Issuu on Google+


2

DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY




1


2

DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY






3


Text copyright © 1993 Helen Alexander Original edition published in English under the title Experiences of Bereavement by Lion Publishing plc, Oxford, England Copyright © Lion Publishing plc 1993 © Copyright for the Polish translation by Wydawnictwo W drodze 2012

Redaktor Lidia Kozłowska Redaktor techniczny Justyna Nowaczyk Projekt okładki istron tytułowych Bogusława Hamryszczak

DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

ISBN 987-83-7033-890-9

Wydanie II Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze 2013 ul. Kościuszki 99, 60–920 Poznań tel. 61 852 39 62, 850 17 82 www.wdrodze.pl e–mail: sprzedaz@wdrodze.pl

4


Dla Moreen iJamesa, moich rodziców, oraz Rachael iKathryn, moich sióstr. Dziękuję za waszą miłość.

5


6

DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY


WSTĘP

Śmierć kogoś, kogo kochamy, to jedno znajbardziej przygnębiających iwyniszczających wydarzeń wnaszym życiu. Jest to doświadczenie porażające ioszałamiające, októrym nie można powiedzieć, że będzie się je miało za sobą po paru tygodniach lub miesiącach. Żałoba to proces długi iindywidualny; nigdy doznania dwóch osób nie są identyczne. Jednak dzielenie ich zkimś, kto przeszedł przez coś podobnego, może pomóc osobie cierpiącej. To właśnie niesie ze sobą niniejsza książka: szczegółowe relacje otym, co czuli inni ludzie iw jaki sposób wracali do życia wswym osieroceniu iżałobie. Relacje te dotyczą bardzo różnych doświadczeń, ale intensywność wyrażanych wnich uczuć jest taka sama. Mamnadzieję, że kiedy przeczytacie, jak inni ludzie przeżywali czas żałoby ijak opowiadają oni oswej emocjonalnej huśtawce ikłębiących się pytaniach, będziecie potrafili czerpać z tego siłę izrozumienie wchwili, gdy doświadczycie czegoś podobnego. Pisząc tę książkę, w ogromnym stopniu korzystałam z mądrości i spostrzeżeń ludzi, których spotykałam przez lata – zarówno tych, którzy zostali osieroceni, jak itych, którzy interesowali się tym pro-

7


DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

blemem zawodowo: osób zajmujących się poradnictwem, duchownych ilekarzy. Nie jestem doradcą wzakresie przeżywania żałoby, ale wredakcji programów religijnych telewizji BBC, gdzie pracuję, prawie codziennie otrzymujemy listy od telewidzów, którzy właśnie walczą o nadanie sensu swemu bólowi i stracie. Niektórzy z nich czują się opuszczeni przez Boga. Inni bardzo mocno odczuwają Jego bliskość. Jedni piszą o śmierci męża lub żony, która miała miejsce wiele lat temu, auczucie bólu, którego doznają, jest wciąż bardzo żywe. Inni zkolei wspominają ośmierci dziecka itowarzyszącym im uczuciu samotności, kiedy zakłopotani przyjaciele isąsiedzi przechodzą na drugą stronę ulicy, aby uniknąć rozmowy. Przez te lata zrozumiałam, jak słabo jesteśmy przygotowani do podejmowania problemów związanych zosieroceniem iżałobą, zarówno jako społeczeństwo, jak i wspólnota chrześcijan. Mam nadzieję, że książka ta, oparta na doświadczeniach innych ludzi, przyniesie trochę zrozumienia ipocieszenia tym, którzy chcą wiedzieć, jak inni nauczyli się żyć ze swym osieroceniem. Wiele osób, na różne sposoby, pomogło mi ukształtować zawartość tej książki. Szczególne podziękowania winna jestem pastor dr Anne Townsend, której uważna lektura tekstu pomogła wzmocnić ipodkreślić jego wymowę, wydawnictwu SANDS oraz tym wszystkim przyjaciołom ikolegom, którzy zachęcali mnie do pisania tej książki. Londyn, jesień 1992

8


ROZDZIAŁ 1

Ta samotność! ŚMIERĆ STAJE SIĘ FAKTEM

Byłam zrozpaczona po śmierci męża, który był także moim najlepszym przyjacielem. Słowa nie zdołają opisać samotności i żalu, jakie odczuwam. Byliśmy małżeństwem przez pięćdziesiąt dwa lata i czuję się tak, jakbym straciła cząstkę samej siebie. Myślałam, że jestem przygotowana na śmierć i na życie w pojedynkę, ale nie sądzę, by po trzydziestu pięciu latach małżeństwa ktokolwiek mógł być przygotowany. Kiedy po zakończeniu pogrzebu wszyscy poszli już do domu, ogarnął mnie smutek i poczucie zagubienia. Nie wiedziałam, co mam dalej robić. Wróciłam dość szybko do pracy, ale byłam bardzo zmęczona i łzy płynęły mi zbyt łatwo. Czułam się winna i wewnętrznie pusta.

