Trzeci Oddech XLIV

Page 1

TRZECI ODDECH Marzec 2022

NUMER XLIV

KWARTALNIK Bytomskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku 1


Artykuł wstępny, to nazwa artykułu w czasopiśmie, poruszającego najważniejsze bądź najbardziej aktualne wydarzenia z ostatniego okresu, albo też wprowadzającego do najważniejszych tematów poruszonych w bieżącym numerze pisma1. Ten numer „Trzeciego Oddechu” ma aż dwa artykuły wstępne. Pierwszy, napisany przed 24 lutego, jak zwykle w tym miejscu zapowiada, o czym będzie można przeczytać w numerze kwartalnika. Drugi, napisany po tej dacie, porusza najbardziej aktualne wydarzenie przełomu lutego i marca 2022 r. Dotychczas pisaliśmy o tym, co działo się na naszej uczelni i czego dokonali nasi słuchacze. Tym razem zdecydowaliśmy się także napisać o tym, co dzieje się za wschodnią granicą Polski. Mamy nadzieję i chcemy wierzyć, że następny, majowy numer będzie taki jak zawsze, czyli taki, jak przed 24 lutego 2022 roku. REDAKCJA

NIE DAJEMY SIĘ Żeby nie wiadomo jak próbować, nie da się zatrzymać czasu. Biegnie on tylko w jedną stronę, ani go nie zawrócisz, ani nie przyhamujesz. Tak niedawno oddawaliśmy do Państwa rąk numer bożonarodzeniowy, a już trzeba przyjąć pokornie koniec karnawału (choć, prawdę powiedziawszy, w czasie pandemii karnawał jest mocno okrojony…). 1

2

https://pl.wikipedia.org/wiki


Minął szczególnie ciepły dla pokolenia studentów w trzecim wieku Dzień Babci i Dziadka. Swoją drogą, to dobrze, że to od niedawna istniejące święto przypada w samym środku zimy. Nic tak nie ogrzewa serca jak uścisk wnuczęcia… Minęły Walentynki – obca to tradycja, ale przecież się przyjęła, no bo każda okazja jest dobra, by okazać serdeczność. A teraz – jak świętować to świętować – Dzień Kobiet. Panowie, alarm, czekamy na życzenia wzbogacone kwiatkami i własnoręcznie przyrządzoną kolacją!. Już niemal za progiem Wielkanoc z jej wiosennymi dekoracjami i obrzędami. I tak to biegnie, biegnie. A u nas w Uniwersytecie – cóż, Covid-19 reguluje aktywność słuchaczy. Znakiem czego jest zdjęcie na okładce. Michał Rusinek, w maseczce, po wykładzie podpisuje swoje książki słuchaczom, też w maseczkach. Ale życie studenckie trwa, jak najbardziej trwa. Przeglądając wpisy w stałej rubryce „Działo się” każdy przekona się, że a) jesteście, b) działacie, c) nie dajecie się. Niestety, nie zostały nam oszczędzone także smutne wydarzenia – pożegnaliśmy naszych Kolegów: Elżbietę Grzeganek i Mariana Adamusa. Pozostaną Oni w życzliwej pamięci przyjaciół. Oddajemy w Państwa ręce kolejny numer „Trzeciego Oddechu” z nadzieją, że jak zawsze, przyjmiecie go z sympatią. Prezentujemy w nim m.in. relację z noworocznego koncertu, podczas którego ujął słuchaczy swoją wirtuozerią akordeonista Marcin Wyrostek. Przeczytacie Państwo opowieść o święcie intelektu i humoru – bo takie było spotkanie z profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, byłym 3


sekretarzem Wisławy Szymborskiej, niestrudzonym tropicielem „pypciów na języku”, walecznym bojownikiem o piękną polszczyznę - Michałem Rusinkiem. W cyklu „Patroni bytomskich ulic” dr Małgorzata Kaganiec przybliża nam postać Jana Kasperka Proponujemy także zajrzeć do naszych stałych rubryk: filmowej i czytelniczej. W tej ostatniej szczególnie rekomendujemy „Balladę o śpiącym lwie” – monograficzny reportaż o Bytomiu. Zapraszamy do lektury.

... I WULKAN WYBUCHŁ W nocy z 23 na 24 lutego 2022 roku wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę. Za naszą wschodnią granicą trwa wojna. Wokół stolicy kraju, Kijowa, od pierwszego dnia toczą się walki. Walki toczą się także wokół innych ukraińskich miast. Niektóre z nich już zostały zajęte przez najeźdźców. Codziennie dochodzi do lotniczych nalotów i ataków rakietowych na dzielnice mieszkalne miast. Giną ludzie i niszczona jest infrastruktura. Już ponad dwa miliony uchodźców (głównie kobiet z dziećmi) opuściło Ukrainę. Najwięcej przez przejścia graniczne z Polską. Duża grupa dotarła także do Bytomia, w którym władze miasta, przy bardzo dużym udziale wolontariuszy, organizują dla nich pomoc. W tych ciężkich chwilach łączymy się sercami z wszystkimi Ukraińcami. Gorąco zachęcamy do podejmowania różnych form wsparcia ludziom dotkniętym konfliktem, uchodźcom i innym poszkodowanym. Radzimy śledzić informacje zamieszczane na internetowej stronie miasta 4


oraz stronach różnych fundacji, które zajmują się organizacją pomocy. W kilku bytomskich placówkach oświatowych tymczasowy dom znalazło już prawie dwieście osób. W jednej, przy ul. Karola Miarki 29, zorganizowany został magazyn odzieży, do którego może przyjść każdy potrzebujący. W Miejskiej Bibliotece Publicznej zbierana i wydawana jest uchodźcom żywność i artykuły pierwszej potrzeby. Datki na pomoc dla nich wpłacać można także na rachunek Samorządu Słuchaczy lub do puszki w Sekretariacie naszego Uniwersytetu. W mediach społecznościowych bardzo często cytowany jest jeden z wierszy Sehrija Żadana. To jeden z najważniejszych współczesnych artystów ukraińskich: pisarz, poeta, aktywista i muzyk rockowy. Za swoją twórczość, w której wielokrotnie pisał o zagrożeniach ze strony Rosji, otrzymał kilka prestiżowych nagród literackich. We wspomnianym utworze w symboliczny sposób obrazuje to, co teraz dzieje się za naszą wschodnią granicą. Oto słowa poety2: Ulicą idzie kobieta. Zatrzymuje się przed sklepem. Waha się. Trzeba kupić chleb, w domu się kończy. Kupić teraz, czy może lepiej już jutro? – myśli. Dzwoni jej telefon. Rozmawia z mamą. Rozmawia ostro, nie słucha, podnosi głos. Krzyczy, stojąc przed sklepową wystawą. 2

Wiersz pochodzi z tomu „Antena” w tłumaczeniu Bohdana Zadury

5


Tak jakby krzyczała na swoje odbicie. Przerywa rozmowę, nie dosłuchawszy, Idzie ulicą, przeklinając Niewidoczną i przez to jeszcze bardziej nienawistną mamę. Płacze z urazy do niej i do tego, że nie może jej wybaczyć. Zapomina o chlebie. Zapomina o wszystkim na świecie. Rano się zaczyna pierwszy artyleryjski ostrzał.

