Page 1

Gazeta Studencka NR 101 :: KWIECIEŃ 2014 Głogów ::: Gubin ::: Krosno Odrzańskie ::: Lubin ::: Lubsko ::: Międzychód ::: Międzyrzecz ::: Nowa Sól ::: Nowy Tomyśl ::: Polkowice ::: Słubice ::: Sulechów ::: Sulęcin ::: Świebodzin ::: Wolsztyn ::: Wschowa ::: Zbąszyń ::: Zielona Góra ::: Żagań ::: Żary

MIASTO: Zielone Stypendia

UZ: Polityka publiczna i architektura krajobrazu

KULTURA: Rafał Królikowski, Piotr Polk, Dawid Rafalski

fot. www.medialubuskie.com.pl, www.sxc.hu

MIESIĘCZNIK OD 2002 ROKU ::: Gazeta Samorządu Studenckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego ISSN 1730-0975 Nakład 5000 ::: Gazeta bezpłatna ::: www.wZielonej.pl


2

Studenci

KWIECIEŃ 2014

Autostopowy wyścig marzeń WYDARZENIE ▪ Studenci z całej Polski znów staną w szranki w niecodziennym wyścigu. Start we Wrocławiu, meta w Walencji, a jedyny dozwolony sposób przemieszania się to autostop. To wszystko w ramach Auto Stop Race.

A

uto Stop Race to wydarzenie organizowane przez Klub Podróżników BIT przy Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. To już szósta edycja. Inicjatywa z roku na rok zyskuje coraz większy rozgłos, a zainteresowanie już dawno przerosło oczekiwania organizatorów. Zasady wyścigu są bardzo proste. „Wygrywa najszybszy, poruszamy się wyłącznie na stopa, świetnie się bawimy”. Trudno tutaj także mówić o większej rywalizacji. W rzeczywistości wszyscy są zwycięzcami. Przecież każdy uczestnik przeżywa niesamowite przygody, poznaje masę świetnych ludzi, a do tego w niezapomniany sposób spędza majówkę. Dotychczasowe edycje wyścigów kończyły się w chorwackiej Puli, włoskim Rimini, hiszpańskiej Barcelonie, stolicy Włoch Rzymie i znów w Chorwacji, tym razem w Dubrowniku. W tym roku studenci ruszą w najdalszą trasę, której finisz usytuowano w Walencji. Na podróżników będzie czekał camping z restauracją, basenem, boiskami sportowymi. Do tego należy pamiętać, że sama Walencja jest miastem pełnym atrakcji. Przestronne ulice, którymi dotychczas podążały m.in. bolidy Formuły 1, zostaną przejęte przez fanatyków autostopu. Od dwóch lat zainteresowanie wyścigiem przerasta możliwości organizacyjne. Dlatego też wprowadzono ograniczenie liczby uczestników do 500 par. To i tak może wydawać się szaleństwem. W parze przynajmniej jedna osoba musi mieć status studenta i obie osoby muszą mieścić ▪

Wyobraźcie sobie 1000 osób przy jednej trasie. Szaleńców nie brakuje. Wszyscy podróżnicy uzbrojeni w cierpliwość, uśmiech i fantastyczne nastawienie co roku ruszają na autostopową majówkę. się w przedziale wiekowym 19 – 30 lat. Dlaczego szaleństwem? Wyobraźcie sobie 1000 osób przy jednej trasie. Szaleńców jednak nie brakuje. Wszyscy podróżnicy uzbrojeni w cierpliwość, uśmiech i fantastyczne nastawienie, co roku ruszają na autostopową majówkę.

Na wszystkich uczestników Auto Stop Race zawsze czeka pakiet startowy, w którym znajduje się kilka przydatnych gadżetów. Pobyt na campingu urozmaicony jest także przez występ polskiego artysty. W Dubrowniku niesamowity koncert dał Gooral. Tegoroczna gwiazda jest jeszcze owiana

słodką tajemnicą. Uczestnicy ruszają 26 kwietnia spod Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Do przejechania będą mieli około 2350 km, chociaż zwykle dystans wychodzi większy. Co ciekawe od początku imprezy wygrywają pary damskie. Dziewczęta na mecie zja-

Jak studenci kochają się wiosną

Częściej! Badania dowodzą, że wiosną jesteśmy bardziej skłonni do nawiązywania romansów i zawierania nowych znajomości. Kiedy dni są dłuższe, częściej wychodzimy na spacery. Mamy też więcej ochoty i energii na aktywny wypoczynek i wieczory pod gwiazdami (bywają takie nawet na trawniku przy akademiku "Wcześniak" czy obok "Ziemowita"). Światło słoneczne dodaje nam witalności. Nie tylko studenci w tym czasie czują się piękni i młodzi. Wszyscy stajemy się pewniejsi siebie, a to ułatwia relacje z innymi ludźmi. Feromony, które wydziela nasz organizm, emituje reakcje seksualne innych osób. Podobno

wybieramy partnera kierując się jego zapachem (gdzie węch Was prowadzi tej wiosny?). Wiosną, kiedy dni są dłuższe i cieplejsze, nasze ciało wydziela więcej feromonów, przez co wzrasta między innymi ochota na seks. Jesteśmy też bardziej zrelaksowani, częściej się uśmiechamy i to oczywiście dodatnio wpływa na naszą atrakcyjność. – Organizm człowieka nieustannie podlega reakcjom biochemicznym. Gdy się zakochujemy, wzrasta poziom dopaminy, która powoduje nagły przypływ energii – tłumaczy Wiktor Koszycki z serwisu Feromony.pl.

wiają się nawet szybciej niż organizatorzy. Na najszybszych i najbardziej kreatywnych stopowiczów będą czekać także bardzo atrakcyjne nagrody. Jednak to nie szybkość jest tutaj najważniejsza. Auto Stop Race to sposób na niezapomnianą przygodę, którą będziemy wspominali przez całe ▪

Spływ inżyniera

13 czerwca br. w Lubrzy odbędzie się wielka gala kajakowa o nazwie SPŁYW INŻYNIERA. Organizatorem imprezy jest Wydział Inżynierii Lądowej i Środowiska UZ. Studenci będą zmagać się z żywiołami: wodą, wiatrem i słońcem, udowadniając, że studia to nie tylko nauka, ale także świetna zabawa. W ten dzień każdy będzie mógł wykazać się sprawnością fizyczną oraz zrelaksować się przed zbliżającą się sesją. Szczegółowe informacje u Oli Szumańskiej: tel. 791 093 997, mail: a-szumanska@o2.pl. Zachęcamy do udziału!

▪ Wojciech Góralski

"Mam Talent" w Zielonej Górze

5. kwietnia wystartowały precastingi do kolejnej edycji „Mam talent!”. Ekipa programu odwiedzi dziewięć miast w Polsce w poszukiwaniu najbardziej utalentowanych. Popularny talent-show po raz pierwszy zawita również do Zielonej Góry. Pierwszym celem podróży ekipy jest Zabrze (05.04), następnie Wrocław (06.04) i po raz pierwszy Zielona Góra (12.04). Kolejne miasta na ich mapie to: ▪

nasze życie. O plusach jazdy autostopem pisałem już niejednokrotnie. Wszystkich nieprzekonanych zapraszam do lektury artykułów „Kciuk do góry” w zeszłorocznych numerach (www.wzielonej.pl, zakładka Gazeta). Szerokiej drogi.

Poznań (13.04), Bydgoszcz (26.04), Gdańsk (27.04), Rzeszów (17.05), Białystok (24.05), w którym gościć będą po raz drugi oraz Warszawa (25.05). Osoby, którym uda się przejść etap precastingów, podczas kolejnego staną oko w oko z jurorami. To oni zdecydują, kto będzie miał szansę zachwycić swoim talentem milionową widownię programu. Do ataku, zielonogórzanie!

Godziny rektorskie

Godziny rektorskie przed Wielkanocą obowiązywać będą 18 kwietnia od godziny 11:00. Zgodę na ich przyznanie wyraził prof. Wojciech Strzyżewski, prorektor ds. studenckich. Na portalu wZielonej.pl znajdziecie skan dokumentu potwierdzający tę wiadomość.


Zielona Góra

KWIECIEŃ 2014

Prawie 100 tys. złotych dla studentów UZ od radnych ZIELONA GÓRA - MIASTO UNIWERSYTECKIE ▪ Ciężka praca zawsze się opłaca, ale opłacać się może jeszcze bardziej. Zwłaszcza na UZecie. Od przyszłego semestru do intensywniejszego wysiłku może zmobilizować 30 „Zielonych stypendiów”, które ufundują radni z Klubu Zielona 2020.

fot. www.medialubuskie.com.pl

Z

ałożenie jest proste – najlepsi zielonogórzanie studiujący na Uniwersytecie będą nagrodzeni. Pierwsza edycja Zielonego Stypendium adresowana jest do studentów kierunków ścisłych – budownictwa, ekonomii i informatyki. - Jestem niezwykle wdzięczny w imieniu studentów, którzy studiują na Uniwersytecie Zielonogórskim i są mieszkańcami Zielonej Góry, że radni wystąpili z taką propozycją - mówi prof. Wojciech Strzyżewski, prorektor ds. studenckich. Póki co o dofinansowanie mogą ubiegać się studenci trzech kierunków: budownictwa, ekonomii i informatyki. W przyszłości liczba ta ma ulec powiększeniu. - My, humaniści, chylimy czoła przed inżynierami - mówi Andrzej Bocheński, radny klubu Zielona 2020. Co kierowało radnymi, że postanowili wesprzeć żaków? - Mną na przykład to, że w moim życiu rodzinnym przez lata mieliśmy trzech studentów w domu - opowiada Bocheński. - Nieźle się uczyli i myślę, że byłoby o wiele lżej, gdyby oni, dobrze się ucząc, byli jeszcze wspomagani finansowo. A jeżeli któryś z naszych studentów powie kiedyś: "zostaję w Zielonej, fajnie mnie tu przyjęli", to już pieniądz będzie zwrócony - dodaje radny.

Nie chcemy, aby studenci za groszem, za funtem czy za euro jechali pracować na zmywaku za granicą i tracili swoje talenty i kompetencje - mówi Filip Gryko, radny klubu Zielona Góra 2020. Filip Gryko natomiast podkreśla, że nauka to też ciężka praca, którą trzeba odpowiednio nagradzać. - Trzeba dać sygnał studentom z Zielonej Góry, że miasto dba o nich i zależy nam, żeby studenci pozostali w naszym mieście. Nie chcemy, aby studenci za groszem, za funtem czy za euro jechały pracować na zmywaku za granicą i tracili

swoje talenty i kompetencje. Klub radnych Zielona 2020 jednogłośnie twierdzi, że nauka to bezapelacyjnie rodzaj ciężkiej pracy umysłowej i ona musi być nagradzana. Dodajmy, że stypendia w wysokości 500 zł zostaną przyznane wyłącznie studentom UZ, którzy są mieszkańcami Zielonej Góry. Wnioski będzie można

składać do końca czerwca. Regulamin stypendium, formularz wniosku oraz szczegółowe informacje znajdziecie się wkrótce na stronie prorektora ds. studenckich Uniwersytetu Zielonogórskiego. Stypendia będą przyznane na jeden semestr (6 miesięcy) i zostaną wręczone w październiku br. podczas inauguracji roku akademickiego 2014/2015

Oficjalne wręczenie nastąpi na inaugurację roku akademickiego 2014/15, czyli w październiku. Miesięczna kwota stypendium to 500 złotych na każdego z najlepszych studentów na wskazanych kierunkach. ▪ Paweł Hekman Kaja Rostkowska

3

▪ Kto

zagra na Winobraniu? O tym zadecydują zielonogórzanie

Mieszkańcy Zielonej Góry pokazali podczas budżetu obywatelskiego, że głosować chcą i lubią. Organizatorzy Winobrania postanowili pójść tym tropem i decyzję o tym, kto zagra na Dniach Miasta, pozostawiają właśnie im. Jak powiedział Tomasz Nesterowicz, dyrektor Winobrania, w Zielonej Górze zagrało już tylu artystów, że będzie trudno uniknąć powtórzeń. Wybór zespołu bądź wykonawcy będzie oczywiście, w późniejszym etapie, dokonywany przez organizatorów. - Później wybór gwiazd będzie weryfikowany przez kryterium finansowe i czynnik dostępności gwiazd - mówi Tomasz Nesterowicz. Podobnie jak w latach ubiegłych, w centrum miasta staną dwie sceny: Scena Miasteczka Winiarskiego przy zielonogórskim ratuszu i Scena Winobraniowa obok Filharmonii. Zielonogórzanie mogą podawać propozycje na oba obiekty. Jak oddać swój głos? Wyjaśnia Agata Miedzińska, dyrektor Zielonogórskiego Ośrodka Kultury: - Na stronie ZOK-u znajduje się zakładka dotycząca głosowania. Przez formularz kontaktowy można zgłaszać swoje propozycje. Można je także wysyłać na adres zok@zok.com.pl, mail należy zatytułować "Propozycja muzyczna - Winobranie 2014". Przypomnijmy, że w tym roku Winobranie wystartuje 6-go i zakończy się 14-go września. ▪ Paweł Hekman

Bez dawcy cudów nie będzie POMAGAMY ▪ Średnio co godzinę jedna osoba dowiaduje się, że jest chora na białaczkę. Rozpoczyna się rozpaczliwa walka o życie i szukanie pomocy. W kwietniu na UZ będzie można zarejestrować się jako dawca szpiku. Czy to boli? Czy długo trwa? Czy warto?