9


DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

Śmierć, bez względu na to, czy się jej spodziewamy, czy też przychodzi jak grom zjasnego nieba, jest gwałtem. Może nami wstrząsnąć do głębi iskłonić do stawiania pytań osens życia. Czy rodzimy się tylko po to, by umrzeć? Po co kochać, skoro zawsze kończy się to bólem? Jak to możliwe, że ktoś jest obecny, apo chwili już go nie ma? Śmierć skłania nas do zadawania pytań o znaczenie i sens życia. Budzi także intensywne iobezwładniające emocje: złość wobec osoby, która zmarła, oburzenie wobec niesprawiedliwości – „Dlaczego ja? Nigdy nikogo nie zraniłem”, poczucie winy zpowodu wszystkich spraw, które przez minione lata kończyły się kłótnią, albo znów poczucie winy zpowodu zbyt instrumentalnego traktowania zmarłej osoby. Śmierć jest nieodłączną częścią życia. Na poziomie intelektualnym wszyscy wiemy o śmierci i sarkastycznie stwierdzamy: „Tak, jedyną pewną rzeczą wtym życiu jest śmierć”. Ale na poziomie emocjonalnym śmierć napełnia nas przerażeniem itrwogą. Zabiera nam ludzi, którzy są częścią naszego życia, iodsuwa nas od tych, których kochamy. Możemy wierzyć, że zobaczymy ich znowu, lub możemy być przekonani, że nie ujrzymy ich już nigdy. Tak czy inaczej nie wiemy tego na pewno. A w tym samym czasie życie toczy się dalej iw jakiś sposób musimy nauczyć się żyć bez osoby lub osób, które śmierć nam zabrała. Proces przystosowania się do głębokiego uczucia straty, do obcowania z przygniatającym uczuciem żalu oraz rozpoczynania życia od nowa, znany jest jako osierocenie iżałoba. Słownik oksfordzki definiuje czasownik bereave jako „okradać, rabować, wywłaszczyć, pozostawić osamotnionym, pogrążonym wsmutku”. Definicje te trafnie opisują odczucia ludzi, którzy pogodzili się zbolesną utratą kogoś, kogo kochali. Dla ludzi żyjących na Zachodzie, osierocenie iżałoba stały się wlatach dziewięćdziesiątych szczególnie trudnymi doznaniami. Wrozwiniętym pod względem technologicznym świecie, śmierć sama wsobie

10


11

ŚMIERĆ STAJE SIĘ FAKTEM

stała się tematem tabu. Postępw medycynie wraz ze znaczną, ogólną poprawą sposobu odżywiania się, higieny oraz poziomu życia sprawiły, że z wyjątkiem nieszczęśliwych wypadków lub rzadkich chorób, umieranie stało się zjawiskiem związanym niemal wyłącznie ze starością. Śmierć traktowana jest obecnie jako efekt błędu lub zaniechania wsztuce lekarskiej ijest czymś, oczym wolimy nie myśleć, dlatego zpowodzeniem unikamy tego tematu. Są to oczywiście uogólnienia, niemniej prawdą jest, że współczesne społeczeństwo nie potrafi już obcować ze śmiercią woparciu o trwałe i uporządkowane podstawy. Mimo że śmierć jest naturalną częścią życia, w rzeczywistości traktuje się ją w sposób wyjątkowy. Po nieszczęśliwych wypadkach wlokalnej, aniekiedy ogólnokrajowej prasie pojawiają się ponure nagłówki: „Matka dwójki dzieci zginęła wwypadku samochodowym”. Śmierć jest także wygodnym sposobem wyeliminowania jakiejś postaci ztelewizyjnych lub radiowych oper mydlanych. To sprawia, że nie staramy się towarzyszyć ludziom, którzy przeżyli utratę bliskiej osoby, azmiany zachodzące wnaszej świadomości ipostawie mają raczej przeciwny skutek. Wiele osób, które stosunkowo niedawno zostały osierocone, opowiada oludziach, którzy dosłownie przechodzą na drugą stronę ulicy, aby uniknąć znimi rozmowy. Niektórzy przypominają sobie, że byli pytani cztery, sześć tygodni później: „Czy teraz czujesz się już lepiej?”. Opowiadają także otym, że bardzo chcą rozmawiać o zmarłej osobie, a mimo to często jej imię pomijane jest wkonwersacjach. Unikanie rozmów o śmierci (zwłaszcza naszej własnej) i ograniczanie jej jedynie do świata dramatu literackiego lub nagłówków prasowych sprawia, że jesteśmy zupełnie nieprzygotowani, by pomagać umierającym iosieroconym, akiedy także imy musimy stawić czoła śmierci kogoś nam bliskiego, czujemy się oszołomieni izagubieni.


Historia Jane

DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

Jane miała trzydzieści dwa lata ibyła nauczycielką wszkole podstawowej. Jej mąż John wiele godzin dziennie spędzał we własnej drukarni. Od kilku lat myśleli opowiększeniu rodziny, ale ponieważ podniesiono stopy procentowe, co niekorzystnie wpłynęło na sytuację firmy, postanowili czekać, aż ich sytuacja finansowa się ustabilizuje. Jane wspomina, że we wtorek wieczorem zadzwonił telefon. Właśnie skończyli spóźnioną kolację ioglądali telewizję. Odebrałam telefon. Mój ojciec powiedział tylko „Jane”, a potem zapadło milczenie. Oddychał z trudem i wreszcie zaczął krzyczeć. Pamiętam dreszcze i lodowatą falę, które mnie przeniknęły. Bałam się tego, co próbował mi powiedzieć. „Tatusiu, co ci jest? Powiedz mi!” Wtedy szybko wyrzucił z siebie, że mama przewróciła się w domu późnym popołudniem i że kiedy wrócił z pracy, znalazł ją na podłodze. Wezwał karetkę, ale mama zmarła w drodze do szpitala. Pamiętam, że nie byłam w stanie nic powiedzieć. John wziął ode mnie słuchawkę i rozmawiał dalej z tatą. Wkrótce jechaliśmy dwieście mil do Birmingham, aby być z nim. W pewnym sensie dni, które nastąpiły potem, zupełnie zamazały się w mojej świadomości, ale pamiętam, jak jadąc w nocy autostradą, myślałam, że to nie wydarzyło się naprawdę. To nie mogło przydarzyć się właśnie mnie. Mimo to musiałam zachować częściową świadomość tego, co się dzieje, ponieważ czułam się tak, jakby ktoś usunął mi ziemię pod nogami. Świat wydawał mi się bardzo wrogim miejscem. Wciąż nie pamiętam wszystkiego. I oto nagle, podczas wykonywania codziennych czynności, takich jak zmywanie naczyń lub powrót samochodem z pracy do domu, znienacka przed moimi oczami pojawia się zapomniany obraz. Trudno mi się od tego uwolnić, tak jakbym musiała przechodzić przez to wciąż od nowa. Powrót do wspomnień stał się możliwy w dniu, w którym zaczęłam przeglądać przedmioty należące do mojej matki. Zaglądając do szuflad jej toaletki,

