Issuu on Google+


Fragment powieści SEKRETNY JĘZYK KWIATÓW Ilustracje do teasera Katarzyna Piechocka Powieść nie zawiera ilustracji. Tytuł oryginału THE LANGUAGE OF FLOWERS Redaktor prowadzący Monika Koch Redakcja Maria Wirchanowska Redakcja techniczna Agnieszka Gąsior Korekta Maciej Korbasiński Jadwiga Przeczek Copyright © 2011 by Vanessa Diffenbaugh Copyright © for the Polish translation by Świat Książki Sp. z o.o., Warszawa 2011 Świat Książki Warszawa 2011 Świat Książki Sp. z o.o. ul. Rosoła 10 02-786 Warszawa

wannie już czekała na mnie woda. Zrobiło mi się głupio na myśl, że Elizabeth wiedziała, że przyjadę brudna. – Potrzebujesz pomocy? – Nie. Wanna była śnieżnobiała, mydło leżało na metalowej podstawce pośród muszelek. – Jak się ubierzesz, zejdź na dół. Tylko się pośpiesz. Na białej drewnianej komodzie leżało przygotowane czyste ubranie. Poczekałam, aż wyjdzie, żeby zamknąć się na klucz, ale dostrzegłam, że zamek z drzwi został usunięty. Wzięłam więc krzesło i podstawiłam je pod klamkę. Przynajmniej będę słyszała, że idzie. Zdjęłam ubranie najszybciej, jak potrafiłam, i zanurzyłam się w gorącej wodzie. Gdy zeszłam na dół, Elizabeth siedziała z serwetką na kolanach przed talerzem z nietkniętym jedzeniem. Byłam ubrana w rzeczy, które dla mnie kupiła – białą bluzkę i żółte spodnie. Elizabeth obejrzała mnie, niewątpliwie dostrzegając, jak bardzo były za duże. Zrolowałam spodnie w pasie i podwinęłam na dole, ale wisiały na mnie tak, że gdyby nie za długa bluzka, byłoby mi widać majtki. Byłam o głowę niższa niż większość dziewczyn w trzeciej klasie, a tego lata schudłam ponad dwa kilogramy. Gdy wyjaśniłam Meredith powód utraty wagi, nazwała mnie kłamczuchą, ale mimo wszystko zabrała mnie z tamtego domu i wszczęła formalne dochodzenie. Sędzia wysłuchał mojej historii i wersji pani Tapley. „Nie zrobicie ze mnie przestępcy za to, że nie 3


spełniałam zachcianek wybrednego niejadka” – napisała w swoim oświadczeniu. Patrząc na mnie podejrzliwie, sędzia zdecydował, że prawda zapewne leży gdzieś pośrodku. Ale mylił się. Pani Tapley kłamała. Owszem, miałam więcej wad, niż Meredith zdołała wypisać w sądowym raporcie, ale z pewnością nie byłam wybrednym niejadkiem. Przez cały czerwiec pani Tapley testowała moją wytrzymałość na głód. To zaczęło się pierwszego dnia w jej domu, dzień po zakończeniu roku szkolnego. Pomogła mi rozpakować rzeczy w  moim nowym pokoju i poprosiła głosem tak miłym, że od razu zaczęłam coś podejrzewać, żebym wymieniła moje najbardziej i najmniej ulubione potrawy. Niestety odpowiedziałam: pizza i mrożony groszek. Tego wieczoru na kolację zaserwowała mi miseczkę zmrożonego groszku i powiedziała, że gdybym była naprawdę głodna, zjadłabym to. Odeszłam od stołu, a pani Tapley zamknęła lodówkę i wszystkie kuchenne szafki. Przez dwa dni wychodziłam z pokoju tylko do łazienki. Przez szpary w drzwiach dochodziły mnie zapachy gotującego się jedzenia, grał telewizor, raz po raz dzwonił telefon. Pani Tapley ani razu do mnie nie przyszła. Po dwudziestu czterech godzinach zadzwoniłam do Meredith, ale moje narzekania na głód były tak częste, że nie potraktowała ich poważnie. Trzeciego wieczoru wróciłam do kuchni, trzęsąc się i pocąc. Pani Tapley obserwowała, jak próbowałam osłabionymi rękami odsunąć ciężkie krzesło. W końcu poddałam się i wcisnęłam wychudzone ciało między stół i oparcie. Groszek w misce był pomarszczony i twardy. Pani Tapley wpatrywała się we mnie znad gotującego się na kuchence jedzenia i wygłaszała wykład, jak to dzieci z domów dziecka używają jedzenia jako pocieszenia. „Nie można pocieszać się jedzeniem”, mówiła, gdy wkładałam do ust pierwszy groszek. Sturlał się po języku i przykleił mi się do gardła, jak kamyk. Połknęłam go z trudem i  sięgnęłam po następny. Liczyłam każde zjadane ziarenko. Zapach czegoś smażonego dodawał mi sił. Trzydzieści sześć.

