Issuu on Google+


Drodzy Czytelnicy! Właśnie trafia w Wasze ręce drugi numer magazynu. Powstał on, ponieważ pierwsze wydanie zostało przyjęte niezmiernie miło, dzięki czemu cały zespół redakcyjny miał moc zapału do dalszej pracy. Numer ten ukazuje się na przełomie lata i jesieni, dlatego znajdziecie w nim mieszankę tematów. Będzie trochę o wakazjach jak również o tym jak wypełnić sobie czas podczas coraz dłuższych i chłodniejszych wieczorów. Dowiecie się również po jakie książki warto sięgnąć i co popijać w gorące dni.

Wydawca

urwiskowo@tlen.pl

A zatem, bez zbędnych słów, zpraszam do lektury.

Agnieszka Troć

Zespół redakcyjny Agnieszka Troć – redaktor naczelna Barbara Bielecka-Grzymkowska Wioletta Dynarska Ela Juchno Lasche Magda Merecka Małgorzata Matysek Sylwia Anna Włodarczyk Zaradna Mama

Korekta Małgorzata Matysek Opracowanie graficzne Agnieszka Troć Okładka Sylwia - laureatka „Urwisek na okładkę”. - zdjęcie nadesłała Danielewicz

konkursu Agnieszka


Bawimy się… Tworzymy… Gramy… Uczymy się…………… Nie ma wakacji bez edukacj ______________________ 7 Zabawy brudzące __________________________ 8 Zabawy matematyczne _____________________ 9 Zabawy artystyczne ________________________ 10 Zabawy sportowe __________________________ 11 Pomoc w domu ____________________________ 12

Dookoła świata z dzieckiem – Meksyk ______ 13

Bezludna wyspa ______ 16

Paw z rolki po papierze toaletowym _____ 20

Powietrze ____ 22

Nadchodzi jesień ________________ 26

Kukiełki z łyżek i nie tylko _________________________ 28


Czytamy… Recenzujemy… Polecamy… Piszemy… Pan Kuleczka – Sztukmistrz dnia codziennego ______ 32

Opowiadania dla przedszkolaków ___________34

Książeczki o Zuzi _________ 36

Bajka o Tusi cz II ______________________________ 37

Gotujemy… Pichcimy… Pijemy… Zajadamy…

Koktail bananowy ______ 39

Kompot z rabarbaru ______________________ 40


Radzimy… Proponujemy… Polecamy… Porady Zaradnej Mamy ____________ 42 Obowiązki domowe _________ 42 Zabawa w doktora __________ 43

Mamo, daleko jeszcze ______ 44

Ciekawostki z niezbędnika małego podróżnika ____ 47

Laureaci konkursu „URWISEK NA OKŁADKĘ” ___ 50

Zespół redakcyjny _________ 52 ___ 52


Kto powiedział, że w domu musi być nudno? Projekt „wakacje w domu - nie ma nudy” uważam za otwarty. Najpierw powstał plan projektu, czyli grupy tematyczne. Miał on potrwać 5 dni więc i grup wybraliśmy 5:  messy play (czyli brudzące zabawy),  zabawy matematyczne,  artystyczne,  sportowe  (specjalnie dla mnie) pomoc w domu.

Potem powstała tablica, na której postanowiliśmy (ja i chłopcy, rzecz jasna) umieścić punkty za zaliczone zadanie.

Jako że nasz zespół liczył 2 członków, punkt należał się za ukończenie zadania przez zespół.

Oczywiście i grupy, i zadania w poszczególnych grupach mogą być dowolne. Oto nasz „gotowiec” dla zapracowanych rodziców. UWAGA: ten zestaw może być wykorzystywany nie tylko w wakacje.


 Ugotuj zupę błotną z dodatkiem okolicznych ziół w wiaderku.  Pobaw się pianką do golenia wciśniętą do miski.  Namaluj wielki rysunek kredą (u nas na trampolinie).  Do miski wsyp perełki do nawadniania (dostępne obecnie w Biedronce za 1,50 zł). Będzie to niezwykły świat dla twoich figurek (u nas ludziki lego).  Poproś mamę, żeby dzień wcześniej zamroziła barwnik spożywczy rozpuszczony w wodzie w pojemnikach na lód. Będą to niezwykłe mrożone farby (świetne w upalny dzień). A jak fajnie zjeżdżają ze ślizgawki.


 Dziecięce sudoku.  Dodawanie przy użyciu materiałów naturalnych.  Domino z kamyków.  Dzielenie pizzy (mniam… świetny pomysł na wprowadzenie ułamków).  Segregowanie kamyków (spinaczy, guzików) w woreczkach po 10 i liczenie dziesiątkami (lub w każdej innej konfiguracji).


 Niewidzialny atrament – tajemniczą wiadomość malujemy pędzelkiem umoczonym w soku z cytryny. Następnie wystarczy przybliżyć papier do ognia (uwaga, żeby nie spalić rysunku) i tajemnica przestaje być tajemnicą.  Kartkę zamalowujemy kredkami świecowymi, a następnie farbą. Po przeschnięciu wydrapujemy rysunek ostrym patyczkiem.  W plastikowych kubeczkach z wodą rozpuszczamy farbę z odrobiną płynu do naczyń. Następnie przy użyciu słomki tworzymy bąbelki. Kartkę papieru przykładamy do poszczególnych bąbelków, które tworzą w rezultacie barwny rysunek.  Wybieramy sławnego malarza i próbujemy namalować obraz używaną przez niego techniką ( u nas był to Piet Mondrian).  Tworzymy papierowy teatrzyk w pudełku.


 Tworzymy procę z patyka i gumki.  Do ramion starego drewnianego wieszaka mocujemy gumkę i… łuk gotowy.  Organizujemy zawody w pchnięciu… ziemniakiem.  Odcinamy dno butelce plastikowej po płynie do płukania (z rączką). Będzie to idealny kosz dla naszej piłki.  Eco ringo na grilla – rolkę po ręcznikach papierowych umieszczamy pionowo na ziemi. W talerzykach papierowych wycinamy duże dziury i możemy używać ich do rzutu.


 Zrywamy warzywa w ogródku (my zrywaliśmy groszek na nasiona).  Robimy kanapkę według wzoru (najważniejsze żeby była niekonwencjonalna).  Ściągamy poszewki do prania pościeli plus obowiązkowa walka na poduszki.  Domowi hokeiści używają odkurzacza (a przy okazji podłoga się sama odkurza).  Udajemy, że pracujemy w hotelu i ścielimy łóżka gości. Można na równo pościelonych łóżkach położyć wesołą kompozycją z ręcznika z czekoladką i skonsumować ją po zakończeniu zadania).

