Issuu on Google+

dodatek warszawski

Czy wiemy,

w tkwimy czym ? Na nowo o wierze, Odkupieniu i Kościele

Uczucie, uniesienie czy wytrwałe kroczenie? Konieczność czy miłość? Co oznacza powszechnie używane sformułowanie: „jestem człowiekiem wierzącym”? Beata Pochopień

Wiara to decyzja Karl Rahner, jeden ze współczesnych niemieckich teologów, powiedział kiedyś: „Wierzyć, oznacza całe życie znosić niepojmowalność Boga”. Zarówno nam, jak i ludziom współczesnym Jezusowi, trudno było przyjąć, że Bóg, na którego czekaliśmy, jest biedakiem, że spotyka się z ludźmi dawno przez wszystkich przekreślonymi, a do tego jeszcze umiera haniebną śmiercią. Co to za wyzwoliciel?! Co to za nauczyciel, który mówi, że należy modlić się za tych, i co więcej, pomagać tym, którzy mnie nienawidzą?! Jego zamiary, wolne decyzje i zachowanie względem napotkanych ludzi jednych oburza, innych gorszy. Jednym słowem, jest niestandardowe. Wymagania stawiane przez Jezusa przekraczają ludzkie możliwości, dlatego potrzebujemy Jego wsparcia. Owo wsparcie polega na zaproszeniu przez Niego samego do dialogu. Chrystus swoją łaską pomaga otworzyć się na prawdziwy obraz o Bogu i człowieku. Światopogląd kształtuje się w naszej głowie, nie zaś w emocjach. Być człowiekiem wierzącym, to opowiedzieć się po konkretnej stronie pewnego sposobu myślenia i działania. To jednak nie wszystko. Jeśli sposób myślenia kształtujemy w oparciu o myślenie kogoś innego, to musi ono prowadzić do pogłębienia relacji z Nim. Jeśli tak się nie dzieje, moja wiara nie jest żywa, niczego nie zmienia, nie jest praktyczna. Nikogo nie zdziwi, że taka rzeczywistość ma prawo nie pociągać.

Zbawienie jest łaską Treść wiary mówi nam, że zostaliśmy zbawieni przez śmierć Jezusa. Była ona dla Ojca wyrazem dziękczynienia za miłość; dla ludzi wyzwoleniem z mocy zła i przywróceniem im na nowo możliwości przebywania z Bogiem. Na nowo, bo przecież znamy historię o łakomstwie na władzę Adama i Ewy, która pokazuje, że tkwi w nas, ludziach, tendencja do robienia po swojemu, szczególnie wtedy, gdy jest to zakazane. W pewnym momencie życia doszło do braku jednomyślności w działaniu między człowiekiem a Bogiem, które doprowadziło do rozdzielenia jednego i Drugiego. Każdy grzech jest wybraniem przeciwnego wariantu. Bóg rozumiał człowieka w jego słabości, a Syn nie mógł pozwolić na oddalenie od siebie. I tak wyjście Boga w stronę człowieka, tj. historia Izraela, staje się stwarzaniem relacji na nowo; TRYBY – Warszawa NR 9(18)/2012

niematerialny Bóg posyła swojego Syna Jezusa Chrystusa, aby o sobie opowiedzieć; niewiara człowieka w bezwarunkową miłość prowadzi do Krzyża. Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa są definitywnym pozbawieniem naszych grzechów mocy wiecznej destrukcji. Wydarzenie Wielkiej Nocy jest dla nas możliwością zobaczenia życia w innej perspektywie, nadania mu ciepłych i jasnych barw. Chrystus nas zbawia, udzielając łask. Jest to dar Boży, na który niczym sobie nie zasłużyliśmy! Jedyną właściwą odpowiedzią na tak szalony z miłości pomysł Pana Boga jest wdzięczność, która pociągnie za sobą zmianę życia, ukierunkuje na dokonywanie wyborów przesiąkniętych bezwarunkową miłością do Boga i ludzi. Jeśli przyjmiemy ów prezent, dokona się nasze z-martwego(ego)-powstanie. Nasze destrukcyjne przyzwyczajenia i nawyki, egocentryczne zachowania, słabości, z którymi nie możemy się uporać, które nas ograniczają i zniewalają, nie będą miały nad nami władzy. To zaś oznacza, że każdy dzień daje nadzieję na zwycięstwo. Uczestnictwo w życiu Kościoła (np. sakramenty) jest wejściem w przestrzeń zbawczej tajemnicy, która prowadzi nas do nowego życia. Staniemy się innymi ludźmi, bardziej otwartymi na to, co nowe. Zaczniemy oddychać świeżym powietrzem. Umocnienie płynące z sakramentów, czyli widzialnych znaków niewidzialnej łaski, umożliwia budowanie wspólnoty Kościoła.

Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa Św. Paweł, próbując wyjaśnić Koryntianom czym jest Kościół, użył obrazu ludzkiego ciała (1 Kor 12, 12–31). Każdy żywy organizm składa się z różnorodnych członków, mniejszych i większych, słabszych i silniejszych. Każdy z nich jest ważny i spełnia określoną sobie funkcję. Każdy z nich jest niezbędny, niezastąpiony, inaczej mówiąc konieczny do sprawnego funkcjonowania ciała. Podobnie jest ze wspólnotą Kościoła. Należą do niego wszyscy ochrzczeni, pełniący w swoim życiu różnorakie funkcje. Nawet ta najmniejsza, najskromniejsza pełniona przez nas rola jest najważniejsza, ma nieprzecenioną wartość i jest z woli Boga. Jesteśmy indywidualnościami, mimo wielu podobieństw, różnimy się. Dzięki Duchowi Bożemu obecnemu w Kościele, możliwa jest wzajemna współpraca. To dzięki udzielanej nieustannie łasce Jezusa możemy budować z Nim relację, która prowadzi nas do uświęcenia. Z treściami wiary jest podobnie jak z odkrywaniem świata za zamkniętymi drzwiami. Żeby dowiedzieć się, co się za nimi dzieje, nie wystarczy tylko zerkać przez dziurkę od klucza, należy się do nich zbliżyć i pociągnąć za klamkę. Żeby doświadczyć, o co chodzi w wierze, zmartwychwstaniu i Kościele, trzeba chcieć się zatrzymać, na nowo się nad tym zastanowić i pozwolić Bogu zmieniać swoje myślenie. Życzę Wam odkrycia niepojmowalności Boga w tajemnicy Jego narodzenia! fot. danagouws/sxc.hu

I


II

dodatek warsza wski

W stołówce wygłodniałe tłumy żaków i profesorów. Godzina 13.00, czyli najlepsza pora obiadowa. Przy stoliku siedzimy w piątkę i powtarzamy na egzamin z etyki dziennikarskiej. Rzucam nieco kontrowersyjne pytanie: – No dobrze, prawda, dobro, piękno, tylko powiedzcie to dziennikarzowi, który ma kredyt mieszkaniowy do spłacenia? Wywiązuje się rozmowa, że wartości moralne są najwyższe, a pracy nieetycznej nie należy przyjmować. W końcu z ust koleżanki pada zdanie: – A zresztą, jak ktoś dobrze postępuje, to Bóg mu zawsze pomoże. Być może ktoś z boku, słuchając tej rozmowy, mógłby pomyśleć: Oszołomy jakieś, czy co? To studenci UKSW, moi koledzy, którzy należą do różnych katolickich organizacji. Asia Boral do Akademickiego Stowarzyszenia Katolickiego „Soli Deo”, Wojtek Biś jest w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, Kinga Najkowska w Oazie, a Dorota Sys to wychowawca w Oratorium ks. Bosco.

Każdy z przypadku Trafili do swoich organizacji i już tam zostali. Wpadli po uszy na początku, a każde z nich mówi, że był to przypadek. – Zostałam zaproszona jako wychowawca na letnią kolonię – mówi Dorota. – Duch salezjański spodobał mi się i odpowiadał na moje potrzeby, więc zostałam. Kingą kierowała ciekawość, czyli paradoksalnie pierwszy stopień do piekła: – Starszy brat mnie zachęcił do udziału i już zostałam zauroczona! Czemu...? Bo młodsza siostra zawsze ciekawa jest tego, co robi starszy brat. Asia także poszła za rodzinną starszyzną: – O „Soli Deo” usłyszałam, zanim zostałam studentką. Od mojej siostry, która wtedy była na pierwszym roku. Bardzo zaciekawiało mnie to stowarzyszenie. Ciągnęło mnie tam, choć nie wiedziałam dlaczego. Natomiast Wojtek jeszcze przed poznaniem KSM-u planował wymówkę. – Dokładnie www.e-tryby.pl

