Issuu on Google+

Krak贸w, nr 6(24)/2013

czerwiec

ISSN: 2083-8948

Temat numeru:

Zagrozenia

duchowe


od redakcji

Czerwiec 2013

Jest takie niemodne i niewygodne słowo. WDZIĘCZNOŚĆ. Uwiera nas zwłaszcza wtedy, gdy podziękować wypadałoby komuś, kogo nie za bardzo lubimy, o kim mamy kiepską opinię, kto nas irytuje. Na szczęście w tej sytuacji nie mam takiego problemu. A chcę podziękować Wam, naszym Czytelnikom. Banalnie – za to, że jesteście. Za dowody Waszej sympatii. Za maile z pytaniem, czy można nam jakoś pomóc. Za zaproszenia do udziału w ciekawych projektach. Za komentarze do naszych artykułów. Dzięki Bogu i Waszej pomocy – modlitwie oraz wsparciu materialnemu – w tym roku akademickim udało nam się wydać dziewięć numerów. To ponad 60 tysięcy darmowych egzemplarzy Dobrej Nowiny dla studentów! Obecnie można nas poczytać na 10 uczelniach i w Internecie bez ograniczeń. W samym Krakowie mamy ponad 100 punktów kolportażowych, co

oznacza, że w każdym miesiącu dystrybucja pisma jest dla nas poważną operacją logistyczną. Szczerze przyznajemy, że jesteśmy trochę zmęczeni. Ale równocześnie bardzo szczęśliwi. Rok akademicki kończymy redakcyjnymi rekolekcjami pod Częstochową u zaprzyjaźnionych paulistów, którzy tak jak my chcą żyć myślą bł. Jakuba Alberionego. Chcemy na nowo przemyśleć „Tryby”, aby jak najlepiej spełniały swoje zadanie. We wakacje mamy nadzieję naładować akumulatory, by mile zaskoczyć Was w październiku. Życzymy Wam bezbolesnej sesji i wakacji w miejscach, w których można podziwać Bożą potęgę. Do zobaczenia!

temat numeru:

Zagrożenia duchowe 4–8 Najpierw szukajcie miłości Szansa na wyleczenie czy zniewoloenie? Ozdoba nie dla katolika Klątwa za 3,69 zł Straszak na szatana

ona i on 9 Miłość zna drogę rozmowa z charakterem 10–12 Pasterz czarnych charakterów idźże, zróbże 13 Dać w mordę... po katolicku? pro-life 14–15 Chory też człowiek! inżynier ducha bł. Józef Toniolo

16

encyklopedia wiary Tajemnica Jezusowego Serca

17

olimpiada sportów Golf. Walka z polem

18

korespondencja z erazmusa Okno na cały świat

19

z kulturą Brudna drogówka Recenzje

20

ŚDM Jedziemy do Rio!

21

portret 22 Ikonopisarz

współpraca

Redaktor naczelny: Magdalena Guziak-Nowak Asystent kościelny: ks. Rafał Buzała Sekretarz redakcji: Agata Gołda Marketing: Marcin Nowak – promocja@e-tryby.pl Zespół redakcyjny: Michał Chudziński, Marta Czarny, Magdalena Indyka, Karolina Mazurkiewicz, Izabela J. Murzyn, Iwona Sidor, Dominik Sidor, Marek Soroczyński, Michał Wnęk Korekta: Maria Wyrwa DTP, foto: Marcin Nowak, Michał Chudziński Okładka: Marek Soroczyński Druk: Printgraph Brzesko

TRYBY NR 6 (24)/2013

Adres redakcji: ul. Wiślna 12/7, 31-007 Kraków Data zamknięcia numeru: 6 czerwca 2013 r. Nakład: 4 500 egz. Redakcja zastrzega sobie prawo  do skracania tekstów i zmiany tytułów. www.e-tryby.pl biuro@e-tryby.pl Wydawca: Orły Małopolski Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej

reklama

tel.: 784 902 140

3


4

te mat nu m eru >> zagrożenia ducho w e

T

emat zagrożeń duchowych jest zawsze aktualny. Naturalnie pojawia się w okolicy Zaduszek i Halloweenu, krytykowanego przez większość katolickich księży, ale dobrą okazją, żeby go odgrzać są także rozpoczynające się wakacje, w czasie których sekty werbują najwięcej nowych członków. Jednak zanim na kolejnych stronach przeczytacie więcej na ten temat, postarajmy się przyjąć właściwą perspektywę.

Odchył w lewo Są dorośli, którzy nie wyrośli jeszcze z przedszkolnych obrazków diabła. Według nich szatan jest miłym stworkiem z rogami i widełkami, który merda ogonem i wesoło bryka po piekle, fenomenalnie się przy tym bawiąc. Bagatelizują jego działanie, nie traktują go poważnie. Informacji o opętaniach i egzorcyzmach nie biorą na serio i wkładają je między bajki. Nie mają wiedzy i świadomości. Chętnie eksperymentują z wizytami u wróżek. Leczą się u bioenergoterapeutów. Na imprezie po kieliszku wywołują duchy i wypowiadają zaklęcia. I tak stopniowo otwierają swoje serce, żeby w końcu aktem woli przyzywać piekielnych mocy. A to już równia pochyła.

Odchył w prawo Na przeciwnym biegunie stoją osoby, które demonizują dosłownie wszystko. We wszystkim doszukują się szatańskich intryg i ten trend jest dzisiaj bardzo popularny. Lista zagrożeń duchowych rozrasta się w zastraszającym tempie i wpisuje się na nią wszystko, co się da. „Wyznawcy” tego trendu niedługo stworzą nowy indeks ksiąg zakazanych. Poza tym nie słuchają muzyki (bo techno to muzyka diabła), nie noszą żadnych wisiorków (bo nie daj Boże może to być jakiś symbol masoński), a w internecie wyczytują bzdury o tym, jak nad znaną wodą mineralną odprawiane są egzorcyzmy. Oni też nie mają wiedzy i świadomości.

Złoty środek Jedni i drudzy powątpiewają w Bożą potęgę. Mają niewłaściwy obraz szatana, bo najpierw mają błędne pojęcie o Bogu. Nie znają Go albo w Niego nie wierzą i dlatego także diabła uznają za wytwór chorej wyobraźni lub odwrotnie – panicznie się go boją. A przecież sam Pan Jezus powiedział, że najpierw mamy szukać Królestwa Bożego. Chrystus nie kwestionuje istnienia szatana – przecież o ojcu kłamstwa czytamy już w Księdze Rodzaju, a potem chociażby w Ewangelii, gdzie przedstawione jest kuszenie Pana Jezusa na pustyni. Tylko czy Boży Syn przyszedł na ziemię, by straszyć nas upadłym aniołem? Nie. Pan Jezus zwraca nasze oczy w dobrym kierunku i przypomina: szatan istnieje, nie igrajcie z nim, ale też nie musicie się go bać, bo moje zmartwychwstanie ostatecznie go pokonało.

www.e-tryby.pl

Najpierw szukajcie miłości Szatan istnieje. Nie igrajcie z nim, ale też nie musicie się go bać, bo ja go pokonałem – mówi Jezus. Magdalena Guziak-Nowak


te mat nu m eru

5

Medalik i amulet na szyi

Znane są świadectwa osób, które były zniewolone albo opętane, a ich problemy zaczęły się np. u wróżki albo podczas hipnozy. Osoby te opowiadają, że wróżbici najpierw pytali ich o pozwolenie – czy zgadzają się na to, aby przepowiedzieli im przyszłość, czy zgadzają się na to, by wprowadzili ich w stan hipnozy itd. Słowo „tak” ma tutaj dosłownie magiczną moc, bo daje szatanowi (który akurat w tej sytuacji posługuje się wróżką albo hipnotyzerem) dostęp do naszej duszy. Jeśli z ciekawości weźmiemy do ręki różdżki od feng shui albo karty tarota, żeby zobaczyć, jak te przedmioty wyglądają, one same z siebie nie rzucą na nas klątwy, nie zaczarują nas ani nie zniewolą. Ale mimo to katolik nie powinien nosić ani pierścienia Atlantów, ani wisiorka ying–yang, ani krzyża Nerona, czyli tzw. pacyfy, gdyż te znaki nie mają zakorzenienia w żadnych Bożych wartościach. Po pierwsze jest to niejednoznaczny komunikat dla osób, które spotykamy – z czym ten człowiek się utożsamia? Wydawał się katolikiem, a tu nosi jakieś talizmany. Po drugie możemy kogoś wprowadzić w błąd. Ktoś, kto nie ma wiedzy o przedmiocie, który nosimy, może sprawić sobie taki sam (bo mu się zwyczajnie spodoba) i w ten sposób ściągnąć na siebie działanie złego. I po trzecie – wszyscy miewamy chwile słabości, kłopoty i problemy. Szatan, jak na zawodowego kusiciela przystało, mistrzowsko wykorzystuje takie okazje, aby sprowadzić nas na manowce. Po co narażać się na sytuację, w której choćby mimochodem, ale za to z wiarą i nadzieją zerkniemy na przymocowaną do łańcuszka pacyfę – symbol walki z chrześcijaństwem? Tak jak alkoholik nie może trzymać w domu wódki, a osoba uzależniona od pornografii – filmów i zdjęć, tak i w tej sferze nie powinniśmy wystawiać się na pokuszenie.

Jedyna nadzieja Znakiem Zbawienia nie jest ani krzyż Nerona, ani ying-yang, ani nawet złoty cielec. Tylko krzyż Jezusa Chrystusa. To jego się chwytamy, kiedy toniemy. „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostali wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1  P, 18–19). TRYBY NR 6 (24)/2013

Fot. www.sxc.hu x2

Wiele wątpliwości pojawia się wtedy, gdy chcemy odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób szatan uzyskuje „dostęp” do naszej duszy. Ważna jest tutaj intencja i świadome wyrażenie zgody na ingerencję diabła w nasze życie. Wbrew pozorom nie trzeba odprawiać żadnych rytuałów, by się tak stało. Wystarczy w chwili słabości się „otworzyć”.

Zniewolenie

– stan człowieka, w którym zły duch (duchy) ma w swej władzy jakąś sferę w czło wieku (np. emocjonalność, wyobraźnię, słuch lub inne zmysły, jakąś część ciała…) lub atakuje człowieka nie tylko pokusami, ale przez obsesje, opresje, ewentualnie powodując przymus pop ełniania grzesznych aktów jak w nałogu (cho ć nie każdy nałóg jest wynikiem zniewolenia dem onicznego).

Opętanie diabelskie

– oprócz kuszenia, zły może zaatako wać człowieka z zewnątrz (obsesja) lub prze ciało nim kontrolę od wewnątrz (opętanie). jąć nad Z nauki Ojców Kościoła i teologów wynika, że może zostać „opętana” ani pozbawiona dusza nie wolności, chociaż jej władza nad ciałem może być ograniczona lub uniemożliwiona przez duc ha, który by opętał człowieka.

