Issuu on Google+

Gazeta Studencka MIESIĘCZNIK OD 2002 ROKU Gazeta Samorządu Studenckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego ISSN 1730-0975 Nakład 10 000 Gazeta bezpłatna

85 MAJ 2012

BACHANALIA 2012

Bednarek ● Dżem ● Strachy na lachy Miss Studentek ● Zjazd na byle czym Bitwa Kapel ● Kabareton ● Lightshow!

Fot. Anna Migda Photography

NR

Głogów ::: Gubin ::: Krosno Odrzańskie ::: Lubin ::: Lubsko ::: Międzychód ::: Międzyrzecz ::: Nowa Sól ::: Nowy Tomyśl ::: Polkowice Słubice ::: Sulechów ::: Sulęcin ::: Świebodzin ::: Wolsztyn ::: Wschowa ::: Zbąszyń ::: Zielona Góra ::: Żagań ::: Żary


2

Na dobry początek!

Co się dzieje na UZ, w mieście i regionie? Zobacz na WWW.UZETKA.PL Informacje, zdjęcia, forum, sport, ogłoszenia, imprezy, Radio Index! Gazeta Samorządu Studenckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego „UZetka” ul. Podgórna 50, 65–001 Zielona Góra Tel./fax +48 68 328 7876 Mail: gazeta@uzetka.pl ISSN 1730-0975 WYDAWCA: Stowarzyszenie Mediów Studenckich REDAKTOR NACZELNA/SKŁAD: Kaja Rostkowska, k.rostkowska@uzetka.pl OGŁOSZENIA I REKLAMY: 0 602 128 355, reklama@uzetka.pl DRUK: Drukarnia „AGORA” Piła. Za zamieszczone informacje odpowiedzialność ponoszą ich autorzy. WWW.UZETKA.PL

MAJ 2012

www.pani-halinka.pl

Słowo naczelne Trójmedium - lubię to słowo. Oznacza, że studenci mają swoje trzy media na Uniwersytecie Zielonogórskim, w których realizują szalone i spontaniczne albo poukładane pod karierę zawodową pasje. "UZetka" to comiesięczna dawka publicystyki (studenci mają sporo do powiedzenia!) i pokrzepiający zastrzyk kultury. Akademickie Radio Index to tryskający młodą energią mix wyszukanej

muzyki, hitów i autorskich programów. Portal UZetka.pl przejął z kolei w dużej części rolę informacyjną. Dlaczego o tym piszę na początku maja? Bo mnóstwo się w tym miesiącu dzieje będziesz na bieżąco śledząc studenckie media. Pamiętaj też, że cały czas jest w nich miejsce dla Ciebie, dla Twojej pasji, energii i marzeń. Kaja Rostkowska redaktor naczelna k.rostkowska@uzetka.pl


MAJ 2012

Uniwersytet Zielonogórski

3

Fryzjer zamknął swój Salon. Teraz zamiast strzyc - bilansujemy.

W poniedziałek 16 kwietnia na antenie Akademickiego Radia Index można było posłuchać 170. wydania programu "Sportowy Salon Fryzjerski". To ostatnia odsłona audycji, która figurowała w ramówce rozgłośni od listopada 2008 roku. Na jej miejsce wchodzi nowy produkt. W Sportowym Salonie Fryzjerskim dokonywaliśmy podsumowań m.in. weekendowych meczów zielonogórskich drużyn: siatkarzy i piłkarzy ręcznych AZS-u UZ, koszykarzy Zastalu, piłkarzy Lechii i żużlowców Falubazu. W audycji gościło wiele znanych osób z zielonogórskiego środowiska sportowego, m.in. Maciej Murawski (były piłkarz reprezentacji Polski w piłce nożnej i klubów zagranicznych, ówczesny trener Lechii), Tomasz Herkt (były trener reprezentacji Polski kobiet w koszykówce, ówczesny trener Zastalu), Piotr Żyto (były członek sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski na żużlu, ówczesny trener Falubazu), Krzysztof Stacewicz (ów-

czesny wiceprezes Lechii), Marek Książkiewicz (trener piłkarzy ręcznych AZS-u UZ), Robert Jagiełowicz (dyrektor MOSiR-u), Wojciech Okińczyc (były piłkarz Górnika Zabrze i Cracovii Kraków, ówczesny zawodnik Lechii), Sławomir i Patryk Dudkowie (były i obecny żużlowiec zielonogórskiej drużyny), Grzegorz Zengota (ówczesny żużlowiec Falubazu). W Salonie pojawiali się także znani lokalni dziennikarze: Andrzej Flügel (Gazeta Lubuska), Andrzej Tomasik (Gazeta Wyborcza) i Piotr Kuśnierz (TV Odra), którzy komentowali bieżące wydarzenia sportowe w mieście. Ostatnie wydanie Salonu poprowadził Jakub Lesiński, jeden z jego współtwórców,

Bachanalia wyróżnione!

Fundacja Wokulski przyznała Bachanaliom wyróżnienie w plebiscycie "Pozytywista roku". Nagrodę w imieniu Parlamentu Studenckiego odebrał Marek Herejczak, który w ubiegłym roku jako przewodniczący samorządu organizował Bachanalia. Zdaniem byłego szefa Parlamentu Studenckiego taka nagroda pokazuje, że Bachanalia są imprezą zauważalną nie tylko w Zielonej Górze, ale i w Polsce. Marek dodaje, że jest to pierwsze ogólnopolskie wyróżnienie za zielonogórskie juwenalia. Liczy też, że wyróżnienie jeszcze bardziej zmobilizuje organizatorów tegorocznych Bachanaliów do ciężkiej pracy. Wśród nominowanych w różnych kategoriach znaleźli się między innymi Ra-

fał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia czy prof. Krzysztof Rybiński, ekonomista. Uroczyste ogłoszenie zwycięzców plebiscytu odbyło się 25 kwietnia w Auli Kryształowej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. UZetka.pl

a ostatnio główny prezenter. Wcześniej gospodarzami programu byli także Hubert Brzozowski, Mateusz Howis, Marcin Krzywicki oraz Maciej Juszczak - studenci UZ. Kilka odsłon prowadzili także studenci Mariusz Malinowski i Jan Ratajczak. Nazwę audycji wymyślił Michał Żuk, który współpracował z redakcją sportową Akademickiego Radia Index w 2008 roku. Fryzjer zamknął swój Salon, przestaliśmy strzyc, ale rozpoczęliśmy bilansowanie - w programie „Sportowy Bilans”. Nie zmienił się gospodarz programu oraz pora emisji audycji (poniedziałek, godz. 20:00). Istotną zmianą jest za to cotygodniowa obecność w nowej audycji gościa, związanego z lokal-

nym środowiskiem sportowym (zawodnik, trener lub działacz). Ponadto poszczególne mecze i zawody prowadzący omawia wraz z przedstawicielem redakcji sportowej Akademickiego Radia Index, który specjalizuje się w danej dyscyplinie. „Sportowy Bilans” - w każdy poniedziałek o 20:00 na antenie Akademickiego Radia Index. Zapraszam do słuchania! Jakub Lesiński SŁUCHAJ TEŻ RELACJI NA ŻYWO I WIADOMOŚCI SPORTOWYCH - SZCZEGÓŁY NA

WWW.SPORT.UZETKA.PL

Francuskojęzyczne kino w Zielonej Górze 24 maja

Zbliża się Festiwal Krótkiego Metrażu Francuskojęzycznego. Hasło tegorocznej edycji to „NIĆ”. Organizatorzy wybrali już filmy, które zobaczymy w czasie specjalnej projekcji. 24 maja w kinie „Nysa” będziemy mogli oglądać filmy, które nadesłali autorzy. Spośród 80 filmów jury zakwalifikowało do pokazu 20 obrazów. Festiwalowy dzień zaczyna się o godz. 10:00, a pokazy potrwają do godz. 19:00. Po nich na obrady zbierze się jury. Uroczysta gala

odbędzie się również 24-go maja, o godz. 20:00 w Lubuskim Teatrze. Organizatorki, Karolina Stróżyńska i Agata Wojciechowska, zdradzają, że na festiwal przybędą goście z wielu europejskich krajów. Są między innymi filmowcy z Rumunii i Francji. Do Zielonej Góry przyjadą też goście z wielu zakątków Polski. Dyrektorem Festiwalu jest Laurent Vavon, wykładowca na UZ. Karol Tokarczyk


4

Uniwersytet Zielonog贸rski

MAJ 2012


Uniwersytet Zielonogórski

MAJ 2012

5

O żegludze śródlądowej słów kilka… VIII Lubuskie Spotkania Gitarowe 10.05.2012. (CZWARTEK) Recital gitarowy 17:00 – Muzeum Miejskie w Nowej Soli TOMASZ ZAWIERUCHA (Niemcy) - gitara Koncert kameralny 19:00 – Sala koncertowa PSM I st. w Żarach EWA JABŁCZYŃSKA – gitara DARIUSZ KUPIŃSKI – gitara 11.05.2012. (PIĄTEK) Warsztaty gitarowe PSM I i II st. w Zielonej Górze Wystawa gitar i akcesoriów gitarowych firmy INTERTON Prezentacja: MIROSŁAW KACZOROWSKI Promocja wydawnictw nutowych i fonograficznych 15:00-16:15 - wykład ZBIGNIEWA DUBIELLI nt. „Piazzolla i inni – gitara w Argentynie” 16:30-17:45 - wykład JERZEGO ŻAKA nt. „Muzyka lutniowa i historyczne praktyki wykonawcze” Koncert inauguracyjny 19:00 (Filharmonia Zielonogórska) Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Zielonogórskiej CZESŁAW GRABOWSKI – dyrygent MAREK PASIECZNY (Australia) – gitara TOMASZ ZAWIERUCHA (Niemcy) – gitara TRIO BALKAN STRINGS (Serbia) w składzie: Zoran Starcevic, Nikola Starcevic, Zelijko Starcevic

12.05.2012. (SOBOTA) Warsztaty gitarowe PSM I i II st. w Zielonej Górze 9:30-13:15 – lekcje mistrzowskie, wykładowcy: prof. PIOTR ZALESKI, MAREK PASIECZNY, TOMASZ ZAWIERUCHA, ZBIGNIEW DUBIELLA 16:00-17:30 - wykład ARIELA RAMIREZA (Argentyna) nt. „Tango – dziedzictwo kulturowe ludzkości” 17:45-18:45 – spotkanie z kompozytorem MARKIEM PASIECZNYM Prezentacja miniatur gitarowych „TRAVELS” Recital lutniowy 19:00 (Muzeum Ziemi Lubuskiej), JERZY ŻAK – lutnia barokowa 13.05.2012. (NIEDZIELA) Koncert kameralny 15.00 (Gminny Dom Kultury w Kolsku), „Młode talenty Ziemi Lubuskiej” Koncert kameralny 19.00 (Piwnica Artystyczna KAWON), ARIEL RAMIREZ (Argentyna) - bandoneon JOAO de SOUZA (Portugalia) - wokal DAREK SAMERDAK - piano DOMINIKA BIAŁOSTOCKA - gitara MARLENA GRODZICKA - MYŚLAK - skrzypce MARCIN SPERA - bas/kontrabas www.ltg.com.pl

Kluczowym śródlądowym szlakiem żeglugowym dla regionów południowo-zachodniej części Polski jest prawie siedmiuset kilometrowy odcinek Odrzańskiej Drogi Wodnej.

Dr Waldemar Sługocki Ma on szczególne znaczenie dla rozwoju społeczno-gospodarczego województwa lubuskiego. Na lubuskim odcinku tego szlaku transportowego zlokalizowane są następujące porty i przystanie rzeczne: Bytom Odrzański, Nowa Sól, Cigacice, Krosno Odrzańskie, Urad, Słubice oraz Kostrzyn. Wymiernym efektem działań władz odrzańskich gmin stała się inicjatywa powstania Zespołu Portów Lubuskich, który docelowo będzie stanowił infrastrukturę wspierającą śródlądową żeglugę transportową oraz turystyczną na rzece Odrze. Działania na rzecz wykorzystania walorów ekonomicznych rzeki Odry przyjęły nowy wymiar również w kontekście dynamicznie rozwijającego się przemysłu wytwórczego na terenie odrzańskich gmin województwa lubuskiego. Znaczenie gospodarcze Odrzańskiej Drogi Wodnej dostrzegli również sygnatariusze Mię-

dzyregionalnego Porozumienia na rzecz utworzenia Środkowoeuropejskiego Korytarza Transportowego (CETC-ROUTE65). Dnia 6 lipca 2001 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął do realizacji w drodze ustawy wieloletni program rządowy „Program dla Odry – 2006”. Jednym z jego podstawowych celów jest wzmocnienie rozwoju infrastruktury żeglugowej na Odrzańskiej Drodze Wodnej. Działanie to ma doprowadzić do znaczącej poprawy warunków nawigacyjnych, co w konsekwencji umożliwi pełne wykorzystanie najtańszej, przyjaznej dla środowiska, a zarazem najbezpieczniejszej formy dystrybucji towarów, jaką jest transport wodny. Według oceny ekspertów, realizacja tego zadania umożliwi docelowo przewozy rzędu 20 mln ton ładunków rocznie. www.waldemarslugocki.pl


6

Nowoczesny student

MAJ 2012

Nowoczesny student cz. 6 W tym dziale "UZetki" poruszamy tematy związane z nowymi technologiami. Artykuły te powinny ułatwić każdemu studiowanie oraz uświadomić, że istnieją łatwe i wygodne rozwiązania, które mogą być wykorzystywane również w życiu codziennym. Denis Marciniak - autor bloga derosky.com

Czytaj książki gdzie się da

Z książkami mamy do czynienia od najmłodszych lat. Najpierw rodzice czytają nam bajki do poduszki. W szkole czytamy bardziej lub mniej lubiane lektury, aż w końcu przychodzi czas, kiedy przestajemy czytać zupełnie. Przynajmniej połowa z nas, jak wynika z badań, chodź ten trend się zmienia. Mój artykuł będzie więc dotyczyć raczej tych osób, które jeszcze pamiętają, jak wygląda książka. Być może zachęci także do czytania tych, którzy dawno jej w ręku nie mieli.

