Page 1

Wenecja

Nie tylko karnawał Opowieści z Gór Stołowych

ISSN 2353-2416

STYCZEŃ/LUTY 2019 › NUMER 31

POLSKA

BEZPŁATNY MAGAZYN O PODRÓŻACH

Belgrad

Miasto z wojną w tle

Jordania Temat wydania

1


2


OD REDAKCJI

Mam przyjemność powitać Państwa na łamach kolejnego wydania magazynu To już trzydziesty pierwszy numer „Travel Polska”, zaczynamy nim rok 2019 i jednocześnie szósty rok istnienia naszego czasopisma. W bieżącym wydaniu – wbrew dacie na okładce – prezentujemy nie tylko zimowe tematy, ale również relacje z Jordanii, Teksasu czy Wenecji. Jazda na nartach we Francji uważana jest przez polskich narciarzy za wyjątkową frajdę. Wspaniałe ośrodki, w których zasadą jest zjeżdżanie na nartach przed samo wejście do hoteli czy apartamentów, rozległe tereny narciarskie, legendarna kuchnia. Więcej na ten jakże sezonowy temat piszemy na s. 46-52. W dziale „Prawo” przybliżamy prawne aspekty dotyczące bezpieczeństwa w górach, szczególnie istotne podczas sezonu narciarskiego. Zapraszamy na s. 54-55. Teksas jest drugim co do wielkości stanem w USA – pod względem powierzchni – zaraz po Alasce. Ponad dwa razy większy od Polski, jednak ludności jest tutaj dwa razy mniej. Gdyby znajdował się w Europie, byłby drugim największym krajem Starego Kontynentu. A jak Teksas wygląda z bliska? Polecamy materiał na s. 38-44. Dla Europejczyka jest tym, czym keczup dla Amerykanina i curry dla Hindusa. Zmielona gorczyca nie tylko zaostrza smak potraw, ale również ułatwia trawienie i „umysł rozjaśnia” – tak uważali już smakosze w starożytnej Grecji i Rzymie. W „kulinarnych podróżach” (s. 74-76) tym razem rzecz o musztardzie. To zaledwie kilka propozycji spośród wielu innych – mam nadzieję – równie interesujących. Z życzeniami inspirującej lektury

Redaktor naczelny

PISZĄ I FOTOGRAFUJĄ DLA WAS

Karina O’Neill

Maciej Majerczak

Kasia Jaszczuk

Zapraszamy na stronę naszego wydawnictwa na: facebook.com/TravelPolskaMagazyn

3


4


5


6


7


SPIS TREŚCI

TEMAT WYDAN I A

14 Jordania Jordania to cudowny i zapierających dech w piersiach kraj, pełen fantastycznych i uśmiechniętych ludzi (poza garstką naciągaczy) oraz wspaniałych budowli, o zróżnicowanym, bajecznym krajobrazie. Dzięki nowym połączeniom lotniczym z Polski kraj wręcz został oblężony przez turystów, podobnie jak Izrael. Pokazuje to, jak ważną rolę w globalnej turystyce odgrywają linie lotnicze, jak z miejsca jeszcze do niedawna osiągalnego tylko poprzez oferty biur podróży Jordania staje się miejscem łatwo dostępnym.

8


AKTUALNOŚCI 10 Gadżety, trendy, inspiracje

PRAWO 54 Prawne aspekty bezpieczeństwa w górach

NOWOŚCI WYDAWNICZE 26 Z księgarskiej półki

NA RYNKU 64 Fotograficzne rozmaitości

TRAVEL & NATURA 28 Zdążyć przed katastrofą 58 Opowieści z Gór Stołowych

Z DALEKA I Z BLISKA 66 Misja Marrakesz

ROZMAITOŚCI

74 Musztarda

36 Ciekawostki ze świata Z NOTANIKA PODRÓŻNIKA 38 Teksański Road Trip 94 Belgrad – miasto z wojną w tle

FOTO: SHUTTERSTOCK

Wenecja

ŚWIAT NA TALERZU PODRÓŻE Z PASJĄ 78 Wenecja DOOKOŁA ŚWIATA 88 Karnawałowe szaleństwo

TRAVEL & SPORT 46 Na narty do Francji

9


NOWOŚCI RYNKOWE PODRÓŻ W ŚWIĘTOKRZYSKIE? HOTEL DAL JEST BLISKO! Hotel zlokalizowany jest w samym centrum Kielc – do głównych atrakcji miasta dojdziemy pieszo. Warto zatem skorzystać z okazji i zobaczyć Pałac Biskupów Krakowskich, muzea, wystawy, dwie galerie handlowe, rynek i główny deptak Kielc – z restauracjami, klubami, sklepami. Położenie tuż przy głównej trasie komunikacyjnej to również duże udogodnienie w dotarciu do atrakcji regionu, w tym zamku w Chęcinach, Jaskini Raj, Centrum Nauki Leonardo da Vinci, skansenu w Tokarni, Łysicy i klasztoru na Św. Krzyżu. Hotel oferuje wygodne pokoje z widokiem na miasto – tu odpoczniesz po aktywnym dniu. hoteldal.pl/kielce

HASVIK WIND Świetne połączenie sprawdzonych materiałów – termoaktywnego, ciepłego i elastycznego Micropile Stretch z wiatroszczelnym i oddychającym Everest Nylon z przodu. Bluza jest bardzo funkcjonalna i może być wykorzystywana do różnych aktywności, niezależnie od pory roku. Do głównych cech produktu należą: zintegrowany kaptur, 2 kieszenie zapinane na zamek i lekko wydłużony tył. Bluza jest dostępna w wersji damskiej i męskiej, w dwóch kolorach – blue/navy melange/ red i graphite melange/black.

OFF-ROAD Rower Trek 1120 to marzenie miłośnika wypraw rowerowych. Wytrzymała rama terenowa, opony 29+, wbudowany układ bagażników, gotowa na jazdę górską specyfikacja z napędem 1 x przekładają się na rower turystyczny z nieograniczonymi możliwościami przewozowymi w terenie. Ten rower powstał z myślą o odkrywaniu najbardziej ekstremalnych tras w terenie w najdalszych zakątkach świata. Świetnie się sprawdza także podczas wielodniowych wypraw z noclegiem i krótszych. trekbikes.com

Cena: 349,90 zł fjordnansen.pl

TREKKING W DOBRYM STYLU AKU Tribute II GTX to klasyczne i niezwykle wygodne obuwie trekkingowe, przeznaczone do umiarkowanej turystyki górskiej. Zostało zaprojektowane z myślą o osobach preferujących średnio wymagający teren od wczesnej wiosny do późnej jesieni. W razie potrzeby poradzą sobie również w łatwych warunkach zimowych, na błotnistych szlakach czy w trakcie przemierzania zaśnieżonych ulic. Cholewka bazuje na wysokiej jakości, 2-milimetrowej skórze licowej, w dolnej warstwie wzmocnionej gumowym otokiem. Membrana Gore-Tex® Performance Comfort zapewnia prawidłową regulację oddychalności i wodoodporność buta. Za prawidłową amortyzację odpowiedzialna jest śródpodeszwa z wtryskiwanej pianki PU, kompatybilna z usztywniającą wkładką TPU. Dzięki zastosowaniu stosunkowo elastycznej podeszwy Vibram® Sendera buty zachowują przyczepność również na bardziej wymagającym podłożu. Sugerowana cena detaliczna: 699 zł aku.it

10


11


NOWOŚCI RYNKOWE

PODRÓŻ NA KONIEC ŚWIATA – NA PRZEKÓR CHOROBIE Linie lotnicze KLM wraz ze swoim ambasadorem marki w Polsce – Tomkiem Michniewiczem – kolejny raz połączyły siły we wspólnej akcji. W ramach gwiazdkowego prezentu zabiorą podopieczną Fundacji Rak’n’Roll w egzotyczną podróż do dowolnego miejsca na świecie. KLM ufunduje bilety lotnicze, a Tomek Michniewicz zapewni profesjonalne wsparcie w organizacji wyprawy. Wyprawa do Malezji będzie kolejnym krokiem w przejściu przez chorobę, a jednocześnie prawdziwymi, szczęśliwymi wakacjami. KLM i Tomek Michniewicz są związani od ośmiu lat. Podróżnik, dziennikarz, reportażysta i autor pięciu książek jest ambasadorem marki KLM w Polsce, a linia wspiera swojego partnera w realizacji jego projektów. klm.pl

CYBERPRZESTĘPCY NIE ODPOCZYWAJĄ – OCHRONA MUSI DOTRZYMAĆ IM KROKU Cyberataki to smutna codzienność w dzisiejszym świecie zdominowanym przez komputery, smartfony i inne urządzenia połączone z internetem. Skuteczna ochrona, która nie obciąża zasobów i nie utrudnia życia, nie jest już zatem czymś, co można mieć. Jest czymś, co trzeba mieć. Wydany niedawno pakiet Kaspersky Total Security 2019 powstał w celu zapewnienia ochrony współczesnemu gospodarstwu domowemu. Zadbano o zwiększenie skuteczności wykrywania zagrożeń oraz wydajności, by ochrona nie wchodziła w drogę podczas pracy, zakupów, korzystania z bankowości online i zabawy. kaspersky.pl/total-security

BALSAM DLA GARDŁA Właściwości zdrowotne szałwii zna każda gospodyni. Sypiemy ją szczodrą ręką do tłustych potraw, bo ułatwia trawienie. Ale na tym jej zalety się nie kończą. Nie bez powodu łacińska nazwa ziela – Salvia – oznacza „ratunek”. Stosowana przy pierwszych objawach infekcji, szybko przynosi ulgę, szczególnie w zapaleniu migdałków, katarze, astmie czy chorobach zatok. Ma działanie ściągające i wykrztuśne, dzięki czemu pomaga oczyścić drogi oddechowe i skraca czas choroby. W celach kojących najczęściej stosuje się napary z szałwii suszonej. I tu jest problem, bo jej liście nie są zbyt przyjemne w smaku. Do picia herbatek trudno namówić zwłaszcza dzieci i młodzież. Rozwiązanie podsuwa niemiecka firma Reutter – Cukierki szałwiowe (50 g/ok.  8,00 zł), które nawilżają i działają kojąco  oraz odświeżająco na śluzówkę jamy ustnej, gardła i krtani. Dzięki specjalnej technologii produkcji – dodawaniu ekstraktu ziołowego w niskiej temperaturze – szałwia zachowuje swoje  dobroczynne właściwości. Cukierki trzeba ssać jak najdłużej (nie rozgryzać), by substancje aktywne i olejki mogły się z nich uwolnić. Produkt za wysoką jakość został wielokrotnie wyróżniony. Cukierki te są przeznaczone dla całej rodziny. Dostępne w aptekach i sklepach zielarskich. izakpol.pl

EOS 80D Poręczna lustrzanka do wielu zastosowań. Obracany ekran LCD i złącze mikrofonowe to ukłon w stronę vlogerów i fotografów, którzy lubią uwieczniać siebie i swoich bliskich na wspólnych fotografiach i filmach. Zdjęcia seryjne z szybkością 7 klatek na sekundę zwiększają szansę na uchwycenie ulotnych chwil w ruchliwych miejscach czy w otoczeniu dzikiej przyrody. Szeroki zakres czułości ISO ogranicza potrzebę korzystania z lampy błyskowej i pozwala rejestrować naturalnie wyglądające zdjęcia przy słabym oświetleniu. Aparat jest dostępny w promocji Canon Cashback. canon.pl

12


13


TEMAT WYDANIA

Fly & Drive

Jordania

na przedłużony weekend TEKST MACIEJ MAJERCZAK ZDJĘCIA BARTŁOMIEJ KUCZER

Po całym dniu intensywnego chodzenia pośród zjawiskowych pozostałości starożytnej Petry, gdzieś przed samym wejściem do klasztoru Ad-Dajr, przycupnęliśmy wraz z kolegami na zimnym murku, by złapać oddech. Nagle słyszę od jednego z setki (jak nie tysięcy) turystów, w dodatku Polaka, jakieś słowa skierowane do mnie. Nie usłyszawszy, cóż ów dżentelmen do mnie rzekł, odparłem, mocno akcentując na pierwszą sylabę: „Słucham?”. Po chwili „rzucił” raz jeszcze, ale dwa razy głośniej: „Mówię, że nasi górą!”.

14


PIĄTEK W godzinach wieczornych lądujemy przed czasem w Ammanie, stolicy Jordanii. Nasz kierowca – Murad, łysawy okularnik z nadwagą, świeżo po czterdziestce, spóźniony prawie godzinę, wita nas serdecznym uśmiechem i zabiera walizki do bagażnika. Podczas półgodzinnego przejazdu do zachodniego Ammanu na szybko wymieniamy spostrzeżenia z Muradem, pytamy o wskazówki, porady, o dania lokalnej kuchni. Co ciekawe, à propos kuchni, zauważyłem pewną tendencję w krajach arabskich. Otóż, kiedy pytam lokalsów o dobry lokal, zazwyczaj kierują mnie do średniawych, dro-

gich i kiczowatych, lecz niekoniecznie autentycznych miejsc. Gdy mówię o lokalnych, ulicznych, rodzinnych knajpach, to mówią, że nie są zbyt dobre. Mam wrażenie, że jest to pewien kompleks, który trochę przypomina Polskę lat 90. Przyjeżdża wujek z Niemiec, a my, chcąc mu pokazać, jak to u nas jest dobrze, zamiast zabrać go do babci na porządny domowy obiad, prowadzimy go do restauracji, nazwijmy ją potocznie „Stylowa”, której wystrój aż kipi PRL-em. No, ale są kelnerzy w białych, choć za dużych koszulach, którzy na wielkich tacach niosą mizerne schabowe, jednak wystrój po 20 latach pobytu w „Rajchu” raczej już nie zrobi na wujku wrażenia.

15


TEMAT WYDANIA

Dojeżdżamy do hotelu Fairmont około godziny 21.00: szybkie zameldowanie i ruszamy w miasto, by coś zjeść (więcej o tym cudownym hotelu dalej w oddzielnej recenzji). Amman jest dużym, liczącym prawie 2,5 mln mieszkańców miastem, położonym między siedmioma wzgórzami. Dominuje tu biała i bladożółta tradycyjna zabudowa. Szczerze mówiąc, nie jest to zbyt piękne miasto, takie ze wspaniałą architekturą i powalającymi zabytkami (co jakoś mnie nie smuci), ale wbrew pozorom ma w sobie to „coś”, ten specyficzny, umiarkowanie arabski, przyjazny i genialny klimat. Niestety, pogoda nie dopisuje, leje i jest 6 stopni Celsjusza, a my jesteśmy potwornie głodni. Przechadzamy się pośród wąskich, ciemnych uliczek, gdzie już niestety większość knajp się zamyka. Znajdujemy w końcu dość prosty, schludny i niewielki lokal, gdzie siedzi dwóch miejscowych. Przyjmują nas jako ostatnich już

gości i podają menu, z którego, niestety, nic nie rozumiemy. Z pomocą siedzących obok tubylców zamawiamy kilka poleconych przez nich dań: humus, sałatki, wspaniałe jagnięce kofty w sosie z pasty tahini, a do tego obowiązkowy koszyk wypiekanych na miejscu chlebków pita. Po wyśmienitej kolacji, z powodu późnej godziny, wracamy do hotelu. Żałuję, że nie mogłem zobaczyć więcej, zwiedzić tego miasta za dnia, ale przy tak krótkim i napiętym programie cieszę się, że widziałem je choćby przez kilka godzin.

SOBOTA Wstajemy o 6.00 rano, by zjeść szybkie hotelowe śniadanie, bo za pół godziny musimy już być przed hotelem, gdzie czeka na nas kierowca. Jest ciężko. Nie ukrywam, że standard hotelu trochę nas przerósł, napiętnował w nas etos elity,

FOTO: KONRAD ŻELAZOWSKI

Panorama Ammanu, stolicy i zarazem największego miasta Jordanii

16


Pita i falafel to pyszne, popularne i tanie danie uliczne z pewnością niemający nic wspólnego z przewodnikiem. Za chwilę wtóruje mu drugi, starszy, niby bardziej ogarnięty, z jeszcze bardziej utytłaną facjatą: „Tylko z przewodnikiem, samemu nie można!”. Nie zważając na natrętnych „przewodników”, idziemy sami, podczas gdy ci, niczym wataha stają nam na drodze i coś tam pokrzykując po arabsku, wyraźnie niezadowoleni, są prawie gotowi do jatki. Pomimo że jest nas trzech, w tym jeden dość masywnej postury, wręcz nienaturalnie szeroki, to raczej nigdy nie zdecydowałbym

a darmowy barek „nakazał” integrację z ową socjetą. Mamy tylko ten dzień (słońce zachodzi o 16.30), by zobaczyć Petrę, a sam przejazd tam trwa 3-4 godziny. Po drodze za oknem nic specjalnego, monotonny krajobraz, pustynia, trochę kamieni. Im dalej na południe, tym słońce coraz śmielej przebija się przez chmury. Po drodze stajemy gdzieś w małej przydrożnej wiosce, by rozprostować nogi, napić się kawy i zjeść pitę z falafelem. Jesteśmy już niedaleko. Meldujemy się około południa w miasteczku Wadi Musa, w 3-gwiazdkowym hotelu z widokiem na Petrę. Szybko załatwiamy sprawy na recepcji i pędzimy na górę do pokoju. Nie spodziewaliśmy się fajerwerków po tym, co zobaczyliśmy w stolicy, ale dopiero pokój sprowadził nas „do parteru”. Izba ok. 10 m2, trzy łóżka, bajerancka szafka z niedziałającymi przyciskami kontrolującymi „wszystkie” media w pokoju i drzwi do łazienki typu „harmonijka”, rodem z brudnowskiego bloku sprzed 30 lat. Wychodzimy z hotelu w szybkim tempie, bo czasu do zachodu słońca jest niewiele, a do zobaczenia mnóstwo. Do starożytnej Petry, a raczej do jej pozostałości, prowadzi jedna droga; dość głęboki, wąski i kręty wąwóz As-Sik, z wielobarwnymi skałami i pięknymi, mieniącymi się w przedzierających się promieniach słońca kolorami. Drogę do skalnego miasta pokonujemy w niespełna 30 minut. Nagle naszym podkrążonym oczom ukazuje się najsłynniejsza budowla stolicy Nabatejczyków Al-Chazna, zwana przez Beduinów „Skarbcem Faraona”. Wznosząca się na ponad 40 metrów, wykuta w różowym piaskowcu, najbardziej znana fasada budowli i wizytówka Petry datowana jest na I-II w. n.e. Beduini, którzy de facto nadali budowli tę nazwę, wierzyli, że w środku ukryte są skarby. Po chwili „zlatują” się do nas lokalni naciągacze – w większości dzieci, które za niemałą (cena wyjściowa) opłatą oferują nam wspinaczkę na jeden z dwóch słynnych punktów widokowych. Po chwili słyszymy: „Bez przewodnika tam nie można wchodzić, to nielegalne” – łamaną angielszczyzną mówi jeden z młodzieńców z usmoloną twarzą,

17


TEMAT WYDANIA

się na szarpaninę w tubylcami. Mimo całego piękna krajów arabskich, życzliwości i uśmiechu, który towarzyszy mieszkańcom Bliskiego Wschodu, jednak coś mi przeszkadza: to ich natręctwo i pazerność, są jak krwiopijcy turystyczni, od których nieustępliwości nie da się opędzić. Targujemy się mocno… i wchodzimy. Są tu dwa najsłynniejsze (najbardziej „instagramowe”) punkty widokowe na Al-Chazna: jeden, znajdujący się po lewej strony budowli, i drugi, trudniej dostępny, umiejscowiony odpowiednio po prawej stronie. My, z naszym mierzącym jakieś metr dwadzieścia „przewodnikiem”, wdrapaliśmy się w 10 minut na ten łatwiejszy, położony ok. 70 metrów nad górną granicą fasady. Fakt, widok zapiera dech w piersiach, ale adrenalina, jaka towarzyszy robieniu zdjęć tuż nad urwiskiem (niczym niezabezpieczonym), zdecydowanie nadaje temu inny wymiar, zwłaszcza gdy ma się lęk wysokości. Spoceni, zarówno z wysiłku, jak i strachu przed upadkiem z urwiska, ruszyliśmy dalej górą na najwyżej położone wierzchołki skalnego miasta, by podziwiając co krok cudowne widoki, zejść tuż pod największą budowlę Petry, jakim jest teatr. Mieszczący od 6 do 10 tysięcy widzów obiekt został wybudowany najprawdopodobniej w I w. n.e. za panowania Aretasa IV.

