Issuu on Google+

Dodatek studentów Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

Technika pro-ludzka S

ystem opracowano po konsultacjach z osobami niewidomymi, które stwierdziły, że powinien on generować sygnały dźwiękowe oraz współpracować z sygnalizacją świetlną przy przejściach dla pieszych. Ten niezwykły system opracowywany przez naukowców Katedry Mechaniki i Wibroakustyki tworzą trzy moduły. Dwa z nich to antena (sensor) rejestrująca pojawienie się osoby niewidomej w pobliżu miejsca zainstalowania systemu i kontroler przesyłający informację zwrotną, skutkującą odpowiednią reakcją systemu.

przystanek przyjdzie niewidomy. Dzięki temu wcześniej będzie wiedział, jaki tramwaj zaraz przyjedzie. Dalsze prace

Ponownie naukowcy z naszej Akademii Górniczo-Hutniczej tworzą coś spektakularnego na skalę międzynarodową. Tym razem niezwykły wynalazek będzie przeznaczony dla osób niewidzących. Ludziom dotkniętym kalectwem ma pomóc system ostrzegania przed niebezpieczeństwami dnia codziennego. Wojciech Podlewski

Trzecim, najważniejszym elementem systemu, jest noszona na nadgarstku bransoletka wielkości zegarka na rękę. To właśnie ona wysyła sygnał uruchamiający system, kiedy osoba zbliży się do miejsca jego zainstalowania. Wtedy rejestrowany jest fakt, że w niebezpiecznej strefie pojawiła się osoba niewidoma, która jest informowana o zagrożeniu poprzez wbudowany w bransoletkę alarm wibracyjny różnej tonacji, w zależności od rodzaju przeszkody. Innowacyjna bransoletka może też pełnić rolę przycisku przy przejściu dla pieszych, uruchamiającego dla nas zielone światło. Jednak niekoniecznie proste dla osoby niewidomej jest już samo znalezienie przycisku na słupie z sygnalizacją. Rezultatem jest dopracowywanie systemu tak, aby w chwili pojawienia się obok przejścia osoby z bransoletką, wysłany z niej impuls automatycznie uruchamiał sygnalizację świetlną i dźwiękową, pozwalająca bezpiecznie przejść niewidomemu na drugą stronę ulicy.

fot.: morguefile.com

Bransoletka

Osobie niewidomej wiadomość w postaci tekstu, którego nie może przeczytać, czy usłyszeć jest nieprzydatna. Dlatego proponuje się by tablica była czytana automatycznie tylko wtedy, kiedy na przystanek przyjdzie niewidomy. To jeszcze nie koniec pomysłów związanych z zastosowaniem owej „ozdoby”. Pojawił się pomysł, aby w ciekawych turystycznie miejscach Krakowa, gdzie usytuowane są makiety placów i zabudowań miasta (plac Matejki, plac Szczepański, Wawel), bransoletka inicjowała włączenie nagrania lektora opowiadającego o miejscu czy obiekcie, w którym się znajdujemy. Co do sygnałów dźwiękowych, istnieje również możliwość informowania poprzez

głośniki uruchomione impulsem nadajnika na nadgarstku o urzędach, oddziałach poczty, aptekach, szpitalach, bankach, do których zbliży się osoba niewidoma. Zastosowanie znajdzie to także na przystankach komunikacji miejskiej. Mamy na wielu przystankach tablice LED-owe informujące nas pisemnie o nadjeżdżających tramwajach czy autobusach, nieprzydatne dla osób niewidomych. Proponuje się, by tablica była czytana automatycznie wtedy, kiedy na

Prace nad projektem trwają już dwa lata, a na koniec trzeba cierpliwie czekać jeszcze około roku. Należy jeszcze przeprowadzić szereg badań, zbudować kolejne prototypy; trwają także prace nad oprogramowaniem. Istotnym problemem okazał się wpływ wibracji na ludzki nadgarstek. Trzeba sprawdzić próg czucia wibracji, czyli jak nadgarstek reaguje na różne częstotliwości i ich skoki. Dopracowania wymaga antena, która będzie odbierać wysyłany przez bransoletkę sygnał. Musi być ona dowolnego kształtu i łatwa w rozwijaniu, aby można było ją ułożyć pod posadzką, jak również otoczyć wykop. Istotne jest też zminiaturyzowanie bransoletki oraz integracja tego urządzenia z siecią informacji komunikacji miejskiej i informacji turystycznej. Ważne jest także wytypowanie miejsc, gdzie w pierwszej kolejności zamontowany będzie system. Zapewne będą to dworce autobusowe i kolejowe, schody, miejsca robót i remontów w miejscach użyteczności publicznej, otoczenia wykopów. Opracowane będą pakiety zawierające wypukłe mapki, wskazujące miejsca zamontowania systemu oraz instrukcję, jaka tonacja wibracji określa konkretny rodzaj przeszkody. System ostrzegający i informujący niewidomego będzie wysyłał sygnał dźwiękowy jedynie do osoby niewidzącej. Dźwięk emitowany nie będzie, jeśli taka osoba nie zbliży się do miejsca zainstalowania systemu, by nie zakłócać spokoju okolicznych mieszkańców. Miejmy nadzieję, że już w niedługim czasie to wspaniałe urządzenie użyteczności publicznej będzie służyć ludziom, którzy nie mogą zobaczyć otaczającego nas wszystkich świata. System ten może uchronić ich przed wypadkami, poważnym kalectwem, a nawet przed śmiercią. I


