Page 1

Temat numeru: Narzeczeństwo

Zbrojna siła Polskiego Państwa Podziemnego

Kraków, nr 2(11)/2012 luty

Wywiad: Katolicka propaganda

ISSN: 2083-8948


po drugiej stronie

Wszyscy jesteśmy na służbie, nikt nie jest panem. Wszyscy dążymy do doskonałości, nikt nie jest doskonały.

fot.: www.openphoto.net

Bł. Jakub Alberione

Alexandra M. Linder Interes z aborcją Wydawnictwo Salwator 2011

Aborcja. W czyim interesie? Czy ktoś z nas kiedykolwiek zastanawiał się, dlaczego większość zwolenników czynnie działających na rzecz aborcji stanowią osoby pochodzące ze środowisk medycznych, farmaceutycznych, bądź walczących o „prawa kobiet”, ale za pieniądze właśnie tych pierwszych? Dlaczego, pomimo tego, iż metody aborcyjne znane są od ponad 80 lat i mają służyć przede wszystkim dobru kobiet, nie powstała do tej pory żadna stricte kobieca organizacja, która na miarę dawniejszych sufrażystek walczyłaby o pełne prawo do aborcji? Odpowiedź jest jasna. Beneficjentem zabijania poczętych dzieci jest tylko jedna strona, a jeśli ktoś uważa, że jest to strona niedoszłych matek, to lektura publikacji Alexandry M. Linder pozbawia wszelkich wątpliwości. Agnieszka Roszak

2

TRYBY nr 2(11)/2012

Cliff Graham Czas wojny Wydawnictwo VOCATIO 2011

Todd Burpo, Lynn Vicent Niebo istnieje … Naprawdę! Dom Wydawniczy „Rafael” 2011

Aher Arop Bol Zagubiony chłopiec Wydawnictwo św. Stanisława 2011

Dwa oblicza Dawida

Śmierć nie jest końcem

Droga ku wolności

Czas wojny to wciągająca historia, w której krew nie leje się strumieniami, a wartką rzeką. Opowiada dzieje króla Dawida, widziane oczami jego najbardziej zaufanych żołnierzy, burząc jednocześnie wyobrażenie o młodym chłopcu pasącym owce. Został on przedstawiony nie tylko jako znakomity strateg wojskowy, ale również jako bezwzględny władca, nie mający oporów przed mordowaniem kobiet idzieci. Opisane sceny walk są tak realistyczne, że zanim się zorientujemy, sami biegamy z bukłakiem wody, donosząc ją zmęczonym wojownikom. To książka dedykowana przede wszystkim ludziom poszukującym odpowiedzi na pytanie: czym jest prawdziwa przyjaźń?

Dla wielu z nas najważniejsze jest życie tu i teraz. Wraz ze śmiercią wszystko się kończy. Perspektywa nieba jest dla nas bardzo odległa i nierealna. Książka jest niesamowitą opowieścią małego chłopca, który odwiedził niebo. Z dziecięcą prostotą opowiada o spotkaniu z Jezusem, aniołami oraz od dawna nieżyjącymi członkami rodziny. Zdumiewające, iż opis nieba, który podaje, zgadza się z Biblią, a przecież jako pięciolatek nie mógł go znać. Historia ta daje nadzieję, że śmierć nie jest końcem, a jedynie przejściem do miejsca, gdzie „nikt nie jest stary i nikt nie nosi okularów”.

Jaka jest cena wolności? Ile człowiek jest w stanie zrobić, żeby ją poczuć? Ile przeciwności może znieść, ile kilometrów przejść, żeby wyrwać się ze zniewolenia? Zagubiony chłopiec to historia dziecka, które przemierza pogrążoną w wojnie Afrykę. Jest to opowieść nasycona upokorzeniem i cierpieniem, ale też nadzieją, wolą walki i wiarą. Polecam tym, którzy twierdzą, że należy im się wszystko, co posiadają.

Michał Wnęk

Katarzyna Kijek

Katarzyna Cieślik

Konkurs

Walentynkowy konkurs książkowy!

Która miłosna historia z Biblii jest Twoją ulubioną i dlaczego? Na Wasze odpowiedzi czekamy do końca lutego pod adresem: sekretariat.tryby@gmail.com. Do wygrania recenzowane przez nas nowości wydawnicze.


o d r e d a kc j i

„Pewna zmartwiona kobieta poszła do swojego ginekologa i powiedziała: – Doktorze, mam poważny problem i bardzo potrzebuję pana pomocy. Mam dziecko niespełna roczne i znów jestem w ciąży. Nie chce mieć dziecka w tak krótkim odstępie czasu jedno po drugim. – W porządku, czego się pani po mnie spodziewa? – zapytał lekarz. – Chcę zakończyć ciążę i liczę na pana pomoc w tej sprawie. Doktor zastanowił się chwilkę i po krótkim milczeniu powiedział do kobiety: – Myślę, że mam lepsze rozwiązanie tego problemu i jest również mniej niebezpieczne dla pani. Uśmiechnęła się, sądząc, że lekarz przyjmie jej propozycję. A doktor mówił dalej: – Rozumie pani, żeby nie trzeba było troszczyć się o dwoje dzieci równocześnie, zabijmy to, które ma pani na rękach. W ten sposób będzie pani miała chwilę, żeby odpocząć zanim urodzi się to drugie. Skoro

chce pani zabić jedno, to nie ma znaczenia które. Nie będzie dzięki temu żadnego zagrożenia dla pani, jeśli wybierze to, które trzyma na rękach…” Tę krótką, ale pouczającą historyjkę widziałam niedawno w Internecie na dziesiątkach stron. Tych z gatunku pro-life. Dla kontrastu obrazek wyprodukowany przez (związaną z naszą panią marszałek Wandą Nowicką) Federację na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, lewicową grupę pro-choice, gdzie „choice” to „aborcja”. Oto młoda bizneswoman w eleganckiej spódniczce i żakiecie skacze pod niebo na tle oszklonych wieżowców. Skacze z radości i krzyczy: „Aborcja umożliwiła mi sukces!” Poniżej hasło: „Nie wahaj się! Wybierając aborcję, zwiększasz swoje szanse na rynku pracy”. Dziś powiem krótko. Upolityczniona „federa” zachęca do przyjęcia strategii po trupach do celu. Niestety, trup nie jest tutaj przenośnią…

Luty 2012 temat numeru: narzeczeństwo Drugi krok do miłości Zaczekani

4-7

rozmowa z charakterem Dominik Tarczyński

8-9

w trybach historii Polskie Państwo Podziemne

10

w trybach kariery Jak podejmować trafne decyzje?

11

pro-life 12-13 Syndrom poaborcyjny encyklopedia wiary Co będzie po śmierci?

14

inżynier ducha św. Gerard Majelli

14

b16/jp2 Kościół w Afryce

15

media pod lupą Etyka dzinnikarska

16

rodzynki radzyńskiego Fusy dodatnie

16

idźże, zróbże Wolontariat misyjny

17

misz-masz 18 festiwal filmowy 19

Redaktor naczelny: Magdalena Guziak-Nowak Redaktor prowadzący: Przemysław Radzyński Sekretarz redakcji: Agata Gołda Redaktor dodatków uczelnianych i PR: Karolina Pluta  Marketing: Marcin Nowak Zespół redakcyjny: Iwona Bielecka, Agnieszka Całek, Michał Chudziński, Marta Czarny, Diana Drobniak, Karolina Mazurkiewicz, Izabela Murzyn, Wojciech Podlewski, Mariola Rząsa, Tomasz Wierzbicki, Michał Wnęk DTP, layout: Marcin Nowak okładka: Marek Soroczyński Foto: Katarzyna Cieślik

Asystent kościelny: ks. Rafał Buzała Adres redakcji: ul. Wiślna 12/7, 31-007 Kraków Data zamknięcia numeru: 28 stycznia 2011 Nakład: 6000 egz. Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania tekstów  i zmiany tytułów.

współpraca

sekretariat.tryby@gmail.com Wydawca: Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej

Jesteśmy na: Akademii Górniczo-Hutniczej | Politechnice Krakowskiej | Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie | Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie

3


t e m a t n u m e r u > n a r z e c z e ń s t wo

M

ożna chwilowo zdecydować się na pracę zawodową, która nie przynosi nam wystarczającej satysfakcji, gdyż pracę mamy prawo zmienić. Jednak nikt rozsądny nie zdecyduje się na zawarcie małżeństwa, które już w punkcie wyjścia niepokoi, gdyż niektóre konsekwencje takiego błędu są nieodwołalne – tą mądrą myślą ks. dr. Marka Dziewieckiego, autora wielu książek o budowaniu dobrych relacji, zaczynamy naszą refleksję nad narzeczeństwem, które nazywamy „drugim krokiem miłości”. Drugim, bo pierwszy to chodzenie i towarzyszące mu szaleńcze zakochanie, a trzeci to podejście do

to brzmi – będziemy się wspierać na drodze do świętości. Z pewnością łatwiej jest, gdy pochodzimy z podobnych kulturowo środowisk i gdy mamy jednakowe spojrzenie na różne sprawy „tego świata” jak choćby politykę. Dramatem może być, gdy zbyt późno odkryjemy, że nasz ukochany popiera ugrupowania promujące aborcję czy rozwody, bo ile będzie warta złożona przez niego przysięga? Paradoksalnie do kupna pierścionka może zachęcić świadomość wad drugiej strony. Gdy wyrastamy z przesadnego uwielbienia i zaczynamy wzajemnie dostrzegać swoje niedoskonałości, a mimo to

pragniemy wspólnego życia, to jest to dobry znak. – Zakochanie wiąże się z idealizowaniem drugiej osoby. Zakochani nie mają swojego pełnego obrazu. Poza tym przesadnie dbają o to, jak są postrzegani. A miłość jest decyzją, aby być razem pomimo trudności i wad – przekonuje Katarzyna Marcinkowska, mężatka prowadząca warsztaty dla par, redaktor portalu za-kochanie.pl. A jaki wiek jest najlepszy na zaręczyny? Bliżej 20 czy bliżej 40? – Zdecydowanie bliżej 20! – odpowiada z entuzjazmem duszpasterz. – W każdej sytuacji warto pamiętać o mądrej zasadzie, że jeśli ona i on

nie mają już wątpliwości co do tego, że chcą zawrzeć małżeństwo, to już teraz powinni zdecydować się na zaręczyny i na wyznaczenie wstępnej daty ślubu, nawet wtedy, gdy z jakichś względów (np. ekonomicznych) muszą poczekać z zaślubinami jeszcze kilka lat. Dzieci, pieniądze i teściowie Jeśli pierścionek jest już na palcu, warto się zastanowić, jak najlepiej spożytkować ten cudowny czas. Katarzyna Marcinkowska przestrzega przed ślubno-weselną gorączką. – Narzeczeństwo to przygotowanie nie tylko do ślubu i wesela, ale przede wszyst-

Drugi krok miłości

stopnia ołtarza, gdy wszystkie wątpliwości i wszystkie „być może” zamieniają się na „na pewno”. Zarówno chodzenie, narzeczeństwo jak i małżeństwo są ważne w dorastaniu do pełni miłości i lepiej żadnego z tych etapów nie zaniedbywać. Kiedy się zaręczyć i po czym poznać, że nadszedł już czas na zrobienie „drugiego kroku miłości”?

