Page 1

>> >> WĘDKARSKA BRAĆ ZIMNY STREAMER

LENIWE SREBRNE RYBY

JAZIOWE dołącz do nas! IGRZYSKA ZIMOWE

, , CZY NAS PASJA Bo lA

bezpłatny magazyn wędkarski

www.wedkarskabrac.pl

>

1(4)/2014

ISSN 2353-1584

podlo

dowa

n i m fa

dziewczyny z

wedkami , www.wedkarskabrac.pl

1


dołącz do nas!

Od redakcji www.wedkarskabrac.pl

wedkarskabrac.rafa@gmail.com redakcja Rafał Mikołaj Krasucki Paweł Stypiński Robert Szymański Marcin Trojanowski współpracownicy Michał Laskowski Jakub Podleśny Grzegorz Wadecki wydawca Logo TK ul. Sikorskiego 166 18-400 Łomża korekta Elwira Cimoch projekt graficzny Anita Krasucka przygotowanie do druku Pracownia Poligraficzna GRAFIS druk Drukarnia Top Druk Łomża

Zima nie jest moją ulubioną porą roku. Pozbawiony wyjazdów nad rzekę ze spinningiem w ręku często wyglądam przez okno i tęsknię za tętniącą życiem rzeką w Dolinie Narwi. Przygotowując styczniowe wydanie doszedłem do wniosku, że zima ma jednak swój urok i każdy wędkarz szukający emocji z pewnością je znajdzie. To właśnie teraz, na pierwszym lodzie zaczyna się najlepszy okres, aby spędzić trochę czasu nad przeręblem łowiąc okonie, płocie czy leszcze. Początek sezonu pozostawia dla spinningisty i muszkarza pewną alternatywę, a dokładnie łowienie pierwszych troci w morzu oraz pstrągów. W naszym magazynie znajdziecie kilka artykułów mówiących o tym, jak złowić pierwsze pstrągi i trocie w sezonie, które przynęty są najskuteczniejsze oraz czy warto z nimi eksperymentować. Na specjalną uwagę zasługuje tekst Jakuba Matysa, który opisuje swój sposób na łowienie tych ryb w  niewielkich rzekach. Takie łowiska można znaleźć w  całej Polsce, więc warto dowiedzieć się, jak rozpocząć wędkarską przygodę z pstrągami z małych rzek. Dla głodnych muszkarskich wyzwań Paweł Stypiński opisał, jak skutecznie używać zimnych streamerów. Zapraszam was również do przeczytania wywiadu z  dziewczynami, które wędkują od wielu lat i to z sukcesami. Czy kobieca intuicja naprawdę pomaga w poszukiwaniu ryb? O tym dowiecie się z rozmowy, jaką udało mi się przeprowadzić z Natalią Stypińską oraz Ewą Kaczyńską. Na zimowe igrzyska jaziowe zaprasza nasz redakcyjny przyjaciel Jakub Podleśny, który pomoże wam odnaleźć te ryby w wydawałoby się zupełnie martwym okresie. Mam nadzieję, że będziecie z nami przez cały nadchodzący rok i korzystając z okazji chciałbym życzyć wam wielu wędkarskich sukcesów w 2014 roku. Rafał Mikołaj Krasucki

nakład 5 tys. egz.

,lów , , zzrób zdjecie , c s u p y iw

>> 1 3

S

pośród wielu nadesłanych zgłoszeń do naszego konkursu „Złów, zrób zdjęcie i wypuść” prezentujemy okazy złowione przez:

1. Walerię Ruszczyk z Nowogrodu, która na zdjęciu prezentuje pięknego karasia. 2. Kubę Kowalskiego z Różana, który przesłał do nas wiele zdjęć swoich ryb. Prezentujemy według nas najlepsze zdjęcia klenia, bolenia oraz okonia. 3. Bartka Rakowskiego z Łomży – sandacz 86 cm, który został złowiony w Narwi w okolicach Jednaczewa.

2

Zwycięzcy zostaną nagrodzeni woblerami firmy Bonito. Gratulujemy! Redakcja Wędkarska Brać

www.wedkarskabrac.pl

3


>> spinning Siedzi sobie człowiek w ciepłym domu, na zewnątrz temperatura nieznacznie tylko podnosi się powyżej zera, „a  jego już nosi”– jak mawiają nasze kochane, piękniejsze połówki. Prognozy pokazują, że ten stan ma się utrzymać przez kilka dni, a  potem znowu mrozy – jak to w lutym. Co robić?

Leniwe srebrne ryby jak je złowić?

4

www.wedkarskabrac.pl

Na polskim wybrzeżu jest wiele świetnych łowisk trociowych.

Trociowe woblery zimą to broń nr 1.


dołącz do nas!

Tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Każdy niepoważny, niestateczny i dotknięty „salmonidozą” wędkarz zna to uczucie. Mrowienie w rękach, nogach i przeświadczenie, że to jest właśnie ta chwila, nie pozwalają usiedzieć spokojnie. Nerwowe spoglądanie na niebo, sprawdzanie z której strony wieje, aby optymalnie wybrać miejsce. Zachowujemy się jak drapieżnik, który zwęszył ofiarę. Pobudzeni, skoncentrowani, myślący tylko o tym, jak przechytrzyć szefa w pracy, żonę w domu i jak wyrwać się na łowy. Udało się! Sobie tylko znanymi metodami sprawiliśmy, że stoimy naładowani emocjami i adrenaliną nad wodą, zaczynamy machać, machać i machać, a tu nic… Klapa. Nie ma ryb, przereklamowane łowisko. Bóg jeden wie, co jeszcze kołacze się wtedy po głowie… Wystarczy tylko zwolnić Woda ma 2 oC, bardzo dużą przejrzystość, więc trzeba się do tego dostosować. Odchudzić swój zestaw, zmienić tempo prowadzenia i nie pchać się od razu do wody – zwłaszcza, kiedy na łowisku jesteśmy jeszcze sami, pierwsi. O ile jest taka możliwość zlokalizować zatoczki z  cieplejszą, stojącą wodą i tam próbować swoich sił. Różnica 0,2 oC to już bardzo wiele. Możemy zostać mile zaskoczeni przez ryby, stąd tak ważne jest posiadanie termometru i badanie temperatury wody. Często dobrym rozwiązaniem jest sama obserwacja wody. Spacer brzegiem na pewno nikomu nie zaszkodzi, a może być pomocny w zlokalizowaniu troci. Nie jest to regułą, lecz te ryby lubią w miejscach spokojnych zaznaczać swoją obecność, poprzez spławianie się na powierzchni, zostawiając na wodzie czasami tylko nieznaczny wirek. Wskazówki te będą dla nas pomocne w zlokalizowaniu zimowych żerowisk troci, bez wchodzenia do wody. Będziemy mieli dużo szczęścia, kiedy zobaczymy charakterystycznego „delfinka”. Zwłaszcza w wykonaniu dużej ryby jest to spektakl, którego długo nie zapomnimy. Należy wtedy szybko posłać przynętę kila metrów obok w kierunku, w którym kierowała się ryba. Jeżeli jest to możliwe, bez wchodzenia do wody obrzucać cały plac kilkunastometrowej szerokości i prowadzić przynętę wolno, puszczając ją w częsty opad, podnosić ją z dna szarpnięciem, zwalniać - grać nią w wodzie. Żadna szanująca się troć w tak zimnej wodzie nie będzie uskuteczniała szaleńczych gonitw za swoją ofiarą. Po prostu trzeba oszczędzać energię. Odpowiednie przynęty W okresie wiosennym prym wiodą błystki. Są to przeważnie listkowate przynęty dobrze pracujące podczas dość szybkiego ściągania w gramaturze 20-30 gram. Teraz zimą możemy spokojnie odchudzić swój arsenał. W miejscach płytkich, w których woda ogrzewa się szybciej, a trocie chętniej w nich przebywają, stosowanie ciężkich błystek będzie dla nas udręką. Tutaj obniżamy wagę naszych wabików do max. 20 gram i  częściej niż błystki stosujemy bezsterowe woblery. Mają tę zaletę, iż waga takiego wobka może dochodzić do 28-30 gram, a i tak da się go prowadzić powoli, na niewielkich głębokościach. Woblery należy również prowadzić nieregularnym tempem, podszarpując i opadając nimi co kilka metrów. Jest też szkoła mówiąca o prowadzeniu przynęt w jednostajnym wolnym tempie, a graniem nimi dopiero po zainteresowaniu się przynętą przez ryby. Trocie w charakterystyczny sposób „smakują” nasze woblery i blaszki. Bywają dni, że zawisają na nich. Takie branie jest praktycznie zawsze zakończone holem ryby. Są dni, iż trotki płyną za przynętami i podskubują je, co na kiju wyraża się serią pstryknięć. Wtedy musimy zacząć cudowanie. Przyspieszamy prowadzenie, aby po sekundzie puścić wabik w opad. Najczęściej następuje wówczas atak, ale nie łudźcie się, że zawsze jest to po pierwszym razie. Zimowe trocie

Marek Depta wie co lubią trocie. Jego “Gabkory” to podstawa mojego arsenału.

Ciepły luty obdarza wytrwałych piękną rybą. Piotrek Herman i jego siedemdziesiątka.

Jaxon Tabias 26 gram po przezbrojeniu jest killerem. www.wedkarskabrac.pl


>> spinning Odchudzanie

Rysunek 1. mogą wyprowadzić mniej cierpliwych z równowagi, z równą skutecznością co sandacze. Dlatego i my powinniśmy zwolnić. Wszystko zimą jest bardziej leniwe – dostosujmy się do tego. Slow, slow… Ni to mucha, ni spinning Kilka słów o  metodzie zwanej sbirulino lub na południu naszego kontynentu skąd pochodzi - bombarda. Od razu zaznaczam, że nie jest to jedna z moich ulubionych metod, choć właśnie zimową porą bywa zabójczo skuteczna. Trociowa bombarda to łowienie za pomocą spławika ryb na muchę metodą spinningową – „Ni pies ni wydra, coś na kształt świdra”. Pływaki do tej metody stosowane na naszych wodach będą miały 20-40 gram. Mogą mieć różny stopień pływalności, w  zależności od głębokości łowiska i  warunków atmosferycznych. Do dość leniwego prowadzenia będziemy używali najczęściej pływających i obojętnych, czyli takich mających pływalność zerową. Wędziska używane w tej metodzie powinny być długie. 3 metry to niezbędne minimum z  uwagi na długi przypon, którego używamy do prawidłowej prezentacji przynęty. Naszymi przynętami będą „muchy” imitujące drobne organizmy wodne np. krewetki, kiełże, garnele, a  także większe nereidy, cierniki, tobiasze i małe śledziki. Przypony do sbirulino wykonujemy głównie z  fluorocarbonu, z  uwagi na jego większą sztywność (mniejsza możliwość poplątania) oraz to, że materiał ten tonie, więc nie będzie wynosił nam lekkiej przynęty niepotrzebnie w górę. Sposób prowadzenia przypominać musi naturalny ruch imitowanych stworzeń. Krewetki, kiełżyki i garnele będziemy prowadzić szarpnięciami imitującymi krótkie skoki. Cierniki wolno, a tobiasze dość szybko, dłuższymi pociągnięciami. Najlepsze kije do bombardy mają długość 3,3-3,6 metra i ciężar wyrzutowy do 50 gram. Wielu wędkarzy w tej metodzie z  powodzeniem stosuje tzw. power floaty, czyli mocne kije spławikowe. Rysunek 1. przedstawia przykładowy zestaw do sbirulino.