18

Niestety, czas, jaki mieliśmy przeznaczony na zwiedzanie Petry, okazał się zbyt krótki, o czym oczywiście wiedzieliśmy, planując wycieczkę. Dlatego też nie udało nam się zobaczyć innej słynnej budowli Nabatejczyków, jaką jest Ad-Dajr (Klasztor), o czym przypomniał nam już wcześniej wspomniany rodak, który po jakże budujących i patriotycznych słowach „Nasi górą”, dodał: „My tu jesteśmy w Petrze na dwa dni. Bo krócej to bez sensu”.

NIEDZIELA Już w nieco lepszym stanie technicznym budzimy się równie wcześnie jak poprzedniego poranka. Jeszcze tylko szybkie śniadanie, podczas którego również spotykamy Polaków (z 3-miesięcznym dzieckiem), i ze łzami w oczach żegnamy naszą komfortową „trójkę”. Ruszamy w krótką, półtoragodzinną przejażdżkę w stronę Wadi Rum, gdzie spędzimy ostatnią noc w Jordanii. Dolina Wadi Rum to obszerny obszar pustynny położony na południu Jordanii, nieopodal granicy z Arabią Saudyjską oraz Morza Czerwonego, wśród wysokich, zbudowanych z granitu i piaskowca skał. Miejsce to, podobnie jak Petrę, zamieszkiwali kiedyś Nabatejczycy, po których pozostały liczne malunki naskalne i petroglify. Obecnie miejsce to zamieszkują


BINDI

© www.kalice.fr

Miejska, aktywna, zawsze gotowa do wyjścia na trening.

Ultralekka latarka czołowa z akumulatorem, przeznaczona do codziennego treningu biegowego. BINDI jest ultralekka i kompaktowa, waży tylko 35 g i mieści się w dłoni. Dzięki dużej mocy światła i szybkiemu ładowaniu przez USB jest idealna do codziennego użycia, regularnych treningów w mieście i w plenerze. Cienka opaska ma łatwą regulację i umożliwia wygodne noszenie latarki na wiele sposobów. 200 lumenów. www.petzl.com

19


TEMAT WYDANIA

Beduini, słynący z koczowniczego, wędrownego trybu życia. Tuż po godzinie 9.00 rano wita nas właściciel obozu Rum Stars – Camp Ahmed, tubylec o nieśmiałym, ale serdecznym usposobieniu, i częstuje słodką herbatą. Po chwili przyjeżdża rozklekotanym pick-upem jego kierowca Abdul. Wsiadamy na pakę i rozpoczynamy nasz całodzienny program na pustyni. Dolina swoim pięknem wręcz

Wąwóz As-Sik to piękna i jedyna droga do skalnego miasta

zwala z nóg. Gra świateł i cieni sprawia, że kolory skał i piasku zmieniają się niczym kameleon, czyniąc z pustyni idealne miejsce dla fotografów. Nic dziwnego, że nakręcono tu mnóstwo scen do wielu hollywoodzkich produkcji, w tym do filmów „Transformers” czy „Marsjanin” Ridleya Scotta. Co kilka minut stajemy przy kolejnej atrakcji wycieczki, niestety nie tylko my, ale i rzesze turystów. Od punktu do punktu jedziemy, nie widząc nikogo, jakbyśmy byli sami na wielkiej, surowej pustyni, by po chwili w jednym miejscu spotkać kilkanaście pick-upów wyładowanych zwiedzającymi. Trochę mi to przeszkadza. Jednak jesteśmy tutaj jeden dzień, więc trudno oczekiwać, że zabiorą nas w odludne, dalekie miejsca. Z pewnością, gdy zdecydujemy się na kilkudniowy program, będziemy mogli poczuć się jak prawdziwi Beduini. By dostrzec ogrom tego miejsca oraz „złapać” najlepszy kadr, koniecznie trzeba wejść na skały. Z góry dolina robi oszałamiające wrażenie, a przejeżdżające w oddali samochody wyglądają nienaturalnie, malutkie niczym zagubione mrówki szukające drogi do domu. Po zachodzie słońca meldujemy się w obozie Ahmeda. Jest zimno, dosłownie kilka stopni. Kilkanaście namiotów mogących pomieścić do czterech łóżek, jeden duży z kominkiem, gdzie wyziębieni pędzimy się nagrzać. Wokół kominka siedzą: „wódz” i garstka obozowiczów. Pijemy gorącą herbatę i wymieniamy się z innymi doświadczeniami i wrażeniami. Za dodatkową opłatą można zapalić sziszę. Pracownicy Ahmeda po chwili wołają na kolację, gdzie daniem głównym jest kurczak pieczony na węglach, zakopany w piasku w żeliwnym garnku. Typowo beduińska meto-

20


Al-Chazna zwana przez Beduinów „Skarbcem Faraonów” to bez wątpienia najbardziej znana budowla Petry

da przyrządzania mięsa. Niebo nad Wadi Rum jest zjawiskowe: zero chmur, miliony gwiazd, droga mleczna. Co tylko można sobie wymarzyć na niebie jest właśnie tutaj. Jakby było trochę cieplej, na pewno zdecydowałbym się na noc pod gołym niebem, by podziwiać ten spektakl matki natury. Z pełnymi brzuchami, w ubraniu, opatuleni w dwa koce kładziemy się spać do naszego namiotu.

21


TEMAT WYDANIA

> PONIEDZIAŁEK Poranek jest rześki. Pracownik obozu budzi wszystkich, krzycząc: „Wstawać! Śniadanie”. Mamy tylko pół godziny na poranną toaletę, posiłek i szybkie pakowanie. W obozie są prysznice i toalety, a więc bez problemu można się odświeżyć. Muszę przyznać, że poranek na pustyni, gdy wstaje słońce, jest czymś fantastycznym i unikatowym. Niestety czas wracać do wioski, gdzie czeka na nas Murad, by zabrać nas w naszą ostatnią podróż po Jordanii. Samolot mamy dopiero wieczorem, a chcemy jeszcze zobaczyć dwa miejsca.

Nasze sprawdzone rekomendacje

Jak dolecieć – Ryanair na trasie Modlin – Amman; czas lotu ok. 4 h Jak podróżować – prywatny kierowca; Hamza ma dwa samochody, a ceny są naprawdę konkurencyjne; jordanpetratravel@jahoo.com Gdzie się zatrzymać: Amman – Hotel Fairmont – z rozmachem i po królewsku Petra – Moon Hotel – solidny średniak z basenem na dachu Wadi Rum – Rum Stars Camp – niezapomniana noc na pustyni i ciekawe wycieczki w ofercie; rumstars.com

22


Morze Martwe i wszechobecna sól Po upływie pół godziny docieramy do Akaby, turystycznej enklawy położonej nad Morzem Czerwonym, która graniczy z izraelskim Ejlatem. Natomiast naprzeciwko, patrząc w stronę morza, jest Egipt, a kilkanaście kilometrów na południe Arabia Saudyjska. Akaba to strefa wolnocłowa, co znaczy jedno: można tu kupić alkohol, który poza hotelami jest trudno dostępny w Jordanii. Korzystamy więc z okazji i zatrzymujemy się w sklepie monopolowym, by „zatankować” kilka piwek na popołudnie. W sklepie Brytyjczycy i – rzecz jasna – Rosjanie, ze swoim słodziutkim, szorstkim akcentem. Mamy tylko godzinę, więc wskakujemy do morza na szybką kąpiel, by zaraz znów wrócić na pustynne bezdroża. Po drodze na lotnisko zatrzymujemy się nad Morzem Martwym. Położony na pograniczu Izraela, Palestyny i Jordanii akwen to ewenement na skalę światową. Jest jednym z najbardziej zasolonych zbiorników wodnych na świecie, w którym praktycznie nie istnieje życie organiczne. Lustro wody jest najniżej położonym punktem na Ziemi, co sprawia, że woda z niego nie odpływa, a znaczne parowanie powoduje, że co roku jej poziom się obniża, a sól i minerały zostają, co wyjaśnia, dlaczego zasolenie jest tak duże. Tym samym osoby, które nie umieją pływać, z powodu bardzo wysokiej wyporności (sól), z łatwością mogą tu dryfować. Niestety, ponieważ lot powrotny mieliśmy za kilka godzin, nie zdecy-

dowaliśmy się na kąpiel. Krótko mówiąc, bez prysznica w samolocie byłoby dość sztywno. Jordania to cudowny i zapierających dech w piersiach kraj, pełen fantastycznych i uśmiechniętych ludzi (poza garstką naciągaczy) oraz wspaniałych budowli, o zróżnicowanym, bajecznym krajobrazie. Sytuacja w Jordanii do złudzenia przypomina mi Izrael z zeszłego roku, gdzie dzięki nowym połączeniom lotniczym z Polski, kraj wręcz został oblężony przez turystów. Zupełnie jak tutaj, gdzie dominująca grupą przyjezdnych byli zdecydowanie nasi rodacy. Pokazuje to, jak ważną rolę w globalnej turystyce odgrywają linie lotnicze, jak z miejsca jeszcze do niedawna osiągalnego tylko poprzez oferty biur podróży Jordania staje się miejscem łatwo dostępnym. Na pewno 3 dni to za mało, by zobaczyć wszystko. Mam nadzieję, że skorzystam z rady krajana i wrócę jeszcze do Petry, choćby na ten jeden brakujący dzień. ■

23


TEMAT WYDANIA

FAIRMONT AMMAN

an: Amm e z Gd i y? m e j u noc

Decydując się na pięciogwiazdkowy hotel, musimy oczywiście liczyć się z dużym wydatkiem, ale w przypadku Fairmont Amman wybór nawet standardowego pokoju nie rozczaruje wymagającego gościa. W najtańszej opcji możemy się cieszyć 42-metrowym klimatyzowanym wnętrzem, urządzonym w eleganckim, stonowanym i niekłującym w oczy stylu, z bezpłatnym dostępem do internetu, dużym, interaktywnym telewizorem LED, wyposażonym w panel multimedialny Guest Services, sejfem, ekspresem do kawy, szerokim wyborem herbat, minibarem oraz wygodnym biurkiem dla tych, dla których podróż to również praca. W marmurowej łazience możemy się odświeżyć – w zależności od nastroju – pod prysznicem lub w dużej wannie. Fairmont Amman to jednak nie tylko wnętrza, ale też pracujący tu ludzie, którzy stoją na straży dobrego samopoczucia gości. Oczkiem w głowie właścicieli Fairmont Amman są znajdujące się w hotelu Willow Stream Spa o powierzchni 2200 metrów kwadratowych – z basenami, łaźniami tureckimi, jacuzzi, salami, gdzie wykonuje się zabiegi, m.in. z błota z Morza Martwego, oraz zróżnicowany wybór restauracji i barów, w których każdy znajdzie coś dla siebie. To właśnie restauracje wywarły na nas największe wrażenie. W Nasim skosztujemy tradycyjnych jordańskich potraw, a po posiłku zrelaksujemy się przy sziszy. W japońskiej Tsuki zadbano nie tylko o odpowiedni styl wnętrz, meble i klimat – najważniejsze jest to, że o podniebienie gości i walory estetyczne dań dba ściągnięty z Japonii szef kuchni. Salt to z kolei królestwo steków, w którym nasz kawałek mięsa zostanie przygotowany w opalanym węglem drzewnym piecu Josper. W Crystal pyszne słodycze popijemy najlepszymi arabskimi lub tureckimi kawami, a w Caprice wypijemy drinka przy muzyce na żywo. ■

TEKST KONRAD ŻELAZOWSKI

Amman – tętniąca życiem stolica Jordanii tym razem była dla nas jedynie przystankiem przed trzydniową podróżą na południe kraju, do starożytnej, niezwykłej Petry i jeszcze bardziej oszałamiającej doliny Wadi Rum. Krótki czas pomiędzy wieczornym lotem a porannym początkiem naszej przygody spędziliśmy w murach luksusowego hotelu w centrum miasta.

Fairmont Amman to pachnący nowością, otwarty zaledwie rok temu, pięciogwiazdkowy hotel położony w bezpośrednim sąsiedztwie prestiżowej dzielnicy Abdoun, w centrum miasta. Już po wkroczeniu do lobby nie można mieć wątpliwości, że jeśli szukaliśmy luksusu, to trafiliśmy pod właściwy adres. Wnętrza zostały zaprojektowane przez biuro Wimberly Allison Tong & Goo, które może się pochwalić podobnymi realizacjami w Las Vegas, Kalifornii, Abu Zabi czy Kuala Lumpur. Na gości czeka 317 pokoi i apartamentów, wliczając w to Fairmont Gold, czyli ekskluzywny hotel w hotelu, mieszczący się na 15. i 16. piętrze budynku. Z większości z nich roztacza się niczym nieograniczony widok na miasto, podziwianiu którego sprzyjają panoramiczne okna.

24

ZDJĘCIA: FAIRMONT AMMAN

luksus w mieście siedmiu wzgórz


1 3 :3 0

v ie n n a .h o 1 .0 3 1

V ie n n a H o u se

H o te l

100%

use

5 .1 6 6

1 .1 8 2

Follow

Kiedy hote l staje się Tw oim domem się z ciepla . Industrial rnianymi w ny styl spo ibracjami. W tyka Mokotow W itaj w Vienn arsaw. #en a House d le ss e xploration #greenhou #industrial se #newho design tel #visitwar saw #vienn ahouse

INDUSTRIALNY DESIGN ŁĄCZY SIĘ Z DELIKATNYM WYRAFINOWANIEM

e c t ó r k w e i c r a Otw 9 1 0 2 y t – lu

ENDLESS EXPLORATION viennahouse.com 25


Z KSIĘGARSKIEJ PÓŁKI

BURKA W NEPALU NAZYWA SIĘ SARI Mówi się, że rozpacz jest czarna, a codzienność szara. W Nepalu nie widuje się zbyt często tych odcieni, tu życie jest kolorowe. W hipnotyzującym ulicznym tłumie uwagę przykuwają wielobarwne sari, jeden z tradycyjnych kobiecych strojów, jakże inny od szarej i bezkształtnej burki, noszonej przez muzułmanki, która jest dla nas symbolem uciemiężenia kobiet. Tymczasem codzienność Nepalek niewiele różni się od codzienności Afganek. Pod grubszą warstwą pozorów i piękniejszą szatą kryje się niestety bardzo podobna rzeczywistość. Reportaż Edyty Stępczak to przejmująca opowieść o współczesnych nepalskich kobietach, które nie chcą już żyć w tradycyjnym, patriarchalnym świecie i – stawiając na szali swoje bezpieczeństwo, zdrowie, a czasem nawet życie – próbują zmieniać zarówno system, jak i społeczną mentalność. Rozdarte między tradycją, uwierającą jak sztywny gorset, a aspiracjami i dążeniami, które rozbudza w nich współczesny świat, walczą o podstawowe prawa człowieka. Oprawa twarda, format 13,5 x 20,8 cm, 384 s. Cena 42,90 zł WYDAWNICTWO ZNAK www.znak.com.pl

OBLICZA WIELKIEJ BRYTANII Do czego Brytyjczykom służy dom? Dlaczego gdy jeden Anglik otwiera usta, drugi już nim pogardza albo go nienawidzi? Czy brexit jest przejawem racjonalności Brytyjczyków, czy największym aktem kolektywnej głupoty w historii tego narodu? Autor opisuje zjawiska, które w ciągu ostatnich trzech dekad kształtowały Wielką Brytanię. Czy rewolucja taczerowska i rządy Tony’ego Blaira leżą u podstaw brexitu? Skąd bierze się coraz większy strach Brytyjczyków przed pedofilią, przemocą na ulicach, utratą domu, zdolności kredytowej i wchłonięciem przez Europę? Książka Dariusza Rosiaka, reportera i dziennikarza radiowej Trójki, to zbiór opowieści o wyspiarzach i zaproszenie do podróży przez współczesną Wielką Brytanię wystosowane z rozwagą Elżbiety II i ironią Monty Pythona. Oprawa miękka ze skrzydełkami, format 13,3 x 21,5 cm, 304 s. Cena 39,90 zł WYDAWNICTWO CZARNE www.czarne.com.pl

WSZYSTKIE IMIONA ŚNIEGU Czy ludność Laponii ma więcej nazw na określenie śniegu, czy reniferów? W jaki sposób Saamowie dochodzili do porozumienia z duchami ziemi i drzew? Dlaczego namiętnie budowali labirynty? I jakie są ich narciarskie upodobania? Jođi lea buoret go oru – popularne przysłowie Saamów mówi, że „lepiej przemieszczać się z miejsca na miejsce, aniżeli tkwić w jednym miejscu”. Wyrusz tropem ludzi śniegu i rozsmakuj się w ich fascynującym świecie, który od wieków rozpalał wyobraźnię podróżników. Autorzy, Marta i Adam Biernat, pokażą ci tę urzekającą i dziką krainę, jej dziewiczą naturę i wyżynno-górski krajobraz; opowiedzą o wierzeniach Saamów, ich zadziwiających zwyczajach, barwnych legendach i życiu codziennym. Dzięki podróży z tą książką poznasz najbardziej tajemniczą kulturę odległej Północy. Oprawa twarda, format 13,5 x 20,5 cm, 325 s. Cena 36,90 zł WYDAWNICTWO POZNAŃSKIE www.wydawnictwopoznanskie.com

26


27


TRAVEL & NATURA

Zdążyć przed katastrofą TEKST EWA KRYSTYNA GÓRECKA

Zdarzyło wam się kiedyś żałować, że nie odwiedziliście jakiegoś miejsca, zanim zostało zniszczone – bądź to przez wojnę, bądź przez żywioł czy z jakiegoś innego powodu? Przypominam sobie, że kilka miesięcy temu, patrząc na relację z Mosulu, ukazującą, jak terroryści z ISIS niszczą tamtejsze muzeum z eksponatami liczącymi sobie 3000 lat, odczuwałam naprawdę głęboki żal na myśl, że jakiś nieokrzesany idiota burzy coś, czego nie zdążyłam zobaczyć (mimo że wcześniej nie miałam nawet takiego zamiaru), ale prawdziwa gorączka opętała mnie po przeczytaniu artykułów o Campi Flegrei, europejskim superwulkanie w Kampanii, co do którego naukowcy od maja 2017 roku ostrzegają, że znajduje się na skraju erupcji. Właśnie wybierałam się do Neapolu, i myśl, że mogę nie zdążyć PRZED, że przyjadę tam za późno, stała się wręcz moją obsesją. 28


ZDJĘCIA: PIXABAY

Neapol i Wezuwiusz widziane z zamku Sant’Elmo

nów te z przedrostkiem „super” są płaskie i mają gigantyczne kratery o średnicy sięgającej kilkudziesięciu kilometrów. Kaldera Campi Flegrei ma średnicę „zaledwie” 12-15 km, jest więc raczej mała, aczkolwiek równie niebezpieczna jak znany wszystkim superwulkan Yellowstone w Ameryce. Ewentualna erupcja stanowi zagrożenie nie tylko dla pobliskiego Neapolu, ale także dla sporej części Europy, a jej konsekwencje mogą być odczuwalne na całym świecie. Nie jest też prawdą, że superwulkany nie wybuchają, po prostu nie zdarzyło się to nigdy w czasach historycznych, ale to właśnie wybuch sprzed 40 tys. lat może być odpowiedzialny za wyginięcie neandertalczyków i umożliwienie ekspansji Homo sapiens. To on wraz z silną erupcją sprzed 15 tys. lat, która zaowocowała pojawieniem się nietypowej skały magmowej – tzw. żółtego tufu neapolitańskiego – ukształtował teren dzisiejszej Kampanii z Zatoką Neapolitańską, o której rzymski poeta Horacy pisał, że jest to najwspanialsza zatoka na świecie. Już sama nazwa Campi Flegrei, z greckiego oznaczająca ogniste pola, sugeruje, że jest to teren o wzmożonej aktywności termicznej, pełen wulkanów, gorących źródeł, fumaroli i gejzerów. W czasach, kiedy przybyli tu Grecy, to jest w VIII w. p.n.e., było ich znacznie więcej niż dziś. Obecnie

Aktywne fumarole wulkanu Solfatara

P

omysł, żeby w obliczu ewentualnego zagrożenia zrezygnować z wyjazdu nawet nie zaświtał mi w głowie, co być może świadczy o braku instynktu samozachowawczego lub jakichś ukrytych skłonnościach samobójczych. Chciałam zobaczyć to miejsce, pospacerować po superwulkanie, przekonać się, jak się żyje z magmą pod stopami, i nic innego nie miało znaczenia.