Nie krocz za mną

RoseMary Fronda 2013

Książka podejmuje tematykę międzypokoleniowych skutków grzechu okultyzmu. Autorka daje w niej przejmujące świadectwo istnienia rzeczywistości, którą lekceważy wielu chrześcijan. Ta młoda kobieta, ukrywająca się pod pseudonimem RoseMary, odziedziczyła po swoich przodkach zdolności mediumiczne. Czuła jednak, że zdolności, które posiadała (znajomość przyszłości, widzenie pod ziemią, widzenie ludzkiej aury, rozpoznawanie ukrytych rzeczy dotykiem i umiejętność odczytywania informacji ze zdjęć) oraz widzenie duchów są złe, gdyż przeszkadzają jej w relacji z Bogiem. Świadectwo RoseMary, osoby, którą chciał opanować zły duch, jest dowodem na to, że istnieje coś takiego, jak obciążenie okultystyczne i że uwolnić się z niego można poprzez głębokie zaufanie i powierzenie się Bogu. Gorąco polecam! Agata Gołda


6

te mat nu m eru >> zagrożenia ducho w e Masz śmiertelnie chorą mamę. Lekarze nie dają żadnej nadziei, medycyna jest bezsilna. Czy będąc wierzącym i praktykujących katolikiem możesz zaprowadzić bliską ci osobę do... bioenergoterapeuty? Beata Pochopień

Szansa na wyleczenie czy zniewolenie? C

zęsto słyszymy o leczeniu metodami niekonwencjonalnymi. Myślę, że wielu z nas spotkało się nie tylko z tym terminem, lecz także z ludźmi, którzy pozwolili sobie na takowe „zabiegi”. Znany teolog i filozof, jezuita ks. Aleksander Posacki podaje, iż bioenergoterapia należąca do owej metody polega na: „przekazywaniu pacjentowi rzekomej energii, w jaką wyposażony jest tzw. rzekomy bioenergoterapeuta.” Mamy zatem do czynienia z działaniem jakiejś siły czy mocy, która pochodzi od leczącego. Skąd zaś on ją czerpie? Tutaj natrafiamy właśnie na kwestię problematyczną. Energia może być naturalna, ale także spirytystyczna czy okultystyczna. Możemy również spotkać się ze zwykłym

oszustwem, wówczas wyleczenie byłoby skutkiem tzw. efektu placebo i trwałoby przez określony czas. Można by od razu zaprzeczyć twierdzeniu, że zabiegi bioenergoterapeutyczne nie mogą mieć charakteru demonicznego, bo przecież pozwalają leczonemu pozbyć się choroby. Należy jednak pamiętać, że szatan jest istotą nader inteligentną i działającą pod pozorem dobra. Celem bioenergoterapii jest przywrócenie wewnętrznej harmonii energetycznej pacjenta. Udający się na spotkanie zainte-

resowany doświadcza tajemniczej mocy, która może być określana jako mana, prana, gallama czy nawet Duch Święty. Uczestnikowi towarzyszy uczucie ciepła, mrowienie. Tego typu spotkania nie są jednorazowe, lecz stanowią proces. Jeśli mamy do czynienia ze zwykłym oszustem, wówczas tracimy swój cenny czas i pieniądze, którymi płacimy za zabieg. Jeśli jednak bioenergoterapeuta naprawdę zatapia się w praktykach okultystycznych, zostajemy wciągnięci w niebezpieczną rzeczywistość. Owi specjaliści niekiedy posługują się terminami religijnymi, aby określić swoje działanie np.: odpowiednikiem modlitwy jest mantra, pragnienia dobra – pozytywne nastawienie, zaś egzorcyzmu czy rytuału liturgicznego –

Fot: www.sxc.hu

Ozdoba nie dla katolika Można kupić tandetne jego wersje na bazarze we Władysławowie oraz ekskluzywne ze szczerego złota u lepszych jubilerów. Jest jednym z najpopularniejszych amuletów. Pierścień Atlantów. Beata Pochopień

Pochodzenie W notatkach historycznych na temat pierścienia możemy przeczytać, że został on odkryty przez francuskiego egiptologa Markiza d’ Agraina w 1860 r. Jego nazwę przypisuje się cywilizacji Atlantów, gdyż wyryty na nim wzór (trzech poziomych prostokątów, towarzyszących im po bokach trzech kwadratów oraz trójkąty www.e-tryby.pl

równoramienne) nie pasował do kultury egipskiej. Nadzwyczajną moc pierścieniowi przypisał radiesteta Andre de Balizal.

Dlaczego katolik nie powinien go nosić? Owa „moc” pierścienia wyraża się w szczególnej ochronie właściciela przed wszystkim, co zaburza jego harmonijne funkcjonowanie zarówno w sferze fizycznej (np. choroby) czy psychicznej (np. stres, bezsilność, pesymizm). Pozytywne działanie energii kosmicznej, której ów pierścień jest przekaźnikiem, ułatwia doskonalenie sfery duchowej człowieka. Wpływa na stan jego umysłu, dzięki czemu jest w stanie dobrze o sobie myśleć, podejmować wiele działań i wciąż w nowy sposób się motywować. Ponadto pierścień pozwala jednostce na sumienność i wrażliwość. Ze świadectw osób, które nosiły amulet, wynika jednak, że jego „pozytywna” aura prowadziła do


te mat nu m eru

W świadectwach osób, które korzystały z pomocy bioenergoterapeutów, przewijają się argumenty przemawiające za destrukcyjnym wpływem na jednostkę tego typu leczenia. Po wizycie jedną z pacjentek zaczęły nękać jakieś obce głosy, lęk jaki narastał w jej sercu doprowadzał do bezsenności i niemożności zniesienia samej siebie. Po licznych rozmowach z przyjaciółmi polecono jej egzorcystę, z pomocą którego udało się jej wyjść z kryzysu. Jednak nie wszystkie wizyty u bioenergoterapeuty kończą się takim skutkiem, jaki przed chwilą opisałam. Są pewne warunki teologiczne, które pozwalają na stosowanie metody niekonwencjonalnej. Musi ona zakładać: zgodę na prawdy wiary i moralności chrześcijańskiej, liczyć się z wolą Bożą, nie szkodzić bliźniemu, nie oddalać od życia sakramentalnego, stanowić pewną metodę nie zaś duchową inicjację. Ostatni warunek można odnieść do znanych ćwiczeń fizycznych i duchowych określanych mianem jogi. Czy jej praktykowanie, na które składa się również wiara w reinkarnację i prawo karmy (czyny człowieka z poprzedniego życia decydują o jego losie w następnym życiu), może narazić nas na niebezpieczeństwo? I tutaj rzecz sprowadza się do intencji zainteresowanego – jeśli ktoś ćwiczy jogę w celu poprawy fizycznego samopoczucia i nie otwiera się na jej duchowość, to nie stanowi ona zagrożenia. Jeśli jednak przyjmuje jej filozofię, czyli wierzy w karmę i reinkarnację, to tego typu „niewinne ćwiczenia” mogą stać się początkiem poważnych kłopotów...

wewnętrznych niepokojów, wzbudzała awersję do tego, co święte oraz rodziła trudności w komunikacji z najbliższymi.

Co na to Pan Bóg? Katolik cechuje się tym, że siłę do życia czerpie z relacji z Bogiem, który jest Osobą, nie zaś energią. W Nim odnajduje poczucie bezpieczeństwa. Świadomość miłości Bożej pozwala wierzącemu spojrzeć na siebie przez okulary akceptacji, kształtuje myślenie pełne nadziei i zawierzenia. Im bardziej poznajemy Boga, tym więcej chcemy się do Niego upodobnić i tym samym otwieramy na łaskę. Żyjemy w erze, która jest „głodna czasu”. Każdemu z nas nieustannie go brakuje, wykorzystajmy go zatem na odkrywanie tych momentów, w których Bóg przychodzi i pozwala się poznać. A On nie objawia się w pierścieniu Atlantów.

TRYBY NR 6 (24)/2013

Klątwa za 3,69 zł (w tym 23 proc. VAT) Magdalena Guziak-Nowak

Z

ostawmy na chwilę przykre konsekwencje, na które narażają nas wizyty u wróżki czy jasnowidza. Te wszystkie zniewolenia i opętania, które oczywiście się zdarzają i nie można ich bagatelizować! Z tego powodu do wróżki nigdy nie pójdę, choć dziennikarski nos podpowiada mi, że byłby z tego dobry reportaż. W takim reportażu można by opisać story człowieka, który się wkręcił i zbankrutował przez wróżkę Eulalię, Kasandrę albo Aidę. I oczywiście zestawić to ze stanem konta wróżki Eulalii, Kasandry i Aidy. Bo wróżki, astrologowie, tarociści mogą zarobić więcej niż dobry dziennikarz albo wzięta księgowa. Może ktoś szybciutko przemnoży? Na wiadomościach24.pl czytamy: „Wróżka Marlena z Poznania swoje usługi świadczy od 16 lat. Ma już odpowiednią renomę, więc po jej porady przychodzi nie byle kto. Na seans stawiają się gwiazdy show biznesu. Średnio pięć osób dziennie. Za półtoragodzinną poradę płacą 100 zł. W skali miesiąca daje to 3 tys. zł. Do tego dochodzą usługi świadczone mailem i na Gadu-Gadu. Prognoza przyszłości kosztuje od 30 do 60 zł”. Trochę droższe jest zdjęcie klątwy i kosztuje ok. 600 zł. No chyba że zdecydujemy się skorzystać z usług wróżki telewizyjnej – te ściągają klątwy w zamian za wysłanie smsa za 3,69 zł z VAT-em. Kasandry i inne Aidy zarabiają także na sprzedawaniu ziółek, talizmanów itp. Gdy urodzą wam się dzieci, możecie iść do wróżki, żeby wybrała dla waszej pociechy imię, które przyniesie jej szczęście. Zapomniałabym – wcześniej poradźcie się a propos daty ślubu. Można również zanalizować swoją duszę i dowiedzieć się o swoich wcześniejszych wcieleniach, stworzyć tarczę ochronną (?), zinterpetować sny czy odprawić miłosne rytuały (?). Informuje o tym poważna firma Sedlak&Sedlak, zajmująca się opracowywaniem (na podstawie zebranych danych) średnich płac dla poszczególnych zawodów. No ale po co ja tyle o tym piszę? Przecież poważni czytelnicy „Trybów”, którzy studiują, aby zdobyć konkretną wiedzę, nie wierzą w takie głupoty. Na szczęście.

Fot: www.flickr.com/xcunhax.fotografia

zdejmowanie zakłócających energii czy technika energetyczna.

7


te mat nu m eru >> zagrożenia ducho w e

Straszak

Czy wiesz, że każdy z nas może odmawiać... egzorcyzmy?

na szatana

W

Karolina Mazurkiewicz

ładzę wypędzania złych duchów ma kapłan wyznaczony przez ordynariusza danego miejsca. Przeczytać o tym możemy w Kodeksie Prawa Kanonicznego w Kanonie 1172: § 1. Nikt nie może dokonywać zgodnie z prawem egzorcyzmów nad opętanymi, jeśli nie otrzymał od ordynariusza miejsca specjalnego i wyraźnego zezwolenia. § 2. Takiego zezwolenia ordynariusz miejsca może udzielić tylko prezbiterowi odznaczającemu się pobożnością, wiedzą, roztropnością i nieskazitelnością życia. Jednak istnieją modlitwy i znaki (symbole szczególne w połączeniu z modlitwą), które mogą być tzw. „małym egzorcyzmem”, czyli modlitwą prywatną każdego wiernego. Jedne są nam bardziej znane, inne mniej, ale skoro mamy taką możliwość, to warto z nich korzystać.

Najpopularniejsza tarcza Pierwszą modlitwą, jaką uczymy się od dziecka, jest Ojcze Nasz. Zwróćmy uwagę na fragment: „(…) i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen”. Warte w tym miejscu jest podkreślenie, jak wielu z nas machinalnie odmawia pacierz, nie skupiając się na wypowiadanych słowach, kolokwialnie mówiąc „odklepując”, byle by nie było grzechu. Nic bardziej mylnego. Należy do słów modlitwy podejść z największą wiarą, powagą, skupieniem i zrozumieniem.

