny zespół jazzowy w Polsce – Marcin Wasilewski Trio. Warto zaznaczyć, że członkowie tej grupy od wielu lat współtworzą słynny kwartet Tomasza Stańko, z którym nagrywają płyty i koncertują na całym świecie. Ostatnią gwiazdą festiwalu będzie znana już kielczanom Dorota Miśkiewicz - artystka o niepowtarzalnym, charakterystycznym stylu i muzycznej ekspresji, której znakiem rozpoznawczym są nastrojowe, liryczne kompozycje balansujące na granicy jazzu i wyrafinowanego popu.


21 Życie jest piękne

wydawnictwo-manufaktura książek wymyślonych – zaprojektowanych - napisanych - wykonanych przez

Urząd Miasta po raz kolejny ogłosił konkurs fotograficzny „Życie jest piękne”. 24 najlepsze zdjęcia zostaną wybrane przez jury złożone ze znanych fotografików oraz gwiazd – z Justyną Steczkowską i Andrzejem „Piaskiem” Piasecznym na czele.

Gry i Zabawy świata Takim hasłem nazwano cykl spotkań-happeningów połączonych z zajęciami ruchowymi i plastycznymi dla dzieci i młodzieży, podczas których uczestnicy pod kierunkiem instruktorów będą mogli poznać gry, zabawy oraz zabawki krajów rozwijających się. Dzięki temu zaznajomią się z realiami życia swoich rówieśników.

Radosława Nowakowskiego druk laserowy ręczna oprawa niskie nakłady niższe ceny nowe wydania NIEOPISANIA ŚWIATA, ULICY SIENKIEWICZA, NIEZNAKÓW DROGOWYCH, HASY RAPASY oraz innych utworów

12 najlepszych fotografii zawiśnie, jak zwykle, na murach Kieleckiego Centrum Kultury oraz zostaną zaprezentowane w specjalnym kalendarzu na rok 2010. Autorzy tych zdjęć otrzymają nagrody w wysokości 5 tysięcy złotych. Regulamin konkursu jest w trakcie opracowywania przez lokalny oddział ZPAF. Fotografie można nadsyłać do 15 października.

Elementem spotkań będzie samodzielne wykonywanie przez dzieci zabawek. Podczas zajęć dzieci będą mogły porównać swoją sytuację z sytuacją rówieśników w krajach rozwijających się, poznać uwarunkowania oraz realia terenu, z jakiego pochodzi dana zabawa, a także historię czy ciekawostki (do każdego spotkania zostania przygotowana prezentacja multimedialna).

http://zabawyswiata.ngo.kielce.pl

 Dąbrowa Dolna 41, 26-010 Bodzentyn  +48 413115795  +48 604070841, 602150179

www.liberatorium.com liberatorium@liberatorium.com

Rozstrzygnięcie konkursu i otwarcie wystawy pokonkursowej uświetni 5 grudnia koncert Justyny Steczkowskiej.

polecamy

Pomysłodawcy działań pod nazwą „Gry i Zabawy Świata” to Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu w Kielcach oraz Muzeum Zabawek i Zabawy. Całość wydarzeń będzie miała miejsce na terenie Muzeum - Pl. Wolności 2 w Kielcach.

Krystyna Nowakowska

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego

21


W budowaniu nastroju świetnie pomagają wolne tempo akcji i kreacje aktorów: zwłaszcza psychopatycznej Heleny BohnamCarter i Alana Rickmana, a także młodszych: Toma Feltona (Draco wreszcie nie jest jednowymiarowy, a w finale naprawdę widać jego wewnętrzną walkę), Emmy Watson i mojej ulubionej Evanny Lynch, która gra Lunę Lovegood i naprawdę sprawia wrażenie osoby będącej niespełna rozumu. Mateusz Kowalski

Film biograficzny o Gabrielli Bonheur Chanel, kobiecie sukcesu, która po latach spędzonych w sierocińcu ruszyła na podbój świata.

książka

Coco Chanel

Merrill Nisker, Kanadyjka o nienachalnej urodzie, kiedyś uczyła dzieci muzyki. Do czasu aż nie narodziła się Peaches. Rok 2009 przyniósł fanom Brzoskwinki czwarty album pt. „I Feel Cream”. Album jest pełen syntetyki i electro w najlepszym wydaniu. Wokalistka tym razem podjęła współpracę z m.in. Simian Mobile Disco. Jednym z najlepszych utworów jest oniryczny „Lose You”, który kołysze przez długi czas po przesłuchaniu.

Ostra jazda bez trzymanki Jeśli ktoś zastanawia się, jak wyglądałaby ekonomia w przyszłości, to lepiej niech zajmie się czytaniem prognoz Forbesa. Jeśli ten sam ktoś natomiast zastanawia się, jak ekonomia wpłynie na społeczeństwo przyszłości metodą sprzężenia zwrotnego – to zapraszamy do lektury „Accelerando” Charlesa Strossa.

Bardzo ciężko jest znaleźć wady tego krążka. Niektórzy mogą mieć problem z odbiorem bezbarwnego „Schow Stopper”. Sentymentalnym fanom Peaches może brakować jej drapieżności, niepokory, a może też i skandalu? Choć każdy słuchacz musi przyznać jedno: od dawna nie było tak dobrego krążka w rytmach elektro Agata Majcher

film

Wśród fanów książek o Harry’m Potterze istnieje dziwna moda na szkalowanie ekranizacji poszczególnych części serii. Trzeba jednak przyznać, że tylko „Więzień Azkabanu” był filmem dobrym. Natomiast powierzenie realizacji „Księcia Półkrwi” z powrotem Davidowi Yatesowi było zabiegiem ryzykownym, ale reżyser wyszedł z tego obronną ręką i stworzył już nie bajkę, ale horror połączony z dramatem, mówiący o wchodzeniu w dorosłość i o walce z własnymi demonami, w którym wszyscy się starzeją i pozbawiani są złudzeń.

Elektryczna Brzoskwinka

recenzje

Zmierzch bogów

23

muzyka

film

wici.info | recenzje

Tempo narracji i patchworkowość stylu, który przeplata na raz różne motywy, wyraźnie korelują z tytułem – „Przyspieszając”. Pozornie tylko natłok terminów informatycznych oraz ekonomicznych sprawia wrażenie, że jest to lektura ciężkostrawna. Potem zaczynamy dostrzegać bogactwo pomysłów techno-barokowej wizji przyszłości.

Dzięki wpływowym ludziom oraz burzliwym romansom, Coco została kimś więcej, niż tylko największą krawcową swojej epoki. Film jest znakomity, ale zbyt szybko się kończy. Oryginalny tytuł - „Coco avant Chanel” (Coco przed Chanel) jest bardzo istotny, bowiem obserwujemy losy nie kreatorki domu mody Chanel, lecz Coco - wokalistki-amatorki, szwaczki, utrzymanki. To psychologiczny portret kobiety, która wkroczyła w świat mężczyzn i której samotność była głęboka jak ocean.

Jeśli zatem ciekawi jesteście futurystycznego czarnego humoru, zastanawiacie się, co może się stać z cybernetycznymi komunistycznymi homarami, co to ekonomia 2.0 lub też jak można stworzyć monarchię absolutną w obrębie jednego statku kosmicznego – przeczytajcie „Accelerando” koniecznie.

Ciekawostką jest fakt, że opiekę nad kostiumami do tego filmu sprawował sam Karl Lagerfeld - wielki spadkobierca i kontynuator stylu Coco Chanel. Rewelacyjna rola Audrey Tautou, oszczędnej w środkach wyrazu i fizycznie podobnej do bohaterki. Ruszajcie do kina.

Mateusz Kowalski

Gusia


wici.info | recenzje

recenzje

25

Relacja z centrum wszechświata czyli Przystanek Woodstock 2009t XV Przystanek Woodstock to mieszanka różnych kultur, gatunków muzycznych i ludzi, których łączy pozytywne podejście do życia w myśl hasła Love, Peace & Rock’n’roll. Festiwal na dobre przeniósł się do Kostrzyna nad Odrą i bije wszelkie rekordy. Na tegoroczną edycję przybyło blisko pół miliona fanów.

Największym wydarzeniem tegorocznej był koncert jubileuszowy, zorganizowany z okazji 40-tej rocznicy tego, co wydarzyło się na festiwalu Woodstock’69. W projekcie wzięli udział m.in. Ewelina Flinta, Leszek Cichoński, Kasia Kowalska, bracia Cugowscy czy Artur Gadowski. Akompaniament zapewniła orkiestra operetkowa, którą woodstockowicze przyjęli bardzo gorąco. Na warsztat poszły głównie utwory sprzed 40. lat. Aranżacje przebojów Jimmy’ego Hendrixa i jemu podobnych gwiazd rocka porwały ludzi. Reszta koncertu niestety nie trzymała tego poziomu, chociaż publiczność bawiła się znakomicie.

Madonna: zmieniliście moje życie 15 VIII miały być manifestacje i zagłuszenie pierwszego koncertu Madonny w Polsce. Ja osobiście miałem zostać opętany kabałą. Miałem wreszcie być świadkiem gorszącego show, które będzie promowało pornografię oraz homoseksualizm. Co z tych zapowiedzi wynikło? Niewiele.

wała setlistę do stylistyki promowanego albumu. „Hard Candy” jest przede wszystkim płytą klubową, przesyconą elektroniką - i takie też były zrewitalizowane stare hity.

Przystanek Woodstock to też folk na małej scenie, kultura orientalna w Pokojowej Wiosce Kryszny oraz Przystanek Jezus i Wioska Wojskowa. Na terenie Przystanku Akademia Sztuk Przepięknych świętowane było 20-lecie przemian roku 1989. ASP odwiedzili m.in.: Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Stanisław Tym, Bohdan Łazuka, Leszek Możdżer oraz twórca Woodstocku’69 - Michael Lang. Całość w formie dyskusji poprowadził Piotr Najsztub. Jurek Owsiak ma rację, mówiąc że Woodstock w Kostrzynie jest najpiękniejszym festiwalem na świecie. Miejmy nadzieję, że festiwal, zgodnie z mottem Fundacji, będzie rozbrzmiewał do końca świata i o jeden dzień dłużej. Brawo Jurek, brawo Polska, brawo Kostrzyn! Karol Kępa

Dla mnie jednak prawdziwe emocje przypadły na trzecią część setlisty - czyli Gypsy Segment. Począwszy od zaskakującej aranżacji „Devil Wouldn’t Recognize You”, skończywszy na życzeniach, gdzie maska zręcznego, ale prowadzonego jak za rękę przedstawienia opadła. Szkoda tylko, że nie było bisów, a jedynie „Game Over” na telebimie po stosownym reprise.

Podróż na koncert faktycznie przypominała pielgrzymkę. Nie dość, że data, to jeszcze tłumy sunące w jedną stronę - ku Madonnie. Gorzej tylko, że te same tłumy do połowy koncertu po prostu stały i słuchały. A było do czego szaleć, bo Madonna umiejętnie dostoso-

Suma sumarum, bardziej zawiodła publika swoją kostycznością niż Madonna. Zawiedzeni nią mogli być tylko samozwańczy obrońcy uczuć religijnych, bo piosenkarka pretekstu nie dała. A królową się faktycznie okazała. Choćby dlatego, że show był pełen królewskiego przepychu i niezapomniany. Mateusz Kowalski


wici.info | recenzje

Cząstki elementarne

Muzeum Powstania Warszawskiego pozytywnie zaskoczyło mnie formą, w jakiej przybliża problematykę wydarzenia i twórczość jednego z poetów pokolenia Kolumbów. Album „Gajcy” wydany przez placówkę prezentuje 18 różnych utworów w wyjątkowo atrakcyjny sposób.

Książka roku 1998 we Francji, uhonorowana nagrodą IMPAC Dublin Literary Award. Przeczytałam i całkiem mi się podoba. „Cząstki Elementarne” – Michela Houellebecqa.

książka

Gajcy na rockowo

20 lat minęło

Czy się to komu podoba, czy nie, piękne, mało znane wiersze Tadeusza Gajcego fantastycznie prezentują się w rockowej aranżacji, będącej clou produkcji. Silny muzyczny akcent idealnie dopełnia niepokojącą treść. Treść bez rymów, nieregularną, trudną do zaśpiewania – z którą świetnie poradzili sobie muzycy. Przekaz poety wypada wiarygodnie zarówno w rytmach reggae, punka jak i w nurcie typowej poezji śpiewanej. To Gajcy współczesny, który mówi prawdę tamtych lat przefiltrowaną przez dzisiejszą wrażliwość. Zaproszeni muzycy wykorzystali teksty, pokazali ich wartość i uwspółcześnili je, zachowując swój indywidualizm. Kinga Matałowska

Na pewno dużym plusem tej oficyny jest przejrzysta budowa. Każdy rozdział to nowy rok i hasło przewodnie. Umieszczono opisy wydarzeń, fragmenty wywiadów, felietonów i artykułów na temat opisywanych faktów. Wytłuszczonymi wielkimi literami zaznaczono najlepsze cytaty i slogany reklamowe, które zapadły w pamięci Polaków. Nie jest to książka, którą można nazwać wydawnictwem stricte historycznym. Na pewno wzbudza dużo sentymentu, przywołując różne wydarzenia. Jest to książka dobra dla zabicia czasu i przypomnienia przeszłości, jednak wystarczy, że ktoś ma bardzo twardo wyrobioną opinię na tematy polityczne, a już może za nic nie zrozumieć, ani nie poprzeć autorów. Agata Majcher

recenzje

muzyka

Pod szyldem wydawnictwa Świat Książki ukazała się pozycja dziennikarzy Krzysztofa Burnetki i Witolda Beresia pt. „ Nasza historia-20latRP. pl.”. Jest to subiektywny przegląd najważniejszych wydarzeń w Polsce od 1989 r.

Pozycja ta tradycyjnie wywołała skandal we Francji, dzieląc krytyków. Jedni docenili obserwacje autora i jego pogląd na społeczeństwo końca XX wieku, drudzy - uznali powieść za nihilistyczną, reakcyjną i pornograficzną. Bohaterami publikacji są dwaj bracia: Michel - biolog molekularny i filozof oraz Bruno - nauczyciel, seksoi alkoholik. Mimo różnych kolei życia obaj przechodzą kryzys wieku średniego. Sfrustrowani, samotni w tłumie i pogrążeni w depresji popadają w marazm, próbując szukać sposobu na dalsze życie. Losy obojga, opisane z perspektywy odległej przyszłości, stały się pretekstem do pogłębionej krytyki współczesnego społeczeństwa, jego konsumpcjonizmu i pogoni za hedonizmem. Powieść wywołała skandal ze względu na skrajnie negatywną oceną świata, „gdzie istoty mijają się w astronomicznej pustce, gdzie nie istnieje możliwość jakiegokolwiek związku”. Ludzi opisuje autor bez sympatii, zimnym, naukowym językiem: jak okazy w zoo. Z książki wyłania się ponura i depresyjna wizja rzeczywistości. Obrywają w niej wszyscy: intelektualiści i głupcy, murzyni, mężczyźni, kobiety, a nawet papież.

książka

27

Ja, jak zwykle, nie rozumiem skandalu wokół publikacji. Przedstawia ona tylko jedną, interesującą autora twarz świata. Ale czemu miałby on prezentować obecne zjawiska społeczne i cywilizacyjne optymistycznie, jeżeli się z taką wizją nie identyfikuje? Opisane wydarzenia i poglądy są w 100 procentach prawdopodobne do zaistnienia w rzeczywistości, co prowadzi do karkołomnej tezy, że to nie książka jest skandaliczna, tylko życie. Kinga Matałowska

Wyślij swoją recenzję na www.wici. info. Najlepsze teksty nagradzamy podwójnymi zaproszeniami do kina, filharmonii itd... Zostań kulturalnym reporterem!


wici.info | ludzie

zwolennikiem bezstresowego wychowania, nie jestem zwolennikiem PiS-u, nie jestem zwolennikiem metod drastycznych, bo z drugiej strony uważam, że nadmiar liberalizmu jest również szkodliwy.

Kukiz: Jestem porządnym literatem Ma Pan 46 lat. Dlaczego jest Pan nadal sfrustrowany rzeczywistością zamiast być do niej przyzwyczajonym?

Jarocin to miejsce bardzo ideologiczne. Stwierdził Pan kiedyś, że nauczyło ono Pana miłości i pokory…

Tak jestem skonstruowany i to wcale nie jest rzecz wygodna, bo kontakt z rzeczywistością każe myśleć. Na to składają się miłość do ojczyzny, stres i troska. Zazdroszczę moim kolegom, którzy mają 46 lat i tylko jeden problem: swoją rodzinę.

