Page 15

OPINIE | 15

TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 5 lipca 2016 Tym razem staram się zachęcić Szanownych Czytelników do pomyślenia o nieważnym/ważnym, to jest o czytaniu. Czytaniu książek czy czasopism, o ile to możliwe, nie tylko tzw. kolorowych. Nieco dziwny tytuł wziął się stąd, że – jak wynika z ogłaszanych (czy aby prawdziwych?) badań – w naszym kraju czytelnictwo jest w stadium zaniku, a więc problem ten dla znacznej większości rodaków jest nieważny. Z drugiej jednak strony ważny jest dla mniejszości, a dla bardzo wąskiego kręgu wręcz bardzo ważny. Jak to zwykle bywa – jedni tak, drudzy inaczej. Gdybym był w większości, to nie marnowałbym papieru (a i swego czasu), ale – przepraszam większość – należę wręcz do marginesu społecznego, a więc tych co to naiwnie mniemają, że czytanie jest bardzo ważne. Tu naszła mnie refleksja – mamy (jakoby) demokrację gdzie rację ma większość i tym samym czytanie książek oraz czasopism winno być zniesione. Biblioteki przerobiłoby się na domy handlowe lub choć szmateksy. Nie dość, że demokratycznie, to jeszcze pozytywnie dla ukochanego polskiego kapitalizmu, który oby żył wiecznie i  dawał dochód globalizacji. Jak jednak widać demokracja u nas w powijakach i istnieją zabytki „komuny”, w  której tylko wybiórczo zwalczano czytelnictwo - myślę tu o publikacjach „niewygodnych” dla ówczesnej władzy. Według badań (jak to zrobili?) Polacy czytają znacznie mniej niż większość społeczeństw Zachodniej Europy. Zgłupieli tam z  dobrobytu? Mniej wiszą na komputerach taplając się w  społecznościowych forach? Czytając marnują czas i np. nie mają kiedy wyasfaltować ulic centrum Mediolanu, choć to miasto zacne i  bogate. Wszędzie kostka (kamienna, a nie betonowa), a w centrach mniejszych miast wręcz bruk. Co prawda drobny, ale bruk. Do takiego zacofania prowadzi

MYŚLENIE

O NIEWAŻNYM/WAŻNYM czytanie. Czytali, czytali i nauczyli się, że w  zabytkowych przestrzeniach winny być odpowiednie nawierzchnie. Taka to unijna nowoczesność? Ciemniaki, my bez czytania chcemy wyasfaltować ul. Sienkiewicza, bo to postęp. Z badań wynika także, że bardzo mało wydajemy na zakup książek i  czasopism. Tu sprawa bardziej skomplikowana, albowiem po prostu jesteśmy ogólnie raczej ubodzy. W dodatku – biorąc pod uwagę zarobki, a  dokładniej koszty utrzymania – wydawnictwa u nas nie są tanie. Mam tu na myśli publikacje na wyższym poziomie niż tzw. romansidła. Trzeba jednak zaznaczyć, że wydatki poszczególnych obywateli na kupowanie książek nie muszą mieć wiele wspólnego z czytelnictwem, albowiem istnieją biblioteki. Istnieją, choć z pewnością nie są dochodowe – dziwne. Wbrew postawie większości, co pewien czas, w  mediach podnosi się larum o  zaniku czytelnictwa w  naszym kraju i  prowadzone są akcje popierane, o  zgrozo, przez władze. Tak też było stosunkowo niedawno, kiedy w zapędzaniu do czytania brał udział nawet Pan Prezydent, w dodatku wciągając w ten proceder swą małżonkę. Posługując się logiką obecnej politycznej opozycji należałoby dać odpór takim tyrańskim działaniom. No, bo po co czytać? Jeszcze taki, jeden z drugim, naczyta się i zmądrzeje, i  jak wtedy go ogłupić? Kolejna akcja zachęcania do czytania skończyła się, ale problem został. Rodacy jakoś nie rzucili się do księgarń i  bibliotek. Jak Państwo myślicie – dlaczego? Sami sobie przypomnijcie – co ostatnio czytaliście, dlaczego i czy coś z tego dla Was wynikło? Czy zainteresowaliście się tym, co obecnie można wypożyczyć w bibliotece? Podkreślić chcę znaczenie „magazynów makulatury” (wedle matołków), to jest bibliotek. Może niewielu wie, że jedną z największych strat kultury antyku było spalenie przed wiekami biblioteki aleksandryjskiej. Znikł gigantyczny