Pomoc archanioła Druga taka modlitwa jest szczególnym zwrotem do św. Michała Archanioła. Jest to jeden z najważniejszych aniołów, którego imię po hebrajsku oznacza: Któż jak Bóg. To on, według tradycji, wypowiedział wojnę szatanowi. Dlatego też w sztuce przedstawiany jest jako pogromca złego. Modlitwa ta jest przeznaczona do osobistego odmawiania. Często również na zakończenie Mszy św. kapłani odmawiają ją wspólnie z wiernymi. Jest ona inaczej nazywana egzorcyzmem prywatnym.

www.e-tryby.pl

Szkaplerz karmelitański

ości Szkaplerz Święty jest to widzialny znak łączn ńelita karm nem zako z Maryją z Góry Karmel oraz obiecała, że będzie czuwać skim. Noszącym szkaplerz Matka Boska zne potępienie. Należy jednak zawiec nad wiernymi oraz nie pozwoli na ich nie daje. W tym wypadku szczególznaczyć, że samo noszenie szkaplerza nic kawałek sukna/medalika. Przede ną rolę odgrywają obowiązki noszących ten dować cnoty Maryi. Ma również naśla ma wszystkim, każdy kto nosi szkaplerz wyznaczoną w dniu przyjęcia mieć go na sobie dniem i nocą, odmawiać sposób może przyjąć korzyści ten modlitwę oraz być dobrym dla innych. W ńskiej. elita karm iny płynące z przynależności do rodz enie znaków religijnych nie było Podsumowując, ważne, aby wszelkie nosz m medalika czy szkaplerza musi tylko pustym ich posiadaniem. Za przyjęcie tych i rozmowy z Bogiem nie świę a iść szczera modlitwa. Bez wstawiennictw jest czyste serce i częste przyjmojesteśmy w stanie nic zrobić. Najważniejsze . wanie Jezusa w Najświętszym Sakramencie

Fot. K. Mazurkiewicz

8

Medalik św. Benedykta

dyktyni na swojej Medalik św. Benedykta, jak opisują bene ci. Awers zawiera częś ch dwó z się a skład wej, stronie interneto łę zakonu oraz regu go m.in. wizerunek świętego, trzymające ność broni obec Jego ch „Nie s napi krzyż. Dookoła widnieje ers . Rew medalika nas w chwili śmierci” w języku łacińskim owej krzyża, od pion e belc zawiera m.in. napisy na krzyżu. „Na (Krzyż święty Lux Mihi Sit a Sacr Crux – góry do dołu: C S S M L M D – Non S D N zecznej: niech mi będzie światłem). Na belce popr ie mi przebędz nie h niec – k smo Draco Sit Mihi Dux (Diabeł – dosłownie: S N S M V R V : alika med eżu obrz na s napi wodnikiem)”. Bardzo ważny jest Sunt Mala – Vana Mihi e quam Suad – S M Q L I VB: Vade retro Satana, Num mnie kuś nie nie, szata z Quae Libas, Ipse Venena Bibas (Idź prec pij truciznę). do próżności. Złe jest to, co podsuwasz, sam jest bardzo moc jalną spec ś jaką ma alik med że Twierdzenie, kształw owi wiek czło niewłaściwe. Sam znak ma pomóc ła owa łprac wspó by tak a, duch i towaniu swojej wiary ący nosz by ają, zalec yni dykt Bene iem. Bog z Panem do św. medalik odmawiali raz w tygodniu modlitwę py. Euro Benedykta Patrona

Modlitwa do Michała Archanioła

e, Święty Michale Archaniele, broń nas w walc o złeg m dzko zasa i i wośc a przeciw niegodzi roducha bądź nam obroną. Niech go Bóg posk ka wojs żę Ksią Ty, a mić raczy, pokornie prosimy, na niebieskiego, szatana i inne złe duchy, które ą, Mocą krąż cie świe tym po kich ludz dusz ę zgub Bożą strąć do piekła. Amen.

Więcej informacji o szkaplerzu, medaliku św. Benedykta: www.szkaplerz.pl www.benedyktyni.pl/ medalik.htm


ona i on

9

Stara legenda Wschodu mówi o tym, że każdy kto poszukuje miłości, jest jak połówka pomarańczy, która – aby być szczęśliwa i spełniona – powinna dążyć do spotkania tej jedynej osoby, która okaże się jej drugą połową. Jest w tym obrazie coś, co sprawdza się w życiu. Kiedy spotka się właściwą osobę, ma się poczucie, że jest to połowa nas samych, uzupełnienie naszego serca. Często można też zaobserwować, że zakochani z czasem stają się do siebie bardzo podobni, niemal jak rodzeństwo. Rzeczywiście – kiedy kogoś kochamy miłością oblubieńczą, utożsamiamy się z nim, chcemy stać się jednym, zatopić w miłości. Jednak spotkanie tej drugiej połówki to sprawa, która omija schematy. Jedni znają się od przedszkola i już wtedy wiedzieli, że są sobie przeznaczeni, inni zakochali się w liceum, na studiach czy w pracy. Od czego albo kogo to właściwie zależy?

Po pierwsze: zaufaj

Fot. P. Droździel

Pomarańczarnia

Długo oczekiwane wakacje już wkrótc e. Promienie słońca, podróże autost opem, piaszczyste plaże, górskie szlaki i wieczory w schroniskach w dni wolne od pracy… Czas na realizację planów i marzeń. W niejednej głowie singla pojawi się pewnie myśl: „Eh, gdyby tak jeszcze spotkać kogoś, z kim można dzielić radość i szaleństwo tych wszystk ich chwil!”. Nie ma recepty na samotność. To przecież nie choroba. Jedneg o można być jednak pewnym…

Szanse dostajemy „z góry”, ale czy z nich korzystamy, to już zależy od nas samych. Żeby rozpoznać prawdziwą miłość, niektórzy potrzebują poznać wiele osób, aby móc zweryfikować swoje postawy i oczekiwania, może nawet trochę się „sparzyć”, aby przekonać się, że nie każdy związek dąży do miłości i nie każda sympatia jest bezinteresowna. Dla innych najlepszym będzie spotkanie od razu tej jedynej osoby, na całe życie – bez niepotrzebnych zranień. Nie ma na to reguły i jedynym – wbrew pozorom! – rozsądnym podejściem jest wiara i zaufanie w to, że Ten, który jest Miłością, najlepiej wie, jaka droga dorastania do miłości jest dla nas najlepsza.

Po drugie: działaj Jedno jest pewne – szansą na miłość jest już samo to, że mamy wolny czas, zdrowie i możliwości. Każdy z nas ma jakieś zainteresowania, pasje, kręgi przyjaciół czy wspólnoty. Pewnie – chcielibyśmy właśnie w takich grupach poznać swoją drugą połowę, która będzie doskonale rozumieć nasze hobby czy wartości. Czasem jednak okazuje się, że zawężając swoje kontakty towarzyskie do stałych miejsc czy ekip… po prostu jej nie spotkamy. Trzeba być czujnym, bo miłość wymaga TRYBY NR 6 (24)/2013

Miłość zna drogę Iwona i Dom inik Sidorow ie

otwartości. Warto pomyśleć też, czy nie mamy w głowie utartych stereotypów. Np. dotyczących portali randkowych czy imprez w klubach. Przez Internet poznało się mnóstwo udanych małżeństw – grunt to rozsądnie przenosić relacje do realnego świata. Podobnie jest z imprezami – niemal każdy młody człowiek, również ten z kręgosłupem moralnym, lubi dobrą muzykę i taniec, cóż w tym złego? Tym bardziej w letnie, wakacyjne wieczory.

Cenić swoją wartość Właśnie, wakacyjna miłość. Zachody słońca, lampka wina, romantyczna muzyka, piękna dziewczyna, przystojny facet… W pierwszej chwili tak nam się kojarzy – z czymś przelotnym, wspomnieniem albo niezbyt skomplikowaną fabułą romansów rodem z harlequinów. W gruncie rzeczy nowe, wakacyjne znajomości są kolejną szansą na przyjaźń i miłość – istotne jest to, czego oczekujemy i jak bardzo angażujemy się w takie związki. Desperacja nareszcie zakochanego singla i „udowadnianie miłości” na pewno nie przedłużą relacji, która opiera się na kilkudniowym

okazywaniu uczuć. Trudno brać na serio obietnice osoby, która właściwie tylko szuka przygód i oczekiwać od niej dozgonnej miłości. Konsekwencją będzie raczej złamane serce. Dlatego nie ma sensu stawiać wszystkiego na jedną kartę.

Odwagi! Z drugiej strony jednak, jeśli fascynacja drugą osobą jest naprawdę silna i uczciwa, to warto wykazać się odrobiną odwagi i wiary, nawet jeśli wakacje się kończą, a nowo poznany partner jest z daleka – związki na odległość też istnieją i mają szansę przetrwać. Z czasem miłość, jeśli jest prawdziwa, staje się priorytetem i przeprowadzka do innego miasta przestaje być problemem. Wakacje to też bardzo dobry czas na wyjazd, jaki chodzi nam po głowie od dłuższego czasu – do pracy za granicą, zwiedzanie jakiegoś miejsca, wolontariat. Może właśnie dlatego pomysł nie opuszcza naszych myśli, bo wiąże się z poznaniem „drugiej połówki”? Wniosek jest tylko jeden – trzeba się odważyć ruszyć z miejsca. Miłość też zna drogę.


10

Ksiądz dr Paweł Wojtas – naczelny kapelan więziennictwa w Polsce, wiceprezydent Międzynarodowej Komisji Katolickiego Duszpasterstwa Więziennego, odwiedził więzienia w prawie wszystkich krajach na świecie, inicjator ustanowienia 26 marca dniem modlitw za więźniów.

Aby kogoś oceniać za popełnione przestępstwa, należy najpierw poznać szerszy kontekst jego czynu. Ks. Paweł Wojtas opowiada, jak wyglądają więzienia na świecie oraz co może być powodem zejścia z właściwej ścieżki. Rozmawia Michał Wnęk

Pasterz czarnych charakterów www.e-tryby.pl


rozm o wa z charak tere m Czym dla Księdza jest więziennictwo? – To bardzo obszerne pytanie. Na sytuację, w której człowiek trafia do więzienia, składa się wiele czynników, często bardzo trudnych i niezwykle skomplikowanych. Najczęściej są to traumatyczne przeżycia z dzieciństwa lub z wieku dojrzewania, a niejednokrotnie te dwie kwestie się na siebie nakładają. W życiu człowieka dzieje się jakaś tragedia, która powoduje, że dana osoba nie radząc sobie ze swoimi problemami, wybiera drogę na skróty, popełniając w którymś momencie przestępstwo. Tu nie chodzi o to, żeby bronić tego człowieka ze względu na jego sytuację przestępczą, tylko o to, żeby pokazać, jak może być uwikłany człowiek w sytuacje związane z jego przeszłością, które kończą sié tragedią w więzieniu. W związku z tym, jeżeli mam odpowiedzieć na pytanie, czym dla mnie jest więzienie, to odpowiedziałbym, że jest to bardzo skomplikowany problem człowieka. Poza oczywistymi kwestiami, jakimi jest np. izolacja, aby chronić społeczeństwo, to nade wszystko więzienie jest problemem człowieka. Drugą rzeczą, którą bym bardzo mocno podkreślił, jest kwestia nauki powrotu osadzonych do społeczeństwa. Jeżeli tych rzeczy nie będzie, to więzienie nic nie da i nadal będzie tragedią dla człowieka i społeczeństwa. Należy pamiętać, że to działa w obie strony. Odwiedził Ksiądz więzienia w prawie wszystkich krajach na świecie. Jak na podstawie swoich doświadczeń oceniłby Ksiądz ich polskie odpowiedniki? – Polski system penitencjarny, porównując do więzień krajów Europy zachodniej, Stanów Zjednoczonych czy Australii, jest skromny finansowo. My nie wydajemy w stosunku do wymienionych państw aż tylu pieniędzy na więziennictwo, jednak mamy w Polsce wspaniałych ludzi, którzy z całym oddaniem pracują na rzecz naprawy osadzonych. Uważam, że polskie więziennictwo może się chlubić swoją pracą w stosunku do krajów, które mają dużo pieniędzy i te ogromne kwoty łożą na system. Oczywiście TRYBY NR 6 (24)/2013

