Page 1

marzec 2012 r.

nr 3 (6)

Wpuścili gminę w kanał ?

Zakopali 10 milionów

MieszkańcytrzechmiejscowościwgminieDopiewodługojeszczebędą płacićciężkiepieniądzezaopróżnianieszamb.Ichposesjemogłyby zostaćprzyłączonedozbudowanejjużzaciężkiepieniądzekanalizacji, gdybyonadziałała.Urzędnicyzmarnowalipublicznepieniądze.Inic imzatoniegrozi.

Skórzewo W tej miejscowości została zbudowana kanalizacja sanitarna. Wykonawca, Przedsiębiorstwo Inżynierii Środowiska Inż-Ekon z Pociejewa, porządnie wywiązał się z zadania. Koszt inwestycji wyniósł dokładnie 2.717.613,22 zł brutto. Gmina wydała tylko część tych pieniędzy z własnego budżetu, skorzystała z dofinansowania PROW 2007-2013. Mieszkańcy takich ulic, jak Ogrodowa, Wiosenna, Polna, Pogodna, Tęczowa i inne cieszyli się, że uciążliwe, drogie w eksploatacji i mało przyjazne środowisku naturalnemu szamba przechodzą do historii. Ich radość byłaby jeszcze większa, gdyby ze zbudowanej wiele miesięcy temu kanalizacji mogli wreszcie skorzystać. Gmina do tej pory nie uzyskała jednak zezwolenia na użytkowanie kolektora. Mieszkańcy nie mogą się do niego podłączać.

Dąbrowa Tu występuje podobna sytuacja. Kanalizację budowała firma HydroInstal. Pojawiły się niestety problemy z realizacją, gmina zerwała z wykonawcą umowę, inwestycja nie została wykonana w całości, zabrakło połączenia z główną pompownią. Ścieki nie mogą być więc transportowane do miejsca przeznaczenia, a co za tym idzie – ludzie nie mogą się podłączać do kolektora. Sytuacja nie mieni się, dopóki swojej inwestycji nie zrealizują energetycy. Brakuje przewodu, który ma zasilać przepompownię w energię. Jak wiadomo – bez prądu o wymaganej mocy urządzenia zasilane energią nie chcą działać, nawet jeżeli gminni urzędnicy wydają im stosowne polecenia, a radni podejmują uchwały. Być może, jeżeli wszystko dobrze pó-

jdzie, pompownia zostanie włączona do eksploatacji już w sierpniu. Bardziej realne są jednak późniejsze miesiące. Koszt zadania – 1.935,920 zł brutto.

Palędzie To trzecia miejscowość, gdzie występują podobne problemy. Kanalizacja została tam zbudowana na ulicy Pocztowej i do niej przyległych. Jak się okazało, gmina błędnie zaprojektowała pompownię. Mieszkańcy zwrócili uwagę, że nie może ona funkcjonować w sposób prawidłowy. Przyjechał powiatowy inspektor nadzoru budowlanego i przyznał im rację. Problem polegał na błędnym zaprojektowaniu zbyt blisko słupa wysokiego napięcia i ogrodzenia posesji. Nawet decyzje wydawane przez urzędników gminnych z Dopiewa tego nie zmienią. W tej sytuacji inspektor wstrzymał wykonywanie pompowni ścieków, nakazał jej przeprojektowanie. Urząd gminny w charakterystyczny dla siebie sposób zwlekał z tym trzy miesiące. Kiedy już projektanci przystąpili do dzieła okazało się, że robota zajmie im kilka miesięcy, a ponieważ potrzebne są rozmaite pozwolenia i inne dokumenty, być może kanalizacja zostanie przyłączona za rok. Koszt zadania – 3.943674 zł brutto.

Budżet tego nie wytrzyma Nie ma więc szans, by inwestycja została rozliczona w tym roku. Pojawiło się zagrożenie, nie pierwsze już zresztą, dla realizacji gminnego budżetu. Gmina wydała ok. 8-9 milionów na urządzenia, które teraz ciążą, stanowią problem. Mieszkańcy nie mogą korzystać z dobrodziej-

stwa cywilizacji. Nie mogą za odprowadzanie ścieków płacić trzeciej części kwot wydawanych obecnie na opróżnianie szamb. Jest jeszcze jedno poważne zagrożenie. Na inwestycje kanalizacyjne gmina uzyskała unijne dofinansowanie w wysokości kilku milionów zł. Ponieważ inwestycje te zrealizowane nie zostały – a nie jest ważne, czy rury znajdują się pod ziemią, lecz czy można z nich korzystać – dotację trzeba będzie zwrócić. Dodatkowo obciąży to gminny budżet.

