Issuu on Google+

listopad 2011 r.

nr 2

Rozjadą nas tiry! Pierwszyfragmenttrasys11zostaniewkrótceoddanydoużytku.Cieszymysięztego,botoważnewydarzenie.Niezdajemysobiejednak sprawy,conamwnajbliższychtygodniachgrozi.Nanaszelokalnedrogi wylejesięrzekatirówomijającychniedostępnejeszczedlanichodcinki nowejtrasy.Zostaniemyrozjechani,naszeżyciezamienisięwpiekło! udowa tak zwanej zachodniej obwodnicy Poznania miała uratować komunikację na dużym obszarze, ułatwić tranzyt, połączyć metropolię z sąsiednimi miejscowościami. Pierwszy odcinek zbudowanej trasy s11 wkrótce zostanie oddane do użytku. Pojedziemy jak w bajce, wygodnie i bezpiecznie, ale tylko 7 kilometrów między Swadzimiem a Zakrzewem. Dobre i to na początek, czekamy na kolejne odcinki. I boimy się inwazji ciężarówek. Przez wiele miesięcy obserwowaliśmy budowę na naszym terenie nowoczesnej, dwujezdniowej, bezkolizyjnej trasy. W gminie Dopiewo powiało nowoczesnością. Zrodziły się nadzieje, że teraz łatwiej, szybciej i bezpieczniej dojedziemy do Poznania. Uzyskamy dostęp do autostrady, a byliśmy jedyną gminą na trasie A2, która takiego dostępu nie ma. Z niepokojem śledziliśmy kłopoty, jakie występują na całym odcinku budowy s11, od autostradowego węzła Głuchowo do Złotnik na starej „jedenastce” prowadzącej w kierunku Piły. Z konieczności zaak-

B

ceptowaliśmy fakt, że niektóre odcinki powstaną z opóźnieniem. Lepiej mieć trasę powstającą na raty niż żadną. Nie zdajemy sobie sprawy, czym nam takie oddawanie trasy po kawałku grozi.

Za chwilę radykalnie poprawi się wygoda kierowców zmierzających trasą nar 92, czyli starą „dwójką” z zachodu, czyli od strony niemieckiej granicy w kierunku Poznania i zamierzających przemieścić się w Poznaniu na autostradę lub dostać się na „piątkę”, by jechać na południe, w stronę Wrocławia. W Swadzimiu będzie można opuścić trasę nr 92, skręcić na nową „jedenastkę”, czyli zachodnią obwodnicę, by pojechać na południe. Całej trasy, prowadzącej docelowo do autostrady, przejechać nową trasą jeszcze nie można. Dla kierowców aut osobowych problemu nie ma, jakoś się do autostrady przemkną. Problemy będą mieli

kierowcy tirów, którzy dlatego podróżują na wschód trasą nr 92 a nie autostradą, by oszczędzić pieniądze. Jak wiemy, opłaty za nieliczne odcinki autostrad stoją w Polsce na najwyższym światowym poziomie. Tacy „tirowcy” bez problemu w Swadzimiu skręcą na trasę nr 11, by zajechać jak najdalej w kierunku autostrady i „piątki”. Dojadą jednak tylko do węzła Zakrzewo. Tam będzie na nich czekać znak zakazu ruchu samochodów cięższych niż 15 ton. Nie wszyscy dostrzegą niewielki znak, bo mijające się tiry potrafią

zasłonić dużą przestrzeń. Niektórzy znak zlekceważą, pojadą dalej. Co zrobią inni? Jak mają się dostać do autostrady? – Najlepiej przez Poznań, czyli tak, jak się podróżowało dotychczas – twierdzi Piotr Chodorowski, dyrektor w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Kierowcy wiedzą jednak, że wjazd do Poznania może się zakończyć utknięciem w korku na dłuższy czas. Wielu z nich zdecyduje się na jazdę z daleka od sparaliżowanego wieloma jednoczesnymi remontami drogowymi miasta. Wjadą na gminne i powiatowe drogi siejąc spustoszenie, powodując zagrożenie w wielu wsiach i miejscowościach. Nie trudno wyobrazić sobie obecne, niemal zawsze puste drogi, przebiegające obok naszych domów, na których pojawią się watahy potężnych ciężarówek. Zagrożenie jest

realne. Wiele na ten temat mogą powiedzieć mieszkańcy tych miejscowości, które są rozjeżdżane przez tiry opuszczające autostradę, szukające skrótu.