TYKAJĄCA BOMBA Pola Flegrejskie to jeden z 12 ziemskich superwulkanów znanych dziś naukowcom. W odróżnieniu od zwykłych wulka-

29


TRAVEL & NATURA

ne pionowe ruchy skorupy ziemskiej, w wyniku których teren wynosi się ponad powierzchnię lub zapada pod wody zatoki.

ZDJĘCIA: EWA KRYSTYNA GÓRECKA

ZIEMIA MAGICZNA

różne źródła podają od 25 do 40 wulkanów mieszczących się na tym obszarze, choć szczerze mówiąc, nie doszłam do tego, skąd pochodzi ta różnica w ich liczbie. W samym centrum kaldery znajduje się historyczne miasteczko Pozzuoli, pod nim zaś rozciąga się jezioro płynnej gorącej magmy, która ciągle „pracuje”, wywołując swoimi ruchami częste trzęsienia ziemi i zjawisko zwane bradisismem, czyli powol-

Świątynia Merkurego z widoczną kopułą (w Parku Archeologicznym Terme di Baia); wyżej – wnętrze świątyni

30

Jak łatwo się domyślić, zdążyłam PRZED (gdyby doszło tu do erupcji, z pewnością usłyszałby o niej cały świat), ale moja obsesja wcale nie minęła. Przeciwnie, Półwysep Flegrejski pociąga mnie stale, jak ćmę światło, tak że co jakiś czas obieram kierunek na zachód (od Neapolu) i rozkoszuję się pięknem krajobrazu, bogactwem historii, unoszącą się w powietrzu magią i chyba także dreszczykiem emocji wynikającym ze świadomości, że wszystko to, co mnie otacza, takie cudowne, spokojne, wręcz rajskie, może w jednej chwili zniknąć, zmienić się w prawdziwe piekło. Wracam tam więc stale, aby chwytać tę chwilę, dopóki trwa, i wciąż jest mi mało. Podziwiałam wspaniałą plażę w Torregaveta, przeszłam pieszo z Pozzuoli do Neapolu i z Lucrino do zamku Aragonów, zwiedziłam podziemia Rione Alto, parki archeologiczne w Baia i Kumie, muzeum Campi Flegrei w Bacoli i amfiteatr Flawiusza w Pozzuoli. Nie twierdzę, że widziałam już wszystko, ale to, co zobaczyłam do tej pory, wprawiło mnie w zachwyt, przerosło moje oczekiwania i zaowocowało chęcią podzielenia się z kimś wrażeniami i zachęcenia innych do odwiedzenia tego miejsca... PRZED KATASTROFĄ.


31


TRAVEL & NATURA

Świątynia Jowisza na kumańskim Akropolu

Słynna grota Sybilli w Kume

W SZPONACH MITOLOGII Naszą wycieczkę proponuję rozpocząć od Kume, jako że historycznie to od niej wszystko się zaczęło. Ok. 757 r. p.n.e. przybyli na te tereny pierwsi Grecy i założyli swą (najstarszą na stałym lądzie) kolonię. W Parku Archeologicznym podziwiać możemy pozostałości greckiego Akropolu, u stóp którego znajduje się grota słynnej Sybilli Kumańskiej, znanej nam z mitologii oraz z „Eneidy” Wergiliusza. Sybilla była ka-

32

płanką boga Apollo, który, by ją uwieść, obiecał spełnić jej życzenie. Chciała tyle lat życia, ile ziaren piasku zmieści się w jej garści. Wyszło 1000. Apollo, czy to przez złośliwość, czy bezmyślność, wypełnił jej prośbę literalnie, tj. dał jej obiecane lata, ale bez towarzyszącej im młodości, gdyż o tę nie prosiła (myślę, że dla kobiety było logiczne, że jedno związane jest z drugim, ale męska logika chodzi zapewne innymi drogami), tak więc z biegiem czasu kurczyła się i kurczyła, aż w końcu pozostał po niej tylko głos. Wchodząc na Akropol, docieramy do świątyni Apolla, zbudowanej, według relacji Wergiliusza, przez ateńskiego architekta Dedala. Z mitologii wiemy, że po zabójstwie siostrzeńca musiał on uciekać z Aten i schronił się na Krecie. Tam miał wybudować słynny labirynt, w którym został potem zamknięty przez króla Minosa, by nie mógł opuścić wyspy. Dedal, tyleż pomysłowy, co uparty, postanowił jednak uciec, zabierając ze sobą syna Ikara. Któż z nas nie zna mitu o Ikarze, który na skrzydłach wykonanych z wosku, mimo przestróg ojca, wzbił się zbyt wysoko i zbyt blisko słońca? Dedalowi jednak udało się przetrwać ten lot i, jak podaje Wergiliusz, wylądował on w Kume, a z wdzięczności za uratowanie życia wybudował tu świątynię Apolla, składając w niej w ofierze swoje woskowe skrzydła. Na samym szczycie warto także obejrzeć pochodzące z czasów rzymskich ruiny świątyni Jowisza powstałej na miejscu innej greckiej świątyni poświęconej bogini Demeter.


Po opuszczeniu Kume udajemy się do zamku Aragonów w Bacoli, który stanowi siedzibę Muzeum Campi Flegrei. Warto odwiedzić to miejsce zarówno ze względu na zgromadzone eksponaty, jak i na cudowne widoki rozciągające się z zamkowego tarasu. Dodam jeszcze, że bilet zakupiony w Kume daje nam możliwość wejścia do wszystkich czterech muzeów znajdujących się na naszej trasie, jest ważny przez 2 kolejne dni i kosztuje jedynie 4 euro. W drodze do Baia mijamy jezioro Averno, którego nazwa wywodzi się od greckiego słowa „aornos” (oznaczającego „bez ptaków”) i przypomina o wydobywających się stąd w przeszłości gazach, które miały zabijać przelatujące ptaki. Jest to bowiem zalany wodą wulkaniczny krater powstały po erupcji sprzed 4000 lat. Ze szczytu zamku Aragonów podziwiać zaś możemy dwa inne wulkany, wznoszący się 331 m n.p.m. Monte Gauro i niższy, zwany Monte Nuovo, czyli Nową Górą – jedyny na terenie Pól Flegrejskich wulkan, którego erupcja miała miejsce w czasach historycznych, dokładnie w 1538 r., a jej opisy przetrwały w listach i wspomnieniach ówczesnych mieszkańców. Dowiadujemy się z nich, że na dzień przez wybuchem wody zatoki cofnęły się o jakieś 370 m, pozostawiając na brzegu mnóstwo żywych jeszcze ryb. Dziś przyjmuje się, że zjawisko to było związane z bradisismem, wskutek którego obszar ten podniósł się o jakieś 7,4 m. Następnego dnia rano teren znów się obniżył, a w południe zaczął ponownie

ZDJĘCIA: EWA KRYSTYNA GÓRECKA

WULKANY

Park Archeologiczny Terme di Baia

rosnąć. Erupcja rozpoczęła się około godz. 20.00 w niedzielę 29 września 1538 r. i trwała przez cały kolejny dzień. We wtorek 1 października na miejscu dawnej wioski Tripergole znajdowało się już nowe wzniesienie o wysokości 133 m n.p.m. i średnicy 420 m. W ten sposób w ciągu jednego dnia krajobraz tego terenu uległ całkowitej zmianie.

WŚRÓD STAROŻYTNYCH TERM Po obejrzeniu eksponatów w Muzeum Campi Flegrei zjeżdżamy w dół do dzielnicy Baia, gdzie czekają na nas ruiny obiektów termalnych w Parku Archeologicznym Terme di Baia. Na szczególną uwagę zasługuje tu świątynia Merkurego zwana też świątynią Echa. Jest to kompleks termalny, łatwy do rozpoznania dzięki charakterystycznej kopule o całe 200 lat wyprzedzającej kopułę rzymskiego Panteonu.

FOTO: UNSPLASH

Zamek Aragonów w Baia

33


TRAVEL & NATURA

Wejście na teren wulkanu Solfatara w Pozzuoli

FOTO: ROLF COSAR \ WIKIPEDIA

Amfiteatr Flawiusza w Pozzuoli z fragmentami starożytnych kolumn

FOTO: EWA KRYSTYNA GÓRECKA

Wewnątrz znajduje się woda, nad którą umieszczona jest metalowa kładka, umożliwiająca nam wejście do środka. Proszę, nie popełnijcie błędu, który był moim udziałem, kiedy pierwszy raz odwiedziłam to miejsce. Byłam wtedy prawie sama w całym parku i, prawdę mówiąc, wśród starożytnych ruin zaczynałam czuć się trochę nieswojo. Kiedy więc nagle weszłam do okrągłego mrocznego pomieszczenia, a pod stopami zobaczyłam wodę, zwyczajnie zaparło mi dech w piersiach. Nie uciekłam od razu, skądże znowu, zrobiłam nawet kilka zdjęć, ale mowę odebrało mi radykalnie. Dopiero zatem za drugim razem, kiedy przywiodłam tu moich włoskich przyjaciół, odkryłam akustyczne właściwości świątyni, uzasadniające nazwanie jej Świątynią Echa. Jeśli więc zawitacie w te rejony, koniecznie użyjcie narządu mowy, choćby tylko do wyartykułowania zwykłego „wow”.

kulturalne bogactwo Włoch, myśląc, że w Polsce tego typu obiekt, nawet zachowany tylko fragmentarycznie, zostałby otoczony opieką i opatrzony tabliczką „nie dotykać”, a tu traktowany jest „prawie” jak śmieć. Inną naturalną atrakcją Pozzuoli jest ciągle aktywny i wyrzucający z siebie tumany pary wodnej zmieszanej z siarkowodorem wulkan Solfatara. Do niedawna można było zobaczyć go z bliska, jednak po wypadku z września 2017 r., w wyniku którego zginęła tu 3-osobowa rodzina, został zamknięty „do odwołania”. Możemy jedynie przejść się w jego pobliżu, by poczuć znajomy zapach siarkowodoru, zastanawiając się z lekka, jak też pobliscy mieszkańcy mogą go wytrzymywać na co dzień.

PO PROSTU POZZUOLI Ostatni punkt naszej trasy to miasteczko Pozzuoli, znajdujące się, o czym już wspomniałam, w samym centrum superwulkanu. Jedną z jego wielu atrakcji jest amfiteatr Flawiusza, trzeci co do wielkości w całym Imperium, po rzymskim Koloseum i amfiteatrze w Kapua. Ze wszystkich dostępnych dziś obiektów tego typu ma najlepiej zachowane podziemia, z celami gladiatorów i klatkami dla zwierząt. Wewnątrz „walają się” (myślę, że to właściwe określenie) fragmenty starożytnych kolumn, których nie tylko możemy dotknąć, ale nawet przysiąść na liczącym sobie 2000 lat kapitelu. Chyba właśnie w tym miejscu uświadomiłam sobie w sposób szczególny

34

DLA DOBREGO SAMOPOCZUCIA Po tak wyczerpującym dniu warto wykorzystać tę miejscowość także w celach konsumpcyjnych, Pozzuoli słynie bowiem z bardzo dobrej kuchni, a tutejsze restauracje i tawerny stanowią cel wypadów rodowitych neapolitańczyków, można tu bowiem smacznie i tanio skosztować tradycyjnych neapolitańskich przysmaków, takich jak słynne ragù, gattò di patate, spaghetti alle vongole, casatiello, sartù di riso, czy w końcu znana na całym świecie pizza margherita. A dla ochłody można jeszcze udać się na plażę, by zażyć morskiej i słonecznej kąpieli. ■


35


ROZMAITOŚCI

CIEKAWOSTKI ZE ŚWIATA OPRACOWANIE RENATA NAWROCKA

Miejscowość Green Bank w Wirginii Południowej (USA) to prawdopodobnie najczystsze, najcichsze i najspokojniejsze miasto na świecie. Nie działają tutaj telefony komórkowe, nie ma wi-fi, a nawet... radia czy telewizji. Ta osobliwa sytuacja nie wynika jednak z zacofania technologicznego miasteczka. Przeciwnie – Green Bank to siedziba jednego z największych światowych radioteleskopów – Robert C. Byrd Green Bank Telescope (GBT). Jego antena wyłapuje fale elektromagnetyczne pochodzące z odległych galaktyk. Sygnały te są tak delikatne, że zakłócić je może nawet najlżejsza emisja fal radiowych z elektronicznych gadżetów. Dlatego liczące 140 mieszkańców miasteczko jest ich pozbawione. Nie ma tu masztów telefonii komórkowych, nie słucha się muzyki z sieci i nie ogląda telewizji. Nie spotka się tu również aut z silnikami spalinowymi. Strefa wyciszenia – National Radio Quiet Zone – obejmuje ok. 33 tys. km2.

FOTO: JAREK TUSZYŃSKI/CC-BY-SA-3.0 GDFL/WIKIPEDIA

MIASTO BEZ... ELEKTRONIKI

MOLOCH STRASZLIWY

FOTO: SHUTTERSTOCK

Jaszczurka o tej budzącej grozę nazwie w pełni na nią zasługuje, choć nie ze względu na wielkość (stworzenia te mają od 15 do 25 cm długości), ale z uwagi na wygląd. Kolczasty stwór umie się doskonale bronić, a jego naturalna „zbroja” zmusza drapieżniki do zastanowienia się, czy chcą na niego zapolować. Dodatkowo – dla zmylenia przeciwnika – na szyi zwierzęcia znajduje się... fałszywa głowa. Zamieszkująca Australię jaszczurka potrafi zmienić kolor, by wtopić się w otoczenie. Poruszając się charakterystycznym chwiejnym krokiem, wygląda jak roślina na wietrze. Głównym i jedynym przysmakiem molocha są mrówki – podczas jednego posiłku potrafi zjeść od 300 do 500 owadów.

36


Kto z nas nie marzył o znalezieniu starej skrzyni wypełnionej złotem? Tym razem szczęście dopisało włoskim archeologom. W mieście Como na północy Italii znaleziono zbiór 300 złotych monet pochodzących najprawdopodobniej z IV wieku n.e. Zdaniem Giancarlo Frigerio, prezesa stowarzyszenia archeologicznego z Como, znalezisko jest warte miliony, ale jego wartość historyczna może być jeszcze większa. Rzymskie monety ze szlachetnego kruszcu znajdowały się w kamiennej amforze zakopanej na głębokości około metra. Przypuszczalnie została ona ukryta między murami domu na wypadek włamania, zapewne podczas najazdów. W miejscu, gdzie znajdował się skarb, w czasach Cesarstwa Rzymskiego wznosiły się posiadłości zamożnej arystokracji. Znalezisko zostało przekazane do szczegółowych badań naukowych do włoskiego urzędu ochrony zabytków.

FOTO: WWW.BENICULTURALI.IT/MIBAC

SKARB WART MILIONY

NAJWIĘKSZA NA ŚWIECIE MORSKA FARMA WIATROWA

FOTO: WWW.WALNEYEXTENSION.CO.UK

Instalację o nazwie Walney Extension zbudowała jedna z duńskich firm energetycznych, ale odbiorcami „czystej” energii będą, przynajmniej na razie, głównie mieszkańcy Wielkiej Brytanii. Farma zajmuje powierzchnię 145 km2, czyli mniej więcej tyle, ile... 20 tysięcy boisk piłkarskich! Wzniesiona w obszarze Cumbria County na Morzu Irlandzkim, składa się z 87 olbrzymich turbin wiatrowych (każda z nich ma niemal 200 metrów wysokości) o łącznej mocy 659 megawatów. Za sprawą wiatru napędzającego śmigła prąd płynie do 600 tysięcy odbiorców. Nowoczesna instalacja jest bardzo wydajna, zaś czas jej pracy przewidziano na 25 lat.

37


Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

Road Trip po Teksasie, czyli zrealizowane marzenie z dzieciństwa TEKST MICHAŁ STOLAREWICZ

Teksas jest drugim co do wielkości stanem w USA – pod względem powierzchni – zaraz po Alasce. Ponad dwa razy większy od Polski, jednak ludności jest tutaj dwa razy mniej. Gdyby znajdował się w Europie, byłby drugim największym krajem Starego Kontynentu. Jego stolicą jest Austin, najprężniej rozwijające się miasto, zaraz po Houston, Dallas i San Antonio.

S

tan ten wyróżnia się rozległymi pastwiskami i dużą ilością szybów naftowych. Osobiście kocham majestatyczne, puste przestrzenie. Niekończąca się droga, a po obu jej stronach całkowite bezdroża, prerie i dzika natura. Co jakiś czas mija się jakąś bramę wjazdową na ranczo i samotnie stojące stacje benzynowe. Niesamowita atmosfera, czułem się jak w filmie. Mogłaby to być idealna sceneria

38


FOTO: MICHAŁ STOLAREWICZ

San Antonio do niejednego filmu z klimatem, a przecież ludzie żyją tu tak na co dzień. I to żyją tak, jakby czas się dla nich zatrzymał. Są bardzo serdeczni, otwarci, nigdzie się nie spieszą. Lubią dobrze zjeść i wypić. Podstawą teksańskiego pożywienia są: fasola, stek drobiowy i wołowy, ryba z grilla, gulasz (Hopkins County Stew) i ostry sos (Pace Picante Sauce). W tej części USA najważniejsze jednak jest chili. Ta potrawa, która w 1977 roku została oficjalnie uznana za Stanowe Danie Teksasu, powstaje na bazie fasoli, mięsa i jarzyn. Mówi się, że kto był w Teksasie, a nie zna smaku chili – ten... nie był w Teksasie. Poza tym wszystko jest tutaj większe niż gdzie indziej, zaczynając od rozmiarów ciuchów lokalnych mieszkańców, a kończąc na rozmiarach burgerów. Teksas od zawsze kojarzył mi się z bezdrożami, kowbojami w kapeluszach i przydrożnymi barami z sycącym amerykańskim jedzeniem. Pamiętam jeszcze, że gdy jako dziecko oglądałem legendarną serię filmów o Strażniku Teksasu, wymarzyłem sobie podróż właśnie w te rejony Stanów Zjednoczonych. Tym, co wszyscy kojarzymy z Teksasem, są nieodłączne elementy tego stanu, takie jak: ranczo, bydło, broń palna, kowboje, rodeo czy ropa naftowa. Jednak moim największym wyobrażeniem – które znalazło się także na mojej „bucket list” – było zjeść prawdziwy teksański stek w jednej z przydrożnych knajp dla kowbojów. A jaki jest Teksas naprawdę? Czy nie rozczarował mnie, nie zburzył moich marzeń z dzieciństwa?