W poczuciu bezkarności Co ciekawe – mieszkańcy prawdopodobnie nie znają sytuacji, nikt ich nie wtajemniczył w meandry realizacji inwestycji. Nie wiedzą, że gdyby nie urzędnicza nieudolność, już daw-

no żyłoby im się taniej i wygodniej, a środowisko naturalne nie byłoby narażone na szwank. Nie protestują więc, nie niepokoją ludzi odpowiedzialnych za trwonienie publicznego grosza. Dają się przekonać urzędniczym tłumaczeniom. Padają ofiarami „spychologii”. Wierzą, że „powiat zawalił”, albo że wystąpiły inne „przyczyny obiektywne”. Gdyby porozmawiali z wykonawcami, którzy nie marzą o niczym innym jak o uwolnieniu się od umowy z gminą Dopiewo, poznaliby stan faktyczny. Mieszkańcy nie muszą się znać na sposobie realizacji przez gminę zadań, wydawania pieniędzy. Trudno im się dziwić. Mają od tego radnych, którzy powinni występować w ich obronie. Postawa radnych jest jednak zadziwiająca. W każdym innym miejscu opozycja przyjęłaby taką potrójną ka-

nalizacyjną kompromitację jak dar z nieba, rozliczałaby władze gminy i podległych im urzędników. Dopiewo jest jedyne w swoim rodzaju. Tu opozycja jest równie marna jak władza. Dlaczego sprawą nie zajmuje się komisja rewizyjna? Przecież radni ją powołali, dokonali nawet zmiany przewodniczącego na osobę, która reprezentuje samorządową opozycję. Jak z tego wynika, niektórzy radni stali się mistrzami w lansowaniu siebie, ale kiedy mogliby poświęcić uwagę mieszkańcom, nie są tym zainteresowani. Kto jest bezpośrednio odpowiedzialny za tę sytuację? Najłatwiej wskazać panią wójt, ale ona nie może zapanować nad wszystkim. Ma od tego podwładnych. Za gminne inwestycje odpowiada jej zastępca.

Zofia Maćkowska


Marazm i nieróbstwo ponad podzia

2

u nas w DOPIEWIE

Jeżeli gminni radni ożywiają się, to nie po to, by zrobić coś konstruktywnego, stanąć w obronie mieszkańców, ale by lansować samych siebie i szykować pułapki na potencjalnych wrogów. Wniosek jest jeden: idą wybory!

w nim jakieś ruchy, to mają one związek właśnie ze zbliżającymi się wyborami. Samorządy gmin ościennych przynajmniej próbują cos po sobie pozostawić. Ludzie, których wybraliśmy my, nawet nie zachowują pozorów.

ie mamy wątpliwości – gmina Dopiewo zarządzana jest w sposób skandaliczny. Mieszkańcy mają wyjątkowego pecha, czekają ich problemy wynikające z fatalnie skonstruowanym budżetem. Na domiar złego wybrali radnych, którzy mają ich gdzieś. A będzie jeszcze gorzej, bo teraz takich radnych jest 15, a po najbliższych wyborach będzie ich aż 21. To efekt zwiększenia się liczby mieszkańców.

N

Ilu wybierzemy radnych, a ilu bezradnych? Obecną sytuację w gminnym samorządzie potraktujmy jako ostrzeżenie. Nie potrafimy wybrać piętnastki, która dbałaby o nasze interesy, naszą codzienną wygodę i rozwój gminy. Obecni radni nie pamiętają, że to my ich opłacamy. W przyszłej kadencji może być jeszcze gorzej. Za nasze pieniądze będzie się obijać aż 21 osób. Wiele z nich potraktuje to jako wstęp do politycznej przygody. Będą czerpać przykład z

posłów na Sejm – nie ponoszących za nic odpowiedzialności, a wysoko opłacanych, skoncentrowanych na walkach partyjnych. Radni wyraźnie nie zdają sobie z tego sprawy, ale powinniśmy ich uświadomić: to my ich wybraliśmy, my ich zatrudniamy, my ich opłacamy. Mają obowiązki wobec nas. Nikogo innego! Ich jedyną troską musi być praca na naszą rzecz. W przyszłej kadencji przekonamy się, czy większa ilość pójdzie w parze z wyższą jakością, czy wprost przeciwnie. Jeżeli nic się nie zmieni, to w samorządzie zasiądzie 21 kompletnie bezradnych, nie zainteresowanych losem wyborców radnych.

W samorządzie siedzi leń… Przykładów na to, że radni interes gminy mają za nic, jest aż nadto. Ich obowiązkiem jest reagować, gdy dzieje się źle, gdy publiczny grosz jest marnotrawiony, gdy mieszkańcy są poszkodowani. Urzędnicy odpowiedzialni za gminne inwestycje

zmarnowali 10 milionów budując w trzech miejscowościach kanalizację, z której mieszkańcy korzystać nie mogą. Piszemy o tym na 1 stronie. Co na to gminni radni? Odpowiedź jest krótka: nic! Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego już dawno powinno zostać uchwalone. Bez tego niezwykle

ważnego dokumentu nie można przecież opracowywać planów miejscowych umożliwiających rozwój inwestycji, nie można określić przeznaczenia ważnych obszarów, chronić środowiska. Radni muszą rozpatrzyć zaledwie ok. 70 wniosków mieszkańców. W innych miastach liczba ta sięga tysięcy, a uchwalenie dokumentu przebiegło sprawnie i szybko. Tu radni te studiują nie-

Liczba mieszkańców gminy Dopiewo radykalnie wzrośnie. To budżetowe błogosławieństwo, przychody z podatków wzrosną niepomiernie. Ale możliwa jest też klęska – gdy nowi mieszkańcy nie dojadą wygodnie do domów.