– Z zawieraniem małżeństwa nie ma żartów. To najważniejsza decyzja, jaką podejmujemy w doczesności! Magdalena Guziak-Nowak i Marcin Nowak

– Decydowanie się na narzeczeństwo jest dojrzałe wtedy, gdy ona i on podejmują taką decyzję w całkowitej wolności i bez nacisków ze strony innych osób. Ważne jest to, by ta druga osoba była atrakcyjna dla nas fizycznie, a nie tylko psychospołecznie czy duchowo. Tym właśnie małżeństwo różni się od „zwykłej” przyjaźni. Formułując powyższą zasadę z perspektywy dziewczyny, można z uśmiechem powiedzieć, że dla niej najważniejsza jest duchowa i moralna dojrzałość kandydata na męża, pod warunkiem, że jest przystojny – mówi z uśmiechem ks. Dziewiecki. Ale to nie wystarczy. Powinniśmy się upewnić, że podobnie rozumiemy miłość, wierność i uczciwość małżeńską, wierzymy w te same ideały, mamy wspólne aspiracje oraz – jakkolwiek patetycznie 4

TRYBY nr 2(11)/2012

fot.: Archiwum M. M. Nowaków

Bliżej 20!

kim do małżeństwa i warto mieć to ciągle przed oczyma – zaznacza. – Dobre poznanie siebie nie zagwarantuje nam, że przyszłość nie przyniesie wielu trudności i niespodzianek. Dlatego warto nauczyć się rozmawiać, rozwiązywać konflikty, przemyśleć wspólną wizję małżeństwa, naszych celów. Dobrą inwestycją może być rozbudowany kurs przedmałżeński (np. organizowane w Krakowie przez oo. jezuitów „Przygotowanie dla Ambitnych”). W narzeczeństwie warto spędzać ze sobą więcej czasu. Razem chodzić na zakupy, by lepiej poznać swoje gusta, wybrać się na pierwszą wizytę do przyszłych teściów, poznać krewnych i przyjaciół ukochanego. Sensowną radę daje także o. Józef Augustyn SJ. W książce Sakrament małżeństwa. Mały poradnik dla narzeczonych i młodych małżonków sugeruje, by unikać tzw. sztucznych miejsc: „Zakochani i narzeczeni zbyt wiele czasu przebywają w miejscach nadzwyczajnych: w dyskotekach, kawiarniach, w kinach i innych miejscach rozrywki. Są to sztuczne miejsca, które dostarczają im wprawdzie wrażeń, ale nie uczą ich życia. Miejsca te pomagają im stworzyć nastrojowy klimat, ale jednocześnie maskują istniejące problemy, wzajemne różnice w podejściu do życia, konflikty.


t e m a t n u m e r u > n a r z e c z e ń s t wo

W tych sztucznych miejscach brakuje codzienności z jej obowiązkami, szarością życia, potrzebą wysiłku i ofiary. W kawiarni, restauracji, czy w kinie narzeczeni bywają obsługiwani. W życiu codziennym zaś sami muszą sobie służyć. Jeżeli chcą się poznać dobrze, winni więc często przebywać w naturalnych sytuacjach: przy pracy, w codziennych zajęciach domowych, we własnych rodzinach.” Narzeczeństwo to także odpowiedni moment, by porozmawiać o tym wszystkim, co ważne, a czego nie zdążyliśmy wcześniej przedyskutować. Na liście tematów obowiązkowych powinny się znaleźć dzieci i sposób ich wychowania, pieniądze oraz teściowie, czyli trzy najczęstsze powody kłótni małżeńskich. To czas, kiedy uczymy się dochodzenia do kompromisów i wprowadzamy w życie

zasadę św. Pawła: Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce (Ef 4, 26), czyli aby nigdy nie położyć się spać, zanim nie rozwiążemy trudnej dla nas sytuacji. Narzeczeństwo ma nas zahartować do życia małżeńskiego, w ogniu wyzwań wypróbować nasze charaktery. Jedną z takich prób jest na pewno trwanie w czystości. Wyznaczona data ślubu nie daje narzeczonym prawa do ich ciał, nawet jeśli miałby się on odbyć już jutro. Warto poczekać – Nie słyszeliśmy o rozwodach par, które wytrwały w czystości przed ślubem i przyjęły postawę czystości w małżeństwie – przekonują Beata i Marcin Mądrzy. – Nie spotkaliśmy ludzi, którzy powiedzieliby, że rozpasanie seksualne przed ślubem przyniosło im szczęście

Z ks. dr. Piotrem Gąsiorem, popularyzatorem św. Joanny Beretty Molli w Polsce rozmawia Magdalena Guziak-Nowak Czym są chrześcijańskie zaręczyny ze św. Joanną? – To uroczysta deklaracja pragnienia zawarcia sakramentu małżeństwa złożona w kościele. W Krakowie zaręczyny takie odbywają się w par. św. Józefa Oblubieńca NMP na os. Kalinowym w Nowej Hucie. Po homilii kapłan podchodzi do narzeczonych, którzy na zadane pytania odpowiadają, iż chcą poważnie przygotować

się do ślubu, pragną zachować czystość przedmałżeńską i proszą Boga o Jego błogosławieństwo na ten czas. Po tych słowach ksiądz udziela takiego błogosławieństwa i podaje do ucałowania relikwie św. Joanny. Narzeczony zakłada poświęcony pierścionek. Nie trzeba być w białej sukni i fraku (śmiech). Po co zaręczać się przy ołtarzu? – Potrzeba zaproszenia Chrystusa do swojego narzeczeństwa wynika

w małżeństwie. Natomiast dzwoni do nas coraz więcej małżeństw, które przyznają, że czystość w relacjach narzeczeńskich teraz umacnia ich więź, wierność, wspólne pasje, które rozwinęli przed ślubem. Mądrzy są rodzicami czworga dzieci. Swoimi doświadczeniami dzielą się podczas prelekcji dla młodzieży. Nie teoretyzują, nie straszą przykazaniami, ale pokazują korzyści, że ta droga jest warta walki. Młodzież i studenci proszą o konkretne rady, jak wytrwać. Wśród mądrych pomysłów Mądrych na twórcze i czyste randki są: oglądanie filmów, wspólne przebywanie w gronie znajomych, wysiłek fizyczny (np. chodzenie po górach, rower, rolki, bieganie), czytanie książek o przeżywaniu zakochania i etapach miłości oraz czasopisma „Miłujcie się!”, formacja duchowa (np. w duszpasterstwie akademickim). Sprawdza się także odwiedzanie dziadków, pomoc w zakupach i unikanie „okazji”, czyli częste wychodzenie do miejsc, gdzie są inni ludzie (teatr, muzeum, park, ogród botaniczny, koncert, kabaret, kawiarnia) oraz – nade wszystko – własny przykład. – Co mi dało czekanie ze współżyciem? – pyta retorycznie Beata. – Czuję się piękna w oczach męża, szanowana, wciąż zdobywana, dziesiąty rok odkrywana i jestem szczęśliwa. Marcin jest inżynierem, więc wyjeżdża na budowę na pomiary w całej Polsce. A ja

nie główkuję, z kim pojechał, nie dzwonię z pytaniem, co robi, nie sprawdzam, czy oby na pewno jest tam, gdzie mówił. Zaufanie zbudowaliśmy przed ślubem, a teraz żyjemy pełnią życia, bez trucia się oskarżeniami. Cel: ocean miłości Gdyby szukać jakiegoś poetyckiego środka wyrazu, porównalibyśmy miłość do rzeki. U źródła jest płytka, wąska, ale też rwąca i nieregularna, tak jak zakochani, którym towarzyszą wszystkie skrajne uczucia. Z biegiem czasu koryto rzeki staje się szersze, a nurt spokojniejszy. Rzeka nie jest tak nieprzewidywalna jak u źródła, ale za to coraz głębsza, dzięki czemu potrafi unieść ciężar powalonego drzewa. Przypomina nam narzeczonych, których miłość ma już solidne podstawy i nie zaszkodzi jej byle jaka burza. W końcu rzeka wpływa do morza lub oceanu. Taka jest miłość małżeńska – nie ma granic, a po sztormie zawsze szczęśliwie przychodzi spokój i radość. Ze wszystkich etapów miłości najbardziej podoba nam się małżeństwo. W dużym stopniu dlatego, że wielką wagę przywiązywaliśmy do niezmarnowania narzeczeństwa. Teraz to procentuje w myśl zasady, że jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.

przynajmniej z dwóch faktów. Po pierwsze, z miłości do Jezusa, którego chcemy zaangażować w naszą ludzką miłość i nie zapraszać Go dopiero na ślub, lecz wcześniej – na każda randkę. Po drugie, takie pragnienie wypływa z faktu miłości do narzeczonego, którego poleca się Jezusowi z troską, aby nic złego mu się nie stało.

swoim narzeczonym Piotrem, z którym umówiła się nawet na „triduum przedmałżeńskie”. Nie mogąc się fizycznie spotkać przed swoim ślubem, przez trzy dni modlili się osobno w dwóch różnych kościołach dedykowanych Matce Najświętszej. Każde z nich przyjmowało w tym dniu Komunię św. w intencji ukochanego.

Dlaczego narzeczonym towarzyszy akurat ta święta? – Bo św. Joanna jest patronką pięknej miłości i przyjaciółką ludzi, którzy się kochają. Uważała, że miłość jest najwspanialszym darem, jakim mógł nas obdarzyć Pan Bóg. Przeżywała ten dar ze

Zaręczyny ze św. Joanną odbywają się w pierwsze wtorki miesiąca. Chęć udziału w nabożeństwie wystarczy zgłosić telefonicznie lub bezpośrednio przed Mszą św. w zakrystii. Szczegółowe informacje na www.serenita.pl. 5


t e m a t n u m e r u > n a r z e c z e ń s t wo

fot.: Archiwum Iwony i Dominika x2

Zaczekani

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów… Ona – dusza niespokojna. Do stolicy Austrii przyjeżdża z zachodu Polski tuż po maturze. Marzy o studiach w Krakowie, więc zbiera fundusze i uczy się języka. On – ciekawy świata. W tym samym czasie zostawia wschodnią Polskę i rusza na studia do Wiednia. Z zapałem szkoli swój niemiecki i zgłębia naukowe tajniki. Jeszcze nie wiedzą o swoim istnieniu, choć może mijają się na ulicach. Gdybym też miał dar prorokowania… Zapach świeżo upieczonych pierników. Stoły uginają się pod ciężarem wigilijnych potraw. Sala duszpasterstwa polonijnego wypełniona jest po brzegi. Wśród uśmiechniętych twarzy są i Oni. Rozmawiają pierwszy raz i zaskoczeni odkrywają wspólną pasję. Życzą sobie w Nowym Roku wielu górskich szczytów zdobytych razem. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno Alpejskie granie przykrywa warstwa śnieżnego puchu. 6

TRYBY nr 2(11)/2012

Gdy zaś przyjdzie to, Aby znaleźć miłość, nie pukaj do każdych drzwi. co jest doskonałe, zniknie to, Gdy przyjdzie twoja godzina, sama wejdzie do co jest tylko częściowe twego domu, w twe życie, do twego serca… – mawiał Bob Dylan. Kiedy patrzymy z boku na naszą Upalne austriackie lato, historię, wydaje się, jakby mówił właśnie o nas. tłumy turystów szukają cienia Iwona Bielecka i Dominik Sidor Dla górołazów to czas na zimowe wypady. Na pierwszą wyprawę wiedeńska ekipa rusza jednak bez Niej, co dla Niego jest rozczarowaniem. Jednak iskra nie gaśnie – wspólne dyskusje o wspinaczce, czy kompletowanie sprzętu, rozniecają w Nim płomień. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest… Wiosenne promienie słońca otwierają nowy sezon górski. Wiedeń coraz częściej zostaje w tyle za kolejnymi pasmami Alp. Każdy wolny czas wykorzystują na wyjazdy w góry i treningi. Kolejne chwile spędzane z Nią utwierdzają Go w przekonaniu, że to nie tylko przyjaźń. Jednak Jego uczucie nie zostaje wtedy odwzajemnione. Ona, zdecydowana na

powrót do Polski, nie chce się wiązać. Jej plany są dla Niego gorzkim rozczarowaniem, mimo to wierzy, że do Jej wyjazdu coś jeszcze może się zmienić. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy Wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Czas, który powinien cieszyć, dla młodych Polaków zaczyna się od pożegnania duszpasterza akademickiego. Padre, wracający do Afryki, kończy swoją misję w Wiedniu – tak dobrze zna tych Dwoje i wie, co mówi, kiedy przewiduje Im wspólną przyszłość. Ona obraca to w żart – dla Niego są to słowa nadziei.

i chłodzą się w fontannach. Młodym alpinistom marzy się „spacer” po lodowcu i chłód górskiego powietrza. Dla Nich chcieć, to móc! Już w kilka dni później z czekanami, liną i rakami pną się w górę. Dachstein – spełniające się marzenie o wspinaczce w skale i lodzie. Tam, trzy tysiące metrów nad ziemią, na wszystko patrzy się inaczej. Ta iście alpinistyczna wyprawa sprawia, że w końcu i w Niej rodzi się prawdziwe uczucie. Razem z pokonywaną wysokością znikają wątpliwości, a przychodzi pewność, że góry chcą dać Jej nie tylko pasję, ale i górskiego partnera – na całe życie. Miłość we wszystkim pokłada nadzieję Fale Dunaju uderzają delikatnie w brzeg małej wyspy, na której spędzają wspólnie wiele wieczorów. Ciszę przerywają jedynie nieśmiałe rozmowy o czekającym Ich rozstaniu i zapewnienia o trwałości uczuć.


