Page 1


Tryby. Dobra nowina dla studentów.

Drodzy Czytelnicy!

4

Czytasz?

4

Czytelnica katastrofa

5

Przyjaciele z dziecięcych lat

6

Cudowne lekarstwo na… wszystko? Kolej na książki

7

Daj się wziąć na stronę

8

Z Bogiem z wielkim mieście

10

Hit wszechczasów „Carpe diem” po chrześcijańsku

11

Najwybitniejszy wśród...

12

Święta małżonka i… zakonnica

13

Targi Miłosierdzia

14

Wiesz, że możesz pomóc uratować życie?

Nieraz już wspominaliśmy, że miesięcznik, który trzymacie w rękach, to nasza pasja i misja. Robimy coś, co sprawia nam wielką przyjemność i daje dużo satysfakcji, ale przede wszystkim czujemy, że docieranie z artykułami o wartościach do jak największej liczby studentów jest bardzo potrzebne. Dla wszystkich w naszej redakcji praca nad każdym numerem to wolontariat, zależy nam bowiem na tym, by pismo było rozdawane bezpłatnie. Jednak żeby „Tryby” ukazywały się w papierowej wersji, musimy opłacać faktury z drukarni. Dlatego jeśli chciałabyś/chciałbyś współtworzyć tę „pasję i misję” i masz taką możliwość, dorzuć się do druku. Szczegóły znajdziesz z tyłu okładki. Z góry serdecznie dziękujemy wszystkim Darczyńcom i obiecujemy pamiętać w modlitwie!

16

Zachowałam się jak trzeba

17

Dwoje i chemia

18

Droga Krzyżowa dobrej i złej rady

20

Stawiać kolejne kroki

Jeśli ktoś z Was chciałby się natomiast czynnie włączyć w powstawanie „Trybów”, zapraszamy do naszej redakcji! Kolejne spotkanie rekrutacyjne (bez obaw – bez żadnych testów, egzaminów!) już 20 kwietnia o 18.00 w krakowskiej siedzibie KSM, tj. ul. Wiślna 12/7 (II piętro). Można u nas odbyć praktyki studenckie! Czekamy też na Wasze sugestie dotyczące naszej pracy, można je podsyłać drogą mailową lub na FB.

21

Narodziny potęgi / Moja Miłość

22

Na wieży furgotał...

23

Papierowa czy elektroniczna?

Jeśli czytasz ten wstępniak, to znaczy, że… no właśnie, możesz odpowiedzieć pozytywnie na pytanie z okładki: CZYTASZ! A tak poważnie, to ile książek przeczytaliście od początku roku? Jeśli choć jedną, to prawdopodobnie jesteście w mniejszości Polaków. Tej czytelniczej katastrofie poświęcony został tekst Mirka Haładyja napisany jednak z przymrużeniem oka, jak głosi tytuł. Marta Pijanowska dla osłody zabiera nas w podróż do dziecięcych wspomnień książkowych, a także podsuwa całą listę korzyści płynących z połykania książek. A wiecie może, czym jest sleeveface? Sprawdźcie w numerze, bo mamy dla Was konkurs, w ramach którego należy wykonać właśnie tę tajemniczą rzecz. Liczymy na Waszą kreatywność! Skoro o konkursach mowa, to słyszeliście już o „Śladach”? To organizowany przez nas i Górę Dobra (o której więcej w stałej górodobrowej rubryce) konkurs filmów amatorskich. Udział wziąć może absolutnie każdy – będą się liczyć zarówno filmy nagrane kamerami czy lustrzankami, jak i zwykłe nagrania z telefonów komórkowych. Po więcej informacji sięgnijcie na przedostatnią stronę „Trybów” i/lub na kfas.pl!

Marianna Gurba Redaktor Naczelna

Redaktor naczelny: Marianna Gurba Asystent kościelny: ks. Rafał Buzała Sekretarz: Maria Paruch

Stopka

Manager: Kamila Ciupińska Zespół redakcyjny: Klaudia Oracz, Karolina Pluta, Dagmara Śniowska, Michał Wnęk, Dorota Kumorek, Krzysztof Kawik, Krzysztof Reszka, Marta Łysek, Katarzyna Jamróz, Mirosław Haładyj, Kamil Faber, Marta Pijanowska, Maria Paruch, Maria Węgrzyn, Maria Cieszkowska

Korekta: Edyta Cybińska Elżbieta Jaworek Marianna Szumal

Temat numeru

Rozmowa z charakterem

Powołanie

Wspomnienie

Inżynier ducha

Góra Dobra

Historia

Pro life

Encyklopedia wiary

Inspiracje

Recenzje

Trybka odkrywa Polskę

Tech info

Współpraca:

Druk: Printgraph Brzesko Adres redakcji: ul. Wiślna 12/7 31-007 Kraków Data zamknięcia numeru: 26.03.2018 r. Nakład: 5000 egz. Redakcja zastrzega sobie prawo  do skracania tekstów i zmiany tytułów. www.e-tryby.pl biuro@e-tryby.pl manager@e-tryby.pl Wydawca:

DTP, grafika, okładka: Wojciech Krakowiak str. 1-5, 13-15, 17-19, 23-24 Katarzyna Krakowiak str. 6-12, 16, 20-22 Rysunki Trybki: Weronika Piórek, Julia Krakowiak

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej

Pro life

www.e-tryby.pl


Czytasz?

Z przymrużeniem oka.

Czytelnicza katastrofa flickr/Steven Depolo

Raport mniejszości Już niedługo, tradycyjnie zresztą, jak co roku, Biblioteka Narodowa zafunduje nam kolejny odcinek mrożącego krew w żyłach serialowego thrillera. Z pewnością gęsiej skórki dostaną w pierwszej kolejności wszelkiej maści „poloniści” – począwszy od filologów szkolnych i akademickich, poprzez wydawców, bibliotekarzy, księgarzy, krytyków, dziennikarzy, a na pisarzach skończywszy. Co to za serial? Nie może chodzić o nic innego, jak tylko o „Raport o stanie czytelnictwa w Polsce”. Tym razem dotyczyć on będzie roku 2017.

Siła tradycji To, co następuje po opublikowaniu wspomnianego wyżej dokumentu, jest do bólu przewidywalne i chyba wszyscy zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić – wszak ten sam scenariusz przerabiamy rok w rok. Zaraz po ogłoszeniu procentu czytających, odtrąbiona zostaje katastrofa. Szybko dowiadujemy się, że odsetek ten jest katastrofalny. Podobnie jak katastrofalne są ich procenty w poszczególnych grupach wiekowych, katastrofalna jest wielkość księgozbiorów domowych, katastrofalne jest to i tamto…

Jaka piękna katastrofa Potem rozpoczyna się kilku(nasto)godzinna żałoba narodowa. Wszystkie zakładki wystające z książek zostają opuszczone do połowy. Księgarnie, dowiedziawszy się, że nie mają klientów, skracają godziny pracy lub całkowicie zamykają swe podwoje. Bibliotekarki, słysząc jak katastrofalny jest procent ludzi czytających w społeczeństwie, przychodzą do pracy ubrane na czarno, a regały przewiązują kirem. Nauczyciele, w geście katastrofalnej rozpaczy, z iście rejtanowskim rozmachem rozdzierają na lekcjach książki i rzucają kartkami w uczniów, krzycząc: „Czytajcie, na miłość Boga i ojczyzny!”. Pisarze spotykają się na swoich zjazdach, próbując kolektywnie obmyślić fabułę powieści tak atrakcyjnej, że jej wydanie natychmiastowo zwiększyłaby katastrofalny procent czytających. A w me-

4

diach słychać pełne zadumy, a nierzadko również goryczy, komentarze wychodzące z ust zafrasowanych autorytetów. Wszyscy próbują znaleźć odpowiedź na pytanie: „Dlaczego Polacy czytają tak katastrofalnie mało?”. Z tej okazji pada oczywiście wiele katastrofalnych tez, przypuszczeń, teorii… A także oskarżeń, zarzutów i apeli. Ich adresatami są najczęściej różnorakie katastrofalne instytucje, począwszy od rządu, a skończywszy na… rządzie.

Kanonada kanonu Nie brakuje również publicznych manifestacji, na których radykalni i postępowi palą katastrofalne listy lektur, protestując przeciwko tak nielicznemu czytelniczemu stanowi. Wśród protestujących znajdują się, m.in. Szewcy, Ludzie bezdomni, a nawet, za przeproszeniem, zwykłe Dziady. Zwolennicy radykalnego zwiększenia odsetku czytających krzyczą: „Precz z Panem Tadeuszem”. Zamaskowany Czerwony Kapturek i jakaś Dziewczynka z zapałkami próbują razem podpalić szmacianą kukłę. Po chwili, gdy ta już płonie, niosą ją paradnie przed sobą krzyczą: „Precz z Lalką! Chcemy się bawić z Harrym Potterem!”. Wśród demonstrantów panują nastroje skrajnie antyniemieckie - wszyscy, mając jeszcze w pamięci Krzyżaków i pragnąc Zemsty, chcą ostatecznego rozwiązania ich kwestii Ogniem i mieczem…

Nieświadomość z podświadomości W zakończeniu corocznej tradycji przyłączania się do greckiego chóru tragedii katastrofalnego stanu polskiego czytelnictwa mogą pomóc dwa zdania pewnego profesora: „Utopia powszechnego czytania się nie ziści. Na szczęście, gdyż życie z literaturą doprowadzone do stadium, w którym to literatura zaczyna być najważniejsza albo zaczyna dominować nad życiem, prowadzi zwykle do katastrofy”. Może my po prostu podświadomie nie chcemy doprowadzić do katastrofy...?

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018

Mirosław Haładyj

Mój rodzinny dom. Stoję przy biblioteczce pełnej książek. Tych książek, które pamiętają młodość moich rodziców i tych, które pachną jeszcze księgarnią i świeżym drukiem. Stoję boso, w zdecydowanie za dużym swetrze, w lewej dłoni trzymam ulubiony kubek w czarne kropki. Prawą ręką muskam zaś grzbiety stojących książek i jednocześnie razem z przygrywającą gdzieś w tle Edytą Bartosiewicz śpiewam – Witaj w moim domu, przyjacielu. Nananananana. Szukałeś dróg, wciąż gnałeś gdzieś po świecie. Nananananana. By ot tak na wszystkie swe pytania, odpowiedź znaleźć dziś w naszej rozmowie (…). Zatrzymuję wzrok na półce, która wywołuje we mnie największe emocje. Każda książka, której dotykam, i której tytuł czytam, przywołuje jakieś przyjemne wspomnienie z lat najmłodszych. Wzruszają mnie książki z dzieciństwa, ponieważ przypominają czasy, kiedy wszystko było prostsze. Dzięki wyobraźni stawaliśmy się częścią baśniowych krain. Na samo wspomnienie moich ówczesnych pomysłów chichoczę cicho i stwierdzam – Andersen czy Bracia Grimm nie powstydziliby się takiej fantazji. Przyglądam się uważnie tym książkom i prawie jak przy użyciu potterowskiej Myśliodsiewniej, przywołuję kolejne wspomnienia. Ciężko wybrać ulubioną pozycję, bo jest ich tak dużo. Ale jeśli mam być szczera, to „Plastusiowy Pamiętnik” Marii Kownackiej wzbudza we mnie wyjątkowy sentyment. Wyciągam z półki nieco zakurzoną książkę, kartkuję ją powoli i znów jestem małą dziewczynką, która leży w łóżku obok swojego taty i słucha o przygodach plastelinowego ludzika. I choć opowieści zawsze mnie ciekawiły, to teraz z perspektywy czasu sądzę, że najbardziej lubiłam w tej książce to, że trzymała ją w rękach osoba, którą kocham i przy której czuję się bezpiecznie. Odkładając z powrotem na półkę „Plastusia”, postanawiam sprawdzić, jak kwestia książki z dzieciństwa wygląda u studentów. Okazuje się, że wcale nie jest to trudne pytanie, ponieważ każdy ma taką książkę, która zaraz obok ukochanego misia albo pluszowego pieska zajmuje wyjątkowe miejsce w sercu. Ola wspomina – Będąc całkiem mała, miałam książkę z wierszem „Abecadło z pieca spadło”, po kilku przeczytanych razach, znałam już wiersz na pamięć, ale dalej bardzo lubiłam oglądać książkę. Tam Abecadło spadło z takiego pieca kaflowego, jaki miała moja babcia, więc byłam przekonana, że ta historia dzieje się u babci w domu! Ale, ale, książkowe wspomnienia z dzieciństwa mogą być też zupełnie inne. Ola


Czytasz?

Przyjaciele z dziecięcych lat Razem wrócimy na chwilę do przeszłości, zgoda? Tylko podaj mi rękę i chodź.

