Page 1

NR

72 styczeń 2011

MIESIĘCZNIK OD 2002 ROKU Gazeta Samorządu Studenckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego ISSN 1730-0975 ::: Nakład 10 000 ::: Gazeta bezpłatna

D4D - wielcy improwizatorzy

str. 16 - 17 Jak ochronić się przed HIV? str. 4 - 5 Sportowa podróż sentymentalna str. 29 - 30

Głogów ::: Gubin ::: Krosno Odrzańskie ::: Lubin ::: Lubsko ::: Międzychód ::: Międzyrzecz ::: Nowa Sól ::: Nowy Tomyśl ::: Polkowice Słubice ::: Sulechów ::: Sulęcin ::: Świebodzin ::: Wolsztyn ::: Wschowa ::: Zbąszyń ::: Zielona Góra ::: Żagań ::: Żary


2

STYCZEŃ 2011

Słowo naczelne

Dziś będzie patetycznie ;) Wiem, to może być zbyt dokuczliwe po sylwestrowych szaleństwach, ale spróbujmy :) Jest taka historia... Siadłem nad tą potężną rzeką. Patrzyłem na drugi brzeg... To był cudowny widok… Połowa ludzkich marzeń wygląda właśnie tak. Jak świeci tam słońce! I ta tęcza oplatająca domy! Czyż to nie jest lepszy brzeg? Chciałbym tam popłynąć. Pewnie mają o wiele lepsze życie... A ja wciąż jakieś frasunki… Pomyślałem, że będę tu przychodzić codziennie, a jeśli kiedyś się zdecyduję, popłynę na ten drugi brzeg. I przychodziłem… Aż pewnego dnia dopłynął list w butelce, z drugiego brzegu: Mogę śmiało powiedzieć, że ten list zmienił moje życie. „Witaj! Siedzimy na drugim brzegu. Pewnie nas czasem widzisz. My patrzymy na twój brzeg. Jaki on jest piękny! Cudowny widok… Połowa naszych marzeń wygląda tak, jak twój brzeg. Jak u ciebie świeci słońce! Tęcza oplata domy… Chcemy popłynąć na twój brzeg, ale nie wiemy jak. Pewnie masz tam o wiele lepsze życie! Bo my to wciąż jakieś frasunki…”. *** Mam sentyment do tego, co minione. Do tego, co już było. Martwię się wszystkimi, którzy patrzą na Nowy Rok jak na wybawienie. Pewnie, że 1 stycznia to świetny pretekst do wzięcia się w garść. Sentyment mam jednak ogromny. I duży opór, gdy słyszę ży-

czenia, żeby nowy rok był wyjątkowy. Z jednej strony to oczywiste, że będzie, każdy dzień jest wyjątkowy, więc co dopiero 365 dni razem wziętych. Z drugiej strony, czemu tak cieszymy się z tego nowego roku? Że żyjemy? To oczywiście świetnie!;) Ale co decyduje o tym, że odpalamy petardy, padamy sobie w ramiona i napełniamy kieliszki szampanem? Co innego, jeśli nie... nadzieja - że w tym roku będzie lepiej. Mówi się, żeby iść do przodu, nie oglądając się za siebie. Obym nigdy tak nie pomyślała. W Nowy Rok myślę o tym, co było, nie po to, żeby to podsumować. Ale żeby podziękować. Za przyjaźnie, za miłość, za przeżycia, wygrane i przegrane bitwy. Nie chcę nic postanawiać. Chcę, żeby Nowy Rok nie odcinał mnie sztucznie od poprzedniego. Żeby trwało to, co w ubiegłym roku było najlepsze. A to, co nowe? Wyczekujmy tego z ciekawością. Życzę nam wszystkim i każdemu z osobna spełnienia marzeń w Nowym 2011 Roku. Nil desperandum ;)

Kaja Rostkowska Redaktor naczelna k.rostkowska@uzetka.pl

SPROSTOWANIE W artykule pt. "Śladami wielkiej ucieczki" w "UZetce" nr 71/grudzień 2010 wkradł się błąd. Bohaterów wywiadu inspirowała osoba Witolda Glińskiego, a nie Wojciecha, jak napisaliśmy we wstępie. Przepraszamy za pomyłkę. Gazeta Samorządu Studenckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego „UZetka” ul. Podgórna 50, 65–001 Zielona Góra Tel./fax +48 68 328 7876 Mail: gazeta@uzetka.pl ISSN 1730-0975 WYDAWCA: Stowarzyszenie Mediów Studenckich REDAKTOR NACZELNA: Kaja Rostkowska, k.rostkowska@uzetka.pl OGŁOSZENIA I REKLAMY: 0 602 128 355, reklama@uzetka.pl DRUK: Drukarnia „AGORA” Piła. Za zamieszczone informacje odpowiedzialność ponoszą ich autorzy. WWW.UZETKA.PL


STYCZEŃ 2011

Uniwersytet Zielonogórski

3

Nowy Rok Studentów

Nowy Rok, w który weszliśmy wraz z wystrzałem szampana, niesie sporo zmian w polskim systemie szkolnictwa wyższego, które dotyczyć będą każdego z nas. Marek Herejczak

Przewodniczący Parlamentu Studenckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego Jednym z dokumentów, który ulegnie zmianom, będzie ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym. Reguluje ona główne mechanizmy funkcjonowania uczelni

w Polsce i przez to wszelkie niepokojące propozycje zapisów odbijają się szerokim echem w środowisku studenckim. Najwięcej emocji budzi propozycja zmian proporcji w podziale środków Funduszu Pomocy Materialnej, która mówi, że więcej pieniędzy przeznaczone ma być na stypendia socjalne - ¾ ogółu środków, pozostałe zaś przeznaczone byłyby na świadczenia naukowe. Niestety, nie mówi się nic o zwiększeniu tego Funduszu w ogóle. Negocjacje w tej spra-

wie trwają. Zadowoleni mogą być doktoranci – ich stypendiów nie będzie się wliczało do dochodu w rodzinie. Naukowcy będą zaś mieli osiem lat, w czasie których trzeba będzie napisać doktorat lub habilitację. Kolejnym pomysłem są Krajowe Ramy Kwalifikacji. Jest to dobra wiadomość dla przyszłych studentów. Będą to nowe zasady ustalania programów kierunków studiów. Przestanie obowiązywać centralna lista obecnie zatwierdzonych kierunków,

w zamian uczelnie będą mogły same decydować jakie kierunki powołać i jakie miałyby obowiązywać programy nauczania. Natomiast zmiana korzystna dla nas wszystkich obowiązuje już od pierwszych sekund tego roku. Weszły w życie 51% ulgi na przejazdy komunikacją publiczną, kolejową i autobusową. Myślę, że jest to dobra wiadomość, która przy innych podwyżkach wpłynie pozytywnie na nasze studenckie budżety. Wszystkiego dobrego!

Lepiej "Wcześniak" niż później Odnowiony akademik stał się obiektem westchnień studentów UZ. Tych, którzy dostali swoje miejsce we "Wcześniaku", czeka jeszcze egzamin cierpliwości. - Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, aczkolwiek proszę nie łapać mnie za słowo, kwaterowanie zacznie się ok. 15 stycznia - mówił 21 stycznia ub. roku prof. Longin Rybiński, prorektor ds. studenckich. Za słowa łapać nie możemy, bo na stronie Działu Spraw Studenckich już pojawiła się informacja, że kwaterowanie rozpocznie się 21 stycznia. Studenci chętnie niewielki poślizg wybaczą, bo jest na co czekać... Przypomnijmy kilka informacji o wyremontowanym DS-ie. Za

jednoosobowy pokój zapłacimy 300 zł + media, za dwuosobowy 225 zł + media (które zdaniem prof. Rybińskiego mogą wynieść od 60 do 90 złotych). Pamiętamy jeszcze operację "Stancja potrzebna od zaraz", którą spowodowało nagłe zamknięcie "Wcześniaka", sfatygowanego, popękanego, zagrażającego bezpieczeństwu studentów... - Akademik po przebudowie jest bezpieczny i spełnia wszystkie normy – powiedział w czasie grudniowej prezentacji

"Wcześniaka" Franciszek Orlik, kanclerz uczelni. Budynek jest też przyjazny dla niepełnosprawnych. - Cały parter jest przeznaczony dla niepełnosprawnych. Jest dziesięć pokoi, które są odpowiednio wyposażone – przypomniał kanclerz UZ. Po oddaniu „Wcześniaka” do użytku, zielonogórska uczelnia będzie dysponowała prawie dwoma tysiącami miejsc. Kazimierz Krawczyk, pełnomocnik rektora ds. akademików, dodał, że na miejsce w

przebudowanym akademiku będą mogli liczyć tylko ci studenci, którzy nie złamali regulaminu mieszkańca któregoś z domów studenckich UZ. Przebudowa akademika kosztowała 18 mln złotych. Polecamy galerię nowych zdjęć zmartwychwstałego "Wcześniaka" - znajdziesz ją na www.wczesniak.uz.zgora.pl

UZetka.pl


4

Wywiad

STYCZEŃ 2011

Wirus HIV nie zna słów "kocham cię"

W grudniu obchodziliśmy Światowy Dzień Walki z AIDS. W ramach lubuskich obchodów, pod przewodnictwem prof. Zbigniewa Izdebskiego, wraz ze Studenckim Kołem Seksuologicznym, Urzędem Marszałkowskim i Stowarzyszeniem Pro – Ecpat, przygotowano kampanię edukacyjną adresowaną do młodzieży ze szkół średnich. Na temat akcji i wirusa HIV rozmawiamy z Wojciechem Ronatowiczem. Dlaczego akurat do młodych ludzi zaadresowali Państwo swoją akcję? Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego na temat wiedzy młodzieży o HIV i AIDS widzimy, że poziom wiedzy w tej grupie obniża się. Dlatego akcje profilaktyczne są bardzo ważne. Zmieniła się młodzież i kanał dostępu do niej, akcje profilaktyczne muszą być bardziej nowoczesne. Do naszej akcji udało nam się pozyskać od Fundacji MTV Europa film „Transit”, dzięki czemu mogliśmy premierowo w Polsce zaprezentować obraz, opowiadający o bohaterach z różnych rejonów świata. Dowiedzieliśmy się z niego, że na zakażenie narażony jest każdy, bo HIV nie zna słów „kocham cię”. Młodzież była zaciekawiona tematem HIV? Tak, do tego stopnia, że musieliśmy ograniczać ilość klas biorących udział w naszej akcji. Przed wejściem dodatkowo przygotowaliśmy stoisko z ulotkami informacyjnymi, ale przeprowadzaliśmy również test z wiedzy o HIV i AIDS – nie wypadł on źle, ale ta wiedza do młodych środowisk musi trafiać bardziej szczegółowo. Było na przykład pytanie o to, czy uczeń żyjący z wirusem HIV może uczęszczać na lekcje do szkoły? Niestety kilka osób odpowiedziało, że nie może.

Wojciech Ronatowicz

specjalista w Poradni Młodzieżowej UZ A przecież może… Oczywiście! Inny przykład: pytanie o to, kto jest bardziej narażony na zakażenie, kobieta czy mężczyzna? Wiele osób odpowiedziało, że mężczyzna, a to właśnie kobiety są narażone w większym stopniu na zakażenie wirusem HIV. Prowadzili Państwo dyskusje z młodzieżą; jakie sprawy interesowały uczniów najbardziej? Młodzież nic na przykład nie wie nic o preejakulacie – płynie wydobywającym się z cewki moczowj mężczyzny podczas erekcji. Uważa stosunek przerywany za bezpieczny, nie wiedząc, że preejakulat, to również płyn w którym jednocześnie może znajdują się plemniki jak i wirusach infekcji przenoszonych dro-

gą płciową w tym HIV. W czasie rozmów padło także klasyczne pytanie o to, czy przez ukąszenie komara możemy zostać zakażeni HIV. Oczywiście możliwości takiej nie ma! Powiedział Pan, że to kobiety są bardziej narażone za zakażenie wirusem HIV. Przyznam, że i dla mnie to nie jest taka oczywista informacja… Na początku epidemia AIDS łączona była z mężczyznami homoseksualnymi, w tej chwili widzimy zmianę tej tendencji. Według Krajowego Centrum ds. AIDS najwięcej nowych zakażeń jest wśród osób heteroseksualnych, rośnie także ilość zakażanych kobiet. Kobiety czyli także studentki są bardziej narażone na zakażenie, z kilku

powodów. Przede wszystkim HIV przenosi się poprzez krew, spermę, następnie preejakulat, wydzielinę z pochwy i mleko zakażonej matki. Kobieta ma kontakt ze spermą, a więc płynem bardziej zakaźnym aniżeli wydzielina z pochwy i szyjki macicy. Po drugie: ważny jest czas kontaktu. Gdy mówimy o czasie odbywania stosunku seksualnego w Polsce trwa on średnio krócej niż kwadrans. Mężczyzna ma więc krótki czas kontaktu z potencjalnym płynem zakaźnym – śluzem kobiety. Jeśli dojdzie do wytrysku w pochwie, kobieta nie ma możliwości usunięcia spermy z narządów rodnych, więc czas kontaktu jest bardzo długi. Następną ważną kwestią jest powierzchnia kontaktu: u mężczyzny do zakażenia wirusem dochodzi u ujścia cewki moczowej, u kobiety jest to cała powierzchnia śluzówki pochwy czyli powierzchnia wielokrotnie większa i z tego powodu łatwiej o zakażenie u kobiety. Do czynników biologicznych zaliczymy także wiek. Kobiety często nie zdają sobie sprawy, że ich flora bakteryjna pochwy wraz z wiekiem dojrzewa. Osiąga się ją w wieku osiemnastu, dziewiętnastu lat. Niedojrzała jeszcze flora bakteryjna pochwy jest bardziej narażona na infekcje różnych chorób, a jeśli pojawiają się jakiejkolwiek drobnoustroje, mogą one powodować mikropęknięcia, które mogą stać się


Wywiad

STYCZEŃ 2011

5

tzw. wrotami zakażenia, przez które przedostanie się wirus HIV. Dodatkowo lubrykacja pochwy niedojrzałej kobiety może być niedostateczna. Jeśli młoda kobieta odbywa nie do końca zaplanowany stosunek seksualny albo nie ma między partnerami wystarczająco długiej gry wstępnej, a dochodzi do wprowadzenia członka do pochwy, może dojść do otarć i uszkodzenia śluzówki pochwy przez które może do organizmu przeniknąć wirus HIV. Kobiety czasem boją się odmówić seksu, pomimo że nie mają na niego ochoty. I tutaj możemy mówić o czynnikach społeczno – kulturowych jak i ekonomicznych. W Polsce niestety – coraz rzadziej, ale jednak – panuje przekonanie, że kobieta jest zależna od mężczyzny, jest na jego utrzymaniu. Od kobiety nierzadko jest także wymagana gotowość do odbycia stosunku seksualnego. Wówczas znowu możemy mieć do czynienia z niedostateczną lubrykacją pochwy. Kolejną sprawą jest prostytucja kobiet, a także fakt, że to kobiety są częściej ofiarami gwałtu. Jak więc studentki i studenci powinni się ochronić przed zakażeniem wirusem HIV? Pierwszy sposób to abstynencja seksualna, a więc: zamiast seksu szklanka wody (śmiech – przyp. red.). Mówiąc poważnie, jako najważniejszy sposób należałoby wymienić posiadanie stałego, wiernego i, co najważniejsze, zdrowego partnera seksualnego. Nie zapominając o tym, że te wszystkie kwestie dotyczą także nas. Jak się przekonać o tym, czy jesteśmy zdrowi? W krajach europy zachodniej odnotowujemy „modę” na wspólny test anty - HIV. Zanim para zdecyduje się na współżycie seksualne, razem idzie do Punk-

Najwięcej nowych zakażeń jest wśród osób heteroseksualnych, rośnie także ilość zakażanych kobiet. tu Konsultacyjno – Diagnostycznego by się przetestować. W Polsce nieczęsto tak bywa. Również prezerwatywa jest zarezerwowana w naszym kraju wyłącznie dla mężczyzny. Mimo że zostały wyprodukowane prezerwatywy dla kobiety, w Polsce są one niedostępne. Dlatego prezerwatywa powinna być również produktem damskim, kobieta powinna nosić ją w torebce, dzięki czemu w sytuacjach, gdy mężczyzna nie będzie miał prezerwatywy, to kobieta będzie mogła wyegzekwować jej użycie, bo będzie miała własną.

Kiedy należy wykonać test w kierunku HIV? Jeśli mieliśmy ryzykowne zachowanie takie jak: niezabezpieczony kontakt seksualny, zrobiliśmy tatuaż, piercing w nieprofesjonalnym studiu, czyli mieliśmy kontakt z krwią powinniśmy wykonać test. Ważna jest tutaj „chłodna głowa” – bo od czasu takich ryzykowanych zachowań należy odczekać trzy miesiące jest to tak zwane „okienko serologiczne”. Testy, które są w Polsce, nie wykrywają bezpośrednio wirusa HIV, ale antyciała przeciwko wirusowi. Aby one się wytworzyły we krwi,

muszą minąć trzy miesiące. Jeśli wykonamy test dzień po ryzykownym zachowaniu, test pokaże nasz status serologiczny sprzed trzech miesięcy. Warto, aby test wykonały również te studentki, które planują ciążę. Kobieta żyjąca z wirusem HIV może urodzić zdrowe dziecko ale musi wiedzieć o tym, że jest zakażona. Bardzo dziękuję za rozmowę. Dziękuję. -

Kaja Rostkowska k.rostkowska@uzetka.pl


6

Uniwersytet Zielonogórski

STYCZEŃ 2011

Rzeczniczka UZ, Ewa Sapeńko, podsumowała miniony rok

fot. Gregor

7.12. na UZ odbyło się rozdanie nagród za udział w konkursie na najlepszą kartkę bożonarodzeniową, w którym uczestniczyły dzieci pracowników Uniwersytetu Zielonogórskiego. Całemu wydarzeniu towarzyszyła dobra zabawa, szczere dziecięce uśmiechy oraz świąteczna atmosfera.

fot. Gregor

3.12. w klubie "U Ojca" odbyły się drugie urodziny Indexowej audycji Listen! Publiczność rozkręcał DJ Bambus (ex. Paktofonika/Pokahontaz), DJ Danek oraz Boomer. Sto lat, Listen!