G

Dodatkowa miejscowość Nikt nie wie, ile osób zamieszka na terenie nowego osiedla w Dopiewcu.

Z zapisów planu zagospodarowania wynika, że może to być liczba sięgająca nawet 40 tysięcy. Oczywiście nikt nie zakłada tej maksymalnej, ale można się spodziewać, że po zagospodarowaniu całego kompleksu zamieszka tam mniej więcej 15 tysięcy osób. W takiej sytuacji liczba mieszkańców gminy podwoiłaby się. Już dziś stan dróg na terenie gminy budzi grozę. Zaniedbania są wieloletnie, a zaległości rosną. Stare degradują się, rzadko są modernizowane, nowe prawie nie powstają. Strategicznego planowania być nie może, skoro różnymi kategoriami dróg administrują rozmaite podmioty. W gminnym samorządzie nie widać determinacji, by zapanować nad całoś-

Jedyną osobą, którą widać, która jest aktywna i wyróżnia się na tle szarej bylejakości, jest Radosław Przestacki. To szef komisji rewizyjnej (szkoda, że nie zajął się sprawy budowy kanalizacji, która nie działa). Kupił gminne czasopismo, by mieć większy wpływ na to, co się tu dzieje. Założył Stowarzyszenie Bezpieczna i Nowoczesna Gmina. Jest ono elitarne, byle kto nie może się ubiegać o członkostwo, trzeba mieć rekomendację. Nawet koledzy z ugrupowania radnego nie zasługują na zapisanie się do stowarzyszenia,

Radni wyraźnie nie zdają sobie z tego sprawy, ale powinniśmy ich uświadomić: to my ich wybraliśmy, my ich zatrudniamy, my ich opłacamy. Mają obowiązki wobec nas. nikogo innego!

Bitwa o drogę

runtem w Dopiewcu, o powierzchni kilkudziesięciu hektarów, władają dwie poważne firmy. Jedna z nich – ta, która zbudowała w Dąbrówce wielki kompleks mieszkaniowy – rozpoczęła już w tym miejscu inwestycję mieszkaniową. Drugim właścicielem jest warszawski holding deweloperski, jedna z największych takich firm w Polsce. Oba podmioty przygotowują się – można sobie pozwolić na takie stwierdzenie – do przeobrażenia części poznańskiej aglomeracji.

zwykle dokładnie i wnikliwie, ale nie po to, by podjąć właściwe decyzje, ale by doszukać się ukrytych motywów i innych niegodziwości ze strony władz gminy. Pani wójt wiele miesięcy temu zakończyła swoją część roboty. Pora, by ze swoich obowiązków wywiązali się radni. Jak długo jeszcze będą z tym zwlekać? Kiedy zaczną myśleć ponad poli-

Solista wśród miernot

cią, wymuszać działania na starostwie. Działań długofalowych – brak. W Dopiewcu sytuacja staje się szczególnie groźna, więc ruszyły działania ratunkowe. Przygotowania do inwestycji deweloperskich są zaawansowane, liczba mieszkańców będzie szybko rosnąć, może wystąpić komunikacyjny kataklizm. Powstał pomysł budowy tak zwanej drogi przy torach. Biegłaby od przejazdu kolejowego pod Dopiewem do granicy Poznania mijając Dopiewiec i Palędzie. Budowa drogi bez włączenia jej w sieć poznańskich ulic to dopiero połowa sukcesu. Mówi się o połączeniu nowej trasy na którymś odcinku do drogi serwisowej ekspresowej „jedenastki”, ale parametry tej drogi serwiso-

tycznymi podziałami zapominając o wendetcie? Co ciekawe, zastanawiający marazm ogarnął wszystkich radnych, niezależnie od tego, o czyje interesy występują. Marazm w gminie Dopiewo nie ma barw politycznych. Panuje jedno wielkie lenistwo. Nie widać symptomów poprawy. W tym stanie samorząd chce dobrnąć do najbliższych wyborów, a jeżeli widać

zresztą radny Przestacki sprawia wrażenie pogodzonego z tym, że jego współpracownicy, radni Sławomir Kurpiewski i Piotr Dziębowski to – używając języka polskich parlamentarzystów – polityczny plankton. Służą swemu szefowi do tego, by w odpowiednim momencie podnosić ręce. Jedyną osobą z samorządu, którą radny Przestacki traktuje poważnie,

Z zasadami sztuki Droga przy torach ma być bezkolizyjna, zawierać chodniki, ścieżkę rowerową, pas zieleni. O to, by nowa trasa złagodziła mieszkańcom uciążliwości, troszczy się stowarzyszenie„Przylesie”. Nie obejdzie się jednak bez wyburzenia jednego z budynków. Tym, czego

wej mogą okazać się niewystarczające.