Nie będzie w tym fragmencie mowy o  dietach cud, choć jestem pewien, że podczas intensywnego zimowego sezonu da się zrzucić kilka kilogramów, głównie za sprawą ubioru, który ma nam przynosić komfort w  zmaganiach z zimnem wody i powietrza, ale krótko napiszę o sprzęcie. Zimową porą możemy nieznacznie zmniejszyć moc naszych zestawów. Po pierwsze łowimy wolniej i  lżejszymi przynętami. Po drugie zimowe trocie przeważnie nie należą do okazów i ich wielkość rzadko przekracza 60 centymetrów. Normalnie wiosną stosuję plecionkę 0,15-0,16 milimetra, lecz zimą z uwagi na stosowanie dużo lżejszych przynęt często korzystam z usług linek 0,12-0,14 milimetra. Kijek też możemy zastosować inny. W dobie wędzisk, które mają naprawdę wielką moc a pozwalają na rzucanie lekkimi przynętami nie jest to wcale takie trudne, aby przy odrobinie chęci coś sobie znaleźć w sklepie, lub w zależności od zasobności portfela – zbudować w pracowni. Wędkę trzeba wziąć do ręki, pomachać nią, powyginać, rzucić – wtedy dopiero można o niej coś powiedzieć. Kupowanie w Internecie, kierując się subiektywnym opisem producenta jest bardzo ryzykowne. Mógłbym podać wiele przykładów, gdzie wędziska opisane „seatrout” wcale się do tego typu łowienia nie nadają. Kręciołek? Kołowrotek wielkości 3000, ze sprawnie działającym hamulcem i dobrze nawijający linkę. Nie jest moim wymysłem, aby był odporny na słoną wodę, ale lepiej żeby tak było. Woda w Bałtyku nie należy do najbardziej słonych, jednak w razie gdybyśmy nabyli model, który się zepsuje, łatwiej będzie nam dochodzić swoich praw, gdy serwisant wewnątrz znajdzie drobinki soli, nie będzie mógł odmówić wówczas takiej naprawy w ramach gwarancji.

Krewetka - dobra przynęta do bombardy. Jutro ma być wiatr z zachodu. Woda na mojej miejscówce będzie spokojna a temperatura powietrza nie utrudni łowienia. Już czuję ten pulsujący ciężar na końcu mojej wędki. Ojojoj … po plecach chodzą mi „mrówki”. Macie to samo? Do zobaczenia nad wodą.

tekst i foto: Wojciech „Wiśnia” Wiśniewski


>> L

dołącz do nas!

sniezne pustkowie

spinningisty

owienie pstrągów zimą traktowałem jako wypełnienie pustki w sezonie wędkarskim. Pierwsze wiosenne klenie zazwyczaj łowiłem dopiero na przełomie marca – kwietnia, a wiercenie setek dziur z lodu nigdy nie było moim konikiem. Kilka lat temu nadszedł jednak przełom. Teraz każdego roku w grudniu z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie sezonu pstrągowego.

Łowienie pstrągów zimą ma wiele zalet. Jedną z głównych jest wszechobecna cisza. Cała przyroda jest uśpiona w zimowym letargu. Po prostu błogi spokój i bardzo często zdarzający się brak sygnału w telefonie komórkowym. Łatwo można uciec od zgiełku codzienności i przemyśleć wiele ważnych lub mniej ważnych spraw, albo zwyczajnie o niczym nie myśleć. Przypomniała mi się pewna historia, jaką przeżyłem na zimowych pstrągach. Akurat w  dniu, kiedy zdarzyła się ta historia pstrągi nie miały najmniejszej chęci na współpracę. Przez cały dzień nie miałem nawet cienia podejrzenia o jakiekolwiek branie. Usiadłem, więc sobie pod pewną olchą i wypuściłem woblera, a następnie włączyłem dla stworzenia klimatu piosenkę Dżemu ,,Whisky”. I tak po jakimś czasie wsłuchiwania się i prowadzenia woblera spojrzałem się w wodę. A tu za moim wobkiem w odległości około 5 centymetrów stał, jak gdyby nigdy nic pstrąg, którego oceniłem na około 35-40 centymetrów. Potokowiec delikatnie puknął w woblera i zniknął. Było to jedyne branie tamtego pięknego styczniowego dnia. Do łowienia pstrągów zimą podchodzę zupełnie inaczej niż latem. Po pierwsze w styczniu i lutym zawsze schodzę w dół rzeki. Jest to chyba odwieczny dylemat pstrągarzy, gdzie mają iść. W górę czy dół rzeki? Ja w tym okresie wybieram zawsze tą drugą opcję. Przemieszczam się bardzo powoli. Każdą potencjalną miejscówkę obławiam bardzo dokładnie. Pstrągi zimą nie reagują zazwyczaj w pierwszych rzutach, ale zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Każdemu miejscu poświęcam sporo czasu. Zimowe pstrągi łowione są na różne przynęty. Są to najczęściej woblery, gumy oraz obrotówki. Osobiście do gustu przypadły mi najbardziej te ostatnie. Woda zimą ma dosłownie kilka stopni Celsjusza, dlatego obrotówki prowadzę jak najwolniej tylko można. Bardzo często przytrzymuje obrotówkę w  okolicach spodziewanych kryjówek

np. zwalisk. Rzuty wykonuję zawsze pod drugi brzeg i wachlarzem przez główną rynnę sprowadzam obrotówkę pod swój brzeg. Do zimowych pstrągów nie używam dużych obrotówek. Z reguły wybieram longi nr 1 oraz aglie nr 1 i 2. Atrakcyjność agli podnoszę poprzez dodatek różnych rodzajów chwostów np. red Tag. Obrotówki z chwostem nadają się do bardzo wolnego prowadzenia, co jest ich dużą zaletą w tym okresie. Jeśli chodzi o kolor używam jak zwykle mieszankę mosiądzu, srebra i patyny. Bardzo dobre rezultaty odnosiłem na przyciemniane młoteczkowane aglie. Miejsca przebywania pstrągów zimą zmieniają się w stosunku do lata. W zimowym okresie sporo brań miałem poniżej zakrętów. Pstrągi zajmowały stanowiska na wyjściach z nich albo na prostkach poniżej. Ważne jest aby w miejscach, w których łowimy nurt nieco spowalniał. Sprzęt jaki używam to wędka HM 62 Perch 270 centymetrów. Zimą używam zdecydowanie dłuższej wędki niż latem. Taka długość ma jak dla mnie dwa podstawowe uzasadnienia. W rzekach, w których łowię pstrągi, zimą woda jest co najmniej o 0,5 metra wyższa w porównaniu do lata. Dłuższą wędką o wiele łatwiej mogę zaprezentować przynętę w atrakcyjniejszy sposób i unikam wielu zaczepów. A po drugie - wychowałem się nad Wisłą i uwielbiam łowić długimi wędkami. Mój kołowrotek to oczywiście pospolity ,,czarnuch”, czyli stare wysłużone Shimano Aero 3000. Mam ogromny sentyment do tego kołowrotka. Spędziłem z nim niejedną wyprawę pstrągową i myślę, że jeszcze na kilka pojedzie. Mam na niego nawiniętą żyłkę 0,18 lub 0,20 milimetra. Nie można schodzić poniżej tych grubości, ponieważ powinniśmy posiadać pewien zapas mocy. Co prawda zimowym pstrągom jeszcze daleko do szczytu formy, ale lepiej się zabezpieczyć przed ich lekkomyślnym kolczykowaniem. Pstrąg, który urwie nam przynętę będzie się bardzo długo męczył, a na końcu i tak uśnie lub w najgorszym wypadku mocno to odchoruje. Ale chyba nie o to nam chodzi w wędkarstwie sportowym. Kto jeszcze nie spróbował łowienia zimowych pstrągów to lada moment ma niepowtarzalną szansę, aby to zmienić.

tekst: Grzegorz Wadecki foto: Michał Laskowski

Pstrąg potokowy złowiony przez Michała Zimaka. Przynętą była wirówka autorstwa Grzegorza Wadeckiego. Skuteczne pstrągowe modele widoczne na zdjęciu. www.wedkarskabrac.pl


>> spinning

zimowe igrzyska jaziowe

K

ocham zimę. W momencie gdy inni siedzą w domach i  się grzeją, mnie nosi. Z  wędką czy to na zwykłym spacerze, który jest najczęściej wędkarskim zwiadem, wtedy to właśnie oddycham pełną piersią. Dni w tymże okresie są krótkie, więc staram się z nich brać jak najwięcej. Nasze hobby jest ściśle skorelowane z przyrodą, nic więc dziwnego, że przyciąga ono coraz to szersze grono zwolenników, uciekających od zgiełku pędzącego świata. Tak też jest i  ze mną od dawna. Uwielbiam poczucie wolności i  brak jakichkolwiek zmartwień a  wyludnione rzeki zasypane śniegiem, taki stan mego ducha pogłębiają. Rzeka ze swymi uśpionymi tajemnicami czeka tylko na odkrycie, a ja czuję się jak na spotkaniu z opatuloną atrakcyjną kobietą, której wpadłem w oko nie świadom co ma w duszy i pod ubraniem. Wcześniej upatrzone na mapie meandry rzeki budzą zawsze wyobraźnię, lecz po przybyciu na miejsce często można się rozczarować. Najczęściej jest to zasługa człowieka i jego działalności przed zimowo-opałowej, choć gdy leży śnieg i tak jest pięknie. Kolejny sezon nadchodzi dużymi krokami. Mam cichą nadzieje, że aura pozwoli łowić bez znacznych przeszkód a sukces nie da na siebie długo czekać. Sprzęt już czeka i przynęt w pudełku również przybyło, o czym świadczą obdrapane palce od papieru ściernego.

Igrzyska czas zacząć Żadnym odkryciem to, że ryby muszą być na danym odcinku rzeki. W nizinnych rzekach ryby najczęściej pozostają na czas zimy, gdyż Wiślana piaskownica nie ma tak dużo do zaoferowania. Więc jeśli są w lecie to są również i w zimie. Ryb szukam najczęściej na wolniejszych odcinkach z łagodnymi zakrętami. Spowodowane jest to tym, że owy okres nie jest najlepszy dla jazi by forsować się z  wodą, która w  dodatku zyskała na gę-

www.wedkarskabrac.pl

stości. Mam oczywiście swoje pewniaki, które to zasadniczo nie zmieniają się z roku na rok, choć takie przyzwyczajenie kiedyś mnie upośledziło w rozwoju i od tamtej pory ciągle szukam również nowych miejsc włócząc się po Polsce. Poza tym wypuszczone ryby często ostrzegają swych pobratymców, że coś jest nie tak, świadczy o tym brak zainteresowania wabikiem i lepiej im odpuścić na kilka dni. Dno potencjalnych stanowisk ryb to miejscówki o twardym podłożu z drobnym żwirkiem lub grubym piaskiem, co często sprawdzam muskając szczytem zanurzonej wędki. Jeśli złapie siarczysty mróz i brzegi rzeki pozwalają łowić, szukam ryb w miejscu pierwszego okolicznego wolniaka z mulistym dnem, choć nie jest to zasadą. Łowione ryby są wtedy często oblepione pijawkami a  brania są delikatne i  wygrywa tutaj głównie cierpliwość. Jazie również instynktownie trzymają się miejsc, gdzie nisko pnąca się trzcina wodna tworzy dywany na brzegu i  wodzie. Najprawdopodobniej w  plątaninie pnączy mają swój ulubiony pokarm, taki jak kiełże oraz larwy owadów. Pomimo niskiej temperatury wody ryby przemieszczają się po rzece, co nie jest dla nas bez znaczenia. Często w słoneczny dzień wychodzą na płytsze odcinki rzeki, lecz są trudne do podejścia, zwłaszcza gdy śnieg chrupie pod butami. Z zasady staję dużo powyżej miejsc, gdzie się ich spodziewam. Rzuty wykonuję ku środkowi rzeki i pozwalam wabikowi spłynąć aż do momentu, gdzie interesuje mnie aby zaczął pracować. Mógłbym oczywiście wykonać rzut siłowo w to samo miejsce, lecz prawdopodobnie specyficzny świst kija spłoszyłby ostrożne ryby. Sukcesywnie w taki sposób obławiam kolejne odcinki rzeki prowadząc wabiki w  jak najbliższym sąsiedztwie dna. Główna zasada jest taka, aby wabik jak najdłużej pracował przed rybą i sprowokował ją do brania, a ryby jak wiemy ustawiają się głową pod prąd. Jeśli mamy problem ze zlokalizowaniem miejsc, w których bytują jazie można liczyć na podpowiedzi matki natu-


dołącz do nas!