Pozdrawiamy wszystkich tych, którzy w czasie akcji Indexowy Mikołaj na UZ zdobyli kubeczek Maxwell House. Rozdwaliśmy termokubki w nagrodę za wierszyk albo piosenkę, choć Wasza inwencja nas przerosła - dziękujemy za świetną zabawę! I życzymy pysznej kawy w kubeczku :)

fot. Krzysztof Burda

fot. Gregor Paulina Mietłowska

styczniowy MMS

Podsumowanie ubiegłego roku na Uniwersytecie Zielonogórskim było głównym tematem programu „Kwadrans Akademicki”. W studiu Akademickiego Radia Index gościła Ewa Sapeńko, która mówiła o najważniejszych wydarzeniach ostatnich 12 miesięcy. Rzecznik prasowa UZ zwracała uwagę na inwestycje, które bądź rozpoczęły się w ubiegłym roku, bądź na które pozyskano zewnętrzne środki. Wśród nich wymieniła przebudowę akademika „Wcześniak” czy też początek budowy Parku Naukowo-Technologicznego. Uczelni udało się także zdobyć środki na bibliotekę uniwersytecką. Zdaniem naszego gościa równie ważne są nieinwestycyjne sukcesy Uniwersytetu Zielonogórskiego. - Obronną ręką wyszliśmy z tegorocznej rekrutacji. Udało nam się pozyskać kilkudziesięciu studentów więcej niż rok wcześniej, a liczba maturzystów w regionie była przecież o 20 proc. mniejsza – cieszy się Ewa Sapeńko. Szefowa Biura Promocji na Uni-

wersytecie Zielonogórskim zdradziła, że w przygotowaniu znajduje się strategia promocji studiów na Uzecie, która swoje zastosowanie znajdzie w przyszłym roku akademickim. Szukając minusów studenci Uniwersytetu Zielonogórskiego wskazywali niewyremontowaną siedzibę Wydziału Elektrotechniki, Informatyki i Telekomunikacji. - Ja bym traktowała to w kategoriach sukcesu – powiedziała rzecznik UZ. Nasz projekt trafił już na listę podstawową w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, a to znacznie przybliża remont tego budynku – zdradziła Ewa Sapeńko, która nie chciała jednak podawać konkretnych terminów. Zapis całej rozmowy znajdziecie na naszym portalu, a powtórka programu na antenie Akademickiego Radia Index o 18:30. Czekamy też na Wasze opinie o minionym roku na Uniwersytecie Zielonogórskim na naszym forum www.forum.uzetka.pl Karol Tokarczyk

"Kwadrans Akademicki"

w każdy wtorek o godz. 9:00 i 18:30 w Akademickim Radiu Index Najważniejsze sprawy uczelni i miasta


Uniwersytet Zielonogórski

STYCZEŃ 2011

Norwid - wracają stare godziny otwarcia Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. C. Norwida po remontach wraca powoli do poprzednich zasad funkcjonowania. Gmach główny WiMBP jak nowy, a zatem i powracają dotychczasowe godziny otwarcia działów, które przypominamy Wam poniżej: Wypożyczalnia Główna: pon.-pt. 10.00-19.00, sob. 9.00-16.00 Czytelnia Ogólna: pon.-pt. 8.0019.00, sob. 9.00-16.00 Oddział dla Dzieci – Biblioteka Pana Kleksa: pon.-pt. 10.00-18.00 sob. 9.00-16.00

Dział Informacji Naukowej i Regionalnej: pon.-pt. 8.00-19.00, sob. 9.00-16.00 Dział Zbiorów Specjalnych (Czytelnia Zbiorów Specjalnych III piętro): pon. czw. 10.00-18.00, wt. śr. pt. 10.00-15.00 Czytelnia Prasy (parter): pon.-pt. 10.00-18.00, sob. 9.00-16.00 Mediateka Góra Mediów (I piętro): pn., wt., czw., pt. 10.00-19.00, śr. 10.00-16.00, sob. 9.00-16.00. Miłej lektury ;) WiMBP

Aegee - nowa ekipa u władzy Aegee Zielona Góra ma nowe kierownictwo. Na przedświątecznym zebraniu ustalono nowy skład zarządu. Weszli do niego Bartosz Koźmiński, który został prezydentem, Piotr Mikołajczyk jako skarbnik oraz Patrycja Kucz, sekretarz. Udało nam się porozmawiać z Bartoszem Koźmińskim, nowym szefem organizacji. - Najbliższymi planami będzie większa promocja Aegee na Uniwersytecie Zielonogórskim. W kilku kolejnych miesiącach zorganizujemy pierwsze im-

prezy – ujawnił Bartosz. Pytany o najważniejszy cel swojej kadencji stwierdził, że priorytetem jest zaktywizowanie studentów naszej uczelni do działania. Europejskie Forum Studentów na naszej uczelni powstało w 1999 roku. Przez ponad 10 lat działalności członkowie Aegee zorganizowali wiele spotkań, konferencji, akcji oraz imprez. Obecnie w organizacji działa kilkadziesiąt osób. Nowym władzom gratulujemy! UZetka.pl

Wszystko drożeje - basen też Nowy rok zwykle oznacza podwyżki. Nie inaczej będzie w Centrum Rekreacyjno-Sportowym. Wciąż licznie oblegany Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Zielonej Górze donosi, że od 1 stycznia wzrasta opłata za drugą godzinę korzystania z basenu. Jak będą kształtowały się ceny? 1) Od poniedziałku do piątku: Bilet normalny: za godzinę 8 zł, za 2 godziny 10 zł do godz. 15.00 i 12 zł po godz. 15.00. Bilet ulgowy: za godzinę 6 zł, za 2 godziny 8 zł do godz. 15.00 i 10 zł po godz. 15.00. 2) W weekendy i święta:

Bilet normalny: za godzinę 10 zł, za 2 godziny 15 zł Bilet ulgowy: za godzinę 8 zł, za 2 godziny 12 zł. UZetka.pl

7

Park Naukowy - ruszają z uzbrojeniem Marszałek Elżbieta Polak podpisała uroczyście umowę o dofinansowanie projektu realizowanego przez Zielonogórskie Wodociągi i Kanalizacja Sp. z o.o. Projekt dotyczy uzbrojenia Lubuskiego Parku Przemysłowego w sieć wodociągową, kanalizacyjną i światłowodową. Inwestycja otrzymała ponad 8,5 mln zł dofinansowania z LRPO, a jej zakończenie zaplanowano w czerwcu 2012 roku. - To dla mnie zaszczyt, że mogę w tym okresie przedświątecznym podpisać tak ważną umowę - powiedziała marszałek Elżbieta Polak chwilę po podpi-

saniu dokumentu. Zadania te zostały powierzone Zielonogórskim Wodociągom i Kanalizacji Sp. z o.o. Prezes zarządu Beata Jilek, która również złożyła podpis pod dokumentem powiedziała, że to najwyższe dofinansowanie o jakie można było się starać. Dodała, że prace na terenie parku rozpoczną się wczesną wiosną. Marszałek Elżbieta Polak wyraziła nadzieję, że ta jedna z najważniejszych inwestycji w województwie lubuskim, zostanie jak najszybciej zrealizowana. Mamy nadzieję i my. UZetka.pl

Studenci garną się do wojska? Czy studentom grozi jeszcze pobór do wojska? A jak dostać się do Narodowych Sił Rezerwowych? Na te pytania odpowiedział w Radiu Index major Marek Wójcik. Oficer prasowy wojewódzkiego sztabu wojskowego był gościem programu Kwadrans Akademicki. Studenci Uniwersytetu Zielonogórskiego najczęściej pytali o obowiązkową służbę wojskową. Major Wójcik na antenie Radia Index uspokoił żaków, którzy obawiają się powołania do wojska. - Nie ma już w wojsku żołnierzy służby obowiązkowej. Nie ma też obaw, że ktoś dostanie tzw. „bilet”, bo i "biletu" już nie ma – wyjaśniał major. Żeby trafić do Narodowych Sił Rezerwowych, trzeba przejść specjalne szkolenie. Służba przygotowawcza trwa do pół roku. Major Marek Wójcik i w tym przypadku uspokaja studentów. - W pierwsze wakacje szkolenie trwa trzy miesiące. W drugie natomiast szkolimy się dwa miesiące. MON planował, że do Narodowych Sił Rezerwowych

do końca 2010 roku miało trafić 10 000 osób, a w 2011 ich zasoby mają wzrosnąć do 20 000 rezerwistów-ochotników. Za nabór odpowiadać mają dowódcy poszczególnych jednostek, którym przydzielone zostaną na ten cel odpowiednie limity osobowe. Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie www. szukajnsr.wp.mil.pl. A rozmowę z majorem Wójcikiem znajdziecie na portalu UZetka.pl

Patryk Senk Karol Tokarczyk


8

STYCZEŃ 2011

Uniwersytet Zielonogórski

Plany ministra nauki na 2011 rok Reforma szkolnictwa wyższego i wspieranie innowacji oraz promocja współpracy międzynarodowej polskich naukowców - to główne działania zaplanowane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w 2011 roku. "Do końca marca powinna zostać uchwalona nowelizacja ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, a także ustawy o stopniach i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki. To dwa akty prawne wprowadzające reformę szkolnictwa wyższego. Jednym z głównych zadań resortu w przyszłym roku będzie wdrażanie tej reformy. Wymaga to m.in. wydania kilkudziesięciu rozporządzeń, szczegółowo regulujących niektóre kwestie" powiedział PAP rzecznik Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego Bartosz Loba. Ponadto w 2011 r. resort

zorganizuje cykl ok. 200 spotkań informacyjno-konsultacyjnych, dotyczących Krajowych Ram Kwalifikacji, czyli nowych zasad ustalania programów poszczególnych kierunków studiów. Zgodnie z rządowymi propozycjami, które przyjęła ostatnio sejmowa podkomisja ds. szkolnictwa wyższego, zniknie obecna lista zatwierdzonych kierunków studiów, a uczelnie będą mogły same tworzyć nowe kierunki i swobodnie kształtować ich programy. Krajowe Ramy Kwalifikacji będą stanowić jedynie podstawowe wytyczne i określać warunki tworzenia programów studiów. Spotkania poświęcone temu zagadnieniu będą się odbywać na uczelniach, a uczestniczyć w nich mają także pracodawcy. Resort będzie kontynuował też wdrażanie reformy nauki, która rozpoczęła się wraz z wejściem w życie ustaw regulu-

Zimno w A-2. Studenci: To już tradycja Zima? Sanki, orły (tudzież aniołki) w śniegu, rzucanie kulkami w koleżanki, zepsute autobusy... Minusy zimy odczuli studenci Wydziału Elektrotechniki, Informatyki i Telekomunikacji. Po kolejnym, tegorocznym ataku zimy, studenci ponownie narzekają na warunki, w których muszą się uczy. Mimo że budynek jest wpisany do listy budynków oczekujących na remont, wciąż nie wiadomo, czy uda się uzyskać odpowiednie fundusze, i czy w ogóle dojdzie do kapitalnego remontu, który jest konieczny. Na temat tego problemu w październiku mówił dziekan wydziału prof. Andrzej Pieczyński. - Nie mamy jeszcze oficjalnego potwierdzenia przyznania środków - mówił prof. An-

drzej Pieczyński. - Trzeba zrobić kapitalny remont, ponieważ utrzymujemy go w takim stanie, żeby nie „straszył” - dodał dziekan WEIT. Jak poinformowała nas Katarzyna Łasińska z Działu Spraw Studenckich UZ, decyzję w sprawie przyznania pieniędzy na remont powinniśmy poznać do końca roku. Minionego :) Karol Tokarczyk

jących działalność instytucji naukowych 1 października 2010 r. Zgodnie z nowymi przepisami więcej pieniędzy na badania będzie rozdzielane w konkursach. Ich organizacją zajmie się Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz nowoutworzone Narodowe Centrum Nauki. Na początku roku ma też powstać Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych (KEJN), który będzie oceniał efekty pracy instytutów naukowych, instytutów badawczych i jednostek organizacyjnych uczelni. Od tej oceny będzie zależała wysokość dotacji dla tych instytucji. W związku z reformą szkolnictwa wyższego oraz nauki ministerstwo chce położyć nacisk na wspieranie innowacyjności i komercjalizacji wyników badań. W trakcie przypadającej na drugą połowę przyszłego roku prezydencji Polski w UE, REKLAMA

resort planuje podjąć głównie działania naukowo-promocyjne. Zorganizowana mają zostać np. dwie duże konferencje naukowe - jedna poświęcona modernizacji uniwersytetów, a druga wspieraniu rozwoju kapitału intelektualnego. Ponieważ przyszły rok został ogłoszony rokiem Marii Skłodowskiej-Curie, w kalendarzu znajdą się również wydarzenia poświęcone polskiej noblistce oraz jej dyscyplinie nauki. M.in. na wrzesień zaplanowano zjazd stypendystów programu im. Marii Skłodowskiej-Curie z całej Europy. Są to stypendia przyznawane przez Komisję Europejską naukowcom z krajów UE, państw stowarzyszonych oraz państw trzecich na wyjazdy naukowe, staże i międzynarodową współpracę. PAP Nauka w Polsce


STYCZEŃ 2011

Uniwersytet Zielonogórski

9

Co złego jest w Andrzejkach? O co chodzi z tymi (anty)Andrzejkami, pytali niektórzy. No właśnie, na co komu ta akcja? Co złego jest w Andrzejkach? Przecież to tylko zabawa, taka tradycja… Andrzejki od lat kojarzą się z wróżbami i „dobrą zabawą” tuż przed adwentem. Koło Miłośników Kultury Alternatywnej TRATWA zaproponowało inny sposób spędzenia wieczoru 30 listopada, który wspominamy specjalnie dla wszystkich tych, którzy jeszcze do TRATWY nie należą. ■ Zabawa dla pogan Andrzejki to święto pogańskie. Wróżby i magia, przewidywanie przyszłości – dla sporej części ludzi są to atrakcyjne tematy. Tratwiarze chcieli pokazać inną stronę „niewinnych” wróżb. Palmiarnia w budynku A-16 w Campusie B zapełniła się studentami. Wieczór rozpoczęliśmy koncertem uwielbienia. Następnie mogliśmy obejrzeć fragmenty filmów o egzorcyzmach, wypędzaniu demonów. Mrożące krew w żyłach sceny mogły uświadomić, czym może się skończyć fascynacja magią. ■ Wspomnienia Oswalda

rzeniem na życie i na Boga. Niedługo potem sam mogłem doświadczyć niezwyklej przemiany w Jezusie żywym tu i teraz. Nawróciłem się podczas nabożeństwa. Dziś ważne jest dla mnie budowanie intymnej relacji z Bogiem. Moje życie odmieniło się przez nieustanne poznawanie Boga, a moje serce zostało uzdrowione z poczucia odrzucenia – wiem, że jestem ważny, cenny dla Boga. Otrzymałem m. in. dar prorokowania i interpretacji snów.” Na koniec zachęcono do korzystania z porad i pomocy, można było m.in. spytać o znaczenie snów, poprosić o modlitwę w intencji uwolnienia. Kolejnym punktem była opowieść jednego z członków Tratwy. „Moja fascynacja magią zaczęła się już w dzieciństwie” - mówił Oswald. „Pogłębienie tego przyszło wraz z cyklem książek o Harrym Potterze oraz grami RPG. Czytałem wówczas dużo książek o magii, okultyzmie; wróżyłem też z kart tarota. Traktowałem to jak najbardziej serio. Co mi dawały te wszystkie praktyki? Przede wszystkim – poczucie władzy, wpływu na rze-

■ Pozostał niedosyt Akcja spotkała się z żywym zainteresowaniem studentów. Jedyne rozczarowanie dotyczyło… czasu trwania wydarzenia. Uczestnicy stanowczo twierdzili, że powinno być ono dłuższe. Organizatorzy na pewno wezmą pod uwagę te sugestie przy planowaniu kolejnego takiego spotkania. Dorota Grzesiak

Firmy na UZ mają się dobrze

Internet będzie wszędzie Dobra informacja dla tych studentów, którzy mieszkają w małych miejscowościach i nie mogą skorzystać z internetu. Zarząd województwa i Telekomunikacja Polska S.A. podpiszą umowę na realizację projektu „Szerokopasmowe lubuskie”. Dzięki niemu z dobrodziejstw sieci skorzystają lubuszanie, którzy mieszkają w tzw. Białych plamach, czyli miejscach, gdzie nikomu nie opłaca się montowanie internetu. Niestety, nie wiadomo, z jakich prędkości będą mogli korzystać mieszkańcy regionu. - Jeżeli chodzi o dostęp bezpośrednich użytkowników, to już będzie zależało od operatora. Z sieci będzie można korzystać za

czywistość, bezpieczeństwa. Jednak nie rozwiązywały one problemu niskiego poczucia własnej wartości, z którym się wtedy borykałem. Przełomem były słowa mojej koleżanki z klasy, która zwróciła mi uwagę, że nie powinienem praktykować magii, bo Biblia tego zabrania. Zwróciło to moją uwagę w kierunku Boga. Łączyło się to również z poznawaniem członków kościoła chrześcijańskiego Bez Ścian, którzy mnie zafascynowali swoją postawą, spoj-

około 2 lata - mówi Paweł Sługocki, dyrektor departamentu Lubuskiego Regionalnego Programu Operacyjnego. Elżbieta Polak, marszałek województwa, uważa, że dzięki realizacji tego projektu uda się wygrać walkę z wykluczeniem cyfrowym. - Realizacja projektu sprawi, że internet szerokopasmowy będzie dostępny w całym naszym regionie – cieszy się marszałek. Cały projekt jest jednym z większych finansowanych z LRPO. Jego wartość to 152 mln złotych. Dofinansowanie z pieniędzy unijnych sięga 52 mln zł. Karol Tokarczyk

Jak podsumował miniony rok Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości? Dr Robert Barski, szef placówki, twierdzi, że działalność jego instytucji można uznać za udaną. - To był okres, gdy część firm działająca od początku przeszła już do działalności poza inkubatorem – wyjaśnił dr Barski. - Wszystkie te firmy działają dalej – cieszy się szef AIP. - Jedna z naszych firm została też uznana liderem przedsiębiorczości w konkursie na najbardziej innowacyjne firmy w akademickich inkubatorach – dodaje dr Robert Barski. Dr Robert Barski liczy, że w przyszłym roku działalność Inkubatora Przedsiębiorczości i firm

w nim zlokalizowanych, będzie jeszcze bardziej zauważalna. - Przystąpiliśmy do kilku projektów, czekamy teraz na wyniki. Mają one służyć promocji przedsiębiorczości akademickiej. Zakładamy tam również możliwość wyjazdów studyjnych dla lokatorów inkubatorów – wyjaśnia Dr Barski. Szef Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości przypomniał, że w placówce wciąż są jeszcze dwa wolne miejsca, a zainteresowanie studentów tą formą startu biznesu nie słabnie.