D

la Ciebie to 5 minut, dla kogoś całe życie” – to kontynuacja projektu „Studenci przeciw białaczce”. Podczas grudniowego finału projektu na Uniwersytecie Zielonogórskim udało się zarejestrować 346 potencjalnych dawców. Z wolontariuszami był też kabaret Nowaki (członkowie również zarejestrowali się jako potencjalni dawcy szpiku). Rejestracja trwa zaledwie pięć minut i jest w 100% bezbolesna. Przeciwwskazaniem do reje-

stracji nie jest mimo obiegowej opinii ciąża. By zarejestrować się, wystarczy wypełnić specjalny kwestionariusz, na podstawie którego wolontariusz stwierdzi, czy nie ma przeciwwskazań, by zostać potencjalnym dawcą. Gdy przeciwwskazania zostaną wykluczone, wystarczy już tylko próbka naszych komórek. Brzmi groźnie? Spokojnie, wystarczy włożyć na minutę patyczek i przyłożyć do policzka. Następnie schować do koperty w celu badań i gotowe. Projekt ma charakter ogól-

nopolski. Na naszej uczelni rejestracji będzie można zarejestrować się w terminie od 9 do 10 kwietnia w godziny 11:00-18:00. Rejestracja zostanie przeprowadzona w pięciu punktach: Wydział Matematyki, Informatyki i Ekonometrii, Wydział Pedagogiki, Socjologii i Nauk o Zdrowiu, Wydział Inżynierii Lądowej i Środowiska, Wydział Humanistyczny Instytut Neofilologii, Akademik "Rzepicha". ▪ Anita Zapolska

Na zdjęciu: Bartosz Sudorowski, Andriej Kotin, Jarosław Sobański, Wojciech Serwa, Lena Krzeszowska, Żaneta Sandlewska. Fot. materiały prasowe


4

Uniwersytet Zielonogórski

KWIECIEŃ 2014

Titanic po zielonogórsku

**IT happens!

WYDARZENIA ▪ Film, który zdobył 11 Oscarów, wycisnął hektolitry łez i podbił serca milionów. Jedna z najbardziej kasowych produkcji, doczekała się skróconej wersji. Zamiast w trzy i pół godziny zielonogórzanie zatopili statek w niecałe pięć minut.

WYDARZENIA ▪ Bax i jego przegląd

wydarzeń (mniej) poważny

fot. Daria Machniak

Z

Kawon zamienił się w Titanica!

H

istoria przedstawiona w „Titanicu” Jamesa Camerona jest doskonale znana każdemu. Ponadczasowe działo śmiało można zaliczyć do czołówki najlepszych produkcji w dziejach kina. Zawiera wszystkie czynniki, dzięki którym film może stać się hitem: miłość, akcję, humor, doskonałe efekty specjalne, ogromną górę lodową i Leonarda DiCaprio. Firefly Film Studio z Zielonej Góry chcąc oddać hołd ciężkiej pracy kanadyjskiego reżysera i jego ekipie, postanowili nakręcić własną wersję katastrofy Titanica w Piwnicy Artystycznej Kawon. Skrócenie całego obrazu z ponad trzech godzin do zaledwie pięciu minut, może wydawać się karkołomnym zadaniem. Jakby tego było mało, zdecydowano się zrobić to na jednym ujęciu. Początki tragedii na morzu Marcin Olechnowski, reżyser całego przedsięwzięcia, opowiada, co go zainspirowało do podjęcia takiego wyzwania. – Zobaczyłem „Titanica” w wersji Tomka Łupaka i jego ekipy podczas Playback Show w Gębie i byłem pod ogromnym wrażeniem. Przedstawili cały film w kilka minut – opowiada reżyser. Niedługo potem Marcin zaczął pracę nad swoją wersją. – Spotkaliśmy się z Tomkiem i Natalią. Troszkę pozmienialiśmy ich oryginalny scenariusz, bo praca nad filmem rożni się od tego, co się dzieje na scenie. Dodaliśmy więcej elementów, ponieważ w filmie cały czas musi

się dziać. Zagranie jednej sceny nie jest jakimś wielkim problemem. Powtarza się ją aż do skutku. A tutaj nie mogliśmy sobie powtórzyć jednej sceny i przejść do następnej, bo cały teledysk kręciliśmy bez cięć. Marcin przyznaje, że pojawiały się problemy. Ale po serii nieudanych nagrań udało się wreszcie nakręcić całość, tak jak zostało zapisane w scenariuszu. Titanic zza kamery

utworu. Jako operator, wchodząc po schodach, musiałem mieć wyliczone stopnie. W jednym momencie nie zrobiłem tego i noga mi się trochę podwinęła... Jest to widoczne. Powrót do epoki Motorem działań w przedsięwzięciu byli aktorzy, jednak sama gra nie wystarczy. Odpowiednie kostiumy i charakteryzacja powinny oddawać ducha dawnych lat i ukazywać różnice

Całą sekwencję trzeba było zrealizować na jednym ujęciu. Od samego początku do samego końca kamera musiała być poprowadzona idealnie. Musieliśmy się dodatkowo zgrać z muzyką, czyli być w danym miejscu w odpowiednim momencie utworu. Operator, Łukasz Sikorski, miał nie lada zadanie podczas kamerowania. Musiał uwzględnić każdy ruch, każdą przeszkodę, która mogłaby zniszczyć płynny efekt nagrania. – Na początku co chwilę poprawki, cały czas coś nie grało. Później było coraz lepiej, z każdą następną próbą więcej rzeczy było dopieszczonych. Ekipa była zgrana. Z początku, wiadomo, każdy musiał poznać rolę, jaką będzie odrywać. Podejść było kilkanaście – wspomina Łukasz. – Całą sekwencję realizowaliśmy na jednym ujęciu. Od samego początku do samego końca kamera musiała być poprowadzona idealnie. Musieliśmy się dodatkowo zgrać z muzyką, czyli być w danym miejscu w odpowiednim momencie

między zamożnymi obywatelami a ówczesną biedotą. Dzięki współpracy Tomka Łupaka ze środowiskiem artystycznym udało się zorganizować stroje i rekwizyty. – Jeżeli chodzi o charakteryzację, to dużą uwagę zwracałem na film. Na przykład Rose ma czerwone usta, podczas gdy inne kobiety już nie. To są strasznie trudne czasy do zrekonstruowania, bo ten styl trwał z dwadzieścia lat. To była przejściówka między wcześniejszą epoką a latami 20. XX wieku. Już nowoczesny krój, ale nadal długie suknie. Było dużo dziwnych połączeń, trochę napoleońskich klimatów, trochę greckich – wylicza Tomek. – Kręcimy „Titanica”, więc dwie klasy muszą się pojawić, a nawet parę klas. Mogłoby się wydawać, że

niższa klasa to po prostu ludzie ze wsi i można ich byle jak ubrać, ale to nieprawda. - Zależało mi, żeby ubrać ich różnorako, aby każdy prezentował inny rodzaj klimatu - opowiada Tomek Łupak. – Jest bardzo dużo podobnych sznytów w tych ciuchach, ale żeby każdy był inny, pojawiła się pokojówka, ktoś lepiej ubrany, ktoś gorzej, tak, aby stworzyć ciekawą wizualną przestrzeń. Titanic mniej wypasiony Oczywiście potrzebny był sam statek. Nie można było zrobić makiety całej łodzi, ale udało się odtworzyć całą salę balową i pokłady dla niższej sfery. – Nie skupiałem się jakoś specjalnie na scenografii. Żadnego rozpasania, bo nie było nawet takiej możliwości. Ale zrobiliśmy dwie kajuty – opowiada Tomasz. – Najgorzej było z górną salą balową, wyższej klasy, dlatego że nie było gdzie przyczepić żyrandoli. Do sufitu się nie dało i musieliśmy bardziej kombinować. Niestety nie udało się zrobić wielu punktów, ponieważ musielibyśmy robić tydzień całą scenografią, żeby było idealnie. W akcji wzięło udział około 50 osób, były to osoby powiązane z klubem Gęba, Akademickim Radiem Index, Cooltywatorem, absolwenci zielonogórskich szkół, znajomi znajomych i ich rodziny. Po prawi dziesięciu godzinach przygotowań, prób i podejść udało się zatopić transatlantyk. Firefly Film Studio zapowiada że efekt ciężkiej pracy zobaczymy już niedługo. ▪ Maciej Skorżepo

ielonogórski szpital z początkiem marca wprowadził opłaty za parking. Nietrudno się domyślić, że zbyt często zostawiały tam swoje auta osoby nie korzystające z usług placówki. Godzina parkowania: 2,50 zł. Zarobione w ten sposób pieniądze szpital chce przeznaczyć na remonty dróg wewnętrznych i samych miejsc postojowych (tzw. nierówności nawierzchni, barwnie zwanych też „przełomami”). Zwolnieni z opłaty będą pacjenci i ich dowożący, niepełnosprawni, jak odwiedzający. I wszystko fajnie, ale „możliwość wykupienia miesięcznego abonamentu” dla rodziców spędzającymi ze swymi pociechami całe doby za osiemdziesiąt pięć złotych zero groszy (słownie) – już raczej zastanawia. I trochę śmierdzi. Ten nasz wolny rynek od d... drugiej strony. Prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości w Zielonej Górze otwarte zostanie muzeum kolejnictwa. I bardzo dobrze – nauka pielęgnacji własnej historii (szczególnie tej drobnej, codziennej; historia to nie tylko bohaterzy) ciągle idzie nam... niełatwo. Co innego histeria. To już prędzej. Póki co, pomysłodawcy muzeum zbierają na budowę i zakup muzealii. Myślę, że można zaoszczędzić i co najmniej parę pobliskich stacji w całości przenieść jako eksponaty (lub pozostawić jako filie, utworzyć coś w rodzaju sieci mini-skansenów!), a i na samych torach znajdziemy ciągle niemało zabytków. Spory odzew w świecie kultury wywołał wpis Kai Malanowskiej na popularnym „fejsie”, w którym, delikatnie mówiąc, pisarka wyraziła swoje oburzenie z powodu niskich dochodów, jakie uzyskała za jej książkę nominowaną do prestiżowych nagród literackich. „6 800 złotych. Tyle za 16 miesięcy mojej ciężkiej pracy”. Pani Malanowska uważa, że jej, jako uprawiającej zawód pisarza,

"

należy się prawo do godziwego życia i takież wynagrodzenie. Wystarczy pomyśleć tylko chwilę o historii literatury czy sztuk pięknych w ogóle, aby szybko zorientować się, że ta postawa roszczeniowa jest co najmniej żenująca, a i pozbawiona całkiem pokory. Szczególnie, że „na szczęście mąż dużo zarabia”, dzięki czemu pani mogła sobie siedzieć półtora roku w ciepłych papciach i pisać. Najsprawniej

Wystarczy pomyśleć o historii literatury czy sztuk pięknych w ogóle, aby szybko zorientować się, że ta postawa roszczeniowa jest co najmniej żenująca, a i pozbawiona całkiem pokory. Szczególnie, że „na szczęście mąż dużo zarabia”, dzięki czemu pani mogła sobie siedzieć półtora roku w ciepłych papciach i pisać.

spuentowała wystąpienie literatki jedna z internautek: „Czy chodzi tylko o literaturę? A filozofia? A malarstwo? Czy wszystkim literatom należy się godne życie? Czy też tylko niektórym? A jeśli niektórym to kto wyłoni tych, którym się należy? Czy sami się wyłonią? Czy to mają być laureaci Nike? A może i innych nagród? A kto zdecyduje jakie nagrody uprawniają do bycia literatem dostatnim? A jeśli wszyscy literaci mają żyć godnie, to ja sie zapytuję co mam zrobić, aby zostać literatem? Parę opowiadań wystarczy? Powieść? Ile tomów? A może przynależność do związku? Ja dużo piszę i żywotnie zainteresowana jestem godnym życiem.” ▪ Piotr "Bax" Bakselerowicz

cytat na kwiecień

Nie spotkałem dotąd dziewczyny, której urok nie potrzebowałby wspólnej płaszczyzny naukowej. Albert Einstein


Zielona Góra

KWIECIEŃ 2014

5

Skończyło się klawe życie Będzie donGURALesko KULTURA ▪ „Cysorz to ma klawe życie” - sięgając po utwory Tadeusza Chyły zawsze uśmiecham się od ucha do ucha. Wiem jednak dobrze, że za uśmiechem kryje się gorzka prawda, która emanuje z jego dzieł. Mimo że satyryczne – to jednak nie do końca. Mimo że wysnuwa się z nich poważne refleksje – to nie są do końca poważne...

J

ak więc sklasyfikować pełną sprzeczności twórczość barda? Uzyskanie odpowiedzi nie jest proste. Przepełnione błyskotliwym, dziś już niespotykanym rodzajem humoru teksty ballad, niosą ze sobą niesłychaną gorycz prawdy owianą nutą satyry. Wystarczy sięgnąć po tekst „Ballady o cysorzu”. Przejaskrawiony opis życia władcy wywołuje u odbiorcy dwuznaczne emocje. Przypomnimy sobie obrazki z willi Janukowycza pełne przepychu i luksusów jest także życie tytułowego „Cysorza”. Jego zachcianki są spełniane przez sztab osób. Przez Chyłę zostają skwitowane dosadnie i bezpardonowo: „Dobrze, dobrze być cesarzem, Choć to świnia i krwiopijca!”. Jedno mnie tylko zasmuca... Patrząc na ostatnie kilkanaście lat, pożegnaliśmy już wielu znakomitych bardów, których nikt ani nic nie może zastąpić... Jacek Kaczmarski, Przemysław Gintrowski, a ostatnio Tadeusz Chyła... Ich wkład w polski rozwój liryczno-muzyczny zapisał się już na stałe w kanony literaury i muzyki. Może wydawać się to prozaiczne, ale

Tylko oni potrafili rozgrzać serca do tego stopnia, że ballady stawały się dla ludzi mantrą, pewnego rodzaju hymnami. zauważmy, jaką moc mają właśnie ballady. Kaczmarski dzięki swoim „Murom” nie tylko zyskał uznanie i szacunek, ale ballada przez burzliwe czasy PRL-u (i późniejsze...) była narzędziem walki uciśnionych, w imieniu których wstawiał się śpiewak. Kolejnym „zbrojnym” użyciem ballady jest naturalnie „Balla-

da o Janku Wiśniewskim” – pieśń znienawidzona przez komunistów (wszak ukazująca ich zbrodnie) i łącząca w końcu sfrustrowanych ludzi. Wydaje mi się, że zostaliśmy osamotnieni jako naród poprzez odejście Chyły i innych znakomitych bardów. Ich obiektywne i do bólu szczere spojrzenie na rzeczywistość było największym atutem. Tylko oni potrafili rozgrzać serca do tego stopnia, że ballady stawały się dla ludzi mantrą, pewnego rodzaju hymnami. Humor, jaki znajdujemy w tekstach Chyły, jest błyskotliwy i ponadczasowy. Czy jest nadal aktualny? Oczywiście. Przykładem chociażby studyjny album Kazika „Silny Kazik pod wezwaniem”, który w całości jest inspirowany dokonaniami Tadeusza Chyły. Jak tu się nie roześmiać słysząc: „Szła Edyta i Eugeniusz / a za nimi na ostatku / Szedł nieszczęsny Szymon Słupnik / z wielkim słupem w zadku”? Tadeusz Chyła był bez wątpienia osobą, która zapisała się na stałe w sercach i myślach setek tysięcy Polaków. Artysta zmarł w lutym tego roku. ▪ Maciej Kubiak

i Kamil Bednarek!