ZDJĘCIA: PIXABAY

Rzeka Rio Grande

39


San Antonio Alamo – budowla upamiętniająca historię Teksasu, z muzeum, wystawami i ogrodem

ZDJĘCIA: MICHAŁ STOLAREWICZ

Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

W Teksasie wszystko jest rozmiaru XXL...

BIG SKY COUNTRY

W epoce kolonialnej był hiszpańską posiadłością, a w 1821 r. znalazł się w granicach niepodległego Meksyku. W wyniku wojny ze Stanami Zjednoczonymi granicę pomiędzy tymi państwami wyznaczono na rzece Rio Grande i Teksas stał się częścią USA. Obecnie w Teksasie co trzeci mieszkaniec mówi po hiszpańsku, a Meksykanie są największą grupą etniczną. Granica meksykańsko-amerykańska ciągnie się na linii 3169 kilometrów, wzdłuż rzeki Rio Grande, i jest drugą najczęściej przekraczaną na całym świecie (zarówno legalnie, jak i nielegalnie). Teksas słynie z najbardziej surowego prawa w USA. Wszyscy chodzą tutaj z bronią i srogo pilnują swojego

FOTO: PIXABAY

To tutaj ziemia spotyka się z niebem. Mówi się, że Teksas to „big sky country”, czyli kraj o wielkim niebie. Obszar bez gór, a nawet małych wzgórz, był dosłownie płaską ziemią i „wielkim niebem”. Teksas to jedyny stan, którego mieszkańcy, gdy zapyta się ich o miejsce zamieszkania, nie odpowiadają: „Stany Zjednoczone”, lecz „Teksas”. Nazwa tego stanu wywodzi się od słowa taysha (przyjaciele lub sprzymierzeńcy), pochodzącego z języka północnoamerykańskiego plemienia Kaddo. Teksas bywa także nazywany Stanem Samotnej Gwiazdy – na znak republikańskiej niezależności.

Dallas

40


41


Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

TORNADO W TEKSASIE

terytorium. W Teksasie obowiązuje daleko idące prawo własności, w ramach samoobrony można strzelać do osoby, która wtargnęła na prywatną posesję. Nadal istnieje tu kara śmierci. Zabicie złodzieja w celu uniemożliwienia kradzieży jest legalne. Jest tu więcej farm i ziemi uprawnej niż w jakimkolwiek innym stanie. Tu hoduje się najwięcej bydła i owiec, produkuje najwięcej wełny i ropy naftowej. W samym Teksasie znajduje się blisko 30% zapasów ropy Stanów Zjednoczonych. Teksas ma wysoko rozwiniętą hodowlę przemysłową i produkcję żywności. Jeśli chodzi o jedzenie, stan jest całkowicie samowystarczalny.  Jego mieszkańcy są dumni z bycia Teksańczykami.

42

ZDJĘCIA: MICHAŁ STOLAREWICZ

Kocham doświadczać nowych rzeczy w swoim życiu. Poczuć takie emocje, których nigdy wcześniej nie czułem. Podczas mojej podróży przez Meksyk i Teksas miałem okazję – po raz pierwszy w życiu – podziwiać formujące się tornada po upalnym dniu! W tej części świata temperatura rzadko spada poniżej 30 stopni. W dzień mojego przyjazdu osiągnęła 41 stopni Celsjusza. Tornado widziane na żywo to coś pięknego. Pomimo ogromu zniszczeń, jakie za sobą niesie, jest zjawiskiem niezwykłym, które znałem dotychczas jedynie z filmów. Moja podróż ze stolicy Meksyku do  San Antonio w Teksasie  to ponad 1400 kilometrów w jedną stronę. Zawsze marzyłem o takim tripie samochodem, podczas którego każdej nocy mógłbym się zatrzymywać w przydrożnych motelach. Wraz ze swoimi meksykańskimi przyjaciółmi dokonaliśmy tego! Po drodze podziwialiśmy piękne widoki, ale także prawdziwe siły natury. Wyruszyliśmy z miasta Meksyk, a w aucie spędziliśmy ponad tydzień.


SAN ANTONIO Założone w 1718 roku miasto San Antonio jest w rzeczywistości starsze od Stanów Zjednoczonych. Przed przybyciem hiszpańskich misjonarzy żyło tutaj plemię Payaya. Dziś liczy ponad milion mieszkańców z różnych środowisk. Znajduje się tutaj Narodowy Park Historyczny San Antonio Mission, który jest jedynym takim obiektem wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO w stanie Teksas. Punktem obowiązkowym zwiedzania miasta są odwiedziny The Alamo. To miejsce, w którym Davy Crockett i jego towarzysze bronili się przed armią meksykańską. Tutaj, w jednym z lokalnych barów hotelu Menger, Teddy Roosevelt zwerbował swoich Rough Riders.  Kolejnym ważnym punktem orientacyjnym jest Pałac Gubernatora Hiszpanii w Parku Narodowym i stanowe miejsce historyczne Casa Navarro. Oba miejsca pokazują, jak wyglądało życie ludzi w pierwszych dniach San Antonio. Six Flags Fiesta Texas i SeaWorld San Antonio to najbardziej popularne atrakcje w mieście, wraz z Bracken Bat Cave, czyli jaskinią z największą na świecie kolonią nietoperzy. W mieście znajduje się także ogród botaniczny, w którym prezentowane są kwiaty i rośliny regionu. Co ciekawe, w Teksasie znajduje się obecnie najszybszy w USA odcinek autostrady, po którym można się poruszać z maksymalną prędkością ponad 136 kilometrów na godzinę (85 mil na godzinę). Autostrada łączy Austin i San Antonio, czyli dwa najszybciej rozwijające się miasta tego stanu.

Typowa amerykańska restauracja w Teksasie

43


ZDJĘCIA: PIXABAY

Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

Będąc w USA, z pewnością warto odwiedzić ten drugi (po Alasce) pod względem powierzchni amerykański stan, choćby po to, by osobiście doświadczyć wciąż obecnego tutaj ducha Dzikiego Zachodu... ■ Więcej na blogu autora: BlogGlobtrotera.pl

Stacja benzynowa jak z filmu...

Michał Stolarewicz – podróżnik, dziennikarz mieszkający dotychczas w Warszawie, Londynie i na Krecie. Prowadził młodzieżową audycję radiową „Trendymaniak” i grał w Teatrze PROdukcyjnym. Jest autorem bloga www.BlogGlobtrotera.pl i miłośnikiem spontanicznych podróży na własną rękę na drugi koniec świata. Zwiedził także Europę autostopem.

44


45


TRAVEL & SPORT

Na narty do Francji TEKST I ZDJĘCIA JAROSŁAW KAŁUCKI TRAVELPLANET.PL

Jazda na nartach we Francji uważana jest przez polskich narciarzy za wyjątkową frajdę. Wspaniałe ośrodki, w których zasadą jest zjeżdżanie na nartach przed samo wejście do hoteli czy apartamentów, rozległe tereny narciarskie, legendarna kuchnia. Odstrasza odległość, ale w niskim sezonie regułą jest to, że właśnie we Francji znajdziemy najkorzystniejsze cenowo oferty, ze skipassami w cenie.

S

amochodem trzeba pokonać ok. 1500 km, i to z zachodniej części Polski. Dlatego w statystykach wyjazdów narciarskich (według Travelplanet.pl) za ubiegły sezon Francja znalazła się dopiero na piątym miejscu. Na spędzenie narciarskich wakacji decyduje się nieco ponad czterech na stu miłośników białego szaleństwa. Za to najczęściej właśnie do Francji podróżują nie samochodami, lecz samolotem. Bo auto na miejscu nie jest w ogóle potrzebne – we francuskich stacjach narciarskich obowiązuje zasada, że na nartach wjeżdża się wprost do hotelu czy apartamentu. Wśród decydujących się na narty we Francji to Trzy Doliny, z magią największego ośrodka narciarskiego w Europie (600 km tras połączonych wyciągami i trasami), są wciąż na czele rankingu, ale sporą popularność zdobywają ośrodki w okolicach Grenoble: Alpe d’Huez i Les Deux Alpes. Gdy na tamtejszych nartostradach spotykaliśmy narciarzy z Polski, po narzekaniach na uciążliwą podróż zaraz dodawali: ale warto było.

46

ALPE D’HUEZ 300 słonecznych dni w roku, najdłuższa czarna trasa na świecie – o długości aż 16 km, dwa lodowce, 240 km kapitalnych nartostrad i świetne centrum sportowe, do wykorzystania po lub zamiast nart. Zielone zbocza, gdzie jeszcze na początku XX wieku wypasano owce i bydło, przekształcono w jedną z ciekawszych stacji narciarskich w Alpach. Alpe d’Huez kojarzy się miłośnikom kolarstwa z kultowym wręcz etapem Tour de France. Blisko 14-kilometrowy, kręty podjazd zaczyna się w okolicach Grenoble, na wysokości 1750 m n.p.m., a kończy w centrum miasteczka, ponad 1000 m wyżej. 21 zakrętów, ale precyzyjniej


Alpe d’Huez

byłoby stwierdzić: nawrotów, oznaczono tabliczkami z nazwiskami zwycięzców tego etapu wyścigu. Kto był najlepszy? To Włoch Marco Pantani, który w 1997 roku trasę o przeciętnym nachyleniu niemal 8 proc., pokonał w 37 minut. Raz tylko, w 2004 roku, do tego wyniku zbliżył się Lance Armstrong, wjeżdżając na metę o sekundę wolniej. Ich średnia prędkość, niemal 23 km/h – pod górę! – robi wrażenie. Sam wjazd samochodem tą trasą to wyjątkowe doznanie, ale – jak się okazuje na końcu – to tylko preludium estetycznych wrażeń czekających w Alpe d’Huez. Przez środek

otoczonej szczytami miejscowości, położonej na plateau zakończonym kilkusetmetrowym urwiskiem, przebiega rzadko spotykany wyciąg, w którym wagoniki mają kształt metalowych koszy. Przejeżdża się nim z jednego krańca miejscowości na drugi – nie tylko z nartami. Niczym z drona podziwia się bajkowe zakamarki i bombonierkowe domki, szusujących przez centrum narciarzy i wspaniały, odkryty basen z podgrzewaną wodą. I to zwykle w pełnym słońcu. Bo Alpe d’Huez zwany jest właśnie Wyspą Słońca – kurort leży na południowych zboczach,

47


TRAVEL & SPORT

dzięki czemu jest tu aż 300 słonecznych dni w roku. Już w 1936 roku odkryto, że zamiast wypasać tu owce i bydło, lepiej zarabiać na turystach, i z pewnością będą to większe pieniądze. Wówczas postawiono tam pierwszy wyciąg narciarski typu Poma-Lift, zaprojektowany przez Jeana Pomagalskiego – francuskiego inżyniera polskiego pochodzenia oraz założyciela największej na świecie firmy produkującej wyciągi oraz koleje linowe Pomagalski S.A. (POMA). Górska miejscowość zyskała popularność wśród narciarzy i snowboardzistów dzięki zimowej olimpiadzie w 1968 roku. Stacja narciarska, promowana jako Alpe d’Huez, to tak naprawdę w sumie sześć miejscowości (w skład ośrodka wchodzą jeszcze Auris en Oisans, La Garde, Oz en Oisans, Vaujany i Villard-Reculas), tworząc mniej więcej 10 000-hektarowy teren, po którym – uwaga – można się przemieszczać bez odpinania nart. Połączone są wyciągami, w kilkunastu wypadkach służącymi wyłącznie do skomunikowania miejscowości, a nie obsługiwania tras zjazdowych. A tych jest tu w sumie aż 120, o łącznej długości 240 km. Nad trasami pieczę sprawuje prawie tysiąc armatek śnieżnych oraz kilkadziesiąt wyciągów (kolejek linowych, gondoli, wyciągów krzesełkowych, orczyków, lin holowniczych)

o łącznej przepustowości 102 tys. os/h. Część tras niczym amfilada otacza Alpe d’Huez, i są to trasy przeważnie niebieskie, rodzinne, i łagodne czerwone. Te bardziej wymagające schodzą z Pic Blanc, z wysokości 3300 m n.p.m. Najważniejsza i najsłynniejsza to Sarenne, czarna nartostrada o długości aż 16 km, choć w końcowym odcinku jest ona raczej niebieska. Prowadzi wąwozem, ale po bardzo płaskim terenie. Po kilkunastu kilometrach stromizn i muld to balsam dla nóg. Znacznie bardziej wymagająca jest kombinacja czarnych i czerwonych tras, schodzących z Pic Blanc, prowadzących wąwozami, lasami i na odkrytych połaciach, aż do Vaujany. To w sumie dobrze ponad 20 km jazdy, zwłaszcza rano po twardym, lodowatym śniegu (z powodu północnej ekspozycji tras). Ale żeby pokonać ją od samej góry, z Pic Blanc trzeba rozpocząć od najbardziej hardcorowej, nie tylko w tym ośrodku, ale i w całych Alpach, trasy Tunnel – nazwanej tak od tunelu, którym trzeba się na nią dostać z górnej stacji gondoli. Jest piekielnie

48


49


TRAVEL & SPORT Les 2 Alpes

stroma i pełna muld, więc nawet doskonały narciarz, oglądając ją z wagonika, dobrze się namyśli, zanim skieruje się do prowadzącego na nią tunelu, by po garbach zjechać ponad 3 km, przy różnicy poziomów 770 m. I bardzo dobry, i początkujący narciarz znajdzie dla siebie zjazd z okolic Auris en Oisans w stronę Alpe d’Huez. To obowiązkowy punkt pobytu, bo centralna miejscowość regionu narciarskiego wygląda stąd wręcz nieziemsko. Stąd też najlepiej widać Aiguilles d’Arves – trzy szczyty doskonale znane z etykiet miłośnikom wody mineralnej Evian. W Alpe d’Huez jest kilka tras do nocnych jazd, ale wieczorem życie przenosi się raczej do niezliczonych knajpek, pubów, restauracji i dyskotek. Dla miłośników poważniejszej muzyki organizowane są cotygodniowe koncerty muzyki klasycznej w kościele Notre Dame des Neiges. Jeśli dopadnie nas zła pogoda czy po prostu chęć chwilowego odpoczynku od nart, Alpe d’Huez proponuje zwiedzanie groty lodowej (2700 m n.p.m.), pływanie w basenie krytym oraz odkrytym, lot paralotnią, helikopterem, łyżwiarstwo, wspinanie się po ścianie wspinaczkowej, naukę jazdy samochodem po lodzie, wyścigi gokartami na lodzie, wycieczki psimi zaprzęgami. Wyjątkowy obiekt to Palais des Sports et des Congrès Alpe d’Huez, gdzie można (wejście na skipass) uprawiać aż 26 sportów, wśród nich są m.in.: squash, tenis, golf, koszykówka, piłka nożna, jest tu również ściana wspinaczkowa, siłownia itp. Wyjątkowym doznaniem jest zjazd tzw. góralką, czyli na saneczkach na specjalnym metalowym torze. Wyjątkowym, bo

50

jedziemy w specjalnych goglach, mając przed oczami nie krajobrazy, lecz wirtualną rzeczywistość: zagrody, stodoły, wyłaniające się zza skał zwierzęta, skoki w przepaście itp.

LES 2 ALPES Przemierzając centrum miejscowości, można poczuć się jak na zakopiańskich Krupówkach: mnóstwo tu barów, restauracji, sklepów, nart opartych o ściany i stojaki, muzyki i wznoszonych od wczesnego popołudnia toastów. Ma się wrażenie, że bezlik stoków narciarskich, otaczających ten nieco tylko młodszy od Alpe d’Huez narciarski resort, widać jak na dłoni. Nic bardziej mylnego. Niemal druga połowa skryła się za granią na wysokości 2400 m n.p.m. – mniej więcej na jednej trzeciej wysokości, skąd zjeżdża się do miasteczka. Le Diable, czarna nartostrada z muldami, schodząca niemal do drzwi licznych restauracji usianych tuż przy stokach i widoczna od wysokości 2400 m n.p.m., to tylko ostatni fragment, na którym mniej wprawni narciarze oddychają już rękawami. Tak naprawdę zaczyna się ona na wysokości 2800 m n.p.m., na lodowcu, który działa cały rok i jest największym obszarem do uprawiania narciarstwa w lecie w Europie, na którym często można spotkać trenujących tu najlepszych alpejczyków świata. Przy restauracji Le Diable au Coeur warto zatrzymać się, by przynajmniej popatrzeć, jeśli nie spróbować, lotu na paralotni z lądowaniem na zimowym stadionie w centrum miejscowości. Ale początek Le Diable to niemal 1000 m poniżej początku tras,


które rozpoczynają się na wysokości niemal 3600 m n.p.m. i jest ich łącznie ok. 80 km. Wjazd z dolnej stacji (1650 m n.p.m.) na sam szczyt terenów na lodowcu (Dome de la Luze) trwa dobre pół godziny. Pokonanie tras o łącznym przewyższeniu sięgającym blisko 2 km – nawet pół dnia. Nie warto bowiem od razu zjeżdżać do samego dołu. Trasy na lodowcu gwarantują niesamowite widoki, a tereny narciarskie w dolnej części lodowca to sama radość z jazdy. Przeważają tu dość trudne, czerwone nartostrady, ale i mniej wprawni narciarze znajdą tu wystarczająco dużo niebieskich, łatwych wariantów zjazdów. Wielką atrakcją, nie tylko dla snowboardzistów, jest snowpark schodzący ze szczytu Toura (2914 m n.p.m.), największy

w Europie. To nie tylko gigantyczny obszar, ogromne skocznie, cala masa boksów i raili, ale także dwa tory do boardercrossu, świetna trasa do skicrossu czy strefa chillout, gdzie można skorzystać z grilla, posiedzieć na leżaku i podziwiać popisy najlepszych freestylowców w Europie. Gdy na górze jest zbyt zimno lub wietrznie, do dyspozycji narciarzy pozostaje grubo ponad 100 km tras schodzących bezpośrednio do Les Deux Alpes. Oplatają one miasteczko, a wariantów do jazdy jest tyle, że dla średnio jeżdżących to wystarczająca dawka na cały tydzień narciarstwa. Les Deux Alpes, tak jak Chamonix, ma swoją Białą Dolinę, ale tu można się wybrać na narty również bez przewodnika. To

REKLAMA

51


TRAVEL & SPORT

tereny narciarskie na południowych stokach po drugiej stronie miejscowości. Kilkanaście kilometrów czerwonych i niebieskich tras na odkrytych terenach, z których rozpościera się piękny widok na miasteczko i nartostrady poniżej lodowców. To propozycja dla początkujących i średnio jeżdżących narciarzy. Ale jest tu również sporo wytyczonych tras, które budzą respekt nawet wśród doświadczonych freeride’owców. Wieczorem, gdy słońce chowa się za majestatyczny szczyt Muzelle na

końcu miasteczka, Les 2 Alpes wciąż tętni życiem w niezliczonej ilości pubów, barów i dyskotek. W ogóle to miejscowość kreująca się na swoistą zimową Ibizę. W ciągu dnia sporo młodych ludzi zdradza narty i snowboard dla siatkówki na śniegu, jazdy samochodami na lodzie czy po prostu świetnej zabawy przy podkręconej muzyce w ogródkach tuż przy dolnych stacjach wyciągów. Za trzy lata ma powstać połączenie gondolowe, które w 20 minut przewiezie narciarzy z Les 2 Alpes i Alpe d’Huez. W ten sposób powstanie jeden z największych terenów narciarskich na świecie, połączonych trasami i wyciągami o łącznej długości przygotowanych tras ok. 470 km. Trzecie miejsce pod względem popularności pośród francuskich stacji, jakie obecnie zajmują dwie miejscowości wśród polskich narciarzy (według statystyk Travelplanet.pl), z pewnością zmieni się na wyższe. Na razie w nieco ponad godzinę można dotrzeć z jednej miejscowości do drugiej samochodem lub w 4 minuty helikopterem za ok. 80 euro. ■

52


53


Prawne aspekty

FOTO: PHOTOXPRESS

PRAWO

bezpieczeństwa w górach TEKST ANNA DZIĘCIOŁOWSKA, APLIKANT ADWOKACKI POD REDAKCJĄ KRZYSZTOFA BUDNIKA, ADWOKATA – KANCELARIA PRAWNA BUDNIK, POSNOW I PARTNERZY

Przepisy prawne, będące systemem nakazów i zakazów, nie powinny zbyt głęboko ingerować w sferę związaną z odpoczynkiem osób, które zdecydowały się na uprawianie turystyki górskiej. Niemniej w określonych sytuacjach konieczna jest interwencja państwa, pozwalająca na eliminację zagrożeń oraz pomoc osobom poszkodowanym w wyniku wypadków na górskich szlakach.

