Page 45

88 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

światopoglądowych, psychologiczno-filozoficznych. Widziano w nim ważną diagnozę kulturową, analogiczną do powstałej w tym samym czasie, głośnej, także skandalizującej powieści Paula Bourgeta, pt. „Uczeń” („Le Disciple”), 1889. Widziano oczywiście z różnym skutkiem – od zgorszenia, iż polski twórca niepotrzebnie idzie w ślady francuskiego eseisty i prozaika, któremu nie potrafi dorównać w psychologicznej erudycji – po przyznanie palmy pierwszeństwa Sienkiewiczowi, który o wiele lepiej wywiązał się z zadania niż jego rzekomy pierwowzór. O jakie zadanie chodziło? Schyłek wieku – narodziny kanonicznej dzisiaj moderny, czyli (po)nowoczesności – był czasem krytycznej autoanalizy ówczesnego pejzażu mentalnego. To wówczas, w klimacie fin-de-siècle’u, w sytuacji konkurujących ze sobą sceptycyzmu religijnego i naukowego, rodzą się filozoficzne rewizje kultury, melancholijne przeczucia wyczerpania cywilizacji i „upadku Zachodu”, dalekosiężna myśl Nietzschego, Freudowska podejrzliwość psychoanalizy. Nazwisko Bourgeta było hasłem wywoławczym, soczewką skupiającą te wszystkie bolączki i sygnały. Jego twórczość obejmowała zarówno beznamiętną diagnozę ówczesnej kondycji kulturowej, jak dydaktyczny apel o odnowę: umysłową (idealizmu) oraz etyczną (religii). Sławna Bourgetowska diagnoza dekadentyzmu epoki (Szkice z psychologii współczesnej, 1883-1885) mówiła nie tylko o chorobie woli czy neurozie, znajdującej odzwierciedlenie w literaturze (Baudelaire i inni), ale głównie stygmatyzowała relatywizm poznawczy, prowadzący do rozchwiania tożsamości podmiotu – rozchwiania, które mieli triumfalnie obwieścić postmodernistyczni augurzy niespełna wiek później. Nie tylko Bourget uważał, że bolączką współczesnej cywilizacji stała się autodestrukcyjna, krytyczna myśl poznawcza. Ale nikt tak jak on nie nagłośnił przypadłości naukowego „wieku krytyki”, kiedy to według niego „ekscesy rozumu” zastąpiły onegdajszą myśl twórczą. Nikt tak jak on nie sprecyzował zjawiska „dyletantyzmu”, rozumianego jako nihilizujący sceptyczny relatywizm; barwne i kosmopolityczne życie w tyglach nowoczesnych miast bombarduje ludzi kultury mnóstwem potencjalnie równorzędnych poglądów i wrażeń, niwelując spójność ich tożsamości, tworząc u jednostki psychologiczną „wielość jaźni” (multiplicité du Moi), potencjalnie niebezpieczną. Stąd pesymistyczne scenariusze psychologicznych powieści Bourgeta, ukazujących bohaterów w zawieszeniu między wyrafinowaniem intelektualnym, rozpustą zmysłową i niepokojem