No cóż… Wróćmy jednak na słoneczną stronę ulicy. Marek nie musi długo myśleć nad wyborem, wie, że są to „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren – Za bardzo nie pamiętam fabuły, ale wiem, że byłem zachwycony i nie mogłem się naczytać, do tego marzyłem, aby mieć te same przygody! Kojarzy mi się z pierwszą „grubą” książką, jaką przeczytałem. Grzesiek z kolei wraca pamięcią do „Konika Garbuska” Piotra Pawłowicza Jerszowa – To pierwsza książka, która przyszła mi do głowy, kiedy pomyślałem o skojarzeniu z dzieciństwem. Chyba pierwsza, jaką pamiętam, że ktoś mi czytał. W dzieciństwie czę-

sto jeździłem na weekend do dziadków i tam babcia lub dziadek czytali mi to na dobranoc i chyba nawet na tej książce uczyli mnie czytać. Właśnie z tymi weekendami kojarzy mi się „Garbusek”. Sabina dzieli się ze mną: – Szczerze powiedziawszy, nie pamiętam jaka była lektura mojego dzieciństwa i w tym momencie muszę zaufać mojej mamie, która wspomina ,,Alicję w krainie czarów”. Jestem skłonna jej uwierzyć, patrząc na pobazgrany kredkami, wyświechtany egzemplarz tej książki, schowany głęboko w pudełku z pamiątkami. Lubiłam znikać (jak Alicja) w krainie bajek, baśni, czarów, w krainie nierealnej, w innym świecie, lubiłam uciekać do świata, w którym zawsze było idealnie. I to zostało mi po ,,Alicji” do dziś. Natomiast Asia wspomina o „Karolci” Marii Kruger: – Jedni marzą o złotej rybce spełniającej marzenia, a ja myślę o takim magicznym koraliku, który spełniałby życzenia, tak jak głównej bohaterce. Znaleziony podczas przeprowadzek kojarzy mi się jednocześnie z moimi zmianami miejsca zamieszkania. Chociaż skarbów wtedy nie znalazłam, miałam szansę na nowo odkryć to, co posiadałam, już wcześniej zapomniane. I tkwi w tym pewnego rodzaju magia. Nawet bez koralika. Książki z dzieciństwa są jak bułka z nutellą i kubek gorącego kakao. Słodko je powspominać. A Ty? O której książce byś opowiedział? Marta Pijanowska

„Mała książka – wielki człowiek” to nazwa kampanii, w ramach której Instytut Książki wraz z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego zachęcają do czytania dzieciom już od pierwszych chwil życia. Twórcy inicjatywy przypominają, że czytanie najmłodszym nie tylko rozbudza ich wyobraźnię, kształtuje mowę, czy rozwija emocje, ale wpływa również na poczucie bliskości oraz budowanie trwałych więzi rodzinnych. Kampania została zrealizowana w ramach akcji „Książką połączeni”, za sprawą której świeżo upieczeni rodzice otrzymują na polskich oddziałach położniczych pakiety („wyprawki”) czytelnicze dla swoich pociech. Bo wspólny czas z książką może być nie tylko wspaniałym startem milusińskich w przyszłość, ale też ogromną frajdą dla pociech i tych, którzy im czytają! Marta Pijanowska www.wielki -czlowiek.pl

opowiada – Całe życie nie znosiłam mitologii, historii, itp. Gdy zatem w V klasie mieliśmy przeczytać „Przygody Odyseusza” – mdliło mnie na sam widok tej książki. Wtedy moja mama się nade mną zlitowała (dodatkowo miałam wtedy ospę, więc naprawdę wzbudzałam litość) i przeczytała mi na głos całą książkę, żeby ulżyć mi w cierpieniu! To był ostatni raz, kiedy mama coś mi czytała…

5


Czytasz?

Cudowne lekarstwo na… wszystko? Różnie z tym naszym czytaniem bywa, to nie tajemnica. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, korzyści z czytania książek jest całe mnóstwo! Oto kilka z nich:

2. Więcej empatii. Ponoć nie ma takiego uczucia, którego ktoś już kiedyś gdzieś nie opisał. Dzięki fikcji literackiej łatwiej więc zrozumieć relacje międzyludzkie i emocje.

4. Bogata wyobraźnia. Po co przeżywać jedno życie, skoro można kilka? Czytanie książki to jedyna aktywność na świecie, dzięki której zdobywać można najwyższe szczyty, nie spociwszy się przy tym ani trochę.

Kto czyta książki, żyje podwójnie.

3. Lepsza koncentracja i pamięć. Karta biblioteczna to karnet na siłownię dla naszego umysłu. Już Darwin mówił, że narząd nieużywany zanika. Mózg potrzebuje gimnastyki – tak jak mięśnie. Czytanie utrzymuje go w najlepszej formie.

~ U. Eco

5. Wzbogacone słownictwo. Podobno ulubionym tematem rozmów Królowej Angielskiej jest pogoda. Ale można spotkać kogoś, komu to nie wystarczy. Dzięki czytaniu już nigdy „nie zapomni się języka w gębie”. Koniec z kłopotliwym „yyy… ładna pogoda!”

www.unsplash.com

1. Dłuższe życie. Od zarania dziejów ludzie poszukują lekarstwa na przedłużenie swojego życia. A może ono jest tuż na wyciągnięcie ręki? Badacze Uniwersytetu Yale dowodzą, że regularne sięganie po książkę daje szansę na życie nawet 2 lata dłuższe. Więc nic tylko szukać „Apteki” z napisem Biblioteka!

6. Lepszy sen, mniej stresu. Nie ma sensu bycie niewolnikiem reklam o środkach nasennych, nałogowym „popijaczem” melisy, melatoniny czy kozłka lekarskiego. Czytanie uspokaja i daje dobry sen. Jedynym wspomagaczem jest książka! Marta Pijanowska

Kolej na książki! Do niedawna to był jedynie niezbyt urodziwy niszczejący budynek dworca kolejowego, jednak w 2014 roku jego los całkowicie się odmienił - przeszedł zaskakującą metamorfozę i od tamtego czasu zachwyca i zdumiewa, a co najciekawsze już dwa lata później usłyszał o nim i docenił go cały świat. Dworzec kolejowy w Rumi. Tylko czemu o nim piszemy w dziale o czytaniu książek? Z zewnątrz zupełnie niepozorny budynek dworca PKP mieści w sobie obecnie niezwykłą przestrzeń, powstała tam bowiem Stacja Kultura. Znajduje się w niej miejska biblioteka publiczna z czytelnią, wypożyczalnią dla dzieci i dorosłych, ale są tam także pracownie: plastyczna i fotograficzna, dwie sale konferencyjne oraz pomieszczenie dla organizacji pozarządowych. Pozostałe około 20% całego budynku to dalej dworzec, ale teraz w nowej odsłonie - pięknie odremontowany.

Doceniony projekt

kora Wnętrza. W 2016 roku zajęło ono pierwsze miejsce w międzynarodowym konkursie Library Interior Design Awards w kategorii „Single Space Design”, czyli projektów jednoprzestrzennych. Pośród konkurentów m.in. z Kanady, Chin i USA to właśnie wnętrze pomorskiej biblioteki zostało uznane za najlepiej zaprojektowane. Nie ma wątpliwości, że nagroda została słusznie przyznana.

Pociąg do książek W Stacji Kultura znajdziemy wiele elementów kojarzących się z dworcem i koleją. Po wejściu do

Choć niewątpliwie w Stacji Kultura króluje książka, to nie jest jedynym skarbem tego miejsca. Dużą wartość stanowi samo wnętrze biblioteki, wykonane według projektu pracowni Si-

6

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018

środka zobaczymy nazwę tego miejsca z charakterystycznym dla dawnych dworców dużym zegarem. Znajdują się tutaj także kanapy zaprojektowane i ustawione w taki sposób, by przypominać przedziały kolejowe. Wygląd regałów z książkami ma nawiązywać do torów kolejowych, a zamiast klasycznej tablicy z programem wydarzeń w bibliotece znajdziemy rozkład jazdy z następującymi połączeniami: pociąg do kultury, pociąg do sztuki, pociąg do Kaszub oraz pociąg w głąb wyobraźni. Podobnie jak na dworcach przestrzeń jest tu otwarta, każdy może tutaj wejść, usiąść wygodnie i poczytać lub ruszyć stąd w dalszą podróż.

Nowoczesność z historią Na ścianie w czytelni dla dzieci znajduje się grafika przedstawiająca historię Rumi i oczywiście tutaj też znajdziemy akcent kolejowy, w tym stary rozkład jazdy pociągów. Inne miejsce z graficzną lekcją historii to ściana w holu, gdzie przedstawione są dawne budynki Rumi, m.in. nieistniejący już zajazd. Jednak pomimo różnych historycznych odniesień wnętrze jest niezwykle nowoczesne i funkcjonalne. W wystroju znajdziemy także inne ciekawe elementy takie jak biało-czarną fotografię Rumi z lotu ptaka czy wiszące na ścianach obrazy. Przy wyjściu z biblioteki znajduje się półka z książ-


Czytasz?

Daj się wziąć na stronę Zebraliśmy listę niebanalnych inicjatyw promujących czytelnictwo. Do której chcielibyście dołączyć?

Budka bookcrossingowa w Lecco we Włoszech

1. Bookcrossing - nazwa strony internetowej, która zainicjowała szeroko pojęty booksharing, czyli udostępnianie przeczytanych książek przez ich właścicieli. W 2001 r. w USA programista Ron Hornbaker wpadł na pomysł dzielenia się przeczytanymi książkami i założył specjalną witrynę internetową. Dzisiaj inicjatywa ma miliony użytkowników i nie ogranicza się tylko do internetu. To proste: przeczytałeś? Podaj dalej. 2. Akcja „Książka w podróży” - PKP wspólnie z wydawnictwem PWN zorganizowało akcję umożliwiającą bezpłatne udostępnianie lektur w punktach informacyjnych na jedenastu swoich dworcach. 3. Sleeveface z książką - Akcja polegająca na robieniu sobie zdjęcia z okładką książki. Pozujący zasłania swoją twarz lub fragment ciała wybraną okładką i tym samym zaciera granicę między rzeczywistością a książkowym motywem. 4. Książki z sufitu - Podobno wiedza nie bierze się z sufitu. A jednak! Z okazji Dnia Języka Ojczystego Biblioteka Śląska sprawiła, że książki spadały właśnie z sufitu. W ramach akcji każdy mógł odciąć wiszącą na sznurku książkę i zabrać ją do domu.

Przykładowy sleeveface

5. #52bookchallengePL - wyzwanie polegające na założeniu, że przeczyta się 52 książki w ciągu roku. Niemożliwe? Polacy od 2015 roku udowad-

niają, że się da i podejmują to wyzwanie. Jedna książka w jeden tydzień! Trwa 4. edycja, a więc znów #challengeaccepted! 6. Rowerowe biblioteki - to odjazdowy, dosłownie i w przenośni, pomysł na booksharing. Wszelkiej maści książkożercy już nie mogą się doczekać wiosny, która umożliwi nie tylko lekturę w parkach, ale również wyjazd rowerowych składów książkowych na ulicę. Cóż, jeśli czytelnik nie chce przyjść do książki, to… książka przyjedzie do czytelnika! 7. Bookmaty - jeśli mógł powstać kebabomat, to książkomat nie powinien dziwić. Dlatego nie bądźcie zaskoczeni, gdy obok maszyn z przekąskami i napojami zobaczycie czasem automat, w którym możecie kupić sobie książę. To jak? Batonik czy książka? Dokonując wyboru, pamiętaj, żeby porównać kaloryczność obu produktów! Marta Pijanowska i Mirosław Haładyj

KONKURS!

Zrób swój sleeveface z wybraną książką i podeślij do nas na biuro@e-tryby.pl - dla autorów najciekawszych pomysłów mamy nagrody - a jakże - KSIĄŻKOWE!

kami, które za niewielką opłatą (wynoszącą zaledwie 50 groszy) można ze sobą zabrać do domu.

Dla ducha i ciała Stacja Kultura posiada bogatą ofertę najróżniejszych warsztatów, począwszy od literackich, przez teatralne, taneczne, fotograficzne, aż po warsztaty, na których można się nauczyć gry na niewielkim, uroczym instrumencie jakim jest ukulele. Każda grupa wiekowa znajdzie tu propozycję dla siebie. Poza ucztą dla ducha znajdziemy tu także coś dla ciała. Do biblioteki przylega bar Zakładka, gdzie można coś przekąsić podczas przerwy w czytaniu lub w oczekiwaniu na pociąg. Jeśli chodzi o część, którą stanowi dworzec, to tutaj także znajdziemy miejsce do odpoczynku – przytulną i stylową klubokawiarnię Centrum. Oczywiście są tutaj jeszcze kasy biletowe i niewielka poczekalnia. Maria Cieszkowska

FoT. LukaszKatlewa

7


www.pixabay.com

Czytasz? Rozmowa z charakterem

Targi książki to świetny sposób na promowanie czytelnictwa. Tysiące ludzi, setki wydawców, dziesiątki autorów. No i nie ma w końcu nic lepszego jak spotkanie z bestsellerowym pisarzem twarzą w twarz. A jeśli jeszcze tym autorem jest pani Katarzyna Olubińska, której książka ze świadectwami wiary znanych osób podbiła serca ogromnej rzeszy czytelników, to lepszego połączenia nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. O tym, kogo uważa za życiowy autorytet, która modlitwa jest jej ulubioną oraz co jest dla niej największą radością w wierze opowiedziała Mirkowi Haładyjowi. Jest pani autorką uwielbianej przez czytelników książki „Bóg w wielkim mieście”. Co panią zainspirowało do jej napisania? Zanim pojawiła się książka, założyłam blog „Bóg w wielkim mieście”. I tak naprawdę zainspirował mnie odzew ze strony czytelników. Nie spodziewałam się, że będzie on tak duży. Myślałam, że będzie to czytało jakieś wąskie grono znajomych, może rodzina, a okazało się, że w ludziach jakoś tak bardzo tkwi potrzeba Boga i tęsknota za Nim. I bardzo chcą słuchać o Panu Bogu, tym, który naprawdę jest i naprawdę działa w wielki mieście. A później to wszystko się jakoś tak potoczyło. Dookoła siebie ciągle słyszałam historie ludzi, którzy żyją wiarą, którym wiara pomaga, którzy spotkali Boga, albo których Pan Bóg uratował z jakiejś sytuacji. Postanowiłam zebrać te historie, zrobić takie małe dziennikarskie śledztwo: jak to tak naprawdę dzisiaj w tym wielkim mieście z Panem Bogiem. I zrobiłam. Tak naprawdę muszę powiedzieć, że nie musiałam za bardzo szukać.