S

ystem norm prawnych dotyczący – choćby pośrednio – zagadnienia bezpieczeństwa w górach jest dość zróżnicowany i  obejmuje zarówno działania prewencyjne, procedury działania ratownictwa górskiego, ogólne przepisy o odpowiedzialności karnej i cywilnej za naruszenie zasad bezpieczeństwa, jak i ochronę środowiska oraz funkcjonowanie wielu instytucji państwowych. Podstawowe znaczenie dla określenia reguł bezpiecznego zachowania w górach ma ustawa z dnia 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich (Dz.U. 2011r. Nr 208 poz. 1241 z późn. zm.). Omawiane przepisy obowiązują w  górach, które ustawodawca oznaczył jako obszar Beskidu Niskiego, Beskidu Wyspowego, Beskidu Średniego, Beskidu Sądeckiego, Beskidu Żywieckiego, Beskidu Małego, Beskidu Śląskiego, Bieszczad, Gorców, Pienin, Sudetów Wschodnich, Sudetów Środkowych, Sudetów Zachodnich, Tatr, pasma Spisko-Gubałowskiego oraz Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej, co oczywiście nie oznacza, że nie warto się do nich stosować poza wyznaczonym terenem górskim. Należy także pamiętać, że przytoczone regulacje nie dotyczą obszarów jednostek osadniczych i  dróg publicznych, wobec których w  zakresie bezpieczeństwa obowiązują przepisy ogólne, w tym ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. 2017 r. poz. 1260 z późn. zm.).

OBOWIĄZKI OSÓB PRZEBYWAJĄCYCH W GÓRACH W pierwszej kolejności osoba uprawiająca turystykę górską powinna w  jak najwyższym stopniu zadbać o  bezpieczeństwo własne i  osób wspólnie wypoczywających. Reguły prawne, zawarte w ustawie o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich,

54

w większości stanowią jedynie uzupełnienie i usystematyzowanie zasad minimalizacji ryzyka, które powinien znać każdy turysta. Osoby przebywające w górach są bowiem zobowiązane do zachowania należytej staranności w  celu ochrony życia i  zdrowia własnego oraz innych osób. Zachowanie z  należytą starannością to inaczej działanie odpowiadające przyjętym wzorcom społecznym, które powinien respektować każdy przeciętny człowiek. Dlatego dostosowanie się do tych zasad jest dość intuicyjne, a w powołanej ustawie wskazano jedynie przykładowe zachowania odpowiadające wzorcowi należytej staranności. Po pierwsze, osoby przebywające w górach są zobowiązane do zapoznania się z zasadami korzystania z danego terenu, obiektu lub urządzenia i ich przestrzegania. Umieszczane są one w regulaminach i na tablicach informacyjnych, znajdujących się wzdłuż szlaków i przy wejściach na tereny objęte szczególną ochroną. Zapoznanie się z ich treścią pozwala na szybkie przyswojenie informacji m.in. o aktualnych zagrożeniach występujących na danym terenie, rodzajach szlaków, ewentualnej płatności za wstęp na określony obszar. Drugi obowiązek dotyczy stosowania się do znaków nakazu i zakazu umieszczanych na górskich szlakach. Przyjmują one formę łatwo rozpoznawalnych piktogramów; w  razie wątpliwości wzory znaków wraz z  ich opisem można znaleźć w  rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych z  dnia 29 grudnia 2011 r. w sprawie określenia wzorów znaków nakazu, zakazu, informacyjnych i  ostrzegawczych stosowanych do  oznakowania w  górach i  na zorganizowanych terenach narciarskich (Dz.U. 2011 r. Nr 295, poz. 1751). Należy też pamiętać, że w  zależności od warunków atmosferycznych, pory roku i okresów aktywności miejscowej fauny wstęp na określony teren może być ograniczony albo zabroniony. Kolejne obowiązki ujęte we wskazanej ustawie o bezpieczeń-


stwie i ratownictwie w górach stanowią przykłady prawnego usankcjonowania przyjętych w społeczeństwie zachowań. Ustawodawca odwołał się bowiem do zdrowego rozsądku turystów, którzy z  jednej strony są zobowiązani do zapewnienia sobie bezpieczeństwa poprzez dostosowanie wybranej trasy do własnych umiejętności, kondycji i  możliwości fizycznych, a z  drugiej do zapoznania się i uwzględnienia w planach aktywności aktualnej prognozy pogody oraz komunikatu lawinowego. Analizując powyższe czynniki, turyści powinni także dobrać odpowiedni ubiór oraz sprawny technicznie sprzęt, a w trasie użytkować go zgodnie z jego przeznaczeniem. Jeżeli jednak, mimo należycie starannego zachowania uczestników górskiej aktywności, nie uda się uniknąć niebezpieczeństwa, osoby przebywające w górach są zobowiązane do bezzwłocznego informowania podmiotów uprawnionych do wykonywania ratownictwa górskiego o zaistniałym wypadku lub zaginięciu osoby oraz o innych zdarzeniach nadzwyczajnych mogących mieć wpływ na bezpieczeństwo osób.

wypadkowi lub są narażone na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Natomiast pozostałe czynności w zakresie prewencji oraz właściwej akcji ratunkowej wykonują podmioty uprawnione do wykonywania ratownictwa górskiego, czyli Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (GOPR) oraz Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (TOPR). Do ich obowiązków należy w  szczególności opracowanie komunikatu lawinowego, określającego stopień zagrożenia lawinowego, stabilność pokrywy śnieżnej, prawdopodobieństwo samoistnego i  mechanicznego wyzwolenia lawin oraz zalecenia dla ruchu osób. Treść komunikatu lawinowego udostępniana jest do wiadomości dyrektorów parków narodowych oraz krajobrazowych, zlokalizowanych na danym terenie. Następnie przekazywana jest przez nich do publicznej wiadomości, w sposób zwyczajowo przyjęty. Z treścią komunikatów najczęściej można się zapoznać w  internecie lub na tablicach informacyjnych usytuowanych na szlakach turystycznych.

RATOWNICTWO GÓRSKIE ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA NARUSZENIE ZASAD BEZPIECZEŃSTWA Źródłem niebezpieczeństwa na szlaku może być nie tylko górska przyroda, ale niestety także człowiek. Jednakże z uwagi na dość ogólny charakter przytoczonych przepisów w większości przypadków nie jest możliwe ich bezpośrednie sankcjonowanie za pomocą norm prawnych. Trudno bowiem wyobrazić sobie możliwość ukarania turysty, który np. nie zapoznał się z aktualną prognozą pogody. Nie oznacza to jednak, że nieroztropny turysta nigdy nie poniesie odpowiedzialności w przypadku zachowania zagrażającego bezpieczeństwu na górskim szlaku. Naruszenie zakazów obowiązujących na obszarach chronionych stanowi wykroczenie i podlega karze aresztu albo grzywny. Ponadto nieudzielenie pomocy w sytuacji bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu zagrażającemu innej osobie, jeżeli możliwe jest udzielenie jej bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności od 1 miesiąca do 3 lat.

OBOWIĄZKI PREWENCYJNE Obowiązki w zakresie podejmowania środków prewencyjnych w  zakresie bezpieczeństwa w  górach spoczywają zarówno na ministrze właściwym do spraw wewnętrznych, jak i organach jednostek samorządu terytorialnego, na terenie których wykonywane jest ratownictwo górskie, dyrekcji parków narodowych i krajobrazowych położonych na obszarze gór, a także na jednostkach prywatnych prowadzących w górach zorganizowaną działalność w zakresie sportu, rekreacji lub turystyki. W części stanowią lustrzane odbicie wyżej opisanych obowiązków osób przebywających w górach i polegają na odpowiednim oznakowaniu terenów, obiektów i urządzeń służących do uprawiania sportu, rekreacji lub turystyki, ustaleniu zasad korzystania z danego terenu, obiektu lub urządzenia, a także zapewnieniu podmiotom uprawnionym do wykonywania ratownictwa górskiego warunków do organizowania pomocy oraz ratowania osób, które uległy

Pojęcie ratownictwa górskiego jest szerokie i obejmuje całokształt działań ratowniczych polegających w szczególności na przyjęciu zgłoszenia o wypadku lub innym zdarzeniu, dotarciu na miejsce wypadku z wyposażeniem ratowniczym, udzieleniu kwalifikowanej pierwszej pomocy, zabezpieczeniu i  ewakuacji osób przebywających w  górach z  terenów stanowiących zagrożenie dla życia i  zdrowia, transporcie osób, które uległy wypadkowi lub są narażone na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, poszukiwaniu osób zaginionych oraz transporcie zwłok. Podkreślenia wymaga fakt, że GOPR i TOPR z chwilą stwierdzenia zagrożeń nadzwyczajnych, które mają istotny wpływ na bezpieczeństwo osób w  górach, mogą wydawać zalecenia osobom uprawiającym sport, rekreację lub turystykę w  górach lub na zorganizowanych terenach narciarskich. Należy pamiętać, że ratownik górski i ratownik narciarski przy wykonywaniu działań ratowniczych korzystają z  ochrony przewidzianej w  kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych. Należy pamiętać, że w  przypadku choćby próby celowego wprowadzenia w błąd podmiotu uprawnionego do wykonywania ratownictwa górskiego lub podania fałszywej informacji w celu wywołania niepotrzebnej czynności turysta naraża się na pociągnięcie do odpowiedzialności za wykroczenie z art. 66 § 1 pkt 1 Kodeksu wykroczeń. Takiej samej karze podlega osoba, która bezzasadnie blokuje telefoniczny numer alarmowy. Ponadto w przypadku podjęcia przez ratowników niepotrzebnej czynności w wyniku fałszywego zawiadomienia sprawca wykroczenia musi liczyć się także z koniecznością zapłaty nawiązki w wysokości do 1000 zł. Natomiast gdy fałszywe zawiadomienie dotyczy zagrożenia życia i zdrowia wielu osób lub mienia w  znacznych rozmiarach, sprawca odpowie już za przestępstwo, które jest zagrożone karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Dodatkowo takie nieodpowiedzialne zachowanie jest również finansowo nieopłacalne, gdyż sprawca będzie musiał zapłacić co najmniej 10 000 zł tytułem środka karnego lub nawiązki. ■

55


56


57


TRAVEL & NATURA

Opowieści z Gór Stołowych TEKST I ZDJĘCIA KAROLINA I AREK SIWKIEWICZ

Czasami nie trzeba pokonywać tysięcy kilometrów, żeby znaleźć się w innym świecie. Lubicie bajki? Mam dobrą wiadomość: tajemnicze przejście do Narnii ukryło się tuż obok nas. Znajdziemy je w górach pełnych labiryntów, sekretnych zaułków i fantazyjnych formacji skalnych. Przyprószone pierwszym śniegiem, działają na wyobraźnię. Zapraszam was na spacer i opowieść o Górach Stołowych. W POSZUKIWANIU ŚNIEGU I FILMOWEJ SCENERII Góry Stołowe kusiły nas już od dawna. W końcu nie samymi Tatrami człowiek żyje! To pasmo Sudetów nie jest tak oblegane przez turystów i dzięki temu zachowało swój pierwotny kształt i tajemniczość. W sezonie jesienno-zimowym oficjalnie szlaki są tu zamknięte, ale nie martwmy się – w praktyce oznacza to tyle, że możemy je mieć w zasadzie tylko dla siebie.

58

Ciekawie zaczyna się robić już na samym początku. Żeby ruszyć na szlak, do pokonania mamy słynną Drogę Stu Zakrętów, swoimi serpentynami malowniczo przecinającą góry w poprzek. Kierowco, miej się na baczności, a pasażer niech lepiej łapie za aparat – będzie pięknie! Droga łącząca Radków i Kudowę-Zdrój wije się przez 23 kilometry. A robi to w nadzwyczajnym stylu. Delikatnie wznosi się nad przepaściami


W drodze na Szczeliniec Wielki; piękne widoki są nie tylko na szczycie...

Zadzieramy głowy i nie możemy wyjść z podziwu, że rzeźbiarzem była tutaj sama natura. Od dzieciństwa zaczytywałam się w „Opowieściach z Narnii”, a po ich ekranizacji nie mogłam się napatrzeć na krajobrazy, w których pojawiały się fauny, a przede wszystkim Lew Aslan. Okazało się, że niektóre z tych ujęć kręcono właśnie tutaj! Reżyser tak zachwycił się scenerią Gór Stołowych, że w pierwszej części „Lew, czarownica i stara szafa” postanowił stworzyć ich rekonstrukcję w Nowej Zelandii. Najwidoczniej

Formacje skalne na Szczelińcu – rzeźbiarzem była sama natura

i muska masywy skalne wyrastające tuż przy niej. Nie zapatrzcie się i uważajcie szczególnie na jej najostrzejszym zakręcie – Języku Teściowej!

(O)BŁĘDNE SKAŁY Dalej idziemy już pieszo. Po godzinie marszu przez gęsty las znaleźliśmy się u bram labiryntu. O Błędnych Skałach nie bez powodu mówi się – obłędne. Klucząc po ciemnych zakamarkach i wąskich przesmykach, czujemy się jak krasnoludki. Mierzące nawet 11 metrów formacje skalne przybierają fantazyjne kształty. Znajdziemy tu „Okręt”, „Skalne Wrota”, a na „Skalnym Siodle” będziemy mogli nawet usiąść. A może wyobraźnia podpowie nam coś innego i sami zechcemy nadać im inne nazwy?

59


TRAVEL & NATURA

sztuczna scenografia nie spełniła jego oczekiwań, bo „Księcia Kaspiana” nakręcono już bezpośrednio w labiryntach Błędnych Skał. Na plener filmowy do Nowej Zelandii może szybko nie polecimy, ale w Góry Stołowe może ruszyć każdy...

wo. Żeby znaleźć się nad przepaścią, znajdującą się na wysokości 919 m n.p.m., do pokonania mamy dokładnie 665 kamiennych schodów. Słowo „schody”w tym przypadku nie oznacza trasy nudnej. Stroma droga prowadzi przez porośnięte drzewami skały, a przebłyskujące pomiędzy świerkami promienie słońca poprowadzą nas na kamienny wierzchołek. A tam czeka już na nas nagroda. Przytulne schronisko, a przede wszystkim oszałamiająca panorama na Karkonosze. „Talerz zupy, grzane wino i taki widok poproszę” – czy ktoś chce więcej? Krajobraz podziwiamy z półki skalnej. Wysokość robi wrażenie! To miejsce słynie z jednych z najpiękniejszych zachodów słońca – w schronisku znajdziemy nawet leżaki z takim dopiskiem. A jeśli rozkoszując się widokiem, nagle nabierzemy ochoty, żeby obserwować tu również gwiazdy i spędzić noc w chmurach? Chyba często zapadają tu takie decyzje, bo w schronisku można kupić zestaw „ratunkowy” ze szczoteczką do zębów.

UKRYTE SKARBY SZCZELINIEC WIELKI Ta najwyższa ze skalnych głów wznosi się dumnie na terenie Parku Narodowego Gór Stołowych. Szczyt zgodnie z nazwą jest płaski jak blat stołu i kończy się nagle, opadając piono-

Ze schroniska do wyboru mamy kilka górskich szlaków. A warto zatrzymać się w tym rejonie jeszcze chwilę, by odkryć wszystkie skarby Gór Stołowych. Koniecznie zobaczcie Skalne Grzyby.

Taras widokowy na Szczelińcu Wielkim – idealne miejsce na poranną kawę i podziwianie zachodów słońca

60


Zamek Leśna Skała w Szczytnej

Niektóre przejścia są tak wąskie, że nie przeciśniemy się bez zdjęcia plecaka

Uformowane przez żywioły skały przypominające olbrzymie grzyby rozsiane są w okolicy Batorowa, na szlaku o długości 2 km. Nie trzeba być zapalonym grzybiarzem, żeby ruszyć na ich poszukiwanie! W dobrej bajce musi być też zamek... A mamy tu pewien do zdobycia! Nad urwiskiem w Szczytnej piętrzy się neogotycka budowla, z której rozpościera się przepiękny widok na Kotlinę Kłodzką. Warto przystanąć też w Kudowie-Zdroju i poznać tajemnice Kaplicy Czaszek. Wrażenia z tej małej kapliczki, od ścian po sufit wyłożonej tysiącami czaszek, na pewno zostaną w nas na długo...

A JEŚLI BĘDZIEMY MIEĆ OCHOTĘ NA JESZCZE WIĘCEJ? Tuż za polską granicą, po stronie czeskiej, czekają na nas kolejne skalne miasta: Adršpach, Teplické Skály, a także Broumovské Stěny. W dwóch pierwszych kamienne głowy możemy podziwiać z perspektywy krasnala, a na Broumovské Stěny najlepiej wejść i spojrzeć na cały krajobraz z góry. Oba widoki zapierają dech!

61


TRAVEL & NATURA

Wyruszenie za czeską granicę to także dobra okazja, żeby spróbować regionalnych specjałów – Smažený sýr z hranolkami to chyba najlepsza nagroda po dniach spędzonych na szlaku. Błędne Skały, Skalne Grzyby czy Szczeliniec Wielki to tylko kilka skarbów Gór Stołowych, po które warto wyjść w góry. A może po prostu wejść w las, ruszyć pomiędzy skałami przed siebie i zacząć pisać swoją własną bajkę? Być może najlepsze nie zostało jeszcze odkryte. ■ Więcej na blogu autorów: love-krowe.pl

Skalne miasta, ale także pyszne piwo serwowane przy lokalnej muzyce, to zdecydowanie dobry powód, żeby spędzić trochę czasu za czeską granicą...