Karol Tokarczyk


10

Zielona Góra

STYCZEŃ 2011

Nie ma alternatywy dla soli? Sól stosowana do odśnieżania kumuluje się w glebie wzdłuż dróg i niszczy rosnące tam drzewa i krzewy. Od wielu lat jej stosowanie krytykują ekolodzy i fachowcy zajmujący się zielenią miejską. Narzekają na nią także mieszkańcy miast, bo niszczy obuwie, a także kierowcy - przyspiesza korozję karoserii aut. W ostatnim czasie w mediach pojawiły się wypowiedzi prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która rozważała, czy ze względu na wysokie koszty odśnieżania ulic bardziej wskazane byłoby posypywanie śniegu żwirem. Za wzór podała kraje skandynawskie. Ekspert z Zakładu Systemów Zarządzania i Telematyki IBDiM Tadeusz Godlewski powiedział PAP, że jego zdaniem nie ma alternatywy dla soli, czyli chlorku sodu. Rozporządzenie ministra środowiska dopuszcza do stosowania na polskich drogach tylko dwa inne środki chemiczne - chlorek magnezu i chlorek wapnia. Te sole

wany jest jako domieszka do chlorku sodu" - powiedział. Jak dodał, istnieje wiele innych środków, które mogą być stosowane do roztapiania śniegu i lodu na drogach, np. pochodne kwasów octowego i mrówkowego. Są jednak kilkanaście razy droższe od chlorku sodu, przez co w całej Europie używa się ich sporadycznie. "Na świecie są one stosowane głównie na lotniskach. Ich zaletą jest to, że nie niszczą betonu i nie powodują korozji w takim stopniu jak sól" - powiedział. Godlewski zwrócił uwagę, że paradoksalnie łatwiej jest utrzymać czarną nawierzchnię jezdni w krajach skandynawskich, gdzie zimy są ostrzejsze, od tych w Polsce. "Tam, gdy temperatura spadnie poniżej 0 st. C, utrzymuje się na w miarę stabilnym poziomie, zaś u nas często wiele razy wzrasta powyżej tej granicy. Skutek jest taki, że sól spływa z jezdni i trzeba ją ponownie rozsypać, by zapobiec powstaniu lodu, gdy temperatura znów osiągnie wartości ujem-

Dziś drogi posypuje się solą skropioną roztworem chlorku sodu lub chlorku wapnia. Dzięki temu nie jest ona wywiewana, lepiej przylega do nawierzchni i szybciej wchodzi w reakcje są skuteczniejsze w niższych temperaturach. "Chlorek sodu najlepiej działa w temperaturze do ok. -7 st. C, później jego skuteczność spada, a przy -13 st. C praktycznie przestaje topić lód. Chlorek wapnia działa do ok. -20 st. C, ale jest też kilka razy droższy. Z tego powodu zazwyczaj stoso-

ne" - powiedział. Godlewski zaznaczył, że dzięki rozsypywaniu na drogach zwilżonej, a nie jak kiedyś, suchej soli, używa się jej mniej niż jeszcze kilka lat temu. "Dziś drogi posypuje się solą skropioną roztworem chlorku sodu lub chlorku wapnia. Dzięki temu nie jest ona wywiewana, lepiej

fot. www.sxc.hu

Dla stosowanej na drogach soli kamiennej, czyli chlorku sodu, raczej nie ma alternatywy. Inne środki chemiczne są kilkanaście razy droższe, a posypywanie dróg piaskiem - mało skuteczne - powiedział PAP Tadeusz Godlewski z Instytutu Badawczego Dróg i Mostów.

przylega do nawierzchni i szybciej wchodzi w reakcje. Stosując tę metodę przeciętnie zużywa się do 20 proc. mniej soli niż kiedyś. Powszechnie stosuje się to w całej Europie" - powiedział. Jak dodał, zmniejszenie zużycia soli na drogach jest możliwe także dzięki zastosowaniu systemu stacji meteorologicznych ostrzegających o zbliżających się opadach śniegu. W Warszawie funkcjonuje ich kilkanaście. "Nim spadnie śnieg, można zapobiegawczo rozsypać małe dawki soli, dzięki czemu łatwiej jest on zgarniany przez pługi" - powiedział. Pytany o możliwość posypywania dróg piaskiem zamiast ich odśnieżania, Godlewski ocenił, że raczej nie przyczyni się to do polepszenia warunków jazdy. "Dość dawno prowa-

dzono takie badania w Szwecji. Efekt był jednak znikomy, a posypywanie trzeba było wielokrotnie powtarzać" - powiedział. Zaznaczył jednak, że w Skandynawii nie na wszystkich drogach utrzymuje się zimą czarną nawierzchnię część z nich pozostaje biała do wiosny. "Nie wiem, czy byłoby to możliwe w Polsce przy naszym natężeniu ruchu" - powiedział. "W naszych warunkach klimatycznych raczej nie ma alternatywy dla soli. Zwłaszcza, gdy chce się zachować komfort jazdy podobny do tego, który jest osiągalny dzięki utrzymywaniu czarnej nawierzchni drogi" - ocenił Godlewski. Oprac. Karol Tokarczyk


Zielona Góra

STYCZEŃ 2011

11

Fizyka to świat W grudniu już po raz czwarty gościliśmy na antenie Akademickiego Radia Index pracownika Samorządowego Ośrodku Doskonalenia i Doradztwa. Po rozmowach o kondycji polskiego nauczania, reformach i zaskakującym języku polskim, przyszedł czas na przedmiot, który - choć opowiada o prawach rządzących otaczającym nas światem - lubi sprawiać uczniom wiele kłopotu. Do fizyki przekonywała nas (skutecznie!) pani Agnieszka Bereś. W ramach swojej pracy jako doradca ds. nauczania fizyki, daje Pani nauczycielom wskazówki, jak uczyć tak trudnego przedmiotu... Nauczyciele fizyki bardzo dużo wiedzą na temat tego, jak przekazać tę trudną wiedzę. Bardziej jestem potrzebna nauczycielom przyrody, aby podpowiedzieć im, jak coś przekazać, zrobić doświadczenie czy wytłumaczyć uczniom... A jeśli chodzi o nauczycieli fizyki, każdy z nas szuka odpowiedzi na pytanie, jak się odnaleźć w zmianach, które ciągle następują. Praktycznie co dwa, trzy lata jest reforma i trzeba sobie z poradzić. Oprócz doradzania nauczycielom, organizuje Pani wiele konkursów dla uczniów. Zgadza się, w tym roku szkolnym mamy już za sobą dwa konkursy. Pierwszy z nich, który odbył się w listopadzie, adresowany był do uczniów szkół podstawowych. Pojawiły się zadania typowo matematyczne i sprawnościowe, a także - po raz pierwszy - zadanie doświadczalne. Jesteśmy też świeżo po dziewiątej edycji konkursu organizowanego przez Koło Nauczycieli Polskiego Towarzystwa Fizycznego, którym opiekuje się również Instytut Fizyki Uniwersytetu Zielonogórskiego. W tym roku konkurs miał tytuł "Światło". Jakiego rodzaju eksperymenty uczniowie przygotowali? Temat dotyczył świa-

Agnieszka Bereś

(na zdj. po prawej)

Doradca ds. nauczania fizyki w Samorządowym Ośrodku Doskonalenia i Doradztwa w Centrum Kształcenia Ustawicznego i Praktycznego w Zielonej Górze.

tła, w związku z tym doświadczenie uczniów miało na celu wykorzystanie zjawisk i praw którymi zajmuje się optyka. Uczniowie konstruowali urządzenie, które takie zjawiska wykorzystują: były peryskopy, były lupy do podpalania kartek papieru... Jedna z uczennic przyniosła ze sobą lunetę astronomiczną własnej konstrukcji. To konkurs, w którym co roku udział biorą osoby, które chcą pokazać, że potrafią zrobić coś własnymi rękami i jest to dla nich ogromną pasją. Konkurs to fizyka stosowana, życiowa, a nie tylko rozwiązywanie zadań rachunkowych. Matematyka i fizyka to chyba te dwie lekcje, na których najczęściej pada pytanie zadane przez ucznia: po co mi to?... Myślę, że takie pytanie dowodzi tylko tego, że uczeń w jakiś sposób nie powiązał jeszcze danego zjawiska z otaczają-

cą go rzeczywistością. Bo tak naprawdę fizyka to świat. Prawa fizyki znamy intuicyjnie, choć nie zawsze potrafimy je nazywać, ale posługujemy się nimi wszyscy na co dzień. Konkursy organizowane są dla zdolnej młodzieży, to na pewno duża przyjemność współpracować z nimi, ale jednak większość uczniów fizyka przeraża... Nasz konkurs adresowany jest również dla tych osób, które niekoniecznie są świetne w rozwiązywaniu zadań. A jeśli chodzi o takie osoby, które muszą się zetknąć z fizyką, bo uczą się w szkole, to trzeba powiedzieć, że obecnie jest o wiele łatwiej, przynajmniej w moim gimnazjum (Gimnazjum nr 8 w Zielonej Górze - przyp. red.), ponieważ zostało zakupionego bardzo wiele nowego sprzętu do pracowni fizycznej i uczniowie mogą wykonywać doświadczenia sa-

modzielnie. Uczymy przez eksperyment. Uczymy się poznając coś, dotykając, wykonując samodzielnie. Im więcej eksperymentu, który uczeń wykonuje, tym lepsze efekty. Żałuję, że w szkole nie trafiłam na takiego fizyka jak Pani, myśmy rozwiązywali setki zadań z równią pochyłą i wkuwali wzory... Ale wracając do tematu: organizuje Pani też konkursy związane z przyrodą, uczniów interesuje ten temat? Przyroda to dobre hasło, które zastępuje słowo fizyka. Jeśli mówimy o fizyce, a następnie jej zastosowaniu, wchodzimy w biologię, geografię, chemię... Łączymy nauki. Wielu uczniów ciekawi taki temat. Zbliża się termin debaty Koło Nauczycieli Polskiego Towarzystwa Fizycznego w Zielonej Górze... Odbędzie się ona 26 marca w III LO w Zielonej Górze, a jej hasło przewodnie to "Światło". Chcemy ją zorganizować w bardzo ciekawy sposób: aby było dużo zmagań, pracy grupowej, aby nasi uczestnicy mogli pochwalić się tym, co potrafią. W tym roku naszym hasłem jest "Światło", dlatego postaramy się, aby było jasno, atrakcyjnie i kolorowo. Dziękuję za rozmowę. Kaja Rostkowska


12

Na biało

STYCZEŃ 2011

Zima, zima, zima... 2011!

fot. sxc.hu

(z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru)

Zima Ostatnia już, czwarta z pór roku. Następuje po jesieni, zapętla się w czasie i wskakuje w Nowy Rok. Trwa kilka miesięcy, po czym przechodzi w wiosnę. Podczas zimy chodzi się okutanym w wiele szalików, czapek, rękawiczek, kurtek i innych kalesonów, a to wszystko obwiązane sznurkiem i owinięte wokół szyi. Zimą można spotkać wiele bałwanów. Warzywniaki starają się o lepszą ochronę, aby uchować swoje zapasy marchewek. Również zimową porą specjalnie wyspecjalizowani architekci z Podlasia planują plany budowy dróg, aby na wiosnę można było wyjść z budową ulic i ulic.

Nowy Rok Głównym zadaniem zimy jest obladzanie, szronienie, śnieżenie, zawiewanie, zamiatanie i zaskakiwanie drogowców. CipSoft dogadał się z niektórymi przedstawicielami zimy (np. w Europie, Azji) aby zmniejszyli temperaturę odczuwalną żeby dzieci miały pretekst do zostania w domu i grania w Tibię. Nie doszli do porozumienia z Afryką, dlatego właśnie nigdy nie zobaczymy tam śniegu, lodu ani bałwana. Od pewnego czasu zima zaczyna upodabniać się do jesieni. Jej ulubionym zajęciem jest zaskakiwanie drogowców.

Inaczej: Międzynarodowy Dzień Walki z Kacem – dzień niezwykły w ciągu całego roku. W tym dniu obowiązuje całodobowa cisza, obejmująca również koty. Zwłaszcza te nadmiernie tupiące. Na terenie całego kraju obowiązuje zakaz poruszania się w jakikolwiek sposób, przekraczania jakichkolwiek norm hałasu, robienia czegokolwiek poza leczeniem dręczącego kaca. Z tego powodu wszystkie szkoły, urzędy, poczty (zwłaszcza te sztandarowe) czy hipermarkety są zamknięte, by nie dodawać udręki do już istniejących.

Fajerwerki

Bum! Fajerwerki o samych sobie. Spokojnie! Wszystko pod kontrolą! Użytkownik fajerwerków planuje wizytę w szpitalu. Fajerwerki – wersja demo materiałów wybuchowych. Używana najintensywniej w Noc Urwanych Palców oraz w Państwowy dzień kaca. Dzielą się na ziemnohukowe (petardy), niebohukowe (rakiety) oraz podręczne karabiny maszynowe dla podwórkowych terrorystów.


biało Kultura -Na wywiad

STYCZEŃ 2011

Łyżwy Urządzenie mające na celu obranie warzywa przy pomocy buta. Łyżew używa się przede wszystkim do obierania ogórków lub innych warzyw. Osobę wykonującą tą czynność nazywamy łyżwiarzem. Co śmielsi ludzie próbują jazdy na tymże obieraku na lodzie – jest to dowód na to, jak pomysłowi mogą być ludzie. Łyżwiarzy dzielimy na dwie grupy: * Łyżwiarz figurowy (osoba wykonująca piruety podczas obierania warzyw) * Łyżwiarz hokejowy (osoba obierająca ogórki w stroju rugbisty, osobnik bardziej prymitywny) Łyżwa składa sie z metalowego obieraka lub drąga (przeważnie zakończonego ząbkami) oraz z buta, który umożliwia trzymanie urządzenia w odpowiedniej pozycji. Obydwie części są ze sobą sklejone na słowo honoru. Pierwsze łyżwy, jak donoszą pisma, były używane już przez rasę ludzisurykatek dawno temu (kiedy bramy egipskie zapinano na babskie guziki). Pierwsza znalezioną łyżwą była łyżwa ciemnych i dzikich plemion znaleziona w Skandynawii. Jeżeli chcesz iść pojeździć na łyżwach - kup swoje własne. Wypożyczać nie radzę, gdyż zwykle z wypożyczalni wydobywa się, delikatnie mówiąc, nieprzyjemny zapach... on, oprócz rozdawania prezentów, akcję charytatywną, polegającą na zatrudnieniu bezrobotnych oraz rencistów w swojej fabryce zabawek, przebierając ich w obcisłe, przymaławe stroje elfów i lubi dzieci. Zwłaszcza na kolanach.

Lód (woda) Jakie to k*** zimne. Twój inteligentny brat o lodzie W takich warunkach stan skupienia zmieni nawet twój stary. Fizyk o temperaturze, w której żul uliczny pokrywa się lodem, a woda najzwyczajniej zamarza. Lód – przezroczysta, biała lub niebieskawa forma wody. Różni się od śniegu głównie tym, że łatwiej jest walczyć na śnieżki niż na kostki lodu. Występowanie * Kostki lodu – mogą być różnych kształtów w zależności od formy; i tak tracą swój kształt, gdy się rozpuszczą w szklance, pfff... * Lód spożywczy – tylko że on zwykle nie jest z samej wody, a z syropu owocowego lub ze śmietany. * Antarktyda, tego tam dużo! * Arktyka – Grenlandia, paki, ale to raczej lądolód, a to istotna różnica. * Czubki Marsa. * Niektóre pagórki, np. Alpy. * Opady atmosferyczne (bomby lodowe, igiełki lodu). * Lodowiska, pola curlingowe, tory bobslejowe i inne obiekty sportowe. * Chodniki, akurat tam, którędy chcesz przechodzić. * Jeziora i rzeki - nie ma go akurat tam, którędy chcesz przechodzić. * Zwykle też Bałtyk, Morze Arktyczne i inne zimne, bezludne miejsca naszej planety. * Szyby samochodów o poranku. * Lodówki i zamrażalniki. * Serce i spojrzenie.

Pożytek z lodu * Jeżeli lód posiada odpowiednio grubą warstwę, można po

13

nim przejść, w ten sposób przemierzając cały zbiornik wodny bez użycia mostu. * Można w nim przechowywać lody, ryby i inne artykuły wymagające utrzymania niskiej temperatury otoczenia. * Można sobie wrzucić lód do szklanki i patrzeć, jakie niesamowite przemiany fizyczne w niej zachodzą. * Można mylić lód z ludem. * Są też piękne przysłowia o lodzie np. Jakędyżesz lud bieżywszy po lodzie pierwowiosenny bocian ruropatwe cobie zadziobie. * Lód nie jest łatwopalny, więc można na nim bezpiecznie palić ognisko, jeżeli uprzednio lód nie został polany benzyną prowadzącą do stodoły.