Nie tylko papier Książki wypożyczamy z biblioteki, pożyczamy od znajomych, możemy też po prostu pójść do sklepu czy księgarni i kupić interesującą nas lekturę. Oprócz papierowych wydań, coraz popularniejsze i bardziej dostępne stają się elektroniczne wersje ki oraz książksiążek, czyli ebooki tora - audioki czytane przez lektora reści pozwabooki. Cyfryzacja treści asze ulubiola nam więc nosić nasze ie martwiąc ne tytuły ze sobą, nie się o przeładowanyy ciężki pledyna zaleta cak. Ale to nie jedyna czytania książek w cyfrowej formie. Wygoda zakupu ożna kupić Wybrany tytuł można m i za chwilę jednym kliknięciem już czytać - bez wychodzenia nia możemy z domu. Do czytania uter, tablet, wykorzystać komputer, telefon lub czytnik ebooków. Te upić w interostatnie możemy kupić ach. netowych księgarniach. dobędziemy Kiedy już zdobędziemy rzebny nam nasze książki, potrzebny będzie odpowiednii program. zaniem bęNajlepszym rozwiązaniem dzie chyba kindle. Program dostępny jest zarównoo na kompu-

tery, jak i komórki z systemem Android czy iOS. Zawsze przy sobie Jeżeli ktoś nie lubi czytać na ekranie, jest jeszcze inne wyjście. Czytnik ebooków. Jest to również ekran, ale nie podświetlany LCD, tylko e-Ink, dedykowany właśnie książkom elektronicznym. Oczy nie męczą się przy czytaniu, tak jak w przypadku ekranów smartfonów czy komputera. Od ekranu czytnika nie odbijają się również refleksy, więc czytanie na dworze w pełnym słońcu jest tak samo komfortowe, jak w przypadku papierowej książki. Dodatkowo wyświetlanie stron nie pobiera dużo prądu z urządzen i a , więc o ładowaniu możemy zapomnieć przynajmniej na miesiąc. Taki czytnik świetnie sprawdzi się więc na

dłuższe wyjazdy. Wgrywamy do niego książki i wsadzamy do torby. Czytniki książek Wiodącymi czytnikami ebooków jest nook od Barns&Noble oraz kindle firmy Amazon. W Polsce możemy znaleźć kilka innych firm oferujących swoje

czytniki. Empik promuje swojego trekstora, ale jest to urządzenie z ekranem takim jak w komórce, więc w tym przypadku zakup dodatkowego urządzenia jest niepotrzebny. Sam używam kindle i bardzo sobie go chwalę. Podoba mi się możliwość bezprzewodowego wrzucenia książki do urządzenia za pomocą wysłania zw zwykłego maila z załącznikiem nna specjalny adres email ur urządzenia. Jeżeli ktoś nie chce wydawać pieniędzy nna dodatkowe urządzenia urządzenia, czytanie na komputerze czy komórce też jest cał całkiem znośne. Książka czekaj czekająca w telefonie może się przyda przydać podczas długiej podróży, kie kiedy już znudzą się nam wszystki wszystkie zainstalowane gry. Możemy również kupoaud wać i słuchać audiobooka prakkażdy urządzeniu tycznie na każdym cz wejściem na z głośnikiem czy słuchawki. Audi Audiobooki świetsi w trasie, kienie sprawdzają się dy kierujemy sam samochodem. Zachęcam wszystki wszystkich do sięgania po książki. W ka każdej postaci. De Denis Marciniak


MAJ 2012

Felieton

7

Euro 2012 - gadżety w grze

Już tylko niecały miesiąc dzieli nas do futbolowych mistrzostw Euro 2012. Nie trzeba być fanem piłki nożnej, by zauważyć nachalny wysyp przedmiotów nawiązujących do Euro, znanych produktów w futbolowym przebraniu czy ciągle przybywających stoisk z szalikami. Panie i panowie, przed nami widowisko transmitowane przez cały świat, przed nami Euro 2012!

Paweł J. Sochacki

Jesteśmy świadkami ekspresowych przemian i utrudnień komunikacyjnych wynikających z przygotowań do Euro 2012. Tam, gdzie jeszcze pół roku temu była wielka dziura, dziś stoi hotel. Zabrudzony chodnik przy dworcu dostał nową ławeczkę z zadaszeniem, a jazdy próbne rozpoczął nowy tramwaj zawożący prosto pod pachnący nowością stadion. Władze stopniowo porządkują miasto i dają nowe pozwolenia chodnikowym sklepikarzom na sprzedaż biało-czerwonych szalików, czapek, koszulek itp. Piłkarskie rozgrywki to

nie jedyne widowiska, na które możemy liczyć podczas meczów. Dla osób niezaangażowanych w zdobywanie bramek o wiele ciekawsze jest to, co dzieje się na trybunach. Tu kilkutysięczna widownia może zaskoczyć. Już samo zebranie się sporej masy ludzi zaopatrzonej w te same barwy robi piorunujące wrażenie. Robiąc małe zestawienie podstawowych rekwizytów kibica (koszulka, szalik, flaga) - wynosi ono 300 zł. Oferta eurogadżetów powiększa się z dnia na dzień. Silikonowe bransoletki, pluszowe kapelusze, ramki do zdjęć czy budziki to tylko kilka z przedmiotów, które dostosowały się do nowej sytuacji. Niebawem hitem rynkowym będzie koszulka wzorowana na tych, w których nasza reprezentacja wybiegnie w czerwcu na boisko - za jedyne 250 zł. Miłośnik futbolu będzie

pewnie w niej spał przez kilka tygodni po wygranej naszych lub wytrze łzy w przypadku porażki. Najwięcej uwagi w portalach internetowych poświęca się specjalnie zaprojektowanej piłce, która „skopana” zostanie dopiero podczas czerwcowych rozgrywek. Oczywiście do kupienia od jakiegoś czasu za 500 zł. Wychodząc naprzeciw piłkarskim podniebieniom jeden z czołowych producentów łakoci wypuścił linię ptasiego mleczka opakowaną w stadion piłkarski. Do końca nie wiem, czy ma to posłużyć jako przekąska podczas mistrzostw, czy jako lek na frustracje ukochanej, która w czasie Euro nie będzie w centrum zainteresowania. Wszystkie miasta goszczące Euro 2012 pracują na pełnych obrotach i starają się podołać wyzwaniom. Mam nadzieję, że akcje porządkowania

miast nie pochłoną ofiar w postaci bezdomnych zwierząt, jak podczas olimpijskich przygotowań w 1980 w Moskwie czy igrzysk olimpijskich w Atenach w 2004 roku, za co będą się wstydzić jeszcze nasze wnuki. Mistrzostwa oferują spory asortyment okolicznościowych produktów, które są niezbyt wiele warte w porównaniu z biletem na mecz, który po losowaniu szczęśliwiec mógł kupić. Euro to już nie tylko sportowe rozgrywki piłkarskie, ale globalne połączenie się ludności różnych kultur i nacji. Spektakl odgrywany będzie na boiskach, ulicach, w barach, na rynkach i w miejscach publicznych. Kibice wrócą z torbami pamiątek (które będą stopniowo lądować w śmietnikach) oraz ze wspomnieniami o naszym kraju. Miejmy nadzieję, że z jak najlepszymi.

ZOBACZ www.facebook.com/PolishGuide2012 - NEWSY O EURO 2012


8

MAJ 2012

Zajawka studenta

Studencka zajawka: POKER

Podróż tysiąca mil...

...zaczyna się od jednego kroku. Tak mawiał Konfucjusz. Patrząc na sytuację pokera w Polsce ta podróż może potrwać trochę dłużej, ale wierzę, że zakończy się ona naszym sukcesem. A dlaczego? że Kaczyński zaczyna majaczyć o zdradzie narodowej (nie wiem, czy tutaj będzie miejsce na mgłę) oraz o tym, że rząd popiera oszustów (tak w jego ocenie wygląda pewnie poker, chociaż nigdy nie trzymał kart w ręku). Partii rządzącej nie opłaca się kolejne wojna. Ale czy to świadczy o ich odpowiedzialności, czy o tym, że mówiąc kolokwialnie ,,nie mają jaj”? Zdecydowanie wybieram odpowiedź numer dwa. Jeśli ktoś boi się politycznych oszołomów pokroju Kaczyńskiego, to po co rządzi? Niech siedzi w swoim mieszkaniu w Sopocie i ,,harata w gałę”. A dlaczego ja popieram ,,Wolnego Pokera”? Powodów jest kilka. Po pierwsze, nie chcę, żeby państwo traktowało mnie-

Jakub Suszka

jakubsuszka.natemat.pl Wszystko za sprawą nowego stowarzyszenia ,,Wolny Poker”. Jest ono w trakcie rejestracji w KRS, ale jego strona internetowa już działa (www.wolnypoker.org). Celem WP jest legalizacja pokera, zarówno tego rozgrywanego ,,na żywo” jak i w internecie. Obecnie, tzw. ustawa hazardowa definiuje pokera jako hazard. Jest to absolutne nieporozumienie i pokazuje głupotę lub niewiedzę polskich polityków (niepotrzebne skreślić). W całym cywilizowanym świecie poker jest definiowany jako gra umiejętności. I podobny cel postawił sobie Wolny Poker. Jak mówi Marcin Horecki, prezes stowarzyszenia i jeden z najlepszych polskich pokerzystów: -Polska jest jedynym krajem w Europie, gdzie poker jest zakazany. Czy to w Wielkiej Brytanii, czy w Niemczech istnieją odpowiednie regulacje pokerowe-. Obecnie, polska ustawa co prawda pozwala na grę w pokera, ale tylko w kasynach, gdzie podatek od wygranej wynosi 25%, co de facto czyni legalną grę w pokera nieopłacalną. Według propozycji WP ten podatek powinien zostać zlikwidowany i powinno wprowadzić się 40% podatku jako procentu od przychodów kasyna – pobieranej prowizji. I takie rozwiązanie ma sens. Ciekawym pomysłem jest także wprowadzenie

Nie chcę, żeby państwo traktowało mnie - uczciwego obywatela, który nawet nie przechodzi na czerwonym świetle, jak przestępcę. Karty Gracza, na której rejestrowano by wszystkie obroty danej osoby. Takie rozwiązanie pozwoliłoby na rozliczanie się pokerzystom jak każdemu innemu podatnikowi. Oczywiście to tylko część propozycji. Dzięki legalizacji pokera będzie możliwość powrotu do naszego kraju dużych turniejów pokerowych. Jeszcze w 2009 roku odbywał się w Warszawie turniej z cyklu European Poker Tour. Byli na nim obecni m.in. Scotty Nguyen i ,,ElKY”. Ten ostatni, gdy podczas naszego pobytu w Berlinie powiedzieliśmy mu o sytuacji pokera w Polsce odpowiedział: -To bardzo smutne. Byłem w Warszawie na EPT i bardzo mi się podobało. Zarówno turniej jak i miasto-. Scotty tak wyrażał się o naszej stolicy: - To

piękne miasto, zimne, ale piękne. Ludzie są u was bardzo przyjacielscy-. Teraz nie ma nic. Jesteśmy jedną wielką czarną dziurą w środku Europy. Jeśli to kogoś nie przekonuje, to porozmawiajmy o finansach. Stowarzyszenie Wolny Poker policzyło, że budżet państwa, na legalizacji pokera mógłby zarobić co najmniej 100 milionów euro. Czy w czasach kryzysu polski rząd powinien kręcić nosem na taką kwotę? Co najgorsze, z nieoficjalnych rozmów z politykami wynika, że spora grupa z nich byłaby skłonna poprzeć odpowiednie regulacje prawne dotyczące pokera. Na przeszkodzie stoi jednak polityka. Wyobraźcie sobie sytuację, w której PO i Palikot tworzą odpowiednią ustawę dot. pokera. Już? To teraz wyobraźcie sobie,

uczciwego obywatel, który nawet nie przechodzi na czerwonym świetle, jak przestępcę. Chcę wydawać swoje ciężko zarobione pieniądze na to, co mi się podoba. Nikt nie ma prawa dyktować mi, co mam robić ze swoją pensją. Chcę również, żeby do Polski zawitali w końcu Liv Boeree, Pius Heinz (mistrz świata WSOP 2011) oraz inni. Ale, co najważniejsze, gwarantem sukcesu WP są dla mnie osoby, które za tym stoją. Rozmawiałem z Marcinem Horeckim i Kubą Głuszkiewiczem (wywiady na moim blogu), czyli prezesem i wiceprezesem WP. Dla mnie są to ludzie godni zaufania, ich pomysł na legalnego pokera jest sensowny. I dlatego ta podróż zakończy się sukcesem.


MAJ 2012

Zajawka studenta

9

Studencka zajawka: POKER

90 kilometrów do szczęścia

6 dni rywalizacji, 745 graczy na starcie, 3,725,000 euro w puli nagród i 825 tysięcy euro dla zwycięzcy. Tak wyglądał tegoroczny European Poker Tour Berlin. To, co w Polsce jest uważane za hazard, w cywilizowanym kraju jest czymś normalnym. Wraz z kilkoma dziennikarzami z naszego kraju miałem okazję przez 3 dni obserwować turniej, oraz porozmawiać z najlepszymi pokerzystami.

W ostatnich latach o EPT Berlin w Polsce było głośno m.in. z powodu dobrego występu naszego rodaka. Artur Wasek w 2010 roku zajął doskonałe 4. miejsce i zarobił 280 tysięcy euro. Pierwszy dzień minął nam na ,,zainstalowaniu się” w hotelu Parkk Inn, z którego mieliśmy piękny widok na symbol Berlina Wieżę Telewizyjną. Po spacerze na Allee Unter den Linden wieczorem zjedliśmy kolację w towarzystwie Marcina ,,Górala” Horeckiego i Tomasza Krzesińskiego, którzy przyjechali na turniej. My pytaliśmy, Marcin cierpliwie odpowiadał (na moim blogu znajdziecie wywiad z ,,Góralem”, gdzie opowie o stowarzyszeniu ,,Wolny Poker”). Na szczęście nie musiał nas przekonywać do tego, że poker to nie hazard. Każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę, że polski rząd popełnił błąd włączając pokera do ustawy hazardowej. Marcin podał nam taki przykład: "Słuchajcie, rozmawiam kiedyś z prawnikiem i po kilku minutach tłumaczenia mu, na czym polega poker, on nagle mówi do mnie, że to musi być jednak doskonały sposób na rozrywkę". I to jest prawda, bo 90% pokerzystów na świecie to amatorzy, którzy spędzają piątkowe wieczory na grze ze znajomymi. Tylko 10%, a może i mniej, utrzymuje się wyłącznie z pokera i jest to ich zawód. I właśnie takich zawodowców spotkaliśmy na EPT Berlin. Wśród 745 graczy byli m.in. Jonathan Duhamel (mistrz świata WSOP 2010), Liv Boeree (jedna z najlepszych pokerzystek na świecie, a do tego najpiękniejsza, wywiad z nią znajdziecie na moim blogu), Bertrand ,,ElKY” Grospellier (wywiad na blogu), Viktor ,,Isildur1” Blom (genialny młody gracz) i Boris Becker (chyba nie muszę go przedstawiać). To oczywiście tylko kilka nazwisk. Pozostała lista graczy była niemniej imponująca. Pierwsze, co rzuca się w oczy, a właściwie ,,w uszy”, po wejściu na salę, gdzie grają zawodnicy, to niesamowity szum żetonów. Jest trochę podobny do szumu morza. Jeśli ktoś da mu się uwieść i zatopi się w turniej, chodząc między stołami na pewno tego nie pożałuje.