Lasche http://laschejunk.blogspot.com/


Któż z nas nie marzy o dalekich i pełnych przygód podróżach?! My marzymy, ale zanim nasze pragnienia się urzeczywistnią, podróżujemy „palcem po mapie”. W taką podróż można zabrać każdego, kogo tylko chcemy, wliczając w to psa, kota, lalkę. Taka podróż nic nie kosztuje. Rozmaite miejsca można zwiedzać o dowolnej porze roku oraz dnia. No i chyba najważniejsze zabieramy bez obaw w taką podróż dzieci, które nie marudzą, ale chłoną wiedzę jak gąbki. Jedyne, czego potrzebujemy, to WYOBRAŹNIA.

Wspólnie z córeczkami (Wiktoria 7 lat i Julia 4 lata) podróżujemy tak już jakiś czas i, uwierzcie, zwiedziłyśmy już kawał świata. Spotkałyśmy na naszej drodze dzikie zwierzęta, zwiedzałyśmy najsłynniejsze zabytki, wcinałyśmy przepyszną włoską pizzę itd. Długo mogłabym wymieniać! Ale do rzeczy. Dzisiaj opowiem Wam, jak wybrałyśmy się do Meksyku. Zaczęłyśmy od znalezienia Meksyku na mapie, ustalenia, na jakim kontynencie leży i jakich ma sąsiadów. Następnie zrobiłyśmy wydzierankową flagę.


Ustaliłyśmy, jak się nazywają mieszkańcy Meksyku i z rolki papieru stworzyłyśmy naszych Meksykanów.

Skoro Meksyk, to muszą być kaktusy. Osobiście za nimi nie przepadam, chociaż to pewnie jedyne rośliny, który nie zwiędłyby na moim parapecie. Do ich narysowania Wiktoria użyła pasteli.

Kolejną przygodę przeżyły nasze paluszki, które zrobiły papierowe makatki.


Prawdziwy Meksykanin powinien mieć na głowie sombrero, dlatego postanowiłyśmy sobie zrobić meksykańskie kapelusze, wykorzystując do tego papierowe talerzyki i kubki.

Na koniec trochę meksykańskich tańców i muzyki. A do tego potrzebne są kastaniety (niestety nie wyszły nam za piękne, ale co tam).

Oglądałyśmy również bajkę z serii „Była sobie Ameryka. Aztekowie przed podbojem”. Jak Wam się podobała podróż? Dla nas była to niezapomniana przygoda, a w słowniku moich dzieci pojawiło się kilka nowych pojęć. Ela Juchno www.madredziecko.blogspot.com


Wakacje powoli stają się wspomnieniem. By trochę przedłużyć letnie klimaty, proponuję zrobić BEZLUDNĄ WYSPĘ. Będzie można się nią bawić zarówno teraz, jak i w coraz dłuższe jesienne oraz zimowe wieczory. Już samo tworzenie wyspy jest świetną zabawą, a to dopiero początek.

Materiały:  Pudełko po margarynie  Tektura  Stare gazety  Rolki po ręcznikach papierowych  Bibuła (żółta, niebieska, brązowa)  Zielony blok techniczny  Klej stolarski  Klej w sztyfcie  Taśma samoprzylepna  Nożyczki, flamaster


Pudełko po margarynie przyklejamy do tektury taśmą samoprzylepną. Brzegi pudełka obklejamy pogniecioną gazetą. Żółtą bibułę rwiemy na kawałki, a klej stolarski rozrabiamy pół na pół z wodą. Kleistą mieszanką smarujemy pudełko oraz gazetę i całość obklejamy kilkoma warstwami żółtej bibuły. Brzegi tektury obklejamy niebieską bibułą. Całość pozostawiamy do wyschnięcia, a w międzyczasie zabieramy się do zrobienia palm. Na zielonych kartkach ze sztywnego papieru rysujemy kształty liści, a następnie je wycinamy. Brązową bibułę tniemy na paski, smarujemy klejem i obklejamy nimi rolki po papierowych ręcznikach. Wycięte liście przyklejamy do wnętrza rolki i wywijamy je na zewnątrz. Z kawałków brązowej bibuły formujemy kuleczki i przyklejamy pod liśćmi, Będę to kokosy.

Na koniec pozostaje przykleić klejem stolarskim palmy do wyschniętej wyspy. Gdy klej wyschnie, można rozpocząć wspaniałą zabawę.


Do kompletu można jeszcze stworzyć morze i ląd na dużej kartce brystolu, a nawet statek piracki. Jak zrobić statek z opakowań po jajkach, możecie zobaczyć TUTAJ.

Życzę udanej zabawy!

Agnieszka Troć www.urwiskowo.com.pl


Do jego wykonania użyliśmy: - rolki po papierze toaletowym - różnokolorowej bibuły - papieru kolorowego (my użyliśmy niebieskiego i czerwonego) - nożyczek - kleju - czarnego flamastra

Na początku wakacji razem z dziećmi odwiedziliśmy zoo. Moim chłopcom bardzo spodobał się paw, a szczególnie jego piękny ogon. I takiego właśnie pawia z rozłożonym wielobarwnym trenem postanowiliśmy stworzyć z dostępnych w domu materiałów.


Rolkę wysmarowaliśmy dokładnie klejem i obkleiliśmy dookoła niebieskim papierem. Bibułę złożyliśmy w jedną kupkę i z całości wycięliśmy i ponacinaliśmy boki na kształt pióra. Jedno czerwone piórko zostawiliśmy. Resztę nakleiliśmy z tyłu pawia w formie wachlarza. Przyklejaliśmy za pomocą kleju pojedyncze pióra z bibuły, ale można je równie dobrze spiąć zszywaczem. Z kolorowego papieru wycięliśmy dwa koła mniejsze i większe. Nakleiliśmy je na pióra jako ozdobę i zakrycie plamek z kleju. Z pozostałego czerwonego piórka zrobiliśmy dziób, czyli zgięliśmy je w 1/3 wysokości i tą krótszą część przykleiliśmy do rolki. Flamastrem namalowaliśmy oczy. Podziwialiśmy nasze dzieło „dumni z niego jak pawie”.

Sylwia http://mamawdomu.blogspot.com


Jest ulotne, eteryczne, przenikliwe, ciepłe lub lodowate… Nie do okiełznania. Czy warto dzieciom opowiadać, z czego składa się nasze powietrze? Tłumaczyć, że jest mieszaniną gazów? Mówić o azocie, dwutlenku węgla, o tym, że możemy je poczuć wtedy, gdy wieje wiatr? Warto! Należy opowiadać! Nasze powietrze jest przecież dla nas niezbędne do życia! Warto dzieciom o nim mówić, warto edukować również, jak dbać o czystość powietrza. Jak unikać produkcji spalin, czym palić zimą w naszym piecu? Dlaczego nie wolno palić plastików, gum, starych ubrań i butów oraz wszystkich tych rzeczy, które nie są naturalne? Edukacja ekologiczna powinna już zaistnieć w bardzo młodym wieku.