PATRONI BYTOMSKICH ULIC - JAN KASPEREK Jan Kasperek, nauczyciel i działacz społeczno-oświatowy, urodził się 10 maja 1903 roku w Domecku koło Opola w wielodzietnej rodzinie rolniczej. Jego ojciec był znanym lokalnym działaczem kulturalno-oświatowym, brat Wojciech brał udział w powstaniach śląskich. Po ukończeniu szkoły powszechnej Jan Kasperek rozpoczął pracę w wydawanej przez Bronisława Koraszewskiego „Gazecie Opolskiej” jako pomocnik drukarski. Po podziale Górnego Śląska, uciekając przed prześladowaniami, rodzina przeniosła się do Wielkopolski i zamieszkała w Sokolnikach Małych w powiecie szamotulskim. Jan podjął naukę w Seminarium Nauczycielskim w Bydgoszczy. Po jego ukończeniu powrócił na Śląsk, osiadając w Piekarach Śląskich, gdzie pracował jako nauczyciel w miejscowej szkole powszechnej. W roku 1927 przeniósł się do sąsiedniego Bytomia, leżą6


cego już po stronie niemieckiej, uznając, że tam będzie bardziej potrzebny rodakom. W Górnikach, Wieszowej i Mikulczycach organizował kursy języka polskiego dla dzieci i dorosłych, uczył w polskich szkołach mniejszościowych. Staraniem Jana Kasperka w Jemielnicy powstała jedyna w okolicy polska szkoła, w której sam przez jakiś czas uczył. Druga taka placówka, powstała też z jego inicjatywy, istniała w Dąbrowie Miejskiej. Oprócz języka polskiego wykładał także historię Polski. Prowadził również Bytomski Zespół Teatralny i Orkiestrę Młodzieży Polskiej. W 1932 roku Kasperek związał się z Gimnazjum Polskim, prowadząc rekrutację uczniów. Od 1933 roku był przewodniczącym Polsko-Katolickiego Towarzystwa Szkolnego na Okręg Przemysłowy. W 1938 roku, zmuszony przez gestapo do opuszczenia Bytomia, osiadł w Chorzowie, pracując jako nauczyciel szkoły powszechnej. We wrześniu 1939 roku, jako znany działacz polski, musiał się ukrywać. Po powrocie na Śląsk zamieszkał w Bielszowicach, pracując jako robotnik w tamtejszej cegielni, później przeniósł się do Zagłębia Dąbrowskiego, gdzie był buchalterem. Współpracował z konspiracyjną Służbą Zwycięstwu Polski. 14 maja 1941 roku został aresztowany w Zagórzu koło Sosnowca i osadzony w Auschwitz (nr obozowy 47704). Po ewakuacji obozu w styczniu 1945 roku trafił do Mauthausen-Gusen. Do domu wrócił w połowie roku 1945. Pracował jako dyrektor drukarni miejskiej, przemianowanej na Bytomskie Zakłady Graficzne. Pod koniec lat 50-tych ze względów politycznych utracił stanowisko. Do przejścia na emeryturę pracował w Zrzeszeniu Właścicieli Nieruchomości i jako szkolny bibliotekarz. Aktywnie działał w ZBOWiD. 7


Zmarł na udar mózgu 10 maja 1964 roku w Bytomiu, został pochowany na cmentarzu przy ulicy Staffa. Żoną Jana Kasperka była Marta Madejanka, również nauczycielka, kierowniczka polskiego przedszkola, do roku 1931 mieszczącego się w gmachu wydawnictwa „Katolik”. Ślub odbył się 21 lipca 1930 roku w Bytomiu, przyjęcie weselne, z udziałem konsula polskiego w Bytomiu Leona Mahlomme, w nieistniejącym budynku Konsulatu Polskiego (dawny hotel Lomnitz) przy ulicy Gliwickiej. Zdjęcie z tego wydarzenia, pozyskane z internetowej strony Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, jest jedynym, na którym uwidoczniony został Jan Kasperek.

Brat Jana, Nikodem Kasperek, z wykształcenia prawnik, porucznik Wojska Polskiego, zginął we wrześniu 1939 roku w bitwie nad Bzurą. 8


Imię Jana Kasperka nosi niewielka uliczka w śródmieściu Bytomia, łącząca ulice Strzelców Bytomskich i Marszałka Józefa Piłsudskiego. dr Małgorzata Kaganiec

KONCERT NOWOROCZNY UNIWERSYTETU Tradycyjny Koncert Noworoczny Bytomskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku (BUTW) odbył się 2 lutego 2022 roku, w Bytomskim Centrum Kultury. W sali ToTu zasiedli – z zachowaniem wymogów sanitarnych – słuchacze BUTW i zaproszeni goście. A wśród nich prezydent Bytomia Mariusz Wołosz, nowa dyrektorka BCK – dr Małgorzata Kamińska, przedstawicielka Rady Programowej BUTW dr Małgorzata Nowakowska-Olejniczak oraz przewodniczący Bytomskiej Rady Seniorów - Andrzej Święcicki. Serdeczne życzenia złożył naszym seniorom prezydent Bytomia, Mariusz Wołosz. Wyraził uznanie dla prężnego działania Uniwersytetu. Podkreślił aktywność seniorów, obfitość podejmowanych przez nich inicjatyw i nieustającą energię. Przekazał też obecnym, że na wielu spotkaniach z mieszkańcami miasta zgłaszana jest potrzeba rozszerzania działalności Uniwersytetu poza ścisłe centrum Bytomia i zorganizowania zajęć także w jego dzielnicach. Wyraził nadzieję, że bieżący rok będzie lepszy od poprzedniego. Koncert miał szczególny charakter, został bowiem zorganizowany z okazji 15-lecia bytomskiej wszechnicy seniorów. Przypadało ono, co prawda, już w ubiegłym roku, ale że dynamika rzeczywistości pandemicznej wymusza różne zmiany i przesunięcia – spotkaliśmy się teraz. 9


Dyrektor Centrum Kształcenia Ustawicznego w Bytomiu, Ryszard Kłak, przedstawił dotychczasowe dokonania Uniwersytetu, zwracając szczególną uwagę na to, co się zdarzyło w życiu uczelni i jej słuchaczy w ciągu ostatnich pięciu lat. Podkreślił, że obok funkcjonujących od początku, od roku 2006, kół, sekcji i realizowanych inicjatyw, w ostatnich pięciu latach pojawiły się nowe: m.in. Przegląd Twórczości Artystycznej Słuchaczy UTW, zawody pływackie „Kilometry w wodzie”, Studio Piosenki„60-tka”, dwa międzynarodowe projekty „Tradycyjne rękodzieło nas łączy” i „Senior w centrum oddziaływań edukacyjnych” (realizowane w ramach programu ERASMUS+), redakcja Radia SoVo, a także szersza niż wcześniej współpraca z uczelniami wyższymi i organizacjami pozarządowymi. Dyrektor omówił strukturę wiekową słuchaczy BUTW i wpływ COVID-u na liczbę słuchaczy. Zwrócił też uwagę na dojmują-