Utrudnienia wynikające z istnienia lodu * Rybacy muszą wycinać przeręble. * Zamarzająca woda zwiększa swą objętość, co powoduje rozwalenie wielu mniej czy bardziej kruchych struktur, w tym rur kanalizacyjnych. * Siniaki, stłuczenia, zwichnięcia, skręcenia wynikające z powodu braku zdolności przeciętnego śmiertelnika do prawidłowego poruszania się po lodzie. * Nie przepłyniesz wpław zimą do z Grenlandii do Grise Fiord, Iqaluit lub innej arktycznej miejscowości. Ani nawet większością statków. * Jak myślisz, w co rąbnął Titanic?


14

Kultura Muzyka- recenzja

STYCZEŃ 2011

Tysiąc i jeden papieros Na „The World Is Yours” grupa Motorhead kompletnie zaskakuje. Praktycznie każdy utwór ukazuje inne oblicze zespołu, który mimo podeszłego wieku nie boi się ryzykować i wykraczać poza ramy wypracowanego przez 35 lat obecności na scenie stylu. Fani są tu wystawieni na próbę – czy zniosą przemianę zespołu? Czy zaakceptują go w aktualnej formie? Czy nowa płyta Lemmy'ego i spółki nie będzie zbyt dużym szokiem? To oczywiście żart. Motorhead na „The World Is Yours” jest tym samym Motorheadem, co na płycie poprzedniej i jeszcze wcześniejszej. Jest do tego stopnia przewidywalny, że można odgadnąć, czyj to album, po samym spisie utworów. Jedyny szok, na jakich naraził swoich fanów to album „Ace Of Spades” sprzed trzydziestu lat: czy można grać jeszcze szybciej?! Dziś kapela już od dawna niczym nie zaskakuje i gra w kółko jeden kawałek, zapełniając nim kolejne płyty. Jak to się dzieje, że ten utwór cały

czas nam się aż tak podoba? Od otwierającego „Born To Lose” do wieńczącego krążek „Bye Bye Bitch Bye

Bye” słyszymy zniszczony tysiącem i jednym papierosem głos Lemmy'ego, jego przesterowany bas, raczej klasycznie rockandrollową gitarę Campbella i łomoczącą perkusję Mikkey'a Dee. Z profesorską rutyną trio eksploruje po raz kolejny regiony metalu i hard rocka, jakby od niechcenia tworząc dziesięć utworów, z których każdy może posłużyć jako wzorzec rockowej piosenki. Raz, dwa, trzy, cztery, zwrotka, refren, zwrotka, refren, solo, refren, koniec. Jest bardziej bujająco, niż zabójczo szybko, dzię-

ki czemu każdy numer powoduje mimowolne kiwanie głową. Najlepszym suplementem do tej płyty jest radość z nadchodzącego koncertu kapeli w Polsce na festiwalu Sonisphere. Do 16 czerwca mamy sporo czasu, by zapoznać się z najnowszą propozycją formacji, do czego zresztą gorąco zachęcam. Jeśli zaś ktoś Was spyta, jak brzmi nowa płyta Motorheada, odpowiedź jest prosta. „Jak Motorhead”. Michał Stachura

Płyta żywych trupów Oczywistym było po śmierci Jacksona w czerwcu 2009, że powstaną płyty z nagraniami archiwalnymi, które nie ujrzały jeszcze światła dziennego. Płyta „Michael”, której premierę wyznaczono na grudzień zeszłego roku, jest pierwszym tego typu przedsięwzięciem, przywitanym ogólnoświatową wrzawą. Sprawa zaczęła trochę cuchnąć, gdy okazało się, że wykorzystano w jej produkcji szkice, które król popu nagrywał na telefonie. Jednak prawdziwy odór dosięga naszych uszu dopiero po odpaleniu płyty. Zapowiadało się nie tak źle. Każdy kawałek miał być ukończonym dziełem, każdy z gości pojawiających się na płycie zapewniał, że Jackson te kawałki uwielbiał i są świetne. Razi tu brak logiki. Czy naprawdę mistrz fundowałby sobie tak długie milczenie (od „Invincible” z 2001), gdyby miał do dyspozycji „skończone, świetne” utwory? Michael Jackson słynął ze swego perfekcjonizmu, który zafundował nam brak nowych płyt w latach 2001-2009. Widocznie nic z nagranych rzeczy nie spełniło wysokich wymagań mistrza, więc zostało w szufladzie. Płyta „Michael” byłaby najlepszym albumem wie-

lu gwiazd muzyki pop i mokrym snem debiutantów, ale to nie jest Jackson. To dźwignia promocji

dla Akona, 50 Centa i wszystkich gości pojawiających się na krążku, ale z Michaelem ma to tyle wspólnego, co moja kolacja wi-

gilijna. Cała prawda o tym albumie została objawiona w teledysku do singla „Hold My Hand” nagranego właśnie z Akonem, który się szczerzy, błyszczy, tańczy, śpiewa, ale króla tam jak na lekarstwo. Dodatkowo połowa „majkelowych” ujęć to obraz dublera. Ostro też popłynął 50 Cent. Nasza półdolarówka bowiem stwierdziła, że stworzyła z Jacksonem dzieło na miarę „Thrillera”. Serio?! Choć może Fifty miał rację, bo rzeczywiście słuchanie kawałka „Monster” to prawdziwy dreszczowiec. Te utwory to tylko przykłady. Reszta na każdym innym albumie zmarłego artysty mogłaby

jedynie startować do miana słabizny-wypełniacza. A i tak odpadłaby w przedbiegach. „Michael” to twór, którego z czystej, ludzkiej przyzwoitości i humanitaryzmu nie powinno się stawiać obok takich dzieł jak „Bad”, czy „Thriller”. Zdaję sobie sprawę, że to dopiero początek i prób zbicia wielkich pieniędzy na śmierci Jacksona będzie więcej (wiemy już zresztą, iż ta jest udana). Co zatem zrobić, jeśli chcesz wydać pieniądze na zakup tej płyty? 1) wytrzeźwiej 2) kup sobie „Bad”. A jeśli już masz tę... to kup sobie jeszcze jedną. Michał Stachura


Muzyka

STYCZEŃ 2011

Idzie nowe... N.E.R.D. „Best of N.E.R.D.” Tytuł tego krążka mówi chyba wszystko. Pharell Williams wraz z kolegami wydali w ubiegłym roku zupełnie premierowy album studyjny, ale chyba nie mieli zbyt wielkiej wiary w jego potencjał. Tak można w końcu tłumaczyć wydanie na początku 2011 kompilacji z ich największymi hitami (wśród których są m.in. „She Wants To Move” czy „Lapdance”), dzięki której na ich konta na pewno wpłynie nieco więcej „zielonych”. Znajdą się tam jednak także rarytasy w postaci utworów ze stron B singli oraz remiksów. Premiera: 11 stycznia WHITE LIES „Ritual” Ich debiut „To Loose My Life...” zatrząsł w 2011 sceną rockową, a teraz wreszcie pojawi się jego następca. Czy będzie równie fenomenalnie przyjęty? Tego nie wie nikt, bo White Lies zdradzili, że będzie to płyta dość eksperymentalna i zupełnie inna od „jedynki”. Ma tam się pojawić sporo elementów industrialnych, a w jej powstaniu maczał palce niejaki Alan Moulder, który współpracował m.in. z Nine Inch Nails. Będzie zatem ciężko... Oby tylko nie ciężkostrawnie. Premiera: 17 stycznia PEARL JAM „Live On Ten Legs” W tym roku mija 20 lat od wydania przez Pearl Jam ich debiutu „Ten” – albumu wręcz kultowego. Takie wydarzenie trzeba uczcić i z takiego założenia wyszedł też Eddie Vedder z kolegami. Stąd też w tym miesiącu dostaniemy ich jubileuszowy album koncertowy „Live On Ten Legs”, a na nim nagrania z występów

grupy z lat 2003 – 2010. Wbrew pozorom będą to nie tylko kawałki z „jedynki” Pearl Jam, ale przekrój przez ich całą karierę. Wśród 18 kawałków znajdziemy takie hity jak „Alive”, „The Fixer” czy „I Am Mine”. Premiera: 18 stycznia BLOODHOUND GANG „Show Us Your Hits!” Pewnie wielu już myślało, że ten zespół zapadł się pod ziemię i został tam na stałe. Nic dziwnego, w końcu ich ostatnia płyta została wydana w 2005 roku. Teraz wreszcie powracają... z kompilacją największych hitów. Dobre i to zwłaszcza, że młodsi fani mogą poznać choć zarys szalonej twórczości Jimmy’ego Popa i kolegów od pierwszej do ostatniej płyty. A dla tych, którzy wyczekują premierowych kompozycji Bloodhound Gang tzw. „teaser” w postaci utworu „Alltogether Ooky”. Premiera: 21 stycznia MR. BIG „What If...” Ten album jeszcze przed zapoznaniem się z nim ma szansę w oczach wielu stać się płytą miesiąca. W końcu jest to powrotny krążek jednej z ważniejszych kapel grających melodyjnego hard rocka z przełomu lat 80-tych i 90tych. Mało tego – Mr.Big powrócił w oryginalnym składzie, z uważanym za jednego z najlepszych gitarzystów świata Paulem Gilbertem. A to może zwiastować prawdziwą ucztę dla fanów solidnych rockowych brzmień. Wszak nazwa, jaką panowie sobie przyjęli, zobowiązuje do bycia wielkim! Premiera: 21 stycznia Oprac. Michał Cierniak

15

HITY ROKU 2010

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Hurts Wonderful Life

12

Eliza Doolittle Pack Up

13 14 15 16 17 18 19 20

Flo Rida feat. David Guetta: Club Can't Handle Me Eminem feat. Rihanna I Love The Way You Lie

Michael Jackson Hold My Hand Dżem Do Przodu Katy Perry Firework Natalia Kukulska Wierność jest nudna (Och Karol 2) Duck Sauce Barbra Streisand Blenders Astropunk Status Quo feat. The Corps of Army Music Choir In The Army Now (2010) Cee-Lo Green FU Lady Gaga Dance In The Dark Monika Brodka W Pięciu Smakach

Linkin Park The Catalyst Manic Street Preachers (It’s Not War) – Just The End of Love Brandon Flowers Crossfire Scouting For Girls This Ain`t A Love Song Train Hey Soul Sister Pako Sarr In my Vilage

Głosuj na www.index.zgora.pl Jakich utworów będziemy słuchać w 2011 roku? Na razie tylko możemy sprawdzić, co przyniósł miniony rok. Nuciliśmy kilka ciekawych utworów, rozpierała nas energia, ale ten stan przerwała śmierć Trytona. Nikt o nim nie zapomniał, singiel „Superstar” obecny był w zestawieniu przez 22 tygodnie. Mijały tygodnie, nagle świat oszalał na punkcie grupy Oedipus. Rok 2010 przyniósł kila powrotów. Nowa płyta Eminema, Linkin Park, Skunk Anansie. Jeśli chodzi o debiuty: Eliza Doolittle, a także formacja Hurts, która pod koniec stycznia przyjedzie do Polski. W nowym roku życzę Wam dużo muzycznych emocji!

Mateusz Kasperczyk, Audycja "Index Lista", sobota, godz. 18:00


16

Cover Story

STYCZEŃ 2011

JĘKI I SAPANIA

Grali już brudne, prymitywne electro, gitarowy dance punk, ich ostatnia płyta „Summer Remains” była z kolei klasyczną, rockową płytą. Cały czas wcielają w życie swoją filozofię, by cały czas się zmieniać. Teraz na warsztat wzięli muzykę taneczną i... znowu im się udało. Zielonogórski koncert w Kawonie, był częścią trasy promującej nowy album „Who's Afraid Of?”. Przed występem Bunio, wokalista formacji D4D, znanego dotychczas światu Dick4Dick, dał się namówić na rozmowę. Kolejna płyta i kolejne zmiany, na pierwszy ogień idzie nazwa. Dlaczego D4D? Żeby się pytali? No widzisz, dobrze ucelowałeś. Po części jasne, żeby się pytali, po części, żeby się odciąć od przeszłości, albowiem jest nowy skład, nowe pomysły muzyczne i nowa droga troszeczkę... Poza tym też, żeby jednak nie do końca odcinać od przeszłości, bo chcemy korzystać z tego, co już sobie wypracowaliśmy, a i tak wszyscy mówili w skrócie – D4D. Spotykaliśmy się też z tym, że zespół przez nazwę był pomijany, jeżeli chodzi o poprawność polityczną i to działało na naszą niekorzyść. Na przykład trasa „Tróka Tour”: główny sponsor, stacja telewizyjna, pominęła nazwę w reklamowaniu trasy. Oczywiście po północy lecą pornosy, ale nazwy nie można umieścić... Generalnie

chodziło jednak o zmiany personalno-muzyczno-zapatrywaniowe. Takie zerwanie z przeszłością, nie zrywając z nią do końca i nowa droga. Kompletnie zmieniliście muzykę, obraliście bardziej taneczny kierunek... Wszystko przebiegło naturalnie, po prostu poczuliśmy w jajkach, że mamy ochotę na bawienie ludzi i sami chcieliśmy poimprezować sobie na scenie i uczestnicząc w tym. To jest nasza droga, w tym się sprawdzamy najlepiej, nie jakieś rockowizny, jakieś krainy łagodności, czy tego typu rzeczy... Zrobiliśmy to, bo mieliśmy na to ochotę i zrobiliśmy to w pełni świadomie. To jest to, do czego dążyliśmy: bawiąc – uczyć. Tańcząc... nie zasypiać.

Taneczność tego albumu jest trochę pozorna. Często prowadzicie utwory w takim kierunku, a później odjeżdżacie w eksperymenty dźwiękowe. Nie chcecie być grani w radiu? Chcemy być grani w radiu, ale nie jest to głównym zamierzeniem podczas nagrywania płyty i podczas procesu twórczego. Z drugiej strony, gdybyśmy nie chcieli być grani w radiu, nie zrobilibyśmy takiego singla jak „Love Is Dangerous”, który dryfuje w jednym kierunku. Zresztą pod fasadą tej taneczności dzieje się różnie, kryje się tam bardzo dużo warstw. Swoje też robi czas, mamy swoje studio i możemy się bawić tymi utworami, bez żadnego deadline’u. To rodzi się z tego, że my się dość szybko nudzimy sobą i tym, co robimy, więc nawet w tym mikroświecie kompozycji

potrzebujemy zmian, dokładania coraz nowszych warstw i wpadania na coraz nowsze pomysły w obrębie jednego utworu. Potem oczywiście się dużo rzeczy wywala, bo nie może być to przeładowane, choć takie lekkie przeładowanie jest w jakimś sensie naszym stylem. Na każdej płycie towarzyszyły nam chóry, sekcje smyczkowe, więc tego typu zabieg siedzi w nas, nie potrafimy z tego zrezygnować. Chyba nie udałoby nam się jeszcze raz nagrać takiej płyty jak pierwsza, electro v1.0, prosty syntezator, bicik, basik i zakwaszasz. Czy zmieniliście również formułę koncertów?Trudno wyobrazić sobie utwory z waszych wcześniejszych płyt obok tych nowych... Dlatego niespecjalnie łą-


Cover Story

STYCZEŃ 2011 czymy te utwory. Ze starych gramy tylko „Canonade” na końcu. Nie mamy też zamiaru przesadnie żonglować stylistykami, bo to nie jest kabaret, czy przegląd tygodnia, tylko trasa promująca tę konkretną płytę. Ludzie się nie domagają się zbytnio starego materiału, co nas cieszy, gdyż nie chce nam się grać takiego „Dick’s Back In Town”. Jedynym kawałkiem, który nam towarzyszy od pierwszej płyty jest „Technology”, teraz przearanżowany. Postanowiliśmy odizolować się od komputerów i wszystkich tych software’owych rzeczy. Nie dlatego, że tego nie lubimy, nie jesteśmy rycerzami walczącymi w imię idei, żeby nagrywać tylko analogowo, na taśmę i kląć na wszystko, co cyfrowe. My nigdy nie mieliśmy takiego odjazdu, trzeba korzystać ze wszystkiego, co daje technologia. Przearanżowaliśmy te utwory i uwolniliśmy się od komputerów wyłącznie ze względu na zawodność tego sprzęt na scenie, nie chce nam się tego non-stop konfigurować. Jesteśmy obstawieni parapetami i dość kuriozalnie to wygląda. Tylko Tomek Ziętek, najnowszy nabytek, klawiszowiec, potrafi grać na tych instrumentach, a my jesteśmy wielkimi improwizatorami i mamy tupet. Myślisz, że słuchacze w Polsce są przygotowani na to, by zespół o etykiecie rockowego tak ignorował gitary? Nie wiem, ocenę pozostawiam innym, ale widzimy, że ludzie jednak potrzebują imprezy. Przychodzą i chcę się bawić, oczekują tego od nas. Jest taniec, ogólne szaleństwo. Czuję, że odzyskujemy publiczność z pierwszej płyty, gdzie chodziło tylko o to, żeby się wyszaleć. Wtedy nie było jeszcze mowy o jakiejś głębi muzycznej, ta płyta jest trochę jak gra przygodowa, raz przejdziesz i wiesz, co będzie dalej, chociaż, o dziwo, mamy zagorzałych fanów tego albumu. Ale tak naprawdę chy-

ba nie musimy łączyć... trochę się pogubiłem w pytaniach, ale nieważne, słowotok, ślinotok... w każdym razie nie bardzo musimy łączyć stylistyk i nikt nie musi się niczego po nas spodziewać. Teraz grzęźniemy w tę taneczność, z drugiej strony mamy takie utwory, jak „Smells Like A Young God”, który mógłby się znaleźć na płycie Bowiego, ale koncerty są jednak imprezą. W ogóle formuła koncertu się trochę wyczerpała, więc postanowiliśmy się przebranżowić i organizować imprezy. Jeśli chodzi o nowy album to bardzo ważna rolę na nim odgrywają kobiety. Weźmy okładkę. Wiesz, że na waszym profilu na stronie MySpace jest ocenzurowana? Tak, nawet nasz wydawca ją sobie ocenzurował, okazuje się, że jednak żyjemy w jakimś pruderyjnym, absurdalnym kraju. Dlaczego piersi kobiece miałyby siać zgorszenie? Chyba każdy heteroseksualny facet lubi to oglądać, towarzyszy mu to na każdym kroku i zajmuje to dość dużo miejsca również w naszych umysłach i zapatrywaniach. Ale raczej nie ma aż takiego problemu z okładką... w Toruniu nie można było rozwiesić plakatu, to już są środowiska, które mają z tym problem, nie będę się tym przejmować. Zresztą nie wiemy nawet, co to za kobieta na okładce, Jacek (Frąś, perkusista – pryp. red.) znalazł to zdjęcie w pudle z rodzinnymi fotografiami, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak się nazywa. Nie wydaje ci się, że jeszcze pięć lat temu pomysł typu Dick4Dick z kobietami mógłby szokować? Z waszą ówczesną energią, taką eskalacją męskiego libido? Ten nasz szowinizm wypłynął bardziej ze strony dziennikarskiej, my nigdy nie byliśmy szowinistami, zawsze podkreślaliśmy uwielbienie płci pięknej. Teksty z kolei były trochę prze-

wrotnym nawiązaniem do konwencji electro... to był element show i element stylistyki, którą przyjęliśmy i która się sprawdzała. Natomiast nigdy nie byliśmy żadnymi szowinistami. Być może ktoś kiedyś coś tam palnął, ale każdy coś kiedyś palnie, a wtedy się to wyciąga. A kobiety wydają u nas dźwięki nieartykułowane, jakby rozmowa pozawerbalna. Są trochę jak pomnik, który nie mówi, tylko jest. Jęczą, sapią, śpiewają „auu...”.