12


Żałoba – jak pokazuje Jane – jest doświadczeniem przeżywanym wwielkiej samotności. Każda jest jedyna iniepowtarzalna. Rozpiętość uczuć – od zranienia do gniewu, od zazdrości do poczucia winy, atakże od miłości do uczucia zawodu iopuszczenia przez osobę, która umarła, podczas gdy wciąż jej potrzebowałeś – może być doświadczona tylko przez ciebie. Pozostali członkowie rodziny uczą się żyć zwłasnymi

13

ŚMIERĆ STAJE SIĘ FAKTEM

czułam się jak intruz. Jej osobiste rzeczy bardzo boleśnie przypomniały mi, że były sprawy w jej życiu, o których nie wiedziałam. Wtedy pojawiało się we mnie poczucie winy. Oskarżający, wewnętrzny głos mówił: „Odgradzałaś się od matki, tak naprawdę nie znałaś jej, byłaś zbyt zajęta własnym życiem...” i tak dalej. Wiedziałam też, że bardzo chciała, żebym miała dziecko, i czułam się okropnie, ponieważ oboje z mężem stwierdziliśmy, że jeszcze nie możemy sobie na nie pozwolić! Mimo że od jej śmierci upłynęło już sześć miesięcy, wciąż czuję się okropnie. Bardzo trudno mi uwierzyć, że naprawdę odeszła, i nadal myślę o tym, co chciałabym jej przekazać, o rzeczach, których wcześniej nigdy bym jej nie powiedziała. Nagle stało się dla mnie bardzo ważne, byśmy mieli dziecko, ale John uważa, że jeszcze nie pora na tak ważny krok w naszym życiu. Martwię się też o tatę. Przeraża mnie myśl, że coś mogłoby się mu przytrafić. Stale dzwonię do niego, by spytać, jak sobie radzi, i stwierdzam, że teraz chcę być bliżej niego niż dotąd. Słyszę, że mówię wszystkie te rzeczy... To mnie martwi, tamto przeraża, co innego jeszcze sprawia, że czuję się winna i z trudem poznaję samą siebie. Zwykle byłam beztroska, ale teraz, po śmierci mamy, czuję się pozbawiona poczucia bezpieczeństwa. Choć jestem zamężna, a John bardzo wspierał mnie przez cały czas, w dziwny sposób czuję się całkowicie samotna. Najpierw moi przyjaciele byli w porządku, ale teraz zachowują się tak, jakby uważali, że to wszystko powinno być już za mną. Żaden z nich nie stracił jeszcze rodziców i chyba czują się skrępowani, gdy widzą, że wciąż jeszcze nie doszłam do siebie.


utratami, ale tylko ty wiesz, co odczuwałeś wkażdym okresie. Nawet wtedy, gdy – co jest bardzo prawdopodobne – nie potrafisz określić, co czujesz. Twoje uczucia mogą być bowiem niejasne iprzechodzić zjednej skrajności wdrugą. Ludzie przeżywający głęboki smutek doświadczają też różnych symptomów fizycznych: bezsenności, braku apetytu, bólów głowy i uczucia przemęczenia. Kiedy połączymy to ze stanem głębokiego smutku oraz falami całkiem obcych i niedających się przewidzieć uczuć iwrażeń, wtedy łatwo zrozumieć, dlaczego może być to bardzo, bardzo trudny czas wczyimś życiu. Wciąż jesteśmy na to nieprzygotowani – zarówno jeśli dotyczy to nas samych, jak iinnych ludzi. Szczególnie chrześcijanie mogą czasem myśleć, że gdyby tylko mieli więcej wiary wBoga, wtedy tak bardzo by tego nie odczuwali. Wrzeczywistości jednak, właśnie dla ludzi mających silną wiarę, ból może okazać się równie wielki. Niekiedy nawet bardziej dotkliwy.

DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

Historia Malcolma Malcolm iJulia byli małżeństwem od czterdziestu lat. Prowadzili zwyczajne życie wbardzo normalnej, podmiejskiej posiadłości iw ciągu swego małżeństwa przeżyli zaledwie parę kryzysów i zawirowań. Jednym zich smutków było to, że nie mogli mieć dzieci, ale zbliżyło ich to jeszcze bardziej do siebie iich związek był bardzo silny. Zaledwie miesiąc po przejściu Malcolma na emeryturę u Julii stwierdzono zaawansowanego raka płuc ilekarze orzekli, że nic już nie mogą zrobić. Przez wszystkie lata, jakie przeżyli ze sobą, Malcolm iJulia regularnie chodzili do kościoła ibyli postrzegani jako najwierniejsi członkowie lokalnej wspólnoty Kościoła metodystów. Przez ostatnie trzy miesiące przed śmiercią Julia znajdowała pociechę wswojej wie-

