__MAIN_TEXT__
feature-image

Page 1

15

Poznań, Planeta Ziemia, Wszechświat

zima 2019 cena 0 zł ISSN 2451-1730

nic


NIKAJĄCY PUNK DOKI — 24 GRAN ONLY A GAME — NOTHIN NIC A JEDNAK C WIE — 56 TOWAĆ NIC — 60 JUS ZORY POWIETRZ TH NIC Z KTÓREGO P WSZYSTKO — 72


KT — 06 NICE NAUKI— 30 — 38 NG ELSE MATTE COŚ — 48 0 ST IN CASE — 63 ZA — 68 HE ONE — 79 POWSTAJE


CZYTELNICTW

NIC SIĘ NIE ST

NIC NIE STOI NA PRZESZKODZIE

NIC PO NIC

NIC NIE TR

NIC PODOBN NIC Z TEGO

WSZYSTKO NA NIC

NI

W

NIE POZOSTAJE NIC I

NIC NIE ROZUMIEM

NIC NIE BĘDZIE NICPOŃ

N


WO

TAŁO

ALE TO NIC

CIEKAWEGO – ŚPIEW NIC TO

RWA WIECZNIE

NEGO

NIC TUU PO NAS

IC NIE ZDARZA SIĘ PRZYPADKIEM

WSZYSTKO I NI

INNEGO NIC Z TEGO NIE BĘDZIE

M

TO NIC NIE KOSZTUJE

NIC TU PO MNIE


ZNIKAJĄCY PUNKT Spitsbergen

tekst: Światosława Sadowska, Julita Mańczak foto: Jerzy Sadowski

Mimo wszechobecnego, zachwycającego piękna Arktyka nie pozostawia złudzeń – na jej terytorium jesteśmy tylko przemykającymi gośćmi. Wciąż surowo rządzi tu pospieszana ostatnio natura, ale z każdym rokiem nieodwracalne zmiany nabierają tempa. Wywieramy wpływ na odległość. Ty, ja, my wszyscy. Dziwna i poruszająca jest świadomość, że część obrazów ukazujących się naszym oczom widzimy jako pierwsi i ostatni. miejsce × 07


Analogicznie do dokumentalnego cyklu wspaniałego Anthony’ego Bourdina – „Bez rezerwacji” chciałoby się nazwać nasz wy­ skok w Arktykę „Bez przewodnika – ani rusz”. W wieloletnim projekcie amerykań­ skiego szefa kuchni chodziło o odwagę próbowania i odkrywania kuchni świata poza cywilizacją, a w naszym o odwagę by­ cia poza cywilizacją w celach badawczych, choćby przez tydzień. Ale gdyby nie Jakub Małecki, glacjolog z Poznańskiego Uniwer­ sytetu im. Adama Mickiewicza i nasz super

08 × miejsce


przewodnik, który od 12 lat bada na Spitzbergenie lodowce – nie

czarnych skałach tuż obok lodowca Nor­

wyściubilibyśmy nawet nosa z poradzieckiego bloku, pod którym

denskjöld w zatoce Adolfa.

lisy polarne prężą swoje kity. Piramida, nasza baza wypadowa, była nie­ Lądowanie na Spitsbergenie, należącym do archipelagu Svalbard,

gdyś najdalej wysuniętą na północ kopal­

to zawsze ten sam punkt – Longyearbyen, lotnisko położone najda­

nią węgla. Położona na 78 stopniu szero­

lej na północ w miasteczku liczącym ok. 1800 mieszkańców. Jeszcze

kości geograficznej północnej, w czasach

trochę ponad sto lat temu tutejsze ziemie były przedmiotem wy­

świetności zamieszkiwana była przez po­

ścigu odkrywców, badaczy, których zapał często z konieczności stu­

nad tysiąc osób, które

dzony był wszystko skuwającym lodem. Kry hibernowały na długo

prowadziły tu normal­

postępy podróżników, ale nie ich zapał. Unieruchomieni przez lata

ne, a nawet lepsze niż

na swoich statkach prowadzili badania, ścigali się o pierwszeństwo,

w ojczyźnie życie. Dziś,

ciągle poszukując nowych metod organizacji wypraw. A dziś my, bez

poza budynkiem hote­

wielkiego przygotowania czy szczególnej zaprawy, stawiamy stopę

lu Tulipan, to właściwie

hen za Kołem Podbiegunowym. Widzimy też młodych z dziecięcymi

miasteczko widmo. Blo­

wózkami, którzy obok nas czekają na dalszy transport do Piramidy.

ki na palach, jak złowieszcza scenografia,

Z uśmiechami na twarzach, mimo arktycznego smagania, wiozą

przywołują nieco zapomniany sowiecki styl,

swoje zahartowane tym klimatem maleństwa. Wszyscy zakutani war­

spopularyzowany ostatnio serialem „Czar­

stwami technicznych wynalazków, softshellami i membranami albo

nobyl”. Biblioteka, teatr, hala sportowa,

zwykłą gryzącą wełną. I chociaż w osadach takich jak Longyearbyen

wielki basen, boisko, przedszkole, plac za­

można realizować niemal wszystkie potrzeby, łącznie z edukacją

baw, szpital – wszystko funkcjonowało tutaj

w oddziale jednego z norweskich uniwersytetów, to nieodmiennie

obleczone w niezwykle rzadko spotykany

towarzyszy nam wrażenie zawieszenia w czasie i przestrzeni.

w Arktyce trawnik – do dziś prosperujący na glebie przywiezionej żywcem z Ukra­

Pierwszego dnia po przybyciu do Piramidy z powodu trudnych

iny. Całość umajono oczywiście pomni­

warunków pogodowych zrezygnowaliśmy z wyprawy na lodowce.

kiem Lenina. Jeszcze dalej w przestrzeni

Ale nawet skromny spacer, 15 km nad pobliskie błękitne jezioro,

widać rozsypane, jak po przerwanej zaba­

uświadomił nam, że każda biała plama na rozległym horyzoncie

wie dziecka, dźwigi, przewrócone wagoni­

może być niedźwiedziem polarnym. Wiedz o tym, że moment,

ki, kolejki linowe, drewniane torowiska do

w którym zobaczysz w Arktyce niedźwiedzia, może być Twoim

zwożenia urobku, pomosty nad rurociąga­

ostatnim. Wyostrzenie zmysłów, umysł krystaliczny, w którym żadne

mi, generatory i inne pamiątki. Idyllę tego

przeczucie, nawet najcichszy szmer krwi w żyłach, nie jest zlekcewa­

miejsca zakończyła katastrofa samolotu Tu­

żony, a każdy znak rozczytany jako ostrzeżenie, alarm lub jedzenie.

polew TU 154M, 29 sierpnia 1996 roku,

Zapach jak rozkosz płynąca cienką strużką przez polarne warstwy.

który leciał z Moskwy do Longyearbyen na Spitzbergenie ze 141 osobami na pokładzie,

— Majestatyczny król Svalbardu może wytropić Cię, wywąchać, wyśledzić z odległości wielu kilometrów – tak zapowiedziała nam dziewczyna wypożyczająca broń w sklepie sportowym w Longyear­ byen. Wyglądała jakby miała na imię Ingrid – niewysoka, ładna blondynka, ze świeżym manikiurem – ale też skandynawsko twarda i dość bezwzględna. Fakt wypożyczenia broni musiał być po­ przedzony specjalną zgodą Gubernatora Svalbardu – rutynowa procedura. Każdy, kto chce tu zobaczyć cokolwiek poza miasteczkiem, musi liczyć się z koniecz­ nością posiadania karabinu i umiejętno­ ścią jego obsługi. Na szczęście my niedźwiedzie mogliśmy zobaczyć z odpowiedniego dystansu, w malowniczych okolicznościach, na

miejsce × 09


w większości górnikami. Małe, wzorcowe miasteczko, miało w sobie wszystko – do­ skonale zaprojektowana utopia. W dwa lata po katastrofie osadę opuścili wszyscy mieszkańcy. Obecnie w hotelu, będącym jedynym dzia­ łającym tu przybytkiem, pracuje i mieszka kilkanaście osób. Pozostali mieszkańcy osa­ dy to krzykliwe mewy, które niestrudzenie uwijają się przy zasiedleniu jednego z blo­ ków. Widać jednak, że ruch turystyczny rośnie z każdym rokiem. Codziennie dopły­ wają tu przynajmniej dwie grupy turystów, a pracownicy hotelu w czasie polarnego lata mają ręce pełne roboty. Przed wyprawą za­ opatrzyliśmy się w suchy prowiant – gotowi na surowe warunki – ale ku naszemu zasko­ czeniu Tulipan przeszedł metamorfozę i dziś prosperuje w absolutnie luksusowym jak na Arktykę standardzie. We wnętrzu hotelowej restauracji dominują psychodeliczne dysko­ tekowe wzory jak z kalejdoskopu, w dość specyficznej kolorystyce (lila i musztarda). Przywołują wyobrażenie tętniących tu im­ prez. Aż szkoda, że nie zachowały się zdjęcia z tego czasu. Możliwe, że niektórzy byli tu szczęśliwi, mimo pracy w nieludzko ciężkich warunkach. Drugiego dnia zasadziliśmy się na lodow­ ce. Chcieliśmy zobaczyć ten najokazalszy, uchodzący do Billefjordu i liczący ponad 200 km2 Nordenskiöldbreen. Dostać się do niego możemy drogą wodną lub spa­ cerem, który nam, polarnym nowicjuszom, zająłby pewnie dobę. Z oczywistych wzglę­ dów wybraliśmy ponton i doświadczone­ go sternika – kierownika Stacji Polarnej UAM „Petuniabukta”, Krzysztofa Rymera. Sama baza to temat na odrębną opowieść. Położona w środkowej części Spitsberge­ nu jest najdalej wysuniętą na północ pol­ ską placówką badawczą. Od ponad trzy­ dziestu lat naukowcy i studenci prowadzą tam badania, w otoczeniu pięknej Zatoki

miejsce × 13


Petunia. Studenci, po trzech miesiącach

Stop. Jesteśmy przez ułamek sekundy my,

odosobnienia na dalekiej północy, spania

razem. Pod żebrami, zimny pomruk, re­

w niewielkich kontenerkach i brania prysz­

zonans, gruba wibracja, jak jedno drżenie

niców w zimnej wodzie,

bębna lub dzwonu.

z szerokimi uśmiechami na twarzach przyjęli nas

Hej, miasta obudowane kamieniem, hej,

po królewsku. Z koń­

miasta zalane betonem i asfaltem. Hej,

czących się już powo­

miasta resztkami ziemi w balkonowych

li zapasów wyczarowali

skrzynkach oddychające. Pogrążyliśmy się?

polarne posiłki, zasłu­

Wszystkie nasze myśli lekko uchodzą komi-

gujące na najwyższe kulinarne odznacze­

nami, ponad miastami, w których wszystko

nia. Dowiedzieliśmy się od nich również

poukładane i policzone. Kwoty CO2, H2O,

o istnieniu polarnego bakcyla, który po­

mc2, πr2 i inne cuda nie skrócone wzorami.

noć może znienacka zaatakować każdego

Czy jeszcze nie wszystko stracone?

wizytującego lodowce. Zdaje się, że i my padliśmy jego ofiarą. Czujemy więc i mamy

W Svalbard widać dobitnie, że zmiana

nadzieję, że to nie nasze ostatnie spotkanie

to jedyny stały parametr tego miejsca.

ze stacją Petuniabukta.

Spitzbergen – największa wyspa archipela­ gu – jest jak system wczesnego ostrzegania

Dotknięcie lodowca na dzień dobry – impuls

dla całego świata, taki kanarek w kopalni,

w sercu, tektoniczne echo ziemi w klatce

który wyczuwa śmiertelne zagrożenie. Słu­

piersiowej, lekki wstrząs, jak przeskok ła­

chamy z uwagą opowieści Kuby – naszego

dunku energii. Dopiero co poznany przekaz

niezawodnego przewodnika. Właściwie nie

rozczytujemy jako mocne pozdrowienie i ak­

odstępujemy go na krok, trochę ze strachu,

ceptację. Możemy iść dalej. Nie ingerujemy

ale chyba jednak bardziej z ciekawości.

w otaczający nas imponujący krajobraz, sta­ ramy się jak najdelikatniej stawiać kroki, nie

Topnienie lodowców, podnoszenie się po­

psuć niczego. Część pejzażu jest jak wielka

ziomu mórz, wzrost średnich temperatur,

żwirownia. Rumosz – okruchy przechowu­

tempo zmian. To nasze główne tematy obok

jące kody z poprzednich światów, kiedy

historii o tutejszych odkrywcach i pionie­

na wyspie było zielono i ciepło. W ciele

rach. Szkoda energii na szukanie winnych

i umyśle wszystko to zostawia odcisk.

czy użalanie się nad naszą dolą. Zresztą, czy poczucie winy cokolwiek zmienia? Chcemy

Nie zimno jest tym, co uderza najsilniej.

raczej dowiedzieć się, co tu się naprawdę

Raczej własna reakcja, na chwilę zatrzyma­

dzieje, co można w tej sytuacji zrobić, jakie

ny oddech i poruszenie wewnętrzne. Bum.

są rozwiązania. W końcu widzimy – były tu od tysięcy lat, a teraz odchodzą. Ragnar, Ferdynand, Ber­ til i przepiękny Sven. Majestatyczne lodow­ ce każdego roku wycofują się o długość wagonu kolejowego. Tu naprawdę robi się coraz cieplej. Nie możemy tego ruchu zo­ baczyć w czasie rzeczywistym, ale ślady są wyraźne i niezaprzeczalne. — Zimą nie zamarza już większość fiordów, coraz częściej przychodzą odwilże i deszcze

14 × miejsce


zamiast opadów śniegu. Latem natomiast

wzbogacił już atmosferę w dwutlenek węgla

coraz dłużej trwa sezon topnienia, coraz

o ponad 40% względem poziomu natural­

szybciej znika pokrywa śnieżna i coraz szyb­

nego. I mimo, że ta nasza nadwyżka stanowi

ciej kurczą się lo­

tylko ok. 130 cząsteczek CO2 na każdy mi­

dowce. Svalbard

lion cząsteczek różnych gazów w powietrzu,

ogrzewa się wy­

to prawa fizyki są nieubłagane – ta różnica

jątkowo szybko

powoduje, że otulamy Ziemię coraz grub­

w skali całego

szym kocem gazów cieplarnianych. Tym sa­

świata. Przez ostatnie 20-30 lat średnia

mym coraz mniej ciepła może uciec z Ziemi

temperatura roku wzrosła tu gwałtownie

w kosmos i coraz więcej zostaje w systemie,

o ok. 4°C. Sam bywam zdumiony, jak wielką

powodując wzrost temperatury. Jeśli ludzka

różnicę w topnieniu daje, z pozoru trywial­

emisja CO2 będzie dalej trwać, lodowce

ny, 1°C. A co dopiero kilka stopni! Człowiek

w wielu górach świata i pływająca kra lodu

miejsce × 15


morskiego w Arktyce niemal znikną w ciągu ludzkiego życia. Mocno podniesiemy w ten sposób poziom morza i popsujemy klima­ tyczny termostat, sprawiając, że ocieplenie klimatu jeszcze bardziej się rozbucha. – To słowa naszego przewodnika. Słysząc je na miejscu zdarzeń, milkniemy. Rosyjski север (czyt. siewier) to najlepsze określenie północy, chrupiącej od mro­ zu i wiatru – samo się wyraża. Warto raz zajrzeć na szczyt mapy, a jeszcze lepiej na szczyt globusa. Można sobie wtedy praw­ dziwie uświadomić odległości i położenia. Piękno tej krainy ucisza wszystkie rozmowy. Na lodowcu Nordenskjöld po prostu je­ steśmy. Na Svenie zachwyca nas niezwykła panorama. Na szczycie Bertila, wiemy już, że pokochaliśmy tę krainę i nie ma odwrotu. Żadnych drzew, krzaków – świat z kamieni i skał. Nagość to główna cecha Spitzberge­ nu. A człowiek, choćby nazwoził tu skute­ rów, koparek, spychaczy, kontenerów z nie wiadomo czym, na szczęście i tak nie ułoży z tego metropolii. Nieliczne miejscowości to nadal tylko osady ludzi, którzy najczęściej porządkują tu swoją osobistą geografię. Opis tej wyspy, a właściwie całego archipe­ lagu Svalbard, to niezrozumiały kompromis między tym co widać i co czuć. Na mapie stosunkowo niewielka przestrzeń, w rzeczy­ wistości, w polarnym owiewie, wydaje się nieskończona. Górzysta, pełna zatok, z ty­ siącami lodowców, ukazuje kolejne szczy­ ty, wyrównane od góry lodowym cięciem. Przypudrowane wczesnym śnie­ giem przywołują skojarzenie z rzę­ dami gigantycz­ nych pierników. Jednak widok ten nie jest słodki, a raczej monumentalny i księżycowy. To świat odmienny od wszystkiego, co zna­ liśmy do tej pory. Co będzie z nim dalej? To zależy od nas.

miejsce × 17


Proszony – nieproszony Pejzaż zobaczony – pejzaż patrzący Niedźwiedź zobaczony – niedźwiedź patrzący. Wszystko tu względne – bezwzględne Człowiek też Patrzy i jest obserwowany Poluje i jest polowany Broń i amunicja w niedoświadczonych rękach po nic Możesz zginąć, będąc ostrzeganym i straszącym. Reguły wyspy Musisz je przyjąć za prawo Wszystkie ziemiotwórcze zjawiska okazują się tu realnie żyć. Oddech: wdech, wydech, sprężanie, rozprężanie, wypiętrzanie, zapadanie. Przyrastanie, ubywanie. Jakbyśmy byli na powierzchni wielkiego stwora. Bardzo spokojnie Możemy tu przebywać.

Biała plama 1. uciekaj natychmiast 2. nie uciekaj – powiększ się 3. załaduj broń i idź 1. goni natychmiast 2. dopadnie cię 3. nie obchodzisz go wcale

18 × miejsce


autorka: Katarzyna Smoczyńska

22 × myśl

@piesparowka


myśl × 23


tekst: Światosława Sadowska

foto: Światosława Sadowska, Jerzy Sadowski

WIDOKI

Ogród to gród, grodziec, ogrodziec – teren ogrodzony. Wyznaczanie granic wśród łąk i pól, by uprawiać różnego rodzaju rośliny. Oranżerie, altany, tarasy, pergole, wreszcie rzeźby, ptaki i owady – jak specjalny filtr zmiękczający dzikość natury, niepoddanej ludzkiej ingerencji, by upiększyć i oswoić, opanować lęk, zapanować nad naturą, ale też wyrazić się artystycznie.


Planowanie ścieżek i alejek, płotów i bram pomiędzy roślinami

Odpowiada Pan Tomasz Talarczyk, mój za­

wpisuje się w ramy naszych upragnionych widoków, wypełnia kadry

ufany człowiek – ogrodnik z pasją i ponad

żywymi obrazami. Ogrody to także ochrona przed słońcem – two­

40-letnim doświadczeniem. Postanowiłam

rzenie cienia, a w gruncie rzeczy odtwarzanie dzikiej natury lasu,

zapytać, jak zmiany klimatu, o których mówi

którą chciałoby się kontrolować, choćby w okrojonym wymiarze.

się już powszechnie, odbijają się na naszych ogrodach i otaczających nas roślinach.

Potrzeba bycia blisko z naturą wiąże się także z widokiem wody – okiełznanej, kipiącej życiodajną symboliką, przelewającej się w stru­

mykach, migotliwych oczkach i szumiących kaskadach, wzmagającej

pory roku były. Dawny układ pogodowy nie

soczystość zieleni i jej bujny wzrost.

istnieje. Śnieg w Polsce prawdopodobnie

Pierwsze, co można powiedzieć to to, że

będziemy oglądać w telewizji, a zimy, jaką Romantyczna w gruncie rzeczy potrzeba przez wieki przybierała

znamy jeszcze sprzed 10 lat, już nie ma. Je-

różne formy i spełniała wiele funkcji, od rozrywkowych, po filozoficz­

śli chodzi o rośliny – pozostały te same, ale

ne. Wpatrzeni we własną paprotkę możemy snuć osobistą potrzebę

zmieniają się temperatury. Kiedy powinny

zieleni, nawet w oddaleniu od jej leśnego źródła. Efemeryczne

jeszcze spać, uderzają wyższe temperatury

wrażenia, bogactwo form, zapach, kojąca kolorystyka – przy ich po­

niż zwykle i rusza życie. Do niedawna kwit-

mocy możemy w wyobraźni kształtować własne zielone krajobrazy.

nienie poszczególnych roślin następowało po sobie: rodzime dzikie wiśnie, wiśnie

Tęsknota za opowieścią o paradise pełnym obfitości jest silnie

japońskie zawsze rozpoczynały kwitnie-

zakorzenionym mitem we wszystkich kulturach. Już od starożyt­

nie, następnie lilaki, azalie i różaneczni-

ności wiszące ogrody, miejsca opływające w kwiaty, zioła, warzywa

ki. W tej chwili szybko wybucha wiosna,

i owoce, były enklawami harmonii i spokoju.

wszystkie rośliny ruszają w jednym czasie. Azalie, różaneczniki, magnolie do połowy

Symboliczne źródło życia, ziemski odpowiednik rajskiej wizji, daje

maja prawie już nie kwitną. Wspomniane

wypoczynek i radość kontaktu z naturą. Przeniesieniem tej idei

następstwa zmian klimatycznych widocz-

jest biblioteczny las – hektarowy ogród szkatułka. To laboratoryjny

ne już od wielu sezonów.

preparat zaprojektowany przez Dominique Perrault pozwalający podziwiać świat przez szkło wielkich okien modernistycznej Bi­

Ale przecież nasze ogrody, nawet zieleń

bliotheque Nationale de France. Swoista ilustracja idei ogrodu

w mieście, wyglądają coraz lepiej. Przy-

jako harmonijnego splotu natury i kultury – marzenie do spełnienia.

kładamy do tego więcej uwagi, widzimy nowe gatunki, co sezon nowe kolory

Stąd blisko do sekretnych dziedzińców i przyklasztornych wiryda­

kwiatów.

rzy, gdzie każdy zastosowany element, rośliny i dekoracje wyrażały

konkretne treści, by tworzyć mikroklimat, chronić przed światem

miejsc – Włochy czy Hiszpania, skąd przy-

zewnętrznym, służyć skupieniu i medytacji, skłaniać do refleksji nad

wozimy coraz więcej inspiracji, które nie

ogólną istotą życia, w której wszystko ma swój początek i koniec,

pochodzą z naszej strefy klimatycznej.

a na ostateczne efekty trzeba zwykle bardzo długo czekać, nie

Klienci chcą bugenwillę i kamelię, a u nas

ustając w wysiłkach i pracy nad ostatecznym kształtem.

te rośliny, poza warunkami szklarniowy-

Coraz więcej podróżujemy do ciepłych

mi, nie mają szans. Rodzinne gatunki są W ogrodzie nic nie dzieje się samo, choć za płotem sytuacja przed­

najbardziej wartościowe. Stare odmiany

stawia się zgoła inaczej i bez naszego udziału wszystko dzieje się

jabłoni, jak antonówka, kosztele czy rene-

bardziej.

ta, były na tyle odporne, że nie trzeba było stosować oprysków. Ale zaczęto sprowadzać

Czy rośliny w ogrodzie dałyby sobie radę bez człowieka?

odmiany amerykańskie, które stały się bar-

dziej wrażliwe na choroby i szkodniki.

