Page 25

48 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

49 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

Włodzimierz Paźniewski, jako redaktor naczelny „Dziennika Zachodniego”, wręcza w imieniu redakcji nagrodę Wojciechowi Kilarowi – światowej sławy kompozytorowi, Katowice 1990 (fot. Józef Makal)

waż po okolicy jeździli nędzarze zbierający niepotrzebne już ludziom butelki, złom czy szmaty, Moszkowicz obawiał się, że nie rozpozna tego, który będzie prawdziwym Mesjaszem. Zasięgnął więc rady u rabina z Dubna, pytając, co się stanie, gdy nie rozpozna Mesjasza. Rabin po długim milczeniu podniósł oczy znad księgi, którą czytał, i odpowiedział krótko: „Wtedy wszyscy zginiemy i nastąpi koniec świata”. Moszkowicz bardzo się przejął tą przepowiednią i gdy tylko przed jego sklepem zatrzymywała się nędzna furka ze śmiertelnie zmęczonym koniem, z kołami oblepionymi błotem, w twarzy zmęczonego furmana uważnie szukał rysów tego, który miał przybyć z Podola w podartym chałacie i przetartej lisiurce na głowie, niosąc upragnione ocalenie. Aby się nie pomylić, każdego z takich przybyszy wchodzących do jego sklepu, witał serdecznie pytaniem: „Może herbaty?”. I gdy nabierał podejrzenia, że być może jest to przybyły z Podola Mesjasz, wołał do córek: „Tina, Mila, gdzie jesteście? Nastaw-

cie czajnik. Herbaty gruzińskiej, szybko! Nie – poprawiał się – może być nawet angielska!”. A do przybysza mówił: „Skąd to prowadzą drogi? Oby zawsze były krótkie”. Moszkowicz nigdy nie doczekał się Mesjasza w swoim sklepiku z wypchanym krokodylem na wystawie. Zginął prawdopodobnie w krzemienieckim getcie. Do Krzemieńca od czasu do czasu przyjeżdżał utrudzony podróżą po bezdrożach Wołynia wypychacz ptaków, z małą walizeczką zawierającą ostre, przypominające chirurgiczne narzędzia skalpele, szczypce do wyciągania flaków i wyłuskiwania kości oraz wiele innych dziwnych przyrządów. Najczęściej proponował zakup wypchanego szczygła na kawałku czereśniowej gałęzi albo dużego dropa. Gdy przychodził do sklepu Moszkowicza, najczęściej żalił się, że coraz trudniej o robotę: „Wypychacza teraz nikt nie zamawia, nawet dziedzice we dworach. Przed wojną, panie, to miałem robotę przez cały rok, jak zaczynałem objazd dworów pod Kamieńcem Podolskim, to kończyłem w Brześciu nad Bugiem.

Na zdjęciu od prawej: Włodzimierz Paźniewski – pisarz, eseista; prof. Stanisław Sławomir Nicieja – ówczesny rektor Uniwersytetu Opolskiego; Teresa Miodek – polonistka, przez wiele lat nauczycielka w X Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu; prof. Jan Miodek, Irena Paźniewska

Jednego razu wypychałem konia dla pewnego rosyjskiego pułkownika. Był do niego tak przywiązany, że kiedy łoszak padł na zapalenie płuc, nie chciał go oddać rakarzowi na mydło i skórę, i zaraz tego samego dnia posłał po wypychacza. A dziś, Boże mój kochanieńki, w miesiącu człowiek jakiegoś bekasa lub pawia oporządzi, ot, i cała robota. Pisał mi brat z Ameryki, że tam wypychacze są w cenie. I chce, żebym ja tam przybył. Dlatego muszę uciułać trochę grosza”. Zawód wypychacza ptaków rzeczywiście upadł tuż po pierwszej wojnie światowej. Jednym z wypychaczy na Kresach był w swej młodości znany później poeta Marian Jachimowicz z Borysławia, który po wojnie osiadł w Wałbrzychu, gdzie zmarł – ma tam dzisiaj bibliotekę swego imienia. C. K. KONSUL Z PRZEDMIEŚCIA Na jednym z przedmieść Krzemieńca osiadł tuż po I wojnie światowej elegancki starszy pan, często space-

rujący po mieście w cylindrze na głowie, z jedwabnym szalem, w prążkowanych spodniach, w lakierkach na nogach, z czarnym parasolem i białą muszką. Oszczędny w ruchach, chodził najczęściej słoneczną stroną rynku. Zachodził na kawę i ciastko z kremem do kawiarni Lewickiego. Znajomi tytułowali go konsulem, panowało więc w Krzemieńcu przekonanie, że był to dawny konsul monarchii austro-węgierskiej. On sam nie protestował. Pewnego razu nawet w przypływie dobrego humoru potwierdził ten fakt, mówiąc, iż tuż przed upadkiem Austro-Węgier i abdykacji cesarza Karola I pełnił funkcję konsula w Sztokholmie. Mieszkał w małym domku, spędzając całe godziny za biurkiem, nad którym wisiało małe, mosiężne godło nieistniejącego już państwa. Gdy tylko mógł, były konsul bronił wyśmiewanej i wykpiwanej dawnej monarchii. Był jej gorącym patriotą. Na początku lat trzydziestych przed podniszczonym domkiem, gdzie mieszkał były dyplomata c.k. monarchii, zatrzymał się elegancki różowy buick z chorągiewką

Indeks (171-172) grudzień 2016  

Pismo Uniwersytetu Opolskiego (numer 171-172)

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you