14


Siedziałem w kościele, odczuwając chłód i twardnienie serca. Nie mogłem płakać, ale czułem wszechogarniający gniew. Jak oni mogli czuć taką radość z powodu śmierci Julii, dlaczego śmieli wielbić Boga za to, że zabrał ją ode mnie. Przez całe życie wiernie chodziłem do kościoła, przez całe życie wierzyłem w Boga miłości, który wysłuchuje nas, gdy jesteśmy strapieni. Teraz zwątpiłem, czy to prawda. Jeśli to wszystko nie było wstydem i hańbą, jeśli Bóg istniał naprawdę, dlaczego nie wysłuchał moich modlitw i nie pozwolił Julii żyć jeszcze trochę? Potrzebowałem jej. Przez następne kilka tygodni ukrywałem się przed wszystkimi w domu. Nie chciałem nikogo widzieć, a z całą pewnością nie chciałem z nikim rozmawiać. Na początku ludzie, którzy tłumnie odwiedzali nasz dom podczas choroby Julii, znów zaczęli przychodzić. Ale ponieważ byłem bardzo małomówny i pełen rezerwy, wkrótce przestali. Pastor dzwonił do mnie kilka razy, ale za bardzo wstydziłem się, by powiedzieć mu, że właśnie zadaję sobie pytanie, czy Bóg istnieje naprawdę. Wskutek tego nasza rozmowa była tak bardzo sztucz-

15

ŚMIERĆ STAJE SIĘ FAKTEM

rze ibardzo wspierali ją przyjaciele, których poznała wkościele, aktórzy teraz tłumnie spieszyli jej zpomocą. Malcolm natomiast czuł, że jego serce twardnieje. Wmodlitwie błagał Boga, by pozwolił Julii żyć dalej, i kiedy przyjaciele w najlepszej wierze mówili o Bożym miłosierdziu, które pozwoliło Julii na szybką igodną śmierć, czuł gniew, októry nigdy by siebie nie posądzał. Śmierć Julii była pełna godności. Jej ból został całkowicie opanowany; otoczona była doskonałą opieką pielęgniarską we własnym domu. Podczas nabożeństwa żałobnego kościół wypełniony był po brzegi, awspólnota żarliwie izwdzięcznością dziękowała Bogu za jej przyjaźń, śpiewając hymny wybrane przez zmarłą. Celebrans mówił opełnej pokoju iakceptacji wierze Julii oraz swoim przeświadczeniu, że znajduje się ona teraz wlepszym miejscu, wktórym nie odczuwa już bólu. Wtym właśnie momencie Malcolm zaczyna swoją opowieść.


DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

na i nienaturalna, iż podejrzewam, że obaj czuliśmy się bardzo niezręcznie. W tym czasie bardzo się zaniedbałem. Przestałem się dobrze odżywiać i zacząłem ostro pić. Był to jedyny sposób, dzięki któremu mogłem przetrwać wieczory. Alkohol był dla mnie środkiem znieczulającym, uśmierzającym mój ból, ponieważ samotność, jaką odczuwałem, była nieznośna. Nie mogłem też do końca uwierzyć, że Julia naprawdę umarła. Gdy słyszałem jakiś hałas, myślałem, że to Julia wraca z zakupów lub starannie porządkuje rzeczy w sypialni, ale w okamgnieniu musiałem ponownie wyznać przed samym sobą, że to nie jest Julia, że ona umarła. Nie prałem ubrań, nie sprzątałem domu i w najgłębszych chwilach rozpaczy słyszałem siebie na głos wzywającego Boga i krzyczącego: „Dlaczego ją zabrałeś?”. Czasem szemrałem: „Dalej, Boże, jeśli naprawdę tam jesteś, pokaż mi się i udowodnij to!”. Julia opuściła mnie, umierając, i Bóg opuścił mnie także. Pewnego popołudnia, około dwóch miesięcy po śmierci Julii, odczuwałem straszliwy przypływ gniewu – na Julię, że umarła, na Boga, że nie był przy mnie, i na tak zwanych przyjaciół, którzy tak szybko zniknęli ze sceny. Chwyciłem wtedy nocną lampę z ciężkiego szkła i z całych sił rzuciłem nią w okno. Było to tak, jakbym odczuwał rozpaczliwą potrzebę rozbicia lub zniszczenia czegoś, co zamknięte było w butelce, i teraz właśnie wybuchło jak wulkan. Wtedy pojawiły się łzy, tak naprawdę pierwsze łzy, które wylałem od czasu jej śmierci. Krzyczałem. Jak bardzo krzyczałem! Wstrząsały mną ciężkie i głębokie spazmy, których nie mogłem opanować. Nie mam pojęcia, jak długo to trwało, ale nagle uświadomiłem sobie, że w pokoju jest policjantka. Była niesłychanie miła i wytłumaczyła mi, że sąsiedzi zawiadomili policję, gdy usłyszeli dźwięk rozbijanego szkła. Poszła zrobić nam obojgu herbatę, po czym siadła obok mnie i zachęciła, bym mówił. Wtedy opowiedziałem jej o wszystkim, co we mnie tkwiło, o czym tu już mówiłem, a nawet więcej. W końcu, po dłuższym czasie, powiedziała, że musi już iść, ale jeśli nie mam nic przeciwko temu, skontaktuje mnie z pracownikiem socjalnym. Chciałem powiedzieć nie, ale pomyślałem,