Sandra Naujoks Druga charakterystyczna rzecz dla dużych turniejów pokerowych, to masażystki. Każdy zawodnik może skorzystać z takiego udogodnienia. A uwierzcie mi, że siedzenie przy stole pokerowym przez 10 godzin może być męczące. Jednak jak przyznaje nasza gwiazda Marcin Horecki: "Ja nie korzystam z tego, bo byłoby to dla mnie rozpraszające. Wolę być maksymalnie skupiony na grze". Co równie ciekawe, sporo zawodników łączyło grę z korzystaniem z iPada i czytaniem książek. Dla mnie jest to trochę dziwne, bo wydaje mi się, że to rozprasza uwagę, ale widocznie im nie przeszkadza. Zdecydowana większość zawodników słucha także muzyki, co akurat sam kiedyś wypróbowałem i polecam to. Możliwość obserwowania najlepszych pokerzystów była wspaniałym przeżyciem. Trudno te emocje ubrać w słowa, ale było FANATSTYCZNIE! W trakcie naszego pobytu w dniu 1B na turnieju (są dwa dni pierwsze) ,,Góral” został przeniesiony na stół telewizyjny, więc jego występ będziecie mogli zobaczyć w internecie. Niestety, nasz zawodnik odpadł tego samego dnia. Ale dzięki temu, miał dla nas wieczorem sporo czasu. Opowiedział nam o samym turnieju, aspektach dotyczących strategii, ale także o swoim wymarzonym samochodzie. A jest nim Porsche Panamera

Bertrand ElKY Grospellier (według mnie, bardzo dobry wybór). Wyjazd na taki turniej był dla mnie spełnieniem marzeń. Wchodząc na salę, gdzie toczyła się gra, rozmawiając z Liv, ElKY'm i ,,Góralem” czułem się jak dziecko, które wchodzi do cukierni. Miałem okazję poznać najlepszych zawodników, posłuchać tego, jak oni postrzegają grę, w której ja zakochałem się kilka lat temu. Trudno mi opisać te pozytywne emocje, ale to były jedne z najlepszych dni w moim życiu. Wierzę, że w przyszłości zagram w takim turnieju, chociaż przede mną długa droga. Poza wspomnieniami pokerowymi, z wyjazdu na EPT Berlin zapamiętamy jeszcze pewnie dwie rzeczy: ogromne ,,schabowe”, które miały wielkość półmiska oraz semolinę (pyszny deser, polecam). A jak rewelacyjny był to wyjazd, niech świadczą słowa Martyny Ogonek z Polskiego Radia ,,Czwórka”: ,,Ale było fajnie, strasznie mi się podobało. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się z Wami załapię”. Wielki optymizm Martyny po tym wyjeździe jest dla mnie najlepszym dowodem na to, że poker może zafascynować każdego. Tekst i zdjęcia: Jakub Suszka


10

Zielona Góra

MAJ 2012

Na zdj. Rona Nishliu, przedstawicielka Albanii na Eurowizji 2012

Europa przed telewizorem

Charyzmatyczna ballada ze „Shreka”, „Waterloo” legendarnej Abby, czy niezapomniane „Volare”, czy wiecie, że to piosenki z… Eurowizji? Od blisko 57 lat artyści z całej Europy współzawodniczą o eurowizyjne trofeum. Pomimo upływu czasu konkurs cieszy się wciąż niesłabnącą popularnością, a każdy finał Eurowizji to jedyne telewizyjne wydarzenie, które w jednej chwili gromadzi przez telewizorami blisko 100 milionów widzów z całego świata. Kicz, rywalizacja, polityczne głosowanie, co tak naprawdę decyduje o fenomenie tego najdłuższej trwającego show na świecie? Pożądana „dwunastka” Pierwsza edycja Eurowizji odbyła się w 1956 roku w Szwajcarii w miejscowości Lugano. Zwycięzcą okazała się reprezentantka gospodarzy – Lys Assia z utworem „Refrain”. Wówczas zaprezentowało się zaledwie 7 krajów. Od tamtej pory formuła konkursu drastycznie się zmieniała. Dziś Eurowizja składa się aż z trzech etapów – dwa półfinały i wielki

finał. Jako że w konkursie mogą startować państwa z Europejskiej Strefy Nadawców Publicznych, na Eurowizji możemy zobaczyć również przedstawicieli: Armenii, Izraela, Gruzji, Cypru, Turcji, czy Azerbejdżanu, który w tym roku pełni funkcję gospodarza festiwalu. Ogółem w konkursie udział bierze ponad 40 państw, a zwycięzcę poznajemy po międzynarodowym głosowaniu, w którym każdy kraj prezentuje

własną punktację w skali od 1-8, 10 i… 12 pkt. dla ulubionej zdaniem widzów i jury piosenki. W konkursie nie brakuje emocji. Wszyscy uczestnicy z niepokojem oczekują na magiczne: „12 points goes to…”. Legendy Eurowizji Niewiele osób wie, że od Eurowizji zaczynały takie gwiazdy jak Celine Dion, Abba, Cliff Richard

czy Domenico Modugno. Pierwsza z nich wygrała konkurs w 1988 roku dla Szwajcarii, z utworem „Ne partez pas sans moi”. Choć Celine pochodzi z Kanady, zdecydowała się na udział w konkursie za namową menagera, który stwierdził, że Eurowizja pomoże jej się wybić. Abba zaś zwyciężyła dla Szwecji w 1974 roku z nieśmiertelnym „Waterloo”. Z kolei Domenico Medugno zajął trzecie miejsce


Zielona Góra

MAJ 2012 śpiewając niezapomniane „Nel blu dipinto di blu”, czyli słynne „Volare”. Dla wszystkich tych artystów Konkurs Piosenki Eurowizji stał się drogą do wielkiej, międzynarodowej kariery. Pomysł to podstawa Eurowizja to jedyny taki konkurs, w którym obok spokojnej etnicznej ballady możemy usłyszeć głośną rockową kapelę. Tutaj każdy może znaleźć coś dla siebie. Różnorodność gatunków i muzycznych osobowości jest naprawdę duża. Nic więc dziwnego, że od kilku ostatnich lat artyści prezentujący się na scenie eurowizyjnej zabiegają o względy widzów, wymyślając coraz to bardziej spektakularne choreografie. Liczne efekty pirotechniczne, kolorowe wizualizacje są tu na porządku dziennym. Nie zapominajmy także o specyficznym tańcu, wymyślnych strojach, które często odwracają uwagę od tego, co tak naprawdę jest w tym konkursie najważniejsze, czyli od… muzyki. Do najdziwniejszych występów z pewnością zaliczyć możemy zespół Lordi, który wygrał konkurs dla Finlandii w 2006 roku. Członkowie ekipy pojawili się na scenie w przybraniu potworów, co najwyraźniej wystraszyło publiczność do tego stopnia, że Finowie po prostu musieli stanąć na najwyższym stopniu podium.

ga problem? Czy wina leży po stronie politycznego głosowania? A może Polska nie zna się na muzyce? Nic z tych rzeczy. Nawet jeżeli można zarzucić konkursowi politykę, to warto pamiętać, że współczesne reguły Eurowizji

większości. Z całą pewnością z odrobiną zaangażowania Polska może zdobyć szczyt konkursowych rankingów, bo przecież potencjałów muzycznych u nas nie brakuje.

w nim ciekawi artyści, a konkursowe utwory podbijają listy przebojów, także w Polsce. Któż z nas nie kojarzy letniego przeboju „Running scared”, który w ubiegłym roku pozwolił wygrać konkurs Azerbejdżanowi. Eurowizja pomaga młodym artystom także i dziś. Gdy w 2010 roku Lena Meyer-Landrut, w tajemnicy przed rodziną, wybrała się na casting do niemieckich selekcji na Eurowizję w Oslo, nikt nie wierzył, że jej się uda. Dopiero, gdy jako niedoświadczona amatorka wygrała konkurs z przebojem „Satellite”, stała się wielką gwiazdą i zarazem świadectwem dla tysięcy młodych ludzi, że warto walczyć o marzenia. Eurowizja zawita do Kraju Ognia

Donny Montell będzie reprezentować Litwę

Pechowa Polska Brak zainteresowania Polskiej Telewizji Eurowizją odbija trwałe piętno na wynikach polskich artystów. Ostatnie rezultaty Polski w konkursie nie należały bowiem do najlepszych. Na ubiegłorocznej Eurowizji w Niemczech zajęliśmy dopiero ostatnie miejsce w jednym z półfinałów. Jedynie Edyta Górniak śpiewając utwór „To nie ja” uplasowała się na wysokim 2 miejscu w 1994 roku, gdy debiutowaliśmy w konkursie. Do dziś jest to nasz najlepszy rezultat w historii startów. Na czym pole-

11

skutecznie z nią walczą. Obecny system głosowania o nazwie „50/50” pozwala po��ączyć punktację profesjonalnego jury z zestawieniem publiczności, co ogranicza wpływ polityki na ostateczny wynik. Poza tym głosy pochodzą przecież z całej Europy, czyli z przeszło 40 państw. Wsparcie sąsiadów może pomóc, ale nie zdecydować o zwycięstwie. Ostateczny głos należy bowiem do

Nowa odsłona wielkiego show Współcześnie na Eurowizji można zaobserwować powrót do dawnych lat. Wymyślne show przestaje być już priorytetem większości konkursowych uczestników. Skromność i prostota staje się atutem eurowizyjnych reprezentantów. Muzyka ponownie gości w konkursie, znów pojawiają się

Tegoroczny konkurs Eurowizji odbędzie się w Baku w Azerbejdżanie w dniach 25, 27 (półfinały) i 29 maja (finał). Zobaczymy w nim reprezentacje 42 państw z różnych części Europy i jej okolic. Niestety wśród uczestników zabraknie Polski. Choć wyniki oglądalności konkursu w naszym kraju są wysokie, TVP1 odmówiła zarówno udziału w konkursie, jak i transmisji widowiska, głównie z powodu słabych wyników naszych reprezentantów. Każdy jednak, kto chce przeżyć konkursowe emocje, może obejrzeć Eurowizję w Internecie na oficjalnej stronie konkursowej bądź na antenie zagranicznego nadawcy. Kto wygra w tym roku? Jaki utwór będzie na językach Europy przez najbliższe miesiące? O tym dowiemy się już niebawem. Czy wiecie, że … ...w 1969 roku aż 4 kraje wygrały Eurowizję? Organizatorzy konkursu nie przewidzieli bowiem możliwości wystąpienia remisu punktowego. Maciej Baranowski


12

Zielona Góra

Smaki Zielonej Góry

MAJ 2012 cz. 6

Dziś całkowicie deserowo. Wiosna w pełni; z tej okazji chcę wam wszystkim życzyć prawdziwie Dolce Vita – „słodkiego, miłego życia”, a przynajmniej do rozpoczęcie letniej sesji. Do tego czasu nie żałujcie sobie sacharozy, bo jak powszechnie wiadomo, to najbogatsze źródło hormonów szczęścia.

Caffe Rosa Stary Rynek

Mocca Cafe ul. Agrestowa 5

Nowy kwiat w ogrodzie Kolejna kawiarnia zadomowiła się na zielonogórskim deptaku. Rosa, bo o niej mowa, ulokowała się na wprost salonu obuwia CCC, w jednej z naszych przepięknych, deptakowych kamienic. Miejscówka – rewelacja, ale jak wynika z moich doświadczeń, to nie zawsze jest przepis na sukces. Czy Rosa ma na niego szansę? Po jej odwiedzeniu

słonecznych zakątków. Koszt – 4 zł, co dopełnia perfekcyjnej całości. Ceny w ogóle są przyzwoite, ale to można chyba rozpatrywać w kategoriach "chłitu marketingowego", mającego na celu przyciągnięcie klienteli w początkowych fazach nowego biznesu. Dobre i to! Niczego nie przesądzam, zobaczymy, co przyniesie lato.

z całą pewnością tego nie przekreślam. Upatruję tu połączenie tego, co lubię najbardziej – dobrego smaku i stylu – a jeśli dodać do tego nieprzeciętny, choć niedoceniany klimat starówki, wróżę świetlaną przyszłość.

Przyszłość usłana różami? Co najbardziej cieszy klientów Rosy to fakt, że kawiarnia jest przestronna, a mimo wszystko zaciszna i przytulna. Zamówienia są realizowane z prędkością światła, a nawet gdyby nie były, to naprawdę warto zaczekać. Słyszałam kilka opinii, jakoby logo łudząco przypominało to z Rossmanna. Ja tam podobieństwa nie dostrzegam, za to z całą pewnością stwierdzam, że ta róża w szyldzie w pełni oddaje charakter lokalu. Tradycyjnie już zachęcam do przekonania się o tym wszystkim na własnej skórze i podzielenia się ze mną swoimi doświadczeniami. Mam duże nadzieje związane z tym miejscem – oby ta Róża rzeczywiście zakwitła.

Kawiarnia po sąsiedzku Przez dłuższy czas byłam przekonana, że kawiarnia Mocca to kolejna ofiara „nowego centrum miasta” przy ulicy Wrocławskiej. A jednak, ku mojej uciesze, jej właściciele wykazali się dużą determinacją i postanowili ponownie spróbować swoich sił, tym razem w bardziej zacisznej części Zielonej Góry. To dobra nowina zwłaszcza dla żaków z Campusu B i mieszkańców Wcześniaka, bo teraz te pyszne lody i porządna kawa z ekspresu znajdują się w ich najbliższym sąsiedztwie. Skromne menu powinno zadowolić tych, którzy nie wyobrażają sobie dnia bez latte lub espresso, jak również podobnych mi łakomczuchów, na których czekają 24 rodzaje ciast i ciasteczek oraz rewelacyjne, mleczne lody w pięciu wyjątkowych smakach.

Dla amatorów słodyczy W menu królują lody i kawy, ale nie zabrakło na przykład gofrów. Są ciasta (podobno rewelacyjny sernik na zimno, choć nie miałam jeszcze okazji skosztować) zwane domowymi, ale to pozostawiam waszej ocenie. Ponadto owocowe galaretki, koktajle i świeże soki. Moim absolutnym faworytem jest bita śmietana z owocami – arbuzem, winogronami, truskawkami i innymi pysznościami ze

Zwy-czaj-na, lecz niezwykła Na wzmiankę zasługuje kreatywność osoby, która nadawała „imiona” kawiarnianym specjałom. I tak w karcie znalazła się na przykład Cie Kawa o cynamonowym, kardamonowym lub pieprzowym smaku, herbata zwy-czaj-na i Deser Nie Lada, czyli: lody i czekolada. Z ciast wybieram najczęściej owocowego muffina, bo mimo zawrotnej ceny (ok. 5 czy 6 zł), doznania nieziemskie. Kawa na piątkę to latte z brązowym cukrem, a najlepsze lody to oczywi-

ście cassate. Co do miejsca - sam lokalik jest raczej ciasnawy, acz przytulny, ale jeśli mnie pytacie, to najprzyjemniej jest nabyć rożka nabitego wszystkimi smakami lodów i wybrać się na spacer do pobliskiego parczku. Tradycja smaku Żeby recenzja nabrała mocy, należy dodać do niej odrobinkę goryczki. Trzeba mi zatem przyznać, że ceny są, niestety, mało przyjazne studentom. Ciasta pyszne, choć nie zawsze pierwszej świeżości, a lokal - bardzo ograniczony przestrzennie. Czekam więc na obiecany letni ogródek, który ma się pojawić w najbliższej przyszłości. Ale tak zupełnie szczerze i od serca – kawiarnia Mocca jest naprawdę warta uwagi, szczególnie ze względu na jej długą, bogatą historię i tradycję. Zjeść loda, którego smak (jeżeli wierzyć starszyźnie w mojej rodzinie) nie zmienił się od ponad 30 lat, to doświadczenie zupełnie niezwykłe. Warto się więc w tamte rejony zapuścić, zwłaszcza, że zamykają dopiero o 19. Nie wierzcie mi na słowo, tylko przekonajcie się sami. Anna Nadstoga anna.nadstoga@o2.pl


Zielona Góra Kultura - wywiad

MAJ 2012

>>> Facta notoria Mateusz Jędraś

mateuszjedras@index.zgora.pl

> Długowłosy Marcel w ska-

te'owskich ciuszkach chciał zostać Miss Studentek. Niestety nie ma na tym świecie prawa i sprawiedliwości, więc nie będzie mu dane paradować w plastykowej koronie. Doskonale rozumiem to poczucie odrzucenia, bo mnie też nie przyjęli do Cheerleaders Zastal. A tak chciałem machać pomponami...