Wiadomo, że zasiane ziarno kiełkuje najlepiej na żyznej glebie. Śmiało można porównać małe dziecko do żyznej ziemi, bo dziecko nie tylko chłonie, ale również zapamiętuje i wdraża poznaną wiedzę w swoje życie, nawet zupełnie nieświadomie. Musimy przecież uczyć zarówno dorosłych, jak i dzieci, że zanieczyszczone powietrze obniża nasz standard życia, powodując problemy zdrowotne oraz kwaśne deszcze, zanieczyszczające wodę i glebę, w której rosną nasze pokarmy. W ramach ekologicznej edukacji możemy, jako świadomi rodzice, świętować 14 listopada Dzień czystego powietrza. Jak go obchodzić? Jak się do niego przygotować? Oto kilka moich propozycji:


Budujemy wspólnie latawiec. Listewki można kupić w każdym markecie budowlanym. Można je skleić klejem do drewna lub powiązać sznureczkiem. Wykorzystujemy szary papier, który malujemy według uznania. My mamy kształt domku, dlatego pomalowaliśmy go tak jak domek. Pamiętajcie o długim sznurku i o tym, że im dłuższy, tym łatwiej się plącze. Ważne też, aby zrobić proporcjonalny do wielkości latawca ogon, który jest sterem wysokości. Kiedy latawiec jest już gotowy, wybieramy się na otwartą i bezpieczną przestrzeń. Puszczamy latawiec wysoko!


Budujemy „łapacz snów” - tak możemy nazwać naszą wiszącą ozdobę. Dwa kijki związujemy na środku. Do poszczególnych końców możemy przywiązać wszystkie skarby z lasu. Mogą być to liście, trawy, patyczki czy muszelki. Naszą konstrukcję możemy ozdobić np. wyciętymi z papieru gwiazdkami i księżycem, a potem wieszamy na lampie w centralnym miejscu. Obserwujemy, co dzieje się, kiedy wieje wiatr. Dlaczego wszystko szumi, ocierając się o siebie?


Robimy kolorowe wiatraczki. Oczywiście można kupić je w sklepie, my też mamy takie, ale o wiele lepszą zabawą jest zrobić je własnoręcznie. Potrzebujemy kolorowy blok oraz kijek do przymocowania wiatraczka, pinezkę oraz nożyczki. Kwadrat z papieru składamy na pół i z drugiej strony również, potem zostawiamy od środka ok. 2,5 cm i nacinamy wszystkie zgięcia, potem do środka składamy każdą połowę trójkąta i spinamy pinezką, którą wbijamy w patyczek. Możemy już pocięty kwadrat zalaminować, tak by był bardziej trwały. Wystawiamy wiatraczek na wiatr. Dla starszych dzieci możemy zaproponować zabawę w obserwację pogody i zapisywanie poszczególnych wietrznych dni oraz innych objawów im towarzyszących, np. wieje wiatr i pada deszcz, niebo jest szare itp.

Aparat do robienia baniek ma już prawie każdy, a jak nie, to można kupić taki mały pojemniczek za 2 zł. Robienie baniek to najlepsza zabawa w wietrzne dni! Udanej zabawy!

Barbara Bielecka-Grzymkowska http://florysztuka.blogspot.com/


Nadchodzi jesień. W zeszłym roku, tak samo jak teraz, byłam zdziwiona, że na drzewach jest już prawie czerwona jarzębina. Jeszcze przed chwilą próbowaliśmy zatrzymać lato na kolorowych fotografiach, w garści wspomnień zamkniętych w małych pamiątkach z wakacji, a już myślimy, co zrobić by na dłużej zatrzymać jesień. Wybieramy się na wycieczki do lasu, parku i na pole. Zbieramy wszystko, co będzie nam potrzebne do zrobienia jesiennej kompozycji - liście, trawy, kasztany i żołędzie, patyczki, mech i tysiąc innych skarbów leśnych. Zbieramy również jesienne kwiaty – chryzantemy albo marcinki, ewentualnie tak jak ja możemy użyć zasuszonego zatrwianu, który można kupić na bazarku. Odwiedzamy okoliczne sklepiki z warzywami w poszukiwaniu małych ozdobnych dyni lub kabaczków. wędrujemy do zaprzyjaźnionej kwiaciarni po zieloną gąbkę. Następnie w domu zapraszamy nasze dzieci do zabawy!


Z dyni lub kabaczka wyciągamy środek, a w tym samym czasie w misce z zimną wodą zielona gąbka pije wodę. Kiedy nasza dynia pozbawiona jest środka, wkładamy do niej odpowiednio przyciętą gąbkę (tu ważna jest pomoc rodzica). Gąbka jest miękka i można ją kroić nawet plastikowym nożem. Da się ją również przyciąć na sucho, ale wtedy proszę uważać na opiłki, żeby absolutnie nie trafiły do oka! Kiedy gąbka jest już w naszym naturalnym naczyniu, hulaj dusza! Dajmy dziecku wyszaleć się artystycznie! Do mięciutkiej gąbki można wsadzić każdy listek, gałązkę oraz kwiat! Pamiętajcie tylko, by łodyżki były przycięte na skos! Łatwiej wchodzą i mają mniejsze szanse na wypadnięcie.

Jeżeli prace dzieci wykonują tylko z suchych kwiatów i liści, możemy użyć szarej gąbki do suchych kompozycji, również do kupienia niemal w każdej kwiaciarni! Jeśli jednak używamy zielonej, warto ją co kilka dni podlewać. Pamiętajcie, że to ma być zabawa, pozwólcie dziecku wkładać kwiatki i trawki po swojemu, nawet wtedy, kiedy wygląda to dosyć dziwnie! Jeśli chcecie dać mu przykład, stwórzcie własną pracę w tym samym czasie jako wzór! Najważniejsze w tym wszystkim jest wspólne spędzanie czasu i dobra zabawa! Barbara Bielecka-Grzymkowska http://florysztuka.blogspot.com/


Dzieci uwielbiają zabawy kukiełkami i pacynkami. Mogą wtedy puścić wodze fantazji, odgrywając przeróżne role. Takie zabawy dają nie tylko wiele radości, ale i wspierają rozwój dziecka. Jeszcze więcej frajdy sprawia zabawa, gdy kukiełki wykona się samodzielnie.

Materiały:  Plastikowe sztućce  Plastelina  Plastikowe ruchome oczka  Klej  Kolorowa karbowana bibuła


Do łyżeczek i innych sztućców przyklejamy plastikowe oczka. Z plasteliny robimy noski i usta. Szeroki pasek bibuły nacinamy tak, by nie przeciąć go do końca i obklejamy nim łyżkę, tworząc w ten sposób bujną czuprynę. Z drugiego paska bibuły robimy kukiełce ubranko, smarując bibułę klejem i okręcając w nią. Z kawałka plasteliny robimy stopy, by nasze ludziki mogły same stać, i już można się bawić, odgrywając kukiełkowe przedstawienie. Życzę udanej zabawy!