Łowienie jazi zimą wymaga wiele determinacji. Nagrodą dla wytrwałego spinningisty jest każda złowiona ryba.

www.wedkarskabrac.pl

9


>> SPINNING Chimerycznie żerujące jazie czasami łatwiej jest złowić nocą. Takie wędkowanie jest niebezpieczne i wymaga znajomości rzeki, na której łowimy.

Woblery wykonane przez autora o pieszczotliwej nazwie Groszki. ry. Najczęściej objawiają się one krwawymi śladami na śniegu i pozostawionymi łuskami po skonsumowanym posiłku. Jeśli ślad jest świeży nie mamy co liczyć na sukces, gdyż wydra gdzieś zapewne jest w pobliżu i będzie tam wracać, lecz gdy się przeniesie warto dobrze takie miejsce obłowić. Inną podpowiedzią są delikatne oczkowania i  spławy ryb, gdy zachodzi słońce i  ma przyjść wyż. Ryby w przychodzących ciemnościach czują się ostrożnie dając unieść się ciśnieniu, które to wypycha ich ciała dzięki pęcherzowi pławnemu ku górze często właśnie zdradzając swą obecność. Warto wtedy poczekać do zachodu słońca i spróbować skusić je jeszcze raz.

Kilka słów o sprzęcie Żyłka cienka dobrej jakości, nie koniecznie droga, ważne aby świeża 0,14-0,12. Ma za zadanie nie zaburzać pracy delikatnych wabików oraz nie stawiać oporu na dużych odległościach, gdy przynętę trzeba wypuścić nawet 50 metrów. Wędka o akcji parabolicznej do 15 gram wyrzutu, ponieważ jazie często się spinają z  szybszych wędek. Wielkość kołowrotka oraz to czy ma mieć z przodu, czy z tyłu hamulec to kwestie indywidualne, ma płynnie oddawać żyłkę. Uwiązana mała agrafka z jednego kawałka drutu i wabik dopełnia zestaw. Branie wygląda najczęściej jak zaczep i nigdy go nie tnę, gdyż nie wiem, kiedy otępiała z zimna ryba zrobi nawrót. Podwijam żyłkę, kij wygina się pierwszy raz głęboko i następuje seria młynków, i kolejnych ugięć, więc wiadomo www.wedkarskabrac.pl

siedzi. To wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie, wiec jest dużo czasu, aby korygować błędy podczas holu. Najlepszym wyjściem jest trzymać pewnie blisko lustra wody kij i nie panikować, gdy ryba schodząc z prądem rzeki będzie zabierać kolejny metr żyłki, przecież w końcu się zatrzyma. Jazie nie są ewolucyjnie przystosowane do drapieżnego trybu życia. Pomimo tego nie pogardzą przynętą nawet znacznych rozmiarów. Głównym problemem, który powstaje w momencie holu ryby jest to, że mają delikatne pyski pomimo medalowych gabarytów. Właśnie dogranie amortyzacji sprzętu warunkuję w dużej mierze odniesienie sukcesu. Na co łowić. Osobiście jestem zdania że najlepsze efekty są na woblery. Z drugiej strony mam znajomych, którzy łowią paprochami odnosząc duże sukcesy wędkarskie. Tak więc jakby nie patrzeć to kwestia gustu, a może bardziej wiary. Według mnie dobrze skonstruowany wobler nawet najmniejszy powoduje silniejszą falę hydroakustyczną, która ma większą szanse skusić rybę do brania aniżeli jest to w przypadku paprocha. Co tu gadać ilu ludzi tyle teorii. Moje zdanie nie jest oczywiście obiektywne, ponieważ łowię na woblery swojej produkcji, które ciągle doskonalę. Każdy sezon uczy czegoś nowego. Są zimy suche i są mokre, gdzie neoprenowych piersiówek braknie. Upór i  godziny o  kiju zrobiły swoje. Wiem, że jeszcze sporo przede mną do odkrycia w tej dziedzinie spinningu. Są momenty w żerowaniu jazi trudne zimą do rozwikłania oraz zaklęte rzeki, gdzie zapewne trzeba będzie zejść z utartej ścieżki na nową, co może okazać się przełomem. Można również pokusić się spróbować łowić na muchę choć to raczej temat na emeryturę o  ile dożyję. Jakby na to nie patrzeć trzeba wychodzić przed szereg i wierzyć w to co się robi a sukcesy przyjdą z czasem same. Aby takiej wiary wam nie zabrakło. tekst i foto: Jakub Podleśny

GÓRA - DÓŁ „W zimie ryb szukam na wewnętrznych częściach zakrę-

tów. W tych miejscach tworzą się przykosy. Jazie w tych miejscach wyczulone są na różnego rodzaju hałasy, podobnie jak pstrągi. Są trudne do podejścia. Jedną z technik jaką stosuję jest podanie przynęty wzdłuż brzegu. Łowię długimi kijami, dlatego, że brzegi są często zalane lub pokryte lodem. Krótkim kijem się tego nie zrobi, a raczej nie poprowadzi się przynęty w odpowiednim miejscu. Wabik przytrzymuję w nurcie do czasu kiedy czuję jego pracę. Kiedy przestaje pracować znaczy, że jest na dnie. Moje woblery są tak skonstruowane, że za jednym obrotem kołowrotka wychodzą do góry i znowu schodzą do dna ciągle pracując. Właśnie takie bardzo wolne prowadzenie zygzakami góra – dół jest według mnie najskuteczniejsze na jazie w zimie”. Fragment wypowiedzi Jakuba Podleśnego na warsztatach zorganizowanych przez Wędkarską Brać w  lutym 2013 r. w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Informatyki w Łomży.


dołącz do nas!

z pradem >>

bonito prowadze Tak się złożyło, że przyszło mi napisać kilka zdań o połowie pstrąga potokowego. Zacznę od wędki, która powinna być w miarę szybka i dobrze amortyzować szalejącą na końcu żyłki rybę. Gramatura i długość uzależnione są od wielkości rzeki i przynęt jakich używamy. W zasadzie długość dobieram zawsze jak największą tzn. do 2,70 metra, ponieważ z dłuższą wędką nie trzeba wchodzić rybom „na głowy” i można wysunąć za linię brzegu tylko szczytówkę. Takie podchodzenie do pstrągów jest mniej płochliwe. Krótsze wędki stosuję tylko wtedy, gdy okoliczne zakrzaczenie nie pozwala na bezszelestne poruszanie wzdłuż rzeki. Gramatura wędki jest w zasadzie do 20 gram. Kołowrotek powinien być bezawaryjny z dobrze pracującym hamulcem oraz mieć możliwość odkręcenia korbki do tyłu by na napiętej żyłce wypuszczać przynętę w dryfie. Zawsze stosuję żyłkę, nie używam plecionki, ponieważ żyłka amortyzuje dynamiczne zachowanie pstrąga podczas holu. Kropkowańców szukam w różnych miejscach w zależności od pory roku. Styczeń i luty są to zazwyczaj odcinki rzeki o wolniejszym nurcie z większymi dołkami. Woblery raczej stosuję te o dość agresywnej pracy w rozmiarze od 4 do 7 centymetrów. Staram się prowadzić przynętę wolniej po łuku w poprzek rzeki. Rzucam pod przeciwległy brzeg, gdy trzeba to wypuszczam z prądem rzeki. Sprowadzam przynętę w pobliże dna i po łuku w rynienkę lub dołki po mojej stronie. W momencie gdy wobler jest w dołku lub rynnie zaczynam opuszczać przynętę w dryfie i tu przyda się odkręcenie korbki kołowrotka do tyłu, tak by wobler schodził w dół rzeki na napiętej żyłce. W tym celu należy zwolnić blokadę. Często woblera przytrzymuję w miejscu. Pstrąg potrafi opuszczoną tak przynętę zassać bardzo delikatnie, dając nam złudzenie przypominające zaczepienie wabikiem o trawę. Gdy obłowię w ten sposób miejscówki i nie ma reakcji ryb, a warunki na to pozwalają, to schodzę niżej i staram się poprowadzić wabik z nurtem. Wobler do prowadzenia w dryfie powinien być pływający o wyporności bardzo małej, by w trakcie opuszczania z nurtem nie wypływał do powierzchni. Jeżeli mam jakąś ciekawą rynnę z większymi kamieniami to potrafię dość długo podciągać i opuszczać wobler, wpuszczać pod zwalone drzewa i kusić podciągając i opuszczając wobka. Moim ulubionym kolorem w tych miesiącach jest okoń ze srebrnym grzbietem i żółtym brzuszkiem, oliwka, flagowiec i płoteczka z pomarańczowym brzuszkiem, czarnym lub niebieskim grzbietem. Gdy zaczynają pojawiać się żaby w rzece to stosuję kolor jasny oliwkowy z niewielkim akcentem pomarańczowym np. kropki na brzuszku. Od tego momentu nie stosuję już okonia srebrnego. Od momentu żabek i po zastosowaniu flagowca i płotki przechodzę na wszelkiej maści kolory złoto-czarne. Od marca poruszam się w górę rzeki i przynęty prowadzę raczej z nurtem. Wybieram wodę o szybszym nurcie, dobrze natlenioną z dużą ilością kamieni. Czym cieplej tym mniejsze woblery stosuję. Gdy pstrągi są już w doskonałej kondycji to zdarza mi się łowić na nieduże woblery boleniowe ­- nie przeciążone i pracujące w momencie prowadzenia z nurtem. Tak łowię w wodzie o szybkim nurcie, żwirowatym podłożu z większymi kamieniami. Przez ostatnie lata aktywnie uczestniczyłem w zarybianiu, dlatego staram się pstrągi bardzo delikatnie wypinać, gdy się uda to bez dotykania ryby. Używam woblerów Bonito, nie dlatego że są najlepsze – ale je produkuję. tekst: Jacek Wargocki foto: Michał Laskowski

Bardzo dobra praca oraz estetyczne wykonanie sprawiają, że woblery Bonito, to łakomy kąsek dla pstrągów.

www.wedkarskabrac.pl

11


>> pod lodem Mroźny początek roku to dla spinningisty dość ciężki okres. Warto poświęcić trochę czasu na renowację i porządkowanie sprzętu, ale również można jeszcze wybrać się na pierwszy lód. Oczywiście o ile będzie odpowiednia aura. To bardzo ciekawy czas, na który wielu wędkarzy czeka z niecierpliwością. Ja od wielu lat łowię z pierwszego lodu na starorzeczach Narwi. Nie zawsze z powodzeniem, ale zawsze w gronie przyjaciół i w niepowtarzalnych okolicznościach przyrody.