>

Zgraja samców wpatrzona w więcej niż półnagie tancerki to stały element Heaven. Nic dziwnego. W końcu lubimy drapieżne kocice, a te rzeczywiście takie są. Zwłaszcza jedna, 22-letnia, która rzuciła klubowiczce kuflem w twarz i teraz grozi jej 10 lat. Prokurator twierdzi, że czynu dokonała, bo pokrzywdzona złapała ją za spódnicę. Oskarżona nie przyznaje się do winy. Wierzę jej. Widzieliście w Heaven kogoś w spódnicy?

>

Szminka, błyszczyk, grzebień, lusterko – do tego standardowego kobiecego ekwi-

punku pewna 15-latka dorzuciła jeszcze dezodorant i zapalniczkę. Wszystko po to, by olśnić i zauroczyć przystojnego kolegę. Lśnił jednak on, jaskrawym płomieniem, a bez brwi i włosów już taki ładny nie jest. Dziewczyna rozpyliła aerozol przez zapalniczkę wprost w jego twarz. Ognisty temperament...

>

> Zmiana prawa na plus (dla > Polityk zawodem roku (set-

panów)! Minister Pracy przygotowuje projekt, który sprawi, że z 36 miesięcy urlopu macierzyńskiego przysługującego kobietom, jeden zostanie przesunięty na tatusiów i będzie musiał być wykorzystany, inaczej przepadnie. Spodziewamy się zatem masowych zwolnień tacierzyńskich od 8 czerwca...

Współpraca gospodarcza, kulturalna i naukowa Zielonej Góry z Cottbus, utworzenie polsko-niemieckiego centrum konferencyjnego, a do tego zaplanowana dłuższa transmisja telewizyjna Festiwalu Piosenki Rosyjskiej to niezbite dowody na istnienie kondominium rosyjsko-niemieckiego! Prawdziwy Hołd tuski...

Zielonogórski Zaułek Artystów bezbłędnie odgaduje zamiłowania Polaków. Wstępnie od 19 maja przy ul. Fabrycznej ma stanąć, a raczej położyć się prawdziwa plaża! Do tego jeszcze dywizja leżaków, ekran do wyświetlania filmów, jakiś beach bar i będziemy mieli gdzie wygrzewać nasze zimą upasione brzuchy.

>

>

Dzika wataha rzucająca się, jak wygłodniały zwierz? Oczywiście Gorzowianie pędzący na otwarcie centrum handlowego Nova Park. Ruchome schody natychmiast się zablokowały i ruchoma pozostała już tylko kilkudziesięciotysięczna rozjuszona tłuszcza, a wielu legło, jak Tupolew, na lśniącą posadzkę z portfelem w ręku. Gorzowianie jednak najwyraźniej nie chcą wiedzieć, jak dobrze wyglądać po 40-stce, bo u nich na otwarciu nie było Krzysia Ibisza.

13

>

Wizja Zielonej Góry w 2022 roku wg naszych władz? Potężna metropolia Środkowego Nadodrza (!) – znana w całym kraju z wysokich technologii i dobrej uczelni (!), tętniące życiem, modne i atrakcyjne miejsce zamieszkania dla każdego (!). Wystarczy obejrzeć Seksmisję czy Ucieczkę z Los Angeles albo zapytać dziadka, jak wyobrażał sobie rok 2000, by przekonać się, że nigdy nie przeceniamy naszych możliwości.

ny raz z rzędu)! Europoseł dostaje 65 tys. zł. miesięcznie w formie stałej pensji i zwrotu kosztów, a do tego prawie półtora tysiąca za każdy dzień spędzony w Parlamencie. Za takie pieniądze trzeba się naharować. Nad czym europosłowie tak pracowicie debatują? Nad dyrektywami, których w ciągu 9 lat wydali ponad 12 tysięcy. Jedna z ciekawszych dotyczyła odległości grzejników od ściany. Nakazywała zwiększenie dystansu z 4 do 6 centymetrów. Rozmiar ma znaczenie.

>

Ćwierćfinały play-off były emocjonujące nie tylko dla nas. W drugim meczu rozgrywanym w Zielonej Górze doszło do spięć pomiędzy trenerami Zastalu i Słupska. Mihailo Uvalin, mimo że mało imponującej postury, rzucił wyzwanie Dainiusowi Adomaitsowi i zaprosił go na „fight”, tłumacząc, że „nikt nie będzie skakał do moich ludzi”! Szkoleniowiec Czarnych najwyraźniej się przestraszył i nie podniósł rękawic. Uvalin okrył się wieczną chwała, a zawodnicy z uwielbieniem nazywają go teraz nieustraszonym krasnoludem.

II Runda Mistrzostw Polski we Freestyle Motocrossie SKILLZ UP Drużyny składające się z freestyle’owca, żużlowca, żużlowca na quadzie oraz kierowcy rajdowego pod wodzą kapitana Zastalu Marcina Chodkiewicza oraz Piotra Protasiewicza będą rywalizować ze sobą w kilku konkurencjach już 2 czerwca 2012 r. Uzupełnieniem będzie występ zawodników na BMX’ach i MTB, nie zabraknie też pięknych Skillz Girlz! Bilety na rundę zielonogórską już do nabycia! Znajdziecie je na: www.abilet.pl oraz www.kupbilet.pl. Szczegóły: www.facebook.com/ events/343278575720736

KONKURS! JEŚLI CHCESZ WYGRAĆ BILET NA SKILLZ UP, WYŚLIJ MAILA NA ADRES KONKURS@UZETKA.PL Z ODPOWIEDZIĄ NA PYTANIE: "GDZIE ODBĘDZIE SIĘ SKILLZ UP"? NA MAILE CZEKAMY DO 20 MAJA.


14

MAJ 2012

Polska

"Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy" M. Samozwaniec Tylko nudziarze czytają książki - kilka dni temu usłyszałam to zdanie i właśnie ono zachęciło mnie do napisania o książkach. Bo pewnie wyłącznie nudziarze też coś piszą, prawda? W takim razie jestem niesamowicie nudna, ale za to mam kilka ciekawych spostrzeżeń, którymi chcę się z wami podzielić. DZIECI Z BULLERBYN W szkole zawsze denerwowało mnie, że muszę czytać lektury. Już w podstawówce usilnie się przed tym wzbraniałam, sądząc, że książki to zło. Z tego co pamiętam moja pierwsza lektura została zadana na ferie. Był to "Anaruk. Chłopiec z Grenlandii". W ogóle nie ciekawiło mnie życie jakiegoś tam chłopca, wolałam biegać po podwórku i rzucać się śnieżkami z kolegami. Poza tym byłam tak leniwa, że błagałam dziadka, żeby czytał mi fragmenty książki, abym nie dostała smutnej buźki w dzienniku. Dziadek wytrwale czytał, a ja za każdym razem przysypiałam sądząc, że to o mnie powinno się pisać książki, bo mam o wiele ciekawsze życie! Niestety do dziś jakoś nikt nie pofatygował się, aby napisać książkę o Patrycji, która ma ciekawe życie. W szkole omówiliśmy zagadnienia związane z lekturą i pani poinformowała, że do przeczytania mamy kolejną. Niestety ferie się skończyły, więc nie mogłam wyjechać do dziadka, dlatego sama musiałam przejść przez piekło czytania książki. Tytuł "Dzieci z Bullerbyn" w ogóle mnie nie zachęcił, grubości książki wręcz mnie odrzucała. No tak, Anaruk był jeden, więc napisano o nim mało, dzieci to liczba mnoga, więc zanosiło się na długie czytanie. Ku mojemu zaskoczeniu było to przyjemne doświadczenie, a nawet inspirujące. Kiedy przeczytałam o telefonie, który można zrobić ze sznurka i rozmawiać przez niego z sąsiadką, mieszkającą

Statystyczny Polak czyta pół książki rocznie. obok spróbowałam coś takiego zrobić. Zabawa była świetna. Do dziś "Dzieci z Bullerbyn" to jedna z moich ulubionych książek.

tu o sobie oczywiście!). Czy zatem zmuszanie do czytania lektur wpływa na to, że już nie czytamy książek dla przyjemności?

LEKTURY Moim skromnym zdaniem lektury skutecznie odstraszają ludzi od czytania książek. Ja sama wielokrotnie zamiast czytać takie książki jak "Pan Tadeusz", "Dziady" czy "Potop" sięgałam po streszczenia, aby tylko dostać pozytywa. Zresztą przeszliście na pewno przez piekło szkoły ponadgimnazjalnej, skoro jesteście na studiach, więc mam nadzieję, że mnie rozumiecie. Myślę, że o wiele ciekawiej byłoby, gdyby to uczniowie mogli wybierać chociaż cześć lektur, które będą omawiać na lekcjach - wtedy zapał byłby większy (mówię

STATYSTYCZNY POLAK Statystyczny Polak czyta pół książki rocznie. Słusznie podsumował ten fakt Marek Kondrat "Jesteśmy narodem, którego im bardziej i goręcej się do czegoś namawia, tym mniej nas słucha". Czy zatem gdy przestanie się mówić o czytaniu to każdy z nas sięgnie po książkę? Nie jestem przekonana. Osobiście nie jestem też statystyczną Polką, ponieważ czytam około trzech książek miesięcznie i naprawdę lubię to robić. Czytanie jest dla mnie jak tworzenie własnego filmu, ponieważ dokładnie wyobrażam sobie każdą scenę

z najdrobniejszymi szczegółami. Powinniśmy się jednak zastanowić nad korzyściami z czytania książek. Czynność ta pozwala rozwijać nam nasze słownictwo, wyobraźnię, daje nam ogromną wiedzę i nierzadko tematy do rozmów. CO PRZECZYTAĆ? Nie zachęcam do sięgania po książki, które was nie interesują, bo to mija się z celem i jeszcze bardziej obrzydzi wam książki. Wybierajcie to, co was interesuje: romans, kryminał, horror. Gatunków jest mnóstwo i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie, a tytułowy cytat jest tego potwierdzeniem. Patrycja Hoffman


MAJ 2012 MARZEC 2012

Bachanalia Zielona G贸ra

Opracowanie graficzne: Krzysztof Burda

15 19


16

MAJ 2012

Bachanalia

PROGRAM DNI KULTURY STUDENCKIEJ BACHANALIA 2012 21.05.2012 PONIEDZIAŁEK

KONKURS

Volleybal Cup / Campus A - hala sportowa UZ przy ul. prof. Z. Szafrana Wygraj karnet na koncerty 16:00 Mecz piłki nożnej: Campus A vs Campus B / stadion przy ul. WyspiańBachanaliowe! skiego 18:00 Gala “Belfera Roku 2012” / Campus A - Aula Uniwersytecka przy ul. Podgórnej

Wyślij SMS o treści Bachanalia na numer 71601 22.05.2012 WTOREK (koszt 1,23 zł) do 16 maja godz. 12:00. Każdy z za12:00 Makaron Cup - otwarte zawody pływackie / basen miejski przy ul. Wyrejestrowanych uczestnispiańskiego ków otrzyma w określo14:00 Turniej Międzywydziałowy w piłce nożnej / stadion przy ul. Wyspiańskiego nym dniu i czasie pytanie. 16:00 Bachananaliowe warsztaty improwizacji komediowej. Podstawy impro5 osób, które najszybciej wizacji koncentracja i skojarzenia; prowadzący: Kajetan Suder / ul. odpowiedzą prawidłowo na Fabryczna 13 pytanie otrzymają pojedyn18:00 Longeriada / Campus B - przy DS Wcześniak, Vicewersal cze karnety na koncerty 24 18:00 Wielkie Grillowanie z X-Demonem / Campus B - przy DS Wcześniak, i 25 maja 2012

Vicewersal 20:00 AEGEE UZ Factor - Mistrzostwa Karaoke / Campus A - Klub jazzowy ‘u Ojca’

23.05.2012 ŚRODA 11:00 Bieg o Puchar Rektora / stadion sportowy przy ul. Wyspiańskiego 12:00 Parada Bachanaliowa / START: Campus A, ul. prof. Z. Szafrana META: centrum ZG 13:30 Oficjalne rozpoczęcie Bachanaliów 2012 / Scena w centrum miasta przy ul. Kupieckiej 14:00 Bitwa Kapel FINAŁ / Scena w centrum miasta przy ul. Kupieckiej 14:00 Dzień na deptaku - gry, zabawy oraz pokazy / Scena przy ul. Kupieckiej 14:00 “Atelier-am” - przegląd twórczości artystycznej / Teatr Lubuski 15:00 Zjazd na byle czym / Campus A, ul. prof. Z. Szafrana 18:00 Student Strong / Campus A, boisko przy DS Ziemowit 18:00 Kabareton: Inicjatywa Sceniczna Fruuu..., Made In China, Hlynur / Scena przy ul. Kupieckiej 19:00 Gala Miss Studentek UZ 2012 / Campus A - Aula Uniwersytecka przy ul Podgórnej 19:00 Bachananaliowe warsztaty improwizacji komediowej. Obserwacja, tworzenie postaci, kontynuacja; prowadzący: Paweł Pieniążek/ ul. Fabryczna 13 21:00 Teatr Ognia "Prometeusz" / scena przy ul. Kupieckiej 21:00 Clubowe Bachanalia w X-Demonie Oficjalne After Party Miss Studentek / X-Demon 21:00 Lejdis Najt w Pinacolada Music Club / Pinacolada, ul Stary Rynek 2-3 21:30 Pokaz Projektu P.I.W.O. Lightshow 2012 Tour / Urząd Miasta Zielona Góra