Do niedawna zakładając trawnik, projektując założenie ogro-

dowe, nie trzeba było instalować nawodnienia, teraz nie ma takiej

Nie tylko to uległo zmianie – proszę

opcji, taki ogród nie przetrwa sezonu.

zwrócić uwagę, że teraz w uprawach, na

człowiek × 25


polach, nie spotyka się już modraków, ma-

wspominać, że tu miał być trawnik angielski. Serwisuję takie

ków, dzikich ostróżek. Dziś nawet pobocza

ogrody, gdzie nie ma miejsca na odstające źdźbła. Choć te ideal-

są nawożone – tak wygląda ochrona przed

ne, angielskie trawniki też wcale mi się nie podobają. Wiem, że

chorobami i szkodnikami.

trawnik zapuszczony żyje.

Wielkopolanin, twórca zadrzewień śródpolnych Dezydery Chłapowski, 200 lat

A jaki jest Pana osobisty plan na ogród?

temu wyznaczał duże kwatery pól, któ-

re obsadzano drzewami: ałyczą, akacja-

tu z żywotników (Thuja sp.), dużo roślin kwitnących, żywopłot

mi, lipami, jaworami, jesionami, klonami,

grabowy, cięty – uważam, że to jeden z piękniejszych. Ogród musi

wreszcie krzewami. Te pasy miejscowo

żyć. I choć ludzie boją się roślin liściastych, bo ciągle trzeba grabić

regulowały klimat, zatrzymywały wiatry,

liście, to warto wiedzieć, że bez tego nie uzyskamy kwiatów, zapa-

chroniły przed erozją ziemi były miejscem

chów, owoców na jesień. A wreszcie jeśli nie będziemy mieć roślin

gniazdowania ptaków i zwierzyny. Tworzy-

liściastych, np. irgi, ognika, których owoce po przemarznięciu są

ły swoisty ochronny mikroklimat. Obecnie

pokarmem dla ptaków, to już na wstępie pozbawiamy się całego bo-

już nie spotyka się tego rozwiązań w na-

gactwa doznań i obserwacji. Nie robiłbym problemu z trawnikiem,

szym pejzażu.

choć znam takie ogrody, gdzie dzieci z piłką nie mogą wejść. Jednak

Wymarzony ogród widzę tak: na pewno nie byłoby żywopło-

krety i nornice są mądrzejsze, niż nam się wydaje, zawsze znajdą Pracował Pan w wielu miejscach na świe-

wyjście spod ziemi. Najbardziej sprytne pułapki i wyrafinowane

cie. Gdzie według Pana myśli się o pej-

metody odstraszania nie działają na dłuższą metę. Kret musi żyć jak

zażu, nie tylko o ogrodach, najbardziej

wszystkie zwierzęta, ma swoją rolę do odegrania w tym łańcuchu

odpowiedzialnie?

powiązań.

Niemcy mają rozsądne podejście do na-

Niektóre gatunki roślin zrzucają najstarsze części roślin – to

tury, jednak to w Finlandii ochrona śro-

mechanizmy ochronne, by zmniejszyć powierzchnię transpira-

dowiska jest najbardziej zaawansowana.

cyjną-oddechową, zrzucają zasuszone nasiona, by się rozmnażać,

Dbałość, z jaką wszystko jest planowane

zrzucają liście, żeby ochronić resztę, zakwitają, by przedłużyć ga-

i realizowane, naprawdę budzi podziw.

tunek. Wielu rzeczy możemy uczyć się od roślin, a obserwacja tych

Mentalność ludzi jest inna, okres wegeta-

procesów może być dla nas inspiracją.

cji od 15 maja do 15 września – króciutki. Jeśli ktoś decyduje się zamieszkać poza mia-

Chcę widzieć ogród jako krajobraz. Nie umiem wyobrazić sobie tu

stem, w lesie, zostawia las dookoła domu,

na niewielkiej przestrzeni, w dojrzałej postaci, wszystkiego, co w po­

bez wytyczonych granic ogrodu – żadnych

rywie zapachu ziemi przez lata gromadzę. Dęby, brzozy, cisy, drzewa

płotów. Finowie właśnie to cenią najbar-

owocowe, krzewy, byliny, cebule – to jakaś orgia możliwości. Po

dziej – związek z naturą, najprostsze roz-

latach dowiaduję się o roślinach kwitnących zimą (oczar), o stałych

wiązania, nic na pokaz.

mieszkańcach ogrodów – zwierzętach żyjących w ukryciu. W miarę upływającego czasu, po kolejnych wyczekiwanych wiosnach, wiem,

A mój dziki ogród?

że wiele roślin po prostu nie chciało u mnie rosnąć. Najbardziej dy­

O tym ogrodzie nie będziemy mówić,

namiczne okazują się chwasty, które dziś pokornie nazywam ziołami

każdy robi to, co lubi. Byłoby nietaktem

i samosiejki przywiane lub przyniesione przez ptasią partyzantkę. Ten proces ciągnie się latami, chyba nigdy nie było stanu idealnego. Jeśli coś rozkwita, to inne w rozkładzie. Podczas kiedy stare cisy przycięte do łysa odnawiają się, cierpliwie czekamy, inne słabo przyrastają, a hedery bujają po sąsiadach. Mimo że planu nie było, to i tak więcej rozczarowań niż euforii, choć w szczycie sezonu wszystko wygląda bardzo bujnie i zdrowo. Dziś, po dwunastu latach i upartych bojach o chlorofil, myślę, że rację miała pewna starsza pani poznana w ogrodzie nad jeziorem Lednica. Jej ogród wydawał się w naturalnej równowadze między

26 × człowiek


27


tym co zasadzone, zasiane i tym co dzikie. Najpiękniejszym tego znakiem były dziewanny giganty, równomiernie rozmieszczone pod oknami domu – dworu (a trzeba zdawać sobie sprawę, że to chwast w oczach wytrawnego ogrodnika i z zasady rośnie tylko tam, gdzie chce). Kiedy ją zapytałam, jaki ma swój sposób na ogród, usłysza­ łam: zrobić co konieczne i zostawić, nawet na kilka sezonów, niech się samo poukłada. Nie dziubać bezustannie, nie ciąć co sezon wszystkiego – zostawić, czekać i patrzeć. Tak właśnie robię – tak powstał ogród nieformalny. W mojej bibliotece, wśród chwilowo nieważnych setek książek, wy­ dobywam dwie ważne – „Jak czytać ogrody” Lorraine Harrisona i „365 drzew” Cecylii Malik. Zbieram książki o ogrodach, ze słowem ogrody w tytule i z zielonymi okładkami, choćby tylko kojarzące się z ogrodami. I tak od lat.

Czy ja mam Pani skosić tę trawę, czy tak ma tu zarastać? Bo

jeszcze trochę, a wysieją się tu takie chwasty, że sama Pani nie da rady. Nie, oczywiście, że sama wszystko skoszę. Tylko, jak pomyślę, ile w tej trawie życia, to mam jakiś wewnętrzny opór, żeby mielić kosiarką te koniki polne, chrabąszcze i uciekające spod noży żaby. Tak zwykle wygląda nasze „Dzień dobry, co słychać?” – już od ponad dziesięciu lat, jeśli nie dłużej.

4 filary mojego ogrodu Ogród jako krajobraz Cecylia Malik - 365 drzew Święta sosna w Supraślu Sosna mojego dziadka

28 × człowiek


Jak znaleźć najstarszą gwiazdę we Wszechświecie i co nam to mówi o ewolucji Kosmosu? Czy pewna maciora z Paryża właśnie stała się pierwszą świnią w historii nauki, którą przyłapano na wykorzystywaniu narzędzi? Jak zaobserwować jedno z kluczowych przewidywań ogólnej teorii względności, czyli redshift grawitacyjny, w pobliżu supermasywnej czarnej dziury w centrum naszej galaktyki?

tekst: Julita Mańczak ilustracje: Światosława Sadowska

Tego typu kwestie porusza (i na dodatek przystępnym językiem objaśnia) filozof przyrody Łukasz Lamża, w youtubowym programie Centrum Kopernika Czytamy naturę. My postanowiliśmy zagadnąć go o najnowsze doniesienia naukowców dotyczące nicości, niebytu, niewiedzy, słowem: wszystkiego, czego nie ma. Podczas rozmowy nic postawiło jednak na swoim i nie było głównie Pana Łukasza. Zrządzeniem łącz internetowych nie ujrzeliśmy twarzy naszego rozmówcy. Zaufaliśmy jednak uszom, a efekt Waszym oczom niech się ukaże teraz.

GRANICE NAUKI


W XVIII wieku niemiecki filozof G. W. Leibniz

zachodzić w „czymś”? W jakiejś przestrzeni

zadał słynne po dziś dzień pytanie: „Dlaczego

poza Wszechświatem?

jest coś, a nie nic?”. Podobno wiemy już coś

więcej na ten temat.

ka. Rzecz w tym, że słowo „rozszerzanie” jest

To jest właśnie jedno z ograniczeń języ-

Niestety absolutnie nie znamy odpowiedzi

trochę niefortunne. Nie wiemy, jakiej wielko-

na to pytanie. Zdarzyło mi się nawet popełnić

ści jest Wszechświat. Może być nieskończony

kiedyś e-book poświęcony wykazaniu, że nie

przestrzennie. W takiej sytuacji nie mógłby się

odpowiemy na nie nigdy. Ponieważ jest to pyta-

w ścisłym sensie „powiększać” czy „rozszerzać”,

nie nieodpowiadalne. Jeśli ktokolwiek twierdzi,

bo to budzi skojarzenie z czymś o określonej

że zna na nie odpowiedź, to albo jest komplet-

wielkości, co z każdą chwilą staje się coraz

nie nieświadomy albo jest świadomym kłamcą.

większe. Najlepiej byłoby pewnie oczywiście

Zagadka istnienia Wszechświata jest właśnie

ograniczyć się do fizyki matematycznej, która

Zagadką i to przez duże „Z”.

opisuje to precyzyjnie, ale jeżeli już szukamy jakiejś szybkiej metafory, możemy na przykład

Jak zatem obecnie przedstawia się stan wie-

powiedzieć, że Wszechświat z biegiem czasu

dzy na temat tego, z czego powstał Wszech-

robi się coraz bardziej przestronny, czyli że

świat i jaki był jego początek? A może począt-

jest w nim coraz więcej miejsca na różne rze-

ku nie było wcale? Do jakiej granicy możemy

czy. Kiedyś był bardziej napchany. Wyobraźmy

sięgnąć naszym rozumem?

sobie specjalną pompkę pomniejszającą, za

Na dziś możemy całkiem nieźle śledzić

sprawą której z biegiem czasu rzeczy w nim ist-

różne stany Wszechświata, cofając się w cza-

niejące robią się coraz mniejsze. Wszechświat

sie. Możemy mniej więcej powiedzieć, jaki był

pozostaje tej samej wielkości, a jednak robi się

jego stan np. 13 mld lat temu. Cały czas jednak

w nim coraz więcej miejsca. Jeżeli wyłączymy

mówimy o stanach Wszechświata jako żywo

słowo „powiększa się” czy „rozszerza się” i po-

istniejącego. Nie ma żadnego sposobu, żeby

myślimy inaczej, zniknie problem rozszerzania

wyjść poza niego. Jesteśmy wewnątrz, możemy

się w czymś innym. Wszystko, co znamy, to

się rozglądać, opisywać to, co widzimy na różne

Wszechświat. Kiedy próbujemy go opuścić, robi

sposoby, ale nie możemy tego Wszechświata

się kłopot.

opuścić. Właściwie w języku naukowym nie ma nawet dobrej metody, żeby o tym mówić.

Wspomina Pan o biegu czasu, cofaniu się w czasie. Wagę czasu w codziennym życiu

Jak zatem rozumieć rozszerzanie Wszech-

znamy aż za dobrze. Czy gdyby nie było ni-

świata? Czy nie jest tak, że ten proces musi

czego, czas też by nie istniał?

Ciężko jest sobie wyobrazić istniejący, ale

bezczasowy Wszechświat. To byłby jakiegoś rodzaju statyczny obraz. Na szczęście fizyka jest na tyle sympatyczna, że dostarcza różnych sposobów myślenia. Na przykład słowo „próżnia”. Nie ma w niej nic konkretnego, ale próżnia to nie nicość, bo jest przestrzeń i upływa w niej czas. W kosmologii możemy więc spokojnie opisać taki scenariusz, w którym mamy pusty Wszechświat, wypełniony próżnią, bez ani jednej cząstki, bez żadnego pola. Ale to wciąż będzie Wszechświat, to wciąż będzie jakieś coś. Na szczęście jednak jesteśmy i to w całkiem sporej ilości cząstek i cząsteczek. A na


jesteśmy częścią przyrody dużo bardziej, niż ludzie podejrzewają

dodatek niektórzy z nas aspirują do sfor-

ujmuje upływ czasu albo deformację przestrzeni. To duża tajemni-

mułowania teorii wszystkiego. Jak nam

ca. Dziwna jest ta właściwość Wszechświata, że zapisujemy jakieś

idzie w tym obszarze i czy w duchu rów-

znaczki na papierze, wymyślamy symbole i nagle okazuje się, że

nouprawnienia istnieje również teoria

świat w jakimś sensie działa w podobny sposób.

niczego?

Teoria wszystkiego miałaby być taką

Praca fizyka czy matematyka przypomina bardziej odkrywanie

wszystkomającą teorią fizyczną, która wy-

niż wymyślanie.

tłumaczyłaby wszystkie fundamentalne

zjawiska fizyczne.

Patrząc na nie, ma się rzeczywiście wrażenie, że zostały odkryte,

Jest kilka rzeczy w matematyce, które są wręcz niepokojące.

a nie wynalezione. Są też oczywiście rzeczy ewidentnie wymyśloMiałaby być, czyli jeszcze nie jest?

ne, jak konkretne zapisy czy modele matematyczne. Natomiast

Wielu fizyków chciałoby, żeby była.

w obronie języka potocznego trzeba dodać, że istnieje ogromna ilość

„Teoria wszystkiego” brzmi bardzo dumnie,

zjawisk we Wszechświecie, których nie da się w ogóle opisać ma-

ale tak naprawdę chodzi o bardzo konkret-

tematycznie i wcale nie musimy sięgać do człowieka i jego emocji,

ną teorię, rozwiązujący konkretny problem

żeby je odnaleźć. Wystarczy biologia – w podręcznikach zoologii

z opisem takich rzeczy, jak choćby cząstki

matematyka nie jest szczególnie istotna. Język potoczny spisuje

elementarne. Przypuśćmy, że taka teoria

się natomiast świetnie. Tu są haczykowate wypustki, a tam szcze-

nawet by powstała. Wówczas świat wła-

cinki zakończone potrójnymi rozgałęzieniami. Jedyne co mamy

ściwie nie uległby zmianie. Fizycy byliby

z matematyki w powyższym zdaniu to cyfrę trzy. Matematyka

na pewno bardzo zadowoleni, ale nie wy-

jest jednym z języków opisu świata i w pewnych sytuacjach jest

jaśniłoby się, jak powstało życie czy nasza

świetna, a w innych kompletnie bezużyteczna.

planeta, ani czym dokładnie jest człowiek.

32 × człowiek × myśl

Ta nazwa jest trochę na wyrost – taki dobry

Który z tych języków jest Panu najbliższy?

PR fizyków. Nie będziemy dzięki tej teorii

smażyć smaczniejszej jajecznicy czy lepiej

Ukochałem sobie polszczyznę i staram się w miarę umiejętnie

ogarniać związków międzyludzkich. Wy-

nią posługiwać. Wszelkie próby pokochania matematyki wyższej

jaśniłaby jedną milionową ludzkich pro-

nie powiodły się. Jako dwudziestotrzylatek pomyślałem, że dosyć

blemów i tylko niewiele większy procent

tego – skoro interesuje mnie kosmos, zapiszę się na studia fizyczne.

problemów naukowych.

Z zerowym przygotowaniem matematycznym. Wytrzymałem trzy

Natomiast z „niczym” jest taki problem,

lata. Poprzedzierałem się przez tę analizę i algebrę, pozdawałem eg-

że w momencie, gdy zaczynamy o nim mó-

zaminy, ale nigdy nie pokochałem matematyki, choć naprawdę się

wić, ono staje się czymś. Od samego gada-

starałem. Może po prostu brakło mi talentu? Te studia dały mi jed-

nia zaczyna się robić coś. Jedynym spo-

nak nieco spokoju ducha, że kiedy z rzadka mówię coś o mechanice

sobem uprawiania refleksji o niczym jest

kwantowej albo ogólnej teorii względności, przynajmniej wiem,

więc chyba milczenie.

o czym naprawdę mówię. To bardzo dobre dla higieny psychicznej.

Kusi, żeby już tu zakończyć naszą rozmo-

Wybrał Pan za to niecodzienną dyscyplinę – filozofię przyrody.

wę, ale zanim oddamy głos ciszy, chcia-

Co właściwie zajmuje badacza tej specjalizacji?

łabym jeszcze dopytać o kilka spraw.

Wspomniał Pan o ograniczeniach języ-

cieplutko i szkolnie. Koleżanka zapytała mnie kiedyś, czy w filozofii

ka. Dlaczego akurat matematyka tak traf-

przyrody chodzi o ustalenie, czy dżdżowniczka jest szczęśliwa.

nie pozwala opisywać zjawiska zachodzą-

W praktyce filozofowie przyrody zajmują się np. kosmologią czy

ce we Wszechświecie, a język potoczny

podstawami życia. To osoby bardzo żywo zainteresowane współ-

kuleje?

czesnym stanem wiedzy z zakresu nauk przyrodniczych. Stąd

To zależy, o jakich zjawiskach chcemy

słowo przyroda. Ale nie zajmują się odkrywaniem nowych faktów

mówić. Jest rzeczywiście coś zadziwiają-

naukowych, tylko szerszym spojrzeniem, np. na to, jakie są spo-

cego w tym, że matematyka tak świetnie

soby na definiowanie życia albo co fizyka może, a czego nie może

opisuje cząstki elementarne, tak pięknie

nam powiedzieć o kosmosie. W ramach mojej pracy doktorskiej

Od dzieciństwa jestem jednak szkolony w języku potocznym.

To trochę kłopotliwa nazwa. Przyroda kojarzy się milutko,


zajmowałem się czymś takim jak wieloświat, czyli bardzo spekulatywną teorią kosmologiczną, mówiącą o tym, że wszechświatów jest więcej niż jeden. Porządni fizycy rzadko się za to biorą. Ale czasem znajdują się tacy, jak ja, którym chce się nad tym posiedzieć, spojrzeć z zewnątrz i sprawdzić, czy to może być porządna nauka przyrodnicza, solidnie opracowana matematycznie. Sprawdzając w wyszukiwarce hasło „filozofia przyrody”. pierwszy wynik poinformował mnie, że to wiedza na temat relacji między przyrodą a człowiekem.

Z dziedzinami filozofii jest tak, że nie mają one swoich stan-

dardowych definicji. Każdy przedstawia własną wersję wydarzeń. Typowy problem, którym można się zajmować w obszarze, o który Pani pyta, to na przykład, na czym polega właściwie „wartość dodana” odróżniająca człowieka od pozostałych zwierząt albo czy mamy wobec świata przyrody jakieś obowiązki z racji naszej szczególnej sytuacji poznawczej. Biorąc pod uwagę aktualny stan planety z postępującymi zmianami klimatu wywołanymi naszą działalnością, jak myśli się o miejscu człowieka w przyrodzie w ramach dyscypliny, którą Pan uprawia? Czy człowiek jest wciąż częścią przyrody i funkcjonuje w jej rytmie czy też wyłączył się z niej totalnie i pogrążył w braku zrozumienia?

Myślę, że jesteśmy częścią przyrody dużo bardziej, niż ludzie

podejrzewają. Można to poznać chociażby po tym, jak świńsko zachowujemy się wobec planety. Wszystkie naturalne siły przyrodnicze są egoistyczne. Każdy chce dla siebie jak najwięcej. Zawsze tak było, na tym opiera się teoria ewolucji. Czyli odnieśliśmy po prostu zbyt wielki sukces ewolucyjny?