BACHANALIA ▪ Organizatorzy Dni Kultury Studenckiej stawiają w tym roku na różnorodność. Po mocno rockowej Luxtorpedzie i elektronicznym Westbamie do line-up'u dołączają donGURALesko oraz Kamil Bednarek.

D

onGURALesko, czyli właściwie Piotr Górny, poznański raper i producent muzyczny, działa na polskiej scenie hip-hopowej już od 1994 roku. Gural ma na swoim koncie 6 płyt solowych. W tym roku ma ukazać się jego siódmy krążek zatytułowany "Magnum Ignotum". Kamila Bednarka nie trzeba przedstawiać nikomu. Ma za sobą drugie miejsce w programie "Mam Talent!", jedną płytę długogrającą oraz dwie epki z zespołem Star Guard Muffin, a także bestsellerowy krążek solowy "Jestem...". Bednarek jest wokalistą reggae, kompozytorem, autorem tekstów i instrumentalistą. Artyści zagrają w trakcie Dni Kultury Studenckiej 2014 w czwartek (22.05). Przypomnijmy, że dołączają tym samym do

9 kwietnia na antenie Akademickiego Radia Index zostanie ogłoszona pełna lista artystów, którzy zagrają na tegorocznych Bachanaliach. zespołu Luxtorpeda oraz Westbam. Parlament Studencki ogłosi jeszcze jedną gwiazdę, która zwieńczy line-up tegorocznych Ba-

chanaliów. Oficjalne ogłoszenie odbędzie się 9 kwietnia na antenie Akademickiego Radia Index. ▪ Paweł Hekman


6

Uniwersytet Zielonogórski

KWIECIEŃ 2014

Bez cenzury

Ukraina leci po kablach U

Pociąg do konferencji Na małych, nieznanych stacjach / są pociągi martwe i puste, / gdzie cień dróżnika wypadł z czasu i usnął / w żółtych, dworcowych akacjach - pisał Krzysztof Kamil Baczyński. Pociąg inspirował poetów i pisarzy, był uwikłany w trudne fabuły, dramatyczne historie, ludzkie losy - prawdziwe i fikcyjne. A już w kwietniu pociąg będzie tematem refleksji naukowej na Uniwersytecie Zielonogórskim. 15 kwietnia i 16 kwietnia odbędzie się studencko-doktorancka konferencja "Pociąg, dworzec, poczekalnia w literaturze i refleksji humanistycznej". Jej organizatorem jest Koło Naukowe Doktorantów Literaturoznawców działające na naszej uczelni. Podczas obrad uczestniczy przyjrzą się m.in. obrazom i metaforom kolei w literaturze i w dyskursie humanistycznym oraz sposobom semantyzacji kolejowej przestrzeni w sztuce. Do udziału zostali zaproszeni nie tylko literaturoznawcy, ale również przedstawiciele in-

nych nauk (kulturoznawstwa, historii sztuki czy antropologii). Występować będą prelegenci z całej Polski, a z Uniwersytetu Zielonogórskiego swoje referaty wygłoszą: dr Andriej Kotin, mgr Katarzyna Krysińska, mgr Jakub Rawski, mgr Elżbieta Gazdecka, mgr Anna Kaczmar, mgr Kaja Rostkowska, mgr Mirosława Szott, mgr Kamila Gieba, mgr Krystian Saja, mgr Janusz Łastowiecki. Każdy zainteresowany może uczestniczyć w konferencji jako słuchacz. Nie trzeba dbać ani o bagaż, ani o bilet. Szczegółowy program wydarzenia znajdziecie na stronie www.doktoranckie-kolo-uz.blogspot.com. Koło Naukowe Doktorantów Literaturoznawców UZ to pierwsze koło naukowe doktorantów działające na Uniwersytecie Zielonogórskim, działa od styczniu 2013 roku. Opiekunem naukowym koła jest dr hab. prof. UZ Małgorzaty Mikołajczak z Instytutu Filologii Polskiej UZ.

kraina została przemielona. Nie tylko w aspekcie geopolitycznym, ale także – w sposób wtórny – medialnym. Kolejne miesiące były dla dziennikarzy niczym niekończący się Dzień Dziecka. Pod makijażem zapału, rzetelności i potrzeby wypełniania dziennikarskiego etosu kryło się bowiem szczere podekscytowanie. Wydarzenia zza miedzy spokojnie wystarczyły na obsadzenie serwisów informacyjnych w pełnym wymiarze. Krwawe zamieszki na Majdanie. Stop. Sprzeciw Unii wobec ekspansywnej polityki Putina. Stop. Kompromitacja Tuska w sprawie Ukrainy. Stop. Opozycja zwietrzyła ofiarę przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Stop. Sikorski znów spamuje na Twitterze. Stop. Ten telegraficzny skrót jedynie w niewielkim stopniu oddaje schemat dobierania newsów w ostatnich miesiącach. Nie jestem idealistą, w dużej mierze poznałem bowiem medialne mechanizmy. Nie zamierzam tym bardziej odbierać chleba braci dziennikarskiej. Od dłuższego czasu mamy jednak do czynienia z cepeliadą, nad którą unosi się dobrze znany zapach. Zapach absurdu. Nie ukrywam, że moimi ulubionymi komentatorami teatru groteski są internauci. Nie zawsze znający specyfikę tematu, nierzadko obcesowi, sfrustrowani i pozbawieni wyższej kultury. Polemika równie dobrze mogłaby dla części z nich oznaczać markę samochodu, a hasło „argumenty” znają jedynie z rozprawek tłuczonych na lekcjach polskiego. Wszystkich, zarówno sieciowych erudytów, jak i forumowych trollów, łączy jednak pewna zaleta – wyczuwają pismo nosem. Nie muszą śledzić politycznych niuansów, aby dostrzec ich groteskowy wymiar. Jak nikt inny potrafią oddać sedno i strzelić między oczy taką puentą, że jeszcze przez dłuższą chwilę można szukać szczęki pod biurkiem. Z tematem Ukrainy nie mogło być inaczej. Prześmiewcze komentarze i memy, obnażające obłudę wielkich tego świata, porażają bezkompromisowością. Na pierwszy rzut oka można je co prawda

ocenić jako mniej lub bardziej wyszukaną satyrę, nadającą się raczej na pogawędkę przy kilku browarach pod blokiem. Z drugiej strony przejście od szczegółu do ogółu uzmysłowi nam, że w tym konkretnym przypadku teatralna maska ma swoją komediową i tragiczną odsłonę. To nie internetowe „wygłupy” obracają w absurd i krotochwilę dramatyczne w skutkach

Od dłuższego czasu mamy do czynienia z cepeliadą, nad którą unosi się dobrze znany zapach. Zapach absurdu. wydarzenia na Ukrainie. Wręcz przeciwnie. To rzeczywistość, tak wielce niedorzeczna i poważna w swej grozie, znajduje ujście w wirtualnych kreacjach. Antyeuropejski marsz Putina, przywodzący na myśl najgorsze wspomnienia dawnych pokoleń; kłujące w oczy przepychem (i fatalnym gustem) posiadłości prorosyjskich oligarchów; nieudolne działania UE, będące niczym commedia dell’arte, wreszcie wizyty polskich emisariuszy na Majdanie. Internet nie spał i w kolejnych odsłonach wizualizował wszechobecny absurd, definiując tym samym nie w pełni przez wszystkich zrozumiałą, aczkolwiek wyczuwalną grozę. W tym ostatnim przypadku przetransferowano nawet byłego piłkarza Radosława Majdana, w którego ramionach lądowali kolejni politycy. Tandetny fotomontaż? Żart niskich lotów? Być może. Jednak nasi kwejkowi (i nie tylko) łowcy ponownie trafili w sedno. Wisienką na tym ukraińskim przekładańcu był Maciej Maleńczuk, który świetnie wpisał się w opisaną wyżej retorykę. Muzyczna humoreska pt. „Vladimir” pretenduje do miana hitu Internetu. Z pozoru niezbyt wyszukana, wręcz prostacka melodia, beat na miarę imprezy w remizie oraz tekst, którego motorem

napędowym są częstochowskie rymy, to niemal tour de force internetowej satyry. I znów puenta prosta jak budowa cepa, choć w swej prostocie zjadliwa, uderzająca w punkt i niepozwalająca na sensowną ripostę. „Vladimir, ja tiebia ni chuja” znaczy więcej, niż wszystkie orędzia zachodnich polityków. Internet przemielił temat Ukrainy jeszcze bardziej niż najlepsze newsroomy. Mielił bez wytchnienia, sumiennie i z pełną stanowczością. Czym jednak różni się od tzw. profesjonalistów? Pod względem obecności niczym. Wszak ci sami reporterzy wypłynęli na Facebooku, zasilając kolejnymi postami i tak już dawno zwiedzone obszary. Pod względem wizerunkowym różni się wszystkim. Anonimowość, powiecie. Zmienne łącze, powiecie. A ja zasugeruję jedno jedyne słowo: wolność. Wolność słowa, wolność ironii, wolność sarkazmu, wolność do łączy. Ta wolność dołączy i złączy wkrótce także nas – cichych obserwatorów rzeczywistości, wobec której nawet Orwell wymięka. Ukraina leci bowiem poprzez łącza do naszych domów. I krwawi tak samo, jak rozcięte żyły. Wielcy tego świata wciąż mówią o rozbrojeniu Putina. Na tę chwilę, ni ch***.

DAMIAN ŁOBACZ Student literaturoznawstwa na UZ, dziennikarz Akademickiego Radia Index. Pod osłoną nocy superbohater, ratujący świat przed absurdami showbiznesu i celebrytami (choć sam chciałby być jednym z nich). Zawsze „na nie”.

Felieton

„Unijny Plan Marshalla” dla Polski P

rzystąpienie Polski do Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku otworzyło przed nami nowe możliwości osiągnięcia i utrzymania dynamicznego rozwoju społeczno-gospodarczego. Dzięki skutecznemu wykorzystaniu środków europejskich w latach 2004-2006, a także kończącej się perspektywy 2007-2013, nasze państwo oraz Ziemia Lubuska zainicjowały na ogromną, dotychczas niespotykaną skalę, proces modernizacji infrastruktury transportowej, informatycznej, społecznej oraz go-

spodarki. Szanse, które otrzymaliśmy dzięki członkostwu naszego kraju w Unii Europejskiej, dotychczas wykorzystywaliśmy niezwykle skutecznie i zawsze plasowaliśmy się w czołówce najskuteczniejszych regionów Polski. W dekadę po akcesji do Unii Europejskiej dzięki wspólnym wysiłkom zmieniliśmy i unowocześniliśmy Polskę. Stworzyliśmy podstawy umożliwiające dynamiczny rozwój gospodarki narodowej opartej na wiedzy oraz wdrażaniu innowacji. Skutecznie wspieramy roz-

wój najważniejszych ośrodków naukowych, w gronie których znalazł się również Uniwersytet Zielonogórski. Budżet Unii Europejskiej na lata 2014-20 wyniesie łącznie 997 mld euro, z czego Polska otrzyma 105,8 mld euro, tj. ponad 440 mld zł. Z ogółu funduszy przeznaczonych na realizację polityki spójności czyli wyrównywania poziomu rozwoju między krajami i regionami UE, do Polski trafi aż 23% środków, co daje 72,9 mld euro (303,6 mld zł). Nowa perspektywa finansowa UE 2014-2020 otwie-

ra wiele nowych możliwości rozwojowych dla lubuskich uczelni wyższych z Uniwersytetem Zielonogórskim na czele. Środki na współpracę świata nauki i biznesu, a także wzmocnienie potencjału naukowego poprzez unowocześnienie infrastruktury badawczej będą umożliwiały Program Operacyjny Inteligentny Rozwój, Program Operacyjny Wiedza, Edukacja, Rozwój oraz Regionalny Program Operacyjny Lubuskie 2020. Członkostwo Polski w Unii Europejskiej umożliwi

między innymi dokończenie modernizacji infrastruktur drogowej, kolejowej i rzecznej. Przedsiębiorcy otrzymają zdecydowanie większe wsparcie finansowe z przeznaczenie na wdrażanie nowoczesnych technologii, podnoszenie innowacyjności czy inwestowanie w dziedzinie B+R. Szanse, które niesie nam następnych siedem lat, powinny być przez nas wykorzystane jak najlepiej, aby Polska stała się silnym, nowoczesnym i dumnym państwem w Europie i na świecie.