62


63


NA RYNKU

FOTOGRAFICZNE ROZMAITOŚCI

Fotoksiążka Cewe to dobry pomysł na stylowy prezent walentynkowy. Dostępna w wersji Pure lub w jednym z 11 innych formatów. Przekaż ukochanej osobie uczucia i emocje – poprzez zdjęcia. Cena: 49,99 zł

Bezlusterkowy aparat Lumix DC-GX800K z funkcją 4K PHOTO Selfie. Łatwa obsługa i łączność wi-fi pozwala na bezpośrednie przekazywanie zdjęć i filmów do urządzeń mobilnych lub komputerów. Obiektyw: 12-32 mm. Wyjście HDMI pozwala na przeglądanie zdjęć i filmów na telewizorze, gwarantując obraz wysokiej jakości. Aparat ma niezwykle funkcjonalny, duży wyświetlacz LCD. Rozdzielczość 16 Mpix zagwarantuje znakomity obraz z dużą ilością szczegółów. panasonic.com/pl

cewe.pl

PowerShot G7 X Mark II to kompaktowy aparat, który nawet amatorowi pozwoli na wykonanie naprawdę zjawiskowych ujęć. Dzięki 5-osiowej stabilizacji obrazu PowerShot G7 X Mark II gwarantuje zawsze ostre i wyraźne fotografie (ostrzenie w granicach 0,1 s). Amatorzy wideo mogą rejestrować filmy w jakości Full HD (60 kl./s), a łączność wi-fi pozwoli szybko przesłać zdjęcia na urządzenia mobilne oraz zdalnie sterować aparatem z poziomu dedykowanej aplikacji. PowerShot G7 X Mark II jest aktualnie dostępny w promocji Canon Cashback. canon.pl

Bezlusterkowiec Nikon Z6 to wszechstronny aparat. Sprawdzi się zarówno podczas zimowych wyjazdów w góry, jak i wakacyjnych wyjazdów na słoneczne plaże. Reporterski aparat nie zawiedzie podczas fotografowania w trudnych warunkach oświetleniowych oraz w trakcie nagrywania filmów. Wszechstronny aparat pozwala na pracę z lżejszymi plikami. Nikonowi Z6 przypadła matryca o rozdzielczości 24 Mpix i zakresie kalibrowanych czułości 100-51200 ISO. nikon.pl

64

DSC-HX99 to najmniejszy na świecie aparat z zoomem 24-720 mm. Obiektyw ZEISS® Vario-Sonnar T* 24-720 mm i takie funkcje jak szybki, inteligentny system AF oraz Eye AF, sprawiają, że sprawdzi się w każdej sytuacji. sony.pl


6-osiowa optyczna stabilizacja

65


Z DALEKA I Z BLISKA

Misja Marrakesz TEKST KONRAD JASZCZUK

FOTO: PIXABAY

Samolot do Marrakeszu odlatywał o 6.30. W Warszawie siąpił deszcz i było wietrznie. W godzinach porannych terminal Lotniska Chopina nie jest zbyt oblegany, więc zdążyłem jeszcze wstąpić do kiosku, aby kupić gazetę i książkę. Usadowiony już wygodnie w fotelu tuż przy wyjściu awaryjnym, po chwili wahania zdecydowałem, że lektura książki szpiegowskiej poleconej przez sympatyczną kasjerkę będzie ciekawszym sposobem na spędzenie tych, jakby nie było, długich pięciu godzin lotu, aniżeli czytanie o polityce. Już pierwsze rozdziały przenosiły akcję do krajów arabskich, pozwalając mi szybko utożsamić się z bohaterem. Pochłonięty czytaniem od czasu do czasu słyszałem rozmowy współpasażerów, wśród których sporą grupę stanowili surferzy wybierający się na wybrzeże. Nie wiadomo kiedy, za oknem ukazały się masywne kontury gór z ich białymi szczytami, otoczone morzem czerwonego piasku, skąpane w promieniach południowego słońca.

66


ZDJĘCIA: UNSPLASH

D

otarcie do hotelu z lotniska zajęło nie więcej niż pół godziny, a jedyną niedogodnością była wcześniejsza, długa i wolno przesuwająca się kolejka do odprawy paszportowej. Kierowca wysadził nas przy ruchliwej Rue de la Kasbah i wskazał drogę do hotelu. Na ulicy roiło się od małych skuterów, zdezelowanych samochodów i dorożek. Z meczetu dobiegał głos muezzina nawołujący do modlitwy. Okoliczne kafejki pełne były ,,lokalsów” popalających sziszę, a z ulicznych barów ulatniał się przyjemny zapach pieczonej baraniny. Zauważyłem palącego przechodnia i poprosiłem go o papierosa. Z gestów zrozumiałem, że to jedyny, jakiego ma, ale jest skłonny się podzielić. Szybko przekonałem się, że tytoń nie był jego głównym składnikiem. Podziękowałem i ruszyłem dalej. Znalazłem hotel, który skrywał się niepozornie w jednej z bram, i prowadzony przez konsjerża, udałem się do pokoju, by nabrać sił przed wyprawą w miasto. Idąc wąskimi, hotelowymi korytarzami, poczułem się tak, jakbym przeniósł się w czasie. Dyskretna muzyka i zapach kadzideł muskały wyostrzoną percepcję, a kolorowe meble tworzyły niemal bajkowy klimat. Na stole czekał powitalny szampan, którego nie omieszkałem skosztować i na chwilę położyłem się na łóżku. Wziąłem do ręki książkę i – nie wiedzieć kiedy – zasnąłem. Albo przynajmniej tak mi się wydawało.

Gdy wyszedłem z bramy, oślepiło mnie słońce. Mimo że był listopad, utrzymywała się temperatura powyżej 20 stopni Celsjusza. Zorientowałem się, że nie mam okularów przeciwsłonecznych, więc czym prędzej zacząłem rozglądać się za właściwym kramem. Skierowany w odpowiednie miejsce, wybrałem jakieś podróbki i z niemałym zdziwieniem usłyszałem od sprzedawcy cenę. Po szybkich negocjacjach ruszyłem w stronę głównego placu miasta – Jemaa el-Fnaa. Cel miałem jasny – zinfiltrować siatkę przemytników ludzi do Europy. Miałem informację, że w tych dniach Marrakesz odwiedzi pochodząca z Somalii Szwedka, która choć z procederem nie ma nic wspólnego, to pracuje w jednym z centrów pomocy uchodźcom w Sztokholmie. Wystarczyło tylko nawiązać kontakt. Wyszedłem z murów cytadeli i ruszyłem przez plac, który najwyraźniej służył za postój taksówek. Po chwili poczułem lekkie uderzenie w udo. Obróciwszy się, zobaczyłem uśmiechniętego kierowcę z uniesioną ręką w przepraszającym geście. Minął mnie, po czym zaczął taranować innych przechodniów. Zawsze sądziłem, że opowieści o kulturze (a właściwie jej braku) jazdy samochodem w krajach arabskich są mocno przesadzone. Trzeba jednak zobaczyć na własne oczy, jak wszelkiego rodzaju

67


Z DALEKA I Z BLISKA

pojazdy mijają się, wyprzedzają, zmieniają pasy czy skręcają, w żaden sposób nie sygnalizując tego innym uczestnikom ruchu. Ciągle dochodzi do stłuczek. Jak do tego ustosunkowują się ubezpieczalnie, pozostaje dla mnie tajemnicą. Im dalej szedłem, tym ruch był większy. Co chwilę ktoś pytał, czy nie chcę czegoś kupić. W pewnym momencie usłyszałem, jak ktoś zagaduje mnie dość poprawną angielszczyzną. Czasami jest

tak, że widzisz kogoś i od razu wiesz, że jest to osoba, której ci potrzeba. Ash, bo tak miał na imię mój nowy znajomy, proponował wyjazd quadami na pustynię. W innych okolicznościach pewnie chętnie wybrałbym się na Saharę, ale tym razem miałem co innego na głowie. Niemniej Ash wydawał się gościem, który mógł mi pomóc. W zawoalowany sposób wytłumaczyłem mu, że zależy mi na poznaniu pewnej turystki, a jeśli mi pomoże, zarobi tyle, co za wycieczkę na quadach. Powiedziałem mu, w którym hotelu zatrzymała się Somalijka, i umówiliśmy się na spotkanie za kilka godzin w tym samym miejscu.

ZDJĘCIA: UNSPLASH

Mając sporo wolnego czasu, rzuciłem się w wir coraz bardziej pulsującego miasta. Im bliżej zmroku, tym było coraz gęściej. Dotarłem do Jemaa el-Fnaa, na którym jeden za drugim zaczęły wyrastać stragany. Na jednych można było zaopatrzyć się w przyprawy, na innych rumieniły się szaszłyki. Trwał istny festiwal barw. Gdzieniegdzie siedzieli zaklinacze węży, gromadząc wokół siebie sporą publiczność. Młodzi chłopcy prowadzali na smyczy małpki, z którymi tylko nieliczni chcieli robić sobie zdjęcia. Z głośników dobiegała muzyka. Raz na jakiś czas mijałem policjantów, którzy nienachalnie pilnowali porządku. Wstąpiłem do jednego z niewielu barów, gdzie serwowano alkohol. Było w nim sporo turystów. Wypiłem drinka i ruszyłem dalej.

68


69


Z DALEKA I Z BLISKA

z: akes Marr ie Gdz y? jem o n cu

S

pacerując tłocznymi i gwarnymi ulicami Starego Miasta w Marrakeszu, nagabywani zewsząd przez lokalnych sprzedawców oferujących swoje produkty, możemy zapragnąć chwili wytchnienia. Hotel La Sultana znajdujący się na obszarze cytadeli (Kasbah) – w miejscu, gdzie stał królewski spichlerz zaopatrujący XII-wieczny dwór kalifa, jest oazą pośród lokalnego zgiełku. Niepozorna brama prowadząca do drzwi wejściowych, przy których czeka uprzejmy konsjerż, niczym wehikuł czasu przenosi nas do krainy jak z ,,Księgi tysiąca i jednej nocy”. Od wejścia da się wyczuć nastrojowy klimat. Z głośników pobrzmiewa łagodna muzyka, a korytarze wypełnia zapach kadzideł. Krętymi korytarzami docieramy na taras, z którego rozpościera się widok na niską zabudowę „Czerwonego Miasta”. Jedynie wieże meczetów wyróżniają się na tle dość równomiernego krajobrazu. W oddali widać tajemniczy masyw gór Atlas. Na dachu znajduje się restauracja, gdzie przy akompaniamencie muzyki można podziwiać zachód słońca. Do dyspozycji gości jest również jacuzzi. W hotelu znajduje się 28 luksusowo urządzonych pokoi i apartamentów. Rzeźbione sufity, dzieła sztuki i wszechobecne antyki dają swo-

70


La Sultana oferuje różnorodne menu złożone z lokalnych potraw, gdzie każdy smakosz znajdzie coś dla siebie, a sekrety marokańskiej kuchni można poznawać podczas lekcji gotowa-

nia. Hotel udostępnia szereg zabiegów w SPA – masaże, łaźnię turecką hamman, saunę, czy wspomniane wcześniej jacuzzi. Umiejętnie wkomponowany w tętniące życiem ulice Starego Miasta Marrakeszu hotel La Sultana jest doskonałą bazą wypadową do zwiedzania okolicznych zabytków. W pobliżu znajduje się główny plac miasta – Jemaa el-Fnaa, który szczególnie po zmroku zaczyna tętnić życiem. Mnogość zabytków, lokalnych straganów i restauracji pozwoli wymagającym turystom na aktywny wypoczynek, a luksusowe wnętrza hotelu zapewnią późniejszy relaks. ■

ZDJĘCIA: LA SULTANA

istą lekcję historii. Jest to idealne miejsce dla osób ceniących dyskrecję i spokój. Wszelkie rozmowy zdają się cichnąć w dostojnych murach hotelu, tak że można usłyszeć tylko szepty. Pomocna obsługa hotelowa pozwala się poczuć iście królewsko. Kameralny, zlokalizowany na dziedzińcu i otoczony arkadami basen pomaga zrekompensować brak pobliskiego morza.

71


Z DALEKA I Z BLISKA

Obudziło mnie lekkie trącenie w ramię. Po przebudzeniu poczułem suchość w gardle. Moi współtowarzysze byli już spakowani na samolot, a ja potrzebowałem jeszcze trochę czasu, żeby zebrać się do powrotu. Z ich relacji wynikało, że podczas gdy oni zwiedzali zabytki Marrakeszu, ja postawiłem na integrację z lokalną społecznością. Drogę powrotną przespałem. Po wylądowaniu na Okęciu włączyłem telefon i odpaliłem Facebooka. Dwa nowe zaproszenia do znajomych. Kolega z Marrakeszu i koleżanka ze Sztokholmu. Misja wykonana. ■ PS Niektóre sytuacje zostały wymyślone. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest zupełnie przypadkowe.

Do Marrakeszu wygodnie i niedrogo dotrzemy za pośrednictwem linii Wizz Air. Loty odbywają się 2x w tygodniu (środa i niedziela). Ceny biletów zaczynają się od 129 zł, zaś dla członków klubu Wizz Discount Club już od 89 zł. Podane kwoty dotyczą jednej osoby na trasie Warszawa - Marrakesz w jedną stronę i obejmują podatki i inne opłaty obowiązkowe oraz przewóz jednej sztuki małego bagażu podręcznego (maks. 40 X 30 X 20 cm.

72

ZDJĘCIA: PIXABAY

Znalazłem się w labiryncie małych uliczek, wzdłuż których znajdowały się sklepy z afrykańskimi pamiątkami, a na witrynach powiewały kolorowe tkaniny. Przez chwilę wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi. Spojrzałem na zegarek. Zbliżał się czas spotkania. Gdy dotarłem na miejsce, Ash już na mnie czekał. Zaaranżował wieczorne wyjście do klubu 555. Kupiliśmy piwo, a po chwili dołączyli do nas jego znajomi. Po upływie pół godziny dorożka wiozła nas już do celu. Po drodze podziwiałem architekturę miasta. Podczas pobytu zauważyłem, że często budynki, które niczym specjalnym nie wyróżniają się z zewnątrz, od środka robią oszałamiające wrażenie. Weszliśmy do klubu.


73


KULINARNE PODRÓŻE

Musztarda TEKST RENATA NAWROCKA

Dla Europejczyka jest tym, czym keczup dla Amerykanina i curry dla Hindusa. Zmielona gorczyca nie tylko zaostrza smak potraw, ale również ułatwia trawienie i „umysł rozjaśnia” – tak uważali już smakosze w starożytnej Grecji i Rzymie, gdzie stosowanie gorczycowego proszku do przyprawiania głównie mięsnych dań było niezwykle popularne.

W

starożytnym Egipcie i Chinach żuto jej ziarna podczas spożywania mięs. Za prekursora w historii powstania musztardy uważany jest Pliniusz Starszy, który ponoć jako pierwszy zmieszał sproszkowaną gorczycę z octem. Kilka stuleci później, niejaki Palladius – piastujący stanowisko prefekta Galii, udoskonalił recepturę, dodając do mikstury odrobinę oleju i miodu, dla przełamania zbyt ostrego smaku. Uzyskano w ten sposób sos o postaci i konsystencji zbliżonej do współczesnej musztardy.

74

W średniowieczu pojawił się również zawód musztardnika. Powstanie tej szacownej wówczas profesji zawdzięczamy papieżowi Janowi XXII (1316-1334), który stworzył oficjalne stanowisko papieskiego musztardnika, powierzając tę funkcję swojemu bratankowi. Odtąd każdy szanujący się dwór królewski, książęcy czy szlachecki musiał mieć własnego musztardnika. Zawód doczekał się legalizacji, a nawet własnego cechu, pod patronatem św. Wincentego. Profesja uchodziła za tak prestiżową, że zdarzały się nawet... morderstwa eliminujące kontrkandydatów do stanowiska!


Kulinarna ewolucja musztardy znacząco przyspieszyła w czasie panowania papieża Klemensa VII (1523-1534), który miał zwyczaj dodawać sos niemal do każdej potrawy, a nawet... do lodów i ciast. Właśnie wtedy zaczęła się moda na wariacje smakowe w rodzaju musztardy z dodatkiem owoców, wanilii czy płatków róży. Wraz z początkiem XVII wieku wytwarzanie musztardy zostało uregulowane prawnie, co z kolei zaowocowało powstaniem licznych wytwórni. Już w połowie tego stulecia tylko w Paryżu funkcjonowało kilkaset wytwórni gorczycowego specjału. Obecna technologia produkcji musztardy nie różni się znacząco od procesu jej wytwarzania sprzed wieków. Nasiona gorczycy (białej, czarnej lub sarepskiej – mających różne własności smakowe i zapachowe) są oczyszczane, suszone i mielone, następnie miesza się je z octem (spirytusowym, winnym, jabłkowym) i przyprawami. Często stosowane są też takie dodatki jak wino, miód, chrzan, kapary i wiele innych. Musztarda poprawia walory smakowe mięs i wędlin. Świetnie nadaje się także do peklowania mięsa, gdyż nadaje mu kruchość i specyficzny smak. Znakomicie sprawdza się też jako składnik sosów oraz jako dodatek do sałatek, kanapek, tłustych ryb i wielu potraw z grilla. Musztardę ceniono też od dawna za właściwości zdrowotne, między innymi za działanie antybakteryjne, przeciwzapalne,

>

W 1986 roku w amerykańskim miasteczku Mount Horeb (Wisconsin) powstało Muzeum Musztardy. W jego zbiorach znajduje się blisko 5,5 tys. eksponatów różnych musztard z całego świata. W 1991 roku muzeum ogłosiło również Narodowy Dzień Musztardy, obchodzony w pierwszą sobotę sierpnia.

75


>

Najbardziej popularne rodzaje musztardy:

·

Dijon – ostra i zdecydowana w smaku, zamiast octu używane jest białe wino (w oryginalnej recepturze z XIX w. był to moszcz winny); przez wielu smakoszy uznawana za „wzorzec” musztardy, stołowa – na ogół łagodna lub lekko pikantna, jasna, popularna odmiana musztardy, sarepska – tworzona z gorczycy sarepskiej, uprawianej głównie w Rosji; średnio ostra, widoczne połączenie gorczycy jasnej i ciemnej, kremska – bardzo drobno mielona, delikatnie słodka i łagodna w smaku, francuska – większość ziaren gorczycy pozostaje w całości, do produkcji używa się octu winnego, często także wina; musztarda jest na ogół łagodna w smaku, bawarska – ma charakterystyczny, lekko pikantny i słodki smak, rosyjska – zazwyczaj bardzo ostra, z dodatkiem czarnej ostrej gorczycy.

· · · · · ·

Dzięki dodatkom powstają musztardy smakowe, tj. miodowa, chrzanowa itp.

>

Charakterystyka smakowa musztardy jest specyficzna dla różnych rejonów świata:

· · · ·

76

musztardy francuskie – średnio ostre, produkowane na ogół bez dodatku cukru, musztardy angielskie – ostre w smaku, zawierają m.in. mąkę i kurkumę, musztardy amerykańskie – są łagodne w smaku i o jasnej barwie, musztardy niemieckie – wyróżniają się smakiem słodko-kwaśnym.