Tak, my po prostu możemy więcej. Jako ludzkość zachowujemy

się jak każda inna siła przyrodnicza, czyli po prostu rozprzestrzeniamy się tak silnie, jak nam środowisko na to pozwala. Dziś ani Pani ani ja nie musimy się już zastanawiać, czy nas coś nie pożre w drodze do pracy. Ale skutkiem tego jest zamieszanie, które wywołujemy. Mimo tego pędu do ekspansji mamy jednak zdolność do refleksji nad naszymi czynami. Są nawet i tacy, którzy całe życie poświęcają na ratowanie jednego wymierającego gatunku. Czy to nie jest jakiś szczególny rys ludzkości?

Zalążki takich zachowań obserwujemy już u wyższych naczel-

nych. Istnieje piękna książka „Wiek empatii. Jak natura uczy nas życzliwości”, którą miałem przyjemność tłumaczyć z angielskiego. Cała poświęcona została korzeniom ludzkiej empatii. Napisał ją Frans de Waal, zoolog, a właściwie etolog, badający zachowania zwierząt. Ale rzeczywiście, u ludzi zachowania empatyczne 33


osiągnęły poziom niezwykły. Zresztą tak samo jak inne cechy

zagrozimy np. niesporczakom. Ładne, duże

naczelnych, np. okrucieństwo, też się u nas wyostrzyło. A do tego

zwierzęta pewnie wyginą. My sami być

mamy większe możliwości niż zwierzęta. Szympans bonobo jest

może również, ale życie w ogóle, nie ta-

w stanie zachować się empatycznie wobec ptaszka, który wylą-

kie rzeczy sobie ogarniało. Gdyby spojrzeć

dował obok z przetrąconym skrzydłem. Natomiast człowiek może

na organizmy żywe czysto ilościowo, my,

polecieć na drugi koniec świata i poświęcić całe swoje życie na

wielokomórkowce, jesteśmy poutykani

pomaganie mieszkającym tam ludziom. Nie uważam, że jesteśmy

pomiędzy jednokomórkowcami. Wieloko-

większymi czy mniejszymi świniami niż wszystkie inne gatunki.

mórkowców jest na ziemi tyle, na ile pozwalają im na to organizmy jednokomór-

Nie niepokoi Pana w takim wypadku aktualny stan planety?

kowe. My wcale nie kontrolujemy stanu

Miecz naszego sukcesu staje się powoli obosieczny. Rozpędzi-

biosfery – robią to bakterie. Nasza własna

liśmy się tak bardzo, że konsekwencje naszego tempa rozwoju

skóra, metabolizm – to wszystko opiera się

uderzą najpierw w nas samych.

na bakteriach. Wszystko podlega ciągłym

negocjacjom, a my nigdy nie wygramy

Oczywiście, będziemy jednymi z pierwszych którzy je odczują.

Patrząc z normalnej ludzkiej perspektywy, to faktycznie możliwe,

z bakteriami.

że skopaliśmy sprawę i sami siebie unicestwimy. W kontekście naszych licznych „sukceCzy jest jakieś stanowisko filozofii wobec obecnej relacji czło-

sów” ewolucyjnych, to chyba wcale nie

wieka z przyrodą, klimatem?

jest taka zła wiadomość.

Tymi tematami zajmują się etycy. Istnieje coś takiego jak etyka

Kibicuje Pani bakteriom?

środowiskowa. Ja akurat nigdy się nią nie zajmowałem, bo nie mam najmniejszej skłonności do moralizowania. Interesują mnie

Zdaje się, że tak. Myślę, że bardzo zapędzi-

suche, zimne, rzetelne opisy świata i to, co można z nich wywnio-

liśmy się w tym wygrywaniu ze wszyst-

skować. Są inni, którzy dużo lepiej potrafią odnieść się do kwestii

kimi. To świetnie, że kogoś na pewno nie

etycznych. Może to zabrzmi śmiesznie po godzinie wywiadu, ale

zdołamy pokonać.

mam niechęć do teoretyzowania w sprawach praktycznych. Nie

umiałbym się zajmować np. teorią dowcipu czy filozofią jedzenia.

Możemy oglądać najstraszliwsze drapież-

Dla mnie dowcipy są od żartowania a jedzenie od jedzenia. Trochę

niki świata przez lornetkę albo huknąć

tak samo jest też z klimatem – wiemy, co trzeba robić i nie ma co

do nich z karabinu. Ewentualnie z dro-

filozofować. Miałbym opory czysto psychologiczne przed filozofo-

na rozstrzelać wszystko, co nam się żyw-

waniem i wymądrzaniem się na te tematy, dlatego że sytuacja jest

nie podoba. Ale prawda jest taka, że jak

prosta. Trudne jest wykonanie – jak rozegrać to wszystko na po-

nas dojadą antybiotykoodporne bakterie,

ziomie politycznym, jak zmusić państwa i ludzi do podejmowania

to nawet nie fikniemy. Jestem daleki od

właściwych wyborów, w jaki sposób kontrolować przemysł. To są

oceniania gatunku ludzkiego etycznie, za-

z kolei rzeczy tak kompletnie dla mnie niezrozumiałe i tak złożone,

równo w jedną, jak i w drugą stronę. Albo

że paraliżują mój instynkt filozofowania – tu trzeba politologów,

się sobą zachwycamy, bo namalowaliśmy

psychologów, znawców ekonomii i relacji międzynarodowych,

Monę Lizę i wysłaliśmy sondę na Plutona

a nie filozofów. Szczerze mówiąc, jest dla mnie niewyobrażalne,

albo utyskujemy, że ludzkość to nowotwór,

jak to wszystko rozwiązać, żeby było dobrze. To jest trochę jak

który trawi ziemię. Ja jestem za tym, żeby-

ze zdrowym życiem. Wszyscy doskonale wiemy, co powinniśmy

śmy ludzkości nie oceniali w ten sposób.

zrobić – mniej jeść i więcej się ruszać. Proste, prawda? Ale jak to

Jednostki natomiast możemy.

zrobić, żeby się do tego zmusić, żeby przeorganizować swoje życie,

żeby znaleźć siłę woli? Teoretycznie wszystko jest banalnie proste,

właśnie po stronie jednostki. Nie mówię,

a w praktyce – szaleńczo skomplikowane.

że nie ma czegoś takiego jak odpowiedzial-

Rzeczywiście rozbuchaliśmy się trochę.

Świadomość i odpowiedzialność jest

ność za klimat. Mówię: nie wińmy ludzkoBoi się Pan o życie na Ziemi?

ści, Polaków czy Europejczyków. Kto jest

Kiedy ktoś mi mówi, że życie na Ziemi jest zagrożone, albo że

winny? Ty. Ja. Wina zawsze jest po stronie

ratujemy planetę, biorę to w nawias. Minie mnóstwo czasu, zanim

jednostek. Nie ma co się chować za tym,

34 × człowiek × myśl


35


że jesteśmy takim złym gatunkiem, bo to zwykłe usprawiedliwianie się. Gatunki nie są ani złe ani dobre. A tragedia ludzi polega na tym, że umiemy mówić językiem etyki. I to kusi, żeby wszystko oceniać. Kiczowatym jest twierdzić, że natura jest dobra, a człowiek jest zły. To nie doprowadzi do żadnych dobrych wyników. Co dobrego jest w łosiach albo grzybach? A co jest złego w ludzkości? Czy nie jest przypadkiem tak, że naukowa perspektywa jest dla Pana po prostu bezpieczniejsza niż rozważania natury etycznej?

Można powiedzieć, że to moje lenistwo

– ograniczanie się do pytań łatwych. Nie ma nic szlachetnego w tym, że człowiek wybrał sobie taki temat, na który wie, jak odpowiedzieć. Pytania natury etycznej trzeba zadawać i są ludzie, którzy je zadają, ale ja do nich nie należę. Boję się, że się w nie zaplączę. Jeżeli sytuacja robi się zbyt skomplikowana, chowam się za parawanikiem nauki i mam spokój – „Nauka nie zna na to odpowiedzi” (śmiech). A czy zajmuje się Pan unicestwianiem jakichś teorii?

Nie mam takiej mocy. Gdybym miał,

pewnie kilka teorii chętnie bym unicestwił. Wiele poglądów jest sprzedawanych jako nauka, a powinny znajdować się na półkach z mitologią. Kreuje się błędne wrażenie, że nauka potrafi odpowiadać na pytania fundamentalne, do czego moim zdaniem jest strukturalnie niezdolna. Taka zuchwałość wyrządza szkody światopoglądowe – szczególnie młodzi ludzie uzyskują fałszywe przekonanie, że naukowcy są w stanie odpowiedzieć na pytanie skąd wziął się wszechświat, czy też dlaczego jest raczej coś niż nic. Wszelkiego typu teorie, które udają, że są nauką przyrodniczą, chętnie bym zrzucił z tego piedestału. Moim zdaniem dla zdrowego światopoglądu potrzebne są nieodpowiadalne pytania. Jeżeli


żyje się w świecie, w którym ma się przekonanie, że na wszystkie pytania jest odpowiedź, prowadzi to do fatalnych konsekwencji. Są kwestie, na które nigdy nie znajdziemy odpowiedzi, bo jesteśmy za krótcy w naszych nóżkach. Pewnych rzeczy nie wymyślimy, bo nie ma na to możliwości w ludzkim języku i w ludzkiej logice. Ta świadomość uczy charakteru, na tej samej zasadzie, jak młodego człowieka charakteru uczy spotkanie z kimś dużo lepszym od siebie. To dobrze robi na głowę i chroni przed fatalną pychą, która sieje spustoszenie intelektualne. W rzeczywistości unosimy się na gigantycznym oceanie niewiedzy. Wiemy to i owo i idzie nam nieźle, ale objętość tego, czego nie wiemy, o czym nie mamy pojęcia, jest gigantyczna i oszałamiająca. Ciekawy wydaje mi się fakt, że jesteśmy w stanie rozpoznać obszar naszej niewiedzy.

To jest świetne. Naukowcy mają nawet czasem ilościową miarę

tej niewiedzy, np. odnośnie stopnia rozpoznania dna oceanicznego, który jest względnie niewielki. Czytałem niedawno o statku pływającym u wybrzeży Norwegii. Badacze wyłowili nieznany dotąd gatunek, brakujące ogniwo u samego korzenia drzewa ewolucyjnego zwierząt. Wystarczy właściwie wyciągnąć rękę, zanurzyć w mule na głębokości 3 km, a tam piękna Xenoturbella nagle wywala do góry nogami historię ewolucji zwierząt. Uświadomienie sobie skali niewiedzy wyrabia pokorę. Nie ma nic bardziej destrukcyjnego dla procesów myślowych niż pycha intelektualna. Udawanie, że nie ma nicości, pustki, niewiedzy, czasem bardzo fundamentalnej, po prostu nie jest dla nas dobre. Proszę wyjść wieczorem przed dom

W rzeczywistości unosimy się na gigantycznym oceanie niewiedzy Wiemy to i owo i idzie nam nieźle, ale objętość tego, czego nie wiemy, o czym nie mamy pojęcia, jest gigantyczna i oszałamiająca

i spojrzeć na gwiazdy. Zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy, każda albo prawie każda z tych gwiazd ma wokół siebie planety. Zatem wokół większości gwiazd w naszej galaktyce jest układ planetarny. Potencjalnie dokładnie to samo co w naszym Układzie Słonecznym. To przecież głowa mała! Nasze własne podwórko jest niezbadane, a co dopiero inne galaktyki. Może to jest cecha, która nas uratuje – zdawanie sobie sprawy z tego, że nie wiemy.

Kocham wiedzę i naukę, ale żeby je odpowiednio kochać, trzeba

z dużym szacunkiem rozumieć, ile jest niewiedzy. Z drugiej strony są kwestie, w których musimy się poruszać w sytuacji częściowej niepewności – np. teraz, w przypadku zmian klimatu. Trzeba działać mimo niepewności. Niewiedza jest szczególnie lecznicza, jeżeli jest ogólnym tłem światopoglądowym. Nie jest natomiast żadnym usprawiedliwieniem w przypadkach konkretnych. Nie można się powstrzymywać przed działaniem, zasłaniając się niewiedzą. Z drugiej strony nie można też udawać, że tej niewiedzy nie ma. Najzdrowiej jest zaprzyjaźnić się z tą niewiedzą, dobrze ją poznać, może nawet pokochać.

Łukasz Lamża (ur. 1985), dziennikarz naukowy, popularyzator nauki, filozof. Pracownik Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Napisał m.in. „Przekrój przez Wszechświat” (CC Press, 2014) oraz „Wszechświat krok po kroku” (CC Press, 2017).

człowiek × myśl × 37


autorka: Kinga Offert

kingaoffert.pl

IT’S ONLY A GAME

KINGA OFFERT

Cykl ilustracji „It’s only a game” to wynik mojej kilkumiesięcznej obserwacji i rosnącej fascynacji obrazami, jakie można podejrzeć w sieci. Ja także codziennie korzystam z Instagrama. Traktuję go jako platformę do publikowania swoich prac. Jednak z czasem, podczas zbierania materiału, zaczęłam sobie zadawać pytanie: czy również należę do tego pikselowego świata, czy może jestem obok? Ilustracje z cyklu „It’s only a game” są moją próbą odpowiedzi na pytanie, co można znaleźć poza starannie wybranym i często za­ aranżowanym instagramowym kadrem. Dorysowałam własną wer­ sję wydarzeń. Ilustracje, które powstały, to różne historie. Czasem smutne, innym razem wesołe, wzruszające, brzydkie lub po prostu zwykłe. Na swoich bohaterów staram się patrzeć z przymrużeniem oka, ale i ze zrozumieniem. W końcu to także opowieść o mnie Kwadratowy kadr zbudowany jest z korali Hama, popularnej ukła­ danki dla dzieci. Materiał miał kojarzyć się z pikselami i ekranem smartfona. Efekt niskiej rozdzielczości sugeruje, że wybrany kadr jest komputerowy, nieprawdziwy. Dla kontrastu wymyślone historie, któ­ re znajdują się poza kadrem, namalowane są cienką, czarną kreską. Na każdej ilustracji umieściłam swój portret widoczny w lustrze. Jed­ nooka postać to jednocześnie autor obrazu i obserwator wydarzenia albo podglądacz.

człowiek × myśl × 39


NOTHING ELSE MATTERS tekst: Przemysław Jędrowski ilustracja: Światosława Sadowska

22 lata temu w londyńskiej National Gallery kupiłem pocztówkę. Była to reprodukcja fresku z ratusza w Sienie przedstawiająca portret żołnierza pędzącego na koniu, na tle surowego pejzażu. Od tego momentu wiedziałem już, po co tak naprawdę pojadę do Toskanii.

W końcu się spotkaliśmy. Twarzą

kuglarsko lewitując w perspektywie Sali

w twarz, po blisko 700 latach. Guidoriccio

Wielkiej Rady, dziś zwanej Mapomondo.

da Fogliano i ja. Kondotier w chwili swoje-

A na plecach czuję wzrok Maesty – tronu-

go największego triumfu i oczarowany nim

jącej Madonny z Dzieciątkiem, patronki

przechodzień. Mógłbym być gapiem na uli-

Sieny. Dwuipółmetrowa postać wraz ado-

cach Sieny, gdy w 1328 roku wjeżdżał do

rującymi ją świętymi i aniołami zajmuje

niej po zdobyciu dwóch toskańskich miast,

całą przeciwległą ścianę. Pomimo gigan-

Montemassi i Sassoforte. Jestem jednak

tycznych rozmiarów, 763 x 970 cm, przed-

widzem w sieneńskim Palazzo Pubblico.

stawienie ujmuje delikatnością rysów twa-

Turystą. Dzieli nas właściwie wszystko, ale

rzy, miękkością detali i pełnym skupienia

efekt jest ten sam. Zauroczony zadzieram

nastrojem.

głowę i patrzę na postać w oddali, która

konno defiluje przed zachwyconym tłu-

da Fogliano”, namalował Simone Martini

mem. A dzięki przestrzennym sztuczkom

– przyjaciel królów, kumpel Petrarki i ma-

malowidła jestem z nim sam na sam. Fresk

larz awiniońskich papieży. Był biegły za-

zagina czasoprzestrzeń, zasysa powietrze

równo w malarstwie, jak i w kontaktach

i wciąga w głąb. Nic innego się nie liczy.

z celebrytami swojej epoki. W Neapolu

Ani gorączka przeciskającego się wokół tłu-

został pasowany na rycerza i odebrał re-

mu, ani reszta namalowanych scen i po-

kordowe honorariom za freski od kró-

staci, które gęsto zaludniają ściany. Butny

la Roberta II, rada Sieny powierzyła mu

najemnik panuje nad wszystkim. Jego koń

malowidła w najbardziej reprezentacyj-

unosi się tuż ponad namalowaną ramą,

nej sali miasta, gwiazdorski status szkoły

44 × myśl

Obydwa freski, „Maestę” i „Guidoriccio


Simone Martini „Guidoriccio da Fogliano”,

sienieńskiej był jego zasługą, a dwór i pa-

Maesty, namalowanej w 1315 roku, dopeł-

1330/1333 (datowane 1328)

pież w Awinionie odprowadzili go do wiecz-

nia awangardowość malarskich środków:

Siena, fresk w Sali Wielkiej Rady w Palazzo

ności, gdy umierał w 1344 roku. To tak jakby

zerwanie z obowiązującym bizantyjskim

Pubblico, 340 x 968 cm

dziś pracować dla szejków z Abu Dhabi,

kanonem złotego tła i sztywnych postaci,

Trumpa i Putina jednocześnie, przyjaź-

perspektywa linearna i psychologiczna do-

nić się z Noamem Chomskim i Michelem

skonałość portretów. To jasna przepowied-

Houellebekiem, bywać u Oprah Winfrey,

nia humanistycznych koncepcji i sztuki

a na koniec wziąć udział w futurystycz-

odrodzenia. W porównaniu z Madonną

nym programie medycznym Google, któ-

pejzaż z defilującym konno najemnikiem

ry ma zapewnić nieśmiertelność. W Sali

to pozbawiony niuansów propagandowy

Wielkiej Rady w Sienie Simone Martini

plakat sił specjalnych Sieny. I przemijają-

sportretował nie tylko Madonnę i najem-

ce echo brutalnych czasów średniowiecza.

nika, uchwycił przede wszystkim moment

A jednak to na spotkanie z nim przyjecha-

kiełkowania społeczno-artystycznych idei.

łem do Palazzo Pubblico.

Tymczasem nad Wisłą Kazimierz Wielki

zastawał Polskę drewnianą, a Zakon Naj-

natowe, niemal monochromatyczne. Tylko

świętszej Marii Panny w Malborku z mo-

ponad umocnieniami miast i obozami sie-

zołem wznosił gotycką superbazę.

neńskich wojsk pojawiają się jaśniejsze

46 × myśl

Niebo Guidoriccia da Fogliano jest gra-

Napięcie pomiędzy czułością Maryi

fragmenty. Zmierzch. Ziemia jest naga,

a pysznym, zadufanym w sobie Guidoriccio

złotawa, bez jednego drzewa czy kępy zie-

definiuje klimat sali i całej epoki. Potęż-

leni. Po prawej scenę otwierają namioty

na empatią kobieta vis a vis mężczyzny

i umocnienia obozu, które opasują wzgó-

w momencie militarnego triumfu. Zasta-

rze. Jego główną część widzimy w dolinie:

nawiająco współczesna opozycja zmie-

namioty rycerstwa i namalowane na nich

niających się czasów. Ona odbiera hołd

herby, napięte linki namiotów i słomia-

jak wszechogarniająca szefowa globalnej

ne strzechy prowizorycznych zabudowań

korporacji, ze skalkulowaną delikatnością

tworzą drobiazgową dekorację; na szczy-

jako najefektywniejszą strategią wobec

cie wzniesienia prężą się kolejne namioty,

współtowarzyszy w trudnym zadaniu. On

a w oddali majaczą piki i wojskowe propor-

paraduje jak paw, unieważnia świat, nie

ce. Z tego miasteczka wyruszył kondotier,

dostrzegając nic wokół, zakochany we wła-

jadący ku lewej krawędzi namalowanego

snej pozycji. Ale to subtelna Madonna jest

świata. Właśnie minął miasto-twierdzę

silniejsza niż wszystko wokół niej – reszta

z poddańczo opuszczonym mostem zwo-

świata może tylko czekać na jej gest. Mocy

dzonym. To zdobyte już Sassoforte, a na


jego wieżach powiewają sztandary z bar-

wami Sieny i herbem da Fogliano. Przed

stwowych ambicji Sieny jest wyjątkowy.

nim Montemassi, duże i bogate miasto na

Ma wymiary 340 x 968 cm i ozdabia repre-

wzgórzu, z samotną ścieżką biegnąca do

zentacyjną salę Wielkiej Rady w Palazzo

bram. U jego stóp, na horyzoncie, widzi-

Pubblico – imponującym ratuszu ze stume-

my kolejny obóz sieneńczyków i polowe

trową wieżą. Nie przestawia jednak obrazu

fortyfikacje. Dlatego fresk nazywano też

zdobycia dwóch fortec i zwycięstwa Sieny

„Oblężeniem Montemassi”. Jednak cały ten

nad wojskami Pizy. Nie gloryfikuje też po-

sztafaż to tylko kontekst, draperia chwa-

tęgi i piękna tego państwa-miasta. Jedy-

ły jednego aktora, która nie znaczy pra-

nym znakiem Sieny, która za to wszystko

wie nic. Na całym przedstawieniu nie ma

– kampanię wojskową i sztukę – zapłaciła,

nikogo poza Guidoriccio. Nie ma choćby

są proporce w jej biało-czarnych barwach,

jednego rycerza, knechta, obozowego ciu-

powiewające na zdobytych twierdzach

ry, mieszczanina na murach czy spaniko-

i w obozach najemników. Malowidło jest

wanego okolicznego chłopstwa. Jest tylko

więc przede wszystkim cudem artystycz-

On. Sztywno wyprostowany na koniu, cały

nego ego i wykluwającego się renesan-

– razem z koniem – na złoto i w czarne, he-

su. Był rok 1330. Za dwadzieścia lat Siena

raldyczne romby. W paradnym, podbitym

przeżyje apokalipsę zarazy, straci 100 000

futrem berecie, płytowej zbroi, z buławą

mieszkańców i polityczne znaczenie. Już

w ręku. A jego pospolite rysy twarzy szla-

nigdy nie wróci do swojej potęgi (dziś za-

chetnieją w aurze splendoru i pochlebnym

mieszkuje ją mniej niż 60 000 ludzi), a kon-

profilu, godnym bicia na monetach. Już

dotier już nigdy nie odniesie podobnego

pierwsze wrażenie jasno definiuje środek

zwycięstwa. I gdyby nie historia sztuki,

ciężkości i znaczeń obrazu. Zanim zrozu-

świat nie znałby nawet jego imienia. Jed-

miemy nieobecność wszystkich poten-

nak na fresku Martiniego panuje wieczna

cjalnych uczestników tego wydarzenia,

chwała, ekstaza mocy. Trwa mgnienie oka,

czujemy i widzimy, że liczy się tylko kon-

w którym butny żołnierz panuje nad świa-

dotier. Silvio Berlusconi tego dzieła, którego

tem. To triumf chwili bez początku i końca.

nie powstydziłby się Paolo Sorentino. Linia

A Guidoriccio da Fogliano jadąc stępa, nuci,

jego pleców stanowi dosłowną oś kompo-

że Nothing else matters. W rytm wojennych

zycyjną panoramy, a jego postać oś sym-

bębnów i gitary Jamesa Hetfielda.