WALDMAR SŁUGOCKI dr Waldemar Sługocki Poseł na Sejm RP www.waldemarslugocki.pl


Uniwersytet Zielonogórski

KWIECIEŃ 2014 w w w . u z . z g o r a . p l

UZ a p ra sz a

7

Nowy kierunek: polityka publiczna

Lustro społeczeństwa ▪ Rozmowa z dr. hab. Jarosławem Macałą, prof. UZ z Instytutu Politologii, kierownikiem Zakładu Polityki Publicznej

na Wydziale Humanistycznym. Dlaczego zdecydowaliście się Państwo otworzyć kierunek polityka publiczna? Wypełniamy lukę na rynku. Chcemy nauczać jak właściwie zarządzać państwem, jak prowadzić tzw. ,,public policy”. To popularna od lat na Zachodzie, ale w Polsce nowa dyscyplina naukowa i kierunek studiów na pograniczu politologii, administracji i zarządzania. Oferujemy kierunek interdyscyplinarny. W toku studiów będziemy przygotowywać studentów do oceny potrzeb związanych z zadaniami publicznymi, jak należy je planować i wykonywać w procesie zarządzania państwem, by władza (wykonawcza – dopisek mój et) różnych szczebli we właściwy sposób wykonywała swoje funkcje w naszym imieniu i dla nas. Wszyscy widzimy, że obecnie nasze państwo jest źle zarządzane. Składa się na to wiele czynników, w tym słabość elit politycznych. To one jednak wyznaczają zasadnicze cele każdej władzy. Natomiast my powinniśmy kształcić tych, którzy będą w stanie je sprawnie realizować. Chcemy na-

uczyć młodych ludzi tworzenia strategii polityk publicznych, żeby byli świadomi – co chcą osiągnąć, w jaki sposób, dla kogo, a następnie po wdrożeniu ich w życie, potrafili zweryfikować i ocenić osiągnięte efekty. Można zatem zaryzykować twierdzenie, że chcecie Państwo wykształcić pokolenie świadomego społeczeństwa obywatelskiego … Młodzi ludzie, którzy podejmą studia na proponowanym przez nas kierunku w przyszłości odnajdą się w wielu sferach życia publicznego. Przecież zadania realizowane w naszym imieniu i dla nas, można wykonywać pracując nie tylko w organach administracji państwowej lub samorządowej, ale także w partiach politycznych, organizacjach pozarządowych, w związkach zawodowych, ba, nawet w kościołach i związkach wyznaniowych. Zadaniem tego kierunku studiów będzie tak kształcić studentów, żeby byli w stanie poradzić sobie z zadaniami publicznymi, niezależnie od instytucji czy organizacji, gdzie będą one realizowane.

Jakimi zainteresowaniami powinni się charakteryzować studenci tego kierunku? Powinni się interesować tym, w jaki sposób funkcjonuje państwo i jak jego reprezentanci, działając w imieniu całego społeczeństwa, wykonują powierzone im zadania. Powinni także mieć świadomość, jak wiele zależy od państwa. Gdyby część tych instytucji przestała działać, nasze życie stałoby się dramatycznie trudne. Wypada, by dostrzegali różnicę, między tym jak działa państwo, a jak powinno działać, by widzieli co należy ulepszyć. Państwa nie zmieniają bowiem ci, którzy gadają, ale ci, którzy działają i mają do tego odpowiednie instrumenty. Wiodące przedmioty podczas studiów to … Powiedziałbym raczej o 3 obszarach. Pierwszy z nich to politologia, czyli wiedza o tym, jak przebiegają procesy polityczne, jak walczy się o władzę. Drugi to zarządzanie, a trzeci to administracja i jej funkcjonowanie. Jakie specjalności zaproponujecie Państwo studentom?

Dwie. Jedna to polityka regionalna i lokalna, a więc przygotowanie do pracy w administracji rządowej i samorządowej oraz w organizacjach pozarządowych, które realizują zadania publiczne na poziomie lokalnym. Druga to polityka bezpieczeństwa. Na tej specjalności będziemy przygotowywać do pracy w jednostkach administracji samorządowej, które odpowiadają za nasze szeroko rozumiane bezpieczeństwo. Studentom oferujemy pogłębienie wiedzy w formie możliwości wybierania w toku studiów 4 z 10 polityk sektorowych – np. energetycznej, infrastrukturalnej, ekologicznej, naukowej itd. Polityk szczegółowych jest bardzo dużo. To nam uświadamia, jak duży jest obszar zadań publicznych. Niezależnie jednak od ich ilości, trzeba dążyć do tego, żeby jakość wykonywania tych zadań była wyższa, a szansą na to są także absolwenci, których wykształcimy w odpowiedni sposób. Czy przewidziane są praktyki dla studentów? Tak, będą to 4-tygodniowe ciągłe praktyki w różnych instytucjach. Na przykład –

Dr hab. Jarosław Macała, prof. UZ podczas ogólnouniwersyteckiego wykładu z cyklu „Sex, drugs, and rock & roll. Rewolucja kulturalna na Zachodzie w ostatnich dekadach XX w.”. Fot. Kazimierz Adamczewski

w urzędach administracji rządowej i samorządowej, w Państwowej Straży Pożarnej, na policji, w organizacjach pozarządowych. To studenci powinni określić, co ich interesuje. Gdzie absolwenci znajdą pracę? Wszędzie tam, gdzie wykonywane są zadania publiczne. Możliwości jest bardzo wiele. Wiele organizacji pozarządowych wykonuje zadania zlecone przez administrację publiczną. W samej administracji publicznej, jako urzędnicy różnego szczebla. Także partie polityczne, które walczą o władzę, powinny dbać o za-

pewnienie sobie zaplecza w postaci specjalistów od polityki publicznej. Zależy nam, by nasi absolwenci poznali mechanizmy polityki publicznej i posiedli umiejętność skorzystania z nich. Chcemy wykształcić kadrę, która będzie w stanie udźwignąć właściwe wykonanie zadań publicznych. Warto sobie uzmysłowić, że urzędnicy są lustrem nas samych, nas jako społeczeństwa. Dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę. ▪ Rozmawiała: Ewa Tworowska – Chwalibóg

W roku akademickim 2014/2015 Uniwersytet Zielonogórski po raz pierwszy przeprowadzi nabór na następujące kierunki studiów: administracja, architektura krajobrazu, dziennikarstwo, europeistyka i stosunki transgraniczne, inżynieria kosmiczna, komunikacja biznesowa w języku rosyjskim, logistyka, ochrona i bezpieczeństwo dziedzictwa kulturowego, polityka publiczna oraz prawo (5-letnie jednolite studia magisterskie) i psychologia* (5-letnie jednolite studia magisterskie). * studia zostaną uruchomione po uzyskaniu zgody Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Dzisiaj zaprezentowaliśmy Wam architekturę krajobrazu i politykę publiczną. W następnym numerze UZetki przeczytacie o nowym Wydziale Prawa i Administracji na UZ.


8

Uniwersytet Zielonogórski

w w w.u z.z g o ra.pl

architektura i urbanistyka architektura krajobrazu

administracja bezpieczeństwo narodowe dziennikarstwo i komunikacja społeczna

edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej

elektrotechnika

biotechnologia edukacja artystyczna w zakresie sztuk plastycznych

filologia polska

historia informatyka

grafika

inżynieria kosmiczna

malarstwo

inżynieria środowiska

matematyka

automatyka i robotyka

bezpieczeństwo i higiena pracy

biologia

europeistyka i stosunki transgraniczne

filologia: filologia romańska

architektura wnętrz

KWIECIEŃ 2014

jazz i muzyka estradowa

mechanika i budowa maszyn

budownictwo

edukacja technicznoinformatyczna

ekonomia

elektronika i telekomunikacja

filologia: filologia angielska

filologia: filologia germańska

filologia: filologia rosyjska

fizyka

fizyka techniczna

filozofia

informatyka i ekonometria

inżynieria biomedyczna

kulturoznawstwo

komunikacja biznesowa w języku rosyjskim

ochrona środowiska

ochrona i bezpieczeństwo dziedzictwa kulturowego

inżynieria danych

logistyka pedagogika

politologia polityka publiczna

pielęgniarstwo

psychologia* * uruchomienie kierunku studiów po uzyskaniu zgody MNiSW

prawo

socjologia

praca socjalna

wychowanie fizyczne

zarządzanie

zarządzanie i inżynieria produkcji


KWIECIEŃ 2014

Uniwersytet Zielonogórski

w w w.u z.z g o ra.pl

9

Nowy kierunek: architektura krajobrazu

Praktyczne studia drogą do sukcesu ▪ Rozmowa z dr. hab. inż. Andrzejem Greinertem, prof. UZ,

prodziekanem ds. nauki na Wydziale Inżynierii Lądowej i Środowiska.

Skąd zrodził się pomysł, że kierunek – architektura krajobrazu – będzie się cieszył powodzeniem u potencjalnych studentów? Proponowany nowy kierunek bardzo dobrze uzupełnia dotychczasową ofertę studiów na naszym Wydziale. Dotychczas funkcjonujące kierunki – przypomnę: budownictwo, inżynieria środowiska oraz architektura i urbanistyka – zahaczają o otwartą przestrzeń, dotykają jej, ale jej nie wypełniają. Tę lukę ma uzupełnić właśnie architektura krajobrazu. Ponadto nasza oferta jest odpowiedzią na potrzeby rynku pracy. Wiele firm poszukuje architektów krajobrazu, ale w naszym województwie żadna z wyższych uczelni nie prowadzi takich studiów. Tymczasem w średnich szkołach już teraz funkcjonują klasy ze specjalnością architektura krajobrazu. Ich absolwenci chcąc kontynuować naukę w tym kierunku wyjeżdżają poza Zieloną Górę. Od października 2014 zapraszamy do nas – na Wydział Inżynierii Lądowej i Środowiska Uniwersytetu Zielonogórskiego. Widzimy, że wiele miejsc naszego kraju się zmienia – pięknieje w oczach. Także nasze miasta zmieniają się na korzyść. Władze, radni chcą by były one coraz bardziej zadbane. Dlatego trzeba ludzi nauczyć jak należy te zadania fachowo wykonywać. Również rynek inwestycji prywatnych dynamicznie się w tym zakresie rozwija. Jako nowo tworzony kierunek, czerpiemy z najlepszych praktyk światowych. Koncepcja i struktura naszego programu kształcenia są zgodne z wymogami branżowych organizacji międzynarodowych: ECLAS (Europejska Rada Szkół Architektury

Krajobrazu) i IFLA (Międzynarodowa Federacja Architektów Krajobrazu). Z czasem będziemy się starać o akredytację tych organizacji. Od samego początku kierunkujemy działania na osiągnięcie najwyższych standardów kształcenia. To jeden z niewielu kierunków, na którym obowiązuje egzamin wstępny. Jakiego rodzaju rysunki wykonują kandydaci na studentów architektury krajobrazu? Jeden z nich to rysunek martwej natury, a drugi to rysunek z wyobraźni, związany z postrzeganiem krajobrazu. Absolwent opisywanego kierunku z istoty rzeczy jest projektantem i osobą z wypracowaną wizją plastyczną. Oczekujemy od kandydatów rozwiniętej wyobraźni i dużej dozy twórczości. Nie trzeba być na wstępie wybitnym rysownikiem – wielu rzeczy nauczymy, ale chodzi nam o taką „iskrę bożą”. Egzamin wstępny z rysunku obowiązuje na wszystkich uczelniach w Polsce, które prowadzą ten kierunek. Jakie przedmioty powinni lubić studenci, by odnaleźć się na architekturze krajobrazu? To kierunek interdyscyplinarny. Studenci będą mieli zajęcia z przedmiotów należących do nauk: technicznych, przyrodniczych, rolniczych oraz humanistycznych. Na większości uczelni architektura krajobrazu to kierunek traktowany jako rolniczy, stąd kandydat zwyczajowo powinien swobodnie poruszać się w takich przedmiotach jak biologia czy chemia. U nas program kształcenia zakłada przesunięcie w stronę wiedzy inżynieryjno-technicznej. Dzięki temu nasi absolwenci będą

Dr hab. inż. Andrzej Grainert, prof. UZ podczas zajęć. Fot. Kazimierz Adamczewski

mieli większe szanse na rynku projektantów, bo wykształcenie techniczne daje dobry warsztat projektowy. Architektura krajobrazu wymaga pracy i talentu. My stawiamy od początku na kształcenie bardzo dobrych absolwentów, stąd gorąco zachęcamy do podjęcia studiów kandydatów z właściwymi kompetencjami. Nasza rola polega na wybraniu najlepszych kandydatów i przekonaniu ich, by pozostali u nas. Sądzę, że szybko wyrobimy sobie na rynku architektury krajobrazu bardzo dobrą markę, co będzie nam przysparzać kandydatów. W październiku tego roku ruszają od razu oba stopnie tego kierunku? Nie do końca. Ruszamy z naborem na studia zarówno pierwszego i drugiego stopnia w roku akademickim 2014/2015. W październiku br. ruszają studia I stopnia, które będą trwały 7 se-

Jedna ze zrealizowanych inwestycji architektury krajobrazu Wagmostaw w Zielonej Górze.

mestrów, a ich absolwent otrzyma tytuł zawodowy inżyniera architekta krajobrazu. W lutym 2015 r. uruchomimy nabór na studia II stopnia. Będą trwały 3 semestry, a po ich ukończeniu absolwent otrzyma tytuł zawodowy magistra inżyniera architekta krajobrazu. Czy podczas studiów studenci będą mieli praktyki? Oczywiście – deklaruję, że będzie ich dużo. Całe studia mają charakter praktyczny. Na pierwszym stopniu studenci przejdą 3 miesiące praktyk zawodowych, podobnie na drugim stopniu studiów. Będą to zarówno praktyki wakacyjne, jak i już śródsemestralne. To będą bardziej praktyczne czy raczej teoretyczne studia? Zdecydowanie praktyczne, na każdym ich etapie, co nie wyklucza oczywiście pełnej podbudowy teoretycznej. Nasi absolwenci zdobędą pełne kompetenFot. Andrzej Greinert

cje. Studenci będą przygotowywani do pracy w terenie, będą wykonywać wiele projektów, sporo czasu spędzą w laboratoriach i pracowniach. Do tego dochodzą praktyki zawodowe. Będziemy uczyli bardzo konkretnych rzeczy. Tym niemniej wykształcenie wyższe to oprócz umiejętności także wiedza. Nie zapomnimy o przekazaniu najnowszych jej elementów. Jakie specjalizacje oferujecie Państwo na tym kierunku studiów? Pierwsza z nich to architektura krajobrazów współczesnych, a druga rewaloryzacja i rekultywacja krajobrazów. Absolwenci obu mogą liczyć na duże zainteresowane ze strony rynku pracy. Na rynku obecne są firmy zajmujące się architekturą krajobrazu, w tym kształtowaniem terenów zielonych. Przygotujemy też studentów do prowadzenia swoich firm. W urzędach

miast, gmin i innych jednostek administracji istnieją działy, które za zadanie mają dbałość o wizerunek i wygląd obszarów. Inną sferą o ciekawych perspektywach zawodowych jest rekultywacja terenów przekształconych (np. poprzemysłowych, po kopalnianych), które trzeba przywrócić otoczeniu. W naszych warunkach ciekawość powinna też wzbudzić renowacja terenów zabytkowych. Wystarczy się rozejrzeć po naszym województwie. Ile zabytkowych obiektów, na przykład pałaców, otoczonych przez zabytkowe parki niszczeje i czeka na swoje pięć minut, by ktoś je odnowił. To także zadanie dla architektów krajobrazu. Nasi absolwenci będą mieli co robić. Dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę.