24.05.2012 CZWARTEK 08:00 Finał AMP-y w piłce ręcznej mężczyzn / Campus A - hala sportowa UZ przy ul. prof. Z. Szafrana i przy ul. Wazów 10:00 Turniej laserowego paintballa / Alien Arena przy ul. Gen. Sowińskiego 38A 14:00 Zmagania Akademików / Campus A przy DS Piast, Rzepicha, Ziemowit 13:00 III Bieg po schodach / Campus A, A-29 Wydział Matematyki, Informatyki i Ekonometrii 16:00 Bachananaliowe warsztaty improwizacji komediowej. Spontaniczność, energia domyślność, narracja; prowadzący: Michał Malinowski/ ul. Fabryczna 13 17:00 “Ogumienie to nie brzemię” - partyworking/ zielonogórskie kluby, koncerty 17:00 KONCERTY PLENEROWE NA STADIONIE PRZY ULICY WYSPIAŃSKIEGO: Mistic Mind, Burn!, Independent Mind, Kamil Bednarek i Strachy na Lachy 21:00 Studencka Noc w Pinacolada Music Club / Pinacolada, ul Stary Rynek 2-3


MAJ 2012 MARZEC 2012

Bachanalia Zielona Góra

17 19

25.05.2012 PIĄTEK 08:00 Finał AMP-y w piłce ręcznej mężczyzn / Campus A - hala sportowa UZ przy ul. prof. Z. Szafrana i przy ul. Wazów 16:00 Bachananaliowe warsztaty improwizacji komediowej. Praktyczny wymiar umiejętności improwizacji komediowej, istota humoru / ul. Fabryczna 13 16:30 “Dziki Zachód w Raculce” / Ośrodek Jeździecki UZ w Raculce 17:00 “Ogumienie to nie brzemię” - partyworking/ zielonogórskie kluby, koncerty 17:00 KONCERTY PLENEROWE NA STADIONIE PRZY ULICY WYSPIAŃSKIEGO: Day After Day, zwycięzca Bitwy Kapel, Abradab, Muchy, Dżem 21:00 Demonalia w X-Demonie / X-Demon Club Muzyczny, ul. Kupiecka 63 21:00 After Bus Party w Pinacolada Music Club / Pinacolada, ul Stary Rynek 2-3

26.05.2011 SOBOTA 08:00 Finał AMP-y w piłce ręcznej mężczyzn / Campus A - hala sportowa UZ przy ul. prof. Z. Szafrana i przy ul. Wazów 12:00 Bachananaliowy Bboy Jam / Campus A boisko przy DS Ziemowit 16:30 “Dziki Zachód w Raculce” / Ośrodek Jeździecki UZ w Raculce 21:00 Clubowy After w X-Demonie

27.05.2011 NIEDZIELA 08:00 Finał AMP-y w piłce ręcznej mężczyzn / Campus A - hala sportowa UZ przy ul. prof. Z. Szafrana i przy ul. Wazów


18

Bachanalia

MAJ 2012


MAJ 20122012 MARZEC

Bachanalia Zielona Góra

19

Najpiękniejsza impreza Bachanaliów

Zapraszamy Was serdecznie na Galę Miss Studentek 2012. Konkurs piękności, zorganizowany przez Akademickie Radio Index, Gazetę "UZetka" oraz portal UZetka.pl, odbędzie się 23 maja o godz.19:00 w Auli Uniwersytetu Zielonogórskiego przy ul. Szafrana w Zielonej Górze. Wstęp na wybory kosztuje 10 zł (bilety do kupienia w Radiu Index - ul. Podgórna 50 oraz w dniu Gali przy wejściu na Aulę). Na scenie zobaczycie 16 studentek, które zaprezentują się w trzech odsłonach. Pomiędzy ich występami zabawi Was dobra muzyka (zespoł w składzie: Magdalena Mazur, Anna Smulewicz i Marcel Lelo), kabaret i zachwycający pokaz tańca.

W ubiegłym roku tytuł Miss Studentek zdobyła Justyna Walczak. Ujęła jurorów swoją urodą i niespotykaną skromnością, która dodawała superkobiecego uroku jej wielkiej pewności siebie. SPONSORZY GŁÓWNI

Pierwszą Vicemiss rok temu została Agata Bojdunik - za taką studentką obejrzy się na ulicy każdy chłopak! Agata wzięła udział w wyborach już ze sporym doświadczeniem, jury od razu to zauważyło!

W tym roku dziewczyny są równie piękne! Wzięły już udział w pierwszej sesji fotograficznej, teraz przed nimi nauka chodzenia na wybiegu i przymiarki strojów na Galę. Będzie się działo...

Tron czeka już na swoją królową. Która studentka w tym roku na nim zasiądzie? O tym przekonamy się już wkrótce! Zapraszamy 23-go maja o godz. 19:00 do Auli Uniwersytetu Zielonogórskiego! PATRONAT HONOROWY

prof. Czesław Osękowski

Rektor Uniwersytetu Zielonogórskiego

Elżbieta Polak

PATRONI MEDIALNI

Marszałek Województwa Lubuskiego

Janusz Kubicki

Prezydent Zielonej Góry


Bachanalia

MAJ 2012

Każdy, kto słucha uszami i serduchem jest naszym fanem. Są fani, którzy słuchają regae przez jedno „g” i są fani, którzy słuchają reggae przez dwa „g”. Nawet dla tych, którzy jeszcze nie rozumieją, o co w tym chodzi, nadejdzie dzień, gdy pomyślą: „ty, rzeczywiście, to ma jakiś sens”.

Fot. Anna Migda Photography

20


MAJ 2012

Bednarkomania

Bachanalia

21

Cudowne dziecko telewizyjnego talent show. Obiekt westchnień większości polskich nastolatek. O przeszłości, przyszłości, inspiracjach i o tym, co wyszukiwarka Google wie na jego temat rozmawialiśmy z Kamilem Bednarkiem, który już 24-go maja wystąpi na Bachanaliach. Czy wiedziałeś o tym, że jeszcze niedawno wpisują hasło „skąd” albo „ile” w wyszukiwarce Google pierwsze podpowiedzi brzmiały: „Skąd jest Kamil Bednarek” oraz „Ile lat ma Kamil Bednarek”? Byłeś w ogóle świadomy zjawiska zwanego Bednarkomanią? Myślę, że Bednarkomania była tylko na początku, przez te parę miesięcy po zakończeniu „Mam Talent”. Teraz powinna liczyć się tylko muzyka. Zmieniła się liczba osób, które przychodzą na koncert, zmienił się ich wiek. Wiadomo, na początku było sporo fanatyków tego Bednarka z telewizji, obrazka z programu. Ale już wtedy było też wiele osób, którym zależało na muzyce. Nieważne, w jakim był programie, ważne, że gra muzykę, która do mnie trafia. Aczkolwiek jestem świadomy tego, co się działo. Czasem szukając w internecie jakiejś muzyki wpisywałem samą literkę „k” i od razu pojawiał się Kamil Bednarek. Wtedy myślałem sobie: O nie, coś ty narobił! (śmiech). Ale spoko. To minie. Skoro to przeszłość, porozmawiajmy o bardziej aktualnych wydarzeniach. Co Wam dał wyjazd na Jamajkę oprócz wydania materiału? Wiesz co, tak naprawdę Jamajka to nie był żaden pomysł, który miał na celu wydanie jakiegoś dobrego materiału, którym będziemy się chwalić. Dla nas to miała być lekcja i odpoczynek, bo pracowaliśmy naprawdę ciężko. Uwierz, że ta ilość koncertów i tych kilometrów, ta zmiana życia z dnia na dzień była dla nas naprawdę ciężka. Musieliśmy się przestawić, ja w szczególności jeśli chodzi o utratę prywatności.

Jamajka była dla nas chwilą oddechu. Spotkaliśmy artystów bardzo ważnych dla muzyki reggae. Muzyków Boba Marley’a, Shaggy’ego i każdy z nich powtarzał, że trzeba grać uczuciami. Myślę, że każdy z moich muzyków przywiózł do Polski część tej Jamajki. Nabrałem też trochę pewności siebie w tym, co robię. Byłem w tym miejscu, gdzie trzydzieści lat temu grał Bob Marley i myślałem: "Kurdę, masz dwadzieścia lat i stoisz w miejscu, w którym kiedyś stal człowiek, którym się inspirujesz". Czyli można. No właśnie, inspiracje. Gdzie szukasz ich do pracy nad płytą? Tutaj otwierają się nowe bramy. Wcześniej byłem dosyć mocno zamknięty na muzykę reggae, a teraz zacząłem słuchać innych stylów – r’n’b, soul. Szukam zupełnie innych brzmień, czegoś, co będzie zaskoczeniem. Muzykę reggae można połączyć z zupełnie innym gatunkiem i też będzie bujać. A jeżeli chodzi o teksty, to najlepszą inspiracją jest samo życie, bo jeżeli człowiek czegoś doświadczy, a później o tym śpiewa, to jest tego świadomy. A jeżeli ktoś pisze coś pod publikę, a jest hipokrytą i robi inaczej, to nie jest to prawdziwe. A jak reagujesz na złośliwości w stylu: Nikt nie usłyszałby nigdy o Star Guard Muffin, gdyby nie udział Bednarka w Mam Talent? Akurat u nas w zespole nie było żadnych kłótni czy nieporozumień przez to, że ja poszedłem do programu. Chłopaki podeszli do tego bardzo dojrzale, bo patrzyli na dobro zespołu, a nie dobro personalne. Tak naprawdę gdybym nie poszedł, nie polecielibyśmy na Jamajkę, nie byłoby

tego wywiadu i pewnie dalej gralibyśmy w garażu. Nie doświadczylibyśmy tych wszystkich plusów związanych z byciem muzykiem. Robisz to, co kochasz i dzięki temu, że jest to zawód kreatywny, cały czas się rozwijasz. Parasz się stylem muzycznym, który ciągle kojarzony jest głównie z czarnoskórymi wykonawcami. Uważasz, że biali równie dobrze czują tę muzę? Jak najbardziej tak. Od razu przychodzi mi na myśl Gentelman, który jest gwiazdą światowego formatu. Ostatnio jest też dla mnie sporą inspiracją. Uwielbiam jak tworzy melodie, są bardzo proste, ale wpadają w ucho. Gentelman potrafi przyciągnąć do siebie nie tylko wielbicieli muzyki reggae. Łączy elementy popowe, r’n’b i robi to na wysokim poziomie. A potrafisz określić, do kogo Ty kierujesz swoją muzykę? Kim jest fan Star Guard Muffin? Każdy, kto słucha uszami i serduchem jest naszym fanem. Są fani, którzy słuchają regae przez jedno „g” i są fani, którzy słuchają reggae przez dwa „g”. Nawet dla tych, którzy jeszcze nie rozumieją, o co w tym chodzi, nadejdzie dzień, gdy pomyślą: „ty, rzeczywiście, to ma jakiś sens”. Ale tu już chodzi o doświadczenia. Im człowiek starszy, tym ma więcej doświadczeń i inaczej rozumie muzykę i teksty. Dla mnie muzyka reggae jest wspaniała, bo może trafić do każdego, człowieka, który ma 60 lat i do człowieka, który ma 15 lat, sam zacząłem słuchać reggae, kiedy miałem właśnie 15 lat. Już wtedy byłem zachwycony tymi dźwiękami.

W Polsce wielu artystów ma teraz ciśnienie na karierę za granicą. Wy też macie takie plany? To chyba są marzenia każdego artysty. Nie ukrywajmy, w tym kraju jest mało perspektyw, jest ciężko. Nawet, jeśli ktoś jest znany, to i tak ma pod górkę, a co dopiero za granicą, gdzie potrzebna jest dobra promocja. Robiąc koncert w mieście, w którym nikt cię nie zna, to tak jakbyś zaczynał od nowa. Ważne są kontakty z innymi zespołami, wspólne koncerty, my gramy u nich, oni u nas, to chyba najfajniejszy sposób. To moje wielkie marzenie zrobić trasę po całym świecie, to nie musi być masa koncertów, wystarczy kilka. W tak młodym wieku już odniosłeś spory sukces, więc porozmawiajmy o dalekiej przyszłości. Gdzie widzisz siebie, powiedzmy, za 10 lat? Mam nadzieję, że dalej na scenie, że jeszcze będę miał siłę i że to wszystko potoczy się w dobrą stronę. Chciałbym grać na scenach całego świata, bo o to chodzi, żeby poznawać i odkrywać. Jak cały czas jest się w ciągłym biegu, to życie przemija bardzo szybko, więc trzeba wierzyć w to, co się robi i po prostu realizować swoje marzenia. *** Od redakcji: W czasie, kiedy wywiad czekał na publikację zespół Star Guard Muffin zawiesił działalność. Kamil Bednarek koncertuje z nowym projektem i z nowym składem. Daria Kubasiewicz dariakubasiewicz@ index.zgora.pl


22

Muzyka

MAJ 2012

Znacie te rockowe dziewczyny?

Trzeba przyznać, że żeńskich kapel w muzyce rockowej jest niewiele. Tym bardziej cieszy fakt, że taka formacja funkcjonuje w Zielonej Górze. Na razie stawiają co prawda pierwsze kroki, ale z koncertu na koncert są coraz cieplej przyjmowane. Przed Wami rozmowa z grupą Sharon w składzie Karolina Księżak, Joanna Zaręba, Monika Gajdzińska i Edyta Falińska, w której po trochu wypowiedziała się każda z dziewczyn.

Jak doszło do powstania Sharon? Żadna z nas nie myślała na poważnie o graniu w zespole. Początek był dość zwyczajny. Asia i Tyrka (gitarzystki) poznały się na lekcji gitary, podczas gdy za ścianą uczyła się grać Edyta (perkusistka). Idea zespołu zrodziła się w głowie naszych nauczycieli, którzy nas ze sobą poznali. Następnie przez skład przewinęło się wiele wokalistek, którą finalnie została jedna z gitarzystek (Tyrka). Ostatnią osobą, która dołączyła do obecnego składu jest Monika (basistka), która bez większych problemów zaaklimatyzowała się w SHARON. Od tego czasu poznałyśmy się na tyle, że tworzymy zgraną ekipę, która dobrze bawi się robiąc muzykę. Skład jest w 100% żeński. Czy miałyście takie założenie od początku, czy tak po prostu wyszło? Na początku chciałyśmy grać bez względu na to, kto będzie w składzie. Dopiero kiedy do zespołu dołączyła perkusistka, narodziła się idea girlsbandu. Cały czas jednak towarzyszyła nam obawa, że damski skład nie będzie brany na serio. Muzyka rockowa to tzw. klub dla facetów, ale jednak w historii tej muzyki było kilka kapel żeńskich, albo dowodzonych przez kobiety, które odniosły sukces. Czy wzorujecie się na którejś z nich? Jeśli chodzi o zespół, który nas zainspirował – jest to stanowczo THE RUNAWAYS Girlsband z Ameryki. Kiedyś

podczas imprezy oglądałyśmy o nich film, który przekonał nas, że dziewczyny też mają szansę w „rockowym świecie”. Na scenie prezentują się nie gorzej niż faceci, a publiczność bawi się rewelacyjnie. Dlaczego zdecydowałyście się akurat na taką nazwę dla Waszej kapeli?

a jednocześnie mieszanka osobowości każdej z nas. Określacie swoją muzykę jako „dziewczęcy rock”. Możesz rozwinąć co kryje się pod tym pojęciem, bo pewnie coś więcej niż tylko „muzyka rockowa grana przez dziewczyny”? My po prostu tworzymy z punktu widzenia dziewczyn

"Nasza muzyka nie jest zbyt ciężka, ale drapieżna. Nie brak nam energicznych riffów i melodyjności. Potrafimy się wydrzeć, ale też wpleść trochę kobiecej delikatności. Mamy mniej „siły w łapach” niż faceci, dzięki czemu możemy zaoszczędzić na pałeczkach i strunach". Jak wiadomo – tyle ile dziewczyn tyle różnych zdań. Nie mogłyśmy dojść do porozumienia w kwestii nazwy. Miałyśmy masę pomysłów, jednak żaden nie pasował do stylu naszego zespołu i nie oddawał w całości „tego czegoś”. Sharon wydało nam się dość neutralne, a po przeczytaniu nazwy zastanawiasz się czego możesz się po nas spodziewać. Sharon to bohaterka tekstów naszych piosenek,

i o tym są właśnie nasze piosenki. Chodzi głównie o przesłanie, które kierujemy do słuchaczy. Chcemy oddać kawałek nas w każdej nucie. Nasza muzyka nie jest zbyt ciężka, ale drapieżna. Nie brak nam energicznych riffów i melodyjności. Potrafimy się wydrzeć, ale też wpleść trochę kobiecej delikatności. Mamy mniej „siły w łapach” niż faceci, dzięki czemu możemy zaoszczędzić na pałeczkach i strunach.

