Issuu on Google+

Współczesna muzyka rockowa: dzieło szatana, czy muzyczny wyraz osobowości ?


Satanizm w muzyce - czy aby na pewno? Muzyka rockowa od zawsze budziła kontrowersje. Jeszcze większe kontrowersje budziła niesłusznie uznawana za synonimiczną rockowi- muzyka metalowa. Czy w tej muzyce naprawdę "siedzi szatan". Szczerze w to wątpię. Na wstępie chciałem zaznaczyć, iż do napisania tego tekstu zainspirował mnie artykuł "Sympathy For The Devil- Satanizm w muzyce rockowej" zamieszczony w serwisie notes.yoyo.pl, autorstwa pana Tomasza Brzustowskiego, oraz wiele innych przykładów podobnego myślenia. Tym samym dedykuję mój artykuł panu Brzustowskiemu, oraz wszystkim, których cechuje podobny model myślowy. Zacznijmy jednak od podstaw- a w tym wypadku od definicji. Pan Brzustowski w swoim artykule nie rozgranicza muzyki metalowej, traktując ją po prostu, jako muzyka rockowa, co jest zgoła błędne, daje jednak wrażenie, że o rzeczach związanych z tymi gatunkami nie pisał na podstawie własnych doświadczeń, a jedynie powielanych stereotypów, oraz zasłyszanych opinii. Wrażenie to potęguje wspomniany tam także "styl bycia" fana rocka, czyli "sex, drugs and rock & roll". Kolejny przykład myślenia szablonowego, niemającego wiele wspólnego z rzeczywistością. Tak jednak myśli większość Polaków, co zjawiskiem jest zatrważającym.

Wiele zespołów metalowych kreuje swój wizerunek na satanistyczny. Po zapoznaniu się z podstawami wróćmy do właściwego tematu. Pierwszym przykładem pana Brzustowskiego (oraz wielu dziennikarzy, którzy w poszukiwaniu taniej sensacji rzucą się na każdy temat) jest polski heavy-metalowy zespół KAT, nieraz oskarżany (niesłusznie!) o propagowanie satanizmu. W artykule jest on wyraźnie osądzony, jako "propagator zła". I być może, dla przeciętnego słuchacza może się wydawać to prawdą- gdyby nie jedno "ale". Szanowny panie Brzustowski, oraz panu podobni- w tekstach Kata aż kipi od ironii. To, co dla kogoś nieobeznanego z tematem może być satanizmem- dla fanów jest zwyczajnie prześmiewcze. Następny zespół, brany na celownik przez pana Brzustowskiego to Slipknot. Autora artykułu