10


cy brak panów (tylko 15% liczby słuchaczy Uniwersytetu), tłumacząc to większą aktywnością życiową i społeczną pań. Osoby, których działalność w szczególny sposób przyczyniła się do rozwoju Uniwersytetu zostały przez dyrektora Centrum Kształcenia Ustawicznego uhonorowane listami gratulacyjnymi. Utrzymane w ciepłym, osobistym tonie listy gratulacyjne dyrektor wręczył członkom Zarządu Samorządu Słuchaczy: Janowi Cieplinskiemu, Steni Borkowskiej, Kazimierzowi Wojtaszkowi oraz członkiniom Komisji Rewizyjnej Jadwidze Rączce i Annie Miklaszewskiej. Jan Cieplinski, przewodniczący Zarządu, podzielił się z zebranymi własnymi refleksjami na temat życia uniwersyteckiego. Podkreślił bardzo dobrą współpracę Uniwersytetu z Centrum. Zwrócił uwagę na rolę uczelni w mieście, jako placówki dbającej zarówno o sferę intelektualną, jak i fizyczną seniorów. Podziękował także w imieniu swoim i wszystkich słuchaczy Uniwersytetu kierującej codzienną pracą Uniwersytetu wicedyrektor Centrum – Elżbiecie Morgoń-Ochman oraz pracownicom Centrum - Agnieszce Kopińskiej i Agnieszce Żaczek – zajmującym się obsługą administracyjną i księgową. Wyrazem uznania dla liderów organizujących zajęcia dla koleżanek i kolegów – słuchaczy Uniwersytetu, były dyplomy, które Ryszard Kłak i Jan Cieplinski wręczyli: Janinie Gabrieli Andrzejczak, Barbarze Bej, Zofii Bęben, Zygmuntowi Ćwiąkale, Joannie Kani, Henrykowi Sroce i Bożenie Związek. Listy gratulacyjne i dyplomy były przygotowane także dla Damiana Mzyka i Jana Pytla – członków Zarządu oraz liderów - Ewy Cogiel, Gabrieli Heuchert, Zofii Kowalik, Aliny Kwoki i Ireny Maziarki. Nieobecni na koncercie, wyróżnienia odbiorą przy innej okazji. 11


Po zakończeniu części oficjalnej spotkania przyszedł czas na właściwy koncert. Na estradzie wystąpił Marcin Wyrostek, wykładowca Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach w Instytucie Jazzu oraz członek Amerykańskiego Stowarzyszenia Akordeonistów, producent i wydawca własnych albumów. Laureat wielu krajowych i zagranicznych konkursów oraz drugiej polskiej edycji telewizyjnego programu „Mam Talent”. Podczas koncertu wirtuoz akordeonu zaprezentował głównie własne kompozycje inspirowane muzyką argentyńską, bałkańską i polską. Mogliśmy usłyszeć rytmy tanga, chodzonego, góralskich przyśpiewek. W przerwach między utworami muzyk opowiadał o swoich fascynacjach muzycznych i elektronicznych. Każdym wykonaniem udowadniał nieograniczone możliwości wykonawcze – i to zarówno swoje, jak i swojego akordeonu. Nic też dziwnego, że wprowadził słuchaczy w znakomity nastrój, więc nagrodzili artystę gromkim aplauzem. Przed rozpoczęciem koncertu przedstawiciele Stowarzyszenia INICJATYWA przeprowadzili wśród słuchaczy Uniwersytetu zbiórkę funduszy na zakup elektrycznego wózka inwalidzkiego dla Mariusza Czecha, który zmaga się z czterokończynowym porażeniem mózgowym. To choroba nieuleczalna, jedynie można ćwiczyć aby mięśnie nie zanikły. Mariusz potrzebuje specjalnego pojazdu, aby móc poruszać się po mieście przez cały rok i dojechać do osób, które pomagają mu ćwiczyć oraz do pracy, której usilnie szuka. Chciałby żyć i pracować jak normalny człowiek. Podziękowania dla tych słuchaczy, którzy godną kwotą wspomogli akcję. Z Waszą pomocą uda się spełnić marzenia Mariusza! EJB 12


MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KOBIET W środę 8 marca, w budynku przy ul. Powstańców Śląskich 10 odbyły się dwa spotkania. Najpierw o godzinie 12.00 w jednej z sal, przy kawie i herbacie oraz ciastkach, spotkali się słuchacze i słuchaczki Uniwersytetu, którzy w dowodach osobistych i paszportach, w rubryce „data urodzenia”, mają wpisaną liczbę 1942 lub jeszcze mniejszą. Jak skrupulatnie policzyła, zaglądając do bazy danych Uniwersytetu, pani Agnieszka, takich osób jest 46. Nie wszyscy wzięli udział w spotkaniu, ale przyszła lub przyjechała ponad połowa. Każda z obecnych osób otrzymała pamiątkowy list gratulacyjny podpisany przez dyrektora Centrum Kształcenia Ustawicznego w Bytomiu, którego Uniwersytet jest częścią. Inicjatorem spotkania i jego organizatorem był Zarząd Samorządu Słuchaczy Uniwersytetu. Dyplom odebrał z rąk dyrektora CKU również jeden z członków Zarządu – Kazimierz Wojtaszek. W czasie spotkanie dyrek-

13


tor wręczył także list z podziękowaniem za pracę na rzecz społeczności Janowi Pytlowi, który nie mógł go odebrać w czasie Koncertu Noworocznego, będącego jedną z części obchodów 15-lecia uczelni. W spotkaniu, oprócz zaproszonych słuchaczy – seniorów i członków Zarządu – Steni Borkowskiej, Jana Cieplinskiego oraz wcześniej wymienionych Jana Pytla i Kazimierza Wojtaszka, udział wzięła kierująca działalnością Uniwersytetu – wicedyrektor CKU Elżbieta Morgoń-Ochman. O godzinie 14.00 w auli szkolnej rozpoczął się koncert zorganizowany z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet. Przed licznie zgromadzonymi na sali paniami wystąpiły: chór „Wrzosy Jesieni” pod dyrekcją Moniki Woleńskiej i Studio Piosenki „60-tka” kierowane przez Bożenę Związek. W programie występów obydwu zespołów znalazły się utwory nawiązujące do toczącej się na Ukrainie wojny. W swojej części koncertu chór wykonał cztery pieśni „Użyjmy dziś żywota” w opr. Stanisława Niewiadomskiego, „Hej od Krakowa jadę” w opr. Władysława Bukowieckiego, „Kurdesz” w opr. Tadeusza Wojciecha Maklakiewicza i „Jo ci powiadom” oraz śląską wiązankę piosnek ludowych. Swój występ chór zakończył przejmującą „Modlitwą o pokój” Norberta Blachy, urodzonego w Gliwicach kompozytora, aranżera, pianisty i organisty, wykładowcy Akademii Muzycznej w Katowicach i PWST w Krakowie. Zespół Studia Piosenki „60-tka” rozpoczął swoją część koncertu wykonaniem ukraińskiej pieśni „Lniany ręcznik”, którą w Polsce rozsławił Bernard Ładysz. Potem była piosenka „Gdzie jesteś dziewczyno” z repertuaru Stanisławy Celińskiej, wiązanka przebojów z lat 60-tych „Śpiewaj razem z nami” oraz mix piosenek z lat 50-tych, m.in. „Karu14


zela” śpiewana przez Marię Koterbską i „Złoty pierścionek” wykonywany przez Renę Rolską oraz „O Nowej to Hucie piosenka”, „Warszawa da się lubić” i „Na prawo most, na lewo most”. Ostatnim utworem wykonanym przez zespół były, nawiązujące do daty 8 marca, “Baby, ach te baby” z repertuaru Eugeniusza Bodo, zapamiętane także z żywiołowego wykonania Ryszarda Rynkowskiego i Andrzeja Zauchy w czasie XXVII Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. W przerwie koncertu przewodniczący Zarządu Samorządu Słuchaczy Jan Cieplinski wręczył Gabrieli Heuchert, Zofii Kowalik, Alinie Kwoce, Ewie Cogiel, Irenie Maziarce i Ewie Wysockiej-Panek listy gratulacyjne dyrektora CKU przygotowane z okazji 15-lecia Uniwersytetu. RK 15