do państw afrykańskich, południowo- i środkowoamerykańskich, nie możemy siebie porównywać ze względu na zupełnie inne priorytety pracy więziennej. Ameryka Południowa i Środkowa jest przede wszystkim nastawiona na izolację ludzi ze społeczeństwa, natomiast to, co się dzieje wewnątrz więzienia, decydentów zbytnio nie interesuje. Podobne rzeczy mają miejsce w więzieniach afrykańskich, nie wspominając krajów muzułmańskich i Chin. W tych ostatnich możemy mówić o podwójnym systemie więziennym. Jest oficjalny, który państwo prezentuje wobec świata i system polityczny, do którego my, ludzie zza granicy, a nawet sami Chińczycy, nie mają w ogóle dostępu. Gdyby Ksiądz miał porównać system więziennictwa i sposoby resocjalizacji krajów skandynawskich do Polski. Chciałbym w tym pytaniu nawiązać do głośnej sprawy Andersa Breivika i opinii społecznej, że nawet najlepszy hotel nie zapewni tylu wygód, co więzienie w Norwegii. – Jest to pewnego rodzaju pragmatyczne nieporozumienie. Skandynawia i Szwajcaria wydają niesamowite pieniądze na system więzienny, jednak zdecydowana większość przebywających w ich zakładach karnych są to ludzie kultur azjatyckich i afrykańskich. Natomiast ich systemy są dostosowane do rdzennych mieszkańców tych państw. Skandynawowie ze swej natury, podobnie jak Szwajcarzy, są ludźmi dość porządnymi, więc spotkanie ich w więzieniach jest rzadkie. Natomiast w tych aresztach przebywają ludzie zupełnie obcych kultur. Problem polega na tym, że tym ludziom oferuje się bardzo wiele w ramach resocjalizacji, co jest rzeczą pozytywną, jednak ci ludzie zupełnie tego tak nie traktują. Oni przyjeżdżają do tych państw się dorobić. Można w statystykach zobaczyć, jaka jest populacja osób z innych kontynentów w Skandynawii i Szwajcarii, a następnie porównać ją z liczbą rdzennych mieszkańców tych terenów. W związku z tym, jeżeli ktoś siedzi w więzieniu i ma do dyspozycji basen, inne wygo-

dy, za które nie musi płacić, ma dobre warunki lokalowe, co więcej – pracuje, a pieniądze z tej pracy odkłada na konto, w związku z tym z punktu czysto ludzkiego wszystkie warunki są idealnie realizowane. Po odbyciu kary taka osoba wychodzi na wolność, korzysta z konta, na którym odkładane były dla niej pieniądze, a gdy tych po jakimś czasie brakuje, popełnia kolejne przestępstwo, wraca do więzienia i cały cykl się powtarza. Można więc stwierdzić, że system w tych państwach nie spełnia podstawowego wymogu naprawczego, jest on tylko używany przez tych ludzi jako forma życia. Kiedy rozmawia się z osobami, które go budowały, opowiadają o metodach naprawczych, ile jest w to zaangażowanych środków finansowych, jak to całe przedsięwzięcie jest zorganizowane na rzecz drugiego człowieka. Teoretycznie wszystko się zgadza, w praktyce wychodzi inaczej. Można więc powiedzieć, że władza zagłaskała obywateli? – Coś w tym stwierdzeniu jest. Gdyby chodziło o zagłaskanie rodowitego obywatela, to bym się z tym zgodził. Natomiast tu jest takie dziecinne głaskanie tego przybysza, który chce sobie lekko i elegancko żyć, a system penitencjarny temu sprzyja. Wracając na nasze podwórko, czy polskie więzienia spełniają swoją rolę? Czy zmieniają więźniów na lepszych? – To, czy człowiek zmieni się na lepszego, nade wszystko zależy od niego samego. System więzienny w Polsce oferuje bardzo wiele możliwości wewnętrznej przemiany człowieka. Mamy świetne programy naprawcze dotyczące pracy z alkoholikami i narkomanami. Jedynym ich mankamentem jest czas oczekiwania w kolejce, bo takie niestety są obecnie możliwości. W więzieniach oferujemy więźniom również programy edukacyjne, w których mogą oni zdobywać zawody czy specjalizacje.

11

Naprawdę można wrócić do normalności, jeśli tylko człowiek tego chce. W wielu zakładach karnych osadzeni mają możliwość bezpłatnie studiować na państwowych uczelniach np. ci z Radomia mogą uczyć się na Politechnice Radomskiej. Mnóstwo osób krytykuje taką decyzję, Ksiądz jednak jej broni. Dlaczego? – Jeżeli chcemy, aby ludzie normalnie funkcjonowali, to trzeba im stwarzać normalne warunki. Problem w Polsce, jak również w wielu krajach polega na tym, że przeciętny Kowalski myśli w ten sposób: ktoś dokonał przestępstwa, więc musimy mu dołożyć, ile tylko można, aby zapamiętał na przyszłość. Bardzo przepraszam, ale to jest to samo, jakby zamknąć psa w klatce, szczując go jednocześnie. Nie dawać jeść, a po jakimś czasie otworzyć klatkę – bo trzeba go kiedyś wypuścić – i wyjdzie z niej rozjuszona bestia. To samo jest z człowiekiem. Jeśli zamkniemy go w więzieniu i będziemy źle traktować, to po odbytej karze okaże się, że wychodzi jeszcze groźniejszy przestępca. Oczywiście, więzienie z jednej strony musi służyć jako izolacja od społeczeństwa na tyle, na ile jest ona konieczna, z drugiej jednak strony, ta izolacja ma przygotować tego człowieka do powrotu do normalności. Oczywiście, istnieje grupa ludzi, przeważnie z zaburzeniami psychicznymi, których trzeba bezwzględnie izolować, Fot. www.sxc.hu x2


12

rozm o wa z charak tere m ponieważ charakterologicznie są to osoby, które nie odnajdujące się w normalnym, społecznym funkcjonowaniu. Pamiętać należy jednak, że jest to margines w liczbie wszystkich osadzonych. Załóżmy więc sytuację, że przychodzi do Księdza matka pięciorga dzieci, której nie stać na wysłanie syna na studia. Przestępca, który trafił do więzienia ma taką możliwość, natomiast ta kobieta ledwo wiąże koniec z końcem i mimo że syn jest zdolny, nie myśli o dalszej edukacji. Co by jej Ksiądz powiedział? – Dzieci tej kobiety powinny mieć pełny dostęp państwowy do tych studiów. Jestem jak najdalej od myślenia, że kosztem wykształcenia dzieci tej pani jakiś więzień może się dalej uczyć. W tym miejscu występuje problem państwa, które powinno tej kobiecie pomóc, aby jej dzieci mogły studiować. Jednak tak samo jak problemem państwa jest pomoc tej pani, tak samo problemem państwa jest pomóc człowiekowi w warunkach izolacji wracać do normalności. Nie możemy mówić o tym, że ktoś jest uprzywilejowany i nie twierdzę, aby popierać przywilej dla więźnia. Uważam, że większy przywilej powinna mieć ta kobieta. Państwo jednak jako instytucja nie może zgubić zarówno problemu matki pięciorga dzieci, jak również nie może zgubić problemu człowieka, któremu trzeba pomagać wrócić na właściwe tory. Czy aby lepiej porozumiewać się z więźniami, aby do nich dotrzeć, posługuje się Ksiądz grypserą? – Broń Panie Boże! Ksiądz nie jest od tego, aby używać grypsery, nie sądzę, aby więźniowie po tylu latach mojej pracy – a jest to już prawie 25 lat spędzonych w tym systemie – oczekiwali ode mnie jej używania. Oni oczekują, abym był jak najlepszym duszpasterzem. Niejednokrotnie spotkałem się z pytaniem, po co w ogóle przychodzę do więzienia. Wydaje mi się, że jest to podstawowe pytanie, ponieważ stanowi ono przyczynę do tego, aby rozpocząć dyskusję z osadzonym.

www.e-tryby.pl

W więzieniach oprócz skazanych jest również służba więzienna. Proszę powiedzieć, jak układa się współpraca na linii SW – kapłan. – Współpraca z pracownikami więziennictwa należy do jednych z priorytetów w mojej pracy. W taki sam sposób, w jaki pracuję z osadzonymi, pracuję także z pracownikami. Zaliczyć tutaj można indy-

„Pamiętajcie o więźniach, jakbyście współwięźniami byli...” Hbr 13.3 widualne rozmowy, duszpasterstwo tych osób (m.in. coroczne pielgrzymki na Jasną Górę) czy udział w organizowanych konferencjach. Taka współpraca jest konieczna, bo jeśli człowiek otwiera osiem godzin dziennie cele i niejednokrotnie słyszy stek chamstwa, wulgaryzmy ze strony osadzonych, to w pewnym momencie chce odreagować. Istnieją przecież granice ludzkiej wytrzymałości. Problemy z pracy mogą być przenoszone na rodzinę, a wtedy cierpią wszyscy. Jako duszpasterze staramy się pomagać organizując np. zawody sportowe. Należy pamiętać, że życie tych ludzi obciążone jest problemem patologii człowieka, z którym pracują. Jakiś czas temu przez Polskę przetoczyła się dyskusja dotycząca pedofilów, w czasie której niejednokrotnie podnoszony był argument dotyczący kastracji takich osób. Czy Księdza zdaniem dopuszczalne jest przywrócenie kar cielesnych? – Absolutnie nie! To nie jest rozwiązanie. Podobny schemat widzimy, kiedy ojciec mówi do małego synka: „Jeszcze raz tam wejdziesz, to ci wleję”, a on dalej będzie to robił. I co? Ojciec mówieniem zmieni sytuację? Nie zmieni.

Tak jak dzieciak jest ciekawy świata i będzie wchodził w różne zakamarki, gdzie nie powinien, aby sobie krzywdy nie zrobić, tak podobnie wygląda sytuacja z przestępcami. Żadna kara odwetowa jeszcze nigdy nie okazała się skuteczna w pokonaniu problemu. Rozwiązanie problemu musi się spotkać ze zrozumieniem, akceptacją i chęcią zmiany myślenia, a co za tym idzie działania danego delikwenta. Błędem społecznym jest myślenie, że kara odwetowa to lekarstwo na rozwiązanie problemu. Tak na pewno nie jest! Czy Ksiądz popiera przywrócenie w polskim prawie kary śmierci dla najcięższych przestępstw? Co w tej sprawie mówi nauka Kościoła? – Nie popieram przywrócenia kary śmierci. Państwo prawa ma różne instytucje, które powinny zajmować się trudnymi przypadkami osób popełniających najcięższe przestępstwa. Osoby zaburzone psychicznie i przestępczo powinny być izolowane w instytucjach kontroli medyczno-izolacyjnych. W obecnym Katechizmie Kościoła Rzymskokatolickiego kładzie się nacisk na konieczność poszukiwania odpowiednich środków izolacyjnych. Mamy fundamentalne przykazanie „nie zabijaj”, stąd rozwijajmy

wiedzę Fot. www.sxc.hu i doświadczenia instytucji penitencjarnych, przeznaczonych do reagowania na najtrudniejsze problemy przestępcze. Pamięta może Ksiądz swoje pierwsze spotkanie z więźniem? – O tak i to bardzo dobrze. Dzisiaj ten człowiek żyje normalnie, ma żonę i dzieci. Wszystko w jego życiu zaczęło się od tego, że od najmłodszych lat on i jego siostra