17

wizual działa... Wątpię, żeby zainteresowania estetyczne ludzi, którzy coś tam nam próbują zmieniać, sięgają tak głęboko, żeby zapoznali się z płytą. Boli ich okładka, bo ją widać.

Przez takie rozerotyzowane posapywanie takiego „Communication, My Girl” mogą nie puścić w radiu.... Dlaczego? Ma być na drugi singel.

Na okładce mamy stare zdjęcie i nowoczesny, niby-komiksowy tag. Czy miało to w jakiś sposób reprezentować muzykę, łączenie starego z nowym? NGA: To może ja odpowiem na to pytanie! B: Ja zacznę! Twórcą okładki jest Jacek, grafik, który nigdy nie robi nic w oderwaniu od muzyki, więc mogę za niego powiedzieć, że na pewno było to inspirowane muzyką. A jak się ma połączenie takiego starego zdjęcia do tagu, takiego wampirycznego, komiksowego? To już są jego ciemne zakamarki, głęboko w mózgu... NGA: A ja znam odpowiedź na to pytanie! B: No to może Jacek powiedział dokładnie Krystianowi, o co chodzi... NGA: Jeśli chodzi o użycie retro zdjęcia, było to nawiązanie do tego, że użyliśmy dużo starych nagrań, starych polskich winyli. Słyszalne są nawet nagrania z patefonu. Chcieliśmy podkreślić ten klimat retro-filmowy, że to nie tylko współczesna muzyczna elektroniczna, że pojawia się wiele warstw. A tag „Who’s Afraid Of?”... B: To przede wszystkim miało być pytanie, kobieta miała stać przodem do „użytkownika”, widać jej tylko nogi... NGA: Stopy! Stopy! B: Tak, miały być stopy, nie widać jej twarzy i od początku tytułem płyty miało być pytanie, które zadawać ma ta kobieta. Później już okładka przeszła wiele zmian, zmieniło się też pytanie zadawane przez tę kobietę, ale pozostało ono pytaniem.

Ale sam mówiłeś o tym pruderyjnym środowisku. Myślę, że tu już bardziej

Michał Stachura rocknoca@index.zgora.pl

D4D „Who's Afraid Of?” Na wydanym 8 grudnia ubiegłego roku, czwartym już albumie, D4D odwracają się od gitar i pokazują, że potrafią też nagrać płytę elektroniczną. Na tym polu popisują się przede wszystkim swą muzyczną erudycją. W każdym utworze z tej płyty dzieje się naprawdę dużo, w każdym D4D próbują pokazać coś nowego, każdy próbują też urozmaicać na wszelkie sposoby: zaproszonymi gośćmi czy ciekawym instrumentarium. Ultrataneczny singiel „Love Is Dangerous” obowiązkowo, reszta – w zależności od upodobań.


18

STYCZEŃ 2011

Wywiad

Wielkomiejski blichtr Pochodzą z Łodzi, poznali się w Strassburgu, grali już za oceanem, a największy rozgłos zdobyli dzięki piosence o tytule „Londyn”. Ta prawdziwie międzynarodowa kapela w Mikołajki wydała swoją drugą płytę „El.P”, a tydzień później przyjechała do zielonogórskiego Kawonu w towarzystwie D4D, by ją promować. Przed Państwem bardzo łódzka formacja L.Stadt.

L.Stadt zdaje się odnosić większe sukcesy za granicą niż we własnym kraju. Nie jest to w jakiś sposób frustrujące? Łukasz Lach: To nie jest tak, że jest dużo większe parcie na nas za granicą niż w Polsce, wydaje mi się, że jeśli gdzieś mamy jakąkolwiek pozycję na rynku, to tylko w Polsce. Wiąże się to chociażby z tym, że w żadnym innym kraju nie mamy, póki co, dystrybucji, poza dystrybucją elektroniczną, która też jest dostępna od niedawna na cały świat. Prawda jest taka, że to my wybraliśmy sobie tę drogę, by poza Polskimi realiami spróbować swoich sił za granicą, przed obcą publicznością i w kontekście tamtego biznesu i rynku mu-

zycznego. Na to się składa dużo szczęścia i dużo pracy organizacyjnej – naszej i naszego menagementu. Wielu ludzi pyta, skąd się wzięła wasza nazwa. ŁL: No i dużo odpowiedzi dajemy ostatnimi czasy. Tak naprawdę źródło jest jedno – Łódź, która podczas okupacji nazywała się Litzmannstadt. To był nasz hołd. Ale w miarę, jak zespół pokazuje się za granicą, pojawia się za granicą, gdzie nasza nazwa nic nikomu nie mówi, pojawiają się różne interpretacje. Jakaś najciekawsza? ŁL: Love Stadt – miasto miłości

AL: Miasto niemieckiej miłości... ŁL: Ponurej, złej... AL: Wampirycznej... ŁL: Czarnej! AS: Albo czystej. Czystej miłości... AL: Jest w Łodzi coś takiego wampirycznego... i to trochę tę niemieckość oddaje. Łódź to miasto rosyjsko-niemiecko-polsko-żydowskie i korzenie tego miasta leżą w tych czterech nacjach. W ogóle miasto to dla mnie niemiecki wymysł, zresztą większość miast tu, w Polsce było budowanych na prawach niemiecki i stąd kontrowersyjność tego wszystkiego i ten specyficzny charakter emocjonalny miasta.

ŁL: Wielkomiejski blichtr. Tak przetłumaczyłbym tę nazwę. Zdobyliście rozgłos za pomocą piosenki „Londyn”. Jednak chyba zostaliście trochę źle zrozumiani, ten utwór został wzięty za protest song w sprawie emigracji, szukaniu szczęścia za granicą... ŁL: To akurat mnie nie frustruje, to, co jest najbardziej frustrujące, to fakt, że ludzie wzięli „Londyn” za wizytówkę naszej twórczości. Nie ma w przypadku L.Stadt jednej piosenki, która byłaby wizytówką naszej muzyki, bo jest ona różnorodna i dość eklektyczna. Wydaje mi się, że przynajmniej 3


Wywiad

STYCZEŃ 2011 piosenki powinny zostać wybrane na single na samym początku istnienia zespołu i być promowane tak samo mocno, jak „Londyn”. A przyznam się szczerze, że lubię go bardziej niż kiedyś, choć jest to mała klątwa, bo wiele osób skojarzyło nas z alternatywną indie-sceną, co w przypadku zespołu L.Stadt jest niestety błędne. L.Stadt promuje się niezależnie, należymy do alternatywy, bo promujemy się w alternatywny sposób do mainstreamu. Promujemy się na koncertach, robimy to sami i tak samo nasz menagement to ludzie, którzy są z nami od początku i uczą się razem z nami. A nasza muzyka jest rockowa, wywodzi się w jakiś sposób z muzyki anglosaskiej, ale nie jest to tylko gitarowe granie. Na naszym debiucie gitar nie ma prawie w ogóle. L.Stadt ma więcej niż dwa oblicza i każdy, kto sięgnie po naszą muzykę czy przyjdzie na koncert, na pewno to zauważy. AL: „Londyn” nie do końca może reprezentuje naszą twórczość, ale jakoś wpisał się w tę płytę, w jej brzmienie, nie odstaje od niej. Jest to

jedyny na niej utwór po polsku, z tego powodu był puszczony w radiach. W Polsce nie chcą puszczać polskiej muzyki śpiewanej po angielsku, może poza Trójką czy rozgłośniami akademickimi. Szkoda jest taka, że ludzie usłyszawszy „Londyn” nas zaszufladkowali. Jeżeli nie pokusili się, by sięgnąć dalej to ich strata. Wydaje mi się jednak, że gdyby nie było „Londynu”, dotarlibyśmy do dużo mniejszej ilości ludzi. ŁL: Poza tym w przypadku liczb, o których mówimy – a nasza płyta ma nakład dwóch tysięcy egzemplarzy – nie możemy mówić, że jakiś krok był błędem. Gdyby „Londyn” był błędem, nie nagralibyśmy go. Przejdźmy do waszej drugiej płyty, „El.P”, która ukazała się 6. grudnia. Jakie są główne różnice względem debiutu? ŁL: L.Stadt na drugiej płycie to wersja bardziej zbliżona do tej, którą można zobaczyć na koncertach, więc jest dużo bardziej energetycznie. Formy utworów są jeszcze bardziej skondensowane, są one krótsze niż na debiucie. Wydaje mi się, że jest tu mocniejsza siła przeka-

KONKURS W którym roku ukazała się debiutancka płyta L.Stadt? Wyślij odpowiedź na rocknoca@index.zgora.pl Do wygrania singiel L.Stadt "Mumms attack" z autografami. Na odpowiedzi czekamy do 15 stycznia.

bumu ta muzyka robi się kwaśna, oniryczna, pozostawia pewien niepokój i refleksję. To jest to wszystko, czym jest L.Stadt, tylko anno Domini 2010, albo już nawet 2011. Mówiliście o przynajmniej trzech utworach, by doprecyzo-

wać brzmienie debiutu. Czy tak samo jest z „El.P”? Płyta brzmi dosyć spójnie... ŁL: Każdy utwór jest trochę z innej parafii: inna jest „Ciggies”, która jest rockandrollową, lekko hymnową piosenką, inny jest „Mumms Attack”, który ociera się o post-punkową scenę lat 80. może nawet jest taką galopadą surfową... Inna też jest „Sun”, akustyczna ballada, gdzie gdyby wyłączyć wszystkie efekty w tle, byłaby to wręcz stonesowska ballada. Jako całość cieszę się, że jest to spójne, bo to po prostu L.Stadt. Ale prawda jest taka, że ta płyta jest po prostu podróżą. Tak mi się przynajmniej wydaje, że mimo krótkiego czasu, bo ma tylko 30min., układa się w jakąś podróż i dość konkretną dawkę muzyki. Wiem co mówię, bo dopiero niedawno usłyszałem tę płytę w całości, dopiero niedawno dostaliśmy skończone miksy, z których mogliśmy ułożyć te 9 utworów po kolei tak, jak one brzmią. Michał Stachura rocknoca@index.zgora.pl

Janusz Radek - zielonogórski eksperyment

Martyna Jakubowicz w Kawonie Coraz większymi krokami zbliża się kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Z tej okazji w Piwnicy Artystycznej Kawon odbędzie się specjalny koncert. 9 stycznia w Kawonie zaprezentuje się Martyna Jakubowicz. Jej występ powinien zadowolić nawet najwybredniejszych fanów muzyki wszelakiej. Jest ona bowiem jedyną w swoim rodzaju wykonawczynią ballad, będących mieszaniną muzyki folk i blues, a także klasycznego najlepszego rocka. Jej piosenki są ciepłe, delikatne i refleksyjne, oparte na kobiecych emocjach, uczuciach i potrzebach. Jej dyskografia liczy sobie 10 studyjnych albu-

zu, dużo większa pigułowatość, dużo więcej energii, dużo więcej słońca, ale wszystko, co mogło podobać się na pierwszej płycie, jest też na drugiej. W połowie al-

19

mów, z czego 2 ("Magillage" i "Wschodnia wioska") zyskały pochlebne recenzje w takich zachodnich gigantach dziennikarstwa muzycznego jak Rolling Stone czy Guitar Player! Koncert Martyny Jakubowicz w Piwnicy Artystycznej Kawon rozpocznie się o godzinie 19. Radio Index

19 styczeń 2011, godz. 20:00, Filharmonia Zielonogórska. Koncert promujący piąty już album Janusza Radka, który ukazał się 8 października. Tym razem będzie to eksperyment. Jak mówi sam artysta: "Jesteśmy tak rozleniwieni i znudzeni oczywistością, prawdami i definicjami, że wszystko co dziwne zatrzymuje naszą ciekawość. To co Państwu proponuję jest naprawdę dziwne i to nie tylko z nazwy - żeby Was słodko podłechtać i oszukać. Skład stricte jazzowy grający akustyczną elektronikę. Piosenki melodyjne nawet taneczne z niekończącym się powtarzalnym transem. Wreszcie najważniejszy głos lub głosy, który-

mi wcielam się we wszystkie współczesne stany naszych pragnień znajdujących się w niedopowiedzeniach gdzieś-po-między." Muzyka i teksty – Janusz Radek Aranżacje – Tomasz Filipczak Zespół w składzie: Tomasz Filipczak – klawisze, Mirosław Wiśniewski – kontrabas, Adam Kram - perkusja. Źródło: materiały informacyjne organizatora. Bilet na koncert kosztuje 70 zł.

Radio Index


20

STYCZEŃ 2011

Miasto Filmów

MIASTO FILMÓW Piątek, godz. 13:00 na 96 fm

TOP 1

Tron na tron?

Co za wspaniały film ten Tron! Naprawdę świetny! Czuć w nim magię, jaką pamiętam z pierwszej części, którą oglądałem milion lat temu, wszystko jest w nim piękne i trzyma w napięciu bardziej niż krzesło elektryczne… Naprawdę chciałbym móc tak napisać... Odkąd dotarły do mnie wieści, że wytwórnia Disneya z nudów, planuje sequel Trona, towarzyszyły mi uczucia co najmniej ambiwalentne. Z jednej strony miałem dostać zaproszenie w sentymentalną podróż do czasów kiedy kino było owiane mgiełką magii, a ja chłonąłem to z rozdziawioną paszczą. Z drugiej zaś czekał na mnie wynik marketingowego szału otaczającego produkcję. Czułem, że mogło się to nie udać. Pomysł na scenariusz nie zachwyca. Kevin Flynn zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach zostawiając swojego syna. Sam od tamtej pory nie wiedział, czy ojciec zginął, czy po prostu go zostawił. Pewnego dnia bliski współpracownik Flynna seniora wręcza mu klucze do biura Kevina. Tak więc młody pomimo początkowej niechęci trafia do niegdysiejszej pracowni ojca gdzie ostatni raz go widziano. Jak się łatwo domyślić (jak większości rzeczy w filmie) junior zostaje wciągnięty w cybernetyczny świat gdzie będzie walczył, ścigał się, szukał ojca, ratował świat w którym mieszkają programy komputerowe a w rezultacie nawet swój. W momencie kiedy młody Flynn trafia do Sieci, wszystko zaczyna wyglądać obiecująco. Estetyka świata wirtualnego powala. Stroje, pojazdy wszelkiej maści, architektura czy kolorystyka, robią wrażenie. Wszystko tonące w czer-

Kevin Flynn zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach zostawiając swojego syna. Sam od tamtej pory nie wiedział, czy ojciec zginął, czy po prostu go zostawił. ni, niebieskości i świetlistej bieli sprawia, że z ekranu bije swoisty chłód co w rezultacie daje niezwykłą atmosferę i klimat. Nawiązania do tego, co widzieliśmy prawie 30 lat temu, widoczne są gołym okiem, ale poddane zostały tuningowi i przekonwertowane w uwielbiane przez Hollywood 3D. Takiego konkretnego trzeciego wymiaru jest tu jednak jak na lekarstwo i spokojnie można było go sobie odpuścić. Niepotrzebny dodatek i windowanie cen biletów na seans. Wróćmy jednak do filmu. Kolejny wielki plus to sceny walk i pościgów. W momencie ich trwania film nabiera już dużego rozpędu i dzieje się sporo przez co mniejszą uwa-

gę zwracamy na coraz to nowe luki w scenariuszu i logice. Dodatkowym i zdecydowanie największym atutem Tronu jest muzyka. Gigantyczny aplauz należy się panom z zespołu Daft Punk, którzy byli za nią odpowiedzialni. Wywiązali się z zadania koncertowo! Ich elektroniczne dźwięki są najbardziej perfekcyjnym elementem Trona i film naprawdę dużo by stracił bez nich. Aktorstwo to druga największa bolączka (tuż po fabule) tej produkcji. Główny bohater grany przez Garretta Hedlunda to drewno aktorskie pokroju Anakina Skywalkera kreowanego przez Haydena Christensena i aż żal marnować więcej słów w tym temacie. Nasuwa

się jeszcze jedno porównanie z Gwiezdnymi Wojnami. Jeff Bridges w roli Kevina Flynna nie powala, ale też nie wadzi, a to czasem bardziej istotne. Co jakiś czas rzuca jakimś tekstem rodem z lat 80-tych i brzmi trochę jak Koleś z filmu Big Lebowski braci Cohen dzięki czemu bywa zabawnie. Olivia Wilde to bardzo miły dla oka dodatek. Reszta obsady jest boleśnie żadna. Nieco kolorytu dodaje Michael Sheen, którego postać bardzo przypomina Davida Bowiego, ale z czasem zaczyna irytować. Pierwszy Tron dzisiaj ogląda się ciężko i patrzenie na efekty specjalne sprawia jawny ból fizyczny. Będąc zupełnie szczerym, fabuła też była tam pretekstowa. Dziś wymagam czegoś więcej i wierzę, że współczesny widz także. Mamy więc produkcję, gdzie klimat, muzyka, efektowność oraz estetyka zostały sknocone przez kiepski scenariusz, przewidywalność i średnie postacie, do tego słabo zagrane. Jednak na tle innych produkcji z gatunku sf, ostatnich lat Tron 2: Dziedzictwo wypada i tak nad wyraz dobrze. Pomimo kilku niepotrzebnych dłużyzn, obraz ogląda się bezboleśnie i można dać się ponieść historii zapominając o bożym świecie. W kiepskim filmowo grudniu, Tron był zdecydowanie najlepszy. Paweł Hekman


STYCZEŃ 2011

TOP 2

▪ Poznaj naszą rodzinkę

Miasto Filmów

TOP 3

TOP 4

▪ Jackass 3D

▪ Och zycie!