▪ Rozmawiała: Ewa Tworowska – Chwalibóg


10

Uniwersytet Zielonogórski

w w w . u z . z g o r a . p l KWIECIEŃ 2014

Dołącz do nas na Facebooku

www.facebook.com/Uniwersytet.Zielonogorski „Ciekawski czwartek” – co tydzień dane liczbowe o Uniwersytecie Zielonogórskim, od ilości krzeseł po liczbę pracowników naukowych. Konkursy z nagrodami. Musisz wykazać się znajomością obiektów Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Uniwersytet w drodze Trwa gorący czas promocji kierunków studiów oferowanych przez Uniwersytet Zielonogórski. Marzec i kwiecień to te miesiące, kiedy młodzież szkół ponadgimnazjalnych poszukuje swojej dalszej ścieżki edukacyjnej. Dlatego dla Biura Promocji i Sekcji Rekrutacji UZ jest to czas wzmożonej aktywności. Jedziemy wszędzie tam, gdzie nas zapraszają i oczekują. Niemalże codziennie przedstawiciele naszej uczelni wyjeżdżają na targi edukacyjne czy spotkania z młodzieżą bezpośrednio w szkołach. Pojawiamy się w nich nie tylko z prezentacją Uniwersytetu Zielonogórskiego i zasadami rekrutacji. Jeżdżą z nami również przedstawiciele wydziałów, którzy prezentują poszczególne kierunki i zachęcają młodych do 2014.03.18 - Wizyta w Zespole Szkół Ogólnokształcących i studiowania na naszej uczelni. 2014.03.11-12 - Targi Edukacyjne Absolwent - Zielona Góra Ekonomicznych w Lubsku Takie bezpośrednie spotkania 2014.03.4-5 -Targi Edukacyjne ABSOLWENT - Gorzów Wlkp. z uczniami w szkołach są bar- 2014.03.15 - Dzień Doradztwa Zawodowego - Wolsztyn dzo dobrze oceniane. Przekaz ,,oko w oko” daje możliwość szerszego opowiedzenia o studiowaniu na UZ. Młodzież przyjeżdża również na naszą uczelnię i tu wysłuchuje wykładów bądź bierze udział w warsztatach. Ma też doskonałą okazję do tego, aby osobiście przekonać się, jak naprawdę wyglądają kampusy i życie na uczelni.

Telewizja UZ - dobrze wiedzieć www.tv.uz.zgora.pl ▪ Europa Ukrainie Skanuj i oglądaj QR Maria, João, Sandra, Javier, Beata, Klue, Ania - mówią różnymi językami, ale wołają o to samo: wolność i pokój dla Ukrainy. WWW: http://www.tv.uz.zgora. pl/index.php?europa-ukrainie

▪ Targi Edukacyjne ABSOLWENT w Zielonej Górze

Skanuj i oglądaj QR

Mimo że do matury pozostało jeszcze blisko 60 dni, już teraz absolwenci lubuskich szkół ponadgimnazjalnych poważnie zastanawiają się nad wyborem uczelni. Dobrą ku temu okazją są targi edukacyjne, które w dniach 11 i 12 marca zorganizowano w Zielonej Górze. Na Targach swoją ofertę prezentował także Uniwersytet Zielonogórski. WWW: http://www.tv.uz.zgora.pl/index.php?targi-edukacyjne-absolwent-w-zielonej-gorze

▪ Koło Naukowe Biologów UZ

Skanuj i oglądaj QR

W kolejnej odsłonie prezentujemy Koło Naukowe Biologów - jedna z najstarszych i największych organizacji studenckich UZ. Marka sama w sobie. Specyfiką koła jest różnorodność tematyczna i badawcza, otwartość na innowacje, kreatywność i zaangażowanie młodego zespołu w wydarzenia o charakterze naukowo-dydaktycznym. WWW: http://www.tv.uz.zgora.pl/index.php?koo-naukowe-biologow-uz


Uniwersytet Zielonogórski

KWIECIEŃ 2014

D

rzemie w panu aktor, muzyk, elektryk i stolarz. Jest coś, czego nie potrafi pan robić? Ojej, takich rzeczy jest cała masa. Jeżeli nie wiem, czy potrafię, to prawdopodobnie nie chcę się przekonać, że rzeczywiście tego nie potrafię. A tak poważnie mówiąc, to wszystko tylko tak wygląda. W życiu zawodowo towarzyszy mi aktorstwo. Śpiewanie jest takim sympatycznym dodatkiem artystycznej wypowiedzi. A te pozostałe zajęcia to mój wyuczony zawód i prywatne pasje. W młodości mieszkał pan w malutkiej miejscowości, grał w zespole rockowym, skończył szkołę muzyczną - i nagle pomysł na aktorstwo... W tej małej miejscowości był bardzo ograniczony dostęp do wszystkiego, co mogłoby sprzyjać rozwojowi młodego chłopaka, którego wyobraźnia sięgała nieco dalej niż granice tego miasteczka. Młodych ludzi

ogranicza tylko wyobraźnia. Dlatego też tak się imałem tych wszystkich czynności i łapałem wiele srok za ogon. Wszystkie mi pouciekały w pewnym sensie. Jednak gdzieś takie resztki zostały mi w rękach i dzisiaj się bardzo cieszę, że z tych resztek mogę w życiu korzystać. Na przykład z tej szkoły muzycznej, która bardzo mi się przydaje. No a szkoła elektryczna... Umówmy się, prawdziwy facet to ten, który potrafi wiele rzeczy sam zrobić w domu. Elektrycy w Polsce bardzo wysoko zachodzą... (Śmiech). No tak. Są tacy, którzy bardzo wysoko skaczą przez płot i są tacy, którzy przez ten płot nie skakali. Ja jestem z tych, którzy nie skakali. Jakie ma pan wspomnienia ze szkoły aktorskiej? O ile wiem, czuł się pan nieco zagubiony. Tak. Tutaj znowu się kłania taka małomiasteczkowość. Nagle poznałem świat, do które-

TEATR ▪ Fantastyczny aktor, wzruszający muzyk. Z wykształcenia elektryk, z zamiłowania stolarz. Piotr Polk sprawia wrażenie mężczyzny idealnego.

go dążyłem, ale jak już go zobaczyłem, byłem nim przerażony. Z językiem polskim byłem na bakier, poznawałem ludzi, których podziwiałem na ekranie kina i telewizji. Szkoła aktorska wymagała ogromnej ilości pracy. I wielu aktorom ta praca towarzyszyła już wcześniej, a ja do tej pracy musiałem włożyć jeszcze więcej. To prawda, byłem trochę zagubiony. Ale to mi dodało siły i ambicji. Później była przygoda z Francją. Liczył pan na jakąś większą karierę za granicą? Pojechałem tam na zaproszenie zawodowe. Myślałem, że rzeczywiście świat się przede mną otworzy. Okazało się, że to nie było wcale takie proste. Niewiele tam zdziałałem zawodowo. Zdecydowanie więcej zrobiłem po powrocie do Polski, gdzie mogłem wykorzystać zdobyte doświadczenie. Dziś mogę powiedzieć, że cały 4-letni pobyt we Francji był fascynujący. Pokłosie tego wyjazdu mam do dziś: przy-

jaciół, cztery lata nauki pokory i język, który jest niebagatelną wartością człowieka. Wielu polskich artystów szuka przyszłości na Zachodzie. Zwykle się to nie udaje, dlaczego? Mamy świetnych artystów i aktorów. Myślę, że problem tkwi w barierze językowej. Muzycy, operatorzy kamer, reżyserzy mogą robić międzynarodową karierę. Ale oni wykorzystują język tylko do komunikacji pozaekranowej. Poza tym jesteśmy krajem odległym od tych hollywoodzkich produkcji, a przecież tam w kolejce stoją setki tysięcy tak samo zdolnych ludzi jak w Polsce.

A pan brał udział w światowej produkcji. Jak pan wspomina pracę przy Liście Schindlera? Zawsze traktowałem to jak wspaniałą przygodę związaną ze spotkaniem wspaniałych aktorów, reżysera. Chociaż tak naprawdę ekipa filmowa i to, co się działo na planie wygląda, tak samo, jak u nas. Tylko inny jest materiał literacki, który się tworzy, i zdecydowanie większy budżet.

A jeżeli ma się większe pieniądze, to stać cię na wiele, wiele więcej. Czy czuje się pan już zawodowo spełniony? Nie klasyfikuję, nie zbieram tytułów filmowych przy nazwisku. Złote płyty muzyczne były dla mnie absolutną nagrodą i niespodzianką. Traktuję je jako coś fajnego, ale nie zarabiam na nich. Uwielbiam to robić. Zawód aktora? Uwielbiam się bawić, mam duszę dziecka. ▪ Wojciech Góralski

Fot. materiały prasowe

Polk potrafi

11

Królikowski: byłem kiedyś „spadem” TEATR ▪ Rafał Królikowski od młodości chciał zostać aktorem. Niemały wkład miał w tym jego starszy brat Paweł, który także trafił do szkoły aktorskiej. Zanim jednak Rafał osiągnął swój wymarzony cel, odwiedził kilka innych uczelni. A niedawno odwiedził Zieloną Górę.

Na studia udał się pan za bratem. O innych zawodach Pan nie myślał? No tak, moja droga do szkoły aktorskiej była długa i kręta. Zdawałem do szkoły Krakowskiej i nie dostałem się. A to były czasy, kiedy nie idąc na wyższą uczelnię, mogłem trafić do wojska. Dlatego też musiałem się jakoś przed tym schronić. I jedynym miejscem,

które mi to schronienie dało, było studium elektryczne. A jak tam się pan odnalazł? Kompletnie się na tym nie znałem. Byłem chyba jedyną osobą w studium, która się tym w ogóle nie interesowała. Byłem też jedynym, który z tego nic nie kumał. Później także zdawałem na historię sztuki do Warszawy. Tam jednak konkurencja także była zbyt duża i nie dane mi było się dostać na tę prestiżową uczelnię. Jaki wtedy był plan na przyszłość? Skończyłem w końcu takie studium kulturalno-oświatowe w Kaliszu. To był fantastyczny czas. Dwuletnie studium w specjalizacji teatralnej, gdzie jeździliśmy na różnego rodzaju przedstawienia np. Tadeusza Kantora, na wystawy, które się wtedy odbywały w Warszawie, czy gdzieś w Polsce. Do tego spotkania teatralne oraz Międzynarodowy Festiwal Pianistów Jazzowych w Kaliszu. Tam też nasłuchałem się i wszczepiano mi tego

jazzu bardzo dużo. A jak pan wspomina atmosferę, ludzi na tym studium? To był fantastyczny czas, taka zbieranina różnych ludzi. Nazwaliśmy tam siebie mało

pochlebnie „spadami”, którzy nie dostali się na inne uczelnie i nie wiedzieli, co ze sobą zrobić, ale coś im w duszy grało. Bardzo różne środowiska. Od kolegi, który był p s eud o s at a nistą, po bogobojnego człowieka, który tworzył w Kaliszu szopk i.

Fot. materiały prasowe

P

anie Rafale urodził się pan 27 grudnia, co mogłoby sugerować, że grudniowe miesiące w pana dzieciństwie były pełne prezentów. Dobrze myślę? No nie (śmiech). Nie trafił pan. Prezenty były załatwiane za jednym zamachem, więc prezent gwiazdkowy był zwykle również tym urodzinowym. Był także taki żal, że w tym czasie wszyscy są w domach, z rodzinami i trudno było zorganizować urodziny dla kolegów. Takie pierwsze prawdziwe przyjęcie zrobiła mi moja żona, na 40 urodziny, to była taka wielka impreza-niespodzianka. Zrobiła mi wielką frajdę.

Spotkaliśmy tam też fajnych wykładowców. To była fantastyczna nauka myślenia. I później w końcu wymarzona szkoła teatralna? Tak, później nieoczekiwanie pojawiła się szkoła teatralna w Warszawie. Nieoczekiwanie dlatego, że do szkoły warszawskiej trochę się bałem zdawać. Ale kiedy mnie już nigdzie nie przyjęli, to była dla mnie ostatnia szansa. Musiałem tam pojechać i zobaczyć. Miałem już 21-22 lata i to był ostatni dzwonek. Można powiedzieć, że rzutem na taśmę dostałem się do szkoły teatralnej. Zawód aktora to bardzo trudny kawałek chleba do zgryzienia. Miewał pan czasami momenty zwątpienia? Bardzo często takie momenty przychodzą. Takie są czasy, że nikt tej pracy nie jest pewny. Aktor, czy w ogóle artysta, powinien mieć w sobie stale wrzenie twórcze, żeby był aktywny, żeby to było coś ciekawego i żeby widz się nami nie znudził.