Uważajmy na dzieci! Nie zostawiajmy ich bez opieki! Nie pozwalajmy, by samotnie chodziły do szkoły, szczególnie drogami, na których brakuje chodników. Lada dzień spokojna dotychczas okolica zamieni się w piekło. Kiedyś ciężarówki opuszczą nasze lokalne drogi. Wypada zapytać – w jakim stanie te drogi pozostawią? Przecież one nie zostały przystoso-

wane do tak wielkiego obciążenia. Kto zapłaci za remonty? Jak długo będziemy na nie czekać? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mieszkańcy zostali pozostawieni sami sobie. – Spotykaliśmy się z panią wójt, rozmawialiśmy na ten temat – mówi dyrektor Chodorowski. – Teraz nie ma idealnego rozwiązania problemu, trzeba poczekać na zbudowanie całej trasy ekspresowej. Mieliśmy 2 wyjścia: poczekać do Euro 2012, nie otwierać pierwszego odcinka trasy, albo udostępnić go mieszkańcom, by mogli z niego korzystać. Zgodziliśmy się na to drugie rozwiązanie. Mieszkańcy gminy ucieszą się, bo mają prawie 8 kilometrów trasy ekspresowej, możliwość wygodniejszej podróży. Zmienią jednak zdanie, gdy zderzą się z problemem tirów rozjeżdżających gminę.

Tak tiry rozpełzną się na nasze drogi


Rozwój gm u nas w DOPIEWIE

2

Jeśli samorząd nie uchwali tego dokumentu, rozwój gminy Dopiewo nie wchodzi w rachubę. Nie można opierać rozkwitu na uznaniowości. Decyzje dotyczące zagospodarowania przestrzennego należy podejmować wspólnie, z wykorzystaniem wizji rozwoju naszej gminy. a studium kierunków i uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego gmina Dopiewo czeka od lat. Ludzie wstrzymujący prace nad tym dokumentem prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy, jak wielką krzywdę wyrządzają gminie i jej mieszkańcom. Jeszcze w połowie ubiegłego roku mieliśmy nadzieję, że studium zostanie szybko uchwalone. Były szanse dokonać tego tuż po wyborach. Dokument znalazł się na etapie tak zwanego publicznego wyłożenia, wszyscy zainteresowani mieli prawo odnosić się do poszczególnych zapisów. Z niezrozumiałych przyczyn prace zostały wstrzymane, co nie jest korzystne dla nikogo. Także dla urzędników i radnych.

N

Dlaczego studium jest tak ważne? Dlaczego bez niego nie uda się przyspieszyć rozwoju, kompleksowo spojrzeć na potrzeby mieszkańców?

Gdzie budować domy?

Określając to najprościej – studium to dokument ogólnie określający sposób zagospodarowania całego terytorium gminy. Wskazuje miejsca chronione, przebieg tras komunikacyjnych. Informuje, które tereny przeznaczone są pod budownictwo mieszkaniowe, które pod inne funkcje – gospodarcze, rekreacyjne. Jednoznacznie stwierdza, które miejsca trzeba chronić. Studium nie stanowi aktu prawnego, o niczym nie przesądza. Jest wizją. Nie pełni funkcji planów miejscowych, dopiero one mają rangę miejscowego prawa. Studium umożliwia jednak opracowanie takich planów. Przyspiesza tym samym rozwój gminy. Właśnie dlatego nie można mówić o prawdziwym rozkwicie, jeśli nie się nie zadba o aktualne studium. Co bardzo ważne, a z czego nie wszyscy radni i urzędnicy zdają sobie sprawę – studium nie jest dokumentem uchwalanym raz na zawsze, albo raz na wiele lat. Nigdy i nigdzie taki dokument nie będzie opracowaniem idealnym, nigdy nie wzbudzi uznania wszystkich zainteresowanych. Zawsze można – i wszędzie się tak robi – ponownie zająć się określonym obsza-

Bez studium nic z tego nie

rem, dokonać zmian zapisów, wprowadzić uzupełnienia, aktualizacje. To nie kwestionuje całego dokumentu, nie zmniejsza jego jakości.

Studium nie jest dane na zawsze, bo żadna gmina nigdy nie będzie niezmienna. Wszędzie mieszkają i inwestują ludzie. Mają nowe pomysły, nowe oczekiwania i potrzeby. Trzeba na nie odpowiedzieć. Życie ma swoje prawa, wymusza działania, powoduje zmiany planów i decyzji. Godzenie sprzecznych interesów nigdy nie jest zadaniem łatwym. Nigdzie nie przebiega to łatwo. Zawsze ktoś pozostaje nie w pełni usatysfakcjonowany. To

jednak nie znaczy, że można sobie pozwolić, żeby dla świętego spokoju studium nie uchwalać. Bez tego dokumentu jest o wiele gorzej, trudniej i mniej sprawiedliwie.

