Page 1

maj 2012 r.

nr 4 (7)

WIELKI SKANDAL W MAŁEJ GMINIE

Zatrudnili armię urzędników,

NIE MAJĄ KASY NA WYNAGRODZENIA!

ZofiaDobrowolskaprzyjęładopracykilkanaścieosóbniemartwiącsię, skądweźmiepieniądzenaichpensje.Terazmawielkiproblem.Próbujesięgaćpofinanseprzeznaczonenainwestycjemającepoprawićwygodężyciawgminie. Żaden wójt nie może zatrudniać tylu pracowników, ile mu się podoba. Trzeba się liczyć z zapisami w budżecie uchwalonym przez radnych. W Dopiewie radni spełnili oczekiwania pani wójt, przeznaczyli wymaganą przez nią kwotę na wynagrodzenia. Jednak pani wójt zmieniła zdanie i przystąpiła do zatrudniania dodatkowych urzędników. Są to najczęściej osoby, którym Zofia Dobrowolska coś zawdzięcza, na przykład pomoc w kampanii wyborczej. Próbuje spłacać dług wdzięczności naszymi wspólnymi pieniędzmi, przeznaczonymi na konkretne, mające nam służyć zadania. Na łamach „U nas w Dopiewie” alarmowaliśmy już, że pani wójt na potęgę zwiększa zatrudnienie w gminie nie martwiąc się, czy budżet to wytrzyma. Teraz okazuje się, że nasz niepokój był w pełni uzasadniony. Zapowiada się wielki skandal. Brakuje kasy na wypłacanie pensji zatrudnionym. Pani wójt usiłuje doko-

nać przesunięć w budżecie. Radni, którzy zresztą w zdecydowanej większości są jej oponentami i zapowiadają referendum w sprawie odwołania Zofii Dobrowolskiej, nie chcą się na to zgodzić. Jednak nie przez złośliwość, nie po to, by zrobić jej na złość i pozbawić pracowników wynagrodzenia. Ratują ważne dla mieszkańców zadania, na które może zabraknąć pieniędzy.

Armia urzędników Lista osób zatrudnionych w urzędzie gminnym po ostatnich wyborach jest długa. Pani wójt przyjęła do pracy asystenta, a potem asystentkę tego asystenta, gdy ten człowiek złamał rękę. Rozbudowała komórkę zajmującą się promocją. Kiedyś zajmowała się tym jedna osoba, teraz działa osobny referat, z kierownikiem na czele. Powołała specjalistę do spraw dróg. Zatrudniła główną księgową budżetu, gdy okazało się, że

Będzie zrzuta? Zdobrzepoinformowanychźródełwiemy,żewładzegminyrozzważająrozwiązanie najprostsze. Skoroniewystarczanawyna-

grodzenie wszystkich pracowników, to nastąpi powszechne obniżeniepensji.Niewiadomojeszcze,ojakąkwotę,prawdopodobnie o 100 zł. W ten sposób wszyscy urzędnicy zrzucą się na pensje tych przyjętych po wyborach.

nowy skarbnik nie potrafi samodzielnie skonstruować najważniejszego finansowego dokumentu w gminie. Poprzedni skarbnik sam radził sobie z wszystkim. Jak się zresztą okazało, nowo zatrudniona księgowa szybko opuści stanowisko pracy, gdyż spodziewa się dziecka. Najtaniej by było zmienić skarbnika na takiego, który potrafi radzić sobie z podstawowymi zadaniami, ale najprostsze rozwiązania są widać najtrudniejsze w realizacji. W urzędzie pojawiły się osoby, o których zadaniach nikt nic nie wie. Znane są nazwiska, nie znane są funkcje. Mnożą się więc domysły i spekulacje. W sumie liczba zatrudnionych dodatkowo osób wynosi – jeśli dobrze liczymy – kilkanaście. Jak na gminę wielkości Dopiewo, to prawdziwa armia urzędników. Gdyby byli niezbędni, gdyby ich raca wpływała na rozwój naszej małej ojczyzny, gdyby działali na naszą rzecz, nie byłoby powodów do narzekania. Problem jednak w tym, że nie są nam potrzebni, a pracują tak „wydajnie”, że nie może się obyć bez outsourcingu. Pani wójt zleca wykonanie wielu zadań zewnętrznym firmom. Urząd ma na etacie prawnika, ale i tak pani wójt korzysta z usług trzech dodatkowych kancelarii. Osoba zajmująca się obecnie cyfryzacją gminy pobiera wynagrodzenie – jak szacują osoby wtajemniczone – ośmiokrotnie wyższe niż firma, która te same zadania pełniła w poprzedniej kadencji. Firma informatyczna wykonywała swe usługi wiele lat, z powierzonych zadań wywiązywała się sprawnie i sumiennie, do tego tanio. Po wyborach musiała odejść. Jej miejsce zajęła osoba wielce zasłużona w kampanii wyborczej. Pracuje w gminie na umowę-zlece-

z

Czy możemy sobie wyobrazić przedsiębiorcę, któremu nie wystarcza pieniędzy na działalność, bo przyjął do pracy kolegów, którym chce zrobić uprzejmość, lub wobec których ma dług wdzięczności? Powiedzielibyśmy o nim: idiota. A jak określić najważniejszego urzędnika w gminie zatrudniającego zbędnych urzędników na koszt mieszkańców? I próbującego rezygnować z inwestycji drogowych, by wystarczyło na dodatkowe wynagrodzenia?

nie. A właściwie na kilka takich umów-zleceń.