byli świadkami życia swojej matki-prostytutki. Ojciec był w ogóle nieznany, a matka miała do dyspozycji jeden pokój, w którym przyjmowała „klientów”. Dla normalnego życia rodzinnego jest to nie do pomyślenia. Mając 17 lat i będąc na tyle silnym, chciał jednego z „klientów” matki pobić. Ów klient okazał się postawniejszy, więc uderzył chłopaka tak, że ten rozbił sobie głowę. Chłopak poszedł do kolegi, napili się wódki, a potem wsiadł w samochód i spowodował wypadek, w którym ucierpiała młoda kobieta. Najważniejsze jest wysłuchanie argumentów drugiego człowieka, dlaczego on tak postąpił. Dopiero wtedy mamy pełny obraz wydarzeń. Czy zdarzyło się, że został Ksiądz napadnięty w więzieniu? – Nigdy. Dialog między ludźmi powinien rozwiązywać problemy. Wspomnienie Dobrego Łotra (26 marca) jest dniem modlitw za więźniów. O co właściwie powinniśmy się modlić? Jakie łaski są im najbardziej potrzebne? – Przede wszystkim trzeba się modlić o budowanie człowieczeństwa, czyli uczenie się pozytywnego życia, wartościowania, moralności. Dlaczego został ustanowiony dzień modlitw za więźniów, natomiast nie ma ustanowionego dnia modlitw za ofiary przestępstw? – Faktycznie nie ma dnia modlitw za ofiary przestępstw, ale w pracy duszpasterskiej z więźniami zawsze modlimy się za ofiary. Na Mszy św., którą odprawiam dla więźniów w modlitwie powszechnej także się za nie modlimy. To jeden z ważniejszych punktów każdego spotkania modlitewnego. Ksiądz w więzieniu jest bardziej bratem czy strażnikiem? – Nade wszystko ksiądz powinien być bratem, ale nie może też zapominać o strażnikach pełniących swoją funkcję. Dziękuję za rozmowę


idźże, zróbże

Dać w mordę… po katolicku? Czy walka, tak bliska przemocy, może być w zgodzie z nauką Kościoła katolickiego? Grupa „Arma Dei” udowadnia, że tak. Michał Chudziński

warunków na treningu ciężko spotkać kobiety. Grupa jednak nie jest zamknięta wyłącznie na mężczyzn i zaprasza także przedstawicielki płci pięknej.

W

schodnie sztuki walki po głębszym zapoznaniu okazują się nasiąknięte różnymi ideologiami i duchowościami. Są one często sprzeczne z naszą wiarą. Jednak sama walka i słuszność obrony nie jest wykluczana przez Biblię i Katechizm Kościoła Katolickiego. Antoni Paprotny, chcąc żyć w zgodzie z Kościołem, a zarazem spełniać się w swojej pasji walki, postanowił temu zaradzić. W ten sposób cztery lata temu powstała „Arma Dei” (łac. broń Boga). Początkowo na Śląsku a obecnie w Krakowie. Tę katolicką sztukę walki regularnie trenuje kilkanaście osób. Jak to wygląda? Na początku, jeszcze przed rozgrzewką, wszyscy wspólnie się modlą. Proszą o dobry trening, ochronę przed kontuzjami oraz dziękują za możliwość treningu i zdrowie. Później pora na rozgrzewkę i trening zasadniczy. Główne ćwiczenia polegają na spontanicznych atakach i walkach w parach, podczas których ćwiczone są zachowania obronne i refleks.

Zainteresowani takim połączeniem duszpasterstwa ze szkołą walki dowiedzą się więcej, pisząc pod adres: chso_armadei@tlen.pl

TRYBY NR 6 (24)/2013

Fot. M. Chudziński x2

„Żyć znaczy walczyć” Seneka

Zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu w małej salce przy parafii pw. bł. Anieli Salawy. Zawodnicy ćwiczą boso na kamiennych płytkach, bez użycia jakichkolwiek ochraniaczy i mat. Dla wielu te warunki są zbyt surowe. Są one jednak najbardziej zbliżone do realnych. – Gdy cię ktoś zaatakuje na ulicy, nie upadniesz na materac – uzasadnia założyciel i trener Antoni Paprotny. Między innymi z powodu

Głównym celem treningów jest nauka obrony – takiej, która bardziej uniemożliwi przeciwnikowi dalszy atak, niż uszkodzi jego ciało. Istotnym aspektem, jak w każdym sporcie, jest także aktywność i sprawność fizyczna. Nie bez znaczenia jest też dbałość o jeden z darów Ducha Świętego – męstwo. To on właśnie daje siły, aby być odważnym w życiu codziennym i przeciwstawiać się konformizmowi oraz niesprawiedliwościom. Tym właśnie jest sztuka walki po katolicku. Nauka bicia się po katolicku u wielu budzi jednak wątpliwości. Padają pytania o biblijną zasadę „nadstawiania drugiego policzka” zamiast ciosu „oko za oko” i podejrzenia o próbę wyciągnięcia pieniędzy pod przykrywką religii. Jednak niesłusznie – treningi „Arma Dei” są bezpłatne i nikt na nich nie zarabia. A życia, jeśli jest zagrożone, należy bronić. W przypadkach przemocy w „biały dzień” większość obecnych osób nie kiwnie palcem – przecież nie z dbałości, aby ofiara miała okazję nadstawić biblijny drugi policzek, ale ze strachu o samego siebie. Postawy nauczane w „Arma Dei” pozwalają bronić zagrożonego życia – właśnie z miłości do niego – zgodnie z nauką Pisma Świętego.

13


14

pro-life Kraków, 27 maja 2013 r.

Oświadczenie Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka w sprawie procedury „in vitro” W związku z przedstawioną przez Ministra Zdrowia w Sejmie RP (23 maja 2013 r.) informacją dotyczącą wdrażania i finansowania programu zapłodnienia pozaustrojowego, Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka przedstawia następujące stanowisko. W pełni podtrzymujemy aktualność treści naszego oświadczenia z marca 2008 r.: Procedura „in vitro” mimo ukierunkowania na osiągnięcie szlachetnego celu, jakim jest poczęcie i narodzenie dziecka, jest głęboko nieetyczna i sprzeczna z polskim prawem. W ramach tej procedury sztucznie, hormonalnie przyspiesza się dojrzewanie kilku, kilkunastu żeńskich komórek jajowych, pobiera się je i w probówce zapładnia męskimi gametami. Zazwyczaj poczętych zostaje kilka, kilkanaście istot ludzkich; następnie dokonuje się ich selekcji. Poczęte dzieci wykazujące wady niszczy się, a jedną lub kilka wybranych istot ludzkich transferuje się do łona matki celem umożliwienia im dalszego rozwoju i urodzenia. „Nadliczbowe” poczęte embriony ludzkie zamraża się dla ich ewentualnego, późniejszego wykorzystania. Ogromna większość poczynanych w czasie procedury „in vitro” istot ludzkich ginie – według danych z różnych ośrodków od 60 do 80 proc.: w czasie selekcji, transferu, zamrażania i odmrażania. Procedura „in vitro” narusza godność ludzką zarówno samych rodziców – eliminując ich personalistyczny, głęboko intymny akt małżeński i zastępując go działaniami technicznymi, jak i godność człowieczą dziecka poczętego poprzez stosowanie wobec niego selekcji, transferu, procesu zamrażania i odmrażania oraz przetrzymywanie w bankach ludzkich embrionów. Procedura „in vitro” narusza więc trzy artykuły Konstytucji RP: Art. 30. Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych. Art. 38. Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia. Art. 40. Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. (...) A także stanowi naruszenie art. 157a kodeksu karnego: § 1. Kto powoduje uszkodzenie cia��a dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Oczekujemy od właściwych organów resortu sprawiedliwości przewidzianych prawem działań, które doprowadzą do zaprzestania stosowania procedury „in vitro” jako naruszającej obowiązujące polskie prawo. Pragniemy podkreślić, że w apelach 300 naukowców oraz 1000 pracowników Służby Zdrowia do parlamentarzystów znajdujemy pełne potwierdzenie istotnych treści zawartych w naszym oświadczeniu sprzed pięciu lat. Wyrażamy stanowczy sprzeciw przeciwko wdrażaniu i refundacji głęboko nieetycznej, niehumanitarnej metody „in vitro” zamiast naprotechnologii – nowoczesnej, etycznej, wielokrotnie bardziej skutecznej i kilkakrotnie tańszej metody pomocy bezdzietnym małżonkom. Apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli o zaangażowanie w działania zmierzające do zaprzestania stosowania procedury „in vitro”, a upowszechniania i refundowania naprotechnologii. Za Zarząd dr inż. Antoni Zięba prezes Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka, jedna z największych organizacji pro-life, działa w Krakowie. Dowiedz się więcej i bądź na bieżąco: www.pro-life.pl www.e-tryby.pl


pro-life

15

Chory też człowiek! Pro-liferzy zbierają podpisy pod projektem ustawy, która nie pozwoli na zabijanie przed urodzeniem niepełnosprawnych dzieci.

fot. Andrzej Zachwieja x3

Zgłoszony w Sejmie RP przez 15-osobowy Obywatelski Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji” projekt ustawy przewiduje anulowanie jednego z tzw. wyjątków w prawie chroniącym życie nienarodzonych. Chodzi o wykreślenie z obowiązującej dzisiaj ustawy chroniącej życie (z 7 stycznia 1993 r.) art. 4 ust. 1 pkt. 2: „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. W 2011 r. właśnie w oparciu o ten artykuł zabito w naszej Ojczyźnie 620 nienarodzonych dzieci, a z pozostałych tzw. „wyjątków” 49 dzieci.

Ok. 3,5 miesiąca od zapłodnienia

W całym kraju, do 23 czerwca br., trzeba zebrać minimum 100 tys. podpisów, aby ta potrzebna zmiana ustawy była rozpatrywana przez polski parlament. Gorąco prosimy: włącz się w tę akcję mającą na celu zabezpieczenie prawa do życia dzieciom chorym, niepełnosprawnym przed narodzeniem! Życie dziecka rozpoczyna się w momencie poczęcia; sławy polskiej medycyny np. prof. dr med. J. Aleksandrowicz, prof. dr hab. B. Chazan, prof. dr hab. T. Słomko uznają nienarodzone dziecko jako pacjenta w sytuacji opieki medycznej kobiety w ciąży. Trzeba szybko wyeliminować skrajnie niesprawiedliwy zapis prawny „zezwalający” na zabijanie nienarodzonego pacjenta z powodu stwierdzenia u niego poważnej choroby czy niepełnosprawności! Każdy człowiek narodzony czy nienarodzony, zdrowy czy chory, sprawny czy niepełnosprawny winien mieć zagwarantowane bezwarunkowe prawo do życia!