O RETORYCE, JĘZYKU I PIOSENKACH

POLSKIM,

PYPCIACH

W poniedziałek 24 stycznia 2022 r., w sali ToTu Bytomskiego Centrum Kultury, ze słuchaczami Bytomskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, spotkał się Michał Rusinek. Nie była to pierwsza jego wizyta w BeCeKu i nie pierwsze spotkanie ze słuchaczami Uniwersytetu. W listopadzie poprzedniego roku, w tej samej sali, opowiadał dzieciom o swoich książkach dla nich napisanych, a jeszcze wcześniej, bo w listopadzie 2019 roku, i też w sali ToTu, słuchacze BUTW mieli okazję posłuchać jego wykładu pt. „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej”. Wtedy sala była pełna. Teraz, w czasie pandemii i związanych z nią ograniczeń oraz obaw, na spotkanie z pisarzem, tłumaczem i wykładowcą akademickim, przyszło tylko i aż około dwustu osób. Inna była też, niż trzy lata wcześniej, formuła spotkania. Wtedy Michał Rusinek, przez pełne 60 minut, stojąc na scenie, tak ciepło i ciekawie opowiadał o swojej

16


współpracy z Wisławą Szymborską, że cały wykład przerywany był częstymi oklaskami, a przytaczane anegdoty wywoływały powszechny uśmiech. Tak było wtedy. Teraz na scenie, zamiast pulpitu dla wykładowcy, ustawiono stolik i dwa fotele, a zamiast wykładu była rozmowa. Michała Rusinka zaprosił do Bytomia, w imieniu słuchaczy Bytomskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, dyrektor Centrum Kształcenia Ustawicznego Ryszard Kłak i to on zajął drugi z foteli. „Pypcie na języku” (Warszawa, 2017) to tytuł pierwszej z czterech książek, napisanych przez Michała Rusinka i składających się na tetralogię, czyli czterotomowy cykl, którego kolejnymi tytułami są „Niedorajda, czyli co nam radzą poradniki” (Warszawa, 2019), „Zero zahamowań, czyli filolog słucha piosenek” (Warszawa, 2020) i wreszcie „Mroczny Eros. O pypciach w języku polityki” (Warszawa, 2021). Michał Rusinek jest literaturoznawcą - wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim. Specjalizuje się w teorii literatury. Jednym z wielu obszarów jego naukowych zainteresowań jest retoryka, czyli sztuka budowania artystycznej, perswazyjnej wypowiedzi ustnej lub pisemnej, nauka o niej, refleksja teoretyczna, jak również wiedza o komunikacji słownej, obrazowej i zachowawczej pomiędzy autorem wypowiedzi a jej odbiorcami (https://pl.wikipedia.org). Napisał między innymi: „Między klasyczną retoryką, a ponowoczesną retorycznością” (praca doktorska, 2002), „Retoryka obrazu. Przyczynek do percepcyjnej teorii figury”(praca habilitacyjna, 2013) i wspólnie z Anetą Załazińską - „Retoryka codzienna - poradnik nie tylko językowy” (Warszawa, 2010). Jest też, od roku 2015, członkiem Rady Języka Polskiego powołanej przez Prezydium PAN. To wszystko powoduje, że dla Michała Rusinka wszelkie 17


odstępstwa od poprawnego posługiwania się językiem polskim są nie do przyjęcia, są nadużyciem, może wręcz przestępstwem. Poprawnego, nie tylko w rozumieniu używania ustalonych zasad gramatyki i składni, ale także, a może przede wszystkim, w rozumieniu języka jako prostego i jednoznacznego sposobu komunikowania się. Bardzo go te odstępstwa uwierają. We wstępie do „Pypci na języku” napisał tak: Język, którym się posługujemy, ma paradoksalną naturę, im bardziej jest poprawny, tym bardziej staje się niezauważalny, znika nam z oczu. Przypomina szybę, przez którą oglądamy świat: tak czystą, że nie ma jak na niej zatrzymać wzroku. Żebyśmy przypomnieli sobie o istnieniu języka, na jego powierzchni musi pojawić się rysa, błąd, odstępstwo od reguły. Wtedy dopiero uświadamiamy sobie, że opowieść o świecie jest zrobiona ze słów, które też mają swoją wagę, miarę, a nawet historię. Tyle tytułem wstępu do relacji ze spotkania, a teraz o tym, jak ono przebiegło. Dla skrócenia tekstu pozwolę sobie na zastosowanie w nim, zamiast pełnych imion i nazwisk obydwu rozmawiających osób, ich inicjałów, czyli MR - to Michał Rusinek i RK - to Ryszard Kłak. W czasie trwającej ponad godzinę rozmowy najpierw RK doprecyzował, zadając MR pytania, kim tenże aktualnie jest, w sensie zawodowym. Słuchacze dowiedzieli się, że MR był, ale już nie jest Kierownikiem Podyplomowego Studium Retoryki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Już nie jest, bo Studium już nie ma. Że był, ale też już nie jest, członkiem Komisji Kultury Żywego Słowa Rady Języka Polskiego PAN (patrz wyżej). Że oprócz bycia wykładowcą, bywa też tłumaczem i że pisze książki. Pisze je w dużych ilościach, co powoduje, że spotyka się z porównywaniem go do innego pisarza o podobnych, ale odwróconych inicjałach, do Re18


migiusza Mroza. Kolejne pytania RK i odpowiedzi MR dotyczyły kolejnych książek składających się na na przywołaną już wcześniej tetralogię. Najpierw były „Pypcie na języku”. Języku nie tym w ustach (dla przypomnienia, wg Słownika Języka Polskiego, pypeć to krosta na języku), ale tym, którym w mowie i piśmie się posługujemy. Dla Michała Rusinka pypciami, na tak rozumianym języku, są słowa, określenia i zwroty go kaleczące. Tematami prowadzonej na scenie rozmowy były więc językowe pypcie z życia autora wzięte, kulturalne, historyczne i nostalgiczne, współczesne, wirtualne i komórkowe, kulinarne zapisane i opisane w tomie pierwszym tetralogii. Potem był, wzięty pod lupę przenikliwego tropiciela i niestrudzonego kolekcjonera pypciów język wszelakich poradników, czyli: Jak podrywać? Jak sprzedawać? Jak leczyć? Jak być mężczyzną? Jak być inteligentem? Jak zostać pisarzem? W tej części rozmowy siedzące na widowni panie dowiedziały się, że wszystkie kobiety, więc one też, chcą być jak paryżanki, a siedzący na widowni panowie usłyszeli, że prawdziwy mężczyzna to mężczyzna pijący. Osobnik płci męskiej niepijący, nie jest mężczyzną. Picie wina się nie liczy; musi być coś bardziej wyrazistego (czytaj; procentowego). Na spotkanie przyszły, prawie wyłącznie, osoby mocno dorosłe (60+), które ze szkoły z pewnością zapamiętały często rozważany na lekcjach języka polskiego problem, co poeta, autor wiersza, miał na myśli? Problem nadal pozostaje aktualny. Następnym tematem rozmowy były, podjęte przez MR w trzeciej części tetralogii, rozważania: co będzie, jeżeli kiedyś z podręczników szkolnych znikną 19