Pat w gminie Dopiewo W tej sytuacji nie ma się podziwić, że budżet gminny nie wytrzymuje takiego obciążenia. Pieniędzy na wynagrodzenie musiało zabraknąć. I nie jest to żadne zaskoczenie. Rozmiar nieszczęścia jest tym większy, że nowo przyjęte do pracy osoby, nie legitymujące się długim zawodowym doświadczeniem i fachowością, pobierają wynagrodzenie wyższe niż „starzy” pracownicy, na równorzędnych stanowiskach. Radnym otworzyły się oczy (szkoda, że tak późno!) i nie zgodzili się na uchwałę zwiększającą budżetowe wydatki na wynagrodzenie pracowników. Pani wójt oświadczyła, że nie odpuści, będzie walczyć o kasę dla pracowników sięgając po pieniądze przeznaczone na inne cele. Pieniądze te są niemałe – chodzi o mniej więcej 600 tysięcy zł. Radni też nie chcą odpuścić, bo wiedzą, jak wielkie są potrzeby mieszkańców gminy. Podkreślają, że zaakceptowali plan pani wójt i nie mają zamiaru od niego odstępować. Powstał więc klasyczny pat.

Pani wójt, mimo iż zdaje sobie sprawę, w jakim stanie znajdują się gminne drogi, próbuje sięgać po pieniądze przeznaczone na inwestycje komunikacyjne. Mało tego – oświadczyła niedawno, że chce przyjąć do pracy trzy dodatkowe osoby. Dla urzędników potrzeba stanowisk pacy, mówi się o budowie dodatkowego łącznika z budynkiem poczty. Tymczasem inwestycji na rzecz mieszkańców jest coraz mniej. Kluczowe inwestycje, takie jak szkoła w Dąbrówce, pochłaniają ogromne pieniądze. Trudno natomiast liczyć na niewielkie, ale niezwykle istotne dla lokalnych społeczności zadania. Gmina rezygnuje z inwestycji drogowych radykalnie poprawiających komunikację (piszemy o tym na sąsiednich stronach). Co w tej sytuacji zrobi pani wójt? Jak spróbuje się uratować? Z pewnością nie sięgnie po rozwiązanie, które wydaje się najbardziej sensowne – nie zrezygnuje z usług pracowników, którzy nie są niezbędni, a kosztują wielkie pieniądze. Koszt jednego etatu w gminie to ok. 50 tysięcy zł rocznie. Być może wyciągnie rękę po kasę przeznaczoną na nagrody, premie dla pracowników i inne podobne wydatki.


Czy stać nas na d

2

u nas w DOPIEWIE

Wszyscy wiemy, jak wielkie są nasze komunikacyjne potrzeby, jak trudno rano dojechać do pracy, a po południu wrócić do domu, w jakim stanie znajdują się gruntowe drogi. Kiedy już doczekujemy się rozpoczęcia inwestycji, realizowane są one w sposób fatalny, sprzeczny z wszelkimi zasadami i ze zdrowym rozsądkiem. Albo nie realizowane są wcale, bo urzędnicy nie stają na wysokości zadania.

nalizacji, wodociągu. Nikt nie prowadził konsultacji z gestorami tych sieci. Kiedy trzeba będzie budować infrastrukturę techniczną, nową droga zostanie zniszczona. Jest to teren przyległy do trasy nr 307. W tym miejscu przewiduje się rozwój usług, budownictwa mieszkaniowego. Infrastruktura techniczna będzie niezbędna, trzeba więc było planować inwestycje z głową, a nie kierować się wyłącznie koniecznością zbudowania dojazdu do pensjonatu należącego do gminnego urzędnika. Droga powstała częściowo za pieniądze Urzędu Marszałkowskiego, w ramach programu poprawy dojazdu do pól uprawnych. Najbardziej poszkodowani czują się właśnie rolnicy, którzy… nie mogą nową drogą dojechać do pól uprawnych. Skoro gminnym radnym ten sposób prowadzenia inwestycji nie przeszkadza, może zainteresują się nim pracownicy marszałka.

