Page 1

GRABÓWEK Mapa sentymentalna

1


RYS HISTORYCZNY GRABÓWKA Grabówek jest dzielnicą o wielu odcieniach. Graby – drzewa, od których niektórzy wywodzą jej nazwę – rosły tam, według kaszubskich legend, od zarania dziejów. W ich cieniu odpoczywali królowie Stanisław Leszczyński oraz Jan III Sobieski. Drzewa te były świadkami narodzin kolejnych pokoleń kaszubskich rodów, rubasznych występków bywalców okolicznej karczmy i browaru, wielkich miłości i wielkich tragedii. Ostatnie graby pospolite (Carpinus betulus L.) rosną dzisiaj na terenie dywizjonu rakietowego, z daleka od zgiełku ludzkiego. Grabówek to też dzielnica o wielu smakach. Od pysznych lodów u Kwaśniaka, cenionych przez czwarte już pokolenie konsumentów, aż po piwko i zagryzkę w Barze „Podmiejskim”. Nie można zapomnieć o restauracji „Renesans”, w której stoczniowcy spotykali się regularnie po pracy. Musieli mieć jednak baczenie na małżonki, które mogły plotkować w sali obok przy kawie. Bar uniwersalny „Baryłka” był miejscem, które godne było krakowskich kawiarni. Jerzy Stachura – bratanek Edwarda, Marek Gałązka, Jan Kondrak i inni artyści siedzieli tu, snując kolejne linijki wierszy i piosenek. A później zmierzali na górę Kapelusz. Wzgórze rozległe, niczym szerokie nakrycie głowy hiszpańskiej damy, przyciągało wszystkich grabówczan. Tak, jak i Kino „Fala”, w którym to grano premiery filmowe przy doskonałym przedwojennym nagłośnieniu marki Philips. Grabówek jest wreszcie dzielnicą wielu sentymentów. Przestrzeń, w którym miejsca tak różne, jak bar mleczny, sklep mięsny, szpital gruźliczy, żwirownia czy wytwórnia trumien, mają wspólny mianownik. Jaki? Niektórzy porównują go do magicznego pierwiastka z książek Brunona Schulza. Jest to coś ulotnego, nienazwanego, fascynującego i przeszywającego człowieka na wskroś – magia wspomnień, kryjąca się nawet w niepozornym krzaku i w przydrożnej kapliczce. Każdy ma swoje „Sklepy Cynamonowe”. Ma je również Gdynia. Właśnie tu, na Grabówku. Michał Miegoń | inneszlaki.pl

3


TOŻSAMOŚĆ GRABÓWKA „Ja się sprowadziłam 30 lat temu, bo mieszkałam w Orłowie, potem na Witominie. I pamiętam, miałam znajomych, którzy mówili – tak niebezpiecznie na Grabówku, gdzie wy się wyprowadzacie. Taka była opinia. Po nocy chodziłam, lata pracowałam na późne zmiany, w życiu nikt krzywo się na mnie nie spojrzał.” „Ona była taką trochę dzielnicą lewicowców. Tutaj tak nie hołdowali [figurce Matki Boskiej 1– przyp. red]. Tutaj to tak bardzo starych rodzin nie ma, takich zakorzenionych w tym Grabówku. Tu się wielu poprzenosiło. Starzy ludzie są inni, tutaj nawet Kaszubów nie ma.” „Tu się dobrze mieszka, bo Grabówek to jest takie okno na świat, z przystanku pojedziesz na wszystkie strony świata.” „Było kilku meneli, ale jak na każdej dzielnicy.”

4


5


6


WOJNA I OKUPACJA „Musieliśmy uciekać z powodu okupacji, bo ja, jako mały chłopak, po niemiecku już szwargoliłem. I kiedy Rosjanie wchodzili, to rodzice się bali, żebym ja po niemiecku czegoś nie palnął. Nas było dziewięcioro i pamiętam, mieliśmy domek pod papą, i w pokojach były zejścia do piwnic, na ziemniaki czy coś, to mnie tam zamykali, jak Rosjanie przychodzili. Był przypadek jak bomba trafiła w to, to wtedy żeśmy uciekali do Somonina, do dziadków.” „Za rozmowę po polsku było lanie, był nauczyciel specjalny do bicia, po dziś dzień pamiętam nazwisko. „Herr Trąbka” się mówiło. Przed budynkiem był maszt, bodajże 43, ktoś miał przyjechać, jakaś osobistość niemiecka i ktoś chyba podpowiedział. W Gdyni działał „Gryf Pomorski”. Ktoś musiał powiedzieć: zdjąć flagę niemiecką, nie wiedziałem jak to zrobić. Wyciągnąłem zawleczkę i cały masz runął, z tą flagą, uciekłem wystraszony w stronę tartaku (tartak był tutaj, gdzie „Lidl”) 2 . Przed torami złapały mnie dziewczyny z siódmej klasy, no i do szkoły, do tego nauczyciela, on mnie przeciągnął przez ławkę, dziewczyny trzymały za nogi, a on lał. Miał stojak z kijami bambusowymi odpowiednio do kary i bił. Matka mnie potem moczyła w beczce z wodą przeciwpożarową, żebym nie spuchł.” „Tu, gdzie jest „Kaufland”, stało drzewo dębowe i tam na tym drzewie dębowym wisiał niemiecki żołnierz 3 , który zdezerterował, Polak, przyjęli go do wojska. Nie wolno było go zdjąć, tak długo wisiał na tym drzewie dębowym, aż nogami dotykał ziemi. Po prostu wszyscy mieli widzieć.”