pamiętam dzień, w którym się to stało – opowiada z błyskiem w oku. – Grałem na komputerze w moim pokoju, kiedy mój tata powiedział mi, że jeden z księży wikariuszy z naszej parafii zapraszał mnie do przyjścia na KSM. Na początku nie chciałem iść, ale za namową taty w końcu poszedłem. Pomyślałem, że raczej mi się nie spodoba, więc będę miał przynajmniej wymówkę, żeby więcej już nie przychodzić.

Róbmy swoje, róbmy swoje Jednak wymówki nie były potrzebne, co owocuje do dziś. Wojtek pełni funkcję zastępcy prezesa zarządu diecezjalnego KSM Archidiecezji Warszawskiej, a co za tym idzie – jest odpowiedzialny za rozwój stowarzyszenia w całej diecezji. Dorota, chociaż do swojego macierzystego Oratorium we Wschowie ma daleko (woj. lubuskie), to cały czas trzyma rękę na pulsie i zajmuje się organizacją na odległość: – Jestem odpowiedzialna za prowadzenie strony naszego Oratorium (www.oratorium. zw.pl), za formację wolontariuszy i animatorów oraz przygotowywanie wyjazdów i imprez. To, że wcześniej pracowała w harcerstwie jako drużynowa, bardzo pomogło jej w pracy z dziećmi z Oratorium, które, jak sama przyznaje, nie zawsze są pokorne: – Że to niby grzeczne dzieci? Pochodzą często z patologicznych rodzin, jedyny ciepły posiłek jedzą u nas w Oratorium, tu też odrabiają lekcje, spędzają czas na zabawie. To, jacy są, wpisuje się w nazwę pierwszych oratoriów „Łobuzy ks. Bosco”. Kinga angażuje się w Oazę. – Jestem odpowiedzialną (główną animatorką) parafialnej wspólnoty w Ursusie – stwierdza. – Polega to głównie na formowaniu osobowości młodych ludzi. Asia przyznaje, że pełniła funkcję prezesa koła uczelnianego ASK „Soli Deo” na UKSW. Teraz, jak mówi o so-

Nie

święci

garnki lepią Paulina Jaworska

bie, jest „szarym członkiem”, ale mimo to nie próżnuje i nadal działa.

KSM, ASK „Soli Deo”, Oaza, Oratorium – co i jak? Działania Asi, Kingi, Doroty i Wojtka są jak poszczególne cegiełki w całej budowli, którą jest dana organizacja. A co to za budowle? Na czym stoją? I jak działa cała załoga

„budowniczych”? – KSM to organizacja apostolska – mówi Wojtek. – Naszym głównym celem jest oddziaływanie na młodego człowieka, by ukształtować go na dojrzałego chrześcijanina. Interesuje nas jego integralny rozwój: przede wszystkim duchowy, ale także m.in. intelektualny, emocjonalny, fizyczny. Z tego wynikają nasze działania. Asia, jako była pani prezes, od podszewki zna


dodatek warsza wski

Co słychać „Soli Deo” i jego plany: – Co robimy? Każdy rok akademicki zaczynamy od obozu „zerowego”. Jest on przeznaczony dla studentów rozpoczynających studia, by pomóc im się zaklimatyzować i zintegrować z nowymi znajomymi. Co najważniejsze, wszystkie nasze solideowe wyjazdy są wolne od alkoholu i innych używek. Staramy się promować abstynencję i pokazywać, że i bez tego można się fantastycznie bawić! Ale podkreśla coś jeszcze: – „Soli Deo” to przede wszystkim działanie! W ciągu roku organizujemy na

kiermasz ciast, wspólny wyjazd, organizacja sylwestra, ewangelizacyjne kursy Filip. Do Doroty należy organizacja wszelkich przedsięwzięć wspólnoty: – Głównym działaniem jest opieka wychowawcza nad dziećmi ze środowiska wschowskiego. W ramach Oratorium działa także zespół „Cantate Deo” oraz duża grupa wolontariuszy i animatorów. Organizujemy wyjazdy wakacyjne dla dzieci i feryjne dla młodzieży oraz wychodzimy do społeczeństwa, organizując happeningi, koncerty itp. Zaś wakacyjne wyjazdy (tzw. koloniady) są tym, co Dorota lubi najbardziej.