Przykład numer 1 Drwęsa, ulica Akacjowa. Nastąpił tam proces „korytowania” gminnej drogi. Pojawił się na niej dobry tłuczeń granitowy. Zainstalowano – używając języka drogowców – opornik. Dla nas, zwykłych śmiertelników, jest to po prostu krawężnik. Głównym problemem w tym przypadku jest właśnie ów krawężnik. Lekki, stosowany do budowy chodników i ścieżek rowerowych, a nie dróg, po których ma się poruszać ciężki sprzęt, taki jaki maszyny rolnicze. Drogowcy nie wykonali żadnych zjazdów na pobliskie pola. Mieszkańcy są oburzeni także tym, że zbudowana została droga akurat w tym miejscu. W innych byłaby ona o wiele bardziej potrzebna. Ulica Akacjowa w Drwęsie jest wyniesiona ponad teren, nigdy tu nie występowały problemy z przejazdem, a zabudowa nie jest tam gęsta. Można sobie było tę

inwestycję podarować, a zająć się poważniejszymi potrzebami. To nie był priorytet. Dlaczego więc władze gminy zdecydowały się na budowę akurat tej ulicy? Mieszkańcy nie mają wątpliwości. Twierdzą, że stoi za tym jeden z ważnych gminnych urzędników, który załatwił sobie drogę do własnej posiadłości. Pełni on w urzędzie gminnym funkcję kierowniczą, a niezależnie od tego jest właścicielem pensjonatu na terenie Drwęsy, do którego dojazd do niedawna prowadził drogą gruntową. Teraz powstał dojazd wygodny, choć nie dla wszystkich, bo rolnicy mają odmienne zdanie. Urzędnik sam nie mógł załatwić tej sprawy, nie on podejmował decyzje, musiał uzyskać akceptację władz gminy, a także radnych. Jak to się stało, że wszyscy zatwierdzili tę inwestycję? Może nam to wyjaśnią? Przy okazji niech nam odpowiedzą, dlaczego ulica powstała w miejscu, gdzie nie ma żadnej infrastruktury – odwodnienia, ka-

Przykład nr 2 Skórzewo, ulica Sadowa Budowa tej ulicy trwa, od wielu miesięcy paraliżuje życie mieszkańcom, uniemożliwia dojazd do posesji. A powinna się zakończyć w ubiegłym roku, bo firma, która wygrała przetarg zobowiązała się do dotrzymania takiego terminu. Zażądała zresztą za to większych pieniędzy. Przetarg rozstrzygnięty został późno, czasu na wykonanie zadania nie było wiele, ale właśnie dlatego wykonawca, który zgodził się na takie warunki, otrzymał wynagrodzenie wyższe o ok. pół miliona zł od stawek obowiązujących w danym momencie. Teraz konkurenci, którzy przegrali przetarg mogą protestować. Jakim pra-

Kiedy powstanie nowe Skórzewo? l budowa pełnej infrastruktury technicznej, w tym kanaW połowie kadencji warto przypomnieć pani lizacji, dróg, oświetlenia wójt, co obiecała mieszkańcom zgłaszając swą kandydaturę w wyborach. Także mieszkańcy po- l budowa dróg umożliwiających objazd Skórzewa, w tym drogi wzdłuż torów kolejowych, obwodnicy dla pojazwinni pamiętać, czego mają prawo się domagać. dów jeżdżących z południa gminy Dziś – o Skórzewie.

l modernizacja ulicy Poznańskiej, by stała się ona wizytówką tej miejscowości Gdyby z dnia na dzień zostało zbudowane wszystko, co obiel budowa ścieżek rowerowych łączących Skórzewo z cała Zofia Dobrowolska, mieszkańcy obudziliby się w noresztą gminy i z Poznaniem wym Skórzewie. Oto większość jej zobowiązań: l budowa przedszkola samorządowego i żłobka l budowa pływalni (ma stanąć vis a vis gimnazjum) l budowa centrum kultury, które„zajmie się organizacją l budowa dworca przesiadkowego (dla osób korzysżycia lokalnej społeczności oferując bogatą ofertę kultutających z komunikacji gminnej i miejskiej) l utwardzenie dróg według listy uzgodnionej z sołectwem ralną dla młodzieży i zajęcia pozaszkolne”

l zorganizowanie klubu dla młodzieży l wydłużenie miejskiej linii autobusowej nr 48 do Skórzewa l wprowadzenie nocnych kursów autobusowych l poprawa bezpieczeństwa przez instalację systemu monitoringu l zwiększenie liczby patroli policji i straży gminnej l tworzenie miejsc zieleni, alei spacerowych l dalsza modernizacja parków

Cytat z programu wyborczego pani wójt: „Skórzewo w krótkim czasie powinno stać się miejscowością zadbaną, nowoczesną, o której będzie się mówiło, że tu warto żyć”.