Przewidywalność obrazu nieczęsto jest jego atutem. W przypadku serii zapoczątkowanej przez „Poznaj mojego tatę” wiemy od początku do końca, co będzie się działo. De Niro nie ufa swemu zięciowi, Stillerowi, Stiller tak bardzo się stara, że aż mu nie wychodzi, ale na końcu się okazuje, że nie jest taki zły. Twórcy nie mają wyboru – jedynym sposobem, by film nie służył jako środek nasenny, jest wypełnienie go dużą ilością gagów. Dużo zabawy omija nas przez słabe tłumaczenie filmu. Studnią bez dna, jeśli chodzi o źródło żartów, okazuje się nazwisko zięcia (Focker). Polscy dystrybutorzy w 2000 r. zdecydowali się na zachowawcze „Pieprz” i nie zawsze udaje się ratować dowcipy na temat nazwiska rodowego Gaylorda. Jednak w większości udane parodiowanie „Ojca Chrzestnego” i gra De Niro sprawiają, że film jest strawny.

Tej grupki... komików? Kaskaderów? Totalnych idiotów? Jak zwał, tak zwał, w każdym razie przedstawiać Jackassów nikomu nie trzeba. Tym razem ich wygłupy możemy oglądać w wersji 3D. I to jest jedyne novum. Zawsze lubiłem wygłupy Knoxville’a i kolegów, ale chyba się postarzałem i przestało mnie już bawić trzaskanie się po gębach. A może Jackassy się wypaliły? Wiele patentów już się widziało, w innych konfiguracjach, jak np. drażnienie baranów poprzez grę na instrumentach dętych czy depilowanie klaty za pomocą super glue. Najciekawiej wypadały gagi, w które były zaangażowane osoby trzecie. Nie tyle ze względu na ich koncept, co dzięki wyrazom twarzy przechodniów. A samo 3D? Mało było momentów, w których zastosowanie tej techniki miało kluczowe znaczenie, więc nie wiem, o co całe zamieszanie. Chyba tylko po to, by być „na czasie”.

Po raz kolejny filmowe wzgórza Ameryki postanowiły zainwestować w Katherine Heigl, a co za tym idzie na kinowe sale wkroczyła nowa komedia romantyczna. Nie do końca lekka, bo pełna dramatów i wzruszeń, ale za to dość łatwa i przyjemna, jak na ten gatunek przystało. Historia mówiąca o tym, „co by było gdyby”… w tym przypadku, gdyby pozornym głównym bohaterom nieoczekiwanie się zmarło, a także o tym, jaki tak naprawdę obowiązek i odpowiedzialność spoczywa na rodzicach chrzestnych. Czy im się uda? Scenariusz przewidywalny już po pierwszych pięciu minutach i z każdą kolejną nasza wiedza o zakończeniu rośnie i rośnie. Co absolutnie nie działa to na niekorzyść filmu, przecież tak jak każdy wie, że Kevin w Święta musi być, tak samo komedia romantyczna musi zakończyć się happy endem!

Michał Stachura

Michał Cierniak

Paula Mościcka

STYCZNIOWE PREMIERY W POLSCE

21

TOP 5

▪ Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu Tym razem rodzeństwo Pevensie wraca do Narnii odchudzone o dwóch najstarszych członków. W grupie zastępuje ich kuzyn Eustachy. Dzieci dołączają do znanego z poprzedniej części księcia Kaspiana (Ben Barness) w poszukiwaniu legendarnych siedmiu mieczy w krainie, z której podchodzi lew Aslan (Liaam Neeson). Postać sceptycznego Eustachego wypełnia komediowe luki w historii. To baśniowe widowisko skierowane do młodego i niedoświadczonego widza. Wizualnie film niszczy wrzucona na siłę technologia 3D, która została dodana dopiero w postprodukcji. Mi przypadły do gustu sekwencje rozgrywające się w 1941 roku, pokazujące próby pogodzenia się bohaterów z wojenną rzeczywistością i ich ucieczka w baśniowy świat. Piotr Kaźmierczyk

oprac. Paweł Hekman

“Czarny Łabędź”; thriller USA. reż. D. Aronofsky. Mroczna opowieść o balecie, rywalizacji i pasji. „Turysta”; dramat/akcja USA, reż.F. H. von Donnersmarck. Angelina Jolie i Johnny Depp, czego chcieć więcej? „Green Hornet 3D”; akcja USA. reż. M. Gondry. Adaptacja zakręconego komiksu. „Polowanie na czarownice”; fantasy/przygodowy USA. reż. Dominic Sena. Nicolas Cage walczący z wiedźmami w średniowieczu. „Megamocny”; animacja USA, reż. T. McGrath. Animacja od twórców m.in „Shreka” i „Madagaskaru”.


22

Miasto Filmów

STYCZEŃ 2011

MIASTO FILMÓW Piątek, godz. 13:00 na 96 fm

Oprac. Paweł Hekman, Piotr Kaźmierczyk, Paula Mościcka, Michał Stachura

Podsumowanie roku 2010 TOP 2010 1. Incepcja Największy film Christophera Nolana, twórcy "Memento" i "Mrocznego Rycerza". W każdej scenie widać te ćwierć miliarda włożone w film. Intrygująca historia trzymająca w napięciu do końca. A nawet i dłużej. 2. Sherlock Holmes Guy Ritchie w końcu udowodnił, że nie jest tylko byłym mężem Madonny. Rewelacyjna, nowatorska wizja angielskiego detektywa wyszła mu idealnie. Dodatkowo fantastyczne kostiumy, muzyka Hansa Zimmera oraz genialny, pierwszoplanowy Robert Downey Jr. 3. Social Network David Fincher i jego historia powstania Facebooka, a także komentarz współczesności. W dodatku nauka o tym, gdzie sukces niszczy przyjaźń. Czyżby Oscarowy pewniak? 4. Wyspa Tajemnic Rok 2010 zdecydowanie należał do DiCaprio. Scorsese zaprasza nas na tytułową wyspę do szpitala psychiatrycznego i ustawia zegar na rok 1945. Must-see. 5. Toy Story 3 Niezmienni bohaterowie, niezmienna animacja oraz od 15 lat niezmiennie kultowa, pouczająca i zabawna zabawkowa historia. Zdecydowanie najlepsza animacja 2010! 6. Maczeta Niezwykle pikantne danie pro-

sto z Meksyku. Rodriguez zdecydowanie w formie. Do tego Danny Trejo doczekał się w końcu pierwszego planu. Smakowite. 7. Kick-Ass „Kick-Ass” niektórych odstraszył odstępstwami od papierowego oryginału, ale jeśli pozbędziecie się uprzedzeń, czeka was naprawdę świetne kino. Mnóstwo akcji, śmiechu i Nicholas Cage, który po 30. latach grania pokazuje, że ma w repertuarze więcej niż jedną minę (!). 8. Iron Man 2 Jedynka wyszła przepięknie, dwójka bardzo dobrze. Oszałamiające gadżety i duuuuża dawka humoru. Lecz tym razem to produkcja w pełni poświęcona Robertowi Downey Jr, który w swojej roli jest perfekcyjny. On nie gra Tony’ego Starka, on nim jest! 9. Drużyna A Na wieść o planach zrobienia tego filmu wiele osób złapało się za głowę. A mimo to film okazał się pozytywnym zaskoczeniem. Pełne absurdalnego humoru i równie absurdalnych scen akcji. 10. Różyczka Jedno z niewielu jaśniejących światełek w polskim kinie roku 2010. Przepełniona erotyzmem historia miłosnego trójkąta w komunistycznej Polsce. A w rolach głównych jedni z najlepszych aktorów: Seweryn, Więckiewicz i (faworytka redaktora Kaźmierczyka) Magdalena Boczarska.

GNIOT 2010 1. Ciacho Dowód na słabość polskiej kinematografii. Pozbawiona sensu komedia, która miała być najlepszym filmem roku z plejadą polskich "gwiazd". Jedyna zaleta - nie będzie kolejnych części). 2. Zmierzch: Zaćmienie Kolejny film o tym, jak to wampiry błyszczą w słońcu, nastolatki mają depresję permanentną, wilkołaki są wielkimi psami. Do tego pierwszy na świecie człowiek drewno, czyli Robert Pattison. Może żyletkę? 3. Discorobaczki Totalna klapa roku! Ale czego można spodziewać się po duńsko-niemieckiej bajce? Robaczki zafascynowane muzyką disco?!?

Tak abstrakcyjnego, pozbawionego sensu i fatalnie zrealizowanego pomysłu na animację nie pojmą chyba nawet dzieci. 4. Istota Adrien Brody zamiast aktorem powinien zostać pianistą. Nudna opowieść o zabawie w Boga, a potem w rodzica. Totalna strata czasu i pieniędzy. 5. Piła 3D Kolejna odsłona sadystycznych gierek na dużym ekranie. Czy ktoś jeszcze pamięta, że pierwsza część była naprawdę dobra? Dziś wieści o kolejnych „Piłach” zainteresowanie wywołują tylko u fanów, a u całej reszty – uśmiech politowania. Tym razem uśmiech politowania w trzech wymiarach.

ROZCZAROWANIA 1. Alicja w Krainie Czarów Alicja w wykonaniu Burtona – to miało być coś! Niestety, w połączeniu z wytwórnią Disneya wyszła mieszanka nie do zniesienia. Fatalnie zagrana przez Mię Wasikowaską Alicja przechyliła szalę porażki. 2. Koszmar z ulicy Wiązów Jackie Earle Haley wydawał się sensownym następcą Roberta Englunda w roli Freddiego, jednak efekt końcowy pokazał, że sama poparzona twarz to nie wszystko. 3. Wilkołak Zaraz po seansie trudno coś zarzucić temu filmowi. Spraw-

nie zrealizowany, dobra gra Del Toro i Hopkinsa, przyzwoity klimat. Jednak wystarczy wrócić do trailera, by przypomnieć sobie, że apetyt mieliśmy na dużo więcej. 4. Predators Niepotrzebne wskrzeszanie legendy kina. I znów Adrien Brody. Tym razem stara się być twardzielem. A twardziel z niego taki, jak z Pattisona wampir. 5. Wrota do piekieł Po Saimie Raimim spodziewałem się większych rzeczy. Tym razem twórca "Martwego Zła" nie straszy wcale, poza sceną wyjmowania sztucznej szczęki.


Telewizja

STYCZEŃ 2011

23

Kochamy nowe seriale Wszyscy widzieli przynajmniej jeden odcinek „Zagubionych”, każdy z nas uczył się na pamięć chociaż jednej riposty doktora House'a. Serialowa rzeczywistość różnej maści podawana w trzydziestominutowych lub godzinnych dawkach systematycznie przyciąga widzów. W większości są to produkcje wyśmienite, dobrze zrealizowane i zasługujące na uwagę. Wiele jest jednak rzeczy, które nie śniły się filozofom, a jeszcze więcej tych, co nie śniły się polskiemu widzowi. Oto subiektywny przegląd produkcji, których jeszcze lub do niedawna nie dane było nam oglądać. Kategoria wagowa: brytyjskie seriale młodzieżowe. Stacja E4 na tym polu dzieli i rządzi. To ona jest odpowiedzialna za powstanie najważniejszego serialu o młodych ludziach ostatnich lat, „Skins”.

Opowieść o ćpających, pijących i łamiących wszelkie normy moralne nastolatkach z Bristolu doczekała się już 4 sezonów, przez ten czas stając się tak wielką produkcją, że prezentacja obsady powstającego, piątego, została zorganizowane w swoiste tournee. Mamy tu wszystkie substraty gwarantujące zajście reakcji chemicznej, czyli wykrystalizowanie oddanego widza: aktualne i bliskie młodemu widzowi dramaty bohaterów, wyraziste postaci, doskonała muzyka, świetny montaż. Pierwsze dwa sezony to istny majstersztyk: każdy odcinek był zaskakujący, każdy wzruszał, bawił, denerwował, dopro-

wadzał do szału, powodował uśmiech. I to wszystko na przestrzeni 45. minut. W okolicach budynku szkoły rozgrywa się akcja „The Inbetweeners”. Ta propozycja jest czysto komediowa: czwórka przyjaciół zmaga się ze swoim statusem społecznym: nie są aż tak nisko, by być na dnie, lecz nie są też wystarczająco cool, by znaleźć się na szczycie, są zatem gdzieś pomiędzy (inbetween). Ich próby przedostania się do najwyższej kasty przypominają walenie głową w mur i, przede wszystkim, są prześmieszne. Humor nie polega tu jednak na wystrzeliwaniu różnego rodzaju ga-

gów w kierunku widza, pochodzi z drobnych, życiowych upokorzeń, których sami doświadczamy niemal codziennie. Dużo mniejszy realizm

znajdziemy w „Misfits”. Bohaterowie tego serialu w czasie bardzo dziwnej burzy obdarzeni zostali różnego rodzaju supermocami. W dodatku odrabiają właśnie wyrok pracy społecznej za drobne przewinienia. Tytułowi odszczepieńcy są od siebie totalnie różni i dla każdego z kwintetu przebywanie w drużynie z pozostałą czwórką to istna męczarnia, postanawiają jednak w obliczu swego problemu trzymać się razem. A problemów tylko przybywa: scenarzyści są tu dzięki totalnemu odrealnieniu fabuły bezkarni w wymyślaniu najprzedziwniejszych kolei losu naszym protagonistom. Spisali się oni ze swego zadania wyśmienicie: w każdym odcinku z dwóch sezonów serialu bohaterowie z przypadku mają pełne ręce roboty w ukrywaniu swych właści-

wości, a czasem – ujściu z życiem. Paradoksalnie to opis ostatniej, mającej najmniej wspólnego ze światem rzeczywistym, produkcji, wprowadza nas do konkluzji. Dlaczego tak wciągamy się w seriale? Co w nich siedzi, co sprawia, że MUSIMY obejrzeć każdy jeden odcinek? Odpowiedź jest oczywista i jednocześnie dość trudna: bo opowiadają o nas. O mnie, o tobie, o koleżance siedzącej obok. Niezależnie od tego, czy pijesz czy nie, czy palisz, umiesz cofać czas, czy po prostu chciałbyś zdobyć trochę więcej akceptacji otoczenia, niż ci przypadło w udziale, we wszystkich tych produkcjach mamy coś, z czym się identyfikujemy. To z kolei sprawia, że te seriale opowiadają o nas. Gorąco zapraszam do szperania i wyszukiwania najbardziej odpowiadających Wam seriali, niekoniecznie tych już obecnych w rodzimej telewizji. Pole do popisu mamy bardzo duże: te opisane tutaj to tylko ułamek czubka góry lodowej. Nie wierzę, że istnieje osoba, która nie znalazłaby w nowych serialach czegoś dla siebie. Tym bardziej, że niemal każdy z nich jest zrealizowany z prawie kinowym rozmachem. Ja już znikam, bo przegapię świąteczny odcinek specjalny „Misfits”. Michał Stachura rocknoca@index.zgora.pl


24

Książka

STYCZEŃ 2011

Spotkanie ze starym kumplem Biografie muzyków czy kapel rockowych mają do siebie to, że są niekiedy lepsze niż niejedna powieść sensacyjna. Historia kolesia, który władował w siebie całą tablicę Mendelejewa, ma w swoich żyłach prawdopodobnie tyle samo alkoholu co krwi (albo i więcej), a na dodatek ten koleś wciąż żyje i będąc po 60-tce nie narzeka specjalnie na zły stan zdrowia, musi być

dla Ozzy’ego poczuciem humoru. Książka naszpikowana jest anegdotami z różnych okresów życia rockmana. Najciekawiej pod tym względem jawi się część, w której Ozzy wspomina Black Sabbath. Trzeba przyznać, że panowie całkiem nieźle bawi-

