Page 1

MUZYKA

12.04.2012

07

C

GRA SBB „SBB”

Dziki Jazz „A-kineton”

Metal Mind Productions

Owoc Music

Maki i Chłopaki „Dni Mrozów”

FireInTheHole „Digital Rebels”

The Washing Machine „Into The Sun”

Thin Man Records

Manufaktura Legenda

Polskie Radio

Jadąc buldożerem Wyd. GMT Games

Mimo upływu lat, Józef Skrzek i Apostolis Anthimos trzymają formę. Ale to nic dziwnego – w końcu są wirtuozami swych instrumentów. I tę lekkość tworzenia muzyki czuć na ich najnowszym albumie. Z jednej strony „SBB” zwraca się ku przeszłości, bo jego twórcy wspominają w kolejnych nagraniach najważniejsze momenty ze swej działalności, ale z drugiej – ich gra nadal pełna jest świeżej energii. Nostalgiczne utwory uzupełniają więc kompozycje pełne wigoru, składając się na wyjątkowo urozmaiconą całość.

Trzy lata temu bydgoski kolektyw Dziki Jazz nagrał swoją debiutancką płytę, która została uznana za jeden z najciekawszych debiutów jazzowych tamtego sezonu. Dzisiaj młodzi muzycy pod wodzą nieustraszonego Rafała Gorzyckiego wracają z nowym materiałem. Tym razem świeże dźwięki wprowadza saksofonista Irek Wojtczak i trębacz Maurycy Wójciński. Wbrew farmakologicznemu tytułowi, muzyka na „A-kinetonie” daleka jest od laboratoryjnego chłodu – to surowo brzmiący free jazz o mocno rozwichrzonym tonie.

Revival mody na polski big-bit trwa. Kiedyś uznawane za obciach, dzisiaj za kwintesencję beztroskiego rock’n’rolla proste melodie i rytmy powracają tym razem za sprawą pochodzącej z Mrozów grupy Maki i Chłopaki. Materiał z ich debiutanckiej płyty może się jednak podobać – bo muzycy opakowali swe rodzime sentymenty w światowe brzmienie bliskie garażowego grania w stylu wczesnego punka. Świeża energia, radosne melodie i rozbrajająco naiwne teksty – i znów wszyscy mamy po osiemnaście lat!

Choć działają już pięć lat, ich kariera nabrała rozpędu, gdy dwa lata temu pokazali się w Londynie i w Liverpoolu w ramach akcji „UK Promo Tour”. Ponieważ zebrali dobre opinie, dzisiaj mają już w dorobku debiutancki album. Dominuje na nim mocno emocjonalne granie w stylu The Klaxons – bo łączące taneczne partie bębnów i jazgotliwe pasaże gitar z histerycznym śpiewem i onirycznymi klawiszami. Młodzieńcza energia sprawia, że momentami brzmi to wręcz porywająco. PAWEŁ GZYL

Brytyjscy mistrzowie cyberdubu z Zion Train wsparli już niejednego polskiego wykonawcę. Tym razem padło na katowicki zespół FireInTheHole. Anglików zachwyciło jego oryginalne brzmienie oparte na zagranych „na żywo” rytmach drum’n’bass. Debiutancki album grupy potwierdza jej klasę. Z jednej strony mamy tu chmurną elektronikę i dubowe efekty, a z drugiej perkusyjne galopady i jamajskie bujanie. We wszystko to wtopiony zostaje ciekawy głos wokalistki. Dla fanów karaibskich rytmów – pozycja obowiązkowa.