t e m a t n u m e r u > n a r z e c z e ń s t wo

Obiad przed ślubem? Nie tutaj. Na Wyspach Trobriandzkich nie było wesela czy też zaślubin – o fakcie zawarcia małżeństwa sąsiedzi dowiadywali się, gdy panna nie wróciła na noc do domu Diana Drobniak

Z

Lato niestety dobiega końca, ale nie to, co Ich łączy. Ona wyjeżdża do Krakowa, a On zostaje w Wiedniu, żeby skończyć studia. Choć martwią się o swój „związek na odległość” decydują się jednak spróbować. Przecież „nadzieja zawieść nie może”! Wszystko znosi, wszystko przetrzyma Godziny dzielące Ich do kolejnego spotkania płyną powoli. Dzieli ich 475 km. Dwa, trzy dni, które mogą spędzić raz w miesiącu razem wydają się być najbardziej oczekiwanymi chwilami w życiu. Poznawanie swoich rodzin, rekolekcje, sylwestrowa zabawa, wypady w góry, wyjście do kina i każda z chwil spędzanych razem, to czas, który jednak mija tak szybko. Ale – kiedy trzeba się rozstać – te dwie zaręczynowe obrączki, założone z dala od zgiełku całego świata, przypominają Im o tym, że już niedługo znowu będą razem. …a miłości bym nie miał, byłbym niczym Codzienność spędzana w samotności, szare wieczory i stęskniony głos w słuchawce

sprawiają, że być staje się o wiele cenniejsze niż mieć. W perspektywie wielu miesięcy rozłąki, dyplom uniwersytetu wiedeńskiego, kariera, prestiż i dobre pieniądze przestają być dla Niego ważne. Przekreślenie własnych planów nie jest takie proste, ale jest na to gotowy. Przenosi się do Krakowa – byle tylko mogli być RAZEM. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość… Na krakowskim Rynku unosi się zapach goździków i grzanego wina. Oni – szczęśliwi, bo tej rocznicy poznania się nie muszą już świętować osobno – cieszą się zwyczajnym spacerem. Znowu mogą rozmawiać bez końca – o ślubie w górach, domu na Podhalu i Koronie Ziemi… …z nich zaś największa jest Miłość. Te wspomnienia pokazują, że naprawdę warto zaczekać. To właśnie Miłość pozwoliła nam spotkać się na końcu świata, w czasie, w którym się Jej nie spodziewaliśmy. Przyszła nieproszona i zajęła w naszym życiu najważniejsze miejsce.

wyczaje narzeczeńskie są specyficzne dla każdego kręgu kulturowego. W niektórych zakątkach globu, jak choćby w Polsce, narzeczeństwo to bardzo ważny okres w życiu. Gdzie indziej, np. w krajach islamskich, ten czas w ogóle nie istnieje. Proponuję wam dzisiaj podróż na archipelag Wysp Trobriandzkich, znajdujący się w państwie Papua NowaGwinea. Na początku XX w. udał się tam nasz najsłynniejszy antropolog – Bronisław Malinowski, twórca szkoły funkcjonalistycznej i autor najżywszych dzienników o dzikich plemionach Melanezji – słynnych mieszkańcach owych wysp, Trobriandczykach. W monografii Życie seksualne dzikich bardzo dokładnie opisał zwyczaje związane z ich seksualnością, miejsce kobiet w wiosce, instytucję małżeństwa, rozwody, ciąże, charakterystyczną dla Trobriandczyków swobodę seksualną, a nawet wpływ snów erotycznych na ich codzienne zachowanie. Wspomniał także o narzeczeństwie. W tamtejszej kulturze miało ono dość „płynny” charakter. Po pierwsze, mieszkańcy wysp nie uznawali czegoś takiego jak „czystość przedmałżeńska”. Seksualna swoboda bez zobowiązań była dla nich normą. Można więc zażartować, że młodzież trobriandzka z chęcią kryła się w ciemnych krzakach, łódkach lub w domu niezamężnej ciotki, by oddawać się szczęśliwym chwilom. I choć z czasem rodziła się między młodymi głęboka więź i potrzeba bycia razem, motywy trobriandzkich mężczyzn do zawarcia małżeństwa nie były „szlachetne”. Tylko małżeństwo wynosiło ich na społeczny piedestał i przynosiło niemałe… korzyści materialne. Co ciekawe, owe korzyści przybierały formę dostarczania żywności nowemu małżeństwu przez… rodzinę małżonki. Ale, wracając do narzeczeństwa, które tutaj sprowadzało się do wyrażenia zgody na małżeństwo dziewczyny z jej mężczyzną, było ono wzajemnym obdarowywaniem się. Członkowie rodziny narzeczonej musieli złożyć trzy żywnościowe dary rodzinie narzeczonego, która odwzajemniała się kilkoma sztukami biżuterii. Potem następował czwarty dar ze strony ojca dziewczyny i można było uznać, że rodzice wyrazili zgodę. Na Wyspach Trobriandzkich nie było wesela czy też zaślubin – o fakcie zawarcia małżeństwa sąsiedzi dowiadywali się, gdy panna nie wróciła na noc do domu, a tym samym zjadła pierwszy posiłek ze swoim nowym mężem (przed małżeństwem pary nie mogły razem jeść!). Od tego momentu, ojciec dziewczyny musiał po każdych żniwach wysyłać nowemu gospodarstwu kosz pełen jedzenia. Paluwa, ojciec trzech córek i trzech synów, bardzo utyskiwał na swoją niedolę Malinowskiemu. Nie mógł ze swojego poletka oddać odpowiedniej porcji jedzenia rodzinom owych córek. Co gorsze, jedna z nich miała wyjść za mąż za syna wodza wioski, więc kosz owoców i warzyw musiał być odpowiednio bogaty.

7


wywiad z charakterem

Jest Pan reżyserem filmu opowiadającego historię Kolumbii. Dlaczego akurat ten kraj Pan wybrał? – Nie wybrałem. Często podkreślam na wielu spotkaniach, że był to przypadek. Osobiście wierzę, że dzięki Bożej Opatrzności się tam znalazłem i mogłem zarejestrować to świadectwo. Bo „Kolumbia – świadectwo dla świata” nie jest filmem i nie można go tak traktować. Opowiadając o nim, staram się unikać terminologii związanej z kinem. Dlatego też, wysyłając tą produkcję na Międzynarodowy Festiwal w Niepokalanowie, nawet na niego nie pojechałem. Nie sądziłem, że to świadectwo cokolwiek zdobędzie, a już na pewno nie marzyłem o pierwszym miejscu. I co się okazało? Wygrał. Myślę sobie, że to nie moje zdolności filmowe – bo w tej dziedzinie jestem amatorem – a świadectwo otrzymało tę nagrodę. Czym jest dla Pana Kolumbia jako państwo? 8

TRYBY nr 2(11)/2012

Propaganda Ewnangelii fot.: Magdalena Guziak-Nowak

Czym zajmuje się Pan zawodowo? – Z wykształcenia jestem prawnikiem. Moje magisterium pisałem w katedrze kryminologii, a temat pracy dotyczył zjawiska zwalczania sekt. Obecnie jestem doktorantem na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego i tam opracowuję również zagadnienie związane z sektami. Można powiedzieć, że jest to przedłużenie zakończenia studiów. Marzy mi się, aby ta praca była obywatelskim projektem zmiany ustawy o związkach wyznaniowych w Polsce. Dążę do uregulowania przynajmniej w niewielkim stopniu stanu prawnego, bo ten obecnie obowiązujący, ułatwia sektom funkcjonowanie i tworzenie się. Jeżeli chodzi o mój rozwój naukowy to właśnie idę w tym kierunku. Oprócz tego od paru lat pracuję w mediach. Przez ostatnie trzy byłem związany z Telewizją Polską, najpierw jako dyrektor TVP w Kielcach, później jako dyrektor w oddziale w Centrali na Woronicza. Wcześniej przez pięć lat mieszkałem Londynie, tam też pracowałem w Polskim Radiu – najpierw jako prezenter, później jako szef informacji.

Z Dominikiem Tarczyńskim, reżyserem filmu „Kolumbia – Świadectwo dla świata”, który to film jest manifestem wiary katolickich Kolumbijczyków i zdobywcą I nagrody na Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów Niepokalanów 2011 rozmawia Michał Wnęk. – Ten film w ogóle nie jest o Kolumbii, dlatego nie chciałbym się do niej odnosić jak do państwa. Można powiedzieć, że jest to obraz mówiący o sposobie myślenia, o obecności wiary w życiu człowieka zarówno w wymiarze osobistym, narodowym jak i państwowym. Kolumbia nie jest idealnym krajem, nie dysponuje perfekcyjnym systemem. Wręcz przeciwnie. Jest tam bardzo dużo problemów, nierówności i trudnych wyborów. Mogę jedynie odnieść się do tego, co zarejestrowałem, czyli słów, wydarzeń, których byłem świadkiem w Kolumbii. Widziałem wielką wiarę i oddanie się Bogu zarówno najważniejszych ludzi w państwie jak i zwykłych obywateli. Dla kogo Kolumbia może być świadectwem? – Wydaje mi się, że każdy może coś wnieść do swojego życia za przykładem tego państwa. „Kolumbię – Świadectwo dla świata” pokazuję już pół roku. Prawie codziennie odbywają się prezentacje w różnych miejscach Polski. Ostatnio w Białymstoku pokaz zgromadził prawie dwa tysiące ludzi. Mówię o tym dlatego, że pomimo ogromnej liczby

spotkań, ja w tym filmie cały czas odnajduję coś nowego, co mogę zestawić ze swoim życiem. Jak wymowna jest scena, kiedy prezydent Kolumbii mówi, że popełnia grzechy, jest słaby, ale jednocześnie twierdzi, że przez tą grzeszność ma świadomość bliskości z Bogiem. I podobnie jest ze mną. Może moje życie nie jest idealne, szczególnie teraz, kiedy przechodzę trudny okres, ale to świadectwo pomaga mi się nawracać. Mam nadzieję, że codzienne mówienie o tym świadectwie, o swojej słabości, o swojej wierze przybliża mnie do Boga. Myślę sobie, że Bóg wszystko dobrze poukładał w moim życiu i życiu naszego kraju. Ten film „rozpostarł skrzydła” dopiero teraz, mimo że zrealizowany został w 2008 r. Przez trzy lata kompletnie nikt się nim nie interesował. Wydaje mi się, że gdyby wtedy został rozpowszechniony, czyli zaraz po zakończeniu zdjęć, parę osób by się wzruszyło i poszło do domu. Ale teraz po 9 października 2011 r., wymiar tego filmu jest dla nas – Polaków potężny. Bóg wie, kiedy nawet najbardziej święte rzeczy powinny mieć miejsce w naszym życiu. Tak w wymiarze osobistym jak narodowym.