7


BARAK

– Ale wcześniej, kilkadziesiąt lat temu, on normalnie był zamieszkany przez jakąś rodzinę. Czy on był wykorzystywany, jako mieszkalny? To ostatni chyba z baraczków, tych z obozu „zadymiarzy włoskich”, który przetrwał. – Był zamieszkały w latach 60, lata temu. Później już pustoszał. „Ten Baraczek To była salka parafialna naszego kościoła Świętej Rodziny i my tam chodziliśmy na zajęcia.” – Jacyś tam Cyganie nocowali, że to wszystko jest wycięte w pień. – Jacy tam wielcy Cyganie, bezdomni raczej. To nie byli Cyganie, tacy nasi kloszardzi, bo tam wóz stał za krzakami i były takie legendy. Ja nie wiem, czy on tam nie stoi. Tam taki dziadek mieszkał długo, ale się tam zawsze zamykał. Jak z psem chodziło się dookoła, można było to zaobserwować. – Lokal rekreacyjny. – Jak szedłem do Rady wczoraj, to oni tam sobie siedzieli. Oni po pracy po prostu spędzają czas. Odmalowali ją wewnątrz, ona była taka zaniedbana, ona stoi bliżej Beniowskiego.

8


Po zajęciu Gdyni w 1939 roku Niemcy podjęli rozmaite działania w celu zabezpieczenia miasta przed nalotami aliantów. Po nalotach na Gdańsk w 1942 roku rozbudowano baterię przeciwlotniczą oraz ściągnięto sprzymierzonych wówczas Włochów, którzy utworzyli II Włoski Ba­ta­lion Zadymiania, który działał następująco: po ogłoszeniu alarmu lotniczego dokonywali sztucznego chemicznego zamglenia obiektów portowych, wojskowych i miasta w celu dezorientacji lotnictwa aliantów. Używano do tego beczek, wypełnionych żrącym i niebezpiecznym kwasem chlorosulfonowym. Niemcy wyznaczyli dla Włochów teren na Grabówku w kwadracie ulic: Grabowo, Kapitańska i Beniowskiego, na którym postawiono osiem baraków oraz stację paliwową. Przy wjeździe widniała tablica z napisem „Campo” (Obóz), a Włosi skradli serce niejednej mieszkance okupowanego Grabówka…

9


Tory kolejowe, przez które przejeżdżała jeszcze dekadę temu chociażby kultowa lokomotywa SM 42, służyły przed wojną do transportu ludności, przybywającej do Gdyni. Z portu specjalnym pociągiem trafiała ona do obozu emigracyjnego, umieszczonego na wzgórzach Grabówka. Wówczas linią kolejową, przecinającą ulicę Morską, podróżowali chociażby emigranci z Hiszpanii, gdzie trwała wojna domowa. Pasażerami byli również ci, którzy przypływali do miasta legendarnym statkiem „Batory”. Dziś po bocznicy nie ma śladu, przejazd został zaasfaltowany.

10


POCIĄG – Zdarzało się, że korek na Morskiej się robił, bo pociąg przejeżdżał taki tam? – Tak, oczywiście. – A tam nie było żadnych barierek, tylko wychodził dróżnik i zatrzymywał. – Nawet nie było wie Pan tej, tej... – Rogatki. – Nie było, może nie było, wszystko stare, poniszczone. W każdym bądź razie dróżnik wychodził, kiedy pociąg się zbliżał. To była łączność z portem, z Oksywiem, to było wszystko drogą morską, bo tu były wielkie składnice marynarki wojennej, tu właśnie, na Grabówku. A teraz to tam jest tego wojska jeszcze, chodzicie tam podglądać?