drogowe buble? Wiadomości gminne

3

Przykład nr 3 Skórzewo, ulice Rzemieślnicza i Spółdzielcza

wem podpisano aneks do umowy przedłużający realizację zadania do końca kwietnia? Skoro inwestycja trwa tak długo, dlaczego gmina poniosła dodatkowe koszty? Pokonane w przetargu firmy mogą mówić o złamaniu prawa. Gdyby wiedziały o podpisywaniu aneksów, też miałyby szansę zrealizować zadanie. Na dodatek zrobiłyby to taniej, nie trzeba byłoby sięgać po dodatkowe pieniądze z budżetu gminy. Gdyby wykonawca chciał zmieścić się w grudniowym terminie, nie było przeszkód, pogodę miał idealną, mrozy nadeszły z opóźnieniem. Nie było obiektywnych czynników wpływających na opóźnienie realizacji inwestycji. Jak się teraz okazuje, przyczyną podpisywania aneksów są występujące w tym miejscu kolizje. Aneks przewidywał dokończenie budowy w kwietniu. Czas minął, a ulica nadal jest „w proszku”. Gmina miałaby prawo naliczyć kary, ale wykonawca wciąż zgłasza kolejne kolizje z siecią pod-

Dąbrówka

ziemnego uzbrojenia. Zabawa trwa. Mieszkańcy przyglądający się, w jaki sposób inwestycja jest realizowana, mówią o złym projekcie, a marnotrawieniu pieniędzy. Zastosowano bardzo drogi wariant odwodnienia. Używane są tu takie betonowe elementy, jakie montuje się na płytach lotniskowych, gdzie obciążenie jest ogromne, a nie na lokalnych ulicach. W tym miejscu wystarczyłaby typowa instalacja odwodnieniowa, znacznie tańsza. Profil terenowy tej ulicy w pełni na to pozwala. Co ciekawe, przetarg na budowę ul. Sadowej wygrała firma z Wieliczki. Zatrudniła miejscowych podwykonawców. Kilku z nich ostro protestowało, gdy nie mogło się doczekać wynagrodzenia. Teraz, kiedy wszelkie terminy minęły, robota trwa także w niedziele i święta, do godziny 23 lub nawet dłużej. Ciekawe, czy budowana w ciemnościach droga spełni normy jakości, czy nie wystąpią kolejne kolizje.

Ciąg zbudowanych ulic Rzemieślnicza, Spółdzielcza, Sadowa miał przejąć część ruchu samochodowego z głównych tras w gminie. Sadowa prowadzi do poznańskiego osiedla Kwiatowego, Rzemieślnicza i Spółdzielcza ułatwiają dojazd do szkoły podstawowej. Koszt budowy ulicy Sadowej okazał się jednak na tyle wysoki, że na pozostałe ulice pozostało niewiele. Podczas ostatniej sesji rady gminy pani wójt wnioskowała, by z zadania o nazwie „budowa ulicy Rzemieślniczej” zabrać 600 tysięcy zł. Taka właśnie kwota potrzebna jej była na wynagrodzenia dla urzędników, których dodatkowo przyjęła do pracy. Jak piszemy na 1. stronie, zatrudniła pracowników nie martwiąc się tym, że nie ma jak im zapłacić. Głównym problemem, uniemożliwiającym rozpoczęcie budowy ul. Rzemieślniczej, są niewłaściwe projekty. Brak nadzoru ze strony gminy nad projektantem przyniósł skutki bolesne dla tych wszystkich, którzy nie mogą się doczekać zbudowanych ulic. Opracowanie projektu, uzyskanie pozwolenia na budowę, wykonawstwo – takie zadania znalazły się w gminnym budżecie. Wszystko to miało zostać zrealizowane jeszcze w tym roku. Nie ma jednak na to żadnych szans. Ulica Sadowa miała zostać zbudowana w ubiegłym roku, ulice Rzemieślnicza i Spółdzielcza w tym. Budowa ulicy Sadowej w najlepsze trwa. Dwie pozostałe zbudowane szybko nie zostaną, z powodu urzędniczego brakoróbstwa. Mieszkańcy będą zmuszeni wdychać kurz i pył jeszcze długo, bo w godzinach rannych ruch na tych ulicach z gruntowymi nawierzchniami jest makabryczny.

Wójt rotacyjny?

Nie jest tajemnicą, że na ul. Sadowej, która jest właśnie budowana, mieszka poprzedni wójt. Droga w Drwęsie prowadzi do pensjonatu będącego własnością osoby z kierownictwa gminy, zajmującego się akurat – cóż za przypadek! – drogami. W tej sytuacji proponujemy rozwiązanie, które radykalnie przyspieszy budowę dróg. Wprowadźmy funkcję wójta, lub kierownika rotacyjnego, urzędującego miesiąc. W tym czasie załatwi sobie, co trzeba i przekaże pałeczkę mieszkańcowi innej ulicy.

Kiedy zabrzmi pierwszy dzwonek?