wiersze Adama Mickiewicza, a pojawią się teksty utworów śpiewanych przez Zenka Martyniuka czy zespół Ich Troje. (...) I co się dzieje, gdy te teksty wpadną w niepowołane ucho filologa, który w dodatku lubuje się w tropieniu pypciów językowych? I wreszcie temat czwarty: pypcie na języku polityki, a jeszcze bardziej na języku polityków. Znów pozwolę sobie nawiązać, wiem, to niegrzeczne, ale jak powiedział klasyk nie chcę ale muszę, do wieku siedzących na widowni słuchaczy. Bo oni wszyscy bardzo dobrze pamiętają, język polityki z epoki wczesnego i późnego Gierka. I mogą potwierdzić, że współczesny język polityki bardzo przypomina tamten. Na okładce „Mrocznego Erosa”, ostatniej części tetralogii, przeczytać można między innymi takie zdanie, wyjęte z krótkiej recenzji Katarzyny Kasi: Każdy z zawartych w tomie felietonów to porcja odtrutki na rzeczywistość. Niektóre z nich są pełne prowokujących do śmiechu łaskotek, a niektóre nieco gorzkie w smaku. Tak, czy inaczej, to lekarstwo działa. Pozwala czytelniczce, choć na

20


chwilę, wynurzyć się z bagna propagandowego bełkotu i przypomnieć sobie, że biegle włada językiem polskim. To zdanie, w pewnym sensie, może także służyć jako podsumowanie spotkania z Michałem Rusinkiem. Spędzone z nim kilkadziesiąt minut, było krótkim, ale przyjemnym oderwaniem od codziennych trosk, od COVID-u, od brzydkiej pogody, od złego samopoczucia i od tego, co tam komu doskwiera. Wszyscy na pewno zgodzą się z piszącym te słowa, że Pan Michał Rusinek, to ktoś, z kim chce się przebywać i kogo chce się słuchać. Bo mówi piękną polszczyzną, bo mówi zrozumiale, bo mówi mądrze. Aha i jeszcze jedno, bo ma poczucie humoru. W czasie całego spotkania, pomimo tego, że poruszane tematy nie zawsze były zabawne, a nawet można powiedzieć, że były bardzo poważne, na sali często słychać było śmiech. Po zakończeniu spotkania Michał Rusinek podpisał kilkanaście książek przyniesionych przez osoby biorące udział w spotkaniu, co na fotografii uwiecznił dla potomnych Kazimierz Wojtaszek. MK

KARTY LUDZKIEJ PAMIĘCI: AGATA LISTOŚ-KOSTRZEWA: BALLADA O ŚPIĄCYM LWIE, WYDAWNICTWO DOWODY NA ISTNIENIE, SERIA REPORTERSKA, WARSZAWA 2021 Miasta są jak ludzie. Mają swoje życiorysy, swoje sukcesy i porażki, swoje wzloty i upadki. Mają swoje twarze, Często jedno miasto może mieć wiele oblicz i pokazanie ich stanowi wyzwanie tyleż trudne co fascynujące. Takie zadanie postawiła sobie Agata Listoś-Kostrzewa, której de21


biut książkowy „Ballada o śpiącym lwie” odkrywa znane i nieznane fakty z historii i teraźniejszości Bytomia. Autorka, absolwentka m.in. filologii polskiej Uniwersytetu Łódzkiego i Polskiej Szkoły Reportażu stworzyła reporterską opowieść o jednym z najstarszych i najbardziej zniszczonych miast Górnego Śląska. To opowieść o przekleństwie, ale i jednocześnie źródle dobrobytu, jakim były dla Bytomia kopalnie i huty oraz o cenie, jaką zapłacili mieszkańcy za podziemne bogactwo. Czytamy o mieście, któremu przed wiekami świetność zapewniły bogate złoża rud srebra, cynku i ołowiu, natomiast rabunkowa gospodarka wielkich pokładów tłustego węgla doprowadziła do jego upadku. W tej historii autorka zabiera nas w podróż przez wieki. Zaczyna od Carla Godulli, króla cynku i dziwaka, który gigantyczny majątek zapisał niespokrewnionej z nim sześcioletniej dziewczynce z ludu, a kończy na problemach współcześnie trawiących Bytom, których źródłem są bogate złoża węgla zlokalizowane pod miastem. Najpierw, jeszcze we wczesnym średniowieczu, spod 22


miasta wydobywano rudy srebra i ołowiu, potem rudy cynku, a od początku wieku XIX węgiel. Po roku 1945 węgiel wybierano „na zawał”. Nie zawsze i nie do końca stosując się do zaleceń profesora Witolda Budryka i jego następcy profesora Stanisława Knothe. Nie oszczędzono filara ochronnego. Górotwór pod miastem przypomina ser szwajcarski, wydrążone są pokłady węgla i rud cynku, ołowiu, galmanu i srebra. - stwierdzają naukowcy w latach osiemdziesiątych. Na pierwszy rzut oka „Ballada o śpiącym lwie” może wydawać się książką napisaną chaotycznie. A to rok 1754, a to 2021, a zaraz po tym znów rok 1843. Raz o piecach, a innym razem o cynku. Śląski Kopciuszek, Joanna Gryzik przeplata się z Joanną Schaffgotsch von Schomberg, galman z węglem, bieda z bogactwem, elektrociepłownia w Szombierkach z kopalniami w Karbiu, Łagiewnikach i na Rozbarku. Teraźniejszość miesza się z przeszłością. Niemcy z Polską. Władza ludowa z demokracją III RP. Są wspomnienia, rozmowy z ludźmi i fragmenty dokumentów. Autorka przemierza ulice i place bytomskich dzielnic, spotyka się z mieszkańcami – bytomianami z dziada pradziada i tymi, których los przygnał tu zza Buga. Słucha opowieści o pękających ścianach, tańczących meblach, tąpnięciach zapamiętanych na zawsze. O ewakuacji mieszkańców Karbia. O walących się kamienicach i zapadających jezdniach. O strachu ludzi. Pochyla się nad losami nieistniejących już secesyjnych budynków na placu Kościuszki i zakrytych czerwoną kostką Rynku pozostałości po starym bytomskim grodzie. Czytając relacje z naukowych konferencji, poznaje fachową terminologię, którą posługują się specjaliści, rozmawiając z urzędnikami w ich gabinetach uczy się rozumieć przyczyny i skutki podejmowanych decyzji. 23