Ozzy okazuje się swoim chłopem z takimi samymi słabościami jak każdy (a może nawet większymi), któremu mimo wielkiej sławy i pieniędzy nie odbiła palma. ciekawa! Tym kolesiem jest Ozzy Osbourne, którego autobiografia „Ja, Ozzy” wciąga od pierwszych stron. Były frontman Black Sabbath, który po odejściu z kapeli z powodzeniem rozpoczął karierę solową, opisuje nam swoje życie od dzieciństwa w ubogiej dzielnicy Birmingham, przez pierwsze sukcesy na scenie muzycznej, walkę z uzależnieniami, po udział w (nie) słynnym reality show „Rodzina Osbourne’ów”. Wszystko opowiedziane z charakterystycznym

li się podczas tworzenia materiału na kolejne płyty, a podczas tras koncertowych to już w ogóle! Początki kariery solowej mr. Osbourne’a wyglądały podobnie, że choćby wspomnieć tu jego przebudzenie na środki autostrady w Memphis po wizycie w japońskiej restauracji z Motley Crue. Poznajemy też więcej szczegółów odnośnie odgryzania głów gołębiom czy nietoperzom przez wokalistę. Rzeczywistość jak się okazuje, wcale nie jest tak okrutna, jak niektórzy

chcieliby ją widzieć. Mimo że w późniejszym okresie swej kariery Ozzy wcale nie przystopował z rock’n’rollowym trybem życia, to anegdoty zeń pochodzące nie bawią już tak mocno jak wcześniejsze. Dlaczego? Książę Ciemności założył już rodzinę, która coraz bardziej dawała mu do zrozumienia, że jego nałogi nie są wcale fajną sprawą. Można by uznać, że czytając

książkę dojrzewamy tak jak on... a co najmniej zaczynamy patrzeć na pewne rzeczy podobnie do niego. Generalnie całość napisana jest w taki sposób, że mamy wrażenie jakbyśmy słuchali opowieści dawno nie widzianego starego druha i bardzo przeżywali wszystkie jego wzloty i upadki. Ozzy po prostu okazuje się swoim chłopem z takimi samymi słabościami jak każdy (a może nawet większymi), któremu mimo wielkiej sławy i pieniędzy nie odbiła palma. Pewnie dlatego z niecierpliwością czekamy na to, co się stanie dalej, jak na spotkanie z dobrym przyjacielem, któremu czasem zdarzy się przeinaczyć niektóre fakty (na wstępie książki otrzymujemy „ostrzeżenie”, że coś takiego może nastapić i dlaczego), ale w końcu robi to w tak ciekawy i uroczy sposób, że można mu to wybaczyć. Michał Cierniak

Sekrety kobiet Ewa Woydyłło. Wyd.2. Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2008 Autorka pokazuje rzeczywistość na "tak" - uczy chcieć, pragnąć, wybaczać, oczekiwać, żądać, nazywać po imieniu, płakać bez wstydu, krzyczeć bez poczucia winy, być sobą bez strachu przed cudzą oceną. Uczy bycia kobietą. Demaskuje mity na temat związków sugerując realne sposoby budowania relacji między partnerami ("Jak kłócić się bez wrogości?", "Jak wybaczać?", "Jak wyrażać miłość i umieć przyjmować jej oznaki ze strony partnera?"). Pokazuje jak mimo różnić i konfliktów wspólnie przeżyć szczęśliwe życie. PEDAGOGICZNA BIBLIOTEKA WOJEWÓDZKA im. Marii Grzegorzewskiej w Zielonej Górze, al. Wojska Polskiego 9 Czynna: pon. - pt. 8:00 - 19:00, sob. 8:00 - 15:00. www.pbw.zgora.pl


Wasza poezja

STYCZEŃ 2011

Milion

myśli

25

Za nami święta. Czas kiedy wszystko wygląda inaczej. Kiedy my jesteśmy inni. Mamy inne poczucie wrażliwości. Kiedy zatrzymuje się czas, a my wraz z nim. Minęła nas także godzina 00. Kiedy pojawiły się nowe założenia. „Biznes plan” na nowy rok i myśli czy sprostamy. Czy nadchodzący czas nie wystawi nas na cięższe próby. Styczeń. Początek nowego roku. Postanowienia, tego co wykonamy. Co sobie założymy. A mogą się one okazać ponad nasze siły, ale mimo wszystko zapisujemy je w naszych notesach, dziennikach czy kalendarzach i co jakiś czas zaglądając odznaczamy: WYKONANE! Poezja pełni podobną funkcje co np. notesy. Linijka po linijce zapisujemy albo wspomnienia, które odcisneły w naszej pamięci ślad bądź to co sobie zakładyamy. Marzenia, które przecież są istotnym elementem naszej ziemskiej egzystencji. I nadal wspomnienia, które są niemniej ważne… Wysyłajcie swoją poetycką twórczość na adres wiersze@index.zgora.pl

Audycja Milion Myśli - środa, godz. 22:00 na 96 fm

Ula Seifert

Zimowa piosenka Piosenka o starych ludziach Zimowe piosenki – w nich dźwięczą sopelki, w zimowych piosenkach śnieg skrzypi. Choć czasem zmarznięte – to są uśmiechnięte, nie boją się śniegu ni grypy. W zimowych piosenkach wiatr mruczy w sosenkach, czasami kruk kracze lub wrona. Śmigają saneczki i dzwonią dzwoneczki, i skwierczą w kominku bierwiona. W zimowych piosenkach są bombki, światełka, choinki na bal wystrojone. Śniegowe bałwanki i narty, i sanki, i nosy od mrozu czerwone.

Starzy ludzie są tacy naiwni, tak czasami są denerwujący; mówią: „załóż czapeczkę”, nudzą: „zapnij kurteczkę, no bo w grudniu już chłodne jest słońce”. Starzy ludzie są tacy przedziwni, nie przestają marudzić i dzwonić, wciąż o ciebie się troszczą, wciąż na ciebie się złoszczą, bo chcą, żebyś ty martwił się o nich.

Starzy ludzie są tak niecierpliwi, nie czekają, pytają w tej chwili: „córciu, idą już Święta, synciu, czy ty pamiętasz, że ja z wami chcę być na Wigilii?” Nieszczęśliwi i chorzy, i siwi, niezabawni, niesprawni, bezmyślni, wyczekują latami tuż przed telefonami, bo tak bardzo, tak bardzo chcą istnieć.

Joanna Jankowska: „Czym jest poezja? To bardzo trudne pytanie. Na ten temat można napisać pracę doktorską. Poezja, ta którą tworze to mój sposób wyrażania siebie. To jest część mnie. To moja wrażliwość, moje odczuwanie. Moje słowa oraz moje kolory. A ta, którą czytam. Ludzi, których wiersze trafiają do mnie, to jest dla mnie coś potrzebnego.Myślę, że to pożywka dla duszy”. Iskra

Zimowe piosenki jak kaloryferki milutkim ciepełkiem rozgrzeją. Gdy będziesz je śpiewał, mróz rady ci nie da i śniegi ci dróg nie zawieją. Iwonna Buczkowska: „Poezja to podglądanie świata. Nazywanie go po swojemu. Wydobywanie z jakichś zwykłych rzeczy cech niezwykłych. Ukazywanie ich w sposób wzniosły, a niezwykłych w prosty”.

Wywołać iskrę, przywołać wspomnienia, Wrócić do tego, czego już nie ma, żyć marzeniami, jak w pięknym śnie, wciąż pytam siebie, pokocha mnie? Ognisko w sercu mym rozpalone cieplutkie takie, lecz zawstydzone zaczekam wieczność, aż powiesz, że jestem jedyny, że Kochasz mnie lecz czy uczucie to będzie szczere? Będziemy razem, przetrwamy wiele? Po całym roku w tym palenisku czy będzie silne? Wolne od wyzysku? Tak bardzo chciałbym cofnąć czas, Zacząć kochanie znów, jeszcze raz... M.Sz.


26

STYCZEŃ 2011

Akademickie Radio Index

Radio Index - co dla Ciebie? Akademickie Radio Index. Znajdziesz je na 96 fm albo na UZetka.pl. Jeśli słuchasz przypadkowych programów albo w ogóle nie poznałeś jeszcze studenckiej czwartej władzy w eterze, rozwiąż poniższy test, a przekonasz się, które audycje Indexu są dla Ciebie stworzone... A jeśli chcesz nam przekazać informację albo pozdrowić znajomych na antenie, odezwij się na GG 9696! :-)

■ Szczęście to dla Ciebie: a) miłość, przyjaźń i kariera b) koncert ulubionej kapeli c) godziny rektorskie

■ Gdybyś miał(a) luźne 1000 złotych: a) oczywiscie lokata, żeby było więcej b) kupujesz płyty, filmy, całe sezony... c) takiej imprezy świat nie widział!...

■ W związku szukasz przede wszystkim a) szczerości b) romantyzmu c) adrenaliny

■ Planujesz z chłopakiem/dziewczyną wieczór. Jaka jest Twoja propozycja? a) wypad w ładny zakątek lubuskiego b) wyjście do kina c) to proste: "u mnie czy u Ciebie?"

■ Gdy musisz o czymś ważnym zadecydować a) szukasz mądrego doradcy b) zastanawiasz się, jak postąpiłby Twój ulubiony bohater filmowy c) wybierasz ewentualność, którą uważasz za jedynie słuszną ■ Pasja jest dla Ciebie: a) rozwijaniem się b) pomysłem na czas wolny c) sposobem na monotoniię ■ Jesteś przekonany, że Twoja przyszłość zależy od: a) Twojej edukacji b) Twoich marzeń c) układu planet ■ Studia to dla Ciebie: a) droga do świetnej pracy b) czas szaleństw i beztroski c) strata czasu, ale prezent dla rodziców

■ Co Cię potrafi wyprowadzić z równowagi? a) polska polityka b) rozładowana empetrójka c) lód na chodniku ■ Pomnik w Świebodzinie to: a) źle wydane pieniądze b) nie moja sprawa, niech sobie stoi c) bohater Demotywatorów ■ Co masz wspólnego z Bachusem? a) fotkę z Zielonej Góry b) nic, nie sądzę, że uwielbia filmy ze Scarlett Johansson c) też lubię dionizje ;) ■ Gdybym mógł/mogła jeden dzień być kimś innym, był(a)bym: a) prezydentem b) gwiazdą rocka c) Scarlett Johansson ;)


Akademickie Radio Index

STYCZEŃ 2011

27

WYNIKI TESTU - sprawdź, co mamy dla Ciebie na 96 fm Najwięcej odpowiedzi A Noooo, nie ma żartów. Poważny z Ciebie gość. Lubisz wiedzieć wszystko, co dzieje się wokół Ciebie. Znajomość z Tobą jest pożyteczna, dasz ściągnąć, podpowiesz, spacyfikujesz wkurzonego wykładowcę... ;) Słuchaj o 10:30 i 14:30 serwisu informacyjnego w Radiu Index. Będziesz wiedzieć, kiedy są rektorskie, co się dzieje na uczelni i w mieście. Polecamy Ci też wtorkowy "Kwadrans Akademicki" i czwartkowy "Kwadrans Zielonogórski" - oba programy są o godz. 9:00 i 18:30, a Karol Tokarczyk (nasze radiowe ciacho) zaprasza do rozmowy gości z uczelni, dziennikarzy innych mediów etc. Jest konkretnie, tak jak lubisz ;) Spodoba Ci się też "Covered" - w każdy wtorek o godz. 23:00 Hegel, student anglistyski na UZ, stawia Ci pytanie: lepszy jest oryginał czy przeróbka? A jeśli tylko wiesz o czymś, co denerwuje lub cieszy studentów, wymaga interwencji albo zauważenia, koniecznie napisz nam o tym: newsroom@index.zgora.pl

Najwięcej odpowiedzi B Oto i mamy kogoś z pasją! Jeśli też wydajesz mnóstwo kasy na muzę albo nie zaśniesz bez obejrzenia filmu, cieszymy się, że nie jesteśmy sami ;) W piątek o godz. 13:00 w Indexie usłyszysz Pawła Hekmana, który razem z ekipą filmową przygotowuje "Miasto Filmów". Jeśli myślisz, że wiesz dużo o kinie, posłuchaj programu... ;) Polecamy Ci też "oGrom kultury" we wtorek o 21:00. Prowadzi go Marcin Gromnicki i Monika Kotowicz, która nawet w eterze zniewala uśmiechem :) Dla Twojego ucha są też wszelkie audycje muzyczne: "Metalizacja" (jesli chcesz, żeby diabeł powiedział Ci dobranoc;), "Listen!" (hip hop) czy na przykład mocna audycja "Electrohead", którą prowadzi Marek Pakoński z "Gazety Lubuskiej". Jeśli siedzisz w muzyce, może zaproponujesz nam jakieś kawałki do grania? Ciekawi też jesteśmy, czy podoba Ci się muzyka, którą gramy na co dzień w Indexie. Daj znać na mail: muzyczna@index.zgora.pl

Najwięcej odpowiedzi C Nie da się Ciebie sklasyfikować :o Jesteś niebanalnym człowiekiem, który ostro wyraża swoje zdanie. Koniecznie włącz radio o 16:00 we wtorek i środę - czekają na Ciebie nasi zwariowani radiowcy: Kinga, Eliza, Daria i Żebro. Prowadzą pasma, które poprawią Ci humor, choć wątpię, że kiedykolwiek Ci go brakuje. Jeśli z kolei masz chęć na większy hardcore, w czwartek o 16:00 na antenę wbijają się Grycz i Korzeń - tego się nie da wytłumaczyć... :o Lubisz imprezki? Informację o tym, co DZIŚ dzieje się w mieście znajdziesz w Indexie o godz. 8:10, 13:10 i 17:10. Mamy też dla Ciebie zaztrzyk wprost z "Gęby" - kabaretowy program "2 w Indexie" w środy o 19:00. A jeśli marzy Ci się praca w radiu i jesteś w stanie poświęcić swój czas na naukę dziennikarstwa, produkcji dźwięków, realizacji... Mamy dla Ciebie propozycję: dołącz do ekipy Radia Index. To wielka, szalona przygoda. Napisz mail o sobie na adres: rekrutacja@index.zgora.pl

Motto dla Ciebie: "Nie bój się tego, o czym myślisz. Zrób to".

Motto dla Ciebie: "Decyzja jest na tak albo nie. Nic pomiędzy".

Motto dla Ciebie: "Pokora rodzi olbrzymów".

Napisz do nas sms o treści: UZETKA a następnie HASŁO Z KRZYŻÓWKI na numer 72601 (napisz: uzetka + hasło). Koszt 2 zł + VAT. Na wiadomości czekamy do 20 stycznia. Spośród smsów wybierzemy jedną osobę, która otrzyma zaproszenie do Restauracji Ramzes (o wartości 50 zł).

Litery z pól ponumerowanych od 1 do 23 utworzą rozwiązanie - aforyzm Anny Pogonowskiej. Zwycięzcą grudniowej krzyżówki został Jakub Półtorak - gratulujemy!


28

STYCZEŃ 2011

Sport

Sportowa podróż w 2010 Wsiadać, drzwi zamykać! Najwaniejsze wydarzenia sportowe mininego roku. Oprac. Michał Rodzeń, Kamil Kwaśniak

Stacja pierwsza styczeń, luty i marzec ■ Wagon I Pociąg powoli rusza i ciągnie za sobą sportowy składy… W wagonie pierwszym mamy koszykarzy Zastalu. Rok zainaugurowali zwycięstwem w I lidze ze Zniczem Basket Pruszków, a kilka dni później do drużyny dołączył zawodnik z ekstraligowym doświadczeniem - Maciej Raczyński. Krótki odcinek postrzępionych torów i porażka we własnej hali z niżej notowanym rywalem z Białegostoku. Patrząc jednak na dalsze poczynania na trasie styczeń – luty można powiedzieć że, wagon został podczepiony do TGV wygrywając 8 pojedynków pod rząd. Problemy techniczne w pociągu powodują, że zielonogórscy koszykarze ulegają tylko jednym punktem Tarnobrzeskiej Siarce. Podobna historia powtórzyła się w Zielonej Górze, gdzie Zastal przegrał jednym punktem z KKS-em Tychy. Seria dwóch porażek została jednak przerwana i lokomotywa odzyskiwała normalne tempo dzięki wygranej w Łańcucie. Jeszcze przed zakrętem przyspieszenie i trzy wygrane pojedynki pod rząd dają zielonogórzanom awans do I rundy play-off i w pierwszym pojedynku z Sokołem Łańcut we własnej hali górą miejscowi. Na horyzoncie widać już drugą stację i znów odcinek, na którym wagon zwalnia: przegrana w rewanżowym pojedynku w Łańcucie.

■ Wagon 2 Przechodzimy do wagonu dalej i zapach metanolu unoszący się w nim wyjaśnia wszystko. W Zielonej Górze odbywa się IV Gala Sportu Żużlowego, nagrodę dla najlepszego debiutanta roku otrzymuję Patryk Dudek, a film o drodze Falubazu do złota wywołuje tyle samo szumu, co przeciąg w przedziale. Przez chwilę słuchać przytłumienie w wagonie, które pojawiło się za sprawą nowych, bardziej cichych tłumików… jak się jednak okazało była to cisza przed burzą, ponieważ jest to zwykły bubel komentowany przez cały sezon 2010. Zielonogórzanie pozostają bez własnego toru i korzystają z torów innych klubów:

ZASTAL

semafor każe nam się zatrzymać z jazdą na W69. W marcu pierwszy sparing z leszczyńskimi bykami i porażka. W szybach wagonu dalej widać stadion im. Alfre-

da Smoczyka w Lesznie, a to za sprawą memoriału patrona stadionu. Winny Gród reprezentuje Fredrik Lindgren i Rafał Dobrucki, jednak ich postawa w turnieju nie pokazuje, że jeszcze sezon temu stanowili o sile Drużynowego Mistrza Polski. Nieco lepsze wrażenie po sobie pozostawili w Bygoszczy Zengota i Protasiewicz, którzy zajmują miejsce w pierwszej dziesiątce zawodów. Pociąg trochę się cofa… bo jeszcze nie tak dawno szósty zawodnik bydgoskiego Kryterium Asów – Grzegorz Walasek, jako kapitan pomógł Falubazowi w zdobyciu złota… „Greg” został zastąpiony przez swojego odpowiednika ze Stanów Zjednoczonych – Hancocka. Pod koniec pierwszego odcinka żużlowcy z Grodu Bachusa wygrywają sparing w Rawiczu z miejscowymi niedźwiadkami, a Piotr Protasiewicz zostaje nowym kapitanem podczas prezentacji Drużynowych Mistrzów Polski 2009. ■ Wagon 3 Trzeci skład reprezentują Zielonogórscy Lechici.

