Page 15

OPINIE | 15

TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 15 marca 2016 zowanych. Euroentuzjaści w tym miejscu zaraz zaczną zapewniać, że przed wprowadzeniem euro wszystkie bariery zostaną oczywiście pousuwane, niczym ścieżki przed Zbawicielem. To stawiam od razu pytanie – czemu dotąd nie zrobiono tego dla złotówki?.. Gwarantuję, że na drugi dzień po zmianie waluty, a także za tydzień, miesiąc i  kolejne lata – będziemy się budzić z  tymi samymi problemami, co dotychczas – tyle że płacić będziemy papierkami innego koloru. Dwa istotne powody…

Podobno są dwa istotne powody, dla których w Polsce należy wprowadzić euro – wyeliminowanie ryzyka kursowego w handlu z krajami „eurozony” oraz ułatwienie w podróżowaniu po Europie. Jaka jest waga tych argumentów? Zostawiwszy z  boku fakt, ilu Polaków w  ogóle stać na wyjazdy zagraniczne – wiadomo, że sama wymiana złotych na euro, to średnio tylko przejście przez ulicę do najbliższego kantoru. Natomiast ryzyko kursowe, czyli wahania kursu euro do złotego w  trakcie realizacji transakcji wewnątrzwspólnotowych w  ramach działalności gospodarczej, jest przedstawiane zaledwie jednostronnie tj. jako ryzyko „różnic ujemnych” (spadku kursu euro w międzyczasie), kiedy faktycznie firma może stracić. W  ogóle pomija się przy tym drugą stronę medalu, że są też „różnice dodatnie” (wzrost kursu w  toku operacji), na których firma może przecież dodatkowo zarobić. Generalnie jednak wahania euro nie są aż tak duże i częste. Mimo, że istnieją możliwości ubezpieczenia od tego rodzaju ryzyka, wiele przedsiębiorstw z  reguły tego nie robi. W ogólnej skali problemów, z jakimi się borykają – ten akurat sanowi bowiem znikomy procent. Firmy handlujące z  zagranicą, podobnie do działających wyłącznie wewnątrz kraju – zgodnie z  wynikami badań przeprowadzonych choćby przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców – narzekają najbardziej na uciążliwość kosztów zatrudnienia (69%), niestabilność i  zawiłość przepisów podatkowych (66%), uciążliwość biurokracji (61%).

Polityczne oblicze…

Niemiecki ekonomista – dr Philipp Bagus ? w swojej „Tragedii euro” poddał wnikliwej analizie rolę wspólnej waluty w  rozbudowie i podtrzymaniu Unii Europejskiej. Nie tyle była potrzebna z powodów ekonomicznych, co jako „przyspieszacz” budowy międzynarodowego mega-państwa w  Europie, ziszczającego młodzieńcze ideały francuskich i  niemieckich socjalistów. Pokolenia paryskich buntowników lat 60-tych. Trudności powrócenia do starej waluty po przyjęciu euro przez kraj członkowski, miały dodatkowo zapobiegać rozpadowi tworzonej federacji. Według Bagusa odejście od marki ? mimo perspektyw, jakie otwierało przed nią jednoczenie Niemiec w  latach 90-tych – było największym błędem tego kraju w jego powojennej historii. O przewadze politycznego charakteru euro-pieniądza nad racjami gospodarczymi może świadczyć fakt przyspieszenia w  przyjmowaniu do strefy walutowej np. Grecji. Przymrużono wówczas oczy na wspomniane wyżej kryteria z Maastricht, za co teraz kraj ten (i przy okazji inne) płaci teraz straszliwą cenę. Bank Goldman Sachs wówczas jednym ruchem (ukrytym kredytem) zmniejszył zadłużenie Grecji do wymaganego poziomu, inkasując przy okazji 600 mln. euro dla siebie. Jego sprytnym dyrektorem był wtedy nie kto inny, jak Mario Draghi, obecny szef Europejskiego Banku Centralnego. Murray Rothbard – nieżyjący już klasyk „austriackiej szkoły ekonomii” i  analityk wręcz proroczy – twierdził, że prawdziwy pieniądz wyłania się samoistnie z  oddolnych potrzeb gospodarki, ewoluując naturalnie w  procesach rynkowych. Wymyślony odgórnie i narzucony od razu administracyjnie – na dłuższą metę nie jest w stanie sam się utrzymać. Jest charakterystyczne, że w  krajach przyjmujących euro, wkrótce potem drastycznie załamywał się wzrost gospodarczy. Wspólna waluta ? zwłaszcza w  systemie fiducjarnym – z pewnością nie leży w interesie suwerenności narodów, ani w interesie zwykłych ludzi. Tomasz J. Ulatowski