Wiele młodych zespołów upatruje obecnie swojej szansy w udziale w tzw. talent show. Jakie jest Wasze zdanie na temat takich programów i czy same myślałyście o spróbowaniu swoich sił w którymś z nich? Byłyśmy namawiane przez wiele osób, żeby spróbować swoich sił w programach tego typu. Nie chciałyśmy jednak, by my i nasza muzyka stały się towarem. Ginie przy tym idea pasji, którą przejmuje „showbiz”. Nie chciałyśmy też przybrać miana gwiazdeczek, które sztucznie uśmiechają się do kamer. Stawiamy na wiarygodność. Kiedy możemy spodziewać się jakiegoś wydawnictwa Sharon i co takiego na nim zaprezentujecie? Na naszym koncie jest już jedna przygoda w studiu nagraniowym, której dzieckiem jest piosenka „Honey”. Od jakiegoś czasu nieśmiało przymierzamy się do nagrania naszego pierwszego demo, na które mamy już materiał – a z kasą jak to z kasą... Nagranie dema jest okazją, żeby wynieść naszą muzykę poza ściany klubów, w których gramy. Nie zabraknie na nim energii i tego dziewczęcego „czegoś”. Efektami naszej pracy pochwalimy się na naszej facebook’owej stronie, na którą wszystkich serdecznie zapraszamy, a specjalną kopię na pewno podrzucimy redakcji "UZetki". Michał Cierniak metalizacja@index.zgora.pl


Teatr

MAJ 2012

23

"Gracz": Ruletka życia

Wielkie pieniądze, obsesyjna miłość, spektakularna przegrana... Wszystko, co wiąże się z ogromnym napięciem i nieokiełznanymi namiętnościami, mogliśmy odnaleźć w spektaklu na kanwie powieści „Gracz” Fiodora Dostojewskiego. Reżyserią zajął się Krzysztof Prus, specjalista od psychologicznych aspektów charakteru postaci.

Zarówno spektakl, jak i książka obfitują w wiele wątków autobiograficznych z życia autora. Podejmują problem hazardu, którego ofiarą był pisarz. Zatem któż lepiej niż on potrafi oddać chwile uniesienia, gdy dobra passa trwa, niepewność, ale także pragnienie ryzyka, kiedy podwaja się stawkę, albo stawia się wszystko, i wreszcie bezsilną rozpacz, gdy zostaje się bez grosza? Rosyjski pisarz robi to doskonale, mimo iż w pisaniu towarzyszyły mu duże emocje porównywalne do tych hazardowych. Utwór powstawał bowiem pod presją czasu, w ciągu zaledwie miesiąca, a gra toczyła się o prawa autorskie do wszystkich jego powieści, zastawione podczas grania w ruletkę... Reżyser osadza spektakl w XIX-wiecznej scenerii, ukazującej arystokratyczny kurort, w którym wyższe sfery oddają się różnorodnym rozrywkom. Wszystkich w większym lub mniejszym stopniu łączy jedno: pieniądze – wielki spadek po ciotce generała, będący obiektem pożądania i chęci posiadania. Dlatego czekają na rychłą wieść o śmierci wiekowej „babci”. Prus – pracujący nad każdym gestem, emocją i detalami w sposobie przekazu – poprzez scenę z nieoczekiwaną wizytą ciotki, ukazał obłudę towarzyszącą zebranym. Przedsięwzięcie teatralne swoją magię osiągnęło poprzez wyśmienitą grę sceniczną. Na uznanie zasługuje cała obsada, a w szczególności Elżbieta Donimirska – odgrywająca rolę ciotki generała, posiadaczka statuetki Gemini d'Oro – Anna Haba, w roli Poliny, i wreszcie Piotr Li-

zak – odtwórca roli młodego nauczyciela, Aleksego Iwanowicza, w służbie generała. A przy tym uzależnionego od gry w ruletkę i bywania w okolicznym kasynie. Najbardziej urzekło mnie to, że pierwsze skrzypce w spektaklu odgrywali sami aktorzy, a nie elementy scenografii – tych nie można zaliczyć do atutów przedstawienia. Nie było zbyt wielu przedmiotów charakteryzujących ówczesny wystrój dworu czy salonu. To niezwykła umiejętność aktorska, aby swą pełną tajemniczości grą sprawić, że widz jest urzeczony sztuką,

a wszelkie inne elementy przy niej odchodzą na dalszy plan. Oddanie prawideł sztuki, odtwórcom ról się z pewnością udało i wzbudzało poruszenie na widowni. Kluczową rolę – istotniejszą niż same rekwizyty i kostiumy – odgrywało operowanie światłem i muzyką. Niesamowite wrażenie wywierało jednoczesne wyłanianie się z ciemności aktorów i odpowiednie naświetlenie, wydobywające z ich twarzy najbardziej skrywane i osobliwe uczucia. Zapierająca dech w piersiach, przepiękna muzyka pod-

kreślała dramaturgię i skrajne emocje targające bohaterami. Żywiołowa ścieżka dźwiękowa, operująca stałym motywem muzycznym, doskonale współgrała z sytuacją sceniczną, podkreślając wagę prezentowanych treści. Nie bez znaczenia pozostało to dla odbioru sztuki. Spektakl ma dynamikę rozkręcającego się koła ruletki. Kulminacja następuje w momencie uzależnienia się ciotki generała od obstawiania w kasynach, efektem, którego stała się utrata całego majątku, na który liczyli krewni. Kobieta nie mogła się zatrzymać, grała do ostatka sił. Szaleństwo połączone z hazardowym opętaniem reżyser ukazał w metaforyczny sposób, mianowicie za pomocą ruchu wirowego wózka, na którym siedziała „babuleńka”. Elżbieta Donimirska i Piotr Lizak – dwie postaci, którymi zawładnęła ruletka – bezbłędnie oddali swą grą ludzki upadek, do którego doprowadził hazard. Myślę, że ukryte przesłanie, które reżyser chciał unaocznić brzmi: „życie jest hazardem”. Jeden niespodziewany ruch może zaważyć na naszej przyszłości, minimalny obrót kołem – wszystko zmienić. Dzięki przedstawieniu nietrudno sobie uświadomić, że życie jest niczym ruletka, nie wiemy, co przyniesie jutro i dlatego jest pełne wrażeń. „Gracza” polecam, nie tylko wielbicielom Dostojewskiego, ale wszystkim, którzy pragną poznać świat niezliczonych pokus i namiętności... Marta Soczek


24

Miasto Filmów

MAJ 2012

MIASTO FILMÓW Piątek, godz. 13:00 na 96 fm www.facebook.com/miastofilmow

Nie ma rączek – nie ma cukierka Każdy z nas widział filmy o osobach niepełnosprawnych i każdy z nas wie, jak te osoby są w nich przedstawione. „Nietykalni” w nosie mają tradycyjne podejście. Główny bohater, mimo paraliżu od szyi w dół, potrzebuje seksu, pali marihuanę, przeklina, rzuca żartami. W dwóch słowach – jest człowiekiem. Jak się okazuje, nic nie łamie stereotypów tak, jak prostackie dowcipy. Wyobrażacie sobie w obrazie o paralityku żarty w stylu „nie ma rączek – nie ma cukierka”? Albo sprawdzanie, czy rzeczywiście delikwent nic nie czuje, polewając go gorącą herbatą? W „Nietykalnych” z Philippe’a żartuje tak jego najlepszy przyjaciel. Philippe jest bogaczem, który po stracie żony ulega wypadkowi (być może nie do końca wypadkowi) na parolotni, w wyniku którego traci czucie od pasa w dół. Od tego czasu jest zdany na łaskę innych i, jak każdy niepełnosprawny, nie znosi tej łaski. Zapewne dlatego do pomocy zatrudnia Drissa, który nie ma kwalifikacji, garnituru, pieniędzy, ogłady, ani litości dla kaleki. I to właśnie kalece odpowiada. Jest taka scena, która stanowi cały sens tego filmu: zajęty czymś Driss, słysząc dzwonek telefonu Philippe’a, wyciąga rękę, by ten sam po niego sięgnął. Mało kto w kinie powiedział tak wiele, robiąc tak niewiele. „Nietykalni” to przede wszystkim François Cluzet i Omar Sy. Ta para aktorów wywołała autentyczną, niemal namacalną więź na ekranie. Zachowują się jak para rozwydrzonych bachorów, prując po autostradzie, by potem chwytać się każdej możliwej wymówki w celu uniknięcia kary. Żartują z siebie nawzajem – Philippe z balansujących na granicy upokorzenia zadań Drissa, a Driss z kalectwa

Mówi się o tym filmie, że scenariusz objętością nadawał się do wysłaniem SMS. Że historia jest banalna, naiwna. Ale film „Nietykalni” jest taki z wyboru. Philippe’a. Jak wiadomo, nic tak dobrze nie pokazuje głębokiej więzi, co niedojrzałe zachowania, a para bohaterów mogłaby z nich pisać doktorat. Nie można zapomnieć o rewelacyjnej muzyce. Do oczywistej mieszanki wybuchowej Berlioz – Wind, Earth & Fire dodano rewelacyjną oryginalną ściekę dźwiękową autorstwa Ludovico Einaudiego. Mówi się o tym filmie, że scenariusz objętością nadawał się do wysłaniem SMS. Że hi-

storia jest banalna, naiwna. Być może. Ale film „Nietykalni” jest taki z wyboru. Nie ma tu pustego efekciarstwa, sztucznych przemów, patosu. W życiu jakoś nieczęsto zdarza się, by podniosłym słowom towarzyszyła podniosła muzyka, a tle powiewał sztandar. W życiu jąkamy się i na ogół unikamy wielkich słów, a za muzyczne tło rozmów są odpowiedzialni młodzi fani brzmień z telefonów komórkowych. Aż dziw bierze widząc, ze Francuzi, naród wyspecjali-

zowany w unikaniu wszystkiego, podjęli tak ciężki temat tak lekko. Jest bezpretensjonalnie, ciepło i uśmiechogennie. Jak często można iść do kina i wyjść, będąc przekonanym o tym, że wszystko będzie dobrze? „Nietykalni” napawają właśnie tego rodzaju optymizmem. Spójrzmy prawdzie w oczy – jeśli, będąc na wózku, można latać na paralotni, to czego nie można? Michał Stachura rocknoca@index.zgora.pl


Książka Miasto Filmów

MAJ 2012

[REC] 3 Geneza

Iron Sky

American Pie:

Zjazd absolwentów

25

Piraci! 3D

Pamiętacie historię hiszpańskiej dziennikarki, która robiąc reportaż na temat pracy strażaków trafi ła w samo serce budynku opanowanego przez krwiożercze zombie i musiała walczyć o przeżycie? Film [REC] zrobił wielką furorę na całym świecie i zachęciło to jego twórców do nakręcenia kontynuacji. Potem przyszedł im do głowy pomysł, aby pokazać światu jak cała ta plaga się zaczęła. Tym sposobem do kin trafi ł „[REC] 3 – Geneza”. Niestety, całość jest podana w straszliwie denny i przewidywalny sposób. Brakuje tu klaustrofobicznego klimatu znanego z wcześniejszych części serii, nie mówiąc o jakimkolwiek innym. Ta produkcja to niesmaczna karykatura amerykańskich slasherów. Nie mam pojęcia czy twórcy serii [REC] za pieniądze zarobione na wcześniejszych częściach pojechali na wakacje do U.S.A., ale jeśli tak, to miały one na nich jeszcze bardziej odmóżdżający wpływ niż ukąszenie potworów z ich filmów.

Nie wiem, co biorą w ostatnich latach filmowcy, ale po ubiegłorocznym wywrotowym pomyśle umieszczenia kosmitów na dzikim zachodzie, tym razem dostajemy film o nazistach na Księżycu. Dotarli tam rakietą w 1945 roku, skryli się po ciemnej stronie naszego satelity, a ich potomkowie w 2018 postanawiają powrócić na Ziemię i ponownie spróbować sprzedać tam swoją ideologię. Pomysł może i absurdalny, ale również oryginalny i stanowiący wyjście do interesującego obrazu fińskiego reżysera Timo Vuorensoli. Jest to satyra współczesnej polityki międzynarodowej, którą tak naprawdę trzęsie U.S.A., ale także współczesnej obyczajowości w ogóle. Momentami jest naprawdę całkiem śmiesznie, a film jest bardzo sprawnie zrealizowany. Bardzo ciekawie połączono fantastykę i kino akcji z komedią naszpikowaną dość bezpośrednim, ale nie chamskim humorem. Klimatu dopełnia świetna muzyka Laibach i Wagnera, dzięki czemu dostajemy niezły, acz kontrowersyjny kinowy kąsek.

13 lat, 8 części i ponad 860 milionów dolarów w kieszeniach twórców – tak wygląda seria „American Pie” w statystykach. Rok 2012 przynosi nam prawdopodobnie ostatni kawałek słynnej, ba, w niektórych kręgach kultowej serii z szarlotką w tle. Tym razem grupa przyjaciół zabierze nas na swój Zjazd Absolwentów. Rubaszne dowcipy (których wciąż nie brakuje) wyparły rozważania nad dorosłością, życiu w małżeństwie czy byciu rodzicem. Oczywiście wszystko podano w odpowiednim do całej serii tonie. Tak więc Stifler wciąż klnie jak szewc i ma pokręcone pomysły, Jim nadal ma pecha w seksie, a jego ojciec nieustannie zawstydza go swoimi radami. Smaczku dodają nawiązania do poprzednich części serii oraz nostalgiczny klimat jaki unosi się nad całą produkcją. „American Pie: Zjazd Absolwentów” to film zupełnie bezbolesny, który na pewno zadowoli stęsknionych miłośników całej serii.