Teatr czy kamera? Gdzie się pan czuje lepiej? Z teatrem nie jestem związany na stałe, ale kilkanaście lat byłem związany z Teatrem Powszechnym, który był w tamtych latach jednym z czołowych w Polsce. Był tam wspaniały zespół z Krystyną Jandą, z Januszem Gajosem i wieloma wspaniałymi nazwiskami. W pewnym momencie jednak wypalił się ten zespół, to miejsce i z tego miejsca rzuciłem się w przestrzeń takiego wolnego zawodu. Niezwiązanego formalnie z jakimś teatrem. Teraz od kilku lat jestem na wolnym rynku i lepiej lub gorzej sobie radzę. Co chwilę przychodzą takie myśli, żeby to rzucić i poszukać czegoś innego, ale trudno jest znaleźć cokolwiek, co mogłoby dostarczyć tyle frajdy. Życzę zatem jak największej frajdy z zawodu.

▪ Wojciech Góralski


12

Uniwersytet Zielonogórski

KWIECIEŃ 2014

Nudzisz się 6 godzin w tygodniu PSYCHOLOGIA ▪ „Pamiętasz ten moment, kiedy jako dziecko, w wieku koło siedmiu lat, malujesz obrazek i niebo to niebieski pasek u góry kartki? I nagle przychodzi rozczarowanie, kiedy nauczyciel mówi ci, że tak naprawdę niebo zajmuje całą wolną przestrzeń na rysunku. I to jest ta chwila, kiedy życie zaczyna być coraz bardziej skomplikowane i nudniejsze, ponieważ zamalowywanie kartki na niebiesko jest raczej nużącym zajęciem” – powiedział Alan Rickman, bardziej kojarzony jako Profesor Snape z powieści o Harrym Potterze. O co chodzi z tą nudą?

O

dkryta” w XVIII w. nuda obecnie jest synonimem takich słów, jak znudzenie, apatia, zniechęcenie, bierność, melancholia, przygnębienie czy splin, o którym śpiewa Wielki Waglewski w utworze „papierosy i gin”. Jak się okazuje, nudzimy się aż na pięć różnych sposobów. 1. Nuda obojętna – opisywana jako nuda przyjemna, kiedy np. po intensywnym tygodniu w pracy marzymy tylko o tym, by zrelaksować się przed dobrym filmem i delektować się nicnierobieniem. 2. Nuda regulacyjna – to nuda polegająca na snuciu daleko idących planów, rozmyślaniu nad nie wiadomo czym, gdybaniu. 3. Nuda poszukiwawcza – to nuda, której odczuwanie zaczyna być frustrujące. Wówczas rozpoczyna się aktywne poszukiwanie jakiegoś zajęcia, kontaktu z ludźmi, rozrywki. To dla nas najlepsza nuda. 4. Nuda reaktywna – cechuje ją silne znużenie, w momencie gdy nie mamy wpływu na zaistniałą sytuację (nudny wykład, na którym trzeba wysiedzieć do końca). Występuje duża potrzeba zmiany sytuacji, poszukiwanie alternatywny. 5. Nuda apatyczna – to stan, kiedy nie mamy ochoty na nic. Głęboki i długo utrzymujący się stan melancholii i znużenia. Związana z bezsilnością, mogąca doprowadzić do depresji.

Nuda więc niejedno ma imię. I każdy z nas doświadcza jej średnio aż 6 godzin w ciągu tygodnia! Ale wszystko w życiu, co nam się przytrafia, a więc i nudę, możemy przeciągnąć na swoją stronę. Najlepszym sposobem na nudę, jest zrobie-

nie z niej swojego sprzymierzeńca, dzięki któremu wykorzystamy swoje życie jeszcze bardziej. Gdyby tak wrzucić do jednego wora czynności, którym ludzie oddają się w wolnych chwilach, to z pewnością znalazłyby się w nim: siedzenie przed

Zielonogórskie Wielkanoce WRZUTA HISTORYCZNA ▪ Święta wielkanocne przypadają w okresie dawnych pogańskich świąt wiosennych. Wielkanoc jest świętem pełnym tradycji i obyczajów. Data Świąt Wielkanocnych została ustalona przez cesarza Konstantyna Wielkiego, na pierwszym powszechnym Soborze w Nicei, w 325 roku. Obchody świąt wielkanocnych wyznaczono na pierwszą niedzielę po żydowskim święcie Paschy.

W

rękopisie Dawnej Zielonej Góry, odnotowywano m.in. święta i uroczystości kościoła katolickiego i ewangelickiego. Kronikarz przejął styl datacji zapisów według wydarzeń kościelnych. Z przywołanego źródła pisanego w XVII i XVIII wieku, nie poznamy zwyczajów ówczesnego wielkanocnego świętowania. Są to raczej zapisy wydarzeń, często tragicznych, z okresu chrześcijańskich świąt wiosennych. W wieku XVII przy roku 1631 zapisano, iż na Wielkanoc zakwaterowano w mieście 10 chorągwi piechoty i 5 kompanii jazdy pod dowództwem hrabiego Schaffgotscha, a konie ustawiono w stajniach. Wówczas był czas wielkiej umieralności. Ospa uśmierciła 7 tysięcy ludzi. Z kolei Wielkanoc w 1634 roku była obchodzona na skargę Bogu bez modlitw i śpiewów, nie dzwoniły zielonogórskie dzwony, ponieważ przed Wielkim Czwartkiem, cesarscy chcieli przejąć kościół, dlatego został zamknięty. W Sobotę Wielkanocną żądano wydania kluczy, ale mieszczanie ich nie wydali. Kościół był zamknięty przez dwadzieścia sześć dni. W tym czasie znowu było wiele zgonów z powodu ospy, wtedy zaczęto bić w dzwony. W tygodniu Wielka-

nocnym, w roku 1643, spadł śnieg, który utrzymał się do maja, dlatego na Zielone Świątki mało co się zieleniło. Dnia czternastego maja podczas odprawiania mszy Cantate (czwarta niedziela po Wielkanocy) przechodziły obok oddziały cesarskie i wśród modlących się zapanował wielki strach.

W drugą niedzielę po Wielkanocy był tak ostry mróz, że wozy utrzymywały się na zamarzniętej wodzie, a na trzech wysokich wzgórzach w Chynowie wszystko zmarzło. W wieku XVIII przy roku 1745 odnotowano, że w Sobotę Wielkanocną dnia siedemnastego kwietnia paliły się Bojadła. W roku 1763 odlano nowy dzwon. Nazwano go dzwonem pokoju. Został on wciągnięty w Sobotę Wielkanocną na kościół ewangelicki i po raz pierwszy zadzwonił w Niedzielę Wielkanocną. W trzeci dzień Wielkanocny odbyło się święto wielkich

podziękowań i radości ze względu na pokój. Po nabożeństwie każdy z trzystu biedaków otrzymał chleb i po 10 srebrnych groszy (Silbergroschen), a wśród mieszczan rozdano dziewięć beczek piwa. W roku 1779, w Wielki Czwartek wybuchł pożar w klasztorze i spalił się cały Karniów. Myślano, że to król Pruski się wycofuje. Na drugą niedzielę po Wielkanocy był tak ostry mróz, że wozy utrzymywały się na zamarzniętej wodzie, a na trzech wysokich wzgórzach w Chynowie wszystko zmarzło. Najważniejsze wydarzenia, o których pisał zielonogórski kronikarz dotyczyły głównie kościołów pod wezwaniem św. Jadwigi, i pod wezwaniem (obecnie) Matki Boskiej Częstochowskiej. Z kilku przywołanych wiosennych wydarzeń XVII i XVIII wiecznych wyłania się raczej smutny obraz czasu świątecznego jaki był udziałem ówczesnych mieszkańców Zielonej Góry i okolic. Zapiski te obrazują jak niebezpieczne to były czasy i niepewny był człowieczy los, uzależniony od zjawisk przyrody, licznych wojen i wszechobecnej biedy. ▪ Danuta Nowak

TV, ślęczenie godzinami przed Internetem (ba, już nawet nie tyle przed Internetem, co portalami społecznościowym), spacerowanie po centrach handlowych albo tworzenie rankingów pt. „w której knajpie podają najlepsze piwo”. A co innego można robić? Mnóstwo, mnóstwo różnych rzeczy! Przede wszystkim przejąć kontrolę nad własnym życiem i z bierności przejść w stan aktywności. To znaczy, studencie, że zamiast oglądać mecz piłki nożnej z kumplami, ruszcie się i sami pójdźcie pograć. To znaczy, studentko, że zamiast oglądać godzinami vlogi, na których dziewczyny wykonują rozmaite makijaże, lepiej stanąć przed lustrem i zacząć ćwiczyć je na sobie. Rozwija nas wszystko, w czym sami bierzemy czynny udział. Przeróżne kursy, szkolenia, jakakolwiek aktywność fizyczna, czytanie, znalezienie pasji, której zaczniesz poświęcać wolne chwile, charytatywne angażowanie się we wszelkiego rodzaju akcje. To wszystko sprawi, że twoje życie przestanie być synonimem nudy. Choć czasem też warto jej doświadczyć, by zatrzymać się na chwilę, przeanalizować to, co już się wydarzyło i zastanowić się, na co dalej warto poświęcać swoją energię. ▪ Wioleta Patyk


Miasto Filmów

KWIECIEŃ 2014

13

facebook.com/miastof

Cienka jest granica między rewelacyjną stylizacją, a wizualną wydmuszką. Ten nie najweselszy wniosek najlepiej podsumowuje „300: Początek imperium”. Film, który w tytule zapowiada prequel, większość materiałów określa go jako sequel, nie jest zaś ani jednym, ani drugim. Całe te zamieszanie ma zapewne odwrócić naszą uwagę od faktu, że „Początek imperium” to przede wszystkim rozczarowanie. Jak wspomniałem, akcja nie dzieje się ani przed, ani po wydarzeniach z „300”. Część ekranowych batalii zdarzyło się przed filmem z 2006, inne dzieją się równolegle, by zakończyć całość daleko po bitwie pod Termopilami. Termistokles to przywódca z Aten, który ma stawić czoła perskiej armii. Tej przewodzi znany z części pierwszej Kserkses, ale nie on jest tu głównym czarnym charakterem. Jest nią Antermizja, pragnąca nie tylko Greków podbić, ale też - a może przede wszystkim - upokorzyć.

Wiele można znaleźć dowodów na żadność tego filmu. Moim ulubionym jest nieudolne powracanie do materiału źródłowego. Za każdym razem, kiedy nasz dmuchany kolos zaczyna się chybotać na wszystkie strony (najczęściej winny bardzo pretekstowy scenariusz), niczym Temistokles twórcy krzyczą: „retreat!” i wracają do filmu, który zdążyliśmy pokochać. No zobacz, przecież to to samo. Patrz, nawet Butler jest. Nawet jego żona jest z nami. A tobie się nie podoba? Nie. Chociaż trzeba przy-

znać, że nie jest to twór tragiczny. Wizualnie „Początek imperium” oferuje dużo piękna, realizacyjnie i aktorsko również wszytko jest dopięte na ostatni guzik. Sęk w tym, że w najlepszym wypadku obraz Noama Murro sprawia, że tęsknimy za pierwowzorem Snydera. Teoretycznie obaj kucharze korzystają z tych samych składników. Mięso, warzywa, przyprawy. Pierwszy z nich przyrządził wspaniałą ucztę, inny zaś - podeszwę w sosie własnym. Tak też jest z „Początkiem imperium”.

13.04.1950 Tego dnia urodził sie Ron Perlman, amerykański aktor, znany też jako Hellboy, ten zły szef motocyklowego gangu w serialu „Sons Of Anarchy” (świetnego swoją drogą) albo ten dziwny z „Miasta zaginionych dzieci”. Rona lubimy i winszujemy 64 lat!

26.04.1954 Premiera filmu „Siedmiu samurajów”. Dziś rzecz nieco zakurzona i trudna w odbiorze. Nie zmienia to faktu, że Akira Kurosawa stworzył monolityczne arcydzieło kina samurajskiego, które do dziś uznawane jest za jeden z najlepszych filmów nieanglojęzycznych. Nie wypada nie znać!

kartka z kalendarza 2.04.1974 Odbyła się 46. ceremonia wręczenia Oscarów. Tytuł najlepszego filmu otrzymał wtedy „Żądło”. Wybór, dodajmy, jak najbardziej prawidłowy. 3.04.1975 Premiera filmu „Monty Python i Święty Graal”. Od tamtej pory żaden królik nie wyglądał już tak samo.

cytat miesiąca

w kinach Kwiecień w kinie minie pod znakiem kina superbohaterskiego. W momencie, gdy czytacie te słowa, możecie już cieszyć oczy nowym „Kapitanem Ameryką: Zimowy Żołnierz”. Jeśli wierzyć doniesieniom, Marvel odważnie skręcił z dość wyeksploatowanej konwencji przedstawiania swoich herosów w stronę mocnego kina szpiegowskiego. Na ile tak karkołomne zadanie może się udać? Odpowiedź w kinach i w przyszłej „UZetce”. Kolejny superbohater od Marvela i kolejny sequel, czyli „Niesamowity SpiderMan 2”. Tu z kolei jesteśmy pewni, że dostaniemy część drugą zbudowaną na złotej zasadzie kontynuacji, wyśpiewanej niegdyś przez Daft Punk „mocniej, szybciej, lepiej”. Z jakim skutkiem dla samego filmu? Premiera już 25.kwietnia, reżyseruje po raz kolejny Marc Webb.

Co jest grane, Davis?

Witaj w klubie

Zaraz po obejrzeniu „Co jest grane, Davis?” byłem mocno rozczarowany. Bracia Coen przyzwyczaili nas ostatnimi czasy do bardziej efektownych filmów. Jak „Prawdziwe męstwo”, wesołe „Tajne przez poufne”, czy przede wszystkim wielkie „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Potem przypomina się „Poważny człowiek”. Jeszcze później wspaniały „Barton Fink”. Czyli rzeczy - podobnie jak omawiany film - bardziej wyciszone, niemal zapraszające nasze myśli, bo nie trzymały się kurczowo ekranowych wydarzeń, a swobodnie wokół nich dryfowały, poddając si przedziwnemu klimatowi. W tym tkwi sekret „Co jest grane, Davis?”. Mamy tu świetną oprawę muzyczną, wyborne aktorstwo, ponadprzeciętną urodę obrazu, kota oraz tę dziwność filmu, sprawiająca, że nie pomylicie autorów tej produkcji z nikim innym. Być może „Co jest grane, Davis?” nie może się mierzyć z największymi filmami braci Coen. Ale jest tym bardzo, bardzo dobrym obrazem, który uparcie będziemy trzymać na półce i co jakiś czas do niego wracać. Film na więcej niż raz.

