Issuu on Google+

ORYGINAŁ ARTYKUŁU Opublikowano w sobotę, 19 marca 2011 roku we włoskiej prasie


TŁUMACZENIE: Marco Beniamino Brioschi opowiada o sekretach swojego sukcesu: „Chiny? Moje Eldorado”. Przedsiębiorca zarządza małym imperium nieruchomościowym. Według analityków chiński smok może stracić skrzydła. Prawa ekonomii uczą, że wzrost gospodarczy nie może trwać wiecznie. Chiny jednak wciąż mają się dobrze. Gigant chiński, podczas, gdy reszta świata walczy z kryzysem, rośnie i zachęca przedsiębiorców oraz firmy pochodzące z zagranicy, również z Włoch. Marco Beniamino Brioschi jest pionierem. Czterdziestoczterolatek, pochodzący z Lombardii, choć adoptowany w Turynie, dokonał pierwszej inwestycji w Chinach w 1999 roku. I dzisiaj, po ponad 10 latach, stał się jedną z najważniejszych osób zajmujących się nieruchomościami na rynku azjatyckim. „Kiedy z moimi wspólnikami chińskimi zakupiliśmy pierwsze tereny – wspomina – nie miały one żadnej wartości. W Chinach nie istniała jeszcze własność prywatna, ale zdecydowaliśmy się postawić na przyszłość, a historia przyznała nam rację”. W 2000 roku Chiny wchodzą do WTO, rozpoczynają prywatyzację i zaczynają powstawać pierwsze spółki. Ta należąca do Brioschiego nazywa się „Bilo” (www.bilo-finance.com), obecnie, między udziałami bezpośrednimi jak i pośrednimi, zarządza około 7 tysiącami apartamentów i tysiącem biur. „Punkt zwrotny miał miejsce w 2003 roku, kiedy to wraz z dobrobytem wzrastał popyt na mieszkania. My mieliśmy tereny, które dzięki planowi rządowemu, stały się terenami budowlanymi. Scedowaliśmy je na rzecz pewnych lokalnych budowlańców. Zrobiliśmy to na warunkach korzystnych dla wszystkich. „Bilo odda teren, firma budowlana wybuduje 10 budynków mieszkalnych, w zamian odda firmie Bilo dwa budynki do zarządzania, które przez nas będą wynajmowane”. Brioschi uzyskał dyplom z maksymalną ilością punktów na uniwersytecie „Pro Deo Albany University” w USA, więc potrafił przewidzieć rozwój rynków. Ale przede wszystkim, potrafił określić te sektory, w które warto inwestować, oraz kraj w którym warto to robić. „Chiny – tłumaczy – to Eldorado. Kraj, w którym jak mówili Amerykanie, można zasiać monetę – pięć centów amerykańskich, a wyrośnie drzewo pełne dolarów”.


I to mimo przewidywań ekspertów ekonomii, którzy twierdzą, że giganta czeka nieuchronnie utrata globalnej wagi. „Stanie się tak – utrzymuje Brioschi – jest to naturalne. Ale stanie się to za parę lat, a rząd chiński przygotowuje się, by osłabić uderzenia poprzez celowe reformy, których brakuje we Włoszech”. Według Brioschiego w tym tkwi właśnie potencjał Chin. Na zdolności analizowania wydarzeń i interwencjach pozwalających na trzymanie ich pod kontrolą. Ale nie tylko. „Biurokracja jest dużo mniej uciążliwa. A system Common Law, który został sprowadzony przede wszystkim z Hongkongu, powoduje że procedury są dużo prostsze i szybsze. Przykład? W celu uzyskania pozwolenia na remont mieszkania, Urzędom Gminnym we Włoszech potrzeba na to średnio kilka miesięcy. W Chinach uzyskanie pozwolenia na budowę wieżowca zajmuje do dziewięciu dni”.


Marco beniamino Brioschi - Chiny to moje Eldorado