NA PIERWSZYM

lodzie

Łowienie z pierwszego lodu jest bardzo niebezpieczne. Niepohamowana chęć wejścia na świeżo zamarznięte jezioro czy starorzecze dla wielu wędkarzy kończy się tragicznie. Szczególnie dla tych, którzy robią to pierwszy raz lub robią to całkowicie bezmyślnie np. pod wpływem alkoholu. Lód jest zdradliwy i  jeżeli nie jest odpowiednio gruby nie warto ryzykować. Zasada jaką wyznaję jest taka, że lód na który wchodzę powinien mieć 7-10 centymetrów. W  innych przypadkach trzeba być szaleńcem lub wariatem, żeby ryzykować swoje życie dla kilku ryb. Wyczynowi i  doświadczeni podlodowi łowcy mawiają, że nie ma bezpiecznego lodu – i są to słowa warte zapamiętania. Z  pewnością przyda się znajomość łowisk, na których będziemy łowić. Warto wiedzieć jaka jest głębokość i zapamiętać miejsca, w których starorzecza łączą się z rzeką, oraz takie w których zazwyczaj wiatr nawiewa dużo śniegu. Niebezpieczne są również takie, gdzie do zbiornika wpływa strumień czy rzeczka. Takie dopływy niosą wodę o innej temperaturze. Lód, który powstaje na jej powierzchni może być innej grubości niż na całym łowisku, a przez to mniej wytrzymały i zdradliwy. Nie bez powodu wspominam o śniegu ponieważ jest on sprzymierzeńcem, ale i wrogiem. Śnieg izoluje lód przez co, ten staje się bardziej wytrzymały. Niestety jego gruba warstwa ukrywa powstałe przez naprężenia pęknięcia, odparzeliska czy też otwory w lodzie, do których można bezwiednie wpaść. Zazwyczaj są to nieoznaczone dziury pozostawione przez rybaków czy kłusowników. Jednym słowem wchodzenie na pierwszy lód musi być świadome i rozważne.

Ciepło, wygodnie i koniecznie z uśmiechem Ważnym elementem wyprawy na pierwszy lód jest odpowiednie przygotowanie. Pierwszą rzeczą jest stosowna odzież i obuwie. Ja ubieram się na tzw. cebulę, czyli zakładam kilka warstw ubrań na siebie. Robię to dlatego, że nie posiadam kombinezonu, który według mnie jest najlepszym rozwiązaniem. Taki styl ubierania wypróbowałem nie raz podczas wędkowania w niesprzyjających warunkach www.wedkarskabrac.pl

atmosferycznych, więc trzymam się sprawdzonych rzeczy. Pierwszą warstwą jest bielizna termoaktywna, potem ciepłe polarowe bluzy i coś co jest nieprzewiewne np. dobrej jakości soft shell. Kurtka musi mieć duży kaptur, który osłoni głowę od silnego wiatru. Na dłoniach mam polarowe rękawice z  możliwością odsłonięcia palców. Pomaga to w  szybkiej wymianie przynęty bez potrzeby ich zdejmowania na mrozie. Od zawsze marzłem w stopy. Zakładałem jakieś zimowe buty z dużą ilością skarpet. To był duży błąd. W  taki sposób można szybko spowodować, że krew nie dopływa do marznących stóp. Po 2-3 godzinach odczuwa się tylko ból lub też nic się nie czuje i jest po łowieniu. Podstawa to ciepłe stopy. Obuwie musi być większe o 2-3 numery, aby stopa mogła swobodnie się w nim przesuwać. Skarpety grube i  ciepłe, ale na tyle luźne aby nie krępować ruchów. Od kilku lat zakładam obuwie wykonane z tworzywa EVA, które utrzymują komfort noszenia nawet do -30 oC. Ważnym elementem łowienia w niskich temperaturach jest nie tracenie poczucia humoru i odczuwania frajdy z łowienia. Złe warunki szybko potrafią zniechęcić do siedzenia na zimnie lub wysiłku spowodowanego wybijaniem lub wykręcaniem dziur w lodzie. Z wieloletnim kompanem moich wypraw na lód zawsze prowadzimy jakieś głupawe lub bardzo poważne rozmowy. Często śmiejemy się z naszych mizernych wyników, ale nigdy, nigdy nie siedzimy samotnie na lodzie. Zawsze razem w  niewielkiej odległości.

Prosto i skutecznie Na pierwszym lodzie używam krótkich wędzisk wyposażonych w dobrej jakości kiwok. Jako przynętę zakładam srebrną, miedzianą lub złotą blaszkę. Moim ulubionym kształtem jest przynęta, która ma skupiony ciężar w  dolnej części i  jest dość szeroka. Przy poderwaniu ostro odchodzi w bok i opada dość dynamicznie wabiąc ryby. Czasami używam przynęt wykonanych przez naszych łomżyńskich wędkarzy, które są bardzo skuteczne, lecz trudne do kupienia. Technika prowadzenia przynęty jest


dołącz do nas!

prosta. Wykonuję szarpnięcia i wprowadzając blachę w  opad, obserwuję kiwok. Każde najmniejsze poruszenie sygnalizatora kwituję zacięciem. Jako niezbędne wyposażenie zabieram ze sobą: „siedzenie”, pierzchnię (która na pierwszym lodzie zdecydowanie jest lepsza od świdra), łyżkę do wybierania pokruszonego lodu z przerębla i  kilkumetrową linę. Linę rozrzucam przed siebie i nigdy o niej nie zapominam, ponieważ może uratować życie mi lub komuś innemu. Do siedzenia używam skrzynkę wyposażoną w dwie komory. Jedna posiada przegródki i  oddzielne zapięcie. Można tam schować drobiazgi np. dodatkowe przynęty. Do drugiej, większej wkładam kanapki i termos z gorącą herbatą. Siedzenie jest na tyle wysokie, że nie podkulam nóg, przez co krew może swobodnie dopływać do stóp. Pierzchnię zrobił mi mój wuj z kawałka stali zaostrzonej pod odpowiednim kątem. Jest na tyle ciężka, że łatwo wbija się w lód i  kruszy go. Można oczywiście kupić profesjonalną pierzchnię w sklepie wędkarskim. Łyżką do wybierania lodu jest stara chochla mojej mamy. Kiedyś bezużyteczny kawałek aluminium, dziś służy mi do usuwania lodu z przerębla. No cóż wszystko może się do czegoś kiedyś przydać.

Dziury w jednej linii Łowiąc na starorzeczach Narwi opracowaliśmy z wujem technikę wybijania lub kręcenia dziur posługując się kilkoma zasadami. Zawsze staramy się robić to metodycznie tzn. wykuwamy je w jednej linii, poruszając się w jednym kierunku. Jeżeli w kilku dziurach nie ma ryb odchodzimy w  głąb łowiska powtarzając czynność. Nie robimy tego chaotycznie, tylko staramy się kojarzyć ułożenia dna czy też przeszkód znajdujących się pod wodą. Jest to trudne, ale po kilku latach łowienia człowiek kojarzy na jakiej odległości od drzewa na brzegu jest dołek czy rynna. Nie używamy echosondy czy też kamer podwodnych, pewnie dlatego że mamy więcej radości z odszukania ryb samemu niż przy użyciu nowoczesnej technologii. Jest to dość zgubne dla ryb, które łatwo w ten sposób namierzyć i wyłowić wszystko do samego dna.

Kawałek lodu w sercu Uwielbiam dreszcz emocji jaki towarzyszy mi, kiedy wchodzę na pierwszy lód. Uderzenie pierzchnią w taflę lodu, metaliczny dźwięk i widok wypływającej czystej wody. Opuszczam blaszkę do samego dna i do znudzenia powtarzam te same czynności. Nie koniecznie muszę coś złowić, ale uwielbiam tam być. A kiedy jest mroźno, bezwietrznie, słońce spokojnie rozświetla kawałki lodu na tafli starorzecza. Wtedy mrużę oczy i czuję odbijające się na twarzy światło. Jest ciepłe, zaskakująco ciepłe ... tekst i foto: Rafał Mikołaj Krasucki

PODLODOWA

J

N I M FA

est pełnia zimy, siarczysty mróz szaleje za oknem, a ja siedzę przy imadle i uzupełniam braki w pudełkach muchowych przed nadchodzącym sezonem. Tak też było parę lat temu, kiedy mieszkałem jeszcze w  rodzinnym domu. Przed którymś weekendem, podchodzi do mnie mój ojciec i pyta o  cieplejsze ubranie, ponieważ ma zamiar wybrać się na Śniardwy, by połowić z lodu białoryb. Akurat kręciłem nimfy lipieniowe, gdy spytał mnie czy nie dam mu kilka sztuk by wypróbować na mazurskich rybach ich skuteczność.

Pomyślałem sobie, że to może być dobry sposób, i podarowałem mu kilkanaście nimf w  odpowiednich rozmiarach. Gdy wrócił w  niedzielny wieczór do domu był uśmiechnięty od ucha do ucha. Na moje pytanie jak wyniki, powiedział, że muszę mu dać jedno pudełko z  nimfami, które zawsze będzie zabierał na lód. Muchy okazały się strzałem w  dziesiątkę. Brało na nie mniej ryb niż na standardową przynętę w postaci larwy ochotki, ale za to dużo większe. Połowił piękne okazy płoci oraz kilka dobrych leszczy, o  których jego kompani tamtego wyjazdu mogli tylko pomarzyć. Nimfy okazały się wybiórczymi przynętami, choć mniejsze okazy też nimi tak bardzo nie gardzą. Ojciec łowi typowym zestawem spławikowym, tylko zamiast haczyka dodaje nimfę. Moim zdaniem bardzo dobre mogłyby być efekty przy zastosowaniu nimf trochę cięższych, łowiąc wędką z kiwokiem i nimfą zamiast mormyszki... Gdy są słabe brania bądź szuka ryb, zakłada dodatkowo do niej larwy ochotki, bądź pojedynczego białego robaka. Zauważył, że dobrze jest co chwila poruszać całym zestawem, by zainteresować czasem nieśmiałe ryby. Gdy nie ma brań kombinuje z wielkością i kolorowymi dodatkami do nimf, ale nie często musi dobierać odpowiedni wzór do aktualnych gustów. Do najłowniejszych nimf zalicza popularne brązki z bażanta w różnych wariantach. Dodatkowym atutem są wszelakie dodatki typu kolorowa bródka, przewijka czy główka. Muchy są dodatkowo słabo obciążone. Jednak do łowienia zamiast mormyszki zrobiłbym nimfy w główką wolframową lub dodatkowym ołowianym obciążeniem na tułowiu muszki. Ze skutecznych wzorów można dodać kiełże, także w stonowanych kolorach takich jak brązy czy wszelakie szarości. Dodatkowy akcent, jaskrawego koloru na tułowiu będzie zazwyczaj wzmagał brania. Wielkości nimf są typowo lipieniowe. Rozmiary w przedziale #12 - #18 są według niego najbardziej odpowiednie. Hak na jakich jest ukręcona mucha też nie jest bez znaczenia. Powinien być w miarę cienki, by móc założyć na niego pojedynczą larwę ochotki. Trwałość muszek powinna być bardzo dobra. Nie można stosować tutaj półśrodków, takich jak np. przewijka w postaci zwykłej nici zamiast drucika przy tułowiu z bażanta, czy brak podklejenia quilla. Ma to wielkie znaczenie, kiedy na jeden egzemplarz nimfy mamy zamiar wyciągnąć w ciągu dnia kilkadziesiąt ryb. Ojcu nimfy sprawdziły się na typowych rybach łowionych pod lodem na mazurskich jeziorach, takich jak płocie, leszcze czy okonie. Wiem, że praktycznie zawsze na nie łowi, a ja muszę tylko raz do roku uzupełniać jego pudełko z podlodowymi nimfami. tekst: Paweł „nizinny” Stypiński

www.wedkarskabrac.pl


>> prawo

Jak złowić

obwody rybackie? Sprawdzone przynęty, odpowiednio dopasowany sprzęt, duże doświadczenie i wysokie wędkarskie umiejętności. Czegóż więcej potrzeba do udanego połowu? Oczywiście dobrego łowiska, w którym łatwiej o medalową rybę niż o siatkę. Jeśli w naszej okolicy takiej wody nie ma, można spróbować takie łowisko stworzyć np. poprzez przejęcie odpowiedzialności za jezioro czy fragment rzeki. W tym celu należy przedsięwziąć nietypową wyprawę wędkarską po niezwykłe okazy – obwody rybackie. Poniżej postaram się w telegraficznym skrócie przybliżyć metodę ich łowienia.