Jak cię widzą... nie uciekają

fot. michelini/sxc.hu uczelniach nawet kilkanaście spotkań, poruszających tematy wiary, miłości, czystości. Ich gośćmi byli o. Ksawery Knotz czy ks. Piotr Pawlukiewicz. Kinga również ma się czym pochwalić: – Nasze działania to głównie szukanie ciekawych form ewangelizacji dla coraz bardziej wymagającej i żywiołowej młodzieży. Czasem jakieś wspólne inicjatywy, jak koncerty z pantomimą,

Wszystko ładnie i pięknie, ale aż korci mnie, by dowiedzieć się, jak osoby z katolickich organizacji są postrzegane przez innych. Dorota przekonuje, że choć każda reakcja jest inna, to raczej są one pozytywne. Wojtek twierdzi, że są to reakcje neutralne: – Nie spotkałem się jeszcze z wyśmianiem z powodu bycia KSM-owiczem. Gdy opowiadam ludziom, kim jesteśmy i co robimy, to nieraz budzi to u nich wielki szacunek i zainteresowanie. Podobne doświadczenia ma Asia: – Wszystkie reakcje, z jakimi się dotąd spotkałam, były bardzo pozytywne. „Soli Deo” jest jednym z najprężniejszych akademickich stowarzyszeń. Sporo studentów nas zna i brało udział w jakichś wydarzeniach przez nas organizowanych, dlatego zawsze jest uśmiech i nawiązuje się rozmowa. Tylko Kinga nie widzi tego tak jednoznacznie, przez różowe okulary, jednak nie przejmuje się opiniami innych: – Już tak jestem przesiąknięta myślą oazową, że wcale nie muszę się tłumaczyć, widać, że taki katol ze mnie. Czasem podśmiewają się, a czasem budzi to w nich taki szacunek, choć nie przestają mnie postrzegać jako tej „innej”. Ale kocham to i jest to dla mnie siłą. Nie muszę się wstydzić tego, co jest głęboko we mnie, co stanowi o mnie.

TRYBY – Warszawa NR 9(18)/2012

Nie dla dewotów! Kinga, Asia, Wojtek i Dorota nie wstydzą się swoich organizacji, wręcz przeciwnie. Wojtek zawsze nosi przypięty do koszuli czy bluzy KSM-owy znaczek, Kinga ma przyczepiony do piórnika oazowy krzyżyk, Asia naklejony na kalendarz herb „Soli Deo”, a Dorota potrafi podśpiewywać „Ksiądz Bosco na pewno jest z nami!”. Nieraz ktoś ze znajomych nawet ze śmiechem stwierdza: „Ej, ty tak wciąż o tym Bosco, jakby to twój kuzyn był!”. A jak to jest z tym stereotypowym wyobrażeniem typowego członka katolickiej organizacji: dziewczyny w spódnicach za kolano i nienagannie splecionych warkoczach, a chłopcy z przedziałkiem na boku, jak u młodych kleryków? Dziewczyny i Wojtek przekonują mnie, że nic z tych rzeczy. – W KSM-ie poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi. Są oni radośni, twórczy, pełni energii – mówi z uśmiechem Wojtek. – Przebywanie z nimi to przyjemność. To ludzie o pięknie ukształtowanej osobowości, którzy mają odwagę krzyknąć, gdy dzieje się zło, którzy wpadają na świetne pomysły i skutecznie je realizują, którzy potrafią bawić się do białego rana. Asia również zwraca uwagę na zabawę: – Oj, nie! Kiedy przygotowaliśmy projekt „Poruszyć niebo i ziemię”, wieszaliśmy na uczelniach plakaty z hasłem „ASK «Soli Deo» – nie dla dewotów”. Zrobiliśmy niezły szum... ale taka jest prawda! Młodzi chrześcijanie to nie grzeczni, ułożeni ludzie, którzy się boją zabrać głos, bo a nuż ktoś się na nich obrazi, zwróci uwagę. Dorota mówi, że postrzega się ich całkiem odwrotnie: – Mówi się o tym, że skupiamy biduli i największych rozrabiaków... i tak jest... Dziewczęta nie noszą długich spódnic i warkoczy! A chłopcy nie mają koloratek od urodzenia... Jesteśmy normalni, ale wyjątkowi!

w

stolicy?