MYŚLENIE

„BOLEK” I INNI Niezbyt dawno ponownie przywołano w mediach „Bolka”, jakoby tożsamego z Lechem Wałęsa. Wiedząc tyle co niemal wszyscy muszę pisać „jakoby”, albowiem co WIEMY? Część „wie”, że był agentem, a część „wie”, że nie. Jeśli pominąć samego Lecha Wałęsę, oraz niewielką grupę funkcjonariuszy dawnej Służby Bezpieczeństwa, to wiedza nasza (nasza, to jest „szarych ludzi”) ogranicza się do tego co przekazują nam prasa, telewizja, radio, Internet. Rzecz jasna Lech Wałęsa wszystkiemu zaprzecza i  twierdzi, że mamy do czynienia z  fałszerstwami dokumentów. Nie jestem w stanie tego wykluczyć, albowiem sam przed wielu laty przypadkowo dokonałem „fałszerstwa” tworząc odbitkę fotograficzną autentycznie przedwojenną, a dokładniej z okresu II wojny światowej. Było z tego pewne zamieszanie, ale o to mniejsza. Nie chce mi się więc wierzyć, że była SB nie mogła stworzyć fałszerstw wyglądających dziś na autentyczne dokumenty, a w razie problemów niechybnie otrzymaliby „braterską pomoc” z  Moskwy. Z  drugiej jednak strony, jeszcze dawniej, pewien milicjant pouczał mnie, żeby nigdy się nie przyznawać. „Jak nawet zastrzelisz Gomułkę w  czasie 1-majowego pochodu to się nie przyznawaj” – w kolejnych dochodzeniach i  procesach powstaną wątpliwości i  może uda się jakoś wyłgać. W  sumie Lech Wałęsa musi zaprzeczać – albo naprawdę nie był agentem, a jeśli był, to jak spojrzy w  oczy rodzinie? Może lekce sobie ważyć opinię publiczną, ale co z  rodziną? Dodać tu wypada, że cała ta sprawa obchodzi coraz mniej ludzi z  racji postępującej wymiany pokoleń i  młodzi mają znacznie istotniejsze dla nich problemy. Problemy wynikające też z  działań Lecha Wałęsy jako jed-

nego z twórców dzisiejszej rzeczywistości. Każdy może sobie przemyśleć czy mamy obecnie więcej „plusów dodatnich” czy „plusów ujemnych”, zwłaszcza w kontekście niszczenia gospodarki, a  zwłaszcza znakomitej większości społeczeństwa, po roku 1989. Ogólnie jest lepiej (dla wszystkich?), ale jak mogłoby być gdyby działano rozważniej, z  troską o  całokształt dobra kraju i  narodu. Może dojść do tego, że ocena skutków działań

Przy okazji – pojąć nie mogę dlaczego IPN nie ma w zakresie swych działań badania planowych likwidacji naszego dziedzictwa. To też była zbrodnia, niszcząca korzenie naszej tożsamości i ułatwiająca sowietyzację Polaków. Zaczął Hitler, dołożył się Stalin a potem to już „zdrowe ideowo siły” rękoma lokalnych matołów. Lecha Wałęsy będzie podobna do oceny Edwarda Gierka. Chciał dobrze, ale tzw. zaplecze (obecny Komitet Obrony Dochodów?) myślało głównie o sobie dewastując kraj. Pozostanie więc Lech Wałęsa symbolem nie tylko tego co dobre, ale i co złe firmując tych, którzy zastali Polskę leżącą i zamiast postawić ją na nogi postawili na głowie. W sumie postać dość tragiczna, mimo okazywanego dobrego samopoczucia z  racji jego „wiedzy” iż to on wyzwolił (?) Polskę. A  naród wtedy siedział i dłubał w nosie. Dla młodszych może tylko dodam, że „epoka Gierka” to wcale nie tylko pasmo nieszczęść - np. stosunkowo łatwo było wyjechać na Zachód i  dlatego setki tysięcy Polaków (głównie młodych) zobaczyło inne życie, a co za tym szło zaczęło inaczej myśleć. Dokumenty z szafy Kiszczaka mają