I Wybór łowiska Znakomita większość polskich wód jest własnością Skarbu Państwa i  należy do kategorii tzw. śródlądowych wód płynących, które nie mogą zostać nabyte na własność przez podmioty prywatne. Warto wspomnieć, iż „wodą płynącą” może być każde jezioro czy zbiornik zaporowy, jeśli tylko jest połączony z jakimkolwiek naturalnym dopływem lub odpływem. Wody te podzielone są na tzw. obwody rybackie i oddawane są w wieloletnie „użytkowanie rybackie” podmiotom, które wyłaniane są w drodze konkursów. W  celu zasięgnięcia informacji o  aktualnie dostępnych obwodach rybackich najlepiej zajrzeć na stronę internetową właściwego Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej (RZGW- nad polskimi wodami publicznymi pieczę sprawują RZGW mające siedziby w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie, Poznaniu, Wrocławiu, Gliwicach i Krakowie). Bowiem na stronach poszczególnych RZGW publikowane są ogłoszenia o najbliższych konkursach na „wolne” obwody rybackie wraz z krótkim ich opisem (tj. określeniem, jakie wody wchodzą w skład konkretnego obwodu - tu mogą występować drastyczne różnice, od naturalnych stawów o powierzchni 0,5 hektara do całych grup położonych w pobliżu jezior o łącznej powierzchni kilku tysięcy hektarów) oraz terminami, w których osoby zainteresowane udziałem powinny złożyć swoje oferty. Ponadto zamieszczono tam wiele innych istotnych informacji dla zamierzających wziąć udział w konkursie (jak aktualny cennik materiału zarybieniowego, wzory oświadczeń niezbędnych do konkursu). II Kompletowanie „zestawu” Zanim przystąpimy do sporządzenia właściwej oferty należy zebrać szereg niezbędnych dokumentów, które zostaną dołączone do oferty w postaci załączników: 1. Pozytywnie zaopiniowany operat rybacki, parafowany na każdej stronie przez tzw. „jednostkę uprawnioną do opiniowania operatów” (tj. zgodnie z rozporządzeniem Ministra Rolnic-

www.wedkarskabrac.pl

twa z dnia 29 marca 2002 r. w  sprawie operatu rybackiego, do wyboru: Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w  Szczecinie, 2) Instytut Rybactwa Śródlądowego w  Olsztynie, 3) Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie). 2. Oryginał pozytywnej opinii do pozytywnie zaopiniowanego operatu rybackiego. 3. Kopie dokumentów poświadczających kwalifikacje i doświadczenie zawodowe osoby, której kwalifikacje i doświadczenie będą oceniane przez komisję konkursową, o czym poniżej. 4. Zaświadczenie z  Urzędu Skarbowego o  nie zaleganiu z wypełnianiem zobowiązań wobec Skarbu Państwa. 5. Zaświadczenie z  Zakładu Ubezpieczeń Społecznych o nie zaleganiu z wypełnianiem zobowiązań wobec tej instytucji. 6. Oświadczenie o zapoznaniu się z warunkami konkursu i ich przyjęciu. 7. Zaświadczenie przewodniczącego zarządu właściwego województwa o nie dokonaniu oceny wypełniania obowiązku prowadzenia racjonalnej gospodarki rybackiej. 8. Oświadczenie o możliwości korzystania z nieruchomości lub innych urządzeń wodnych niezbędnych do wykonywania rybactwa w obwodzie rybackim. 9. Oświadczenie producenta materiału zarybieniowego o zbyciu na rzecz oferenta materiału zarybieniowego. 10. Oświadczenie o  nie władaniu obwodem rybackim w ciągu ostatnich 3 lat. 11. Oświadczenie o niekaralności oferenta. III Sporządzenie oferty i „połów” punktów Jeśli uporaliśmy się już z zebraniem wszystkich „załączników” wspomnianych w  pkt. II, nadchodzi czas na napisanie właściwej oferty. Przebieg konkursu oraz kryteria ocen poszczególnych ofert zostały szczegółowo określone w  rozporządzeniu Ministra rolnictwa i rozwoju wsi z dnia 31 stycznia 2007 r. W sprawie konkursu ofert na oddanie w użytkowanie obwodu rybackiego. Na początek należy zwrócić szczególna uwagę na formalne elementy, które powinna zawierać oferta, tj.: a) nazwa, siedziba, adres oferenta; b) termin sporządzenia oferty; c) wskazanie obwodu rybackiego, którego oferta dotyczy; d) proponowany czas obowiązywania przyszłej umowy użytkowania obwodu rybackiego; e) oświadczenie, iż w terminie 60 dni od dnia doręczenia zawiadomienia o wyniku konkursu oferent wejdzie w posiadanie środków trwałych i wyposażenia służącego do chowu, hodowli lub połowu ryb niezbędnych na podstawie założeń przedłożonego operatu rybackiego; f) podpis oferenta. Poza powyżej wymienionymi formalnymi elementami w ofercie powinny znaleźć się trzy istotne dla końcowego rezultatu elementy:


dołącz do nas! 1. Proponowana stawka opłaty rocznej za 1 hektar powierzchni obwodu rybackiego; 2. Wskazanie osoby, której kwalifikacje i doświadczenie zawodowe będą podlegały ocenie; 3. Proponowane „nakłady rzeczowo finansowe”, tj. wskazanie jakimi gatunkami ryb jakim sortymentem i w jakiej ilości oferent zobowiązuje się corocznie zarybiać obwód rybacki. Ocenie komisji konkursowej podlegają 4 czynniki. Pierwszym z nich (wartym 20 pkt) jest proponowana stawka opłaty rocznej za 1 hektar powierzchni obwodu rybackiego. Należy pamiętać, iż w  ww. rozporządzeniu określono maksymalne dopuszczalne stawki tej opłaty, zależą one od wielkości powierzchni wód wchodzących w skład obwodu i wahają się od równowartości 0,5 decytona żyta/ 1hektar (np. dla jezior o pow. do 10 hektarów) do równowartości 0,1 decytona żyta/1 hektar (np. jezior o powierzchni powyżej 500 hektarów). Następnym ocenianym czynnikiem (wartym w sumie 35 pkt) jest wykształcenie i  doświadczenie oferenta lub osoby zatrudnionej przez niego na umowę o pracę. Punktowane jest wykształcenie rolnicze i rybackie (średnie rolnicze - 5 pkt, wyższe rybackie 20 pkt) oraz odpowiednia ilość lat doświadczenia w rybactwie śródlądowym (co najmniej 3 lata - 5 pkt, od 10 lat wzwyż - 15 pkt). Niezwykle istotne znaczenie ma wybór gatunków ryb, którymi oferent ma zamiar zarybiać obwód rybacki. Z  uwagi na znaczne różnice w  punktach przyznawanych za poszczególne gatunki, przed sporządzeniem oferty należy zapoznać się ze szczegółowym wykazem „współczynnika znaczenia ryb dla rybackiego typu wody” zawartym w załączniku nr 3 do ww. rozporządzenia i przy wyborze gatunków ryb proponowanych do zarybienia w  ramach „nakładów rzeczowo-finansowych” uwzględnić preferowane w tym wykazie gatunki (np. dla jeziora będą to m.in. szczupak, sandacz, sum). Podsumowując wskazane powyżej czynniki, warto zauważyć, iż w  odniesieniu do każdego z  nich stosunkowo łatwo uzyskać maksymalną liczbę punktów. Dlatego, jeśli poważnie myślimy o zwycięstwie w konkursie na upatrzony obwód rybacki, powinniśmy dołożyć wszelkich starań, by na żadnym z tych etapów nie utracić pochopnie możliwych do zdobycia punktów (co oznacza, iż powinniśmy być gotowi zaproponować maksymalną opłatę roczną, wyłącznie preferowane gatunki ryb do zarybienia oraz postarać się o współpracę z osobą o odpowiednich kwalifikacjach i doświadczeniu jeśli sami nimi nie dysponujemy). Ostatnim, lecz w  gruncie rzeczy najważniejszym elementem ocenianym przez komisję konkursową jest wartość nakładów rzeczowo-finansowych (do zdobycia 20 pkt), czyli jakimi gatunkami ryb, w  jakiej ilości i  w jakim sortymencie zamierzamy co roku zarybiać. Deklarując te wartość (ustalana jest ona na podstawie cennika materiału zarybieniowego) należy pamiętać, by zgadzała się ona z  zaleceniami dotyczącymi materiału zarybieniowego zawartymi w załączonym do oferty operacie rybackim. Dokonując wyboru materiału zarybieniowego spośród gatunków „preferowanych” należy uwzględnić ich dostępność na rynku w najbliższej okolicy, gdyż jeśli nie dysponujemy własnym ośrodkiem zarybieniowym konieczne jest uzyskanie oświadczenia producenta materiału zarybieniowego, iż w razie zwycięstwa naszej oferty sprzeda nam narybek potrzebny do realizacji zadeklarowanych „nakładów rzeczowo-finansowych”. IV Złożenie oferty i ogłoszenie wyników Sporządzoną ofertę wraz z załącznikami umieścić należy w zamkniętej i nieoznaczonej kopercie (opisanej jedynie nazwą obwodu rybackiego, na który jest składana oferta), a następnie złożyć za potwierdzeniem odbioru we właściwym RZGW przed upływem terminu określonego w ogłoszeniu konkursu. tekst: Maciej Apel

www.wedkarskabrac.pl

15


>> Rekodzielo ,

moj pierwszy wobler czyli jak zrobić ukleję?

O

panowaliśmy już podstawy strugania korpusów, możemy więc przystąpić do kolejnego etapu. Wykonania i wklejania stelażu lub wkręceniu oczek z drutu, nacięcia miejsca na ster oraz umiejscowienia obciążenia i położeniu podkładu.

Wyróżniamy dwa rodzaje stelażu, które możemy zastosować w naszych przynętach: stelaż pełny lub wkręcane oczka. Drut jakiego użyjemy powinien być półtwardy i nierdzewny, czyli łatwy do wyginania i odporny na rdzewienie. Stelaż pełny to taki, w  którym drut wygięty jest tak, aby znalazły się na nim: oczko z przodu woblera do mocowania linki lub agrafki, oczko środkowe i  tylne, do których założone będą kotwice. Pomocnikiem w  wyginaniu stelażu może być sprytne ,,urządzenie”, które łatwo jest wykonać samemu. Jest to kawałek deseczki z powkręcanymi w ustalonych miejscach wkrętami, wokół których wyginamy drut. Niewątpliwym plusem stosowania pełnego stelażu jest jego wytrzymałość. Niesie to jednak większy nakład pracy. Aby odpowiednio zamontować taki stelaż w korpusie wobelra należy wykonać równe nacięcie przez całą długość woblera, trzeba użyć większej ilości kleju oraz szpachli do wyrównania powstałego podłużnego otworu.