16


17

ŚMIERĆ STAJE SIĘ FAKTEM

że będę potrzebował kogoś do posprzątania, i dlatego się zgodziłem. To wszystko wydarzyło się trzy lata temu i naprawdę dziękuję Bogu za tę policjantkę. Widziałem ją tylko tamtego dnia, ale dzięki pracownikowi socjalnemu trafiłem do czegoś, co można nazwać klubem dla osób osieroconych. Ci, którzy tam przychodzili, stracili kogoś bliskiego i kiedy spotykaliśmy się, każdy mówił o swojej sytuacji. Wydawać by się to mogło chorobliwe, ale dzięki tej grupie zrozumiałem, że nie tracę zmysłów – nawet jeśli czuję się tak, jakbym oszalał – i że inni ludzie czują to samo co ja. Nadal miewam trudne chwile, nie zrozum mnie źle, ale stopniowo znów odzyskuję równowagę. Nie jestem taki sam, jaki byłem przed śmiercią Julii, nigdy już taki nie będę. Jednak dziwnym zrządzeniem losu jestem teraz mocniejszy. Julia przez całe nasze wspólne małżeńskie życie zawsze mi usługiwała, więc teraz musiałem nauczyć się żyć samodzielnie. Wstyd powiedzieć, ale musiałem nauczyć się gotować. Teraz idzie mi to całkiem nieźle! A moja wiara? Wróciła, spokojniejsza może, ale za to głębsza. Uświadamiam sobie, że Bóg był przy mnie przez całą moją drogę. Jak mówi przysłowie, gdy słońce schowane jest za chmurami, nie znaczy, że nie ma go wcale. Byłem tak zamknięty w sobie, we wszystkich moich odczuciach, że nie pozwalałem Bogu zbliżyć się do mnie. Uświadomiłem sobie również, że słusznie gniewałem się na Boga: był to może jeden z tych nielicznych momentów, kiedy byłem uczciwy wobec Niego. Zawsze przedstawiałem Mu siebie w swej „niedzielno-odświętnej” postaci, teraz miał mnie takim, jakim jestem naprawdę. Bóg łatwo mógł poradzić sobie z moim gniewem. Nie zerwał ze mną więzi tylko dlatego, że czasami modliłem się za pomocą przekleństw. Nie chodzę już do starego kościoła, bo inni nie potrafiliby udźwignąć dzielenia ze mną bólu, który czułem. Rozumiem teraz, że żal przybiera różne kształty i rozmiary oraz że Bóg gotów jest przyjąć to wszystko takim, jakim jest. Tak więc chodzę teraz do kościoła, który znajduje się zaraz za rogiem. Jest bardzo mały i w zwykłą niedzielę gromadzi zaledwie trzy-


DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

dzieści osób. Wydaje mi się, że tak jest dobrze. Przycinam trawę przed kościołem, prowadzę księgowość i wydaje mi się, że jest to dla mnie dobre miejsce. Wciąż jednak tęsknię za Julią. Nie było dotąd ani jednego dnia, w którym choć raz bym o niej nie myślał. Mam też trochę szczęśliwych wspomnień z naszych wspólnie przeżytych lat i naprawdę wierzę, że pewnego dnia znów będziemy razem.

Historia Malcolma jest typowa i wskazuje, jak długa może być wędrówka przez żal iuczenie się życia znim na co dzień. Pokazuje ona także, że żal może sprawić, iż zachowujemy się wsposób zadziwiający, niepokojący, anawet wstydliwy. Nieodwołalna utrata kogoś, kogo kochamy, wywraca całkowicie porządek naszego życia. Otwiera się otchłań tęsknotipragnień, itrzeba wiele czasu, aby ta pustka się wypełniła. Wtym wszystkim trzeba zapamiętać jedno: bez względu na to, czy mamy mocną wiarę, czy też nie mamy jej wcale lub znajdujemy się gdzieś pośrodku, odczujemy tę pustkę. Bóg nie zastępuje ludzkiej miłości. Kiedy utraciliśmy kogoś, kto był częścią naszego życia, kogoś, kto nas kochał ikogo sami kochaliśmy, kogoś, kto nas przytulał, trzymał isprawiał, że chcieliśmy się śmiać, wtedy mamy prawo po ludzku za nim tęsknić. Nawet jeśli zmarły borykał się z trudami ubogiego życia, nawet jeśli śmierć jawi się jako ulga, ponieważ kładzie kres jego cierpieniom – wtedy także pogrążamy się w bólu i opłakujemy tego, który odszedł. Płaczemy ztej prostej przyczyny, że osoba, którą kochaliśmy, nie jest już znami. Aprawo do opłakiwania polega na tym, że nikt nie powinien nas go pozbawiać iwszyscy musimy uczyć się je szanować. Oczywiście każdą utratę należy widzieć w odpowiedniej skali. Śmierć kogoś w wieku lat dziewięćdziesięciu, po pełnym i aktywnym życiu, postrzegamy jako coś wpewnym sensie słusznego. Śmierć sześcioletniego dziecka potrąconego przez pijanego kierowcę wyda-

18


Historia Jennifer Jennifer właśnie skończyła trzydzieści lat, kiedy jej życie w dramatycznych okolicznościach legło w gruzach. Stało się to po dwóch dniach rodzinnych wczasów, spędzanych w popularnej miejscowości nad Morzem Śródziemnym, kiedy wydawało się, że wszystko jest wnajlepszym porządku. Jennifer położyła sięna gorącym piasku ipo raz pierwszy od rozwodu, który zostałorzeczony przed trzema tygo-