Gminę trzeba traktować jako twór dynamiczny. Ciągle coś się dzieje, coś się zmienia, bo życie nie zna próżni. Nie tylko Dopiewo, ale cała Polska znajduje się w okresie rozwoju, ciągle gonimy tę część Europy, w której cywilizacja osiągnęła wyższy poziom. Praca nad studium, obejmującym obszar całej gminy, zawsze trwa kilka lat. Kiedyś się jednak musi skończyć. Nie można skazywać gminy na chaos, a mieszkańców na uznaniowość gminnych urzędników, ich łaskę i dobrą wolę, a niekiedy na bardziej lub mnie bezinteresowne szkodnictwo. Uchwalenie studium dlatego jest ważne, że umożliwia inwestowanie w skali, na jaką liczymy. Inwestycje można rozpoczynać na dwa sposoby:

Gdzie rozwijać gospodarkę?

z

Na podstawie podejmowanej przez urzędników decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, czy na przykład decyzji administracyjnych dla budowy dróg. Na podstawie planowania przestrzennego, czyli w oparciu o zgodność z miejscowym planem zagospodarowania. Ten drugi sposób jest bardziej sensowny, zapewnia równe szanse, poszanowanie ogólnie przyjętych wartości, uniezależnia inwestorów od kaprysów urzędników i ich podległości wobec gminnych władz. Lepiej inwestować posługując się miejscowym planem. Nie można go jednak uchwalić bez aktualnego studium.

z

Studium uwarunkowań nie jest prawem, jest wizją. Prawem jest miejscowy plan zagospodarowania. Decyzje administracyjne leżą w gestii gminnych urzędników. Urzędnicy podejmujący decyzje

Gdzie planować osiedla?


miny?

?

WIadomoścI gmINNe

będzie!

administracyjne dotyczące inwestycji podlegają miejscowym władzom. Natomiast miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego leżą w gestii rady gminy, bo to radni uchwalają te plany.

Inwestowanie na podstawie planów zagospodarowania jest więc o wiele sensowniejsze, lepsze. Choćby dlatego, że w tym przypadku decyzje nie zapadają jednoosobowo. Podejmowane są kolegialnie, przez radę, z wykorzystaniem wniosków przedstawionych przez komisje opiniujące dokumenty. Rada gminy albo uchwala plany, albo ich nie uchwala, ale zawsze dzieje się to w wyniku dyskusji, szerokich konsultacji, brania pod uwagę wielu okoliczności. W niektórych gminach brak planów jest dla urzędników sytuacją wymarzoną, bo mogą sobie, nie naruszając obowiązujących przepisów, pozwolić na dowolność w podejmowaniu de-

cyzji. Są najważniejsi. Od nich zależy, czy życiowe plany wielu ludzi zostaną zrealizowane. Nie jest to zdrowa sytuacja. Nawet jeżeli chcą rozsądnie i życzliwe podejść do danego problemu, patrzą na niego z jednej perspektywy, z punktu widzenia jednej działki. Nie kierują się wizją rozwoju całej gminy. Natomiast plany zagospodarowania ujmują problemy w sposób usystematyzowany. Chronią określone tereny, strzegą ich wyjątkowego charakteru, takiego jak przeznaczenie pod drogi publiczne. Innym terenom zapewniają to, na co liczą właściciele, czyli rozwój.

Nie możemy mówić o rozkwicie gminy, jeżeli nie mamy studium, które kompleksowo określi, w jakim kierunku gmina będzie się rozwijać, jakie ma cele, przed czym powinna się obronić, jak musi wykorzystać swoje szanse. Bez studium nie będzie

Dlaczego nic nie robią?