Nóżki dziecka ok. 11 tygodni

Formularz do zbierania podpisów pod projektem ustawy można pobrać ze strony: www.stopaborcji.pl

TRYBY NR 6 (24)/2013

Z góry dziękując za pomoc i zaangażowanie w dzieło obrony życia człowieka,łączymy wyrazy wdzięczności dr inż. Adam Kisiel red. naczelny TRK „Źródło” dr inż. Antoni Zięba współorganizator Krucjaty Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka członek Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji”

Twarz dziecka ok. 5 miesięcy Zdarza się, że dziecko rodzi się zdrowe wbrew przewidywaniom lekarzy, którzy sugerują aborcję. Mają również miejsce narodziny dziecka, które wydawać by się mogło są niemożliwe. Mimo ogromnego rozwoju medycyny, wciąż zdarzają się sytuacje, które zaskakują lekarzy, bo konkretny przypadek rozwijał się wbrew ich diagnozom. Warto też pamiętać, że diagnozy prenatalne są obarczone dużym ryzykiem błędu – z autopsji na zwłokach abortowanych dzieci przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wynika, że diagnoza lekarzy co do stanu zdrowia poczętego dziecka była prawdziwa jedynie w 39 proc. przypadków – reszta poczętych dzieci została poddana aborcji wskutek błędnej diagnozy (badania z 2000 r. na 3000 abortowanych płodach, za: Independent, 23.05.2006). Jeżeli w Wielkiej Brytanii 61 proc. diagnoz stanu prenatalnego dzieci było błędnych, to jakiego procenta błędów można się spodziewać przy „zapaści” naszej Służby Zdrowia?


inżynier ducha

bł. Józef Toniolo

Ekonomia po katolicku Realizował go nie tylko w zakonie, Od zawsze wiedział, że świętość to jego cel. łalności społecznej. Bł. Józef Toniolo. ale i w małżeństwie, pracy naukowej i dzia Karo lina Mazu rkiew icz

J

ózef urodził się w mieszczańskiej rodzinie w Treviso w 1845 r. Uczył się w weneckiej szkole, a następnie studiował prawo na uniwersytecie w Padwie. Po ukończeniu studiów doktoranckich z zakresu ekonomii politycznej, był wykładowcą na wielu uczelniach wyższych i w szkołach średnich, m.in. w Modenie czy Pizie. Zawsze dążył tam, gdzie była potrzeba wsparcia ludzi, nie tylko we Włoszech, ale i w całej Europie. Pomimo wypełnionego kalendarza, nigdy nie zaniedbywał swoich obowiązków rodzinnych i zawodowych. Wiedział, jak ważna jest jego praca dla studentów, więc wymagał nie tylko od nich, ale również od siebie. Jak w dniu beatyfikacji wspomniał papież Benedykt XVI, Józef Toniolo „przypomina nam o prymacie osoby i ludzkiej solidarności”. Największe oparcie miał w Bogu i swojej żonie. To z nią codziennie uczestniczył we Mszy św., klękał wraz z dziećmi do wspólnej modlitwy. Czasy, w jakich przyszło mu działać, były dla chrześcijaństwa bardzo trudne. Dlatego wyszedł z inicjatywą działania katolików na zewnątrz – w środowiskach i miejscach świeckich. Uważał, że złym wzorcom należy przeciwstawić dobre, katolickie. Tak np. złej prasie, relatywnej moralnie, przeciwstawić prasę katolicką. Swoją postawą wiernego i rozmodlonego katolika dawał przykład innym i zachęcał ich do podobnego działania. Tę właśnie myśl w życie wcielił m.in. bł. Jakub Alberione (patron „Trybów”), tworząc Towarzystwo i Edycję Świętego Pawła. Bardzo ważnym dokumentem kościelnym, który wpływał na działalność Józefa Toniolo, była encyklika „Rerum novarum” (1891 r.) papieża Leona XIII. Mowa w niej o sprawiedliwości społecznej, prawach robotników i zagrożeniach socjalizmu. Józef pragnął, by ekonomia miała w sobie cechy chrześcijańskie, by przestrzegano dni wolnych w święta, dbano o prawa kobiet i dzieci, skrócono czas pracy robotników, chroniono własność osobistą. Był współpracownikiem papieży Leona XIII i Benedykta XV. To właśnie on pomógł temu ostatniemu w opracowaniu statutu międzynarodowego prawa pokoju. Józef Toniolo zmarł w 1918 r., a jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się już po 15 latach w Pizie. Papież Paweł VI w 1971 r. wydał dekret o heroiczności cnót Józefa Toniolo, dzięki czemu przysługiwał mu tytuł „Czcigodny”. Do chwały ołtarza został wyniesiony za sprawą papieża Benedykta XVI 29 kwietnia 2012 r. Józef Toniolo był czynnym działaczem włoskiej Akcji Katolickiej, z jego inicjatywy powstały tzw. Tygodnie Społeczne. Współtworzył Związek Katolicki ds. Studiów Społecznych i wiele innych dzieł. Przez lata wypracował modele i udoskonalenia w gospodarce, które mówią o prymacie etyki i ducha chrześcijańskiego nad prawami gospodarczymi. Opublikował wiele artykułów na tematy ekonomiczno-społeczne w aspekcie nauczania Kościoła i nie tylko. Na szczególne wyróżnienie zasługuje jego życie duchowe, które motywowało go do działania na rzecz chrześcijaństwa.

www.e-tryby.pl

Fot. archiwum

16

Myśli niepospolite:

„(…) Nie zaniedbuj nigdy życia duchowego, nie bądź nigdy letni, nie ustępuj przede wszystkim w praktykowaniu Sakramentów Świętych: jeśli to możliwe i jeśli to podoba się Bogu, bądź jeszcze bardziej gorliwy, niż dotychczas.”


encyklopedia wiary

Kontekst historyczny Francja w XVII w. była krajem niosącym na sobie piętno oświecenia. Kult rozumu, przekonanie ludzi o własnej samowystarczalności zepchnęło Boga na dalszy plan. Panujący wówczas Ludwik XIV uważał, że jego władza pochodzi od samego Boga i każdy obywatel winien się mu podporządkować. Jednostka, która sprzeciwiała się prawu państwowemu, ustanowionemu przez władcę, zamykana była w więzieniu. Suche wypełnianie prawa opanowało również religijność wierzących. Moralność w tamtym czasie była skażona przez obłudę i pobożność z przyzwyczajenia. Ponadto panujący libertynistyczny światopogląd podważał autorytet Kościoła i zachęcał do sceptycyzmu, wolnomyślicielstwa oraz porzucenia tradycji. Praktyki religijne były traktowane tylko i wyłącznie w kategoriach obowiązku – tym samym nie miały wpływu na życie codzienne ludzi. Zatracił się sens wszelkich ludzkich wysiłków.

Znak czasu Był rok 1672. W klasztorze ss. Nawiedzenia NMP (wizytek) w Paray-le-Monial we Francji Małgorzata Maria Alacoque, od najmłodszych lat szaleńczo zakochana w Bogu, przypieczętowała swoje pragnienie oddania się Jemu złożonymi przez siebie ślubami wieczystymi. Jej namacalne spotkania z Bogiem rozpoczęły się w 1673 r. W czasie modlitwy Małgorzacie została powierzona misja ogłoszenia światu wielkiej miłości, jaką żywi Jezus do całego rodzaju ludzkiego. Pragnienie zbawienia świata miało się realizować w kulcie Jego Serca, otoczonego koroną cierniową (symbol zniewag spowodowanych grzechami) z krzyżem. Serce to przepełnia ogrom łask, jakich Jezus chce udzielić wszystkim czcicielom. Innym pragnieniem Chrystusa było zadośćuczynienie składane Mu przez ludzi za grzechy, które w sposób szczególny miałoby się dokonywać w pierwsze czwartki miesiąca podczas Godziny Świętej, a także w odprawianiu pierwszych piątków każdego miesiąca poprzez spowiedź św. i uczestnictwo w Eucharystii. Zbawiciel pozostawił św. Małgorzacie wielkie obietnice dla tych, którzy będą wpatrywać się w Jego Boskie Serce i naśladować Je poprzez czynną miłość:

TRYBY NR 6 (24)/2013

Serca

1. Dam każdemu wszystkie łaski potrzebne w ich stanie. 2. Sprawię pokój w rodzinach. 3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach. 4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci. 5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia. 6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia. 7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi. 8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości. 9. Błogosławić będę domy, gdzie obraz mego Serca będzie wystawiony i czczony. 10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych. 11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą w mym Sercu i nigdy zeń wymazane nie będą. 12. Tym wszystkim, którzy przez dziewięć z rzędu pierwszych piątków miesiąca przystąpią do Stołu Pańskiego, użyczę łask ostatecznej wytrwałości w dobrym i szczęśliwej śmierci.

ew

Beata Pochopień

Tajemnica Jezusowego Fot. www.flickr.com/ronramst

Czasami zapominamy o tym, co jest najistotniejsze w naszym życiu. W czerwcu ożywa nasza wiara w Tego, który nadaje sens temu, co robimy.

Wcielenie w życie misji św. Małgorzaty Propagowaniem kultu Serca Jezusowego zajęło się Towarzystwo Jezusowe, tj. jezuici. W szybkim tempie kult ten rozpowszechnił się w innych zakonach, stowarzyszeniach i kongregacjach. Pomysł oddania czerwca Boskiemu Sercu pochodzi od Angeli de Sainte Croix. Klasztor Couvent des Quelen, w którym przebywała, szybko zyskał aprobatę pomysłu przez miejscowego biskupa, a później przez papieża Piusa IX. W jednym z objawień Jezus polecił, aby pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała był czasem uwielbienia Jego przepełnionego miłością Serca, poprzez ustanowienie w tym dniu specjalnej uroczystości. Ostatecznie w roku 1856 bł. Pius IX ustanowił uroczystość Najświętszego Serca Jezusa, a Leon XIII w 1889 zatwierdził obecną litanię do NSPJ. On też dołączył do niej Akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Kolejnym dowodem wielkiej czci jest ustanowienie przez Piusa XI Święta Chrystusa Króla Wszechświata, przypadającego w ostatnią niedzielę roku liturgicznego (ostatnia niedziela przed Adwentem). Niektóre informacje zaczerpnęłam z książki: G. Vignelli, „W Nim złożyć wszelką nadzieję“, Kraków 2005

17


18

olim piada spor tó w

Walka z polem

poSport, który na olimpijskie łono wraca po ale , kuje racz nad 100 latach. W Polsce jeszcze ry zainteresowanie nim ciągle wzrasta. Na dob . golf na początek lata zapraszam Mich ał Chudz iński

G

olf należy do dyscyplin, które oglądane w telewizji wydają się proste. Wystarczy metalowym kijem uderzyć piłeczkę tak, aby wpadła do otworu w ziemi. Najmniejszą liczbą uderzeń albo po prostu mniejszą od przeciwnika. Aby sprawdzić, czy faktycznie jest to takie proste, jak zwykle, musiałem spróbować na własnej skórze. Najbliższym polem golfowym okazało się należące do Royal Kraków Golf & Country Club (www.krakowgolf.pl). Mieści się ono w Ochmanowie, 20 km na południe od Krakowa. W Polsce działa obecnie około 20 takich klubów. Wizyta w klubie rozpoczęła się od obalenia pierwszego znanego mi stereotypu o golfie – że jest to gra dla „snobów”. Spotkałem się z niezwykle przyjazną atmosferą zarówno w klubie, jak i na polu golfowym. Dodatkowo wystrój wnętrza budynku klubowego bardzo przytulny, nie mogło zabraknąć salonu z kominkiem. Ale nie siedzieć w salonie tam przyjechałem, więc po przebraniu się w strój zgodnie z etykietą tego sportu (zakaz dżinsów oraz obowiązkowy kołnierzyk) wyruszyłem w teren wraz z doświadczonym miejscowym trenerem PGA Wiesławem Klimą. W golfie nie ma grupowych treningów jak w innych sportach, jest to dyscyplina, której najpierw uczy instruktor, a później ćwiczy się indywidualnie. Kluczowa jest nauka uderzenia, później można się już doskonalić podczas gry. A grać można w grupie do 4 osób lub nawet samemu. – Golf jest sportem, w którym walczy się z polem. Nie z innym zawodnikiem, a z danym obiektem i samym sobą – mówi trener Klima. Za-

www.e-tryby.pl

wodnicy posiadają tzw. handicap, który określa ich poziom gry. Obliczany jest on właśnie na podstawie liczby zagrań potrzebnych do umieszczenia piłki przez danego zawodnika w dołku. Po zapoznaniu się z podstawowymi zasadami przyszła pora na naukę uderzenia. Na to poświęcone jest osobne miejsce nazywane Driving Range. Jest to strzelnica, w której ze specjalnych mat wykonuje się uderzenia treningowe. Nie od razu z trawnika, bo może się to skończyć jego zniszczeniem, a szkoda by było, bo jest on pięknie utrzymany i przystrzyżony. Aby nie chodzić za każdą uderzoną piłeczką istnieje możliwość napełnienia wiaderka 34 piłkami z automatu w zamian za żeton. Wtedy można dowolnie uderzać piłeczki w miejsce, gdzie nie ma innych osób. Zanim celowałem w piłeczkę, musiałem przyjąć odpowiednią postawę i spróbować „na sucho”. Uderzenie polega na wykonaniu zamachu kijem zza głowy, połączonego z wykonaniem ćwierćobrotu w pasie. Odpowiedni technicznie zamach i płynne wykonanie ćwiećobrotu nie jest łatwe. Przynajmniej na początku. Pierwsze próby musiały wyglądać komiczne, bo w ogóle nie trafiałem w piłkę. Później już było lepiej, ale i tak w większości trafiałem piłeczkę zbyt wysoko i zamiast pofrunąć, turlała się po ziemi ok. 10-20 metrów. Jedynie kilka z puli 34 zdołałem posłać drogą powietrzną na odległość niemal 100 metrów. Zawodowcy z łatwością posyłają piłkę na odległości nawet ponad 200 metrów. Gdy chcą krócej, nie zmieniają siły a kij, który ma główkę pod innym kątem, co powoduje wyższe lub niższe, a więc krótsze lub dłuższe tory lotu piłki.