19

ŚMIERĆ STAJE SIĘ FAKTEM

je się czymś daremnym, niegodziwym i straszliwym. Obie te osoby będą opłakiwane przez ich bliskich, ale o ile pierwsza śmierć może być przyjęta jako naturalna, druga spowoduje tak wielki gniew, tak wielką gorycz icierpienie, że wrzeczywistości doświadczenie to będzie niezwykle trudne dla całej rodziny. Rodzice, dziadkowie, bracia isiostry będą musieli przejść długą drogę, zanim poczują, że odbudowali zgruzów swoje życie. Wniektórych przypadkach żal odczuwany przez jednego lub oboje rodziców jest tak silny, że powoduje rozpad ich małżeństwa. Tak więc, gdzie wtym wszystkim jest Bóg? Czy Bóg wogóle istnieje? Wiara mówi, że Bóg jest obecny pośrodku naszego największego zmartwienia. Bóg płacze razem zpłaczącymi, ale również ociera każdą łzę, jak mówi Pismo. Jest to uspokajający i pocieszający obraz. Jednakże ludzkość, ludzki rozum zadaje sobie pytanie, wjaki sposób Bóg jest częścią tego wszystkiego? Słowa brzmią dobrze, koncepcja jest pożądana, ale skąd wiemy, że to jest prawda? Czy ostatecznie wszystko to nie sprowadza się do wiary? Może są także inne drogi, dostrzegalne wdoświadczeniach innych ludzi, które wskazują na Boga jako na integralną część tego samotnego, bolesnego procesu żałoby?


DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

dniami, poczuła, że zaczyna odpoczywać. Jej dwie córki, ośmioletnia Emma isześcioletnia Rosemary, bawiły się na plaży. Czuły się szczęśliwe izdawało się, że posłusznie przestrzegały jej polecenia, by nie oddalać się samowolnie. Jennifer zapadła wlekką drzemkę, lecz nagle poczuła , że budzi się zżołądkiem ściśniętym ze strachu. Gdzie są dziewczynki? Nie widziała już ich na plaży. Przerażona, nie wiedząc, jaka jest przyczyna jej strachu, czując jednak, że stało się coś bardzo niedobrego, biegła wzdłuż plaży do miejsca, gdzie upodnóża urwiska zebrał się tłum ludzi. Warkot helikoptera przybliżał się, az oddali dobiegał głos syren. Wtedy zobaczyła przerażoną Emmę kurczowo ściskającą rękę obcego człowieka. Oparę metrów dalej, na dnie klifu leżało rozpostarte na ziemi ciało Rosemary zdziwnie przekrzywioną głową. Jej młodsza córka zginęła, spadając zwysokości siedmiu metrów iłamiąc sobie kręgosłup. Cztery lata później Jennifer wciąż przenikają dreszcze na wspomnienie wysiłku, jaki musiała podjąć, aby pozostać przy zdrowych zmysłach. Przed śmiercią Rosemary byłam chrześcijanką, chociaż czułam, że niektóre osoby w Kościele myślą, że prawdziwy chrześcijanin nie powinien się rozwodzić. Moja wiara była jednak silna i czułam, że mimo iż moje małżeństwo skończyło się porażką, Bóg wykorzysta ją w jakiś sposób w swoich planach wobec mojego życia. Kiedy więc Rosemary zginęła w tak okropny sposób, byłam przerażona. Być może wszystko robiłam źle, a Bóg miłości był naprawdę kimś zimnym, kto karał ludzi za łamanie Jego praw. Czy śmierć Rosemary była karą za mój rozwód? Nie mogłam pozbyć się tej myśli. Nurtowała mnie bez przerwy. Dzięki przyjaciołom wzięłam udział w tygodniowych rekolekcjach dla sióstr w klasztorze kontemplacyjnym. Słysząc echo modlitw rozbrzmiewających w starej kaplicy, czułam, że Bóg jest bardzo blisko. To była namacalna obecność czegoś, co odczuwałam jako święte i szczególne,

20


Opowiadanie Jennifer o tym, że potrafiła dostrzec Boga poprzez śmierć córki, jest wyjątkowe. Wjak prawdziwy sposób postrzega miejsce narodzin, śmierci iżycia, podejmując próbę zrozumienia tragicznego wypadku. Gdybyśmy naprawdę zobaczyli, że śmierć jest drogą do „następnego etapu”, nadałoby to wartość isens naszej egzysten-

21

ŚMIERĆ STAJE SIĘ FAKTEM

ale przyjmujące mnie. Nabrałam pewności, że to nie była obecność karząca, lecz kochająca, tak jakbym została dotknięta i na nowo uwierzyła. Łzy spłynęły po mojej twarzy, kiedy z wdzięcznością chwaliłam Boga za Jego dobroć. Jak to było możliwe? Nadal byłam załamana po stracie córki i odczuwałam ból, ale zrozumiałam, że to nie za sprawą Boga Rosemary podjęła próbę wejścia na szczyt urwiska. Kiedy zatem zastanawiałam się, dlaczego nie powstrzymał jej przed upadkiem, musiałam sobie przypomnieć, że nie interweniował również, kiedy Jezus w agonii wołał z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Wyczuwałam, że to był rodzaj prawa naturalnego albo – jeśli kto woli – prawa danego przez Boga. Zgodnie z tym prawem rodzimy się do życia (i jak dzieci w łonie matki nie wiemy, co znajduje się przed nami) i kiedy umieramy, młodzi czy starzy, rodzimy się dla innego świata. Śmierć jest mechanizmem, który zabiera nasze dusze, tak jak motyle wyłaniają się z poczwarki. Nie chodzi mi o to, że wierzę, iż Bóg chciał zabrać Rosemary, więc spowodował, że upadła, ale o to, że jej przedwczesna śmierć, tak straszliwa, gdy patrzymy na nią z naszej perspektywy, wprowadziła Rosemary w Jego obecność i teraz jest ona razem z Nim, w Jego bezpiecznych rękach. Muszę w to wierzyć, ponieważ gdyby nie istniał „inny świat” czy niebo, krótkie życie Rosemary nic by nie znaczyło. Byłaby przypadkowym zbiorem komórek, które przestały istnieć. Życie przecież musi być czymś więcej! Emma często mówi o siostrze, czasami mówi do niej. Nie byłam pewna, czy to jest zdrowe, ale mój proboszcz powiedział, że powinnam jej na to pozwolić. Emma po prostu mówi, że lubi rozmawiać ze swoją siostrą. Nie jest pewna, czy Rosemary ją słyszy, ale lubi myśleć, że może tak być!


DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

cji. Oczywiście nie zabierze to bólu ismutku, ale doda im znaczenia, bo w przeciwnym razie nie pozostawałoby nam nic poza poczuciem bezużyteczności. Ciągle jeszcze śmierć odczuwana jest jako niesprawiedliwa iJennifer jest pierwszą, która mówi: „Dlaczego ja? Najpierw rozwód, a teraz śmierć mojego dziecka!”. Wiara dała jej jednak perspektywę, która pomogła nadać temu wszystkiemu głębszy sens. Trzeba jednakże spróbować odpowiedzieć na pytanie, czy Bóg naprawdę jest pośrodku naszego żalu, czy go podziela? Czy kiedy wita jedno ze swoich dzieci wnowej egzystencji, przyznaje również, że to drugie, pozostawione daleko od niego, płaci cenę ludzkiej miłości? Jennifer pomogło przywołanie obrazu ukrzyżowanego Jezusa, który choć wiedział, że nadchodzi życie, również czuł się porzucony wagonii. Najlepszą odpowiedzią, jaką znalazłam, jest opowiadanie św. Jana ośmierci Łazarza, brata Marty iMarii. Historia Łazarza jest pełna mocy. W 11. rozdziale Ewangelii św. Jana czytamy, że Jezus kochał Marię, Martę i Łazarza, ale choć słyszał ojego chorobie, czekał aż dwa dni, zanim wyruszył do Betanii. Być może groziło Mu tam jakieś niebezpieczeństwo. Zastanawiające jest, że Tomasz opisany jest jako ten, który mówi innym uczniom, że również powinni tam pójść i umrzeć razem z nim! Kiedy doszli do Betanii, okazało się jednak, że Łazarz nie żyje już od czterech dni. Było tam wielu ludzi, którzy pocieszali siostry, jak było to w zwyczaju żydowskim. Kiedy jednak nadszedł Jezus, obie siostry zaczęły robić Mu wymówki, twierdząc, że gdyby tylko był z nimi, uchroniłby Łazarza przed śmiercią. Maria opłakiwała brata, tak jak wielu innych żałobników, a Jezus (który wcześniej zapowiedział, że zbudzi Łazarza ze snu) płakał także – „wzruszył się wduchu, rozrzewnił...” (J 11,33–35). Warto zauważyć, że chociaż poprawione tłumaczenie Nowego Testamentu mówi o tym, że Jezus był „głęboko wzruszony”, oryginał

22


23

ŚMIERĆ STAJE SIĘ FAKTEM

grecki daje do zrozumienia, że było to uczucie gniewu. Komentatorzy biblijni zadają sobie pytanie, dlaczego Jezus miałby odczuwać gniew. Może dlatego, że jego ukochani przyjaciele przeżywali trudne doświadczenie? Zpewnością, kiedy myślimy ożałobie, powinniśmy być świadomi, że sam Jezus poznał żal izawód, wywołane zarówno przez utratę przyjaciela, jak iból sióstr opłakujących brata. Wtedy Jezus poszedł wskrzesić Łazarza zmartwych iten moment zwykle traktujemy jako centralny punkt tej historii. Chcę jednak podkreślić, że nawet jeśli Jezus wiedział, iżŁazarz znowu będzie żył, to tak bardzo cierpiał z powodu żalu i rozpaczy innych, że i On także zapłakał. Wierzę, że przypowieść ta pozwala nam dostrzec, iż Bóg płacze razem znami ijest pogrążony wżalu, znając jednocześnie powód każdej śmierci i mając w związku z nią głębszy zamysł. To, że Bóg płacze razem znami ipodziela nasz gniew, nie oznacza wcale, iż jest On bezsilny i nieudolny. Z tego strasznego doświadczenia może się wyłonić ponowne stworzenie iodnowienie. Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach będziemy odkrywać naprawdę ważkie problemy, wobec których stawia nas śmierć: Jaki jest sens życia? Czym jest śmierć? Wjaki sposób, poprzez nasze doświadczenie, uczymy się więcej onaturze Boga? Mam również nadzieję, że uda się nam znaleźć odpowiedź na te pytania i rozwiązać nasze praktyczne, przyziemne problemy. Przeżycia ludzi, którzy doświadczyli odejścia kogoś bliskiego, mogą być szczególnie wartościowe iniewykluczone, że pokażą nam – jako społeczeństwu ijako jednostkom – wjaki sposób możemy pomóc osobom przeżywającym żałobę.


DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY

TA SAMOTNOŚĆ! 

Śmierć jest czymś niegodziwym. Intelektualnie możemy próbować łudzić się, że śmierć jest jedynie częścią życia, ale kiedy przychodzi, jest dla nas szokiem.