Agnieszka Troć www.urwiskowo.com.pl


Pan Kuleczka - Sztukmistrz dnia codziennego Katastrofa. Kaczka Katastrofa. I pies Pypeć. I mucha Bzyk-Bzyk. No i, oczywiście, pan Kuleczka. Nasi nowi sąsiedzi. Lokatorzy z ulicy Czereśniowej powołani do życia przez Wojciecha Widłaka. Wesoła ferajna jest doprawdy nietypowa. Pulchniutki jak pączuś pan Kuleczka nosi codziennie inną muszkę, nie wiadomo dokładnie, czym się zajmuje, bo każda plotka głosi coś innego. Jedni mówią, że ma warsztat naprawy zepsutych zabawek, inni domniemują, że kiedyś pracował w cyrku, a jeszcze co poniektórzy mają go za czarodzieja. Może to dlatego, że zwierzęta, które z nim mieszkają, potrafią mówić? Jedno jest pewne – u tej czwórki zawsze jest gwarno i wesoło. Zapewne dlatego sąsiedzi tak dużo o nich mówią z ich mieszkania co chwila dochodzą jakieś śmiechy, chichoty i tupanie stópek. Dla mnie pan Kuleczka to Sztukmistrz dnia codziennego. Każda historia o nim i jego kompanach jest z pozoru zwyczajna, ale po przeczytaniu mamy wrażenie, że ta szara codzienność nie jest wcale taka monochromatyczna.

Błahe czynności w wykonaniu Katastrofy, Pypcia i Bzyk-Bzyk czynią świat mocno kolorowym. Obserwacja księżyca, gra w grzybobranie, układanie puzzli czy robienie ciasta – to tylko garstka pomysłów na spędzanie wolnego czasu. Konceptów jest sporo, bo domownicy z ulicy Czereśniowej nie lubią bezczynności. Opisy Widłaka ujmują swoim pięknem i prostotą. Przedszkolaki na pewno dostrzegą w zwierzątkach własnych przyjaciół, którzy zachowują się podobnie i mają te same marzenia, radości czy smutki. Są ciekawskie, broją (Katastrofo, kto zbił lustro?), kombinują (Pypeć


z kaczką robią swój domek z pudełka od zapałek i doklejają do globusa), poznają świat. A nad tym wszystkim czuwa Pan Kuleczka. Ogarnia swoim okiem ten cudowny rozgardiasz, mały domowy mikrokosmos. Makrokosmos jest za oknem, ale to właśnie dom i jego mieszkańcy są najważniejsi na świecie. Stamtąd bije ciepło, które ogrzewa czytelników! To samo tyczy się ilustracji Elżbiety Wasiuczyńskiej, w których jestem zakochana bez pamięci.

Szczerze mówiąc, z jej pracami spotykam się po raz pierwszy i uważam to za moje wielkie zaniedbanie. Jej impresje, przepełnione kolorami i tryskające radością, na długo zatrzymują wzrok zachwyconego czytelnika. W jednym z wywiadów ilustratorka powiedziała, że w pracy zanurzona jest po kokardę – i to właśnie rzuca się w oczy w jej pogodnych ilustracjach. Zresztą podziwiajcie sami! W serii wydawnictwa Media Rodzina znajdziecie tytuły: Pan Kuleczka, Pan Kuleczka. Dom, Pan Kuleczka. Spotkanie, Pan Kuleczka. Skrzydła, Pan Kuleczka. Światło, Pan Kuleczka. Radość. Pan Kuleczka zaprasza wszystkie dzieci na swoją stronę internetową: www.pankuleczka.pl

Małgorzata Matysek http://slowemlukrowane.blogspot.com/


Już niebawem drzwi przedszkoli znów staną otworem przed dziećmi. Część z nich wkroczy w znajome mury i z ochotą powita ulubione panie i zabawki, a niektóre po raz pierwszy przekroczą próg przedszkola i wejdą w nieznany, „dorosły” , samodzielny świat. Pierwsze dni września dla wszystkich dzieci, zarówno maluchów, jak i starszaków, będą wielkim przeżyciem. Dlatego warto już wcześniej przygotować dzieci na to, co je czeka.

„Opowiadania dla przedszkolaków”, autorstwa Renaty Piątkowskiej, to zbiór dwudziestu opowiadań, których bohaterem jest przedszkolak Tomek. Bardzo pogodny chłopiec, z głową pełną szalonych, zaskakujących pomysłów, które nie zawsze ucieszą rodziców, opowiada małym czytelnikom swoje poczynania. Każdy dzień to fantastyczna przygoda pełna zaskakujących zwrotów akcji i spostrzeżeń dziecka. Ale tak właśnie wygląda każdy dzień z życia


przedszkolaka. Tylko maluchy potrafią wpaść na pomysł, by płaszcz dla rycerza zrobić z zasłonki albo by kolega został mężem myszy, by ta miała dzieci dla każdego z przedszkolaków. Któż wpadłby na takie rozwiązanie jak Tomek, by pod choinką zmieścił się więcej prezentów, usunął dolne gałęzie. Wyobraźnia dzieci nie ma granic i dlatego Tomek opowiada również o czarnym lwie, który odwiedza go podczas leżakowania, rurowych smokach i Starzydłach-Straszydłach, a na urodziny marzy o księżycu z nieba. Każde z opowiadań zaczyna się od słów „Jak ja lubię…” lub „Jak ja nie lubię…”. W ten sposób autorka podkreśla, jak emocjonalnie do wszystkiego podchodzą przedszkolaki. To, co w jednej chwili jest nie lubiane, za chwilkę może stać się ulubioną rzeczą. Równie często Tomek stwierdza, że rodzice nic nie rozumieją, jednak dzięki opowiadaniom łatwiej jest zrozumieć, skąd w głowie przedszkolaka biorą się tak zwariowane pomysły.

Książka w świetny sposób wprowadza czytelników w świat przedszkolaków, opowiadając o leżakowaniu, miłych paniach, które potrafią rozwiązać każdy problem i wszystko wytłumaczyć, o tym, jakich fajnych kolegów można mieć w przedszkolu i jak świetnie spędzać czas, bawiąc się, ucząc i poznając świat. Warto również wspomnieć o ilustracjach autorstwa Iwony Cała. W bardzo sympatyczny sposób dopełniają interesującą treść i nie odwracają uwagi od czytanego tekstu. Wspaniała podróż w świat przedszkolaka zarówno dla dzieci, jak i rodziców. Z takim kolegą jak Tomek, każdy przedszkolak nie będzie się mógł doczekać września.