ZDJĘCIA: SHUTTERSTOCK

KULINARNE PODRÓŻE

oczyszczające, a także ułatwiające trawienie. Polecana jest również osobom z chorobami reumatycznymi i nadciśnieniowcom z uwagi na pozytywne oddziaływanie na układ krążenia. Musztarda jest niskokaloryczna i posiada wiele składników mineralnych, w tym wapń, magnez, witaminę B oraz siarkę o działaniu antybakteryjnym i odtruwającym. Wiele gatunków musztardy zawiera również kurkuminę, wykazującą silne działanie przeciwutleniające i przeciwzapalne. ■


77


PODRÓŻE Z PASJĄ

Wenecja

Nie tylko karnawał

TEKST MICHAŁ STOLAREWICZ

Położona jest na 118 wyspach, zbudowanych na milionie drewnianych pali. Ze stałym lądem łączy ją 4-kilometrowy most, a brzegi kanałów spaja blisko 400 mostów i mostków. To wszystko brzmi naprawdę imponująco – ale czy warto odwiedzić Wenecję, która nie należy do najtańszych kierunków podróży? 78


ciami czułem prawdziwy zapach nadmorskiego kurortu, coś jak nad naszym pięknym Bałtykiem. Unosząca się w powietrzu woń jodu, soli, wodorostów i smażonych ryb. To wszystko ma swój niepowtarzalny urok.

JAK ZWIEDZAĆ? W Wenecji nie ma samochodów, autobusów, tramwajów (jedynie wodny tramwaj vaporetto). Dzięki temu panuje tu niesamowita cisza oraz spokojny klimat miejski. Spacerując po Wenecji, warto się zgubić – o co tutaj nietrudno. Najlepiej wędrować po mieście pieszo, ponieważ transport wodny jest po prostu drogi. Za przepłynięcie turystycznym promem

FOTO: SHUTTERSTOCK

P

rzyznam szczerze, że przed przyjazdem byłem nastawiony dość sceptycznie. Podobno jest tutaj brzydko i śmierdzi. Tabuny turystów i mew odbierają całą przyjemność ze zwiedzania. To wszystko nieprawda! Wenecja jest przepiękna. Tym bardziej dla mnie – ja kocham takie klimaty – wąskie uliczki pośród starych i odrapanych kamienic. Na budynkach widać zapisaną historię miasta. Większość z nich przyozdobiona jest dużą ilością kwiatów oraz malowideł. Ze względu na swoją architekturę oraz nietypowe położenie Wenecja znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Jest najpopularniejszym ośrodkiem turystycznym Włoch. Zapach? Zamiast woni kanałów z pływającymi śmie-

79


Plac św. Marka

wodnym po Canal Grande, z przystanku Ferrovia, obok głównego dworca kolejowego Santa Lucia, do głównego placu św. Marka przy Piazzetta di San Marco – zapłacimy 7,50 euro. Tyle kosztuje  jednorazowy bilet uprawniający do przesiadek, który jest ważny przez 60 minut od skasowania. Bilet całodnio-

80

ZDJĘCIA: SHUTTERSTOCK

PODRÓŻE Z PASJĄ

wy to wydatek 20 euro. Pamiętajcie o skasowaniu biletu na przystani, przed wejściem do tramwaju. Na taki rejs po Canal Grande warto jednak sobie pozwolić. Jest to kanał o długości 3,8 kilometra, dzielący miasto na dwie części. Szerokość kanału waha się od 30 do 60 metrów, a głębokość dochodzi


Karnawałowe kostiumy są stylowe i pomysłowe...

do 6 metrów. Bardzo dobrym pomysłem, by poznać miejscową architekturę, jest przepłynięcie tramwajem wodnym linii nr 1. To najbardziej malownicza trasa, wzdłuż której możemy podziwiać najpiękniejsze weneckie kościoły i pałace – od stylu bizantyjskiego przez gotycki, renesansowy i barokowy, pochodzące z XIII-XVIII wieku. Drugą opcją jest ekspresowa linia nr 2, którą w 30 minut dotrzemy do placu św. Marka.

ILE KOSZTUJE PRZEPŁYNIĘCIE GONDOLĄ? Jeśli chodzi o przepłynięcie gondolą, to cena zależy od liczby osób. Wyruszenie w półgodzinny rejs prawdziwą wenecką

gondolą to koszt 80 euro. Im więcej osób, tym cena staje się niższa i dzielona jest na wszystkich. Gondole, tak bardzo charakterystyczne dla panoramy Wenecji, pływały po Canale Grande już w XVI wieku – w liczbie około 10 000. Dzisiaj jest ich tylko 600, a każda z nich waży około 350 kg. Cena gondoli stanowi wartość średniej klasy samochodu. Steruje się nią za pomocą jednego wiosła o długości około 4 metrów. Praca licencjonowanego przewoźnika to profesja męska, która zwykle przechodziła z ojca na syna. Pierwsza kobieta uzyskała pozwolenie na wykonywanie tego zawodu dopiero w 2010 roku.

REKLAMA

81


PODRÓŻE Z PASJĄ

Dostawy towaru do sklepów w Wenecji, tak wyglada dostawcza gondola; poniżej: ruch samochodowy w Wenecji jest właściwie niemożliwy, dlatego tragarze dźwigają ciężkie przyczepki

Wenecja to także świetnie działająca maszynka do zarabiania pieniędzy. Za wszystko trzeba tutaj płacić, tzn. nie znajdziemy darmowego wi-fi, wszystkie toalety są płatne. Mijając stragany z pamiątkami, lepiej niczego nie dotykajcie, szczególnie jeśli chcecie przymierzyć wenecką maskę, a tym bardziej zrobić jedynie zdjęcie. Sprzedawcy będą się z wami kłócić i wciskać kit, że skoro dotykamy maski i ją zakładamy, to ona już jest nasza i musimy ją kupić. Inna historia, którą słyszałem, to ta, że rodowici  mieszkańcy wyprowadzili się z miasta, a Wenecja stała się tylko i wyłącznie miejscem turystycznym. Jest w tym trochę prawdy – szczególnie w centrum – gdzie 90% mieszkań jest wynajmowanych turystom. Co za tym idzie – koszt życia w tym mieście jest bardzo wysoki.

CO WARTO ZOBACZYĆ? Wenecja jest zatłoczona. Przez większość czasu w trakcie mojego pobytu padał deszcz, ale nawet to nie odstraszyło tabunów turystów. Szczególnie w głównych, słynnych punktach miasta, takich

82

ZDJĘCIA: MICHAŁ STOLAREWICZ

CZY WENECJA JEST DROGA?


MON CREDO perfumery & cosmetics www.moncredo.pl

VITKAC ul. Bracka 9 00-501 Warszawa

CH Plac Unii ul. Puławska 2 01 -001 Warszawa

CH Stara Papiernia Al. Wojska Polskiego 3 05-520 Konstancin-Jeziorna 83


PODRÓŻE Z PASJĄ

jak plac św. Marka i przy moście Rialto, który aktualnie jest w przebudowie – zasłonięty wielką reklamą. Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale po raz kolejny zaobserwowałem pewne ciekawe zjawisko – tabuny turystów zazwyczaj tłoczą się w dwóch, maksymalnie czterech miejscach. Jeżeli wyjdzie się poza, możemy znaleźć wiele nieodkrytych, spokojnych, a równie ciekawych miejsc. Polecam szybko zaliczyć główne atrakcje na mapie Wenecji i od razu zrobić krok w przeciwną stronę. Udać się w boczne uliczki, w których możemy napić się kawy w jednej z klimatycznych knajpek. Nigdzie indziej kawa nie smakowała tak dobrze jak tutaj.

84


FOTO: MICHAŁ STOLAREWICZ

ZDJĘCIA: SHUTTERSTOCK

To właśnie do Wenecji przywędrowała ona z Etiopii już w XVII wieku, jako do pierwszego miejsca w Europie. Działa tutaj również najstarsza (1720 rok) i najbardziej znana kawiarnia we Włoszech – Caffè Florian. W słoneczny dzień koniecznie spróbujcie też najlepszych lodów na Piazza Margherita. Światową popularność zyskał również karnawał wenecki. Jak podają źródła, był on organizowany od XIII do XVIII wieku, kiedy to za panowania króla Austrii przestała istnieć Republika Wenecka i karnawał został całkowicie zniesiony. Tradycję wskrzeszono w 1979 roku. Istotnym elementem ubioru bawiących się są charakterystyczne maski, wykonywane m.in. z porcelany i gipsu oraz bogato zdobione. Jednym ze zwyczajów imprezy jest rozpoczynający ją Lot Anioła, w którego postać często wcielają się

85


ZDJĘCIA: SHUTTERSTOCK

PODRÓŻE Z PASJĄ

znane osoby. W 2007 roku aniołem była włoska pływaczka Federica Pellegrini, natomiast w 2008 – amerykański raper Coolio. W Wenecji odbywa się również ważny festiwal filmowy i biennale sztuki współczesnej. W tym mieście naprawdę można się zako-

Michał Stolarewicz – podróżnik, dziennikarz mieszkający dotychczas w Warszawie, Londynie i na Krecie. Prowadził młodzieżową audycję radiową „Trendymaniak” i grał w Teatrze PROdukcyjnym. Jest autorem bloga www.BlogGlobtrotera.pl i miłośnikiem spontanicznych podróży na własną rękę na drugi koniec świata. Zwiedził także Europę autostopem.

86

chać. Ma niesamowity czar. Z ręką na sercu polecam ten malowniczy kawałek Włoch i mówię otwarcie: żaden stereotyp o Wenecji się nie sprawdził! ■ Więcej na blogu autora: BlogGlobtrotera.pl


87


DOOKOŁA ŚWIATA

Roztańczone miasta,

czyli karnawałowe szaleństwo TEKST KARINA O’NEILL

Każdy kraj ma swój własny sposób na zorganizowanie wspaniałej zabawy karnawałowej. W końcu co kraj, to obyczaj! Może to być jazz na ulicy, artystyczne występy w oryginalnych kostiumach, bal maskowy albo... rzeźbienie w śniegu! Jedno jest pewne – ma być hucznie,

FOTO: SHUTTERSTOCK

wesoło, kolorowo i z dużą dawką fantazji!

P

odczas karnawału może się zdarzyć wszystko, np. rzucanie pomarańczami, taniec z miotłą, konkurs na najpiękniejszą maskę czy pochód sardynki! Nazwa „karnawał” w wolnym przekładzie oznacza… pożegnanie mięsa. Ten

88

zimowy czas zabaw i balów zaczyna się w dniu święta Trzech Króli i trwa do środy popielcowej, która oznacza początek Wielkiego Postu. Prościej ujmując, jest to ostatnia szansa na imprezę i możliwość jedzenia wszystkiego do woli! Tradycje


karnawałowego świętowania sięgają czasów starożytnych, a jego korzeni należy szukać w Rzymie i Grecji. W wielu częściach świata rozwinęły się wyszukane zwyczaje karnawałowe. Są nawet miejsca, gdzie tradycja zabawy przetrwała dłużej niż Wielki Post. Przeżycie karnawału jest niezapomniane i jedyne w swoim rodzaju; można wręcz stwierdzić, że w wielu krajach jest on elementem tożsamości narodowej! Przyjrzyjmy się kilku przykładom z różnych stron świata. Karnawał na Teneryfie, największej spośród Wysp Kanaryjskich, jest najokazalszy w Europie i z pewnością może konkurować z tym najbardziej znanym w Rio de Janeiro. Przez 10 dni odbywają się parady, uliczne zabawy, a nawet bieg przez przeszkody dla drag queens. Pierwszego dnia wybiera się królową karnawału, a wszystko kończy się... pogrzebem sardynki, pokazem fajerwerków i zabawą do białego rana. Maskarada z zabytkami architektury w tle? Tylko w Wenecji! Tutejszy najsłynniejszy plac św. Marka podczas karnawału zamienia się w wytworną salę balową – z rewią kostiumów, fantazyjnych peruk i masek. Kiedyś po maski sięgano po to, by można było się bawić bezkarnie i anonimowo, tak też zostało do dziś. Zabawa rozpoczyna się od parady przebierańców z pochodniami w dłoniach do bazyliki św. Marka. Następnie akrobata z przypiętymi do pleców skrzydłami ma za zadanie wspiąć się na dzwonnicę, by po chwili opuścić się w dół i rozrzucić konfetti na tłum ludzi. To oczywiście tylko wstęp

FOTO: JEAN-POL GRANDMONT/WIKIPEDIA

Belgia, obok – Wenecja

do trwającego 10 dni karnawału (kiedyś to był cały miesiąc!). Choć Wenecja jest piękna cały rok, to jednak podczas karnawału staje się jeszcze bardziej wyjątkowa i romantyczna. Nowy Orlean na co dzień jest miastem przenikania się różnych kultur i muzycznych festiwali. Słynie z bogatego życia nocnego, jazzu i sztuki. Na ulicy przy muzyce jazzowych zespołów bawią się hucznie mieszkańcy i turyści, obowiązkowo w strojach fioletowo-zielono-złotych. Nie zabraknie tu kolorowych platform z tancerzami, a wszyscy mogą skosztować tzw. King Cake, czyli królewskiego ciasta w 3 kolorach (czasami nawet z figurką Jezusa w środku). Fioletowy kolor oznacza sprawiedliwość, zieleń to wiara, a złoto – siła. Kulminacją karnawału trwającego 12 dni (i wypełnionego kilkudziesięcioma paradami i widowiskami) jest Mardi Gras, czyli tłusty wtorek. To największe tego typu wydarzenie w całych Stanach Zjednoczonych. Karnawał w eleganckiej dzielnicy Notting Hill w Londynie jest ważną częścią życia Londyńczyków i odbywa się w sierpniu. To parada w afrokaraibskim stylu, z tancerzami na platformach ciężarówek i płynącymi z głośników reggae i sambą. Panuje tu naprawdę gorąca atmosfera! Belgijski karnawał w Binche składa hołd dziedzictwu i tradycji tego kraju. Został proklamowany „Arcydziełem Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości”. Przez kilka niedziel

89


poprzedzających środę popielcową odbywają się tu mniejsze i większe parady i fantastyczne występy, którym towarzyszy muzyka na żywo. Ostatni dzień karnawału jest zdominowany przez Gilles, którzy noszą wszystko: od masek woskowych z zielonymi okularami przez kapelusze ze strusich piór po drewniane buty. Kostium ten przysługuje jedynie tym mieszkańcom miasta, którzy żyją tu co najmniej 5 lat. To doroczne wydarzenie muzyczno-taneczne jest jednym z najstarszych ulicznych karnawałów Europy.

FOTO: WIKIPEDIA

FOTO: PANORAMA2GO

DOOKOŁA ŚWIATA

King Cake

FOTO: PIXABAY

Nowy Orlean

90

Karnawał w boliwijskim miasteczku Oruro także został nazwany „Arcydziełem Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości” i ma ponad 200 lat. Ten szczególny karnawał koncentruje się głównie na tradycyjnych tańcach i ceremoniach. Bierze w nim udział około 50 grup tanecznych konkurujących ze sobą bajecznie kolorowymi strojami. Tutejszy najsłynniejszy taniec nazywa się „diablada”, czyli taniec diabłów. Jest to mieszanka rytuałów z elementami chrześcijańskimi, gdzie zastępy diabłów tańczą wokół Archanioła Michała i Lucyfera. W głównej paradzie w sobotę przed Popielcem bierze udział ponad 40 tys. tancerzy, którzy wykonują 24-godzinną taneczną trasę.


91


DOOKOŁA ŚWIATA

Karnawał w Rio de Janeiro w Brazylii to największy i najgorętszy karnawał na świecie. W 2014 roku na ulicach Rio bawiło się 5 milionów ludzi, przez co został on wpisany jako największy karnawał na świecie do Księgi Rekordów Guinnessa. Tutejsze parady przygotowywane są praktycznie cały rok, a kulminacyjnym punktem są występy na Sambodromie, gdzie rywalizujące szkoły samby z najwyższej ligi mają około 80 minut na wykazanie się w różnych kategoriach i zdobycie tytułu tej najlepszej. Czekają chwała, sława i milion dolarów! Taki przemarsz może oglądać 75 tys. ludzi. W 2018 roku korowód miał około 700 metrów. W Rio sambą się oddycha i żyje, a szkoły tańca znajdują się w każdej dzielnicy. Podczas karnawału można zobaczyć tancerzy prawie ze wszystkich lokalnych szkół – a jest ich w mieście ok. 70 i reprezentują nie tylko taniec, ale i społeczność, a nawet poglądy polityczne. Karnawał toczy się oczywiście także z dala od Sambodromu, gdzie uliczne imprezy są nie mniej kolorowe i również napędzane rytmem samby.

A jak to wygląda w Polsce? My jemy pączki w tłusty czwartek, raczymy się faworkami i spotykamy na śledzika! Polacy najczęściej ograniczają się do zabaw ostatkowych – w ostatni tydzień karnawału, który jest najintensywniejszym i najhuczniejszym okresem karnawału. Obecnie imprezy karnawałowe nie są już tak huczne jak w czasach Polski szlacheckiej, kiedy to biesiadowano do rana, a karnawałowe kuligi były najpopularniejszą zabawą. Przejażdżki saniami zaprzęgniętymi w konie trwały nawet kilka dni i polegały na zajeżdżaniu do okolicznych dworów, gdzie się jadło, piło i tańczyło. Także obecnie organizowane są karnawałowe kuligi, np. na Kaszubach albo w górach. Inną tradycją karnawałową były pochody przebierańców, którzy odwiedzali domy gospodarzy, zbierając podarunki. Obecnie organizowane są liczne koncerty, do miast są zapraszane znane kabarety, odbywają się bale przebierańców. Wachlarz imprez jest szeroki – zwłaszcza w większych miastach. ■

FOTO: FERNANDO FRAZAO/AGENCIA BRASIL

Rio de Janeiro

92


93


Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

Belgrad

Miasto z wojną w tle TEKST JUSTYNA MICHNIUK

Starożytne Singidunum odwiedziłam wielokrotnie i za każdym razem odkrywałam tam coś nowego, nieznanego i pociągającego. Zachwyca mnie tak samo latem, kiedy w południe przy głównej ulicy wszyscy popijają kawę i w oparach tytoniowego dymu dyskutują o polityce, jak i zimą, gdy zardzewiałe autobusy pamiętające lata 50. dzielnie pokonują Brankov most, wydobywając z siebie kłęby kruczoczarnych spalin.

N

ie ma dla mnie nic piękniejszego niż jesienny spacer po Adzie Ciganliji ani nic bardziej fascynującego niż obserwacja budzącej się po śnie zimowym natury – w ogrodzie botanicznym Jevremovac. Trudno uwierzyć, że ta dzisiejsza stolica państwa była kiedyś jedynie niewielką osadą, która rozrosła się do rozmiarów półtoramilionowej metropolii, jednej z najstarszych w Europie.