Czy budowa szkoły w Dąbrówce skończy się latem i dzieci we wrześniu będą tu mogły rozpocząć naukę? Władze gminy robią wszystko, by tak się stało. Także radni stają na głowie. Nie obejdzie się jednak na ponoszenie dodatkowych wydatków, spowodowanych fatalnym planowaniem inwestycji. W budżecie na budowę szkoły radni przeznaczyli 2 miliony zł. Miało to wystarczyć i na zagospodarowanie terenu, i na wyposażenie szkoły we wszystko, co niezbędne do jej funkcjonowania – ławki, krzesła, pomoce dydaktyczne. Kosztorys inchudzony, wykonawca wyłoniony w przetargu przystał na westorski na zagospodarowanie terenu opiewał jednak na aż 5 milionów zł. Po weryfikacji przez urzędników został od- kwotę 2,7 miliona zł. Na samo zagospodarowanie terenu

brakowało więc 700 tysięcy zł. Na wyposażenie szkoły nie zostało nic. Chcąc nie chcąc, radni musieli przeznaczyć dodatkowe pieniądze, przesuwając kasę z innego zadania. Ale i tak ciągle brakuje miliona zł na wyposażenie szkoły. Radni stoją więc pod ścianą. Znów będą musieli przesuwać budżetowe wydatki, bo przecież nie można doprowadzić do tego, by szkoła nie została otwarta w terminie. Pytają, czy pani wójt ich oszukała, postawiła przed faktem dokonanym. A może zapomniała zweryfikować wydatków, by pełna kwota znalazła się w budżecie? Wszystko to w sytuacji, gdy brakuje jej pieniędzy na wynagrodzenie urzędników i liczy na łaskawość radnych. Budowa szkoły w Dąbrówce to nie pomysł pani wójt. Przetarg na to zadanie ogłosił jeszcze poprzedni wójt.


Stop karuzeli wydatków

u nas w DOPIEWIE

4

Ze SŁAWOMIREM KURPIEWSKIM, radnym ze Skórzewa, przewodniczącym Komisji Oświaty Rady Gminy Dopiewo rozmawia Bogdan Lewicki

Podczas kwietniowej sesji Rady Gminy po raz pierwszy nie zgodziliście się na proponowane przez panią wójt poprawki do budżetu. Dlaczego? – Zmiany były nie do przyjęcia. Nie możemy zgodzić się – mówię to w imieniu tych wszystkich, którzy głosowali, przeciw – by rezygnować z wykonania ulic a przeznaczać dodatkowe, niemałe pieniądze na zatrudnianie kolejnych pracowników urzędu. Nie zgodziliśmy się także na zwiększenie kosztów funkcjonowania kilku słabo wykorzystywanych linii autobusowych. Zatrudnienie w urzędzie zwiększyło się już znacznie na początku kadencji. Tłumaczono to reorganizacjami, potrzebą zatrudnienia specjalistów, których ponoć brakowało. Jednak w kwietniu usłyszeliśmy, że pani wójt chce zatrudnić kolejnych 3 pracowników m.in. w referacie oświaty i spraw obywatelskich. To jest nielogiczne. Pani wójt wiedziała, w jakich ramach finansowych powinna się zmieścić, nie można zmieniać reguł w czasie gry. Z jednej strony skarży się, że brakuje pieniędzy na wykonanie planowanych inwestycji, zapisanych w Wieloletniej Prognozie Finansowej. A z drugiej wmawia nam, że w urzędzie pracuje za mało osób i trzeba przyjąć kolejne. Według mnie, wystarczy lepsza organizacja pracy. Rozdmuchiwanie stałych wydatków jest niebezpieczne dla budżetu.

Nie zgodziliście się także na dodatkowe pieniądze na wyposażenie budowanej szkoły w Dąbrówce-Palędziu.

– Wszyscy radni są zgodni, że szkoła musi ruszyć w tym roku i trzeba ją wyposażyć, ale prosimy o wskazanie innych źródeł finansowania. Nie wiem, czy radni zgodzą się na rezygnacji z jakiejś inwestycji, by znaleźć pieniądze na wyposażenie szkoły. Bardziej logiczne wydaje się poszukanie pieniędzy w wydatkach bieżących, a nie zatrudnianie kolejnych osób. Wójt zarzuca nam, że to wina rady, która przecież konstruowała budżet. Jest jednak pewien szczegół. Rada Gminy nie zwiększyła ogólnej kwoty wydatków, zmniejszyła jedynie wydatki bieżące a zwiększyła majątkowe. Nie było mowy o nowych pracownikach czy setkach tysięcy na puste autobusy. Teraz mówi się nam, że nie uwzględniliśmy także podwyżek i odpraw, wyrównania pensji. Dziwi to w ustach kogoś, kto wiedząc, że budżet jest napięty zatrudnia osobistego asystenta i kto nie potrafił wytłumaczyć radnym, na co potrzeba środków zdjętych z wydatków bieżących.