Książka wydana przez Wydawnictwo Bis format: 19,5 x 19,5 cm stron 108 oprawa: twarda

Agnieszka Troć www.urwiskowo.com.pl


Drodzy rodzice, przedstawiam Wam Zuzię. Wesołą blondyneczkę z niedbale zawiązaną na głowie czerwoną kokardą. Ubraną w pasiastą koszulkę i za krótkie ogrodniczki. Zuzia może stać się najlepszą przyjaciółką Waszego dziecka. Razem z nią będzie uczyło się jeździć konno, na rowerze i nartach. Wspólnie nauczą się pływać i tańczyć, pójdą do przedszkola i szkoły muzycznej. Będą razem obchodzić urodziny, upieką pizzę, pojadą na wieś i polecą samolotem. Pójdą do szpitala, lekarza i dentysty. Na 24 stronach, za pośrednictwem pięknych ilustracji i mądrych treści, uczestniczymy we wszystkich ważnych momentach życia dziewczynki. Dzieci oswajają własne lęki i poznają nowe życiowe sytuacje. Po prostu problemy Zuzi są problemami każdego dziecka.

Magda Merecka http://rodzinka-m.blogspot.com/


Przygoda na ulubionej górki

szczycie

Dom Tusi znajdował się na zboczu górki. Codziennie Kotka chodziła na spacery na sam szczyt góry, by podziwiać widoki. Jej małe miasteczko było widać w całości, gdy siedziała sobie na samej górze. Widoki były piękne, a widać było niemal wszystko. Tusia lubiła chodzić tam na spacery, ale tylko w dni, kiedy nie było zbyt upalnie. Na górce nie było ani jednego drzewa, dlatego nie było cienia i kotka nie miała, gdzie się schować. Tego ranka Tusia wybrała się na górkę, słońce jeszcze nie świeciło zbyt mocno. Jakie było jej zdziwienie i oburzenie, gdy zobaczyła na szczycie dużo ludzi, małe koparki i wiele hałasu o nic! Była zła, bo bała się, że człowiek znów coś wybuduje na górce. Przyglądała się ludziom przez chwilę, ale wjeżdżające co chwilę na górę duże samochody wystraszyły ją skutecznie. Tusia bardzo zła i smutna wróciła do domu.

Następnego ranka znowu postanowiła wybrać się na spacer w swoje ulubione miejsce. Ogromnie zdziwiła ją cisza, która panowała na szczycie. Można było tylko usłyszeć szum drzew. Właśnie, drzew? Ludzie wczoraj posadzili mnóstwo drzew! I duże, i małe drzewka rosły niemal wszędzie. Kotka zadowolona wdrapała się na największe drzewo! I cały dzień wylegiwała się w jego cieniu. Warto sadzić drzewa, pomyślał koteczek. Ludzie też są całkiem mili. Teraz wakacyjne upały nie były już takie groźne dla kotki oraz innych zwierzątek! Barbara Bielecka-Grzymkowska http://florysztuka.blogspot.com/


Lato już się kończy. Nadal jednak bywa, że

temperatury stają się iście „afrykańskie” i ciężko poradzić sobie bez szklanki czegoś do picia. Ponieważ wciąż można jeszcze dostać w sklepach rabarbar, chciałam polecić Wam przygotowanie z niego kompotu. Pracy przy tym jest naprawdę niewiele, więc nawet bardzo zapracowany rodzic może na spokojnie go przyrządzić. Przepis jest szybki i posiada szereg zalet, jak chociażby te, że rabarbarowy kompot jest zdrowy, idealny na upalne dni i nie sposób mu się oprzeć. Serdecznie polecam! Składniki na ok. 2,5 l : 

2,5 litra wody

Ok.500 g rabarbaru

0,8 szklanki cukru (szklanka ok. 250 ml) – opcjonalnie, każdy musi dosładzać wedle własnego gustu

szczypta kurkumy

duża szczypta cynamonu

5 goździków

Do garnka wlać 2,5 l wody – doprowadzić do wrzenia, po czym dodać cynamon, a po chwili goździki. Nasza woda lekko się zabarwi. Do wrzątku dodać wcześniej umyty i pokrojony w plastry rabarbar oraz kurkumę i gotować ok. 20 min. Doprawić cukrem. Zdjąć z ognia i odstawić do ostygnięcia. Przecedzić przez gęste sito i przelać do dzbanka. Smacznego! Wioletta Dynarska www.pod-czworka.blogspot.com


Uwielbiam banany, jednak nigdy nie lubiłam soków ani koktajli bananowych. Były one dla mnie zbyt mdłe. Prezentowany koktajl smakuje całej mojej rodzinie! Pijemy go zwłaszcza rano i wieczorem, gdy jest gorąco, a my nie mamy apetytu.

Składniki: - 4 banany, - 2 szklanki mleka 3,2 %, - 2 łyżki soku z cytryny, - 2 paski mlecznej czekolady.

Wykonanie: Banany obrać, pokroić na kawałki, zmiksować z sokiem z cytryny. Dolać mleko, startą czekoladę i miksować do uzyskania puszystej konsystencji. Do 4 wysokich szklanek wlać koktajl do 2/3 wysokości. Można pić od razu po przygotowaniu lub odstawić na godzinę do lodówki. Wówczas koktajl stanie się gęstszy. Podajemy z rurkami waflowymi. Smacznego! Magda Merecka http://rodzinka-m.blogspot.com/


W domu Zaradnej Mamy dzieci od małego mają swoje obowiązki. Nie traktują tego jako przykrej konieczności, ale jako przyjemność, a czasami jako przywilej wykonywania „dorosłej” czynności. Dzieci od małego wiedzą, jak obsługuje się domowe urządzenia, np. pralkę i zmywarkę. Maluchy mają lat 2,5 oraz 4. W łazience otwierają i zamykają szufladkę na proszek, włączają program, wrzucają swoje ubranka do odpowiednich koszy na pranie (w domu Zaradnej pranie jest segregowane na 4 kategorie kolorystyczne: białe / jasne / czerwone / ciemne). Następnie pomagają rozwiesić mokre i pozbierać suche pranie z suszarki.

W kuchni mają większe pole do popisu. Podczas przygotowywania posiłków podają potrzebne rzeczy z lodówki lub szafki. Pomagają nakrywać do stołu. Wyrzucają po sobie śmieci do kosza, pomagają rozładować zmywarkę, układają sztućce do szuflady (z wyjątkiem ostrych noży).

Podają warzywa do obrania, później same je myją. Mieszają składniki w misce, czasem pomagają w dekorowaniu, np. ciasta. To nie koniec ich obowiązków - ściągają pranie z suszarki, dobierają skarpetki w pary, układają buciki na półce. Zbierają zabawki, układają książeczki.

