Page 39

76 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

77 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

ZAWSZE TROCHĘ NIEOBECNY, ZAMYŚLONY

Uczestnicy listopadowego spotkania poświęconego prof. Leszkowi Kuberskiemu, w Muzeum UO (fot. Andrzej Szczepaniak)

ŚLADAMI PAMIĘCI

BARBARA STANKIEWICZ

ŻYŁ INTENSYWNIE, LECZ KRÓTKO

Prof. Leszek Kuberski we wspomnieniach przyjaciół i współpracowników Swoją rozprawę habilitacyjną o Stanisławie Szczepanowskim zakończył zdaniem: „Żył intensywnie, lecz krótko”. Pisząc to, prof. Leszek Kuberski z pewnością nie przypuszczał, że dwadzieścia lat później, na spotkaniu w 10. rocznicę jego śmierci, ktoś te słowa przypomni. I że to jego właśnie będzie miał na myśli. Zmarłego w 2006 roku profesora wspominali w Muzeum Uniwersytetu Opolskiego, 17 listopada br., jego współpracownicy, znajomi i przyjaciele. Zanim jednak oddamy im głos, słów kilka o prof. Leszku Kuberskim, który z naszą uczelnią związał całe swoje dorosłe życie. Tu, w opolskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej, skończył studia historyczne i w 1980 roku został zatrudniony jako asystent w Instytucie Historii. Przeszedł na uczelni przez wszystkie stopnie kariery zawodowej aż do stanowiska profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Opol-

skiego (1999 r.). W 1988 roku uzyskał stopień naukowy doktora nauk humanistycznych w zakresie historii na podstawie pracy pt. „Jan Skala 1889–1945. Zarys biografii politycznej”. Habilitował się w 1997 roku na Wydziale Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego w zakresie historii Polski i powszechnej XIX i XX wieku na podstawie rozprawy pt. „Stanisław Szczepanowski 1846–1900. Przemysłowiec. Polityk. Publicysta”. Pełnił wiele funkcji administracyjnych na Uniwersytecie Opolskim, w tym dwukrotnie wicedyrektora, a następnie dyrektora Instytutu Historii oraz dwukrotnie prorektora ds. dydaktyki i studentów (w latach 1999– 2005). Wykładał także w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Raciborzu. Zmarł nagle w 2006 r., podczas pielgrzymki akademickiej w Rzymie.

O swojej przyjaźni z Leszkiem Kuberskim opowiadał m.in. rektor UO prof. Marek Masnyk. – Wiele nas łączyło. Obaj urodziliśmy się w Namysłowie, w tym samym szpitalu, w tym samym roku. Obaj studiowaliśmy historię na opolskiej WSP, mieszkaliśmy w tym samym akademiku. I w tym samym czasie rozpoczęliśmy na naszej uczelni pracę naukową. Ja zająłem się historią Śląska, Leszek zainteresował się sorabistyką, a później Galicją przełomu XIX i XX wieku. Razem jeździliśmy na zajęcia w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Raciborzu, placówce, którą współtworzyliśmy. W tym samym czasie budowaliśmy też nasze domy… W 1976 r. o przyjęcie na studia historyczne w opolskiej WSP starało się ponad 160 kandydatów – miejsc było 30 (ostatecznie limit zwiększono do 45). Wśród przyjętych znaleźli się Leszek Kuberski i obecny dziekan Wydziału Nauk Społecznych prof. Janusz Dorobisz, który wspomina: – Opiekunem naszego roku był mgr Stanisław S. Nicieja. Razem studiowaliśmy – a wtedy historię studiowało się przez cztery lata, działaliśmy w kołach studenckich, Radio-Sygnałach… Dwa razy razem zdawaliśmy egzaminy. I wtedy zrozumiałem, dlaczego nikt ze studentów nie chciał wchodzić na egzamin z Leszkiem – on po prostu zawyżał poziom. Nie bez powodu na koniec studiów został wyróżniony tytułem Primus Inter Pares. Pracowaliśmy w tym samym instytucie. Był świetnym dydaktykiem i naukowcem – jego praca doktorska poświęcona Janowi Skali liczyła aż trzysta stron, była nie tylko obszerna, ale i bardzo wnikliwa. Leszek był bardzo skromnym i bardzo, może nawet nadmiernie, pracowitym człowiekiem. Zawsze trochę zamyślonym, nieobecnym. W komisji egzaminacyjnej, przed którą stanął w 1976r. maturzysta Leszek Kuberski, starający się o przyjęcie na pierwszy rok studiów historycznych, był m.in. prof. Adam Suchoński, który z dwóch powodów zapamiętał tego właśnie kandydata na studenta: – Najpierw zastanawialiśmy się, czy jest z TYCH Kuberskich [w latach 1972–1979 ministrem oświaty i wychowania był Jerzy Kuberski – przyp. red.], żartowaliśmy nawet, że przyjmiemy bez względu na wynik egzaminu. To nie było konieczne – zdał wspaniale. I takim też pozostał studentem i pracownikiem. Kiedy zaczynał pracę w naszym instytucie, spytał go, czy mógłby u mnie terminować jako dydaktyk. Chodziliśmy razem na hospitacje do szkół, a później wspólnie napisaliśmy podręcznik do historii dla uczniów