Ale to tylko złudzenie chaosu. W rzeczywistości z tej gmatwaniny wyłania się Bytom. Miasto przeklęte, jak je określają sami mieszkańcy, „polskie Detroit”. Miasto, o którym reporter Al Jazeery, mówi Bytom is slowly dying (Bytom powoli umiera). W polszczyźnie mamy idiom „zapadła wieś”, ale „zapadłego miasta” już nie mamy. Nad Bytomką rzeczywistość wyprzedziła językowy uzus. Rysują się mury, walą domy, zapadają ulice. Węgiel jest jednocześnie bogactwem i przekleństwem miasta. To, co zdecydowało o powstaniu Bytomia, jego bogactwie i tradycji, miało stać się jego zagładą. Bytom to dzisiaj miasto, które leży w centrum Górnego Śląska, a jednak trochę z boku, przez co powoli pustoszeje i niszczeje. „Ballada” porusza całe mnóstwo bytomskich tematów (znaczna część dotyczy zresztą całego regionu). Jest XIX -wieczny eksport bytomskiego cynku do Indii, są sowieckie deportacje górników do ZSRR, są Powstania Śląskie, jest wielka śląska arystokracja. Są niemieckie plany deglomeracji miasta i dofedrowania tutejszych złóż. Są warszawskie rachunki opłacalności bezwzględnego wydobycia kosztem tego, co na powierzchni. To bardzo ważna książka. Ukazująca upadek Bytomia, miasta niegdyś będącego perłą Górnego Śląska. Dzięki tej publikacji wiele osób spoza Śląska zdoła pojąć, jak wielką rolę Bytom odegrał nie tylko w historii regionu, ale także w historii Polski. Z reporterską precyzją autorka przedstawia bezwzględną wojnę, jaką prowadzi górotwór z miastem, które się na nim rozsiadło. Gdy przy kolejnych tąpnięciach ludziom pękają ściany i sypią się sufity, ziemia próbuje strząsnąć

24


z siebie antropogeniczny nalot. Materii ożywionej i nieożywionej nie udaje się tu współżyć w harmonii. Samo miasto nie jest jednak puste. Zamieszkują je ludzie, dla których autorka znalazła wiele miejsca, pisząc o nich i ich aktywności z sympatią, szacunkiem, czułością niemal. Naziemne problemy bytomian są przecież konsekwencją podziemnych błędów. “Ballada…” jest przestrogą, zwierciadłem pokazującym, do czego może przyczynić się nadmierna eksploatacja, jeżeli będzie dbało się tylko o zyski, a nie o dobro ogółu. Agata Listoś-Kostrzewa, snując opowieść o gospodarczo-demograficznej katastrofie miasta, zadaje ważne pytania o przyszłość, w tym bodaj najważniejsze: czy rozpadający się z powodu szkód górniczych Bytom jeszcze się podźwignie? Siła miasta leży w jego mieszkańcach: rdzennych i napływowych. A zahartowani trudnymi warunkami bytomianie mają nadzieję i determinację. W tym upatrują szansę dla Bytomia. Anthony Quinn w filmie „Grek Zorba”, na widok walącej się w gruzy budowanej przez siebie kopalni zawołał: widziałeś kiedyś taką piękną katastrofę? Mimo, że stracił wszystko — nie stracił nadziei. Ufajmy, że dla Bytomia też jeszcze jest nadzieja. „Ballada o śpiącym lwie” jest napisana z niewątpliwą znajomością tematu, zarówno w aspekcie historycznym jak i technologicznym. Równocześnie autorka personifikuje zarówno materię nieożywioną, jak ożywioną, pisząc kopalnie podszczypują miasto, pokład obiecuje pięć milionów ton węgla, ziemia uspokojona, ziemia się ruszyła, traktując szyby kopalniane o kobiecych imionach jak żywe 25


istoty. Na szczególne uznanie zasługuje obfita bibliografia, która wzbogaca książkę. W książce pojawia się też postać Piotra, jednego z wielu przewodników autorki po współczesnym Bytomiu i rozmówców, którzy poprzez historię własnego życia opowiadają jej o najnowszej historii miasta i jego mieszkańców. 1944 - Zygfryd, ojciec Piotra, w 1939 roku mieszkał w polskim jeszcze Chorzowie i walczył w polskim mundurze. Gdy Niemcy zajmują Śląsk, każą mu włożyć mundur niemiecki i wysyłają na front. W stronę żołnierza artylerii ciężkiej wyciągniętego siłą z kopalni – zresztą tak jak większość oddziału – leci kula, a Zygfryd siedzi akurat przy ognisku z plecakiem na plecach. W środku jest budzik, który wstrzymuje śmiertelny pocisk. Kula wytraca prędkość, ale przewierca niemiecki mundur, skórę na placach, mija kręgosłup i zatrzymuje się tuż przy sercu. Za chwilę urodzi się Piotr, który potem będzie opowiadać, że to chyba on ojca uratował, bo gdy Zygfryd dostaje w szpitalu telegram „Siegfrid, Ein Jungen wurde geboren”, zaraz zdrowieje z radości, że ma syna. Zakapslowana rana zarośnie. Uwierać będzie dopiero po latach, a że blisko serca, z czasem powstanie wada. (...) 1960 - Gdyby nie to, że ojcu serce kuleć zaczęło, Piotr może by i skończył szkołę, i pod ziemię nie zjeżdżał. A tak lekarze wysłali Zygfryda na rentę, grosz z tego niewielki, a w domu pięcioro dzieci. Piotr najstarszy z rodzeństwa, rzuca technikum i idzie kopać węgiel. (...) 2019 – Ojciec zły był na mnie, że szkołę rzuciłem. Ale po pierwszej wypłacie przyniosłem trzy i pół tysiąca, 26


bo w ścianie pracowałem. Jak mi dali na początku łopatę, nie mogłem jej utrzymać. Taki chłopaszek byłem, niewyrobiony, niziutki. Walczyłem z tą łopatą, jak z niewidzialnym przeciwnikiem. Po kilku miesiącach, gdy przywitałem się z wujem, to on aż usiadł. Nie miałem wyczucia w rękach. I tak od łopaty doszedłem do dozoru wyższego. Bez inżyniera, bez studiów. (…) Gwar kawiarni nie pozwala Piotrowi na chwilę zamyślenia. Wzdycha ciężko, zamawia kolejną herbatę malinową i uśmiech kelnerki. O ten zestaw prosi najczęściej. Najgorsze są tąpnięcia spągowe. Wyobraź sobie, że w ułamku sekundy podłoga unosi się o kilka metrów, rzuca ludźmi w górę i łamie kręgosłupy. (…) Jeden taki za tydzień miał mieć ślub… Budował tamę z płótna i wtedy tąpnęło. Wyrzuciło węgiel, ściana się wypchnęła. Ta siła musi gdzieś ujść. (…) Nagle jest wstrząs i ogromne zapylenie. Włączy się latarkę na pełne, to ręki nie widać. Nie ma czym oddychać. Trzeba wziąć koszulę, maską zatkać nos. Zawsze po wstrząsie wyganiałem ludzi do chodnika, żeby ich policzyć. Tego jednego brakowało, a dopiero co u niego byłem. Tama się przewróciła, zaczęliśmy przecinać płótno. Znaleźliśmy chełm. Pół godziny później też chłopaka, kilkanaście metrów dalej. Nawet nie był podrapany. Udusił się. Pierwszy raz wtedy płakałem. (…) Piotr jest już od wielu lat na zasłużonej górniczej emeryturze. Śpiewa w chórze „Wrzosy Jesieni”. Książkę czyta się bardzo dobrze. Luźny, beletrystyczno-reporterski styl jest niewątpliwą zaletą tej ze wszech miar potrzebnej publikacji. Szczerze polecam. EJB