Moim marzeniem jest, żebyśmy żyli tak, aby ludzie pytali nas, chrześcijan, kim jest ten Bóg w którego wierzycie? 8

Te historie same do mnie trafiały. I tak piętnaście wywiadów o Panu Bogu żywym, działającym tu i teraz, w wielkim mieście, znalazło się właśnie w tej książce. Pisze w niej pani: „Wielkie miasto, choć daje dużo możliwości i dostęp do wielu pięknych rzeczy, bywa oceanem obojętności”. W jaki sposób pani szuka Boga? Tak naprawdę staram się po prostu być uważna na drugiego człowieka. Wiadomo, że bywa różnie. Często się śpieszymy, jesteśmy zagonieni, mamy dużo obowiązków, mamy dużo zmartwień. Też strach jest czymś takim, co odbiera nam wolność serca, radość. Ja w tej codzienności staram się nie zgubić, ale bywa różnie. A sposoby na szukanie są różne, choćby taki, w jaki zaczynam swój dzień – jeśli zaczynam go znakiem krzyża, to już jest to zupełnie inny dzień, bo kieruję swoją myśl do Pana Boga. Jak się gdzieś tam zapędzę od rana, no to już wpadam w spiralę szybkiego życia, takiego bezmyślnego czasami. Więc uważność na Pana Boga, uważność na drugiego człowieka. Ale też uważność na siebie, na to co mam w sobie, jakie uczucia dzisiaj mi towarzyszą, może jakie myśli, bo Pan Bóg też mówi do naszego serca, tylko czasami w tym całym chaosie nie mamy szansy go po prostu usłyszeć. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że za sprawą zarówno pani książki, bloga czy też profili na portalach społecznościowych, jest pani ewangelizatorką, głosicielką dobrego słowa. Jak mówi pani swoim niewierzącym znajomym o Bogu? W zasadzie sama niepytana rzadko mówię o Bogu. Raczej czekam, aż ktoś mnie zapyta i wtedy mówię chętnie, normalnie, prosto, tak

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018

od serca. Mówię o tym, jak ja przeżywam wiarę, o czym ostatnio czytałam, czy słyszałam. Opowiadam też historię ludzi, którzy doświadczyli Pana Boga, więc to jest spontaniczne, autentyczne, od serca. Jednak moim marzeniem jest, żebyśmy żyli tak, aby ludzie pytali nas, chrześcijan, kim jest ten Bóg, w którego wierzycie? Żeby nie trzeba było o nim opowiadać, tylko żeby ludzie sami chcieli szukać, patrząc na to, jakimi jesteśmy dla siebie ludźmi. Z pani Facebooka możemy dowiedzieć się m.in., że nie rozstaje się pani z różańcem. Była pani również ambasadorką akcji „Różaniec do granic”. Czy to pani ulubiona modlitwa? W jakim miejscu lubi się pani modlić? Faktycznie różaniec jest takim przedmiotem (bo sam w sobie to jest przedmiot, dopóki się go nie weźmie w dłoń i nie zacznie na nim modlić), z którym ja się nigdy nie rozstaje. Różaniec jest zawsze przy mnie. I tak - to jest moja ulubiona modlitwa. Dlaczego? Dlatego że doświadczyłam siły różańca w swoim życiu, doświadczyłam wielkiej opieki Maryi. Ale również tego (to też jest niesamowite), że nie chce się po prostu czasami modlić, że się nie przeżywa jakiś wielkich uniesień podczas tej modlitwy. Ale ta modlitwa odmówiona z wiarą naprawdę działa w życiu. A gdzie się modlę? Tak naprawdę modlę się wszędzie, ale jeżeli chodzi o różaniec to zawsze w środkach komunikacji. To są takie miejsca, gdzie powiedzmy, gdy mam dwie godziny, jak na przykład w pociągu, to wtedy właśnie staram się w tym biegu codzienności znaleźć chwilę na modlitwę. Albo rano w tramwaju, albo w samochodzie, z reguły gdzieś jak jadę to towarzyszy mi różaniec.


Czytasz? Rozmowa z charakterem

A ulubione miejsce na modlitwę? Ojej… (śmiech) Zdecydowanie moim ulubionym miejscem jest kościół dominikanów na warszawskim Służewie. To jest jakby mój drugi dom i nie wiem na czym polega to, że to właśnie tam się tak czuję. Ma on jakąś niesamowitą atmosferę. Ludzie, którzy tam są, tak naprawdę są dzisiaj moimi przyjaciółmi… Mogę powiedzieć śmiało, że jest to mój dom, miejsce, w którym doznaję wytchnienia, dostaję nadzieję i siły na nowy dzień. Tym dla mnie jest klasztor dominikanów na Służewie, a zwłaszcza kaplica Matki Bożej Różańcowej. Rozmodlonego człowieka często można poznać po tym, że często się uśmiecha. A co dla pani jest największą radością w wierze? Największą radością w wierze jest dla mnie chyba to, jak bardzo Pan Bóg jest nieprzewidywalny, jak bardzo stworzył nas wszystkich dla siebie i to jak potrafi się posługiwać takimi prostymi czasem rzeczami. Zwykły gest, czy coś, co nam się wydaje naszą słabością, jest dla kogoś tym czymś, czego akurat właśnie potrzebuje. Może to być jakieś zdanie, które potrzebuje usłyszeć, jakiś gest, na który bardzo długo czekał. I to jest dla mnie taka tajemnica wiary i dowód na to, że jesteśmy rodziną, jesteśmy kościołem, że to nie są jakieś bzdury, tylko to się dzieje codziennie. Tak naprawdę życie z Nim to jest wielka przygoda (śmiech). Kto dla pani jest autorytetem? Kto jest dla mnie autorytetem? Oj, to trudne pytanie… ale powiedziałbym, że moja mama, bo tyle, ile w niej jest dobra, ciepła i takiego bezinteresownego kochania drugiego człowieka, to ja nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu będę miała (śmiech). Moja mama ze swoją dobrocią, ze swoją prostolinijnością, z tym jak przyjmuje i szanuje każdego człowieka, jest dla mnie autorytetem. W swojej książce rozmawia pani ze znanymi i lubianymi ludźmi, m.in. z Wojciechem Modestem Amaro, Maćkiem Musiałem, Mariką… Czym kierowała się pani, wybierając swoich bohaterów? Tak naprawdę gwiazdy z mojej książki, pojawiały się w moim życiu w jakiś sposób spontanicznie. Ja wierzę, że to była książka pisana razem z Panem Bogiem, że te spotkania nie były przypadkowe. Nie było żadnego klucza. Wszędzie tam, gdzie czułam prawdę, gdzie czułam autentyczną wiarę i gdzie ta druga osoba zgadzała się odsłonić

swoje serce przed czytelnikami, zgodziła się opowiedzieć o swoim życiu, o swojej przygodzie jaką jest wiara, przygodzie z Panem Bogiem, tam ja też mówiłam: „Dobrze, róbmy to”. Więc to było tak naprawdę obustronne – wymagało obustronnego zaufania. Czy ma pani swój ulubiony fragment pisma świętego? Mam wiele, ale obecnie, tak jak pomyślałam o takim ulubionym, to są to słowa: „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj, a On będzie działał”. Bo my ciągle sobie w tym wielkim mieście chcemy udowodnić, że jesteśmy tacy silni, tacy niezniszczalni, że tak wszystko bierzemy na swoje barki, a On naprawdę tego od nas nie oczekuje i On naprawdę jest siłą, również w naszych słabościach.

A o czym rozmawia pani podczas modlitwy, podczas spotkania z Bogiem? A to już zależy od dnia (śmiech)… ale dzisiaj, po tych targach, na pewno pójdę i mu bardzo, bardzo podziękuję za każdego człowieka, który tu przyszedł, za każde słowo, które tu usłyszałam i za to, jak niesamowicie działa tu i teraz. A jakie jest pani największe marzenie? Moje największe marzenie: żyć dobrze, być dobrym człowiekiem, mieć odwagę do spełniania swoich marzeń, żyć sensownie - też dla innych ludzi, umieć się dzielić i przede wszystkim w tym wszystkim nie zgłupieć i nie zgubić Pana Boga. Dziękuję bardzo

9


Czytasz? Powołanie

Hit wszechczasów „Tak, praca ciężkimi łopatami z masą papierniczą jest trochę ciężka. Ale każda podnoszona przez nas łopata jest kartą papieru, na której będzie drukowane słowo Boże i zaniesione duszom. Ile pięknych zasług! Dzięki naszemu poświęceniu zastępy dusz zostaną poprowadzone do dobrego Jezusa”. Tak mówił sługa Boży br. Andrzej Borello (1916-1948), paulista, który pełnił swoje apostolstwo w papierni. W okresie kryzysu ekonomicznego przed II wojną światową, a także w czasie jej trwania włoscy pauliści zmuszeni byli bowiem produkować papier na potrzeby własnych publikacji.

Słowa brata Borella mogą być pewną wskazówką dla nas, gdzie szukać dobrej literatury. Chrześcijanie bowiem (parafrazując bł. Jakuba Alberionego) nie mają czasu na czytanie dobrych książek, dobrych czasopism, czy dobrych stron internetowych. Mają go tylko tyle, aby czytać te najlepsze. Ale jak je znaleźć? Może nie każdy uświadamia sobie, co jest najwybitniejszym dziełem literatury światowej. Hitem wszechczasów. Publikacją mającą najwięcej tłumaczeń i wznowień. Co takiego? No przecież Biblia. A jak ją czytać? Papież Franciszek w „Evangelii Gaudium” (nr 150) napisał do głoszących Ewangelię, ale i do wszystkich wiernych, aby tak długo rozważali słowo Boże, aż ich głęboko dotknie, aż stanie się rzeczywistością w ich konkretnym życiu. Dopiero wtedy staną się świadkami Chrystusa i będą mówić „o Bogu znanym sobie i bliskim, jakby Go niewidzialnego widzieli” (Paweł VI, „Evangelii nuntiandi”, nr 76). A może i ty już kiedyś doświadczyłaś lub doświadczyłeś dotknięcia słowem Bożym i wiesz jak to działa. Jeśli nie, to spróbuj. Dasz radę. Poproś Ducha Świętego, aby cię oświecił. Wyrzeknij się wszelkiego zła i wszystkich knowań Szatana. Przeproś za własne grzechy i wzbudź w sobie pragnienie świętego życia. Zarezerwuj 20 do 45 minut. Wycisz się i oddaj lekturze słowa Bożego z bardzo dobrym komentarzem. Czytaj powoli, ze spokojem i rozmyślaj. „Z sercem uległym i rozmodlonym zbliżaj się do Słowa, aby ono przeniknęło do głębi twoje myśli i uczucia, i zrodziło w Tobie nową mentalność” (por. Jan Paweł II, „Pastores dabo vobis”, nr 26). Życzę Wam, abyście znaleźli się wśród „zastępów dusz poprowadzonych do dobrego Jezusa”. br. Adam Szczygieł, paulista

„Carpe diem” po chrześcijańsku Chyba każdy z nas zetknął się ze starożytną sentencją „carpe diem” – „chwytaj dzień”. Oczywiście u swego źródła nie ma ona nic wspólnego z chrześcijaństwem, co więcej, nierzadko bywa przeciwstawiana pobożnemu podejściu do życia. Zazwyczaj traktowana jest jako zachęta do nieskrępowanego używania chwili obecnej, bez myślenia o jakiejkolwiek odpowiedzialności za siebie czy innych. A może by tak… „carpe diem” po chrześcijańsku? Możliwe?

Skąd mi się to wzięło? Cóż, trochę jest to ciąg dalszy moich ostatnich „Trybowych” rozważań na temat czasu („Kairos, czyli dziura w płocie”), a trochę zachęcił mnie do tego św. Paweł. Kilka tygodni temu podczas liturgii mogliśmy usłyszeć jego słowa: „Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata” (1 Kor 7, 29-31). Nietrudno się domyślić, że w cytowanym fragmencie na określenie czasu również użyty został rzeczownik „kairos”, czyli ważny, szczególny moment, jakaś szansa. Na pierwszy rzut oka Pawłowy tekst jest absolutnym zaprzeczeniem zasady „carpe diem”. Święty pisze przecież: „ci, którzy używają tego świata niech żyją tak, jakby z niego nie korzystali”. Paradoksalnie jednak jest w nim ukryta recepta na „carpe diem” po Bożemu. Na czym miałoby ono polegać? Oczywiście nie na zostawianiu współmałżonka, czy udawaniu czegoś, czego nie ma. Kluczem do zrozumienia tego tekstu jest ostatnie zdanie: „Przemija bowiem postać tego świata”. Pamiętając, że ten świat kiedyś się skończy, że skończy się także moje życie i wszystko, co tutaj buduję, mogę ten czas, który mam (a który jest dla mnie szansą!), wykorzystać maksymalnie. Mogę i powinnam „chwytać dzień”, by przeżyć go w możliwie najlepszy sposób, tak, aby zaprocentował w wieczności. Mogę i powinnam chwytać dzień, aby kochać, przebaczać, czynić dobro, dawać ludziom doświadczenie Bożej obecności i miłości. To najlepszy z możliwych patentów na „carpe diem”, o jakim Horacemu pewnie się nawet nie śniło… s. Magdalena Wielgus, misjonarka Chrystusa Króla www.unsplash.com

10

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018


Czytasz? Wspomnienie

Najwybitniejszy wśród… W poprzednim numerze „Trybów” wspominaliśmy na naszych łamach ks. Ignacego Piwowarskiego, który zmarł 1 listopada ubiegłego roku. Zaledwie kilka dni później odszedł od nas profesor Walery Pisarek, nazywany: „najwybitniejszym medioznawczą wśród językoznawców i najwybitniejszym językoznawcą wśród medioznawców”. Nie tylko jeden z wybitniejszych umysłów naszej epoki, ale i niezwykle barwna postać, której przyszło żyć i pracować w trudnych czasach.

Burzliwa młodość Pewnie niewielu studentów, patrząc na nobliwego profesora, pomyślałoby, że w młodości siedział on w więzieniu oraz pracował jako górnik czy ogrodnik. Przejścia te nie były jednak skutkiem awanturniczego trybu życia, a raczej niezłomnego charakteru młodego Walerego Pisarka, jak i mało ciekawych czasów, w których przyszło mu dorastać. Przyszły profesor urodził się w 1931 r. w Rabce. W dorosłość wchodził w latach szalejącego w Polsce stalinizmu. Młody krakowski student, wychowany w tradycjach demokratycznej Rzeczypospolitej nie potrafił pogodzić się z perfidią ówczesnej władzy. Dlatego zaangażował się w działalność konspiracyjnej organizacji „Helena”. Niestety, władze wpadły na jej trop i przyszły naukowiec został aresztowany. Po brutalnym przesłuchaniu (przez trzy dni nie pozwalano mu zasnąć, był też bity), trafił do więzienia (przebywał m.in. w osławionej twierdzy w Nowym Wiśniczu). Licząc na skrócenie wyroku, Pisarek zgłosił się do pracy w kopalni węgla (dzień pobytu w kopalni liczył się, jak dwa dni w więzieniu). Swoją pracę musiał wykonywać w strasznych warunkach – nieraz klęcząc w wodzie (ze względu na ciasnotę korytarzy) i uderzając plecami lub głową w niski strop. Więźniowie pracowali po 12 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu. Raz w miesiącu przysługiwała im wolna od pracy niedziela. Walery Pisarek wyszedł na wolność w styczniu 1955 r. niemal trzy lata po aresztowaniu. (Został zresztą w tym względzie oszukany przez państwo, ponieważ stosując „kopalniany” przelicznik kary, powinien odzyskać wolność kilka miesięcy wcześniej.)