Żeby jednak ten obraz nie był tak idylliczny, Zaradna Mama musi szczerze napisać, że wykonywanie domowych obowiązków razem z małymi pomocnikami jest bardziej absorbujące i czasochłonne, niż gdyby robiła je sama. Trzeba zwracać uwagę na wszystko i mieć oczy dookoła głowy. Zdarzają się też wypadki jak rozsypana mąka, rozlane mleko czy kłótnia dzieci o to, kto ma nacisnąć guzik od pralki. Mimo to, dzięki angażowaniu dzieci w większość domowych czynności, Zaradna Mama ma nadzieję na wychowanie Zaradnych Dzieci. Takich, które poradzą sobie czy to w akademiku, czy na dalekim wyjeździe. Wszędzie tam, gdzie będą zdani tylko na siebie. Zaradna Mama http://zaradna-mama.blogspot.com/ Cliparty są ze strony: http://www.picgifs.com


Wizyty w przychodniach lekarskich są nieodłączną częścią naszego życia. Powitanie nowego członka rodziny ma zazwyczaj miejsce w szpitalu. Dla dorosłych to nic nowego, niemowlęta nie wiedzą, kto i po co ich tak dokładnie ogląda i bada, ale im starsze dziecko, tym bardziej zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje wokół. Nie zawsze podoba mu się, że obcy człowiek go ogląda, dotyka zimnym stetoskopem lub robi zastrzyk. Maluch boi się, protestuje, zaczyna się wyrywać. Nie dość, że przyszedł do gabinetu z jakąś dolegliwością, to jeszcze wizyta zaczyna mu się kojarzyć z nieprzyjemnymi zabiegami. No właśnie, jak oswoić dziecko z lekarzem, gabinetem, przyrządami i różnymi badaniami? Najlepiej przez zabawę. Warto od samego początku, kiedy dziecko zaczyna się bawić w odgrywanie różnych ról, kupić zestaw małego doktora. Najpierw na misiach i lalkach, potem na sobie nawzajem można pokazywać, do czego służą poszczególne narzędzia, jak wygląda wykonywanie badań. Można też zabierać dziecko ze sobą na „dorosłe” wizyty u lekarza. Niech oswoi się z widokiem doktora w fartuchu, z pobieraniem krwi do badania. Kiedy zobaczy, że mama lub tato nie płaczą, że nie dzieje się nic złego, nie będzie reagować lękiem, kiedy przyjdzie jego kolej. Ja pozwalam dzieciakom zabierać ze sobą na wizyty niektóre rekwizyty, np. raz porównywali z lekarzem stetoskopy, innym razem poszli z plasterkami i lusterkiem do przeglądu jamy ustnej.

Jak tylko mam możliwość, to zabieram maluchy razem – młodsza siostra widzi, jak lekarz bada starszego brata. Raz córa bardzo się rozpłakała na takiej wizycie... bo doktor zbadał tylko chorego pacjenta, a ona też chciała. Dzieci zaczęły traktować wyjście do lekarza jako coś miłego. Doszło do tego, że sami mi mówią: „nie bój się mamusiu, to nie boli” - miny personelu są wówczas bezcenne!

Nawet wizytę w szpitalu można podkoloryzować. Podłączenie do kroplówki było u nas zabawą w „piciu dla motylka”. Wenflon był motylkiem, który dostawał pić przez rurkę. Jak dziecko czeka ma mieć jakieś nowe badanie, warto wziąć ze sobą misia, który pierwszy pójdzie do lekarza. Absolutnie nie należy bać się swoich pomysłów, lekarze i pielęgniarki bardzo chętnie współpracują i na oczach dziecka „badają” zabawki. Minuta przeznaczona na nadprogramowego pacjenta procentuje spokojnym badaniem chorego dziecka. Zabawa w doktora rozładowuje też napięcie rodziców, którzy z całego serca chcą pomóc swojemu maluchowi. Chorób niestety nie unikniemy, ale możemy ubarwić wizyty lekarskie i zniwelować stres dziecka – bawmy się w doktora! Zaradna Mama http://zaradna-mama.blogspot.com/


To pytanie słyszmy często z tylnego siedzenia podczas podróży na wymarzone wakacje. Nasi milusińscy nudzą się, wiercą i marudzą, bo są istotami niecierpliwymi z natury. Pamiętajmy, że to nie ze złej woli czy rozkapryszenia – ruchliwość i potrzeba zmian jest wpisana w fizjologię dziecka. Jak więc przetrwać wspólną wielogodzinną podróż?

Ekologia w praktyce W czasie jazdy obowiązkowo róbmy przerwy, ich liczbę uzależniamy od wieku i cech indywidualnych dziecka. Najtrudniej wytrzymać w samochodzie maluchom w wieku 3-10 lat. Dla naszej pociechy zatrzymanie się na leśnym postoju będzie stanowiło nie lada atrakcję, pozwólmy jej więc pobiegać, pozbierać szyszki, porzucać do celu niech maksymalnie rozprostuje kości i spożytkuje nadmiar energii. Uczmy przy tym, że nie załatwia się potrzeb fizjologicznych w lesie, od tego są stacje benzynowe z czynnymi ubikacjami.

Taki leśny postój to też okazja do lekcji ekologii – wszystkie śmieci po posiłku zabieramy ze sobą, bądź od razu wyrzucamy do pojemników. Czasami wieje grozą, gdy tatuś na oczach dzieci wyrzuca do lasu zabrudzonego pampersa… Ukażmy dzieciom las jako mieszkanie zwierząt, które trzeba szanować, i gdzie należy przestrzegać zasad dobrego zachowania. To od nas zależy, czy wiedza wkładana dzieciom do główek w szkole o ochronie środowiska przyniesie jakieś efekty, bo dziecko przede wszystkim naśladuje zachowanie najbliższych.


Podobnie gdy zatrzymamy się na polnej drodze, nad jeziorem czy gdziekolwiek indziej poza miastem. Niech dziecko przez chwilę stara się posłuchać odgłosów natury i zapamiętać je. Może gdy usiądziecie w ciszy razem, to uda się wam zobaczyć przemykającego zająca lub kuropatwę na polu? Gdy wrócicie do samochodu, a dziecko nie cierpi na chorobę lokomocyjną, można dać mu kredki i kartki na podstawce, aby wyraziło swoje wrażenia z postoju za pomocą rysunku. Zadajcie mu prowokacyjne pytania – czym się różnią odgłosy miasta od dźwięków łąki czy lasu? Jakich kolorów najwięcej zaobserwował? Czy deszcz pada tak samo u was na podwórku i w lesie?