Fot. arch. autora

Posłanie piłki w powietrze w zamierzonym kierunku sprawia frajdę. Przychodzi chęć pójścia za tą piłeczką i gry dalej aż do dołka. Wciąga więc od razu. Później też ma wiele zalet. – Jest to sport, który można uprawiać do końca życia. Inną zaletą jest wysoki poziom relaksu. Wszystkie problemy z życia codziennego zostają zawsze na parkingu w samochodzie – przekonuje trener PGA. Trzeba jednak poświęcić sporo czasu (przejście całego pola wymaga około 4–6godzin) oraz pieniędzy, choć nie tak wiele, jak powszechnie się sądzi. – Opinia o elitaryzmie tego sportu jest mocno przesadzona – argumentuje Klima. – Nie jest aż tak drogo. Spokojnie można go postawić na równi

inspektor gadżet

np. z powszechniejszym narciarstwem. W ciągu roku trzeba wydać ok.2–3 tys. zł plus koszty sprzętu, a za tysiąc można mieć już dobrze wyposażoną torbę z kijami – wylicza trener PGA. Na początek można jednak wypożyczyć kij za 10 zł w klubie, a na pole wybrać się ze znajomymi i wtedy koszt ok. 100 zł za 9-dołkowe pole się rozłoży. Sport godny polecenia czy to dla odstresowania, robienia interesów czy po prostu dobrej zabawy. Nie jest łatwy technicznie, jak się wydaje w telewizji, ale i nie jest aż tak drogi. Zdecydowanie jest to dyscyplina godna Igrzysk Olimpijskich i dobrze, że wraca na olimpijskie łono. Więcej sportów i zdjęć na: olimpiada-sportow.eu

Akumulatorki USB

Baterie są wygodne, lecz jednorazowe. Do akumulatorków trzeba mieć specjalną ładowarkę. Żadna opcja nie była idealna – aż do teraz! USB Cell to akumulatorki ładowane przez port USB, co znacznie ułatwia proces ładowania oraz oszczędza energię (podobno). Prostota i innowacyjność zarazem. USB Cell | www.usbcell.com | Cena: 10,99 £


korespondencja z erazm usa Ciągle jeszcze mam przed oczami obraz siebie, stojącej 17 września 2012 r. na lotnisku w Chani. Wtedy, kiedy ta cała przygoda się zaczynała, napisałam na swoim blogu, że „Niczego nie wymagam, niczego nie oczekuję. Zostawiam wreszcie szczęściu pole do popisu. Wszystko jest teraz w jego rękach”. To, co tutaj się stało, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Katarzyna Cieślik

2294 km od domu Fot. arch. autorki

Do garów! Teraz jestem już prawie u mety całej tej wielkiej przygody. Nie jest możliwe opisanie tego, czego na Erasmusie można doświadczyć. Gratuluję tym, którzy twierdzą, że im się to udało. To będzie tak, jak z człowiekiem oglądającym zdjęcia potraw na swoim ulubionym blogu albo w ulubionej książce kucharskiej. Zobaczy je, w ekstremalnej wersji może pocieknie mu ślinka na samą myśl o nich, ale nigdy nie doświadczy ich smaku. Chyba że zdecyduje się je przyrządzić…

Daj sobie szansę Mam podsumować przygodę, która w tym momencie jeszcze nie jest dla mnie przeszłością. Stanowi ona dla mnie drzwi, które już na zawsze kojarzyć mi się będą z szansą, a nie zagrożeniem. Nie mówię, że mój Erasmus jest czymś niesamowitym, wymagającym niezwykłej odwagi czy poświęceń. Zawsze jest jakiś początek. Nikt nie potrafi biegać, zanim nie nauczy się chodzić. Zacząć trzeba od dania sobie samemu szansy. Ja sama powiedziałam sobie, że jeżeli ma to być mój mały egzamin z życia, to nie chcę co miesiąc wracać do TRYBY NR 6 (24)/2013

domu na ciepły obiadek do mamy. Sama go sobie tutaj przyrządzę.

Czego potrzeba do szczęścia Nie wiedziałam nic. Nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. Na uniwersytecie strajk, dokumenty niby mają deadline dostarczenia, ale i tak da się to jakoś ominąć. Zajęcia czasem są, czasem ich nie ma. Popołudniem nie da się niczego załatwić, miasto śpi. Na kilka dni przed świętami trzeba zaopatrzyć się w jedzenie, bo jeżeli jest Pascha, to miej w świadomości, że tydzień po świętowaniu sklepy nadal będą zamknięte. Nie mówiąc już o tym, że w całym mieście nie ma ani jednej całodobowej apteki, a te również działają w bliżej nieokreślonych godzinach otwarcia. Polska – Kreta: trzy godziny samolotem, a człowiekowi wydaje się, jakby wylądował w całkowicie innej czasoprzestrzeni. Na początku było to dla mnie nie do przejścia. Ja, która każdą czynność życiową wpisywałam w kalendarz, od 17 września już go nie potrzebuję „do szczęścia”.

Daj im szansę Kreta to wspaniałe miejsce do podziwiania tego, co ręką Boską zostało uczynione. I znowu – zdjęcia obejrzeć sobie można, ale to nie zastąpi tego niesamowitego uczucia, jakie pojawia się na widok rzeczy nieprzyzwoicie pięknej. Czujesz, że widzisz naprawdę, że oddychasz prawdziwym powietrzem, że twoje uszy faktycznie odbierają dźwięki. I nie chcesz przestać patrzeć na to wszystko. Pragniesz, żeby życie wyglądało tak, jak w tym właśnie momencie. Wtedy czujesz, że naprawdę żyjesz. A chwile te dzielisz z ludźmi, którzy tak jak ty przemierzyli tysiące kilometrów, żeby przeżyć przygodę swojego życia. Łączy cię z nimi ta chwila, mimo że możecie wcale się nie znać i nic o sobie nie wiedzieć. W tym właśnie momencie możecie stać się przyjaciółmi. Ludzi, których tu poznałam, nie sposób opisać. W najśmielszych oczekiwaniach (których, jak pisałam – nie miałam) nie przypuszczałabym, że spotkam tutaj część swojej europejskiej rodziny. Według mnie Erasmus jest najlepszym programem,

jaki Unia Europejska mogła wykreować w celu zjednoczenia krajów członkowskich. Znaliśmy się kilka miesięcy, ale przy pożegnaniach płakaliśmy całymi godzinami. „Przeklinaliśmy” wszystkie dworce i lotniska – miejsca, w których nasze drogi się rozchodzą. Wystarczy tylko otworzyć się na innych ludzi. Dać im szansę, a zawładną twoim sercem.

Kampanii wrześniowej nie przewidziano Dużo mówi się o Erasmusie. Niektórym kojarzy się on jedynie z ciągłą imprezą i porankami na kacu. Tak też bywa, nie da się ukryć, ale to nie znaczy, że wyjeżdżając na stypendium ,żegnasz się ze swoimi zasadami. To w twoich rękach leży decyzja, co będziesz dzisiaj robić. To ty pracujesz nad tym, jaki będzie ostateczny wynik tego małego egzaminu z życia. To ty w momencie rozpakowania swojej walizki w domu musisz ocenić, czy zdałeś. A trzeba podkreślić jedną rzecz – Unia Europejska, niestety, nie przewidziała poprawki…

Zapraszam na mój blog: www.2294kmfromhome.blogspot.com

19


20

z kulturą

Brudna drogówka

Nareszcie dobre, mocne, polskie kino! Wśród kiczowatych komedii powodujących odruch obronny oraz pseudohistorycznych filmów, „Drogówka” jest jak bursztyn. Wojciech Smarzowski, twórca kultowego już „Wesela” oraz rewelacyjnej „Róży”, tym razem zajął się tematem służb budżetowych, a dokładniej polskiej policji. Obraz podobnie jak w poprzednich produkcjach tego reżysera przesiąknięty jest realizmem i wyrazistością obrazów. Świetnie dobrani aktorzy z Bartłomiejem Topą na czele, dopełniają całości. Nowością, jaką możemy zaobserwować, są zdjęcia zrealizowane przy pomocy telefonów komórkowych, kamer przemysłowych czy wideorejestratorów. Wszystko to wplecione w fabułę filmu daje rewelacyjny efekt, niespotykany do tej pory w polskim kinie. Bohaterami filmu jest siedmiu policjantów, z których każdy w większym lub mniejszym stopniu uosabia jeden z grzechów głównych. Poważne problemy zaczynają się, gdy ginie jeden z nich, a oskarżony o morderstwo zostaje sierżant Ryszard Król. Próbując oczyścić się z zarzutów, odkrywa powiązania korupcyjne na najwyższych szczeblach władzy. Z czasem uświadamia sobie, że najważniejsze decyzje w państwie nie zapadają w zacisznych gabinetach, lecz w luksusowych hotelach i na jachtach pływających po Mazurach. A zakończenie? Zakończenie jest takie jak cały film. Brudne. Michał Wnęk

Zawód: dziennikarz śledczy Cezary Gmyz, rozmawia Piotr Gociek Fronda 2013

Z wywiadu z Cezarym Gmyzem dowiemy się nie tylko o tym, czym jest dziennikarstwo śledcze, w jaki sposób pozyskuje się informatorów i jak selekcjonuje informacje. Wywiad ten to także bogata skarbnica informacji o współczesnej Polsce. Skrzętnie zamiatanych pod dywan informacji, do których w swym dążeniu do prawdy dociera Cezary Gmyz. A prawda ta najczęściej jest niewygodna dla wielu osób, często piastujących wysokie stanowiska. Książkę warto przeczytać, by dowiedzieć się jak wiele patologii trawi nasz kraj i przekonać się, że rzetelne dziennikarstwo śledcze jest jak najbardziej potrzebne. Takie dziennikarstwo reprezentuje Cezary Gmyz, będący przykładem dziennikarza z powołania, którego misją jest odkrywanie prawdy. Życzmy sobie, by takich dziennikarzy było więcej. Agata Gołda

Kodeks Konstantyna Paul L. Maier Wydawnictwo Promic 2013

Kto czytał „Ślad życia, ślad śmierci” na pewno nie potrzebuje dodatkowej zachęty, by sięgnąć po kolejną książkę Paula L. Maiera. „Kodeks Konstantyna” to następne spotkanie z trochę szalonym archeologiem z Harwardu. Tym razem wraz ze swoją żoną Shannon udaje się do Turcji, gdzie dokonuje nadzwyczajnego odkrycia – znajduje nieznane wcześniej fragmenty Pisma Św. Jonathan Weber dzieli się tym odkryciem z papieżem Benedyktem XVI. Problem pojawia się wtedy, kiedy znikają dowody potwierdzające jego hipotezy – na lotnisku w Stambule grupa radykalnych dżihadystów z Turcji kradnie manuskrypty z 335 r. Książka ma pokaźne rozmiary, ale warto znaleźć na nią miejsce w wakacyjnym plecaku. Idealna na chłodniejsze wieczory, ale sprawdzi się też czytana na głos razem z przyjaciółmi. Ukłony dla tłumacza za fenomenalne dialogi i tempo. Magdalena Guziak-Nowak

Patologia transformacji Witold Kieżun Wydawnictwo Poltext 2012

„Nomenklatura lat 40. i 50. w dużym procencie pochodziła z pierwszego pokolenia awansu społecznego, osób reprezentujących niski poziom kwalifikacji zawodowych i wyrobienia życiowego. Za przykład może tu posłużyć kompromitacja dyrektora departamentu Ministerstwa Finansów, w którego służbowym mieszkaniu przy ulicy Traugutta 3 przechowywana była w wannie świnia, źródło smrodu na całej klatce schodowej, przywieziona przez jego rodziców na Święta Wielkanocne” (s. 41). Książka prof. Kieżuna ma wszystkie cechy dobrej lektury historyczno-polityczno-społecznej. Z jednej strony to rzetelna i fachowa praca naukowa, z drugiej powieść o ostatnich dziesięcioleciach, pełna anegdotek i tragikomicznych obrazków z życia, jak ten o świni. Autor widział kolonizację państw afrykańskich. Porównuje ją do Polski, którą skolonizował zachodni kapitał. Książka pozwala lepiej zrozumieć przemiany gospodarcze i pokazuje, że dzisiejsze patologie mają swoje źródła w głębokim PRL-u. Marcin Nowak

www.e-tryby.pl


21

Fot. arch. wspólnoty

ŚD M 2013

Jedziemy do Rio! Ula Reczek, Kalina Kreczko, Paula Olearn ik, Krysti

Kim jesteście?