1

>

2

16

www.wedkarskabrac.pl

2 3

4 5 6


dołącz do nas!

7

9

8

Drugim sposobem jest wykonie wkrętów z drutu. Skręcamy je ręcznie lub mechanicznie za pomocą wiertarki. Kiedy mamy tak przygotowane oczka wystarczy wywiercić otwory o takiej średnicy, aby nie dało się ich luźno włożyć lecz wkręcić. Do drutu 0,8 milimetra stosuję wiertło 1,5 milimetra. Przed wkręceniem wciskam za pomocą igły i strzykawki odrobinę kleju wypełniając cały otwór, i  dopiero wtedy wkręcam oczko. Podczas montażu powinien z otworu wydobywać się nadmiar kleju co jest dowodem, że użyliśmy jego odpowiednią ilość. Używam kleju wodoodpornego do drewna – sprawdza mi się w 100 proc. Wkręcane oczka powinny być jak najdłuższe, co nam da większą wytrzymałość na wyrwanie. Środkowe oczko wkręcamy pod kątem, aby mieć dodatkowe cenne milimetry i gwarancję wytrzymałości. Nacięcie na ster wykonujemy piłką do metalu lub brzeszczotem, który grubością odpowiada grubości poliwęglanu, z którego jest wykonany. Jeżeli jest za ścisły zawsze możemy go podszlifować papierem ściernym. Kąt nacięcia dostosowujemy do przynęty, jaką chcemy stworzyć. Duży kąt daje nam przynętę głębiej schodzącą, natomiast mały daje nam woblera pracującego bliżej powierzchni. Obciążenie dajemy w  celu ustabilizowania naszej przynęty i zwiększenia jej wagi. W woblerach boleniowych, którymi musimy daleko rzucić oraz nadać im delikatną pracę, obciążenie przesuwamy do tylnej części woblera. Powoduje to zanik pracy ogonowej. Umieszczenie ołowiu w przedniej części spowoduje uruchomienie części ogonowej. Zasadę łatwo zapamiętać: środek – praca mocna, tył – wyciszenie woblera. Na początek polecam zastosowanie

10

obciążenie neutralnego, czyli blisko środka przynęty. Daje nam to większą szansę, że przynęta będzie miała poprawną i rytmiczną pracę. Nie rezygnujcie z eksperymentowania z obciążeniem, będziecie mogli wówczas sami obserwować zmiany w pracy woblera. Przy pełnym stelażu ołów możemy umieścić w rowku, w którym umieściliśmy drut. Przy wkręcanych oczkach możemy zrobić w ten sposób: wywiercić otwory w dolnej części woblera i umieścić w nich ołów np. śruciny ołowiane. Starajmy się wszystkie czynności tzn. nacinanie rowka na ster, stelaż jak i otwory na ołów robić równo, uchroni nas to przed zepsuciem własnej pracy. Po umieszczeniu obciążenia musimy zaszpachlować pozostałości otworów powstałych po wywierceniu lub nacinaniu rowka. Należy wyszlifować korpus na gładko i nanieść warstwę podkładową pod malowanie. Osobiście maluję korpus zwykłą białą farbą do malowania ścian, ale można użyć lakieru lub białej farby w sprayu. Czemu biała na białe – dlatego, że podczas malowania nanoszone kolory są bardziej wyraźniejsze i nasycone. Życzę wam miłej pracy w  kolejnym etapie budowy własnej przynęty. tekst: Krzysztof Barczewski foto: Michał Laskowski

11

12

www.wedkarskabrac.pl


>> MUSZKARSTWO

imny z streamer

K

ażdy szanujący się muszkarz zaczyna sezon muchowy, z początkiem sezonu na pstrągi potokowe. W zależności od regulaminu na danej wodzie, zaczyna się z pierwszym stycznia lub pierwszym lutego, z małymi wyjątkami na rzekach południa, gdzie na niektórych odcinkach dopiero szesnastego marca. Te różne terminy podyktowane są kondycją pstrągów potokowych, które po jesiennym tarle wracają do siebie...

Generalnie w wodach północnej części Polski sezon muchowy zaczyna się z początkiem roku. Natomiast rzeki południowe są otwarte dla pstrągarzy nieco później. Podyktowane jest to termiką wody, korzystniejszą dla ryb z północy kraju. Nie mniej jednak gdziekolwiek będziemy zaczynali swój sezon muchowy, na jego początku będziemy łowić w dość zimnej wodzie. Wymusza to na nas odpowiednie podejście do ryb, czyli wybór sprzętu, wzoru much oraz dobrze dobranej taktyki, by początek sezonu zaliczyć do udanych. Wszystkie podpowiedzi podyktowane w niniejszym artykule wynikają z mojego doświadczenia z początku sezonu pstrągowego. Używam dwóch klas wędek – w klasie #5 oraz #7, o długości 9’6”. Długość podyktowana jest tym, że większość moich pierwszych wyjazdów w sezonie na wody północnej polski, gdzie łowimy na odcinkach łąkowych często jest porośnięta wysoką trzciną. Dłuższy kij ułatwia rzuty, zarówno te znad głowy jak i rolowane, gdzie standardowy rzut jest niemożliwy do wykonania. Jeśli posiadamy krótszy kij np. 9’ lub 8’6” to też wystarczy. Na południowych typowo górskich wodach nie ma to większego znaczenia. Klasa kija podyktowana jest głębokością łowienia, a co za tym idzie, łatwością wyrywania zestawu z wody i przerzucania go. Kijem w klasie #7 przy linkach głęboko schodzących takich jak klasy tonięcia nr 5 lub 7, i z dodatkowo obciążoną muchą, łowi się dużo bardziej komfortowo, co przy zimowej aurze ma duże znaczenie. Natomiast wędką w klasie #5 łowię w płytszych rzekach, linkami od pływającej poprzez intermedium do 3 klasy tonięcia, lub www.wedkarskabrac.pl

linkami typu sink tip, czyli tonąca końcówka na pływającej pozostałej części sznura. Oczywiście łowienie np. linką w 7 klasie tonięcia, wędką #5, jest jak najbardziej możliwe i  stosowane. Jednak jest dużo mniej komfortowe niż z wcześniej opisywanym mocniejszym kijem. Bardzo dobrze jest mieć kilka linek w  różnych klasach tonięcia. Można wtedy dopasować się do aktualnego stanu wody i ogólnej głębokości rzeki na jakiej przyjdzie nam łowić. Trzeba pamiętać, że ryby o tej porze roku nie są zbyt aktywne i nie będą agresywnie atakować naszych przynęt. Ryb trzeba szukać bliżej dna, gdzie mają swoje kryjówki. Jeśli miałbym możliwość zabrać tylko jeden rodzaj sznura na zimowe pstrągi, była by to linka intermedialna. Wydawać by się mogło, że na głębszej wodzie ciężko będzie sprowadzić naszą przynętę bliżej dna, jednak można to sobie ułatwić poprzez rzuty lekko pod prąd i „narzucając” linkę, czyli wykonując tzw. mending. Oczywiście można użyć dociążonych muszek. Przynętą numer jeden na zimowego potoka jest streamer. Imituje on najczęściej ryby oraz pijawki. Moim zdaniem jest


dołącz do nas! bardzo skuteczny z jednego ważnego powodu, mianowicie z korzyści energetycznych jakie płyną po zjedzeniu przez pstrąga małej rybki lub pijawki. W okresie zimowym ma to duże znaczenie, gdzie zmienno cieplna ryba po takim jednym treściwym jedzeniu może trawić pokarm zaspokajając swoje zapotrzebowania przez wiele dni. Ten aspekt trzeba wykorzystać na rybach. Streamery nie mogą być małe. Najczęściej stosuję wzory na przedłużonym trzonku haka, w rozmiarach od #2 do #6. Kolory raczej stonowane. Szczególnie lubię brązy, zielenie czy czerń. Choć białych nie brakuje w moim pudełku, które kojarzą się z jelcami lub piekielnicami. Wszelkie dodatki w postaci fleszy są jak najbardziej pożądane. Jednak nie należy z nimi przesadzać. Dobrymi dodatkami są oczy lub główki przyklejane przy niedociążonych muszkach mosiężne lub wolframowe. Spełniają one dwojaką rolę: są elementem wabiącym ryby, a także dodatkowym obciążeniem. Za przynętę numer dwa uważam nimfy. Są to imitacje larw jętek lub widelnic. Wiążę je na hakach nimfowych od rozmiaru #4 do #8. Stosuje je najczęściej jako przywieszkę na krótkim przyponie do streamera. Przypony stosuję zazwyczaj grube, szczególnie łowiąc w  wodach północnej polski. Są to średnice między 0,18 mm a 0,22 mm. W rzekach południa jak Dunajec czy San, można zejść niżej do np. 0,16 mm. Podyktowane jest to dużo mniejszą ilością zaczepów. Długość dobieram do głębokości łowiska i stopnia tonięcia sznura. Im głębiej chce łowić, tym krótszy zakładam przypon i odwrotnie. Zakres to: od 50 cm do 2 m żyłki jednej średnicy przywiązanej bezpośrednio do linki. Przywieszki z nimfą są o wiele krótsze, zazwyczaj 1/3 długości przyponu, przywiązanej w pobliżu mocowania do sznura. Łowiąc zimą na streamera, najczęściej schodzę w dół rzeki. Podyktowane jest to tym, że ryby są mało aktywne i zajmują miejsca głównie przy dnie rzeki. Więc jesteśmy dla nich mniej widoczni. Co jednak nie zwalnia nas z zachowywania ostrożności w podchodach. Ryby wybierają miejsca, gdzie mogą bez większych wydatków energii pobierać pokarm, który spływa z nurtem rzeki. Będą to spokojniejsze rynny czy zastoiska za wszelkimi przeszkodami wodnymi. Mogą one znajdować się przy brzegu jak i na środku rzeki.

W wodach typowo górskich nieodzowne są spodniobuty do brodzenia, których możemy nie zakładać łowiąc na rzekach północy szczególnie w łąkowych ich odcinkach. Po wytypowaniu ewentualnego przebywania ryby, podchodzimy ostrożnie na odległość rzutu. Bardzo ważnym jest to aby nigdy nie rzucać bezpośrednio w miejsce, w którym może stać ryba. Staramy się napłynąć przynętą w jej pobliże, aby wyglądało to jak najbardziej naturalnie. Spowodowane jest to tym, że łowiąc w dół rzeki, ryba ma więcej czasu na przyjrzenie się przynęcie, a  więc ocenienie czy stanowi to dla niej zagrożenie czy ewentualny pokarm. Łowiąc o tej porze roku, wyznaję zasadę, że ryba nie lubi pośpiechu. Ma się to do pory dnia jak i prowadzenia przynęty. Zazwyczaj łowię od wczesnego południa do zmroku. Przynętę prowadzę bardzo powoli i często jest to rzut w poprzek rzeki. Koncentruję się na wybieraniu ewentualnego luzu, a gdy już spłynie trochę poniżej mnie, przytrzymuję i ewentualnie powolnie prowadzę pod prąd. Bardzo dużą rolę odgrywa tu temperatura wody. Jej minimalny skok w górę, nawet o jeden stopień, stymuluje ryby do żerowania. Często jest to właśnie południe lub lekka odwilż, która najpierw ogrzewa wodę. Inaczej ma się to do topniejącego śniegu, gdyż najpierw woda lekko podnosi swoją temperaturę, by później się ochłodzić pod wpływem topniejącego śniegu lub lodu. Wtedy najlepsze wyniki mamy na początku odwilży. Łowienie zimowych pstrągów na muchę jest z pewnością wyzwaniem. Dostarcza emocji na początku sezonu. Wystarczy uzbroić się w odpowiedni sprzęt, odrobinę zapału i zimowe łowienie może być naprawdę ciekawe. tekst i foto: Paweł „nizinny” Stypiński

www.wedkarskabrac.pl


>> spINNING

tekst sponsorowany

Rekodzielo

czy produkcja seryjna?