89 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

egzystencjalnym. Stąd przestroga przed bezwarunkowym zawierzeniem naukowej wykładni człowieka, jaką wówczas była deterministyczna psychologia eksperymentalna. Taki psychologiczny, tragiczny eksperyment życiowy ukazuje właśnie „Uczeń”, właściwie rodzaj sfabularyzowanego traktatu, nie przypadkiem przyrównany przez Prusa do „Zbrodni i kary” Dostojewskiego. Powieść Bourgeta, tak jak Sienkiewiczowskie „Bez dogmatu”, miała na celu przestrogę; ukazywała, do czego może prowadzić eksperymentowanie własną (i cudzą) jaźnią w myśl wynaturzonych koncepcji naukowo-psychologiczno-filozoficznych. Tytułowy „uczeń”, młody człowiek zafascynowany amoralnymi koncepcjami swego mistrza i fanatyk determinizmu psychologicznego (krytyczny portret m.in. Taine’a i Renana), postanawia w sposób wykalkulowany rozkochać oraz uwieść młodą arystokratkę, po czym, dumny ze skutecznej realizacji, wikła się w nieprzewidzianych konsekwencjach własnych namiętności, prowokując swym zachowaniem samobójstwo upokorzonej ofiary. Finalna śmierć niefortunnego kochanka, wieńcząca szereg sensacyjnych perypetii, staje się dla jego ateistycznego „nauczyciela” lekcją pokory i religijnego nawrócenia. Triumfuje Spencerowska tajemnica Unknowable, którą światopogląd naukowy musi uwzględnić w swych rachunkach, jeśli nie chce przyczynić się do autodestrukcji jednostki. Podobny myślowy scenariusz rozgrywa się w „Bez dogmatu” Sienkiewicza, które wiele zaczerpnęło z eseistycznych diagnoz Bourgeta. Leon Płoszowski nie jest wprawdzie fanatycznym miłośnikiem pozytywistycznej psychologii czy filozofii, ale widzi w niej przyczynę swej nadmiernie wybujałej zdolności krytyczno-analitycznej (której francuski eseista przypisywał wymiar wręcz diaboliczny) oraz obezwładniającego sceptycyzmu. Jego przerafinowany umysł, światopoglądowo elastyczny, tolerancyjny wobec wielości postaw i opinii, z lubością znajduje spełnienie w pre-ponowoczesnym projekcie estetycznym własnej egzystencji – w sposób pośredni także doprowadzając do śmierci kobiety, uwodzonej wprawdzie z (neurotycznej i maniakalnej) miłości, ale za pomocą równie metodycznych, rozumowych ekscesów, co w przypadku Bourgetowskiego „ucznia”. Pomimo socjologicznej oraz psychologicznej odmienności Leona Płoszowskiego i Roberta Greslou, obaj reprezentują hamletowskich, bezwolnych ludzi myśli, zabłąkanych na rozdroża czynów etycznie nagannych (zbrodniczych) – jak Raskolnikow, Iwan Karamazow czy późniejsi, nietzscheańscy

amoraliści Gide’a. I obie powieści, „Uczeń” oraz „Bez dogmatu”, były u progu nowoczesności dramatycznym apelem o kierowanie się etyczną (religijną) busolą na wzburzonych falach coraz zuchwalej eksperymentującego z własną kondycją człowieczeństwa, pogrążonego w zapamiętałej pogoni za nowymi możliwościami autokreacji, a usprawiedliwiającego swoją egocentryczną introspekcję przesłankami psychologii eksperymentalnej i darwinowskiego ewolucjonizmu. Bourget w słynnej – bodajże jeszcze bardziej niż sama powieść – przedmowie do „Ucznia” wymieniał dwa charakterystyczne dla swoich czasów typy osobowości, przed jakimi przestrzegał: to „brutalny epikurejczyk zmysłowy” oraz „wyrafinowany epikurejczyk umysłowy”5. Groźniejszy według niego był ten drugi i niektórzy polscy komentatorzy uważali, że to polska, nie francuska powieść sportretowała go lepiej. Oczywiście sensacyjne, melodramatyczne fabuły miłosne znacząco przyczyniły się do sukcesu obu utworów. Jeśli przesadny dydaktyzm narracji Bourgeta szybko znalazł surowych krytyków, jeszcze dzisiaj budzi uznanie jego śmiała, trzymająca w napięciu inscenizacja dramaturgii miłosnej, gdzie bohater dokonuje „chemicznego rozbioru serca” i wiwisekcji, „zatapiając nóż w bijące serce kobiety”6. Z kolei utworowi Sienkiewicza nie bez racji odmawiano miana autentycznej powieści psychologicznej: według wielu komentatorów „Bez dogmatu” prezentuje nie tragedię rozumu ludzkiego, lecz tragedię nieszczęśliwej miłości. Uznanie u francuskiego oraz polskiego autora budziły także atrakcyjne, pierwszoosobowe narracje, pełne psychologicznych subtelności i paradoksów. „Spowiedź” Greslou oraz pseudodziennik Płoszowskiego to kolejne ogniwa w długim łańcuchu humanistycznych monologów, których początki sięgają „Wyznań” św. Augustyna, później sentymentalnych konfesji Rousseau i romantyków, a końce tworzą dwudziestowieczne powieści-eseje oraz techniki strumienia świadomości, ewoluujące do dzisiaj. Podkreślić wreszcie trzeba, zwłaszcza w obecnej erze manipulacji socjotechnicznych i medialnych, precyzyjne ukazanie w obu powieściach mechanizmów sterowania cudzą (kobiecą) psychiką przez poddanie jej określonym impulsom i zaprogramowanym (męskim) oddziaływaniom. Można powiedzieć, że „Bez

