Issuu on Google+

32 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

swych esejów o wojnie umieściła takie obolałe, narcystyczne, nieprzejednane my w „krainie imperatywu mitycznego”, w którym panują prawa wyrosłe na gruncie polskiego paradygmatu romantycznego z jego kultem ofiary narodowej, cierpienia za innych, heroizacji spraw przegranych. Ktokolwiek prawa imperatywu mitycznego podważa, narusza czy choćby podaje w wątpliwość, kto pyta o nie, chce je poddać krytycznej analizie, zostaje przez zbiorowe my wykluczony z kręgu swoich i napiętnowany jako obcy. Prawdziwe niebezpieczeństwo o wymiarze społecznym powstaje wtedy, kiedy owa obrona własnego wizerunku, zatrzaskiwanie się w sobie w odruchu obronnym wobec grup uznanych za zagrażających obcych, jest wspierana instytucjonalnie, zwłaszcza przez instytucje państwa: szkoły, programy nauczania, kanony lektur, politykę przyznawania grantów, politykę powoływania bądź likwidowania muzeów, przez kinematografię, media publiczne, wreszcie zarządzające nimi ministerstwa i ich agendy, jak wspomniany IPN; to niebezpieczeństwo rośnie, kiedy „imperatyw mityczny” staje się fundamentem obowiązującej polityki wychowania i kształcenia. Redutę Dobrego Imienia – Polską Ligę przeciw Zniesławieniom wypada zaliczyć do instytucji państwa, skoro w jej zarządzie zasiada wicepremier polskiego rządu, ale nazwę tę można rozumieć także metaforycznie jako szyld, pod którym kolektywny narcyzm zyskuje instytucjonalne warunki do nieskrępowanego rozwoju. Warunki te wydatnie wzmacnia skierowany właśnie do Sejmu przez ten sam rząd projekt nowelizacji ustawy o IPN, który zakłada, że „przypisywanie narodowi polskiemu lub państwu polskiemu odpowiedzialności (lub współodpowiedzialności) za popełnione przez III Rzeszę zbrodnie nazistowskie […] będzie karane grzywną lub karą pozbawienia wolności do 3 lat”. Prace badawcze i artystyczne mają być wyłączone spod władzy tego przepisu – ale esej nie jest pracą badawczą, a publicystyka gazetowa – twórczością artystyczną. Dzisiaj profesor Błoński, mając przed oczami wizję grzywny bądź trzech lat więzienia, zapewne dobrze by się zastanowił, czy odsłaniać w eseju biednych Polaków patrzących na płonące getto i czy w ogóle stawiać pytanie o współwinę czy współodpowiedzialność Polaków wobec zagłady Żydów. Tymczasem my, biedni, czyli zwykli, szeregowi Polacy, mamy prawo, by patrzeć na samych siebie bez taryfy ulgowej, do dna, i by nazywać to, do czego nas ta introspekcja doprowadzi, właściwymi odkrytym rzeczom imionami. Niewierzący mają do tego prawo w myśl helleńskiej inskrypcji „Poznaj samego siebie” wyrytej na frontonie świątyni Apollina w Delfach. Wierzący mają do