To musiałaby być bardzo długa rozmowa o tamtych czasach. Ja do nich nie podchodzę kombatancko i nie robię z nich czegoś podobnego do Auschwitz, Holocaustu czy jakiejś innej traumy, ale z drugiej strony faktycznie, nauczyłem się wtedy pokory.

A Pan żyje dla idei?

Mogę to porównać do czasów, kiedy nauczycielki biły linijką w łapę i była to rzecz normalna. Nie uważam, że to dobre, ale uważam, że od czasu do czasu taka linijka powinna się znaleźć w życiu każdego. Notabene nie jestem

Nie, ja już nie mogę żyć dla idei dlatego, że też mam żonę i trójkę dzieci. Muszę znaleźć kompromis między ideą, a rodziną. To jest cholernie trudne, ale jakoś się udaje.

Wracając do tematu, pokora u ludzi jest bardzo istotna. Trzeba pamiętać, co było na początku i doceniać to, co się ma obecnie. Pewnie, że należy walczyć o lepszą chwilę, ale i wiedzieć, że zawsze może być gorzej. Proszę zwrócić uwagę, jeszcze parę lat temu była wojna w Jugosławii oddalonej od nas o 8 godzin drogi samochodem. Osiem godzin i jednocześnie olbrzymie ilości trupów. Dlatego cieszmy się, że jutro, pojutrze może Pani podejść do egzaminu i pojechać do Anglii, Irlandii albo zostać w Polsce. To wszystko to Pani wybór. Przed szczęściem podchodzenia do egzaminu stanie niedługo Pańska córka, która ma 18 lat i przez jakiś czas chodziła do Liceum Urszulanek. Jaka była jej reakcja na to, że jej ojciec pisał tekst „ Sejmowego tanga” przy pornosie? Moja córka słucha Sex Pistols i takich kapel, przy których ja jestem porządnym literatem. Czy jako literat, który pisze już ponad 20 lat, ma Pan teksty, których się Pan wstydzi? Pani też ma wiele rzeczy, których

29

się Pani wstydzi. Każdy ma takie rzeczy. Natomiast jeśli chodzi o artystyczne sprawy, niczego się nie wstydzę, bo wszystko było jakąś emocją, jakąś chwilą. Na tym polega również komfort pisania wierszy, które może Pani albo opublikować, albo schować do szuflady. To rzecz kapitalna, bo można odreagować emocje nie na kimś, tylko na kartce papieru. Odreagowywał je Pan również nazywając polityków „kurwami”. Czy uważa Pan, może słusznie, że tylko w ten sposób można do nich trafić? Na politykę to musimy poczekać jeszcze wiele lat i liczę na to, że tacy ludzie jak Pani, jak Pani koleżanki i koledzy będą normalnymi politykami, którzy będą mieli na tyle swobody, by polityka była pasją, a nie zawodem. Jednocześnie uważa Pan, że powinno się ważyć swoje słowa, a polityk powinien mieć szczególną świadomość ich wartości… Jest różnica między słowami pana ministra Ziobry, a pani minister pracy, która powiedziała do swojego współpracownika „spier...”. Ja też swoim kolegom mówię od czasu do czasu „ spier...”. Moi koledzy w momencie napięcia również mówią „spier...”, ale to świadczy o emocjach. Natomiast słowa takie jak „ten pan nigdy więcej w życiu nie zamorduje drugiego człowieka”, o czym świadczą? >>


Ja mam chore dziecko, ja wiem co po tych słowach się działo. Chociaż na pewno pan Ziobro miał kapitalne intencje. Zresztą w ogóle cały ten PiS ma kapitalne intencje i ja się pod dziewięćdziesięcioma procentami intencji PiSu podpisuje. Tyle, że sposób wykonania jest dramatyczny i tyle. Komuniści też mieli świetne intencje. Oni chcieli równości, oni chcieli dobra dla całego świata, ale wyszło troszkę inaczej i obawiam się, że w porównaniu z PiSem to są dwie bardzo podobne frakcje w sensie mentalnym i w sensie skuteczności. Jest jeszcze jakiś inny powód, dla którego akurat do tych frakcji żywi Pan szczególną niechęć? Ja byłem w NZS-ie (przyp. red. – Niezależne Zrzeszenie Studentów). Ojciec jako dziecko trafił w 1941 r do Kazachstanu. Miał wtedy 11 lat. Zesłano go jako wroga ludu. Potem wrócił do Polski, ale nie mógł przyznawać się do swojej przeszłości. Do własnego ojca, który przed wojną był oficerem policji państwowej, też nie. Mojego dziadka rozstrzelali Sowieci we Lwowie na mocy państwowego rozkazu, który został wydany w ciągu dwudziestu czterech godzin. Sprawa wyglądała wtedy tak, że wyprowadzono więźniów na dziedziniec w „Brygidkach” , wydano rozkaz i rozstrzelano dziadka. A na przykład Kaczyński uhonorował policjantów, którzy zginęli w Twerze a tych, którzy zginęli w więzieniach już nie.

I czego Pan teraz oczekuje? Czekam na taką politykę, która będzie sprawiedliwą polityką, gdzie nie będzie istotne, czy człowiek zginął w Twerze, czy gdzieś indziej. Ważne będzie, kim jest człowiek. Mało tego, liczę ciągle, że w Polsce będą jednomandatowe okręgi wyborcze i nie będzie istotna partia, tylko znowu będzie istotny człowiek. Po prostu szkoda, że w Polsce wszystko jest upartyjnione. To, że dla nas coś jest albo białe, albo czarne, to nasza wada narodowa. Ja mogę szanować Schetynę, a z drugiej strony nie cierpieć Palikota. To tak jak prezes Kaczyński powiedział „ Albo czarne jest białe, albo białe jest czarne, przepraszam, białe jest czarne, a czarne jest białe. Przepraszam, białe jest białe, a czarne jest czarne.” No i na tym polega ta polska paranoja. A to wszystko jest proste jak cholera. Ważne żebyśmy zdrowi byli, żebyście się dobrze bawili i żebyśmy się kochali i szanowali. Tyle, cała filozofia. Rozmawiała Magda Kołodziej


wici.info | ludzie

Jak mi każą to pofrunę... Życie po 50-tce zaczyna się, zacina czy kończy? U niego po prostu się zmienia. O wędrówce osobowościowej od Ikara do Dedala, ale i pełnej gotowości do wysokiego lotu,

Stanisław Sojka

opowiada Jakubowi Wątorowi.

32

>>


Śledząc pana życiorys, zauważyłem pewną tendencję: z młodego, szalonego Ikara przeistoczył się pan w statecznego, rozsądnego Dedala. Czy zgadza się pan z tym porównaniem? W tym sensie to wydaje się oczywiste, bo każdy człowiek w ten sposób przechodzi przez życie. Najpierw jest się napędzanym jakąś iskrą, leci się bez opamiętania i człowiekowi zdaje się, że będzie żył wiecznie. Kiedy pod 50-tkę zaczyna się oglądać za siebie, to jedyne, co może ocenić, to fakt, czy zmitrężył czas, czy też nie. Kiedy sam spoglądam wstecz, z całą pokorą mogę powiedzieć, że tego czasu nie zmitrężyłem. Nie znaczy to jednak, że już zupełnie skończyłem działać. Nadal patrzmy wstecz. Pojawiły się w pana hedonistycznym życiu narkotyki. Czemu? Bo artysta musi eksperymentować i dotrzeć do wszelkich granic? Nadal jestem hedonem. Natomiast wraz ze wzrostem świadomości staram się ograniczać przyjemności, bo wiem, że moja kondycja

jest ograniczona i zależna od tego, czy się prowadzę lepiej, czy gorzej. W imię racjonalnego podejścia pewne rzeczy odstawiam, ale wciąż jestem sybarytą. Obecnie stosuję po prostu inne używki, ale ich suma jest de facto taka sama, jak we wcześniejszych okresach mojego życia. Nie żałuję niczego – ani tamtego czasu, ani dzisiejszych czasów. Nigdy nie rozmawiałem na tematy używek, ponieważ uważałem to za ściśle higieniczne zajęcia osobiste. Z używkami miałem wiele przygód i ważnych doświadczeń. Wszystko zależy od tego, w jakim kontekście odnajdujemy przedmiot tej rozmowy. Moglibyśmy rozmawiać długo na temat narkotyków, ale w kontekście otwartego dialogu społecznego, jaki miał miejsce mniej więcej w latach 1990-1998, kiedy to było inne prawo, a narkotyki były rozdzielana na miękkie i twarde. Obecnie za samo posiadanie marihuany można trafić do więzienia, więc wszystko, co powiem, może być użyte przeciwko mnie.

Wspomniał pan kiedyś, że kobieciarstwo to już dla pana historia…

absolutnie nie chcę być z kobietą. Po prostu nie szukałem szczęścia w damskich ramionach.

To też prawda. Jestem spełnionym kobieciarzem. Przyszedł czas, kiedy jestem w szczęśliwym związku i zauważam wiele bardziej fascynujących aspektów życia niż kobieciarstwo. To nie znaczy, że nie oglądam się za piękną damą, czy zniknął mi testosteron. On po prostu w moim wieku nie występuje w takim nasileniu, jak w młodości. Pewne rzeczy same inteligentnie się regulują i wystarczy im się tylko nie sprzeciwiać.

Zatoczmy na koniec koło i wróćmy do Ikara. Magda Umer w piosence „Jeszcze w zielone gramy” śpiewa: „i myśli sobie Ikar, co nie raz już w dół runął, jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął”. Podpiszesz się pod tym, były Ikarze?

Powinienem się bać tego spadku za 30 lat? Ależ skąd! Podryw i zdobywanie kobiet jest wspaniałe, ale także niezwykle męczące i absorbujące. A ja mam takie przeczucie, że wielu rzeczy mogę już nie zdążyć zrobić, w związku z tym nie chcę się zajmować kobietami, bo mam inne sprawy na głowie.

Co było zwrotem w pana życiu? Bo chyba nie jedno wydarzenie, które jakoś pana spoliczkowało i uspokoiło?

Po związku z Grażyną Trelą długo nie mógł pan się podnieść psychicznie. Nie pomyślał pan: już nigdy więcej kobiet!?

Oczywiście to nie było jedno wydarzenie. Życie jest fascynującym procesem. Jak to mówił Staff, wszystko się ze sobą stapia i w siebie przecieka. Trudno przeprowadzić teraz wnikliwą analizę tego procesu, bo mamy mało czasu. Z perspektywy czasu to są jakieś kroki, które można by usystematyzować, ale niestety nie jestem gotowy na aż tak poważną rozmowę.

Myślałem tak przez cztery lata. Mieszkałem sam i nie miałem zamiaru wiązać się z jakąkolwiek kobietą. Los chciał jednak inaczej. A gdy już ten los zechciał inaczej, to pan się bał? Stawiał opory? Nie, bo nie obiecywałem sobie, że

34

To mi przypomina nieco słowa Willisa Conovera, który powiedział mi kiedyś, że najważniejsze jest być gotowym. Nie do końca go wtedy zrozumiałem. Na co gotowym? To brzmiało jak u komandosa, który musi być gotowy do akcji. On powiedział to z perspektywą filozoficzną. Teraz już rozumiem, że najwspanialszym uczuciem w życiu jest poczucie bycia tu i teraz. Cały czas tego się uczę. W rozpoznawaniu „teraz i tu” tkwi także rozpoznawanie zmian. Czasem niespodziewanie przychodzą zmiany tak kardynalne, że potrafią nas śmiertelnie wystraszyć; sprawić, że opieramy się rękami i nogami, bo tego nie planowaliśmy. Otóż jestem gotów na plany boże. Jestem tylko narzędziem, przekaźnikiem. Moje talenty są po to, by służyć bliźnim i to właśnie robię. Odkąd pamiętam, nieustannie coś się zmienia i wiem, że zmieni się jeszcze wiele. Jedną z najpiękniejszych rzeczy w dojrzałości jest pewna gotowość na zmiany. Wobec tego owszem, jeśli coś powieje i każe mi lecieć, to na pewno tego lotu nie uniknę.


wici.info | ludzie

Jan Nowicki: Rozmowa najpiękniejsza Nieposkromiona legenda. Amant z pozoru. W głębi idealista do końca walczący ze swoją naiwnością. Na co dzień uśmiechnięty 70-latek nie bojący się śmierci. Z rozrzewnieniem i troską opowiada o pięknie życiowych drobiazgów, by za chwilę nie pozostawić suchej nitki na ignorantach kultury. Z Janem Nowickim rozmawia Jakub Wątor.

Zgubny idealizm Wspomina Pan w wywiadach, że jest idealistą, którego w młodości zraniły kobiety. Walczył Pan ze swoim idealizmem? Bardzo wcześnie, w zasadzie w dzieciństwie ustaliłem sobie szereg podstawowych rzeczy dotyczących uczciwości, serca, wyborów. Trzymam się tego do tej pory. Być może jest to infantylne i powinienem się z tego wycofać. Ale dlaczego zaczynasz od najtrudniejszego pytania? Bo ten temat jest mi najbliższy... Wyobrażałem sobie wszystko bardzo prościutko, a potem okropnie

37

zdziwiłem się, że życie wygląda inaczej. Uważałem, że ludzie spotykają się po to, by się kochać, żyć i razem umrzeć, trzymając się za ręce. Oczywiście to niemożliwe, bo Pan Bóg zabiera nas wtedy, kiedy On chce, a nie kiedy my chcemy. Niemniej jednak moje marzenie było właśnie takie. Uważam, że w życiu najtrudniejsze jest odchodzenie od niego. Samo życie jest różne, ale najważniejszy jest moment finalny. Trzeba uniknąć wielkiego strachu i rozczarowania. Powinna pomagać nam w tym, w znacznie większym stopniu niż to robi, religia. Ona nas straszy wiecznym potępieniem, piekłem - tak nie może być. W zasadzie każdy na tym świecie zasługuje na swoje niebo - mniej lub bardziej piękne. Rozumiał to świetnie Dostojewski, który umiał rozgrzeszać nawet morderców.

Aktorem jest ten, kto ma żywiołowy talent i umie grać, a potem się z tego wycofać. Ja płaciłem większą cenę za parę ról, które zagrałem. Mówię na przykład o Stawroginie w „Biesach” czy Rogożynie w „Idiocie”. Mam na myśli poważne role, a nie bzdety telewizyjne.

Ale co z tym idealizmem...

Za duże wymagania?

Doznałem rozczarowania bardzo wcześnie i jak potem snuje sobie moje życie to wiem, że to rozczarowanie było decydujące. Zobaczyłem, że nie może być tak pięknie. Wlecze się to za mną aż do dziś. Już wiem, że nie nadrobię niczego, a świat nie jest tak piękny, jak mi się wydawało wtedy, gdy miałem lat 13.

Jak na mnie i jak na życie codzienne - tak.

Założył Pan jednak pewien pancerz bezpieczeństwa... Tak, choć przez mój zawód trochę pogubiłem się w światopoglądzie. Jestem typem aktora... w zasadzie w ogóle aktorem nie jestem.

Pogodził się Pan w końcu z tą naiwnością? Nie, a najlepszym na to dowodem jest to, że po raz pierwszy żenię się, mając lat 70. Do tej pory nigdy nie brałem ślubu. Nie dlatego, że kobiety nie chciały, bo one przeważnie chcą. Zawsze jednak wydawało mi się, że to coś - najpiękniejsze, najważniejsze - jest dopiero przede mną. I w ten sposób życie mi przeleciało, a ja dalej myślę, że to jest przede mną.

Dotknęło mnie jedno Pana smutne zdanie: „Gdy patrzę na piękno, doskwiera mi jednocześnie poczucie ewentualnej straty”. To mnie cechuje. Stąd na przykład przeraża mnie wiosna, maj. Wydaje mi się, że maj to miesiąc dla bardzo młodych ludzi. Natomiast dla ludzi dojrzałych jest przerażający przez fakt, że tyle zapowiada, a kończy się tylko czerwcem. I nie da się tego zmienić. To jest taka bolesna uroda. Wiosna za dużo nam obiecuje i z tego zwykle wynikają jesienie. >>


Wiosna daje palec, ale nie dostajemy ręki... Coś w tym stylu. Generalnie jednak najciekawszą rzeczą na świecie są pory roku. Gdyby nie było innych dowodów na istnienie Boga, to ten jeden wystarczy. Ciągle: wiosna, lato, jesień, zima. Mnie to za każdym razem zdumiewa. Kiedyś nawet chciałem wymyślić jeszcze jedną porę roku, ale mi się nie udało. Nawiasem mówiąc, niektóre w ogóle zniknęły. Gdzie jest przedwiośnie? Gdzie złota polska jesień z babim latem? Teraz to bardzo rzadkie. Jak człowiek trochę dłużej żyje, to zauważa, że wiele rzeczy znika. To jedna z tajemnic, o których mówi Pan, że skrywa je każdy metr ziemi, ale nikt ich nie odkryje... No właśnie! Gdzie się podziały sasankowe wzgórza? Albo wzgórza białe, konwaliowe?