Konwersatorium „Jak wierzę?” Nie jest to wykład teologiczny ani moralne pouczenie, ale spotkanie osnute wokół osobistego wymiaru wiary każdego z nas, odbywające się w kluczu: modlitwa, refleksja, dyskusja. Konwersatoria odbywają się aż do wakacji w każdą pierwszą środę miesiąca o godz. 19.30 w archikatedrze warszawskiej (przy ul. Świętojańskiej 8), w sali nad zakrystią. Prowadzi je miejscowy proboszcz, ks. Bogdan Bartołd.

„Polska i Rosja: geopolityka i trudne sąsiedztwo” To tytuł cyklu wykładów prof. Andrzeja Nowaka, zorganizowanych przez parafię św. S. Kostki i warszawski oddział „Civitas Christiana”. Comiesięczne wykłady mają miejsce się w Auli Domu Pielgrzyma „Amicus” przy ul. Hozjusza 2, o godzinie 16.30. Najbliższe spotkanie 8 stycznia, następne 12 lutego. Szczegóły: www. popieluszko.net.pl

Stała pomoc psychologiczna W Warszawie funkcjonuje kilka katolickich ośrodków oferujących pomoc psychologiczną, m.in. w następujących sprawach: depresje, zaburzenia nerwicowe, uzależnienia, problemy związane z aborcją, przemoc fizyczna i psychiczna. Na potrzebujących pomocy czekają psychologowie, psychiatrzy, mediatorzy, kapłani. Przykładowe ośrodki: Ośrodek Pomocy Psychologicznej „Bednarska” (www. opp.bednarska.warszawa.pl), Katolicki Ośrodek Pomocy Psychologiczno-Pastoralnej „Poradnia Dewajtis” (www. poradnia.dewajtis.pl).

III


dodatek warsza wski

ślubu, łatwo jest zwątpić, czy miłość na całe życie jest możliwa i czy trwanie przy tej jednej osobie nie jest nudne. Mam to szczęście, że najbliższe mi osoby (czyli moi rodzice i moja starsza o 10 lat siostra) żyją tak, jak sobie to wymarzyły, czyli kochają wiernie, wyłącznie, ofiarnie i radośnie… Podobnie żyją inne bliskie osoby z mojej rodziny i wielu moich przyjaciół. Te osoby dają mi całkowitą pewność, że kto kocha w sposób wierny i czysty, czyli odpowiedzialny, i kto wiąże się z kimś zdolnym do podobnej miłości, ten może spać spokojnie. Taką pewność dają mi też moje własne marzenia: wiem, że one we mnie są i po prostu wiem, że są realne, więc z nich nie rezygnuję ani ich nie zdradzam. Po trzecie, ufam Bogu. On mi mówi, że gdy będę kochać, to będę szczęśliwa. Po czwarte, Pieśń nad Pieśniami (tak, to TA pieśń!) byłaby smutna, gdyby miała opisywać tylko jedną noc…

fot. jarrrr/sxc.hu

IV

Niepoprawny romantyk a wierna miłość Magdalena Korzekwa

Publiczne zwierzenia i utrata intymności „Od trzech tygodni spotykam się z moją nową wielką miłością… Tym razem buduję prawdziwy związek” – bez skrępowania, dość głośno i z fascynacją zwierzała się jakaś dziewczyna swojej koleżance w metrze. Miałam okazję (wraz z innymi pasażerami) usłyszeć jeszcze kilka zachwytów nad owym mężczyzną, m.in. to, że niedawno obronił pracę inżynierską na PW, że to wysoki i przystojny brunet, że świetnie tańczy… Potem była opowieść o pierwszej wspólnej i upojnej nocy, której z przyzwoitych względów nie przytoczę (w metrze co niektórzy zwrócili uwagę owej dziewczynie, że takie rzeczy lepiej opowiadać w nieco mniejszym gronie i tylko wśród tych osób, które sobie tego życzą…). Jeśli ktoś decyduje się na wejście w największą intymność z drugą osobą, mimo że nie zbudował jeszcze z nią największej więzi, jaka jest możliwa, czyli nie podjął decyzji o ślubowaniu jej miłości na całe życie, to naraża samego siebie na ogromną pustkę. Otóż, w przypadku rozstania się z tą osobą i spotkania później kogoś innego, z kim dorośnie do wzajemnej decyzji o małżeństwie, zobaczy, że ma teraz poważny problem. Z jednej strony w pamięci i sercu odnajduje wiele wspomnień z tych najintymniejszych chwil z innymi www.e-tryby.pl