Ci już na początku roku z klubu sprzedają Emila Drozdowicza i zawodnik ten wysiada w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie będzie reprezentował miejscowy GKP. Do wagonu wsiada jednak Wojciech Okińczyc – zawodnik grający wcześniej w znanych klubach Ekstraklasy. W wagonie zielonogórskich piłkarzy pojawia się wielkie poruszenie... To nie konduktorzy sprawdzający bilety. Wizytę składa sam Grzegorz Lato, a okazją do tego spotkania było 60-lecie Lubuskiego Związku Piłki Nożnej. Jeszcze przed meczami zmiana wystroju w przedziałach… zawodnicy Lechii będą grali w tym roku w biało-zielonych strojach. W pierwszym spotkaniu towarzyskim piłkarze z Winnego Grodu przegrywają 1:0 z Ilanką Rzepin, grając trzy razy po pół godziny… Pozytywną informacją jest powrót do treningów Rafała Figiela. W lutym kolejnym sparing partnerem zielonogórzan była Korona Kożuchów, która poniosła sromotną porażkę 4:0 na stadionie przy ul. Sulechowskiej. Niestety bywa i tak że, nie każdy dobrze znosi podróże pociągiem… Dwa remisy na koncie Lechii Zielona Góra i do wagonu wsiadają ostatni pasażerowie – Michał Kojder i Mateusz Kolouszek. W marcu do składu dociera smutna wiadomość o śmierci Stanisława Kurzawskiego – wieloletniego trenera młodzieży Lechitów. Na semaforze czerwone światło i pociąg cichnie na minutę. Na inaugurację sezonu porażka 2:3 na własnym boisku


Sport

STYCZEŃ 2011 z Olimpią Grudziądz. Przed dojazdem do stacji powołanie do kadry narodowej U-19 otrzymuje Rafal Figiel i Lechia remisuje w Tychach z miejscowym GKS -em 2:2. ■ Wagon 4 Ostatni wagon zajmowany jest przez akademików… W przedziałach siedzą piłkarze ręczni i siatkowi AZS UZ Zielona Góra. W styczniu do gry wraca Tomasz Paluch i będzie on wzmocnieniem dla kontuzjowanej ekipy siatkarzy z winnego grodu. Cztery zwycięstwa podopiecznych Tomasza Palucha i dobry rytm jazdy wagonu przerywa przegrana. Po czwartym pojedynku siatkarze AZS-u awansowali do drugiej rundy play-off i pod koniec lutego były powody do radości w przedziale akademików. Po trzech porażkach z Poznańskim AZS UM w marcu kończy się rywalizacja o awans do wyższej klasy rozgrywkowej w Polskiej Lidze Siatkówki. Piłkarze ręczni AZS-u wygrywają mecz z Reprezentacją Polski Juniorów. Po kolejnej już piątej porażce, następuje przełamanie i akademicy odnoszą dwa zwycięstwa w pojedynkach z Gdańskiem i Gryfinem. Jest nadzieja, że wagon z akademikami nie wykolei się przed następną stacją. Stacja druga kwiecień, maj i czerwiec ■ Wagon 1 W składzie Falubazu nie jest wesoło. Na inaugurację sezonu deszczowa przegrana z beniaminkiem Speedway Ekstraligi Azotami Tauron Tarnów. Po dwóch porażkach z rzędu powróciła nadzieja na lepsze wyniki wraz z uruchomieniem pod koniec kwietnia toru przy ul. Wrocławskiej. Po kolejnych dwóch porażkach z rzędu przyszła pora na „Świętą wojnę”, czyli pojedynek z fantastyczną w tym sezonie

Stalą Gorzów. Spotkanie wygrali zawodnicy z Myszką Mickey. To dodało im skrzydeł również w kolejnym meczu, w którym pokonali Bydgoską Polonię 61:29. Kolejne derby w Gorzowie i tym razem lepsi go-

spodarze, którzy potwierdzają swoją dobrą postawę w lidze. Zielonogórzanie walczą. Kolejne spotkanie przy W69 i Włokniarz Częstochowa wraca do domu na tarczy. Pod koniec trasy jeszcze przegrana z piekielnie mocną i niepokonaną Unią Leszno, która napędzana przez Janusza Kołodzieja, Jarosława Hampela i Damiana Balińskiego umacnia się na pozycji lidera. ■ Wagon 2 W wagonie koszykarzy też nie brakuje emocji. Zastalowcy po ciężkiej batalii z ŁKS -em Łódź stają się pełnoprawnymi uczestnikami Tauron Basket Ligi – czyli koszykarskiej ekstraklasy. Po trzecim meczu pokonali łodzian we własnej hali czteroma punktami. Koszykarzom Zastalu pozostał jeszcze do rozegrania mecz o mistrzostwo I Ligi Koszykarzy. W dwóch pojedynkach lepsza okazała się Siarka Tarnobrzeg, jednak to my mogliśmy cieszyć się z upragnionego awansu. „Królowie” pierwszoligowych parkietów zamykają się w swoich przedziałach i już myślą o kolejnych wyzwaniach. ■ Wagon 3

Przenosimy się do piłkarskiego wagonu: nie ma dobrych wiadomości. Druga porażka w rundzie wiosennej 2:0 z Górnikiem Polkowice oraz 7 tys. złotych kary za rasistowskie wyzwiska kibiców w stronę piłkarza Olimpii Grudziądz – Valentina Daha. Kolejne spotkania to remis i przegrana, i… tutaj coś ruszyło się w wagonie Lechitów, zaczął on pędzić jak sportowe auto po autostradach i odniósł aż 5 zwycięstw – to daje nadzieję na utrzymanie w lidze, a może i na czo-

29

już tak kolorowo i musieli uznać wyższość trzech z sześciu rywali. Medal był blisko, jednak zabrakło zęba naszym siatkarzom. Piłkarze ręczni: kolejna porażka, tym razem w Płocku z rezerwami tamtejszej Wisły i próba odbicia się od dna tabeli za sprawą wygranej jednym oczkiem z akademikami z Warszawy. Na koniec sezonu przegrana w Kościerzynie i ostatecznie 7 miejsce w tabeli. A co w tym sezonie dla szczypiornistów? Otóż wagon opromienił blask złota w Akademickich Mistrzostwach Polski. Na drużynę Marka Książkiewicza nie było mocnych. Widać już trzecią stację. Stacja trzecia lipiec, sierpień i wrzesień ■ Wagon 1

FALUBAZ ZASTAL łówkę tabeli. Passę przerywa jednak Unia Janikowo wrzucając piłkarzom z Winnego Grodu 2 gole do bramki, jednak nie robi to wrażenia na reprezentantach Zielonej Góry i pokonują oni w kolejnym spotkaniu 5:2 Zawiszę Bydgoszcz. Po dwóch kolejnych porażkach drżał wagon Lechitów: ze strachu o utrzymanie na torach. Pod koniec czerwca dostajemy informację o zmianie opiekuna wagonu. Miejsce dotychczasowego trenera Lechii Zielona Góra, Macieja Murawskiego, zajmuje Mirosław Zelisko. Czy dojadą do końca? ■ Wagon 4 Jak idzie podróż akademikom? Siatkarze otrząsnęli się z szoku po porażce w lidze i łatwo przebrnęli przez drogę prowadzącą do finału rozgrywek Akademickich Mistrzostw Polski, jednak w finale nie było

W sierpniu w wagonie Zastalu Zielona Góra pojawił się wór pieniędzy. Skąd? Z Zielonej Góry, cała kwota pochodziła z przetargu na działania promocyjnie miasta poprzez sport. Zaczęto też dopinać szczegóły kontraktu z zawodnikami, którzy wywalczyli awans i rozglądać się za nowymi. W międzyczasie chrzest przeszła nowa hala w Centrum Rekreacyjno-Sportowym przy ul. Sulechowskiej. W memoriale dr. Lecha Birgfellnera Zastal okazał się najlepszy, a kibice podziwiali nowe koszykarskie miejsce na mapie Zielonej Góry. Zaprezentowano nowy zespół Zastalu. W składzie znaleźli się m.in. Chris Burgess i Walter Hodge. Kibice przyjęli zespół bardzo ciepło i jeszcze nie wiedzieli, że Zastal i jego dwie zagraniczne rakiety ruszą w październiku jak TGV. ■ Wagon 2 Na początku wakacji Falubaz przegrał we Wrocławiu 39:51 z Betardem, a wracając zatrzymywał się na stacjach Rozczarowanie, Niezadowolenie,


30

STYCZEŃ 2011

Sport

a przejeżdżając przez Brak Komunikacji Między Zawodnikami (na północ od Ścinawy) trener Żyto w wagonie restauracyjnym poprosił o piwo „Mój Błąd”. Po kolejnym, wygranym 58:32 meczu z Unibaksem Toruń to właśnie trener stanął w centrum uwagi. Prezes Dowhan zawiesił go m.in. za niesubordynację w meczu we Wrocławiu. Temat nie schodził z ust kibiców, ludzie komentowali te rewelacje w autobusach i pociągach. Bez Żyty Falubaz wygrał 46:44 w Bydgoszczy z Polonią, 51:39 na wyjeździe z Włókniarzem Częstochowa i takim samym rezultatem odprawił ekipę Tauronu AzoLECHIA

tów Tarnów. W play-off czekał zespół Stali Gorzów. Falubaz już z przywróconym do łask Żytą okazał się lepszy, ale droga do sukcesu była ciężka jak podróż pociągiem na Woodstock. U siebie wygrał 47:43, a w Gorzowie 46:43. W półfinale z Betardem, Falubaz dzięki błędowi Piotra Świderskiego, który zbyt wcześnie wyprowadził swój motocykl z parku maszyn, wygrał 46:44. W rewanżu był remis 45:45, a wracając pociąg Falubazu omijał depresyjnie brzmiące miasteczka tylko obrał trasę z przesiadką w Szczęśliwicach Wielkich. Po pierwszym meczu finałowym, Unia Leszno wracała z Zielonej Góry przez to miasteczko, ponieważ wygrała 51:39. W rewanżu Falubaz przegrał 39:27, ale wywalczony srebrny medal DMP przekuto w sukces. ■ Wagon 3 Do sezonu 2010/2011 Lechia Zielona Góra przystąpiła bez Wojciecha Okińczyca i Gau-

dino, którzy razem z trenerem Maciejem Murawskim przenieśli się do Polonii Bydgoszcz. Drużyna umiejętnie… przeplatała zremisowane i przegrane mecze. Optymiści widzieli w tym szaleństwie metodę na rozpędzenie się pociągu z zielonogórskimi piłkarzami. Realiści machnęli ręką i przestali przychodzić na stadion. ■ Wagon 4 Akademiccy szczypiorniści rozpoczęli sezon wcześniej niż studenci naukę. Gdy żacy czekali na peronach na pociąg nad morze lub w góry, sportowcy z UZ-etu już we wrześniu wylewali siódme poty na treningach. Szczypiorniści w pierwszym meczu sezonu przegrali 31:35 u siebie z Jurandem Ciechanów. W kolejnym, wyjazdowym meczu zielonogórzanie znowu przegrali. Lepsza w stosunku bramek 31:26 okazała się Ostrovia Ostrów. Stacja czwarta październik, listopad i grudzień ■ Wagon 2 Po sezonie zawodnicy Falubazu rozjechali się po świecie. W Zielonej Górze został „trenejro” Piotr Żyto, któremu zamarzyła się kariera w radzie miasta i wystartował w wyborach samorządowych. Przy tym wyjawił prawdę o swojej przeszłości w SB. Trener nie dostał się do rady miasta, za kontrowersyjną przeszłość wylał go z klubu prezes Falubazu. Na jego miejsce Dowhan zaprosił innego konduktora – Marka Cieślaka. ■ Wagon 3 Mecz Lechii z Polonią Bydgoszcz należał do tych z podtekstami. Ekipę trenuje Maciej Murawski, który wcześniej ura-

tował zielonogórzanom drugoligowy byt. Piłkarze przystępowali do meczu osłabieni, ale udało się zdobyć punkt po bezbramkowym meczu. Na pierwsze trzy punkty kibice czekali do wygranej 2:1 z Czarnymi Żagań. Jednak w kolejnym spotkaniu z Górnikiem Wałbrzych zespół znów zaliczył awarię. W ostatnim meczu rundy, Lechia ledwo wysiadła z pociągu i wjechała na stadion w Tychach, a już było 2:0. Mecz z GKS-em zakończył się wynikiem 4:0 dla miejscowych. Lechia wracała do domu w 17. wagonie, a ta liczba oznaczająca przedostatnie miejsce w tabeli będzie straszyć aż do marca. ■ Wagon 4 Zielonogórscy szczypiorniści chcieliby zapomnieć o trzech ostatnich miesiącach 2010 roku. Kolejne porażki, brak formy, krytyka skierowana w stronę trenera. Światełko w tunelu na trasie pojawiło się po meczu z akademikami z Bydgoszczy, kiedy AZS wygrał w stosunku 36:28. Jednak potem droga była wyboista: porażki w Szczecinie, z Grunwaldem Poznań i Elblągu. Remis 28:28 z Sokołem Kościerzyna nie zmienił sytuacji. Wagon ze szczypiornistami jest w strefie spadkowej. Siatkarze z kolei zaczęli sezon od wygranej 3:0 z Treflem II Gdańsk. Potem jednak było tylko gorzej, a zespół nie mógł wygrać meczu ani w Szczecinie, ani w Poznaniu. Przełamanie przyszło w meczu 5. kolejki z drużyną LO MS Świnoujście wygranym 3:1, a potem po zwycięstwie 3:0 z liderem Colmanem Kalisz. Wydaje się, że drużyna pod koniec

roku złapała właściwy rytm i ich wagon zmierza w dobrych nastrojach w nowy rok. ■ Wagon 1 Pierwsze wrażenia po inauguracji nowego koszykarskiego sezonu w Zielonej Górze są zupełnie inne niż podczas przygody z PKP. Zastalowy ekspres gnał szybko, kibice byli zachwyceni, a w efektownej hali domykały się szyby i nie było zimno. Zespół najpierw ograł mistrza Polski Asseco-Prokom Gdynię, Siarkę Tarnobrzeg, PBG Poznań i Trefl Sopot. W Słupsku nastąpił pierwszy zgrzyt, gdzie miejscowi Czarni wygrali 85:83, ale już tydzień później wicemistrz Polski Anwil Włocławek wyjeżdżał z Zielonej Góry z zaliczoną porażką. Od klęski z Polonią w Warszawie zaczęła się bessa zespołu. Zastał wrócił na właściwe tory po meczu z Kotwicą Kołobrzeg, g d z i e pierwsze skrzypce grał Walter Hodge. Pod koniec roku Zastal stanął jak polskie koleje, a porażką z Polpharmą Stargard Szczeciński była bolesna jak nowy rozkład jazdy PKP.

AZS

Michał Rodzeń Kamil Kwaśniak


STYCZEŃ 2011

Felieton

31

Koleje losu

Nie rozumiem wszystkich tych utyskiwań na PKP. Sam, wbrew obecnemu PR pociągowego przemysłu, 25 grudnia wybrałem się w podróż koleją i muszę przyznać, że było to zdecydowanie najciekawsze wydarzenie tych świąt. Zaczęło się od tego, że z mojej miejscowości, czyli z Wolsztyna, w okresie świątecznym nie da się wydostać. Kierunek – Dolny Śląsk. Jedyną opcją była podróż do Poznania, tam przesiadka i do Wrocławia, gdzie znów przesiadka i dopiero stamtąd pociąg do upragnionej Ścinawy. Czas – siedem godzin, plus (nie minus) możliwe następne siedem. Na szczęście do Zielonej Góry udało mi się dotrzeć samochodem i tu, o 17.30, zameldowałem się na dworcu PKP. Półgodzinne opóźnienie pociągu w tych warunkach odbieram jako szczęście. Przy oka-

zji przekonałem się, że pracownicy kolei nie tracą poczucia humoru: po usłyszeniu informacji o wjeżdżającej na peron ciuchci wyszedłem na peron i jeszcze przez kwadrans zaśmiewaliśmy się ze współtowarzyszami podróży, jak daliśmy się nabić w butelkę. Przy dziesięciostopniowym mrozie. Wagony żyją swoim życiem. Ludzie się wykłócają, używają perfum, niektórzy manifestują swoje awangardowe podejście do codziennych czynności higienicznych – nihil novi, chciałoby się rzec. W pewnym momencie coś jednak przykuło

moją uwagę, mianowicie w elektrycznie napędzanym pociągu zgasło światło. Widziałem to już wiele razy na filmach i byłem pewny, że zaraz znajdę trupa albo chociaż zniknie komuś biżuteria warta krocie. Światło jednak nonszalancko na powrót się zapaliło. Nic się nie stało. Było to moje jedyne rozczarowanie w trakcie podróży. Gdy pociąg dotarł na miejsce, przez tę minutę postoju musieliśmy zwiększyć populację miejscowości około trzystukrotnie. Wliczając w to niedźwiedzie polarne, które prawie na pewno gdzieś się chowały, zważywszy REKLAMA

Święta, Święta i po Świętach...

24 grudzień to szczególny dzień. Jest wigilia, w tle 165-ty raz słyszy się Wham'owski posiwiały hit brzmiący dumnie ,,(...) aj gewju maj hart ". Lodówka wygląda zacnie, choinka wdzięczy się. Na placu św. Piotra w Watykanie zapalono 1,5 tys lampek. Po świętach Papież złapie się za głowę, jak rachunek za prąd zobaczy. Myśl o 500-złotowym mandacie nie daje zapalić na ulicy. Ciekawe, czy zakaz palenia w szopce betlejemskiej obowiązuje. Woda ma to do siebie, że spływa, zatem święta mają to do siebie, że szybko mijają. Pozostaje życzyć każdemu z osobna szczęśliwego nowego roku. g.r.y.c.z.

zarówno na aurę, jak i urbanizację okolic peronu, na jakim wysiadłem. Swoją drogą, wiem już, po co pracownikom kolei te wielkie młotki, stanowiące ich ekwipunek do spółki z latarką. Służą mianowicie do ostukiwania pasażerów z lodu, bo poczekalnie są pozamykane na wszystkie spusty. Ja na transport nie czekałem długo i już po chwili na powrót było mi ciepło. Wiedziałem, gdzie i dokąd jadę, widziałem, że jadę i wiedziałem, że w ogóle jadę... Co za nudy. Michał Stachura


32

Zielona Góra

REKLAMA

REKLAMA

STYCZEŃ 2011 REKLAMA

UZetka nr 72 (styczeń 2011)  

D4D - wielcy improwizatorzy. Jak ochronić się przed HIV? Sportowa podróż sentymentalna.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you