Gmina zbyt dużo wydaje? Bezpłatne pismo informacyjne.

Będziesz płacić!

Wróćmy do ulic, konkretnie Spółdzielczej Rzemieślniczej i Sadowej w Skórzewie. One także budzą kontrowersje. Dlaczego?

– Po pierwsze, dlatego, że jeszcze nie zostały zrealizowane. Ulica Sadowa miała być oddana do użytku w ubiegłym roku. Moim zdaniem za jej wykonanie płacimy za drogo. Pani wójt zapewnia, że inwestor już płaci kary. Na pewno sprawdzi to komisja rewizyjna. Nie przypominam sobie inwestycji zrealizowanej w terminie, a pani wójt wciąż tłumaczy, że wszyscy są winni, tylko nie urząd. Spółdzielcza i Rzemieślnicza też były planowane w ubiegłym roku. A wójt daje nam „propozycję nie do odrzucenia”, aby przesunąć ich realizację na przyszły rok. Tłumaczenie, że to wina projektanta nikogo nie przekonuje. Obawiam się, że to celowe działanie, by załatać część tegorocznej dziury budżetowej. W 2011 roku zgodziliśmy się przesunąć środki z tej inwestycji, wówczas tłumaczono nam, że i tak urząd nie zdąży z realizacją. Pani wójt obiecała wówczas, co na moją prośbę zostało zaprotokołowane na sesji, że te ulice będą zrobione na pewno w tym roku.

Wydawca: LEMEDIA Bogdan Lewicki A może wójt znajdzie pieniądze ze sprzeAdres redakcji: ul. Czwartaków 26, daży gminnych terenów? Co to za haracz? Potrzebujemy pieniędzy. – Obawiam się, że będzie to trudne. Na rynTwoich pieniędzy 61-495 Poznań ku nieruchomości jest zastój, np. w przetargu i płać RedaktorPłacznaczelny: Bogdan Lewicki, terenów w Dąbrowie nic nie sprzedano. Kolejny teren w Zakrzewie też nie rokuje najlepiej. unaswdopiewie@gmail.com Finanse gminy są w fatalnym stanie. Jest Druk: Drukarnia PolskaPresse, bałagan, próbuje się łatać dziurę w budżecie Skórzewo, ul. Malwowa 158 przesuwając niektóre inwestycje. Jakby tego było Redakcja zastrzega sobie prawo do skraca- mało, skarbnik gminy oznajmił nam, że dostaniemy milion złotych mniej na subwencje, a te nia i redagowania otrzymanych tekstów. pieniądze wciąż są uwzględniane w budżecie. Nowym władzom gminy Dopiewo można zarzucić wszystko oprócz rozsądku w prowadzeniu polityki finansowej. Budżet prawdopodobnie się nie zbilansuje. Kto pokryje straty? Ty, mieszkańcu gminy! Samorząd dzieli się z Tobą kosztami inwestycji wprowadzając opłaty adiacenckie.

Mówiąc najkrócej – jest to danina, którą na mocy ustawy może (ale nie musi!) nałożyć samorząd na właściciela nieruchomości, której wartość wzrosła dzięki przeprowadzonym przez gminę inwestycjom. Oto przykład: właściciel działki budowlanej zyskał dzięki temu, że samorząd zafundował trwałą drogę dojazdową, poprowadził opodal drogę gminną, zainstalował na niej oświetlenie, zbudował kanalizację.

Ustawa daje samorządowi prawo nakładania opłat adiacenckich na właścicieli nieruchomości. Gmina Dopiewo z tego skorzystała, radni przegłosowali stosowną uchwałę. Teraz już urzędnicy zobowiązani są do zabierania mieszkańcom pieniędzy. I nie ma od tego odwołania. Można najwyżej liczyć na ustanowienie rat, ale z odsetkami w odpowiedniej wysokości.

Pozyskane w ten sposób pieniądze stanowią dochód własny gminy. Lokalne władze mają prawo, po przeprowadzeniu kalkulacji, stwierdzić, że wprowadzenie opłat to zła decyzja. W Dopiewie taka sytuacja nie nastąpiła. Tu samorząd postanowił podzielić się z mieszkańcami kosztami zrealizowanych przez siebie inwestycji. Z niewielkim opóźnieniem, ale zapłacą, nawet jeżeli inwestycje te nie są im do szczęścia potrzebne. Ustawa daje możliwość pobierania opłat adiacenckich także w sytuacji, gdy wartość nieruchomości wzrośnie dzięki przeprowadzonemu przez samorząd podziałowi gruntu lub jego scaleniu. Gminy Dopiewo to jednak nie dotyczy, nie została podjęta uchwała samorządu w tej sprawie. Tu się płaci tylko za przeprowadzone inwestycje infrastrukturalne, ale nie te realizowane przez podmiot komercyjny, na przykład dewelopera (a ta-

kich jest najwięcej, przecież gmina Dopiewo to sypialnia Poznania), ale przez administrację publiczną. A ile się płaci? Najkrócej mówiąc – płaci się bardzo dużo.