Jak zrodził się pomysł na realizację tego filmu-świadectwa? – Otrzymałem zaproszenie od mojego przyjaciela poznanego we wspólnocie, której byłem członkiem w katedrze Westminster. Wszystko zaczęło się od tego, że przez przypadek spotkał się on z grupą modlitewną z Kolumbii. To od nich dowiedział się o rzeczach i cudownych wydarzeniach mających miejsce w ich w kraju. Wiedząc, że jestem człowiekiem mediów postanowił, że musimy tam pojechać, aby zarejestrować te wszystkie przypadki i pokazać je światu. Wtedy wydawało nam się, że jest to kraj zapomniany. W filmie występują najważniejsze osoby: prezydent, przedstawiciele wojska, policji… – Prymas – przedstawiciel Episkopatu. Wszyscy najważniejsi, jeżeli chodzi o władzę świecką i kościelną. Ale też zwykli ludzie. Powiedział Pan, że Kolumbia nie jest łatwym krajem. Jak człowiek z Polski mógł dotrzeć do takich osób? – To jest cud. Przygotowania odbywały się krok po kroku. Poznaliśmy ludzi ze wspólnoty, oni mieli


r o z m owa z c h a r a k t e r e m

znajomych w armii, jeden z żołnierzy znał oficera, oficer miał znajomego generała a generał znał kogoś w rządzie. Więc teoretycznie przez znajomych znajomego doszliśmy do najważniejszych ludzi w państwie. Ale takie rzeczy nie zdarzają się normalnie. Sam fakt, że spotkaliśmy tych ludzi już jest cudem a sytuacja, że doszło do wywiadu z najważniejszą osobą w państwie, czyli prezydentem tylko to potwierdza. W dniu, kiedy pojawiliśmy się w pałacu, wybuchł najpotężniejszy konflikt z Wenezuelą. Wszystkie światowe media mówiły, że wybuchnie wojna, a my byliśmy prawie pewni, że prezydent odwoła spotkanie, ponieważ musiał wylecieć poza kraj na negocjacje. Zadzwoniliśmy do asystentki, aby się upewnić, a ona stwierdziła, że absolutnie nie. Prezydent Uribe przyjedzie, żeby dać świadectwo swojej wiary. Czy to, że pochodzi Pan z ojczyzny Jana Pawła II sprawiło, że traktowano całą ekipę filmową wyjątkowo? – Nie wydaje mi się. Oczywiście Ojciec Święty był wspominany bardzo często w naszych rozmowach, ale nie sądzę, aby nasza narodowość miała bezpośredni wpływ na podejście do nas. Jeżeli nawiązaliśmy do Papieża, proszę powiedzieć, jak jest on traktowany w Kolumbii? – Sądzę, że my – Polacy mamy z Kolumbijczykami wiele wspólnego. Po pierwsze, kochamy Matkę Bożą. U nich i u nas ta miłość do Maryi jest bardzo mocna. A drugą rzeczą jest miłość do bł. Jana Pawła II i ogromny szacunek. Myślę, że gdyby nie język można powiedzieć, że jesteśmy jednym narodem. Przez te dwa tygodnie czułem się jak w domu, pomimo że byliśmy po drugiej stronie kuli ziemskiej. Trafiają się zarzuty, że ten film jest stronniczy. Pan przyznał, że słyszał także określenie „laurka rządu kolumbijskiego”. – W filmach dokumentalnych pokazuje się rację obydwu stron. Ja nie poszukiwałem w tym świadectwie argumentów przeciw, dlatego

że ja nie traktuję tego projektu jako dokumentu. W opisie, który wszędzie upubliczniłem napisałem, że jest to manifest wiary. Zarzut, że nie pokazałem drugiej strony, do której często się odnoszę – mowa tu o lewicowych bojówkach – jest po prostu nietrafiony. Czy w takim razie można ten film nazwać propagandowym? – Myślę że tak. Z całą pewnością propaguje on Ewangelię. Ludzie w Ameryce Południowej postrzegani są za bardzo spontanicznych i okazujących radość. W środę popielcową nawet prezenterzy w TV mają nakreślony znak krzyża popiołem na czołach. Czy to nie przekłada się na pewnego rodzaju powierzchowność wiary? – Tak samo jak Jan Paweł II przyjął Indian, którzy tańczyli przed nim w czasie Mszy św. podczas jego wizyt w Afryce, tak samo my musimy szanować lokalne tradycje związane z duchowością. Polacy często postrzegają Kościół katolicki przez pryzmat Polski, co jest bzdurą. Kościół powszechny jest tak cudowny, bogaty i wspaniały, że musimy go poznać. A my – z ubolewaniem muszę to stwierdzić – nie znamy go. Przykładem może być moje życie. Nawróciłem się w pogańskiej Anglii w 2003 r., gdzie ochrzczonych jest tylko 3 proc. ludzi. Zdjęcia do filmu trwały dwa tygodnie. Czy to nie za krótko, aby mieć prawidłowy odbiór tego państwa? – Nie. Bo tu nie o Kolumbię chodzi, a o sposób myślenia. Nie pojechałem tam badać państwowości, tylko aby zarejestrować świadectwo najważniejszych ludzi w państwie. Na każdym pokazie powtarzam: wyobraźcie sobie, że słowa, które słyszycie wypowiada polski prezydent, polski szef sił specjalnych, szef MON-u czy generał policji! Chodziło o to, że ja jako Polak pojechałem do kraju, który jest głównym producentem kokainy, jest formalnie w stanie wojny domowej, a który staje się świadectwem dla katolickiej Polski Jana Pawła II

i św. Faustyny Kowalskiej. Bo nie o państwowość tu chodzi a o świadectwo! Mogę dopytać o Pana nawrócenie? – To takie typowe nawrócenie Pawłowe. Ja byłem katolikiem-folklorystą, z tradycyjnej katolickiej rodziny. Przeżyłem jednak definitywne nawrócenie, ożywienie i jakby moja świadomość się kompletnie zmieniła. Czy to było jedno zdarzenie, czy musiał Pan do tego dojrzeć? – To było jedno zdarzenie, żadnego dojrzewania. W jeden dzień, jedna modlitwa i Bóg mnie uwolnił od wszystkich nałogów. Kompletna przemiana fizyczna i duchowa.

Jakie są Pana plany zawodowe na najbliższą przyszłość? – Do zrealizowania zostały mi jeszcze dwa filmy. Jadę na Węgry i tam będę przygotowywał materiał o tym, co dzieje się w tym kraju. Mam też zamiar spotkać się z premierem Orbanem. Rozpocząłem film dotyczący największego sanktuarium Maryjnego na świecie, byłem jakiś czas temu na Filipinach, żeby zarejestrować pierwsze zdjęcia, teraz lecę znowu, by móc pokazać progres tego projektu. Planuję także podróż do Rzymu, aby zrealizować trzecią część „Egzorcysty”, czyli mojej rozmowy z o. Gabriele Amorthem. Dziękuję za rozmowę.

Oczami Kolumbijki Na kilka pytań dotyczących Kolumbii odpowiedziała Perly Perdomo, pochodząca z Neivy (miasto w południowo-zachodniej części kraju). Tłumaczyła Karolina Pluta. Jak Kolumbijczycy podchodzą do ofiarowania kraju Najświętszemu Sercu Pana Jezusa? – Jesteśmy szczęśliwi jako ci, którzy kochamy Jezusa i wiemy, że On nie pozwoli prześcignąć się w hojności wobec tych, którzy powierzą się Jemu. Jednak ci, którzy nie podzielają katolickich poglądów lub nie uznają form wyrażania jakiejkolwiek religii, uważają, że jest to fanatyzm, niektórzy nazywają to błazenadą, nie zgadzają się z tym aktem, a nawet szydzą z niego. Czy Kolumbia jest bezpiecznym krajem? – Jeśli mamy na myśli partyzantkę lub przestępczość uliczną, myślę, że mogę przyznać, że Kolumbia jest teraz krajem mniej niebezpiecznym niż jeszcze 10-15 lat temu. Podróże po kraju wiązały się dawniej ze sporym niebezpieczeństwem ze strony partyzantów. Obecnie zagrożenie to jest znacznie mniejsze, choć nie zniknęło całkowicie. Podobnie, można bez obaw chodzić po ulicach, choć oczywiście są takie rejony, w których lepiej nie bywać w niektórych godzinach. Podobno niektórzy rebelianci wracają do normalnego, cywilnego życia? – Tak, niektórzy porzucają partyzantkę lub grupy kryminalne. Nie wiem, czy w jakiś sposób ułatwia się im cywilne życie lub czy mają jakieś gwarancje ze strony rządu. Jednak jedni odchodzą, a inni dołączają. Ucina się główkę partyzantki, a już pojawia się jej zastępstwo. Moim zdaniem, zło nie skończy się, dopóki ludzie będą daleko od Boga. Niektórzy obwiniają Boga za czyny Jego stworzeń: czy to z powodu bałaganów, czy przestępstw policji, wojska, innych instytucji publicznych, nawet takich, które – jak się wydaje – mają coś wspólnego z religią, Bogiem. Dzieje się tak, że ludzie winią bezpośrednio Boga za to, co tamci zrobili i nie są w stanie zrozumieć, że jeśli człowiek czyni zło, to dlatego, że nie ucieka się do Boga, bo On na takie rzeczy się nie godzi. 9


w trybach historii

Zbrojna siła

Polskiego Państwa Podziemnego

Szkolenia wojskowe były jedną z form działalności konspiracyjnej

fot.: Archiwum Józefa Pluty x2

Komorowski. Ostatnim dowódcą był gen. Leopold Okulicki ps. „Niedźwiadek”, pełniący tę funkcję do momentu rozwiązania Armii Krajowej 19 stycznia 1945 r.

Jeszcze nie umilkły odgłosy wrześniowej kanonady artyleryjskiej, a już 27 września 1939 r. utworzona została przez gen. Michała Karanecina-Tokarzewskiego Służba Zwycięstwu Polski. Zapoczątkowała ona funkcjonowanie Polskiego Państwa Podziemnego. Siłą zbrojną tej struktury stała się Armia Krajowa – najsilniejsza armia podziemna na terenie Europy, jaka działała w tym czasie. Józef Pluta Geneza Armii Krajowej Decyzją Naczelnego Wodza i premiera gen. Władysława Sikorskiego 13 listopada 1939  r. powołano Związek Walki Zbrojnej (ZWZ) z siedzibą we Francji. Po przeniesieniu rządu polskiego i władz wojskowych do Wielkiej Brytanii, utworzono Komendę Główną w kraju pod dowództwem gen. Stefana „Grota” Roweckiego. 14 lutego 1942  r. ZWZ zostało przemianowane na Armię Krajową. Po aresztowaniu gen. „Grota” przez Niemców, dowództwo AK objął gen. Tadeusz „Bór”

Ręcznie przygotowywane materiały szkoleniowe AK

10

TRYBY nr 2(11)/2012

Funkcjonowanie Pierwszym elementem Polskiego Państwa Podziemnego była działająca w konspiracji administracja cywilna, obejmująca okręgowe i powiatowe Delegatury Rządu. Dotyczyły one takich dziedzin życia jak: tajne nauczanie, sądy cywilne i wojskowe, plany odbudowy państwa. Drugi pion – wojskowy – to Armia Krajowa, której podstawowym zadaniem była odbudowa państwa polskiego poprzez walkę zbrojną w warunkach podziemia. Doprowadzić do tego miało ogólnokrajowe powstanie zbrojne, odtworzenie sił zbrojnych i walka frontowa o wyzwolenie Polski spod okupacji oraz ostateczne wytyczenie granic państwa. Podstawowym elementem walki konspiracyjnej były: działalność informacyjno-propagandowa, wojna psychologiczna z Niemcami (kolportaż ulotek dyskredytujących hitlerowskiego okupanta), wywiad wojskowy na rzecz koalicji antyhitlerowskiej (m.in. dotyczący broni V1 i V2), sabotaż gospodarczy i przemysłowy, dywersja zbrojna i walka partyzancka. Gromadzono oraz produkowano broń i sprzęt wojskowy. Oddziały dywersyjne i partyzanckie AK przeprowadziły wiele akcji, takich jak: wysadzanie torów kolejowych i pociągów, rozbijanie więzień oraz uwalnianie aresztantów, zamachy na funkcjonariuszy aparatu okupacyjnego i policyjnego, pomoc konspiracji żydowskiej, udaremnianie ściągania przymusowych kontyngentów i danin czy dezorganizacja sieci łączności (pod nadzorem instruktorów tzw. cichociemnych). Akcja „Burza” i zmierzch PPP Na skutek zmian w sytuacji militarnej i politycznej dotychczasowy plan powstania ogólnonarodowego zrewidowano, opracowując nowy plan operacyjny pod kryptonimem „Burza”. Miał on na celu walkę z Niemcami w czasie ich odwrotu oraz jednoczesne wystąpienie władz Rzeczpospolitej Polski i dowództwa AK na wyzwolonych terenach jako suwerenów wobec wkraczających wojsk sowieckich. W obliczu zbliżającej się do granic Warszawy ofensywy radzieckiej, dowództwo AK zadecydowało o wybuchu powstania 1 sierpnia 1944 r. Heroiczna bitwa o Warszawę z przeważającymi wojskami niemieckimi trwała 63 dni i zakończyła

się kapitulacją, pomimo sporadycznej pomocy aliantów. Epizod ten był uhonorowaniem istnienia Polskiego Państwa Podziemnego, ewenementu na skalę światową w okresie II wojny światowej. Całokształt dokonań tego „organizmu” jest wzorem do naśladowania i trwałej pamięci współczesnego pokolenia Polaków o przodkach, którzy nie szczędzili daniny krwi i życia w obronie ojczyzny.