Fresk zamówiony ku chwale mocar-

boliczną. To pejzaż transgresji: przejścia dnia w noc, wojny w triumf, siły w politykę, mistycznego gotyku w humanistyczny egotyzm. Pomimo oszczędnej ikonografii, surowego krajobrazu i braku podfruwających aniołów, nastrój całości jest poetycki, niemal baśniowy. I drobiazgowo wyreżyserowany. Tak jakby ascetyczna scena, z samotnym jeźdźcem pośrodku, była puentą i zapowiedzią całej historii jednocześnie. Ta konwencja filmowego trailera, porzucenie religijnych odniesień, skupienie się na psychologicznym portrecie postaci i sam portret konny to absolutny przełom. To pierwsze takie przedstawianie w historii malarstwa. Nic wcześniej go nie przypominało i nic później nie było już takie samo.

Przemysław Jędrowski, z wykształcenia technik leśnik i historyk sztuki. Miłośnik słowa. Komercyjnie tworzy komunikacje marek i jeszcze więcej o nich mówi. Komentuje sztukę nowoczesną i dawną. Czyta dużo i różnie. A najchętniej żegluje jak najdalej, nie mówiąc nic.

myśl × 47


tekst: Gabriel Kaczmarek

foto: Gabriel Kaczmarek

NIC A JEDNAK COŚ?

Ile dziś, gdy tyle mówi się o smogu i szkodliwych substan-

cjach obecnych w atmosferze, warte jest świeże powietrze? Do niedawna byłoby to pytanie retoryczne lub zależności rynkowe implikowałyby przybliżoną wartość. Precyzyjnie tę fundamentalną kwestię udało się rozstrzygnąć nie, jak można by przypuszczać, dzięki nauce, lecz sztuce. Za sprawą działalności Muzeum Sztuki Niewidzialnej znamy dokładną odpowiedź na to nurtujące od wieków pytanie. Znajdujące się w jego zbiorach Świeże Powietrze zostało sprzedane za kwotę 10 000 USD. Szczęśliwa nabywczyni, Aimee Davison, może cieszyć się „najpyszniejszym, czysto pachnącym powietrzem, jakie Ziemia jest w stanie wyprodukować” jak głosi opis dzieła. Co motywowało kupującą? Może potrzeba zapełnienia pustki po sprzedanej w serwisie Cragslist (amerykański portal ogłoszeń drobnych) własnej duszy, za którą przyszła posiadaczka Świeżego Powietrza otrzymała 100 USD.

Muszę przyznać, że ta sytuacja ilustruje mój osobisty problem

z wieloma przejawami sztuki współczesnej, w której „nic” zyskuje często trudną do uzasadnienia wartość i wyniesione zostaje do panteonu dzieł wybitnych. O ile instalacje takie jak Infinity Mirror Rooms Yayoi Kusamy potrafią wzbudzić we mnie dziecięcy zachwyt, o tyle twórczość akcjonistów wiedeńskich przechowuję w tej samej przegródce pamięci, co teorie zwolenników płaskiej ziemi, reptilian oraz popularyzatorów tezy o rzekomym kanibalizmie Elżbiety II. Często zastanawiam się, czy jest to efekt mojego dinozaurzego przywiązania do tradycyjnie rozumianej estetyki czy może niewystarczającego docenienia idei wolności w sztuce, która nie poddaje się konwenansom społecznym, narzuconym odgórnie normom czy nawet zdrowemu rozsądkowi. Aby coś zrobić z moim potencjalnym zacofaniem, gdyż sytuacja, w której twierdzę, że cesarz jest nagi a inni zachwycają się jego szatami jest wielce frapująca, stwierdziłem, że czas spróbować otworzyć swoje „trzecie oko” na wykraczające poza moją strefę bezpieczeństwa przejawy sztuki.

Do niedawna przez ignorancję byłem wyznawcą przestarza-

łego poglądu, iż wytwory kultury, a w szczególności dzieła sztuki, są domeną człowieka. W błędzie utwierdzało mnie z resztą hasło myśl × 49


„dzieło sztuki” najbardziej upowszechnionego dziś źródła wiedzy, jakim jest Wikipedia. Odkryłem jednak, że znów tkwię w karcerze wstecznictwa, gdyż dzieła goryli, słoni, lwów morskich, węży, a nawet płaszczek są już w sprzedaży od lat. Bardzo zaskoczył mnie słoń Suda malujący swój autoportret z zadziwiającą jak na trąbę precyzją. Z przykrością stwierdzam jednak, że prace olbrzyma prawdopodobnie ze względu na swój realizm nie cieszą się dziś powodzeniem, w przeciwieństwie do ekspresywnych pociągnięć pędzlem widocznych w minimalistycznych abstrakcjach pewnego szympansa. Jednak prace tegoż przedstawiciela naczelnych budzą moje obawy. Wychowankowie uczelni artystycznych są najgorzej opłacanymi (w Polsce) absolwentami wg najnowszych danych statystycznych, natomiast szympans Congo za trzy obrazy inkasuje 25 620 USD od jednego z londyńskich domów aukcyjnych.To zupełnie nowe oblicze współczesnych nierówności społecznych z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami. Pierwsze przejawy wzajemnej wrogości zantagonizowanych środowisk twórczych można już zaobserwować chociażby w pracach Adama Morrigana – w swojej dość nietypowej technice twórczej wykorzystuje szczątki stratowanych przez użytkowników szos zwierzątek, zarabiając od kilku do kilkudziesięciu tysięcy dolarów na eksponacie. Ponadto martwi mnie wyzysk wszechobecny w środowisku zwierzęcym – wynagrodzenia za intergatunkową sztukę w całości idą do kieszeni ogrodów zoologicznych i właścicieli zniewolonych artystów. Liczę na to, że obrońcy praw zwierząt zaingerują i potomstwo słonicy Chandry z Oklahoma City Zoo po śmierci rodzicielki doczeka tantiem związanych z powielaniem jej dzieł na wszystkich istniejących polach eksploatacji.

Jeżeli myślimy, że portrety w sztukach plastycznych w erze sel-

fie są już całkowicie passe, powinniśmy zapoznać się z twórczością niejakiego Obvious. Pod tą nazwą kryje się stworzona w Paryżu sztuczna inteligencja, której algorytm w akcie twórczym korzysta z bazy danych zawierającej 15 000 obrazów z okresu obejmującego malarstwo od XIV do XX wieku. Najsłynniejszym dziełem programu jest sprzedany za 432 000 USD Portret Edmonda Belamy’ego (ang. Portrait of Edmond Belamy) z 2018 roku, należący do cyklu 11 obrazów tego zdygitalizowanego artysty. Przeglądając dzieła Obvious, miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś dane było mi już oglądać podobną stylistykę. I, rzeczywiście, po pewnym czasie odnalazłem przyczynę swoich skojarzeń. Ecce Homo (łac. oto człowiek) – fresk autorstwa Elíasa Garcíi Martíneza po tym, gdy zyskał międzynarodową sławę dzięki renowacji autorstwa Cecilli Giménez's w 2012 roku podsunął mi śmiałą tezę o autentycznym pokrewieństwie dusz między Obvious a renowatorką. Ze względu na to podobieństwo nie wypada już mówić o pani Giménez 50 × myśl


jako osiemdziesięcioletniej artystce amatorce lub żądać zmiany tytułu obrazu na bardziej odpowiadającą jego aktualnemu stanowi nazwę: „Ecce Mono” (łac. oto małpa). Wszakże stylistyczna zbieżność między artystyczną wizją seniorki a dziełem wykreowanym poprzez akt twórczy miliardów tranzystorów dowodzi, że kobieta jest prekursorką i wyprzedziła swoją epokę przynajmniej o 6 lat. Łatwo zrozumieć w takim przypadku skąd skrajne rozbieżności w stanowiskach dotyczących pracy pani Giménez. Po jednej stronie Christian Fraser – korespondent BBC Europa piszący, że rezultat przypomina „naszkicowaną kredkami bardzo włochatą małpę w źle skrojonej tunice”. W opozycji dwadzieścia tysięcy internautów, którzy podpisali internetową petycję stwierdzającą, iż fresk jest „inteligentnym odbiciem sytuacji politycznych i społecznych naszych czasów. Obraz ukazuje subtelną krytykę kreacjonistycznych hipotez głoszonych przez Kościół, jednocześnie kwestionując wyłanianie się nowych idoli”.

W kontekście aktualnego stanu ryn-

ku sztuki, w którym twórcy narażeni są na konkurencję ze strony zarówno taniej siły roboczej zwierząt, jak i efekty postępującej automatyzacji, jakże przewidujące wydają się działania artystyczne Marcela Duchampa. O ile techniki innych dwudziestowiecznych artystów mogą zostać przyswojone przez inne ssaki naczelne lub zimitowane dzięki użyciu sztucznej inteligencji, o tyle na pomysł, że pisuar firmy Eljer Co. z Katalogu Bedfordshire No. 700 wystarczy ustawić w przeciwnej do zaprojektowanej dla niego pozycji i opatrzyć dopiskiem „R. Mutt” wraz z rokiem powstania, aby stworzyć jedno najgłośniejszych dzieł XX wieku, mógł wpaść jedynie człowiek. „Fontanna” została wybrana w 2004 r. jako „najbardziej wpływowe dzieło sztuki XX wieku” przez 500 znanych artystów i historyków sztuki. Eksponat ten był ukoronowaniem zaproponowanej przez artystę koncepcji „Readymade” do której zaliczane


Gabriel Kaczmarek, kompozytor, pianista, licencjonowany muzykolog, koordynator nagrań studyjnych. Autor muzyki teatralnej , filmowej, baletowej, koncertowej , reklamowej i elektronicznej. „Kanadyjskie sukienki”, „Chcę wstąpić do policji”, „Alicja w Krainie Czarów”, „Impresje zimowe”, „Kwiat paproci”, „Msza 1050”, „Królowa Śniegu”, za którą dostał prestiżową nagrodę – podwójny srebrny medal Global Music Awards w Los Angeles, „Morfeusz Sen”, „Cylia”, „Tropem Białej Sowy” i ostatnio na zamówienie Teatru Wielkiego stworzył muzykę do baletu „Trojan”. To tytuły filmów, spektakli muzycznych, baletów i innych form scenicznych do których skomponował muzykę. Jest absolwentem muzykologii na UAM w Poznaniu i wicedyrektorem do spraw artystycznych w Szkole Baletowej Anny Niedźwiedź i Prezesem Zarządu Fundacji Artystyczno-Edukacyjnej Anny Niedźwiedź.

52 × myśl

są również inne prace Duchampa: Koło Ro-

pisze się łatwiej, szybciej przenikają one do

werowe, Suszarka do butelek, Szufla do Śnie-

zbiorowej świadomości i gwarantują więk-

gu – tytuły w ultrarzeczywisty sposób od-

szą poczytność. Co można napisać o ży-

dają, czym eksponaty w istocie rzeczy są.

jącym zupełnie zwyczajnie twórcy, który

Wszystko to nie byłoby wielce zaskakujące,

w całkiem przeciętnym czasie, używając

gdyby nie fakt, że powszechne uznanie spo-

powszechnie znanych technik, stworzył

wodowało, iż artefakt przez wielu uważany

jednak arcydzieło? Odwiedzając w ostat-

za prowokację, świadczący o sporym poczu-

nim czasie wiele muzeów i galerii skupio-

ciu humoru i autoironii artysty, jest dziś,

nych wokół dzieł najnowszych, doszedłem

jak poinformowali mnie znajomi z Uniwer-

do wniosku, że ich dominującą cechą jest

sytetu Artystycznego, analizowany z tym

różnorodność. Owszem, pojawiają się pew-

samym nabożnym skupieniem co prace

ne trendy, coraz częściej jest widoczne za-

Michała Anioła.

angażowanie w sprawy społeczne, częstsze

I tak rozpoczynając świeżym powie-

nawiązanie w tematyce dzieł do ocieplenia

trzem, a na pisuarze kończąc, sam dałem

klimatu, jednakże pod względem technik

złapać się w pułapkę, która wydaje mi się

i stylów nie ma tu wspólnego mianowni-

przyczyną wielu nieporozumień związa-

ka. O dziwo, nie natrafiłem na żadną pracę

nych ze sztuką współczesną. Mógł to być

stworzoną przez inny gatunek zwierzęcy,

tekst, w którym dzielę się tym, co mnie

sztuczną inteligencję, ani jedno niemate-

w dzisiejszych dziełach najbardziej poru-

rialne dzieło sztuki, bądź takie za którego

sza, o artystach latami szlifujących warsz-

kanwę posłużyły szczątki żywego stworze-

tat, upatrujących w doskonaleniu własnego

nia. W związku z tym prowokacyjnie mu-

języka możliwości zawarcia tego, co niewy-

szę stwierdzić, że czuję się zawiedziony –

rażalne. A jednak o radykalnych zjawiskach

byłoby o czym pisać.


SZEWSKA

14

-

POZNAŃ


autorka: Agata Kiedrowicz


NIC W GŁOWIE tekst: Aleksandra Podżorska foto: Jerzy Sadowski

Skończyła 60 lat, a nie ma nic w głowie. Pustka. Plastikowa lala, którą interesują tylko ciuchy i diety. W swój konsumpcyjny styl życia wciąga wpatrzone w nią dziewczynki. Dając im zły przykład, wpędza w kompleksy i anoreksję. Przez nią stają się próżne i skupione wyłącznie na swoim wyglądzie. Czy w dzisiejszym świecie pełnym świadomych, inteligentnych i pewnych siebie kobiet może być jeszcze wzorem?

Barbie – przecież znają ją wszyscy. Nie

związane m.in. z Myszką Miki. Ruth, ob-

każdy jednak wie, że tak naprawdę nazywa

serwując swoje dzieci, Barbarę i Kennetha

się Barbara Millicent Roberts, a jej histo-

(imiona nie bez znaczenia w tej opowieści),

ria jest znacznie bardziej złożona niż po-

zauważyła, że uwielbiają wcielać zabaw-

wszechne opinie krążące na jej temat.

ki w role dorosłych. Zaproponowała mę-

Do życia została powołana w 1958 roku.

żowi i jego wspólnikowi, by wypełnić lukę

Jej „ojcem” jest Jack Ryan – projektant i in-

na rynku zabawkarskim, na którym lalki

żynier, którego upodobania do imprez, ko-

przypominały dotąd wyłącznie niemow-

biet i kokainy nie wpisywały się dobrze

lęta. Zabawa bobasami miała przygotowy-

w wizerunek producenta zabawki dla dzie-

wać do dorosłego życia i wyznaczonych ról

ci. Jego samobójcza śmierć przypieczętowa-

społecznych. W końcu jedyną słuszną rolą

ła wieloletni proces wymazywania pamięci

kobiety w tamtym czasie było bycie przy-

o nim z historii lalki. Powszechnie znana

kładną żoną i matką. Pomysł stworzenia

jest natomiast „matka” Barbie, Ruth Han-

lalki o dojrzałych kształtach i rysach twa-

dler – urodzona w Stanach Zjednoczonych

rzy spotkał się z odrzuceniem. Taka lalka

córka polskich emigrantów żydowskiego

miała się nigdy nie sprzedać. Elliot zmie-

pochodzenia, Idy i Jakuba Moskowiczów.

nił zdanie, gdy Ruth przywiozła z podró-

Mąż Ruth Handler, Elliot, był współzałoży-

ży po Europie pierwowzór Barbie – lalkę

cielem firmy Mattel – jednej z największych

Bild Lilli. Została ona zaprojektowana przez

firm zabawkarskich na świecie, która w po-

Maxa Weissbrodta w 1955 roku jako gadżet

czątkach swojego istnienia współpracowała

dla dorosłych przedstawiający popularną

z Waltem Disneyem i produkowała gadżety

w tamtym czasie komiksową postać – Lilli

56 × myśl


– rysowaną od 1952 roku przez Reinharda Beuthiena dla niemiec-

była świętością, a dzieci największym do-

kiej gazety „Bild Zeitung”. Komiksowa Lilli była wyzwoloną młodą

brem, choć kobiety nie mogły publicznie

kobietą, która wyróżniała się obyczajową swobodą. Dla wielu ludzi

karmić ich piersią. Rozwód bez orzekania

chcących pokonać demony drugiej wojny światowej postacie takie

o winie nie był możliwy; by go dostać, ko-

jak Lilli były obrazem normalności i obietnicą możliwości rozpo-

bieta musiała udowodnić, że jej mąż dopu-

częcia nowego życia, bez oglądania się wstecz.

ścił się cudzołóstwa. Kobiecie nie wypadało

Barbie została zaprezentowana po raz pierwszy na nowojor-

uprawiać męskich sportów. Oficjalny start

skich targach zabawek 9 marca 1959 roku – data ta uznawana jest

w Maratonie Bostońskim był dla nich nie-

za dzień jej urodzin. Nie tylko przybrała rozmiary i rysy Lilli, ale

dostępny, więc te najbardziej uparte prze-

niespodziewanie – tak jak jej pierwowzór – wniosła do amerykań-

biegały go nielegalnie, o ile po drodze nie

skiego społeczeństwa powiew świeżości i wolności. W powojen-

zostały siłą ściągnięte z trasy. Biegaczki

nej rzeczywistości miała znaczący wpływ na zmianę społecznych

musiały się mierzyć nie tylko z brakiem

wartości, a zwłaszcza na rolę kobiet, które w konserwatywnym

akceptacji i wieloma kilometrami, ale też

społeczeństwie miały być przede wszystkim perfekcyjnymi pa-

z brakiem odpowiedniego obuwia. Pierw-

niami domu. W momencie, gdy Barbie pojawiła się na amerykań-

sze buty do biegania zaprojektowane dla

skim rynku, kobiety w Stanach Zjednoczonych musiały borykać

kobiet pojawią się dopiero w latach 80. XX

się z wieloma ograniczeniami. Nie mogły razem z mężczyznami

wieku. O bardziej ekstremalnych dyscypli-

studiować na uczelniach wyższych. Największe

nach, takich jak boks,

uniwersytety zamykały przed nimi swoje drzwi,

kobiety mogły tylko po-

a uczelnie przeznaczone wyłącznie dla kobiet

marzyć. Jeszcze bardziej

miały znacznie niższy status i w praktyce skie-

nierealne było marze-

rowane były dla panien z dobrych domów, któ-

nie o byciu astronautką

re studiowaniem wypełniały wolny czas przed

– pierwszą Amerykan-

znalezieniem męża. Przez długi okres kobiety

ką w przestrzeni ko-

nie mogły studiować prawa, ani też zasiadać

smicznej będzie Sally

w ławie przysięgłych. Uważane były za zbyt

Ride, która dokona tego

wrażliwe, by wysłuchiwać opowieści o zbrod-

w 1983 roku. Bardziej

niach oraz zbyt empatyczne, by wyrażać lo-

przyziemne pragnie-

giczne i sprawiedliwe sądy. Nie mogły również

nia, jak poślubienie in-

pełnić służby wojskowej, a jeszcze do niedawna

nej kobiety czy samot-

– walczyć na froncie. W wojsku pełniły jedynie

na adopcja dziecka, były

rolę pielęgniarek lub służb wspomagających.

równie nierealne.

Kartę kredytową mogła posiadać jedynie za-

Właśnie w takich wa-

mężna kobieta, ale potrzebowała do tego pisem-

runkach pojawiła się

nej zgody swojego męża. Podobnie było z kredytem hipotecznym.