Tr y by AG H

W

yczołgujemy się zatem z ciepłych śpiworów, szybko przegryzamy zamrożone kanapki, popijamy je letnią herbatą. Wychodzimy z namiotu. Na zewnątrz mróz, wiatr i ciemności. Szybkim krokiem opuszczamy nasz obóz na wysokości 3600 m. Z niepewnością w sercach kierujemy się w stronę wschodniej ściany Kazbeku. W ciemnościach nocy powoli, jednak systematycznie, pokonujemy skalne rumowisko. Docieramy do śniegu, zakładamy raki. Pochodzimy coraz wyżej i wyżej. Setki myśli przebiegają mi przez głowę. Zatrzymujemy się. Spoglądamy w górę: stroma stróżka śniegu ograniczona z dwóch stron skalnymi barierami niknie w ciemności. To tu! W napięciu szykujemy sprzęt, wiążemy się liną. Czas ruszać, zaraz wszystko się wyjaśni...

Jej wysokość Gruzja – Pablo… Śpisz? – Nie. – Ja też nie... Która godzina? – 2:00 – Wstajemy? – A masz inny pomysł? Paweł Pieńkowski

Pochodzimy coraz wyżej i wyżej. Setki myśli przebiegają mi przez głowę. Zatrzymujemy się. Spoglądamy w górę: stroma stróżka śniegu ograniczona z dwóch stron skalnymi barierami niknie w ciemności. To tu! W napięciu szykujemy sprzęt, wiążemy się liną. Czas ruszać.

Tak właśnie się zaczęła moja pierwsza wspinaczka na Kaukazie, a zarazem pierwsza wspinaczka w Gruzji. Towarzyszył mi mój niezastąpiony przyjaciel i partner wspinaczkowy – Mateusz Jabłoński. Pokonanie tej dość stromej (do 55 st.) ściany i dojście do szczytu zajęło nam 11 godzin. Zejście drogą normalną to kolejnych 6 godzin. Sama ściana jest naprawdę okazała – przeszło 1100 m wspinania. Już z wioski na dole widać ją wyraźnie – wąski pasek śniegu między dwoma skalnymi grzędami. Dolna część ściany to wąski kuluar, w którym II

fot. Peter Schöne

Pierwsza kaukaska przygoda

leży firn – zbity i zmrożony śnieg. Później robi się coraz stromiej i coraz trudniej. Tutaj musieliśmy się spieszyć, aby znaleźć się jak najwyżej, nim wzejdzie słońce. Nocą, gdy wszystko jest zmrożone, jest bezpiecznie, jednak w dzień słońce wytapia kamienie, które ze świtem pędzą kuluarem. Każdy się domyśla, jak to może się skończyć. Na szczęście o poranku byliśmy na wysokości, na której kamienie

TRYBY nr 1(10)/2012 Dodatek Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

spadały znacznie rzadziej i było względnie bezpiecznie. Podczas wspinaczki nie używaliśmy żadnego sprzętu asekuracyjnego, nie wkręcaliśmy śrub lodowych, aby posuwać się jak najszybciej. Ostatnich kilkaset metrów ściany to czysty lód, po którym wspinaczka staje się naprawdę wymagająca. Napotkaliśmy w tym miejscu dodatkową trudność: lód był pokryty luźno związanym cukrem

