Page 1

Uniwersytetu Rolniczego

Jan Paweł II do rolników W sposób szczególny pragnę się zwrócić (…) do tych, których powołaniem życiowym – również i dzisiaj, przy końcu tego wieku – jest życie wiejskie i praca na roli. Do polskich chłopów obecnych tu poprzez ich delegacje z całego kraju. Jakże to znamienne, że w nauczaniu o królestwie Bożym Chrystus posługiwał się analogią i obrazami zaczerpniętymi z życia natury i wyrastającej z niego – poprzez działanie człowieka – kultury rolniczej. I w ten też sposób pokazał, jak bardzo Stworzenie i Odkupienie wyrastają z tego samego źródła: ze stwórczej i odkupieńczej miłości Boga. Jak to, co zostało zawarte w Stworzeniu, dochodzi – pomimo grzechu człowieka

– do swojej pełni w Odkupieniu (…) Ale rolnictwo to przecież chleb. Ten chleb, z którego żyje człowiek. Nie samym chlebem on żyje, ale przecież żeby człowiek żył, musi mieć chleb. Dlatego tak bardzo leży nam na sercu, by tego chleba nie brakowało nikomu na naszym globie, a brakuje; leży nam na sercu, by go nie brakowało w naszej Ojczyźnie (…) Nie przybywam jako znawca rolnictwa, nie przynoszę w tej dziedzinie żadnych rozwiązań. Pragnę się znaleźć niejako na śladach duszpasterstwa polskiej wsi, polskiego rolnika. Dzielić wasze troski i niepokoje. Przypomnieć i potwierdzić stosunek Kościoła do was. Wszyscy są zgodni na całym świecie, że brak chleba, tam gdzie za-

I

chodzi, jest skandalem. Wszyscy na naszej ziemi są zgodni, że nie powinno, nie może brakować na niej chleba. Równocześnie wiadomo, że polska wieś współczesna w wyniku dramatycznych doświadczeń, jakie stały się jej udziałem, przeżywa wieloraki kryzys gospodarczy i moralny. Jakżeż łatwo byłoby wymieniać błędy popełnione w przeszłości i te, które wciąż trwają i świadczą o niedowartościowaniu rolnictwa, które stało się terenem nieprzemyślanych eksperymentów, braku zaufania, a nawet dyskryminacji. A rolnicy to przecież nie tylko ci, którzy karmią, ale także ci, którzy stanowią element stałości i trwania.” Tarnów, 10 czerwca 1987 r.

Uniwersytet Rolniczy


T R Y B Y

U R

Uniwersytet okiem naukowca, absolwenta, studenta Z biegiem czasu, te same rzeczy widzimy w różny sposób. A jakie zdanie mają o naszej Uczelni osoby z nią związane? Na podstawie czterech pytań starałem się uzyskać odpowiedź na to pytanie.

Michał Wnęk

Uczelnia jest dla mnie … Prof. Magdalena Jaworska: To przede wszystkim miejsce pracy, które przyniosło mi wiele miłości i radości. Ukończyłam Wydział Rolniczy, więc od początku swojej kariery, jestem wierna murom Uniwersytetu. Tutaj prowadzę badania naukowe dotyczące agrofagów, poznaję przyrodę, która za każdym razem mnie zaskakuje i chyba najważniejsze – przekazuję swoją wiedzę studentom. Mgr inż. Katarzyna Walaszek: Miejscem, do którego zawsze mogę przyjść... ale nie muszę. Wiem, że jak pójdę coś załatwić to prawie zawsze mi się udaje. Dlaczego? Bo mam szczęście. Inż. Natalia Pyskaty: Miejscem, gdzie poprzez zdobytą wiedzę mogę nauczyć się wielu nowych rzeczy, które przydadzą mi się w  dalszym życiu zawodowym. Gdzie rozwinęłam swoje zainteresowania i umiejętności poprzez działalność w  Samorządzie Studentów oraz Kole Naukowym Leśników.

Gdybym mogła cofnąć czas wybrałabym tą samą drogę? M.J.: Nie mam najmniejszych wątpliwości że tak. Praca ze studentami sprawia mi wiele radości, to wspaniałe uczucie widząc, jak twój były magistrant otrzymuje tytuł profesora. Od razu wiesz, że czas, wysiłek, zaangażowanie przez te wszystkie lata nie poszły na marne. K.W.: Tak naprawdę to droga sama Uniwersytet Rolniczy

mnie wybrała – a czasu nie cofnę i nie chcę go cofać. Życie toczy się dalej, a ja nadążam i patrzę na wszystko pozytywnie. Nawet po bardzo przykrych wydarzeniach życiowych, wracamy do normalnego stany rzeczy i w większości przypadków potrafimy się z  nimi pogodzić, a często wychodzą nam one zupełnie niespodziewanie na dobre... N.P.: Tak, uważam że moje oczekiwania w  dużej mierze zostały spełnione. Uczelnia stwarza mi możliwość wykorzystania wiedzy teoretycznej w  praktyce, a  dla studenta studiów technicznych to bardzo ważne.