Trzydzieści siedem. Po  trzydziestym ósmym groszku zwymiotowałam do miseczki. „Spróbuj jeszcze raz”, powiedziała, wskazując na wpół strawiony groszek. Usiadła na stołku, zdjęła z patelni gorące mięso i zaczęła je jeść, obserwując mnie. Spróbowałam ponownie. I tak to się toczyło, aż Meredith przyszła po  miesiącu na wizytę kontrolną i zobaczyła, jak schudłam. Gdy weszłam do kuchni, Elizabeth się uśmiechnęła. – Jesteś śliczna – wykrzyknęła, nie próbując ukryć zaskoczenia. – Trudno to było dostrzec spod warstwy keczupu. Lepiej się czujesz? – Nie – odpowiedziałam niezgodnie z prawdą. Nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio pozwolono mi skorzystać z wanny. U Jackie była chyba wanna na górze, ale dzieci nie miały wstępu na piętro. Przedtem była seria małych mieszkanek z ciasnymi kabinami prysznicowymi, wypełnionymi kosmetykami i pleśnią. Ciepła kąpiel niewątpliwie była przyjemna, ale teraz, patrząc na Elizabeth, zastanawiałam się, ile to mnie będzie kosztować. Wspięłam się na krzesło i usiadłam przy kuchennym stole, na którym było tyle jedzenia, że starczyłoby dla sześcioosobowej rodziny. Duże miski makaronu, grube plastry szynki, pomidory, zielone jabłka, amerykański ser w przezroczystych opakowaniach foliowych, nawet łyżka masła orzechowego na białej, płóciennej serwetce. Za dużo, żeby wszystko policzyć. Moje serce waliło głośno, zacisnęłam usta i przygryzłam zębami górną i dolną wargę. Elizabeth zmusi mnie, żebym szystko to zjadła. I po raz pierwszy od miesięcy nie byłam głodna. Spojrzałam na nią w oczekiwaniu na rozkaz. – Dziecięce jedzenie – powiedziała, z zawstydzeniem pokazując na stół. – Dobrze mi poszło? Nic nie odpowiedziałam. – Pewnie nie jesteś głodna – rzekła, gdy stało się jasne, że nie doczeka się odpowiedzi. – Nie możesz być, jeśli zjadłaś dziś to wszystko, co pokazywała twoja koszula.