W

takich sytuacjach zawsze narzuca się pytanie – dlaczego do tej pory nie mamy studium? Co stanęło na przeszkodzie dokończeniu prac? Czego boją się władze gminy? Przyczyn jest kilka. Oto najważniejsze:

z

Władzom gminy brakuje świadomości, że rozwój gminy poprzez studium jest znacznie łatwiejszy, logiczniejszy, skuteczniejszy, usystematyzowany. I to z każdego punktu widzenia: komunikacji, ekologii, urbanistyki, rolnictwa, gospodarki. Nie mając studium żyjemy dniem dzisiej-

prawdziwego rozkwitu, nie będzie inwestorów, nowych miejsc pracy. Będzie chaos, uznaniowość, będą niesprawiedliwe, krzywdzące ludzi, błędne decyzje urzędników. Jeśli oczekujemy rozkwitu i chcemy zachęcić inwestorów do działania na naszym terenie, musimy zadbać o sporządzenie studium, bo taki dokument umożliwi opracowanie planów zagospodarowania. Inwestor szukający miejsca, w którym chce ulokować swoje pieniądze, zacznie ten proces od sprawdzenia, czy dany obszar uzbrojony jest w plan. Nikt nie chce ryzykować starć z urzędnikami, nikt nie lubi niepewności i wysokiego ryzyka.

Przekonajmy ich!

Prace nad studium dla Dopiewa trwają od wielu lat.

Jak chronić tereny rolnicze?

Rok temu z niewiadomych przyczyn zostały wstrzymane, jakby ktoś celowo chciał zaszkodzić gminie, albo nie zdawał sobie sprawy ze swojego szkodnictwa. Przekonajmy nasze władze, by się zreflektowały, bo czas na to jest najwyższy. Panowie radni! Zrozumcie, że w momencie uchwalenia studium otrzymacie narzędzie, dzięki któremu będziecie faktycznie decydować o rozwoju naszej gminy. Posługując się bardzo starym, nie przystającym do nowych czasów dokumentem nie możecie mówić o sile rozkwitu. Wydawanie warunków zabudowy siły tej nie zapewni. Nie widzicie sprzeczności we własnym działaniu? Z jednej strony mówicie o sile rozkwitu, a z drugiej żądacie ograniczenia wydawania warunków zabudowy. Żaden rozkwit nie będzie polegał na ograniczaniu!

Gdzie lokować szkoły

3

szym. Nie bierzemy pod uwagę najbliższych kilku lat. Władze gminy popełniają grzech zaniechania kierując się dziwnie rozumianą sprawiedliwością. Każdy chciałby mieć takie same możliwości jak jego sąsiad, ale nie każdy ma takie same warunki. Skoro mówimy o rozwoju usystematyzowanym, trzeba akceptować wartości nadrzędne.

z z

Władze gminy nie mogą sobie poradzić z urzędniczą machiną pracująca ospale, niszczącą inicjatywy mieszkańców. Jeśli jej nie pokonają i nie uchwalą studium, nie mają mandatu do mówienia o rozwoju gminy.

Kiedy powstanie nowe studium kierunków i uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego, odpowiadające obecnym czasom, dzisiejszym potrzebom i wyzwaniom, a także czasom przyszłym, gdy hossa wreszcie przyjdzie, a przyjść kiedyś musi – powstaną warunki do prawdziwego rozwoju, prawdziwego rozkwitu. Łatwiej będzie przekonać inwestora, by zaczął działać właśnie tu. I precyzyjnie wskazać czas, jaki jest potrzebny do uchwalenia potrzebnego mu planu miejscowego. Ta sprawa jest tak ważna, że bezsensem byłoby nadawać jej sens polityczny, dokonywanie podziału na władzę i opozycję. Pomyślność gminy, jest dobra przyszłość jest o wiele ważniejsza niż jakaś tam chwilowa opozycja czy chwilowa władza. Kto jest dziś w opozycji, wkrótce może rządzić. A wtedy dokument określający kierunki rozwoju gminy będzie mu niezbędny, bo to on będzie zachęcał inwestorów. Studium nie jest na zawsze, nie bójcie się tego, że trzeba będzie wprowadzać korekty. To szkielet, wizja określająca przyszłość naszej małej ojczyzny na 5-6 lat.