Pamięć o AK w murach krakowskiego muzeum Od lipca będzie można podziwiać wystawę stałą, poświęconą głównie Polskiemu Państwu Podziemnemu i jego działaniu – zapewnia Adam Rąpalski, dyrektor Muzeum Armii Krajowej w Krakowie. – Muzeum od 10 lat zbierało artefakty, pamiątki historyczne, tworzyło bibliotekę, a uroczyste otwarcie nastąpi w dniu Polskiego Państwa Podziemnego 27 września 2012 r. Co można zobaczyć w Muzeum? – Obecnie mamy dwie wystawy, pierwsza to zbiory dokumentacji, opracowana z okazji otwarcia Muzeum we wrześniu ubiegłego roku. Druga związana jest z logistycznym wsparciem Armii Krajowej, np. lotami wojsk alianckich, zaopatrującymi w żywność czy medykamenty. Można zobaczyć oryginalny pakiet zrzutowy – paczkę zawierającą angielską czekoladę, suchary, papierosy, a także fragmenty ostrzelanych samolotów, mundury, hełmy i inne oporządzenie. Luty to ważny miesiąc dla Muzeum. – 24 lutego to rocznica śmierci gen. Emila Fieldorfa „Nila”. Był to pierwszy emisariusz przerzucony do Polski, po sfingowanym procesie skazany na śmierć w 1952 r. Pełnił funkcje dowódcy Kedywu (Kierownictwo Dywersji) KG AK, zastępcy dowódcy AK gen. Leopolda Okulickiego. Także jego związek z Krakowem zdecydował, że stał się patronem naszego Muzeum (urodził się i kształcił w Krakowie – przyp. red.) Rozmawiała Karolina Pluta

Adres Muzeum: ul. Wita Stwosza 12 www.muzeum-ak.krakow.pl


w t r y b a c h ka r i e r y

fot.: flickr.com Julia Manzerowa

Jak podejmować trafne decyzje?

„Nie można się cofnąć. Dlatego właśnie decydowanie jest takie trudne. Musisz podjąć słuszną decyzję, ale tak długo, jak długo wybierasz, wszystko jest możliwe” – film „Mr. Nobody” w reżyserii Jaco Van Dormaela, z którego pochodzą te słowa, porusza problem tak powszechny jak jedzenie czy oddychanie. Alicja Chmielewska Decyzje, które podejmujemy w życiu są naszym zobowiązaniem, gdyż wiążą się z rezygnacją z innych opcji i koniecznością konsekwentnego przyjęcia skutków podjętych działań. Nikt inny, tylko my sami będziemy ponosić ich konsekwencje. Jest to ogromna odpowiedzialność, której w dodatku nie można uniknąć. Brak podejmowania decyzji oznacza bierność oraz stanie w miejscu, co w efekcie jest też zgodą na podporządkowanie się i pozwoleniem, by inni decydowali o naszym życiu. Dotyczy to zarówno życia prywatnego, jak i zawodowego. W momencie, gdy stajemy się dorośli, zaczynamy podejmować samodzielnie pewne postanowienia. Jednak nie zawsze wiąże się to od razu z pełną za nie odpowiedzialnością. Studia są jeszcze okresem, gdzie mamy pewną „taryfę ochronną” w postaci wsparcia rodziców, stypendiów uczelnianych, zniżek i innych ułatwień. Niestety, studia nie trwają wiecznie i zanim się skończą, my zostaniemy wrzuceni na głęboką wodę samodzielności. Dlatego warto odpowiedzieć sobie na pytanie „co dalej?”. Podejmowanie decyzji jest istotnym i nieuniknionym działaniem, ale nie oznacza to wcale, że jest proste. Wie o tym

każdy, kto choć raz zdecydował błędnie i na własnej skórze odczuł tego konsekwencje. Na skutki naszych postanowień wpływa tak wiele czynników, że nie da się w 100 procentach uniknąć porażek. Zwłaszcza jeśli chodzi o przyszłe życie zawodowe. Zależy ono od wykształcenia, dodatkowych umiejętności, cech osobowościowych, preferencji związanych z trybem, miejscem, czasem i sposobem pracy oraz wielu innych zmiennych. Są jednak pewne sposoby, by świadomiej decydować. Zacząć należy od tego, że jeżeli nie wiemy, co chcemy zrobić, najpierw powinniśmy zrezygnować z tego, czego robić nie powinniśmy. Zaprzestanie realizacji tego, co jest dla nas zbędne daje pole dla tego lepszego. Tym polem może być czas, zaangażowanie czy środki finansowe. Drugą istotną kwestią jest uświadomienie sobie rzeczywistej potrzeby, której zaspokojenie powinno być głównym motywatorem podejmowanych decyzji. Wyznacznikiem sukcesu powinna być dla nas realizacja tego celu, a ten z kolei powinien być jasno zdefiniowany. Cel to coś, co musimy mieć zawsze określone na początku naszych wyborów. To on naświetla nam kierunek, pozwala trzymać się go i postępować do przodu.

Bardzo przydatne w planowaniu jest, poza ustaleniem celu ogólnego, wypisanie celów szczegółowych, czyli efektów, które będą kolejnymi krokami do realizacji naszej rzeczywistej potrzeby. Zawsze w tworzeniu takiej listy przydatne jest pozyskanie jak największej ilości informacji na interesujący nas temat. Wiedza ta nie tylko pozwala podejmować trafniejsze decyzje, ale też bardzo często uświadamia istnienie niedostrzeganych wcześniej opcji. Niezwykle istotnym, a często bagatelizowanym działaniem zarówno na etapie ustalania celów jak i planowania działań jest zadawanie pytań. Pytania pobudzają umysł do myślenia, szukania i znajdowania odpowiedzi. Bardzo często podejmujemy złe decyzje tylko dlatego, że nie poprzedziliśmy ich kilkoma prostymi pytaniami, takimi jak: Co chcę osiągnąć? Co muszę zrobić, aby to osiągnąć? Jakie cechy powinnam/powinienem mieć, by to zrealizować? Jakie znam możliwe rozwiązania? Czy mam wszystkie informacje, które mi są potrzebne? Czy czuję się dobrze z podjętą decyzją? Takie oraz podobne pytania pozwalają nie tylko na bardziej realistyczne spojrzenie na problemy, które rozwiązujemy, ale również na samo nastawienie do nich. W podejmowaniu każdej decyzji, a zwłaszcza takiej, która wpływa ostatecznie na nasze życie, istotne jest pamiętanie o takich czynnikach, jak: uczciwość wobec siebie, przewidywanie i motywacja. Optymistycznie zakładanie rozwiązań może być podbudowujące, ale też bardzo ryzykowne. Czasami znacznie lepiej jest spojrzeć krytycznie na zasoby, które ma się do dyspozycji i odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie, czy jest to nasz atut czy przeszkoda. Znając zasoby i otoczenie, warto przewidzieć przynajmniej kilka sytuacji, które mogą się wydarzyć jako efekt podjętej decyzji. Nawet jeśli nie uda nam się przewidzieć wszystkich, to i tak będziemy silniejsi o te, które wcześniej przeanalizowaliśmy. Motywacja jest chyba najistotniejszym determinantem trafnych decyzji i sukcesu. Najprościej mówiąc, jeśli chcemy coś osiągnąć, musimy chcieć tego bezwzględnie. Dlatego ważne jest, by na samym początku uświadomić sobie rzeczywisty cel naszych dążeń. Jeżeli dotyczy on życia zawodowego, czasami naszą największą potrzebą nie jest praca w zawodzie, lecz na przykład wysoka pensja, praca społeczna lub taka, która umożliwia kontakt z ludźmi. Dla jednych najbardziej trafną decyzją będzie wybór ścieżki kariery w znanej międzynarodowej korporacji, dla innych sukcesem okaże się założenie małego przedsiębiorstwa, a jeszcze innym największą satysfakcję da przekazywanie wiedzy nabytej na studiach dzieciom w szkole. W wyborze drogi zawodowej nie chodzi o to, by stawać się lepszym od innych. Ważne, by stawiać sobie coraz wyższą poprzeczkę. 11


pro-life

Syndrom Nie od dziś jesteśmy świadkami brutalnej wojny, która toczy się między cywilizacją śmierci a cywilizacją życia, gdzie ceną tej długoletniej walki jest ponad miliard uśmierconych ludzi. To więcej niż rezultat wszystkich wojen w historii ludzkości. Magdalena Antkowiak

poaborcyjny Aborcja zwiększa ryzyko problemów psychicznych o 81% - wynika z badań na ponad 800 000 osób Przebyta aborcja zwiększa o 81 % ryzyko wystąpienia problemów ze zdrowiem psychicznym u kobiety – wynika z metaanalizy opublikowanej przez prof. Priscilla K. Coleman w „British Journal of Psychiatry” (2011). W metaanalizie stwierdzono, że 10% stwierdzonych problemów ze zdrowiem psychicznym jest związanych z przebytą przez kobiety aborcją. Metaanaliza obejmowała 22 studiów naukowych opublikowanych w latach 1995-2009, przeprowadzonych na łącznie 877 181 osób badanych, z czego 163 831 dokonało aborcji. Priscilla K. Coleman, Abortion and mental health: quantitative synthesis and analysis of research published 1995–2009, The British Journal of Psychiatry (2011) 199: 180-186

fot.: Petr Kratochwil, publicDomainPictures.net

12

TRYBY nr 2(11)/2012


pro-life

A

borcja, bo o niej mowa, nie rodzi się w próżni. Często podejmowana jest pod wpływem nacisku osób najbliższych – partnera, rodziny. To lęk przed ich odrzuceniem jest powodem tak drastycznego kroku. Wiele kobiet jest przekonanych, że nie ma innego wyjścia, jak tylko zabicie własnego dziecka, gdyż wtedy wszystko wróci do poprzedniego stanu – do normalności. Najgorsze w tym przypadku jest to, że rodzina i przyjaciele nie wyprowadzają ich z tego mniemania. Toczy się między nimi cicha wojna, w której najczęściej słabszy przegrywa. Jak wiemy, na wojnie są zabici i ranni. W przypadku aborcji zabite jest nienarodzone dziecko, rannym zaś zostaje matka, która przeżywa skutki swego czynu. Kolejną ofiarą jest niedoszły ojciec i rodzina ofiary. W większości przypadków matka nienarodzonego dziecka odwraca się przeciwko nim, przeciwko tym, którzy zamiast pomóc, zachęcali ją do morderstwa. Niestety, problem ten jest mało znany i rzadko podejmowany w naszym społeczeństwie, dlatego też często mamy fałszywy obraz ludzkiego dramatu. Aborcja rodzi smutek Stan cierpienia, który jest wynikiem aborcji, często nazywany jest syndromem poaborcyjnym. Pojęcie to, mimo tego że znalazło się w podręcznikach diagnoz chorób psychicznych, do dzisiaj budzi wątpliwości w środowisku lekarskim. Aborcja to nie tylko przerwanie niechcianej ciąży. To amputacja cząstki własnego ciała i uśmiercenie już poczętego życia, które pozostawia w psychice każdej kobiety nieodwracalne zmiany. Jednym z objawów załamania tego rodzaju jest ponowne przeżywanie całego procesu. Przypominają się okoliczności tego zdarzenia: pora dnia, zapachy, a także zachowania spotkanych osób. Często też występują koszmary senne i majaki, w których słyszy się płacz własnego nienarodzonego dziecka. Każda kolejna rocznica usunięcia ciąży przynosi następną porcję smutku i bólu,

co dostrzegalnie wpływa na emocje i zachowanie kobiety. Innymi symptomami takiego stanu jest poczucie bezsilności, niezadowolenie i niekiedy brak sensu życia. Pojawiają się również problemy w relacjach z najbliższymi oraz niechęć do współżycia seksualnego. W umyśle chorej pojawia się pesymistyczny obraz przyszłości, który starannie w sobie pielęgnuje, uważając, że na nic więcej nie zasługuje. Kumulacja tych uczuć najczęściej prowadzi do nowych problemów, a w ostatecznym rozrachunku do załamania nerwowego i depresji. Pojawiają się wtedy myśli samobójcze i niska ocena własnej wartości. Trudność sprawia wybaczenie sobie nawet najdrobniejszego uchybienia. Dolegliwości te mogą trwać co najmniej miesiąc. Mogą nawet przeciągnąć się do ponad sześciu miesięcy. Niestety, często jest tak, że objawy te często pojawiają się potem cyklicznie. W Polsce, mimo tego że nie brakuje kobiet dotkniętych syndromem poaborcyjnym, problem ten jest rzadko zauważany. Niewystarczająca wiedza u lekarzy, psychologów, a także księży na ten temat, powoduje brak udzielenia należytej pomocy, gdyż nie są oni w stanie postawić prawidłowej diagnozy. Niektórzy psychiatrzy tak naprawdę boją się tego tematu, twierdząc, że to wymysł fundamentalistów katolickich. Na podstawie ich argumentacji można tylko stwierdzić, że najbardziej zbrodniczy przesąd, iż człowiek poczęty nie jest jeszcze człowiekiem, może się utrzymać tylko wśród najbardziej ograniczonej ciemnoty umysłowej. W XXI w., gdzie tyle wiemy o człowieku i jego kolejnych etapach życia, wydaje się to dziwne i nie napawa nas nadzieją na lepsze jutro. Tak naprawdę dobra znajomość objawów syndromu poaborcyjnego pozwala na szybkie zdiagnozowanie choroby i na sprawne leczenie jej ofiary. W jedności siła??? Psychiczne i duchowe leczenie niedoszłej matki jest bardzo trudne i długotrwałe.