33 /// INDEKS nr 7–8 (171–172) / Publicystyka, sztuka /

tego prawo w myśl słów, które zachęcają ich do wyznania wiary z nadzieją oczyszczenia: „Uznajmy, że jesteśmy grzeszni”. Wszyscy zaś mamy prawo do szukania całej złożoności polskiego my i odkrywania w jej głębiach bolesnych, tragicznie ludzkich splotów dobra i zła, bohaterstwa i podłości, samopoświęcenia i nienawiści; więcej: mamy też prawo do ujawniania i poznawania mechanizmu, który istnienie tych mrocznych żywiołów w polskim zbiorowym ja neguje, usuwa je poza granice polskiego autowizerunku, a samo ich ujawnianie nazywa działaniem antypolskim. Mechanizm ten, tu ledwie naszkicowany, jest w zasadzie prosty: to operowanie sztywnymi dychotomiami, wykluczanie z ich ram wszelkiej inności, granie zakresami pojęć i definicjami nazw, zawłaszczanie języka (i w ramach tego zawłaszczania – spuszczanie języka z łańcucha, czyli – zadekretowana już odgórnie – ochrona języka nienawiści), wreszcie zawłaszczanie mediów, które przekaz w zawłaszczonym języku transmitują, obejmując możliwie największą część wspólnoty. Przy tym mechanizm ten, choć u nas przybrany w strój narodowy, jest mechanizmem uniwersalnym, stanowiąc wspólny mianownik polityki rządów autorytarnych, które po długim śnie budzą się teraz w całej Europie. Można tego nie dostrzegać – ale oby nie dopadły nas słowa Psalmisty: „Mają oczy, a nie widzą; mają uszy, a nie słyszą”. W uroczystym dniu inauguracji chciałoby się powiedzieć coś podnoszącego na duchu lub przynajmniej na pocieszenie, coś „ku pokrzepieniu serc”. Nie mam nic na pocieszenie, a krzepić należy dziś nie serce, ale rozum. Bo historia uczy, że gdy rozum opada z sił i zasypia, budzą się upiory. Czasem obok nas, czasem w nas samych. Upiory te już zostały obudzone. Od nas samych, także od siedzących tu, w tej sali, zależy, czy je w porę dostrzeżemy i czy powstrzymamy ich pochód – czy też upiory te wymkną się ostatecznie spod kontroli naszego rozumu. Wykorzystałem m.in.: J. Błoński, Biedny chrześcijanin patrzy na getto, w: Wokół „Strachu”. Dyskusja o książce Jana T. Grossa, opr. M. Gądek, Kraków 2008; W. Chlebda, Kiedy swój staje się obcym, „Etnolingwistyka” 2007, t. 19; M. Głowiński, Pismak 1863 i inne szkice o różnych brzydkich rzeczach, Warszawa 1995; J. T. Gross, Niepamięć zbiorowa, „Tygodnik Powszechny”

Wojciech Smarzowski (fot. Marcin Wojciechowski / Muzeum Kinematografii w Łodzi)

JAK ŻYĆ PO KOŃCU ŚWIATA?

Z Wojciechem Smarzowskim, reżyserem filmowym i teatralnym, scenarzystą, rozmawia Agnieszka Wojcieszek – Pytanie tylko pozornie wydaje się najprostsze: o czym, zdaniem Wojciecha Smarzowskiego, jest „Wołyń”? – To film, który jest ostrzeżeniem przed agresją, skrajnym nacjonalizmem, wojną. To opowieść o tym, do czego zdolny jest człowiek, gdy wyposaży się go w odpowiednią ideologię albo doktrynę, polityczną lub religijną, i da przyzwolenie na zabijanie.

uciekła na Podkarpacie. Musieli mieć świadomość tego, co dzieje się na Wołyniu, i co za chwilę miało nastąpić u nich. Ważniejszym powodem było to, że mam dzieci i cały czas zastanawiam się, w jakim świecie przyjdzie im żyć. – Z jakich źródeł korzystał Pan, przystępując do prac nad filmem?

2004, nr 32; M. Janion, Płacz generała. Eseje o wojnie, Warszawa 1998; E. Janicka, T. Żukowski, Przemoc filosemicka? Nowe polskie narracje o Żydach po roku 2000, Warszawa 2016; A. Leder, Prześniona rewolucja. Ćwiczenie

– Dlaczego „Wołyń”? Jakie były motywy powstania tego filmu?

z logiki historycznej, Warszawa 2014; A. Kłoskowska, Kultury narodowe u korzeni, Warszawa 1996; Cz. Miłosz, Wiersze wszystkie, Kraków 2011; Wobec obcych. Zagrożenia psychologiczne a stosunki międzygrupowe, red. M. Kofta, M. Bilewicz, Warszawa 2011 oraz fragmenty swojego referatu Jak (w Polsce) zostaje się innym, wygłoszonego na konferencji Obcy, inny w dyskursie publicznym, Chełm, 5 września 2016 r.

– Moja przygoda z „Wołyniem” trwała cztery lata. Od dawna chciałem zmierzyć się z takim tematem. Jednym z powodów był fakt, że mój ojciec urodził się w Borysławiu, na terenie dzisiejszej Ukrainy, a w 1944 roku rodzina

– Początkowo opierałem się wyłącznie na relacjach Polaków, którzy ocaleli z rzezi na Kresach. Potem zacząłem czytać książki, opracowania, a przełomem okazały się opowiadania Stanisława Srokowskiego (absolwenta opolskiej WSP – przyp. red.) zatytułowane „Nienawiść”. Spotkałem się z autorem i to on uświadomił mi, że moja wiedza jest chaotyczna i emocjonalna. Wysłał mnie na


Indeks (171-172) grudzień 2016