Deweloper podaje rękę Inwestorzy są poważnie zainteresowani budową drogi obsługującej ich osiedla. Mało tego – chcą partycypować w kosztach. Nieoficjalnie wiadomo, że nawet prowadzą już w tej sprawie rozmowy z władzami gminy. Pozycja gminy w tych negocjacjach jest jednak marna. Żaden z dwóch deweloperów (a nawet trzech, bo mówi się,

gmina i deweloper najmniej w tej sytuacji potrzebuje, jest generowanie konfliktów. Mieszkańcy muszą otrzymać godziwe odszkodowanie, umożliwiające budowę takiego samego domu w nowym miejscu. Nikt nie może czuć się poszkodowany.

że jeszcze jeden rozważa inwestycję przy tej drodze) nie jest formalnie zainteresowany wspieraniem gminnej inwestycji drogowej. Mówiąc wprost – nie muszą wyręczać samorządu. Na szczęście firmy te podchodzą do swych przedsięwzięć w sposób twórczy. Chcą gminie pomóc, choć żaden z nich nie sfinansuje budowy w stu procentach. To dla mieszkańców dobra wiadomość. Mogą się spodziewać przyspieszenia prac nad nową drogą. Za tym pójdą konkretne decyzje administra-


ałami

Wiadomości gminne

jest Magdalena Gąsiorowska, przewodnicząca rady. Pozostałą część swego politycznego zaplecza traktuje – mówiąc otwarcie – tak, jak ono na to zasługuje. Czy cała ta aktywność radnego Przestackiego skierowana jest na jeden cel – zorganizowanie referendum w sprawie odwołania wójta? Szybko się o tym przekonamy.

Do czego służy radny? Jedynym radnym, o którym można powiedzieć, że ma silny kręgosłup i nie pozwoli sobie, by nim manipulowano, doraźne polityczne układy ma za nic, dba o swój teren, o interes mieszkańców, jest Wojciech Dorna. Gdyby takich było tu choćby kilku, cały ten tekst straciłby aktualność. Niestety, Wojciech Dorna jest tylko jeden. Pozostali nie traktują swych obowiązków poważnie. Walenty Moskalik nie potrafi nawet cierpliwie wysiedzieć na jakimkolwiek spotkaniu. Sprawia wrażenie, że po złożeniu podpisu na liście obecności traci zainteresowanie. Co trzeci radny jest kobietą. Do zalecanego przez parlamentarzystów parytetu daleko, ale taką decyzję podjęli wyborcy. I wątpliwe, by kierowali się akurat zachowaniem parytetu, albo by zdawali sobie sprawę, jak bardzo potrafią być ze sobą skłócone kobiety. Choćby tak, jak była przewodnicząca rady Marta Jamont, związana z ugrupowaniem pani wójt, zresztą jej koleżanka po fachu, oraz obecna przewodnicząca Magdalena Gąsiorowska.

Andrzej Rembowski

cyjne, a potem ruszy budowa. To poważne przedsięwzięcie, jego koszt szacowany jest na ok. 28 milionów zł. Żaden inwestor nie zgodzi się jednak na partycypację w kosztach, jeśli nie ruszy wykup gruntów, których wartość też szacuje się na wiele milionów zł.

Tylko na mapie? Jak z tego wynika – wątpliwości w tej sprawie jest wiele. Nikt nie wie, czy powstanie coś więcej niż kolejna trasa wirtualna, widoczna tylko na mapie. Niezależnie od tego, czy w negocjacjach gmina poniesie sukces, czy porażkę, trzeba wykonać przynajmniej pierwszy krok: drogę zaprojektować i uzyskać dla niej po-

Wiejskie spotkania

3

Dla mieszkańców miejscowości położonych na terenie gminy Dopiewo spotkania z władzą to okazja do przekonania się, czy pochyla się ona z troską nad ich potrzebami. Do tej pory panią wójt i jej współpracowników gościli mieszkańcy Dąbrowy, Gołusek, Dopiewca. la mieszkańców miejscowości położonych na terenie gminy Dopiewo spotkania z władzą to okazja do przekonania się, czy pochyla się ona z troską nad ich potrzebami. Do tej pory panią wójt i jej współpracowników gościli mieszkańcy Dąbrowy, Gołusek, Dopiewca. Spotkanie w Dąbrowie było pierwszym, w całej gminie. W tym przypadku tematem dominującym było odwołania miejscowego sołtysa. Jest on tu tylko zameldowany, mieszka w innym miejscu. Do oczekiwań mieszkańców podszedł ze zrozumieniem i sam podał się do dymisji. Mieszkańcy, którzy gromadnie (około 100 osób) przybyli na zebranie tradycyjnie organizowane w szkole na początek „uraczeni” zostali prezentacja multimedialną osiągnięć ekipy pani wójt. Mówiąc o inwestycjach prowadzonych w tej miejscowości w pewnym momencie stwierdziła nawet, że mieszkańcy Dąbrowy są chyba w czepku urodzeni, że mieszkają w miejsco-