dorobek, który może inaczej ukierunkowałby myślenie kolejnych pokoleń, a więc i historię kultury śródziemnomorskiej, bez względu na wyznanie. W  średniowieczu księgi, co prawda głównie religijne, były niesłychanie cenione by w renesansie stać się przedmiotem niemal kultu dla elity, a powszechnie wyznacznikiem statusu kulturalnego posiadacza ich zbioru. Przez wieki zbiory książek, z czasem powszechnie udostępniane w  postaci bibliotek publicznych, stały się trwałym elementem tożsamości człowieka. Były to skarbnice wiedzy, ale i  sztuki, przenoszące dorobek kolejnych pokoleń. Faktycznie jest tak do dziś i wypada uznać za przejaw niesłychanego prymitywizmu znoszenie wielu księgozbiorów oraz skrajne niedofinansowanie bibliotek w  Polsce po 1989 r. Równolegle gwałtownie spadła liczba wydawnictw tzw. deficytowych, to jest naukowych. Nie chcę wierzyć, że były to zaniechania celowe, mające zahamować rozwój naszego społeczeństwa. Po latach sytuacja nieco się poprawiła, a  nawet przeznacza się państwowe środki na biblioteczne zakupy – do tego jeszcze wrócimy. Dzięki funduszom zagranicznym ruszyła akcja poprawiania warunków dla bibliotek w małych miejscowościach, ale wzrostu czytelnictwa to raczej nie zapewnia. Pewnym kalectwem w zakresie organizacji były skutki (trwonienie sił i  środków) poronionej reformy samorządowej, czego przejaw mamy i  w  Ciechanowie. W  mieście, raczej małym, są oddzielnie biblioteki miasta i  powiatu. Jest to absurd, jeśli myśleć logicznie, utrudniający sprawne działania. O  tyle to niekorzystne, że nowoczesne biblioteki to nie tylko składy udostępnianych wydawnictw – warto poznać analogiczne instytucje w  niedużych miejscowościach np. Finlandii, gdzie biblioteki to praktycznie ośrodki kultury z  centrami informacji o  wszelkich aspektach lokalnego życia. Ciechanów nie jest aż taką metropolią by nie przyjąć po-

dobnego czy zbliżonego systemu. Mało kto się orientuje, że sumując zbiory wszystkich ciechanowskich bibliotek, też szkolnych, szpitala, a zwłaszcza Ciechanowskiego Towarzystwa Naukowego mamy poziom przyzwoitej humanistycznej uczelni. Tyle, że wszystko to rozproszone, a co gorsza – bez jednolitego zbioru informacji gdzie co jest. Mniemam, że przy dzisiejszej komputeryzacji stworzenie ciechanowskiej „kartoteki” przechowywanych tu wydawnictw nie

Przez wieki zbiory książek, z czasem powszechnie udostępniane w postaci bibliotek publicznych, stały się trwałym elementem tożsamości człowieka. Były to skarbnice wiedzy, ale i sztuki, przenoszące dorobek kolejnych pokoleń. Faktycznie jest tak do dziś i wypada uznać za przejaw niesłychanego prymitywizmu znoszenie wielu księgozbiorów oraz skrajne niedofinansowanie bibliotek w Polsce po 1989 r. byłoby znacznym wysiłkiem. Innym ciechanowskim problemem jest baza lokalowa, a  właściwie jej niedostatek. Jeśli porównać to co mamy z  np. biblioteką w  Braniewie, to słabo się robi. Będzie nowa siedziba, ale tylko biblioteki powiatowej, w  byłym hotelu przy ul. Warszawskiej. Pięknie, ale bez magazynu książek (!). Warto może pomyśleć czy nie dałoby się zmieścić takowego obok już adaptowanego budynku? Wrócę do akcji popierania czytelnictwa i środków na zakupy książek do bibliotek. Niedawno naszła mnie szalona chęć (spowodowana koniecznością) poszerzenia wiedzy na pewien temat, który może opisany byłby w  Wielkiej