Europejska produkcja woblerów Lovec-Rapy.

R

ękodzieło czy może jednak produkcja seryjna? Z tym pytaniem spotykam się bardzo często w  kontaktach ze swoimi klientami. I  w  zasadzie ciężko jest mi na nie jednoznacznie odpowiedzieć, bo jak to przeważnie bywa, prawda leży pośrodku.

Rynek wędkarski w Polsce na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zmienił się nie do poznania. Od całkowitych „pustek” w sklepach, a co za tym idzie również w pudełkach wędkarzy, po taki dobrobyt, że nie wiadomo na co się zdecydować. Moim zdaniem szczególnie widoczne jest to w wędkarstwie spinningowym. Dzisiaj, wchodząc do w  miarę dobrze zaopatrzonego sklepu wędkarskiego mamy do wyboru przynajmniej kilkadziesiąt różnych przynęt spinningowych od kilku producentów. Sytuacja ta również dotyczy producentów woblerów. Na rynku można znaleźć wiele przynęt w  różnych cenach i  produkowanych w różnych krajach. Ciągle postępująca globalizacja, która stała się już kilka lat temu faktem, przenoszenie produkcji z jednego kraju do drugiego, jeszcze dodatkowo utrudnia zadanie w określeniu pochodzenia danej przynęty wędkarskiej. Firma Lovec – Rapy we współpracy z  firmą HARJUS sprzedaje między innymi na rynku polskim woblery, które produkowane są w  unikalny sposób w  zakładzie produkcyjnym w  Krośnie. Z  jednej strony znakomita część pracy wykonywana jest w  sposób ręczny przez wykwalifikowanych pracowników, z  drugiej zaś strony sprzedaż tych woblerów na wielu rynkach światowych zobowiązuje do zachowania powtarzalności, zarówno w  pracy samych woblerów jak i  ich kolorystyce. W  zasadzie właśnie w  tym miejscu padła odpowiedź na pytanie postawione w  tytule niniejszego artykułu. Mam jednak nadzieję, że zechcecie się zapoznać z  drugą częścią mojego tekstu, gdzie postaram się przybliżyć podstawowe etapy, jakie wyróżniamy w  produkcji naszych woblerów. 1. Przygotowanie „szkieletu” woblera Pierwszy etap to ręczne przygotowanie „szkieletu” woblera, a więc odpowiednie wygięcie drutu. W naszych woblerach stosowany jest drut ze stali nierdzewnej, kwasoodporny. Drut wyginany jest do żądanego kształtu i prowadzimy go przez całą długość woblera. Takie podejście daje gwarancję, iż nie stracimy naszego woblera na pierwszym zaczepie wyszarpując z jego korpusu wklejone oczko do mocowania żyłki lub przyponu, nie mówiąc już o rekordowej rybie, która po ataku odpłynie z kotwicą w swoim pysku. 2. Montaż „serca woblera” Każdy wobler musi posiadać swoją pracę, musi otrzymać swoją podstawową charakterystykę, a więc stać się woblerem pływającym bądź tonącym. Efekt ten uzyskujemy poprzez ręczny montaż na drucie odpowiedniego dociążenia, tak zwanego „serca woblera”. „Serce” umiejscawiane jest również w  taki www.wedkarskabrac.pl

sposób, aby wobler był dobrze wyważony, co ma duże znaczenie przy dokładnym podawaniu przynęty we wcześniej upatrzone miejsce na naszym łowisku. 3. Uzyskanie podstawowego kształtu korpusu woblera W kolejnym kroku nasz wcześniej przygotowany drut umieszczany jest w specjalnych formach. Forma zalewana jest dwuskładnikową pianką poliuretanową. Materiał ten ma bardzo szerokie zastosowanie i  znany jest ze swoich właściwości wypornościowych. Ponadto pianka poliuretanowa posiada właściwości pęcznienia, a więc po zamknięciu formy możemy odwzorować na korpusie wszystkie, nawet najmniejsze szczegóły jakie sobie zaplanowaliśmy. Następnie zamknięta forma wędruje do prasy, gdzie jest dodatkowo podgrzewana. Jest to bardzo ważny etap produkcji, gdyż musimy w tym miejscu połączyć ze sobą wiele czynników – odpowiednie proporcje składników pianki, czas oraz temperaturę. 4. Czyszczenie oraz „leżakowanie” surowych korpusów Ten etap produkcji wydaje się być pozornie łatwy, jednak wymaga on dużej dokładności i precyzji. Z korpusu odcinane są wszystkie nadlewki. Następnie korpus jest bardzo dokładnie szlifowany przez pracowników, czyszczone są także wszystkie druciane oczka. Dokładność wykonania tego procesu będzie miała później odzwierciedlenie w pracy każdego woblera. Następnie tak przygotowane korpusy muszą zostać poddane procesowi „leżakowania”. „Leżakowanie” korpusów uzależnione jest od ich wielkości i  trwać może nawet kilka tygodni.


dołącz do nas!

8. Czyszczenie oczek drucianych oraz wklejenie steru To kolejny z etapów wykonywany ręcznie, gdzie wymagana jest duża dokładność. Odpowiednie wklejenie steru będzie miało niebagatelne znaczenie na pracę woblera oraz na głębokość jego nurkowania. W  ramach tego etapu czyszczone są również wszystkie druciane oczka. 9. Zbrojenie woblerów W ramach tego etapu korpusy zostają uzbrojone w wysokiej jakości kotwice VMC. 10. Testowanie i „ustawienie” woblera Na koniec nie zapominamy o końcowym przetestowaniu każdego woblera. Sprawdzana jest ich praca i akcja. Doświadczony pracownik koryguje wszelkie niedoskonałości w  pracy woblerów, a także decyduje o odrzuceniu woblerów, które nie spełniają wymagań jakościowych. 5. Przygotowanie korpusów do malowania Podczas tego etapu każdy korpus woblera jest gruntowany, malowany na biały kolor. Po wyschnięciu korpusy trafiają do właściwego malowania.

Na koniec pozostaje nam już tylko zapakowanie gotowych woblerów i wysłanie ich do naszych klientów, do których należą wędkarze z takich krajów jak: Niemcy, Czechy, Austria, Francja, Chile, Nowa Zelandia, Izrael i wiele innych.

6. Malowanie właściwe Bardzo ważną częścią całego procesu produkcyjnego jest malowanie korpusów woblerów. Jest to zadanie wykonywane ręcznie przez naszych pracowników. Na każdy korpus trafia od 4 do 10 warstw różnego koloru wysokiej jakości lakierów, używanych między innymi w przemyśle samochodowym. Kolorystyka woblerów dobierana jest w taki sposób, aby odzwierciedlała ona wieloletnie doświadczenie osób zajmujących się projektowaniem naszych woblerów. W  ten sposób możemy zagwarantować unikalność naszych przynęt.

tekst: Michał Strzelecki www.harjus.pl

7. Naklejenie oczu oraz lakierowanie Po wyschnięciu lakierów, na korpusy naklejane są holograficzne oczy. To ważny element, bardzo często mający wpływ na pobudzanie drapieżników do ataku na naszą przynętę. Po naklejeniu oczu tak przygotowane korpusy lakierowane są specjalnym lakierem bezbarwnym w celu zabezpieczenia jego powierzchni.

konkurs literacki

Wędkarska Brać zaprasza wszystkich chętnych do wzięcia udziału w konkursie literackim. Tematyka to wiosenne i letnie łowienie ryb. Temat należy potraktować bardzo swobodnie. Artykuły mogą opisywać wasze wędkarskie przygody lub przemyślenia. Mogą dotyczyć konserwacji i doboru sprzętu, jak również opisywać dowolne techniki wędkarskie. Nie krępujcie się i piszcie o tym, co kochacie najbardziej – o wędkarstwie. Na wasze prace czekamy do końca marca 2014 r. Najlepsze artykuły opublikujemy na naszym portalu oraz w magazynie. Zwycięzców nagrodzimy zestawami przynęt Lovec-Rapy. Więcej szczegółów znajdziecie na www.wedkarskabrac.pl www.wedkarskabrac.pl

21


>> wywiad

dziewczyny z

wedkami z Natalią Stypińską i Ewą Kaczyńską rozmawia Rafał Mikołaj Krasucki

Jak rozpoczęła się wasza przygoda z wędkarstwem, od kiedy łowicie? Natalia Stypińska: Wszystko rozpoczęło się kiedy poznałam Pawła. Okazało się, że obydwoje uwielbiamy wyjazdy, a większość z nich była z wędką w ręku, ze względu na pasję męża. Na początku jeździłam po to by odpocząć oraz poznać nowe ciekawe miejsca w kraju i zagranicą. Przez ten czas, mimo że nie łowiłam, dowiadywałam się bardzo wiele o wędkarstwie. Zawsze dużą przyjemność sprawiała mi obserwacja, jak łowi Paweł. Po trzech latach wyjazdów wędkarskich postanowiłam spróbować, i wtedy się zaczęło... Ewa Kaczyńska: Od 2004 roku wędkowanie jest moim ulubionym sposobem na spędzanie wolnego czasu z  rodziną. Moją pierwszą wędkę dostałam w prezencie od męża. To on zaraził mnie tą pasja. I od tamtej pory każdą wolną chwilę spędzamy www.wedkarskabrac.pl

razem nad woda, tylko juz nie we dwoje ale w troje. Miałam dwuletnią przerwę, na urodzenie oraz odchowanie syna. Powrót do wędkowania był trudny. Pilnowanie wędek i bieganie za synem, który właśnie poznawał świat było trochę irytujące. Ale nie żałuje. Mój syn ma 7 lat i jest największym wędkarzem w rodzinie. Jedynym problemem jest to, że maż i syn łowią na spinning i muchówkę, a ja niestety od lat jestem wierna gruntówce   Jakimi metodami najczęściej łowicie? Natalia Stypińska: Jest tylko jedna słuszna - metoda muchowa. Mimo, że próbowałam innych, to nie sprawiały mi tyle przyjemności. Ewa Kaczyńska: Teraz z całą pewnością mogę powiedzieć, że moją ulubioną metodą jest łowienie z gruntu. Przez lata próbowałam rożnych technik wędkarskich. Początkowo był to spławik, później spinning, a na końcu muchówka. Muszę przyznać, że zawsze wracam do gruntówki. Chociaż na wodach stojących lubię dla odmiany połowić na spławik.   Jakie ryby najbardziej lubicie łowić?   Natalia Stypińska: Zdecydowanie pstrągi oraz lipienie, które naturalnie kojarzą się z wędkarstwem muchowym i najbardziej pasują mi do tej metody. Ewa Kaczyńska: Przy mojej metodzie łowienia są to takie ryby jak: leszcze, liny, krąpie, płocie. Chociaż czasami też zdarzają się małe sumy. Bardzo często wędkarstwo wiąże się z podróżami. Gdzie i na jakich łowiskach najczęściej łowicie?


dołącz do nas!