D

wości w której prowadzonych jest tyle inwestycji – sami mieszkańcy chyba jednak tego nie odczuwają, bo po tym stwierdzeniu po sali rozszedł się szmer zdziwienia. Po prezentacji, w której gmina Dopiewo jawi się od 2011 roku jako kraj miodem i mlekiem płynący przyszedł czas na pytania mieszkańców. Dotyczyły przede wszystkim totalnie rozkopanych dróg, m.in. ul. Poprzecznej, budowy kanalizacji oraz uspokojenie ruchu pojazdów ciężarowych poruszających się po ulicach tej miejscowości. Pojawił się też temat fatalnej komunikacji gminnej. Niestety konkretnych odpowiedzi nie usłyszeli. W Gołuskach mieszkańcy także obejrzeli na początek prezentację i wysłuchali opowieści o wspaniałej gminie. Kiedy przyszło do konkretów związanych z inwestycjami w tej miejscowości wspaniałości się skończyły. W tym roku Gołuski mogą tylko liczyć na projekt budowy chodnika z Gołusek

Powstał pomysł budowy tak zwanej drogi przy torach. Biegłaby od przejazdu kolejowego pod Dopiewem do granicy Poznania mijając Dopiewiec i Palędzie. zwolenie. Bez tego nie ma co marzyć o powodzeniu. Deweloperzy mają prawo machnąć ręką na potrzeby gminy, bo dojazd do ich osiedli już istnieje. Zdają sobie jednak sprawę, że jest on konfliktowy, prowadzi przez osiedla już istniejące, spowoduje problemy, których zapowiedź już widzieliśmy, gdy zaczęły tamtędy jeździć ciężarówki. Gmina jest w innej sytuacji – ona jest na nową drogę skazana. W tej sytuacji nie może sobie pozwolić na zlekceważenie dobrej woli dosłownie wszystkich. Trzeba połączyć siły. Jest jeszcze jedno rozwiązanie komunikacyjne – połączenie terenu osiedli z ulicą Bukowską. Jak wynika

do Palędzia i kontynuację budowy oświetlenia ulicznego na Osiedlu Zielarskim. Gołuski dostaną też coś na remont świetlicy, ale bez dachu. Spotkanie odbyło się także w Dopiewcu - mateczniku obecnej pani wójt. Przebiegło w atmosferze „wzajemnego zaufania”. Tamtejsza droga

polna zostanie utwardzona, pojawi się na niej granitowy tłuczeń. Wyczyszczony zostanie stawek. Pani wójt znów przedstawiła się mieszkańcom jako orędowniczka budowania rowów przy drogach, co ma zapobiec zbieraniu się tam wody.

bliższych miesiącach okaże się, czy są to pobożne życzenia, czy realne plany. Droga wzdłuż torów i tak musi powstać, a przyszłość pokaże, czy będzie to główny dojazd do osiedli, czy jeden z dwóch lub trzech. W pierwszych latach z pewnością będzie to dojazd podstawowy, nic innego skutecznie ruchu nie rozładuje.

li. Tak się szczęśliwie składa, że w najbliższych latach kolej będzie poważnie modernizować linię prowadząca do zachodniej granicy, jest więc zainteresowana bezkolizyjnymi przejazdami. Jest i drugą sprawa, którą warto poruszyć w rozmowach z kolejarzami: nowy przystanek na wysokości nowych osiedli. Można się spodziewać, że tysiące osób wykaże zainteresowanie dojazdem podmiejskim pociągiem do Poznania. Mamy nadzieję, że rozmowy z PKP już się zaczęły. Jeżeli nie, mieszkańcy mają prawo do niepokoju. Obyśmy nie byli świadkami kolejnego kompromitującego zaniechania.

Czy to kolejna wirtualna trasa?

z wypowiedzi przedstawicieli samorządu podczas spotkań z mieszkańcami, gmina przewiduje też przejazd nad torami kolejowymi w kierunku autostrady i drogę wzdłuż A2. W naj-

gdy deweloper ma plan zagospodarowania, rozwiązywaniem lokalnych problemów musi zajmować się gmina . skoro jednak deweloper podchodzi do nich ze zrozumieniem i deklaruje współpracę, grzechem byłoby tego nie wykorzystać. To duża naiwność oczekiwać, że prywatna firma sama z siebie wyda dziesiątki milionów na drogę, która nie tylko jej będzie służyć. Trzeba rozmawiać, zachęcać, współpracować i wynegocjować choćby dokumentację i częściowe finansowanie.

Kolej na kolej Władze gminy muszą więc porozumieć się z deweloperami, ale głównym ich zadaniem w najbliższej muszą być negocjacje z PKP w sprawie budowy wiaduktu w Dopiewie. Nie można z tym zwlekać ani chwi-

Marcin Maruszak

Zofia Maćkowska


Mniej politykierstwa, więcej działania

u nas w DOPIEWIE

4

Z Wojciechem Dorną, radnym z Zakrzewa rozmawia Bogdan Lewicki Ma pan prawie 20-letnie doświadczenie w pracy samorządowej. Jak Pan, jako radny niezależny, ocenia aktualny samorząd?