40 lat troski o zdrowie pacjentów

u nas w DOPIEWIE

4

Z Ireneuszem Stróżykiem, lekarzem rodzinnym rozmawia Bogdan Lewicki 1 listopada minęło 40 lat odkąd prowadzi Pan praktykę lekarską w Dopiewie. Spodziewał się Pan, że nie opuści dopiewskich pacjentów przez tyle lat? – To chyba przez to krzesło [doktor wskazuje z uśmiechem na proste, białe drewniane krzesło z oparciem]. Jak na nim usiadłem 40 lat temu, tak jest do dzisiaj. Cały czas mam je ze sobą. A mówiąc poważnie, przez te lata zawsze czułem się potrzebny swoim pacjentom, zawsze starałem się dawać im jak najwięcej. Sam odczuwałem i w dalszym ciągu odczuwam dużo satysfakcji z tego, co zrobiłem i co robię. Czy Dopiewo było pana pierwszym miejscem pracy – Po skończeniu studiów dostawało się tzw. nakaz pracy, czyli skierowanie do konkretnej miejscowości. Trafiłem do szpitala w Torzymiu, pod niemiecką granicą. Nie bardzo chciałem przenosić się tak daleko od Poznania. Na szczęście udało mi się zmienić Torzym na Przychodnię Powiatową w Poznaniu, bo wtedy też były powiaty. Przez dwa miesiące w 1971 r. byłem zatrudniony na zastępstwie w Przychodni w Puszczykowie i stamtąd trafiłem do Ośrodka Zdrowia w Dopiewie. Wchodząc dziś do Ośrodka Zdrowia można zazdrościć pacjentom, że są przyjmowani w takich warunkach i przez tak wielu specjalistów. Sądzę, że lekarze też nie narzekają na warunki pracy. – Faktycznie. Warunki, w których przyjmujemy pacjentów, jest to moja trzecia przychodnia w Dopiewie, są komfortowe. Nowy ośrodek funkcjonuje w tym miejscu dopiero trzeci rok. Ale żeby pacjenci mieli go do dyspozycji, wspólnie z innymi lekarzami z Dopiewa musieliśmy zawiązać spółkę Maks Zdrowie, kupić na przetargu od gminy działkę i z własnych funduszy wybudować i wyposażyć ten obiekt. Oprócz mnie udziały w spółce ma 6 osób. Ta budowa była koniecz-

Ireneusz Stróżyk absolwent Akademii Medycznej w Poznaniu z rocznika 1965/1971, specjalizacja z chorób wewnętrznych Żona Longina Córki: Magdalena i Małgorzata Wnuczka Pola (za kilka tygodni skończy 7 lat. Hobby: ruch na świeżym powietrzu, spacery, ogród, rower, czasem dalekie wyprawy.

na, ponieważ zgodnie z informacjami, którymi wtedy dysponowaliśmy, od stycznia 2009 roku NFZ miał nie podpisywać kontraktów z Zakładami Opieki Zdrowotnej działającymi w budynkach nie spełniających wielu ostrych wymagań, nieprzystosowanych m.in. do osób niepełnosprawnych. W budynku, w którym przedtem funkcjonował ośrodek są strome schody, nie ma podjazdów, nie było windy, toalet przeznaczonych dla niepełnosprawnych. Gdybyśmy nie zdecydowali się na budowę, być może w Dopiewie nie działałaby dziś żadna przychodnia. Potem okazało się, że termin obowiązywania nowych przepisów przesunięto na 2011 r., ale to już nas nie dotyczy, ponieważ w listo-

Gmina zbyt dużo wydaje? Bezpłatne pismo informacyjne.

Będziesz płacić!

Wydawca: Bogdan Lewicki Adres redakcji: ul. czwartaków 26, 61-495 Co to za haracz? Potrzebujemy pieniędzy. Twoich pieniędzy Poznań i płać RedaktorPłacznaczelny: Bogdan Lewicki, unaswdopiewie@gmail.com Druk: drukarnia PolskaPresse, Skórzewo, ul. malwowa 158 Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania otrzymanych tekstów. Nowym władzom gminy Dopiewo można zarzucić wszystko oprócz rozsądku w prowadzeniu polityki finansowej. Budżet prawdopodobnie się nie zbilansuje. Kto pokryje straty? Ty, mieszkańcu gminy! Samorząd dzieli się z Tobą kosztami inwestycji wprowadzając opłaty adiacenckie.

Mówiąc najkrócej – jest to danina, którą na mocy ustawy może (ale nie musi!) nałożyć samorząd na właściciela nieruchomości, której wartość wzrosła dzięki przeprowadzonym przez gminę inwestycjom. Oto przykład: właściciel działki budowlanej zyskał dzięki temu, że samorząd zafundował trwałą drogę dojazdową, poprowadził opodal drogę gminną, zainstalował na niej oświetlenie, zbudował kanalizację.

Ustawa daje samorządowi prawo nakładania opłat adiacenckich na właścicieli nieruchomości. Gmina Dopiewo z tego skorzystała, radni przegłosowali stosowną uchwałę. Teraz już urzędnicy zobowiązani są do zabierania mieszkańcom pieniędzy. I nie ma od tego odwołania. Można najwyżej liczyć na ustanowienie rat, ale z odsetkami w odpowiedniej wysokości.