Natalia Stypińska: Ze względu na miejsce zamieszkania, każda wyprawa na ryby wiąże się z podróżą. Mimo, że jeżdżę z  mężem na różne wody, najbardziej lubię typowo górskie rzeki takie jak San, Dunajec czy Białka Tatrzańska. Łowi się tam w przepięknych okolicznościach przyrody. Ewa Kaczyńska: Staram się każdą wolną chwilę spędzić nad woda. W lato zdarza się, że jestem codziennie na rybach. Wystarczy mi parę minut na spakowanie sprzętu i łowię w miejscach, które są blisko i są mi dobrze znane. Najczęściej jeżdżę nad Narew, a w weekendy próbuje szczęścia na Mazurach. Co sądzicie o metodzie złów, zrób zdjęcie i wypuść?   Natalia Stypińska: Nie wyobrażam sobie tego inaczej. Mimo, że lubię jeść ryby, to kupuję je w sklepie, natomiast dziko żyjące zostawiam naturze. Wędkarstwo postrzegam jako hobby, i  jedyne pamiątki jakie chcę mieć znad wody, to wspomnienia oraz zdjęcia. Ewa Kaczyńska: W  rozmowach z  wędkarzami często słyszę, że jest coraz mniej ryb w naszych wodach. Rzadko spotyka się wędkarza, który wraca z pustym sadzykiem z uśmiechem na twarzy. Ja zawsze wracam z  pustym sadzykiem. Często znajomi pytają po co jeżdżę na ryby skoro wracam bez ryb? Dla mnie najważniejszy jest relaks nad woda, a nie zabijanie i jedzenie ryb. Chcę żeby mój syn za kilka lat też miał co łowić.   Jak reaguję mężczyźni, kiedy widzą was nad wodą z wędką w ręku?   Natalia Stypińska: Przeważnie zdziwieniem. Jednak spotykam się z bardzo pozytywnym nastawienie do mojej osoby nad wodą. Ciekawsze jest jednak zachowanie koleżanek i kolegów, którzy w ogóle nie łowią, i ich zdziwienie, że wędkarstwo może się podobać kobietom. Ewa Kaczyńska: W  rozmowach ze znajomymi o  wędkowaniu zawsze pada pytanie - mąż wędkuje? Myślę, że kobiety muszą troszkę bardziej się starać, ale mi to nie przeszkadza

ponieważ nie zależy mi na wynikach, a na odpoczynku. Staram się wybierać miejsca gdzie jest cicho i spokojnie a więc rzadko spotykam ludzi. Jeżeli znajdą się w pobliżu wędkarze to obserwują z zaciekawieniem czy i ile złowię. Przez te kilka lat poznałam osobiście tylko 2 kobiety, które zajmują się wędkarstwem i myślę, że nie jednego wędkarza zadziwiłyby swoimi wynikami. Chociaż z drugiej strony mam kilku znajomych wędkarzy, którzy są życzliwi i chętnie dzielą się informacjami na temat łowiska czy nawet rodzaju przynęt albo dają jakieś wskazówki co mogę poprawić, aby dalej się rozwijać. Każda z was łowi innymi technikami. Waszą ulubioną i najskuteczniejszą przynętą jest… i dlaczego?   Natalia Stypińska: Jest to bez wątpienia imitacja jętki majowej. Ponieważ stosuję się ją przy metodzie suchej muchy, którą uważam za najpiękniejszą i najbardziej widowiskową. A czas jej rójki, to okres w którym pstrągi bardzo dobrze żerują. Ewa Kaczyńska: To zależy na co ryby maja ochotę danego dnia. Często jest tak, że stosuję różne przynęty. Jednego dnia jest to kukurydza, a  następnego kolorowe robaczki. Często stosuje tzw. kanapki z kukurydzy i robaków.   Czy kobieca intuicja pomaga w szukaniu ryb? Natalia Stypińska: Gdy stawiałam swoje pierwsze kroki w  wędkarstwie muchowym, oprócz wskazówek męża, słuchałam swojej intuicji. Co często przynosiło mi lepsze wyniki, także nie jest ona bez znaczenia. Ewa Kaczyńska: Trudno jest mi powiedzieć. Mam swoje ulubione miejscówki i tam jeżdżę. Nie lubię nowych nieznanych miejsc. Poznawanie nowych miejsc zazwyczaj kończyło się zerwaniem dużej ilości koszyków zanętowych, a w najgorszym przypadku całego zestawu. To właśnie zniechęca mnie do szukania nowych miejsc Dziękuję za rozmowę.

www.wedkarskabrac.pl

23


24

www.wedkarskabrac.pl


pstragowanie w malej rzece

Swoją przygodę z pstrągami zacząłem kilka lat temu. Początki były trudne, ale im trudniej było mi „dorwać” kropkowańca tym bardziej brnąłem w tę nieuleczalną chorobę. Pierwsze wyprawy po łomżyńskie pstrągi kończyły się wielkimi porażkami. Większość wyjazdów kończyła się bez ryby. Czemu tak się działo?

www.wedkarskabrac.pl

25


>> spining

Dowiedziałem się z czasem, kiedy to moje doświadczenie nad pstrągowymi ciurkami wzrastało. Z każdą wyprawą nabierałem doświadczenia, uczyłem się jak podchodzić do potencjalnej kryjówki ryby. Jak podać przynętę tak, aby nie spłoszyć ryby. Cichutkie podchody to gwarancja sukcesu na małej rzece nieprzekraczającej trzech metrów szerokości i metra głębokości. Na szczęście te porażki nie zraziły mnie, a jedynie motywowały, aby być perfekcyjnym. Koniecznie chciałem przechytrzyć tę piękną rybę. Gdy nauczyłem się podchodzić do wody pojawiły się pierwsze ryby. Nie były to potwory, ale bardzo mnie cieszyły. Dla mnie to było niesamowite uczucie przechytrzyć pstrąga w tak małej wodzie. Branie i hol tej pięknej ryby wynagradzało cały trud walki z wymagającym terenem. Łowiąc pstrągi od kilku sezonów opracowałem własne zasady, których staram się trzymać i które na moich łowiskach mnie nie zawodzą. Do łowienia w pstrągowych ciurkach nie będziemy stosowali długich wędzisk, wiadomo, że im mniejsza rzeczka tym krótszy kij. Z mojego doświadczenia najlepsze będą wędziska w przedziale 210 cm do 240 cm o akcji szczytowej. Czemu o takiej akcji? Niejednokrotnie nam przyjdzie odciągnąć waleczną sztukę od wszelkich zaczepów, a wędzisko o takiej akcji nadaje się do tego doskonale. Kołowrotek nie może być zbyt duży i  ciężki. Musi po prostu pasować do wędziska. Cały ten sprzęt nie powinien zbytnio męczyć ręki i nadgarstka podczas łowienia. Kręciołek musi być sprawny technicznie i mieć bardzo precyzyjny hamulec. Często zdarza się, że pstrąg potrafi zaatakować z dużą siłą tuż pod naszymi nogami, wtedy precyzyjny hamulec potrafi wybaczyć nam nasze błędy. Najlepiej, żeby kołowrotek miał dwie szpule. Na jedną nawijamy żyłkę o średnicy 0,18 mm, a na drugą od 0,20 mm do 0,22 mm. Grubsze żyłki pozwalają na odciągnięcie walczącej ryby od zawalonych drzew i zwiększają nasze szanse na pewniejszy hol w trudnych sytuacjach. Całe wyposażenie wędkarza nie może utrudniać łowienia i  niepotrzebnie nas obciążać. Pstrągowe łowy to nie spacerek rzecznymi burtami lecz bardzo często kilkukilometrowy bój z  powalonymi drzewami oraz bobrowymi norami. Dlatego nie można zabrać ze sobą wielu pudelek z przynętami, zapasowych kołowrotków, czy też wielkiej torby, która będzie nam utrudniała przedzieranie się przez krzaki i pokrzywy. Co powinno się znajdować w tej torbie? Przynęty najlepiej spakować w  jedno pudełko i  schować do kamizelki. Do torby wrzucamy jedzenie, termos z gorącym napojem, zapasową ciepłą bluzę, coś przeciwdeszczowego i  oczywiście aparat, który uwieczni wspaniałe chwile spędzone na łonie natury. Moje pstrągowe pudełko to głównie woblery, ale można w nim znaleźć wirówki jak i małe twisterki i żabki. Mam swoje ulubione przynęty, na które łowię zdecydowanie częściej jak na inne. To woblery. Pewnie dlatego, że schodzę w  dół rzeki w  poszukiwaniu pstrągów. Wówczas wobler delikatnie zarzucam i  pozwalam mu spłynąć z  prądem. Gdy przynęta spłynie

www.wedkarskabrac.pl

w oczekiwane miejsce zaczynam ściąganie. Ten sposób jest dobry na początku sezonu, kiedy pstrągi są jeszcze ospałe i wychudzone po tarle. Ściągając wobler pod prąd możemy go przytrzymać w nurcie i drażnić ospałe ryby. Często takie „granie” przynętą sprawia, że ryba atakuje. Do połowu z prądem używam woblerów pływających, natomiast do połowów pod prąd lepsze będą woblery tonące. Tonące łatwiej i szybciej można sprowadzić do dna. Inne przynęty w moim pudełku to wirówki. Stosuję je bardzo rzadko i  tylko do łowienia z  nurtem. W  cieplejszych miesiącach podczas roju jętek potrafią obdarować naprawdę ładną rybą. Kolejnymi przynętami są małe twisterki imitujące minogi oraz silikonowe żabki. Są niezastąpione na wiosnę, kiedy to budzą się z zimowego snu żaby. Czemu wiele pstrągowych wypraw kończy się porażką? Wszystko dlatego, że ta piękna rybka jest bardzo płochliwa. Każdy szelest, złamany patyk pod nogami, każdy nieudany rzut potrafi wypłoszyć pstrąga na kilka godzin. Dlatego łowiąc pstrągi musimy być niewidoczni: chowajmy się za drzewa, krzaczki, trzeba wykorzystać każdą przeszkodę. Taka ostrożność jest zalecana, gdy schodzimy z prądem rzeki. Podchodząc pstrąga możemy wykorzystać okulary polaryzacyjne, pomogą nam one namierzyć potencjalne kryjówki ryby. Pstrągi to delikatne ryby i trzeba się nauczyć jak je wypuszczać. Małe pstrążki starajmy odhaczać nie wyjmując ich z wody. Większe sztuki podbieramy mokrą dłonią lub podbierakiem i delikatnie wypuszczamy. Starajmy się nie uszkodzić delikatnych skrzeli ryby. To zwiększa szansę na ich przeżycie. Pstrągi to piękne rybki, więc darzmy je szacunkiem i środowisko, które zamieszkują. Pamiętamy, że kilku wprawnych „pstrągarzy” może w jeden sezon wyłowić większość ryb z niewielkiej rzeczki. Wypuszczajmy pstrągi bo tylko wtedy będziemy mieli szanse na powtórne spotkania z kropkowanymi rozbójnikami. tekst i foto: Jakub Matys


dołącz do nas!

Magazyn jakiego nie znacie! roczna prenumerata tylko 129 zł

Polecamy ciekawe filmy wędkarskie:

Only the River Backyard in

Tapam

Morrum

Gaula River

Knows

nowhere

135 zł

79 zł

130 zł

128 zł

124 zł

Zamówienia przyjmujemy mailowo: redakcja@sztukalowienia.pl i telefonicznie 12-346-19-43


WWW.TOPDRUK24.PL Zapraszamy na zakupy do sklepu online

y

z ac

ie n s

h a m

w ó k

a n u

...

tel.: +48 86 473 02 12 kom.: +48 793 151 580 fax: 86 216 38 42 e-mail:www.wedkarskabrac.pl sklep@topdruk24.pl

28

ul. Nowogrodzka 151A 18-400 Łomża Polska

Wędkarska Brać 1(4)/2014  

Magazyn wędkarski Wędkarska Brać www.wedkarskabrac.pl

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you