27


COŚ DO POCZYTANIA: JAGNA KACZANOWSKA, PIES, KTÓRY NAS ODNALAZŁ,WYDAWNICTWO W.A.B., WARSZAWA 2022 Bo na tym pieskim świecie to się bardzo liczy, By iść na sześciu łapach i na jednej smyczy (Marek Majewski) Z okładki książki spogląda na nas rudy cocker spaniel. Jego puszysta sierść lśni, w ciemnych oczach widać całą dobroć psiego serca, a pysk… pysk się najnormalniej w świecie uśmiecha. Ten pies jest szczęśliwy. Czuje się bezpieczny. Taka okładka zapowiada treść wesołą, pogodną i optymistyczną. Nie do końca jest to jednak prawda. A przynajmniej nie przez cały czas. Najnowsza książka Jagny Kaczanowskiej „Pies, który nas odnalazł” to opowieść wielowątkowa. Porusza trudne i ważne tematy i dlatego można ją polecić czytelnikom w każdym wieku. Autorka stworzyła historię rodziny, która zmaga się z wieloma problemami. W jednym z bloków warszawskiego Ursynowa mieszkają Anka i Remek. Ich małżeństwo w kilkanaście lat po ślubie przeżywa kryzys. Małżonkowie coraz bardziej oddalają się od siebie, przytłoczeni trudnościami dnia codziennego, 28


który w ich domu jawi się wyjątkowo ciężko. Do problemów, z jakimi boryka się rodzina, mocno przyczynia się 12-letnia, zbuntowana córka Pola. Jest jeszcze jedna, najpoważniejsza troska. Czteroletni Kaj to dziecko w spektrum autyzmu. Terapia syna pochłania całą uwagę i wszystkie siły Anki. Kobieta czuje się przemęczona i osamotniona. Nie może liczyć na wsparcie męża – Remek ucieka w pracę, nie bez słuszności zasłaniając się koniecznością zarabiania na utrzymanie rodziny i kosztowną terapię synka. 12-letnia Pola, początkowo zakochana w maleńkim braciszku, szybko zaczyna czuć się zaniedbana. Nikt nie ma dla niej czasu – ani zapracowany ojciec ani pochłonięta sprawami związanymi z wychowywaniem autystycznego dziecka matka. W efekcie bunt Poli narasta, narasta jej niechęć do rodziców, do brata, pojawiają się kłopoty w szkole. Atmosfera domowa z dnia na dzień wyraźniej gęstnieje. Ojciec coraz dalszy, matka coraz bardziej nerwowa, Pola coraz bardziej przekonana, że jest dzieckiem niekochanym. W dodatku terapia Kaja rozczarowuje brakiem widocznych efektów. I nagle w życie tej rodziny wdziera się nieoczekiwanie pies. Nikomu niepotrzebne, zagłodzone zwierzę po przejściach, którego nikt nie szuka i nie chce. W dodatku kulawe. Pola przyprowadza go do domu, a matka eksploduje. Pod żadnym pozorem nie zgadza się na przygarnięcie psa. Planuje oddanie go do schroniska. Ale oto po ciężkiej operacji Freda – bo takie imię nadała Pola biedakowi - Anka podejmuje pozornie irracjonalną decyzję - zabiera go do domu. Zwierzę staje się domownikiem. Ludziom przybywa członek rodziny, pies zyskuje swoje własne stado. Czy

29


teraz wszystko już zacznie się układać? Czy cała rodzina nauczy się cierpliwości i sztuki wzajemnego słuchania? No nie, Jagna Kaczanowska, psycholog z wykształcenia, jest zbyt wytrawną pisarką, żeby proponować swoim czytelnikom takie łatwe, ocierające się o kicz i naiwność rozwiązania. Nie dzieje się tu żaden cud. Kłopoty i problemy istnieją nadal. Ale Fred samą swoją obecnością ożywia w bohaterach dawne, zagubione uczucia. Okazuje się brakującym i bardzo potrzebnym ogniwem. „Pies, który nas odnalazł” przypomina, że czasami, pomagając zwierzętom pomagamy sobie. Że ratując zwierzęta, ratujemy siebie. Na podkreślenie zasługuje też fakt, że autorka wiele uwagi poświęca spektrum autyzmu i problemom, z jakimi musi się uporać rodzina dziecka dotkniętego tym zaburzeniem rozwoju. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę książkę. Zapewni ona Państwu relaks, nieco wzruszeń, a także przypomni kilka trochę już zapomnianych „życiowych prawd” EJB

COŚ DO OBEJRZENIA: ŚMIERĆ NA NILU. THRILLER DETEKTYWISTYCZNY NA MOTYWACH POWIEŚCI AGATHY CHRISTIE Z 1937 ROKU. REŻYSERIA KENNETH BRANAGH, SCENARIUSZ MICHAEL GREEN. USA/WLK BRYTANIA 2022. Wielbiciele już dawno nadali jej tytuł „Królowej kryminałów”. Agatha Christie to najbardziej znana na świecie autorka powieści kryminalnych oraz najlepiej sprzedająca się pisarka wszech czasów. Wydano ponad miliard egzem30


plarzy jej książek w języku angielskim oraz drugi miliard przetłumaczonych na 45 języków obcych. Sławy przysporzyły pisarce stworzone przez nią słynne postaci dwojga detektywów: Herculesa Poirot oraz panny Marple. Wiele z jej powieści i opowiadań zostało zekranizowanych, niektóre wielokrotnie. Na podstawie dzieł autorki powstały także seriale telewizyjne i słuchowiska radiowe. Historia, opowiedziana przez Agathę Christie w „Śmierci na Nilu”, była już sztuką teatralną, serialem, grą komputerową i przynajmniej dwoma filmami. Tym razem sięgnął po nią pięciokrotnie nominowany do Oscara Kenneth Branagh. „Śmierć na Nilu”, to kolejna wspólna realizacja dokonana przez ekipę, która wcześniej pracowała przy adaptacji „Morderstwa w Orient Ekspresie” z 2017 r., również osnutej na motywach powieści Christie. W obu filmach ich reżyser wystąpił w roli Herculesa Poirot. Sielankowy nastrój miodowego miesiąca młodej pary, spędzającej podróż poślubną na luksusowym statku rzecznym, zostaje przerwany przez ponure zdarzenie: śmierć jednego z małżonków. Beztroski rejs po Nilu zmienia się w poszukiwania mordercy. Ponurą zagadkę może rozwiązać tylko najlepszy detektyw świata – Hercules Poirot. Egzotyczna, tajemnicza i niepozbawiona niebezpieczeństw sceneria 31