Chęci i odwagi mi nie brakuje –SkądsięwzięliKochankowie GwiezdnychPrzestrzeni? – To się zaczęło między innymi dzięki Wojtkowi Mazolewskiemu z Pink Freud. Pomagałem mu kiedyś organizować warsztaty z muzyką improwizowaną.I takmisięspodobało, że później sam poprowadziłem podobne zajęcia na festiwalu „Zbliżenia” w Płocku. W projekcie wzięło udział czternaście osób z kilku krajów. W ciągu tygodnia zrobiliśmy razem cztery długie kompozycje. Nasz międzynarodowy kolektyw nazwaliśmy Space Star Lovers. Gdy pojawiliśmy się na koncercie finałowym – eksplodowaliśmy jak bomba! Po naszym występie trzeba było wymieniać deski w podłodze sali, bo ludzie wprost oszaleli. Dlatego z Grzesiem i Dorotą, którzy zostali po festiwalu, postanowiliśmy kontynuować pracę. Stopniowo dobieraliśmy resztę składu i tak pojawili się Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni. –Dlaczegosięgnęliściepomuzykęfunk? – To, co trafiło na naszą pierwszą płytę „Fanki Pisk” nie był stricte funkiem. Był to raczej kolaż różnych gatunków, oscylujących wokół funku, reggae i ska. Nazwaliśmy to dźwięcznie „funk-trans-rege-dans”. Każdy miał inne fascynacje muzyczne, a utwory powstawały kolektywnie. Spotykaliśmy się napróbachigraliśmy,conamdogłowy przyszło. Nikt nie przynosił gotowych kawałków. –Nicdziwnego,żepubliczność PrzystankuWoodstockprzyznałaWamdwalatatemuprestiżowego„ZłotegoBączka”. – Pierwszy raz zagraliśmy u Jurka Owsiaka na małej scenie. I to było niesamowite prze-

FOT. ARCHIWUM ZESPOŁU

RozmowazSEBASTIANEMMALISZEWSKIMzzespołuKochankowieGwiezdnychPrzestrzeniojegonowejpłycie–„FleszBack”

Kolorowi i roztańczeni – przybywają z kosmicznych przestrzeni

życie – mieliśmy świetny kontakt z widownią, ludzie po prostu zwariowali. I właśnie za ten występ nas wyróżniono. „Złoty Bączek” to niezwykle cenne trofeum, bo dostają je zespoły, na które głosuje kilka tysięcy osób. W nagrodę pojawiliśmy się na dużej scenie. Kiedy na nią wszedłem, nogi zatrzęsły mi się ze strachu i podekscytowania. Ale warto było przeżyć te trzydzieściparęlat,żebyzobaczyćto morze ludzi przed sceną i zaśpiewać dla nich i razem z nimi. (śmiech) –Ztego,conaliczyłem,wskład zespołuwchodzidziesięćosób. Chybatrudnokierowaćtakim małym„zakładempracy”? – (śmiech) Czasem bywało na scenie aż trzynastu muzyków! I to prawda – nasz skład

docierał się i nadal się dociera. Bo każdy ma przecież swoje życie. W ciągu ostatnich lat pozakładaliśmy rodziny, urodziły nam się dzieci. Jedni porzucili więc granie, bo wymaga za dużo poświęceń, a przynosi mało dóbr namacalnych. Drudzy – postawili na zawodowe muzykowanie, więc muszą dużo koncertować i nie mają czasu na pracę w studiu. Umówienie się na próbę w takich warunkach graniczy nierzadko zcudem. A jak się nie gra prób, trudno zrobić cokolwiek nowego. Dlatego nową płytę wydajemy po... sześciu latach przerwy. (śmiech) –Jakpowstawałtenmateriał? – Postanowiliśmy odważnie, że nowy materiał nagramy sami. Dlatego przerobiliśmy naszą salę prób na prowizoryczne

studio. Sporo nam w tym pomógł Banan z Armii, od którego wiele się nauczyliśmy. Niestety, w pewnym momencie wprowadziła się obok nas jakaś firmazmaszyną,któracałyczas robiła: „bum!” – „bum!”. Dlatego przenieśliśmy studio do mojego domu. Tam przez kolejne miesiące w wolnych chwilach dłubaliśmy nowe nagrania. Część tracków zaginęła gdzieś po drodze, pojawiły się konflikty, bo trzeba było zrobić coś od nowa. Foldery zaczęły sie wypełniać goryczą zamiast muzyką. Nie udźwignęliśmy trudu nagrania płyty własnym sumptem. Dlatego postanowiliśmy, że nie wydamy tego materiału. Wcisnęliśmy klawisz „delete” i wyrzuciliśmy wszystko do kosza. A potem rzuciłem do kolegów hasło:

„Nagrywamy wszystko jeszcze raz”. –Radykalneposunięcie! – Mało tego: wynajęliśmy wyśmienite analogowe studio The Rolling Tapes w Srebrnej Górze i tam zarejestrowaliśmy cały ten materiał na żywo. Wymagało to jednak zmiany składu zespołu. Niejako weszliśmy drugi raz do tej samej rzeki, ale woda w niej była już inna. Zrobione wcześniej utwory nabrały świeżości i zdecydowania. Atmosfera w pięknej Srebrnej Górze była wprost cudowna, co sprzyjało radości, a radość jak wiadomo sprzyja twórcy i improwizacji, której na płycie nie brakuje. W dziesięć dni nagraliśmy płytę! Czego chcieć więcej? (śmiech) –Funkmieszasiętutajzreggae, agarażowyrockzszaloną psychodelią... – ... ale wszystko ma spójne brzmienie. A to dzięki temu, że mamywskładzieświetnychmuzyków. Jacek Prokopowicz jest jednym z najlepszych hammondzistów w Polsce. Rockandrollowy pazur zapewnia Wojtek Trusewicz, który gra też w stonerowym Elvis De Luxe. Ogniskową melodyjność wprowadza gitara akustyczna Łukasza Owsianko. Bass grany przez Michała Pałkę – jest niepowtarzalny, Amadeusz Krebs – młody zdolny bębniarz nie boi się dać nura w wir improwizacji, nawet przy pierwszym podejściu do nagrania, a sekcja dęta rodem z Bałkanów nadaje polotu większości kompozycji. Ja co prawda śpiewać dobrze nie potrafię, ale chęci i odwagi mi nigdy nie brakuje i też coś do powiedzenia w zespole mam. (śmiech) Rozmawiał PAWEŁ GZYL

Cóż, ostatnimi czasy mam szczęście do gier, w których zadaniem jest budowanie świata. Nieważne, czy to tworzenie nowej cywilizacji czy stawianie nowego miasta z ekologią w tle. I tym razem tematyka jest podobna. Pewnie nie uwierzycie, ale... znów pomysł jest inny niż wszystkie! „Urban Sprawl” to gra planszowa, w której uczestniczymy w zmaganiach buldożerów o poszczególne tereny nowego miasta. I już wiadomo – kolejne tury znaczone będą oczekiwaniem na stawianie nowych budynków, ale i burzenie. Rozgrywka toczy się przez szereg tur poszczególnych graczy, aż do pojawienia się karty wydarzenia Igrzyska Olimpijskie (Olympic Games) – metropolia już się tak rozrosła, że jest już gotowa, by przygotować sportowe zmagania o medale. Tu gra zaczyna dzielić się na: etap inwestycji, czyszczenia i wydawanie punktów akcji. Wchodzimy w planowanie i kontrakty. Tu wchodzi konieczność załatwienia pozwolenia na budowę, wyburzanie, by w tym miejscu postawić coś nowego. Minusem jest tu czas rozgrywki. Ponieważ losowość ma tu coś do powiedzenia, sytuacja po każdej rundzie może zmieniać się drastycznie. A to powoduje, że przyjęte strategie upadają szybko. Rozpatrywanie możliwych posunięć znacznie wydłuża rozgrywkę. Ale plusy przewyższają małe niedociągnięcia: znakomicie wykonane poszczególne elementy (nawet papierowe pieniądze są solidniejsze niż w podobnych produkcjach), stosunkowo proste zasady i znalezienie oryginalności w zgranym wydawałoby się temacie. Ciekawe są też mechanizmy rozgrywki: zsuwanie kart po torze czy aktywowanie specjalnych efektów przez inne karty daje efekt zaskoczenia. ŁUKASZ GAZUR

Dziennik Polski - 12.04.2012  

Chęci i odwagi mi nie brakujeRozmowa z SEBASTIANEM MALISZEWSKIM z zespołu Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni o jego nowej płycie – „Flesz B...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you