Pod Szcharą

– drobinkami zamarzniętej wody – przez który musieliśmy się przebijać, aby dostać się do właściwej powierzchni. Byliśmy okropnie zmęczeni – niewiele snu, oddziaływanie wysokości, wysiłek. Dosłownie zasypialiśmy w ścianie. Jednak dzięki sile woli wciąż pięliśmy się wyżej i wyżej. Po wyjściu ze ściany Kazbek przygotował dla nas jeszcze jedną niespodziankę:


fot. Paweł Pieńkowski

Tr y by AG H

Szchara z doliny

Pokonywanie szczeliny brzeżnej

na łatwym, poziomym terenie, który wyprowadzał na szczyt, leżało mnóstwo śniegu. Przedarcie się na szczyt było wielkim wysiłkiem. Śnieg do pasa, mokry i ciężki. W końcu jednak udało nam się pokonać i tę przeciwność. O godz. 15 stajemy na szczycie – 5033 m! Śmiejemy się, nasza pierwsza wspinaczka na Kaukazie i do tego zakończona sukcesem! Kilka zdjęć i rozpoczynamy zejście. Porywisty mroźny wiatr nie pozwala na kontemplowanie chwili. Zejście normalną drogą nie sprawia nam większych trudności. O 21 jesteśmy z powrotem w obozie. Padamy wykończeni, zasypiamy natychmiast.

O wspinaczce słów kilka

fot. Mateusz Jabłoński

Lekcja na Szcharze To był początek naszej wakacyjnej, alpinistycznej przygody. Prawie cały sierpień spędziliśmy w Gruzji. Po Kazbeku przenieśliśmy się do Swanetii (na drugim końcu kraju). Tam spotkaliśmy się z austriackim wspinaczem – Peterem Schönem. Wspólnie z nim planowaliśmy zdobyć Szcharę (5193 m), najwyższy szczyt Gruzji. Ten rejon pod względem działalności wspinaczkowej jest inny: Kazbek jest bardzo popularnym celem, łatwo się tam dostać, kręci się wielu alpinistów i turystów. Natomiast w Swanetii jest pusto. W górach działa zaledwie

ukończyć akcję. Ponadto dalsza droga: zejście z przełęczy, a po nim ogromna szczelina brzeżna były wyjątkowo trudne i czasochłonne. Uznaliśmy, że z posiadanym sprzętem i umiejętnościami jest to zbyt ryzykowne. Jednak nie wróciliśmy stamtąd z niczym – była to bardzo dobra lekcja! Już wiemy, czego nam zabrakło, nad czym musimy popracować, w którą stronę ukierunkować przygotowania i trening. Moim zdaniem więcej korzyści odnośmy z własnych porażek niż sukcesów. To one właśnie warunkują rozwój i są jego niezbędnym elementem. Po Szcharze wybraliśmy się już tylko we dwóch na jeszcze jeden szczyt – Tetnuldi o wysokości 4858 m. Była to łatwa do zdobycia góra, która nie przysporzyła nam większych trudności. Po zejściu rozpoczęliśmy wielką autostopową odyseję do Polski. W ciągu 7 dni pokonaliśmy ponad 4000 km i wreszcie wróciliśmy do domu!

Wspinaczka – poza tym, że dostarcza emocji i adrenaliny – daje mi możliwość stawiania sobie wyzwań i realizowania ich poprzez pracę nad sobą. Wymaga to ogromnego wysiłku, pokonania swoich słabości, walki z mrozem, wiatrem, wysokością i z czymś znacznie bardziej przerażającym: z własnym strachem. Świadomość bycia zdanym tylko na siebie z jednej strony napawa lękiem, z drugiej jednak daje możliwość sprawdzenia się w trudnej sytuacji i zweryfikowania mniemania o sobie. Wspinaczka nie tylko rozwija umiejętności i sprawność siłę fizyczną, ale także jest szkołą charakteru i ducha. Paweł Pieńkowski, lat: 21 studiuje: AGH, WEAIiE, informatyka, rok 3

kilka zespołów rozrzuconych na ogromnym terenie. Jest się zdanym tylko na siebie i swoje umiejętności. Szchara jest trudnym szczytem, ale wydawało nam się, że jesteśmy w stanie ją zdobyć. Nasza motywacja była tym większa, że tak niewielu ludzi na niej

staje. Niestety, nam także się to nie udało. Przeliczyliśmy się. Po pokonaniu niebezpiecznego lodowca (pełnego szczelin) i wspięciu się na przełęcz, byliśmy zmuszeni zawrócić. Posuwaliśmy się zbyt wolno, a nasze zapasy żywności były niewystarczające, aby

Od zawsze fascynuje się górami. Jest przewodnikiem beskidzkim. Pochodzi z Bielska-Białej w Beskidzie Śląskim, gdzie odbywał swoje pierwsze wycieczki. Kiedyś były to tylko piesze wędrówki, rok temu rozpoczął swoją przygodę ze wspinaczką. Wspinał się w Tatrach, Alpach i Kaukazie.