Jesteśmy z Polski, z Krakowa, ze wspólnoty „Chrystus w Starym Mieście”. Rok temu połączył nas Jezus. Wspólnie zanurzyliśmy się w przygodę organizowania Adoracji Najświętszego Sakramentu w Bazylice Mariackiej, połączonej z Nową Ewangelizacją na Rynku Głównym, w samym centrum naszego miasta. Wychodzimy do turystów, sklepikarzy, przechodniów i próbujemy dzielić się z nimi Jego miłością. Są wśród nas studenci, doktoranci, doktorzy, księża, misjonarze, małżeństwa, lekarze, informatycy, po prostu – młodzi ludzie zapaleni miłością do Chrystusa. Wkrótce wyjeżdżamy do Rio: sześć dziewczyn, ośmiu chłopaków i nasz ksiądz – resztę wspólnoty bierzemy ze sobą w naszych sercach.

Jak wygląda wasze duchowe przygotowanie do ŚDM Rio 2013?

Najistotniejszym elementem są nasze comiesięczne adoracje i akcje ewangelizacyjne. Widzimy, że to my sami jesteśmy jako pierwsi ewangelizowani: przez Ducha Świętego i przez siebie wzajemnie. Na spotkaniach, przed i po akcji, jest zawsze modlitwa oraz dzielenie doświadczeniami działania Boga. Jako wspólnota wzięliśmy udział w kilku wyjazdach formacyjnych. Byliśmy na spotkaniu lednickim; dwukrotnie w ośrodku dominikańskim na Jamnej; niektórzy odwiedzili Medjugorje; był zimowy wypad w góry... Dzięki tym wyjazdom zżyliśmy się ze sobą, a fundamentem naszej przyjaźni stał się Chrystus. On nas jednoczy na wspólnej Eucharystii co niedzielę w naszym kościele, gdzie

TRYBY NR 6 (24)/2013

an Ciempk a

dbamy o upiększenie liturgii przez śpiew oraz służbę liturgiczną. W Wielkim Poście zaangażowaliśmy się w rekolekcje oraz wzięliśmy udział w warsztatach ewangelizacyjnych. Od kilku miesięcy uczymy się języka portugalskiego! Razem szukamy sponsorów i organizujemy akcje fundraisingowe, zbierając pieniądze na wyjazd – jak na przykład nasze wesołe, staropolskie kolędowanie (na zdj.)! Te wszystkie działania przygotowują nas na ŚDM – duchowo i materialnie.

Jakie są wasze oczekiwania wobec ŚDM?

Nasze oczekiwania związane są z tematem, który towarzyszy tegorocznemu spotkaniu młodych – „Idźcie (…) i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19). Chcemy realizować te słowa w naszym życiu – na studiach, w pracy, na wakacjach – po prostu wszędzie! Potrzebujemy jednak do tego więcej sił, zapału, radości, miłości, wiedzy i natchnienia Ducha Świętego. Pragniemy znaleźć to wszystko właśnie w Rio. Wierzymy, że Pan Jezus tam będzie i że wszystkiego tego właśnie tam nam udzieli. Wierzymy też, że spotkamy młodych ludzi wywodzących się z różnych kultur, którzy zarażą nas jeszcze większą pasją do Kościoła. Szczególnie liczymy na młodych z Ameryki Łacińskiej – gdzie Kościół jest żywy, spontaniczny, bardzo radosny. Oczekujemy dyskusji na temat Kościoła, aby stale na nowo go budować. Jesteśmy oczywiście ciekawi naszego nowego pasterza – Franciszka – chcemy nasycić się jego rozumieniem Pisma Św. i Pana Boga.  

Wylatując z Rio, pragniemy być odmienieni, zainspirowani i napełnieni Bożą mocą – aby być doskonalszymi świadkami Chrystusa.

Jakie przesłanie chcielibyście skierować do tych, którzy przygotowują się do tej wielkiej pielgrzymki?

Przede wszystkim bardzo się cieszymy, że się z wami tam spotkamy! Jasne, że samo Rio to bardzo atrakcyjne miejsce, ale nie o samo zwiedzanie nam chodzi i mamy nadzieję, że wam też. Czujemy, że jesteśmy częścią większej wspólnoty, czujemy, że współtworzymy Kościół. Dlatego chcemy wyjść z naszego ciasnego świata i poznać wiarę w wymiarze globalnym. Jesteśmy niesamowicie ciekawi duchowości i religijności Brazylijczyków, ale i też was wszystkich. Mamy nadzieję dużo się od siebie nawzajem nauczyć, dużo czerpać – głównie Słowa Bożego, ale i słów papieża Franciszka. Wierzymy, że jako młodzi mamy w Kościele szczególne miejsce i szczególną rolę. Jak powiedział nasz krakowski biskup Grzegorz Ryś „rzeczywista ewangelizacja to prowadzenie ludzi do wiary przeżywanej w sposób osobisty”. Utożsamiamy się z tym i chcemy poprzez osobiste spotkanie z Bogiem zmieniać po pierwsze siebie, a w drugiej kolejności innych. Życzymy więc nam wszystkim osobistego spotkania z Bogiem w Rio! Do zobaczenia na Copacabana!

www.chrystuswmiescie.pl


22

por tret

Ikonopisarz Choć ma 27 lat, jest już znanym i cenionym na świecie artystą. Mimo wykształcenia ekonomicznego, zajmuje się tworzeniem ikon. Poznajmy wybitnego sąsiada zza wschodniej granicy o polskich korzeniach – Walentego Wojciechowskiego (Valentin Voytsekhovskiy). Rozmawia Michał Chudziński

Fot. M. Chudziński

Ikony są kojarzone głównie z prawosławiem, dlaczego katolik się nimi zajmuje? – Zagłębiając się w historię, można dostrzec, że ikony były kiedyś w chrześcijaństwie bardziej modne, również w Kościele katolickim. Na dodatek twórcą pierwszych ikon według historyków jest św. Łukasz, więc ikony związane są z chrześcijaństwem od samego początku. Zanim były jeszcze w nim podziały na kościół katolicki czy prawosławny. Ikony nadal pozostały, jednak nie są tak popularne jak w Cerkwi prawosławnej. Przykładem może być, w Polsce bardzo popularny, obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który też jest ikoną.

O co najbardziej? – Myślę, że efekty sfery duchowej dobrze odda przykład pewnego człowieka. Poznaliśmy go z żoną kilka lat temu, wtedy twierdził, że jest ateistą. Z pewnej okazji otrzymał od nas ikonę w prezencie. Rok później zadzwonił, że chce się nawrócić, dołączyć do Kościoła. Nie wskazywałem mu konkretnego Kościoła, ale on sam zdecydował, Pan Bóg go odpowiednio poprowadził. Dzisiaj jest już po ślubie i jego dzieci są ochrzczone. Myślę, ze ta ikona w pewien sposób się do tego przyczyniła.

Stosuje Pan tylko naturalne barwniki. Dlaczego? – Są one bardziej trwałe. Zwłaszcza na działanie słońca i upływającego czasu. Podobnie jest ze złotem, stosuję prawdziwe, choć są tańsze zamienniki. Jednak w ikonach nie można oszczędzać, nie o to w tym chodzi. Ikony, które można dzisiaj spotkać mają wiele lat, te młodsze nie przetrwały, właśnie ze względu na tanie zamienniki materiałów. Bo prawdziwa ikona powinna przetrwać wiele pokoleń i być sobie przez nie przekazywana. Takie właśnie staram się tworzyć.

Pomówmy o samym warsztacie pisania ikon. Ile potrzeba czasu, aby powstała ikona? – Nie da się tego określić. Każda ikona jest inna, jedne pisze się od trzech do sześciu miesięcy a drugie czasami rok. Miałem też taki przypadek, że jedna ikona zajęła mi dwa lata. Czasem po prostu nie idzie. Wszystko było już napisane, ale nie widziałem oblicza Pana Jezusa.

Czy jest duże zainteresowanie takimi prawdziwymi ikonami? – Nie narzekam na brak zamówień. Zanim jeszcze ruszyliśmy z wystawami na zachód Europy dzięki pomocy pana Lecha Kułakowskiego, to z samej Ukrainy i Rosji miałem pełno zamówień. Bez żadnej reklamy i wykorzystania Internetu. Ludzie sami się zgłaszają, widząc u znajomych, bądź słysząc o mnie. A nawet gdyby zamówień nie było, to i tak bym je pisał dla samego siebie. To jest moje powołanie. O jutro się nie martwię, od tego mam Jezusa… oraz żonę, która prowadzi sekretariat i sama też jest artystką. Pisząc ikony katolikom działa Pan na rzecz ekumenizmu. Taki był zamiar? – Ikony piszę dla wszystkich, zdarzyło się nawet dla muzułmanina (oficjalnie, jako portret jednego z proroków), a także otrzymałem błogosławieństwo patriarchy moskiewskiego Cyryla I. Nie wdaję się w spory ekumeniczne, zostawiam to głowom Kościołów. Jednak nawet Jan Paweł II kiedyś powiedział, że Kościół katolicki i cerkiew prawosławna to dwa płuca chrześcijaństwa, coś je musi łączyć i jest to właśnie ikona. Moja wystawa w Krakowie (pod patronatem „Trybów” – przyp. red.) nie bez powodu była pod nazwą „Jedność w różnorodności”. Bóg jest zarówno w kościele katolickim, jak i cerkwi prawosławnej, gdzie go kto woli szukać to już jego sprawa – ja tylko piszę ikony.

Ukończył Pan jednak studia z ekonomii, skąd taka zmiana zainteresowań? – Studia ekonomiczne były wolą mojego ojca, głównie ze względu na troskę o moją przyszłość materialną. Bo gdzie można zarobić pieniądze jak nie w banku? Więc spróbowałem, ale w banku pracowałem… aż jeden dzień. Dłużej nie mogłem liczyć pieniędzy innych ludzi. Próbowałem także innych zajęć, ale zawsze coś nie grało jak trzeba. Pan Bóg tak wszystko poprowadził, że to właśnie ikona weszła na pierwszy plan i tak już zostało. I naprawdę była to jedyna słuszna droga i nie chodzi głównie o finanse. Fot. arch. artysty

www.e-tryby.pl

Dziękuję za rozmowę.



Tryby czerwiec 2013