czwartej klasy szkoły podstawowej – to ważny sprawdzian dla dydaktyka, bo prawdziwą sztuką jest napisać podręcznik tak, aby dziecko zrozumiało i zaciekawiło się jego treścią. A później poradziłem Leszkowi, żeby zajął się „czystą” nauką, bo to ona, nie dydaktyka, ułatwia awans naukowy. Dr Marek Białokur, dziś adiunkt w Instytucie Historii UO, w końcówce lat 90. był studentem profesora Kuberskiego. Pracę magisterską bronił 14 maja 1998 r., na tydzień przed „Piastonaliami”, w tym samym dniu, co kolega z roku, Dariusz Mucha: – Ten termin wyznaczył nam profesor z uzasadnieniem: Będziecie mogli bawić się już na luzie. Taki właśnie był. Lubił studentów i był przez nich lubiany. Pamiętam, jak ubolewał podczas pobytu w Pradze, gdzie Czesi gościli go z wyjątkową atencją, że ma pokój w hotelu położonym w centrum miasta, a wolałby spędzić wieczór z nami – my mieliśmy nocleg gdzieś na peryferiach Pragi. W 2002 r. po raz pierwszy powierzono mi opiekę nad studentami, którzy zdawali egzamin pisemny. Ja ich miałem pilnować, żeby nie ściągali. Akurat trwały Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Korei Południowej i Japonii. Napisali, sprawdzam i oczom nie wierzę: 99 procent studentów napisało na ocenę bardzo dobrą! Ewidentnie znali wcześniej pytania. Co robić? Tam Polacy grają, studenci tłoczą się w sali 233, czas leci… I wtedy profesor pokazał swoją klasę. Wyszedł do studentów i krótko zakomunikował: powtarzamy egzamin. Nikt nie zaprotestował. Nie muszę dodawać, że tym razem oceny były „normalne”. „Był moim studentem, potem współpracownikiem. Jest pięknym wspomnieniem” – to słowa dr Marty Hatalskiej, która przez 20 lat pełniła funkcję wicedyrektora Instytutu Historii. Przez kilka lat współpracowała z drugim wicedyrektorem, prof. Leszkiem Kuberskim właśnie: – Razem przygotowywaliśmy nasz instytut do drugiej akredytacji. Pamiętam, z jaką pasją Leszek to robił, ilu studentów udało mu się wciągnąć do tych prac… Pamiętam też treść ankiet, które wypełniali studenci, były to opinie dotyczące wykładowców. Przy nazwisku Leszka wpisywali niezmiennie: znakomite prowadzenie zajęć, życzliwy, otwarty, wymagający. Był przez nich bardzo lubiany, na zjazdach absolwentów gromadziły się przy nim tłumy, miałam takie wrażenie, jakby się nie rozstawali… Ks. prof. Stanisław Rabiej z Wydziału Teologicznego UO zapamiętał ostatnią rozmowę z prof. Leszkiem Kuberskim, który podczas pielgrzymki akademickiej do Rzymu, w 2006 r., źle się poczuł i trafił do klinki Gemelli.

Indeks (171-172) grudzień 2016  

Pismo Uniwersytetu Opolskiego (numer 171-172)

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you