III


Tr y by AG H

Do szopki pasterze przez Kraków Czy zastanawiałeś się kiedyś, co pracownicy uczelni robią po godzinach w domu i czy mają oni jakieś pasje kultywowane przez pokolenia?

fot.: Archiwum Trybów

Karolina Mazurkiewicz

Na krakowskim rynku 1 grudnia ubiegłego już roku, odbył się 69. Konkurs Szopek Krakowskich. Wśród zdobywców I miejsca znalazł się Stanisław Malik, pracownik Akademii Górniczo-Hutniczej, bliżej znany studentom jako specjalista w zakresie prac związanych z badaniami i dydaktyką. Otóż pan Stanisław, poza pracą na uczelni, zajmuje się fotografią i już od 37 lat wykonuje szopki bożonarodzeniowe. Jest to rodzinna tradycja, która trwa już od trzech

pokoleń. Jak sam mówi, szopki robił jego dziadek, tata, a teraz wykonuje je on sam. Szopki rodziny Malików charakteryzują się trzema wieżami – dwiema brzegowymi stylizowanymi na wieże Bazyliki Mariackiej i środkową na kopułę Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu oraz gwiazdą betlejemską, która zawsze jest w środku, natomiast barwy odpo-

wiadają kolorom gorsetu krakowianki. Jest więc granatowy, złoty, zielony i czerwony. W tym roku pan Stanisław w swojej szopce upamiętnił Zwierzyński Klub Sportowy, który obchodził 90-lecie istnienia, jak również Telewizję Kraków, która obchodzi 45-lecie swojego istnienia.

Stanisław Malik w konkursie szopek krakowskich bierze udział od 1937 r. Przez wiele lat zdobywał wiele nagród i wyróżnień. Ważniejszym z osiągnięć była II nagroda w ogólnopolskim konkursie „Plastyka obrzędowa w Polsce” organizowanym przez Muzeum Etnograficzne w Toruniu w 1983 r. W 1993 r. podczas 50. jubileuszowego konkursu jury odznaczyło pana Stanisława medalem pamiątkowym za całokształt jego twórczości, zaś w 1999 r. był wyróżniony nagrodą im. Zofii i Romana Rejnfusów za całokształt pracy artystycznej. Szopki pana Stanisława znajdują się w zbiorach muzeów w Polsce takich jak: Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, Warszawie, Toruniu, Nadwiślański Park Etnograficzny w Chrzanowie, za granicą (Muzeum Sztuki Ludowej Europy Wschodniej w Marsylii), ale również w zbiorach prywatnych w Kolonii, Monachium, Chicago, Rzymie, Brukseli, Sewilli, Mediolanie. Jego dzieła znajdują się także w AGH, Ambasadzie Francuskiej w Warszawie, ratuszu w Norymberdze czy w Domu Polskim w Budapeszcie.

Szopkę, która w 2010 r. zdobyła I miejsce w Konkursie Szopek Krakowskich i jest najwyższą w dziejach konkursu, można podziwiać w bazylice oo. franciszkanóww Krakowie. Ma 501 cm wysokości, 275 cm szerokości i 111 cm głębokości. Jest dziełem rodziny Markowskich, którzy poświęcili na jej wykonanie ok. 10 tys. godzin!

Krótka historia jednego konkursu

Co wchodzi w skład szopki?

Pierwszy konkurs szopek odbył się w 1937 r. Krakowska szopka wyróżnia się tym, że zawiera charakterystyczne dla architektury Krakowa cechy. Szopkarze wzorują się na krakowskich kościołach, przede wszystkim Bazylice Mariackiej i kopule katedry na Wawelu. Według tradycji zawsze w pierwszy czwartek grudnia, w samo południe, przy dźwiękach hejnału z Wieży Mariackiej twórcy szopek gromadzą się przy pomniku Adama Mickiewicza, a później przenoszą swoje dzieła w uroczystym korowodzie do Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Wszystkie nagrodzone szopki można podziwiać do 26 lutego w Pałacu Krzysztofory na Rynku Głównym.

Szopki wystawiane w konkursie to nie ubogie stajnie, ale piękne budowle nawiązujące do architektury Krakowa. Znajdują się w nich postacie z Biblii, legend, historii, charakterystyczne dla Krakowa jak Lajkonik, Smok Wawelski, hejnalista, ale również postacie ważne dla danego twórcy. Materiały, z których wykonywane są szopki to bibuła, karton, papier, wielobarwne folie aluminiowe i staniol (folia do pakowania czekoladek). Jury konkursu ocenia szopki biorąc pod uwagę ogólne wrażenie estetyczne, ale również wg kryteriów takich jak nawiązanie do tradycji, kolorystyka, wykonanie lalek, architektura, nowatorstwo, dekoracyjność i elementy ruchome. W konkursie na szopki krakowskie może uczestniczyć każdy.

fot.: Magdalena Guziak-Nowak

IV

TRYBY nr 1(10)/2012 Dodatek Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie


AGH - Tryby. Katolicki miesięcznik studencki - styczeń 2012