dogmatu” oraz „Uczeń” ilustrują, znów będąc prefiguracją postmodernistycznych paradygmatów, triumf hedonistycznego pragmatyzmu w postaci czystej. Fabularna klęska tego ostatniego należy jedynie do sfery utopijnej dydaktyki autorów. Obaj dziewiętnastowieczni pisarze reprezentowali bowiem „roszczenia rozumu” i dopominali się „metafizyki obecności”, żeby znowu sięgnąć po ograne formuły postmoderny. Pozornie Bourget i Sienkiewicz bardzo łatwo dają się wpisać w ideologiczne formułki konserwatyzmu: pisali „dla ludzi dostatnich o ludziach dostatnich, o ich komplikacjach uczuciowych, o ich ideach, o ich dziedzictwie”7, obaj byli przeciwnikami naturalistycznych, „fizjologicznych” powieści Zoli, obaj widzieli zagrożenie dla ducha w zmaterializowanych czasach. W istocie owi tradycjonaliści byli pisarzami głęboko nowoczesnymi, niemal genialnymi wizjonerami (w przypadku Sienkiewicza nie tylko przeszłości) naszych czasów. Na koniec wypada przypomnieć, co sam Sienkiewicz sądził o Bourgecie8. Na przekór całemu chórowi głosów, które zestawiały go z autorem „Ucznia” – a może właśnie z tego powodu – polski pisarz stanowczo odżegnywał się od swego francuskiego kolegi. Przede wszystkim zaprzeczał, by cokolwiek od niego zaczerpnął, podobnych opinii bowiem było niemało. „Takie spotkania się umysłów zdarzają się czasem w literaturze, zwłaszcza jeśli dana teza wisi w powietrzu i narzuca się umysłom”9 – zauważał logicznie, dając odpór zwolennikom powierzchownej „wpływologii” literackiej. Poza tym bynajmniej nie zachwycał się „Uczniem”: „To taka ponura książka”10, pisał do swej powiernicy szwagierki, przepraszając równocześnie za narażenie jej na tak nieprzyjemną lekturę. O innych utworach Bourgeta miał również negatywną opinię. Choć przyznawał, że są „pisane ładnie i delikatnie”, podkreślał ich kulturową, głównie obyczajową obcość: „Jest to dość jaskrawe”, „to taki świat odmienny od naszego – takie typy niesłychanie dalekie od tego, co jest

7 Tak Albert Thibaudet pisze o Bourgecie („Historia literatury francuskiej. O Rewolucji Francuskiej do lat trzydziestych XX wieku”, przeł. J. Guze, Warszawa 1997, s. 394).

5 „Do Młodzieńca”. Przedmowa Bourgeta do powieści „Uczeń”, przeł. L. Blumental, „Prawda” 1889, nr 48, s. 568-569.

8 Co Bourget sądził o Sienkiewiczu, nie wiemy, choć mało brakowało, żeby francuski pisarz napisał przedmowę do francuskiego przekładu Bez dogmatu (przekład ten, niestety skrócony, w ciągu dwu lat miał pięć wydań), o co starał się bezskutecznie tłumacz, Antoni Wodziński. Parę lat później Bournet wziął udział w międzynarodowej ankiecie, poświęconej „Quo vadis?”

6 P. Bourget, „Uczeń”, tłum. anonim., „Przegląd Tygodniowy” 1889, nr 33, s. 407; nr 35, s. 423.

10 Tamże, s. 145 (list do Jadwigi Janczewskiej).

9 H. Sienkiewicz, „Listy”…, s. 189.

Indeks (171-172) grudzień 2016  

Pismo Uniwersytetu Opolskiego (numer 171-172)

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you