rażą rekwizyty zastosowane podczas koncertu, oraz "szokujący" image grupy. Trzy szóstki na ścianach, wymienione przez autora- to nic innego, jako zwyczajna dekoracja, który to argument szczególnie śmieszy i wskazuje nieobeznanie w temacie- gdyż niekoniecznie "666" jest liczbą szatana. Zainteresowanych odsyłam do własnego dochodzenia. W tym wypadku- to zwykły chwyt, który ma zwiększyć zainteresowanie oraz podkreślić klimat, jaki próbuje stworzyć grupa podczas koncertu. Żadnych podtekstów, panie Brzustowski. "Sorry, Winnetou, ale buisness is buisness", parafrazując. Kolejny zespół- Black Sabbath. Nazwa, oraz ogólny image grupy nie wynika z "ideologii" twórców- jedynie z potrzeb rynku. Fani chcieli mieć zespół "mroczny"- i taki tez dostali. Trzeba przecież wspomnieć, że Black Sabbath wcześniej grał bluesa wymieszanego z jazzem. Temat noszenia krzyży przez muzyków Black Sabbath jest również prosty do wyjaśnienia, i wcale nie wymaga specjalnego zgłębiania psychologii- na początku kariery zespołu otrzymali je w prezencie, wraz ze słowami "one będą was chronić". Od tamtej pory muzycy nie ruszali się nigdzie bez krzyży. Więc dlaczego coraz częściej koncerty były pełne symboliki związanej z satanizmem? Show business- i wszystko jasne. Kolejną rzeczą, która mnie osobiście zszokowała- są słowa "niektórzy fani łagodniejszej odmiany metalu, nie nazywają tego łomotu muzyką" odnoszące się do black i death metalu. Z tych słów wynika już wszystko- "znajomość" muzyki metalowej jest bliska zeru, a stosunek autora do niej- wykreowany na podstawie stereotypów. Chyba ważną rzeczą w takich tekstach jest pisanie o tym, co sie zna, nieprawdaż? Widać jednak, iż autor pojęcia nie ma o tym, co pisze. Dalej pan Brzustowski oskarża ta muzykę, jako główne źródło satanizmu oraz zła. W odpowiedzi na to zacytuję słowa Alice'a Coopera- "Satanizm, który widzisz to żaden satanizm. To ma więcej wspólnego z karykatura satanizmu. Banda dzieciaków, grających głośno na gitarach to nie satanizm, tylko halloween". I taka jest prawda- prawdziwego satanizmu nie znajdzie się na płytach z muzyką, nawet metalową. Bo i rozumienie satanizmu wśród społeczeństwa jest zwyczajnie błędne. Za niszczenie nagrobków- sztandarowy przykład działalności "satanistycznej" zdaniem wielu Polaków- nie są odpowiedzialni sataniści tylko podpita oraz niewyżyta młodzież. Bo i sam satanizm nie jest jednoznaczny z wandalizmem- to jest sposób postrzegania świata, i sposób na życie. Nie będę tutaj zgłębiał tajników satanizmu, lecz powiem jedynie, iż w tym temacie znowu królują stereotypy. Czy słuchanie rocka i metalu może mieć negatywne skutki? Pan Brzustowski próbuje za wszelką cenę dowieść, iż tak- powołując się na domniemany przykład wzajemnego zabójstwa dwóch nastolatków z Reno w stanie Nevada. Zabójstwo to miało się dokonać pod wpływem wsłuchania się w muzykę Judas Priset, a dokładniej o utwór "Better Than You, Better Than Me". Zwróćmy jednak uwagę na pewien szczegół- samobójstwo próbowały popełnić nastolatki. Żaden dojrzały, myślący człowiek by tak nie postąpił- wiek dojrzewania jak wszyscy wiemy jest wiekiem trudnym; jeśli chcieli oni się pozabijać- i tak by to uczynili. Nawet, jeśli utwór "better than you, better than me" miał na to wpływ- to jedynie w wyniku błędnej interpretacji tekstów przez młodych ludzi, szukających ucieczki od nienawidzonego przez nich świata. Wybrali samobójstwo- ale to nie przez Judas Priest. Bo jaki niby sens miałoby prowokowanie do samobójstw własnych fanów? "Nocny Łowca", zafascynowany AC/DC? Uważający, że jest pod opieką szatana? Toż to zwykła choroba psychiczna. Każdy może być masowym mordercą. Jeden z największych na Ukrainie mordował, gdyż naczytał się kryminałów. Ciekawe jednak, że gdy wychodzi, iż morderca, satanista, lub jakiś przestępca słuchał muzyki metalowej- sprawa zostaje natychmiast rozdmuchana. Jeśli nie- psa z kulawą nogą to nie obchodzi.


Alice Cooper i Marylin Manson- byli przykładami artystów kontrowersyjnych. Po raz kolejny powołam się na show- business. Oni szokowali. Dzięki temu mieli darmową reklamę. Wielu ludzi o nich słyszało, docierali do ludzi o podobnej mentalności. Tacy przychodzili na koncerty i kupowali płyty. Koniunktura się napędzała. Chodziło i chodzi nadal o zysk.

Brian Phillip Welch, pseudonim Head jest jednym z najbardziej popularnych muzyków white metalu, czyli metalowej muzyki chrześcijańskiej.

Natomiast zdanie "satanizm jest najbardziej widocznym i hałaśliwym elementem rocka" mnie rozbroiło totalnie. Powtórzę, więc cytowane już słowa Alice'a Coopera: "satanizm, który widzisz to żaden satanizm". Jednak by mieć o tym jakieś pojęcie trzeba tez wiedzieć, czym jest on jest. Zdecydowana większość Polaków nie wie o tym nic. Polecam zagłębić się w lekturze i uzupełnić braki w wiedzy. Podsumowując temat- muzyka metalowa oraz nieraz także rockowa od początku były pojmowane skrajnie stereotypowo. Człowiek z natury boi się tego- czego nie zna. A większość ludzi o tej muzyce nie ma bladego pojęcia. Oskarżenia o satanizm- skądinąd całkowicie niesłuszne- pojawiały się praktycznie od początku istnienia tej muzyki, i artykuł pana Brzustowskiego nie wnosi zupełnie nic nowego do tematu- każdy z tych argumentów pojawił się już nieraz, i nieraz została dowiedziona niesłuszność. "Kłamstwo, powtarzane nawet sto razy- kłamstwem pozostaje" jak głosi pewne powiedzenie. Mogę jedynie wyrazić nadzieję, że tekst ten dotrze do autora artykułu "Sympathy For The Devil- Satanizm w muzyce rockowej", i na przyszły raz zastanowi się nad tematem, na który pisze, oraz uzupełni wiedzę w jego zakresie.


Satanizm w muzyce