Niezwykle trudno oceniać film, który jeszcze przed swoją premierą (przynajmniej w Polsce) zgarnia Oscary w kategoriach aktorskich. Plakietka i/lub piętno najlepszych kreacji roku nie zawsze pomagają. Nie będę jednak trzymał Was w niepewności: Jared Leto i Matthew McConaughey zasłużyli na swoje nagrody. Film „Witaj w klubie” w znacznym stopniu opiera się na ich kreacjach. Odgrywany przez McConaughey’a główny bohater filmu to wychudzony prostak, miłośników tanich dragów i jeszcze tańszego seksu. Dowiaduje się, że jest nosicielem wirusa HIV. Czeka go trudna droga życia z wyrokiem śmierci, bezradnością i znieczulicą ze strony społeczeństwa, a także służby zdrowia. Na jego drodze staje transseksualista Rayon (Jared Leto). Pokazuje mu świat, w którym inni żyją pomimo swojej choroby. Wspólnie postanawiają trochę na tym zarobić. Historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami jest rzeczą szytą na miarę Oscarów. Świetne role, wymagające poświęceń fizycznych, historia o chorobie, która hartuje charakter – wszystko to składa się na bardzo dobrą produkcję. Bardzo dobrą, lecz nie wybitną.

postaw na półce „Wyścig” - 24.03.2014

„Hobbit: Putkowie Smauga” - 24.03.2014

Czołówka ubiegłego roku, Ron Howard w najwyższej formie i złote lata 70. w Formule 1. Dla amatorów filmów wysokooktanowych - obowiązkowo.

Co tu kryć - do zwieńczenia trylogii musimy czekać jeszcze 8 miesięcy. Na niecierpliwość lekiem może okazać się świetne „Pustkowie Smauga” na DVD.


14

Kultura

KWIECIEŃ 2014

Philip G. Zimbardo, Robert L. Johnson, Vivian McCann

Psychologia: kluczowe koncepcje. Tom 4: Psychologia osobowości

Zapraszam Cię na Małą Czarną

▪ Jadwiga Matuszczak PBW w Zielonej Górze Zobacz: www.pbw.zgora.pl/pbw ▪ Studenci to

roszczeniowe lenie. Dałbym kopa w tyłek!

Tak uważa Wojciech Cejrowski. Przeczytaliśmy o tym na profilu "Życie studenckie" na FB (www.facebook.com/studenci). Znajdziecie tu odpowiedź na pytanie, czym zajmują się studenci w Polsce i na świecie. Niestety, autorzy profilu zaprzestali wpisów, co udowadnia tezę Cejrowskiego.

AKADEMICKIE RADIO INDEX ▪ Babskie tematy w eterze.

U

tarło się stwierdzenie, że biznes jest dla facetów. Kobiety jednak radzą sobie w świecie biznesu równie dobrze. Coraz częściej zarządzają korporacjami, są właścicielkami firm. Biznes na obcasach - tak nazwała to ostatnio jedna z firm MLM. Dość trafnie. Płeć piękna każdego dnia musi się zmagać nie tylko z wirem obowiązków, ale i nie jednokrotnie perfek-

cyjnym wyglądem. Od kobiet w końcu wymaga się pod tym kątem więcej. Kobiety w biznesie osiągają coraz częściej podobne efekty jak mężczyźni. Upór, determinacja, wiedza, kreatywność i umiejętności społeczne sprawiają, że coraz więcej z nich może poszczycić się nie lada osiągnięciami. Przykłady mogłabym tutaj wymieniać do wieczora: Irena Eris, współwłaścicielka firmy ko-

smetycznej Dr Irena Eris, znajdująca się aktualnie na liście 100 najbogatszych Polaków, Grażyna Kulczyk, zajmująca się aktualnie nieruchomościami, Beata Jarosz, członek zarządu Giełdy Papierów Wartościowych... Jeśli i lubisz wyznaczać swoje cele i realizować je, a dodatkowo dbać o siebie, swój wygląd i samopoczucie, mam coś dla Ciebie. Małą Czarną – nie to nie

klasyczna sukienka od najlepszego projektanta. To nowa audycja w Akademickim Radiu Index - mam nadzieję, że w poniedziałkowe popołudnie znajdziesz chwilę dla siebie i razem ze mną wypijesz orzeźwiającą kawę wraz z naszymi gośćmi.

▪ Anita Zapolska

Książka dla studenta POLECAMY ▪ W "Rachunkowości" Wioleta Turowska i Adam Węgrzyn w kompleksowym ujęciu podali wiadomości z zakresu rachunkowości opierające się na aktualnych przepisach prawa krajowego i Unii Europejskiej. Do książki została dołączona płyta CD z najnowszą wersją programu finansowo-księgowego Rewizor GT. Każdy rozdział książki zawiera: • szczegółowe informacje z rachunkowości poparte licznymi przykładami, tabelami, schematami ewidencyjnymi, wzbogacone praktycznymi uwagami i komentarzami autorów, • pytania kontrolne i testy • dodatkowe wiadomości, często pomijane w literaturze przedmiotu, istotne dla pełniejszego zrozumienia poruszanej tematyki. Publikacja jest adresowana do wszystkich, którzy pragną poznać i utrwalić zagadnienia z zakresu rachunkowości. To doskonała pomoc dla osób zajmujących się w pracy zawodowej księgowością i finansami. Opracowanie stanowi również pomoc dydaktyczną dla studentów kierunków ekonomicznych i technicznych oraz uczestników specjalistycznych szkoleń z rachunkowości. e-merina.eu ►►► KONKURS ◄◄◄ Dlaczego akurat Ty powinieneś/powinnaś otrzymać książkę "Rachunkowość"? Wyślij odpowiedź e-mailem na adres konkurs@ uzetka.pl do 20-go kwietnia br. W temacie maila wpisz "Gram o książkę". Redakcja wybierze najciekawszą odpowiedź - jej autor otrzyma egzemplarz "Rachunkowości".

fot. Kaja Rostkowska

K

olejny tom z tej serii jest prezentacją trzech obszarów psychologii: teorii osobowości, zaburzeń psychicznych i ich terapii. Książka ta to nie tylko podręcznik akademicki dla studentów pierwszego roku studiów psychologicznych i pokrewnych. Jej tematyka może być pomocna także dla pedagogów, socjologów, pracowników socjalnych, prawników oraz tych wszystkich, którzy pasjonują się psychologią jako dziedziną wiedzy. Autorzy przekazując bogaty zasób wiadomości opracowali jednolitą strukturę tekstu wraz z układem graficznym, która ułatwia poszukiwanie informacji i ich zapamiętanie. Na tematykę składają się myśli skoncentrowane wokół osobowości, jej czynników, procesów psychicznych oraz teorii, jakimi ludzie posługują się, aby zrozumieć siebie i innych. Książkę tę warto przeczytać ze względu na nowatorskie ujęcie problematyki przez zespół wykwalifikowanych psychologów pod przewodnictwem niezaprzeczalnego autorytetu, jakim jest Philip Zimbardo.

Godzina Rektorska AKADEMICKIE RADIO INDEX ▪ Z pewnością większość studentów czeka ze zniecierpliwieniem na ogłoszenie godzin rektorskich. Akademickie Radio Index wprowadziło zatem nowy plan zajęć i ustanowiło godziny rektorskie od poniedziałku do piątku. Pięć dni w tygodniu między godziną 12 a 13 tylko na 96fm możecie spędzić z nami swój wolny czas przyglądając się Uniwersytetowi Zielonogórskiemu od kuchni. A jak powszechnie wiadomo w każdej szanującej się kuchni potrzebne są przyprawy. U nas z pewnością ich nie zabraknie. W ciągu jednej godziny mieszamy smaki niczym najlepszy kucharz. Daniem głównym jest oczywiście zielonogórska uczelnia, którą serwujemy niekiedy w zaskakującej, choć nieodmiennie smakowitej odsłonie. Udowodnimy Wam, że

studiowanie to nie tylko gorączkowa nauka przed sesją oraz ciągłe wizyty w dziekanacie. To od nas dowiecie się o najświeższych bachanaliowych doniesieniach, to u nas poznacie nieco mniej oficjalną twarz wykładowców oraz studentów. ▪ Damian Łobacz Na zdjęciu prowadzący godzinę rektorską. Od lewej: Damian Łobacz, Maciej Skorżepo, Paweł Hekman.


Kultura

KWIECIEŃ 2014

15

Jakbym chwycił Pana Boga za pięty... D

awid: Dlaczego wybrałeś aktorstwo jako sposób na życie? Kiedy narodziła się u Ciebie miłość do niego? Dawid Rafalski: Nie czuję miłości do tego (śmiech). A sam sposób na życie wybrałem w momencie, w którym się okazało, że po prostu nie znam innego sposobu. Oczywiście, już od dzieciństwa interesowałem się teatrem, biegałem na różne kółka i zajęcia teatralne. Droga aktorska przychodzi w momencie, kiedy wiadomo, co chce się robić, ale chce się być i strażakiem, i policjantem, i lekarzem, a mama chce jeszcze, żeby zostało się księdzem lub prawnikiem. Stwierdziłem, że aktorstwo jest najlepszym sposobem na połączenie tego wszystkiego, bo mogę po prostu wcielić się w każdą z tych postaci i nie będzie nudno, a może nawet zabawnie. Chociaż to naprawdę ciężka praca, o czym na początku drogi nikt nie myśli. Aktorstwo wiąże się z wieczną tułaczką, z jeżdżeniem od miasta do miasta, od teatru do teatru, z ciągłym zabieganiem o tę pracę, szukaniem jej. Do tego te projekty nie zawsze są takie, jakie chciałoby się, żeby były. Z czasem nie jest łatwiej, ale trudniej. Z roku na rok coraz świadomiej podchodzę do projektów, wiem, czego oczekuję od teatru, jaki typ teatru chcę uprawiać, więc możliwości robienia tego, co chcę, są coraz mniejsze. Szukam już bardzo konkretnych projektów, takich, które będą mnie jeszcze bardziej rozwijały i satysfakcjonowały. D: Powiedziałeś, że nie czujesz do tego miłości...? Mówię to trochę przekornie. To

jest tak jak z miłością w ogóle. Na początku to zauroczenie i myśli się, że to będzie tylko cudowny czas. Okazuje się, że z aktorstwem to bardziej partnerstwo niż szalona miłość. Z jednej strony bardzo dużo możliwości dostaje się od tego zawodu: mam możliwość poznawania nowych ludzi, odkrywania nowych miejsc, np. kiedy jedziemy na festiwal. Byliśmy w Bratysławie, w Czechach, a być może uda się też pojechać ze spektaklem do Francji. Z drugiej jednak strony, ten zawód oczekuje dużo poświęcenia, nie jest w ogóle wyrozumiały. Tak naprawdę nie wychodzi się z teatru, a jak już się wychodzi, to pracuje się nad tekstem, uczy się tego tekstu, wymyśla się sceny na wieczór, na kolejną próbę.

Byłem o krok od zmiany zawodu. W zasadzie byłem już umówiony na rozmowę w telewizji, w produkcji. Jednak wcześniej, za namową koleżanki, wysłałem papiery do Zielonej Góry z pytaniem, czy byłaby szansa wzięcia udziału w którymś z planowanych spektakli. Zadzwonił do mnie dyrektor Lubuskiego Teatru, Robert Czechowski...

A: Jak rozpoczęła się Twoja współpraca z Lubuskim Teatrem? Przez moją przyjaciółkę Nataszę Aleksandrovitch, która powiedziała mi, że w Zielonej Górze zmienił się dyrektor i chyba będzie tam dobrze, i może warto by było wysłać właśnie tam papiery. Byłem po pierwszym roku pracy w zawodzie w rzeszowskim teatrze im. Siemaszkowej, z którym współpraca była dla mnie bardzo dobrym doświadczeniem, chociaż też bardzo trudnym. Trafiłem do teatru, w którym grałem role, z których nie byłem zadowolony, pracowałem nad materiałem, który nie do końca mnie interesował. Pracowałem w teatrze, który nie miał wyrobionej publiczności, graliśmy głównie rano, dla zorganizowanych grup. Byłem bardzo sfrustrowany tym okresem i byłem o krok od zmiany zawodu. W zasadzie byłem już umówiony

na rozmowę w telewizji, w produkcji. Jednak wcześniej, za namową koleżanki wysłałem papiery do Zielonej Góry z pytaniem, czy byłaby szansa wzięcia udziału w którymś z planowanych spektakli i zagrania gościnnie. Zadzwonił do mnie dyrektor Lubuskiego Teatru, Robert Czechowski, i zaproponował mi rolę Kaspara Hausera, na którą oczywiście od razu się zgodziłem, spakowałem walizki i przyjechałem do Zielonej Góry. Krótko po premierze dostałem propozycję zagrania roli w spektaklu "Teraz na zawsze", a już od następnego sezonu byłem tutaj aktorem etatowym. Bardzo się cieszę, że tu trafiłem, bo to był bardzo newralgiczny punkt w moim życiu i też trochę śmiałem, że po tych frustrujących doświadczeniach, po tym całym zniechęceniu do uprawiania zawodu aktorskiego, poczułem się jak-

fot. teatr.zgora.pl

LUBUSKI TEATR ▪ Dawid Rafalski to przede wszystkim aktor teatralny. Chętnie podejmuje także wyzwania, jakie stawiają przed nim projekty telewizyjne. Tylko u nas – Dawid opowiada o swojej krętej drodze do wykonywania wymarzonego zawodu i granicach w pracy aktora.