być początkiem rewizji domów byłych notabli. Przetrząśnięto jego dom, a potem Wojciecha Jaruzelskiego. Oczywiste jest, że dokumentów, które winny być w urzędach chować sobie nie można, ale co do tego mają rodzinne pamiątki? Myślę tu o  listach. Jak się do tego ma ochrona prywatności? Ponoć ustalono listę osób, których domy będą poddane rewizji przy możliwości dokonania rekwizycji. Dom Lecha Wałęsy też odwiedzą prokuratorzy IPN? A dostojników Kościoła? Wszyscy, niegdyś ważni, mogą mieć dokumenty, a  zwłaszcza listy czy pamiętniki które coś wniosą do wiedzy o  naszej najnowszej historii. Chcę wierzyć (bo wiedzy mieć nie mogę), że IPN działać będzie jak najdelikatniej, profesjonalnie i się nie skompromituje. Przy okazji – pojąć nie mogę dlaczego IPN nie ma w  zakresie swych działań badania planowych likwidacji naszego dziedzictwa. To też była zbrodnia, niszcząca korzenie naszej tożsamości i ułatwiająca sowietyzację Polaków. Zaczął Hitler, dołożył się Stalin a  potem to już „zdrowe ideowo siły” rękoma lokalnych matołów. Dlaczego w  tytule „i  inni”? Otóż dla coraz większej części naszego społeczeństwa obojętne jest czy Bolek to Lolek, czy odwrotnie i nie o  jakąś nową agenturę tu chodzi. Wszyscy już wiedzą, że działali współpracownicy bezpieki, zasługujący na pogardę czy karę, ale to już historia. Historia dla wielu jeszcze bardzo bolesna, ale jednak historia. A co z dniem dzisiejszym i  przyszłością? Czy zamiast agentury zajmującej się „za komuny” sprawami politycznymi są szkodzący w  inny sposób większości społeczeństwa? Jeżeli nie jest, po ćwierćwieczu, tak dobrze jako mogłoby być, to komu to „zawdzięczamy”? Kto, i  dlaczego, tworzył fakty nazywane „niezaprzeczalnymi zdobyczami demokracji”? Wymienianie owych „zdobyczy” wystarczyłoby na opasły tom i każdy może sam wskazać na niektóre z nich, znane mu osobiście. By nie dać się otumaniać masowym przekazom warto samemu sobie o tym pomyśleć i wyciągać własne wnioski. Ryszard Małowiecki

reklama Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych ogłoszeń i zastrzega sobie prawo do skracania nadesłanych tekstów. Poglądy wyrażane w publikowanych materiałach są osobistymi opiniami ich autorów i niekoniecznie muszą odzwierciedlać poglądy

Adres Redakcji 06-400 Ciechanów, ul. Kilińskiego 8 (Browar Ciechan) e-mail: redakcja@brjmedia.pl tel. 23 672 55 88

Redaktor naczelny Marek Szyperski Wydawca Gambrynus Sp. z o.o. ul. Kilińskiego 5, 06-400 Ciechanów

Redaktor graficzny Dorota Pogorzelska Biuro reklamy Anna Dąbrowska tel. 509 820 919 e-mail: reklama@brjmedia.pl

Redakcji i Wydawcy. Na podstawie art 25. ust. 1 pkt 1b prawa autorskiego Wydawca wyraźnie zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w „Tygodniku Ilustrowanym” bez uzyskania zgody Wydawcy jest zabronione.

56_2016