4

5


Pokręciłam przecząco głową. – W takim razie zjedz tylko to, co chcesz. Ale zostań ze mną przy stole, aż ja skończę. Odetchnęłam z ulgą. Dostrzegłam mały bukiecik białych kwiatów. Był związany lawendową wstążeczką i leżał na mojej misce z makaronem. Obejrzałam dokładnie delikatne kwiatki, zanim zrzuciłam je z jedzenia. Moją głowę wypełniły opowieści zasłyszane od innych dzieci o otruciach, pobytach w szpitalu. Rozejrzałam się po pokoju, żeby sprawdzić, czy są otwarte okna, gdybym musiała ratować się ucieczką. W pomieszczeniu wypełnionym białymi drewnianymi meblami i zabytkowymi sprzętami było tylko jedno małe okno nad zlewem. Było szczelnie zamknięte, a na parapecie stały poustawiane miniaturowe buteleczki z niebieskiego szkła. Wskazałam na kwiaty. – Nie możesz mnie otruć ani podawać mi lekarstw bez mojej zgody, ani mnie uderzyć, nawet jeśli na to zasługuję. Takie są zasady. – Mówiąc to, spojrzałam na nią zza stołu z nadzieją, że zrozumiała moją groźbę. Oskarżyłam już kilka osób o bicie. – Gdybym chciała cię otruć, dałabym ci naparstnicę albo hortensję, albo może zawilec, w zależności od tego, ile chciałabym ci sprawić bólu i jaką przekazać wiadomość. Ciekawość przezwyciężyła moją niechęć do rozmowy. – O czym ty mówisz? – Te kwiaty to gwiazdnice – powiedziała. – A gwiazdnice znaczą witaj. Dając ci bukiecik gwiazdnic, witam cię w moim domu, w moim życiu. – Nawinęła na widelec makaron i z powagą spojrzała mi w oczy. – Wyglądają jak stokrotki. I nadal myślę, że są trujące. – Nie są trujące i nie są to stokrotki. Widzisz, mają tylko pięć płatków, a wyglądają, jakby miały dziesięć. Każda para płatków jest złączona w środku. Podniosłam bukiecik i zaczęłam wpatrywać się w białe kwiatki.

Płatki łączyły się w pobliżu łodygi, tak że każdy miał kształt serca. – To charakterystyczne dla gwiazdnic – Elizabeth kontynuowała, gdy zorientowała się, że rozumiem. – Stokrotka to nazwa popularna, obejmująca wiele różnych gatunków, ale kwiaty nazywane stokrotkami mają zwykle więcej płatków i każdy płatek wyrasta oddzielnie. Te różnice są bardzo ważne, w przeciwnym razie można pomylić znaczenie kwiatu. Stokrotka oznacza niewinność, a to coś zupełnie innego niż powitanie. – Cały czas nie wiem, o czym mówisz. – Skończyłaś jeść? – spytała Elizabeth, odkładając widelec. Zdążyłam zjeść tylko kawałek szynki, ale przytaknęłam. – To chodź ze mną. Wytłumaczę ci. Elizabeth wstała i odwróciła się w stronę drzwi. Do jednej kieszeni wepchnęłam garść makaronu, a do drugiej wsypałam małe pomidorki. Elizabeth zatrzymała się przy tylnych drzwiach, ale nie odwróciła się. Podciągnęłam skarpetki i włożyłam w nie ser. Zeskakując z krzesła, chwyciłam łyżkę masła orzechowego i podążając za Elizabeth, lizałam ją powoli. Zeszłyśmy po czterech drewnianych stopniach do dużego ogrodu kwiatowego. – Mówię o języku kwiatów – podjęła Elizabeth. – Pochodzi z  czasów wiktoriańskich, tak jak twoje imię, gdy ludzie komunikowali się poprzez kwiaty. Gdy mężczyzna dawał młodej panience bukiet kwiatów, spieszyła do domu i próbowała odgadnąć jego znaczenie, jakby był zaszyfrowaną wiadomością. Czerwone róże znaczą miłość, żółte róże – zdradę. Tak więc mężczyźni musieli bardzo uważnie dobierać kwiaty. – Co to jest zdrada? – spytałam, gdy ścieżka poprowadziła nas pomiędzy żółte róże. Elizabeth zatrzymała się. Gdy na nią spojrzałam, zobaczyłam, że posmutniała. Przez chwilę myślałam, że powiedziałam coś nie tak, ale potem dostrzegłam, że jej oczy były skierowane na róże, nie na mnie. Zastanawiałam się, kto je posadził. – To znaczy mieć przyjaciół... sekretnych przyjaciół – odpowie-