Encyklopedii Radzieckiej. Nie ma się co śmiać, tego co szukałem nie mogłem znaleźć w Internecie, a owa encyklopedia to wielki zbiór ciężkich tomów, zawierający informacje nie występujące w  innych encyklopediach. Udałem się do biblioteki i  dowiedziałem się, że encyklopedię … oddano na makulaturę, bowiem nikt z niej od dawna nie korzystał. Oko mi zbielało – co za „entelygent” z awansu społecznego to wymyślił? Okazało się, że jest taka zasada (prawo?), że jeśli jakaś książka nie budzi zainteresowania to, po pewnym czasie, likwiduje się ją. Może jakieś tzw. romansidła bym przebolał, ale encyklopedię? Podobno nie można wszystkiego przechowywać, bo nie ma miejsca. Nie ma? A  ktoś szukał? Jak się nie wie, to się pyta – sam mogę wskazać parę wielkich obiektów gdzie spokojnie zmieści się masa książek. Hitler palił książki, a my „kulturalnie i  ekologicznie” oddajemy na makulaturę. To nie absurd, a  skandal muszący mieć konsekwencje. Mniemam więc, że wykasowano całą „twórczość” masowej literatury stalinowskiej – np. bibliotekę „Płomyka”. Skąd obecnie będzie wiadomo jak metodycznie ogłupiano dawne pokolenia, dlatego autentycznie bardzo wielu ludzi rozpaczało po śmierci Stalina? Na szczęście mam parę egzemplarzy takich „dzieł” i  moje dzieci będą wiedziały, w odróżnieniu od znakomitej większości rówieśników. Druga sprawa związana z „oczyszczaniem” bibliotecznych zbiorów. Przeznacza się jakieś publiczne środki (skądinąd za małe) na zakupy, ale po co skoro później pójdzie to na przemiał? Czy marnotrawienie publicznych środków nie jest karalne? Czyj to jest interes? Fabryk papieru, oficyn wydawniczych, drukarń? Gdzie my żyjemy? Wariatkowo? Tak właśnie mówili mi studenci (akurat najzdolniejsi) zdecydowani na trwałą emigrację – nie za pieniądzem, ale by uciec „z tego wariatkowa”. Nagęgałem? No, i  sami Państwo widzicie do czego doprowadza zgubny nałóg czytania. Mimo to namawiam do czytania i myślenia – jedno z drugim jest ściśle związane. Ryszard Małowiecki

reklama Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych ogłoszeń i zastrzega sobie prawo do skracania nadesłanych tekstów. Poglądy wyrażane w publikowanych materiałach są osobistymi opiniami ich autorów i niekoniecznie muszą odzwierciedlać poglądy

Adres Redakcji 06-400 Ciechanów, ul. Kilińskiego 8 (Browar Ciechan) e-mail: redakcja@brjmedia.pl tel. 23 672 55 88

Redaktor naczelny Marek Szyperski Wydawca Gambrynus Sp. z o.o. ul. Kilińskiego 5, 06-400 Ciechanów

Redaktor graficzny Dorota Pogorzelska Biuro reklamy Anna Dąbrowska tel. 509 820 919 e-mail: reklama@brjmedia.pl

Redakcji i Wydawcy. Na podstawie art 25. ust. 1 pkt 1b prawa autorskiego Wydawca wyraźnie zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w „Tygodniku Ilustrowanym” bez uzyskania zgody Wydawcy jest zabronione.

64 2016