Page 1

ISSUE #1 ISSN: 2299-7547 Marzec/Kwiecień/Maj March/April/May 24,-pln (w tym 5% VAT)


MANIFESTO WARSAWHOLIC


EDITOR'S LETTER KASIA MICHALIK

2

WARSAWHOLIC #1 | EDITOR’S LETTER


Po zerowym numerze Warsawholic, przyjętym bar­dzo pozytywnie, przyszedł czas na numer pierwszy. Tym razem jako inspirację dla artystów wybraliśmy „Złego” Leopolda Tyrmanda (Copyright 2011 by Mary Ellen Tyrmand). Dlaczego? Bo to powieść z krwi i kości warszawska. Opowieść o Warszawie rzeczywistej a jednak magicznej, warszawiakach prawdziwych a jednak jakby wyjętych wprost z powieści łotrzykowskiej. Ale przede wszystkim „Zły” to piękne wyznanie miłości do Warszawy, Jej niezwykłości, Jej Atmosfery, Jej Tajemniczości i – może szczególnie – Jej mieszkańców. Bo u Tyrmanda warszawiacy są w jakiś przedziwny sposób skażeni Warszawą tak jakby Ona ich wchłonęła, nadała im ten szczególny sznyt i szczególną dumę z bycia warszawiakiem. Dziś, w 2013 roku, czytamy „Złego” pewnie inaczej niż pierwsi jego czytelnicy. Może nie aż tak bardzo wciąga nas sama intryga. Ale fascynuje zarówno klimat historii i oddanie niezwykłej atmosfery tamtych czasów. Czasów, które jeżeli nie były już prawdziwie mroczne, to na pewno wciąż wiejące chłodem. „Zły” - trochę kryminał, trochę romans, a trochę ballada o warszawskich cwaniakach. Wspaniała opowieść o powojennej Warszawie i Warszawiakach, w której prawda miesza się z fantazją w proporcjach często trudnych do uchwycenia bo przecież ta fantazja jest tak bardzo realistyczna a ta prawda tak chwilami nierzeczywista. Express Wieczorny lat 50 - w powieści miejsca pracy Edwina Kolanko i Jakuba Wirusa (Copyright 2011 by Mary Ellen Tyrmand) - był dla nas inspiracją w zakresie layoutu. Zapożyczyliśmy z niego nomenklaturę, którą wykorzystaliśmy przy tytułach poszczególnych działów. Mam nadzieję, że spodoba Wam się połączenie stylistyki lat powojennych z nowoczesną kolorystyką i składem. Jak pisał Tyrmand: „Chyba nie ma na świecie takiego miasta, tak właśnie jak niepowtarzalne nigdzie indziej są warszawskie wiosenne zapachy, nastroje, uczucia i myśli. I dlatego nie mówcie nam o wiosnach paryskich czy wiedeńskich! Nam, którzy wiedzą, czym jest, czym potrafi być warszawska wiosna.” (Copyright 2011 by Mary Ellen Tyrmand) W tę właśnie warszawską wiosnę, zapraszamy Was do lektury Warsawholic i do podziwiania prac młodych polskich artystów, którym wróżymy świetną przyszłość w Warszawie i daleko poza nią.

Following issue zero of Warsawholic, received very warmly, the time has come for issue 1. This time as an inspira­ tion to our artists we chose “Zły” by Leopold Tyrmand (Copy­ right 2011 by Mary Ellen Tyrmand). Why? Because it’s a Warsaw novel to its core. A story about a realistic Warsaw, but a magi­ cal one nonetheless. About real Warsaw people, yet seemingly as though they have been removed from the pages of a roguish novel. Most importantly “Zły” is a beautiful declaration of love to Warsaw, her uniqueness, her atmosphere, her mystery and –perhaps especially – her inhabitants. In Tyrmands novel they are in some bizarre way infected with Warsaw, as though she has absorbed them and given them this particular style and a pride of being from Warsaw. Today, in 2013, we probably read „Zły” in a different way than the original readers. Perhaps the intrigue does not pull us in as much. But the feel of the story, as well as how well the distinctive atmosphere of those times in conveyed, fascinates.I am positive that, “Zły” can be the source of endless inspiration for young artists, photographers and graphic design­ ers, poets, prosaists, film makers and fashion designers. „Zły” is partly a crime novel, partly a romance and partly a ballade of Warsaw slyboots. A fantastic story of a post war Warsaw and its citizens, where truth is mixed with fantasy in proportions that are hard to define – because the fantasy is so very realistic and the truth is sometimes so hard to believe. Ale to przecież kunszt Leopolda Tyrmanda, który posiadł zdolność opowiadania o zwykłych rzeczach w niezwykły sposób. This is the skill of Leopold Tymand, who had the ability to speak of usual things in an unusual way. The Evening Express in the 50ties – in the novel the place of employment of Edwin Kolanko and Jakub Wirus (Copyright 2011 by Mary Ellen Tyrmand) – was our inspiration in terms of layout. From it we borrowed the nomenclature, and used it in titling the particular sections. We hope you’ll enjoy the combination of the post war style with modern coloristics and composition. Tyrmand wrote: „Perhaps there is no other city like this in the world, just as non replicable anywhere else are the Warsaw spring smells, moods, feelings and thoughts. And that’s why; do not speak to us for the spring of Paris or Vienna! We, who know, what a Warsaw spring is, what it can be”. (Copyright 2011 by Mary Ellen Tyrmand) This Warsaw spring we invite you to read Warsawholic and to admire the works of young polish artists, who we believe have a great future in Warsaw and far beyond it.

3


PRZESŁANIE OD/ A LETTER FROM MARY ELLEN TYRMAND

Upływa już prawie 60 lat odkąd Leopold Tymand napisał “Zlego”, który eksplodował na polskiej scenie literackiej niczym deszcz meteorytów. Być może nie było przypadkiem, iż Tyrmand nazwał jednego ze sowich bohaterow, dość podejrzanego operatora, Jerzy Meteor. Powieść została opublikowana przez wydawnictwo Czytelnik w 1955 roku, 10 lat po zakończeniu wojny. Tyrmand był walczącym o uznanie pisarzem, któremu komunistyczne władze stawały na drodze do publikacji, piszącym dziennik, który dziś uznawany jest za wyjątkowo znaczącą kronikę życia w komunistycznym reżimie – DZIENNIK 1954. Żył z dnia na dzień w malutkim pokoiku w YMCA, nie po­ dejrzewając nawet, iż w ciągu roku jego imię będzie na ustach niemal wszystkich, a ludzie będą sobie wydzierali jego książkę z powodu małego nakładu, niektórzy zmuszeni do czytania od połowy, jeśli akurat tę część udało im się wyrwać! Takie realia, braków w książkach i dobrach, są pewnie czymś niewyobrażalnym dla dzisiejszych młodych czytelnikow „Złego”.

Był to taki fenomen kulturowy ze nawet ówczesny (komunistyczny) premier, zapytany czy czytal „Złego” odpowiedział: „Oczywiście, wszyscy to czytają”. Tłumaczono ją, lepiej i gorzej, na wiele języków. Pojawienie się dramatyzacji, książek o Tyrmandzie, artykułów w gazetach, pasażu nazwanego na jego cześć przy YMCA, gdzie wisi ogromna tablica upamiętniająca jego lata tam, rozmów o filmie oraz komiksu, jak również niesłabnące zainteresowanie „Złym” (i innymi książkami Tyrmanda) - to wszystko dowody na trwałość i uniwersalność uroku jego twórczości dla następnego pokolenia polskich czytelników. To by uczyniło Leopolda Tyrmanda bardzo szczęśliwym. Kochał młodych ludzi i przepowiadał, że za sto lat ludzie będą czytali te książkę. No mija juz ponad pięćdziesiąt i nadal ją czytacie. Stworzył „Złego” jako historię miłości do Warszawy. Dedykował ją Warszawie. Miał to miasto w sobie. Przez horror wojny w trakcie jej trwania nie mieszkał w Warszawie, a gdy powrócił po jego ukochanym mieście pozostało rumowisko. Mimo tragicznych doświadczeń odporny duch Warszawiaków nie został zniszczony wraz z miastem, rozpoczęli oni naty­ chmiastową odbudowę. Ich siła i miłość do ich miasta ukazały się w pełnej krasie podczas jego odbudowy.

4

Tyrmand obserwował to z ogromnym uznaniem, wi­dząc jednocześnie mniej zaszczyt­ne zachowanie współ­pracowników komunistycznego reżimu, którym gardził. Mimo to potrafił pisać o Warszawie z miłością, humorem i dobrocią. Jest to po części thriller, po częsci sentymentalna historia miłosna, po części niemalże filmowa walka dobra ze złem, a po części iro­niczny socjologiczny komentarz uwzględniający wszystkie klasy społeczne od bogatych elit do huliganstwa, które było wtedy prawdziwym problemem. Książka opisuje ulice które istnieją po dziś dzień. Istnieje więc możliwość spaceru po Warszawie i odnalezienia miejsc opisywanych w „Złym”. Tak więc bawcie się dobrze czytając te książkę, przekażcie ją swoim dzieciom, gdy będą gotowe i sprawcie, aby prze­ powiednia Leopolda Tyrmanda, dotycząca czytania „Złego” sto lat po jego pierwszej publi­ kacji, stała się prawdą! Z ciepłymi życzeniami do Was, jego czytelników. Mary Ellen Tyrmand Translated by: Natalie Vogt

WARSAWHOLIC #1 | PRZESŁANIE OD / A LETTER FROM


It is almost 60 years since Leopold Tyrmand wrote ZLY, which exploded onto the Polish literary and popular scene like a meteor shower. Perhaps it is no coincidence that Tyrmand named one of his characters, a rather shady opera­ tor, Jerzy Meteor. It was published by Czytelnik in 1955, ten years after the end of the War. Tyrmand was a struggling writer, prevented from publishing by the communist authorities, writing his journal which today is considered a highly significant chronicle of life under communism: DZIENNIK 1954. He was living a hand to mouth existence in a tiny room in the YMCA; little did he suspect that within a year his name would be on almost everyone’s lips, and the book would even be torn in half due to the scarcity of the copies, some people reading the first half and some, less fortunate, having to start with the second! This kind of reality, the scarcity of goods and books, is probably inconceivable to the youngest readers of ZLY today. It was such a cultural phenomenon that even the (communist) Prime Mini­ ster at the time, when asked if he had read ZLY, said “Of course, everyone is reading it.” It was translated, more or less skillfully, into many languages. The appearance of dramatizations, books about Tyrmand, articles in magazines, a passage just named in his honor next to the YMCA, where there is a giant placque commemorating his years there, talk of a movie and a graphic novel, the continued interest in ZLY (and other books by Tyrmand), are all proof of its enduring and universal appeal to the next generation of Polish readers. This would make Leopold Tyrmand very happy. He loved young people, and predicted that in a hundred years, people would be reading this book. Well, it is over fifty years, and you are still reading it.  He conceived of ZLY as a love story to Warsaw. He dedicated it to Warsaw. The city was in his bones. Due to the horrors of the War, he did not live in Warsaw during that time, and when he returned it was to see his beloved city reduced to rubble. Notwithstanding all that they had endured, the resilient spirit of the Warsaw population was not destroyed with the architecture, and its residents immediately started to rebuild; their vitality and love for their city emerged quickly in its reconstruction. Tyrmand observed it with enormous appreciation, as well as observing some of the less honorable behavior of collaborators with the communist regime, which he despised. Nevertheless, he was able to write about Warsaw with love, humor and great humanity. It is part thriller, part sentimental love story, part almost cinematic battle between good and evil, part ironic social com­ mentary which includes all classes from the moneyed elite to the hooligans which were a real problem at the time. Streets are described in the book which still exist. It is possible to run around Warsaw today and pick out places men­ tioned in ZLY.  So enjoy the book, pass it on to your children when they are ready, and make Leopold Tyrmand’s prediction that ZLY will be read in one hundred years come true! With my very best wishes to all of you, his readers. Mary Ellen Tyrmand

5


SPIS TREŚCI/TABLE OF CONTENTS 8 TO CO NAJPIĘKNIEJSZE/ THAT WHICH IS THE MOST BEAUTIFU 10 EXPRESSEM PO WARSZAWIE / EXPRESS AROUND WARSAW 11 PODSŁUCHANE JEDNYM UCHEM / WE SNEAKILY OVERHEARD ROZMOWA / CONVERSATION 12 KRZYSZTOF KOWALSKI 14 STANISŁAW CZARNOCKI 18 COVER STORY / WARSAW HOMIES x NOT 4 TOYS SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES 26 RAFAŁ MASŁOW x IMPOSSIBLE PROJECT 32 SZCZERZE MÓWIĄC 34 TWÓRCZYWO 38 FASHIONPROFASHION NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW 50 MATEUSZ KOSTAŃSKI 54 PATRYCJA PLICH 60 DOROTA PORĘBSKA 66 TOMASZ KARKOWSKI 68 ZUZIA GASZYŃSKA 70 STANISŁAW GAJEWSKI FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS 74 GABRIEL ORŁOWSKI 82 WIKTORIA MĘDREK 86 ADRIAN NORBERT CUPER 90 MICHAŁ PAJONK PAJĄK 96 WOJTEK SKRZYPCZYŃSKI 106 Z TEKI OBIEŻYŚWIATA / FROM THE GLOBTROTTERS FILE 110 BAJKONURKI

6


CREDITS WARSAWHOLIC//ZŁY//ISSUE 1 EDITOR-IN-CHIEF/CREATIVE DIRECTOR Kasia Michalik kasia.michalik@warsawholic.com

TRANSLATION: Natalie Vogt Sylvia Wojda

DEPUTY EDITOR-IN-CHIEF Kasia Banach kasia.banach@warsawholic.com

SPECIAL THANKS TO: PROT JARNUSZKIEWICZ JAROSŁAW KLEJNOCKI JAKUB MICHALSKI TOMEK SIKORA KATARZYNA I DARIUSZ SOBCZYŃSCY BEATA STASIŃSKA JAN STASIŃSKI MARY ELLEN TYRMAND TOMEK WOJTERA ADA ZIELIŃSKA

ART DIRECTOR: Mateusz Machalski (BORUTTA) TECHNICAL ARTIST/DTP: Henri Oktor GRAPHIC DESIGNER: Nadia Januszko NHJ nhj@warsawholic.com AUTHORS: Ania Wolfowicz Szczerze Mówiąc Mateusz Kostański CONTRIBUTORS: Stanisław Czarnocki FashionPROFashion Rafal Masłow x Impossible Project Twórczywo Not4Toys x Warsawhommies Patrycja Plich Dorota Porębska Tomasz Karkowski Zuzia Gaszyńska Gabriel Orłowski Wiktoria Mędrek Adrian Norbert Cuper Michał Pająk Wojtek Skrzypczyński Stanisław Gajewski

PUBLISHER: KASIA BANACH&KASIA MICHALIK SARMACKA 10E/17 02-972 WARSZAWA PRINTED BY: Paper&Tinta COPIES: 500 Fonts: Lato Family / Łukasz Dziedzic Noticia Text / José Miguel Solé B. Krac_script / Mateusz Machalski

7


TO CO NAJPIĘKNIEJSZE THAT WHICH IS THE MOST BEAUTIFUL Kosidowski; Wieslaw Prazuch and Wladyslaw Slawny. The exhibition’s aim is to remind of this fantastic chapter in polish photography of 1951-1969. A chance to see photos previously published as well as those which have never seen the light of day.