Najważniejsze odpowiednie nastawienie

Sama podróż autem też może stanowić dla dziecka atrakcję, o ile odpowiednio się do niej przygotujemy. Wcale nie oznacza to konieczności zabrania ze sobą połowy zabawek z pokoju dziecka. Wręcz przeciwnie – zabawki przeznaczone na podróż powinny być używane tylko w aucie, podczas specjalnych okazji, aby w ten sposób długo stanowiły atrakcję samą w sobie. Dla dzieci od 6 roku życia na rynku dostępne są liczne zestawy gier podróżnych, wersje tak skonstruowane, że zapobiegają rozsypaniu się czy pogubieniu małych elementów. Mamy więc wszelkiego rodzaju gry na inteligencję, scrabble, „magnetycznego” chińczyka, gry karciane, miniokręty,

wisielca, warcaby czy sudoku – jest z czego wybierać. Dla maluchów, które cierpią na chorobę lokomocyjną, lepsze będą bajki do słuchania (audiobooki) lub oglądania na samochodowym DVD. Podobnie piosenki, wierszyki, jeśli nasze dziecko na co dzień lubi ich słuchać. W ostateczności rodzic niekierujący pojazdem (jeśli nie cierpi na chorobę lokomocyjną) sam może czytać dziecku głośno tradycyjną książeczkę. Ciekawe może być także dla dziecka korzystanie ze znikopisu podczas jazdy. Ważne jest, aby starać się przekazać dziecku odpowiednie nastawienie do podróży - nie jak do czasu, który „jakoś trzeba wytrzymać”, ratując się wszelkimi usypiaczami uwagi, czyli grami elektronicznymi, płytami DVD i wszystkim, co wymieniono wcześniej. W ten sposób tracimy możliwość otworzenia się dziecka na zupełnie niecodzienne bodźce z otoczenia, które będą dla niego nowe i rozwijające

Starajmy się uniknąć sytuacji wychowywania obywatela, który nawet do lasu nie wyjdzie bez słuchawek na uszach, a emocje przeżywa wyłącznie podczas strzelanki na game boyu.


Gry i zabawy z mamą lub rodzeństwem Ciekawą formą spędzenia czasu podczas jazdy samochodem mogą być także gry słowne. Angażują one umysł i zmysły dziecka, rozwijają inteligencję i, zwłaszcza wśród rodzeństwa, świetnie motywują do rywalizacji. Poddajmy dzieciom kilka pomysłów (lub sami zagrajmy z malcem), np. kto pierwszy na poboczu zauważy coś zaczynającego się na daną sylabę/głoskę/kolor, kto pierwszy dostrzeże samochód określonej marki albo koloru? Inną rozwijającą zabawą może być gra w „coraz mniejszy element”. Podajemy dziecku słowo, np. „osiedle”. Co się mieści na osiedlu? „Sklep”. Co w „sklepie”? „Półki” itd. Przegrywa ta osoba, która nie potrafi podać mniejszego elementu od słowa przeciwnika.

Spróbujcie też zaangażować własną wyobraźnię i wymyślać historie związane z podróżowaniem. Na przykład: zajechaliśmy do lasu na odpoczynek, a tu okazało się że benzyny starczy już tylko na kilka kilometrów – co zrobicie, jak zakończy się ta przygoda? Podróż samochodem może być także doskonałą okazją do nauki czytania znaków drogowych.

Autorem artykułu jest Portal Turystyki Dziecięcej www.kogis.pl – organizator kolonii, zimowisk dla dzieci, internetowa baza miejsc dobrego rodzinnego wypoczynku.


Wiele rodzin rezygnuje z podróżowania w okresie wczesnego dzieciństwa swoich pociech. Wspólne wyjazdy kojarzą im się z masą rzeczy do zabrania oraz zewsząd czyhającymi niebezpieczeństwami i niedogodnościami związanymi z wymaganiami higienicznymi małego dziecka. Tymczasem maluch bierze świat takim, jaki jest, nie oczekuje specjalnych poświęceń, zaś rynek oferujący akcesoria ułatwiające podróżowanie z maluchem jest tak bogaty, że zadowoli nawet najbardziej wymagających rodziców oraz tych niezbyt zasobnych w fundusze.

Grunt to się wyspać… i dobrze zjeść

Jeśli wyjeżdżamy z niemowlęciem, które nie ukończyło jeszcze 6 miesięcy i z powodzeniem mieści się w gondoli wózka, a nasz pobyt będzie „stacjonarny” w ośrodku wczasowym, bez wycieczek w trudne tereny – nie musimy w ogóle martwić się o miejsce do spania dla dziecka, wystarczy mu wózek. Jeśli jednak dziecko jest starsze, dobrą inwestycją jest zakup łóżeczka turystycznego. Tańsze modele można kupić już od ok. 140 zł, wszystkie składają się do małego i lekkiego tobołka, który łatwo upchniemy do samochodu. W takim łóżeczku dziecko może spać od noworodka do skończenia 3 lat. Każdy model zawiera dodatkowe elementy, z których najbardziej godną polecenia i obowiązkową na urlopie jest moskitiera.


Dla młodszych niemowląt innowacyjne rozwiązanie przygotowała belgijska firma Delta Baby – torba, w której schowamy niezbędne akcesoria dla dziecka, a po rozłożeniu uzyskamy „łóżeczko” o wymiarach 76 x 38 x 20 cm. Jeśli obawiamy się niewygody podczas karmienia malucha, dla około rocznych i starszych dzieci możemy zaopatrzyć się w wykonane z materiału „krzesełko do karmienia” w postaci pokrowca

„krzesełko do karmienia” wykonane z nakładanego na dorosłe krzesło. Wymaga ono obecności rodzica przy dziecku, ale też „zatrzymuje” malca w miejscu. Ciekawym rozwiązaniem podczas dłuższych podróży samolotem lub samochodem jest także składany, lekki stoliczek, który możemy przymocować do dziecięcego fotelika, by umożliwić maluchowi układanie puzzli czy spożywanie posiłku.

W czym na spacer Jeśli w wózku – dobrze wiedzieć, że wcale nie musimy się co chwilę męczyć ze zmienianiem ustawienia parasolki przeciwsłonecznej – wystarczy dokupić, za naprawdę niewielkie pieniądze, tzw. przedłużany daszek do wózka, zawierający filtry chroniące przez promieniowaniem słonecznym. Doskonale sprawdzają się także zestawy do przewijania dziecka – zawsze zawierają cienki, nieprzemakalny materacyk i w zależności od opcji różne akcesoria dodatkowe oraz mnóstwo kieszeni, oczywiście wszystko chowane w poręczną, niewielką torebkę. Godne polecenia są też specjalne plastikowe pojemniczki na mokre chusteczki, które ułatwiają korzystanie z nich jedną ręką i dają się przymocować do ramy wózka. Oczywiście na wypadek mokrej pogody trzeba zaopatrzyć się także w pokrowce przeciwdeszczowe na wózek.