Żałoba to długi proces. Nie staniemy na nogi w ciągu paru dni czy tygodni, tak jakbyśmy po prostu złapali ciężką grypę. Potrzebujemy długiego czasu, żeby przyzwyczaić się do utraty kogoś, kto był ważną częścią naszego życia.



Żal wyzwala wszystkie rodzaje intensywnych uczuć. Pod jego wpływem wielu ludzi myśli, że oszaleje, ale doświadczanie różnych gwałtownych emocji jest w takiej sytuacji zupełnie normalne. Innym uczuciem, które nas zaskakuje, jest gniew. Mogę czuć gniew na kochaną osobę za to, że odważyła się umrzeć lub nawet z – wydawałoby się – trywialnego powodu, na przykład, że nie skosiła trawy, zanim „wyszła i się zabiła!”.



Niezależnie od tego, jak silna jest nasza wiara, możemy w dalszym ciągu czuć się pogrążeni w smutku. Utrata kogoś, kogo się kocha, pozostawia pustkę, a my naprawdę jesteśmy zdolni do jej zaakceptowania. Jest to cena, którą na wiele różnych sposobów płacimy za dar ludzkiej miłości.



Śmierć stanowi naturalną część życia. Pozwala naszemu duchowi oddalić się do tego, co znajduje się poza śmiercią.



Bóg podziela nasz żal. W głębi bólu i utraty, gniewu i zagubienia Bóg naprawdę jest blisko nas.

24


SPIS TREŚCI

Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

7

1. Ta samotność! Śmierć staje się faktem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

9

.

2. Mówiąc: „do widzenia” Oswajanie rzeczywistości . . . . . . . . . . . . . . . 25 3. Jakby mi serce pękło! Wnikanie prawdy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 43 4. Dar czasu. Choroba terminalna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63 5. Nie powiedziałam nawet: „do widzenia”. Nagła śmierć . . . . . . . . . . . . . 81 6. Przecież zawsze możesz mieć następne. Ukryta żałoba . . . . . . . . . . . . . . 99 7. Gdybym tylko mógł być na jego miejscu! Śmierć dziecka. . . . . . . . . . . . . . .117 8. Śmierci tabu. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .133 10. Ułożyć wszystko od nowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .169 11. Czuję się taki bezradny. Zaprzyjaźnić się zosieroconymi. . . . . . . . . . .193 12. Próbując to wszystko zrozumieć . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .211

229

WYKAZ HOSPICJÓW W POLSCE

9. Każdy może odczuwać stratę . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .151


Ostatnio w serii ukazały się: John Eldredge, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy Archibald D. Hart, Adrenalina astres Henry Cloud, John Townsend, Mamo, to moje życie Jacques Gauthier, Kryzys wieku średniego Archibald D. Hart, Rozwód. Jak ratować dzieci Claudio Risé, Sztuka ojcostwa Diane Purper-Ouakil, Mali tyrani Tonino Cantelmi, Pasquale Laselva, Silvestro Paluzzi, Dialog psychologii zteologią Muriel Mazet, Zranione dziecko Henry Cloud, Reguły sukcesu Martin Rovers, Uzdrowić miłość Heinz-Peter Röhr, Narcyzm – zaklęte „ja” John Townsend, Kto nam zatruwa życie? Xavier Lacroix, Naucz mnie żyć. Esej o ojcostwie Archibald D. Hart, Catherine Hart-Weber, Depresja nastolatka Mark Victor Hansen, Art Linkletter, Najlepsza reszta życia Stephen Arterburn, Mężczyźni i ich sekrety John Eldredge, Droga dzikiego serca Hans Morschitzky, Lęk przed porażką Henry Cloud, John Townsend, To nie moja wina Sharon Jaynes, Marzenia kobiety Johannes Thiele, Zmień swoje życie John Eldredge, Dziennik pokładowy Chris Thurman, Kłamstwa, w które wierzymy Björn Süfke, Krajobraz męskiej duszy Marshall J. Cook, Oswoić lęk John Towsend, Recepta na miłość John Trent, Larry K. Weeden, Błędne koło rozwodów


Marilyn Meberg, Kobieta i utracona miłość Max Lucado, Wieloryb nie może latać. O sztuce stawania się sobą Xavier Lacroix, Małżeństwo Pat Gelsinger, Tajniki żonglerki. Jak znaleźć równowagę między pracą, wiarą i rodziną? Christiane i Alexander Sautter, Gdy opadną maski. Terapia związków Henry Cloud, Poszukiwana – poszukiwany. Poradnik dla singli Manfred Lütz, Szaleństwo! Leczymy nie tych, których trzeba Max Lucado, Potwór w szafie. Jak jutro bać się mniej niż dzisiaj Lisa M. Hendey, Mama na pełen etat Sara Savage, Eolene Boyd-MacMillan, Konflikt w relacjach Stephen Arterburn, Debra Cherry, Jak nakarmić pragnienia Philippe Gutton, Vincent Villeminot, Usłyszeć, czego nastolatki nie mówią Antonello Vanni, Ojcowie obecni – dzieci szczęśliwe Marie-France Hirigoyen, Molestowanie moralne Florence d’Assier de Boisredon, Słuchanie jako sztuka obecności Paolo Scquizzato, Kłamstwo iluzji Michel Martin-Prével, Rozwiedzeni wciąż kochają Simone Pacot, Droga wewnętrznego uzdrowienia


Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikan贸w W Drodze Wydanie II Druk i oprawa: Drukarnia EDIT, Warszawa Druk na papierze Ecco-Book Cream 70g, vol. 2,0 antalis | map


2

DOŚWIADCZENIE ŻAŁOBY



201306231418Doswiadczenie_zaloby