Trudne początki na wolności

przednikiem słynnych profesorów: Bralczyka czy Miodka na antenie TV.

Były więzień polityczny nie miał szans, aby w połowie lat 50. wrócić na studia lub otrzymać dobrą posadę. Najął się więc kolejno jako pomocnik ogrodnika i robotnik w fabryce opakowań szklanych. Następnie upomniało się o niego wojsko. Aby odpracować zasadniczą służbę, Pisarek wrócił na kilka miesięcy do pracy w kopalni. Następnie udało mu się wrócić na studia. W 1957 roku ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Podjął pracę nauczyciela w szkole podstawowej. W latach 60-tych wykryto u niego pylicę – prawdopodobnie skutek pracy w kopalni. Choroba doprowadziła do utraty posady przez młodego polonistę.

O tym, że profesor był postacią cenioną w środowisku zarówno języko-, jak i medioznawczym, świadczy fakt, że przez wiele lat pełnił funkcję redaktora naczelnego prestiżowych „Zeszytów Prasoznawczych” oraz honorowego prezesa Rady Języka Polskiego. Jak wspomina Piotr Legutko na łamach „Gościa Niedzielnego”, w RJN – ciele złożonym z najwybitniejszych językoznawców, to właśnie głos profesora Pisarka znaczył najwięcej. Jeśli profesor miał inne zdanie niż większość Rady, sprawę odkładano do ponownego przemyślenia.

Wybitny naukowiec

Mimo zaawansowanego wieku profesor Pisarek do końca zajmował się pracą naukową i prowadził zajęcia ze studentami. Cały czas zachowywał też niezwykłą jasność umysłu. Profesor nie tylko doskonale orientował się w tematyce, nad którą pracował, ale również w nowych technologiach. Nieraz słyszałem opowieści, o dziennikarzach, którzy siedząc po nocach nad wyjątkowo trudnym tekstem, wysyłali o północy maile do profesora z prośbą o konsultację językową. Odpowiedź przychodziła po kilku minutach.

Niepowodzenia nie złamały jednak Walerego Pisarka, który z pasją poświęcił się badaniom językoznawczym i medioznawczym (wspomnieć trzeba, że profesor przez pewien czas pracował jako dziennikarz i był wielkim przyjacielem ludzi prasy). Szybko stał się cenionym w Polsce i Europie naukowcem. Był autorem wydań słownika ortograficznego oraz licznych publikacji na temat dziennikarstwa, które stały się podstawą nauki tego zawodu w Polsce. Profesor opracował też tzw. „miarkę Pisarka” tj. przystosowaną do polskich warunków metodę badania stopnia trudności tekstów prasowych (i nie tylko). Praca naukowa nie przyćmiła w profesorze Walerym Pisarku duszy bojownika. Walkę polityczną zmienił na bój o język polski. O kulturę języka walczył na różnych polach. Był m.in. współtwórcą Ustawy o języku polskim i autorem większości tekstów Ogólnopolskiego Dyktanda. W latach 70. prowadził w telewizji pogadanki na tematy językowe, tak więc można powiedzieć, że był po-

FOT. kAROLINA PODLEWSKA

Do samego końca…

A jeśli mowa już o anegdotach, to nie sposób pominąć, że Walery Pisarek był prawdopodobnie jedynym profesorem, który na egzaminy przynosił studentom… słodycze. Nie ulega wątpliwości, że profesor Pisarek był prawdziwym tytanem pracy, zresztą nawet jego śmierć jest w pewnym sensie symboliczna. Profesor zmarł jak kawalerzysta w siodle – podczas konferencji naukowej w Katowicach. Został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Grzegorz Heród

11


Inżynier Ducha

P o co ży jemy, skąd jesteśmy

i dokąd zmierzamy? W jakim celu Bóg nas stworzył, postawił nas w tym miejscu i czasie? Gdzie On jest i czy działa w naszym życiu? Te pytania stawiała sobie mała dziewczynka Ludwika – paryżanka, która przeżywała to, że jest nieślubnym dzieckiem swojego ojca. Sądziła, że odbiło się na niej to, że została poczęta w grzechu. Umieszczona w klasztorze dominikanek, nasyca się duchowością zadośćuczynienia.

Powołana do... Gdy osiąga 12 lat, rodzice umieszczają ją w domu dla młodych dziewcząt w Paryżu, gdzie ma miejsce wydarzenie, które będzie pamiętać do końca życia. Przez Arcybiskupa Paryża prowadzona jest procesja towarzysząca wprowadzeniu sióstr kapucynek do ich nowego klasztoru przy ul. Saint Honoré w Paryżu. Widok młodych i starszych zakonnic zachwycił ją do tego stopnia, że zapragnęła wstąpić do zakonu. Było to uczucie wielkiej

Święta małżonka i… zakonnica! radości, które przeszyło jej serce. Odpowiedź na prośbę o możliwość wstąpienia do klasztoru podpisana tak przez jej opiekuna – Michała de Marillac - jak i prowincjała Kapucynów, jest odmowna. To powoduje rozdarcie. Bolesne doświadczenie zaznacza się poprzez zaostrzenie zaniepokojenia na modlitwie. Tym większe, że rodzice postanawiają... wydać ją za mąż. Rodzi się w niej pytanie: Co na to Bóg? Przecież Ludwika wyraźnie czuje w duszy, że powinna całkowicie oddać się Panu.

Życie małżeńskie Rozpoczyna jednak życie z mężem, z którym wzrasta w wierze. Codziennie modli się z nim, odmawiając kompletę. Po pewnym czasie rodzi syna. Wciąż jednak powracają wątpliwości. Czy Bóg ukaże ją za to, że nie odpowiedziała na powołanie? Na nowo stara się przebłagać sprawiedliwość Bożą: pości, mnoży modlitwy w ciągu dnia i nocą. Nie odczuwając żadnej poprawy, popada w końcu w wątpliwości co do istnienia Boga. Głęboka noc, depresja: obie bardzo często idą w parze. “W jednej chwili moje serce zostało pozbawione wątpliwości” zapisuje jednak pewnego dnia Ludwika.

Nie może już więcej wątpić, wie, że ma pozostać ze swoim mężem i towarzyszyć mu w czasie jego choroby. Szuka nowego kierownika duchowego: dlaczego nie miałby nim być Ksiądz Wincenty – przyjaciel Franciszka Salezego – którego spotyka regularnie w swojej dzielnicy?

Bez błahostek Gdy mąż umiera, Ludwika postanawia tak zaplanować sobie każdy dzień, by nie było w nim czasu na błahostki. Chce być w jak najbliższej relacji z Panem. Budzi się codziennie o 5:30, modli się, czyta Pismo Święte i żywoty świętych. Odmawia nabożeństwa do Matki Bożej, litanię do Wszystkich Świętych, nieszpory, rachunek sumienia. Kończy dzień około 21, również z modlitwą na ustach. Zaczyna postrzegać Pana jako swojego Mistrza, Oblubieńca, Przyjaciela.

Spełnienie W 1613 r. Ludwika de Marillac za zgodą Księdza Wincentego zakłada Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia zwanych popularnie szarytkami. Uczy jak konkretnie służyć ubogim, by w każdym człowieku widzieć brata, który potrzebuje pomocy. Pierwsze założenia Zgromadzenia kładą nacisk na lekturę Ewangelii i zwrócenie uwagi na Boże Miłosierdzie. Życie świętej Ludwiki nie było usłane różami. Najpierw poczucie odrzucenia, potem uczucie niespełnienia powołania. Było pełne wzlotów i upadków. Jednak Bóg jej nie opuścił. Dopuścił utrapienia, a Ludwika ufała, że to kiedyś minie. Dostała siłę, by przezwyciężyć słabości i służyć Mu z oddaniem przez 69 lat życia. Maria Węgrzyn

św. Ludwika de Marillac (12 sierpnia 1591 - 15 marca 1660 r.), francuska święta, założycielka Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia (szarytek). W roku 1920 beatyfikowana przez papieża Benedykta XV, a w 1934 kanonizowana przez Piusa XI. Z kolei przez Jana XXIII św. Ludwika została ogłoszona patronką służby socjalnej (1960). Relikwie Świętej spoczywają w kaplicy domu macierzystego Sióstr Miłosierdzia w Paryżu.

12

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018


Góra Dobra

Rafał Cycoń, Duszpasterstwo Akademickie Pijarów, Kraków

Archiwum Góry Dobra

Targi Miłosierdzia Na zeszłorocznych Targach Miłosierdzia jako DAP zaprezentowaliśmy organizowany przez nas Kongres Duchowości Młodych. Istotą Kongresu była pomoc młodym ludziom w odkrywaniu i zgłębianiu różnych aspektów wiary poprzez serię konferencji i warsztatów. Targi Miłosierdzia były dobrym miejscem do rozpowszechnienia idei Kongresu, do zachęcenia młodych do rozwoju swej duchowości - w końcu z niej Miłosierdzie czerpie swe źródło. Nasz projekt spotkał się z entuzjazmem i został bardzo ciepło przyjęty.

Kiedy: 8 kwietnia 2018 Gdzie: Centrum JPII, ul. Totus Tuus 34, Kraków Dla kogo: dla grup, organizacji i wspólnot, które chciałyby zaprezentować swoją działalność i zainspirować kolejne osoby, a także dla osób indywidualnych, które chciałyby dać się zainspirować! Więcej informacji do znalezienia na fanpage’u Góry Dobra (@BadzBliskoSDM) lub do zdobycia mailowo, pod adresem kontakt@goradobra.pl. W ten sam sposób można również zgłaszać chęć przeprowadzenia prezentacji.

„Wprowadzajcie więc słowo w czyn” - już ósmego kwietnia w Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się”, będzie można zobaczyć wypełnienie polecenia św. Jakuba. Wszystko za sprawą Targów Miłosierdzia organizowanych przez Górę Dobra. Organizacje dobroczynne, które starają się stosować miłosierdzie w praktyce, spotkają się, by zaprezentować swoją działalność i zachęcić do współpracy.

Asia Kula prezes XIII kadencji KSM Archidiecezji Krakowskiej Przyjechaliśmy rok temu na Targi Miłosierdzia, aby zaprezentować Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży i pokazać, w jaki sposób my jako młodzi kształtujemy swoją młodość. Pokazać, w jakich przestrzeniach działamy - naszą działalność formacyjną, artystyczną, sportową, patriotyczną, ale też zaprosić do działania, zachęcić do tego, żeby aktywnie działać i wykorzystywać swoją młodość.

Archiwum Góry Dobra

Czas i miejsce nie są przypadkowe, ponieważ właśnie wtedy przypada Niedziela Miłosierdzia. Oznacza to wielkie święto w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach będących centrum kultu. Targi to możliwość promocji projektów młodych ludzi w oparciu o uczynki miłosierdzia - wyjaśnia istotę wydarzenia jego pomysłodawczyni, Katarzyna Kucik. - Chcemy promować dobro, pomnażać dobro i dzielić się swoimi umiejętnościami oraz doświadczeniem z innymi. I zarażać do dalszej pracy. - dodaje. Podczas ubiegłorocznych Targów zaprezentowały się organizacje lub wspólnoty młodzieżowe, takie jak: KSM, Duszpasterstwo Akademickie Pijarów, inicjatywa Boży Młyn, w ramach której działa PanaMa Chór, czy Karmelitańskie Dzieło Miłosierdzia. Można

było posłuchać również o wszystkich projektach realizowanych w ramach Góry Dobra - o „Sieci Pomocy” (którą przedstawiliśmy w poprzednim numerze „Trybów” - przyp. red.) nastawionej na pomoc starszym i samotnym; o projekcie pomocy dla osób bezdomnych, działającym we współpracy z Dziełem Pomocy św. Ojca Pio; o projekcie „Czas na kobiecość” oraz o portalu promującym muzykę z wartościami: LaczyNasMuzyka.pl. Tegoroczne Targi Miłosierdzia będą przebiegały w podobny sposób, liczymy na zgłoszenia wielu organizacji z całej Polski! Spotkanie może zainspirować do stworzenia nowych projektów oraz zachęcić do czynnego działania w prezentowanych organizacjach. Zapraszamy! Edyta Bednarczyk

TEDxBratislava / fot. Peter Jančárik

Gościem specjalnym tegorocznych targów będzie Jasiek Mela - najmłodszy zdobywca obu biegunów (na dodatek w ciągu jednego roku!)

fot. Marianna Gurba

13


Pro life

Kiedy będziesz czytać ten artykuł, a zajmie Ci to jedynie kilka minut, na naszym kontynencie życie straci kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt maluchów, które nawet nie zdążyły się jeszcze urodzić. Przed rozrywającymi je szczypcami lub śmiercionośnymi zastrzykami nie będą miały jak się obronić. Nie krzykną o pomoc. Tymczasem o ratunek wcale nie jest tak trudno! I pomóc może każdy z nas! W bardzo prosty sposób możemy na 9 miesięcy stać się superbohaterem. Macie odwagę?