Wyobraźmy sobie, że po zbudowaniu kanalizacji i po utwardzeniu drogi wartość działki budowlanej (samego gruntu, bez budynków i innych obiektów), wycenianej na 200 tysięcy zł, wzrosła o 10 procent, czyli o symboliczne 20 tysięcy zł. Wtedy właściciel, niezależnie od tego, czy zamierza działkę sprzedać, rozpocząć inwestycje, albo nie robić nic – musi gminie zapłacić połowę tej kwoty, a więc 10 tysięcy zł. Na mocy decyzji administracyjnej sumę tę musi jednorazowo

wpłacić na konto gminy. Jeżeli urzędnicy zaniechają wyegzekwowania tych pieniędzy, popełnią wykroczenie, bo ogołocą budżet samorządu z należnych dochodów. W ten sposób radni, których wybraliśmy w wyborach wsadzili wszystkich właścicieli nieruchomości do jednego worka. Opłatę adiacencką zapłacą i właściciele dużych budowlanych, gotowych do inwestycji nieruchomości i właściciele działeczek, na których nie mają zamiaru niczego budować.

Mieszkają tam od pokoleń, działkę odziedziczyli po przodkach, a teraz dowiadują się, że muszą sporą, jak na swoje możliwości kwotę, odprowadzić do budżetu gminy tylko dlatego, że biegnąca opodal gruntowa droga zyskała nawierzchnię asfaltową, albo że pojawiły się tam latarnie. To, że właściciel o takie urządzenia nie zabiegał, nie ma żadnego znaczenia.

i działki mieszka przez całe życie w poczuciu, że nikomu nic do jego własności, bo odziedziczył ją po przodkach. W pobliżu powstaje jednak duże osiedle (ale nie za sprawą dewelopera, bo ten wykonuje inwestycje na własny koszt) którego mieszkańcy domagają się od gminy, na rzecz której płacą podatki, budowy solidnej drogi, kanalizacji, innych mediów. Takie inwestycje prędzej lub później zostaną zrealizowane, a samorząd ich kosztami podzieli się z właścicielami okolicznych nieruchomości. Wprowadzone opłaty budżetu gminy nie zbawią. Okażą się jednak bardzo uciążliwe dla wielu mieszkańców, szczególnie tych gorzej sytuowanych. Bilans strat i korzyści nie zrównoważy się. Dodatkowy finansowy ciężar, ponoszony przez mieszkańców, przyniesie więcej strat niż korzyści. Nie potrze-

Mieszkańcy nie mają wątpliwości, że tak rygorystyczne przepisy nie musiały zostać uchwalone. Ale zostały, a niemały wpływ na tę sytuację ma stan gminnych finansów. Władza potrzebuje pieniędzy. I jest bezwzględna.

A dlaczego władza potrzebuje właśnie teraz dużych pieniędzy? Odpowiedź jest prosta. Dlatego, że wydaje je bez opamiętania, a dyscyplina budżetowa to w gminie Dopiewo pojęcie abstrakcyjne.

W ostatnim czasie samorząd zorganizował dużo ciekawych imprez. I nawet, jeżeli były one potrzebne i miały szlachetny cel, a w dodatku z założenia były bezpłatne, to i tak trzeba było dokładać do nich niemałe pieniądze. Pieniądze wszystkich mieszkańców. Kwoty nie są olbrzymie, ale wydane dziesiątki tysięcy złotych można było zaoszczędzić. Przykład – charytatywny koncert zespołu Zakopower, zorganizowany w Palędziu. Cel był szczytny, chodziło o pomoc chorym dzieciom, ale impreza do tanich nie należała, a znaczna część wydatków pochodziła z kasy gminy. Równie szczytny był cel konUlica Stawna w Skórzewie zyskała niedawno certu zorganizowanego w Teatkanalizację, a to oznacza, że działki przy niej rze na Piętrze dla przyjaciół gmizwiększyły swą wartość. Czy ich właściciele ny Dopiewo. Tymi przyjaciółmi okazali się m.in. niektórzy polibędą musieli teraz uiścić opłatę adiacencką? tycy, na przykład Waldemar Witkowski i Krystyna Łybacka. PrzyJesteś mieszkańcem gminy? Jesteś ba wielkiej wyobraźni i znajomości wyższej szli się pokazać, bo i któż by nie wykorzyswłaścicielem działki? Samorząd zain- matematyki, by to ocenić. tał stworzonej przez gminę okazji pokazaNikogo nie obchodzi, jakie są docho- nia się w czasie kampanii wyborczej. Były westował swoje pieniądze? A więc musisz płacić. I nikogo nie interesuje, że samo- dy właściciela, z czego żyje, czy jest czyn- tam też osoby zaprzyjaźnione z panią wójt, rząd zainwestował pieniądze pochodzące ny zawodowo, czy żyje z nędznej emery- pomagające jej w wyborach, trzeba im było z twoich podatków. Ustawodawca zade- tury. Urzędnicy nie wezmą pod uwagę jakoś podziękować. Koncert był bardzo cydował, a miejscowy radny, czyli Twój także tego, że zbudowana droga w żaden ładny, pozostawił sympatyczne wrażenia, sąsiad skrzętnie skorzystał z okazji i zmu- sposób nie poprawi losu właściciela ale i nie był tani. Podobno trzeba było posił Cię do podwójnego płacenia za zrea- działki, bo nie ma, nigdy nie miał i mieć święcić prawie 30 tysięcy zł. nie zamierza samochodu. Jak się okazulizowaną inwestycję. Z pewnością nie zabraknie nastę- je – władza jest bezduszna. Szczególnie Jak nasza władza trwoni pieniądze – czytaj też na stronie 4 pujących sytuacji: mieszkaniec domku władza lokalna.