stanowi znakomite tło tej mrocznej opowieści o obsesyjnej miłości i jej tragicznych skutkach. Tym bardziej, że historia – jak rzeka – wije się w niezwykle zagadkowy sposób, nie pozwalając widzom odgadnąć zakończenia aż do finałowego, szokującego zdemaskowania potwornego spisku. “Śmierć na Nilu” zmienia sporo elementów z oryginalnej opowieści, ale głównie trzeciorzędnych. Klucz do tej historii wciąż jest taki sam. Mamy do czynienia z akcją zbudowaną w charakterystyczny dla warsztatu pisarskiego Christie sposób. Zamknięta przestrzeń, ograniczona grupa ludzi i trup. Pasażerowie są uwięzieni w klaustrofobicznej przestrzeni statku, na którym goszczą jednocześnie miłość i śmierć. Niemal wszyscy na pokładzie stają się podejrzani. Każdy z bohaterów miał motyw, by popełnić morderstwo. Każdy kryje tajemnicę, która stawia go w niekorzystnym świetle. Każdy zatem znajduje się w kręgu zainteresowań detektywa nad detektywami. Ale kto zabił? Zwłaszcza, że wkrótce giną kolejne osoby. Czy za morderstwami stoi biedna opiekunka bogatej matki chrzestnej Linnet, kuzyn i finansowy powiernik księżniczki, a może zazdrosna była narzeczona Simona? Przed detektywem stoi niezwykle trudne zadanie rozwiązania wielkiego spisku. Drugi film o Herkulesie Poirocie, jaki wyreżyserował Kenneth Branagh, obsadzając siebie samego w roli słynnego detektywa, zachowuje staromodny klimat twórczości pisarki. Reżyser pokazuje świat, którego już nie ma świat ekscentryków, bogaczy i ich służących. Pomaga mu w tym operator kamery Haris Zambarloukos. Ujęcia i praca kamery skutecznie tworzą klimat tajemniczości, zapełniając kadr wieloma elementami, z których część może okazać się niezbędna do rozwiązania zagadki. Akcja toczy się 32


w blasku zachodzącego słońca Egiptu, w złocie piasków pustyni, wśród egzotyki Orientu. Sprawna praca kamery powoduje, że nawet ciasnota statku nie daje się widzowi we znaki. Nie obyło się również bez odpowiedniej ekspozycji egipskich atrakcji turystycznych: piramid w Gizie, Sfinksa i Świątyni Ramzesa II z Abu Simbel. Szczególnie ta ostatnia ma ważną rolę do odegrania i prezentuje się nader okazale. Sięganie po twórczość pisarki, której powieści były wielokrotnie przenoszone na ekran, niesie ze sobą wiele pułapek. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia wciąż z tym samym bohaterem. Czy Kenneth Branagh jako Hercules Poirot zaistnieje w świadomości widzów tak samo, jak inni odtwórcy tej postaci z Albertem Finneyem i Peterem Ustinovem na czele? To już ocenicie Państwo sami po obejrzeniu filmu.

EJB

DZIAŁO SIĘ 3 grudnia 2021 - występ duetu Joanna Atamaniec-Matonia i Roman Wildanger w Rogoźniku w części artystycznej spotkania, poświęconego podsumowaniu działalności Rady Seniorów i Stowarzyszeń okręgu Gminy Bobrownik za rok 2021 10 grudnia 2021 – występ duetu Joanna Atamaniec-Matonia i Roman Wildanger w gmachu Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach w części artystycznej I-go Śląskiego Konwentu Seniorów „Seniorzy Wspólnie” 11 grudnia 2021 – pierwsza rocznica portalu Radia SoVo, którego jeden z zespołów redakcyjnych działa na Uniwersytecie 33


14 grudnia 2021 – prezentacja własnej twórczości przez słuchaczki Uniwersytetu Urszulę Jaksik (proza) i Zofię Golder (poezja) w czasie noworocznego spotkania Piekarskiego Stowarzyszenia Uniwersytet Trzeciego Wieku 15 grudnia 2021 – występ duetu Joanna Atamaniec-Matonia i Roman Wildanger w Dziennym Domu Opieki „Wigor” w Bytomiu-Szombierkach z koncertem kolęd „Hejże ino, dyna, dyna” 17 grudnia 2021 – wycieczka słuchaczy do Łodzi połączona z udziałem w spektaklu w Teatrze Muzycznym 5 stycznia 2022 – występ zespołu Studia Piosenki „60-tka” w Bytomskim Centrum Kultury w koncercie „Międzypokoleniowe kolędowanie”, zorganizowanym przez bytomską Fundację „Inicjatywa” 17 stycznia 2022 – występ zespołu Studia Piosenki „60-tka” na uroczystości setnych urodzin jednej z pensjonariuszek Domu Pomocy Społecznej „Kombatant” w Bytomiu-Miechowicach 22 stycznia 2022 – udział dwóch par, reprezentujących Uniwersytet, w VIII Noworocznym Turnieju Par w Brydżu Sportowym o Puchar Prezydenta Miasta Rybnika 24 stycznia 2022 – występ zespołu Studia Piosenki „60-tka” w Klubie „Sezam” Bytomskiej Spółdzielni Mieszkaniowej z okazji Dnia Babci i Dziadka 24 stycznia 2022 – wykład otwarty Michała Rusinka „Mroczny Eros, czyli o pypciach na języku po raz czwarty”

34


30 stycznia 2022 – koncert kolęd i pastorałek w wykonaniu chóru „Wrzosy Jesieni” w bytomskim kościele pw. Świętego Jacka 2 lutego 2022 – Koncert Noworoczny Bytomskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w sali Bytomskiego Centrum Kultury 1 marca 2022 – udział reprezentacji Uniwersytetu w zawodach IX Ogólnopolskiej Zimowej Senioriady na Podhalu rozgrywanych w Rabce-Zdroju 8 marca 2022 – koncert chóru „Wrzosy Jesieni” i Studia Piosenki „60-tka” dla słuchaczek Uniwersytetu z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet 8 marca 2022 – spotkanie dyrektora Centrum Kształcenia Ustawicznego i członków Zarządu Samorządu Słuchaczy Uniwersytetu ze słuchaczkami i słuchaczami w wieku 80+

W NASTĘPNYM NUMERZE W następnym numerze, który chcielibyśmy oddać czytelnikom w maju, będzie to, co zwykle. Relacje z ważnych wydarzeń Uniwersytetu i sukcesów jego słuchaczek oraz słuchaczy. Kolejna prezentacja patrona bytomskiej ulicy. Coś z kart ludzkiej pamięci, coś do obejrzenia i coś do poczytania. Może to będzie recenzja najnowszego wydania książki, którą na pewno przeczytała jako dziecko każda ze słuchaczek. Książki o małej dziewczynce o płomiennie rudych włosach i równie płomiennej wyobraźni. Najnowsze wydanie w przekładzie Anny Bańkowskiej nosi tytuł „Anne z Zielonych Szczytów” i natychmiast po ukazaniu się na księgarskich półkach wywołało burzę. Redakcja 35


Redakcja Centrum Kształcenia Ustawicznego w Bytomiu Bytomski Uniwersytet Trzeciego Wieku ul. Powstańców Śląskich, 41-902 Bytom tel: 322 811 138 fax.: 322 812 784 e-mail: utw@utw.bytom.pl http://www.utw.bytom.pl

Zespół redakcyjny Elżbieta Jabłońska-Bielińska [EJB], Ryszard Kłak [RK] Gościnnie dr Małgorzata Kaganiec oraz MK Fotografie w tekście Agnieszka Kopińska i Kazimierz Wojtaszek Na okładce Po wykładzie „Mroczny Eros, czyli o pypciach na języku po raz czwarty” Michał Rusinek podpisuje swoje książki podsuwane przez słuchaczki Uniwersytetu (fot. Kazimierz Wojtaszek) 36