O co chodzi, czyli co każdy nowy Bohater wiedzieć powinien: Co to jest Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego? To codzienna modlitwa w intencji dziecka, które żyje w łonie matki, ale jest zagrożone morderstwem (zwanym aborcją). W ramach DADP odmawia się jedną tajemnicę różańca (Ojcze Nasz i 10 Zdrowaś Mario) oraz specjalną, bardzo krótką, modlitwę. Na czas adopcji można (nie trzeba) dołączyć swoje dodatkowe postanowienie (np. częstszą spowiedź, czytanie Pisma Świętego, post, powstrzymanie się od picia alkoholu, pomoc charytatywna). Ile trwa Duchowa Adopcja? Tyle, ile zazwyczaj trwa ciąża, tj. 9 miesięcy. Kto może podejmować DADP? KAŻDY! Nie trzeba być pełnoletnim, nie trzeba należeć do grup modlitewnych, wspólnot, itp. Ile dzieci można adoptować? Podczas jednego przyrzeczenia adoptuje się jedno dziecko. Po wypełnieniu zobowiązań i upływie 9 miesięcy modlitwy można podjąć się kolejnej adopcji (i podejmować je wielokrotnie). Jakiej narodowości jest “nasze” dziecko i jak ma na imię? Nie wiemy. To, za jakie konkretnie dziecko się modlimy, wie jedynie Pan Bóg.

Wiesz, że możesz pomóc

uratować życie? Jak duchowo adoptować dziecko? Sprawdź, gdzie i kiedy w Twojej okolicy będzie można uroczyście rozpocząć Duchową Adopcję Dziecka Poczętego lub zbierz ekipę i zaproponujcie w parafii/wspólnocie, żeby została zorganizowana taka możliwość.

Zaproś koleżankę/kolegę, żonę/męża, innych bliskich - zawsze łatwiej będzie Wam się nawzajem motywować, a przede wszystkim: uratujecie więcej dzieci!

Świadomie wypowiedz formułę przyrzeczenia Duchowej Adopcji (znajdziesz ją np. na sąsiedniej stronie).

Przez 9 miesięcy odmawiaj codziennie 1 tajemnicę różańca i krótką modlitwę codzienną (również na stronie obok).

Jeśli chcesz, wypełniaj jakieś dodatkowe postanowienie w intencji ratowanego maluszka.

Porażające statystyki Co kilkanaście-kilkadziesiąt sekund(!) w Europie zabijane jest nienarodzone dziecko.

Co się stanie, jeśli w jakiś dzień zapomni się pomodlić? Należy kontynuować duchową adopcję, ale przedłużyć ją o opuszczony dzień. I starać się więcej nie zapominać! Czy przyrzeczenie trzeba składać uroczyście - w kościele i obecności kapłana? Najlepiej żeby przyrzeczenie miało uroczysty charakter, jednak w przypadku braku możliwości uroczystego przeprowadzenia przyrzeczenia, można je złożyć również prywatnie (najlepiej przed krzyżem lub świętym obrazem).

www.worldometers.info/abortions/ stan na 26.02.2018 r.

Na świecie rocznie zabijanych jest ich 40-50 milionów(!!!) - to prawie tyle, ile osób zginęło podczas 6 lat II wojny światowej, i kilka razy tyle, ile było ofiar holokaustu. Jak podaje licznik dostępny na stronie www.worldometers.info/abortions do 26 lutego 2018 w ramach aborcji zabito już ponad 6,5 miliona dzieci!

14

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018


Pro life

Adoptowałam już trójkę dzieci!

Formuła przyrzeczenia Duchowej Adopcji

“O duchowej adopcji dziecka poczętego dowiedziałam się kilka lat temu od kolegów i koleżanek z liceum. Zaprosili mnie do wspólnej modlitwy po prostu podczas… długich przerw w szkole! Teraz duchowo adoptuję dziecko już po raz czwarty. Od początku moją motywacją była chęć zrobienia czegoś dobrego, chęć pomocy komuś. Uważałam, że jest to duża mobilizacja do codziennej, regularnej modlitwy. To również dobry sposób nauki modlitwy za innych - nie tylko w swoich intencjach. Moja obecna adopcja jest nieco inna od poprzednich trzech. W tym roku nie modlę się już sama, ale razem z narzeczonym. Można powiedzieć, że jest to jakaś forma przygotowania do ślubu, do stworzenia rodziny oraz przygotowania się do rodzicielstwa. To również mobilizuje nas do wspólnej modlitwy, uczy koncentrować się nie na sobie czy na ukochanym, ale też na innych, szczególnie tych najbardziej bezbronnych. Duchowa adopcja nie jest może bardzo łatwym zobowiązaniem, bo przecież wszystko, co trzeba robić regularnie, po pewnym czasie staje się trudne. Największy problem jest ze znalezieniem tej dodatkowej chwili na modlitwę, ale to kolejna lekcja żeby tak układać każdy dzień, aby jednak ten czas się zawsze znalazł - czy to rano, czy w ciągu dnia, czy tuż przed pójściem spać). Jeśli wiem, że dzień będzie wyjątkowo trudny, to wspomagam się aplikacją “Modlitwa w drodze” i modlę się właśnie… w drodze. Myślę, że najlepiej jest zaproponować jeszcze komuś podjęcie duchowej adopcji - dzięki temu gdy jedna osoba ma “kryzys”, druga ją mobilizuje. To jest właśnie wspólnota.”

Najświętsza Panno, Bogarodzico Maryjo, wszyscy Aniołowie i Święci, wiedziony(a) pragnieniem niesienia pomocy w obronie nienarodzonych, (ja, ___________________________________) postanawiam mocno i przyrzekam, że od dnia ____________ w Święto/Uroczystość _____________________________ biorę w duchową adopcję jedno dziecko, którego imię Bogu jest wiadome, aby przez 9 miesięcy każdego dnia modlić się o uratowanie jego życia oraz o sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu.

Modlitwa codzienna

wikipedia

/ Aw58

Panie Jezu, za wstawiennictwem Twojej Matki, Maryi, która urodziła Cię z miłością, oraz za wstawiennictwem św. Józefa, człowieka zawierzenia, który opiekował się Tobą po narodzeniu, proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka, które duchowo adoptowałem, a które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady. Proszę, daj rodzicom miłość i odwagę, aby swoje dziecko pozostawili przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

• odmówić codzienną modlitwę w intencji nienarodzonego • codziennie odmówić jedną tajemnicę różańca • przyjąć nadto (nieobowiązkowo) postanowienia: • ................... • .................... • ....................

Aplikacja Adoptuj Życie Potrzebujesz mobilnego wsparcia i codziennych przypominajek? Fundacja Małych Stópek dwa lata temu stworzyła specjalną aplikację dla zapominalskich. Do tej pory pobrało ją ponad 100 tysięcy użytkowników! Dzięki apce codziennie można zobaczyć, jakiej wielkości jest już „nasz” maluch, które narządy ma już w pełni rozwinięte, a także – posłuchać bicia jego maleńkiego serduszka.

Google Play

Marzena Wójcicka

Postanawiam:

Poprzez duchową adopcję wypełniamy Jasnogórskie Śluby Narodu: „Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady. Przyrzekamy Ci z oczyma utkwionymi w żłóbek betlejemski, że odtąd staniemy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak nasi ojcowie walczyli o byt i wolność narodu, płacąc obficie krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca wszelakiego życia i za najcenniejszy skarb Narodu.” (fragment JŚN) (26 sierpnia 1956 r., w 300-lecie ślubowań lwowskich króla Jana Kazimierza, milion pielgrzymów złożył na Jasnej Górze Śluby Narodu napisane przez internowanego wówczas prymasa Stefana Wyszyńskiego. Przez Jana Pawła II zostały później nazwane „Polską Kartą Praw Człowieka”).

15


Czytasz? Historia

„Zachowałam się jak trzeba” 1 marca - Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych Wobec postępującego natarcia Armii Czerwonej na ziemie Rzeczypospolitej i braku kontaktu z rządem, generał Okulicki 19 stycznia roku 1945 skierował swoje ostatnie rozkazy do polskich żołnierzy. Tego dnia została rozwiązana Armia Krajowa. Jej członkowie w konspiracji szukali skutecznego sposobu walki przeciw Związkowi Radzieckiemu.

Wolność i Niezawisłość Najpierw powstała organizacja NIE, która już w maju przekształciła się w Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj. Po pewnym czasie część z żołnierzy Armii Krajowej wstąpiła do organizacji Ruchu Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość”, która powstała w Warszawie 2 września roku 1945. Ta cywilna organizacja oparła się na rozwiązanej tego samego roku Delegaturze Sił Zbrojnych na Kraj. Do Ruchu Oporu bez Wojny i Dywersji wciągnięte zostały oddziały partyzanckie z wielu województw, szczególnie ze wschodu i północy Polski. Zrzeszeni zakładali, że walka o obronę niepodległości i sprzeciw wobec przejęcia władzy przez komunistów, miały odbywać się w sposób pokojowy. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego starało się rozbić tę organizację. Dochodziło do aresztowań kolejnych dowódców. Ostatecznie w roku 1952 działalność „Wolności i Niezawisłości” musiała się zakończyć. Prasa przekazała informację o ujawnieniu się dowództwa organizacji. Tysiące funkcjonariuszy Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, wyposażone w sprzęt, który pozostał po wojnie, dokonywały aresztowań, po których dowódcy musieli przejść przez przesłuchania, które stawały się torturami, by wymusić od zatrzymanych słowa świadczące o współpracy z Niemcami.

Narodowe Siły Zbrojne W roku 1942 część żołnierzy wyraziła sprzeciw przeciwko scaleniu w Armii Krajowej oddziałów konspiracyjnej organizacji wojskowej podporządkowanej Stronnictwu Narodowemu. Dzięki temu powstała kolejna nowa jednostka, Narodowe Siły Zbrojne. Nie obowiązywały ich rozkazy generała Leopolda Okulickiego z 19 stycznia 1945 roku. To stało się siłą podziemia niepodległościowego. Początkowo partyzanckie oddziały Narodowych

Sił Zbrojnych prowadziły walkę z Niemcami, jednak później także z Sowietami. Ich celem było rozbicie w Polsce oddziałów współpracujących z komunistami, także milicji. Dzięki oddziałom Narodowych Sił Zbrojnych uwolnione zostały setki więźniów, także kobiecy obóz koncentracyjny w Holiszowie. Sytuacja pogorszyła się w roku 1945, gdy doszło do licznych aresztowań dokonanych przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Opór Narodowych Sił Zbrojnych po czasie został złamany. W latach 1946-1948 odbyło się kilkanaście rozpraw sądowych przeciwko członkom Narodowych Sił Zbrojnych. Skazywano ich na śmierć lub długoletnie pozbawienie wolności.

Niezłomni - Wyklęci Dowódców zbrojnego podziemia antykomunistycznego było wielu. Wśród nich wymienić można majora Zygmunta Szendzielarza, majora Franciszka Jaskulskiego, majora Hieronima Dekutowskiego, kapitana Stanisława Sojczyńskiego. Armia Krajowa, Wolność i Niezawisłość i Narodowe Siły Zbrojne to tylko najważniejsze z organizacji antykomunistycznych, w których walczyli Żołnierze Wyklęci. Liczbę członków niepodległościowych organizacji szacuje się łącznie na 120–180 tysięcy. Państwowy Komitet Bezpieczeństwa do walki z ruchami oporu powołał ponad 250 tysięcy żołnierzy, milicjantów i ormowców. Zaangażowanych w poskromienie podziemia niepodległościowego było 47 pułków piechoty, brygady artylerii lekkiej i ciężkiej, pułk saperów Wojska Polskiego, liczne czołgi.

Koniec?

W wolnej Polsce Przez lata Żołnierze Wyklęci byli tematem unikanym i zapomnianym. Dopiero w wolnej Polsce ich historia została odkryta na nowo. Sejm przyjął ustawę o Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych zaledwie 7 lat temu, 3 lutego 2011 roku. Jesteśmy im winni pamięć. Krótko przed śmiercią jedna z Niezłomnych, Danuta Siedzikówna, sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, napisała: zachowałam się, jak trzeba. Postawa Żołnierzy Wyklętych niech nas uczy, czym jest szacunek do niepodległości. Oni walczyli, bo “wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wartości tej sprawy” (Henryk Józef Marian Elzenberg).

W roku 1946 grupy komunistyczne dokonały aresztowania majora Franciszka Jaskulskiego, „Zagończyka”. We wrześniu Urząd Bezpieczeń-

Łukasz Ciepliński

16

stwa wymordował też członków żywieckiego zgrupowania Narodowych Sił Zbrojnych, którego dowódcą był kapitan Henryk Flame. Liczne straty poniósł także Samodzielny Batalion Operacyjny NSZ majora Antoniego Żubryda. Te działania operacyjne komunistów poważnie osłabiły morale walczących. 9 stycznia roku 1947 w Rzeczypospolitej odbyły się sfałszowane wybory. Ogłoszono amnestię, w wyniku której ujawniło się ponad 76 tysięcy członków ruchu oporu. Zostali aresztowani pod zarzutem zaangażowania w działalność antypaństwową. Wyroki, które padały, były zazwyczaj długoletnim (w wielu przypadkach dożywotnim) pozbawieniem wolności lub karą śmierci. To spowodowało upadek polskiego podziemia komunistycznego. Najdłużej żyjącym członkiem ruchu oporu był Józef Franczak. Mężczyzna zginął pod Piaskami w październiku roku 1963.

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018

Józef Franczak „Lalek”

Maria Paruch

Danuta Siedzikówna „Inka”


Ona i on

Dwoje i chemia czyli o czystości serc i iskrzeniu ciał

fo t. ls

xe

.pe

w

w

w .co m

Czystość to więcej niż biała szata i dobre imię. Życie par w zachowaniu wolności od zniewalającej presji erotyzmu jest świadectwem poszanowania porządku moralnego, żarliwością o chwałę Boga zajmującego pierwsze miejsce w ludzkim życiu. Taka praktyka w relacji narzeczeńskiej czy jeszcze wcześniej w czasie „chodzenia ze sobą” prowadzi do postawy czujności, by uniknąć upadków moralnych. W sferze seksualnej wyraża się w twórczym przeżywaniu relacji. Ktoś, kto przed ślubem nie potrafi powstrzymać się od pożądania, w małżeństwie załamie się przed koniecznością całkowitego poświęcenia siebie drugiemu. Sztuka samoopanowania jest ważną zdolnością w życiu, warto ją posiąść już za młodu.