Rozsiałbym miłość Wspomniał Pan kiedyś, że nie był, nie jest i nie będzie Pan porządnym człowiekiem. To jakie jest kryterium bycia porządnym, dobrym? Chciałbym uniknąć słowa kokieteria... Jednak stawiam bardzo wysokie wymagania człowiekowi, by był porządnym. Trzeba być znacznie lepszym, niż ja jestem. Ale w tym cytacie mówi Pan o sobie, a nie o innych...

Piotr Skrzynecki w jednym z listów z Nieba kierowanych do Pana napisał, że wraz z innymi Aniołami rozsiewa nad Ziemią nadzieję. W kontekście tych wszystkich problemów, co Pan rozsiałby nad Ziemią?

Jestem za słaby intelektualnie, żeby mówić w imieniu ludzi. Poza tym całe życie żyłem z samoobserwacji, z własnego przemijania. Moje myślenie, fizyczność to był mój warsztat pracy, więc na tym trochę się znam. Ale nie stać mnie, by ferować wyroki czy definicje. Jestem tylko aktorem.

Co ja mógłbym rozsiać... Miłość. Zaraz mnie spytasz, co to jest ta miłość, a ja zacznę się gubić.

Zapytałem o to, bo usłyszałem ostatnio, że dobrego człowieka poznaje się nie tyle po jego wrażliwości, co przede wszystkim po życiu w zgodzie z nią...

Każdy gubi się przy tym pytaniu. Ja mam na myśli miłość nie tylko w stosunku do człowieka. To bardzo szerokie pojęcie. W nim jest wszystko: rośliny, drugi człowiek, zwierzęta. Jakież ważne są zwierzęta! 70% ludzi traktuje je jak zabawki. Jaką straszną rzeczą musi być rozczarowanie psa swoim panem? To chyba gorsze, niż rozczarować się mężem czy żoną.

Oczywiście, ale można by oszaleć, żyjąc w zgodzie ze swoją wrażliwością. Trzeba się wyzbywać swojej wrażliwości, bo to oznacza dać sobie radę z życiem. Wystarczy spojrzeć na proste rzeczy - przecież każdy dziennik to w istocie telewizyjny lament nad światem. Wrażliwy człowiek powinien płakać, gdy granat rozerwie dziecko. A my patrzymy na to, jedząc zupę, pijąc piwo, trzymając za kolano naszą kobietę. Wyzbyliśmy się tej wrażliwości. Tak jest bez przerwy. Proszę spojrzeć, przechodząc przez ulicę, ile jest na niej biedy i nieszczęścia. Ile wobec tego powinno być łkania w człowieku? A nie łka, idzie dalej! Bardzo często widzi kogoś, kogo należy przeprowadzić przez jezdnię, ale spieszy mu się i nie przeprowadza. Gdy potem słyszy pisk hamulców i ten ktoś wpadnie pod koła, to nie czuje się mordercą. A przecież za takie winy Józef K. był sądzony w „Procesie”... Jesteśmy przepełnieni winą, od której uciekamy.

Wrażliwość w Panu pulsuje, nie broni się Pan przed nią. Muszę się czegoś trzymać, skoro nie mam za dużo rozumu. Będąc przy definicjach... Kolejny list Piotra Skrzyneckiego, w którym opisywał Pański stosunek do przyjaźni: egzaltacja, wygórowane nadzieje, egoistyczne oczekiwanie na wzajemność. Rzadko mówi Pan o jakichkolwiek przyjaciołach poza Piotrem Skrzyneckim... To mało? Przyjaźń trwająca 30 lat! Im mniej przyjaciół, tym lepiej. Tylko trzeba trafić na tego jednego.

38

Lepiej mieć jednego przyjaciela przez 30 lat, niż trzydziestu przyjaciół po rok. Bardzo się cieszę, że zwróciłeś uwagę akurat na ten list, bo rzeczywiście uważam, że przyjaźń należy pielęgnować i nie wolno bez miary z niej korzystać. Tak samo jak miłość, ale przyjaźń to chyba jeszcze coś solidniejszego. Miłość jest piękna, powabna, ale przyjaźń jest jak fundament. Przyjaźń damsko-męska również? Też potrafi taka być, ale jest z nią trudniej, gdyż kobieta jest do zdobycia, mężczyzna zresztą też. Kobieta i mężczyzna - za tym już czai się grzech, zatracenie. Prawdziwa przyjaźń damsko-męska jest możliwa, ale lepiej nie kusić losu.

Prawda bywa nudna Gdy zmarła Agnieszka Osiecka, zorganizowano jej świetny koncert w Opolu. Jak Pan chciałby, by Pana pożegnano? W ogóle niech mnie nikt nie żegna, co jest niestety niemożliwe. Zawsze ze śmierci robi się cyrk pod pozorami szacunku i miłości. Najlepiej w ogóle zniknąć bez śladu tak, jakby się nigdy nie było na świecie. Wszystko, co zostaje po człowieku, dewaluuje się. Poza nielicznymi przypadkami geniuszy. Co innego nasze role - starzeją się, umierają wolniej, ale też umierają, bo kto będzie pamiętał, kogo grał jakiś zmarły aktor 30 lat temu? >>


Proszę jednak nie myśleć, że jestem jakimś strasznym pesymistą. Natomiast uważam, że życie jest wymyślone dość kiepsko. Śmierć i wieczna szczęśliwość zresztą też. Bo czy chciałbyś być przez miliony lat wiecznie szczęśliwy?

Wystarczyłoby kilka ciekawych oddechów, niezwykłych smaków, kilka miłości i prokreacja, bo ktoś musi dalej ciągnąć tę sztafetę.

komanami rozmowy. Potrafiliśmy rozmawiać trzy doby. Mówiliśmy o tym samym, ale raz w kategoriach czarnych, raz w białych. Zamienialiśmy się rolami. Jak mówiłem, że Andrzej Wajda jest nie w porządku, to pan Piotr mówił, że Wajda jest w porządku. Jak widział mojego psa mającego łaty, to pytał, czy nie da się go przemalować. Pan Piotr był mistrzem kontrowersji, a przecież to kontrowersja leży u podstaw rozmowy - musi być zdanie przeciwne. Prowadziłem z nim niezwykłe rozmowy. Odkąd zmarł, nie mam partnera do takich rozmów.

Ale artyści póki co żyją w pamięci żywych.

Jest coś przyjemniejszego od takiej rozmowy?

Artyści w ogóle mają lepiej, bo manipulują czasem. Można być i królem, i złym, i dobrym. To jest fajne, bo jednorazowa egzystencja jest śmiertelnie nudna. Prawda też bywa okropnie nudna. Przecież jeśli teraz rozmawiamy, to ja nie mówię cały czas prawdy. Każdy moment wywiadu, programu telewizyjnego czy audycji radiowej, zawsze jest momentem autokreacji. I Twoje zachowanie też jest autokreacją.

Nie ma, rozmowa jest najpiękniejsza. Najważniejszą rzeczą jest ludzka wyobraźnia, a świetna rozmowa ma w sobie wszystko, jest czymś absolutnie nadzwyczajnym. Zaraz po niej jest literatura, która też jest rozmową. Autor przestaje mieć znaczenie. Ważna jest wyobraźnia czytelnika i on sam. Stąd też te wszystkie ekranizacje powieści są nadużyciem. Nigdy w życiu wymyślonego przez Ciebie „Quo vadis” nikt nie będzie w stanie zekranizować tak dobrze. Bo wymyślisz sobie na arenie tyle lwów, ile chcesz, a Kawalerowicz może ich mieć tylko sześć, bo na więcej nie ma pieniędzy.

Zanudziłbym się na wieczną śmierć. Jaka jest Pana wizja życia?

Kłamstwem można upiększać? Nie, trzeba snuć opowieść. Steinbeck dobrze to ujął: różnica między kłamstwem, a opowieścią jest taka, że kłamstwo krzywdzi, a opowieść działa w interesie zarówno słuchacza, jak i opowiadającego. Na dobrą sprawę trzeba cały czas opowiadać. To jest to, co robił pan Piotr Skrzynecki ze mną. Byliśmy nar-

Fakt, że ludzie przestali czytać, jest początkiem końca. Jak przestają czytać, to przestają pisać, rozmawiać i malować świat.

Przechodzimy w gorszą część świata.

41

Bo przecież nie jest dobrze! Ludzie nie czytają, nie chodzą do teatru, a z kinem kojarzy się serial. To jest obelga dla człowieka mającego inteligencję nawet na poziomie kozy. A co dopiero dla człowieka, który chciałby widzieć coś ważnego. Już w samych tytułach jest obelga. Co to znaczy „M jak miłość”? A dlaczego nie „G jak gówno”? Jest na to jakaś recepta? Nie ma, ponieważ w zidioceniu całych nacji jest jakiś podstępny urok, narkotyk. Głupota jest niesłychanie powabna, zniewalająca. Od momentu, kiedy ekonomia zaczęła mieć coś do powiedzenia w losach świata, to otworzyły się drzwi do grobu dla myślenia. Najlepszy dla myśli był okres zniewolenia, co widać po dokonaniach teatru, literatury. Teraz liczy się, ilu jest widzów i ile zostawili oni pieniędzy. Kiedyś było fantastycznie - był wróg, którego się nienawidziło, a on jeszcze dawał pieniądze na filmy. Teraz nic nie dają i każą się kochać.

Jan Nowicki w filmie „Jeszcze nie wieczór” w reżyserii Jacka Bławuta


wici.info | ludzie

43 Rozmawiamy dzień po śmierci Michaela Jacksona. Z ciekawości zapytam: jak się zapatrujesz na jego twórczość i to, co się działo z nim ostatnio? Był na pewno wrażliwym człowiekiem i artystą. Miał, jak każdy, wiele dobrych chęci, ale i problemów, i porażek za sobą. Bardzo mi przykro, że odszedł, i mam nadzieję, ze nie było w tym tyle tragizmu, ile serwują nam media.

Dlaczego free jazz? I w ogóle jazz?

Inspiracje płyną ze wszystkich stron Tegoroczny festiwal Hasarapasa. Wchodzę do jednej z sal na Bazie Zbożowej, gdzie muzycy mają próby. Pytam go, czy możemy porozmawiać. – O czym? Zbita z tropu odpowiadam nie całkiem z sensem, że o życiu i śmierci. – Jasne! – odpowiada i uśmiecha się rozbrajająco. Ten uśmiech towarzyszy mu w ciągu całej rozmowy. Z basistą jazzowym Wojtkiem Mazolewskim rozmawia Magdalena Wach.

Bo to jest wolność. Można tworzyć za każdym razem muzykę od nowa, a to daje 100 % autentyczności. To jest bardzo ryzykowne i wymaga maksymalnego zaangażowania i koncentracji, ale daje ogromną satysfakcję. Czy taka muzyka ma coś wspólnego z Twoją życiową filozofią? Może... Głównie tyle, żeby być jak najbardziej tu i teraz, a nie wybiegać w przyszłość i nie dłubać w przeszłości. Zaczynałeś wcześnie – mając jedenaście lat grałeś w Iwanie Groźnym. Co jedenastolatek może robić w tak groźnie brzmiącym zespole? Śpiewałem i robiłem show.

Jakie trudności spotyka dzisiejszy muzyk? Zwłaszcza grający muzykę niekomercyjną? Trudności ma każdy z nas. Trzeba sobie z tym jakoś radzić. Robiąc jednak to, co kochasz, zawsze będziesz szczęśliwy. To jest najważniejsze. W Pink Freud chyba lubicie bawić się nie tylko brzmieniem muzyki, ale i słów... Kto jest pomysłodawcą tytułów utworów? Rożnie to bywa. Wymyślamy je wspólnie, czasem osobno albo zapożyczamy. Na mnie spoczywa obowiązek poukładania tego w całość. Inspiracje płyną ze wszystkich stron. Mamy ciekawe czasy i do tego szalonych przyjaciół, którym wpadają do głów niewiarygodne pomysły. Oni są kopalnią propozycji do takich zabaw.

Opowiedz o współpracy z Petem Warehamem – jak się zaczęła i jak wyglądała Wasza wspólna trasa? Dzięki pomocy i pracy Jarka Maślanki (menedżera) bardzo dobrze się to poukładało. Trasa przebiegła bardzo sprawnie i bez nieprzyjemnych niespodzianek. Jedyną przygodą była zmiana perkusisty w trakcie trasy, ale i z tym nie było większych problemów. Peter to bardzo dobry muzyk i wielki wojownik. Dawał z siebie wszystko na próbach i na scenie. Dzielnie znosił trudy podróży po polskich drogach – a potem aktywnie wspierał zespół na scenie i w klubie. Pisze świetne utwory, których parę wykonywaliśmy podczas tych koncertów. Rozmawialiśmy o kolejnym spotkaniu, ale na razie jeszcze nie czas o tym mówić. Jakie masz plany zawodowe na najbliższą przyszłość? Za chwilę szykujemy się do wydania płyty z zespołem Wojtczak/Mazolewski/Gos „FREEYO”, a potem trasę koncertową. Na koniec lata przygotowuję nagranie studyjne swojego kwintetu. Cały czas trwają prace nad nowym albumem Pink Freud i możecie się spodziewać czegoś nowego w przyszłym roku. Dzięki za rozmowę.


wici.info | ludzie

45

Jestem trochę zarozumiały Jak sam mówi, przedstawiać go nie trzeba. Zatem, po prostu: z Krzysztofem Pendereckim rozmawia Jakub Wątor.

zdjęcia: Wiktor Franko | www.wiktorfranko.com

>>


Chcę porozmawiać o panu, nie o muzyce, tylko tu nasuwa się pierwsze pytanie - czy pan o czymkolwiek innym potrafi mówić tak pięknie, jak o muzyce? Trudno mi powiedzieć. To się zaraz okaże. Ludzie odbierają pana jak pomnik. Powinien pan stać już obok Mickiewicza na Rynku w Krakowie... Akurat w Krakowie mój pomnik raczej nigdy się nie znajdzie, ale owszem jest kilka miejsc, gdzie na pewno stanę na cokole. Ma pan wrażenie takiego odbioru wśród ludzi? Odbioru pomnikowego? Na takie pytanie trudno jest odpowiedzieć. Trzeba by zapytać ludzi. Moja muzyka weszła do pewnego kanonu. Poza tym dokonałem – i wydaje mi się to najważniejsze – pewnego przełomu w awangardzie, którą w latach 50-tych i 60tych rozbiłem od środka. Ludzie zwracają się do pana per maestro lub panie profesorze. Przykłada pan do tego wagę? Jak najlepiej do pana mówić? Przez całe życie zebrałem mnóstwo tytułów, ale żadnego z nich nie używam. Najlepiej mówić mi: panie Krzysztofie.

46

A żona ma jakieś zdrobnienie dla pana? Żona w tym względzie na szczęście nie kombinowała i mówi mi po prostu: Krzysiu. Co poza sceną muzyczną pan robi? Lubi pan na przykład bankiety? Mam swoje hobby, a w zasadzie już drugi zawód: botanika. To sprawia mi największą radość. Mam ogród, który rośnie razem ze mną i oczywiście mnie przeżyje. Jeśli pytał pan wcześniej o pomniki, to właśnie te drzewa będą moim pomnikiem, gdy odejdę. Tym bardziej, że wśród moich kolegów na całym świecie nikt takiej pasji do dendrologii nie posiada. Ten ogród jest dla pana ucieczką. Przed czym? Jestem człowiekiem bardzo zajętym. Na przykład trzy dni temu byłem w Niemczech, wczoraj miałem koncert w Nicei, a dziś w Kielcach. Tak wygląda moje życie i dlatego ogród to mój azyl, gdzie mogę się skupić, nie znajdą mnie ludzie, mogę popracować. W okresach, gdy komponuję, chcę być sam. Każdy człowiek w jakimś stopniu kryje się w swojej skorupie. Nie jestem reprezentantem muzyki rozrywkowej, który ciągle chce być na afiszach.