Pozyskane w ten sposób pieniądze stanowią dochód własny gminy. Lokalne władze mają prawo, po przeprowadzeniu kalkulacji, stwierdzić, że wprowadzenie opłat to zła decyzja. W Dopiewie taka sytuacja nie nastąpiła. Tu samorząd postanowił podzielić się z mieszkańcami kosztami zrealizowanych przez siebie inwestycji. Z niewielkim opóźnieniem, ale zapłacą, nawet jeżeli inwestycje te nie są im do szczęścia potrzebne. Ustawa daje możliwość pobierania opłat adiacenckich także w sytuacji, gdy wartość nieruchomości wzrośnie dzięki przeprowadzonemu przez samorząd podziałowi gruntu lub jego scaleniu. Gminy Dopiewo to jednak nie dotyczy, nie została podjęta uchwała samorządu w tej sprawie. Tu się płaci tylko za przeprowadzone inwestycje infrastrukturalne, ale nie te realizowane przez podmiot komercyjny, na przykład dewelopera (a ta-

kich jest najwięcej, przecież gmina Dopiewo to sypialnia Poznania), ale przez administrację publiczną. A ile się płaci? Najkrócej mówiąc – płaci się bardzo dużo.

Wyobraźmy sobie, że po zbudowaniu kanalizacji i po utwardzeniu drogi wartość działki budowlanej (samego gruntu, bez budynków i innych obiektów), wycenianej na 200 tysięcy zł, wzrosła o 10 procent, czyli o symboliczne 20 tysięcy zł. Wtedy właściciel, niezależnie od tego, czy zamierza działkę sprzedać, rozpocząć inwestycje, albo nie robić nic – musi gminie zapłacić połowę tej kwoty, a więc 10 tysięcy zł. Na mocy decyzji administracyjnej sumę tę musi jednorazowo

wpłacić na konto gminy. Jeżeli urzędnicy zaniechają wyegzekwowania tych pieniędzy, popełnią wykroczenie, bo ogołocą budżet samorządu z należnych dochodów. W ten sposób radni, których wybraliśmy w wyborach wsadzili wszystkich właścicieli nieruchomości do jednego worka. Opłatę adiacencką zapłacą i właściciele dużych budowlanych, gotowych do inwestycji nieruchomości i właściciele działeczek, na których nie mają zamiaru niczego budować.

Mieszkają tam od pokoleń, działkę odziedziczyli po przodkach, a teraz dowiadują się, że muszą sporą, jak na swoje możliwości kwotę, odprowadzić do budżetu gminy tylko dlatego, że biegnąca opodal gruntowa droga zyskała nawierzchnię asfaltową, albo że pojawiły się tam latarnie. To, że właściciel o takie urządzenia nie zabiegał, nie ma żadnego znaczenia.

Dopiero przepisy, które weszły w życie w tym roku uniemożliwiłyby funkcjonowanie w nim przychodni.

i działki mieszka przez całe życie w poczuciu, że nikomu nic do jego własności, bo odziedziczył ją po przodkach. W pobliżu powstaje jednak duże osiedle (ale nie za sprawą dewelopera, bo ten wykonuje inwestycje na własny koszt) którego mieszkańcy domagają się od gminy, na rzecz której płacą podatki, budowy solidnej drogi, kanalizacji, innych mediów. Takie inwestycje prędzej lub później zostaną zrealizowane, a samorząd ich kosztami podzieli się z właścicielami okolicznych nieruchomości. Wprowadzone opłaty budżetu gminy nie zbawią. Okażą się jednak bardzo uciążliwe dla wielu mieszkańców, szczególnie tych gorzej sytuowanych. Bilans strat i korzyści nie zrównoważy się. Dodatkowy finansowy ciężar, ponoszony przez mieszkańców, przyniesie więcej strat niż korzyści. Nie potrze-

Mieszkańcy nie mają wątpliwości, że tak rygorystyczne przepisy nie musiały zostać uchwalone. Ale zostały, a niemały wpływ na tę sytuację ma stan gminnych finansów. Władza potrzebuje pieniędzy. I jest bezwzględna.

A dlaczego władza potrzebuje właśnie teraz dużych pieniędzy? Odpowiedź jest prosta. Dlatego, że wydaje je bez opamiętania, a dyscyplina budżetowa to w gminie Dopiewo pojęcie abstrakcyjne.