Co daje czystość przedmałżeńska? Przede wszystkim wnosi ogromny kapitał w życie małżeńskie: wzajemne zaufanie, szacunek, wrażliwość, delikatność. Para decydująca się na praktykowanie czystości przedmałżeńskiej wypracowuje pogłębiony dialog, uczy się wierności, rozeznawania własnych motywacji, wyrażania gestów czułości, wspólnego oczekiwania na spełnienie pragnień. Stanowcze powiedzenie „nie” na propozycję współżycia przedmałżeńskiego pomaga rozeznać, czy relacja zmierza w kierunku prawdziwej osobowej miłości, czy zatrzymuje się na etapie pożądania. Psychologowie, terapeuci i familiolodzy są zdania, że aktywność seksualna pozbawiona elementu osobowej więzi, stałości i porozumienia, czyli praktykowana w warunkach poza małżeństwem, jest krzywdząca. Dają temu wyraz miliony zranionych mężczyzn i kobiet niepotrafiących wybaczyć sobie samym ani byłym partnerom seksualnym błędu pochopnego okazania zaufania i co za tym idzie przekroczenia właściwych granic fizycznej bliskości.

Endorfina, dopamina, noradrenalina

Czystość nie polega na tym, żeby nie pragnąć się w sposób erotyczny, ale nauczyć się patrzeć na siebie nawzajem z perspektywy osoby panującej nad popędem seksualnym.

Stan nierównowagi hormonalnej w okresie zakochania, a ściślej mówiąc - wzrost poziomu takich substancji chemicznych, jak fenyloetyloamina, testosteron, dopamina, endorfina i inne mają swój udział w wywoływaniu euforii, dlatego ugodzonym strzałą Amora trudno zapanować nad żądzą namiętności. Nie mamy wpływu na szalejące zmysły i objawy zakochania wywołane hormonami, ale ostatecznie od nas zależy co z tym zrobimy dalej. Jesteśmy przecież istotami wolnymi i zdolnymi do podejmowania samodzielnych decyzji o jakości naszych czynów. Zresztą pamiętajmy, że ów bajeczny stan nie trwa wiecznie, z czasem (średnio do dwóch lat) odurzenie mija, wracamy do stanu równowagi (to z kolei zasługa oksytocyny i wazopresyny – hormonów trwałego związku!). Powiedzmy więc otwarcie: bezkrytyczne oczarowanie ukochanym/ukochaną i reakcje zmysłowe obecne podczas zakochania, wywołane są chemią krążącą w naszych żyłach. Nie jest to (jeszcze) w pełni ludzka miłość.

Uczciwość i zasady Dla pary konsekwentnie poddającej się chrześcijańskiej formacji duchowo-etycznej, seks nie jest nieodłącznym elementem randkowania. Obraz jedności kobiety i mężczyzny prezentowany w Biblii i przekazywany przez Tradycję, jasno określa akty seksualne jako zarezerwowane dla małżonków. Zatem „chodzenie” i narzeczeństwo bez seksu jest normą. Udane randkowanie przed ślubem równa się przyjaźni i uczciwemu dążeniu do znalezienia odpowiedzi na pytania: Czy chcemy wspólnie spędzić całe życie, pokonując trudności zaakceptowania siebie nawzajem takimi, jacy jesteśmy? Czy dla dobra wspólnego jesteśmy w stanie rezygnować z własnych wygód, nieraz ustąpić drugiemu, porzucić dotychczasowe sposoby spędzania czasu wolnego na rzecz wspólnego odpoczynku? Postawić wszystko na jedną kartę? Jak wejść na drogę czystej relacji? Jeśli nie wynieśliśmy takiego wzorca z domu rodzinnego, sięgnijmy po specjalistyczną lekturę, zainteresujmy się tematem czystości w relacjach damsko-męskich. Czystość nie polega na tym, żeby nie pragnąć się w sposób erotyczny, ale nauczyć się patrzeć na siebie nawzajem z perspektywy osoby panującej nad popędem seksualnym. Czas narzeczeństwa przeżywany we wstrzemięźliwości seksualnej odzwierciedla stan naszej dojrzałości psychoemocjonalnej, pokazuje do jakiego stopnia jesteśmy darem dla ukochanej osoby i panem/panią sytuacji. Czy potrafimy być szczęśliwi, nie otrzymując w trybie natychmiastowym tego, czego chcemy. DOROTA KUMOREK

17


Encyklopedia wiary

Droga Krzyżowa dobrej i złej rady z „Maxirefleksji” ks. Wojciecha Węgrzyniaka Panie Jezus Chryste, Ciebie nazwał prorok Izajasz „Przedziwnym doradcą” (Iz 9,5), Mesjaszem, którego rady będą prowadzić do rzeczy przedziwnych, spraw cudownych, wydarzeń niewypowiedzianych. O Twojej Matce mówi Kościół od wieków „Matka Dobrej Rady”. (...) Maryja od Kany aż po niebo daje każdemu z nas na każdą drogę radę dobrą, radę najlepszą: „Uczyńcie, co Wam mówi Syn” (por J 2,5). Prosimy Cię, pozwól nam przejść Twoją drogę krzyżową, przejść razem z Twoją Matką, by na nowo nauczyć się poznawać, rozumieć i wprowadzić w życie te rady, które są dobre, bo Boże, prawdziwe i zbawcze a unikać tych rad, które są złe, które szkodzą, odciągają od Boga, oddalają od nieba, nawet jeśliby pochodziły od najlepszych ludzi.

1. Piłat skazuje Jezusa na śmierć Piłat stoi przed złą i dobrą radą. Sanhedryn radzi zabić Jezusa. Czy arcykapłani mogą się mylić w sprawach religijnych? Żydzi straszą namiestnika, że poskarżą się cesarzowi, jeśli uniewinni Jezusa. Czy wierzyć ich szantażom? Czy być sędzią ze strachu czy dla prawdy? Ale co to jest prawda? Radzą mu także pozory: Jak umyję ręce i powiem: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz». (Mt 27,24), to wtedy nie będę tym, który skazał Jezusa. Z drugiej strony radzi mu żona: «Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu». (Mt 27,19). Radzi także jego rzymskie sumienie: „Weźcie go i sami ukrzyżujcie! Ja bowiem nie znajduję w nim winy». (J 19,6). Nawet tajemniczy strach radzi mu dobrze. Gdy Piłat usłyszał, że Jezus uczynił siebie Synem Bożym, „jeszcze bardziej się uląkł.” (J 19,8)

A może szatan miał rację, mówiąc: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego… Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje”. (Łk 4,6-7). A może Piotr miał rację, mówiąc, że prawdziwy Mesjasz nigdy nie powinien cierpieć? (por. Mt 16,22) Z drugiej strony przypomina Izajasz: „Lecz on się obarczył naszym cierpieniem, on dźwigał nasze boleści, a my uznaliśmy go za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz on był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze uzdrowienie (Iz 53,4-5). Wracają również jego własne słowa skierowane do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku». (Mt 16,23), «Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc wypełnią się Pisma, że tak się stać musi? (Mt 26,52-54) I Jezus bierze krzyż na swoje ramiona. Matko, uchroń nas od rady, która odrzuca własny krzyż, bo kto nie bierze swego krzyża na swoje ramiona, ten zazwyczaj zrzuca go na ramiona innych.

3. Jezus upada po raz pierwszy Jezus leży przed złą i dobrą radą. Nie ma sensu powstawać. Nie dam rady. Ale wstyd. Dopiero zacząłem a już się przewróciłem. Przecież jestem tak umordowany przesłuchiwaniem, wyszydzaniem. biczowaniem, cierniem ukoronowaniem, że nie dam rady iść dalej. A to dopiero początek.

A jednak Piłat posłuchał złej rady. Skazał najbardziej niewinnego.

Z drugiej strony woła Ojciec: Wstań. Jesteś człowiekiem. Ludzie upadają nawet 77 razy. Moc w słabości się doskonali. Rzeczą ludzką upadać, rzeczą boską powstawać.

Matko, uchroń nas od władzy, która nie idzie za dobrą radą.

I Jezus nie tylko upada po raz pierwszy, ale po raz pierwszy wstaje.

Po każdej stacji: Matko Dobrej Rady – Módl się za nami

Matko, uchroń nas od myślenia, że nie warto powstawać.

2. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

4. Jezus spotyka się ze swoją Matką

Jezus stoi przed złą i dobrą radą.

Przedziwny Doradca spotka się z Matką Dobrej Rady.

Jaki sens ma godzenie się na niesprawiedliwy wyrok? Czy nie powinienem za wszelką cenę dochodzić sprawiedliwości? Jaki sens ma niesienie nie mojego krzyża? Jaki sens ma posłuszeństwo władzy, która zabija Boga?

18

Tu nie ma miejsce na złe rady. Tam, gdzie jest tylko Jezus i Maryja, tam nie ma miejsca na złe rady. Nie trzeba słów. Ani wyjaśnień. Wystarczy obecność. Choćby miecz przeszywał serce matki. Choćby krzyż przygniatał ramiona syna, razem

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018

rozumieją jeszcze bardziej, że ta droga krzyżowa ma sens. Matko, uchroń nas od pokusy niesienia krzyża bez spotkania z Tobą.

5. Szymon pomaga dźwigać krzyż Jezusowi Szymon z Cyreny stoi przed złą i dobrą radą. Przecież wracam z pola i jestem umęczony. Przecież to wstyd pomagać skazańcowi. Przecież śmierć krzyżowa to najgorszy rodzaj hańby! Co ja powiem rodzinie? Co powiem synom: Aleksandrowi i Rufusowi? Poza tym, gdybym jeszcze miał wybór. Jaki sens ma pomoc z przymusu? Jaki sens ma pomoc, do której przymuszają cię rzymscy okupanci? Z drugiej strony woła rozsądek: Po co się kopać z koniem. Przecież jak nie pomogę, to mi żołnierze nie darują. Woła również serce: Popatrz, jak on ledwie dźwiga krzyż. Zrób dobry uczynek twojemu rodakowi. Woła również uczciwość: Przecież słyszałeś o Jezusie z Nazaretu. Ile zrobił dobrego. Bądź chociaż jednym z nielicznych, którzy Go nie opuszczą w tej godzinie męki. I Szymon pomaga dźwigać krzyż Jezusowi. Matko, uchroń nas od rad, które pochodzą od egoizmu i wygodnictwa. Matko Dobrej Rady – Módl się za nami

6. Weronika ociera twarz Jezusowi Weronika stoi przed złą i dobrą radą. Chyba to nic nie da. Na pewno żołnierze mnie nie przepuszczą. Zaraz i tak zabrudzi mu się twarz. Poza tym, dlaczego ja mam to robić? Mało kobiet chodziło za Jezusem? Gdzie jest chociażby Maria Magdalena? A Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda czy Zuzanna? Albo Jego Matka nie może otrzeć twarz swemu Synowi? Z drugiej strony woła jej serce: Posłuchaj mnie. Nie kombinuj. Idź. Każdy gest dobra jest dobrem. Każda okazja, by ulżyć Chrystusowi jest dobrą okazją. Każdy moment odwagi dla drugiego człowieka jest miłością. A przecież miłość nikomu nie wyrządza zła. I ociera Weronika twarz Chrystusowi. I zostaje nagrodzona twarzą Chrystusa. Matko, uchroń nas od rad, które znajdują dziesiątki argumentów za tym, by nie pomóc bliźnim.


Encyklopedia wiary

7. Jezus upada po raz drugi Jezus leży przed złą i dobrą radą.

także: „Na krótką chwilę porzuciłem Ciebie, ale z ogromną miłości Ciebie przygarnę”. Dlatego choć zawoła: „Boże, czemuś mnie opuścił”, za krótką chwilę powie: „Ojcze, w Twe ręce składam ducha mego”.

Jaki sens miało spotkanie z Matką, skoro i tak upadłem? Jaki sens miała pomoc Szymona, skoro i tak się przewróciłem? Jaki sens miała odwaga Weroniki, skoro twarz zabrudzona na nowo? Zła rada mówi: nie chodź do spowiedzi i tak znowu będziesz grzeszył. Nie próbuj walczyć z pokusą i tak upadniesz na nowo.

I Jezus nie tylko upada po raz trzeci, ale po raz trzeci wstaje.

Dobra rada jest wtedy tylko jedna: wstań i idź. Bóg nigdy nie daje tak dużego krzyża, żeby nie można go było udźwignąć i nigdy tak małego, żeby drogę krzyżową można było przejść bez żadnego upadku.

Żołnierze stoją przed złą i dobrą radą.

I Jezus nie tylko upada po raz drugi, ale po raz drugi wstaje. Matko, uchroń nas od rad, które trzymają nas pod przywalonym krzyżem.

8. Jezus pociesza płaczące niewiasty Kobiety stoją przed złą i dobrą radą. Płacz to nie grzech. To znak współczucia. Jakie serce trzeba mieć, żeby nie zapłakać nad Mistrzem z Galilei? Poza tym, co możemy zrobić? Nic nie możemy. Może chociaż nasze łzy ulżą skazańcowi. A przecież można było pomyśleć. Czy to dobrze płakać nad cudzą nędzą, jak się nie widzi własnej? Czy to dobrze płakać nad słabościami innych, jak swoje są o wiele większe? Czy to dobrze użalać się nad drzazgą, kiedy własna belka przywala nas nieludzko? Czy to dobrze, płakać nad wojną, głodem i śmiercią dzieci na innym kontynencie, kiedy własnym robi się piekło? Matko, uchroń nas od rad, które chętnie byśmy dawali innym, ale sami nawet palcem nie ruszymy, aby je wypełnić.

9. Jezus upada po raz trzeci Jezus leży przed złą i dobrą radą. Po raz trzeci. Zła rada podpowiada rozpacz. Ileż razy można upadać! Już naprawdę nie dam rady! Zwłaszcza, że nikt nie pomógł od ostatniego upadku. Płaczące niewiasty ciężar uczyniły jeszcze bardziej bolesnym. A bliskość Golgoty podpowiada: Leż. Jak im zależy, to cię zaniosą. Rozpacz, zła rada, co zna tylko jeden refren: to wszystko bez sensu. Miała być śmierć z miłości, a zanosi się na śmierć z poobijania na kamieniach. Przedziwny Doradca pamięta jednak, że kochać to znaczy powstawać. Pamięta, bo ten sam Izajasz, który go nazwał Przedziwnym Doradcą napisał

Matko, uchroń nas od takich rad, które znają tylko słowo „bezsens”.