Posiadając władzę sprawczą zmieniłabym na uczelni… M.J.: Nieskromnie mogę powiedzieć, że w pewnym sensie posiadam taką możliwość. Razem ze swoimi pracownikami układam program studiów, który staramy się dostosowywać zawsze zarówno do wymagań rynku pracy, jak również do zmieniających się potrzeb studentów. To taka moja mała cegiełka budująca całokształt Uniwersytetu. K.W.: Zmieniłabym sposób nauczania – bliższy studentowi, więcej potrzebnych w przyszłości zawodowej rzeczy i  czynności wykonywanych na zajęciach. Większość przedmiotów jest nie tyle nieinteresujących, co niepotrzebnych. Na uczelni zatrudniać powinno się ludzi z pasją... i przyjmować także pasjonatów jako studentów. Ale wiem jedno, jeżeli prowadzący ma najnudniejszy przedmiot świata, ale jest dobrym wykładowcą, to ludzie będą do niego chodzić. Niestety w Polsce studia się kończy, bo wypada mieć papier... N.P.: Usprawniłabym system międzynarodowej wymiany studentów, bo wjazdy zagraniczne dają nam wiele możliwości w  poznawaniu innych kultur. Stworzyłabym możliwość darmowej nauki dodatkowego języka obcego w  naszym studium języków, bo język II

jest kluczem do „podboju świata”. Polepszyłabym dostępność bazy sportowej. Myślę, że sport jest dobrym sposobem na nudę i alternatywą na wolne dni.

Spędzony czas na Uniwersytecie oceniam jako… M.J.: Na pewno był on bardzo pracowity, a co za tym idzie, również twórczy. Odwiedziłam wiele krajów, gdzie przedstawiałam wyniki badań, jestem członkiem kilku organizacji naukowych oraz byłym kierownikiem katedry Ochrony Środowiska Rolniczego. To cudowny okres i  nie żałuję ani chwili spędzonej na Uczelni. K.W.: Mam ochotę napisać, że stracony. Ale to tylko ochota. Mam masę opowieści uczelnianych w  głowie, szkoda, że tak łatwo je zapominam. Bo Uniwersytet to nie tylko zajęcia ale przede wszystkim ludzie. Zarówno wykładowcy jak i  studenci – dla niektórych warto było tam przychodzić. Nie czuję, że studia, czy kierunek, który wybrałam mnie odmieniły, ale czas studiowania na Uczelni i  poza nią był naprawdę wspaniały. Teraz jest jednak jeszcze lepiej. Jestem wdzięczna mojej uczelni ogromnie, że nic nie stawało mi na przeszkodzie rozwijania moich wszystkich zainteresowań uczelnianych i  poza uczelnią, zawsze na wszystko miałam czas. N.P.: Myślę, że nie jest to czas zmarnowany, lecz czas, w którym poznałam wielu ciekawych ludzi oraz nabyłam umiejętności w organizacji wielu przedsięwzięć. Przede mną półtora roku wytężonej pracy, abym mogła cieszyć się z  obronionego tytułu magistra. Okres studiów zostanie w mojej pamięci na całe życie i będą to na pewno cudowne wspomnienia. prof. dr hab. inż. Magdalena Jaworska – entomolog i mikrobiolog z Katedry Ochrony Środowiska Rolniczego Wydziału Rolniczo-Ekonomicznego mgr inż. Katarzyna Walaszek – absolwentka wydziału Rolniczo-Ekonomicznego inż. Natalia Pyskaty – studentka I roku studiów magisterskich na wydziale Leśnym, Przewodnicząca Wydziałowej Rady Samorządu Studentów

TRYBY nr 5/2011


T R Y B Y

Parapetowy ogródek Czy właśnie gotujesz zupę pomidorową? Albo spagetthi? I zbrakło ci czegoś do przyprawienia? Jeśli tak, to może czas najwyższy wyhodować sobie własny ogródek ziół na parapecie akademika lub mieszkania.

