Issuu on Google+


Copyright © by Agnieszka Grzelak 2012 Copyright © for this edition by Wydawnictwo W drodze 2012

Redaktor Paulina Jeske-Choińska Projekt graficzny i układ stron Teodor Jeske-Choiński Projekt okładki i stron tytułowych Radosław Krawczyk Ilustracje Agnieszka Grzelak

Na I stronie rozdziałowej wykorzystano zdjęcie Rona Reiringa „Paris in the Rain” na podstawie licencji Creative Commons (źródło: http://www.flickr.com/photos/84263554@N00/513940162/). Na II stronie rozdziałowej wykorzystano zdjęcie TracyElaine na podstawie licencji Creative Commons (źródło: http://www.flickr.com/photos/tracyelaine/2585800033/).

ISBN 978-83-7033-821-3

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze 2012 ul. Kościuszki 99, 60-920 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 sprzedaz@wdrodze.pl www.wdrodze.pl


Mojemu mężowi – w podziękowaniu za wszystko

Wstęp. Książka, której nie napiszę W marzeniach wygląda to tak – siedzę sobie w cieniu, na werandzie i czuję zapach oleandrów. Milin zwiesza z góry pomarańczowe lejki, a szpaler lawendy biegnie aż do samej bramy, której słupki zwieńczone są starymi urnami z piaskowca. Gorące powietrze aż drży od nieustannego, szeleszczącego nawoływania cykad. Na stole leży rozkrojony melon o intensywnie pomarańczowym wnętrzu i cytryny, świeżo zerwane z drzewka za domem… No dobrze, może nie musi być aż tak południowo. Weźmy inny widoczek – kamienny dom, na oko dwustuletni. Mały dziedziniec, na którym pod murem rosną gigantyczne krzewy hortensji o różowych i lawendowoniebieskich kwiatach. Ścianę domu pokrywają pnące róże. Siedzę w pokoju, okna otwarte na oścież. Mam stąd dobry widok na wiekowe budynki i zdobiące je kaskady kwiatów. Nawet w małych piwnicznych okienkach stoją doniczki z pelargoniami. W perspektywie ulicy wyłania się surowa wieża romańskiego kościoła… – Bonjour madame! – woła do mnie przechodząca brukowaną uliczką sąsiadka. • 5 •


– Bonjour! – macham jej z okna i wracam do komputera, na którym piszę książkę o moim życiu we Francji, o barwach, smakach i dźwiękach, towarzyszących mi każdego dnia. Jak Peter Mayle rozkoszuję się każdą chwilą, poznając stopniowo bliższą i dalszą okolicę. Bez pośpiechu… Mam czas. Przecież będę tu i jutro, i pojutrze, i za pół roku… Spisuję doznania, rejestruję gesty spotkanych ludzi, ich stroje, uśmiechy, zmarszczenie brwi. Smakuję każdą porę roku i nieodmiennie zachwycam się wcześniejszym niż w Polsce nadejściem wiosny. Tak naprawdę, nigdy nie widziałam wiosny we Francji. Nie byłam tam w porze, gdy ściany domów przyozdabiają festony liliowych glicynii, irysy kwitną dziko gdzie popadnie, a pola pokrywają się czerwonym dywanem maków. Nigdy też na żywo nie widziałam jasnożółtej piany mimozowych kwiatów. Takie pejzaże znam tylko z pocztówek wystawianych na stojakach przed każdym sklepikiem z pamiątkami. Szanse na to, bym zamieszkała przez dłuższy czas „gdzieś na południu” właściwie nie istnieją. Na moim regale w równym rządku stoją obok siebie dzieła osiadłego w Prowansji Petera Mayle’a, książki Frances Meyes, która ma dom w Toskanii i dzienniki Małgorzaty Matyjaszczyk rezydującej na toskańskiej parafii San Pantaleo. Patrzę na nie i wzdycham. Westchnienia są tym cięższe, im większa szarość za oknem, im krótsze stają się dni i im większy ziąb czuję, wystawiając nos za drzwi. Nie napiszę książki o życiu we Francji. Mogę tylko pozbierać skrawki wspomnień z krótkich wizyt w tym kraju i pozszywać je w pstrokaty patchwork. Niewiele się tu znajdzie opisów rozkoszy podniebienia, jakie oferuje francuska kuchnia, bo finanse • 6 •


zazwyczaj nie pozwalały na raczenie się wykwintnymi daniami w restauracjach czy barach. (Dysponuję za to całkiem niezłą wiedzą o najtańszych obiadowych puszkach, jakie można kupić w supermarkecie). Nie mam też zamiaru zastępować przewodników opisujących zabytki i rzeczy warte zwiedzenia w danej okolicy. Będzie to bardzo subiektywny zapis wspomnień, obrazów i doznań. Zaczynam i nawet nie wiem, czy będę w stanie dojść do końca. Wygrzebuję z czeluści szafki stare, pożółkłe dzienniki. Zeszyt w brązowej kartonowej okładce opatrzony napisem BRULION jest bury i brzydki, jak epoka, z której pochodzi. To w nim znajdują się zapiski mojego pierwszego spotkania z Francją. Wtedy zakochałam się w tym kraju od pierwszego wejrzenia. Coup de foudre – jak mówią Francuzi.


Prowansja. Okienko namalowane po latach. Akryl na papierze


Ramatuelle. Mała Basia z wielka pelargonią. Akryl na papierze



Mój francuski patchwork