Zapomnijcie o „Piratach z Karaibów”, o Johnym Deppie, w ogóle o wszystkim! Oto przed Wami najnowsza produkcja twórców kultowych „Wściekłych gaci” – „Piraci 3D”. Pamiętacie jeszcze plastelinowych Wallace’a i Gromita? Jeżeli nie, to zostawcie "UZetkę" i biegiem do najbliższej wypożyczalni DVD! Pozostali – proszę czytać dalej. Animacja opowiada nam powykręcaną od brytyjskiego humoru i nawiązań do popkultury, historię kapitana Pirackiego, który postanowił zostać piratem roku. Wysyp gagów, jaki spadnie Wam na głowy, może przyprawić o jej zawrót, a dialogi to momentami najprawdziwsze perły. Tak zabawnej komedii w naszych kinach nie było od bardzo dawna i grzech się z nią nie zapoznać. No bo kto nie chciałby poznać Zaskakująco Androgenicznego Pirata albo Pirata Lubiącego Kotki i Zachody Słońca? Nikt? Tak też myślałem, więc marsz do kin szczury lądowe!

Michał Cierniak

Michał Cierniak

Paweł Hekman

Paweł Hekman


26

MAJ 2012

Muzyka

Do usłyszenia w maju 2012!

GARBAGE „Not Your Kind Of People”

Ostatnimi czasy możemy zaobserwować wiele powrotów grup, które święciły triumfy na scenie muzycznej w latach 90-tych. Po Skunk Anansie, Guano Apes czy Roxette, doczekaliśmy się come backu Garbage! Formacja dowodzona przez charyzmatyczną Shirley Manson po 7 latach przerwy uraczy swoich fanów nowym albumem, który może niektórych zaskoczyć. Wystarczy wspomnieć, że Shirley wśród inspiracji do pisania muzyki na nowy krążek, wymieniła np. Davida Bowie, Siouxie Sioux czy Cocteau Twins. Może być jeszcze mroczniej niż zwykle.

Premiera: 15 maja

THE CULT „Choice of Weapon”

The Cult od wielu lat stoi na straży klasycznego rockowego grania. Może nie doczekali się takiej sławy jak np. Guns’n’Roses, ale mają za sobą wierne grono fanów, które szanuje ich za wierność muzyce, od której zaczynali. W tym miesiącu na sklepowych półkach znajdziemy ich dziewiąty album. A po tym dziele możemy spodziewać się raczej samych pozytywów, ponieważ wyprodukował go świetny tandem producencki – Chris Goss i Bob Rock. Ten drugi znany jest z współpracy z Aerosmith czy Metalliką, ale także z wyprodukowania „Sonic Temple” The Cult właśnie, która jest uważana do dziś za ich najlepszą płytę.

Premiera: 22 maja

GOSSIP „A Joyful Noise”

Swoim albumem „Music For Men” wydanym trzy lata temu nieźle namieszali w świecie muzyki. Gossip dał się poznać jako kapela świetnie łącząca punkową wręcz drapieżność z tanecznymi rytmami. Na ich nowej pły-

cie jednak próżno będzie szukać, wbrew jej nazwie, radosnych melodii. Mają wypełnić ją smutne kawałki, zainspirowane muzyką… country. Zdaniem Beth Ditto w tym gatunku nawet wesołe utwory brzmią smutno. Miejmy jednak nadzieję, że przeistaczając się w kowbojów muzycy Gossip nie zapomnieli ostróg i nadal znajdzie się miejsce na drapieżność.

Premiera: 22 maja

SCISSOR SISTERS „Magic Hour”

Kiedyś przekonywali, że nie mają ochoty na taniec, ale i tak nikt im nie uwierzył ze względu na skoczność utworu „I Don’t Feel Like Dancin’”. Teraz chyba nawet nie będą próbowali kłamać, że taneczne rytmy są im obce. Po pierwsze nikt już się nie da na to nabrać, a po drugie jeśli zaprzęga się do pomocy przy nowej płycie jednego z bardziej rozchwytywanych DJ-ów na świecie, Calvina Harrisa… „Magic Hour” Scissor Sisters będzie zatem nakręcać tego lata zapewne niejedną imprezę.

Premiera: 28 maja

SIGUR ROS „Valtari”

Dla wszystkich, którym majowe wysokie temperatury mogą doskwierać, z pomocą przychodzi islandzki Sigur Ros. Panowie zapowiadają, że od ich nowej płyty będzie wiało charakterystycznym skandynawskim chłodem. Uzyskali to za pomocą ambientowych, introwertycznych i minimalistycznych dźwięków. W języku islandzkim tytuł płyty Sigur Ros oznacza „walec” i sami muzycy odgrażają się, że przejedzie ona po nas niczym ów pojazd. A wydawali się być takimi spokojnymi ludźmi.

Premiera: 28 maja

Michał Cierniak

INDEX LISTA Notowanie nr 139 (sobota, 05.05.2012.)

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Madonna Girl Gone Wild Train Drive By Enej Skrzydlate Ręce Jula Za Każdym Razem Linkin Park Burn It Down K'Naan ft. Nelly Furtado Is Anybody Out There Cher Lloyd Want U Back Liber ft. InoRos Czyste Szaleństwo Beyonce End Of Time [JIMEK Remix] Jessie J ft. David Guetta Laserlight

Głosuj na www.index.zgora.pl W soboty o 20.00 Wasze ulubione hity serwuje wciąż Mateusz, ale już nie Kasperczyk. Zaszczytną funkcję prowadzącego obrał Mateusz Jędraś. Kwiecień był miesiącem Madonny, która przebojem wdarła się do zestawienia i jej singiel Girl Gone Wild z rewelacyjnej płyty MDNA od dwóch tygodni okupuje szczyt Listy. Powoli wspina się także najświeższy kawałek Burn It Down kalifornijskiego zespołu Linkin Park, który zapowiada długo wyczekiwany, piąty już studyjny album Living Things (w sklepach od 26 czerwca). Materiał z płyty z pewnością usłyszymy wcześniej – 9 czerwca podczas Orange Warsaw Festival. Nowością w naszym zestawieniu jest także wyśmienity kawałek Libera w spółce z góralską kapelą InoRos, Czyste Szaleństwo. Utwór, który aż kipi od piłkarskich emocji, pięknie opisuje naszą futbolową historię i sprawia, że w powietrzu czuć już zapach zbliżających się Mistrzostw Europy.

Mateusz Jędraś, Audycja "Index Lista", sobota, godz. 20:00 REKLAMA


Muzyka

MAJ 2012

27

A czemu nie sześć?

Kilka skutków braku żony

Sokrates twierdził, że prawda siedzi gdzieś w człowieku, a zadaniem filozofa jest pomóc jej wyjść na świat, jak akuszerka, pomagająca przy narodzinach dziecka. Brian Burton, czyli Danger Mouse zdaje się robić to samo w świecie muzyki za sprawą swej produkcji. Tak było z The Black Keys, których odarł z surowego, blues rockowego brzmienia i tak też jest z Norah Jones, która nagle przestała być piosenkarka jazz-popową i nagrała swoją najlepszą dotychczas płytę.

Był sobie raz zespół The White Stripes. Bardzo dobry zespół, w którym autorem całości materiału, producentem i, najogólniej rzecz biorąc, gościem od wszystkiego był Jack White. Najprawdopodobniej zatrudnił perkusistkę tylko dlatego, że nie mógł sam tego robić jednocześnie. Być może w grę wchodził też małżeński foch, bo on i Meg w tym czasie byli Panem i Panią White również poza sceną. Ich związek jednak się skończył, a parę lat później skończyli się też The White Stripes. Po kilku latach tułaczki Jack White powraca z pierwszą płytą sygnowaną tylko i wyłącznie swoim nazwiskiem.

Gotowość do zmiany kierunku sygnalizowała od dawna, chyba po raz pierwszy u Mike’a Pattona na imiennej płycie jego projektu Peeping Tom. Jones wiedziała jednak, co robi, czekając. Wszyscy piali z zachwytu, gdy Monika Brodka nagrała „Grandę”. O ile jednak płyta polskiej piosenkarki była małym „know-how” zachodnich trendów produkcyjnych, gdzie niekiedy piosenki schodzą na drugi plan, tutaj wszystko podporządkowane jest muzyce. Norah Jones nie stara się kreować nowego kierunku – ona już jest na nowej drodze, przemiana już się dokonała się poza nośnikami muzycznymi. Jazz? Nic z tych rzeczy. Country, blues? Ani trochę. Nowa Norah zajmuje się alternatywnym popem, skąpanym w charakterystycznej produkcji Burtona. Ale aranże i brzmienie na nic by się zdały, gdyby nie rewelacyjne piosenki Jones. Od singlowego „Happy Pills”, przez numer tytułowy, po wzruszający „Miriam” – wszystko na tej płycie jest albo bardzo dobre, albo lepsze. Również lirycznie Norah uległa zmianie – jej teksty są kobiece, ale lekkie, przystępne, ale z lekkim pazurem. Zabawne jest, że te wszystkie rzeczy dzieją się przy

braku eksponowaniu głosu Jones. Na dotychczasowych płytach zawsze na pierwszym planie, tu brzmi dość surowo, nie jest wypieszczoną błyskotką, przez co jeszcze bardziej zwracamy uwagę na jego naturalny urok. Kolejny dowód na to, że mniej znaczy więcej. Głupio tak na nic nie narzekać, ale jedyny zarzut, jaki można postawić „Little Broken Hearts” to fakt, że materiał… nie jest jeszcze lepszy. Nie chcąc jednak kręcić nosem niczym matka, która na wieść o piątce syna pyta „a czemu nie sześć?” (wydarzyło się naprawdę), trzeba zaznaczyć, że to, jak dotąd, jedna z najlepszych płyt roku, ze świetnymi piosenkami, rewelacyjnie wyprodukowana i zaopatrzona w piękną okładkę. Michał Stachura

Słuchaj audycji "Rock nocą" w piątek o godz. 22:00 w Radiu Index!

Trudno powiedzieć, czy to ta płyta powinna zostać nagrana pod starym szyldem, czy to stary szyld od początku powinien brzmieć „The Jack White Stripes”. To, co dzieje się na „Blunderbuss” to logiczna kontynuacja paskowego tematu. Może trochę bogatsza w instrumenty, ale i The White Stripes na swej ostatniej płycie daleko było do brzmienia garażowego duetu z początków zespołu. Po „Blunderbuss” widać jak na dłoni, jaką rolę pełniła Meg, poza bębnieniem oczywiście. Jak każda dobra żona, konsekwentnie wybijała z głowy Jackowi co głupsze pomysły, jak na przykład pokazywanie ludziom takich nudziarstw, jak niektóre na tym krążku. Bez niej White stracił ostatni bastion przed wpadnięciem w totalny samozachwyt. Nie wiem, po co na tej płycie nudny numer tytułowy. Po co nudne „Hip (Eponymous) Poor Boy”. Po co cała nudna końcówka. Po co Jack tak uporczywie stara się przekonać wszystkich, jak dobrze gra na pianinie i perkusji, skoro wystarczył zbudowany na czterech akordach „Sixteen Saltines”, by wywo-

łać szeroki uśmiech na twarzy słuchacza. Ten utwór i „Love Interruption”, oba singlowe, to najlepsze piosenki na „Blunderbuss”. Niby coś jeszcze poza nimi się dzieje, ale tak naprawdę niezbyt wiele. Szczerze życzę Jackowi White’owi, by nagrywał płyty tak wielkie, jak jego ego. Przede wszystkim dlatego, że go na to stać, a po drugie – lubię drania. „Blunderbuss”, obok dwóch świetnych, ma jeszcze parę dobrych piosenek, ale brakuje jej zbyt wiele, by polecić ją z czystszym sumieniem komukolwiek spoza grupy fanów Jacka. Cała reszta zadowoli się odsłuchaniem singli raz na jakiś czas. Michał Stachura

Słuchaj audycji "Covered" we wtorek o godz. 23:00 w Radiu Index!


28

MAJ 2012

Kultura

Biblioteka ciągle w grze 8 maja obchodzimy ogólnopolski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek. Z tej okazji co roku organizowany jest Tydzień Bibliotek w dniach od 8 - 15 maja. Swój program przygotowała także Pedagogiczna Biblioteka Wojewódzka im. Marii Grzegorzewskiej w Zielonej Górze. Inicjatywa Tygodnia Bibliotek realizowana jest w Polsce już po raz dziewiąty. Tym razem obchody organizowane są pod hasłem "Biblioteka ciągle w grze". W całej Polsce z tej okazji biblioteki przeprowadzają rozmaite inicjatywy i akcje. A jak to będzie wyglądać w zielonogórskiej PBW? Pracownicy przygotowali wiele atrakcji i niespodzianek. Jedną z nich jest amnestia dla czytelników. - Akcję te dedykujemy tym czytelnikom, którzy zalegają z oddaniem książek, często z obawy przed płatnością wysokich kar - wyjaśnia Jadwiga Matuszczak, bibliotekarka z PBW. Czeka nas także kiermasz książek i ciekawe wystawy. Ob-

chody Tygodnia Bibliotek wychodzą także poza świat literatury: - Wszystkich, którzy lubią zajmować się rękodziełem, zapraszam na warsztaty 15-go maja. Będziemy na nich własnoręcznie ozdabiać przedmioty, między innymi techniką decoupage'u - zachęca Jadwiga Matuszczak. Obok prezentujemy program obchodów.

Pedagogiczna Biblioteka Wojewódzka im. Marii Grzegorzewskiej al. Wojska Polskiego 9 Zielona Góra Czynne codziennie 8:00 - 19:00 Soboty 8:00 - 15:00 www.pbw.zgora.pl

Program obchodów Tygodnia Bibliotek w Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej im. Marii Grzegorzewskiej w Zielonej Górze Do 31 maja - wystawa Bibliotekarskie pasje – „W świecie fotografii…” (Wypożyczalnia PBW, I piętro) 8 - 15 maja -Amnestia dla czytelników przetrzymujących książki 8 - 15 maja - kiermasz „Książka za złotówkę” (Wypożyczalnia PBW, I piętro) 10 maja - IX Spotkanie metodyczno-integracyjne nauczycieli bibliotekarzy, Temat: Regionalizm w edukacji (godz. 10.00, II piętro, sala konferencyjna - 214) 8 - 15 maja – ekspozycja – Zbiory Muzeum Etnograficznego w Zielonej Górze z siedzibą w Ochli (II piętro, sala wystawowa) 12 maja - III Bibliotekarski Festiwal Kulinarny – „Kuchnia i literatura” (godz. 15.00 - II piętro, sala konferencyjna - 214), 15 maja - warsztaty otwarte – nauka różnorodnych technik: decoupage, filcowanie itp. w ramach cyklu Bibliotekarskie pasje (godz.16.00 - II piętro, sala konferencyjna - 214). Imprezy odbędą się w gmachu Biblioteki, al. Wojska Polskiego 9 (wstęp wolny).