Diana Drobniak

W sklepie Najlepiej będzie wybrać się do dużego sklepu ogrodniczego. Lista zakupów to: mały worek ziemi (na początku lepiej specjalnej pod uprawę nasion, potem można tą uniwersalną), doniczka mała i większa (już od 2 zł) i nasiona wybranego zioła (najczęściej sprzedawane to bazylia, pietruszka, koper, oregano, mięta i tymianek). Opcja dla wygodnych to zakup wyrośniętej już rośliny i  przesadzenie w  celu jej estetycznej prezentacji w  oknie. Jednak w tej sytuacji „parapetowy ogrodnik” skazuje się na brak radości związanych z  pierwszym pędem oraz brak okazji, by zaprosić znajomych w  celu uczczenia tego wydarzenia. Będąc

fot. Katarzyna Cieślik

Jako studenci uczelni rolniczej powinniśmy przynajmniej raz coś wyhodować na własną rękę w okresie 3,5-letniego okresu nauczania. A  takim „parapetowym ogrodnikiem” może być każdy – geodeta, leśnik czy ekonom. Trzeba tylko umieć odpowiednio się do tego zabrać! I  znać kilka zasad. Po pierwsze, nasze zioła muszą gdzieś rosnąć – znajdźmy im odpowiednie miejsce. Najlepszy wydaje się w tej sytuacji parapet. Czas go oczyścić w gazet, jedzenia itd. Można

pokusić się o małą kąpiel dla niego (w końcu wiosenne porządki czas zacząć!). Następnie warto się zastanowić, która przyprawa w kuchni byłaby najbardziej pożądaną? Koperek? Pietruszka? Czosnek? Kiedy podejmiemy tę trudną decyzję, by wyhodować w  domu np. bazylię, możemy ruszyć śmiało do najbliższego supermarketu z akcesoriami ogrodniczymi.

BAZYLIA – niezbyt wymagająca roślina; należy wysiać ją w kwietniu (spieszmy się zatem!) i zapewnić jej dużo słońca oraz wilgoci. Nasionka sadzimy na głębokości 6 mm, czyli płytko. Nie warto ubijać ziemi podczas sadzenia, ponieważ zioło to lubi pulchną i odżywczą glebę. Pamiętać o podlewaniu, by zawsze miała wilgotno (jeżeli ogrodnik przesadzi, roślinie wyskoczą plamy na liściach). Nie trzeba jej nawozić. Liście zbierać – nie krępować się!

PIETRUSZKA zaś to roślina dwuletnia, o którą należy dbać bardziej m.in. nawozić. Jako przyprawę należy wybrać tą zwyczajną. Niestety, to zioło bardzo powolne i potrzebuje dużo cierpliwości i miłości. Zanim wysieje się nasiona do doniczki, warto pomoczyć je w letniej wodzie w nocy. Trzymać ją w miejscu słonecznym, ziemię w doniczce warto z piaskiem i regularnie podlewać. I miłości dawać wiele!

III

U R

już w domu, warto od razu zabrać się do pracy, ponieważ każdy dzień jest na wagę kwintala, jak mówią rolnicy. Rozkładamy gazety (względnie notatki) na największej przestrzeni życiowej w domu i przystępujemy do rytuału – kamyczki (jako drenaż), doniczka, ziemia, nasionka, ziemia i voilà!

Cierpliwości i wody Hodowlę ziół należy rozpocząć od zasadzenia ich w  małej doniczce lub pojemniku, a gdy przyprawa odrobinę urośnie, przesadzić do doniczki pasującej do koloru kuchni. Ważne są też kamyczki, które trzeba wrzucić na sam spód doniczki. Stosuje się je w  celu zatrzymania wody, gdyż zioła kochają wilgoć. Ale oprócz tego nasze rośliny potrzebują cierpliwości, odpowiednich warunków klimatycznych oraz czułości (o tej na końcu). Każda przyprawa ma swoje własne optimum, w  którym będzie się czuła najlepiej. Zasada podstawowa, którą należy stosować wobec ziół, to regularne podlewanie, czyli zapewnienie im zawsze wilgotnego podłoża. Jeżeli raz przeschną, mogą więcej już nie urosnąć. A  najważniejsze jest, by kochać swoje „naturalne dzieci”, a  miłość okazywać im poprzez mówienie o  niej. Jak dowiedli naukowcy z Korei, ryż podczas słuchania muzyki szybciej rośnie. Należy też podnosić samoocenę ziołom, gdyż w  przeciwnym wypadku wpadną w depresje, a potem w chorobę. Podobno prawdziwy ogrodnik dba o  rozmowę z  roślinami jak o podlewanie. Warto więc znaleźć dla Bazyla-bazylii 5 minut dziennie. Kosztorys: ziemia uniwersalna – od 3zł doniczka – od 6zł nasiona – 1-2zł wyrośnięta roślina – od 5zł SZCZYPIOREK – lepiej kupić wyrośnięty, postawić w półcieniu i nadążać z przesadzaniem (oraz dużo podlewać). Z nasion szczypior również wyrośnie pięknie – wystarczy wymieszać ziemię z piaskiem, ziarenka ułożyć na głębokość 5 mm i przykryć lekką warstwą gleby, podlewać. Po trzech tygodniach efekt powinien kiełkować.

