Page 199

ZA GRANICĄ

ryby i bez słowa drobnym kroczkiem oddaliła się w stronę bazy. Od naszego ostatniego spotkania nie minęło więcej niż 5 min. Albo jasnowidzka – pomyślałem, albo wie o czymś, o czym my jeszcze nie mamy zielonego pojęcia. Wkrótce okazało się, że to drugie. Kiedy dotarli nad wodę nasi spóźnialscy kompanii, mieliśmy z Marcinem na swoim koncie już kilka osmanów. Ryby były wszędzie i brały na wszystko. Często holowaną sztukę odprowadzało kilka, a może i kilkanaście innych ryb. Dzięki krystalicznej wodzie mogliśmy podziwiać ten cudowny dla nas spektakl. Chłopaki po złowieniu kilkunastu ryb w większości porzucili spinningi na korzyść muchówek. Niemal każdy rzut kończył się braniem ryby. Byliśmy jak zaprogramowani, niczym jak niedorozwinięte roboty holowaliśmy rybę za rybą. Ogarnął nas jakiś amok. Po godzinie zaspokoiliśmy nieco www.wmh.pl

wilcze apetyty, no i zaczęły nas boleć mało atletyczne mięśnie kończyn górnych. Ustaliliśmy, że łowimy po 100 ryb każdy i wracamy do obozu uczcić sukces kropelką ognistej wody. Naszymi zdobyczami były oba gatunki osmanów: wielko- i małogębowy. Większość ryb miała ok. 75 cm długości, ale zdarzały się sztuki znacznie większe. Kilka przekroczyło magiczny 1 m. Po dwóch dniach byliśmy nałowieni do syta, a raczej nawet przełowieni. Postanowiliśmy przenieść się w inne partie wody. W jeziorze Chjargas kończy swój bieg wielka rzeka Zawchan. Udaliśmy się na jej odcinek łączący jeziora Chjargas i Arig. Marzyła się jakaś odmiana, np. mongolskie lipienie. Rzeka okazała się niemal stojącym kanałem, nad którym szybko przyszło nam zapomnieć o lipasach. Nie znaczy to jednak, że niczego tam nie złowi199

Wędkarstwo moje hobby nr 136  

Styczniowy numer miesięcznika Wędkarstwo moje hobby 1 (136) 2018

Wędkarstwo moje hobby nr 136  

Styczniowy numer miesięcznika Wędkarstwo moje hobby 1 (136) 2018

Advertisement