6

7


działa w końcu. – Przyjaciół, których nie powinno się mieć. Nie zrozumiałam jej definicji, ale Elizabeth ruszyła dalej. Złapała za moją łyżkę i ciągnęła mnie za sobą. Wyrwałam jej łyżkę i szłam za nią do następnego zakrętu. – „Oto rozmaryn na pamiątkę”*. Cytuję Szekspira, będziesz go czytać w szkole średniej. To jest orlik, oznacza porzucenie, ostrokrzew to przezorność, lawenda nieufność. Skręciłyśmy na rozdrożu i Elizabeth schyliła się pod nisko wiszącymi gałęziami. Skończyłam wylizywać łyżkę, cisnęłam ją w krzaki i podskoczyłam, żeby pohuśtać się na gałęzi. Drzewo nie ugięło się. – To migdałowiec, gdy kwitnie wiosną, jego kwiaty symbolizują niedyskrecję, na razie nie musisz tego rozumieć. Chociaż to piękne drzewo – dodała. – Pomyślałam, że byłoby to idealne miejsce na domek na drzewie. Poproszę Carlosa, żeby ci zbudował. – Kto to jest Carlos? – zapytałam, zeskakując na ziemię. Elizabeth szła dalej dróżką, podbiegłam za nią w podskokach. – Majster. Mieszka w tej przyczepie między szopami na narzędzia, ale nie poznasz go w tym tygodniu, bo właśnie zabrał swoją córkę na kemping. Perla ma dziewięć lat, jak ty. Zaopiekuje się tobą, gdy pójdziesz do szkoły. – Nie pójdę do szkoły – odpowiedziałam, usiłując dotrzymać jej kroku. Elizabeth doszła do środka ogrodu i skierowała się ku domowi. Cały czas pokazywała mi rośliny i objaśniała ich znaczenie, ale szła tak szybko, że nie mogłam za nią nadążyć. Gdy doszła do ganku, zaczęłam biec, żeby ją dogonić. Nagle zatrzymała się i schyliła, tak że patrzyła mi prosto w oczy. – Zaczynasz szkołę w następny poniedziałek – powiedziała. – Będziesz w czwartej klasie. I nie wejdziesz do domu, zanim nie przyniesiesz mojej łyżki. Odwróciła się i weszła do środka, zamykając za sobą drzwi.

Agapant (Agapanthus)

Hortensja (Hydrangea)

List miłosny

Beznamiętność

Zawilec (Anemone)

Róża, żółta (Rosa)

Opuszczony

Zdrada

* W. Szekspir, Hamlet, tłum. Józef Paszkowski.

8

9


Stokrotka (Bellis)

Róża, czerwona (Rosa)

Orlik (Aquilegia)

Hiacynt wschodni, niebieski (Hyacinthus orientalis)

Niewinność

Miłość

Porzucenie

Stałość

Chaber bławatek (Centaurea cyanus)

Czosnek (Allium)

Ostrokrzew (Ilex)

Gwiazdnica (Stellaria)

Jedyne szczęście

Dobrobyt

Przezorność

Witaj

10

11


Naparstnica purpurowa (Digitalis purpurea)

Lawenda (Lavandula)

Konwalia majowa (Convallaria majalis)

Rozmaryn lekarski (Rosmarinus officinalis)

Nieszczerość

Nieufność

Powrót szczęścia

Pamięć

Forsycja (Forsythia)

Frezja (Freesia)

Borówka (Vaccinium)

Oczekiwanie

Trwała przyjaźń

Narcyz trąbkowy, żonkil (Narcissus jonquilla) Pożądanie

12

Remedium na zmartwienia

13


Winorośl (Vitis)

Ostrożeń, oset (Cirsium)

Gerbera (Gerbera)

Lewkonia (Matthiola)

Obfitość

Mizantropia

Radość

Dla mnie zawsze będziesz piękna

Jemioła (Viscum)

Kamelia (Camellia)

Goździk ogrodowy, różowy (Dianthus caryophyllus)

Niezapominajka (Myosotis)

Pokonam wszystkie przeszkody

Moje przeznaczenie jest w twoich rękach

Nigdy cię nie opuszczę

Nie zapomnij mnie

14

15


Sekretny Język Kwiatów