>>


Nigdy nie czuł pan takiej chęci jak ci reprezentanci muzyki rozrywkowej? Ja jestem mimowolnie sławny, ale to mi nie sprawia przyjemności, ani się tym nie egzaltuję. Bez tego też byłby pan spełniony? Nie wiem. I tak, i nie. Jeśli robię coś, co znajduje publiczność na całym świecie to jest bardzo przyjemne. Ale to nie znaczy, że muszę się zajmować samą sławą. To się dzieje obok mnie. I w związku z tą sławą, sukcesami, wspomina pan, że jest znienawidzony przez część swoich kolegów. Jakie tego znaki pan dostawał? Moja muzyka mocno się rozwinęła. Jak już mówiłem, przetarłem szlaki, na które nikt się wcześniej nie odważył. W latach 60-tych XX wieku nikt nie chciał wrócić do korzeni po to, by określić się, że muzyka jest stałym rozwojem i nie zaczęła się od zera. Jest to kontynuacja wielkiej klasyki. A odsuwanie mnie na bok? To jest takie zupełnie polskie. Każdy, kto w naszym kraju robi coś innego, jest od razu ściągany z powrotem na dół. To oczywiście nie jest mój żaden problem. Tak, czy inaczej, działam w pojedynkę i znakomicie czuję się sam. Niepotrzebni mi są koledzy, zwłaszcza, gdy wybrzydzają na mnie.

Czyli zawsze na przekór?

Oczywiście to były ciekawe czasy, szczególnie w Krakowie. Piwnicę dostaliśmy na krótki okres, potem nam ją co chwilę zamykali. Byłem w grupie ludzi, którzy na własnych barkach wynosili węgiel z Piwnicy pod Baranami jeszcze przed jej powstaniem. Jednak nie jestem typem człowieka rozrywkowego. Wtedy interesowało mnie to dlatego, bo to było coś wychodzącego na przeciw estetyce i polityce ówczesnego reżimu. Piwnica była ropiejącym wrzodem, którego władze się wstydziły. Z drugiej strony nie miałem czasu, żeby siedzieć tam po nocach, pić i dyskutować. Pisałem w tym czasie swoje utwory. Etos artysty knajpianego zupełnie mnie nie interesował.

Tak, to moja cecha charakterystyczna. Nie idę z prądem, zawsze mam swoje zdanie. Nie boję się samookreślenia, które zawsze jest inne. A poza tym ciągle się zmieniam i moja muzyka się rozwija, jest inna co kilka lat. Wydaje mi się, że reszta ludzi po prostu za tym nie nadąża. Receptą mojego sukcesu jest jakość mojej muzyki, która jest o wiele bogatsza od pokrewnych sobie. Poza tym poruszanie często niewygodnych, kontrowersyjnych tematów. W latach 50-tych pisałem muzykę sakralną, bo była zabroniona. Potem to sacrum stało się tradycją w mojej twórczości.

Ostatnie pytanie, którego pewnie nikt panu nie zada - jakie chce mieć pan epitafium na swoim grobie?

W historii znamy przypadki takich artystów, choćby Picasso. On całe życie tworzył coś zupełnie innego, niespodziewanie skręcał w boki lub cofał się. To jest prawdziwa postawa artysty, a u nas tego nie ma. U nas, jak ktoś się czegoś nauczy, to już do końca życia przy tym pozostaje. Artysta musi być przekorny. Przekora to musi być taki chochlik, który w nim siedzi. Za tym chochlikiem sam się często chowam, nie biorę udziału w poważnych dyskusjach. Wolę odskoczyć w bok, albo powiedzieć coś wymijająco. Poważne dyskusje kojarzą się między innymi z Piwnicą pod Baranami, której był pan jednym z założycieli, ale zaraz potem przestał pan tam bywać. Dlaczego?

W pewnym okresie życia człowiek sam sobie stawia takie pytanie. Ja bym chciał, żeby było po prostu: Krzysztof Penderecki. Nie potrzeba nic więcej. Już po nazwisku każdy będzie wiedział, o kogo chodzi. Jest pan zarozumiały... Trudno nie być zarozumiałym. Niemal 50 lat temu napisałem przecież „Pasję wg św. Łukasza”, która do tej pory uważana jest za największą Pasję po Bachu. W związku z tym nie muszę być skromny.

49


miasto

P l a n centrum Kielc legenda

Łódź

Warszawa 17

ścieżka rowerowa szlak turystyczny galerie muzea teatry kina ośrodki kultury urzędy kawiarnie, puby, kluby handel, usługi

22 23

Częstochowa

2

24

2

1

25

21

5 1

1

2

8

15 18

3

4 16 14 20

7 3 19

Lublin

8

11

6

9

8

9

6

K raków

18 1

17

12

Tarnów

plan miasta: Agencja Wydawnicza JP www.ziemiaswietokrzyska.net


in f o r m a t o r

11

Galerie 1

B WA P i w n i c e B WA N a P i ę t r ze

Kielce, ul. Leśna 7 tel. +41 344 63 19, 344 49 42 www.bwakielce.wici.info 2

12

13

Galeria Winda

14

15

G a l e r i a Zachęta Kielce, ul. Orla 3

16

M u ze u m L at S z ko l nyc h S te f a n a Że ro m s ki e g o Kielce, ul. Jana Pawła II 25 tel. +41 344 57 92

7

8

9

M u ze u m Z a b awe k i Z a b aw y Kielce, pl. Wolności 2 tel. +41 344 40 78 www.muzeumzabawek.kielce.pl

10

S k a r b i e c K ate d r a l ny Kielce, pl. Panny Marii 3, tel. +41 344 63 07

20

21

18

M o s kwa

22

23

Po d K re c h ą

24

M ł o d z i eżow y Dom Kultur y

25

Ws p a k

18

Wo j ewó d z ki D o m Ku l t u r y Kielce, ul. Ściegiennego 6 tel. +41 361 27 37, 361 24 10 www.wdk-kielce.pl

D o m Ku l t u r y Z a m e c ze k Kielce, ul. Słowackiego 23, tel. +41 361 39 31

Kielce, ul. 1000-lecia Państwa Polskiego 7 tel./fax. +41 342 44 24 25-514 Kielce, ul. Kozia 10a tel. +41 34-434-23, 34-364-20 http://www.mdkkielce.pl Kielce, ul. Śląska 11a

Urzędy 1

2

U r z ą d M i a s ta

Kielce, Rynek 1 Kielce, ul. Szymanowskiego 6 Kielce, ul. Strycharska 6 tel. +41 36 76 000 www.um.kielce.pl

U r z ą d M a r s załkowski Wo j ewó d z t wa Świętokr z yskiego Kielce, ul. IX Wieków Kielc 3 tel. +41 342 15 49 www.sejmik.kielce.pl

Ośrodki Kultury 17

B a z a Z b ożowa

Kielce, Zbożowa 4, tel. +41 344 11 77 www.bazazbozowa.eu

Kielce, ul. Świętokrzyska 20 tel. +41 332 13 30 www.kinoplex.pl Kielce, ul. Staszica 5 tel. +41 344 47 34 www.kinomoskwa.pl

S ł o n e c z ko

Kielce, ul. Romualda 3 tel. +41 341 66 80

Fi l h a r m o n i a Św i ę to kr z ys k a i m . O s k a r a Ko l b e rg a

K i n o p l ex

Kieleckie Centrum Kultury

Kielce, pl. Moniuszki 2b tel. +41 344 40 32, +41 344 40 33 www.kck.com.pl

Te at r i m . S te f a n a Że ro m s ki e g o

17

M u ze u m Ws i K i e l e c ki e j D wo re k L a s zc z y ków Kielce, ul. Jana Pawła II 6 tel. +41 344 92 97

Kielce, pl. Moniuszki 2b tel. +41 361 27 46 www.ktt.pl

Kina

M u ze u m N a ro d owe

Kielce, plac Zamkowy 1 tel. +41 344 23 18 www.muzeumkielce.net

K i e l e c ki Te at r Ta ń c a

Kielce, pl. Moniuszki 2b tel. +41 368 11 40 www.filharmonia.kielce.com.pl

Muzea 6

Te at r L a l ki i A k to r a „ Ku b u ś ”

Kielce, ul. Sienkiewicza 32 www.teatr-zeromskiego.com.pl

KCK, Kielce, pl. Moniuszki 2b 5

Kielce, ul. Zgoda 21 tel. +41 361 25 37

Kielce, ul. Duża 9 tel. +41 344 58 36 www.teatr-kubus.pl

Kielce, ul. Zamkowa 5/7 tel. + 41 360 00 02 4

M u ze u m G e o l o g i c z n e

D Ś T Pa ł a c y k Z ielińskiego Kielce, ul. Zamkowa 5 tel. +41 368-20-53 www.kielcedst.net

Te a t r y

G a l e r i a Fo to g r a f i i Z PA F - B WA G a l e r i a Ws p ó ł c ze s n e j S z t u ki S a kr a l n e j

19

Kielce, ul. Św. Leonarda 4 tel. +41 340 55 20

Kielce, ul. Planty 7 tel. +41 344 76 36, 366 29 71 3

M u ze u m H i s to r i i K i e l c

2

Św i ę to kr z yski Ur ząd Wojewódzki Kielce, ul. IX Wieków Kielc 3 tel. +41 342 1333 www.kielce.uw.gov.pl

w i ę c e j w i n formator ze na stronie i n te r n e towe j w w w.wici.info


wici.info | miasto

Co z tymi Kielcami?

55

wą, Łysicę, Górę Zalasną, a nawet Chełmce. Lubię też moją działkę w ROD „Zacisze”. Wymieniłam te miejsca, bo kocham zieleń i sama działam społecznie w dziedzinie kultury.

nie wykorzystać tego teraz? Oczywiście tu głos podnieśliby ekolodzy, ale na pewno są takie sposoby, by wszyscy byli zadowoleni z zagospodarowania tego terenu. Drugą sprawą jest dawny pomysł Morza Chęcińskiego. Moglibyśmy tu stworzyć mekkę przyrodniczo - rozrywkową dla turystów. Wystarczy chcieć, bo jeśli się chce, to wszystko można. Przykładem jest prezes Mochoń – robi świetną robotę z Targami Kielce i niech nam żyje sto lat.

W Kielcach brak… Dobrych, równych ulic, miejsc parkingowych – i to nie tylko w centrum, czystych podwórek i ładnych elewacji starych budynków. Kielecki autorytet Jest ich wiele. Nieżyjąca pani dr Helena Wolny – wspaniały pedagog, literat i człowiek. Dr Anna Klonowska, która mimo że na emeryturze, to przyjmuje wszystkich pacjentów, nie bacząc na limity Funduszu Zdrowia, poza tym wspaniały Człowiek i Przyjaciel. Władysława Szproch - malarka, rzeźbiarka i poetka. Jest członkiem Związku Literatów Polskich (sekretarzem oddziału w Kielcach), a także wiceprezesem Stowarzyszenia Artystów Plastyków Świętokrzyskich w Kielcach. Należy także do Stowarzyszenia Przewodników Świętokrzyskich. Ulubione miejsce w Kielcach Kadzielnia, Karczówka, Stadion, Park Miejski, Plac Artystów i wszystkie obiekty kultury. Lubię widok z mojego okna. Mieszkam na Wichrowym Wzgórzu i widzę całe centrum miasta, Bukówkę, Karczówkę, Chęciny, Górę Radosto-

Słowo do mieszkańców Kielc Żyjemy w pięknym mieście o bogatej historii, pełnym zieleni, rezerwatów. Mamy wszystko, jeśli chodzi o przyrodę: wodę, góry, doliny, blisko lasy, zasobne w sztukę muzea, wiele prestiżowych galerii, Muzeum Narodowe z cennymi zbiorami, Bazylikę Mniejszą, piękne Centrum Kultury, w budowie nową filharmonię itd. A że miasto nie jest wielką metropolią to i lepiej: mniej ludzi, mniej tłoku, bieganiny, mniej hałasu, mniej anonimowości. Każdy z nas powinien kochać miejsce, w którym przyszło mu żyć. Ja kocham swoje miasto i sławię go poprzez moją sztukę i poezję.

Kielecki autorytet

Jerzy Pikor – absolwent Wydziału Instrumentalnego Akademii Muzycznej w Krakowie, w klasie profesora Krzysztofa Sadłowskiego; prowadzi Studium Gitary Klasycznej w Kieleckim Centrum Kultury. Ulubione miejsce w Kielcach Park i tereny do niego przyległe. Dobrze się tam czuję, mogę się wyciszyć wśród przyrody. Poza tym przemawia do mnie architektura tych budynków. Z kolei trudno jest mi odnaleźć się w wielkich blokowiskach typu Ślichowice czy Wichrowe Wzgórze. W Kielcach brak... Wciąż niewykorzystanym terenem jest Kadzielnia. Słyszałem, że kiedyś były tam jeziora, po których pływano rowerami wodnymi. Dlaczego

Pod słowem autorytet kryje się skojarzenie czyjegoś oparcia moralnego. Trudno mi o takim mówić, bo nie żyję w Kielcach tak długo, by dobrze poznać wszystkie postaci i być pewnym tego, że ktoś jest dla mnie autorytetem moralnym. Mogę natomiast mówić o autorytetach w sztuce. Autorytetem muzycznym jest Artur Jaroń. Z kolei autorytetem teatralnym jest Marek Tercz – człowiek z innej epoki. Oddaje się sztuce całym sobą. Marek jest ostatnim bardem, tacy ludzie już się nie rodzą. Słowo do mieszkańców Powtórzę za ś..p. Piotrem Skrzyneckim – kochajcie, szanujcie sztukę i przychodźcie na występy. Właśnie to samo mówi również Marek Tercz. Zainteresujmy się sztuką i tym, co się dzieje w naszym mieście, bo dzieje się wiele. Notowali: Maria Zając i Jakub Wątor


wici.info | pasje

Pierwszego dnia odbyły się eliminacje do półfinałów w kategorii b-boy’s 2 vs 2 oraz finały kategorii powermoves i footwork. Hala Bazy Zbożowej zdecydowanie sprzyjała turniejowi. Klimatyczna, garażowa aura i odrapane ściany zbliżyły zawody do ulicznych bitew tanecznych. Dodatkowym atutem okazała się żywa perkusja, na której do bitów przygrywał Piru. – Perkusja to nietypowy zabieg, rzadko wykorzystywany na tego typu imprezach, ale za to robiący piorunujące wrażenie i mocno podkręcający zawody – ocenił Vasquez z kieleckiej grupy Broken Glass 2.

BF Memorial 2009 17 lipca w Bazie Zbożowej i dzień później w ogrodzie DŚT Kielce odbyła się już III edycja turnieju BF Memorial, organizowana ku pamięci Piotra „Wembleya” Nowaka. Kielce gościły ponad 50 zawodników z całej Polski i nie tylko – pojawili się również tancerze z Ukrainy.

W jury konkursu zasiedli: Kornel (Broken Glass2), Rudy (Broken Glass2) i Sancho (Stylowa Spółka Społem). Ten ostatni podekscytowany komplementował występy: - Pomimo wakacji uważam, że było dzisiaj bardzo dobrze, zresztą jak co roku. Możemy spotkać się z ludźmi, którzy szanują to co robią i wiedzą po co tu są. Jak sama nazwa wskazuje BF Memorial to impreza poświęcona pewnemu zawodnikowi, mojemu mentorowi i nauczycielowi. To właśnie dzięki niemu zajmuje się breakdancem już 21 lat – powiedział Sancho. Zawody w Bazie Zbożowej wyłoniły półfinalistów w kategorii 2vs2 breakdance oraz zwycięzców w kategoriach: powermove’s i footwork. W tej pierwszej kategorii najlepszy okazał się Chojas ze Zduńskiej Woli. Z kolei footwork wygrał Peny, członek ekipy Duża Doza Niepokoju. – Bardzo się cieszę z wygranej, choć nie poszło łatwo. Mój przeciwnik re-

57

prezentował naprawdę mocny styl, a walka między nami była bardzo wyrównana – przyznał Peny. Wśród startujących znalazło się miejsce dla jednej dziewczyny. 18-letnia Marta Szlachcianowska z Bielska-Białej od 3 lat trenuje breakdance. Niestety tym razem nie udało jej się zawojować pola bitwy. - Mój dzisiejszy występ był słaby, jest bardzo duszno i człowiekowi nic się nie chce – powiedziała. Równocześnie z zawodami w hali, na zewnątrz odbywał się jam graffiti. Jego uczestnicy upiększali ściany Bazy Zbożowej grafikami oddającymi cześć Wembleyowi. Wśród malujących nie mogło zabraknąć Igora Kowalczyka aka Sven. Igor co roku przygotowuje logo BF Memorial, które potem można podziwiać między innymi na pamiątkowych, limitowanych koszulkach rozdawanych wśród organizatorów i uczestników turnieju. Również dzięki jego nieocenionej pomocy BF stale rozwija się pod względem organizacyjnym. Sven i Wembley byli przyjaciółmi. – Obiecałem mu, że jeśli umrze pierwszy, to będę organizował co roku memoriały na jego cześć – wspomina Sven. Po godzinie 20 wszyscy przenieśli się na afterparty, które odbywały się w dwóch kieleckich klubach. W Mehehe (ul. Bodzentyńska 18) do zabawy zagrzewał Dj Fim, który zapewnił też muzykę podczas obydwóch dni zawodów na BF. Natomiast w Chillout Clubie (ul. Hipoteczna 2) hiphopowe rytmy z płyt puszczał Dj Vasquez. Zabawa trwa>>


ła do późnej nocy, a tymczasem już o godzinie 12 w sobotnie południe trzeba było się rozgrzewać do kolejnych potyczek. Tego dnia zawody odbyły się w ogrodzie kieleckiego Domu Środowisk Twórczych. Około godziny 14 prowadzący imprezę Karaz oznajmił rozpoczęcie drugiego dnia zawodów. Pojedynki konkursowe, mimo upalnej, niesprzyjającej pogody, stały na wysokim poziomie, co widać było po reakcjach widzów zgromadzonych w ogrodzie. Do boju stanęli zawodnicy w kategorii electric boogie oraz półfinaliści breakdance 2vs2. Na starcie pojawił się między innymi duet ze Lwowa – Patos i John reprezentujący ekipę OneFlava. – Przyjechaliśmy tu po zwycięstwo – oznajmili. Szyki popsuli im jednak Misjonarze Rytmu, którzy w składzie Pleśniak i Cydrek, pokonali rywali zza miedzy w finale. Na co dzień Misjonarze Rytmu mieszkają w Krakowie, gdzie na Rynku prezentują turystom swój specjalny show taneczny. Wart odnotowania jest fakt, że to ich drugie z rzędu zwycięstwo na BF Memorial. - Lubimy tańczyć w Kielcach, mamy tu wielu znajomych. Mieliśmy bardzo mocnych przeciwników, ale udało się obronić zeszłoroczne zwycięstwo - powiedzieli po zawodach. W electric boogie bezkonkurencyjny okazał się Bienio z Olsztyna. Jak sam powiedział, przyjechał po zwycięstwo, ale gdy zobaczył poziom zawodów, nieco zadrżały mu nerwy. Po zakończeniu zawodów, na scenę wyszła Edyta Strzycka z zespołem,

a następnie stare hiphopowe brzmienia zagrali Wojtas i Zajka – członkowie legendarnej grupy Wzgórze Ya-Pa3. Piosenka „BF – ludzie, o których nie zapominam” była idealnym zwieńczeniem dwudniowego święta hiphopowego ku pamięci „Wembleya”.

59

Piotr „Wembley” Nowak był członkiem kieleckiej grupy tanecznej Broken Glass, malarzem graffiti oraz wielokrotnym mistrzem Polski w tańcu electric boogie. Zginął tragicznie w wypadku samochodowym w 1997 roku. Jakub Wątor

foto: Rafał Nowak | www.rafanoo.com


wici.info | miasto

Obiektywem przez region Sieć internetowa roi się od różnotematycznych fotoblogów. Wśród nich znajdują się i te kieleckie, ale jak w stogu siana znaleźć igłę, która warta jest uwagi? Prezentujemy krótki przewodnik po witrynach świętokrzyskich fotografów.

projektkielce.blogspot.com Michał Janyst jest jednym z twórców świeżo założonego Kieleckiego Stowarzyszenia Fotograficznego KSF (fotokielce.com). Na stronie odnaleźć można między innymi bardzo ciekawe fotografie porównawcze, ilustrujące dane miejsca czy ulice kieleckie w stanie dzisiejszym i sprzed 30 i więcej lat Na uwagę zasługują też zdjęcia krajobrazów świętokrzyskich, a fani sportu mogą przejrzeć fotorelacje z meczów Korony Kielce.

61

swym wiekiem (a wiosen liczy już 37) czy też zwierza się na blogu, jak to ukrywa przed żoną tajemniczą larwę, która zamieszkała w ich domu. A tak przy okazji - świetnie posługuje się aparatem fotograficznym. Materek nie ogranicza swych zdjęć do kategorii, fotografuje wszystko, co wydaje mu się być warte odnotowania. Akielce.blog.onet.pl

Tajemniczy autor „małea” ilustruje ciemne strony Kielc. Odnajdziemy pomalowane mury, a wśród nich anonimowe wyznania miłości czy nienawiści. Ulice Kielc często upiększane są charakterystycznymi wlepkami autora – zdjęcia z tych akcji również obejrzeć można na blogu Akielce. Tompac.pl

Brulionman.wordpress.com Brulionman nie tylko dzieli się swoimi zdjęciami, ale i niejednokrotnie dopisuje do nich ciekawe historie. Spora część tekstów pochodzi z Irlandii, gdzie autor przebywał przez dłuższy okres czasu. Obecnie wrócił do Kielc i nadrabia zaległości, również te fotograficzne. Na blogu, oprócz zdjęć natury czy obiektów, można też obejrzeć fotografie ilustrujące wyprawy autora (wraz ze znajomymi) czy różnego rodzaju kieleckie wydarzenia towarzyskie – mniej i bardziej publiczne

Materek.pl Duża doza humoru charakteryzuje blog Piotra Materka. Jak sam napisał, fotografuje, by zaspokoić wieczny głód poznawania siebie. Jednocześnie zaspokaja potrzebę dobrego samopoczucia czytelników choćby tym, jak ubolewa nad

Na stronie można odnaleźć trzy kategorie: Lotnictwo, Widoki i Industrial. Większość zdjęć w kolorystyce czarno-białej. Autor uzupełnia witrynę o krótkie notki informacyjne związane z fotografią i jego drugą pasją – lotnictwem. „W fotografii Tomasz Pacan próbuje różnych tematów, wykonuje portrety, reportaże z miejsca pracy, krajobraz przemysłowy oraz relacje z pracowni przyjaciół – artystów różnych specjalności” – tak recenzuje go mistrz Paweł Pierściński.

Betko.wordpress.com – relacje z wypraw fotograficznych, jak i ze zwykłych spacerów kieleckimi ulicami okiem Grzegorza Bętkowskiego Ciąg dalszy nastąpi... Jakub Wątor


wici.info | miasto | sonda

63

Siedzimy, nic się nie dzieje... Tak zapewne pomyśli każdy kierowca stojący w korku i czekający, aż coś się wreszcie ruszy do przodu. W Kielcach od dawna głośno się mówi o wyłączeniu ścisłego centrum miasta z ruchu drogowego. To nie jedyne przewidywane zmiany w komunikacji. Zapytaliśmy kilkoro kielczan, jakie przewidują skutki uboczne remontów dróg oraz wyłączenia centrum z „obiegu” – i odpowiedziami nikt nie był raczej zaskoczony.

Kuba, 21 lat: Ja osobiście nie używam samochodów, także dla mnie to chyba lepiej. Będę mógł się poruszać swobodnie po centrum, nikt nie będzie mi wyjeżdżał na pasach podczas przejścia. Dla pieszych to na pewno duże ulepszenie. Dla kierowców natomiast może być problemem dojazd do jakichkolwiek banków czy instytucji znajdujących się w centrum. Dla jednych lepiej, dla innych gorzej. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało.

Jolanta, 48 lat: To będzie jeden wielki koszmar! Samochodów osobowych jest bardzo dużo i wciąż ich przybywa, więc utrudnienia będą na pewno duże. A dla pieszych? To zależy, w których miejscach będą ustawione przejścia, wtedy się zobaczy, jak to wygląda w praktyce.

Marysia, 22 lata: Zamknięcie ruchu drogowego w centrum miasta oznacza totalne zakorkowanie ulic. Z drugiej strony dla pieszych oznacza to swobodne poruszanie się po centralnych drogach. Wiadomo, tam, gdzie ktoś traci, inny zyskuje. W tym wypadku na straconej pozycji są kierowcy. Notowała Magdalena Wach, zdjęcia Marcin Białek.

Grzegorz, 20 lat: Uważam, że zamknięcie ruchu drogowego w centrum Kielc jest świetnym pomysłem. Myślę, że to zapewni lepszy komfort dla tych, którzy poruszają się rowerami lub pieszo.

Janusz, 51 lat: Od pewnego czasu trwają prace na ul. Domaszowskiej przy dojeździe do ul. Polewskiej. To, co tam zrobiono, jest karygodne. Zwężono w tym miejscu ulicę, a tamtędy przejeżdża kilkaset L-ek dziennie. Teraz tam jest wąskie gardło i trudno się poruszać.

Asia, 18 lat: Utrudnienia komunikacyjne z pewnością się pojawią, ale z drugiej strony można się spodziewać, że w innych miejscach, poza centrum, zostaną wyremontowane drogi. Wtedy sytuacja mogłaby się polepszyć Dla pieszych to nie będzie chyba jakieś szczególne utrudnienie.


wici.info | miasto

Galeria Świętokrzyska IX FESTIWAL TAŃCA KIELCE 2009

Internetowe rozmowy na tle historii Kielc Za sprawą Jacka Korczyńskiego i Rafała Zamojskiego w 2005 roku na bazie serwisu Wici.Info powstała „Galeria Świętokrzyska”. Autorzy udostępnili w niej kilkaset zdjęć wraz z opisami dokumentującymi kieleckie budowle. Nikt nie spodziewał się, że fotografie te posłużą za pretekst do wspomnień dla dwóch osób, których drogi przypadkiem skrzyżowały się w Galerii Świętokrzyskiej…

Willa Knichowieckiego ul. S. Żeromskiego – willa wybudowana w 1915 r. przez Lucjana Knichowieckiego. Nazwa albumu: Dzielnica „gubernialna”

Eliza [09 Wrzesień, 2006 @ 11:19 PM] Mieszkałam tu od urodzenia... Dokładniej w klatce na prawo w tej bramie... W willi Pani Szumborskiej byłam kilka razy. Była to starsza sympatyczna kobieta, która od czasu do czasu prosiła nas dzieciaków z podwórka obok o pomoc w ogrodzie. Za to wynagradzała nam owocami i orzechami... Muszę powiedzieć, że tył tej kamienicy tez jest fantastyczny... Brakuje mi jednak trochę dzikich różowych róż, które kiedyś obrastały cały ten przedni ogródek... Jarek [11 Październik, 2006 @ 12:04 PM] Od wczoraj Żeromskiego jest zamknięta, drogowcy zrywają tam nawierzchnię - a więc szykuje się kolejna odnowiona ulica w Śródmieściu Kielc!... Eliza [11 Październik, 2006 @ 12:06 PM] Wow !!!!!! Ale szkoda ze mnie tam nie ma :( . . . Jarek [12 Październik, 2006 @ 08:51 AM] Dobrze, że na razie są chociaż fotki... Głowa do góry! Na Żeromskiego wciąż są te same kamienice i podwórka... Eliza [12 Październik, 2006 @ 11:12 AM] Znam wszystkie zakamarki na tej ulicy... Schron, piwnice, dachy, ogrody, tajne przejścia.... . . . śnieżka [19 Październik, 2006 @ 04:33 PM] w tym pokoju gdzie balkon, mieszkały uczennice....:-) Eliza [19 Październik, 2006 @ 11:43 PM] Witaj Śnieżko :) Pamiętam ich kilka... Nawet flirtowały przez te okrągłe okna z chłopakiem mieszkającym na drugim piętrze w mojej klatce :) . . . Eliza [24 Październik, 2006 @ 11:48 PM] Nawet nie wiecie ile bym dala za to,

65

aby w jakiś magiczny sposób wejść do tej fotki i skręcić w prawo... Jestem tak strasznie ciekawa jak moje kochane podwórko się miewa... Czy schron tam jeszcze stoi... ławka obok z rosnąca tuz za nią jarzębina... niskie garaże, po których skakałam... Drzewa... Ogrody z wspaniałymi zdziczałymi owocami ...Bajka... Nie wiem jak ja wytrzymam jeszcze do lata... . . . Eliza [26 Październik, 2006 @ 10:19 AM] Chyba tylko mi pozostaje mieć nadzieje, że przyśni mi się to fantastyczne podwórze.... Jarek [26 Październik, 2006 @ 11:19 AM] Byłem tam godzinę temu. To podwórko nadal jest ekstra! :-) Eliza [26 Październik, 2006 @ 11:23 AM] ALE CI JARKU ZAZDROSZCZĘ!!! skręca mnie..... Jarek [26 Październik, 2006 @ 12:00 PM] Już niedługo i to podwórko doczeka się Elizo Twojej wizyty... :-) Eliza [30 Październik, 2006 @ 02:20 PM] To będzie dzień! Jarek [30 Październik, 2006 @ 03:01 PM] A w tym warzywniaku naprzeciwko tej bramy oferują teraz tanią odzież... Eliza [30 Październik, 2006 @ 03:23 PM] Naprzeciwko tej bramy, nigdy w moich czasach nie było żadnego warzywniaka... Natomiast na przeciw następnej bramy, obok apteki-tak.... ... (Zdjęcie i fragmenty komentarzy pochodzą ze strony: http://www. galeria.swietokrzyska.wici.info/)


wici.info | miasto

67

Scyzory Kielce Od ponad roku na sportowej mapie Kielc widnieje nowy punkt – futbol amerykański. Powstała wtedy drużyna Scyzoryk Kielce swoją egzotyką zainteresowała wielu kibiców sportu.

foto: Łukasz Król | www.lukaszkrol.eu

>>


wici.info | miasto

Trudne początki Pomysł powstał w głowach dwóch studentów prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Piotr Gad i Rafał Kozieł, bo o nich mowa, postanowili sprawdzić się w czymś nowym. Impulsem był prezent, jaki Gad dostał od swojej siostry – piłka do futbolu amerykańskiego. Potem wszystko poszło błyskawicznie – spontanicznie, po znajomych, zebrano ludzi i rozpoczęto treningi, a w kwietniu ubiegłego roku drużyna została zarejestrowana w Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego. W kwestii formalności prawnych pozostała rejestracja Klubu Sportowego w Urzędzie Miasta. Potem zaczęły się poszukiwania sponsorów i stadionu.

69

Co ciekawe, łatwiej poszło z darczyńcami finansowymi – jako pierwsza zgłosił się Kielecki Katalog Firm, który sponsoruje Scyzory do dzisiaj. Problemy nastąpiły, gdy przyszło szukać stadionu. Zawodnicy Scyzorów niechętnie wspominają wizytę u prezydenta Lubawskiego. Nie zgodził się on na udostępnienie drużynie stadionu w Kielcach, argumentując, iż futbol amerykański nie jest sportem przyszłościowym. W sukurs przyszli włodarze w Nowinach - kieleccy futboliści od początku sezonu rozgrywają swoje mecze na stadionie GKS Nowiny przy basenie „Perła”. - Początki były trudne, nie mieliśmy porządnego sprzętu. Nawet w pierwszym w historii sparingu, z Warriors Zabrze, niektórzy zawod-

nicy grali w prowizorycznie zmontowanych strojach – wspomina Jan Kisielewski, jeden z graczy. Sponsorzy wzięli jednak sprawy w swoje ręce i dziś Scyzory zaopatrzone są w profesjonalny komplet strojów sportowych.

O co chodzi? Zawodnicy sami przyznają, że początkowo problemem były dla nich nawet zasady gry – schematy zagrań. Do każdej zagrywki istnieje kilka możliwości rozegrania gry. Najważniejszym zadaniem jest przeniesienie piłki do strefy końcowej boiska (tzw. end zone). Aby utrzymać piłkę w posiadaniu, należy w czterech próbach przenieść ją w stronę end zone

rywala o co najmniej 10 jardów – w przeciwnym wypadku następuje zamiana ról i piłkę przejmuje drużyna dotychczas się broniąca. – Mimo skomplikowanych zasad, ani myśleliśmy o zaprzestaniu gry. Wystarczy raz przyjść na trening, by zauroczyć się i pragnąć kontynuować grę – deklaruje Scyzor Bartek Muszyński. Dla niezorientowanego kibica zaskoczeniem może być czas gry. Teoretycznie mecz trwa cztery kwarty po 12 minut, jednak po każdej zakończonej akcji następuje przerwa na zaplanowanie kolejnych zagrywek. W praktyce wydłuża to mecz do około 3-4 godzin. Nie odstrasza to jednak kibiców – frekwencja na meczach Scyzorów w Nowinach oscyluje wokół >>


300 osób. Sport ten rozwija się w całej Polsce. Czołowa drużyna kraju – The Crew Wrocław – ściąga już graczy z zawodowych lig w USA. Każdy zawodnik ma określone zadania. Bartek Muszyński gra na pozycji offensive guard. W trakcie meczu blokuje na skrzydle defensywę rywali tak, aby rozgrywający mógł swobodnie rzucić piłkę biegaczom (running backom) lub łapaczom (resilverom). Jan Kisielewski grał na tej samej pozycji, ale po drugiej stronie boiska. Niestety, w kwietniowym meczu z Tigers Kraków doznał poważnej kontuzji nogi. Rekonwalescencja ma potrwać co najmniej 10 miesięcy, a i tak nie wiadomo, czy możliwy będzie jego powrót na boisko. Póki co Kisielewski zajął się opracowywaniem taktyk meczowych jako

asystent trenera. Czy nie boją się takich kontuzji? – Staram się nie myśleć o kontuzjach, bo gdybym się bał, to w ogóle nie wychodziłbym na murawę – zapewnia Muszyński. Z pozoru futbol amerykański wydaje się być agresywnym sportem, ale w rzeczywistości właśnie o to chodzi, by w sportowej rywalizacji wyładować adrenalinę, legalnie się wyżyć, a także udowodnić siłę i przebiegłość wobec rywala. – Na boisku nie ma przeproś, ale po meczach rozmawiamy z rywalami, doradzamy sobie, kto co źle zrobił, kto powinien poprawić swoje zagrania – zdradza Muszyński. W trakcie meczu również jest miejsce na fair play. Kiedy któryś z zawodników dozna kontuzji, gracze obydwóch drużyn z szacunku klęczą na murawie, dopóki kontu-

zjowany nie podniesie się z ziemi.

Co dalej? Trenerem Scyzorów jest Tommy Hold, z pochodzenia Teksańczyk od 7 lat mieszkający w Kielcach i uczący w szkole językowej. Hold grał niegdyś w amerykańskiej lidze high school, kilka miesięcy temu przeczytał o Scyzorach w gazecie i zaproponował współpracę. – Trener jest dla nas swego rodzaju autorytetem. Nauczył nas taktyki, czytania gry rywala, inspiruje nas do gry – przyznaje Jan Kisielewski. We wrześniu kończy się pierwszy sezon gry Scyzorów w dywizji południowej drugiej ligi. Zajmują ostatnie miejsce, ale jak zapewniają, jak na razie muszą się ograć w meczach o stawkę, a porażki tylko ich mobilizują. Ostatni mecz odbę-

71

dzie się 12 września w Nowinach z drużyną Kraków Knights. Drużyna wciąż poszukuje sponsorów i zaprasza wszystkich chętnych do sprawdzenia swoich umiejętności. Jeśli ktoś wykaże swoją gotowość i waleczność, może liczyć na włączenie do drużyny. Szczegółowe informacje o treningach i zasadach gry znajdują się na oficjalnej stronie klubu pod adresem: www. scyzory-kielce.pl - Już szykujemy się do kolejnego sezonu. Cały czas się uczymy, a z każdym meczem czujemy coraz większą frajdę i ochotę do gry – zgodnie stwierdzają Muszyński i Kisielewski. A my w kolejnym sezonie będziemy mocno trzymać kciuki! Jakub Wątor


wici.info | fason

73

Szkolne Emocje

>>


Emo jest w modzie!

Modelki: Maja i Wika Wizja: Monika Zielińska-Kozieł i Ewa Żurowska Zdjęcia: Rafał Nowak Asytsta: Kuba Wątor Podziękowania dla salonu fryzjersko-kosmetycznego Coco www.cococlub.pl

75

To stosunkowo młoda subkultura oraz nurt filozoficzny, do którego należy głównie nastoletnia młodzież. Stereotypowy przedstawiciel emo to nigdy nie uśmiechający się nastolatek z czarnymi lub wybielonymi, lekko przetłuszczającymi się albo nadmiernie wysuszonymi włosami, grzywką zakrywającą 3/4 twarzy, bladą cerą oraz paznokciami pomalowanymi na czarno. Oczy ma zazwyczaj mroczne, rozmazane, przerysowane eyelinerem i wzmocnione tuszem. Oczywiście widzą to, co chcą widzieć. Usta są wybielone i pełne pseudopoetyckich bełkotów. Ubierają się w obcisłe ciuchy w ciemnej tonacji, które podkreślają ich cierpienie i ból. Zdecydowana większość ubrań w jego szafie jest w paski, czaszki lub szachownice. Nie noszą plecaka, dźwigają wypchaną mechanicznymi zabawkami torbę. Ulubionym miejscem przesiadywania emosów są pozerskie, zadymione kluby oraz chodnik przed supermarketem. W tych pierwszych spotykają się w celu ukazania swej wrażliwości wśród ludzi ślepych na piękno. Drugie miejsce służy zaś opłakiwaniu z innymi wizyty w skateparku. Nie ma mowy o jakiejkolwiek sensownej rozmowie. Mają swoje zdanie na każdy temat i nawet, jeśli głoszą nieprzeciętne herezje, to i tak ty się mylisz. Szkoła jest im obca, ale tkwią w niej jak pozostali. A wycofanie nie jest wskazane, a więc witaj szkoło i do przodu!


wici.info | pasje

Warto być sobą Rozmowa z Kasią Hadałą, nastoletnią poetką. Być poetą we współczesnym świecie to wyzwanie – świat żyje szybko, brakuje czasu na skupienie, rozrywka kusi. A jednak niektórzy chcą podjąć to wyzwanie – Kasia Hadała ma 12 lat i, jak sama mówi, jest „pogodną dziewczynką, która zamierza spełnić swoje największe marzenie i zostać poetką” . Jeden z jej wierszy został wybrany do Poetyckiej Poczty 2008. Tu i tam jeszcze światło jest To jedyna pociecha dla tego świata („Płynące ulice”) Kasia pisze, odkąd pamięta. Mówi, że kiedy się rozgląda, często widzi rymy. Pisze o tym, co czuje, co pojawia się w jej snach. Często pisze dla siebie, dla rodziny, również do szkoły. Bierze udział w różnych konkursach dla poetów, niestety często barierą okazuje się być wiek – Kasia jest za młoda, choć czytając jej wiersze ma się wrażenie, że ma o wiele więcej lat. Bo zaraz zniknie radość z życia („Płynące ulice”) Jednak bycie nastoletnią poetką nie jest proste. Kasia doznała od ludzi różnych uczuć, bo różnie traktowany jest inny sposób myślenia.

77

Czuje się odosobniona w swoim otoczeniu, ale wiersze pomagają jej przełamać nieśmiałość. To, co odróżnia ją od wielu nastolatków, to ideały, w które wierzy: uczciwość, przyjaźń i zaufanie. Każdy marzenia ma i czasem je spełnia. Zależy jakie są, czy małe, czy duże, czy radosne, czy smutne, czy o świcie, czy w nocy je masz. („Marzenia”) Choć jej marzeniem jest wydanie tomiku poezji, nie ma idoli. Każdy ma swoje wymagania – mówi Kasia – nie można się na nikim wzorować, bo kiedy naśladujemy innych ludzi to tracimy swoją wartość. Warto czerpać z kogoś przykład, ale ta osoba nie musi być ideałem. Nie dąży też do sławy, bo wie, że warto być sobą. W pewnym sensie rozgłos pomaga, ale pojawia się też wiele pytań na tematy prywatne – twierdzi Kasia. W wolnym czasie lubi słuchać muzyki, czytać fantastykę i książki przygodowe. Zajmuje się także fotografią – tak właśnie ilustruje swoje wiersze. Najbardziej lubi fotografować przyrodę. Nigdy takiej ciemności nie znajdziesz Choć byś nie wiem, jak szukał. („Płynące ulice”) Kasia chce nadal pisać, choćby dla siebie. Wie, że bycie poetą jest trudne, dlatego chce się zająć psychologią w dorosłym życiu. Justyna Giemza foto: Łukasz Król | www.lukaszkrol.eu


wici.info | świętokrzyskie

Carskie Kielce, Żeromskiego Kleryków, Witkacego Łżawiec Kielce, Klerykowo, Łżawiec… Te trzy nazwy współgrają ze sobą, dając jednak niepełny obraz miasta, w którym Stefan Żeromski spędził część swojej młodości. Urodzony w trudnych czasach zaborów, Żeromski musiał wykazać się wielkim oportunizmem i wytrwałością w kształtowaniu tak swojego życia, jak i samego siebie. I choć uwielbiał rodzinną ziemię, walczył o jej pamięć, to jednak nie raz był jednocześnie, obok apologety, jej oskarżycielem. Co więcej, rozczulenie, jakie można by przypisywać chwilom, gdy pisał o Kielcach „Kleryków” w „Syzyfowych pracach”, wcale nie przekładało się na jego osobisty stosunek do miasta.

Dość powiedzieć, że w „Dzienników tomie odnalezionym” pisarz często negatywnie określa samo miasto: – „(…) siedzę tu w parszywych Kielcach” (27 VIII 1890 r.) czy „Przeklęte Kielce!” (9 IX 1890 r.). Skąd tak ostre określenia tego miasta? Urażony kielczanin mógłby spytać wprost – skoro mu się tak nie podobało, to dlaczego tam mieszkał? Zanim wydamy taki osąd, musimy sobie uświadomić realia, w jakich przyszło żyć Żeromskiemu. Systematyczna rusyfikacja regionu po Powstaniu Styczniowym musiała siłą rzeczy wywrzeć silne zmiany w światopoglądzie mieszkańców. I, bądźmy szczerzy, stereotyp zaboru rosyjskiego, w którym było szaro, ponuro, a ludzie snuli się po ulegających rozkładowi ulicach, znajduje dziwne potwierdzenie w ponurej rzeczywistości, jaką maluje Żeromski: – „Na świecie tak mało jest ludzi, że szukać ich w Kielcach byłoby co najmniej optymistycznym ryzykiem. Światek ten żyje życiem roślinnym tak wieczyście monotonnym, że ilekroć zdarza mi się po roku, po dwu do Kielc zajechać, nie znajduję zmiany żadnej. Te same twarze, ci sami emeryci, te same dewotki, ten sam profesor S. z wysuniętymi mankietami i piętnem serwilizmu na licu, te same głupie oblicza młodzieży i głupsze jeszcze noski i buzie pseudomodnie ubranych panien, bajki miastowe te same i taż sama nuda, wisząca w powietrzu, przesiąkająca wszystko, wciskająca się w głąb twego ciała jak wilgoć jesienna. Jeżeli się tu co zmienia, to

79

jedynie energia potencjalna moskiewszczyzny.” (10 VI 1890 r.) Chyba właśnie ta obłuda oraz małomiasteczkowa atmosfera stały się przyczyną, dla której Żeromski ukuł nazwę Łżawiec. Przeciwnie jednak do tego, co mu się zarzuca, to jednak dopiero Wyspiański i jego paszkwil „Do przyjaciół gówniarzy” ostatecznie przypiął Kielcom łatkę dużej wioski z pretensjami i niezrealizowanymi ambicjami. Przytoczyć tu trzeba byłoby chyba cały utwór, żeby oddać jad, z jakim zostało zaatakowane miasto. Żeromski natomiast skazany niejako na życie w Kielcach, najpierw przez edukację w gimnazjum, którą wspomina bardziej jako indoktrynację niż naukę, dalej poprzez konieczność utrzymania się przez udzielanie korepetycji, po prostu musiał przywyknąć do tej niszczącej go atmosfery. I, choć narzekał na przeziębienie złapane na Karczówce, to jednak właśnie okolice Kielc dawały mu oddech życia. Oddech czerpany choćby z borów sosnowych, które tak pięknie opisywał. I to był właśnie chyba jeszcze ten jeden element, który powodował, że i myślami później często wracał do tego regionu. Dziś powinniśmy zadać sobie przede wszystkim pytanie, jak Kielce dzisiejsze mają się do tych z lat młodości Żeromskiego. Czy wyzbyliśmy się już kompleksu Klerykowa albo, co gorsza, Łżawca? I czy nasze dążenia prowadzą do tego, by szarość i małomiastecz-

Stefan Żeromski, Eligiusz Niewiadomski 1900

kowość zostały przekute na perłę tego regionu? Z pewnością miasto nie przypomina już tego z okresu carskiej Rosji. Jednakże przed nami jeszcze wiele lat do wyzbycia się jej również z naszej mentalności. Tak, by pisarz spoglądając na nas z niebios mógł być z nas dumny oraz ze swojego Klerykowa. Mateusz Kowalski


Radosław Nowakowski

MOJE PAŃSTWO (20)

Edukacja Ucz się, ucz, a garb ci sam wyrośnie. Tak mówią w kraju zapłotnym. Nie ucz się, nie ucz, a garb ci nie wyrośnie, będziesz prosty, zgrabny i piękny. Tak nie mówią w kraju zapłotnym. Ale tak myślą. Ciągle. Od lat. Od pokoleń... A może nawet już i nie myślą; cóż im po myśleniu – z myślenia biorą się tylko same kłopoty. To mają zakodowane, wpojone, wyssane z mlekiem matek, są o tym dogłębnie przekonani, do samego dna: tak jest i już, bo tak ma być i już. A ja się uczę i uczę, i garb mi nie wyrósł. Ciągle jestem prosty, zgrabny i piękny. Już się tak uczę pięćdziesiąt cztery lata. Oczywiście, jeśli będę się tak uczył jeszcze dwadzieścia lub trzydzieści lat, to może mi garb wyrośnie, przestanę być zgrabny, pomarszczę się i zbrzydnę. Ale tak się stanie niezależnie od tego, czy będę się uczył czy nie. No więc uczę się dalej. Ciągle dolewam oleju do głowy. Sprawdzam jej szczelność. Czy go nie ubyło i czy się nie zużył. Jeśli wycieka, to próbuję wyciek zlikwidować. Nie przepełni się głowa. Głowa jest beczką bez dna... A poza tym, to lubię się uczyć. Lubię wiedzieć. Lubię myśleć. Tak mam i już. Kilka lat temu bardzo popularna była piosenka dla dzieci i ich rodziców, w której przekonywano, że nie jest ważny olej do głowy, lecz ten święty, nie rzepakowy. Ta piosenka była jawną pochwałą głupoty, ale jakoś nikt na to nie zwrócił uwagi. Prawie wszyscy się zachwycali: jaka piękna i mądra piosenka! Nikt nie protestował, bo za piosenką stało potężne lobby, bynajmniej nie hodowców słoneczników (bo jeśli nie rzepakowy, to może słonecznikowy – święty czy nie święty,

z czegoś ten olej musi być zrobiony), lecz ogólnospołeczne lobby hodowców głupoty. Wbrew powszechnej (za płotem) opinii, głupcy sami się nie rodzą, a nawet jeśli, to nie w takich ilościach. Trzeba ich zatem hodować. Wbrew, tym razem nie powszechnej, lecz jednostkowej i mocno bulwersującej opinii wyrażonej dosyć wyraźnymi literami napisanymi na murze kilkanaście lat temu, myślenie boli. Oj, boli, bardzo boli. Zauważono to już ze dwa tysiące lat temu, lecz owo spostrzeżenie zawarto wówczas w nieco innym, trochę dłuższym niż myślenie nie boli sformułowaniu: „Im więcej wiemy, tym więcej cierpimy.” W tym przypadku mamy do czynienia z ukrytą pochwałą niewiedzy (chociaż niewiedza niekoniecznie musi być głupotą, to z pewnością niewiedzy do głupoty po drodze). Można bowiem wysnuć z tego stwierdzenia całkiem poprawny wniosek, że im mniej wiemy, tym mniej cierpimy, a jeśli nic nie wiemy, to nie cierpimy wcale. Czyli całkowita niewiedza wprowadza nas w fantastyczny i absolutny błogostan. Oczywiście, kiedy dowiadujemy się, że Iksiński jest wyjątkową świnią i zdrajcą, choć przez lata wydawał się tak porządnym człowiekiem i stawiano go wszystkim za wzór, albo że w szkatule właśnie ukazało się dno i nic nie wskazuje na to, aby ta szkatuła ponownie się zapełniła, lub że zaatakował nas paskudny i wielce zjadliwy wirus, to taka wiedza może okazać się bardzo bolesna. Znacznie trudniej jednak zrozumieć, dlaczego mielibyśmy cierpieć z powodu poznania struktury DNA, mechaniki kwantowej czy lingwistyki kognitywnej, albo tajemnic życia termitów lub surykatek. Księżyc stał się dla mnie znacznie piękniejszy odkąd wiem, że nie mieszka na nim niejaki Twardowski, wyjątkowy cham i ordynus. Doprawdy, wspaniale jest wiedzieć. Jak jednak tę wiedzę zdobyć? Najchętniej wypijając jakiś magiczny wywar lub zjadając zaklęty owoc. Oczywiście musi być smaczny i słodki, nie jakiś kwas wykrzywiający gębę. Niestety, w ogrodach i lasach Liberlandii, na jej polach i łąkach takie rośliny nie rosną. Może gdzieś indziej tak, ale tu nie, więc nie ma co ich tutaj szukać. Jak również mędrca, który odsłoniłby przed nami wszystkie tajemnice świata w krótkim, wręcz teledyskowym, a więc nie nużącym, wykładzie – taki tu nie mieszka, nie wybudował sobie chatki gdzieś pod starą, skrzaczałą jabłonią. Tak, to bardzo przykra wiadomość: żeby się czegoś dowiedzieć, trzeba się uczyć. Nikt nas niczego nie nauczy. Zwykli nauczyciele i mistrzowie mogą nam coś wskazać, lecz nie nauczą się za nas słówek, nie wyćwiczą gam i pasaży, nie rozwiążą zadań. Wszystkiego musimy uczyć się sami. Stale. Ciągle. Bez przerwy. Mozolnie. >>


83

Tak. To okropne. Wiem, ale nic na to nie mogę poradzić. Tak po prostu jest i już.