osobami (a te wspomnienia w momentach kryzysu małżeńskiego mogą być szczególnie silne!), z drugiej strony, nie jest już w stanie ofiarować żonie czy mężowi tego, co w nim najbardziej intymne, nowe, dziewicze… Można wmawiać sobie, że seksualna przeszłość pozamałżeńska nie ma znaczenia, że się nie liczy… Fakty pokazują, że jest inaczej i że taka przeszłość odbiera radość i pogodę ducha w teraźniejszości.

Wierność bez miłości byłaby męczeństwem Chyba w każdym z nas drzemie marzenie o tym, żeby być przez kogoś pokochanym na całe życie i żeby ta relacja przynosiła codziennie radość, siłę, nową fascynację drugą osobą, nowe „motyle w brzuchu” i nowe dreszcze wzruszenia. Myśląc w kategorii popędów i przyjemności, trudno wyobrazić sobie, że możliwe jest to, aby przez na przykład 60 lat ciągle być zafascynowanym, a nie znudzonym, tą drugą osobą. Na szczęście jesteśmy ludźmi, a nie zwierzętami, a to oznacza, że jesteśmy zdolni do czegoś, czego nie potrafi żadne zwierzę i co na gruncie czysto biologicznym nie jest możliwe do wytłumaczenia, czyli do pokochania kogoś radośnie nad życie! I aż do śmierci! Gdy widzę, jak rozpadają się kolejne małżeństwa, którym towarzyszyłam w dniu

Wierność bez miłości byłaby męczeństwem, bo byłaby niezrozumiałą ascezą i wyrzeczeniem, ale miłość bez wierności na zawsze byłaby tylko smutną imitacją samej siebie, która przynosi dręczące rozczarowania. Wiele osób mówi o tym, że na początku ich związku było miło i romantycznie, ale potem przyszła jakaś rutyna i teraz tęsknią za tym fascynującym początkiem. Słyszałam niedawno porównanie, że małżeństwo jest jak ogród… Trzeba o niego dbać, czasem należy go odświeżyć i odbudować, ale bez zaangażowania zarośnie i zamknie się, jak niekochana osoba. Nie wszyscy pamiętają o tym, że to dbanie o wspólne szczęście zaczyna się przed zawarciem małżeństwa. To wtedy decydujemy o przyszłym kształcie małżeńskiego ogrodu – o tym, czy będzie on ogrodem miłości czy pożywką dla złych wspomnień sprzed zawarcia małżeństwa.

Niepoprawni romantycy… Czy zatem niepoprawni romantycy mają szansę na wierną i radosną miłość do śmierci? Oczywiście! Pod warunkiem, że ponad romantyzmem postawią miłość. Romantyzm jest groźny tylko w jednej sytuacji: gdy ktoś próbuje zastąpić nim miłość. Natomiast w dojrzałej relacji romantyczność może stać się dodatkowym dreszczykiem i zamieniać spotkanie męża i żony w prawdziwe święto i w wyjątkową małżeńską randkę… Romantyczne małżeńskie randki staną się w przyszłości możliwe, jeśli tu i teraz wyznaczymy sobie mądre priorytety i respektować będziemy sprawdzone zasady moralne w relacji z tą drugą osobą… I jeśli będziemy mieli odwagę, by wspólnie „klapnąć” na kolana. Bez modlitwy ani rusz, bo modlitwa to rozmowa z Kimś, kto jest Mistrzem, a nie rzemieślnikiem w sprawach miłości.


Grudzień 2012 dodatek warszawski