Pedagogiczczna Biblioteka Wojewódzka w Zielonej Górze poleca: W poszukiwaniu złotego środka. Rozmowy o rozwoju człowieka Anna Brzezińska, Joanna Janiszewska-Rain Książka „W poszukiwaniu złotego środka” to pierwsza pozycja z nowej serii wydawnictwa Znak pod hasłem „Rozmowy z mistrzami psychologii”. Publikacja jest zapisem rozmów, które przeprowadziła psycholog Joanna Janiszewska-Rain z prof. Anną Brzezińską, specjalistką psychologii rozwojowej. Tematem ich jest zagadnienie rozwoju człowieka, który trwa od dzieciństwa do późnej starości. Przystępny język wypo-

wiedzi sprawia, że ich czytanie służy pogłębianiu wiedzy psychologicznej. Profesor Anna Brzezińska często powołuje się na własne doświadczenia życiowe i ideę ośmiu etapów rozwoju osobowości według Erika H. Eriksona. Książka jest przeznaczona dla szerokiego grona czytelników. Dla nauczycieli może być wsparciem w codziennej pracy z dziećmi. Rodzicom może ułatwić zrozumienie własnego

dziecka i pomóc uniknąć błędów w jego wychowywaniu. To także świetne kompendium wiedzy z psychologii rozwojowej dla studentów kierunków psychologicznych i pedagogicznych. Lektura tej pozycji jest próbą odpowiedzi na pytanie, jak znaleźć złoty środek w złożonym procesie kształtowania osobowości. Jadwiga Matuszczak


MAJ 2012

Hallo 2 LO!

Akademickie Radio Index

29

REKLAMA

Jesteśmy grupą licealistów, uczniów II LO w Zielonej Górze. Razem tworzymy audycję o powyższym tytule, której możecie słuchać w każdą niedzielę na antenie Akademickiego Radia Index o godzinie 16.00. Rozmawiamy o wszystkim, co interesuje nas i naszych rówieśników.

O metodzie Montessori

15 maja o godzinie 12.00 w Zespole Szkół Ekologicznych odbędzie się konferencja dotycząca wykorzystania aspektu metodyczno-merytorycznego metody Marii Montessori w procesie edukacyjno-terapeutycznym w klasach integracyjnych funkcjonujących w szkołach ogólnodostępnych. Konferencja wieńczy projekt realizowany w SP 22 od 2009 roku przez nauczycieli nauczania początkowego. Działania projektowe skierowane były na dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w wieku

wczesnoszkolnym. Podczas konferencji przedstawione zostaną główne założenia metody Montessori w formie propozycji wykorzystania jej w różnego rodzaju placówkach z uwzględnieniem specyfiki uczniów. Organizatorzy zaprezentują również osiągnięcia Szkoły w zakresie integracji i innowacji wykorzystywania różnego rodzaju metod w celu podniesienia efektywności procesu edukacyjno –wychowawczego szkoły. Hallo 2 LO

Spotkanie autorskie z Pawłem Pollakiem Nasza grupa Hallo2lo wraz ze stowarzyszeniem Sztukater organizuje cykliczne spotkania z pisarzami. 20 kwietnia w księgarni Matras w Zielonej Górze zawitał u nas pisarz i tłumacz literatury szwedzkiej Paweł Pollak. Gość przyjechał do nas z Wrocławia i opowiedział o swoich książkach, głównie kryminałach, na których się skupia oraz o debiucie „Kanalia”. Stworzył nawet poradnik, jak wydać własną książkę oraz udzielił nam cennych rad. Większość pewnie nie wie, że Pollak pisał pierwszy utwór w tajemnicy przed rodziną i przyjaciółmi, chcąc zrobić im niespodziankę. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Słuchaczy najbardziej interesowało, dlaczego autor wybrał tak trudny język , co w nim jest fascynującego i jakie dzieła przetłumaczył. Pollak prowadzi również bloga, który

cieszy się dość dużą popularnością, ponieważ pisze szczerze o wszystkim i ma własne zdanie. Ludzie pytali również o kwestię wydawnictw z którymi współpracował, ponieważ z większością spotykał się w… sądzie- nie spełniali jego warunków. Aktualnie pracuje nad nowym dziełem i jeździ po Polsce spotykać się z czytelnikami. Obiecał, że jeszcze odwiedzi Zieloną Górę, także jeśli ostatnio nie mogliście przybyć, na pewno jeszcze będziecie mieć szansę. Miałam przyjemność porozmawiać z pisarzem, który okazał się niezwykle sympatycznym, wygadanym i pozytywnym człowiekiem. Chcecie dowiedzieć się więcej o twórczości Pawła Pollaka? Zajrzyjcie na www.pawelpollak. blogspot.com oraz koniecznie przeczytajcie jego książki. Ola Antkowiak

REKLAMA


30

MAJ 2012

Fashion Victim

Irytują Cię rubryki “Ubierz się za grosze” w pismach o modzie, które tak naprawdę pokazują stylizacje warte kilkaset złotych? Znudziły Ci się popularne sieciówki, które powodują, że wszyscy wyglądają tak samo? Ta strona została stworzona właśnie dla Ciebie! Stylizacje z second-handu są niepowtarzalne, a przede wszystkim tanie. A Fashion Victim zadba także o to, by były modne.

/f.victim Metaliczny trend święcił triumfy w sezonie jesienno-zimowym i tak dobrze mu szło, że postanowił zagościć również w wiosenno-letnich stylizacjach. I tak zarówno wybiegi, jak i sklepowe półki, zapełniły się połyskliwymi rzeczami w kolorze starego złota, miedzi czy srebra. Najbardziej udaną kolekcję ociekającą metalicznym złotem zaprezentował dom mody Balmain. Połączenie złota i dżinsu to zestaw niby banalny, ale zachwycający. Look do naśladowania: złota mini z podwyższonym stanem wraz z dżinsową koszulą. Sportmax z kolei zachwycił metalicznym garniturem, połysk od stóp do głów to szczyt elegancji, który nie potrzebuje już żadnych dodatków. Natomiast Giles Deacon postanowił swoją całą wiosenno-letnią kolekcję oprzeć głównie na srebrnych sukienkach z ażurowymi wycięciami. Metaliczny trend dobrze sprawdza się na imprezach, bo oprócz ubrań możemy także poszaleć z biżuterią. Na co dzień warto wybrać tylko jeden metaliczny element garderoby i łączyć na zasadzie kontrastu z matowymi materiałami.

Szal: 15 zł Koszulka: 28 zł Ramoneska: 34 zł

Naszyjnik: 15 zł

Koszulka: 24 zł

Bransolety: 10 zł

Szorty: 18 zł

Spodnie: 34 zł

Total: 91 zł Casualowy i wygodny. Nieśmiertelna miedziana ramoneska jest tu najważniejszym elementem garderoby. Dodatkowo jest na tyle ekstrawagancka, że reszta rzeczy powinna być w neutralnym kolorze. Biała bawełniana koszulka i szorty ze złotymi guziczkami mają robić za tło stylizacji. Karmelowy szal idealnie dopełnia ten look.

Total: 87 zł Opcja na imprezę. Połyskliwe spodnie w odcieniu srebra najlepiej wyglądają z czernią. Prosta koszulka wcale nie jest nudna dzięki pagonom w kształcie gwiazdek, a skoro to wersja imprezowa, możemy tez poszaleć z dodatkami. Srebrny naszyjnik oraz szerokie, metalowe bransolety podkręcają całość.

Marzą Wam się ubrania pokazane w stylizacjach, a może po prostu zasilić swoją wiosenną garderobę? Mamy dla Was konkurs. Do wygrania 200 złotych na zakupy w „Butik u Agnieszki” (Zielona góra, ul. Grottgera naprzeciwko złotników). Wyślij SMS o treści ZG GRAM na numer 71601 (1,23 zł) do godz. 12:00 dnia 21.05.2012. Dnia 21.05.2012. zostanie wysłane do wszystkich uczestników pytanie. Kto pierwszy wyśle SMS z prawidłową odpowiedzią - wygrywa. Regulamin pod adresem: www.uzetka.pl/regulamin Opracowanie: Daria Kubasiewicz Zdjęcia: paulinamietlowska.blogspot.com


MAJ 2012

Rozrywka

31


32

MAJ 2012

Felieton

Do czego służy dzisiaj tablica? Są rzeczy, które można zwyczajnie stwierdzić, chociażby na podstawie własnych doświadczeń. A potem postawić ładną, nikomu nieprzeszkadzającą tezę. Następnie, naprzemiennie, utwierdzać się w swoim przekonaniu i wątpić. Słuchając przy tym najbliższych, a jednocześnie bardzo odległych w opiniach – serca i rozumu. To i tak dużo. Można też stworzyć jakiś osobisty filozoficzny wywód. Argumentować swoje opinie, powołując się na miliony dzieł, cytując słowa ludzi, których nazwiska nie tyle, że trudno zapamiętać, co ciężko wymówić. Do takich przemówień mam ambiwalentny stosunek. Wszystko ładnie, pięknie. Ale w tym momencie to, że wypowiadane słowa brzmią tak bardzo mądrze, nie jest zaletą, bo trudno cokolwiek zrozumieć.

▪ Facebook’owa społeczność Po cichutku znów odniosę się do Facebook’a. Nasza-klasa niczego złego mi nie zrobiła. Ale wolę jej starszego, amerykańskiego kolegę, który nie dość, że sprawia wrażenie, jakbym odnosiła się do książki – wystarczy mu odciąć twarz – bardziej niż ktokolwiek i cokolwiek odzwierciedla wszelkie możliwe sfery ludzkiego życia, pozwala dostrzec cechy naszego społeczeństwa. A może raczej społeczności. Łatwiej, w wielu przypadkach, byłoby napisać pamiętnik w imieniu wybranej osoby, która charakteryzuje się udostępnianiem codziennie miliona postów na własnej tablicy, niż odpowiedzieć na pytanie: Czego wśród fejsbukowych informacji znaleźć nie możemy?

▪ Związki, burza i müsli Nie myślę nawet o zmianach statusu podczas każdej kłótni ze związkowiczem. Bo niemodnie jest mieć drugą połówkę, chłopaka, dziewczynę. Lans jest podczas bycia w związku! Generalnie do tych miłosnych nowinek się już

przyzwyczaiłam. Ale wciąż szokuje i zadziwia fakt chwalenia się (?) takimi rzeczami, jak posiadanie bułki na śniadanie. Nie, przepraszam. Nikt nie napisze, że je bułkę. „Jogurcik z müsli na dobry początek dnia <3”. Bo to takie modne być na diecie. Chociaż jogurcik z müsli to sprawa dyskusyjna w tym temacie. „Uuuu! Burza!”. Pisz częściej o pogodzie, bo nie mam okien w domu, prooooszę! Wybaczcie tę drobną dygresję. I uważajcie na te płatki, które nie tuczą. W trzydziestu gramach ponad sto kalorii. Ale co tam, sypiesz, ile wejdzie. I wciąż myślisz, że masz maksymalnie piętnaście gramów płatków w jogurcie. Jogurcie? Przez zaburzone proporcje już go prawie nie czuć. Ale czego oczy nie widzą… Czego rozum nie wie… Wracając do oczu i Facebook’a. Analizując znane przysłowie, można wywnioskować, że sercu będzie naprawdę żal. Bo dzisiaj widać wszystko, nikt nie ma nic do ukrycia. Nie liczę oczywiście wafelków light, które ukrywają kalorie, uparcie wierząc, że ktoś nie zje całego naraz i na opakowaniu uzewnętrzniają się tylko połowicznie, ukazując kalorie zawarte w małej części jeszcze mniejszego wafelka. Lekki absurd. Mimo wszystko wciąż dziwię się, że i tak się komuś udaje zachować coś dla siebie, chociaż… Jak głodny się uprze, to sam odkryje, mniej lub bardziej, lightowe tajemnice. I wtedy już tak lightowo nie będzie.

▪ Kiedyś cię znajdę! W celu zapomnienia można pocieszać się tym, że komuś jest go-

rzej, załamywać, że wszystkim lepiej – druga opcja występuje zdecydowanie częściej. Później z nudów odszukać na Facebook’u przypadkowo spotkanego przechodnia. Nic niemożliwego. Niemożliwa jest nasza mina, kiedy okazuje się, że owszem, oznaczony na zdjęciach, ale po nazwisku, w które kliknąć nie można, żadnego linku do jego profilu. Niemożliwe nieistnienie. Jedna osoba mniej, która nie będzie mogła nas, bezpośrednio ze swojego profilu, oglądać. Bo generalnie przecież może nas obczaić cały świat. Ustawiając profil na publiczny, nikt się jednak nad tym nie zastanawia. Dumny z tego, że może zajrzeć do prywatności każdego ze swoich znajomych, znajomych znajomych i jeszcze miliona innych znajomych znajomych znajomych. Chociaż jaka to prywatność, skoro wszystkie zdjęcia, wpisy, informacje dodajemy sami, przecież nie po to, żeby to później czytać – od tego są pamiętniki, jeżeli jeszcze w ogóle istnieją.

▪ Samotność w sieci – Nie popieram dokumentowania całego swojego życia na Facebook’u. Myślę, że ludzie, którzy jednak to robią, nie mają przyjaciół, osób, które mogą je wspierać. Dodając nowe posty, chcą pokazać, jacy są „fajni”, że robią to czy tamto. Pokazują, że prowadzą publiczne życie, tylko po to, żeby ktoś zwrócił na nie uwagę – stwierdza Patrycja Ławniczak – uczennica III LO w Zielonej Górze. Trochę tak jest. Najbardziej samotni sprawiają wrażenie wyjątkowo towarzyskich, co doprowadza tych naprawdę towarzy-

skich do zdania sobie sprawy, że towarzyscy nie są. Wniosek tej bajki jest krótki i niektórym znany: nie wczuwaj się za bardzo, bo będziesz zdołowany.

▪ Różne motywy Teraz już na poważnie. Różne są cele uzewnętrzniania siebie, swoich uczuć, zdjęć, wydarzeń. Na przykład Patryk Gierad – kibic piłki nożnej – mówi wprost: „Dodając posty o mojej ulubionej drużynie, chcę zagrać na nerwach fanom przeciwnego zespołu”. No i okej. Spoko. Rozumiem. Tablice są od tego, żeby po nich pisać. Szkoda, że w szkole uczniowie tego nie uznają, wolą notować na ławkach, powyrywanych kartkach, ewentualnie w zeszytach. Pisanie przy i po tablicy wiąże się z niemałym stresem. Czasami zupełnie odbiera mowę. Żeby tylko. Zero weny, przynajmniej oszczędzamy na kredzie/mazakach. Obecnie wszelkiego rodzaju zeszyty czy notesy poszły w odstawkę, tablice na portalu społecznościowym, choć nieraz dokładniej podpisane niż tabela z danymi w dzienniku, błędnie, zdają się być bardziej anonimowe. Bo przecież pamiętniki to strata czasu i bezsensowna czynność, skoro nikt oprócz właściciela nie ma do nich dostępu. No i nie da się kliknąć „lubię to”. Narodziło się pokolenie ekspresjonistów – ludzi charakteryzujących się emocjonalną wyrazistością oraz siłą oddziaływania na odbiorcę. Niech im będzie. Ja po prostu boję się tego, żeby Facebook nie musiał zmienić kiedyś nazwy na Facediary. Karina Ostapiuk


UZetka 85 (maj 2012)