Barbie. Lalka dzięki swobodnemu stylowi

Dziewczyna nie mogła zamieszkać ze swoim chłopakiem bez ślu-

życia podkreślanemu przez liczne stroje

bu. Stan wolny uniemożliwiał jej też dostęp do środków antykon-

i akcesoria reprezentowała kobietę wolną

cepcyjnych, by „uchronić ją przed rozwiązłością”. Choć oficjalnie

i niezależną. Wspaniale radziła sobie bez

mężatki miały dostęp do antykoncepcji, w praktyce wielu leka-

mężczyzny, jej życiowy partner Ken poja-

rzy nie wydawało im na nią recept, tłumacząc to „troską o dobro

wił się dopiero w 1961 roku. Nigdy nie zo-

i rozwój rodziny”. Zamężna kobieta nie mogła odmówić seksu mę-

stał jej mężem, nigdy też nie mieli ze sobą

żowi, a pojęcie „gwałtu małżeńskiego” w ogóle nie istniało. W tej

dzieci. Ken nie był zresztą jedynym męż-

kwestii nie była chroniona również w pracy, o ile została do niej

czyzną w życiu Barbie. Ukochana porzuci-

przyjęta, gdyż uprzywilejowany zarówno pod względem zatrud-

ła go dla australijskiego surfera, Blaine’a,

nienia, jak i awansu był mężczyzna. Molestowanie kobiet w pracy

z którym spędziła siedem lat. Ken odzyskał

nie było naruszeniem prawa. Aborcja w tym czasie była nielegal-

Barbie dopiero w 2011 roku, po wielkiej no-

na. Jeśli kobieta zaszła w ciążę, mogła zostać z tego powodu zwol-

wojorskiej kampanii reklamowej, w któ-

niona, a o urlopie macierzyńskim nikt wtedy nie słyszał. Rodzina

rej z billboardów przekonywał ją: „Barbie, myśl × 57


roku po raz pierwszy startuje w wybo-

– motor, łódź, samolot. Kiedy zaciągnie się

rach na prezydenta Stanów Zjednoczonych

do wojska, będzie latała samolotami F-16,

Ameryki Północnej i wygląda jak… Hillary

a jej żołnierski mundur zostanie oficjal-

Clinton, która rok później zostanie Pierw-

nie zaaprobowany przez Pentagon. Choć

szą Damą, a kilkanaście lat później sama

oficjalnie pierwsza Amerykanka znajdzie

zawalczy o prezydencki urząd. Wysokie wy-

się w przestrzeni kosmicznej w 1983 roku, Barbie dokona tego już w 1965, po tym jak Amerykanie z trudem przełkną lot rosyjskiej astronautki z 1963 roku – Walentiny Tierieszkowej. Barbie nadrobi zaległości z nawiązką i wkrótce stanie na Księżycu oraz poleci z misją na Marsa. Obecnie firma Mattel wzmacnia kobiecą świadomość nieskończonych możliwości zawodowych akcją „możesz być, kim chcesz” oraz serią Barbie

być może jesteśmy

Shero – ukazującą bohaterki,

z plastiku, ale nasza

które mogą stać się wzorem

miłość jest prawdzi-

dla dziewczynek. W serii poja-

wa!”. Na beztroskie

wiły się dwa polskie akcenty –

życie, ubrania i do-

Barbie przybrała rysy podróż-

datki Barbie zarabia-

niczki i dziennikarki, Martyny

ła sama. W ciągu 60

Wojciechowskiej, oraz Iwony

lat wykonywała oko-

Blecharczyk, która jest zawo-

ło 200 zawodów! Już

dowym kierowcą wielkogaba-

w pierwszych dwóch

rytowych ciężarówek.

latach była projektantką mody, stewardessą, pielęgniarką i piosenkarką. Uprawiała zawody uznawane stereotypowo za męskie; była strażaczką, trenerką piłki nożnej, programistką. Wykształcenie było dla niej ważne od sa-

kształcenie i ambicje nie przeszkadzają jej

mego początku – już w 1961 roku stała się

w dbaniu o formę. Już w 1962 roku rekre-

wykwalifikowaną pielęgniarką, a dwa lata

acyjnie zacznie grać w tenisa, a kilka lat

później zdobyła dyplom uczelni wyższej.

później będzie zdobywała medale na Igrzy-

Do pracy chodziła w stroju inspirowanym

skach Olimpijskich. Barbie wcześnie zdo-

projektami Coco Chanel, która w 1961 roku

będzie też prawo jazdy, a upodobanie do sa-

zaprojektowała klasyczne garsonki o kro-

mochodów – również tych szybkich, spor-

ju zwiększającym wygodę podczas podej-

towych – doprowadzi ją do uczestnictwa

mowania zawodowych aktywności. Barbie

w wyścigach. Barbie będzie potrafiła ni-

przebija wszystkie szklane sufity. W 1992

czym James Bond prowadzić każdy pojazd

58 × myśl


Barbie nie była ideałem i w swoim

60-letnim życiu wywołała wiele skandali. Krytycy zarzucali jej przede wszystkim tworzenie fałszywego ideału piękna, które reprezentować może jedynie biała, zamożna kobieta o perfekcyjnej urodzie i niemożliwej do osiągnięcia figurze. Firma Mattel musiała przepracować kwestie niepełnosprawności, dyskryminacji rasowej i rzeczywistych kobiecych rozmiarów. Dziś lalki Barbie mają różnorodny kolor skóry, oczu, włosów, a pod wpływem silnych nacisków klientów i rosnącej popularności konkurencyjnych lalek o właściwych proporcjach ciała i naturalnym wyglądzie, firma Mattel postanowiła wypuścić na rynek trzy nowe typy Barbie – krągłą, drobną i wysportowaną. Mimo trudności pozostaje najsłynniejszą lalką świata, sprzedawaną według wyliczeń średnio co trzy sekundy. W dzisiejszej rzeczywistości Mattel będzie więc musiał uporać się z jeszcze jednym problemem – rosnącą ilością plastikowych odpadów.

Wśród licznych tożsamości jest też Bar-

bie medytująca. Pustka w głowie? Po tak bogatych życiowych doświadczeniach zasłużyła na chwilę niemyślenia o niczym.

Aleksandra Podżorska, przez pomyłkę Opatrzności nie urodziła się w którymś z krajów Śródziemnomorza. Wielbicielka wszystkiego co włoskie (no może poza polityką) – od języka, przez kulturę, sztukę i modę, po jedzenie i wina. Jej największą pasją jest design, i choć ceni skandynawski minimalizm, zdecydowanie woli włoskie wybuchy fantazji. Ma to szczęście, że swoim zamiłowaniem może zajmować się pracując w Muzeum Sztuk Użytkowych. Udziałowiec (mniejszościowy) dwóch kotów – Fridy i hrabiego Negroni. Marzy o przebiegnięciu maratonu, choć obecnie ledwo obiega poznańskie jezioro Rusałka.

myśl × 59


choć z innymi, zupełnie sami. Postawieni przed możliwością, zachętą czy wyzwaniem ciszy. Tu wszystko się zaczyna, tu można być ze sobą, na ile się chce, jest w stanie, potrafi. Być. Myśli przepływają, pojawiają się, nagle nie znikną. Słynna przysłowiowa lista zakupów do zrobienia czy plany na jutrzejsze popołudnie, dobrze, są. Ból w plecach czy kolanie, tak, może być. Pozwól temu i sobie. Być, zauważyć, pozwól przepłynąć doświadczeniu siebie w ciszy. Rozgość się w niej sobą. Zakosztuj. Jeśli najpierw nieśmiało, z wieloma pytaniami i nierównym oddechem, zaproś akceptację i z tym rozsiądź się i trwaj, w ciszy. A może muzyka czy relaksujący wstęp, u nas, jesteś tylko Ty. Czy nie za długo, by tyle wysiedzieć? Ze sobą w ciszy, daj sobie czas… Myśli, jeszcze są?

tekst: Marzena Prusińska

Nadal dobrze, to Ty.

60 × myśl

Ale ta Barbie i co ja tu robię? Jesteś w ciszy.

zacji. Zajmuje się marketingiem kultury, idealistka waląc głową w mur przenosi góry i zdobywa nagrody na Cannes Corporate Media and TV Awards.

Zostajemy na pół godziny,

Marzena Prusińska, medytuje od kilku lat. Lubi czasem zagrać na bębnach i pośpiewać w nieformalnej kooperatywie Plemię Dźwięku. Od niedawna poznaje piękno i technikę tańca Contact Improwi-

ZMEDYTOWAĆ NIC

Medytacja.


Tam określony przedmiot, tu nienazwany stan. Bez prowadzenia i techniki. Może najtrudniejszy, a może największy dar. Być ze sobą, w sobie, nie wiedzieć, szukać, myśleć, buntować się, znudzić, zdenerwować, odrzucić, chcieć wstać, przestać czytać…, pobądź w tym, to nadal Ty. Wplecie się w to spokój, błogość, czasem euforia, smutek, czułość do siebie i świata, a też i Przestrzeń, Obecność, Życie. W tych chwilach bezczasu, siedząc, nie poczujesz się sam, będąc sam. Odczujesz to, wstając z poduszki, będąc już tam, w życiu, z kolejnym przedmiotem, w sekundzie lub kilku zapatrzeniach w oczy w rozmowie z kimś, w złości, śmiechu, tańcu, kłótni, seksie, oddechu. W ciszy w sobie, w uważnym byciu. Wciąż dużo pytań, niepewności. To dobrze, wyjdź z tym do świata i żyj. Jak znak zapytania wykrzywiony Zielenią liścia odpowiada Pytany historią patrzącego Zielenią liścia odpowiada Znaczeń więcej nie dokłada Ruchem wiatru kołysany poddając się, tańczy na tle nieba. Śmieje się wiatrem Płacze deszczem Liść Drzewo Życie Pytanie z wykrzyknikiem

Sztuka skłania do kontemplacji, zadumy, rozmysłu nad wartościami. Wyzwaniem zdaje się być pochyle­ nie nad popkulturowym symbolem, komercyjnym kodem kulturowym, niosącym tyle znaczeń. Gdzie tu połączenie wyemancypowa­ nej teraz ikony, wyrytej jednak dziewczyńskim kultem posiadania z duchowym pragnieniem zadumy i zatrzymania? Pretekstem do naszych spotkań jest wybrany obiekt, eksponat re­ zydujący w kolekcji Muzeum Sztuk Użytkowych w Poznaniu. Obiekt, słowo to nadaje owemu przedmio­ towi znaczenie, został wybrany, uznany z jakiegoś powodu za ważny i warty tego, by opowiadać jego historię. Jak przekaz baśni, legendy, mitu. Przedmiot, nośnik i pretekst do opowiadania naszej historii przez pryzmat rzeczy przez nas używanych. Paradoks, choć zauważalny, można zdetonować.


JUST tekst: Julita Mańczak ilustracje: Światosława Sadowska tłumaczenie: Wojciech Grabek

Na całym świecie w ponad 1700 bankach genów przechowuje się zbiory roślin spożywczych. Niestety, wiele z nich jest narażonych nie tylko na klęski żywiołowe i wojny, ale także na brak środków finansowych lub złe zarządzanie. Na odległej wyspie, którą mieliśmy okazję odwiedzić, wewnątrz góry zbudowano najlepszą polisę ubezpieczeniową na światowe zapasy żywności. Mimo że nie udało nam się jej zobaczyć, porozmawialiśmy o niej z Åsmundem Asdalem – biologiem i agronomem, koordynatorem Globalnego Banku Nasion na norweskim archipelagu Svalbard.

IN

Worldwide, more than 1,700 gene banks hold collections of food crops. Unfortunately many of them are vulnerable, exposed not only to natural catastrophes and war, but also to lack of funding or poor management. On a remote island, which we had a chance to visit, deep inside a mountain, lies the ultimate insurance policy for the world’s food supply. Although we weren’t able to see it, we managed to talk to Åsmund Asdal, biologist and agronomist, coordinator of the Svalbard Global Seed Vault.

CAS

E


NA

Kto wpadł na pomysł stworzenia tego miejsca?

Pomysł narodził się w Nordic Gene

Bank w 1979 roku. Wkrótce po jego utworzeniu władze Nordic Gene Bank postanowiły utworzyć w kopalni węgla otoczo-

WSZ

nej wieczną zmarzliną skład kopii próbek

E

nasion. Rozwiązanie to wzbudziło spore zainteresowanie na arenie międzynarodowej. Wkrótce pojawiły się rozmowy na temat ochrony genów pochodzących rów-

LKI

WY

pomysłu trzeba było poczekać do 2006 roku. Globalny Bank Nasion został ostatecznie otwarty w lutym 2008 roku. Nie jest możliwe wskazanie jednej osoby, która wpadła

na ten pomysł; był to długi proces, w którym uczestniczyło wiele osób. Ta unikalna budowla znajduje się na archipelagu Svalbard, dość blisko bieguna północnego. Dlaczego właśnie w tym

PA DE

miejscu?

W latach 80. XX wieku, kiedy Nordic

Gene Bank szukał miejsca do przechowywania nasion, rozważano kilka lokalizacji, w których występuje wieczna zmarzlina. Svalbard posiadał już wtedy kopalnie węgla i dobrą infrastrukturę, w tym lotni-

K 64 × miejsce

nież z innych banków. Na realizację tego

sko, co ułatwiło budowę tego zapasowego magazynu bez dużych inwestycji. Od samego początku spółka węglowa zgodziła


się przechowywać nasiona. Główną przyczyną, dla której prze-

Who came up with the idea to create this

chowywano je właśnie tam była oczywiście wieczna zmarzlina,

place?

ale również fakt, że Svalbard jest odległym, a jednak stosunkowo

łatwo dostępnym miejscem.

bank in 1979. Quite soon after its estab-

The idea was born in the Nordic Gene

Norwegia od dawna angażowała się w projekty na rzecz ochro-

lishment, the Nordic Gene Bank decided to

ny różnorodności biologicznej i posiadała niezbędne środki, aby

store copies of seed samples in a coal mine

w 2008 roku zbudować Globalny Bank Nasion. Kraje na całym

surrounded by permafrost. This solution

świecie ufają, że Norwegia zadba o nasiona. Wysoki poziom za-

captured quite a lot of international at-

ufania miał ogromne znaczenie.

tention. And quite soon there were conversations about conserving genes also from

Budynek robi wrażenie. Czy może mi Pan powiedzieć coś więcej

other gene banks. The idea was there but

o jego architekturze?

had to wait until 2006. The Global Seed

Vault was finally opened in February 2008.

Wewnątrz góry znajduje się ponad stumetrowy tunel i to

właściwie tyle. Bardzo prosta, niezbyt wyszukana konstrukcja.

It’s not possible to point out one person who came up with the idea; it had been

Czy przechowywanie nasion jest równie proste?

a long process involving many people.

Wieczna zmarzlina na Svalbar-

dzie utrzymuje się na poziomie

This unique structure is situated in Sval-

-3/-4 stopni Celsjusza. Dodatkowo

bard, quite close to thDe North Pole. Why

wewnątrz Banku Nasion zainsta-

there?

lowany jest sztuczny system chło-

dzenia, który zapewnia stałą tem-

Bank was looking for a place to store seeds,

peraturę -18 stopni Celsjusza – taką

they considered a few locations with per-

samą, jaką banki genów stosują do

mafrost. Svalbard already had established

przechowywania nasion.

coal mines and good infrastructure, in-

In the 1980s, when the Nordic Gene

cluding an airport, which made it easier to Czy topnienie wiecznej zmarzli-

construct the back-up storage without a lot

ny na Svalbardzie w związku ze

of investment. The coal company agreed to

zmianą klimatu stanowi zagro-

store the seeds from the start. The main

żenie dla Banku Nasion?

reason to store them there was of course

Na szczęście Bank Nasion nie

permafrost, but also the fact that Svalbard

jest zależny od wiecznej zmarzliny,

is a remote yet relatively accessible place.

ponieważ ma swój własny sztuczny system chłodzenia. Wieczna

zmarzlina to dodatkowa, ale nie kluczowa zaleta. W ostatnich mie-

volved in projects conserving biological

Norway has for a long time been in-

siącach wprowadzono kilka dodatkowych ulepszeń technicznych

diversity and had the resources to build

i zainstalowano wydajniejsze systemy chłodzenia. Uważamy, że

the Seed Vault in 2008. The Seed Vault is

jest to bezpieczne miejsce do przechowywania nasion.

built in virgin rocks and is not located in a coal mine. Countries all around the world

Globalny Bank Nasion ma zagwarantować nasze bezpieczeń-

trust that Norway will take good care of the

stwo żywnościowe w przyszłości. Jaki byłby zatem scenariusz,

seeds. This high level of confidence was

w którym musielibyśmy skorzystać z jego pomocy?

also of great importance.

Bank Nasion przechowuje kopie nasion kluczowych dla rolnic-

twa, chronionych w bankach genów. Działa zatem jak zapasowa

The building is pretty impressive. Can

spiżarka. Gdyby któryś z banków genów stracił przechowywane

you tell me something more about its

w nim nasiona, byłby to powód do użycia nasion zgromadzo-

architecture?

nych na Svalbardzie. To się już raz zdarzyło: Bank genów ICARDA

(Międzynarodowe Centrum Badań Rolniczych na Obszarach Su-

one hundred meters long, leading into the

chych) w Aleppo, w Syrii, stał się niezdolny do działania i poprosił

mountain.That is more or less what it is. It’s

There is a tunnel, which is more than

miejsce × 65


o przekazanie zdeponowanych nasion do

very simple, not very sophisticated. A tun-

swoich jednostek w Libanie i Maroku.

nel and three seed vaults inside.

Obecnie w Banku znajduje się ponad 980

Is the procedure of conserving the seeds

000 próbek pochodzących z prawie każ-

also that simple?

dego kraju na świecie. Czy są wśród nich

nasiona z Polski? Czy i my możemy czuć

grees Celsius, but there is also an artifi-

się bezpiecznie?

cial cooling system inside the Seed Vault,

Permafrost in Svalbard is of -3/-4 de-

Tak się składa, że właśnie odwiedzili-

which secures the temperature of -18 de-

śmy Polski Instytut Hodowli i Aklimatyza-

grees Celsius – the same that gene banks

believe that it’s a secure place to store

cji Roślin (IHAR) w Warszawie, z którym

use for conserving seeds.

seeds.

sion w Banku. Pierwszy zbiornik nasion

Is the decrease of permafrost in Svalbard,

The claim of the Seed Vault is that it

z Polski, zawierający 406 próbek materiału

due to the climate change, any danger to

safeguards our future food security. So

siewnego jęczmienia i pszenicy, znajduje

the Seed Vault?

what about this future, what would be

się już na miejscu w Banku Nasion na

the scenario in which we would use the

Svalbardzie.

pendent on the permafrost, since it has

Seed Vault?

podpisaliśmy umowę o składowanie na-

Fortunately, the Seed Vault is not de-

its own artificial cooling system. It is an

Z uczuciem ulgi podziękowaliśmy naszemu

extra advantage but it’s not crucial. In

seeds important for agriculture that are

rozmówcy licząc, że konieczność skorzysta­

recent months some additional technical

conserved in gene banks. So it works like

nia z tej polisy ubezpieczeniowej nigdy nie

improvements have been made and more

a backup storage facility. The only rea-

nastanie.

powerful cooling systems installed, so we

son to use those in Svalbard would be, if

The Seed Vault conserves copies of

a gene bank, for some reason, should lose its seeds. That happened once so far. The gene bank of ICARDA, The International Center for Agricultural Research in the Dry Areas in Aleppo, Syria, became unable to operate and requested deposited seeds to be returned to their units in Lebanon and Morocco. Currently, the Vault holds more than 980,000 samples, originating from almost every country in the world. Are there any seeds from Poland among them? Can we feel safe?

Actually, we have just visited the Pol-

ish Plant Breeding and Acclimatization Institute (IHAR) in Warsaw and signed an agreement on depositing seeds in the Vault. The first seed box from Poland containing 406 seed samples of barley and wheat is already in place in the Seed Vault in Svalbard. With a feeling of relief we thanked our in­ terlocutor hoping that we would never have to use this insurance policy.

miejsce × 67


tekst: Światosława Sadowska foto: Jerzy Sadowski

Piękno samo w sobie bardzo mnie interesuje, a jeśli wynika z funkcji lub się z nią w jakiś sposób łączy, to jestem najbardziej zadowolona – podkreśla Paulina Kwiatkowska. Wszystko, co wychodzi spod jej rąk, oparte jest na badaniach naukowców. Nawiązując do technik rzemieślniczych, stworzyła właśnie kolekcję przedmiotów poprawiających jakość powietrza we wnętrzach.

WZORY POWIETRZA


Oczyszczanie, regulowanie wilgotności, termoizolacja – przy obecnym wzroście świadomości społecznej temat promuje się sam. Potencjalnym odbiorcą jest grupa świadomych osób, które z sentymentu do babcinych metod poszukują najprostszych rozwiązań. Jakie rytuały i przedmioty nie­ przerwanie towarzyszą nam w codziennym życiu? Te, które nawiązują do archetypów, do klasyki meblowych technik i nie kon­ kurują z elektroniką. Kolekcja składa się z trzech przedmiotów, a jej medium to tkaniny. Mogą się kojarzyć jedynie z funkcją dekoracyjną, ale – jak się okazuje – są w stanie pełnić również dodat­ kowe role. Materiały użyte przez Paulinę zostały wzmocnione substancjami zwiększa­ jącymi efekt założonych procesów.

człowiek × myśl × 69


Tytan Pierwszy obiekt odpowiada za oczyszczanie powietrza, dzięki tlenkowi tytanu, który jest katalizatorem zachodzącej reakcji chemicz­ nej i pod wpływem światła słonecznego rozbija zanieczyszczenia pochodzenia orga­ nicznego. Nie wymaga żadnego zewnętrz­ nego zasilania, jak w przypadku urządzeń elektronicznych. Obiekt jest modułowy, więc można go zwielokrotnić we wnętrzu, by dostosować jego rozmiar do metrażu pomieszczenia. Do tej pory technologię

Krzem

tlenku tytanu stosowano w farbach do ścian

Inspiracją do powstania obiektu regulujące­

i elewacji, jego działanie jest już naukowo

go wilgotność w pomieszczeniu był mokry

potwierdzone. Projektantce zależało, by

ręcznik na kaloryferze stosowany w wielu

tkanina przybrała konkretną formę, dlatego

domach. Projektantka użyła tu silikonu, zna­

powstały obiekty z kilkoma podwieszonymi,

nego w mniejszej skali z małych torebeczek

półkolistymi elementami, przypominające

dołączanych do produktów na czas trans­

żyrandol.

portu. Obiekt ten można spryskiwać wodą ze spryskiwacza do kwiatów, a powierzch­ nia aktywna jest odpowiednio zaznaczona. Regulator wilgotności przypomina prze­ skalowany tamborek do ręcznego haftu. Skromny i wyrazisty, w opasce z giętej sklejki, kojarzy się z domem i z robótkami. Jeśli go spryskamy wodą, będzie nawilżał powietrze we wnętrzu; suchy – będzie wil­

foto: materiały prasowe

goć pochłaniał.