12 razy kultura

Wszystkich, którzy chcieliby emigrować do Liberlandii i prosić o azyl ze względu na prześladowania edukacyjne ostrzegam: w Liberlandii obowiązuje nakaz uczenia się przez całe życie. Jak również nakaz wolnego, swobodnego, twórczego myślenia. To straszne, wiem. Na pocieszenie dodam, że do szkoły chodzić nie trzeba. Szkoły tu nie ma (chociaż warto wiedzieć, że jedyny dom istniejący w Liberlandii był kiedyś, w odległych czasach przedliberlandzkich, wiejską szkółką). Klasówek, stopni i wywiadówek też nie ma. Na zmartwienie dorzucę, że wakacji też nie ma. Ani żadnych wolnych dni. Zaś kopanie piłki cieszy się takim samym, lub nawet nieco mniejszym, szacunkiem jak kopanie rowów.

Jakiś czas temu przeprowadzając wywiad, usłyszałem znamienne słowa „to Internet zatarł granice między wysoką sztuką a śmietnikiem kultury”. Oczywiście patrząc na współczesną sztukę pod kątem socjologicznym, można wysnuć teorię, że wskutek demokratyzacji sieci kultura już nie wyznacza standardy, ale się do nich dopasowuje i że to właśnie jej popularność świadczy o tym, czy jest to sztuka… czy niekoniecznie.

Tak tu jest i już.

Stąd też istnienie takich portali jak Esensja wydaje się być co najmniej bardzo na rzeczy, albowiem Esensja to sztandarowy przykład zinu popkultury. Za jej poziomem przemawiają dwie rzeczy: przede wszystkim otwartość na nowych redaktorów przy jednoczesnej ostrej selekcji tekstów. Oprócz tego piszą tam uznane już w polskiej pop-literaturze nazwiska. Esensja patrzy na wszystko – jednocześnie nie bojąc się ostrej krytyki nawet, gdy obejmie coś patronatem. Bo przecież kultura ma być od ludzi dla ludzi. Innych, a nie tych samych. www.esensja.pl

Zupełnie inne podejście prezentuje autorka „12”, znana wcześniej przede wszystkim jako rysowniczka serii comic-stripów „Goth Or Not?”. Obecnie porzuciła satyryczny ton, skupiając się na prowadzeniu własnej serii osadzonej w realiach steampunkowych, łączącej horror z komedią. Historia człowieka szantażowanego przez piekło i mającego zdobyć 12 dusz może trącić sztampą, ale specyficzne poczucie humoru, dobra kreska i świetnie poprowadzona fabuła dają nadzieję, że jeszcze o autorce usłyszymy. I, Bogu dzięki, nie zanosi się na rychły koniec, bo komiks pisany „pod siebie” okazał się być zjawiskiem na polu polskich powieści obrazkowych. Ot, popkultura z wyższej półki. www.steampunk.xt.pl   Raptem dwa serwisy z całego przepastnego Internetu, a ile godzin można przy nich stracić… Nie polecam. Nie w pracy. Mateusz Kowalski


wici.info | świętokrzyskie

nie klasztorowi dóbr miało miejsce w latach 1180 - 1185. Miasto uzdrowiskowe

Busko-Zdrój Kulturalna mapa województwa świętokrzyskiego oscyluje nie tylko wokół samych Kielc. W każdym powiecie można trafić na miejscowości, w których dłuższą chwilę zajmie nam poznawanie okolicy i kulturalnych atrakcji. Rozpoczynamy nowy cykl artykułów, które przedstawiać będą świętokrzyskie miasta godne polecenia. W pierwszej odsłonie: Busko-Zdrój i Kazimierza Wielka. Busko Zdrój to miasto położone w południowej części województwa świętokrzyskiego. Słynie ono głównie z uzdrowisk i miejsc rehabilitacyjnych, lecz turystów przyciąga do niego piękny krajobraz – Busko jest punktem początkowym czerwonego szlaku turystycznego prowadzącego do Solca-Zdroju. W jego długiej chronologii (Busko posiada prawa miejskie już od ponad 700 lat) zapisało się wiele wydarzeń historycznych i kulturowych. Uczeni wiążą powstanie tej miejscowości ze sprowadzeniem przez rycerza Dersława i jego brata biskupa Wiitusa, do pasterskiej osady, zakonu Norbertanek. Nada-

Uzdrowisko Busko-Zdrój zachęca szeroko rozbudowaną bazą sanatoryjną mającą trzynaście obiektów, które dysponują 2066 miejscami dla kuracjuszy. Władze Buska zdają sobie sprawę, że główną zachęta turystyczną i wizytówką miasta jest wysoka renoma usług leczniczych, dlatego ich oferta jest stale wzbogacana. Na liście zabytków BuskaZdroju szczególnie cenionym jest obiekt, w którym dawniej mieściły się „Łazienki” – Sanatorium Marconi. Wybudowany przez znanego architekta włoskiego pochodzenia Henryka Marconiego został oddany do użytku w 1836 roku. Pozostałe sanatoria to m.in.: Sanatorium „Włókniarz” - nowoczesny kompleks leczniczy posiadający 480 łóżek, Szpital Uzdrowiskowy „Krystyna”, Sanatorium Uzdrowiskowe „Rafał” czy Sanatorium Uzdrowiskowe „Nida-Zdrój”. Bogactwo kulturalne Co roku fanów folkloru przyciągają Międzynarodowe Buskie Spotkania z Folklorem. Jest to przegląd i konkurs kapel, instrumentalistów, śpiewaków i obrzędów ludowych. Busko słynie także z organizowanych festiwali muzyki poważnej. Pierwszym z nich jest Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Krystyny Jamroz. Należy podkreślić, że impreza jest jednym z najważniejszych wydarzeń kulturalnych

85

w regionie świętokrzyskim i z każdym rokiem jej znaczenie i ranga wzrasta. Festiwal sprowadza do miasta kilka tysięcy miłośników muzyki poważnej nie tylko z kraju, ale też z całego świata. Drugą imprezą, w której przoduje muzyka poważna, jest Lato z Chopinem - cykliczny festiwal muzyczny odbywający się w lipcu w Busku-Zdroju. Festiwal gromadzi pianistów głównie z Polski i Japonii. W Busku działa Salonowa Orkiestra Zdrojowa, której koncerty są stałą pozycją w programie działalności kulturalno-oświatowej miasta. Koncerty kameralne cieszą się ogromną popularnością szczególnie wśród kuracjuszy uzdrowisk. Repertuar koncertów stanowią znane utwory operetkowe, tanga i walce. Salonowa Orkiestra Zdrojowa gra nieprzerwanie od ponad 55 lat. Każdy piękny, każdy młody – kto skosztuje z Buska wody Każdy mieszkaniec województwa świętokrzyskiego przynajmniej raz w życiu skosztował wody, która jest tutaj produkowana od 1960 roku. Buskowianka – naturalna woda mineralna czerpana jest z pokładów margli kredowych. Ujęcie znajduje się w strefie ochrony uzdrowiskowej „B” Uzdrowiska Busko i jednocześnie w strefie ochronnej Szanieckiego Parku Krajobrazowego. Miejsce to stanowi obszar chronionego prawem rezerwatu przyrody.

Sanatorium Marconi

Dylemat językowy Relaks, muzyka grana na żywo, piękne otoczenie, czyste powietrze i woda - tego niewątpliwie można pozazdrościć mieszkańcom Buska, tylko jak powinniśmy ich nazywać? Busczanin, buszczanin czy buskowianin? Taki spór istnieje nie od dzisiaj, chociaż idąc za nowym Słownikiem Ortograficznym PWN, poprawna nazwa to buszczanin, buszczanka. Ale czy mieszkańcom Buska takie określenia się podoba? http://www.busko.net.pl/ Joanna Dobrowolska i Katarzyna Kulik


wici.info | świętokrzyskie

Kazimierza Wielka miasto pogranicza Historia Kazimierzy Wielkiej sięga aż 6000 lat wstecz do schyłku neolitu. Wtedy właśnie w okolicach dzisiejszego miasta żył lud, który pozostawił po sobie monumentalne grobowce o drewniano-ziemnej konstrukcji. Te i późniejsze zabytki znajdują się w położonych nieopodal Kazimierzy Słonowicach i Jakuszowicach, zatem zrozumiałe jest żywe zainteresowanie kazimierzan i inwestowanie w prace archeologiczne w pobliskich Zagórzycach. Są to szczególne tereny, bo miasto leży praktycznie na krańcu Województwa Świętokrzyskiego, geograficznie przynależąc już do Małopolski.

87

Choć Kazimierza Wielka – wtedy jeszcze wieś – była królewskim darem dla rodu Kazimierskich (herbu Biberstein), to pierwsze zabytki architektoniczne pochodzą z okresu zaborów. Właściciel otworzonej w 1845 r. nieczynnej już cukrowni, wybudował także zespół pałacowy, w skład którego wchodzą park, pałac „Lacon” i budynek zarządu. W 1888 r. zbudowano okrąglak – wieżę mieszkalną, przeznaczoną dla potrzeb praktykantów cukrowni. Obecnie, mimo niezbyt wielkiej ilości zabytków, Kazimierza Wielka rozwija się, głównie dzięki Kazimierskiemu Ośrodkowi Kulturalnemu. Do najważniejszych cyklicznych imprez odbywających się w mieście należą Międzynarodowe Dni Kazimierzy Wielkiej (12 VII) i Międzynarodowy Wyścig Kolarski „Śladami Walk Majora Hubala” Wieża mieszkalna z 1888 r

Kościół Podwyższenia Krzyża św.

(21 VIII), który w tym roku odbędzie się już po raz dziesiąty. Te i inne imprezy w tym roku zbiegają się z obchodzonym 50-leciem nadania Kazimierzy praw miejskich. Osobną sprawą są Dni Kultury Chrześcijańskiej, które - choć odbywały się będą dopiero po raz trzeci, zaszczepione przez ówczesnego wikariusza parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i kielczanina, ks. Rafała Dudałę, już silnie wpisały się w rzeczywistość miasta i jako takie stanowią ważny punkt w życiu kulturalnym jego i całej gminy, głównie ze względu na odbywające się wtedy konferencje, koncerty i inne imprezy okolicznościowe.

Cicha i spokojna Kazimierza to miasteczko, w którym dzieje się wiele wydarzeń o charakterze zarówno lokalnym, jak i międzynarodowym. Podróżując do Krakowa warto jechać nie przez Jędrzejów, ale przez Busko-Zdrój i spędzić parę godzin w Kazimierzy. Kto wie – może trafi się akurat na jeszcze jakieś ciekawe wydarzenie? http://www.kazimierzawielka.pl Mateusz Kowalski


wici.info | świętokrzyskie

How to be British? W Londynie możesz robić, co chcesz, nosić, co chcesz, nawet możesz sypiać, z kim chcesz, co w Polsce nie jest takie oczywiste. Jest tylko jedna rzecz, której nie możesz robić – stać po lewej stronie na ruchomych schodach. Londyn to specyficzne miejsce, gdzie brytyjskiego folkloru nie zaznamy. Chyba, że mówimy o dziwactwach. Tak, tych jest pełno. Nie wiem, czy Londyńczycy wierzą, że na skutek głośnej konwersacji metro (the Tube) jest w stanie się zepsuć, ale wiem na pewno, że rozmowy w metrze się nie praktykuje. Każdy czyta gazetę, a gdy stwierdzi, że ma dosyć zgłębiania historii o kolejnym dziecku Jude’a Law, pozostawia papier za siedzeniem – tak, aby inna osoba również mogła skorzystać, gdy nie będzie wiedziała, co zrobić z oczami –patrzenie się na towarzyszy podróży to wszak nieeleganckie zachowanie. Gdy już poznamy Anglika i chcemy wybrać się z nim do pubu, nie próbujmy kłócić się o pieniądze – to jedyny temat tabu. Nawet, jeżeli zarabiamy 10 razy więcej niż nasz an-

gielski przyjaciel, dajmy mu zapłacić – to przyjemność i honor. Nie usłyszymy tu „Let’s go dutch” (zapłaćmy po połowie – przyp. red.). Częściej to po prostu „Let’s go the rounds” (stawiajmy po kolejce – przyp. red.). „Pub culture” to fundament brytyjskiego stylu bycia. W piątek po południu (od siedemnastej) będziemy mieli problem z przeciśnięciem się przez ulice – gdy nie ma miejsca w pubie, wszyscy stoją przed nim, trzymając szklanki w dłoni i dyskutując o możliwie wszystkim, co się zdarzyło w minionym tygodniu (byle nie o pieniądzach). We wspomnianej dyskusji często spotkamy się z „keeping a stiff upper lip”, czyli w wolnym tłumaczeniu – panowaniu nad emocjami. Podczas pogrzebu księżnej Diany jej dzieci musiały wymusić posłuszeństwo nad górną wargą i nie dopuścić do płaczu – królewska rodzina zawsze daje przykład. Dlatego też, gdy Anglik mówi o rzeczach przykrych, zawsze obróci je w żart. Gdy nie obraca niczego w żart, przeważnie stara się być miły. Rozmawiając z Polonią w Anglii często słyszałam, że ludzie tutaj są sztuczni. Więc każdego dnia, gdy Anglik wstaje z łóżka, nie ma nic innego do roboty, jak tylko skupianie się na udawaniu grzeczności. Wniosek z tego taki, że Anglicy to idealnie wczuwający się w swoją rolę aktorzy. Muszą być bardzo przejęci swoim zadaniem, skoro bezinteresownie podchodzą do turysty z mapą, tylko po to, żeby zapytać się, w czym mogą pomóc.