Wymagania wobec niosących pomoc są bardzo wysokie. Dla psychologa ból kobiety to często zespół stwierdzonych i dostrzegalnych objawów, które ograniczają codzienne życie pacjentki i jej dobre samopoczucie. Bierze on pod uwagę to, co dokonana aborcja znaczyła i jakie będą jej skutki w przyszłości dla samej kobiety i jej bliskich. Lekarz skupia się na diagnozie i dalszym leczeniu pacjentki, aby pomóc jej w normalnym funkcjonowaniu w społeczeństwie. Duchowny natomiast uważa, że cierpienie ma swoje źródło w samej decyzji usunięcia własnego dziecka, które jest nie tylko darem od Boga, ale też częścią samej kobiety. Duchowa terapia polega na powrocie pacjentki do stanu, w którym matka zabitego dziecka osobiście doświadczy miłości i przebaczenia Boga. Żaden z obu punktów widzenia nie powinien się sobie przeciwstawiać ani być oddzielnie rozpatrywany, ponieważ psychologia i duchowość uzupełniają się w tej dziedzinie na każdym etapie leczenia. Fachowe podejście psychologiczne daje nadzieję na rozwój duchowy, co sprzyja dalszemu rozwiązywaniu problemu w perspektywie wiary. Psychoterapia bowiem byłaby nieskuteczna, gdyby nie zawierała rozpoznania życia religijnego kobiety. Ksiądz nie może negować z kolei potrzeby psychoterapii twierdząc, że Bóg zrobi wszystko za nas. Terapia przebiega w kilku etapach. Aby dotrzeć do końca, a tym samym uleczyć chorą, trzeba skrupulatnie przejść przez każdy z nich. W ostatniej fazie wchodzimy w wymiar życia duchowego pacjentki. Odsłania się także cel całego procesu – integralność duszy, ciała i ducha, z której płynie spokój wewnętrzny. Pacjentka została w ten sposób przygotowana do duchowego poznania tego, czego dowiedziała się podczas terapii – nie musi być doskonała, aby była kochana. Nie znaczy to, że jej czyn został usprawiedliwiony. Ogromną rolę odgrywa tu ksiądz, który podejmuje współpracę z lekarzem. Musi dokładnie zapoznać się przebiegiem terapii

w poprzednich fazach. Musi też mieć na uwadze traumatyczne doświadczenia kobiety, sytuację, gdy została porzucona i lęki, które uniemożliwiały zdrowe relacje z innymi osobami. Konieczna jest też kilkudniowa modlitwa, dzięki której duchowny jest w stanie znaleźć sposób na udzielenie pomocy. Przyjęcie roli terapeuty wymaga pokory, gdyż sami czasami nie jesteśmy lepsi czy silniejsi od ofiary zabiegu usunięcia ciąży. Dialog między pacjentką a księdzem jest rozmową dwojga przyjaciół, osób równych sobie, grzeszników. Łatwiej jest wtedy przyjąć postawę współczującą i umacniającą. Bowiem współczucie, poprzez potwierdzenie faktu, że aborcja zabrała niewinne życie ludzkie, ma szansę doprowadzić do uleczenia chorej. Terapia duchowa i psychiczna ofiary syndromu poaborcyjnego ma na celu pogodzenie się kobiety samej z sobą, aby w ten sposób stała się kimś pełnym. Zmienia się w ten sposób nie tylko jej pogląd na dokonany czyn, ale i na swoją przyszłość. Możemy wtedy zaobserwować oznaki tego uzdrowienia: stosunek do nienarodzonego dziecka, do samej siebie, relacja z Bogiem, zmiana stosunku do najbliższych, pojmowanie miłości. W momencie dostrzeżenia tajemnicy Boskiego daru życia przez matkę dziecka nienarodzonego uzdrowienie staje się faktem. Już dziś wiemy, że milczenie o syndromie poaborcyjnym nie przynosi pokoju. Czy ktokolwiek z nas zainteresował się, gdzie leżą groby tych nienarodzonych istnień Bożych? W jaki sposób przebiegają pogrzeby takich dzieci? Nie. Takie cmentarze są nieme. Nie możemy jednak tego samego powiedzieć o ich matkach. Cierpienie kobiet poddających się aborcji krzyczy do nas dzień po dniu i to od nas zależy, czy je usłyszymy i przyjmiemy w ten sposób prawdę do wiadomości. Już czas na to, abyśmy uświadomili sobie, że aborcja niesie za sobą niszczące fizycznie i duchowo skutki. A także to, że możliwe jest uzdrowienie.

13


inżynier ducha | encyklopedia wiary

G

erard urodził się w 1726 r. we Włoszech. W wieku 12 lat stracił ojca i to na nim spoczął obowiązek utrzymania całej rodziny. Mimo trudności zawsze z pokorą powtarzał „Widocznie taka jest wola Boga”. W 1747  r. rozpoznał wielkie powołanie do kapłaństwa. Swoje pierwsze kroki skierował do zakonu kapucynów. Ci jednak odrzucili jego wniosek, a on mimo porażki próbował dalej. Życie Gerarda odmienili redemptoryści. To ich postanowił poprosić o przyjęcie, które niestety spotkało się z odmową. Nie poddawał się – uciekł z domu, w którym zamknęła go matka, przez okno po sznurze zrobionym z prześcieradła i pobiegł za zakonnikami. Ci, widząc jego desperację, z wielkimi oporami przyjęli go i od razu spisali na straty. Mało kto wierzył w jego możliwości, a on na przekór wszystkim oszczerstwom okazał się bardzo pojętny i zdolny. Swoją upartością uzyskał wiele, ale również wiele zdziałał. Szczególną opieką objął grzeszników. Bardzo zależało mu na tym, by każdy w sposób odpowiedni skorzystał z sakramentu pokuty i mógł w pełni uczestniczyć w dziele zbawienia. Z wielu legend można encyklopedia wiary

Co będzie po śmierci? Michał Wnęk

odpowiedź

Śmierć to dopiero początek

14

Niebo i biblijny Eden często są mylone i traktowane jako synonimy. Nic bardziej mylnego. Raj Adama i Ewy istniał tutaj na Ziemi, stworzony i zaprojektowany przez Boga jako miejsce wyciszenia, harmonii i zgodności. Stał się on kontrastem do tego świata, w którym żyje człowiek. Kwestii Nieba natomiast nie można rozpatrywać w ramach pojęć materialnych i fizycznych. To raczej stan, w którym dusza dostępuje optymalnego zjednoczenia się z Bogiem. Dlatego też otrzymaliśmy życie ziemskie, aby samemu wybrać, czy chcemy podążać za nauką Jezusa, czy od niej odstąpić. Według nauczania Kościoła opartego na Tradycji dusza człowieka po śmierci trafia na sąd szczegółowy i to na nim zadecydujemy, gdzie spędzimy wieczność. Tak, zadecydujeMY, bo w tej najważniejszej dla nas sprawie sami będziemy sędziami. Zobaczymy swoje zachowania, abyśmy mogli odnieść je do życia Jezusa i stwierdzić, w jakim stopniu byliśmy TRYBY nr 2(11)/2012

Upartość – droga do świętości Bardzo kochać Pana Boga, być zawsze zjednoczonym z Bogiem, czynić wszystko dla Niego, kochać wszystkich ze względu na Niego, wiele dla Pana Boga cierpieć. Jedyne co się w życiu liczy, to pełnienie woli Bożej – to było największe pragnienie św. Gerarda Majelli. Ten niepozorny, jak wielu go oceniało „bezużyteczny” święty, okazał się z woli Bożej – wielki w małości. Karolina Mazurkiewicz się dowiedzieć, że potrafił on wyjawić ludziom ich grzechy, ukryte w sercu bardzo głęboko i dawał im dar odwagi, by mogli je wyznać podczas spowiedzi. Gerard był również bardzo zatroskany o kobiety w stanie błogosławionym. Jak czytamy w jego życiorysie, po wizycie u rodziny Pirofalo, jedna z córek gospodarza zwróciła uwagę Gerardowi, że zostawił swoją

chustkę do nosa. W odpowiedzi usłyszała: „Zatrzymaj ją sobie, któregoś dnia Ci się przyda”. Kilka lat później ta dziewczyna znalazła się w niebezpieczeństwie śmierci w czasie porodu. Właśnie wtedy przypomniała sobie słowa Gerarda i zaraz poprosiła o ową chustkę. Natychmiast zagrożenie minęło i urodziła zdrowe dzieciątko.

„O Boże mój, obym mógł doprowadzić do nawrócenia tylu grzeszników, ile jest ziaren piasku w morzu i na ziemi, ile liści na drzewach i na polach, atomów w powietrzu, gwiazd na niebie, promieni słońca i księżyca, wszystkich istot żyjących na ziemi!” skłonni Go naśladować. Po otrzymaniu „przydziału” – niebo, czyściec, piekło pozostanie oczekiwanie na Paruzję, czyli ponowne przyjście Jezusa na ziemię i zmartwychwstanie ciał. Razem z Jego przybyciem odbędzie się Sąd Powszechny, rozumiany jako poznanie powodów, dlaczego inne dusze trafiły do piekła lub nieba. fot.: Archiwum Trybów

inżynier ducha

I co dalej? Apokalipsa mówi o nowej Ziemi, którą zamieszkają ludzie w nowych uwielbionych ciałach. Nie można natomiast podać szczegółów, jak będzie wyglądało to nasze wcielenie, w jaki sposób będziemy żyć. Święty Jan pisze: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3,2). Bóg obdarzył nas wystarczającą wiedzą: do momentu zbawienia wiemy tyle, ile potrzeba, aby się zbawić. Dzieci nienarodzone Przez lata trwały dyskusje, co dzieje się z duszami dzieci zmarłych przed narodzeniem, np. w wyniku poronienia. Zwołana na żądanie papieża rada naukowa najwybitniejszych w Kościele teologów i biblistów orzekła, że Bóg w swej miłości nie może być związany sakramentem, bo zostały one stworzone dla ludzi. Dlatego ogłoszono, że wszystkie dzieci bez względu na to czy otrzymały chrzest, czy nie, są zbawione za pośrednictwem pragnienia

chrztu. Jeżeli łaska zbawienia Chrystusa dotyczy wszystkich, którzy bez własnej winy nie znają Ewangelii, to tym bardziej wieczne zbawienie mogą osiągnąć niewinne dzieci.