10. Jezus z szat obnażony Zedrzeć szaty. Nie pytać, czy boli, czy wstyd. Rzucić los o tunikę. Nie pytać, czy jest ktoś z rodziny. Czy ktoś z przyjaciół, który chętnie ją weźmie. A co mają do gadania… My żołnierze możemy wszystko, co możemy. Jak się da zarobić nawet na krzywdzie ludzkiej, to czemu nie? Przecież żołd mamy mały, a rodzinę wyżywić trzeba. Zabrakło dobrej rady. Rady sumienia, co pyta, czy muszę zdzierać te szaty tak gwałtownie. Sumienia, co mówi, by oddać suknię Matce. Sumienia, co widzi w człowieku człowieka, by nie być zwierzęciem dla tych, co nimi nie są. I żołnierze wybrali złą radę. Bo żadna siła i stanowisko nie gwarantują, że człowiek będzie mądry. Matko, uchroń nas od mocy, która obraca się przeciw człowiekowi.

11. Jezus do krzyża przybity Członkowie Sanhedrynu stoją przed złą i dobrą radą. Kusiło ich wyśmiać skazańca. Wyszydzić proroka, którego Bóg nie ocalił. Naigrawać się z Mistrza z Galilei, który myślał, że może być coś dobrego z Galilei. Czy nie było w ich sercach dobrej rady? Czy umysł znający Pisma był tak bardzo zaślepiały? Przecież Izajasz mówił, że Mesjasz będzie cierpiał. Przecież Zachariasz mówił, że będą patrzeć na tego, którego przebodli. Przecież psalmista zapowiedział tego, który policzyć będzie mógł wszystkie swe kości. Czy naprawdę nie wiedzieli, że narodził się z Betlejem? Czy nie powstał w nich chociaż cień wątpliwości, że może walczą z Bogiem? Gdzie był Gamaliel, który tak mądrze potraktował później uczniów Jezusa? A jednak członkowie Sanhedrynu, Wysokiej Rady, Uczeni w Piśmie, faryzeusze, starsi a nawet przechodzący obok wybrali drogę pogardy. Mówi Ewangelia: Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzy-

ża!» Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: „Jestem Synem Bożym”» (Mt 27,39-43) Matko, uchroń nas od rad, które pochodzą od pogardy.

12. Jezus umiera Dwa łotry wiszą przed złą i dobrą radą. Złorzeczyć życie, bo to już koniec. Złorzeczyć tych, przez których wpadliśmy, bo to ich wina. Złorzeczyć Boga, bo nas za bardzo kusiło grzeszyć. Złorzeczyć Mesjasza, bo choć blisko, to nie pomaga. Można jednak inaczej. Uznać swój błąd, winę i sprawiedliwą karę. Zobaczyć, że nawet w ostatniej godzinie Bóg jest przy nas czekając na nawrócenie. Błagać o miłosierdzie. Taki sam krzyż. Te same grzechy. Ten sam wyrok. A posłuchali całkiem innej rady: Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: «Czyż ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». (Łk 23,39-42) Matko, uchroń nas od takich rad, które zamykają nas na łaskę nawrócenia.

13. Ciało Jezusa zdjęte z krzyża I jeszcze raz Przedziwny Doradca spotyka się z Matką Dobrej Rady. On – martwy. Ona – przeszyta mieczem boleści. Czy to cokolwiek zmienia? Czy to rodzi miejsce na złą radę? Nie. Wręcz przeciwnie. Tak blisko Maryja nie była Jezusa może od Betlejemskiej stajenki. W jej ramionach Jego ciało. To nic, że przedziwny doradca umarł. Słowo musi obumrzeć, żeby wydać plon obfity. Dobra rada musi czasem przegrać, żeby po trzech dniach zajaśnieć blaskiem jedynej rady, rady zbawczej, rady dającej życie wieczne. Matko, uchroń nas od takich rad, które mówią, że Bóg umarł, nawet jeśli wszystko nam mówi, że On naprawdę nie żyje. → (ciąg dalszy na kolejnej stronie)

19


Inspiracje

Encyklopedia wiary

14. Ciało Jezusa złożone do grobu Józef z Arymatei i Nikodem stoją przed złą i dobrą radą. Nie szkoda nowego grobu? Po co chować go tutaj, przecież ma rodzinę w Betlejem. I jeszcze trzeba załatwić pozwolenie. I to u Piłata, rzymskiego urzędnika. A czy koledzy nie pomyślą o nas źle? Czy nie będą mówić, że należymy do sekty galilejskiej? A swoją drogą, to gdzie jego uczniowie? Jak chodzili na uczty, to nas nie wołali. Nawet nie zaproszono nas na Ostatnią Wieczerzę. Przecież byłeś jego uczniem – mówi dobra rada Józefowi. Należysz do Wysokiej Rady, więc posłuchaj rady z wysoka. Oczekujesz królestwa Bożego, a przecież nikt go tak nie głosił, jak Jezus z Nazaretu. Poza tym jesteś bogaty. Czy warto żałować jednego grobu dla kogoś tak niepowtarzalnego? Przecież byłeś u niego nocą – mówi dobra rada Nikodemowi. Poświęcił ci czas i serce. Mówił, że trzeba się narodzić na nowo, żeby wejść do królestwa Bożego. Czy jego śmierć nie jest czasem bólów porodowych? Czy ten, który tyle razy zaskakiwał nie zaskoczy jeszcze? I mówią Ewangelie: A był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Rady. Nie przystał on na ich uchwałę i postępowanie. Pochodził z miasta żydowskiego, Arymatei, i oczekiwał królestwa Bożego. Był też uczniem Jezusa, lecz krył się z tym z obawy przed Żydami. Poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. (por. Mt 27,57; Mk 15,43; Łk 23,50-53) Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa nocą, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. (J 19,38-39) Matko, uchroń nas od rad, które chcą zapomnieć człowieka po śmierci.

Zakończenie Ile ludzi, tyle dróg krzyżowych. A na nich rady złe i dobre. Chodzimy jeszcze tymi drogami, bo żyjemy. Prosimy Cię, Panie, bądź dla nas Przedziwnym Doradcą. Prosimy Cię, Matko, byśmy zawsze byli wierni tej jedynej i zawsze dobrej radzie: „Uczyńcie co wam mówi Syn”. (Kraków-Prokocim, 28.04.2017)

20

Bracia ze Wspólnoty z Taizé mieszkają na co dzień w małej wiosce we Francji. Od czasu do czasu wyruszają jednak w świat w ramach tzw. „Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię”, by spotkać się z młodymi ludźmi. O pielgrzymowaniu i najbliższych planach z bratem Wojtkiem, jednym z czterech Polaków we wspólnocie, rozmawia Karolina Pluta. Od ilu lat bracia organizują spotkania poza Taizé? Ostatnie spotkanie europejskie, które przygotowaliśmy w Bazylei, było jubileuszowym, 40-tym. Co roku uczestniczą w nim nowi młodzi ludzie, na przestrzeni lat wymieniają się więc ich kolejne generacje. Cieszymy się z tego, bo dostrzegamy wśród nich potrzebę wyciszenia, modlitwy kontemplacyjnej, dzielenia się swoją wiarą, radością oraz tym wszystkim, co w ich życiu jest istotne. Wydaje się więc, że formuła spotkań europejskich, którą brat Roger zainicjował 40 lat temu, pozostaje w naszym zmieniającym się świecie wciąż aktualna. Spotykacie się nie tylko w Europie… Do Taizé, gdzie żyją bracia naszej wspólnoty, przyjeżdża wielu młodych nie tylko ze wszystkich krajów europejskich, ale także z innych kontynentów. Nieraz, w ciągu letnich tygodni spotkań, reprezentowanych jest nawet 70 różnych krajów. Z naszej strony chcemy więc od czasu do czasu udać się z rewizytą do tych, którzy u nas gościli. Wyrażamy także w ten sposób naszą więź i solidarność z chrześcijanami, którzy w niektórych krajach stanowią zdecydowaną mniejszość. Większe spotkania odbywały się już w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Czterech braci naszej wspólnoty aktualnie przygotowuje takie spotkanie w Hongkongu. Za niedługo będziemy mogli spotkać się ze wspólnotą z Taizé we Lwowie? Tak, otrzymaliśmy takie zaproszenie do przygotowania spotkania we Lwowie od odpowiedzialnych za Kościół rzymskokatolicki, greckokatolicki i prawosławny. Do kalendarzy należy sobie wpisać termin 27 kwietnia – 1 maja?

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018

Stawiać kolejne kroki Tak, spotkanie we Lwowie odbędzie się w czasie, kiedy w Polsce rozpoczynamy długi weekend majowy. Tak zwane „spotkania regionalne”, które przygotowujemy każdego roku, nie są może tak liczne jak europejskie, ale mimo wszystko gromadzą wielu młodych z okolicznych krajów. Dla nas jest to też okazja do tego, by dotrzeć do miejsc, w których być może nie moglibyśmy przygotować wielkiego spotkania europejskiego, ale w których jest ważne, by odpowiedzieć pozytywnie na kierowane do nas zaproszenie. Dlaczego tak gorąco zapraszali Was młodzi Ukraińcy? Przez wiele lat młodzi ludzie z Ukrainy z różnych przyczyn nie mieli możliwości, by uczestniczyć w tak liczny sposób jakby tego chcieli w spotkaniach europejskich. Dziś wydaje się, że przeszkód jest jakby mniej. Otwierają się granice, obywatele Ukrainy nie potrzebują też wiz, aby odwiedzać kraje Unii Europejskiej. Te ułatwienia sprawiają, że mogą oni realizować to, czego pragną, czego szukają. Z naszej strony chcemy więc odpowiedzieć na ich potrzeby i tym razem odwiedzić ich tam gdzie mieszkają, skąd tak licznie przyjeżdżają. Lwów jest dość dobrze znany Polakom… Myślę, że jest to miasto szczególne. Leży ono blisko polskiej granicy i jest drogie sercom wielu Polaków. Tutaj, we Wrocławiu [to rodzinne miasto br. Wojtka], dobrze o tym wiemy, bo wiele rodzin pochodzi z samego miasta lub regionu Lwowa. Dziś w Polsce, szczególnie w większych miastach, często spotykamy tych, którzy pochodzą z Ukrainy. Spotkanie we Lwowie będzie więc okazją do tego, aby odwiedzić ich rodzinne strony i być przez nich przyjętymi, by odkrywać rzeczywistość Kościoła, jego różnorodność i gościnność. We Lwowie przyjmować nas będą parafie greckokatolickie, prawosławne i rzymskokatolickie. Co młodym ludziom daje udział w spotkaniach przygotowywanych przez braci ze Wspólnoty Taizé? Myślę, że na to pytanie każdy z uczestników od-


Recejzje

Recenzje

powiedziałby trochę inaczej. My, bracia, często nie dostrzegamy wszystkich owoców tych spotkań. Zdarza się, że czasem nawet po kilku latach odwiedzający nas w Taizé młodzi ludzie mówią jak wiele to czy inne doświadczenie, związane z pielgrzymką zaufania, zmieniło w ich życiu. Nie przygotowujemy jednak spotkań, licząc na jakieś spektakularne rezultaty czy na wielką liczbę uczestników. Po prostu chcemy wraz z młodymi, wspierani ich entuzjazmem, szukać tego, co ważne, wracać do źródeł Ewangelii, wsłuchiwać się w Boży głos w naszych sercach i wspólnie odkrywać, w jaki sposób możemy naszym życiem odpowiadać na to wezwanie. W dzisiejszym świecie chcielibyśmy w ten sposób stawać się dostrzegalnym znakiem dla innych, także dla tych, którym wiara chrześcijańska nie jest bliska.

Znakiem pojednania, zaufania, komunii, ale też znakiem miłości braterskiej, czytelnym świadectwem tego, że Chrystus jest obecny pośród nas i przyszedł po to, aby ofiarować nam nowe życie. Czego jeszcze szukają młodzi ludzie? Myślę, że dla wielu wewnętrzny pokój, pokój serca jest czymś niezastąpionym. Wielu szuka też tego, w jaki sposób żyć swoją wiarą w życiu codziennym, tak, aby pozostawało ono w zgodzie, w harmonii z tym, co jest dla nich ważne. Nie mamy gotowych odpowiedzi, szukamy razem. To, że młodzi razem czytają Pismo Święte, stawiają sobie pytania i zastanawiają się, jak swoim życiem odpowiadać na wezwania Ewangelii, sprawia, że możemy wspólnie stawiać kolejne kroki. Dziękuję za rozmowę.

Co?

Regionalne Spotkanie Młodych we Lwowie 27.04-1.05.2018*

Kiedy?

Gdzie zakwaterowanie?

U rodzin, we wspólnotach zakonnych lub w szkołach. modlitwy,

W planie dnia:

spotkania w małych grupach (dzielenie się refleksjami nad Pismem Świętym i świadectwem życia), spotkania tematyczne (dotyczące m.in. kultury, dialogu czy solidarności). * Będzie możliwość pozostania do 3 maja, by odwiedzić okoliczne miasta i modlić się wspólnie razem z kilkoma braćmi z Taizé. Więcej informacji: www.taize.fr/pl_article23361.html

www.znak.pl

Jakim znakiem?