Powietrze Izolacja termiczna może przybrać wiele form, bo potrzeby ludzi w tej kwestii są bardzo zróżnicowane. Trzeci przedmiot w otwartych przestrzeniach może pełnić rolę parawanu, który osłoni od przeciągów, zimnych okien i ścian, jak kilim, wezgłowie czy narzuta. Powietrze zaszyto między war­ stwami tkaniny w specjalnej strukturze. Od dawna bowiem wiadomo, że powietrze to najlepszy po aerożelu środek do izolacji

70


termicznej. Projekt „został zaproszony” do Green Produkt Award w Niemczech, a w li­ stopadzie będzie wystawiony w Dubaju. Poprzedni koncept Pauliny również krą­ żył wokół efemerycznych, nienamacalnych wątków. Cisza – kolejny rodzaj niczego – a powstała jej mapa. Ten środek wyrazu podkreśla społeczne znaczenie wartości, jaką obecnie jest cisza. — Stworzyłam mapę ciszy w Warszawie, przy dużej pomocy aplikacji do mierzenia hałasu. Po kolei odwiedziłam najcichsze miejsca, opisałam je i przy wejściu do każdego umie­ ściłam tabliczkę informacyjną. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że w centrum miasta istnieją enklawy zupełnej ciszy. Przewodni­ ki po mieście nie poruszają tego tematu, a miasto można odczuć także poprzez brak dźwięków, co w natłoku miejskiego hałasu początkowo wydawało mi się jakąś fantazją. Wcześniej zajmowałam się jeszcze innym ulotnym tematem, a mianowicie pszczołami. Przy pomocy pszczelarza zaprojektowałam w pełni użytkowy i działający ul. Istotne było dla mnie wskazanie, że potrzeby pszczół są ważne, nie tylko potrzeby pszczelarzy. Intryguje mnie, jaki kolejny temat projek­ tantka ma na myśli. Sądząc po delikatności i efemeryczności dotychczasowych, spo­ dziewam się dekodera snów, badania na ten temat są wszak dość zaawansowane. Ale tylko sama Paulina wie, co jej chodzi po głowie. W tej chwili angażuje ją przede wszystkim zakończenie i wdrożenie po­ wietrznego pomysłu, który już dosłownie się zmaterializował.

człowiek × myśl × 71


NIC, Z KTÓREGO POWSTAJE

WSZYSTKO


Naszego genomu nie sposób dostrzec gołym okiem, do roku 2001 nie istniał jego precyzyjny opis. Dziś naukowcy szacują, że zasób informacji zawartych w genomie może być nieporównywalnie większy od zbiorów biblioteki aleksandryjskiej, którą opłakiwali starożytni. Geny i genomy są bowiem czymś więcej niż tylko zapisem kształtującym cechy indywidualnego osobnika. Dzięki nim możemy badać życie dawnych społeczeństw, cofać się aż do Adama i Ewy, po to, by stwierdzić…, że tak naprawdę wcale ich nie było.

stopniowo przeobrażali się w człowieka myślącego, czyli Homo sapiens. Równolegle z nimi na Ziemi żyli co najmniej dwaj krewni, czyli denisowianie w Azji oraz neandertalczycy w Europie i Azji. Dopiero potem, po wielu perypetiach, pozostał jedynie Homo sapiens. Wcześniej te trzy grupy krzyżowały się między sobą. Można tu zauważyć pewną analogię do dzisiejszych czasów i sztucznej inteligencji, która też rozwija się równolegle z naszym gatunkiem. Sztuczna inteligencja może mieć różne etapy i formy rozwoju, istnieć równolegle z człowiekiem, aż w końcu może zupełnie go zastąpić lub stworzyć z nim nowy, wspólny byt. Żeby to zrozumieć, musimy wrócić do początku, czyli Adama i Ewy.

tekst: Karolina Koziołek foto: Jerzy Sadowski

Przede wszystkim pojęcie Adamy i Ewy

to jedynie przenośnia. Opowieści, którą znamy z Biblii, w którą od setek lat wierzy wielu ludzi, nie należy mylić z nauką. Biologiczni „Adam” i „Ewa” nigdy nie stanowili pary, nawet się nie znali. Tych dwoje żyło w innych czasach i w miejscach oddalonych od siebie.

Na początku nie było nic?

nie byłbym tego pewien. Ktoś kiedyś po-

wiedział, że jedynym, co nas ogranicza jest

jest bardzo umowne i zwykle odnosi się

nasza wyobraźnia.

jedynie do dwóch fragmentów naszego

O początku wciąż wiemy bardzo nie-

wiele. Zdajemy sobie sprawę, że wszelkie żyjące dziś na Ziemi organizmy pochodzą

Samo mówienie, iż istnieli Ewa i Adam

genomu. Do tak zwanego mitochondrial-

od jednego przodka, a człowiek jest tylko

Przecież komputery nie mają ciała, więc

nego DNA, który zawsze otrzymujemy od

epizodem w całej historii ewolucji. Jak do-

jaka to ewolucja.

matki oraz do chromosomu Y, który męż-

tąd każdy z gatunków przebywał na Zie-

Dlaczego nasz gatunek nie miałby dać

czyźni zawsze mają od ojca. W nauce ist-

mi ograniczony czas, następnie albo zni-

początku zupełnie nowej klasie „organi-

nieje zatem pojęcie mitochondrialnej Ewy

kał bezpowrotnie, albo ewoluował w inny.

zmów”. W ramach ewolucji może nastąpić

i Y-chromosomowego Adama. Mitochon-

Dziś wielu naukowców zastanawia się, kto

przeskok, jakiego dotychczas nie znaliśmy,

drialna Ewa była kobietą, która przekazała

zastąpi człowieka. Jest pewne przypusz-

„nośnik” może się zmienić. Dodatkowo na-

mitochondrialny DNA wszystkim żyjącym

czenie: skoro człowiek jest pierwszą żywą

leży pamiętać, że naukowcy ciągle pracują

obecnie ludziom, natomiast Y-chromoso-

istotą obdarzoną rozbudowaną inteligencją,

nad komputerami DNA.

mowy Adam dał chromosom Y wszystkim żyjącym obecnie mężczyznom. Pozostałe

to możliwa jest ewolucja właśnie w tym kierunku, w stronę czegoś, co obecnie na-

Chce Pan powiedzieć, że nowy gatunek

fragmenty genomu mamy od innych osob-

zywamy sztuczną inteligencją.

nie będzie miał ciała?

ników, zapewne były ich tysiące.

Tak to chyba nie będzie, w naszym świe-

Komputery mają zastąpić człowieka? Są-

cie jakiś rodzaj materii jest raczej koniecz-

Skąd to wiemy?

dziłam, że z tą gałęzią fantastyki już się

ny. Należy jednak pamiętać, że granice mię-

uporaliśmy.

dzy gatunkami są bardzo płynne. Człowiek

cheogenomicznym. Jeśli cofniemy się od-

To niekoniecznie muszą być kompute-

nie powstał w jeden dzień ani też w sie-

powiednio daleko w czasie, znajdzie-

ry, takie jakie znamy. A czy to fantastyka,

dem, rodził się tysiące lat. Nasi przodkowie

my osobnika męskiego, który był dawcą

74 × człowiek × myśl

Dzięki badaniom genetycznym i ar-


chromosomu Y oraz dawczynię mitochon-

To jedna z opowieści, która stworzyła naszą kulturę.

drialnego DNA, dla wszystkich kolejnych

ludzi, czyli umownego „Adama” i „Ewę”.

biologa molekularnego czy genetyka. Akurat Księga Rodzaju bardzo

Obecnie zakłada się, że Adama i Ewę

mnie intryguje. Mam wrażenie, że zaskakująco trafnie opisuje

dzieli 20 tys. lat, przy czym oboje pochodzą

m.in. ewolucję człowieka. Czytamy tam, że Bóg zakazał pierw-

z Afryki południowej. Szacuje się, że Ewa

szym ludziom zrywania owoców z drzewa poznania dobra i zła.

żyła około 160 do 180 tysięcy lat temu i za-

Moim zdaniem oznacza to, że zanim człowiek zjadł przysłowiowe

mieszkiwała zachodnią część południowej

jabłko nie wiedział, co jest dobre a co złe. Innymi słowy nie był

Afryki, natomiast Adam jest prawdopodob-

jeszcze Homo sapiens. Wówczas nasi przodkowie kierowali się je-

nie starszy, żył około 180 do 200 tysięcy lat

dynie instynktami. Zjedzenie jabłka to

temu i pochodził z południowego wschodu.

ten moment, kiedy powstaje człowiek

Może w tym kontekście warto, choć nie z punktu widzenia

myślący, poznaje dobro i zło, tworzy warRaju nie było? Wielkiego parku z drzewa-

tości, kodeks moralny. Tak długo jak nie

mi owocowymi?

wiedzieliśmy, byliśmy jak nieświadoma

niczego natura, gdy zaś poznaliśmy, co jest dobre a co złe, nagle

Nie wiem, czy warto na ten temat

dyskutować.

spadła na nas odpowiedzialność za każdy nasz czyn. Przestaliśmy być szczęśliwi, bo zrozumieliśmy konsekwencje i związany z tym ciężar. Symbolizuje to wypędzenie z raju, czyli z pierwotnego stanu niewiedzy. Wróćmy do pierwszych ludzi. Co mówi o nich nauka?

Homo sapiens od momentu swojego powstania w Afryce żył tam

jeszcze około 100 tys. lat. Dopiero po tym czasie część osobników Rozmowa z prof. Markiem Figlerowiczem – chemikiem,

postanowiła ruszyć dalej i osiedliła się w miejscu, z którego wyszła

biologiem, pracownikiem Instytutu Chemii Bioorganicznej

cała późniejsza cywilizacja.

Polskiej Akademii Nauk, twórcą Poznańskiego Centrum Archeogenomiki oraz filozofem pasjonatem.

U wybrzeża Morza Śródziemnego.

Konkretnie na terenie Anatolii i Lewantu, czyli w Turcji i na

wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Wszelkie późniejsze migracje zaczynały się właśnie w tamtej okolicy. To tam powstawały pierwsze miasta i wielkie religie. Cywilizacja ludzka mogła tam zakwitnąć, gdyż sprzyjały jej warunki naturalne kształtowane przez klimat śródziemnomorski. Stamtąd wyszli łowcy-zbieracze, którzy dotarli do Europy. Potem rolnicy. Stamtąd pochodzą też ludy, które najechały Europę tysięcy lat temu, zastępując znaczną część jej ludności. Często zastanawiam się, czy to, co teraz obserwujemy to taki sam proces migracji. Historia zna trzy tzw. wielkie migracje. Pierwsza około 40–45 tysięcy lat temu przyprowadziła do Eurazji ludy łowiecko-zbierackie. 9–8 tysięcy lat temu przybyli tu rolnicy i hodowcy. Największy wpływ na nas miała migracja około 4–5 tysięcy lat temu, która przyniosła rozwój miast i duże zróżnicowanie języków. To od nich, pasterzy, mamy ponoć umiejętność trawienia laktozy.

Ci ostatni nauczyli nas też jeździć konno, pokazali, jak można

wykorzystać koło. Żyli na stepach Euroazji, ale pochodzili z Persji i Armenii. człowiek × myśl × 75


Mówił Pan, że historia

zawsze. Rzym zastąpił Grecję, chrześcijaństwo zastąpiło tak zwane

wciąż się powtarza. To,

pogaństwo...

co politycy nazywają kryzysem uchodźczym

Teraz czas na zastąpienie chrześcijaństwa, a może wyczerpała

dla naukowca jest tyl-

się idea religii?

ko kolejną w dziejach

falą migracji?

żonych rzeczywistości, mogą one przybierać formę religii, pań-

Tak może być. Migracje

stwa, korporacji. To te systemy pozwalają dużym grupom ludzi

zawsze wiązały się z ka-

pracować na rzecz tej samej sprawy, osiągać wspólny cel, grać do

tastrofalnymi wydarze-

jednej bramki. Dzięki idei państwa działam na rzecz tych samych

niami w skali świata.

wartości co mieszkańcy Warszawy, Krakowa czy Gdańska, choć ich

To, że Hunowie ruszy-

wszystkich nigdy nie poznam i tym, co mnie z nimi w większości

li na Imperium Rzym-

łączy to właśnie ta wyobrażona rzeczywistość, która pozwala, by

skie i Persję wynika-

wspólnoty w miarę harmonijnie rosły i rozwijały się. Świetnie

ło przypuszczalnie ze

o tym pisze historyk Yuval Harari.

Człowiekowi do przeżycia potrzebne jest tworzenie wyobra-

zmian klimatycznych, które zmusiły ich do szukania dogodniej-

Harari jest dobrym przykładem tego, jak wiele materiału do

szych miejsc do życia. Wydaje się, że teraz

dalszych badań i przemyśleń dostarczają historykom i filozofom

mamy podobną sytuację: ludność niektó-

najnowsze odkrycia genetyczne czy archeogenomiczne.

rych terenów na świecie zaczyna mieć za

małe zasoby, by godnie żyć, dlatego szuka

I nie są to zapisy nadwornego kronikarza, który chciał przypodo-

nowych miejsc. Od dawna obserwujemy

bać się królowi, ale informacje rzetelne. Nagie fakty. DNA zawiera

ekonomiczną przebudowę świata, która

informacje dotyczące nie tylko życia indywidualnych osób, ale

powoduje, że jedne rejony ubożeją, a inne

też całych społeczeństw. Dziś na tej podstawie możemy określić,

bogacą się. Rzym runął właśnie dlatego –

jakie były społeczności sprzed tysięcy lat. Czy były otwarte czy za-

ludzie, którzy do pewnego momentu żyli

mknięte, czasami także, co jadły, jak żyły. Dzięki naszym badaniom

mniej lub bardziej spokojnie na stepach,

wiemy, że społeczności mieszkające na terenach dzisiejszej Polski,

nie mogli dłużej tam pozostać, zaczęli więc

około 2 tysiące lat temu, były pod względem genetycznym otwarte

podbijać zachodni świat.

w podobnym stopniu jak dzisiejsze społeczeństwa europejskie. Nie

W genomie zapisane jest mnóstwo informacji o przeszłości.

były to zagubione w puszczy enklawy, których mieszkańcy mieCzy to ciekawy temat dla genetyka?

siącami nie spotykali nikogo obcego. Żyli tu ludzie kontaktujący

się zarówno z zachodem, jak i wschodem Europy.

Dla genetyka oznacza to, że zwięk-

szy się pula dostępnych genów. Trudno to oceniać. W indywidualnych przypadkach

Przejdźmy na wymiar indywidualny. Jak bardzo jesteśmy zde-

może to przynieść zarówno dobre, jak i złe

terminowani przez geny?

rezultaty, nowe warianty genomów mogą

być lepsze lub gorsze. Jednak ewolucja ra-

ściem lub nieszczęściem. Czasami dotyczy to spraw tak poważnych

dzi sobie z tym sama, eliminuje geny gor-

jak zdrowie, a czasami zupełnie neutralnych cech. Każda z naszych

sze, a utrwala lepsze. Patrzy Pan więc na obecną sytuację spokojnie?

Widzę, że nasza europejska cywiliza-

cja traci pozycję, którą zajmowała przez ostatnie 500 lat. Z punktu widzenia biologicznego nie ma to znaczenia. Pełni jednak ważną rolę z punktu widzenia kulturowego. Możemy to dowolnie oceniać, ale tak było 76 × człowiek × myśl

Dostaliśmy od rodziców genom, który może być naszym szczę-


cech w genach jest opisana pewnymi warunkami brzegowymi. Można to pokazać na przykładzie wzrostu. Załóżmy, że moje geny określają, że mogę osiągnąć wzrost między 180 a 188 cm. Tymczasem warunki, w jakich będę żyć zdecydują, czy osiągnę maksymalny czy minimalny wzrost, czy też ulokuje się on gdzieś pośrodku tego przedziału. Podobnie z inteligencją. W zależności od środowiska i odebranej edukacji dwoje ludzi o takim samym genomie może osiągnąć różny poziom IQ. Warto powiedzieć, że wszystko, co wytwarza natura, jest normalne i lokuje się gdzieś na – nielubianej ostatnio przez wielu – tęczy. U wielu osób budzi to niezrozumienie.

Nie powinno, natura zawsze tworzy

wszystkie możliwe warianty. Znajdziemy mężczyzn, którzy genetycznie są kobietami – ostatnie odkrycie pokazuje, że tak mogło być z Kazimierzem Pułaskim. Mamy też kobiety, które choć mają pierwszorzędowe żeńskie cechy płciowe, są genetycznymi mężczyznami, a dowiadują się o tym np. dopiero w klinice leczenia niepłodności, gdy nie mogą zajść w ciążę. Często mylimy pojęcie normalności z pojęciem przeciętności, czyli z czymś, co występuje najczęściej. To, że ktoś jest typową kobietą lub typowym mężczyzną to tylko dlatego, że z tych klocków, które natura ma do dyspozycji najczęściej tak to wypada. Krzywa Gausa obowiązuje też w naturze, a może zwłaszcza w naturze.

Karolina Koziołek, absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracowała jako kierownik literacki w Teatrze Nowym im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu, a następnie jako dziennikarka w „Głosie Wielkopolskim”, gdzie przeprowadziła wywiady z dziesiątkami osób mniej i bardziej znanych. Publikowała w „Polska The Times”, „Dzienniku Zachodnim”, „Gazecie Wrocławskiej”, „Magazynie Prowincja”. Obecnie prezes Fundacji VOX Artis.

człowiek × myśl × 77


W równoległym świecie dotykają granic możliwości ludzkiego układu nerwowego. Szybkość ich reakcji, wydajność funkcji poznawczych, koordynacja ręka – oko, osiągają poziom niedostępny dla offline’owych śmiertelników. Mistrzowie e-sportów w mojej wyobraźni są nieco jak superbohaterowie ze świata Marvela. W środowisku graczy faktycznie są gwiazdami porównywalnymi z piłkarzami, a ich konta w mediach społecznościowych obserwują setki tysiące osób. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że na ulicach Poznania nieświadomie mijałam jednego z nich.

tekst: Julita Mańczak foto: Jerzy Sadowski

THE ONE człowiek × 79


Filip „Neo” Kubski, zawodowy gracz w Counter Strike’a, wraz ze swoją drużyną zdobył na świecie wszystko, co było do zdobycia. W 2010 roku został wybrany przez czytelników serwisu hltv.org najlepszym graczem dekady. Ma 32 lata i już jest legendą.

Jak przejść do historii w tak młodym wieku?

Zawdzięczam to być może temu, że całe środowisko graczy jest

dosyć młode. Na dodatek jestem w nim od samego początku, kiedy jeszcze nie było ani drużyn ani lig, a Internet w domach dopiero raczkował. Bardzo skromnie to ująłeś.

Myślę, że miano legendy jest trochę nadużywane. W tym śro-

dowisku jest teraz tyle legend, że nie wydaje mi się to być czymś szczególnym. Od 2003 roku faktycznie brałem udział we wszystkich światowych rozgrywkach. Od 2004 wraz z moim zespołem odnosiliśmy spore sukcesy, a rok później zdobyliśmy pierwszy tytuł Mistrza Europy. Ile miałeś lat, kiedy zacząłeś startować w rozgrywkach?

Pierwsze małe zawody rozegraliśmy razem z siostrą w kafejce

internetowej przy ul. Słowiańskiej w Poznaniu. Był to turniej dwa na dwa – ja miałem 12, a siostra 13 lat i wywołaliśmy tym faktem niemałe zdziwienie. Mając 15 lat, zacząłem wyjeżdżać za granicę. Gdy wygraliśmy World Cyber Games w Korei, imprezę porównywalną z Olimpiadą, miałem 16 lat. Wiele dyscyplin sportowych uprawia się do jakiegoś wieku. Czy istnieje taka granica dla graczy e-sportu?

Jestem z tych najstarszych grających roczników, więc zdaje się,

że to ja określam granicę (śmiech). Należę do pierwszego pokolenia, które wychowało się na grach. Zatem obserwując Ciebie, zobaczymy, jak ta dziedzina będzie ewoluowała.

Możliwe. A może będziemy się przyglądać tym najmłodszym

– nowe pokolenia prawdopodobnie będą lepiej przygotowane do uprawiania tego sportu. Poza środowiskiem e-sportu można się spotkać z bardzo negatywnymi opiniami o grach komputerowych: że to pożeracze czasu, jałowa rozrywka, na dodatek izolująca od świata i ludzi. Czy faktycznie ten świat wciąga i wyłącza na wiele godzin?

To prawda, jeśli pojawia się jakaś wzmianka o grach, wydźwięk

wypowiedzi jest najczęściej negatywny. Ostatnio Donald Trump orędował nawet za ograniczeniem młodzieży dostępu do gier, bo jego zdaniem to agresywne środowisko, które prowadzi do zaburzeń. Jasne, że gry wciągają i angażują, ale np. w Skandynawii są 80 × człowiek


Wszystko zależy więc od podejścia. Jeśli spojrzymy na granie jak na sport, taki jak piłka nożna czy siatkówka, to zauważymy, że można się w nim wyrażać, kreować, szlifować umiejętności. Niezwykle ważna jest też współpraca w drużynie. W Counter Strike’u strategia jest szczególnie skomplikowana i bardzo istotna. Żeby szlifować umiejętności, trzeba spędzać wiele godzin przed komputerem – teoretycznie im więcej, tym lepiej. Chociaż z biegiem czasu zauważyłem, że wielogodzinna koncentracja jest dla mnie coraz cięższa. Trudno mi przez dziesięć godzin siedzieć i być skupionym. Muszę częściej robić przerwy i szczegółowo planować treningi. Na czym one polegają?