W ostatnim czasie samorząd zorganizował dużo ciekawych imprez. I nawet, jeżeli były one potrzebne i miały szlachetny cel, a w dodatku z założenia były bezpłatne, to i tak trzeba było dokładać do nich niemałe pieniądze. Pieniądze wszystkich mieszkańców. Kwoty nie są olbrzymie, ale wydane dziesiątki tysięcy złotych można było zaoszczędzić. Przykład – charytatywny koncert zespołu Zakopower, zorganizowany w Palędziu. Cel był szczytny, chodziło o pomoc chorym dzieciom, ale impreza do tanich nie należała, a znaczna część wydatków pochodziła z kasy gminy. Równie szczytny był cel konUlica Stawna w Skórzewie zyskała niedawno certu zorganizowanego w Teatkanalizację, a to oznacza, że działki przy niej rze na Piętrze dla przyjaciół gmizwiększyły swą wartość. Czy ich właściciele ny Dopiewo. Tymi przyjaciółmi okazali się m.in. niektórzy polibędą musieli teraz uiścić opłatę adiacencką? tycy, na przykład Waldemar Witkowski i Krystyna Łybacka. PrzyJesteś mieszkańcem gminy? Jesteś ba wielkiej wyobraźni i znajomości wyższej szli się pokazać, bo i któż by nie wykorzyswłaścicielem działki? Samorząd zain- matematyki, by to ocenić. tał stworzonej przez gminę okazji pokazaNikogo nie obchodzi, jakie są docho- nia się w czasie kampanii wyborczej. Były westował swoje pieniądze? A więc musisz płacić. I nikogo nie interesuje, że samo- dy właściciela, z czego żyje, czy jest czyn- tam też osoby zaprzyjaźnione z panią wójt, rząd zainwestował pieniądze pochodzące ny zawodowo, czy żyje z nędznej emery- pomagające jej w wyborach, trzeba im było z twoich podatków. Ustawodawca zade- tury. Urzędnicy nie wezmą pod uwagę jakoś podziękować. Koncert był bardzo cydował, a miejscowy radny, czyli Twój także tego, że zbudowana droga w żaden ładny, pozostawił sympatyczne wrażenia, sąsiad skrzętnie skorzystał z okazji i zmu- sposób nie poprawi losu właściciela ale i nie był tani. Podobno trzeba było posił Cię do podwójnego płacenia za zrea- działki, bo nie ma, nigdy nie miał i mieć święcić prawie 30 tysięcy zł. nie zamierza samochodu. Jak się okazulizowaną inwestycję. Z pewnością nie zabraknie nastę- je – władza jest bezduszna. Szczególnie Jak nasza władza trwoni pieniądze – czytaj też na stronie 4 pujących sytuacji: mieszkaniec domku władza lokalna.

padzie 2008 roku zaczęliśmy przyjmować w nowym obiekcie, spełniającym wymogi stawiane nowoczesnym obiektom służby zdrowia nie tylko w Polsce. Wróćmy do przeszłości. Jak wyglądał Pana pierwszy gabinet w Dopiewie? – Na początku przyjmowałem w budynku państwa Adaszewskich, za torami, starsi mieszkańcy Dopiewa z pewnością jeszcze go pamiętają. Pierwszego gabinetu nie ma co porównywać z dzisiejszym. Nie było w nim bieżącej wody, a ogrzewanie całego ośrodka zapewniały trzy piece kaflowe. W kącie miałem ustawione dwa wiadra: jedno na czystą wodę, drugie na brudną, obok stał

stelaż, na którym stawiało się miednicę i tak się myłem przed badaniem pacjentów. Dopiero po kilku miesiącach do gabinetu podłączono wodę, a później zainstalowaliśmy elektryczny podgrzewacz i było trochę łatwiej. Na początku przyjeżdżałem do pracy pociągiem, co nie zawsze było wygodne. Dlatego musiałem kupić coś do jeżdżenia. W 70. latach dużego wyboru nie było. Zdecydowałem się na trabanta. W tym budynku razem z panią felczer, położną i rejestratorką przepracowałem prawie 20 lat. Nowy ośrodek, gdzie teraz działa Gminna Biblioteka Publiczna powstał na przełomie lat 80/90 za pieniądze NFZ. Na tamte czasy to był nowoczesny budynek.