– Najbardziej boleję nad jedną rzeczą. W obecnym układzie na linii rada – wójt, i to po obu stronach, jest za dużo politykierstwa, bo moim zdaniem polityką tego nazwać nie można. Za dużo jest animozji i prywatnych wycieczek, a za mało merytorycznej pracy. Ludzie czekają na rzetelną pracę rady i urzędu. Pracę, która przyniesie widoczne efekty w terenie. Kogo obchodzą utarczki? Każdy chce, by w jego miejscowości były równe drogi bez kałuż i dziur, chodniki, lampy na ulicach, ładna szkoła, żeby budowano infrastrukturę, m.in. kanalizację. Na początku kadencji myślałem, że z czasem się to ułoży, do normalności brakuje bardzo dużo. Wciąż mam nadzieję, że mimo wszystko jakoś to zacznie funkcjonować. Na dobrą współpracę rady z wójtem nie ma już co liczyć, choć chciałbym się tu mylić. Fakt, że wójt i jej najwięksi oponenci wywodzą się z jednego ugrupowania, które się pokłóciło, nie przyniosło niczego dobrego. Niekiedy dochodzi do sytuacji kuriozalnych. Ktoś ma dobry pomysł, ale jest z opozycyjnego ugrupowania, więc nie ma co liczyć na poparcie. To zakrawa na śmieszność. Boję się, żeby gmina przez takie śmieszne zagrywki nie straciła prestiżu. Na sukces pracuje się latami, a prestiż traci się szybko. Wyborcy po to wybrali przedstawicieli, by za ich podatki było w gminie jak najwięcej zrobione, by była praca na rzecz gminy, a nie ciągła kłótnia. Poza tym panuje straszna papirologa, co dotyczy chyba całej Polski. Produkujemy tony dokumentów, często niepotrzebnych. Tworzymy koncepcje projektu, a jak nieraz słyszę „koncepcja koncepcji” to mnie krew zalewa. Koncepcję to ja mam w głowie, wołam projektanta i płacę mu, by z niej zrobił konkretną rzecz, a nie by przedstawiał swoją koncepcję.

Co pana najbardziej irytuje w pracy urzędu gminy?

– Razi mnie sposób podejścia do dróg. Problem dotyczy zarówno bieżącego ich utrzymania, jak podejścia długofalowego. W tej pierwszej kwestii reakcja na sprawy bieżące jest wciąż fatalna. Mamy bardzo dużo dróg gruntowych. Kiedyś wspólnie z sołtysem Czekalskim zaprosiliśmy do Zakrzewa pracownika odpowiadającego za inwestycje dro-

Gmina zbyt dużo wydaje? Bezpłatne pismo informacyjne.

Będziesz płacić!

wydawca: Lemedia Bogdan Lewicki adres redakcji: ul. czwartaków 26, Co to za haracz? Potrzebujemy pieniędzy. Twoich pieniędzy 61-495 Poznań i płać RedaktorPłacznaczelny: Bogdan Lewicki, unaswdopiewie@gmail.com Druk: drukarnia PolskaPresse, Skórzewo, ul. malwowa 158 Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania otrzymanych tekstów. Nowym władzom gminy Dopiewo można zarzucić wszystko oprócz rozsądku w prowadzeniu polityki finansowej. Budżet prawdopodobnie się nie zbilansuje. Kto pokryje straty? Ty, mieszkańcu gminy! Samorząd dzieli się z Tobą kosztami inwestycji wprowadzając opłaty adiacenckie.

Mówiąc najkrócej – jest to danina, którą na mocy ustawy może (ale nie musi!) nałożyć samorząd na właściciela nieruchomości, której wartość wzrosła dzięki przeprowadzonym przez gminę inwestycjom. Oto przykład: właściciel działki budowlanej zyskał dzięki temu, że samorząd zafundował trwałą drogę dojazdową, poprowadził opodal drogę gminną, zainstalował na niej oświetlenie, zbudował kanalizację.

Ustawa daje samorządowi prawo nakładania opłat adiacenckich na właścicieli nieruchomości. Gmina Dopiewo z tego skorzystała, radni przegłosowali stosowną uchwałę. Teraz już urzędnicy zobowiązani są do zabierania mieszkańcom pieniędzy. I nie ma od tego odwołania. Można najwyżej liczyć na ustanowienie rat, ale z odsetkami w odpowiedniej wysokości.

Pozyskane w ten sposób pieniądze stanowią dochód własny gminy. Lokalne władze mają prawo, po przeprowadzeniu kalkulacji, stwierdzić, że wprowadzenie opłat to zła decyzja. W Dopiewie taka sytuacja nie nastąpiła. Tu samorząd postanowił podzielić się z mieszkańcami kosztami zrealizowanych przez siebie inwestycji. Z niewielkim opóźnieniem, ale zapłacą, nawet jeżeli inwestycje te nie są im do szczęścia potrzebne. Ustawa daje możliwość pobierania opłat adiacenckich także w sytuacji, gdy wartość nieruchomości wzrośnie dzięki przeprowadzonemu przez samorząd podziałowi gruntu lub jego scaleniu. Gminy Dopiewo to jednak nie dotyczy, nie została podjęta uchwała samorządu w tej sprawie. Tu się płaci tylko za przeprowadzone inwestycje infrastrukturalne, ale nie te realizowane przez podmiot komercyjny, na przykład dewelopera (a ta-

kich jest najwięcej, przecież gmina Dopiewo to sypialnia Poznania), ale przez administrację publiczną. A ile się płaci? Najkrócej mówiąc – płaci się bardzo dużo.