Dziś e-sport jest na etapie profesjona-

lizacji. Zespoły mają więc trenerów, psychologów, kogoś od aktywności fizycznej. W Azji funkcjonuje to od dawna – gracze dysponują programami treningowymi i mają ustalony plan dnia. Rano np. obowiązkowo wchodzą na bieżnię, żeby się dotlenić. U nas ten trend jest stosunkowo nowy, ale zwraca się już uwagę, by zadbać też o sprawność fizyczną. A jeśli chodzi o samą grę – jak wyglądają przygotowania, biorąc pod uwagę, że ważna jest cała drużyna?

Trening polega przede wszystkim na

opracowaniu taktyki i oraz określeniu zadań każdego zawodnika. Jest kilka podstawowych plansz, na których gramy w pięcioosobowych zespołach. W skrócie – jedni się bronią, drudzy atakują i na odwrót. Do tego trzeba dodać cały system pieniężny, umożliwiający zakup lepszego sprzętu. Wszystmega społecznym zjawiskiem. Dzieciaki

ko musi być zaplanowane i skalkulowane.

po szkole spotykają się w kafejkach inter-

Przez cały czas gracze muszą też ze sobą

netowych, bo ciekawiej jest, kiedy siedzi

rozmawiać. Jak w wielu dziedzinach – ko-

się obok swoich kumpli i gra wspólnie.

munikacja jest najważniejsza.

Od wielu lat organizowane są na całym świecie tzw. LAN parties, na które tysiące

Czy można zaryzykować stwierdzenie, że

osób przyjeżdża z własnymi komputerami

umiejętność współpracy z ludźmi jest klu-

i wypełniają wielkie hale.

czowa, by osiągnąć sukces w tym sporcie? człowiek × 81


Jeśli spojrzymy na granie jak na sport, taki jak piłka nożna czy siatkówka, to zauważymy, że można się w nim wyrażać, kreować, szlifować umiejętności.

Myślę, że tak jak w każdej dyscyplinie,

tak i w tej, istnieje zbiór cech składających się na talent. Wydaje mi się, że jedną z ważniejszych jest właśnie umiejętność współpracy z innymi. Counter Strike to gra drużynowa. Jest wielu zawodników, którzy indywidualnie są świetni, ale kiedy przychodzi do współpracy, nagle dużo tracą. Samo siedzenie przy grze jest przyjemne, ale współpracowanie z innymi to naprawdę spore wyzwanie. Także w aspekcie wielotygodniowych wspólnych wyjazdów. W szczycie aktywności przez pół roku nie było mnie w domu. W takim układzie dobrze byłoby się lubić z pozostałymi członkami zespołu. Domyślam się, że zaufanie do kolegów z drużyny to podstawa.

Wartość rynku gier komputerowych prze-

Różnie to bywa z tym zaufaniem, ale

kroczyła już wartość rynku kinowego.

faktycznie, jego brak najczęściej sprawia,

Sama branża e-sportu jest warta ponad

że w zespołach coś zaczyna się psuć. Moja

miliard dolarów. Jak sądzisz, z czego wy-

drużyna była znana z tego, że przez cztery

nika fenomen tej dziedziny i tak szybki

lata graliśmy w jednym składzie i właśnie

jej rozwój?

wtedy odnosiliśmy największe sukcesy.

Obecnie przychodzi już taki etap profe-

docenia się jednego ważnego czynnika,

sjonalizacji, że funkcjonują nawet okna

w którym ja upatrywałbym źródeł suk-

transferowe. Jednak bez względu na tę ewo-

cesu e-sportu. A jest to element społecz-

lucję, zawsze ważne będzie, żeby wszyscy

ny. Przez Internet można poznać mnó-

zawodnicy byli po tej samej stronie.

stwo ludzi, a tym bardziej grając w gry.

Myślę, że w debacie publicznej nie

Fakt, że na początkowym etapie zawierania Czy umiejętności mistrzów gier kompute-

znajomości nie trzeba wychodzić z domu,

rowych można by wykorzystać w świecie

może sprawiać, że wielu dzieciakom jest

offline? Nie zgłosiło się do Ciebie wojsko

po prostu łatwiej nawiązać z kimś kon-

w sprawie opracowania jakiejś strategii?

takt. Mnóstwo osób ma kłopoty z „wycho-

Do mnie nie, ale zdarzają się tego typu

dzeniem do ludzi”, wolą pisać, niż dzwo-

akcje. Amerykańskie wojsko stworzyło na-

nić, itd. Może dlatego w Skandynawii tak

wet grę America’s Army. Podobno gracze

popularne są e-sporty. Skandynawowie są

z dobrymi statystykami byli zapraszani

dosyć zamkniętymi ludźmi, zatem łatwiej

na jakieś tajemnicze testy. Wyniki w grze

jest im uzewnętrzniać się przez kabel niż

nie przekładają się jeden do jednego na

na żywo.

sytuacje w realu, ale pewne jest, że granie

82 × człowiek

poprawia szybkość reakcji i ma wpływ na

Czy tak było również w Twoim przypadku?

koordynację ręka – oko. Słyszałem o bada-

niu, którego wynik brzmi nieco zabawnie.

a zaczęło się od mojego taty, od którego

Według niego chirurdzy grający w gry,

dostałem Counter Strike’a. Kiedy jeszcze

szybciej przeprowadzają operacje (śmiech).

nie było modemów, przeciągnęliśmy kabel

Mnie spodobała się po prostu gra,


przez okno do sąsiadów i graliśmy razem.

A co w najbliższym czasie będzie wyzwa-

Poza tym lubię świadomość, że to sami

niem dla Ciebie? Do świata gier należysz

gracze stworzyli całą społeczność, założyli

od niemal 20 lat. Może jakaś zmiana?

ligę i zorganizowali pierwsze turnieje. Gra

w pewnym stopniu została stworzona rów-

ła, bo urodziła mi się córka i cieszę się, że

nież przez graczy – wiele map w Counter

najbliższy czas będę mógł poświęcić rodzi-

Strike’u zaprojektowali nie producenci,

nie. Od maja do września byłem członkiem

a pasjonaci. Rynek jest otwarty, podsta-

międzynarodowej drużyny, z którą zagra-

wową wersję gry można pobrać za darmo.

łem cztery turnieje. Aktualnie jestem bez

To bardzo otwarte środowisko.

zespołu, ale z czasem pewnie sobie jakiegoś

Poważna zmiana niedawno nastąpi-

poszukam. Na czym w takim razie zarabiają producenci?

A może Counter Strike kiedyś po prostu

Ci się znudzi?

Wewnątrz gry funkcjonuje cały rynek

dodatków, które można kupić, np. wygląd

broni. Ale i tu gracze mają swój wkład. Jed-

kę nożną (śmiech). Owszem, to ciągle jest ta

ną z naklejek, dzięki którym możesz sper-

sama gra, ale scenariusze za każdym razem

sonalizować broń, zaprojektowała moja

są inne.

Piłkarzom chyba nie nudzi się gra w pił-

narzeczona. Gracze zagłosowali na jej propozycję i została wprowadzona do sprzeda-

Faktycznie, jak na boisku.

ży. Zależnie od gry można kupować prze-

różne rzeczy, m.in. wygląd postaci. Zdarza

mi (śmiech).

Tyle, że z różnie ustawionymi bramka-

się, że takie wirtualne przedmioty kosztują nawet po 1000 dolarów. Skoro już jesteśmy przy finansach, ile zarabiają dziś najlepsi gracze?

Nagrody w najważniejszych turniejach,

np. na Intel Extreme Masters rozgrywanym w Katowickim Spodku, to całkiem spore sumy. Kilka lat temu za pierwsze miejsce drużyna dostawała 100 000 dolarów. A pensje najlepszych graczy to nawet 30 000 dolarów miesięcznie. Same plusy w tym wirtualnym świecie.

W Internecie, jak to w Internecie, dzie-

ją się przeróżne rzeczy – na Youtubie znajdziesz zarówno dobre treści, jak i takie, po które lepiej nie sięgać. Ostatnio w e-sport mocno wszedł hazard. Obstawianie rozgrywek staje się powoli problem, bo w wirtualnej przestrzeni dużo trudniej pilnować regulacji dotyczących wieku. Myślę, że niestety siedzi w tym sporo dzieciaków i na pewno w kolejnych latach uszczelnienie tego systemu będzie sporym wyzwaniem.

człowiek × 83


SCENA ROBOCZA To nie teatr. To możliwość teatru.

tekst: Światosława Sadowska ← foto: Jerzy Sadowski ↘ foto: Maciej Zakrzewski

Adam Ziajski wraz ze swoim zespołem od

obieg energii, nadając sens temu miejscu

siedmiu lat skupia teatry offowe i grupy ar­

i wielkim wysiłkom artystów. Twórcy mogą

tystyczne z różnych światów. W tym czasie

tu nawet zamieszkać na czas rezydencji.

przez Scenę Roboczą przewinęły się setki, jeśli nie tysiące, twórców, którzy wypeł­

Poruszają ważne społecznie tematy, opo­

niali i wciąż wypełniają życiem to specy­

wiadają o wykluczonych i tych na granicy

ficzne ciało – byt teatru alternatywnego

godności. To, że mówią od siedmiu lat,

wobec teatrów repertuarowych. Reżyse­

mocuje ich jako istotnych, na tym ruchli­

ria światła, muzyka, scenografia, kostium,

wym skrzyżowaniu zdarzeń, i choć dla wielu

choreografia, produkcja, opieka dramatur­

pozostaną nie­

giczna, tekst, kreacja, perfomance, prze­

zauważeni, swo­

strzeń, dźwięk, wideo, dramaturgia, głos

jej publiczności

– za wszystkimi tymi hasłami stoją ludzie

stale dostarczają

tworzący to miejsce.

nowych treści do refleksji nad kondycją, zmianą i akceptacją.

Scena Robocza ulokowana jest w szczegól­ nym miejscu w Poznaniu, na granicy cen­

Miejski pęd nie ustanie, jednak w tym

trum, przy ruchliwej ul. Grunwaldzkiej. Cią­

miejscu jest przestrzeń na skupienie i za­

gle w procesie, w budowie, w remoncie,

trzymanie, a wolność artystyczna pozo­

w kurzu i świetle lamp. Choć budynek Olim­

staje na piedestale, jak główna muza tego

pii obecnie przypomina widmo, cierpliwie

przybytku.

czeka na swój status i uznanie. Teatr, arty­ ści, a co najważniejsze publiczność, zasilają

miejsce × 85


Co można zrobić? – to pytanie niestrudzenie krąży w naszych głowach. Naukowcy już nawet nie alarmują, mówią wprost – musimy wprowadzić zmiany systemowe, żeby ograniczyć negatywne skutki ocieplania się klimatu. Systemu z dnia na dzień nie zmienimy, ale chcemy działać. Dziś, teraz, lokalnie, tuu. Z tą palącą potrzebą udaliśmy się do Kasi Wągrowskiej – ekspertki w dziedzinie panowania nad codziennością, autorki książki „Życie zero waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej”, współzałożycielki poznańskiego freeshopu Po-Dzielnia.

tekst: Julita Mańczak ilustracje: Justyna Krüger

LEPIEJ MNIEJ

86 × człowiek × myśl

Kasia Ograniczam się. Piękne, ujmujące

Do czasu, gdy?

nazwisko.

(Śmiech). Nazwałam w ten sposób swój

do mnie, że mam jakiś problem z tym ku-

blog, bo niestety nie jestem minimalistką

powaniem. Gromadziliśmy sporo rzeczy,

z urodzenia. Musiałam się nauczyć samo-

a większość była moja. Co chwilę chciałam

kontroli. Moja rodzina pochodzi z Kresów

czegoś nowego. Najbardziej zszokował mnie

Wschodnich, tato był zesłany na Syberię,

etap kupowania rzeczy dla dzieci. Mąż uwa-

więc po powrocie miał syndrom osoby, któ-

żał, że nie potrzebujemy tylu sprzętów, a ja

ra wróciła z niezwykle trudnego miejsca

sądziłam, że owszem – i wszystko musiało

i bardzo chciał zapewnić swojej rodzinie

być nowe. W praktyce okazało się, że poło-

wszystko, co najlepsze. Miał np. manię ku-

wy bibelotów nawet nie użyłam. Zaczęłam

powania butów. Wyrosłam więc w domu,

się zastanawiać, dlaczego nikt nam nie

w którym panowała odwieczna walka po-

mówi, że nie musimy tego kupować, że

między zbieractwem a porządkowaniem.

większość rzeczy przyda nam się np. tylko

Tata – zbieracz, uważał że wszystko się przy-

raz. Poczułam się, jakbym żyła w jakimś

da.A mama eliminowała i porządkowała. Ja

wielkim spisku. Rozumiem, że firmy chcą

sama dorastając, nigdy nie zastanawiałam

sprzedawać jak najwięcej – by zarabiać, by

się, czy cokolwiek, oprócz pieniędzy, może

spinały się słupki, a państwo miało coraz

mnie ograniczać. Zawsze uważałam, że tyl-

wyższe PKB, po to, by co roku był wzrost

ko portfel jest barierą.

gospodarczy. Okazuje się jednak, że cały

Gdy podczas rozmowy z mężem dotarło


czas wykorzystujemy te same, ograniczone

na wszystko i do tego na czasie. A jak być

zasoby, w ogóle nie zastanawiając się, jak

na czasie, jeśli nie kupując kolejne rzeczy.

ten system jest skonstruowany.

Czytałam wówczas książkę Marty Sapały „Mniej”. Autorka przeprowadziła ekspery-

Czy ograniczanie się jest po to, żeby ten

ment z dwunastoma gospodarstwami do-

system zmienić?

mowymi w Polsce, które miały się zmierzyć

Ograniczanie się jest po to, żeby same-

z niekupowaniem. Ta lektura dała mi do

mu na siebie nakładać pewne limity. Jeżeli

myślenia pod kątem socjologiczno-psycho-

ja sama zdecyduję, że nie potrzebuję czegoś,

logicznym, o tym, czym kupowanie w ogóle

to być może oszczędzi to światu trochę pro-

dla nas jest. Myślimy, że powinniśmy kupić

blemów. Otaczamy się jednak zbyt wieloma

coś do jedzenia. A może wcale nie musimy?

przedmiotami zbyt słabej jakości, żeby móc

Może da się wymienić albo coś wyhodować

wykorzystywać je wielokrotnie.

albo uzyskać coś za darmo, nawet o tym nie wiedząc?

W 2015 roku wystartowałaś z blogiem,

w 2017 napisałaś książkę – to bardzo nie-

w myślenie proekologiczne. I sądzę, że stało

daleka przeszłość, ale przez ten krótki

się tak też w ogólnej panoramie społecznej.

czas zero waste zdążyło się umościć w po-

Nieuchronną konsekwencją eliminacji jest

wszechnej świadomości. Kilka lat temu

pytanie, co dalej zrobić z rzeczami, których

mało kto wiedział, na czym polega. Skąd

chcemy się pozbyć? Oddać, wyrzucić, sprze-

wtedy czerpałaś wiedzę?

dać? I nagle okazuje się, że nie ma wielu

Minimalizm przerodził się u mnie

U nas te tendencje pojawiły się na prze-

osób, które chcą nasze rzeczy z drugiej ręki,

łomie 2015 i 2016 roku. Mówiły o nich głów-

więc często ich ostatecznym miejscem jest

nie amerykańskie blogi i książki. Powstały

śmietnik. Ta świadomość mnie zabolała, bo

też pierwsze polskie blogi, np. Kornelii Or-

starałam się już żyć proekologicznie, wstą-

wat. Weszłyśmy w kontakt, podzieliłyśmy

piłam też do kooperatywy spożywczej w Po-

się doświadczeniami. W 2016 r. Ola Nie-

znaniu. Zastanowiło mnie, co tak naprawdę

wczas założyła Polskie Stowarzyszenie Zero

wyrzucamy? Ta myśl pojawiła się podczas

Waste. Dziś to już kilkadziesiąt tysięcy osób.

wielkich czystek domowych. W ten sposób

doszłam do zero waste.

Wcześniej na topie był minimalizm

i mówienie raczej o czystości przestrzeni, w której można osiągnąć większy spokój

Czy zero waste jest w ogóle możliwe? Ta-

umysłu i kontrolę nad swoim życiem.

kie pełne zero?

To jest abstrakcyjne pojęcie, które ma

Czyli skupialiśmy się bardziej na nas sa-

wywołać w nas refleksję – ambitny cel, któ-

mych i naszym dobrobycie.

rego zapewne nigdy nie osiągniemy. Jako

W pewnym sensie tak. Ograniczając się,

ludzie zawsze będziemy generować śmieci.

koncentrujemy się trochę na przedmiotach,

Być może sam fakt, że jesteśmy w stanie coś

ale możemy też skupiać się na aktywno-

stworzyć i potem używać tego jako narzę-

ściach czy relacjach z ludźmi. U mnie za-

dzia, sprawia, że wytwarzamy śmieci.

częło się jednak od przedmiotów i nawyków nie bój się kranówki

zakupowych. Zastanowiło mnie, dlaczego

A z drugiej strony między innymi dzięki

pojawia się u mnie myśl, żeby chcieć coś

umiejętności konstruowania narzędzi tak

w ogóle kupić i posiadać. Wydaje mi się, że

bardzo się rozwinęliśmy.

większość komunikatów marketingowych

kierowana jest do kobiet i uderza w ich

gdzie jest granica naszego rozwoju. Być

poczucie niepewności, przekonując, że za-

może teraz jest ten moment, kiedy po-

wsze musimy być piękne, zadbane, gotowe

winna nadejść refleksja, przetasowanie,

Dokładnie. Zastanawiam się czasem,

człowiek × myśl × 87


inna organizacja rzeczywistości, w której

osobę podzielającą świadomość kryzysu klimatycznego i koniecz-

żyjemy.

ność podjęcia szybkich działań. Każda partia dzisiaj uwzględnia w jakimś stopniu wątki środowiskowe w swoim programie. I to

Czytając komentarze na Facebooku, wi-

jest właśnie efekt wielu jednostkowych działań. Nie chodzi tylko

dzę masę krytyki i głosów, że segregacja

o to, żebyśmy zmniejszali liczbę odpadów – im więcej osób będzie

śmieci przecież nic nie zmieni. Lasy i tak

sprawdzało, w jakich opakowaniach coś kupuje, im więcej osób bę-

płoną, lodowce topnieją. Lokalna skala

dzie prawidłowo segregowało, tym lepszy surowiec trafi do recy-

działań, które podejmujemy jest zupełnie

klera i tym bardziej skuteczne będzie odzyskiwanie tego surowca.

nieadekwatna do globalnego problemu.

Gospodarka w obiegu zamkniętym będzie bardziej skuteczna.

Jak Ty widzisz wagę tych małych, indywidualnych postanowień, w kontekście

Co jest największą przeszkodą w podjęciu wyzwania zero waste?

obecnej sytuacji klimatycznej?

systemowe, a nie jednostkowe.

Działania jednostkowe są bardzo istot-

Na pewno wiele osób zasłania się tym, że zmiany powinny być

ne. Są pewnie jeszcze osoby, które o zero waste nie słyszały, ale przez ostatnich kil-

Czyli chcemy, żeby ktoś zrobił wszystko za nas?

ka lat, każdy – nawet jeśli nie praktykuje

tego podejścia – przynajmniej wie, z czym

czy dany produkt wziąć zapakowany w folię, papier czy może bez

to się wiąże. Gdyby nie działania, być może

niczego. I poniekąd się z tym zgadzam. Wierzę, że to zmiany sys-

trochę naiwnie myślących jednostek, któ-

temowe powinny odpowiedzieć na tego typu dylematy. Dlatego

re zmianę zaczynają od swojego grajdoł-

tak istotne jest wymaganie wprowadzenia konkretnych zmian

ka, nie bylibyśmy w tym miejscu, w któ-

w prawie, sposobie działania przedsiębiorstw, żeby zwykły Kowalski

rym jesteśmy. Myślę, że nie rozgorzałaby

nie musiał pamiętać, idąc do sklepu, o spakowaniu dziesięciu akce-

powszechna dyskusja o zmianach klimatu,

soriów do plecaka, żeby zrobić zdrowe dla świata zakupy. Ta odpo-

ekologii, nie byłoby marszy klimatycznych,

wiedzialność powinna zostać zdjęta z tego Kowalskiego. Uważam

rozważań na temat energii pochodzącej

Unię Europejską za naszego wielkiego sojusznika, jeżeli chodzi

z węgla, itd. Nie pamiętam też wyborów,

o wprowadzanie zmian dotyczących np. jednorazowego plastiku

przy których tyle uwagi poświęcałoby się

w Polsce. Są proste rozwiązania, jak np. zastąpienie plastikowych

środowisku. Coraz więcej osób ma świado-

słomek kompostowalnymi lub wielokrotnego użytku. I nagle oka-

mość, że jeśli samodzielnie nie może doko-

zuje się, że potrafimy.

nać zmian, to na pewno może oddać głos na

Większość z nas nie chce zastanawiać się w sklepie nad tym,

Wracając do pytania, wiele osób zniechęca poczucie bezsensu,

że tych zmian systemowych nie ma i że trzeba się zbyt mocno nagimnastykować. Inny powód to fakt, że patrzymy często na innych i sami boimy się podjąć pierwszy krok, bo sąsiad tego nie robi. Wstydzimy się być oceniani, że ktoś będzie na nas patrzył jak na eko-świrusów. Ale to na szczęście też się zmienia i coraz bardziej wstydzą się osoby, które używają jednorazowych opakowań. Czy nie masz poczucia, że na gruncie zero waste wyrósł właścikorzystaj z prądu tylko wtedy, gdy go potrzebujesz

wie kolejny biznes pod szyldem eko? W sklepach można znaleźć tysiące akcesoriów, które mają nam teoretycznie ułatwić rezygnację z jednorazowych opakowań – butelki, termosy, słomki, sztućce, pudełka, itd. W wielu marketach są całe regały uginające się pod produktami bio. Czy nie wpadamy w drugą pułapkę?