Czy rada nie ma narzędzi, by bardziej kontrolować panią wójt? Czy w przypadku ul. Spółdzielczej jesteście „bezradni”?

– Nie jesteśmy bezradni. Największe możliwości kontrolne ma komisja rewizyjna, w której pracuję. Jednak kontrole mogą dotyczyć tylko inwestycji zrealizowanych. W innych przypadkach staramy się wymóc działania uchwałami. Niestety, najczęściej przedstawiane jest to przez panią wójt jako działanie polityczne. Wielokrotnie dawaliśmy dowody chęci współpracy z panią wójt, Piotr Dziembowski swoimi propozycjami zmian budżetowych w grudniu 2011 roku uchronił panią wójt przed brakiem absolutorium za wykonanie budżetu. Czy ktoś, kto działa politycznie nie wykorzystałby takiej nieudolności? Pani wójt nie potrafiła tego docenić i nadal nie wykazuje chęci do współpracy.

Czy nie uważa, pan, że rada Gminy Dopiewo jest mało aktywna?

– O panującym w radzie lenistwie pisano w poprzednim numerze „U nas w Dopiewie”. Wymienieni z nazwiska zostali radni, którzy raczej do „leni” nie należą i wszyscy pochodzą ze Skórzewa. W klubie radnych staramy się wypracowywać wspólne stanowisko, nie zawsze się udaje, ale nikt nikomu nie może niczego narzucić. Zarzut lenistwa jest absurdalny. Pracuję w trzech komisjach. Co najmniej kilka razy w tygodniu jestem w urzędzie, aby dopilnować wielu spraw z tym związanych i załatwiać sprawy mieszkańców. Leniami nie można nazwać także pozostałych radnych, zwłaszcza Piotra Dziembowskiego i Walentego Moskalika – których również wymieniono z nazwiska. Poza obo-

wiązkowymi komisjami, jako Przewodniczący Komisji Oświaty, staram się utrzymywać osobisty kontakt z kierownikami placówek oświatowych. Wydaje mi się, że wsparcie przewodniczącego Komisji Oświaty jest nieco inaczej przedstawiane przez urząd, np. podczas jednej z Komisji odniosłem wrażenie, że dyrektorzy szkół przekonani są o naszej dezaprobacie dla budowy gimnazjum w Dopiewie. Mam nadzieję, że po tamtej komisji dyrektorzy wyrobili sobie pogląd na temat radnych, którzy jednogłośnie zgodzili się z koniecznością budowy szkoły w Dopiewie. Niestety, problemy z budżetem odbiją się również na oświacie.

Jeśli w gmina ma złego wójta, to może czas poważnie rozważyć kwestię referendum?

– Uważam, że jeśli rządy pani wójt do końca kadencji mają wyglądać jak do tej pory, to referendum byłoby bardzo dobrym rozwiązaniem. Inicjatorami mogą być mieszkańcy gminy. To rozwiązanie jest jednak kosztowne, obawiam się też niewystarczającej frekwencji.

Oprócz działalności w Radzie Gminy działa pan społecznie w sporcie.

– Jestem członkiem zarządu UKS Skórzewo, gdzie szkolimy piłkarsko dzieci i młodzież, jestem też przewodniczącym gminnej Rady Sportu. Należę do „Inicjatywy Druga połowa”, która proponuje gruntowne zmiany w zarządzaniu wielkopolską piłką nożną. Mam sporo dodatkowych zajęć i wstępowanie do kolejnego stowarzyszenia nie wchodzi w grę. Doba ma tylko 24 godziny, mam dość liczną rodzinę, a ona jest najważniejsza.

U nas wDopiewie nr 07 maj 2012  

U nas wDopiewie nr 07 maj 2012