Razem na wędrówkę Dla rodzin kochających pobyty w górach istnieje szeroka oferta akcesoriów ułatwiających zdobywanie szczytów nawet z niemowlęciem. Przede wszystkim – nosidełka turystyczne, przeznaczone dla dzieci mniej więcej od 3 miesiąca życia, które samodzielnie trzymają główkę. Im młodsze dziecko, tym większe wymagania powinniśmy stawiać podczas wyboru nosidła.

Warto też wiedzieć, że wcale nie musimy go kupować – w największych miastach powstają wypożyczalnie sprzętu turystycznego dla dzieci, z których usług warto korzystać. Nosidło powinno być „ergonomiczne”, tzn. winno wymuszać prawidłowe ułożenie bioderek dziecka. Ważna jest również ochrona przeciwsłoneczna i przeciwdeszczowa oraz możliwość doczepiania akcesoriów (często nosidła wyposażone są w komory plecakowe na potrzebne rzeczy).


Przymierzając nosidło, kierujmy się zasadą podwójnej wygody – zarówno dla dziecka, jak i dla samego dźwigającego. Niemowlę nie powinno przebywać w nosidle dłużej niż 3 godziny dziennie. Ciekawą propozycją dla rowerzystów są przyczepki do rowerów - na kółkach, z własnymi pasami bezpieczeństwa, daszkami chroniącymi przed słońcem i osłonami przeciwdeszczowymi. W takiej przyczepce może podróżować dziecko od 1 do 7 roku życia, choć istnieją też modele z amortyzowanymi kołami i „hamakami” do zawieszenia w środku, w których można wieźć również niemowlę. Inne modele są z kolei przeznaczone do przewozu bliźniąt. Każda przyczepka może służyć jako samodzielny wózek do pchania dziecka. Innym rozwiązaniem są oczywiście foteliki rowerowe, ale nadają się one tylko na krótsze wyprawy z maluchem.

Wynaleziono też specjalny hol rowerowy, przydatny na rodzinne wycieczki rowerowe, gdy pociecha samodzielnie pedałuje na rowerku, ale nie jest jeszcze w stanie pokonać całej trasy. Za pomocą sztywnego holu łączymy rower dorosłego z pojazdem dziecka, które może odpoczywać w trasie, ciągnięte przez rodzica.

Jeśli potrzebują Państwo porad turystycznych czy inspiracji na rodzinne wycieczki oraz wczasy z maluchem, serdecznie zapraszamy na Portal Turystyki Dziecięcej www.kogis.pl – organizatora obozów letnich i zimowisk dla dzieci oraz internetową bazę miejsc dobrego wypoczynku!


Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy nadesłali zdjęcia swoich pociech. Mieliśmy nie lada problem, by wyłonić zwycięzcę. Po długich i burzliwych naradach jury zadecydowało że na okładce drugiego numeru znajdzie się Sylwia (zdjęcie nadesłane przez panią Agnieszkę Danielewicz.


Wyróżnienia wędrują do:

Milenka Opiela – 1 rok 11 miesięcy (przysłała Ania Opiela)

Weronika – 2 latka 2 miesiące (przysłała Joanna Włodarska)

Ksawery – 2 latka (przysłała Joanna Pyzik)

Olivierek- 18 miesięcy (przysłała Aleksandra Mikołajczak)

Pozostałe zdjęcia można oglądać w naszej galerii na facebooku.


Agnieszka Troć Mama wyjątkowego urwiska Oliwiera. Z wykształcenia i zamiłowania architekt, projektant wnętrz. Dodatkowo fotoamator-pasjonat, trochę grafik, malarz i rękodzielnik. Współautorka bloga URWISKOWO.

Barbara Bielecka-Grzymkowska Z wykształcenia nauczycielka języka polskiego, biblioterapeuta, z zamiłowania bukieciarka. Namiętnie i z pasją wychowuje dwoje dzieci, wplatając w to pisanie bajek, układanie kwiatów, wicie wianków. Od 2010 roku prowadzi blog Florysztuka.blogspot.com, na którym pokazuje, co jej się udało zrobić z dziećmi lub dla dzieci, a także co robi w wolnym czasie!

Wioletta Dynarska Na co dzień cierpliwa mama i żona. Studentka pedagogiki z kilkoma wielkimi „pasjami”, którą między innymi jest praca z dziećmi. W swoim spojrzeniu na wychowanie maluchów stara się kierować słowami Konfucjusza „Powiedz mi, a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam, pozwól mi zrobić, a zrozumiem:. Autorka bloga Pod numerem czwartym…


Lasche Pracująca mama dwóch fantastycznych chłopców, z którymi na nowo odkrywa świat... a raczej stara się im dotrzymać kroku. Uwielbia tworzyć coś z niczego, odkrywać nowe oblicze rzeczy i podróżować. A to wszystko zawsze ze swoimi chłopcami. U nich nic się nie marnuje, a każda nawet mała rzecz, może być początkiem niezapomnianej przygody. Autorka bloga Lasche Junk.

Magda Mama dwóch dziewczynek: Oli (2009 r.) i Amelki (2012 r.). Pracuje w przedszkolu oraz jako kynoterapeutka. Kocha psy, morze, góry, las, domowe wypieki, fotografowanie i dobrą książkę. Autorka bloga Co przyniesie dzień.

Gosia Matysek Mama-strażak, która stale czuwa przy wulkanie energii, jakim jest jej trzyletni Krzyś. Obeznana w pojazdach budowlanych, częsta bywalczyni piaskownic; trenuje z Synem piłkę nożną. Zawodowo polonistka (korekta i redakcja), pasjami czytająca książki dla dzieci. Autorka bloga: Słowem lukrowane.


Sylwia mama dwóch urwisów - 3 letniego Krzysia i 1,5 rocznego Damianka. Wiecznie szukająca pomysłów na kreatywne spędzenie czasu z dziećmi. Autorka bloga Mama w domu.

Zaradna Mama Z wykształcenia pedagog, prywatnie mama dwójki dzieci. Jest propagatorką rozsądnego rodzicielstwa, wrogiem słodyczy i nadmiernego przeedukowania dzieci. Mówi NIE zajęciom dodatkowym od najmłodszych lat. Zamiast zapisywać dzieci na szereg zajęć dodatkowych po przedszkolu woli pójść z nimi na plac zabaw lub do Zoo. Nie ma ambicji wychowania małych geniuszy, ale chce dać dzieciom szczęśliwe dzieciństwo. Autorka bloga Zaradna Mama bloguje.

Jeśli masz głowę pełną pomysłów i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami magazynu, zapraszamy Cię do współpracy oraz tworzenia z nami kolejnego numeru. Pisz do nas : urwiskowo@tlen.pl

Zastrzegamy sobie prawo, do redagowania oraz skracania przesłanych materiałów. Poglądy zawarte w artykułach, są osobistymi przekonaniami ich autorów. Zabrania się kopiowania jakichkolwiek treści bez pisemnej zgody.


Magazyn URWISKOWO 2/2012