Wyobraźmy sobie, że po zbudowaniu kanalizacji i po utwardzeniu drogi wartość działki budowlanej (samego gruntu, bez budynków i innych obiektów), wycenianej na 200 tysięcy zł, wzrosła o 10 procent, czyli o symboliczne 20 tysięcy zł. Wtedy właściciel, niezależnie od tego, czy zamierza działkę sprzedać, rozpocząć inwestycje, albo nie robić nic – musi gminie zapłacić połowę tej kwoty, a więc 10 tysięcy zł. Na mocy decyzji administracyjnej sumę tę musi jednorazowo

wpłacić na konto gminy. Jeżeli urzędnicy zaniechają wyegzekwowania tych pieniędzy, popełnią wykroczenie, bo ogołocą budżet samorządu z należnych dochodów. W ten sposób radni, których wybraliśmy w wyborach wsadzili wszystkich właścicieli nieruchomości do jednego worka. Opłatę adiacencką zapłacą i właściciele dużych budowlanych, gotowych do inwestycji nieruchomości i właściciele działeczek, na których nie mają zamiaru niczego budować.

Mieszkają tam od pokoleń, działkę odziedziczyli po przodkach, a teraz dowiadują się, że muszą sporą, jak na swoje możliwości kwotę, odprowadzić do budżetu gminy tylko dlatego, że biegnąca opodal gruntowa droga zyskała nawierzchnię asfaltową, albo że pojawiły się tam latarnie. To, że właściciel o takie urządzenia nie zabiegał, nie ma żadnego znaczenia.

i działki mieszka przez całe życie w poczuciu, że nikomu nic do jego własności, bo odziedziczył ją po przodkach. W pobliżu powstaje jednak duże osiedle (ale nie za sprawą dewelopera, bo ten wykonuje inwestycje na własny koszt) którego mieszkańcy domagają się od gminy, na rzecz której płacą podatki, budowy solidnej drogi, kanalizacji, innych mediów. Takie inwestycje prędzej lub później zostaną zrealizowane, a samorząd ich kosztami podzieli się z właścicielami okolicznych nieruchomości. Wprowadzone opłaty budżetu gminy nie zbawią. Okażą się jednak bardzo uciążliwe dla wielu mieszkańców, szczególnie tych gorzej sytuowanych. Bilans strat i korzyści nie zrównoważy się. Dodatkowy finansowy ciężar, ponoszony przez mieszkańców, przyniesie więcej strat niż korzyści. Nie potrze-

Mieszkańcy nie mają wątpliwości, że tak rygorystyczne przepisy nie musiały zostać uchwalone. Ale zostały, a niemały wpływ na tę sytuację ma stan gminnych finansów. Władza potrzebuje pieniędzy. I jest bezwzględna.

A dlaczego władza potrzebuje właśnie teraz dużych pieniędzy? Odpowiedź jest prosta. Dlatego, że wydaje je bez opamiętania, a dyscyplina budżetowa to w gminie Dopiewo pojęcie abstrakcyjne.

W ostatnim czasie samorząd zorganizował dużo ciekawych imprez. I nawet, jeżeli były one potrzebne i miały szlachetny cel, a w dodatku z założenia były bezpłatne, to i tak trzeba było dokładać do nich niemałe pieniądze. Pieniądze wszystkich mieszkańców. Kwoty nie są olbrzymie, ale wydane dziesiątki tysięcy złotych można było zaoszczędzić. Przykład – charytatywny koncert zespołu Zakopower, zorganizowany w Palędziu. Cel był szczytny, chodziło o pomoc chorym dzieciom, ale impreza do tanich nie należała, a znaczna część wydatków pochodziła z kasy gminy. Równie szczytny był cel konUlica Stawna w Skórzewie zyskała niedawno certu zorganizowanego w Teatkanalizację, a to oznacza, że działki przy niej rze na Piętrze dla przyjaciół gmizwiększyły swą wartość. Czy ich właściciele ny Dopiewo. Tymi przyjaciółmi okazali się m.in. niektórzy polibędą musieli teraz uiścić opłatę adiacencką? tycy, na przykład Waldemar Witkowski i Krystyna Łybacka. PrzyJesteś mieszkańcem gminy? Jesteś ba wielkiej wyobraźni i znajomości wyższej szli się pokazać, bo i któż by nie wykorzyswłaścicielem działki? Samorząd zain- matematyki, by to ocenić. tał stworzonej przez gminę okazji pokazaNikogo nie obchodzi, jakie są docho- nia się w czasie kampanii wyborczej. Były westował swoje pieniądze? A więc musisz płacić. I nikogo nie interesuje, że samo- dy właściciela, z czego żyje, czy jest czyn- tam też osoby zaprzyjaźnione z panią wójt, rząd zainwestował pieniądze pochodzące ny zawodowo, czy żyje z nędznej emery- pomagające jej w wyborach, trzeba im było z twoich podatków. Ustawodawca zade- tury. Urzędnicy nie wezmą pod uwagę jakoś podziękować. Koncert był bardzo cydował, a miejscowy radny, czyli Twój także tego, że zbudowana droga w żaden ładny, pozostawił sympatyczne wrażenia, sąsiad skrzętnie skorzystał z okazji i zmu- sposób nie poprawi losu właściciela ale i nie był tani. Podobno trzeba było posił Cię do podwójnego płacenia za zrea- działki, bo nie ma, nigdy nie miał i mieć święcić prawie 30 tysięcy zł. nie zamierza samochodu. Jak się okazulizowaną inwestycję. Z pewnością nie zabraknie nastę- je – władza jest bezduszna. Szczególnie Jak nasza władza trwoni pieniądze – czytaj też na stronie 4 pujących sytuacji: mieszkaniec domku władza lokalna.