94

Przed siedmioma tysiącami lat pierwsi osadnicy postanowili tutaj zakończyć swoją tułaczą wędrówkę i zostać na stałe nad brzegami życiodajnych rzek: Sawy i Dunaju. Jako ważny punkt strategiczny Nándorfehérvár, jak go nazywano pod rządami węgierskimi, gród często przechodził z rąk do rąk. Toczyły się o niego kłótnie i bitwy, a to plądrowano jego przedmieścia, dziesiątkując mieszkańców, a to znów odbu-


FOTO: JUSTYNA MICHNIUK

Zbiory Muzeum Wojny na Kalemegdanie, skansen

Jedna z bram na Kalemegdanie

Panorama Belgradu widziana z drugiego brzegu rzeki Sawy, z dzielnicy Novi Beograd

ZDJĘCIA: PIXABAY

dowywano zrujnowane domy, a handel przyczyniał się do wzrostu bogactwa i prestiżu miasta. Gdyby kamienie z Zemunu, dawnej granicy Turcji i państwa Habsburgów, potrafiły mówić, mogłyby opowiedzieć niezwykłe historie. Tutaj obok siebie występują styl orientalny, neoklasycyzm, romantyzm i elementy sztuki akademickiej. Nigdzie indziej nie można tak szybko przemieścić się z dzielnicy bohemy, pełnej staromodnych kawiarenek i wybrukowanej kocimi łbami, do nowoczesnego centrum miasta, pełnego neonowych reklam i oszklonych siedzib wielkich korporacji. Jedni twierdzą, że współczesna nazwa miasta, wspomniana po raz pierwszy w tekstach źródłowych z IX w., oznacza ,,piękne miasto”. Inni wywodząc jej genezę od języków słowiańskich mówią o ,,białym mieście”, od osiadającej na wzniesieniach, gęstej jak kajmak mgły. Trudno dojść do porozumienia, ponieważ pierwsze imię miasta oznaczało w języku celtyckim tyle co „twierdza na wzgórzu”. Wykorzystując

95


Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

to tak korzystne położenie geograficzne, Celtowie, a później Rzymianie i Turcy osmańscy zbudowali tam warowną twierdzę Kalemegdan. Dziś w ruinach murów obronnych znajduje się park, a także m.in. Muzeum Wojskowe i wesołe miasteczko. Odbywają się tutaj wystawy plenerowe oraz wiele ciekawych uroczystości. Latem spragnieni zieleni mieszkańcy stolicy oblegają park i leżą leniwie w cieniu stuletnich drzew, opalają się w słońcu bądź urządzają pikniki z całymi rodzinami i podziwiają panoramę roztaczającą się z murów twierdzy. W duszne letnie wieczory można spotkać tutaj zakochanych, chciwie obściskujących się na drewnianych ławkach zanurzonych w mroku nieprzeniknionej bałkańskiej nocy.

ZDJĘCIA: JUSTYNA MICHNIUK

Stara studnia miejska przed targowiskiem Skadarlija pijaca

Od listopada, a czasami nawet już od połowy października, w całym mieście, także na Kalemegdanie, stoją sprzedawcy pieczonych kasztanów i gotowanej kukurydzy. Bohaterowie serialu „Stawka większa niż życie” bardzo zgrzeszyli, wypowiadając słynne zdanie, że „najlepsze kasztany są na placu Pigalle”. Kto choć raz w chłodny jesienny dzień wydał kilka dinarów na pieczone kasztany na Terazije, będzie opiewał ich delikatny smak i aromat w poematach i śpiewał na ich cześć hymny pochwalne. Niewiarygodne, jakim ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa napełniają człowieka! Centralny plac miasta, którego imię pochodzi z języka tureckiego i oznacza wagi wodne, kryje jednak jeszcze inne zaskakujące tajemnice. To tawerna Kod Zlatnog Krsta na placu Terazije była miejscem pokazu pierwszego filmu braci Lumière w 1896 r., to

Autorka na tle graffiti na stadionie klubu piłki nożnej Crvena zvezda (Czerwona gwiazda)

96


REKLAMA

M

uzeum Torebek i Misiów zostało otwarte w Nałęczowie w dniu 4 grudnia 2016 roku. Zasoby Muzeum to ponad tysiąc różnorodnych eksponatów: torebki, misie, walizki, nesesery, torby, siatki. Najstarszy miś Piotruś pochodzi z Niemiec – ma około 100 lat, najbardziej wartościowy miś to prezent dla dziecka

przebywającego na oddziale onkologii. Z torebek dla mnie najwartościowsza jest ta „mała czarna” wykonana ze skóry. Należała kiedyś do mojej przyjaciółki – pani Ireny. Posiadam też walizkę należącą kiedyś do Stana Wilkosza; być może przypłynęła z nim do Gdyni z Ameryki statkiem Stefanem Batorym. Znam historie i losy większości poprzednich

właścicieli wystawianych rzeczy. Ten nowatorski element dopełnia specyficzne znaczenie eksponatów i świadczy o ponadczasowej wartości zasobów mojego Muzeum. Przez 20 miesięcy gośćmi Muzeum było około 1000 osób, do kroniki wpisało się i narysowało misia lub torebkę – 898 osób. Byli to goście z Polski i z różnych stron świata – z Japonii, Kanady, Singapuru, Tajwanu, Francji, Gruzji, Irlandii. Zwiedzających oprowadzałam osobiście – opowiadając znane mi historie eksponatów. Niekiedy zdarzało się też tak, że zwiedzający opowiadali swoje historie… Od 1 sierpnia 2018 roku Muzeum istnieje tylko w wersji wirtualnej i wędrownej. Eksponaty zabezpieczone w pudłach i skrzynkach czekają na lepszy lokal. Z kilkoma misiami wędrujemy teraz po świecie korzystając z zaproszeń przyjaciół. Ja i te misie bywamy na światowych „misiowych” imprezach w Karlovych Varach, w Pradze, Permie i Moskwie. Poznani tam miłośnicy misiów chętnie przyjechaliby do Polski, ale na razie moje Muzeum funkcjonuje bez wersji obszernego lokalu, w którym wszystkie eksponaty można by udostępnić dla zwiedzających. W wyjątkowych sytuacjach misie i torebki można oglądać w moim prywatnym mieszkaniu – po wcześniejszym telefonicznym lub mailowym uzgodnieniu. Od gości odwiedzających Muzeum usłyszałam takie zdania: „Gdyby na świecie było więcej misiów – nie byłoby tylu wojen…” „W ciągu dnia bawimy się piękną lalką, a w nocy przytulamy starego misia…” „Misie są dobre na wszystko…”

tel. 506 640 469 hannawasiak@op.pl muzeumtorebekimisiow.pl facebook.com/Hanna.Wasiak2?ref=br_rs facebook.com/Muzeum-Torebek-i-Misi%C3%B3w-359875334393306

97


ZDJĘCIA: PIXABAY

Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

tutaj w 1905 r. zbudowano Rosija Palast, dziś Hotel Moskwa, perłę architektury, to także w tym miejscu wzniesiono Hotel Kasina około roku 1860, gdzie w 1918 obradował parlament. Nigdzie nie da się kupić smaczniejszych owoców i warzyw niż na targu Bajlonijeva pijaca, przemianowanego w 1946 r. na Skadarlija pijaca. Ten bazar, położony w starej części miasta, został założony już w 1927 r. przez żydowskiego kupca Ignjata Bajloni i jego imię nosił aż do czasów powojennych. Oprócz płodów rolnych na targowisku można nabyć także odzież, świeże mięso, świece, przyprawy oraz w porze Bożego Narodzenia choinki. Panuje tam niesamowity gwar: handlarze głośno dyskutują z klientami, kupujący komentują ekspozycję towaru i jego jakość, stukot tramwaju co kilka minut zagłusza rozmowy, a wszędobylskie gołębie, nie zwracając uwagi na nikogo, dumnie spacerują po dachach straganów. Wielu odwiedza Skadarlija pijaca nie tylko po to, aby zrobić zakupy, ale może przede wszystkim po to, aby wymienić najnowsze informacje, spotkać znajomych i doskonalić sztukę erudycji, z której słyną mieszkańcy stolicy. W niepozornej uliczce tuż za targowiskiem znajduje się restauracja Kod Srbe. W jej pierwszej sali, przy otwartych drzwiach, siedzą starzy mężczyźni z posiwiałymi, brudnymi od kawy wąsami, i pożółkłymi, spracowanymi dłońmi. Opierają się łokciami na drewnianych stolikach, i pogwizdując, obserwują przechodniów. Jest to typowa restauracja dla miejscowych, gdzie nie ma żadnego turysty, stołującego się dwie ulice dalej, w modnych pubach z zawyżonymi do granic możliwości cenami, gdzie filiżanka kawy kosztuje nie-

98

Cerkiew świętego Sawy


ZDJĘCIA: JUSTYNA MICHNIUK

jednokrotnie więcej niż w centrum Wiednia. Wszystkich tych, którzy zmuszeni głodem odważyli się przekroczyć próg Kod Srbe, czeka przyjemna niespodzianka. Cóż z tego bowiem, że wyposażenie restauracji przypomina wczesny PRL, kiedy domowe jedzenie serwowane przez miłą obsługę sprawi, że poczujemy się jak w domu. Feeria zapachów dobiegających z kuchni oszałamia zmysły, a mocna kawa po turecku dodaje energii do działania i wypełnia umysł optymizmem, który pozwala miejscowym radzić sobie z przeciwnościami losu.

Mauzoleum Tito, z lewej – jego pomnik

REKLAMA

óżnikami • Spotkania z podr ych wypraw odzieln • Inspiracje do sam a wyjazdów • Ciekawa ohferi wteekendowych wakacyjnyc

oraz www.bilety.mtp.pl

www.tour-salon.pl

tour-salon 99


Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

Zaprawdę żadne inne miasto na świecie nie potrafi jednocześnie zachwycić i zaskoczyć tak mocno, jak opisana powyżej dumna stolica Serbii. To miasto zbudowane jest nie z kamienia i stali, ale z chlubnej przeszłości za panowania Stefana Duszana, z gorzkiego smaku porażki po bitwie na Kosowym Polu, z historii zwykłych ludzi, z zapachu świeżo parzonej kawy i gorącej pljeskavicy, ale i z wciąż nieprzebrzmiałego echa wojny i bombardowań. Belgrad nie jest zwykłym miastem, jak tysiące innych. Wyróżnia go iście ludzka cecha, Serbowie mawiają bowiem, że posiada duszę. Można się w nim

zakochać od pierwszego wejrzenia, od pierwszej filiżanki kawy, od pierwszej rozmowy pod pomnikiem Vuka Stefanovicia Karadžicia z przypadkowo spotkanymi ludźmi i od pierwszego kieliszka domowej rakiji, wypitego nocną porą na Zvezdarze. Nie bez powodu Lola Novaković, znana serbska piosenkarka, śpiewała: Mój Belgrad serce ma/ a w sercu miłość czystą/ Belgrad otwiera ramiona dla każdego/ wszystkim daje prawdziwą radość. W tych słowach zawarto więcej prawdy niż we wszystkich przewodnikach turystycznych razem wziętych! ■

FOTO: PIXABAY

W okolicach belgradzkiej starówki znalazło się też miejsce dla artystycznej awangardy; rzeźba inspirowana robotami z filmu „Transformers” to dzieło Danilo Baletica

100


101


PROMOCJA

Mitsubishi

Outlander 2019 W polskich salonach Mitsubishi debiutuje właśnie najnowsze wcielenie rodzinnego modelu SUV – Mitsubishi Outlander 2019. Poprawiono precyzję prowadzenia, komfort, wyciszenie, a na liście wyposażenia pojawiło się kilka nowych, atrakcyjnych elementów.

JESZCZE LEPSZE PROWADZENIE I WIĘKSZY KOMFORT Niezwykle ceniony za przestronność 7-osobowego wnętrza, bogate wyposażenie i wysoki poziom bezpieczeństwa SUV Mitsubishi Outlander w wersji na rok 2019 wyróżnia się nową, górną osłoną chłodnicy, nowymi elementami stylizacyjnymi na dole zderzaków z przodu i z tyłu oraz 18-calowymi, aluminiowymi obręczami kół o nowym wzorze, a także reflektorami przednimi, które od teraz zarówno w przypadku świateł mijania, jak i drogowych, są wyposażone w diody LED. Polepszono precyzję prowadzenia auta dzięki zmianie charakterystyki przekładni kierowniczej, a powiększenie średnicy

102

cylindra w tylnych amortyzatorach zwiększyło siłę tłumienia, podwyższając komfort podróżowania. Wszystkie wersje 4WD CVT wyposażono w elektryczny hamulec postojowy i tarcze hamulcowe o zwiększonej średnicy. Pozytywne zmiany objęły także wnętrze pojazdu – poprawiono wyciszenie kabiny pasażerskiej, dodano srebrne wykończenia przycisków (przyciski do sterowania szybami są teraz podświetlane) oraz dodano funkcję AUTO, która pozwala kierowcy na opuszczanie lub podnoszenie szyb za jednym naciśnięciem przycisku. Zmodyfikowano przednie fotele – krawędzie siedziska i oparcia zostały lepiej wyprofilowane, co zapewnia lepsze podparcie ciała w zakrętach. Na liście wyposażenia najbogatszej


wersji Instyle Plus CVT 4WD dodano także oświetlenie ambientowe w boczkach przednich drzwi. Mitsubishi Outlander 2019 jest oferowane w 6 wersjach z napędem na jedną lub dwie osie i 8 kolorach nadwozia. Zgodnie z tendencją rynkową auto napędza benzynowa, 2-litrowa jednostka o mocy 150 KM, która jest dostępna w połączeniu z manualną, 5-biegową skrzynią biegów i napędem na 1 oś oraz z bezstopniową automatyczną przekładnią CVT z napędem na 4 koła.

BOGATE WYPOSAŻENIE W bazowej wersji Outlandera 2019 klienci otrzymają 2-strefową, automatyczną klimatyzację, pełen pakiet bezpieczeństwa, a w nim między innymi 7 poduszek powietrznych i 7 systemów bezpieczeństwa, światła dzienne i tylne LED, tempomat ze sterowaniem na kierownicy, elektrycznie regulowane szyby boczne, światła mijania z czujnikiem zmierzchu, wycieraczki przedniej szyby z czujnikiem deszczu, au-

tomatycznie ściemniające się lusterko wsteczne, kierownicę z wykończeniem w kolorze czarnym typu piano i skórzanym obszyciem oraz relingi dachowe w kolorze srebrnym. Do gamy wersji 2019 dołączono także nową opcję 2.0 Instyle CVT 4WD, skierowaną do klientów oczekujących bogatego wyposażenia, którzy nie potrzebują 7-osobowej kabiny czy skórzanej tapicerki. Wersja ta oferuje także 5 zaawansowanych technicznie systemów bezpieczeństwa: BSW (monitoruje martwe pole w lusterkach bocznych), RCTA (ostrzega o ruchu poprzecznym z tyłu podczas cofania), FCM (ogranicza skutki kolizji czołowych), LDW (ostrzega o niezamierzonej zmianie pasa ruchu), ACC (tempomat adaptacyjny).

PRZYDATNY SYSTEM SDA Mitsubishi Outlander 2019 oferuje niezwykle funkcjonalny i znany z Mitsubishi Eclipse Cross system Smartphone Link Display Audio. Wyświetlacz łączności smartfona z systemem audio (SDA), korzystający z 7-calowego ekranu

103


PROMOCJA

dotykowego, pozwala kierowcy na bezpieczną obserwację wyświetlanych informacji i danych niemal bez odrywania wzroku od sytuacji na drodze. Kierowca może używać ekranu dotykowego SDA, by uzyskać informacje nawigacyjne uwzględniające aktualne warunki ruchu drogowego oraz odbierać i wykonywać połączenia telefoniczne, sprawdzać wiadomości tekstowe czy słuchać muzyki – wszystko to bez odrywania się od obserwacji drogi. SDA współpracuje także z aplikacjami, które pozwalają na głosowe sterowanie działaniem nawigacji i innych aplikacji.

(dźwignia kierunku jazdy w pozycji R lub D) z prędkością około 10 km/h, układ wyemituje dźwiękowe ostrzeżenie oraz pokaże informację ostrzegawczą. UMS steruje również momentem obrotowym, aby zredukować uszkodzenia wywołane kolizją. Wysoki poziom bezpieczeństwa i znakomitą widoczność zapewnia także w modelu Mitsubishi Outlander 2019 zestaw kamer 360 stopni z widokiem dookoła pojazdu. W skład systemu wchodzą cztery kamery: tylna (pełniąca funkcję kamery cofania), przednia (na atrapie chłodnicy) oraz dwie boczne, umieszczone pod lusterkami bocznymi.

18 WYMIARÓW BEZPIECZEŃSTWA

Znakomita oferta – do ponad 30 000 zł korzyści finansowych Nowe Mitsubishi Outlander 2019 można teraz kupić w cenie od 94 267 zł. Zakup jest bowiem premiowany zniżką w wysokości 50% VAT (co oznacza zniżkę do 15 000 zł), a klienci w prezencie otrzymają komplet opon zimowych. Dodatkowo można nabyć promocyjny pakiet ubezpieczeniowy PZU w wysokości 3,8% wartości pojazdu (jeśli klient zdecyduje się na inny pakiet ubezpieczenia, zniżka będzie o 2000 zł mniejsza). Kupując ten model i korzystając z finansowania Business Contract, właściciele firm oprócz powyższych benefitów mogą otrzymać dodatkową zniżkę w wysokości 3%. Oznacza to, że korzystając przy zakupie modelu Mitsubishi Outlander 2019 z opisanej powyżej oferty Mitsubishi Motors i odliczeń podatkowych, przedsiębiorcy mogą zyskać równowartość podatku VAT – do ponad 30 000 zł. ■

Za bezpieczeństwo kierowcy i pasażera w modelu Outlander 2019, oprócz 7 poduszek bezpieczeństwa i 7 systemów bezpieczeństwa oferowanych w standardowym wyposażeniu, odpowiadają 4 innowacyjne systemy, dostępne w wersji Instyle: system ograniczający skutki kolizji czołowych (FCM) z funkcją wykrywania pieszych, system informujący o niezamierzonej zmianie pasa ruchu (LDW), system ostrzegania o niewidocznych pojazdach nadjeżdżających z tyłu (Rear Cross Traffic Alert – RCTA) i ultradźwiękowy asystent ruszania (UMS), zapobiegający wypadkom spowodowanym nieumyślnym wciśnięciem pedału gazu. Jeśli kierowca nieumyślnie wciśnie pedał gazu w sytuacji, w której czujnik ultradźwiękowy wykryje przeszkodę znajdującą się w odległości 4 metrów na torze ruchu auta, które jest zaparkowane lub porusza się

104


105


W następnym wydaniu JAS ZC ZU K

TRAVEL POLSKA m.in.: Podróże z pasją Rumunia

GRA FIKA : PIXA BAY

FOTO : KATAR ZY NA

Dookoła świata Cypr

Zapraszamy na stronę naszego wydawnictwa: facebook.com/TravelPolskaMagazyn

Wydawnictwo MajerMedia ul. Tadeusza Kościuszki 26 21-500 Biała Podlaska Tel. 83 411 50 11

www.majermedia.com redakcja@majermedia.com prenumerata@majermedia.com reklama@majermedia.com

106

DYREKTOR ZARZĄDZAJĄCY: Maciej Majerczak REDAKCJA: Redaktor naczelny: Rafał Nowicki Redaktor prowadząca: Katarzyna Jaszczuk Zespół redakcyjny: Renata Nawrocka, Robert Nienacki, Karina O’Neill Współpraca: Michał Stolarewicz Korekta: Anna Nalikowska Skład: Grzegorz Waszczuk

Druk: Moduss Okładka: foto – Bartłomiej Kuczer Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo redagowania nadsyłanych tekstów. Wydawca nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

Wydawnictwo MajerMedia jest członkiem Izby Wydawców Prasy


107


108

Profile for MajerMedia

Travel Polska 1 2019  

Travel Polska 1 2019