Uniwersytet Rolniczy


U R

Pszczoły informują: „Idzie koniec świata proszę ludzi” Czy faktycznie? Sprawdźmy te pogłoski

Diana Drobniak

Ostatnio w prasie, poczynając od naszego polskiego „Faktu” aż po amerykański „New York Times”, pojawiła się katastroficzna pogłoska o pszczołach. Biorąc za punkt wyjścia słowa Karola Darwina (lub Alberta Einsteina – zagadki kto to powiedział na razie nikt nie rozwiązał), który przewidział, że „Kiedy pszczo-

ła zniknie z powierzchni Ziemi, człowiekowi pozostaną już tylko cztery lata życia. Skoro nie będzie pszczół, nie będzie też zapylania. Zabraknie więc roślin, potem zwierząt, wreszcie przyjdzie kolej na człowieka...” dziennikarze wywąchali kolejny zwiastun

Depesze rolnika

końca świata. Co gorsza, informacje, że te pracowite owady padają jak ich kuzynki-muchy, są potwierdzane. Jednak ile prawdy jest w tym wizjonerskim powiedzeniu? Faktem jest, iż liczba pasiastych stawonogów maleje i to czasami dramatycznie – zwłaszcza w USA, Holandii i Wielkiej Brytanii. Rządy błagają naukowców o wyjaśnienie przyczyn ich nagłej umieralności (pszczoła to w końcu poważna gałąź gospodarki), lecz naukowcy, mimo licznych pomysłów, jednoznacznej odpowiedzi nie dają. Dlaczego te pracowite zwierzęta padają? Oto przypuszczenia: w jednym ze środków ochrony roślin firmy Bayer znalazła się silna neurotoksyna o działaniu owadobójczym. Z powodu złego stosowania tej zaprawy przez amerykańskich rolników tysiące pszczół nie uszło śmierci. Indyjscy naukowcy twierdzą zaś, że to nasze telefony komórkowe, a dokład-

z uczelni krakowskich mierzą się w pojedynku na skecze i dowcipy, a ocenia ich profesjonale jury. Na tym trzeba być, tym bardziej, że impreza odbywa się w KA „Arka” przy al. 29-go Listopada 50, na Kampusie UR.

oPracoWała Diana Drobniak

12 -13 maja odbędzie się już II edycja KLAMKI, czyli Międzyuczelnianego Przeglądu Kabaretów Studenckich, który cieszy się dużym uznaniem wśród studentów. Zespoły

Uniwersytet Rolniczy

11-14 maja nasza Uczelnia organizuje tradycyjny w Krakowie Festiwal Nauki pod hasłem Materia -CzłowiekKultura. Mnóstwo wykładów, paneli dyskusyjnych, koncertów studenckich zespołów i doświadczeń fizycznych

IV

nie emitowane przez nie fale elektromagnetyczne, powodują zmniejszenie się populacji pszczół. Jednak do tej tezy środowisko naukowe nie chce się za bardzo przychylać. Kolejnym powodem jest choroba warroza wywoływana przez roztocze, która dotyka cały europejski ul, a teraz nawet hawajskie pszczoły. Oczywiście, nasze robotnice cierpią też na stres np. w USA przewożone są kilkadziesiąt kilometrów od „domu” na inną farmę, by tam zapylały. Takie niewygody stresują pszczołę, która w końcu umiera. Oczywiście, by uspokoić czytaczy – jak na razie koniec świata ze strony pszczół jest mało prawdopodobny. W kwestii zapylania mogą one zostać zastąpione alternatywnym trzmielem

grafika 3 x Katarzyna Cieślik

T R Y B Y

lub pracą ludzką, jak w Chinach. Na chwilę obecną problem ten nie dotyczy Polski, ale w końcu ta „epidemia” dopadnie i nasze pszczoły miodne. Wtedy na ich ochronę może już być za późno. Drodzy Ogrodnicy, wasza w tym głowa, by miód nie stał się rarytasem na studenckich stołach.

w namiotach na Rynku Głównym to stałe atrakcje festiwalu. Sprawdźcie, jak nasz UR sprawdził się w roli organizatora! 18-19 maja to ostateczny termin Ekstremalnych Juwenaliów UR, które odbędą się na Kampusie UR. W 48 godzin będziecie mogli bawić się na 18 koncertach, skakać na bungee czy skokochronie i grillować do rana przy rytmach disco dobiegającego z naszej Arki. Bawcie się jak na studentów przystało!

TRYBY nr 5/2011

UR - Tryby. Katolicki miesięcznik studencki maj 2011  

Piąty numer Trybów. Katolicki miesięcznik studencki - wkładka Uniwersytetu Rolniczego - maj 2011

Advertisement