4 razy ŚWIAT (22.02-12.05) Muzeum Narodowe Pierwsza muzealna wystawa prac czterech czołowych foto­ reporterów słynnego tygo­ dnika ilustrowanego ”Świat”; Konstantego Jarochowski­ ego, Jana Kosidowskiego, Wiesława Prażucha oraz Władysława Sławnego. Wy­ stawa ma na celu przywrócenie pamięci o tym niesamowitym rozdziale polskiej fotografii z lat 1951- 1969. Zobaczymy zarówno zdjęcia opublikowane jak i te które nigdy nie ujrzały światła dzien­nego. Kuratorzy: Danuta Jackiewicz, Anna Masłowska 4 Times WORLD(22.02 – 12.05) The National Museum The first museum exhibition of the works of 4 leading photo reporters of the famous weekly magazine “Swiat”; Konstanty Jarochowski; Jan

8

TURANDOT Teatr Wielki Opera Narodowa Na deski Teatru poraz kolejny powraca tajemni­czy dramat Turandot. Ta niedokończona opera w trzech aktach kompozytora Giacoma Pucciniego miała swoją polską prapremiere w Warszawie 15 grudnia 1932 roku. Po śmierci Pucci­ niego operę ukończył Franco Alfano. Oryginalne libretto na­ pisali Giuseppe Adami i Renato Simoni na podstawie sztuki Turandot Carla Gozziego. Czas trwania spektaklu: 3 godz. 10 min., w tym: 2 przerwy

TURANDOT National Opera Once again the mysterious drama Turandot returns to the stage of the National Opera. This unfinished opera of 3 acts by compositor Giacomo Puccini was first premiered in Poland in Warsaw December 15th 1932. After Puc­ cini’s death the opera was complet­ ed by Franco Alfano. The original libretto was written by Giuseppe Adami and Renato Simoni based on the play Turandot by Carlo Gozzi. Duration of performance: 3 hours 10 minutes; 2 intermissions in­ cluded.

KINO, KAWA I WARSZAWA Dom Spotkań z Historią (ul. Karowa 20) Varsavia­ nistyczny cykl filmowy Domu Spotkań z Historią to cykl pokazów filmowych o Warszawie i z Warszawą w tle, któremu towarzyszą warsztaty plasty­czne dla najmłodszych. Kolej­ne zaplanowane pokazy filmowe:

WARSAWHOLIC #1 | TO CO NAJPIĘKNIESZE / THAT WHICH IS THE MOST BEAUTIFUL


CINEMA, COFFEE AND WARSAW The Home of Historical Gatherings The Varsavianistic film series of the Home of Historical Gathe­rings, is a succession of films about Warsaw and with Warsaw as their backdrop, accompanied by design workshops for the little ones. 4 kwietnia, godz. 16.00 WITAMY NA PRADZE! Rezerwat, (fab., 2007, 100’), reż. Łukasz Palkowski.Współczesna „słodko-gorzka” opowieść o mieszkańcach stołecznej Pragi. 4th of April 4pm WELCOME TO PRAGA! Reservation (2007,100) dir. Łukasz Palkowski Modern, bitter sweet story of the inhabitants of the capitols Praga district. 28 April, godz. 16.00 WARSZAWA 1948 Skarb (fab., 1948, 102’,), reż. Leonard Buczkowski. Do legendy przeszły kilometrowe kolejki przed stołecznymi kinami w lutym 1949 roku. Nawiązująca do stylistyki komedii przedwojennych, historia młodego małżeństwa (Danuta Szafarska, Jerzy Duszyński), która oczekując na własne lokum w odbudowującej się Warszawie, koczuje w prowizorycznym mieszkaniu wraz z parą poszukującą ukrytego podczas okupacji skarbu (Alina Janowska i Adolf Dymsza). Treasure (1948, 102’) dir. Leonard BuczkowskiThe kilometre long queues in front of the capitols cinemas in February 1949 have now become legend. Stylized similarly to pre-war comedies, the story of a young married couple (Danuta Szafarska, Jerzy Duszyński), who awaiting for their own place in a Warsaw being rebuilt, squats in a make shift flat alongside a couple searching for a trea­ sure hidden during occupation. 12 maja, godz. 16.00 WARSZAWA Fragment opowiadania (dok. amatorski, 1980, 15’), reż. Leszek Boguszewski. Solidarnościowy entuzjazm i realia życia w PRL-u: pustki w sklepach, wieczne kolejki, problemy mieszkaniowe etc. 1980 12th of May, 4pm, WARSAW 1980 „Part of the story” (amateur documentary, 1980, 15’) dir. Leszek Boguszewski The ‘Solidarity” enthusiasm and the realities of life in PRL: empty shops, endless queues, accommodation issues etc. Krzyk (fab., 1982, 88’), reż. Barbara Sass. Mamy rok 1981, młoda złodziejka z warszawskiej Pragi dzięki pomocy kuratora rozpoczyna pracę w luksusowym domu starców. „Scream” dir. Barbara Sass. It’s the year 1981, a young thief from the Praga district in Warsaw, begins work in a luxurious retirement home thanks to the help of her probation officer. 26 maja, godz. 16.00 WARSZAWA ROKU 1960 Warszawa B (dok., 1960, 10’), reż. Jerzy Dmowski. Powiśle – zaniedbana dzielnica stolicy, nie sprzyjającą nadwiślańskim wędrówkom. Zaskakujące ujęcia przypominające prowincjonalne miasteczko z drewnianymi chałupami, ogródkami przydomowymi i suszącym się na ulicach praniem… 26th of May, 16.00 WARSAW OF 1960 Warsaw B, dir. Jerzy Dmowski. Powiśle – a rundown district of the capitol, not encouraging towards walks along Wisla. Surprising shots similar to a provincial town with wooden houses, little gardens and laundry drying in the streets... Niewinni czarodzieje (fab., 1960, 83’), reż. Andrzej Wajda. Nastrojowy portret środowiska młodzieżowo-artystycznego dekady lat 60. Innocent Sorcerers, dir. Andrzej Wajda. A portrait of the youth artistic socjety of the 60ties.

9


EXPRESSEM PO WARSZAWIE EXPRESS AROUND WARSAW Cząstki elementarne ul. Przeskok 2 Nowo otwarty klub Cząstki Elementarne to 500m2 powie­

rzchni, gdzie będziemy bawić się do rana i zobaczymy gwiazdy wielkiego formatu. Klub działający niecałe 3 miesiące ma już na swoim koncie występy takich artystów jak m.in. Apparat i Isaac Delusion. Szczególnie polecamy Bio-drinki! Musicie spróbować! Newly opened club Cząstki Elementare is 500m2 of space to party and see acknowledged stage stars. The club, opened for just 3 months has already hosted artists such as Apparat and Isaac Delusion. We especially recommend the Bio-drinks – you have to try them!

Fashion Democracy- Pop Up Shop W ślad za amerykańskim, sprawdzonym wzorcem sklepów

typu Pop Up Shop- organizatorzy Warsaw Fashion Weekend i współtwórcy klubu sprzedażowego labohemia.pl postanowili przybliżyć mieszkańcom Warszawy idee „pojawiających się sklepów”. W weekend 16 i 17 lutego w typowo komercyjnej przestrzeni miejskiej jaką jest centrum handlowe Blue City - swoje kolekcje zaprezentowali zdolni, polscy projektanci. Wśród projektantów ubrań pojawiły się takie nazwiska jak: Lana Nguyen, Anna Wiszniewska czy Aleksandra Markowska, których prace brały udział w międzynarodowych magazynach modowych.Zachęceni sukcesem I edycji targów zapowiadają następne. Following the much popular American trend of pop-up style shops the creators of Warsaw Fashion Weekend and the co-creators of the sales club labohemia.pl have decided to familiarize the citizens of Warsaw with the idea of shops „appearing out of nowhere”. On the weekend of the 16 and 17th of February in a typically commercial space – Blue City shopping mall, young and talented polish designers presented their collections. Amongst the clothing designers were names such as : Lana Nguyen, Anna Wiszniewska or Aleksan­ dra Markowska whose work has been featured in international fashion magazines. Encouraged by the success of the first edition of the fair they are promising other ones to follow. WARSZAWA puszcza się z BERLINEM czyli witaj w świecie CINCO TERRA Z Berlina do Warszawy 591km. Kulturowo bywa jednak jak z Marsa na Ziemię. Ostatnie zbliżenie stolic zawdzięczamy pojawieniu się awangardowego e-butiku CINCO TERRA - i już Warszawa idzie z Berlinem do łóżka. ‘Cinco Terra’ to nieujarzmiona progresywność we wszystkich kierunkach. Progresywny smart shop, quasi-queer space, awangardowa e-drogeria oraz wellness & fashion butik w jednym! To najbardziej prowokujące perfumy świata (Etat Libre d’Orange z Paryża), kanadyjskie kosmetyki make-up dla facetów (4VOO), australijski safe-sex marki GLYDE, lejki do sikania na stojąco dla wyzwolonych lasek czy drogeryjne nowinki. Projekt jest otwarcie HOMOFRIENDLY, wspiera kobiecą piłkę nożną (w-wskie Chrząszczyki), festiwal ‘Dni Równości i Tolerancji’ i kampanię ‘World Aids Days’. Warsaw puts out with Berlin aka Welcome to the Word of CINCO TERRA,It’s 591 kilometers from Berlin to Warsaw. Culturally sometimes the distance is that between Earth and Mars. The most recent connection between the two capitals we owe to the avant guarde e-store CINCO TERRA – and Warsaw jumps into bed with Berlin. CInco Terra is an unrestrained progressiveness in all directions. A progressive smart shop, quasi-queer space, a funky chemi­ sts and a fashion and wellness boutique in 1! It’s the most provocative perfume in the world, Canadian make-up for men (4VOO), australian safe-sex from GLYDE, female stand-up urination devices as well as little chemist surprises The platform is officially Homofriendly and supports female football (the “chrzasczyki” from Warsaw); the “Days of equality and tolerance” festival and the “World Aids Days” campaign. These will be novelties from another planet” www.cincoterra.pl

10

WARSAWHOLIC #1 | EXPRESSEM PO WARSZAWIE / EXPRESS AROUND WARSAW


PODSŁUCHANE JEDNYM UCHEM WE SNEAKILY OVERHEARD Free Form Festival - Już po raz 9 odbędzie się jedno z największych wydarzeń muzycznych stolicy. W dniach 10-11 maja w Soho Factory wystąpią m.in. : Azealia Banks, Woodkid, Apparat, Tricky, SebastiAn i Parachoute Youth. Bilety do nabycia na: www.goodmusic.ebilet.pl

Free Form Festival - One of the biggest musical events of the capitol is back for the 9th time. From the 10-11 of May performing at the Soho Factory amongst others will be: Azealia Banks, Woodkid, Apparat, Tricky, SebastiAn and Para­ choute Youth. Tickets can be purchased at: www.goodmusic.ebilet.pl

The xx - Po zeszłorocznym koncercie w Gdyni, londyńska formacja The xx wystąpi 14 maja po raz drugi w Polsce tym razem na warszawskim Torwarze! Koncert odbędzie się w ramach promocji wydanego we wrześniu albumu “Coexist” Bilety do nabycia na: www.ticketpro.pl

The xx - Following last year’s concert in Gydnia, the London band The XX will perform in Poland for the second time on the 14th of May at the Warsaw Torwar! The show is part of the promotional tour of the September released album “Coexist”. Tickets can be purchased at: www.ticketpro.pl

Kamp! - W Klubie Palladium 13 kwietnia wystąpi zespół KAMP! Będzie to pierwszy warszawski koncert od momentu ukazania się płyty “KAMP”. Koncert w Warszawie będzie zamykał pierwszą część trasy promującej debiutancki album, wydany w listopadzie nakładem BRENNESSEL Records. Bilety do nabycia na stronie: www.eventim.pl

Kamp! - The band Kamp! will be performing on the 13th of April at the Palladium Club. This will the first Warsaw concert since the record “KAMP” has been released. The Warsaw concert will be the closing show for the promo tour of their debut album, released in November by BRENNESSEL Records. Tickets can be purchased at: www.eventim.pl

Crystal Fighters - W ramach mini trasy po Europie (jedynie 6 miast!) 25 maja do Warszawy przyjedzie zespół Crystal Fighters. Będzie to drugi koncert zespołu w Polsce, tym razem w Warszawie w Klubie Palladium. Bilety do nabycia na: www.eventim.pl

Crystal Fighters - Whilst on a mini tour around Europe (only 6 cities!) Crystal Fighters will hail to Warsaw on the 25th of May. This will be their second con­ cert in Poland, this time in Warsaw’s Palladium Club. Tickets can be purchased at: www.eventim.pl

WARSAWHOLIC #1 | PODSŁUCHANE JEDNYM UCHEM / WE SNEAKILY OVERHEARD

11


R O Z M O W A CONVERSATION KRZYSZTOF KOWALSKI Czym jest Super Salon/skąd wziął się pomysł na jego stworzenie? What is Super Salon/Where did the idea come from? Super Salon to miejsce jakie sobie kiedyś wymyśli­ łem, księgarnia wielofunkcyjna. Nie było czegoś takie­go w Polsce więc postanowiłem sam to zrobić. Oczywiście jest Bookoff, Raster Editions, Sklep Bęca czy wszystkie te księgarnie przy instytu­ cjach, ale myśle że każdy jest jednak trochę inny i znajduje w tym zestawie swoją niszę. Powoli ściągam i robie w Super Salonie wszystko czym się w życiu jaram. Są książki fotografi­czne, magazyny artystyczne, lifestylowe, modowe, ziny, książki moich kolegów i koleżanek wydane wła­­snym sumptem; organizuje wystawy, premie­ry publi­ka­cji i niedługo też spotkania autorskie. Chciałem stworzyć w końcu miejsce z niezależnymi drukami które bedzie na stałe. gdzie bedzie można przyjść i posiedzieć, pogadać o publikacjach, po prostu znalazłem pretekst żeby zajmować się w życiu tym co lubie najbardziej. Inspiracja przyszła oczy­wi­­ście z wycieczek na festiwale i do innych tego typu miejsce­ np. w Berlinie. Chciałem mieć staly kontakt z publikacjami, a nie tylko dwa razy do roku. Super Salon is a place that I had once thought of, a multifunction­ al bookshop. There was nothing similar in Poland so I decided to do it myself. Of course there are places like Bookoff, Raster Edi­ tions, Bęca Shop and all of those other institutional bookshops but I think everyone is different and can find their niche amongst these. Overtime, in Super Salon, I am gathering and doing eve­ rything that excites me in life. You have photography albums,

12

artistic magazines, lifestyle and fashion publications, zines, books that my friends have independently published. I organise exhibi­ tions, publication launches and soon conventions with authors. I really wanted to create a place with independent publications that will be static; a place where you can come, and sit and talk about publications. Really this was just an excuse to professio­ nally do what I enjoy most in life. The inspiration of course, came from trips to festivals and to places similar for example in Berlin. I wanted to have constant contact with publications, not just twice a year.

Jakie możliwości są dostępne dla młodych lu­ dzi w Polsce, jesli chodzi o self-publishing? /Czy istnieja już na naszym rynku niskonakładowe wydawnictwa, które są zainteresowane młodą polską sztuką? What opportunities are available to young people in Poland with regards to self-publishing?// Are there low –circulation publishing houses in our market, that are interested in young polish art? Możliwości są duże, wyprodukować książkę może każdy. Nie trzeba mieć wiedzy tajemnej. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od tego ile mamy na koncie. W dodatku mamy drukarnie które drukują „on demand“, gdzie nie trzeba od razu robić wielkich nakładów, mozna zrobić jedną kopie, makietę. To jest na pewno rewolucja a jakość takich książek jest naprawdę bardzo wy­soka. Myślę że wiele osób niepotrzebnie do jednego worka wrzuca niezależnych wydawców i selfpublishe­rów. To jednak zupełnie coś innego. Są oczywiście artyści ktorzy kontrolują cały proces: edytują, składają,

WARSAWHOLIC #1 | ROZMOWA / CONVERSATION


przy­gotowuja do druku, później siedzą w drukarnii, a na koniec męczą się sami z dystrybucją. W Polsce to jednak pojedyncze przypadki. Wydawanie to bardzo zlożony proces i ciężko robić to w pojedynkę. Wracając jeszcze do wyda­w nictw to młodą polską sztukę pokazywała Morava, Honzy Zamojskiego; dobra robotę robi Sputnik Photos, czy Ośrodek Postaw Twór­ czych we Wrocławiu, poza tym jakieś akcje zinowe jak np pole Piotrka Grabowski­ego, czy magazynowe DIK Fagazine Karola Radziszewskiego, Periodyk Naj­ gorszy Maryny Tomaszewskiej czy nowy periodyk Półmrok, wydawany przez artystów z galerii Stereo. The capabilities are huge, anyone can publish a book and you don’t need any secret knowledge to do it. Really, it depends on how much we have in our bank account. Also we have print­ ing houses that produce on demand, where you don’t need to produce many copies; you can get only one made or make a draft version. This is a revolution for sure and the quality of these books is really very high. I think many people inadvertently confuse independent publishers and self-publishers. These are two separate entities. Of course there are artists that control the entire process: they edit, assemble, prep for print, then sit in the printing house and finally tackle distribution on their own. In Po­ land these are however singular cases. Publishing is a very com­ plex process and it’s tough to do it yourself. Going back to pub­ lishing houses young polish art was shown by Morava, Honzy Zamojski’s. Also doing a good job is Sputnik Photos and Ośrodek Postaw Twórczych in Wroclaw as well as zines events such as Peter Grabowski’s “pole”, Karol Radziszewski’s “DIK Faga­zine”, Maryna Tomaszewska’s “The Worst Periodical” or the new perio­ dical “Dusk” published by artists from the Stereo gallery.

Czy myślisz, że istnieje w Polsce zapotrzebo­ wanie na tego typu wydawnictwa? Do you think that there is a need for this kind of publishing in Poland? Myślę, że Polska nie jest inna niż reszta świata. Tam już pokazują się książki podsumowujące zjawisko niezależnego wydawania. Tutaj ludzie trochę później łapią, że książki są idealne do kolekcjonowania, są stosunkowo niedrogie i zostają na długo, można do nich wracać. Myśle, że prędzej czy później artyści zabiorą się za publikowanie na poważnie. Moi koledzy artyści cały czas projektuja jakieś mini publikace. Szkoda tylko, że w większości przypadków kończy się na makiecie albo pdfie. Boją się że nakład się nie sprzeda. Myślę że nie ma lepszej inwestycji w siebie i swoją sztukę niż publikacja. Książkę można rozesłać wszędzie a na wystawę do Polski już świat nie ­przyjedzie.

I think that Poland is not any different to the rest of the world. There, books are appearing that sum up the self-publishing trend. Here it takes a little longer for people to understand that books are perfect to collect, they are quite cheap, stay with you for long and you can always come back to them. I think that sooner or later artists will take publishing to a more serious level. My friends who are artists are constantly designing small publications. It’s a shame that most of the time it only ends up a project or pdf. They are afraid that printed copies will not sell. I think that there is no better investment in yourself and your art than a publication. A book can be sent out anywhere but the world will not come to an exhibition in Poland.

Dużo osób w Polsce decyduje sie na coś takiego? Czy to bardzo droga sprawa i czy da się na tym w ogóle zarobić? Do many people in Poland go for something like this? Is this really expensive and can you make any money on it? Cięzko mówić o zarabianiu w tym przypadku. Są pewnie na świecie tacy którzy za­rabiają na swoich ksią­żkach, ale to gwiazdy. Do tego trzeba podejść zupełnie od drugiej strony. To trochę tak jak z muzykami. Wciąż wydają płyty ale zarabiają na koncertach w domach weselnych. Tak samo jest z publiko­waniem. It’s hard to speak of earnings in this case. There probably are some that make money of their books but these are superstars. This requires a different approach. It’s a bit like with musicians who produce records but make money on concerts at weddings. It’s the same with publishing.

Jaką przyszłość ma self-publishing w Polsce? What is the future of self-publishing in Poland? Zobaczymy. We’ll see.

Super Salon, ul. Mińska 14/1, Warszawa

13


DIZAJN/DESIGN STANISŁAW CZARNOCKI Dlaczego właśnie to? Why this? Od dziecka miałem zdanie na temat tego co jest ładne a co nie. Później zacząłem myśleć co można by było zmienić w tym co mi się nie podoba. No i dlatego wybrałem te studia a nie inne. Mam swoją wizję jak co powinno wyglądać i często w głębi duszy nie zgadzam się z istniejącymi już, i często uznanymi rozwiązaniami. Wynika to głównie z tego, że prostotę powiązaną z funkcją przedkładam ponad wszystko. Nie uznaję na przykład mebli pięknych ale niewygodnych lub odwrotnie – funkcjonalnych lecz nie estetycznych. Dlatego ciągle poszukuję nowych rozwiązań, które zbliżyłyby mnie do ideału – mebla prostego, estety­cznego i funkcjonalnego. Mam potrzebę ciągłego zmieniania, udoskonalania. To swego rodzaju uzależnienie, może już nawet zboczenie.

14

Ever since I was a child I always had an opinion on what’s pretty and what isn’t. Later I started thinking about what could be changed in the things I didn’t like. And that’s why I chose this course. I have my vision of how things should look and often inside I disagree with the acknowledged solu­ tions already in place. This is mainly because I put simplicity and function­ ality above all else. I won’t accept furniture that is beautiful but uncom­ fortable or the opposite – functional and unattractive. That’s why I am always looking for new solutions that bring me closer to the ideal – simple, functional and aesthetical furniture. I have a need to constantly change and perfect. It’s a kind of an addiction perhaps even a perversion.

Co lub kto Cię inspiruje? Who or what inspires you? Inspirują mnie ludzie, przedmioty, ale przede wszystkim nowe odpowiedzi projektantów na ciągle aktualne pytania dotyczące otaczającej nas przestrzeni. Ludzie, ponieważ to ich potrzeby powinny znajdować odzwierciedlenie w ich najbliższym otoczeniu. Przedmioty, ponieważ te dobrze zaprojektowane, wyjątkowe, są czymś pouczającym, inspirującym a te zaprojektowane trochę gorzej, wymagające według mnie udoskonaleń czy to pod względem funkcji czy estetyki, zmuszają do zastanowienia i poszukiwania lepszych rozwiązań. Oryginalne rozwiązania, nowe idee to coś co najbardziej inspiruje i przekonuje, że zawsze można pójść jeszcze o krok do przodu­. No i zawsze jest jeszcze miejsce na jakąś zaskakującą, nieprzewidywalną inspirację.   

WARSAWHOLIC #1 | ROZMOWA / CONVERSATION


I’m inspired by people, things but mainly the new answers designers give to always current questions regarding the space around us. People, because it’s their needs that should be reflected in their surroundings. Objects because those well designed, unique are an inspiration and those designed badly, that I feel need to be improved in functionality or aesthetics, make you think and provoke a search of better solutions. Original solutions and new ideas inspire the most and convince you, that you can always take that one step forward. And there is always room for some surprising, unpredictable inspiration.

Co wyróżnia Twoje produkty na tle innych? What makes your products stand out amongst others? Prostota . No i dbałość o szczegóły. Detal jest jednym z ważniejszych elementów moich projektów. Maksyma, że „mniej znaczy więcej” jest mi szczególnie bliska. Simplicity. And attention to detail. Details are one of the most important element of my projects. “Less is more” is an expression close to my heart.

Z którego ze swoich projektów jesteś najbardziej zadowolony? Which one of your projects are you most pleased with? Każdy z projektów czegoś mnie nauczył, czegoś ode mnie wymagał, wyznaczał nowe horyzonty, a to kwestie, które sobie bardzo cenię. Ale chyba najbardziej jestem zadowolony z ostatniego projektu, czyli stołu dla firmy Ton, zaprojekto­ wanego we współpracy z Jakubem Marzochem. Według mnie jest najbardziej dojrzały pod względem projektowym. Each one of my projects has taught me something, demanded something from me, and determined new horizons – things I much value. But I think I am most pleased with my last project, the table for Ton, designed in col­ laboration with Jakub Marzoch. In my opinion it’s the most mature project wise.

Dla kogo tworzysz? Who do you create for? Dla ludzi, to trochę zbyt ogólnie powiedzenie. Może dla tych, którzy lubią dobrze zaprojektowane, oryginalne przedmioty. Trochę dla siebie i, jak to się mówi, lepszego jutra.

For people is a bit too wide. Maybe, for those who like well-designed, original pieces. Partly for me as well, and for, as they say, a better tomor­ row.

Co chcesz osiągnąć w dziedzinie designu/jakie jest Twoje największe marzenie? What do you want to achieve in design/ what is your biggest dream? Moim marzeniem jest otworzyć z Katarzyną Kempą prężnie funkcjonujące polskie studio projektowe. Mam nadzieję stworzyć team składający się nie tylko z projektantów, ale i ludzi z innych dziedzin nauki, które wspomagają projektantów w dążeniu do sprostania, ciągle ewoluującym potrzebom ludzi. Pragnę również, aby moje projekty przede wszystkim miały szansę realizacji a dzięki temu były cenione i ogólnie dostępne dla każdego. My dream is to open a rapid­ ly functioning polish studio with ­Katarzyna Kempa. I hope to create a team of not just designers but also people from other fields that sup­ port designers in fulfilling the ever changing needs of people. I really want my work to have a chance to be realised, and thanks to that be appreciated and readily available to everyone.

Mostół: 1-wsza nagroda w konkursie “Młodzi na start” firmy Elle Decoration, współpraca - Katarzyna Kempa, photo - Ernest Wińczyk rok 2013 Stół/Table No..25: 1-wsza nagroda w konkursie “Stół dla młodych” firmy TON, współpraca - Jakub Marzoch rok 2013 Move Lounge Chair: photo - Jan Lutyk rok 2012 Kalendarz/Wall calendar: photo - Ernest Wińczyk rok 2011 Półmiska/Bowl: photo - Ernest Wińczyk rok 2010

WARSAWHOLIC #1 | ROZMOWA / CONVERSATION

17


COVER STORY WARSAW HOMIES NOT 4 TOYS

Photo: Kasia Michalik Designer: Nadia Honorata Januszko Model: Aleksandra /WAVE models


20

WARSAWHOLIC #1 | COVER STORY / WARSAW HOMIES


21


23


24


SYLWETKI WARSZAWSKIE WARSAW SILHOUETTES 25


MORDY WARSZAWSKIE WARS AW CITY M U G S R A F A Ł M A S Ł O W DLA IMPOSSIBLE PROJECT Rafał Masłow – rocznik 1974. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Przede wszystkim autor portretów, zajmuje się fotografią komercyjną. Współpracuje z prasą luksusową, wytwórniami fonograficznymi oraz agencjami reklamowymi. Laureat nagród fotograficznych. Brał udział w licznych wystawach indywidualnych oraz zbiorowych. Mieszka w Warszawie. Bliska współpraca z Impossible od początku istnienia projektu w Polsce. Www.rafalmaslow.com

Rafał Masłow, 74’ A graduate of the Academy of Fine Arts in Poznań. Primarily a portrait photographer, works in the field of commercial photography. Participated in numerous individual and group exhibitions, received many awards for his achievements. Lives in Warsaw. Masłow has been closely associated with the Impossible Project since its launch in Poland in December, 2012. www.rafalmaslow.com

Nr. 1,4, 5, 7, 9 Łukasz Garlicki, aktor, muzyk Nr. 1,4, 5, 7, 9 - Łukasz Garlicki, actor, musician Nr. 3,8,10 Pan Henryk, sprzedaje książki oraz płyty winylowe Nr. 3,8,10 - Mr. Henryk, sells books and vinyl records Nr. 2,6 DJ WIKA, mistrzyni potańcówek w całej Polsce Nr. 2,6 DJ WIKA - Poland’s true disco queen Nr. 13,18,19 Pan Roman, barman Nr. 13,18,19 - Pan Roman, bartender Nr. 12,14,16- Marcin Konarski, doradca klienta w zakladzie krawieckim Nr. 12,14,16- Marcin Konarski, customer advisor at a tailor shop Nr. 15, 17- Zdenko *(ksywka I tyle.) Nr. 15, 17- Zdenko Nr. 11 – bywalec wszelaki Nr. 11 – (brak imienia) socialite

26

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


1

2

3

4

27


5

6

7

8

28

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


9

10

11

12

29


13

14

15

16

30

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


17

19

18

Camera: Polaroid SX 70 Film: PX 70 Color Protection All materials provided by the Impossible Project Space Warsaw. www.impossibleproject.com www.facebook.com/impossiblepolska

31


FELIETON/COLUMN SZCZERZE MÓWIĄC “Napisz coś o sobie” to chyba jedno z najtrudniejszych pytań. Skupiam się na obserwowaniu, mając na celu zrozumieć. Zrozumieć to wszystko. “Write about yourself” is one of the toughtest questions. I try to observe as much as i can with the purpose of understanding. Understading it all.

“Twardzi są warszawscy kelnerzy, szatniarze, bar­ mani, muzycy z nocnych lokali. Życie ich upływa w nieustannej walce. Wobec pertraktacji z pijanym warszawiakiem praca w kamieniołomach wydaje się fabrykowaniem dziecięcych baloników. Staro­­ żytni galernicy uciekliby w popłochu na widok kato­ rżniczej roboty, jaką wykonuje warszawski kelner w sobotnie wieczory, zaraz po pierwszym każdego miesiąca.” L.Tyrmand “Zły” (Copyright 2011 by Mary Ellen Tyrmand). Czytając ten właśnie fragment, śmiałem się gdzieś w duchu. Katorżnicza robota barmana? Szatniarza? No może te 50 lat temu, ale nie teraz. Tak sobie właśnie myślałem, do ostatniej soboty, wtedy też ktoś mi to wszystko wytłumaczył. Gdzie ten trud, katorga i nieustanna walka. Północ, gdzieś w centrum, zwykły klub nocny czy klubokawiarnia, ciężko powiedzieć co to, skoro nawet nie wiem jak się nazywało, nie wspominając już że nie miałem bladego pojęcia jak się tam znala-­ złem. Taki mały przebłysk świadomości gdzieś w środku melanżu. Zasada nr 1. Zorientuj się w sytuacji i znajdź bar. Ok, to mamy, podchodzę, raczej mało pewnie i uśmie­ cham się do typa. -barman? Dwa metry, skarpetka na głowie, dres i 3 tonery do drukarki, pod skórą. Hipster? -Co dla ciebie, przyjacielu? Miły hipster, nowość, ciekawe czy pije? -Pijesz? -Inaczej, jestem opór skacowany, ta muzyka mnie wykańcza i potrzebuje alkoholu, aby przetrwać

32

ten melanż. Wyraźnie widzę że jesteś tutaj z dupy i potrzebujesz tego tak samo jak ja. Więc tak, Pijemy. Ja stawiam, ty mówisz co. Chyba się zakochałem. -Wódka. Zimna. Nalał 4 kieliszki. Prawie synchronicznie prze­chy­ liliśmy po jednym i widzę że zbiera się do przemowy, więc pewnie będzie wyrzucał z siebie jakieś bar­ mańskie smutki, niech będzie. -po pierwsze, zgubiłeś się. Po drugie, masz mnie za hipstera. Po trzecie, wyraźnie gardzisz tym miej­scem i imprezą.Zakochałem się po raz drugi, facet mnie po prostu znał. Podniósł kieliszek i nie czekając na żaden sztuczny toast, wychylił drugą kolejkę sam. -wyraźnie nie masz bladego pojęcia o co tu chodzi. Znowu zgadł. -hipster? Bo wyglądam tak, a nie inaczej i dla­ tego że pracuję za barem. Brawo debilu, naczytałeś się wyborczej, czy co? Słowo hipster to w zasadzie gównia­ny termin zawierający w sobie opis moje­ go zawodu, orientacyjny wiek, styl i upodobania. Ale jedyne co wiesz to jak wyglądam i jak pracuje. Pozwól że opowiem ci coś o takim „hipsterskim” życiu. Widzisz tego ziomka który zbiera szkło spod sceny? Kończy magisterkę z matematyki, jest jakimś kotem z polibudy. Na szatni mamy aspirującą, panią architekt, a ja na co dzień zajmuję się marketing­ iem. Tak dorabiamy bo lubimy to, no może poza tym ziomkiem od szkła. Podniosłem szczękę z baru aby się zaśmiać i opróżnić kieliszek. -ja, osobiście, mam straszną przyjemność w spijaniu ludzi na wszelakie sposoby. Owszem, mamy dziwne zainteresowania, ale my też myślimy o przyszłości, stabilizacji i całym bajzlu związanym z życiem. My

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


też dorośliśmy.Zaraz pewnie wyskoczysz z tekstem „no tak, po co ta cała nonszalancja z mojej strony i wywyższanie się!”. Ej zdarza się, nie ręczę za wszystkich barmanów, wszędzie trafiają się słabi ludzie. Zastanów się, sam pracujesz z debilami. Dobry boże, skąd on o tym wszystkim wie?! -No i nie wyrzucaj sobie, dodaj jeszcze że ta praca jest łatwa i przyjemna. Śmiało. Nie krępuj się. Jak chcesz to się zamieńmy, ja się spiję i po podrywam. A ty ponosisz mi beczki i skrzynki, pobiegasz przez 10 godzin, gimnastykując się i schylając co pół minuty. Poużerasz się z nietrzeźwymi ludźmi, uważaj tylko na tych w garniturach, ci są najgorsi. A pod koniec, policzysz pieniądze, wszystko posprzątasz, poukła­ dasz i umyjesz. Na domiar złego, ciągle pijąc, bo inaczej nie wytrzymasz tej muzyki i użerania się z nawa­lonymi. Więc zastanów się zanim cokolwiek po­wiesz i następnym razem płacąc za drinka, pamiętaj o napiwku.Uśmiechnął się, wychylił po butelkę i nalał jeszcze dwa. Podniosłem jeden. -I za to wypiję. Na barze zostawiłem dwudziestozłotówkę i wyszedłem. “It is the Warsaw waiters, cloakroom attendants, bartenders and night club musicians who are tough.Their lives pass in ceaseless struggle. Quarry labour, compared with parleying with a War­ saw drunk, seems like manufacturing balloons for kids. Ancient gallery slaves would have run away in terror at the sight of the penal servitude that a Warsaw city waiter has to go through on Saturday nights, right after every payday of the month.” L.Tyrmand „Zły” (Copyright 2011 by Mary Ellen Tyrmand) Reading this paragraph made me laugh inside. Hard labour? Working as a bartender? Or a cloakroom attendant? Well, maybe 50 years ago, but these days? Come on... How hard could it be? That’s what I thought until last saturday someone explained the whole thing to me – this alleged effort, slavery and constant struggle... Midnight, somewhere downtown, your usual night club or bar, hard to say what it was, since I didn’t even know the name of the place, not to mention I had no idea how I got there. Just this tiny glimmer of consciousness somewhere in the middle of the melange... Rule no. 1: get your shit together and find the bar. Ok, got it, I shyly walk up and smile at the bloke. - Bartender? 6 feet tall, a do-rag on his head, 3 toners of ink under his skin. A hipster? - What’s it gonna be for you, friend? A nice hipster, that’s a first, wonder if he drinks? - You drink? - Well... I mean I’m totally hangover, this music sucks and I only

need alcohol to get through this party. I clearly see you’re here outta nowhere and you need it just as much as I do. So yeah, let’s drink. It’s on me, your choice of beverage. I think I’m in love. Vodka. Cold. He poured 4 shots. We tossed down 1 each. I see he’s about to give out some kind of speech, à la ‘the great sorrows of a bartender’, whatever, let it be. First of all, you’re lost. Second of all, you think I’m a hipster. Third, you clearly despise this place and this party. I fell in love once again, the guy basically knew me. He picked up his shot and poured it down, not waiting for any fake toast. Apparently you have a vague idea on what is going on here. He did it again. Hipster? Cause’ I look the way I look and I work at a bar. Con­ gratulations, moron, you’ve been doing your research with Wyborcza, huh? The term ‘hipster’ basically contains a shitty description of my job, approximate age, style and taste. But the only thing you know is what I look like and how I work. Let me tell you something about this „hipster-ish” life. See that bloke col­ lecting glass from under the stage? He’s about to get his master’s degree in math, some whiz from the polytechnic university. The lady at the cloakroom is an aspiring architect. And as for me, I study marketing. This is how we make money, cause’ we like it, well maybe besides the glass guy. I picked up my jaw from the floor, giggled and drank my vodka. Personally, I take pleasure in getting people drunk. Indeed, our hobbies can appear to be weird, but we too think about the future, stability and that whole „oh what will happen with my life” crap. We grew up too. In a second you’ll probably be all „oh yeah, what’s with the whole flippancy and superiority?”. Hey shit happens, I can’t vouch for every bartender, you meet weak people all the time. Think about it, you personally have to deal with idiots at work like constantly. Good God, how does he know all of this?! Well, go on, say it, say that this job is easy and breezy. Go ahead. Feel free to say so. Hey, how about we swap places? I’ll get wast­ ed and get some while you carry a few barrels and cases, run around for 10 hours, bend over every 30 seconds, squabble with some tipsy blokes, just watch out for the ones dressed in suits, they’re the worst. And then when it’s over, count all the money, clean everything up, sort everything out. On top of all this crap, you keep drinking cause’ there’s no other way to survive the mu­ sic and dealing with the drunk bastards. So think about it next time before you say anything and also next time when you’re paying for a drink, leave a tip. He smiled, grabbed the bottle and poured two more shots. I picked one up. -And to that I will drink. I left 20 złotychs and walked out.

33


D E S I G N TWÓRCZYWO Twórczywo to firma Michaliny i Michała Zakrockich (małżeństwa, nie rodzeństwa), którzy pod tym szyldem już od dwóch lat wytwarzają absolutnie niestandardowe dekoracje do wnętrz. Twórczywo stawia na dobrą grafikę, która staje się punkt­em wyjścia do dalszych działań. Grafiki dostarczają współpracujący z Twórczywem młodzi polscy projektanci. O resztę dba tandem M&M, który na drodze licznych eksperymentów doprowadza do powsta­ nia abażurów, foteli, poduszek, płytek cerami­cznych, ale także napisów 3D. Sesja, którą dla Was przygotowali, prezentuje ich naj­ nowszą kolekcję „Warszawa między wojnami”. To pięć klawych słów, które nie straciły nic na swoim uroku, podobnie, jak krój liter, w które zostały przyodziane. Kolekcja jest do­stępna na stronie tworczywo.pl

Twórczywo is a firm owned by Michalina­and Michał Zakrocki (marriad, not blood-related), that brands the absolutely uncom­ mon interior decorations. They’ve been manufacturing for 2 years. Twórczywo believes in good quality graphics, which they define as a starting point for any further action. Graphics are provided by young Po­lish designers collaborating with Twórczywo. The rest is thandled by M&M tandem, conducting numerous experiments that lead to creation of lampshades, chairs, pillows, ceramic tiles or 3D signs. The photo shoot provided in Warsaw­holic is a showcase of their new design collection”Warsaw between wars”. It’s five cool words, that have lost nothing of their chairm, just like the typeface they are made with. Available at tworczywo.pl

34

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


zdjęcia/photography – materiały prasowe Twórczywa modele/models – Zofia Sobolewska, Macjek Buchwald, Michał Zakrocki postprodukcja/postproduction – Mikołaj Rytel koncepcja stylistyczna/styling concept – Małgosia Kuniewicz / OSA osobista stylistka stylizacja na planie/styling executive – Karolina Łosik współpraca/cooperation – MADOX

35


36

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


37


MODA/FASHION FASHION PROFASHION Marta Śliwińska (23) i Ralph Kruhlik (22) działają pod szyldem fashionPROfashion od sierpnia 2011 roku. Kolektyw stylistów ma na swoim koncie wiele sesji zdjęciowych, kampanii promocyjnych, lookbooków, a także teledysków i reklam. Ponadto jako fashionPROfashion zajmują się doradztwem wizerunkowym w zakresie stylizacji. Ich zdaniem kluczem do sukcesu i owocnej współpracy jest przyjaźń.

Marta Śliwińska (23) and Ralph Kruhlik (22) have been working together as fashionPROfashion since August 2011. The stylists’ collection already Has been featured in many photoshoots, advertising campaigns, lookbooks, music videos and ads. What is more, as fashionProfashion they take care of image consulting in the area of styling. In their opinion friendship is the key to success and an efective collaboration.

zdjęcia/photography : Mariusz Mac stylizacja na planie/styling executive: Marta Śliwińska & Ralph Kruhlik / fashionPROfashion modele/models: Magda Roman / D’Vision / Magda Wawrzaszek hair: Edyta Modzelewska make up: Paulina Nowak

38

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


40

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


Magda R: koszula:Domi Grzybek kamizelka: Paweł Pyzik wianek: Dominika Cybulska legginsy: NIKOMU Magda W: płaszcz: Domi Grzybek

41


Magda R.: top: H&m kurtka: Dominika Cybulska, spodnie: Dominika Cybulska naszyjnik: Maja Racka bransoletki: Maja Racka Magda W: sukienka: Paweł Pyzik naszyjnik: Maja Racka rogi: Dominika Cybulska bransoletki: Maja Racka


44

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


Magda W: top: H&M, kurtka: Paweł Pyzik spódnica: Nikomu, legginsy:Dominika Cybulska naszyjnik: H&M

Magda R: t-shirt: NIKOMU kurtka: DominikaCybulska spodnie: Paweł Pyzik naszyjnik: Maja Racka buty:Tally Weijl

45


46

WARSAWHOLIC #1 | SYLWETKI WARSZAWSKIE / WARSAW SILHOUETTES


Magda W: t-shirt : NIKOMU sweter: własność stylistki torba: Mesange buty: Tally Weijl Magda R: buty: Dominika Cybulska

47


48


NA U L I C A C H WARSZAWY ON THE STREETS OF W A R S A W 49


OPOWIADANIE/STORY MATEUSZ KOSTAŃSKI Jestem z Warszawy. Urodzony na Mokotowie, od 7 lat przebywam na bemowskiej obczyźnie. Niedoszły filozof (studia porzucone na drugim roku; z wzajemnością), w przyszłości eseista (aktualnie pierwszy rok studiów na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna). Przy podejmowaniu życiowych decyzji kieruję się wnioskami z przysłów.Z gatunków muzyki najbliższe są mi polskie, przedwojenne przeboje o miłości oraz w miarę wulgarny rap. I’m from Warsaw. Born in Mokotow district, it’s seventh year of my bemowo exile. Would-be philosopher (studies abandoned during second year; mutually), future essayist (currently freshman on Journalism and Social Communication major). While making life changing decisions I’m guided by proverbs conclusions’. Among music genres polish pre-war hits about love and rather offensive rap are my favourite ones.

C Z Y Ś C I C I E L O tej porze roku Pole Mokotowskie zawsze ogarniał zapach skowyrnych odchodów. Pierwsze od dwóch kartek nieujemne temperatury przyniosły nie tylko ulgę wszystkim bezdomnym łachudrom i łapserdakom, ale i wraz z topniejącym śniegiem odkryły, niestety nie pierwszy, hańbiący sekret dotyczący zamieszkałych w okolicy osób. Warszawiacy nie dbają o swój dom; nawet na tyle by po­ sprzątać po swoich ukochanych, srających gdzie się tyl­ ko da czworonożnych pupilach. Rzuciłem okiem na sikor, który dostałem jeszcze w spadku po ojcu. Był kwadrans po dziewiątej rano. Zapaliłem dulca i jednym porządnym haustem powietrza zbombardowałem swoje nozdrza mie­szanką zapachów tytoniowego dymu i psich, a może i również człowieczych, rajstrów. Przez moment rozkoszowałem się widokiem oczka wodnego umiejscowionego w samym centrum parku. Do dziś pamiętam jak w każde wakacje, w ucieczce od upałów, kąpały się w nim setki, jeśli nie tysiące dzieci, rodziców,

50

wujków, dziadków i oczywiście psów. To musi być takie przyjemne przytulić się do swojego przemoczonego kundla. Zabawy w wodzie nie ustępowały nawet do późnych godzin popołudniowych. Pierwsza znad wodnego oczka znikała, jak zawsze, zielona Warszawa, jednak dopiero gdy robiło się naprawdę chłodno wszyscy inni opiekunowie zbierali się naraz jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i wołali swoje pociechy: jeden przez drugiego, matka przez ojca, ciocia przez wujka, babcia przez dziadka wszyscy krzyczeli na przemian „Maryyyyysiu, idziemy do domu!”, „Marek, Antek, Wojtek Babcia was woła!”, „Asia i Kasia natychmiast do mnie, dość tych wygłupów smarkule!”, „Azor, pańcia ma dla ciebie twój przysmak, nio chodź do pańci”. Rodziny znikały powoli, rozchodząc się w stronę bambajów na Ochotę lub Mokotów, może i dalsze dzielnice, a nagrzane przez cały dzień kocykami metalowe ławy zajmowały miejscowe ferajny. A owe ferajny, musisz mi uwierzyć na słowo Drogi Czytelniku, dobrze wiedziały co

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


zrobić z tak piękną okolicą. Ile przecież razy tutejsze dzien­ ne zabawy przerywała histeria, któregoś z wnucząt spowodowana wdepnięciem bosą stopą w rozbite szkło. Balsam i alpagi spijane były tu bowiem hektolitrami; wcale nie zdziwiłby mnie fakt gdyby jakieś badania przeprowa­ dzone przez picusiów, glancusiów w drogich patrzałkach udowodniły, że ilość wody w oczku wodnym była podobna albo i nawet mniejsza od ilości alkoholu wypitego pod­ czas tak licznych tu chuligańskich spędów. Morduchny siadały koło siebie, otwierały butelki i pod ankoholem głośno wykrzykiwali teksty wulgarnych piosenek. Hałasy te przyciągały całkiem szybko spore grupy innych warsiaskich wykolejeńców. Przechadzające się między pijakami raszple i mewki szukały towarzystwa bezczelnie kręcąc siutyniami, a po kilku głębszych już ledwo stojąc na nogach siadały na kolanach rozbawionych bamberów. Co drugi tamtejszy bywalec znany był w całej Warszawie jako szpana, nic więc dziwnego, że żaden frajer nie miał wstępu nad oczko w godzinach nocnych. W najlepszym wypadku tracił piter, w najgorszym facjatę. Hulanki kończyły się zawsze kiedy w okolicy pojawiał się jakiś krawężnik. Przestraszone ryzykiem mandatu łobuzy uciekały w ciemne już zalesione fragmenty parku. Nikt nie chciał przecież iść do mamra za, trzymany tylko dla bezpieczeństwa, majcher. Ponad to z powodu skarg okolicznych mieszkańców, wraz z upływem lat, godziny wizyt milicji stawały się coraz wcześniejsze. Pamiętam kiedy pierwsze chartanki zaczynały się dopie­ ro w okolicy świtu tuż przed wizytą cieciów glancujących cały teren. Rok później było to już godzina trzecia, potem pierwsza, by w końcu w zeszłe wakacje już pięć po dwudzie­ stej trzeciej popsuć ledwo rozpoczętą morową zabawę. Osobiście niespecjalnie mi to przeszkadzało. Kiedy śpiewy, wrzaski i odgłosy awantaży ucichały mogłem przy­ najmniej w spokoju wspominać czasy liceum. Ponad to, muszę się przyznać cierpliwy Czytelniku, pomimo wro­ dzonej miłości do bani i faktu, że w oczach wielu łytów byłem jednym z tych wykolejeńców zawsze czułem nad nimi pewnego rodzaju wyższość. Nie wiem czy powodem była wiara w moją inteligencję, której not a bene, w żaden sposób nie potwierdziłem życiorysem, próba resocjalizacji i legalna praca po odsiadce czy po prostu żal za to, że przez przebywanie z zachlajmordami takimi jak całe to towa­ rzystwo zmusiło mnie do obejrzenia zastraszającej ilości złych uczynków. Efekt był jeden: na mojej twarzy zawsze pojawiał się cień uśmiechu ilekroć każdej nocy chociaż kilku kobzaczy zawijano do fudrygarnii. I chociaż dzielnie szuchtowali zaraz im obrączki zakładano, i nikt już ich więcej nie widział jak trzymali szmir. A na miejsce każdej takiej łajzy zawsze pojawiało się dwóch nowych, oto jedna z reguł życia.

Ilość odwiedzających mokotowskie oczko wodne zmalała drastycznie dopiero wtedy gdy sześć lat później w pewien majowy poranek wyłowiono z niego ludzkie zwłoki. Fala paniki rozeszła się szybciej niż przekupne plotkowanie na mrowisku, po wszystkich okolicznych kamienicach i dało się wieczorami słychać rozmowy mieszkańców pełne niedowierzania i przerażenia. Zaczęto się obawiać o własne życia. Dziadkowie pozamykali swoje maleńkie bajtle na cztery spusty a wodne oczko zwykle otoczone kordonami ręczników od wczesnych godzin rannych zaświeciło pustkami. Z początku szkieły podejrzewały, że ofiarą jest jakiś bogu ducha winny mieszkaniec okolicy. Wtedy podejrzenie padłoby na balangujące nabojki. Każdy miejscowy faraon wiedział przecież dobrze z licznych interwencji co za nurki przesiadują nocami na ławeczkach. Dość szybko okazało się jednak, że były to tylko lewki. W najbardziej rozchwytywanym od kilku lat numerze Kurjera Warszawskiego stało czarno na białym „ofiarą był 32letni recydywista, często karany za pijaństwo i rozboje Stanisław Bolek”. Oj , znali wszyscy Bolka na starym Mokotowie. Od kołyski nań patrzyli jak się bawi chuligańsko i jak do bańki w końcu dorasta. W nie lada kłopoty się człek mógł wtarabanić samą rozmową z tym kiziorem; co drugi napotkany to bejc dla niego był i sposób na szybką barówę, nic ponadto. Śledztwo trwało nadal a ja z wielkim zamiłowaniem przyglądałem się skilni­ ckiej pracy i w pełni zainteresowany czytałem w Kurjerze o ustalaniu nowych faktów. Nie szła jednak ta praca do przodu; podobno nawet jakiegoś dżeka ściągnęli, żeby pokazał naszym jak na zachodzie się morderców szuka. Niewiele to jednak przyniosło pożytku. Oczko natomiast do reszty opustoszało. Tak ta tragedia od­­stra­szyła ludzi, że się nawet pies z kulawą nogą nie pokusił o przejście między niegdyś zapełnionymi dniem i nocą metalowymi ławeczkami. Nawet kobzaczy i wira­ żek mniej się nocami pojawiało choć długo z pragnieniem walczyć nie mogli więc wrócili wkrótce tam gdzie czuli smród alpagi. Sprawa zaczęła być do priorytetowo poważna kiedy trzy tygodnie po wyłowieniu Bolka, w różanych krzakach nieopodal oczka znaleziono kolejne zwłoki mężczyzny. Podobno nawet tego dżeka ściągnęli z lotniska, bo z bra­ ku dowodów oddał pierwsze dochodzenie walkoverem i gotów był wracać do swoich. Tak bardzo odliczałem dni do następnego wydania Kurjera. Mokotów iskry puszczał i byłby gotów eksplodować gdyby nie nastąpił w końcu ten pamiętny lipcowy poniedziałek. Stało się jasne, iż szkieły miały do czynienia z seryjnym mordercą, pomoc stała się więc niezbędna. Tym razem zamordowanym był Jere­ miasz Pień. Pieniek był szmurnym typkiem i wielu cykor przed nim wiatrzyło. Ponoć nawet dzieci okradał, przed

51


bezbronnymi buźkami machając im kosą byle ładownym być i bas zakupić. Drugi mord wpłynął jednak na mieszkań-­ ­­ców w zupełnie inny sposób. Od teraz przerażone chodziły tyl­ko łachudry i ćmy. Wiedziały już dobrze, że jakiś zakapior poluje właśnie na nich a skoro dwóch tak rosłych stopkarzy się pozbył z Pola to i na tym nie skończy. Rodziny wróciły nad parkowe oczko korzystając z pierwszych tego roku upałów a noce na ławeczkach stały się tak spokojne, że pierwszy raz w życiu zacząłem nudzić się moją pracą. Nikt nie mówił tego głośno, nie wypadało przytakiwać ale dało się odczuć wszechobecną wdzięczność mieszkańców dla seryjnego mordercy. Ten z możliwego zagrożenia stał się oto odpowiedzialny za sprowadzenie nocnej ciszy na Pole Mokotowskie, czego milicji osiągnąć się nie udało przez całe, ostatnie sześć lat. Kolejny dzień z rzędu wróciłem na chawirę skoro świt, nie wiedziałem która jest godzina, nie myślałem o tym. Radowałem się jedynie brakiem odcisków od dźwigania połamanych ław czy zdemolowanych śmietników i głębokich ran od wyławiania z wody pobi­ tego szkła. Nie byłem już tak styrany jak bywałem jesz­ cze całkiem niedawno. Tak zrezygnowany i przygnębiony Zmęczenie jednak dawało się we znaki tłumiąc moją radość a kolana skrzypiały przy każdym kroku. Ułożyłem się spokojnie w starym, prześmiardłym od ciągów fotelu i, dalej już tylko, kimałem b o t o w s z y s t k o l ś n i, t r y s k a, b r z m i, ś p i e w a ... Moją spokojną drzemkę przerwał zupełnie nagle głośny dyrkacz do drzwi. Podniosłem się na równe nogi zdziwiony nie tylko tak wczesną wizytą ale wizytą w ogóle. Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz miałem gości. Przechodząc obok stolika nocnego szybkim gestem zrzuciłem z niego grubą warstwę kurzu i ruszyłem by otworzyć drzwi. Moim oczom ukazał się elegancki Pan w długim beżowym płaszczu w towarzystwie dwóch mili­ cjantów. - Czy to Pana zegar’ek? - zapytał z amerykańskim akcentem i pewnym ruchem zamigotał mi przed oczami moim poojcowskim sikorem. Dobrze znałem te złocone wskazówki. Nosiłem go od pierwszej komunii świętej a grawer po wewnętrznej stronie tarczy jasno i dumnie prezentował moje imię i nazwisko. Przełknąłem ślinę i w tym samym momencie po raz pierwszy ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Właśnie wtedy, wytrwały Czytelniku, któremu dziękuję z miejsca za zapoznanie się z moją historią, zdałem sobie sprawę, że to koniec kariery nocnego „czyściciela” mokotowskiego oczka wodnego i okolic.

52

The Cleaner This time of year the air of Mokotów’s Fields smelled peculiar, like dog waste. The first two days of non-negative tem­ perature not only brought relief to all homeless maggots and misers but also revealed a shameful secret of the local resi­ dents. Varsovians do not care about their homes; not enough to clean up after their beloved, crapping-wherever-they-can pets. I glanced at the watch I inherited from my father, it was a quarter past nine in the morning. I lit up a fag and inhaled deeply, bomb­ ing my nostrils with a mixed scent of tobacco smoke and dog, or perhaps even human feces. I gazed upon the pond set in the center of the park. To this day I remember how every summer there would be hun­ dreds, if not thousands of children, parents, uncles, grandparents and of course dogs bathing in it as a solution to the overwhelm­ ing heat. It must be such a nice feeling to hug a wet mutt. The dabbling and splashing would go on till late in the afternoon. The first to abandon was always – green Warsaw, however only when it got really chilly the other attendants got up to leave, as if by magic, they would gather all together and call out names, one after another, mother over father, aunt over uncle, grandma over grandpa, together they shouted alternately: „Maaaaaaryyy, it’s time to go home!”, „Marek, Antek, Wojtek Granny is calling you”, „Asia and Kasia, get your butts over here immediately!”, „Azor, come on now, I’ve got a treat for you, here doggy!” The families would gradually disperse towards the trams headed to Ochota or Mokotów, perhaps to further districts, while the metal benches, warmed by blankets throughout the day were occupied by local cliques. And these cliques -you have to take my word for this dear reader – knew well what to do with such beautiful surroundings. How many times did it occur that a afternoon play date was interrupted by a tantrum, cause’ one of the grandkids stepped barefoot on a piece of broken glass. Cheap wine was consumed here in great amounts; I would not be surprised if a study carried out by some pansy faces in fancy schmancy goggles proved that the amount of water in the pond was close to the amount of alcohol consumed during many of these hooligan libations. Gamsins would sit side by side, open up a few bottles and chant vulgar song lyrics. These noises attracted other groups of wasted Varsovians. Double-baggers and swamp donkeys strolled among the drunks brazenly shaking their be­ hinds eventually landing on the laps of these amused soakers. Every other ‘socialite’ of that area had an infamous reputation, so no sucker could enter the pond at night time. At best he lost his wallet, at worst his mug. The razzle-dazzle would always end as soon as a cop appeared somewhere near by. Scarred by the thought of getting a ticket, the scallywags ran away in the darker, thickly wooded part of the park. Nobody wanted to get busted for carrying a knife, just as precaution course. Furthermore, because of the

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


local complaints, through the years, the militia would arrive at earlier hours. I remember when the first ructions began not until dawn, right before the caretakers arrived to tidy up the area. A year later it was three o’clock, and then one o’clock, and finally last summer the intervention would occur already five past eleven, not even allowing a proper warm up. Personally, it didn’t really bother me. When the chant­ ing, yelling and all the other noises subsided I could at least hark back to high school times. Furthermore I must admit oh patient reader, despite my innatel love for souse and the fact that many perceived me as one of those derelicts, I always felt some sort of superiority to them. I don’t know whether it was because a belief in my intelligence, that nota bene was not proven in any way by my resume, an attempted resettlement and a legal job after doing time or just a feeling of sorrow because of being with such lushes forced me to witness a dismal amount of misdeeds. As a result, a slight smile always appeared on my face when each night they would take in at least a few of these pricks. But as it goes in life, every one of these browlers was replaced by two new ones. The number of visitors drastically decreased only six years later when one sunny May morning a human body was fished out of the pond. A wave of panic spread faster than any other gossip and the talks full of disbelief and horror could be heard until late in the night. People began to fear for their own lives. Grandparents locked up their wee sprogs and the pond which was usually surrounded by cordons of towels since early in the morning, was now completely desolated. At first the law dogs suspected that the victim is some innocent local resident. In that case the bash crew would be to blame. Every local pharaoh knew perfectly well from the numerous interventions what sort of divers hung out on the benches. It quickly emerged that these were merely cubs. The most sought-after issue of „Kurjer Warszaw­ ski” posted the following in black and white : „the victim was a 32-year-old recidivist, numerously convicted for drunkenness and robberies – Stanisław Bolek”. Oh, everyone in Old Mokotów knew Bolek. Congenitally he was drawn to the yobbish and even­ tually stuck to the bottle. Just talking to him could get one in trouble, every other man he encountered was just another toper to him and just another excuse to get hammered, nothing more. I fondly observed as the investigation continued and read about it in „Kurjer”. However, it wasn’t really moving forward; suppose­ dly they even creamed some ace to show our guys how you look for a murderer in the West. But that didn’t really help either. The pond became deserted. This tragedy completely deterred the people so that not even a mutt would come across the area that was once so brisk. Even the local hoodlums and louts appeared less during the night however their desire could not be fought for too long so shortly after they came back to the place filled with their beloved stench of plonk.

The case took a different turn when three weeks after finding Bolek sleeping with the fishes, another body was discove­ red not far away from the pond, right under the rose bushes. Reportedly they even dragged that ace back in who because of lack of evidence had handed the case over as a walkover and was ready to go back home. I counted the days till the next is­ sue of „Kurjer”, Mokotów was up in sparks, ready to explode if it weren’t for that fateful July Monday. It became clear that the cops were dealing with a serial killer, help was needed. The victim, was Jeremiasz ‘Pieniasz’ Pień, a wangler type and many funked out before him. Apparently he even stole from children, waving a cutter right before their helpless little faces, just so he can become loaded and buy himself a bass. The second murder however affected the residents in a different way. From now on it was the maggots and barflies who lived in fear. They were well aware that some thug was hunting for their own kind and since he managed to knockout two of these rather large sharpies, it wouldn’t stop at this point. Families returned to their old spots by the pond as soon as the first heat came along while the nights passed by so quietly that for the first time in my life I found my job boring. Nobody said it out loud, it didn’t seem appropriate but you could sense the residents’ ubiquitous gratitude to the serial killer. He is responsible for reversing a potential danger to peace and quite to the nights of the Mokotów Fields which the police failed to achieve throughout the last six years. The following day I got back to my place at dawn, I had no idea what time it was, didn’t even think about it. I was truly enjoying the lack of blisters from carrying broken benches or trashed garbage cans and deep wounds from fishing out broken glass. I wasn’t nearly so whacked-out as I used to be. So resigned and depressed. The exhaustion however gave in suppressing my joy while my knees creaked with every step. I quietly laid in my niffy ol’ chair and fell deep asleep B u t s t i l l i t s h i n e s, b u r s t s, s o u n d s a n d s i n g s... My peaceful nap was suddenly interrupted by a loud bang on the door. I sprang to my feet, kind of surprised not only by such an early visit, but a visit in general. I don’t even remem­ ber the last time I had company. While passing the night table I pushed off a thick layer of dust and went to open the door. There stood an elegant man in a long beige overcoat, accompa­ nied by two police officers. -Is this your watch, sir? - he asked with an American ac­ cent and flickered the inherited watch right before me. I knew its gold hands very well. I’ve worn it since the first holy communion, the clock face had my name proudly engraved on it. I swallowed loudly and for the first time I felt a pang of guilt. It was at that moment, oh persistent reader whom I’d like to thank from this spot for becoming acquainted with my story, I realized that this meant a certain end for the night „cleaner” of Mokotów’s pond and its environs.

53


RYSUNEK ILLUSTRATIO N PATRYCJA P L I C H Patrycja Plich, 20 lat. Ukończyła Liceum Plastyczne w Warszawie, a swoje studia i przyszłość wiąże z filmem. Tworzy animacje i video, a interesuje się wszystkim z obszaru sztuk plastycznych, muzyką eksperymentalną, teatrem i filmem. Pracowała również jako kostiumograf przy kilku produkcjach PWSTviT w Łodzi. Patrycja czerpie inspiracje z osiągnięć surrealistów, przedstawicieli francuskiej Nowej Fali. Na młodą artystkęnaczący wpływ mają także dzieła Wojciecha Jerzego Hasa, Alejandro Jodorovsky’ego i Jima Jarmuscha. Całkowicie zafascynowana “Sanatorium pod Klepsydrą”.

Patrycja Plich, 20 years old. She graduated from the Artistic High School in Warsaw and would like to bind her further education and future to film. Patrycja creates animations and videos and she is interested in everything contected with fine arts, experimental music, theatre and film. She worked as a costume designer on a few productions of the Film School in Łódź.Patrycja is inspired by surrealists, representatives of French New Wave. The works of Wojciech Jerzy Has, Alejandro Jodorovsky and Jim Jarmuch have a huge influence of this young artist as well. Patrycja is completely fascinated with „The Hour-Glass Sanatorium”. mail:patrycjaplich@op.pl www.patrycjaplich.blogspot.com

54

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


58

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


59


FOTO/PHOTO D O R O T A PORĘBSKA Mam 23 lata, od czterech lat pracuję jako freelancer, fotograf mody glamour, mam na swoim koncie wiele ciekawych sesji i kilka poważniejszych zleceń. Mam za sobą również wystawy autorskie, a do wa­żniejszych zaliczam wystawę w Galerii Fibak oraz w Galerii Schody. Fotografuję głównie kobiety, zawsze w prawdziwy sposób, przez co rozumiem unikanie retuszu cyfrowego. Pracuję na aparatach analogowych. Korzystam ze światłą zasta­ nego, a moje sesje powstają na ogół w plenerze lub atrakcyjnych wnętrzach. Stawiam na nietuzinkowe rozwią­ zania dotyczące przestrzeni, w których powstają sesje i na naturalność modelek. Staram się uzyskać elegancki a zarazem przesiąknięty seks­ apilem obraz współ­czesnych kobiet. Chcę poka­zać modę inaczej, zabrać ją w miejsca gdzie na pierwszy rzut oka nie pasuje, a zdjęciu próbuję się nadać charakter dzieła

60

sztuki. Najbardziej nie lubię takiej fotografii, jakiej uczy się w szkołach, choć byłam zmuszana do uczenia się jej na studiach i kursach. Z trudem przekonywałam profesorów do swoich wizji, ciężko było mi się zmierzyć z za­­­li­czeniami, dlatego szybko zwinęłam się stamtąd. Chcę robić zupełnie co innego niż wszyscy, iść własnym torem. Moje zdjęcia są cza­ sem prześwietlone, nieostre, ale takie właśnie mają być! Pracuję głównie na średnim formacie, co nie znaczy, że nie potrafię wziąć cyfrówki i osiągnąć tego samego w photoshopie. To tak jak z malarstwem, jeden pięknie maluje portrety, konie i scenki rodzajowe a inny chlapie jak dziecko na płótno i komu wolno oceniać co jest sztuką? Ja nie chcę być postrzegana jako komercyjna maszyna do robienia zdjęć, za to chcę być lekiem na zło, które komercja wyrządza fotografii.