89

Gdy taka sytuacja się nadarzy, warto oczywiście rozmowę podtrzymać – nie ma nic lepszego, jak nauka języka od kogoś, kto posługuje się nim na co dzień. Pamiętajmy tylko, żeby za niego nie wychodzić! Z moich obserwacji wynika, że angielskie małżeństwa raczej ze sobą nie rozmawiają. To często kontrakt, bez podpunktu o komunikacji werbalnej, której Anglicy i tak nie używają zbyt wiele. Wolą znaczące spojrzenie lub brak uśmiechu przy wypowiadaniu często używanej kwestii „don’t worry” w znaczeniu „Nic nie szkodzi, nie ma sprawy”. A to wszystko za sprawą znanego już na całym świecie braku bezpośredniości. Gdy znajomy zapyta Cię, czy nie znasz kogoś o kwalifikacjach podobnych do tynkarza (a Ty akurat takie posiadasz), w wieku nie przekraczającym czterdziestki (masz 39), kto ma dużo wolnego czasu (od pół roku nie pracujesz), prawdopodobnie właśnie składa Ci propozycję pracy. Jeżeli jesteś zbyt zmęczony, żeby skojarzyć parę skrótów myślowych – przed chwilą przegapiłeś kolejną ofertę. I tak oto życie w Anglii nie jest proste. Na pewno będziesz musiał stawić czoła wielu trudnym sytuacjom, chociażby ulicznym sprzeczkom. Tutaj rada jest zadziwiająco prosta. Nic nie rozwiązuje sprawy jak jeden gest, który pozostawię Ci do samodzielnej nauki. Ot, taka życiowa praca domowa… Magdalena Kołodziej

foto: Rafał Nowak | www.rafanoo.com


wici.info | podróże

Praga

Miasto o stu wieżach każdego dnia zachwyca nie tylko przybyszów liczących na estetyczny orgazm, ale także tych lubiących przygodę i fanów zwiedzania miasta od kuchni, bez przewodnika. W stolicy Czech spędziłam niecały tydzień. Spałam w akademiku na Zikovej, piętnaście minut od starówki na piechotę. Akademik ten wybudowany jest na campusie praskiej politechniki, ok. 70 % nocujących w nim to Polacy. Atutami tego miejsca są małe odległości do centrum i bezpośrednia bliskość bankomatów, sklepów i bud z fastfoodami (w których prócz frytek i hamburgerów kupić można m.in. setkę wódki). Jedzenie kupowałam w supermarkecie Billy, by następnie skonsumować je na ogromnym zielonym skwerku – relikcie po okresie komunizmu. W Billym odkryłam tradycyjne czeskie „syry” i bogaty wybór pieczywa. Rogaliki pieczone z francuskiego ciasta nadziewane masą orzechową na słodko i słono, pieczywo w kilkunastu posypkach, słodkie bułki i rożki, bagietki – a wszystkie te wspaniałości kilka razy dziennie wymieniane tak, że kiedy nie weszłabym do marketu – pieczywo było jednakowo chrupkie i ciepłe. Pieczony na tradycyjnym zakwasie chleb słonecznikowy przywiozłam do Polski i po kilku dniach od wypieku nie stracił swojej świeżości i kwaskowego smaku. A cóż z Pragą? Most Karola, Katedra Św. Wita, starówka… fantastyczne, wiadomo. Obiegłam zaraz pierwszego dnia, a przez dni kolejne – zajęłam się „peryferiami centrum”,

na przykład Kampą. Trafić do niej łatwo, wystarczy zejść po schodkach z mostu Karola, by znaleźć się na tym malowniczym półwyspie o powierzchni około hektara, położonym między Wełtawą a stworzoną sztucznie Čertovką, która powstała żeby napędzać 3 koła młyńskie, zasilające młyn Wielki Przeor. Północną część Kampy zajmują najdroższe w mieście hotele, restauracje i domy, na południu znajduje się wypoczynkowy Kampa Park z zabytkowym platanem i Muzeum Kampy. Mnie najbardziej zaciekawiła ściana Johna Lennona, miejsce swobodnej twórczości i graffiti w okresie socjalizmu, która pozostała taka do dziś: pod ścianą byłam w poniedziałek i w czwartek, dwa dni wystarczyły, żeby pojawiło się na niej coś nowego. Mur mieści się obok pizzerii, żeby do niej dojść, trzeba przejść przez jeden z mostków wybudowanych nad kanałem. Na barierce mostu zakochani obejrzeć i zawiesić mogą symbolizującą ich „wieczną miłość” kłódkę, by wrzucając do rzeki kluczyk, ostatecznie uczucie scementować. Kilka lat temu widziałam ten miły zwyczaj na wileńskim Zarzeczu, kultywowany jest również na Ponte Vecchio we Florencji, a w Polsce – we Wrocławiu. Gdy przespacerujemy się po Kampie, poklepiemy po wyślizganych tyłkach niepokojące rzeźby trzech niemowląt bez twarzy – Cernego i wypoczniemy w cieniu platanów, możemy znowu wejść na Most Karola i przejść na drugą stronę, gdzie nie ma sensu przeciskać się przez do przesady nasycone tury>>


stami uliczki, lepiej pójść wzdłuż nadbrzeża Wełtawy, obserwując codzienne życie Prażan, którzy na ławkach ukrytych pod drzewami czytają prasę, grają w szachy, bądź zwyczajnie siedzą i wpatrują się w wodę. Mińmy dwa mosty, by dojść do mostu Czecha (Čechův most), naprzeciwko którego na wzgórzu chybocze się wahadło, wielki praski metronom: w czasach socjalizmu znajdował się tam pomnik Stalina. Pod wahadłem zaskoczy nas widok i to zarówno ten na całe stare miasto, jak i na otoczenie wokół. Miejsce to bowiem okupują skejci i fani street-artu, dlatego na każdym załomku muru podziwiać możemy fantastyczne szablony i graffiti, a przy wahadle - zawieszone stare buty, będące symbolem wolności. Zwiedzając tą część miasta w weekend zobaczymy starych i młodych na rolkach, Prażan spacerujących z psami, czy leżących wprost na trawie. Widać, że ta strefa przez władze traktowana jest jako „nieturystyczna”: alejki wylane są asfaltem, na trawnikach więcej koniczyny niż trawy, zdarzają się pojedyncze śmieci. Po zwiedzeniu parku możemy wrócić na most i wejść głębiej w uliczki, pierwotnie będące częścią dzielnicy Żydowskiej – nie mają one nic wspólnego z kielecką ulicą Jasną czy Kozią, w mojej opinii to najbogatsza część Pragi z kilkupiętrowymi zdobionymi cudnie kamienicami, w których mieszczą się butiki Prady, Hugo Bossa, sklepy z biżuterią Svarowskiego i drogie restauracje, ze stolikami ustawionymi przy samej ulicy. Klucząc między alejkami odnajdziemy fantastyczny

93

pomnik Kafki autorstwa Cernego, a gdy pójdziemy w dół odchodzącej od niego uliczki, natkniemy się na galerię skandalizującego artysty, gdzie w białych, przypominających pudełka z brystolu pomieszczeniach wystawione zostały jego instalacje, w tym moja ulubiona, przedstawiająca naturalnych rozmiarów skrępowanego sznurem mężczyznę, dryfującego w akwarium wypełnionym mętną wodą. Podziwiając elewacje budynków, bez problemu dojdziemy do Bramy Prochowej – kierując się w stronę stacji metra Mustek, zwiedzimy „praskie Sienkiewicza”, które od naszej ulicy różni się gabarytami (trzy razy szersze, dłuższe) i charakterem dostępnych tam lokali (zamiast banków - sklepy, kina, restauracje), a skojarzenia z Sienkiewką wzbudza podobna kostka, drzewka i ławki przy dawnym chodniku. Po zakupach, przez starówkę piechotą

wrócić można do akademika, żeby spakować się i pójść na kolejną imprezę z nowopoznanymi Polakami. W końcu od tego są wakacje, żeby kogoś poznać i polubić. Czego nauczyło mnie najpiękniejsze według Kundery miasto na ziemi? Że zasadniczo lepiej jest nie przyznawać się do polskości (chyba że po północy w kasynie). Że świat to miejsce, gdzie stykają się wszystkie rasy, orientacje seksualne, wyznania: i one wszystkie mają prawo na tym świecie być (szczególnie Japonki, bo mają dobry gust). Że zagraniczną podróż dobrze jest sobie zaplanować i nie zapomnieć niczego (np. dowodu osobistego – nie wszyscy respektują jego kserokopię). A przede wszystkim – że najważniejsza jest otwartość na ludzi i uśmiech na twarzy – podróże bez nich są nierealne. Kinga Matałowska


wici.info | sprawdzone smaki

Mała czarna... Kawa to napój sporządzany z palonych, a następnie zmielonych ziaren kawowca, podawana zazwyczaj na ciepło. Od wieków urzeka swoim smakiem a przede wszystkim aromatem. Towarzyszy nam w pracy, w domu, w czasie spotkań towarzyskich, imprez kulturalnych, narad biznesowych lub politycznych – właściwie jest wszędzie.

Obecnie kawa jest drugim po ropie naftowej najlepiej sprzedającym się artykułem na świecie. Najdroższą kawą na świecie jest kopi luwak zwana inaczej „kocia kawą”. Produkuje się ją w Indonezji w dość specyficzny sposób – jest odzyskiwana z odchodów cywety – zwierzęcia podobnego do kota. Ponoć kilogram tego smakołyku kosztuje tysiąc dolarów. Nazwa kawy pochodzi od południowoetiopskiej prowincji Kaffa, gdzie do dziś zachowały się dzikie zarośla kawy arabskiej. Pojawiła się ona już ponoć w XIV w p.n.e. właśnie w Etiopii. Europa o istnieniu kawy dowiedziała się w 1592 r. od włoskiego lekarza i botanika Prosper d’Alpino. Początkowo uważana była za napój mahometan i nie zyskała sobie zbytnio zwolenników. Spór o kawę rozstrzygnął sam papież Klemens VIII, który zasmakował w tymże napoju. Do polski dotarła dopiero pod koniec XVII w z południa od Turków. Stała się ona popularna wśród Polaków dzięki powstającym licznie kawiarniom, które oprócz serwowania kawy skupiały liczne towarzystwa literackie i intelektualne. Szybko dostrzeżono jej dobroczynny wpływ na organizm człowieka. Związek kawy ze zdrowiem jest skomplikowany – podaje się liczne jej zalety, ale i przeciwwskazania. W tym miejscu należy podkreślić, że na każdego działa inaczej. Warto zatem wybrać taki rodzaj, który nie tylko nam smakuje, ale i działa na nas pozytywnie. Wpływ kawy na zdrowie jest zależny przede wszystkim od sposobu jej przyrządzenia, ale i od ilości wy-

95

pijanych filiżanek. W związku z tym, pod względem zdrowotnym najgorsza jest kawa po turecku, a najlepsza z ekspresu wysokociśnieniowego. Zaleca się, aby nie spożywać więcej niż 4 filiżanki dziennie. Osoby z nadciśnieniem tętniczym krwi lub mające zaburzenia rytmu serca, powinny unikać picia jej nawet w małych ilościach. Lista jej wad i zalet jest długa, więc polecam lekturę artykułów np. w Internecie.

Poniżej przedstawiam ogólnie znane rodzaje kawy, które podawane są w kawiarniach, ale czasami bywają mylnie odczytywane. Mam nadzieję, że ułatwi Wam to przeglądanie kawiarnianego menu. Espresso - najmocniejsza i najbardziej aromatyczna odmiana kawy, przygotowana w ekspresie ciśnieniowym. Często do espresso podaje się kieliszek wody, która służy do przepłukiwania kubków smakowych przed każdym łykiem kawy. Takie postępowanie zapewnia głębszy smak, choć nie jest obowiązkowe. >>


Kawa po „turecku” - parzona w szklance, mocna kawa (zawiera dużą ilość związków drażniących), najlepiej pić ją z mlekiem skondensowanym, by chronić żołądek. Cappuccino - mocna kawa z pianką i dodatkiem ciepłego mleka, posypana cynamonem oraz wiórkami czekolady. Mrożona - napar kawy rozpuszczalnej ze śmietanką lub mlekiem i kostkami lodu, najlepsza na upały. Macchiato - mocna kawa z ekspresu, z dodatkiem mleka lub śmietanki i syropu smakowego o wybranym smaku. Latte - mocna kawa parzona w ekspresie, z dużą ilością ciepłego mleka albo śmietanki. Mocha - mocna kawa z ekspresu, z dodatkiem śmietanki i syropu czekoladowego. Bezkofeinowa - występuje w wersji zmielonej i rozpuszczalnej, może być pita przez osoby z chorym żołądkiem i nadciśnieniem. Teraz pora na domowe sposoby przygotowania smacznej „małej czarnej”. Od lat używamy kawy rozpuszczalnej, bo jest szybka w przygotowaniu. Aby poprawić lub urozmaicić sobie jej smak, polecam dodatki. Szczypta kardamonu nada jej orientalny, niezwykły smak i aromat, a dodatkowo zapobiega ponoć wy-

płukiwaniu magnezu z organizmu. Kardamon jest też afrodyzjakiem, a zatem kawa z jego dodatkiem wypita w towarzystwie tej pożądanej osoby podobno może zdziałać cuda. Do „szybkiej” kawy rozpuszczalnej możemy też dodać szczyptę cynamonu, cukru waniliowego albo łyżeczkę specjalnego syropu. Obecnie bez problemu można zakupić taki syrop o ulubionym smaku np. czekoladowy, rumowy, amaretto itp. W jesienne szare dni polecam kawę z łyżeczką alkoholu – doskonale nadaje się do tego whisky, rum, koniak. Świetnie smakują kawy z dodatkiem bitej śmietany – parzymy w filiżance naszą ulubioną kawę, nakładamy na wierzch łyżkę bitej śmietany, posypujemy startą na świeżo czekoladą lub cynamonem i już nie słodzimy.

ciu). W marketach bez problemu zakupimy dzbanek, w którym gotuje się kawę na ogniu. Wykonany jest ze stopu aluminiowego, składa się z dwóch skręcanych części – dolna na wodę, górna na kawę. Należy tylko zapoznać się z instrukcją obsługi. Używam tego wynalazku i bardzo mi odpowiada smak takiej kawy. Przy czym często dosypuję do pojemnika z kawą odrobinkę wspomnianych już dodatków – kardamon, wanilia, cynamon a nawet chili. O kawie można pisać i pisać, a i tak temat jest niewyczerpany. Zatem jeszcze kilka uwag ogólnych, które pomogą Wam, drodzy czytelnicy, w rozkoszowaniu się smakiem i aromatem tego czarownego napoju: • znawcy kawy zalecają, aby słodzić ją miodem lub brązowym cukrem

Obecnie w sprzedaży pojawiło się też sporo bardzo dobrych, ciekawych kaw mielonych. Nie zawsze mamy ekspres, w którym możemy ją zaparzyć a już nie pijamy parzonej „po turecku”.

• należy zmieniać rodzaj kawy, aby nasze kubeczki smakowe odczuwały nowe doznania

Ja mam na to dwa sposoby. Można ją zaparzyć po dawnemu, a następnie przefiltrować przez papierowy filtr jaki używamy w ekspresach przepływowych. Dzięki temu nie mamy już tzw. fusów a delektujemy się aromatem znacznie głębszym niż przy kawie rozpuszczalnej. Drugim sposobem jest przygotowanie jej w specjalnym dzbanku (na zdję-

• najlepiej smakuje podana w filiżance – można ją przedtem podgrzać

• kawę rozpuszczalną zalewamy gorącą, ale nie wrząca wodą

• warto na spodeczek obok filiżanki położyć małą czekoladkę lub ciasteczko – sposób podania zachęca do picia • prawdziwy smakosz nie pije kawy z plastikowych kubków – brrr...

Drogi czytelniku - poświęć chwilę na dobór odpowiedniej dla siebie kawy, zakup fajną filiżankę oraz kawowe dodatki i rozkoszuj jej przyjemność wszystkimi zmysłami! Wasza Frog!


+IELCZANIEZALBUMÐWRODZINNYCH www.wici.info 7YJ–TKOWYALBUMJUœWSPRZEDAœY

U_V^_\KVXc SXPY\WK^Y\ 8KMdOVXSU

<KPK¸ 8YaKU 3X^O\XO^Yac

=O\QS_]d :Ka¸Ya]US =OU\O^K\d

4KU_L A¦^Y\

A]Zœ¸Z\KMK

,YÒOXK :Ka¸Ya]UK 7KQNKVOXK 5Y¸YNdSOT

=cVaSK 1Ka¸Ya]UK 9VQK +NKW_] 4_]^cXK

1SOWdK ASU^Y\ 0\KXUY 7KQNKVOXK AKMR

+QXSO]dUK =KNYa]UK 5SXQK 7K^K¸Ya]UK

.Y\Y^K 5_\ZSY] +QK^K 7KTMRO\ 4KU_L

4_]dcº]US 1\dOQY\d ÃaSO\Md 7K\MSX ,Y\_º

·_UK]d 5\œV <KNOU 8YaKUYa]US 5K\YV

5\dcMdUYa]US 7K^O_]d 5YaKV]US .\_U

.\_UK\XSK SW + :œ¸^Ka]USOQY

5SOVMO _V 5\KUYa]UK  AcNKaMK

0_XNKMTK 5_V^_\c ASMS

,KdK DLYÒYaK

 5SOVMO _V DLYÒYaK 

^OV  !!  !! "

\ONKUMTK*aSMSSXPY 9U¸KNUK 7K\OU Ac]YMUS -dK]YZS]WY acNKaKXO TO]^ NdS°US a]Zœ¸Z\KMc

d :\OdcNOX^OW 7SK]^K 5SOVMO

8ZEBXOJDUXPv+FEOPžŗw VM+BOB1BX’B**OS ,JFMDF E[JB’TQS[FEBƒZUFM JOGPMJOJBXXXKFEOPTDDPNQM

notes


MdK]YZS]WY LOdZ¹K^XO aS±MOT XK aaaa

SMSSXPY

Wici.Info nr32  

Spis treści fot. Magdalena Wolff

Advertisement