bym chwycił Pana Boga za pięty. Zacząłem pracować nad projektami, które były ciekawe, które mnie rozwijają, które dały mi poczucie, że jestem w stanie wiele dać od siebie na scenie i które mnie satysfakcjonowały. Dzięki temu nabrałem pewności siebie, wiarę w to, że można robić ciekawe rzeczy i być zadowolonym. Dzięki temu teraz pracuję. A: Na deski LT wraca niedługo spektakl "Mroczna Gra", który jest bardzo popularny wśród zielonogórskich widzów. W czym tkwi jego fenomen? Nie zdawałem sobie sprawy, że ten spektakl jest taki popularny, bo nie graliśmy go od roku (śmiech). Myślę, że to dlatego, że tematyka jest bardzo aktualna i dawno nie było spektaklu, który nie jest skierowany stricte dla dorosłych, ani stricte dla dzieci - on jest dla młodzieży młodszej i starszej, ale też

dla dorosłych. Dotyka bardzo aktualnego problemu, czyli naszej obecności w wirtualnym świecie. Przyznam się szczerze, że kiedy pracowaliśmy nad tym spektaklem i pracowałem nad rolą Adama, czyli naiwnego chłopaka, który wkręca się w relację internetową, nie widząc drugiej osoby na żywo, bardzo się buntowałem i kłóciłem się z reżyserką, bo nie wierzyłem, że może być ktoś tak naiwny jak Adam. W tym wszystkim Tomek Brzeziński, nasz scenograf, przyniósł pewien artykuł. Została w nim opisana sytuacja, że chłopak wkręcony przez internet był w wirtualnym związku z dziewczyną, aż w końcu wydało się, że ta dziewczyna to tak naprawdę chłopak, który robił sobie żarty z niego, a on pojechał i zabił tego chłopaka. To się naprawdę wydarzyło. Wtedy zrozumiałem, że taka postać jak Adam rzeczywiście ma rację bytu, że może istnieć w realnym świecie. Zrozumiałem, że to jest bardzo ważny problem, który trzeba podjąć i dyskutować o nim. Mam nadzieję, że ten spektakl prowokuje do dyskusji o granicach naszego uczestnictwa w świecie wirtualnym, o zamykaniu się na świat rzeczywisty. Całą rozmowę z Dawidem Rafalskim znajdziecie na portalu wZielonej.pl ▪ Dawid Włodarczyk Agnieszka Oleśniewicz

Mateusz Kasperczyk RADIO INDEX POLECA Cloud Nothings

Here And Nowhere

Żeby płyta zgarnęła więcej niż 4 gwiazdki, nie wystarczy, wbrew pozorom, dobra muzyka. Na 4.5 i 5 wszystko musi się kleić, płyta ma być spójna, ale i różnorodna, ma być pomysł i porządna realizacja. Może kłóci się to z ideą punkowego łojenia (lub tego, co dziś z niego pozostało), ale jeśli chodzi o punkopochodne lo-fi - Cloud Nothings nagrali rzecz świetną. Na "Here And Nowhere Else" znajdziemy dokładnie 32 minuty punkopochodnego lo-fi z najwyższej półki. Zaraźliwie wręcz melodie niesione są na pozornie surowych, ale tak naprawdę misternie wyprodukowanych podkładach. Dylan Baldi nie sprawia wrażenie śpiewaka wybitnego, ale jego zdarty wokal typu "nic-mi-się-nie-chce" wpasowuje się w tę muzykę rewelacyjnie. "Now Hear In", czy "Psychic Trauma" to wymiatacze, bez których ta wiosna nie powinna mieć prawa istnieć. Smutne tytuł i okładka to podpucha - to muzyka pełna werwy, pozytywna i głośna. Dawno już słyszałem tak dobrej gitarowej płyty. ▪ Michał Stachura

The War On Drugs Lost In A Dream

Pamiętam, że kiedy w 2011 pisałem o The War On Drugs, teza brzmiała: świetny album bez tożsamości. Zespół stwierdził, że chciałby usłyszeć dylanowskie zaciąganie w ciuchach z okolic shoegaze'u. Czyli spoko, ale bez czarów. Mamy rok 2014, a The War On Drugs wracają z trzecim albumem. I oni, i ja jesteśmy o te trzy lata starsi, spodziewam się zatem progresu. OK, progres jest. Ale kapela Adama Granduciela zdaje się zamykać w ramach, które z góry sobie ustalają. Zgoda - na "Lost In A Dream" do Dylana dołącza Springsteen (otwierające "Under The Presure"), a shoegaze to na ogół mgliste wspomnienie, ale cholernie chciałbym usłyszeć numer TWOD, który jest tylko ich. Mają smykałkę do komponowania, bo kawałki na tej płycie są równe, do tego na ogół dobre i bardzo dobre. Mniej trzeba polegać na swych mistrzach, a bardziej na sobie. Parę kawałków z tej płyty trzeba usłyszeć. Piękne "Suffering". Nerwowy otwieracz, czyli wspomniane "Under The Pressure". Rozmyte "Eyes To The Wind". Do tego słychać, że mogą dużo więcej. Oby za trzy lata było inaczej. ▪ Michał Stachura

ALOEE BLACC "Lift Your Spirit” ►

Trzecia studyjna płyta autora światowego hitu „I Need a Dollar” i współautora jednego z największych hitów 2013 - „Wake me Up”, który Aloe Blacc napisał i wykonał wraz ze szwedzkim DJ-em Avicii. Na „Lift Your Spirit” Aloe podąża w nieco innym niż zwykle kierunku muzycznym, prezentując swoim fanom prawdziwie porywającą mieszankę folku, popu i soulu.

FOSTER THE PEOPLE "Supermodel" ►

Znana z przeboju "Pumped Up Kicks", indie-popowa formacja Foster The People powraca z drugą płytą studyjną. Nagrywany w różnych miejscach na świecie, drugi w dyskografii zespołu krążek w pierwotnej formie narodził w tradycyjnym marokańskim riadzie pod koniec 2012 roku. W rolę producenta płyty wcielił się Paul Epworth od Adele.

Po 4 latach Mrozu powraca jako ukształtowany artysta, który pokazuje, że ma talent do pisania chwytliwych piosenek. Nowa płyta to MROZU świetnie brzmiąca eklektyczna kompilacja, "Rollerco- pełna różnego rodzaju emocjonalnych zwroaster " tów akcji, także dla bardziej wymagającego słuchacza. Na albumie pojawia się dużo ener► getycznych utworów, idealnie sprawdzających się na imprezach i koncertach, znajdziemy na nim również piosenki bardziej refleksyjne.


16

FELIETON

KWIECIEŃ 2014

Pod studenckim biurkiem

Ekstremalnie naturalnie

Poszukiwacze złota

NA KAWIE Z SAMYM SOBĄ

Prawie każdy znajdzie w gronie swoich znajomych kogoś, kto przywiązuje sporą uwagę do wysokich cen, markowych rzeczy czy drogich gadżetów.

D

uży, mały, piętrowy, Jak ładnie nazwać kogoś, kto kieruje się w życiu dobrem materialnym i ciągłym wzbogacaniem się? Bo przecież blachara jest już niemodne, a nowe trendy wyznacza „Miłość na bogato”. Ale czy o takie błyszczące skarby naprawdę w życiu chodzi? Prawie każdy znajdzie w gronie swoich znajomych kogoś, kto przywiązuje sporą uwagę do wysokich cen, markowych rzeczy czy drogich gadżetów. Chwali się egzotycznymi podróżami i obiadami w znanych knajpach. Ciągle ma coś nowego i „dyskretnie” chwali się tym przy każdej możliwej okazji. Jeśli jest to człowiek stosunkowo młody, jeszcze się uczący lub mieszkający z rodzicami – emanując swoją majętnością staje się komiczny i przerysowany. Owszem, można urodzić się w bogatej rodzinie lub z dnia na dzień otrzymać spadek, ale to ciągle rzadkie przypadki, które z większą rozwagą popisują się swoim budżetem. By jak najszybciej i po linii najmniejszego oporu poprawić swoją majętność, wielu decyduje się wystawić siebie, oferując towarzystwo, seks, a nawet związek za odpowied-

nie rzeczowe lub finansowe wynagrodzenie. Określenie blachara, którym nazywano kobiety epatujące swoim seksapilem i szybkim nawiązywaniem relacji z właścicielami drogich aut, powoli przechodzi do lamusa. Wykreowanie nowego stylu życia za pomocą seriali i programów dla młodego pokolenia udowadnia, że można od rana pić szampana, spacerować cały dzień po galeriach handlowych, by wieczorem zawitać w cekinowej sukience na największej imprezie w mieście. A kto opłaci mieszkanie w najwyższym apartamentowcu, naleje paliwa do porsche i zapłaci za latte z mlekiem sojowym? Bogaty partner, który wszystko podarował i wszystko ureguluje swoją platynową kartą kredytową. Bo po co pracować, gdy można wszystko dostać i żyć na bogato? Pierwsi poszukiwacze cennego kruszcu porzucali domy i wygodną pracę. Zabierali rodziny i podręczny bagaż, by całymi dniami kopać, płukać i szukać błyszczącego ziarenka, które odmieni ich życie. Współcześni poszukiwacze złota chcą tego, co modne, lanserskie i drogie. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, chcą

dużo i jeszcze więcej. Oślepieni ilością zer zapominają, że wplątują się w skomplikowane układy, a za każdą uciechę trzeba zapłacić stosowną cenę. W ostateczności nowobogacki zwraca podarowane prezenty, zażenowany i upodlony wracając do punktu wyjścia. Wtedy okazuje się, że żyła złota, jaka miała płynąć w sponsorze, jest tylko tanim tombakiem, a my staliśmy się czymś człowiekopodobnym. Bo prawdziwi ludzie nie chcą tylko mieć, ale i dla kogoś być.

PAWEŁ J. SOCHACKI Rodowity Lubszanin. Autor pięciu książek, jeszcze nie opublikowanych. Miłośnik literatury współczesnej, polskiej piosenki i miejsc tętniących życiem. Inspiruje go codzienność, stale zaskakująca.

Szufladkujemy dopiero co poznaną osobę. A potem dyskutujemy z nią o krzywdzących stereotypach.

C

oraz częściej mam wrażenie, że żyjemy w świecie absurdu. Hipokryci szczycą się tym, że nimi nie są. Fałszywi przysięgają szczerość, a wolnych zabijają ograniczenia. Z jednej strony wmawiamy sobie, jacy jesteśmy. Z drugiej działamy swoim założeniom na przekór. Szufladkujemy dopiero co poznaną osobę. A potem dyskutujemy z nią o krzywdzących stereotypach. Zastanawia mnie tylko jedno... Czy to dzieje się pod- czy już świadomie. Przekonujemy innych, że wygląd nie ma znaczenia, żeby następnie z góry odrzucić drugiego człowieka tylko dlatego, że jest w naszym mniemaniu po prostu brzydki. Gdy jednak ktoś odrzuci nas, wmawiamy sobie, że opinia innych nie powinna być dla nikogo priorytetem. Wychodząc z domu, szykujemy się, żeby wypaść jak najlepiej, bo zawsze istnieje możliwość, że spotkamy znajomego. Każdego dnia narzekamy na pogodę. A za chwilę uznajemy za wiecznie niezadowolonego kogoś, kogo pewnego dnia nie zachwyciło nasze ulubione słońce. I trzydzieści stopni na plusie gratis. Swoją drogą, na gratisy rzucamy się jak szczerbaty na suchary, po drodze innych krytykując za pazerność. Śmiejemy się z ludzkiej niewiedzy, by po popełnionym przez nas błędzie uznać, że mądry ma prawo się pomylić. Negujemy głupotę, udostępniając na Facebooku kolejny, będący na jej istnienie dowodem, filmik. Twierdzimy, że nie podobają nam się retuszowane zdjęcia, podczas gdy wła-

sne profilowe ledwo odróżniamy od tego koleżanki. W towarzystwie krytykujemy niemodnego bloga, podczas gdy nie możemy się doczekać, aż jego autor opublikuje kolejny wpis. Dobra. Mam nadzieję, że mimo wszystko trochę przesadziłam. Że tak się nie dzieje. A jak już, to raczej nieświadomie. Nie chcę kwestionować tego, że dla wielu najbardziej obiektywny jest subiektywizm. Myślę, że po prostu fajnie byłoby, gdyby każdy mógł świadomie przyznać, że przyjemność sprawiłoby mu wyjście na kawę z samym sobą. Oby tylko sprzecznych uczuć nie gwarantowało spojrzenie sobie prosto w oczy.

KARINA OSTAPIUK Z zawodu uczennica klasy dziennikarskiej. Z pasji tancerka. Z koloru włosów blondynka. Łączy przygotowania do matury w III LO z nauką życia. Do tego drugiego przygotowuje się na własną rękę.

Zobacz bloga: extremely-naturally.blogspot.com

Gazeta Samorządu Studenckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego „UZetka” ::: ul. Niepodległości 13, 65–001 Zielona Góra ::: Tel./fax +48 68 328 7876 Mail: gazeta@uzetka.pl ISSN 1730-0975 ::: WYDAWCA: Stowarzyszenie Mediów Studenckich REDAKTOR NACZELNA: Kaja Rostkowska, k.rostkowska@uzetka.pl ::: Z-CA RED. NACZ.: Damian Łobacz, damianlobacz@index.zgora.pl ::: SKŁAD: Kaja Rostkowska, Michał Stachura ::: OGŁOSZENIA I REKLAMY: 0 602 128 355, reklama@uzetka.pl DRUK: Drukarnia Polskapresse Sp. z o.o. ::: Za zamieszczone informacje odpowiedzialność ponoszą ich autorzy. ::: WWW.UZETKA.PL

UZetka101 (kwiecień 2014)  

Autostopowy wyścig marzeń s. 2, Jak studenci kochają się wiosną s. 2, Spływ inżyniera s. 2, "Mam Talent" w Zielonej Górze s.2, Godziny rekto...