gowe. Obwieźliśmy go po wsi, pokazaliśmy wszystkie sprawy wymagające interwencji. I nic, mijały tygodnie bez odpowiedzi. Ciągle słyszymy, że wszystko dzieje się w sferze dokumentów. Mieszkańców to nie interesuje, oczekują działań. Także w kwestii działań długofalowych nie jest dobrze. Od lat powtarzam, że o drogi gruntowe powinniśmy dbać, gdy panują najlepsze warunki atmosferyczne. Kiedy się nasypie 10 cm tłucznia na suchą nawierzchnię, można go porządnie ułożyć, zagęścić i uformować. Tak przygotowana droga będzie długo służyła. Kiedy w błoto się sypie alarmowo, od razu wiadomo, że gruz się utopi i cała praca na nic. Poza tym gruntówki się równa, a powinno się profilować, żeby woda spływała na pobocza czy do rowów. Owszem, profilowanie jest droższe, ale wystarcza na dłużej. Ale u nas decyzję o wyjeździe maszyn podejmuje się dopiero wtedy, gdy jest dużo telefonów od mieszkańców. Wtedy jest już za późno. Kolejna sprawa to wieczne podpisywanie aneksów o przedłużenie terminu wykonania prac, najczęściej z powodu mrozów. W naszym klimacie to normalne zjawisko. Zaskoczony mrozem może być Afrykańczyk, ale nie polski wykonawca. Czy nie lepiej wydłużyć termin?

Co zostało zrobione w Zakrzewie w 2011 roku?

– Prawdę powiedziawszy, niewiele. Wykonano tylko oświetlenie na ul. Jeżynowej i Przylesie. Nie udało się zrobić oświetlenie na ul. Radosnej – ma być w tym roku, bo weszło 6 stycznia do budżetu. Założenia były dużo większe. Na ten rok ma być przygotowany nowy projekt na kanalizację całej miejscowości, ponieważ stary się zdezaktualizował, bo powstały nowe domy. Trzeba się zastanowić, czy dopisać do starego nowe budynki, czy zlecić wykonanie nowego dokumentu. Liczę, że powstanie oświetlenie ul. Brzozowej, Zielonej i Wspólnej. To oświetlenie jest ważne, bo przy okazji zyska ulica Leśna. Ciągle prowadzone są rozmowy z Gminą Tarnowo Podgórne o podłączeniu części Zakrzewa do ich kanalizacji sanitarnej. Dotyczy to zabudowań za lasem w stronę Lusowa. Po zmodernizowaniu trasy Poznań – Buk nie wyobrażam sobie układania kanalizacji pod tą trasą. Otrzymaliśmy 100 tys. zł na remont boiska piłkarskiego, bo powstał nowy klub piłkarski Korona Zakrzewo. Ten początkowo parafialny klub tak się rozrósł, że obecnie trenuje w nim około 80 osób. Jesienią chcą wystartować w rozgrywkach ligowych.

Jest pan strażakiem ochotnikiem.

– To prawda. Straż to więcej niż hobby, poświęcam jej wiele czasu. W tym roku naszą OSP czeka trochę zmian. Cieszymy się z wymiany bram garażowych, planów dobudowy garażu, dostaliśmy na to z gminy 45 tys. zł. Dzięki temu najmniejsze pomieszczenie przerobimy na szatnię, a przebieranie się między samochodami nie jest komfortowe. Robociznę wykonamy we własnym zakresie, podobnie jak projekt, który przygotuje mama jednego ze strażaków. Chcemy stan surowy zamknąć latem, a jesienią wykończyć wnętrza. Nasza jednostka jest dobrze wyposażona w sprzęt, nie brakuje ludzi chcących nieść pomoc. W zeszłym roku mieliśmy około 150 wyjazdów, w tym roku już 30. Mamy 7 ratowników medycznych i 14 ratowników technicznych, dysponujemy profesjonalnym sprzętem do ratownictwa drogowego. Kiedyś policzyłem, ile kosztuje każdego mieszkańca gminy utrzymanie straży pożarnej i nie chciałem wierzyć. Okazało się, że OSP w całej gminie kosztuje każdego tu zameldowanego 1 grosz dziennie. Pytam więc malkontentów, czy znają tańszy sposób na zabezpieczenie ratownicze gminy. Moim marzeniem jest, stacjonowanie w naszej gminie całodobowo karetki pogotowia, jak w Tarnowie Podgórnym.


U nas w Dopiewie nr 06 marzec 2012  

U nas w Dopiewie nr 06 marzec 2012

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you