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


61


62

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


Sesja ZŁY była dla mnie czymś nowym, musiałam oderwać się od bajko­wych wnętrz i dziewczyn w pięknych sukniach i ko­ kardach. Chciałam wczuć się w klimat Warsza­wy Tyrmanda, przenieść na kliszę atmosferę tamtych czasów i panującą modę. Ale naj­ ważniejsze było dla mnie wykonanie zdjęć. To jak robię zdjęcia dzisiaj idealnie od­daje klimat podejścia do fotografii w tamtych czasach.

W latach 50 nie było takiego sprzętu fotograficznego jak teraz, nie było photoshopa. Wszystko było naturalne. Ja również stawiam na natu­ralność czasem nawet akceptuję niedoskonałości. Chciałam, żeby zdjęcia wyglą­­ dały jak te zrobione w połowie XX wieku. Mają być po prostu autentyczne, stare, tajemnicze i ciemne. Mają przypominać reportaż z tamtych czasów, choć zrobiony kilka dni temu.

63


I’m 23 years old, I have been work­ ing as a freelancer, glamour fashion photographer and have numerous interesting photo shoots and more serious assignments under my belt. I have also done editorial exhib­i­ tions, out of which I consider the exhibiton in the Fibak and Schody Galleries to be the most important. I photograph mainly women, always in a realistic fashion – that is to say I avoid any digital touch Aps. I work with analog cameras. I work with the present light, and my shoots usually take place outdoors or in at­ tractive interiors. I focus on unusual space solutions for the locations

64

of my shoots as well as the natural look of the models. I aim to achieve an elegant yet sexy image of mod­ ern women. I want to show fashion differently, take it to places where it might not fit in at first glance and give the photo the feel of a work of art. I mainly dislike the kind of pho­ tography being taught in schools, though. I was forced to study it at university and various courses. I had difficulty convincing profes­ sors to accept my vision; it was a struggle to face the exams, which is why I left fast. I want to do so­ mething completely different to others, go my own way. My photos

are sometimes overexposed, blurry but that is the way they are meant to be! I work mainly on medium format , which doesn’t mean I can’t take a Digital camera and achieve the same effect in photo shop. It’s like with painting, some might paint beautiful portraits, Horsens and genre scenes and others splatter paint on canvas as a child would and who is to say what art is? I don’t want to be perceived as a commer­ cial photography machine, I want to be the cure to the detri­ ment that commercialism inflicts on photography.

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


The „Zly” shoot was something new for me, I had to detach myself from story like interiors and girls in beau­ tiful dresses and sashes. I wanted to feel the mood of Tyrmands Warsaw, transport the atmosphere and fashion of those times onto film. But most important to me was the taking of the photos. The way I take photos today is a perfect reflection on the way that photography was approached in those times.

The equipment we use today was not there in the 50ties, neither was photoshop. Everything was natu­ ral. I also emphasize naturalness sometimes even accept imperfe­ ctions. I wanted the pictures to look like those taken mid 20th century. They are just meant to be authentic, old, mysterious and dark. They are meant to resemble a feature from those times though it’s only been done a few days ago

65


GRAFIKA/ GRAPHICS T O M A S Z KARKOWSKI Urodziłem się w Warszawie, w 1989r. Jestem absolwentem Wydziału Technologii Drewna w SGGW w Warszawie. Moją pasją jest rysunek, dzięki któremu, na krótką chwilę mogę się wyłą­czyć i uciec myślami w zupełnie inny świat. Jestem uparty, dociekliwy, i jak każdy facet lubię leniuchować. www.kapodka.blogspot.com email: tomasz.karkowski.@wp.pl

I was born in Warsaw in 1989. I’m a graduate of the Faculty of Wood Tech­ nology in SGGW(Warsaw University of Life Sciences) in Warsaw. Illustration is the passion thanks to which I can switch off for a moment and escape into a totally different world. I’m stubborn, inquisitive and as every guy I like to laze around.

66

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


MALARSTWO PAINTING ZUZANNA GASZYŃSKA Jestem na 3 roku na wydziale malarstwa Asp. Miałam wyróżnie­ nie po drugim od profesora Krzysztofa Wachowiaka (malars­ two), czyli wlaśnie jak zaczęłam malować węże. Inspiracją do pierwszego był obraz surrealisty Rene Magritte’a. Węże lubię dlatego ze miałam fazę na ornament i są one same w sobie obrazem. Z ich łusek można ułożyć wzory, poza tym maja bogata symbolike wiec bardzo otwarty temat. Jasnoniebieski obraz wisiał na wystawie “noc myśli” na zeszło­­ rocznej nocy muzeów, a w lutym tego roku miałam wy­sta­ wę reprezentująca naszą Akademię z paroma studentami z Wydziałów malarstwa grafiki i nowych mediów na Akademii w Rydze.

I’m in my 3rd year of Painting at the Academy of Fine Arts in Warsaw. After the 2nd year I received a distiction from professor Krzysztof Wachowiak. It was right after I started to paint snakes. Inspiration for the first one was a surrealistic painting by Rene Magritte. I like snakes because I had a stage of being really into ornament, besides they are like paintings themselves. You can create patterns from their scales and they are very symbolic so it’s a very open subject. The light-blue painting was shown on at an exhibition during the The Night of Museums last year. This February I was also a part of group exhibition representing the Academy of Fine Arts in Warsaw and some students from Painting, Graphics and New Media Faculties in Riga.

68

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


69


PLAKAT/POSTER STANISŁAW GAJEWSKI Jestem tegorocznym absolwentem Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zajmuję się rzeczami, które mnie nie nudzą - plakatem i ilu­ stracją poruszam tematykę ludzkiego ciała odwołuję się do symboli płodności i relacji międzyludzkich przede wszystkim oscylując wokół czarnego humoru. Urodziłem się w Warszawie i jako warszawiak często robie prace o tematyce związanej z moim miastem. Ostatnio był plakat “Syn Ulicy” wcześniej kilka plakatów na miescie o tematyce powstańczej.Mam na koncie pare wystaw i małych sukcesikow. Nie wiadomo do końca czy to co robie prowadzi do samooczysz­ czenia czy samodestrukcji, ale trwam w tym.

This year I graduated from the Graphics Department of the Academy of Fine Arts in Warsaw . I do things that don’t bore me - with posters and illustrations i venture into the subject of the human body, referring to fertility symbols and interpersonal relationships, mainly revolving round Black humor. I was born in Warsaw and as a resident of this city I very often refer to it in my works. Recently there was the poster „Syn Ulicy” („Son Of The Street”) and earlier a few posters to do with the Warsaw Uprising. I have already had some exhibitions and can be proud of some small successess. It’s not really clear if what I’m doing leads to self-purification or self-distruction but I’m sticking to it.

70

WARSAWHOLIC #1 | NA ULICACH WARSZAWY / ON THE STREETS OF WARSAW


71


72


FOTO NIEDYSKRECJE INDESCREET PHOTOS

73


FOTO/PHOTO GABRIEL ORŁOWSKI Gabriel Orłowski, ur. 1989, studiuje w PWSFTviT w Łodzi, mieszka w Warszawie. Anti-Accent to kronika działań ludzi zamiesza­ nych w scenę muzyki eksperymentalnej, skupiona na tym, co w tle - gestach, okolicznościach, relacjach i powykręcanej sieci odniesień podczas dążenia do całkowitej niezależności. Wkrótce ukaże się jako książka.

Gabriel Orłowski, b. 1989, student at the PWSFTviT in Łódź, lives in Warsaw. Anti-Accent is a chronicle of deeds by people involved in the experimental music scene, focused on everything that’s ambient - gestures, circumstances, relations and the muddled up network of references when striving for total independence. Soon to be published as a photobook.

www.herecometheromeplows.blogspot.com

74

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


75


76

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


77


78

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


79


80

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


FOTO/PHOTO WIKTORIA M Ę D R E K Jestem tegoroczną maturzystką, mieszkam od dwóch lat w Katowicach i chyba najbardziej wyczekuję w tym roku lipca i przeprowadzki do Warszawy,gdzie będę rozwijać swoje umiejętności i portfolio w tutejszej AF (Akademii Fotografii). Uparcie dążę do celu - mimo wszystko i pomimo wszystko, nie poddam się i będę walczyła o swoje marzenia do samego końca. Zawsze staram się pokazać to, czego beze mnie nikt by nie zobaczył.

This year I graduated from highschool. For two years I have been living in Katowice and now I’m looking forward July when I will move to Warsaw where I will continue my education in Academy of Photography. I strongly strive for my goals - no matter what happens I will never give up and i will fight for my dreams till the end. I always try to show what others won’t see without me.

82

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


84


85


86


FOTO PHOTO ADRIAN NORBERT CUPER Arian Norbert - Urodzony w 1988 roku. Mieszka i pracuje w Warszawie. Fotograf analogowy. Poprzez fotografie chce wywołać uczucia w widzach. Arian Norbert - Born in 1988. He lives and works in Warsaw. Analogue photographer. He would like to to in­ fluence viewers by his works.

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS

87


88


89


MODA/FASHION M I C H A Ł PAJONK/PAJĄK Michał Pająk - rocznik 92, od 1,5roku mieszka i tworzy w Warszawie. Natchnieniem jest dla niego muzyka, która nadaje klimat kolekcji. Inspiracje często nie są zbyt wyszukane, Michał nie lubi dorabiać sztucznej ideologii do swoich projektów. Obrazy, dźwięki i to, co od zawsze siedziało mu w głowie dopiero teraz zaczyna przekładać na ubrania, które tworzy. Artysta stara się powoli kształtować swój własny styl, ale zdaje sobie sprawę z tego, że to długotrwały proces. Michał chciałby, aby ludzie mogli utożsamiać się z jego projektami i dopasowywać je do własnych potrzeb i upodobań. Największe marzenie? Utrzymywać sie w przyszłości z tego, co kocha, czyli projekto­ wania. Pajonk uwielbia pracować z muzykami, ma już na koncie wspólny projekt z Kari Amirian. Światowej Lista światowej sławy artystów, z którymi chciałby współpracować jest bardzo długa, jeśli zaś chodzi o Polskę to marzą mu się projekty dla takich gwiazd jak Brodka czy Kasia Nosowska. Nie chce za daleko wybiegać w przyszłość, ale skrytymi pragnieniami są sesja dla zagranicznego magazynu lub pokazem w Nowym Jorku. Sesje dla Warsawholic pragnął utrzymać w lekko mrocznym, niepewnym klimacie.

Michał Pająk - Born in 1992. Lives and creates in Warsaw for a year and a half. Music creates the mood for his line. His inspirations are often not sophisticated, Michał doesn’t like to create a fake ideology for his designs. Images, sounds and everything that he has always had in his head now underline the clothes that he’s making. The artist is trying to find his own style but he realizes that it’s not a fast-paced process. Michał would like for people to identify with his designs and to tailor them to their needs. Biggest dream? To be able to support himself from what he loves to do which is designing. Pajonk loves to work with musicians. He already has the project with Kari Amirian on his mantle. The list of world famous artists with whom he would like to collaborate with is very long. As for Poland he would love to work with Brodka or Kasia Nosowska. He doesn’t want to think to far in the future but his hidden desires are a photoshoot for a famous magazine or a fashion show in New York. The atmosphere of the photoshoot for Warsawholic was to be dark and unsure.

90

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


92

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


93


94

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


Fotografia - Sebastian Szwajczak www.gaapstudio.pl Makijaş - Monika Chmielewska Modelka - Natalia Nowicka Ubrania - Pajonk podziękowania dla studia Cinefoto.pl

95


FOTO/PHOTO W O J T E K SKRZYPCZYŃSKI „Gdzie chciałeś wtedy być? Dokąd szedłeś? Czy gdy chcemy się wymknąć, to zawsze wracamy?” A. Stasiuk Sway to kolejny krok w próżnię, która miała stać się odkupie­ niem, ale zamiast tego okazała się być ślepy zaułkiem. Wojtek Skrzypczyński rocznik 89. Mieszkaniec Trzebiatowa, pracuje w Warszawie, studiuje w Łodzi.

„Where did you want to be? Where did you go? Are we always coming back when we want to escape?” A. Stasiuk Sway is another step into the void, that was meant to become redemption but turned out to be cul-de-sac instead. Wojtek Skrzypczyński - born in 1989. Resident of Trzebiatów. Works in Warsaw, study in Łódź.

96

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


100

WARSAWHOLIC #1 | FOTO-NIEDYSKRECJE / INDESCREET PHOTOS


101


Z TEKI OBIEŻYŚWIATA FROM THE GLOBTROTTERS FILE J: Czy nie jest to typowe Polskie imię? J: Isn’t it a typical polish name? A: Nie powiedziałabym, że jest ono aż tak popularne, ale kontynuuj. A: I wouldn’t say it is that popular, but go on.