Odpowiedź powstała na podstawie rozmowy z ojcem Romualdem Koślą, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego oo. Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej, wykładowcą m.in. eschatologii na UPJPII.

zadaj pytanie Drodzy Czytelnicy, jeśli chcielibyście uzyskać kompetentną odpowiedź na pytanie związane ze sprawami wiary i moralności, wyślijcie je do nas, a my znajdziemy eksperta, który rzetelnie na nie odpowie. Na Wasze pytania czekamy pod adresem: sekretariat.tryby@gmail.com


b16/j p2

Kościele w Afryce – „Wstań i chodź!” Plan Boga nie zmienia się. Poprzez wieki i koleje dziejów, zmierza On zawsze do tego samego celu: Królestwa wolności i pokoju dla wszystkich. A to pociąga za sobą Jego upodobanie dla tych, którzy wolności tej i pokoju są pozbawieni, dla tych, którzy kaleczeni są w swej godności osób ludzkich. Mamy szczególnie na myśli braci i siostry, którzy w Afryce cierpią z powodu ubóstwa, chorób, niesprawiedliwości, wojen i przemocy, przymusowych migracji. Kościół w świecie jest wspólnotą osób pojednanych, zaprowadzających sprawiedliwość i pokój; solą i światłością pośród społeczeństwa ludzi i narodów. Kościół jest Rodziną Boga i nie może w niej

dochodzić do podziałów według kryteriów etnicznych, językowych czy kulturowych. Poruszające świadectwa pokazały nam, że również w najmroczniejszych chwilach ludzkiej historii, Duch Święty działa i przemienia serca ofiar i prześladowców, ażeby uznali w sobie braci. Pojednany Kościół jest potężnym zaczynem pojednania w poszczególnych krajach i na całym kontynencie afrykańskim. W tak ambitnej misji Kościół pielgrzymujący w Afryce trzeciego tysiąclecia, nie jest sam. Jest z tobą w modlitwie i czynnej solidarności cały Kościół katolicki, a z Nieba towarzyszą ci święci i święte afrykańskie, którzy swym życiem, niekiedy aż po męczeństwo, dali świadectwo pełnej wierności Chrystusowi. Bądź dobrej myśli! Wstań, kontynencie afrykański, ziemio, która przyjęła Zbawiciela świata, kiedy jako dziecko

musiał uchodzić wraz z Józefem i Maryją do Egiptu, by ocalić życie przed prześladowaniami króla Heroda. Przyjmij z odnowionym entuzjazmem orędzie Ewangelii, ażeby oblicze Chrystusa mogło rozjaśnić swoim blaskiem mnogość kultur i języków twoich mieszkańców. Kiedy ofiarowuje chleb Słowa i Eucharystii, Kościół angażuje się także w działanie, przy użyciu wszystkich dostępnych środków, ażeby żadnemu Afrykańczykowi nie brakowało chleba powszedniego. Dlatego, wraz z pierwszorzędnej wagi dziełem ewangelizacji, chrześcijanie czynni są w działalności na rzecz promocji człowieka.

Myślimy o chrześ-cijańskich Kościołach Afryki, których początki sięgają czasów apostolskich i zgodnie z tradycją są związane z imieniem i nauczaniem ewangelisty Marka. Myślimy o niezliczonej rzeszy świętych, męczenników, wyznawców, dziewic, którzy do nich należą. Te świetlane przykłady, podobnie jak postaci świętych Papieży z Afryki – Wiktora I, Melchiadesa i Gelazego I – należą do wspólnego dziedzictwa Kościoła, zaś pisma afrykańskich autorów chrześcijańskich do dziś mają fundamentalne znaczenie dla refleksji nad historią zbawienia w świetle słowa Bożego. Wspominając dawną chwałę chrześcijańskiej Afryki, pragniemy wyrazić głęboki szacunek Kościołom, z którymi nie łączy nas pełna komunia: greckiemu Kościołowi Patriarchatu Aleksandrii, koptyjskiemu Kościołowi Egiptu i Kościołowi etiopskiemu, ale które dzielą z Kościołem

katolickim wspólne początki oraz doktrynalne i duchowe dziedzictwo wielkich Ojców i Świętych. Wspaniały wzrost Kościoła w Afryce w okresie ostatnich stu lat i jego owoce świętości znajdują tylko jedno wytłumaczenie: wszystko to jest darem Bożym, ponieważ ludzie własnymi siłami nie mogliby dokonać tak wielkiego dzieła w tak krótkim okresie. Podziwiając chwałę i blask Kościoła w Afryce, Ojcowie Synodalni wysławiali jedynie wielkie dzieła Boże, dokonane dla wyzwolenia i zbawienia Afryki. Afryka to ogromny kontynent, na którym występują bardzo różne sytuacje, i stąd należy unikać uogólnień zarówno w ocenie problemów, jak i w proponowanych rozwiązaniach; niewątpliwie jednym ze wspólnych elementów jest to, że Afryka to kontynent pełen problemów. Prawie w każdym kraju można się spotkać ze skrajnym ubóstwem, tragicznym marnotrawstwem i tak skąpych

zasobów, polityczną niestabilnością i napięciami społecznymi. Rezultaty rzucają się w oczy: nędza, wojny, brak nadziei. W świecie kontrolowanym przez kraje bogate i potężne, Afryka stała się w praktyce nieważnym dodatkiem, przez wszystkich zapomnianym i pogardzanym. Jest moim osobistym pragnieniem, aby Kościół nadal prowadził, cierpliwie i niestrudzenie, swoje dzieło dobrego samarytanina. Przez wiele lat bowiem reżimy polityczne, dziś już nie istniejące, dotkliwie gnębiły Afrykanów i osłabiały ich zdolność reagowania: zraniony człowiek musi teraz odzyskać wszystkie zasoby swego człowieczeństwa. Synowie i córki Afryki potrzebują wyrozumiałego wsparcia i opieki duszpasterskiej. Trzeba im pomóc w zebraniu sił, aby mogli oddać je w służbę wspólnego dobra.

misyjnej. Stawiałem sobie często pytania: po co tu przyjechałem i co ja tu robię? Cztery lata z ludźmi bardzo biednymi i cierpiącymi nauczyły mnie dostrzegać tu większe problemy innych i nie dramatyzować ani wyolbrzymiać własnych. W 1999 r. zostałem przeniesiony na studia do Rzymu i wkrótce po tym misjonarz z Filipin, bardzo wrażliwy i delikatny, nie wytrzymał psychicznie i pozostawił misję, którą później partyzanci dokładnie okradli. Obecnie w Angoli jest pokój i kraj bardzo rozwija się ekonomicznie, ale reżimy, o których wspomina Jan Paweł II, pozostawiły wiele ran i blizn w społeczeństwie. Moim zdaniem, Kościół powinien skoncentrować się wpierw na odbudowie ludzkiego serca a dopiero później na budowie ewangelicznych wartości. Przez

wiele lat niszczono solidarność, tolerancję, demokrację etc. Dlatego te wartości powinny stać się dzisiaj priorytetem w duszpasterstwie. Obecnie pracuję w Togo. Jestem wykładowcą Pisma Świętego w Wyższym Seminarium w Lome, imienia Jana Pawła II, dlatego jest mi bardzo bliska jego postać i jego orędzie dla Afryki. Trzynaście lat mojej misyjnej posługi staram się dostosować do przykazania Chrystusa: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,18-20).

Doświadczenia misjonarza o. Edward Sito SVD Wyjechałem na misje w 1995 r. Najpierw była to Angola – kraj, w którym praktycznie od dwudziestu lat panowała wojna domowa. W mojej pierwszej placówce Kakulama, (północnowschodnia część Angoli z kopalniami diamentów) ponad 14 miesięcy byliśmy odcięci od wszelkiej komunikacji. Do najbliższego szpitala mieliśmy 60 km, ale droga była zaminowana a most wysadzony. Nie budowaliśmy tam ani szkół, ani szpitali, zajmowaliśmy się jedynie drobną pomocą w lecznictwie i edukacji. Był to dla mnie trudny okres, w którym zastanawiałem się nad sensem mojego powołania i mojej pracy

Benedykt XVI, Homilia na Mszy św. zamykającej II Zgromadzenie Specjalnego Synodu Biskupów dla Afryki, Watykan 25.10.2009 r.

Jan Paweł II, Posynodalna Adhortacja Apostolska „Ecclesia In Africa” 1995 r.

15


media pod lupą | rodzynki radzyńskiego

media pod lupą Przypadkowy przechodzień zgłosił, iż w pobliżu jednego z łódzkich hipermarketów na słupie energetycznym wiszą zwłoki mężczyzny. Żadne z miejscowych służb porządkowych nie zareagowały, więc martwy człowiek wisiał tak jeszcze przez trzy godziny. Sytuacja została opisana przez dziennikarza gazety lokalnej. Artykuł szybko pojawił się na stronie internetowej. Towarzyszyło mu zdjęcie, a jakże... wisielca w całej okazałości. Natychmiast po tej publikacji zaczął się zmasowany atak internautów. Na portalu pod artykułem, a także na fanpege’u dziennika na Facebooku pojawiały się pełne oburzenia i zniesmaczenia komentarze. W efekcie tekst wraz ze zdjęciem zniknął ze strony internetowej. Na fanpeage’u pojawiły się również

Medialne zwłoki, czyli co to jest

etyka dziennikarska

Na początku stycznia na portalu „Dziennika Łódzkiego” pojawiła się szokująca informacja, niestety opatrzona szokującym zdjęciem zwłok wiszących na słupie energetycznym. To nasuwa pytanie, jak daleko można się posunąć w publikacjach medialnych? Agnieszka Całek przeprosiny, wprawdzie zawierały one wyjaśnienie, że chodziło nie o przedstawienie zwłok, a o wskazanie opieszałości służb miejskich. Niemniej przeprosiny w ogóle nastąpiły, a materiał w całości został usunięty, co niewątpliwie było właściwym zachowaniem. Gdy obserwowałam sytuację w „Dzienniku Łódzkim” przypomniałam sobie

oburzenie środowiska dziennikarskiego po tym, jak światło dzienne ujrzały zdjęcia martwego Waldemara Milewicza – korespondenta wojennego, który zginął w 2004 r., gdy jego samochód został ostrzelany w Iraku. W opisanej wcześniej sytuacji reakcja była jednak po drugiej stronie, co skądinąd dobrze świadczy o społeczeństwie. Jakiś dziennikarz

stworzył materiał, którego zwykła etyka nie pozwalała upublicznić, a jednak ani autor, ani jego przełożony lub przełożeni, nie pokusili się sami o refleksję nad tematem. Szacunek dla człowieka (i nie mam tu na myśli jedynie martwego mężczyzny, ale też po porostu czytelników portalu) przegrał z sensacyjnością. Została naruszona jedna z podstawowych zasad etycznego dziennikarstwa, ale też zabrakło zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Od początku historii dziennikarstwa powstało wiele różnych spisanych i umownych kodeksów etyki dziennikarskiej, wygląda na to, że dobrze by było, gdyby dziennikarze od czasu do czasu przypominali sobie o ich istnieniu.

fot.: Magdalena Bryll x2

rodzynki radzyńskiego

Rok 2012 był zapowiadany (i pewnie będzie nam o tym ciągle przypominane) jako ten, w którym skończy się świat. Są to obliczenia starożytnych cywilizacji, astrologów i innych. Polacy szydzą, że „końcem świata” może być kompromitacja związana z EURO. Nawet na kilku polach – czysto piłkarskim, ale też organizacyjnym czy budowlano-infrastrukturalnym. Poważne i te mniej na serio utyskiwania można wpisać w charakterystyczny dla nas pesymistyczny ton. Znani jesteśmy z narzekania, ale też z tego, że jednoczymy się tylko przy narodowych tragediach. Na przekór temu przywołam dwie zupełnie pozytywne inicjatywy z ostatniego czasu. 16

TRYBY nr 2(11)/2012

Fusy dodatnie

Historia jak o Sobieskim – po królewsku i z kawą Przemysław Radzyński 6 stycznia ulicami 24 polskich miast przeszedł Orszak Trzech Króli. Jest to oddolna inicjatywa określana mianem „największych polskich jasełek”. Wzięło w nich udział ponad 100 tys. osób. Uczestnikami było wiele dzieci, rodziców, nauczycieli, członków organizacji harcerskich i służb porządkowych. W każdym z miast, w których przeszły Orszaki, patronaty

nad nimi objęli miejscowi prezydenci i burmistrzowie oraz biskupi danej diecezji. W Krakowie uczestnicy dostali śpiewniki, ale myślę, że i bez nich świetnie poradziliby sobie z tradycyjnymi kolędami. Ulica Grodzka, mimo deszczu, była w tym dniu bardzo rozśpiewana i radosna. Tego samego dnia tuż przed Orszakiem raczyłem się kawą. Na ogół piję czarną,

ale tym razem skusiłem się na cappuccino. Spowodowała to kolejna pomysłowa akcja misyjna braci kapucynów. W kilku krakowskich kawiarniach można było wypić filiżankę kawy i wspomóc głodne dzieci. Pieniądze uzyskane z akcji przeznaczone zostały na zakup posiłków dla 200 sierot w parafii Ndim w Republice Środkowoafrykańskiej. Wypicie cappuccino w kawiarni w mroźny, zimowy dzień umiliło mi przedpołudnie, a osierocone dziecko w Afryce zostało nakarmione. Doskonałe połączenie przyjemnego z pożytecznym. Orszakowi i akcji „Cappuccino” przyznaję plusy dodatnie.