Oczywiście, że tak. I ja się temu bardzo sprzeciwiam. Uważam,

że powinniśmy korzystać przede wszystkim z tych rzeczy, które już mamy. I to jest właśnie ograniczanie się. Niestety to mało atrakcyjne hasło. Kiedyś poszłam na spotkanie blogerów, każdy się przedstawiał, podawał nazwę swojego bloga i opowiadał, o czym 88 × człowiek × myśl


pisze. Kiedy przyszła moja kolej, usłyszałam, że muszę zmienić nazwę, bo nikt tego nie kupi i nie nawiążę z nikim żadnej współpracy. Przez chwilę pomyślałam, że może rzeczywiście; może powinnam pójść w stronę czegoś w stylu „eko-życie”. Na szczęście ostatecznie doszłam do wniosku, że nawet jeśli moja nazwa jest marketingowo mało atrakcyjna, to nie chodzi mi wcale o to, żeby sprzedawać więcej przez blog, tylko raczej namawiać do mniej, a lepiej.

Trzeba podkreślić, że w zero waste totalnie nie chodzi o to, żeby

paradować z butelką za 100 zł. W takiej sytuacji łatwo można by ometkować ten ruch jako hipsterski, modowy, wykluczający osoby, które nie mogą sobie pozwolić na takie gadżety. A nie w tym jest istota rzeczy. Chodzi o to, żeby wykorzystywać rzeczy, które już nie używaj jednorazowego tworzywa sztucznego

posiadamy. Myślę jednak, że konsumpcjonizm nas jeszcze do końca nie ubawił. Refleksja przemyka nam ewentualnie, kiedy otwieramy szafę i okazuje się, że wiszą w niej niemal nowe rzeczy, których nie umiemy sprzedać, a wyrzucić szkoda.

Między innymi z tej potrzeby powstały poznańskie giveboxy

i Po-Dzielnia. Pod tym względem w Poznaniu jest naprawdę świetnie i wszyscy nam zazdroszczą. Jeśli chodzi o giveboxy, wzorowałam się na Niemczech, ale widziałam je tylko na zdjęciach – żadnego na żywo. Giveboxy to takie szafy, w których możemy umieścić rzeczy nam już niepotrzebne i podzielić się nimi za darmo. To było fenomenalne – uwolnienie się z konieczności zarobienia na rzeczach, z których w zasadzie wyssaliśmy już wszystko, co chcieliśmy i mogliśmy. Nam szczególnie bliska jest ta idea i uważamy, że najwspanialsze

wybieraj środki transportu zasilane siłą własnych mięśni

rzeczy w życiu są właśnie za darmo.

Szkoda tylko, że często to, co darmowe, jest niedoceniane albo

dopatrujemy się w tym jakiegoś knyfu. Nie każda relacja musi być handlowa. Teraz rozmawiamy, spędzamy razem czas, wymieniamy się doświadczeniem i wiedzą. To relacje budujące więzi społeczne i wzajemne zaufanie. Czy na tej zasadzie działa też Po-Dzielnia?

Po-Dzielnię od samego początku założyliśmy jako miejsce,

prawidłowo segreguj śmieci

w którym wszystko jest za darmo – usługi, czyli nasza wiedza, również. Lokal dostaliśmy bezczynszowo od Miasta Poznania, a opłaty pokrywa fundacja Pro Terra, z którą weszliśmy we współpracę. Całość wyremontowaliśmy i wyposażyliśmy w meble dzięki zrzutce. Studenci i dziekan Politechniki Poznańskiej pomagali nam zaprojektować wnętrze. Po-Dzielnia opiera się na pracy wolontariuszy i pięciu „matek-założycielek”.

Czy musicie prowadzić jakieś akcje nakłaniające do tego,

żeby zapełniać półki Po-Dzielni? człowiek × myśl × 89


Absolutnie nie. Dla nas idealnym stanem byłoby, gdyby tam było pusto, gdyby nie było nic. To niemal sztuka konceptualna. (śmiech) Idealnie byłoby, gdyby ludzie zaczęli z Po-Dzielni regularnie brać. I nie tylko osoby w trudnej sytuacji materialnej, wymieniaj się ubraniami

ale także ci, których stać na zakup nowych ubrań w galerii handlowej. Trafiają do nas przeróżne skarby, nawet suknie ślubne! To jest bardzo zabawne, bo naprzeciwko mieści się mnóstwo salonów ślubnych. Zdarzyła się nawet taka sytuacja, że pewna pani zamówiła suknię w jednym z pobliskich sklepów, po czym przypadkiem weszła do Po-Dzielni, przymierzyła naszą suknię

korzystaj z opakowań wielorazowych

i okazało się, że leży idealnie. Zamówienie z salonu anulowała. Ja też złapałam się na tym, że wolę pójść do Po-Dzielni zamiast do lumpeksu. Nie miałam nigdy swoich ulubionych i jakoś nie mogłam za bardzo znaleźć tam rzeczy dla siebie, a w giveboxach i Po-Dzielni trafiają się naprawdę świetne rzeczy, wykonane z dobrej jakości materia-

wielorazowe chusteczki nawilżające. To

ekologicznymi i zdrowotnymi, przeszłam

łów. Mamy sporą grupę stałych bywalców.

kawałek szmatki zamknięty w woreczku

na dietę wegetariańską. Od tamtej pory kil-

Najwięcej jest ubrań, książek i artykułów

strunowym nawilżony albo samą wodą

ka razy miałam ogromną ochotę na mięso

gospodarstwa domowego, które schodzą na

albo wodą z mydłem czy płynem micelar-

i je zjadłam, ale nie uważam, żeby to ka-

pniu. Organizujemy też warsztaty, wyświe-

nym. A jeśli wybieram się np. na festiwal

sowało moje pierwotne założenia, których

tlamy filmy, np. ostatnio „River Blue”, o za-

muzyczny, robię sobie chusteczki antybak-

chcę się przecież trzymać. O moich życio-

nieczyszczeniu wód przez branżę modową.

teryjne nasączone wodą, spirytusem i olej-

wych wyborach mówię publicznie, piszę

kami eterycznymi, naturalnie działającymi

na blogu, jednak cały czas największym

Rozmawiając o ograniczaniu się, skupiły-

antyseptycznie, np. tymiankowy, oregano,

wyzwaniem jest dla mnie przekonywa-

śmy się dotychczas na domu i najbliższym

drzewo herbaciane. Zamiast gumy do żucia

nie mojej rodziny do zero waste i diety

otoczeniu. A co z podróżowaniem? Jak ro-

– goździki. Poza tym na pewno mniej jeż-

wegetariańskiej. Kiedyś wydawało mi się,

bić to w duchu zero waste?

dżę za granicę i staram się nie odwiedzać

że wystarczy dobry przykład, by kogoś za-

Pociągiem. Zastanawiam się właśnie,

hoteli typowo sieciowych, chociaż bywa

inspirować. Teraz wiem, że zmiana przy-

jak pojechać do Paryża na konferencję.

różnie, bo niektóre hotele wprowadzają

zwyczajeń i woli innych nie jest czymś

I pociąg godzinowo wychodzi całkiem do-

bardzo dobre rozwiązania less waste.

prostym i nie wystarczą prezenty w stylu

brze. Wychodząc z domu, czuję się trochę

zero waste pod choinką bo „a nuż ktoś

jakbym jechała na biwak. Zawsze mam ze

A co w chwilach, kiedy nie ma wyjścia

się nagle zmieni”. Im więcej nas – osób

sobą własny kubek – może być taki całkiem

i trzeba kupić?

żyjących bez plastiku i w kontrze do nie-

zwykły, wyciągnięty z szafy. Staram się

To kupuję. Wyznaję zero waste bez spi-

pohamowanej konsumpcji, mówiących

pamiętać o tym, żeby mieć własne sztuć-

ny. Uznałam w pewnym momencie, że nie

o swoich wyborach bez ogródek, z uśmie-

ce i butelkę. Słomki wielorazowe uważam

można się cały czas spinać, bo to może pro-

chem na ustach – tym większa nadzieja

za zbytek, przydają się ewentualnie, kie-

wadzić do choroby psychicznej. Tak samo

na szersze zmiany.

dy podróżuję z dzieckiem, ale mnie sa-

staram się podchodzić w ogóle do życia.

mej nie są potrzebne. Wymyśliłam tez

W lutym 2018, motywowana względami

90 × człowiek × myśl


Serwujemy kuchnie świata, ale w każdym daniu przemycamy produkt wielkopolski. Zapraszamy wszystkich, którzy kochają dobre jedzenie; mięsożerców, wegetarian, wegan, frutarian oraz osoby na diecie bezglutenowej. Większość dań w naszym menu dostosowujemy do diety, bo jesteśmy przekonani, że stół powienien łączyć a nie dzielić. Zapraszamy!

RestauracjaDoSrodka Śródka 6, Poznań, tel. +48 730 998 810, email: restauracja@dosrodka.pl


Kiedy chcesz urządzić dom, idziesz do sklepu, oferującego wystrój wnętrz. To jasne. Ale gdy już tam wejdziesz, stajesz nagle, patrzysz, nie wiesz, co właściwie masz wybrać, bo chcesz wszystko. Przyglądasz się Kiedy idziesz do sklepu, wystrój bliżej. chcesz Jednak urządzić nie, nic tudom, nie ma. Zatem kolejnyoferującego sklep. Kolejny wnętrz. Tolub jasne. Ale gdy jużktóra tam stara wejdziesz, stajesz nagle, projektant projektantka, się zrozumieć, czegopatrzysz, właściwienie wiesz, co właściwie masz wybrać, bo chcesz wszystko. Przyglądasz się pragniesz. bliżej. Jednak nie, nic tu niedoma. Zatem kolejny sklep.nam Kolejny Dobrze jest wtedy przyjść DECOculture. Możesz powierzyć projektant lub projektantka, która stara się zrozumieć, czego właściwie swoje wnętrze. pragniesz. Pradawny horror vacui wypączkował nam nagle w świat, który Dobrze jest wtedy przyjść do DECOculture. Możesz namrzeczami powierzyć wszystkiego ma w nadmiarze. Zapełniamy puste miejsca swoje wnętrze. i możliwościami, jakbyśmy bali się, że brak oznacza nic, a nic oznacza Pradawny horror vacui wypączkował nam nagle w świat, który zmarnowanie szans. Mamy za dużo rzeczy, za dużo potencjalnych wszystkiego ma w nadmiarze. Zapełniamy puste miejsca życiowych karier, za dużo dwutlenku węgla w atmosferze.rzeczami Ale czy wybór i możliwościami, jakbyśmy że brak czy oznacza a nicdla oznacza spośród setek tysięcy wciążbali jestsię, wyborem, tylko nic, pułapką zmarnowanie szans. Mamy za dużorozważyć rzeczy, za dużo potencjalnych naszego umysłu, który, nie mogąc wszystkiego, zaczyna życiowychżekarier, dużo dwutlenku węgla więc w atmosferze. Ale czyna wybór udawać, dobrzezasię spisuje? Podejmuje decyzje bazując spośródlosowości setek tysięcy wciąż nas, jest wyborem, tylko pułapką dlatym czystej i zostawia zawsze, zczy poczuciem żalu za naszego umysłu, który, nie mogąc rozważyć wszystkiego, zaczyna niewybranym? udawać, że dobrze spisuje?sięPodejmuje więc decyzje bazując na Ile razy stałeś przedsię ciągnącą kilometrami półką z płatkami czystej losowości i zostawia nas, zawsze, z poczuciem żalu zatotym śniadaniowymi w supermarkecie, stwierdzając, że w zasadzie nie niewybranym? chcesz już niczego? Jak często rozmyślałaś o swoim zawodowym życiu Ile razy stałeś ciągnącą sięsobie kilometrami półką z płatkami wiedząc gdzieśprzed w głębi, że tylko racjonalizujesz poczucie sensu, śniadaniowymi stwierdzając, że w zasadzie to niedo żeby nie wpaśćwwsupermarkecie, panikę niezrealizowanych możliwości i nie dojść chcesz jużżeniczego? Jakzadowoli? często rozmyślałaś o swoim zawodowym życiu wniosku, nic cię nie wiedząc gdzieś w głębi, że tylko sobie racjonalizujesz poczucie sensu, żeby nie wpaść w panikę niezrealizowanych możliwości i nie dojść do wniosku, że nic cię nie zadowoli?

Nic, jednak, zdaje się nas zadowalać coraz bardziej. Coraz częściej próbujemy dokonać jakiejś redukcji, mieć właśnie raczej nic, niż coś. Część z nas wraca do wschodniej medytacji, wymagającej pustki, Nic, jednak, zdaje się zadowalać coraz bardziej. Coraz częściej uczącej, jak stopić się nas z nic. Część praktykuje zachodni trening próbujemy właśniechwili, raczejodrzucając nic, niż coś. uważności,dokonać skupiającjakiejś się naredukcji, tej jednejmieć maleńkiej Część z nas się wraca do wschodniej medytacji, wpychające natrętnie w nasze pole uwagi wymagającej miliony innychpustki, chwil. uczącej, jak stopić się z nic. Część praktykuje zachodni trening Redukujemy konsumpcję, odnawiamy stare rzeczy, chcemy, żeby nasz uważności, skupiając na tej jednej maleńkiej chwili, odrzucając ślad węglowy był corazsięmniejszy, chcemy czuć, że jesteśmy tu. Teraz. wpychające się natrętnie w nasze uwagi miliony Tylko. Jak często ktoś z nas, osobapole wielkomiejska, zeinnych ścisku,chwil. zgiełku Redukujemy konsumpcję, odnawiamy stare rzeczy, chcemy, żeby nasz i nadmiaru, odkrywa, że naprawdę jest tylko na bieszczadzkiej połoninie, ślad węglowy był corazniczego, mniejszy, czuć,ażeto,jesteśmy tu. prostu Teraz. gdzie nie ma niczego, cochcemy jest zbędne, co jest, po Tylko. częstonas ktośprzejąć, z nas, osoba wielkomiejska, ze ścisku, zgiełku jest, nieJak próbuje nie chce nami zawładnąć? iMarzymy nadmiaru, odkrywa, że naprawdę połoninie, o takim miejscu dla siebie.jest W tylko domu.naWbieszczadzkiej pracy. Żeby było tam gdzieto, niecoma co jest zbędne,I gubimy a to, co się jest,wpo prostu tylko maniczego, być, nic,niczego, absolutnie nic więcej. wyborach jest, nie próbuje nas przejąć, nie chce nami zawładnąć? i możliwościach. Kupujemy rzeczy po to, żeby je wyrzucić. Marzymy o takim miejscu dla siebie. W domu. W pracy. Żeby było tam W DECOculture jesteśmy przewodniczkami i przewodnikami po świecie tylko to, co ma być, nic, absolutnie nic więcej. I gubimy się w wyborach nadmiaru. Znaleźliśmy to, czego chcesz, ten jeden stary mebel, istarannie możliwościach. Kupujemy rzeczy po to, żeby je wyrzucić. odnowiony, tę lampę od młodej projektantki, na którą nigdy byś W DECOculture jesteśmy przewodniczkami i przewodnikami po świecie sama nie trafiła, ten materiał, który od razu, wiesz to, jest właśnie twój. nadmiaru. Znaleźliśmy to, czego chcesz, ten jeden stary mebel, Wyszukujemy rzeczy tworzone z uważnością, pojedyncze. Zrobione bez staranniedla odnowiony, tę lampę młodejfairprojektantki, na którą nigdy byś krzywdy ludzi i Ziemi, w myślodzasad trade. Recykling, upcykling, sama nie trafiła, tenprzedmioty materiał, który od razu, wiesz to, jest starannie dobrane vintage, nowoczesność na właśnie miarę twój. Wyszukujemy pierwszego rzeczy tworzone z uważnością, pojedyncze. Zrobione dwudziestego wieku. Umiemy to połączyć. Umiemy dać cibez krzywdy dlamożliwość ludzi i Ziemi, w myśl zasad stworzyć fair trade.miejsce, Recykling, upcykling, prawdziwą wyboru. Umiemy w którym starannie dobrane przedmioty vintage, nowoczesność na miarę odetchniesz od wszystkiego. dwudziestego pierwszego wieku. Umiemy to połączyć. Umiemy dać ci #decoculture #decocultureberlin prawdziwą możliwość wyboru. Umiemy stworzyć miejsce, w którym odetchniesz od wszystkiego.

#decoculture #decocultureberlin


autorzy: Magdalena Stanek, Mateusz Spurtacz

mytujemy.pl

MYTUJEMY: NIBY NIC, A JEDNAK SPORO! Temat numeru, który trzymasz w ręce, był dla nas spektakularnym wyzwaniem. Bo jak to tak – o jedzeniu minimalistycznie? Na redukcji? Przygotowaliśmy więc dla Was listę miejsc, w których króluje prostota. Czasem jest to okrojone menu, innym razem ascetyczne wnętrze. Przyglądamy się knajpom uszczuplonym i podpowiadamy, dlaczego warto tam być i smakować. Przyjemności!

BARDZO

RO_ŚLINKA

ŻYDOWSKA 29

ZA GROBLĄ 5

Na Żydowskiej liczy się kawa.

Gdy łączysz kawowe i roślinne

W BARDZO na alternatywnie,

przyjemności, powstają miej­

w towarzystwie domowego

sca, które uzależniają. Tak jest

ogródka. Czasem spijana przy

z ro_ślinką. W lokalu niedale­

białej ścianie, innym razem

ko Warty królują pędy, kłącza,

na hamaku w klimatycznym

łodygi, doniczki, ziemia

ogrodzie. Są też śniadania,

i kwiaty. Przyjrzyj się dokład­

jest przyjazna ekipa i meble

nie, a znajdziesz kilka miejsc,

z historią. Nie ma za to kiczu,

które pozwolą zostać Ci tu na

bogactwa, tłumów i przepy­

dłużej. Spróbuj wegańskiego

chu. Oj, spodoba Wam się!

ciasta od @dobresobie_vegan lub kwiatowego nektaru i zabierz zieloną aurę do swo­ ich wnętrz. Na dłużej.

94 × miejsce


WIŚNIEWSKI

MINIMAL CAFE

MIEL

NA WINKLU

WROCŁAWSKA 21

ŻURAWIA 13

ŚW. MARCIN 14

ŚRÓDKA 1

Monobar z aptekarskim

Kawa. Muzyka. Sztuka. I to

W Mielu kusi lokalizacja,

Prostota wnętrz. Prostota

wnętrzem, a w menu jedna

na Jeżycach! Miniaturowa

czarują dopracowane wnętrza

na talerzu. Na Śródce od lat

pozycja. 16-procentowa,

kawiarenka ze śniadaniami

i złote detale. Pachnie świeża

udowadniają, że… mniej to

domowa i kusząca wiśniówka.

i słodkościami oraz czarnym

kawa od Square Mille Coffee

więcej! I to nie w wielkości

Stworzona w rzemieślniczym

napojem bogów w wielu

Roasters, biały sernik czai się

porcji, a w nieskomplikowa­

stylu z czterech składników:

wariantach. Espresso? Alter­

za ladą. Pracują freelancerzy,

nej kuchni. Polskiej i pysznej.

wiśni, wody, alkoholu i cukru,

natywa? Ty wybierasz. Kosztuj

spotykają się przyjaciele, także

Królują tu pierogi z wody

dojrzewająca w dębowych

w samotności na kilku metrach

Ci czworonożni. A to wszystko

i z pieca, ale także klasyczny

beczkach. Wiśniewskiego po

kwadratowych w lokalu bądź

pod intrygującym neonem

schabowy. To tu zabieramy

pestkach poznacie, bowiem

wygrzej się na słońcu, obser­

projektu argetyńskiego arty­

zagranicznych znajomych,

każdy kieliszek i butelka

wując codzienność mieszkań­

sty Foler, a wykonanego przez

to tu niosą nas nogi, gdy

skrywa dorodne niespodzianki

ców Jeżyc.

lokalnego rzemieślnika Piotra

tęsknimy za babciną kuchnią.

Heinze.

Czysta znakomitość!

na samym końcu! Na jesień jak znalazł.

↑ foto: IG @minimal.poznan

miejsce × 95


TUU ul. Zmartwychwstańców 11/2 61-501 Poznań redakcja@tuumagazyn.pl tuumagazyn.pl fb.com/tuumagazyn @tuumagazyn

#15 okładka: Jerzy Sadowski Światosława Sadowska Julita Mańczak Justyna Krüger

Redaktor Naczelna: Julita Mańczak julita@tuumagazyn.pl Redaktor Prowadząca: Światosława Sadowska slawka@tuumagazyn.pl Dyrektor Kreatywny: Jerzy Sadowski jerzy@tuumagazyn.pl Dyrektor Artystyczna: Justyna Krüger justyna@tuumagazyn.pl Manager Projektów Wyjątkowych Zofia Flejsierowicz zofia@tuumagazyn.pl Wydawca: Fundacja TUU Współtwórcy: Katarzyna Smoczyńska Przemysław Jędrowski Karolina Koziołek Agata Kiedrowicz Gabriel Kaczmarek Wojciech Grabek Joanna Szymkowiak Maciej Kłosowski

Wydrukowano w drukarni Edica Sp. z o. o. Magazyn TUU ukazuje się cztery razy w roku Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do publikacji. Redakcja nie odpowiada za treść materiałów reklamowych i promocyjnych

96


Profile for TUU Magazyn

TUU x NIC | No 15  

TUU x NIC | No 15  

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded