Issuu on Google+

#109

richard kern ... w łóżku z Martynką Wawrzyniak54 apokalipsa 2012 ... dokąd 46 6 zmierza kultura Make life harder ... not easier schlingensief ... wali pięścią 60 74 16 w ekran wszystko pŁynie ... polski folk na fali rejmer ... nie czuje „Wstydu”

exKLUSIV m a g a z y n N R 0 2 . 2 0 1 2 9, 9 0 p l n

Szumo wska wed ług WUNSCHE & SA MSEL

( w t y m 8 % vat )

#109 ISSN 1731-6642 Indeks 246948


rozBIEG PISS I SW C TRTEĘŚP

#109

exKLUSIV

Być może

Tak naprawdę wcale nie chcemy wiedzieć, co będzie. Bo przecież to właśnie poczucie, że jeszcze wszystko się może zdarzyć, pomaga nam wstawać z łóżka o siódmej rano. Dlaczego więc nie możemy się powstrzymać, żeby w Andrzejki nie wróżyć z fusów, a na początku każdego roku nie poświęcać czasu na tworzenie rozmaitych prognoz i zestawień typu „next big thing”? Tak naprawdę wcale nie chcemy wiedzieć, co czeka kulturę w 2012 roku, ale poprosiliśmy dziesięciu młodych dziennikarzy zajmujących się różnymi dziedzinami o przepowiednie (s. 46). Wywróżyli, że w obliczu zagłady będziemy starali zbliżyć się do siebie jak tylko się da – gotować i jeść w gronie przyjaciół, tworzyć swój mały szałas z patyków niczym w „Melan-cholii” Larsa von Triera – a jeżeli świat naprawdę się skończy, będzie prawdopodobnie najbardziej obfotografowanym wydarzeniem w dziejach. Czy muzycznie rok 2012 będzie należał – jak prorokuje w felietonie Karolina Sulej – do lirycznej Lany del Rey i hip-hopowej Iggy Azalea? (s. 78). Tego również nie chcemy na razie wiedzieć, ale już dzisiaj przedstawiamy wam nową generację polskich młodych muzyków indiefolkowych (s. 74), którzy być może wypłyną na szersze wody w tym roku. Bo wprawdzie nie wiadomo, co będzie, ale zawsze warto mieć życzenia. Warto też trochę poanalizować przeszłość. Pomaga nam w tym reżyserka Małgorzata Szumowska, specjalistka od trudnych emocji i skomplikowanych życiowych sytuacji, która twierdzi, że dobrze jest analizować, rozkminiać i podsumowywać etapy w życiu za pomocą sztuki (s. 18). Że film będzie autentyczny tylko wtedy, kiedy będzie opowiadał o czymś, czego reżyser doświadczył na własnej skórze. Jaka przyszłość czeka „Exklusiva”? Tego też na razie nie chcemy wiedzieć, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie spróbować uchylić kurtyny. Starochińska Księga Przemian mówi, co następuje: „Ludzie przychodzą i odchodzą, i czerpią ze studni. Jeżeli ktoś wody niemal dosięga, ale liny nie wystarcza lub dzban rozbija, czeka go niepomyślny los. Człowiek szlachetny zachęca lud do pracy i napomina, by pomagano sobie wzajemnie”. Życzcie nam więc w 2012 roku niewyczerpanej studni i szlachetnych ludzi.

2

Wydawnictwo Valkea Media S.A. ul. Elbląska 15/17, 01-747 Warszawa tel. 22 639 85 67-8, 22 633 27 53, 22 633 33 24, 22 633 58 19, faks 22 639 85 69 Dyrektor Zarządzająca Monika Stawicka mstawicka@valkea.com

Wydawca agnieszka żukowska azukowska@valkea.com

P. O. Redaktor Naczelna urszula jabłońska ujablonska@valkea.com

P. O. Zastępca Redaktor Naczelnej Karolina Sulej ksulej@valkea.com

Dyrektor Artystyczna EMIlia nyka enyka@valkea.com

Sekretarz Redakcji Martyna Możdrzeń mmozdrzen@valkea.com

Fotoedycja i Grafika Daria Ołdak doldak@valkea.com

Moda Marcin Różyc mrozyc@valkea.com

Muzyka urszula jabłońska ujablonska@valkea.com Kosmetyki magdalena zawadzka mzawadzka@valkea.com Dizajn OLGA ŚWIĘCICKA Produkcja Paulina Pawłowska ppawlowska@valkea.com Współpracownicy Marek Fall, Rafał Rejowski, Bartosz Sadulski, Filip Kalinowski, Olga Wiechnik, Łukasz Kasperek, Aleksandra Żmuda, Mateusz Adamski, Agata Nowicka, Łukasz Iwasiński, Monika Brzywczy, Kaja Kusztra, Dawid Ryski, Magdalena Łapińska, Tymoteusz Piotrowski, Krzysiek Kozanowski, Kamil Zacharski, Janek Zamoyski, Hania Rydlewska, Anna Bierzańska, Anna Budyńska, Agata Michalak, Patryk Mogilnicki, Witek Orski, Marek Krowiński, Robert Kuta, Adam Radecki, Alek Hudzik, Alicja Wysocka, Kuba Gralik, W P Onak, Aga Kozak, Dominika Olszyna, Kuba Dąbrowski, Agata Pospieszyńska, Yulka Wilam, Karol Grygoruk, Rafał Gruszkiewicz, Piotr Mirski, Mike Urbaniak, Stanisław Legus, Sylwia Kawalerowicz Menedżer ds. Druku i Dystrybucji Krzysztof wiliński kwilinski@valkea.com, tel. 607 058 802 Dział Prenumeraty prenumerata@exklusiv.pl

Patronaty Maja Duczyńska mduczynska@valkea.com Felietoniści Jakub Żulczyk, KAROLINA SULEJ, Anna theiss, małgorzata rejmer Korekta Marcin Teodorczyk Stażyści Marta Małkińska, Paweł kędzierski Reklama Dyrektor Biura Reklamy Beata Miciałkiewicz bmicialkiewicz@valkea.com, tel. 608 475 603 Menedżer Działu Sprzedaży Milena Kostulska mkostulska@valkea.com, tel. 506 105 661 Key Account Menedżer sylwia kaska skaska@valkea.com, tel. 601 187 124 Key Account Ewa Dziduch edziduch@valkea.com, tel. 664 728 597 Menedżer ds. Projektów Kluczowych Zuzanna Partyka zpartyka@valkea.com, tel. 501 987 389 Druk Zakłady Graficzne TAURUS tel. 22 783 60 00 Projekt makiety Jakub Pionty Jezierski www.brothersinarms.com.pl

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych. Za treść publikowanych ogłoszeń redakcja nie odpowiada. okładka foto: magda wunsche & samsel asystenci fotografek: Szymon Gosławski, Bartek Stojek / Studio Bank stylizacja / scenografia / włosy: Łukasz Pycior asystentka stylisty: Marta Gos makijaż: Zosia Krasuska-Kopyt / D'VisionArt produkcja: Paulina Pawłowska

exklusiv ... #109


rozBIEG SPISCI TREŚ

#109

exKLUSIV bohater

PODKŁAD

34 Yoyogi

74

Wszystko płynie

Plemię w głuszy 78

40 Blue Rebel

GRUBE

Karolina Sulej

Pussy, pussy, pussy Felieton 79, 81 Recenzje muzyczne

18

Małgorzata Szumowska

Rozmowy sponsorowane W dzisiejszych czasach z miłością jest ciężko. Staramy się zaspakajać nasze własne potrzeby. Jesteśmy z partnerem, on się nam nudzi, więc przechodzimy do kolejnego albo na odwrót – my się nudzimy partnerowi. W jakimś sensie miłość jest włączona w krąg konsumpcji. Trzeba by jakiejś rewolucji mentalnej, ekonomicznej i społecznej, żeby ta sytuacja zaczęła się zmieniać.

ROZBIEG

46

przepowiednie kulturalne Apokalipsa

Make Life Harder Człowiek

54

14

Richard Kern i Martynka Wawrzyniak

Jakub Żulczyk

Białe majtki

16

Bażant dla Jane Fondy

Małgorzata Rejmer

Penis jako źródło cierpień Felieton

Christoph Schlingensief

WYBIEG 8

Człowiek

10

David Wnendt Człowiek

75 minut walenia pięścią w ekran

28

Niezły koszmar Felieton 29, 31, 33 Info

66

Wiosna-lato 2012 Szał

30 Opowiadanie

86 Relaks

90 Kosmetyki 92 Zakupy 96 Nocny Patrol

Anna Theiss

12

85 Recenzje książkowe

88 Dizajn

Marcin Różyc

32

Alecos Papadatos

82

Julia Staniszewska i Mikołaj Łoziński

60

Justyna Kosmala

Guz Lecha Wałęsy

DROBNE

Czarny, Biały i Stolik Felieton 6

80

The Kurws

Siadaj i sieć Felieton

70

Natalia Sarata

Człowiek

Kraków była kobietą!

4

exklusiv ... #109


rozBIEG

tekst:

człok wie

make life Harder Tede w mojej ulubionej piosence śpiewa, że w życiu ważne jest, żeby się nażreć, nachlać i... no wiadomo. A dla was co się w życiu liczy? Maciej: No wiesz, miłość, rodzina, rozwój wewnętrzny, jakaś stabilizacja. Teraz, kiedy osiągnęliśmy w szołbizie właściwie wszystko poza pieniędzmi, jest w nas taka potrzeba wyciszenia, kontemplacji. Przez ostatnie tygodnie żyliśmy jak Charlie Sheen, tyle że bez koksu, seksu i aktorek porno. Czyli w sumie bardziej jak Martin Sheen. Ale ostatnio dużo medytujemy, zapisaliśmy się na zajęcia z jogi, Lucjan myśli nawet o konwersji na buddyzm. Lucjan: A skoro wspomniałeś o Tedem, to korzystając z okazji chcielibyśmy powiedzieć, że naszym zdaniem polski hip-hop skończył się na Scoobiedooya Liroya.

Czyli Maciej i Lucjan za klawiaturą. Obaj bez perspektyw na stałą pracę. Zafascynowani dokonaniami Kasi Tusk na blogerskim polu, sami postanowili spróbować sił i założyli na Facebooku profil Make Life Harder. Teraz są już tak znani, że bio wydaje się zbędne.

Jak to jest być bohaterem internetu, na co się ta sława przekłada? M: Alek, nie będziemy ukrywać, że jest cudownie. Myślę, że podobnie mógł się czuć kapitan Wrona po wylądowaniu. Tyle że on jest raczej bohaterem sezonowym jednego odcinka Faktów, a u nas to trwa już przecież ponad kwartał. L: W praktyce bycie bohaterem internetu nie przekłada się kompletnie na nic. Nie zarobiliśmy na tym ani złotówki, ale to się musi w końcu zmienić, bo przyszło do mnie rozliczenie za ogrzewanie i mam 354 zł niedopłaty za zeszły rok. Dlatego zamierzamy wypuścić limitowaną edycję perfum. Jesteśmy już po wstępnych rozmowach z Lacoste.

Alek Hudzik

Zwykła, bezintere sowna nie chęć

A ona ma interes do was? Zaczepiła was, polubiła, wysłała wiadomość na privie? Bo na urodziny niestety nie zaprosiła. L: No niestety nie zaprosiła, ale my z kolei nie zaprosiliśmy Kasi na Sylwestra, a nasza impreza była równie epicka, co jej urodziny. Tylko koleżanki jakby w mniejszych dekoltach. M: Raz udzieliliśmy wywiadu do pewnej ogólnopolskiej gazety, która ma taki dodatek z obcasami w tytule, ale nie powiemy jakiej. W wywiadzie powiedzieliśmy, że jeśli Kasia z Zosią będą miały kiedyś ochotę zjeść z nami na trzepaku zupkę chińską na sucho, to nie ma problemu, wiedzą, gdzie nas znaleźć. No i Kasia odpisała, że bardzo chętnie i że preferuje Vifona z kurczakiem. Z tą zupką to był oczywiście taki żart z naszej strony – tak naprawdę zabralibyśmy dziewczyny na najlepszy kebab w Trójmieście. Niestety, Kasia wyjechała do Tyrolu, myśmy wyjechali do Wieżycy i temat umarł. Na jakie strony z humorem najczęściej zaglądacie? Poza porno, bo o oczywistości nie pytam. M: Na stronach porno mniej cenimy sobie humor, a bardziej pewną wiarygodność sceniczną. Poza porno lubimy zaglądać na Onet. To chyba nasza największa konkurencja w internecie. Wyjątkowo śmieszny portal, zero słabych punktów. L: No i youtube.com – dużo śmiesznych filmików. Humor internetowy często jest bardziej niż smutny, żarty się powtarzają aż do przesytu. Jaki macie sposób, żeby podtrzymywać zainteresowanie i wesołość tłuszczy? M: Jak kończą nam się pomysły, to kradniemy z Demotywatorów. Nie, żartuję. Z Kwejka. L: Widać gołym okiem, że pomysłów starczyło nam na pierwsze pięć notek, a teraz ewidentnie kręcimy się w kółko. Dlatego we współpracy z TVN Style pracujemy nad nową formułą naszej działalności. Będzie to połączenie reality show z teleturniejem typu Wielka Gra. Nie możemy zdradzać szczegółów, ale już wiemy, że prowadzącymi będą Tadeusz Sznuk i Nergal.

Bardzo nam zależało, żeby sprawić przykrość komuś, kto swoją ciężką pracą doszedł do czegoś w życiu.

Śledzicie waszych fanów? Macie radochę, gdy „lubią was” ładne laski? L: Największą radochę mamy, gdy lubią nas brzydcy kolesie. M: Mamy taki fetysz w redakcji, że obczajamy po zdjęciach ostatnie pięć osób, które zlajkowały naszą stronę, i spośród tych pięciu trzeba wybrać jedną, z którą hipotetycznie pójdzie się do łóżka. Tylko ostatnio to jest trochę mniej zabawne, bo lajkuje nas coraz więcej kolesi. Nie każdemu fan page'owi udaje się zdobyć tylu fanów. Jaki jest wasz sekret? L: No właśnie widzieliśmy profil „Exklusiva” – lekko ponad 8 tysięcy fanów. Trochę słabo jak na magazyn, który ma pewnie cały dział promocji... Powinniście wię-

cej obrażać ludzi, wyśmiewać, wyszydzać – jak to w internecie. M: Jest takie stare polskie powiedzenie, że pierwszy milion fanów należy kupić na Allegro. Jak wam bardzo zależy, to zróbcie ściepę w redakcji i do dzieła. Tysiąc fanów można kupić już za osiem dyszek. Jak to się zaczęło? Skąd pomysł na Make Life Harder? L: Z próżności, pragnienia sławy i polskiej zawiści. Bardzo nam zależało, żeby sprawić przykrość komuś, kto swoją ciężką pracą doszedł do czegoś w życiu. M: Ale żeby była jasność, nie chodzi jedynie o zwykłą, bezinteresowną niechęć do drugiego człowieka. Chodzi także o coś znacznie ważniejszego – pewną głębszą ideę, która stoi za każdym naszym wpisem, a która nie jest akcentowana w mediach dostatecznie mocno – żeby zrobić karierę jak najmniejszym nakładem pracy w jak najkrótszym czasie. Make Life Easier was męczyło? Macie interes do Kasi Tusk? L: Mamy interes do wszystkich fajnych lasek, które wrzucają na bloga swoje zdjęcia z łóżka. M: Przez Lucjana przemawia teraz trochę retoryka nienawiści, ale to dlatego, że ostatnio na zajęciach z jogi nie był w stanie zrobić kwiatu lotosu i to się teraz odbija na wszystkich.

6

Exklusiv ... #109

Czy to wy pojawiacie się na zdjęciach? Czemu zamazujecie twarze? Aż takie brzydkie? M: Wciąż jesteśmy zbyt zajebiści, nawet jak na warunki internetu. L: Przy takim poziomie sławy rozpoznawalność mogłaby utrudniać nam życie, a my chcemy normalnie funkcjonować, pójść spokojnie do kościoła, do spa. Pod płaszczykiem humoru ukrywa się jednak gorzka prawda – blog Make Life Easier karmi nas niestrawnie głupią papką. Kpina to opór wobec tego typu działań? L: Tak. Myślimy o sobie w kategoriach bojowników o odnowę moralną i intelektualną narodu. W przystępny sposób staramy się przemycić bardzo istotne i ważne przemyślenia. Trochę jak Żeromski i Konopnicka albo Wojewódzki z Figurskim. W każdym blogerze jest coś z hejtera. Co was wkurwia najbardziej? M: Ludzie, których nic nie wkurwia. L: Mnie wkurwia Maciej, bo twierdzi, że pożyczył mi pięć ziko na bilet. M: Bo pożyczył. EX


rozBIEG

foto:

Ania Beta

człok wie

tekst:

Olga Święcicka

Panny na zak wasie

Justyna Kosmala Absolwentka nauk politycznych i Collegium Europejskiego w Natolinie. Warszawianka. W ciągu dnia pracownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w nocy, przepasana fartuchem, zamienia się w piekarza. Wraz z przyjaciółką Ewą Dobak, podróżniczką, oraz dwiema młodszymi siostrami założyła bistro Charlotte, gdzie wszystkie cztery realizują swoją życiową pasję. Pieką chleb i piją wino.

Romans pewnie też. Słyszałam nawet ostatnio, że jak miłość, to tylko na placu Zbawiciela, więc coś w tym musi być. Właśnie. Ten plac to kultowe miejsce w Warszawie. Jak przyjęli was klubowi i kawiarniani sąsiedzi? Bardzo się obawiałyśmy ich reakcji. To był duży stres, choć od początku wiedziałyśmy, gdzie chcemy otworzyć naszą kawiarnię. Przez pół roku chodziłyśmy Mokotowską, Koszykową i szukałyśmy. Rozmawiałyśmy ze wszystkimi, znałyśmy każdą dziurę, każdego dozorcę. W końcu trafiłyśmy na zamykający się sklep rybny. Właścicielki chyba poczuły naszą pasję, bo wynajęły nam lokal. Kobiecy biznes to już tu tradycja. Z sąsiadami świetnie się dogadujemy, razem bierzemy udział w różnych akcjach, ostatnio była Ulka Mokotowska. zorganizowana przez moją siostrę Basię i Filipa z Planu B.

Chleb czy wino? Chleb. Różne rzeczy podobają się w Charlotte, ale dla mnie piekarnia jest tu zdecydowanie najważniejsza. Od niej wszystko się zaczęło. Dzięki niej poznałam tajemnice prawdziwego chleba i stałam się początkującym piekarzem. Razem z panem Andrzejem, moim mistrzem piekarnictwa, spędziłam miesiąc we Francji, ucząc się sztuki wypiekania chleba. Te początki to moje najpiękniejsze wspomnienia. Wstawałam o pierwszej w nocy i jechałam przez ciemne, listopadowe miasteczko na rowerze w stronę światełka piekarni. Pracując tam z piekarzami z dziada pradziada, zrozumiałam cały ten magiczny proces. Nauczyłam się sprawdzać temperaturę ciasta, wilgotność powietrza, bo wszystko to ma wpływ na jakość chleba. No i zaraziłam się pasją.

To jaki jest ten wasz chleb? Zdrowy. Bez ulepszaczy i na naturalnym zakwasie, co jest rzadkością. Świeży, bo pieczemy go codziennie od trzeciej nad ranem. I smaczny. Niektórzy nasi stali klienci mówią nawet, że smakuje jak przedwojenny. Ja już nie jem pieczywa poza Charlotte.

Dużo was. Fakt, że jestem z wielodzietnej rodziny miał rzeczywiście wpływ na to miejsce. Ideę „wspólnego stołu”, który stoi na środku piekarni, wyniosłam z mojego domu. Bardzo lubimy razem siedzieć, jeść i rozmawiać. Zależało mi, żeby przenieść taką rodzinną atmosferę do Charlotte. Reakcje były sceptyczne. Usłyszałam, że wspólne konfitury są niehigieniczne i że nikt nie będzie chciał jeść przy jednym stole z obcymi. A jest inaczej. Często obserwuję, jak nieznajomi siadają przy tym stole i zaczynają rozmawiać. Niejedna znajomość się tu rozpoczęła.

Dziewczyny z Charlotte, chłopaki z Planu. Żebyś wiedziała. Jesteśmy jak rodzina. Oni do nas na śniadanie, my do nich na wódkę. „Góra” z „dołem” jest mocno połączona, a nawet przypieczętowana kilkoma związkami. Rodzina i rodzina. To chyba dla ciebie ważne? Najważniejsze. Zawsze, kiedy przeglądam przedwojenne pocztówki i widzę szyldy „Ojciec i syn” albo „Bracia”, to okropnie się wzruszam. Stąd też chyba mój wielki sentyment do braci Gessler.

Rodzinna piekarnia. Bistro. Winiarnia. Od pewnego czasu nie wypada tam nie bywać. Na śniadaniu, w przelocie, mijając paparazzich. Charlotte – z ziemi francuskiej na plac Zbawiciela.

Nie ty jedna. Może więc to jest klucz do waszego sukcesu. Od pierwszych dni drzwi kawiarni się nie zamykają. Początki były dla nas rzeczywiście zaskakujące. Bardzo chciałyśmy już otworzyć Charlotte, a remont ciągle się przedłużał. Byłyśmy pełne zapału, niecierpliwe, więc zaryzykowałyśmy nieco przedwczesny launch. Myślałyśmy, że przez pierwsze dwa miesiące wszystko będzie się powolutku rozkręcało, że znajdzie się czas i na naukę, i na wino z przyjaciółmi. Pierwszego dnia przyszło jednak bardzo dużo ludzi i tak już zostało. Niespodzianka? Ogromna. Tym bardziej że mieliśmy tylko pięć osób do pracy. Wzięłam urlop, Ewa, moje siostry i przyjaciele też. Mój mąż przez trzy tygodnie robił w kuchni kanapki.

Znajomi przychodzili na zmywak. To był koszmar, spaliśmy po cztery godziny na dobę, płakałam z przemęczenia, ale też ze wzruszenia, że ludziom się Charlotte spodobała. Jest chleb. Jest wino. Jest ciężka praca, ale musi być coś jeszcze? Prostota. Charlotte to normalne miejsce bez nadęcia. Nie jest przeładowane dizajnem, nie jest „przeinwestowane”. Jest tu zwyczajnie – dobra kuchnia, dobre picie, dobre wnętrze. Poza tym detal. Mam wrażenie, że ludzie doceniają drobiazgi. Całą energię, którą władowałam kiedyś w urządzenie mieszkania, teraz wkładam tu. Dziś już nie kupuję rzeczy do domu, tylko do Charlotte. Masa moich prezentów ślubnych jest w bistro. Nie odpuściłyśmy w żadnym szczególe i ludzie to czują. Dziś dużo się oczekuje od knajpy. Charlotte to mój dom. Pracują tu moje dwie siostry, Marysia i Basia, pomaga mój mąż Tomek. Mama i tata wpadają codziennie. A o Ewie, wspólniczce, mówi się: „piąta siostra”.

8

Exklusiv ... #109

Tylko że w Przekąskach Zakąskach jest pan Roman, a u was obsługa, która jest chyba najczęściej krytykowaną ze wszystkich w Warszawie. Faktycznie początki były trudne, brakowało nam rąk do pracy. Teraz jest już inaczej. Poza tym myślę, że fajniej zatrudnić miłego, inteligentnego studenta, który nie wszystko jeszcze potrafi, ale się stara i kocha to miejsce, niż przeszkolonego kelnera, który tylko w kółko powtarza „smacznego” i „smakowało?”. Jasne, ale banalne pytanie: „Białe czy czerwone?”, to lekka przesada w winiarni. W Polsce mało kto zna się na winie. Powszechnie się uważa, że francuskie jest drogie i niesmaczne. Walczę z tym, podając tylko wino francuskie. Nie byle jakie, stołowe, tylko z apelacją, z winiarni, które znam, od dostawców, których szanuję. Staram się, żeby było z jak największej ilości regionów. A kelnerów szkolę po godzinach, teraz to mój priorytet. Czyli jednak i wino, i chleb. Charlotte. Po prostu. EX


rozBIEG

tekst:

człok wie

David Wnendt Rocznik’77. Absolwent reżyserii na Uniwersytecie Filmu i Telewizji im. Konrada Wolfa. Czym jest dla ciebie film Jego debiutancki Combat Girls – skąd się wziął? film Combat Girls Robienie filmu zwykle zaczyna był pokazywany się od tego, że ma się pomysł na Warszawskim na bohatera lub historię. W tym Festiwalu Filmowym. przypadku zaczęło się od tematu Premiera w Polsce – od kobiet w ruchach neonazi27 stycznia. stowskich.

Anna Bierzańska

Randka z neona zistką

Zacząłem się tym interesować, kiedy przyjechałem do Berlina. Urodziłem się w zachodnich Niemczech i sporo się przeprowadzałem, bo mój ojciec jest dyplomatą. Kiedy skończyłem szkołę i wyniosłem się od rodziców, postanowiłem, że moim miastem będzie Berlin. Zacząłem badać peryferia i pobliskie miejscowości. Tam mieszka wielu młodych prawicowych ekstremistów – można to poznać choćby po ubiorze. Kiedy się dorasta w tamtych okolicach można przyłączyć się albo do punków albo do neonazistów. Nie ma zbyt wielu innych opcji. Zupełnie inaczej niż tam, gdzie ja chodziłem do szkoły – w moim liceum jeden neonazista spowodowałby wielki skandal. To mnie zszokowało. Pamiętałem o tym, gdy szukałem tematu do pracy dyplomowej. I kiedy zacząłem wracać do tych początkowych badań, odkryłem, że w tych grupach jest wiele dziewczyn. Nie są tam tylko dlatego, że drepczą za swoim chłopakiem. Są równie ekstremalne i brutalne, co faceci.

za dyktaturą. To znak, że demokracja jednak jest w stanie kryzysu, nie tylko w Niemczech, chociaż była bardzo stabilna przez długi czas. Dla mnie to jest przypomnienie, że o demokrację trzeba nieustannie walczyć. Neonaziści jednak uważają, że społeczeństwo się z nimi zgadza. Bo oni też są przeciw demokracji. Jak udało ci się wniknąć w to środowisko? Na początku chodziłem na manifestacje – w zasadzie w przebraniu, żeby się nie wyróżniać. Dowiedziałem się wtedy wiele na temat dynamiki i zachowań grupowych, ale nie było warunków, żeby porozmawiać z poszczególnymi ludźmi. W zasadzie w każdym miasteczku we wschodnich Niemczech istnieją lokalne domy kultury dla młodzieży, wiele z nich zostało przejętych przez neonazistów. Kiedy je odwiedzałem, odkryłem, jak bardzo ta młodzież jest częścią lokalnej społeczności. Dorośli przeważnie nie przejmowali się nimi, mówili, że to młodzi ludzie, którzy słuchają skrajnie prawicowych zespołów, ale w zasadzie są nieszkodliwi. W innych domach kultury, gdzie bywała trochę bardziej lewicowa młodzież poznałem drugą stronę tej historii. Nie byli nieszkodliwi – wbijali się na imprezy, koncerty, bili ludzi, poza swoim miasteczkiem byli bardzo agresywni. Nadal szukałem sposobu, żeby lepiej poznać dziewczyny. Wróćmy więc do meritum – dlaczego zainteresowały cię dziewczyny? Po pierwsze ze względu na to, że chociaż są filmy o neonazistach, w których występują kobiety, to nigdy nie występują w rolach głównych. A w rzeczywistości w tym środowisku jest coraz więcej kobiet – to mniejszość, ale powiększająca się. Po drugie, chciałem wiedzieć, jak radzą sobie ze sprzecznościami. W ideologii rolą kobiety jest bycie matką, prowadzenie domu. a te kobiety, które poznałem, chciały być aktywne politycznie, tak samo jak mężczyźni. Ta kultura jest nadal bardzo macho, chciałem wiedzieć, jak kobiety sobie z tym radzą i dlaczego je to przyciąga.

David Wnendt podczas zbierania materiałów do scenariusza filmu chodził na manifestacje neonazistów i zapisywał się na portale randkowe. I udało mu się stworzyć coś niezwykłego.

To jest dość niezwykłe. Niedawno też odkryłam, że w Warszawie istnieją neonazistowskie lokale. Czy w Niemczech ludzie zdają sobie sprawę ze skali problemu? Wydaje mi się, że przez długi czas nie doceniano tej skali. Jeżeli mieszka się w Berlinie, można w ogóle tego nie zauważać. Robiąc film, myślałeś głównie o publiczności niemieckiej? Miałem to gdzieś z tyłu głowy, ale starałem się po prostu zrobić film jak najlepiej, z nadzieją, że znajdzie swoją publiczność. Przede wszystkim cieszyłem się, że udało się w Niemczech. Jednak wydaje mi się, że jeżeli aktorzy są prawdziwi, jeżeli historia jest realistycznie opowiedziana – wtedy w filmie jest coś uniwersalnego. Pokazywaliśmy Combat Girls na Warszawskim

Festiwalu Filmowym i w innych miejscach – wszędzie publiczność go rozumiała. Tylko pytania po seansie były trochę inne. W Niemczech pytano głównie o to, jak zbierałem materiał do scenariusza, jak poznałem te kobiety, było trochę pytań o to, jak rozwiązać ten problem. Bo ludzie zdawali sobie sprawę, że to jest problem, ale rozumieli, że nie jest też tak, że za chwilę zostaniemy Czwartą Rzeszą. W Warszawie pytania były trochę bardziej strachliwe – pytano, czy naprawdę tak jest w Niemczech, czy wszędzie to tak wygląda. W niektórych miejscach ksenofobia jest często spotykana. Rozmawiałem z małymi, słodkimi dziewczynkami – mają po 14 lat, chodzą do dobrych szkół – ale są przeciwko obcokrajowcom. To się zdarza w regionach, gdzie imigrantów jest może 2-3%. Ta ksenofobia nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi obcokrajowcami. Ale staje się mainstreamowa. Obecnie w Niemczech ponad 50 procent społeczeństwa uważa, że demokracja nie jest najlepszym systemem. To oczywiście to nie znaczy, że od razu opowiadają się

10

Exklusiv ... #109

To jak znaleźć dziewczynę neonazistkę? W internecie są strony randkowe dla neonazistów. Utworzyłem profil i wysyłałem setki wiadomości do dziewczyn. Przyznawałem się, że robię research do filmu i chcę się spotkać z osobami, które opowiedzą mi o swoim życiu. Wiele nie odpowiedziało, sporo odpowiedziało pogróżkami, były bardzo nieufne. Pisałem im dużo o sobie, żeby zdobyć ich zaufanie. I w końcu się udało. Z jedną dziewczyną rozmawiałem aż osiem godzin. Pracujesz już nad następnym projektem? Nie mogę za wiele na ten temat powiedzieć. Jeżeli się uda, będzie to adaptacja powieści, która była bestsellerem w Niemczech. Jestem na etapie castingu i jeżeli wszystko dobrze pójdzie, zaczniemy kręcić we wrześniu. EX


rozBIEG

ilustracja:

Alecos Papadatos

człok wie

Agata Michalak

Mrok w logiku

alecos papadatos Grecki rysownik, animator i scenarzysta komiksowy. Studiował ekonomię i marketing w Atenach i Paryżu, po szkole pracował, tworząc animacje dla francuskiej telewizji i przemysłu filmowego oraz własne kreskówki. W 1989 roku jego film reprezentował Grecję na Berlinale, a w latach 2004-2008 współtworzył wraz z żoną Annie di Donną warstwę graficzną powieści rysunkowej Logikomiks, która w listopadzie 2011 roku ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa W.A.B.

tekst:

Pamiętasz, jaką postać narysowałeś po raz pierwszy jako dziecko? Tak, ktoś z rodziny musi mieć gdzieś ten rysunek – to była mysz w kształcie ósemki, która telefonuje (Alecos odtwarza ją na serwetce).

Mnie, humanistkę, wasz komiks porwał tak samo, jak moją przyjaciółkę, która ma doktorat z bioinformatyki. Duża część uroku Logikomiksu ma związek z tym, że scenarzysta Apostolos jest pisarzem i reżyserem, wie, jak opowiadać historie. Jest też maniakiem nauki i typem, którego wszystko interesuje. Wydaje mi się, że jako student Columbii poznał nawet Kurta Gödela. Nawet jeśli nie znasz matematyki, to i tak może urzec cię historia opowiedziana w Logikomiksie. Jeśli zaś ją znasz i rozumiesz, to wiesz, że za matematyką stoją ludzie. Czasami spotykam matematyków niezadowolonych z naszego dzieła. Pytają mnie i Apostolosa, dlaczego nie zgłębiliśmy takiego a takiego zagadnienia, zamiast zajmować się kobietami Bertranda Russella lub innymi bzdetami. Dlaczego zainteresowaliśmy się szaleństwem i jego związkami z nauką? Z drugiej strony osoby, które nie znają się na matematyce, często mówią, że po prostu nie zważały na naukowy aspekt, bo świetnie czytało im się „ludzką historię”. Największe oklaski należą się więc scenarzyście, który połączył te trudno do siebie przystające elementy w gładką narrację.

Byłeś dobry z matmy? Niezbyt, ale lubiłem geometrię. Polubiłem ją za sprawą nauczyciela w liceum, ale i dzięki temu, że składa się z rysunków.

Czy istnieje grecka scena komiksowa? Mamy sporo rysowników, trochę mniej scenarzystów. Odnoszą spore sukcesy. Grecki rynek jest malutki, choć myślę, że w ciągu kilku najbliższych lat część z tych prac trafi do publiczności za granicą, tak jak się to stało z waszym Jeżem Jerzym, którego poznałem w zeszłym roku za sprawą jego twórców Tomka Leśniaka i Rafała Skarżyckiego. Większość artystów w Grecji, tak jak oni, tworzy komiks do pewnego stopnia realistyczny, nie zaś powieści graficzne. Z jakichś powodów Logikomiks odgrywa na tym polu pionierską rolę. Jest sporo fanów, którzy nas wspierają, ale to małe grono, jak wszędzie zresztą.

„Logikomiks” to jedna z najgłośniejszych komiksowych premier ostatnich lat. Z okazji wydania polskiego tłumaczenia jej rysownik Alecos Papadatos opowiedział nam o szaleństwie, Jeżu Jerzym i greckich maniakach.

Mam wrażenie, że polski rynek komiksowy przechodzi poważne załamanie. Jak wygląda sytuacja w pogrążonej w kryzysie Grecji? U nas wydawaniem komiksów zajmują się dwa czy trzy wydawnictwa. Tłumaczą amerykańskie opowieści o superbohaterach i mangę, wydają rzeczy rodzime. Kryzys ich dotknął, ale nie złamał. Przetrwali, być może dlatego, że to niewielkie firmy – zawirowania ekonomiczne znacznie silniej odbiły się na dużych wydawnictwach. Inna rzecz, że twórcy komiksów mają specyficzną mentalność – robią swoje niezależnie od tego, czy to im się opłaci, czy nie. Robią to, bo to kochają! A że wydawca też jest maniakiem, to wydaje to!

Napisałeś, że praca nad Logikomiksem była jednym z najbardziej fascynujących doświadczeń twojego życia. Dlaczego? To musiał być okropnie żmudny proces, zajął w końcu cztery lata! Tak, i to była ta trudna część. Musieliśmy długo i intensywnie pracować nad jednym projektem – nasze umysły nie są do tego przyzwyczajone, bardzo szybko pragniemy odmiany. Kiedy pracujesz z tymi samymi ludźmi przez dłuższy czas, doznajesz wielu emocjonalnych wzlotów i upadków, musisz się bardzo starać, by to nie miało wpływu na jakość pracy. Sam ten wysiłek był trudny. Na szczęście dla mojej żony Annie i dla mnie to nie pierwszyzna – i tak pracujemy razem, w tym samym studiu, spędzając ze sobą 24 godziny na dobę. Fascynujące natomiast było poczucie, że po raz pierwszy w życiu zajmuję się czymś, co jako historia bardzo mnie interesuje – to niezwykle humanistyczne dzieło! Na głębokim poziomie mówi o ludziach i ich namiętnościach. Nie ma nic bardziej cennego dla autora komiksu niż świadomość, że poprzez swoją pracę przekazuje wiedzę.

12

Exklusiv ... #109

Twoje zadanie też nie było łatwe – przełożenie tych skomplikowanych myśli na bardzo prosty język obrazu. Nie wiem, czy byłoby prostsze, gdybym miał do czynienia na przykład z historią o słynnych malarzach. Malarze i inni artyści noszą w sobie tę mroczną stronę, która nazywa się sztuką, nie są tacy poukładani i logiczni jak naukowcy. Ale czytając nasz komiks, odkrywasz, że logika nie ma nic wspólnego z poukładaniem – pod jej powierzchnią tkwią potwory, tak samo jak pod powierzchnią obrazów. Czy w tobie też tkwi ta ciemna strona? Pewnie tak, choć w sposób nieuświadomiony.

Na jakim etapie jest twój najnowszy projekt Demokracja? Z Abrahamem Kawą kończymy właśnie pracę nad scenariuszem. To opowieść dotykająca prehistorii greckiej demokracji, mająca miejsce przed tym olśniewającym V wieku p.n.e., widziana oczami zwykłego Ateńczyka. Bohater opowiada swoją wersję tych mrocznych i ważnych zdarzeń, by czytelnik zrozumiał, że zmiana ustroju nastąpiła za sprawą powolnej transformacji samych Ateńczyków. Ja nakreśliłem główne postaci i węzłowe punkty akcji, stworzyłem trójaktową strukturę, a Abraham napisał dialogi, rozwinął poszczególne sceny i tchnął w tę historię duszę. Teraz przejąłem jego materiał i zaczynam tworzyć ilustracje. Wydawnistwo Bloomsbury już złożyło zamówienie, co jest dobre i złe zarazem, bo teraz mają mnie na muszce! A oprócz tego mam też oczywiście dużo innych zleceń. A ile godzin śpisz, kiedy pracujesz nad powieścią graficzną? Nie najgorzej, bo około sześciu. Ale powiem ci, że to nie jest zawód dla żonatych i dzieciatych. Jest dobry dla singli, którzy nie muszą pracować, żeby się utrzymać. A tacy ludzie nieczęsto występują w przyrodzie. EX


rozBIEG

ilustracja:

Tymoteusz Piotrowski

E FELIN TO

Jakub Żulczyk Pisarz, publicysta, dziennikarz, ostatw genialnym, acz wymaganio didżej. Pisał jącym cierpliwości filmie The dla dziesiątków Sunset Limited występują pism, od „Playboya” jedynie dwie postaci. Grany po „Tygodnik przez Tommy’ego Lee Powszechny”. Jonesa (który również film Napisał powieści wyreżyserował) „Biały”, oraz Zrób mi jakąś „Czarny”, w rolę którego krzywdę, Radio wcielił się z kolei Samuel L. Armageddon i InstyJackson. Brzmi to jak dowcip tut. Dużo gada i pali. o Murzynie z idiotserwisu Prowadzi bloga typu Demotywatory, ale jakubzulczyk. naprawdę w wydłużonej do ownlog.com.

życiu. Nie potrafimy rozmawiać. Rozmawiamy często, krótko i pobieżnie. Właściwie nie rozmawiamy, jedynie wymieniamy mniej lub bardziej złożone struktury zdań. W pracy wymieniamy urywane wypowiedzi, przyjmujemy lub wydajemy polecenia, ewentualnie przeklinamy czy wzdychamy. Po pracy z naszymi partnerami, znajomymi nie rozmawiamy, tylko składamy relacje – o ile przebywamy akurat w miejscach, w których w ogóle da się rozmawiać. Wszyscy mamy te same lęki, wszyscy czujemy to samo swędzenie przypominające nam o nieuchronnym, wszyscy mniej lub bardziej czujemy w kościach fasadowość świata przedstawionego, ale są one dla nas równie wstydliwymi tematami do rozmowy, co przypadkowy seks w kiblu i złapana przy okazji tegoż wysypka. Wszyscy się boimy, a najbardziej boimy się przyznać do strachu, boimy się powiedzieć komuś, że w naszych bebechach również jest taki mały, brudny stolik, przy którym siedzą „Czarny” i „Biały”. „Biały” przeważnie wygrywa, ale „Czarny” trzyma nas na powierzchni – lubi dobre jedzenie i ma poczucie humoru. Boimy się do tego przyznać, bo ktoś każe nam zmienić temat, bo te zdania będą zwisały nam z nosa jak smarki, będą kłuć w uszy jak telefoniczne zakłócenia. Nie chcę napisać w tym momencie jakiegoś obraźliwego dla mnie samego zdania w rodzaju: „Mówmy o własnych uczuciach”. Zdanie to przypomina mi głupią i młodą pannę, która patrzy się tępo w ścianę, a na pytanie swojego chłopaka, o co jej chodzi, odpowiada, że jest jej smutno. Mnie nie jest smutno. Wam też nie. „Białemu” i „Czarnemu” też nie. Uczuciem, o którym nie rozmawiamy przede wszystkim, jest strach; strach, który rośnie w nas z każdą sekundą, wprost proporcjonalnie do starzenia się organizmu. Strach, którego wstydzimy się jak brzydkich znamion. Strach, który może nie każe nam rzucać się pod metro, ale z dnia na dzień dokucza nam coraz bardziej i nie złagodzą go niestety żadne płyny czy tabletki. No cóż, to nasz strach i przynajmniej nie chowajmy go do kieszeni. Wszystkiego najlepszego. Oficjalnie witam was w 2012 roku. EX

Czarny, Biały i Stolik

półtorej godziny pojedynczej scenie, która ciągnie się przez cały, zaadaptowany ze sztuki teatralnej Cormaca McCarthy'ego film, bohaterowie po prostu siedzą przy stole i rozmawiają – nie trzeba nic więcej. Żadnych ekspozycji, charakterystyk, dookreśleń. Nawet imion. „Biały” i „Czarny” nie desygnują rasy, a jedynie znamionują odróżnienie. „Biały” jest profesorem, oczytanym i głęboko wątpiącym w siebie i świat nihilistą, dla którego jedyne ważne rzeczy – kultura, cywilizacja, logos – właśnie przestały być ważne, rozpadają się na jego oczach. „Czarny” jest głęboko wierzącym, mieszkającym w potwornej ruderze byłym więźniem, który pracuje jako stróż na stacji metra. „Biały” próbował właśnie popełnić samobójstwo, skacząc pod tytułowy pociąg The Sunset Limited. „Czarny” go uratował. Zaczynają prowadzić rozmowę, podczas której „Czarny” próbuje wyprowadzić „Białego” z ciemnego pokoju, do którego tamten dobrowolnie wszedł. Rozmowa staje się konfliktem, wojną dwóch pozornie przeciwstawnych narracji. Żadna nie wygrywa. Z biegiem filmu słowa „Białego” i „Czarnego” brzmią coraz bardziej jak kauczukowe piłki odbijane o ściany metalowego pomieszczenia. „Biały” i „Czarny” mają sobie nawzajem do zaoferowania wszystko, ale żaden z nich tej pomocy w ogóle nie potrzebuje. Rozmawiają z konieczności, a ta rozmowa wydobywa ich na chwilę z ich więzień – „Białego” z więzienia jego absolutnej rezygnacji, którą ktoś głupi mógłby pomylić z depresją; „Czarnego” z więzienia jego mieszkania i życia, których piekła nie zamaskuje jego szeroki, serdeczny uśmiech. The Sunset Limited ma w sobie głębię i cierpliwość, której nie tylko brakuje w kinie, ale brakuje jej przede wszystkim w naszym codziennym

Wszyscy się boimy, a najbardziej boimy się przyznać do strachu.

14

Exklusiv ... #109


#109

exKLUSIV m a g a z y n n R 0 2 . 2 0 1 2 9, 9 0 p l n

#107/108

richard kern ... w łóżku z Martynką Wawrzyniak54 apokalipsa 2012 ... dokąd 46 6 zmierza kultura Make life harder ... not easier schlingensief ... wali pięścią 60 74 16 w ekran wszystko pŁynie ... polski folk na fali rejMer ... nie czuje „Wstydu”

#109

wolfgang tillmans ... nie lubi lajfstajlu56 daniel bloom ... wieczny debiutant90 porno ... nie tylko dla onanistów68 kucharze ... płaczą przy krojeniu cebuli74 kasia warnke ... walczy o sens62 wojtek mecwaldowski ... podgląda znajomych98

exKLUSIV m a g a z y n n R 1 2 . 2 0 1 1 / 0 1 . 2 0 1 2 9, 9 0 p l n

( w t y m 8 % vat )

#107/108 ISSN 1731-6642 INdEKS 246948 Magazyn nieprzeznaczony do rozpowszechniania publicznego – wyłącznie dla zarejestrowanych członków Klubu EXKLUSIV

ISSN 1731-6642 INdekS 246948

( w t y m 8 % vat )

magda gessler w obiekt y wie r afał a mil acha

szuMo wska wed ług WUNSCHE & SA MSEL

KUP EXKLUSIVA W PRENUMERACIE! Przygotowaliśmy dla Was atrakcyjną ofertę prenumeraty. Wasz ulubiony magazyn co miesiąc z dostawą do domu. Szybko i w atrakcyjnej cenie. W tym miesiącu na szczęśliwców czekają wyjątkowe nagrody – pierwszych 10 osób, które zakupi 10 wydań otrzyma interesujące książki.

prenumerata roczna 10 wydań

– 85 zł

Prześlemy Ci do domu 10 kolejnych numerów miesięcznika „Exklusiv”. prenumerata roczna 10 wydań odnawialna – 75 zł

Prenumerata odnawialna ulega automatycznemu przedłużeniu na kolejny rok, aż do przesłania pisemnej rezygnacji z prenumeraty.

prenumerata półroczna 5 wydań

– 45 zł

Prześlemy Ci do domu 5 kolejnych numerów miesięcznika „Exklusiv”. prenumerata studencka – rabat 30%

(od ceny standardowej – 99 zł) Cena rocznej prenumeraty po rabacie – 69,30 zł Cena półrocznej prenumeraty po rabacie – 34,70 zł Warunkiem otrzymania rabatu studenckiego jest przesłanie mailem skanu ważnej legitymacji studenckiej na adres prenumerata@exklusiv.pl lub faksem na numer 22 639 85 69 prenumerata zagraniczna – 220 zł

Wyślemy Ci 10 kolejnych numerów miesięcznika „Exklusiv”, gdziekolwiek będziesz sobie życzył.

jak zamówić prenumeratę?

wystarczą dwa proste ruchy!

1. Podając swoje imię i nazwisko w tytule przelewu, wyślij pieniądze na konto:

pl 71 1090 1014 0000 0001 0494 6059

2. Wyślij mailem lub faksem swoje imię, nazwisko, adres wysyłki, nazwę prenumeraty oraz numer telefonu na adres: prenumerata@exklusiv.pl faks: 0048 22 639 85 69, wew. 208 kup exklusiva na mieście

Wybrane salony prasowe: Empik, Traffic Club, Inmedio / Relay, GLM oraz Kolporter


ilustracja:

rozBIEG E FELIN TO

Małgorzata Rejmer Rocznik’85. „»in too deep« Phila ColSkończyła kulturozlinsa to jeden z najbardziej nawstwo na UW, poruszających utworów z lat a potem napisała 80., o monogamii i odpowieksiążkę Toksymia dzialności” – naucza Patrick o tym, że na Bateman (czyli American Grochowie jest Psycho) dwie prostytutki, brudno. Pracuje zanim łaskawie zacznie nad reportażami uprawiać z nimi stonogowaty o Rumunii i drugą seks. Bateman bardzo lubi powieścią. Ogląda się słuchać i dostrzegać, jaki amerykańskie seriajest mądry i wspaniały. Do le, czyta rumuńskie brukowce i pisze sce- udanej kopulacji wystarczy nariusze. W wolnych mu patrzenie na swoje odbicie w lustrze. Christian chwilach jeździ po Bale jako Bateman jest krajach, w których okrutny i komiczny, ludzie mają gorzej zwyrodniały i wyniż w Polsce.

Dawid Ryski

tak dotkliwy i bolesny film, jak Głód, tym razem nie zapanował ani nad bohaterem, ani nad opowieścią. Reżyser tej klasy musiał mieć niemałe ambicje, w końcu debiutował brawurowo, ale jak tu być odkrywczym, kiedy robisz film o seksoholiku w wielkim mieście – to temat jak zdarta płyta. Co by tu zmajstrować, żeby widz wyszedł z kina, otrząsając się jak mokry pies? McQueen skupia się na tym, co w Głodzie wyszło mu znakomicie – pokazywaniu cielesności, która staje się największym balastem człowieka. Głód był jednak wizualnym arcydziełem, prowadzącym narrację od tego, co materialne, do tego, co metafizyczne, a Wstyd okazuje się nieznośnie dosłowny w obrazowaniu. Nawet gdy McQueen pokazuje rozpacz bohatera, odwołując się do twórczości Francisa Bacona, w której udręczeni ludzie konfrontują się z horrorem egzystencji, jest w tym jakaś nieznośna manieryczność. Brandon cierpi, bo spuszcza się, jakby naciskał spłuczkę w toalecie i nie przynosi mu to żadnego zaspokojenia. McQueenowi udało się uchwycić mechaniczność i nudę seksu, który wynika z uzależnienia, jego czystą popędliwość, orgazm, który przynosi ulgę – jakby spragniony napił się wody – ale żadnej satysfakcji. Reżyser rozbiera swojego bohatera, by powiedzieć o nim coś prawdziwego, toteż Brandon paraduje nago, oddaje mocz raz, oddaje mocz po raz wtóry, widz poznaje meandry jego fizjologii i hydrauliki (skonfrontowany z kobietą, którą mógłby pokochać, staje się impotentem), ale ta narracja jest podszyta jałowością, nie ma w niej emocjonalnej głębi. Michael Fassbender daje z siebie wszystko, świadomie budując swoją postać, zachowuje powściągliwość w tym wycyzelowanym, podszytym histerią filmie, ale kogo właściwie gra? Kim jest współczesny seksoholik, skoro bohatera nie określa nic, poza uzależnieniem – ani praca, ani system wartości, ani nawet rodzina, bo o jego relacji z siostrą trudno cokolwiek powiedzieć, poza tym, że istnieje i jest marna. Przez chwilę zdawać się może, że rodzeństwo ma za sobą kazirodcze doświadczenia, ale wszystkie tropy, które mogłyby dodać ich relacji głębi i wytłumaczyć życiowe wybory, urywają się, jakby nie miały żadnego znaczenia. Najciekawszy Wstyd jest wtedy, gdy McQueen pokazuje, że wszystkie warstwy świata są przegniłe. Kto może tutaj wstępować na podwyższenie jako moralizator, skoro każdy ma na sumieniu świństwa? Ale kwestia powszechności wstydu to daleki plan filmu, zaledwie naszkicowany. W zbliżeniu mamy natomiast ciało, pot, mocz, pachwiny, wszystko to kompletnie aseksualne, prawdziwe porno dla intelektualistów, niewywołujące żadnych emocji, metodyczne, starannie skomponowane. To, co ma być szokujące, nie powoduje nawet dyskomfortu. Romans mainstreamu z porno trwa od dobrych czterech dekad, nawet w komediach romantycznych zaroiło się od aktorów pokazujących męskość. Przypomina mi się finałowa scena Boogie Nights P.T. Andersona, w której główny bohater Eddie Adams, weteran filmów porno, wyjmuje penisa ze spodni i patrząc w lustro, powtarza: „I’m a big, bright, shining star”. Jeśli ktoś miałby opowiedzieć przekonującą historię o penisie jako źródle cierpień, to byłby to Eddie, nie Brandon. EX

Penis jako źródło cierpień

Przeczytawszy trzy zdania z Houellebecqa, wiecie o bohaterze „Wstydu” wszystko.

muskany; do dziś broni się zjadliwość, z jaką Mary Harron sportretowała amerykańskich japiszonów w ekranizacji powieści Breta Eastona Ellisa – ometkowanych, biegłych w perwersjach seksualnych i okropnie znudzonych. Po American Psycho przez ekrany przetoczyła się wataha seksoholików, seryjnych morderców i wszelkiej maści socjopatów, a najwięcej miały na ten temat do powiedzenia amerykańskie seriale, które wyznaczyły nowe granice nieprawości, jakie może popełnić bohater, z którym się identyfikujemy. Takie nastały czasy, że dobry bohater to musi być zły bohater, a im gorszy, tym lepszy. Jedenaście lat po American Psycho, który, zdaje się, podsumował jakąś epokę, Steve McQueen nakręcił podobne studium na temat życia emocjonalnego i seksualnego nowojorskiego pracownika korporacji. Bohater Wstydu wydaje się młodszym bratem demonicznego Batemana, tyle że bardziej zbolałym i w całej swojej plugawości zaskakująco poczciwym. Nawet jeśli filmu nie widzieliście, to przeczytawszy trzy zdania z Houellebecqa, i tak wiecie już o Brandonie wszystko. Że jest przystojny i ma wygodne mieszkanie, a czas wolny spędza na masturbacji, seksie z prostytutkami, oglądaniu porno i tak go to zajmuje, że chwili nie ma na nic innego; rodzina, życie wewnętrzne – na takie emocjonalne zbytki Brandon nie może sobie pozwolić. Ale wraz z pojawieniem się Sissy, jego zaburzonej, złaknionej miłości siostry, przez nowojorską pustynię uczuć przejdzie fala powodziowa wątpliwości, pytań, wreszcie skruchy, no i tego nieszczęsnego wstydu, kim jestem, dokąd zmierzam. Może w takich marnych czasach żyjemy, że kiedy ktoś bierze się za opisanie gorączki współczesności, dostajemy tylko wysmakowany, lecz powierzchowny moralitet. Nie pojmuję, dlaczego McQueen, który zrobił

16

Exklusiv ... #109



Exklusiv / luty 2012