Issuu on Google+

106 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

107 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

PAWEŁ MARCINKIEWICZ

KENNETH GOLDSMITH I AMERYKAŃSKA WZNIOSŁOŚĆ POGODY Tadeuszowi Sławkowi

Kenneth Goldsmith jest artystą wizualnym i poetą łączonym z nurtem tzw. „conceptual poetry”, czyli poezji konceptualnej. Amerykańska krytyczka Marjorie Perloff widzi w nim „nieoryginalnego geniusza” (tu powtarzam tytuł jej tomu szkiców Unoriginal Genius) – kontynuatora poezji konkretnej, której najwybitniejszymi przedstawicielami w XX wieku byli członkowie brazylijskiej grupy Noigandres: bracia Augusto i Haroldo de Campos oraz Decio Pignatari. Goldsmith urodził się w 1961 roku we Freeport, w stanie Nowy Jork. Studiował rzeźbiarstwo na Rhode Island School of Design i przez wiele lat z powodzeniem wystawiał swoje dzieła w galeriach sztuki. Jako poeta debiutował w 2000 roku książką Fidget [Wiercipięta], która jest transkrypcją nagrania wszystkich ruchów, które ciało autora wykonało w ciągu jednego dnia. Kolejna książka Soliloquy [Monolog] (2001) jest wiernym zapisem wszystkich słów, które poeta wypowiedział w ciągu jednego tygodnia. Trzecia książka Goldsmitha, monumentalny, niemal tysiącstronicowy poemat Day [Dzień] (2003) to transkrypcja wydania New York Timesa z pierwszego września 2000 roku. Natomiast The Weather [Pogoda] (2005) zbiera transkrypcje prognoz pogody z nowojorskiej rozgłośni radiowej 1010 WINS, wyemitowane w 2002 i 2003 roku, układając je chronologicznie od zimy do jesieni. Czytając monumentalny, ponadstustronicowy poemat Goldsmitha, często zadajemy sobie pytanie, czym tak naprawdę jest prognoza pogody jako gatunek/ komunikat językowy/ tekst? Mikropejzażem współczesnej metropolii, w którym możemy obserwować ginące resztki natury? A może odwrotnie: manifestacją wszechpotężnej i bezkresnej energii, która służy nam za dom, gdy pozostaje uśpiona. Z pisarzy amerykańskich może jeszcze tylko Henry David Thoreau z równą intensywnością co Goldsmith wpatrywał się w niebo, w tę scenę, gdzie rozgrywa się dramat żywiołów. Pogoda wiąże się z ciałem człowieka, determinując ludzką fizjologię, ale także

z ciałem świata, nadając kształt przyrodzie. Zmiana pogody jest nie tylko przemianą materii ludzkiego organizmu, ale przede wszystkim materii całego świata ożywionego. Dla Thoreau, a później dla Nietzschego, obserwacja pogody, będąca w swojej istocie opisem fizycznych ciał w ruchu, jest alegorią pisania, a również myślenia, pozwalając uchwycić świat na gorącym uczynku stawania się. Dlatego pogoda jest tym, co dla filozofów najciekawsze, ale również najbardziej rzeczywiste i autentyczne, bowiem nie wynika z zaplanowanego działania i nie zna żadnego deus ex machina. Pogoda przychodzi do nas na swoich własnych prawach i jakiekolwiek wysiłki napisania scenariusza dla dramatu nieba muszą być skazane na niepowodzenie. Ale w każdej zmianie pogody, a nawet w każdym pogodowym kataklizmie, kryje się dla nas nauka: nieprzewidywalność zjawisk natury rozwija w nas gotowość do zaakceptowania tego, co przynosi nam fortuna. Tej otwartości wobec świata natury i losu blisko jest doświadczeniu ogołoconego bytowania: człowiek, który potrafi zmierzyć się z niepogodą, uwalnia się od tyranii potrzeby i wygody. A przecież tylko doznając najbardziej podstawowego poziomu egzystencji, możemy ocalić pierwotną więź między sobą a światem. Cóż zatem może być dla nas bardziej istotnego i aktualnego niż temperatura w danej chwili, zachmurzenie, siła i kierunek wiatru, czy wilgotność, a wszystko to wynikające z pory roku, która spowija nas i świat… To właśnie jest sfera naszego prawdziwego bytowania, która pozwala nam dostrzec iluzję tego, co jedynie się zdaje – technologicznego miasta – które mami nasze zmysły i pozbawia naszą wędrówkę kierunku…


Indeks (171-172) grudzień 2016