Moja Miłość

„Narodziny potęgi. Wszystkie podboje Bolesława Chrobrego”

Reżyser: Brian Baugh

Michael Morys-Twarowski

Dystrybutor: Kondrat – Media

Z tą książką, podobnie jak z „Koroną Królów”, nie sposób się nudzić. I od razu zaznaczam – wcale nie kpię. Jeżeli najnowsza produkcja TVP rozbudziła w Was apetyt na historię, to dzieło Michaela Morysa-Twarowskiego „Narodziny potęgi. Wszystkie podboje Bolesława Chrobrego”, jest idealną pozycją do jego zaspokojenia. Dlaczego? Choćby dlatego, że dostajemy w niej pełnowartościowy wycinek polskiej historii, który autor podaje nam w sposób niebanalny, świeży i bardzo przystępny. Jego narracja w niczym nie przypomina tej znanej ze szkolnych podręczników czy poważnych prac naukowych. Nie wierzycie? Spróbujcie zatem jej odrobinki akurat tyczącej się wyglądu głównego bohatera, tj. Bolesława: „Od najmłodszych lat przyzwyczajony do walki z ludami i zwierzętami musiał być silny i dobrze zbudowany. Inni nie mieli szans w tamtym świecie. Włosy miał raczej zaczesane do tyłu i mocno podgolone. Pewnie nosił brodę, bo brodę nosili jego syn i poddani. Może gdyby odjąć wikiński sztafaż, przypominałby Ragnara Lodbroka z serialu Wikingowie.” I jak? Nie uwierzę, że nie smakowało, ale uwierzę, że rozochociło i już myślicie o tym, by uszczknąć więcej. Ale uważajcie. Czytając, pomyślicie: jeszcze tylko jedną stroną… Nic bardziej mylnego. Książka wciąga i nawet się nie spostrzeżecie kiedy wylądujecie na pętli tramwajowej, ewentualnie współlokator każe wam już zgasić światło, bo jest trzecia w nocy. Ale to nic, sesja już się skończyła (inaczej mogłoby być naprawdę niebezpiecznie). A tak poza tym, to założę się, że nie wiedzieliście, jaki z Bolesława był kozak. Otóż moi mili z Bolesława był taki kozak, że aż... turbokozak. Ale o tym najlepiej opowie Wam Michael. Mirosław Haładyj

Produkcja: USA 2016 r. Gatunek: Dramat Czas projekcji: 112 minuty Premiera kinowa: 02 marca „Jako dziewczynka Rachel zapisała w dziecięcym pokoju swoje marzenie – aby jej dłoń pewnego dnia dotknęła milionów serc” - powiedział w jednym z wywiadów Benny Proffitt, producent wykonawczy filmu. „Jesteśmy dumni, że tworząc ten film mogliśmy pomóc temu marzeniu stać się faktem”. Słowa Emily Dickinson: „Ci, których kochamy, nie umierają nigdy, bo miłość to nieśmiertelność.” idealnie pasują do Rachel (Masey McLain), głównej bohaterki filmu, będącej - mimo krótkiego życia - inspiracją dla wielu osób. Była ona pierwszą (spośród 13) ofiarą strzelaniny w Columbine High School, która miała miejsce 20 kwietnia 1999 roku. Jej losy, ukazane na dużym ekranie dzięki prowadzonemu przez nią dziennikowi, to prawdziwa historia o sztuce przebaczania oraz o sile marzeń i drodze do ich realizacji. Rachel marzyła o wielkiej miłości, którą wydawało się że znalazła w postaci Aleksa. Jednak z czasem zrozumiała, że ta relacja jest jedynie jej wyobrażeniem. Musiała stoczyć walkę z samą sobą w obronie wartości, w które wierzyła. Film w reżyserii Briana Baugha przepełniony jest nadzieją, że Miłość jest silniejsza od śmierci. Aktorzy mimo młodego wieku, dobrze oddali całą historię i wczuli się w rolę swoich bohaterów. Po wyjściu z filmu oboje uświadomiliśmy sobie, jak ważne w życiu jest przebaczenie i życie w zgodzie z każdą napotkaną osobą, bo nigdy nie wiemy czy to spotkanie nie było tym ostatnim. Paulina Kościółek i Damian Szmagliński

21


Czytasz? Trybka odkrywa Polskę

www.pixabay.com

„Na wieży furgotał blaszany kogucik...” Tymi słowami rozpoczyna się wiersz Józefa Czechowicza, jednego z bardziej znanych mieszkańców miasta. Położone na wschodnich rubieżach pamięta czasy świetności oraz upadków dawnej Rzeczypospolitej i ważne historyczne wydarzenia. Trybka zaprasza was więc do pełnego zabytków Lublina!

Miasto z historią

Bramy miasta

Pierwsze wzmianki piśmienne o Lublinie znajdujemy w XIII-wiecznej kronice Wincentego Kadłubka. Wykazane archeologicznie dzieje początków Lublina przedlokacyjnego sięgają jednak wieków VI-VIII, gdy na wzgórzu Czwartek powstała osada handlowa. Lata bujnego rozwoju Lublina przypadają na czasy króla Władysława Jagiełły, Kazimierza Jagiellończyka i wieki XV oraz XVI. Wówczas to Lublin był świadkiem wielu zjazdów sejmowych oraz podpisanej w 1569 roku unii polsko-litewskiej łączącej Polskę i Litwę unią realną. Obecnie Lublin jest dziewiątym co do wielkości miastem polskim liczącym ponad 300 000 mieszkańców oraz prężnym ośrodkiem naukowo-przemysłowo-kulturalnym.

Opuszczając strome zamkowe wzgórze, kierujemy się do właściwego centrum Lublina. Przechodzimy pod pierwotnie gotycką XIV-wieczną, przebudowaną pod koniec XVIII w., Bramą Grodzką, dawniej będącą bramą wejściową do miasta, oddzielającą miasto żydowskie od chrześcijańskiego. W lubelskim śródmieściu zachowała się zbudowana w XIV stuleciu z czerwonej cegły brama o charakterze obronnym, tzw. Krakowska. Budynek bramy, do dziś znak rozpoznawczy Lublina, był częścią średniowiecznych fortyfikacji, które nakazał wznieść król Kazimierz Wielki po niebezpiecznym najeździe Tatarów w roku 1341.

Twierdza

W ścisłym centrum miasta znajdziemy piękne kościoły. Na pierwszym miejscu wymieńmy pojezuicką archikatedrę pw. św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty, z pięknie wyposażonym bogatym wnętrzem oraz urokliwymi malowidłami Józefa Meyera. Istnieje historia związana z kopią obrazu jasnogórskiej Madonny znajdującą się we wnętrzach archikatedry: na wizerunku Matki Bożej w 1951 roku miały pojawić się łzy. Obraz został w 1988 roku koronowany przez Jana Pawła II i jest otoczony kultem. W świątyni dominikanów z kolei podziwiać można wspaniałą renesansową kaplicę Firlejów. Niestety nie zachował się postawiony w XIII wieku lubelski kościół farny pw. Świętego Michała, ufundowany przez księcia Leszka Czarnego jako dowód wdzięczności Bogu za zwycięską potyczkę z Jadźwingami. Na Placu Farnym istnieje obrys fundamentów owej świątyni oraz jej makieta. Została też legenda: zmęczonemu po bitwie z Jadźwingami księciu Leszkowi ukazał się we śnie św. Michał z poleceniem, ażeby władca ów nie poprzestał i dalej gonił oddalonych od granic miasta wrogów. Książę posłuchał pole-

Do najważniejszych zabytków Lublina zaliczymy kompleks wzgórza zamkowego. Stała ongiś na jego szczycie gotycka twierdza, która jednak stopniowo popadała w ruinę, przez co w XVIII w. została - na szczęście nie całkowicie - rozebrana. Pozostałościami owych dawnych zabudowań są: zachowana do dziś kaplica Świętej Trójcy, romańska wieża nazywana donżonem, oraz fragment gotyckiej baszty zwanej żydowską. Na najwyższym piętrze wieży znajduje się charakterystyczny romański otwór okienny nazywany biforium, a na szczycie taras widokowy, z którego można podziwiać centrum miasta i okolice. Reszta budowli wypełniających zamkowe wzgórze powstała w wieku XIX z przeznaczeniem na więzienie, które użytkowali austriaccy i rosyjscy zaborcy oraz władze PRL. FOT. SZATER

Ciekawym punktem na mapie miasta jest powstała w XIX wieku i wysoka na 40 metrów Wieża Trynitarska będąca wartościowym punktem widokowym. Stojący na szczycie jej dachu blaszany kogucik ma według legendy ostrzegać mieszkańców miasta przed niebezpieczeństwem.

22

Sacrum

www.e-tryby.pl nr 3-4/59-60/MARZEC-KWIECIEŃ 2018

cenia i ruszył w pościg za poganami, przypieczętowując tym samym swoje zwycięstwo. Dowodem wdzięczności była wspomniana świątynia św. Michała zbudowana na miejscu, gdzie książę doświadczył proroczego snu. Zachował się renesansowo-barokowy kościół z XVII wieku pw. św. Józefa, czy przebudowany w tym samym okresie kościół pw. Świętego Ducha, jak również pobernardyński obiekt sakralny p.w. św. Piotra Apostoła.

Podziemne labirynty Warto też zwrócić uwagę na budynek Nowego Ratusza (obecna siedziba władz samorządowych województwa), zbudowany na ruinach pokarmelitańskiego XVII-wiecznego zespołu klasztornego oraz siedzibę postawionego w 1822 roku Teatru Starego (jedna z pierwszych scen teatralnych w Polsce). W Starym Ratuszu, istniejącym już w schyłkowym okresie średniowiecza (XV w), bierze natomiast początek podziemna trasa edukacyjno-turystyczna, o długości 280 metrów, łącząca kilkanaście XVI-wiecznych piwnic skomunikowanych ze sobą podziemnymi korytarzami.

Starówka Klimat lubelskiej starówki aktywnie współtworzą malownicze kamieniczki, wśród których warto szczególną uwagę zwrócić na datowaną na rok 1597 i uznaną za najpiękniejszą w Lublinie, kamienicę Konopniców, ze wspaniałą renesansową dekoracją rzeźbiarską i wplecionymi w medaliony portretami jej pierwszych właścicieli czy na pochodzącą z 1524 roku Kamienicę Muzyków, ozdobioną pięknymi malowidłami z postaciami grajków. Wojciech Olejnik FOT. Kazimierz S. Ożóg

Katolicki Uniwersytet Lubelski powstały w latach międzywojennych był podczas komunistycznego zniewolenia jedyną w bloku wschodnim swobodnie działającą uczelnią katolicką. Dziś na dziesięciu wydziałach kształci ponad 12000 studentów. Warto zwiedzić szczególnie dziedziniec oraz kościół akademicki.


Tech info

Papierowa czy elektroniczna? Twardy dotyk okładki, szelest stron, zapach papieru i smak przygody czekającej tuż za przykrywką drukowanych liter. Właśnie taki bajkowy obraz może być jednym z naszych skojarzeń dotyczących książek. Jednakże czy to wyobrażenie jest jeszcze aktualne, czy może książki powoli przestają nam się kojarzyć z papierem? Badania pokazują, że o ile ogólny poziom czytelnictwa w Polsce spada, to od kilku lat rośnie udział w rynku książek w formacie elektronicznym, tzw. ebooków. Książki w formacie elektronicznym mają wiele zalet, a najważniejszą jest ich... niematerialność. Duży księgozbiór znacznie łatwiej jest przechowywać na karcie pamięci niż na domowych półkach. Gdy wybieramy się w podróż, nie musimy zastanawiać się, czy zabrać ze sobą gruby tom rozważań filozoficznych, relaksujący kryminał czy może profesjonalny poradnik zarządzania finansami - możemy wziąć je wszystkie. Korzystanie z ebooków oznacza nie tylko oszczędność miejsca, ale też papieru i materiałów potrzebnych do druku. Ponadto wiele tytułów jest dostępnych za darmo, niektóre biblioteki pozwalają już na wypożyczanie ebooków, a księgarnie niemal codziennie oferują promocje na książki w formacie elektronicznym.

to wszystko na uwadze, warto rozważyć, czy i dla nas ten sposób czytania nie będzie szansą do odkrywania większej liczby tytułów, a odpowiedzią na tytułowe pytanie “Papierowa czy elektroniczna?” niech będzie: “Jakakolwiek!”. Kamil Faber

www.pexels.com

Do wzrostu popularności ebooków na pewno przyczyniają się też specjalnie przygotowane lekkie i niedrogie czytniki. Wykorzystywany w nich jest tzw. e-papier, który pozwala na oszczędność energii oraz jest bardziej przyjazny dla oczu niż standardowe ekrany komórek i komputerów. Niestety istnieje również kilka wad ebooków. Przede wszystkim nie wszystkie tytuły, zwłaszcza te mniej znane i starsze, posiadają swój odpowiednik w wersji elektronicznej. Ponadto zakupienie wspomnianego wcześniej czytnika oznacza jednorazowy wydatek wysokości kilkuset złotych, co może odstraszać przed rozpoczęciem przygody z ebookami. Format elektroniczny prawdopodobnie nigdy nie zastąpi całkowicie papieru, ale jest dla niego poważną alternatywą. Wiele osób uważa, że dzięki ebookom czyta nas znacznie więcej - w tramwaju, w kolejce, w przerwie między zajęciami. Mając www.pixabay.com

 Źródła darmowych ebooków Książki po jakimś czasie trafiają do tzw. “domeny publicznej”. Oznacza to, że sam tekst nie jest już chroniony autorskimi prawami majątkowymi i można go rozpowszechniać za darmo. Dzięki temu wiele tytułów po opracowaniu formatu elektronicznego jest dostępnych dla każdego. Tutaj podajemy tylko kilka przykładowych źródeł darmowych ebooków, w rzeczywistości jest ich znacznie więcej. www.wolnelektury.pl - zbiór ponad 5 tysięcy książek w języku polskim zawierający m.in. dzieła noblistów, klasykę literatury oraz ogromną większość lektur szkolnych. www.gutenberg.org - projekt oferujący 56 tysięcy książek, zazwyczaj w języku angielskim, w tym największe dzieła literatury światowej. pl.wikisource.org - baza tytułów, zawierająca również mniej znane dzieła oraz teksty w takiej samej formie jak oryginalne (czasem bardzo stare) wydania. www.pamiec.pl/pa/biblioteka-cyfrowa/publikacje - strona z publikacjami historycznymi Instytutu Pamięci Narodowej. www.lektury.gov.pl - zbiór lektur szkolnych.


Tryby marzec-kwiecień 2018  
Tryby marzec-kwiecień 2018  
Advertisement