Droga przez mękę

Wielkie kontrowersje towarzyszą planowaniu drogi z Dopiewa do Palędzia i Dąbrówki, biegnącej wzdłuż torów kolejowych. Ma ona połączyć ze światem osiedla powstające w Dąbrówce, pod lasem. Mieszkańcy boją się ogromnego ruchu, bo jak się oblicza, w ciągu doby ma tamtędy jeździć 4,5 tys. pojazdów. Żądają drogi alternatywnej, prowadzącej z Dopiewca do ul. Bukowskiej. I taka droga mogłaby powstać, gdyby gminny samorząd uchwalił wreszcie studium uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego. Póki co, gmina chce uchwalić 3 miejscowe plany zagospodarowania umożliwiające budowę drogi wzdłuż torów. Bez niej mieszkańcy przyszłych osiedli byliby prawie odcięci od

świata, a tysiące samochodów kluczyłyby osiedlowymi uliczkami. Mówi się o przedłużeniu jej do Poznania, ale jest wątpliwe, by poznański samorząd zdecydował się na tę inwestycję w najbliższych kryzysowych latach W sprawie planów odbyły się spotkania mieszkańców, w tym jedno z udziałem władz gminy. Padały propozycje, by za drogę zapłacił deweloper. Uczestnicy wyrażali niezadowolenie z konieczności wyburzeń, a właściciele żądają odszkodowania „dom za dom”. Przede wszystkim jednak mieszkańcy domagają się przedstawienia alternatywy dla tej drogi. Alternatywą mogłaby być trasa prowadząca do rozbudowanej ostatnio do wysokiego standardu ul. Bukowskiej. Odległość byłaby po-

Pacjenci muszą Pana lubić. Już 15 lat temu otrzymała pana tytuł Honorowego Obywatela Gminy Dopiewo. – Faktycznie ten tytuł przyznaje rada gminy i wójt, ale większość z nich była i jest moimi pacjentami. A mówiąc serio, to bardzo sympatyczny gest, władze samorządowe doceniły to, co robię. Jestem z tego dumny, otrzymałem go jako pierwszy obywatel w naszej gminie. Moja legitymacja opatrzona jest numerem 1. Przez te lata przyjął pan tysiące pacjentów. Czy dzisiejsi różnią się czymś od tych sprzed 40 lat? – Różnice są kolosalne. 40 lat temu ludzie nie chodzili tak często do lekarza. W Dopiewie funkcjonowało wtedy dużo gospodarstw rolnych, a rolnicy jeszcze rzadziej przychodzili po poradę, bo przecież nie byli ubezpieczeni i za wizyty teoretycznie musieli płacić, jeśli dobrze pamiętam 20 zł. Wtedy ludzie szli do lekarza dopiero wtedy, gdy sami nie potrafili sobie poradzić z chorobą. Najpierw próbowali wyleczyć się domowymi metodami. Dziś zdarzają się przypadki, gdy matka przychodzi z chorym przedszkolakiem i prosi o wypisanie dla niego zwolnienia. Druga sprawa to mentalność, a może raczej podejście do drugiego człowieka. Dziś często na korytarzu przed gabinetami dochodzi do drobnych scysji, pacjenci są bardziej nerwowi, próbują wchodzić bez kolejki. Kiedy potem pytam o przyczyny takiego zachowania zwykle słyszę, że „źle się poczułem, nie mam czasu i chciałem jak najszybciej wejść do lekarza”. Ale na pytanie, czy prosili czekających pacjentów o zgodę, najczęściej odpowiedzi nie uzyskuję . Nie wiem, z czego to wynika, a może po prostu tacy jesteśmy, nie tylko w poczekalniach. Może ludzie po prostu mają teraz mniej cierpliwości dla innych?

dobna, a na połączeniu z wygodną trasą skorzystaliby nie tylko mieszkańcy osiedli w Dąbrówce, ale i inni mieszkańcy gminy Dopiewo, którzy dziś w drodze do Poznania muszą przebijać się przez Skórzewo. Zdający sobie sprawę z braku studium urzędnicy forsują jednak tylko jeden, konfliktowy wariant. Budowa drogi wzdłuż torów też może okaże się korzystnym rozwiązaniem. Mieszkańcy gminy nie mówią, że nie powinna ona powstać. Chcą jednak alternatywnego sposobu rozprowadzenia ogromnego ruchu. Bez studium alternatywy jednak nie ma, ale czy wybrani przez mieszkańców radni i opłacani przez nich urzędnicy gminni zdają sobie z tego sprawę?


U nas w Dopiewie nr 02 listopad 2011