idźże, zróbże

Krakowie możemy zaangażować się w tak wiele form wolontariatu, że autorowi artykułu aż „włos dęba stanął”. Włos stoi do tej pory, bo człowiek uświadamia sobie, że jest tak wiele opcji pomocy. Przygotowując ten artykuł przejrzałem kilka stron, obejrzałem kilka filmów, zatelefonowałem i odwiedziłem zaledwie kilka miejsc, a jest to wierzchołek góry lodowej. Zobaczyłem, że do tej pory spałem, a reszta świata pracowała na misjach. Salezjański Wolontariat Misyjny (SWM) „Młodzi Światu” Wolontariat tworzą młodzi pozytywnie nastawieni ludzie, gotowi podejmować największe wyzwania po to, by wypełniać słowa Jezusa o uczynkach wobec najmniejszych tego świata. Razem z SWM-em możemy wyjechać do wielu krajów Afryki, Ameryki Południowej i Centralnej, Azji, a także Europy. – Nie mogę się teraz odnaleźć w polskiej rzeczywistości, bo czas na wolontariacie był tak niesamowity i zmieniający patrzenie na świat – mówi Grzegorz, który właśnie wrócił do Polski z Peru, gdzie uczył Indian podstaw mechaniki w gospodarstwach rolnych. – Misja jest przede wszystkim dawaniem świadectwa chrześcijańskiego poprzez swoją codzienną postawę i uczynki – konkretną pracę, ale też wspólną modlitwę, bycie razem, wspieranie w trudnych chwilach. Realizujemy bardzo zróżnicowane projekty, zarówno na misjach, jak i w kraju. Nasi

„Gdybyście 10 procent swej wiedzy o Bogu, którą zdobywacie na studiach dla egoizmu, pieniędzy, tytułów i próżnych akademickich sprzeczek ofiarowali dla misji, już dziś Azja byłaby katolicka…” św. Franciszek Ksawery do profesorów i studentów Sorbony.

wolontariusze na misjach budują szkoły, przedszkola, studnie, boiska, pracują jako pedagodzy, wychowawcy, animatorzy, a także świadczą pomoc medyczną – jako lekarze, rehabilitanci, fizjoterapeuci. W kraju natomiast prowadzimy szeroką działalność na rzecz misji – dodaje Monika Laskowska, specjalista ds. mediów i PR. Aby wyjechać trzeba się zaangażować w organizację na okres około jednego roku. To czas formacji, poznawania innych wolontariuszy, misjonarzy i czerpania od nich odpowiednich umiejętności, by potem dobrze je wykorzystać w praktyce. Jest to też czas na ostateczne rozeznanie. Siedzibę SWM-u znajdziemy przy Tynieckiej 39, a wszyscy zainteresowani mogą przyjść na spotkania organizacyjne w poniedziałki o godzinie 19.00. Szczegóły znajdziecie na www.swm.pl.

To, jak wygląda świat, zależy tylko od nas Misje i ewangelizacja to dziedzina, którą przypisujemy nazbyt często tylko wytrwałym księżom misjonarzom, ewangelizującym Indian w amazońskiej dżungli. Tymczasem to właśnie my możemy zostać misjonarzami i zmieniać świat!!! Tomasz Wierzbicki

fot.: Archiwum księży kombonianów

W

Misjonarze Kombonianie W tym przypadku możemy się zaangażować już tutaj, w Krakowie. Wstępując do Misyjnego Ruchu Młodych TUCUM możemy działać na rzecz misji i misjonarzy poprzez codzienną modlitwę, rozważania Słowa Bożego, zmianę stylu życia i zaangażowanie dla innych. To również ciekawe inicjatywy, jak np. „Mikołaj dla Afryki”. To akcja mająca na celu zbiórkę pieniędzy, a zarazem rezygnację z konsumpcyjnego podejścia do zakupów w czasie świątecznym. Obecnie kombonianie krakowscy przygotowują także miesięczne wyjazdy z grupą młodych do krajów misyjnych – we wrześniu wybierają się do Ghany. Następnym krokiem może być dłuższy wyjazd – na rok albo dłużej (2-3 lata). W takim wypadku osoba wyjeżdżająca musi mieć skończone jakieś studia tak, by swoimi umiejętnościami dzielić się z innymi. Oto relacja o. Macieja Zieleńskiego: – Co do mojego osobistego doświadczenia misyjnego – jest ono bardzo liche, bo w Afryce, dokładnie w Kenii, byłem tylko rok. To nic w porównaniu z osobami, które były na misjach 20, 30, 40 lat!!! A jednak ten krótki pobyt na misji cały czas mam w sercu. Nie wiem, czy

… spotkałem tam Boga bliskiego, obecnego, stojącego po stronie najbiedniejszych i zapomnianych przez wszystkich… coś komuś dałem przez moją pracę czy obecność... Z pewnością sam wiele zyskałem. Jeżeli ktoś myśli, że misje to tylko dawanie czegoś innym, to grubo się myli. Misje to wymiana, dzielenie się. Coś dajemy i bardzo dużo otrzymujemy. Ja dostałem ogromny zastrzyk radości i zadowolenia z życia takim, jakim ono jest. Doświadczyłem szczęścia: takiego codziennego i zwykłego. Nauczono mnie tam także, co to znaczy wdzięczność: oni za wszystko dziękują (czyt. potrafią docenić nawet najmniej ważne sprawy czy rzeczy!). No

i może najważniejsze – spotkałem tam Boga: Boga bliskiego, obecnego, stojącego po stronie najbiedniejszych i zapomnianych przez wszystkich, Boga któremu można zaufać i którego potrzebuję, bo sam sobie nie radzę. Wiem, że to wszystko to tylko ładne słówka, bo żeby tego naprawdę doświadczyć trzeba po prostu zrobić ten krok... trzeba wyjechać! – W razie pytań można pisać do o. Macieja na e-mail: kombonianie@gmail.com. Szczegóły znajdziecie także na: www.kombonianie.pl.

Polecam wiele innych form wolontariatu misyjnego – szczegóły znajdziecie na stronach: Misje Archidiecezji Krakowskiej: www.misje.diecezja-krakow.pl Salwatoriańskie Misje: www.misje.sds.pl Misje Franciszkańskie: www.misjefranciszkanskie.pl Misje Kapucyńskie: www.misje.kapucyni.pl Księża misjonarze: www.misjonarze.pl 17


misz-masz

misz-masz Katarzyna Cieslik, Marta Czarny

Organy w rytm miłości

ulubione prawa pana Trybika

Organem grającym pierwsze skrzypce w miłosnej symfonii wbrew pozorom nie jest serce. To mało odkrywcze spojrzenie na uczuciowe uniesienie przypomina nam o tym, że chcąc nie chcąc, winą za motylki w brzuchu obwiniać należy nasz mózg. Ilekroć myślimy o miłości, wyobrażamy sobie euforyczny stan uniesienia, który powoduje, że wszystkie problemy dnia codziennego stają się prozaiczne i błahe. Rozjaśniając nieco sprawę, należy spojrzeć na nasze organy przez pryzmat biologicznych przemian, które w nich zachodzą. Wszystko zaczyna się od bodźca, którego istnienie jest

„Wszyscy ci, których dotknie Miłość, stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli” Top 2 o miłości 1. Remember me Jeżeli kogoś odstraszyła rola Roberta Pattinsona grającego w filmie „Twój na zawsze” i z tego powodu filmu nie obejrzał, to mamy dobre wieści – naprawdę warto. Nie jest to kolejna amerykańska produkcja opowiadająca łzawą historię miłości, w której przesłodzone epizody prowokują mdłości, a fabuła w swojej formie przypomina powieść z serii science fiction. Kilka dobrze przemyślanych wątków, które łączy postać Tylera, zmagania ze światem po śmierci bliskiej osoby i zaskakujące zakończenie. Wszystko to utrzymane w klimacie prozy życia codziennego, czyli historii, która mogła i może nadal spotkać nas samych.

graf.: Katarzyna Cieślik

2. 500 dni miłości

absolutnie subiektywne dla każdego człowieka, a już na pewno diametralnie różne dla kobiet i mężczyzn. Badania przeprowadzone przez wielu naukowców ukazują nam dwa schematy postrzegania. Jaka zatem jest droga od bodźca do reakcji na niego? Wspólną częścią procesu jest ciało migdałowate, które odbiera bodziec. I tutaj drogi reakcji się rozchodzą. U mężczyzn zaczynają działać intensywnie płaty potyliczne w tylnej części głowy, a u kobiet – prawy płat skroniowy. Jakie są tego konsekwencje? Płat potyliczny, którego intensywność jest wyższa u mężczyzn, odpowiedzialny jest za wzrok i uwagę. Zdaje się potwierdzać teoria głosząca, iż mężczyźni są wzrokowcami zwracającymi uwagę na „efekty wizualne”. Natomiast prawy płat skroniowy, czyli część mózgu reagująca mocniej u kobiet, prowokuje pytania „czy mi wolno?”, „czy wypada?”, ponieważ organ ten odpowiada za pamięć i przetwarzanie emocji w kontekście norm społecznych. W konsekwencji kobieta widząca atrakcyjnego mężczyznę wertuje swój mentalny kodeks norm szukając epizodów z przeszłości, które pomogłyby jej zareagować odpowiednio do sytuacji. A co dzieje się dalej? Kwestia ta jest zależna tylko i wyłącznie od indywidualnego przypadku historii miłosnej… 18 TRYBY nr 2(11)/2012

„To nie jest miłosna historia. To historia o miłości”. To jedne z pierwszych słów, jakie padają z ekranu. Ta niewielka różnica sprawia, że film jest ożywczym obrazem w gatunku schematycznych komedii romantycznych. Sam początek trzyma się mocno korzeni filmów tej kategorii: młody mężczyzna pragnie zdobyć kobietę swojego życia i po wielu trudach dopina swego. Przeplatanie 500 dni wspólnego życia z chwilami następującymi po odejściu partnerki wprowadza niesamowitą świeżość, a magia filmu sprawia, że dajemy się przekonać, iż jesień jest lepsza od lata.


f e s t i wa l f i l m ow y

J

fot.: Marcin Nowak x7

Festiwal Filmowy z tortem

uż za nami I Festiwal Filmowy pt. Prawda. Droga. Życie organizowany przez redakcję „Trybów”. Kinowa uczta trwała od 10 do 12 stycznia i odbywała się w auli bł. Jakuba u oo. franciszkanów w Krakowie. Podczas festiwalu zaprezentowaliśmy filmy wyróżnione na Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów Niepokalanów. To coroczny konkurs na najlepsze produkcje podejmujące temat wiary katolickiej lub przedstawiające problemy społeczne w chrześcijańskim ujęciu. Hasło przeglądu: Prawda. Droga. Życie nawiązywało do słów bł. Jakuba Alberionego: „Jezus prawdą, drogą i życiem”. Bł. Jakub (1884-1971) był włoskim księdzem, założycielem Towarzystwa św. Pawła, prorokiem nowych mediów. Redakcja „Trybów” wybrała go na swojego patrona. Projekcji filmów towarzyszyły różne wydarzenia. Gościem w pierwszym dniu festiwalu był Krzysztof Globisz, odtwórca jednej z ról w wyświetlanej wtedy „Wierności”. 11 stycznia uczestnicy festiwalu mogli spotkać się z Dominikiem Tarczyńskim, reżyserem filmu „Kolumbia – świadectwo dla świata”. Film otrzymał w Niepokalanowie I nagrodę za pokazanie prawdziwego oblicza dzisiejszej Kolumbii, gdzie wiara katolicka i odważne wyznawanie jej przez rządzących, prowadzi do eliminowania przestępczych marksistowskich mafii narkotykowych. W ostatnim dniu zaprezentowane zostały filmy związane z tematyką pro-life, a komentarz do nich wygłosił dr inż. Antoni Zięba, znany działacz, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka. Festiwal zakończyliśmy świętowaniem roczku „Trybów”. Z okazji pierwszej rocznicy urodzin naszego pisma częstowaliśmy przybyłych Gości pysznym tortem ufundowanym przez Cukiernię Michalscy. Poza tym we wszystkie trzy dni odbywała się loteria fantowa, z której zysk przeznaczyliśmy na wydruk bieżącego numeru. Za wszelkie datki, dobre słowo, życzliwość i życzenia składamy wielkie BÓG ZAPŁAĆ. Karolina Mazurkiewicz

19


Festiwal Filmowy

Tryby. Katolicki miesięcznik studencki luty 2012  

11 numer Trybów. Katoliciego miesięcznika studenckiego - grzbiet główny - luty 2012

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you