James Goatman, 20. Anglik. Student pierwszego roku Kinematografii na UAL. W Londynie od roku. James Goatman, 20. English. First year student of Film Studies at University of Arts London. Living in London for 1 year. A: Jaki obraz widzisz przed oczami gdy słyszysz hasło „Warszawa“ lub „Polska“? A: What kind of image pops into your mind when you hear “Warsaw” or “Poland”? J: Widzę mężczyznę o imieniu Igor. J: I see an image of a man called Igor. A: Dlaczego właśnie o takim imieniu? A: Why Igor?

106

J: No cóż, więc Igor ma długą ciemną brodę i słomiany farmerski kapelusz na głowie. Ma też na sobie ciemny długi płaszcz i tańczy poruszając tylko i wyłącznie nogami. J: Oh, ok. Anyway, he has long, dark beard and a farmer hat on his head. He is also wearing a dark raincoat, and he is dancing, moving only his legs. A: Przepraszam, ale czy nie spożywałeś przypadkiem jakiś nielegalnych substancji wczo­ raj wieczorem? A: Have you taken any illegal sub­ stances last night, James? J: (śmiech) Z tego co pamiętam to nie. Ale tak właśnie widzę Polskę. Pomyśl o tym, czy Igor nie tańczy w ten sposób w Twoim kraju? J: (laugh) As far as I remember no. But this is my vision of Poland, you know. Think about it, isn’t Igor danc­ ing in such way in Poland?

A: Cóż, no nie wiem. To bar­ dzo możliwe. Na pewno część Igorów tak właśnie robi. Ale poza nim, co wiesz dokładnie o Polakach? A: Gosh, I don’t know. Probably, some of them do. Apart from Igor, what do you know about Polish people? J: Mam kolegę z Polski, który sporo opowiada mi o Polakach. Mówił mi na przykład, że jesteście bardzo systematycznym i ciężko pracującym narodem. Nie wiem, ile w tym prawdy ale podobno też macie silne więzi rodzinne i traktujecie z szacunkiem swój dom i osoby mieszkające pod jego dachem. Wartości i tradycje są dla Was bardzo istotne, ponieważ przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Chciałbym pewnego dnia odwiedzić Polskę i sam się o tym przekonać. J: I have a friend who is Polish. He tells me a lot about polish people, for example that they are really systematic, hard workers. Also, I don’t really know if it is true, but apparently you have really strong family bonds and you treat with respect your house and people living in it. Tradition and values are very important to you too, as they are passed down from generation to generation. I would like to visit

WARSAWHOLIC #1 | Z TEKI OBIEŻYŚWIATA / FROM THE GLOBTROTTERS FILE


Warsaw one day and find out if it A: Wspomniałeś coś o swoim Polskim koledze... A: You have mentioned you have a Polish friend… : Tak, nazywa się Kamil Kowa­lski. J: Yes, his name is Kamil Kowalski. A: Kowalski? Czy wiesz, że to jedno z najbardziej popularnych Polskich nazwisk? A: Kowalski? Do you know it is one of the most popular polish sur­ names? J: Nie, nie miałem pojęcia. (śmiech) Kamil to naprawdę w porządku chłopak. Zna mnóstwo miejsc gdzie można zjeść typowe Polskie potrawy. Znam również jego rodzi­ ców, to bardzo przyjaźnie nastawieni, ciepli ludzie. Ale rozumiem co Kamil ma na myśli kiedy mówi o tym jak istotne są dla Was wartości i tradycja. Ojciec Kamila to bardzo prawy człowiek. Wierzy, że każdy musi ciężko pracować by osiągnąć w życiu sukces i zasłużyć sobie na szacunek innych. J: No, I had no idea. (laugh) He is actually a really cool guy, he knows a lot of places where you can eat Polish food. I also know his parents, they are also very friendly and nice. But I actually understand what Kamil means when he is talking about importance of the values and traditions. His father is a very right man. He believes that each person needs to work really hard in order to achieve success and deserve respect of others. A: Czy spotkałeś się zatem z jakimiś negatywnymi opini­ami?

A: Apart from that, have you heard any negative opinions? J: Polacy jakich miałem okazję poznać byli bar­ dzo sympatyczni i ciężko pracujący. Myślę, że jest to związane z faktem, że przyjeżdżając do Anglii muszą naprawdę dużo pracować aby „zarobić na chleb“. Są po prostu bardzo zmotywowani aby osiągnąć sukces. J: The Polish people I met, where very friendly and hard working. I think that it is associated with the fact, that many of them come to England, and they actually need to work really hard in order to earn money for living. They are just highly motivated to achieve success. A: Czyli nie słyszałeś nigdy aby mówiono o Polakach źle? A: So you haven’t heard anything bad about them? J: Może, że za dużo piją? Z drugiej strony Anglicy również należą do grona ludzi spożywających duże dawki alkoholu...

była na bazie buraków. Miała w środku takie pierożki podobne do tych podawanych w zupach chińskich. J: Yes, we went to see this food market in London couple of months ago. You could try there different kind of cuisine form all parts of the world, including Poland. I don’t re­ ally remember what was the name of it, but I have tried some beetroot soup. It had some kind of Chinese dumplings in it… A: Wiem, o jakiej zupie mówisz. To tradycyjna polska potrawa. Nazywa się barszcz z uszkami. Smakowała Ci? A: Oh, I know what you are talking about it. It is called “barszcz z usz­ kami”. It is traditional polish soup. Did you like it? J: Tak, była bardzo dobra. Nie mogę się doczekać, aby spróbować Waszych kolej­ nych specjałów. J: Yes, it was very good. I cannot wait to try something else…

J: Maybe that they drink too much? On the other hand, English people tend to drink a lot too… A: Wspomniałeś coś na początku o Polskim jedzeniu, próbowałeś go może? A: You said something at the begin­ ning about the polish food. Have you tried it? J: Tak, parę miesięcy temu wybraliśmy się z Kamilem na targ. Można tam było spróbować potraw z różnych części świata, w tym Polski. Nie pamiętam dokładnie jak się nazywała zupa, którą jadłem ale na pewno zrobiona

107


Astrid Defourny, 19. Francuska. Studentka pierwszego roku sztuki nowych mediów i kulturoznstwa na UAL. W Londynie od roku. Astrid Defourny, 19. French. Fist year student of Media and Cultural Studies at University of Arts London. Living in London for 1 year. A: Wiem, że nigdy nie byłaś w Polsce, ale jak ją sobie wyobrażasz? A: I know, that you have never been to Poland, but how do you think it looks like? A: Kiedy myślę o Polsce, widzę Warszawę pokrytą śniegiem. Na ulicach stoją zamarzający z zimna ludzie, którzy popijają wódkę aby się ogrzać. (śmiech) A: When I think about Poland, I see Warsaw covered with snow. I also see people standing on the streets, freezing because of the cold, and drinking vodka to warm them up. (laugh) A: Czyli uważasz Polaków za pijaków? A: So, do you consider Polish people as heavy drinkers? A: (śmiech) Skąd! Polacy

108

mają reputację bardzo ciężko pracujących. To jedna z pierwszych rzeczy jakie usłyszałam na ich temat. Później, poznałam mojego Polskiego kolegę, i zauważyłam, że jesteście bardzo rodzinnymi ludźmi. Jesteście silnie związani ze swoimi bliskimi. Z drugiej strony, jesteście też niezależni. Wasze rodziny starają się wychować Was na niezależnych i spełnionych ludzi. Ale Polacy to również nieźli imprezowicze. Sama widziałam! (śmiech) Patrząc ze stereotypowego punktu widzenia, obawiałam się, że możecie być dość nieuprzej­ mi. Jednak wcale tak nie jest, wszyscy Polacy jakich znam to kochani i ciepli ludzie. A: (laugh) No! Polish people have reputation of very hard workers. This is one of the first things I have heard about them. Then, I met my Polish friend, and I noticed that you are “family people”. You are strongly attached with all your relatives. But at the same time you are independ­ ent. It seems like your families try to raise you as responsible and suc­ cessful people. But Polish people are also party animals. I saw it myself! (laugh) Looking from stereotypical point of view, I was scared that they may be rude, but all Polish people I have met were sweet and lovely people. A: Mieszkałaś w różnych częściach świata; Brazylii, Francji a teraz Anglii. Jaka jest różnica miedzy mieszkańcami tych krajów a Polakami? A: You have been living in many parts of the world; Brazil, France, and now England. What is the dif­ ference between people from those countries and people from Poland?

A: Brazylijczycy na przykład, mają bardzo tradycyjne podejście jeśli chodzi o rodzinę. Starają się przytrzymać dzieci jak najdłużej przy sobie. Zazwy­ czaj trwa to aż do ich ślubu kiedy przeprowadzają się aby zamieszkać ze swoimi partne­ rami. Myślę, że w Polsce jest inaczej. Jak już wspo­ mniałam, rodzice starają wypchnąć swoje dzieci aby te zobaczyły trochę świata. Mój Polski kolega z Paryża w zeszłym roku ledwo mówił po angielsku. Dziś studiuje ekonomię w Anglii. Dość niesamowite, prawda? A: Brazilians have very traditional attitude towards the way their family functions. They try to keep their children at home as long as they can. Usually it is till their own marriage. I think in Poland it is a bit different. As I said before, parents try to push their children to explore the world, which is a great thing. My Polish friend from Paris was barely speaking English last year, and now he is studying Economics in Eng­ land. This is pretty hardcore, don’t you agree? A: Zdecydowanie! Poznałaś już sporo Polaków, czy proponowali Ci kiedyś spróbować tradycyjnego polskiego jedzenia? A: Yes, definitely. You have met some Polish people, did they ever give you to try any traditional food? A: Jeszcze nie. Czekam aż Ty coś dla mnie ugotujesz. (śmiech) Ale pierwszego dnia na uczelni jedna z po­ bliskich polskich restauracji promowała swoje jedzenie. Spróbowałam wtedy pierogów i kapuśniaku. Obie potrawy były bardzo smaczne.

WARSAWHOLIC #1 | Z TEKI OBIEŻYŚWIATA / FROM THE GLOBTROTTERS FILE


A: Not yet, I hope you’re going to cook for me one day. (laugh) But the first day at my University I have tried ‘pierogi” and “kapuśniak” from the Polish restaurant near by. It was really good. A: Dobrze, obiecuje, że coś dla Ciebie ugotuje. Ale wracając do tematu, czy podczas Twojego pobytu w Londynie zauważyłaś jakieś znaczące różnice pomiędzy Anglikami a Polakami? A: Ok, I promise I will try to cook something for you. But coming back to my questions. You have been living in London for a bit now, what is the biggest difference between English and Polish people? A: Anglicy są bardzo uprzejmi. Polacy z kolei, jak większość Europejczyków z Zachodu są bardzo gościnni. Mogą sprawiać wrażenie trochę zimnych na początku, ale prawda jest taka, że to świetni ludzie na których zawsze można polegać. W przeciwieństwie do Anglików, którzy mimo, że wydają się być bardzo mili, zazwyczaj okazują się być niezwykle zdystansowani. A: English people are very nice, while Polish, like most of the people from Eastern Europe are very hospi­ table. They may give an impression that they are a little bit cold at the beginning, but the fact is they are really great and you can always count on them. In contrast, English people even though they seem nice from the start, they usually tend to be reserved. A: Czy brałabyś pod uwagę odwiedzić Warszawę lub Polskę? A: Would you ever consider visiting Warsaw or Poland? A: Tak, oczywiście. Szczegól-

nie po tym wywiadzie, kiedy zdałam sobie sprawę jak mało wiem o kraju w którym mieszkasz. (śmiech) A: Yes, definitely! Especially after this interview, when I realised how little I know about the city you live in, and your country. (laugh)

Interview by Ania Wolfowicz

109


BAJKONURKI NIEDO-STATEK

Nadmorskie bajania Michała Zabłockiego I warsztatowej trupy w składzie: Agata Dębicka, Agnieszka Czapi Trzepizur, Emilia Korytnicka, Maria Pawlak, Paulina Florc­ zak, Łukasz Kulig, Marcin Kołakowski Przybrzeżne fotografowanie Tomka Sikory I warsztatowej grupy w składzie: Joanna Bąk, Filip Białczak, Katarzyna Blajchert, Jacek Boczar, Maciej Cieślak, Anna Cynku­ tis, Maciej Faliński, Katarzyna Fleszar, Łukasz Gietka, Agnieszka Maria Kałwińska, Wojciech Kucharczyk, Izabela Nowak, Aleksandra Pavoni, Paulina Piorun Graficznie oprawił: Marek Wajda

Kapitan Majtek nie zakładał rajtek, bo puszczał bąki w miesiącach rozłąki. A że kapitan rzadko w domu witan, to z bąków siły rajtki się spaliły! Razu pewnego rzekł admirał: “Chcę go! Niech szybko płynie ku zimnej krainie!” Więc wsiadł na statek bez rajtek i gatek. Wiatry go pchały, więc i przemarzł cały. Miał ciągłe dreszcze, chociaż płynął jeszcze. Aż kiedyś rano wziął i w końcu stanął. Powiedział: “Rety! Koniec tłustej diety! Wystrzałów tęczą wiatry mnie zamęczą!” Zaczął jeść lepiej, a nie czipsy w sklepie, żaden majonez i nigdy smażone! Wkładał, gdy tyrał, ciepłe kalesony. Nawet admirał był zadowolony.

110

WARSAWHOLIC #1 | BAJKONURKI


111


Warsawholic issue 1  

Issue 1 of Warsawholic Magazine. Leading theme "ZŁY" ( "The man with the white eyes") a novel by Leopold Tyrmand. Magazine is created in po...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you