11


KOLOROWY BUDYNEK Z ŁAŹNIAMI „One były budowane w ‘30 roku, jako Kolonia Robotnicza „Grabowo”, tak to się nazywało, zespół mieszkalny, który obejmował numery od 108 do 112 ulicy Morskiej. Także przy tych budynkach była budowana łaźnia, ten łącznik tam jest, częściowo zostały tam mieszkania, a części jest tam wypożyczalnia sprzętu.” „Od ‘34 roku był dobry ośrodek zdrowia, gdzie przyjmował lekarz Neumann, a w ‘45 roku był tu posterunek MO – w ostatnim bloku, w klatce „A”, w stronę „Lidla”.” „W bloku 108 A była szkoła 7 podstawowa dla chłopców, bo chłopcy byli osobno, a w 108 C, gdzie ten łącznik, była dla dziewczyn. A w roku ‘49 utworzono pierwszą szkołę koedukacyjną, ja byłam pierwszym rocznikiem. Pierwsza klasa, gdzie chłopcy z dziewczętami chodzili.”

12


TRUMNIARZ

„On mieszkał z matką. Jakieś deski przycinał, tego typu rzeczy, a w piwnicy, gdzie robił trumny, było ich składowisko. Jak dzieciaki chodziły do szkoły, to tam zawsze się zaglądało.” „Te trumny to sensacja była, bo tam było nieogrodzone, niezabezpieczone. Idąc tu ze szkoły, „Siedemnastki”, można było z ulicy zaglądać.” „Ta trumiarnia, czy jak to nazwać, była w ogóle pod szyldem „Stolarnia”. Jeśli chodzi o tego stolarza, to się chodziło czasem jakąś deskę przyciąć, mieliśmy wtedy działkę, chłopcy robili domki, karmniki. I się szło do stolarza, żeby on tam tych deseczek naciął.”

13


SZPITAL GRUŹLICZY „Szpital gruźliczy powstał w 1928 roku, miał funkcjonować jako szpital zakaźny na Grabówku, bo to dolina leśna, powietrze zdrowotne. Ale z końcem lat 90., kiedy zaczęto budować osiedle Kaczmarskiego, w ruinie był i w końcu deweloper go kupił.” „Była taka propozycja, żeby tam zrobić mieszkania dla bezdomnych. Myśmy pisali protesty mieszkańców i Rady Dzielnicy, pisaliśmy pisma do prezydenta, żeby jednak to nie doszło do skutku. No i w końcu summa summarum zlikwidowali, kupił to jakiś deweloper i powstało osiedle Kaczmarskiego. Bogate osiedle.”

14


SPÓŁDZIELNIA KRAWIECKA / TECHNIKUM PRZETWÓRSTWA RYBNEGO

„Tam, gdzie jest ośrodek pomocy MOPS, była bardzo prężna Spółdzielnia Krawiecka, imieniem „22 Lipca” i to chyba zostało w ‘89 roku rozwalone. To stało bardzo długie lata puste, wyprzedaże robili, kurtki chłopakom kupowałam. Jeszcze kupowałam i do rodziny wysyłałam, bo takie wyprzedaże były, bo to był duży zakład, bardzo duży. Na parterze mieszkali ludzie, ale na wyższych była ta spółdzielnia.” „Na zapleczu obecnego domu kultury i MOPS-u była taka Spółdzielnia Produkcyjna, „Żagiel”, na „22 Lipca” zmieniła nazwę, a bez przerwy jakieś tam właśnie żagle produkowali na Zachód. Bardzo dużo kobiet pracowało w Technikum Przetwórstwa Rybnego, gdzie w tej chwili jest Miejski Dom Kultury. To było to słynne Technikum Przetwórstwa Rybnego. No i tyle mogę powiedzieć.”

15


16


grabรณwek

17


PLAŻA „Kiedy były soboty wolne (kiedyś nie było, ja kupę lat pracowałam), tu z naszego bloku się szło, całe rodziny z dzieciakami, tu z domków, podwórka. W latach ‘70.-‘80. do młodzieży się zaliczaliśmy, to chodziliśmy się opalać i w piłkę się grało. Także tam naprawdę się działo. Teraz to tam młodzież na piwo idzie czy coś, w jakąś siatkę, to studenci idą. Jak ja wychodzę z psem, to sobie siedzą latem, wielka impreza. Zawsze, jak są te studenckie juwenalia, łażą, hałas się niesie, ale zawsze na drzwiach wywieszają przeprosiny, że będzie zakłócenie. Tutaj w tym lesie, rany koguta, jak na drugi dzień się wychodzi z psem, to zanim posprzątają… Tyle tych butelek, teraz młodzież to tylko piwo pije. Za naszych młodszych lat to raczej z półlitrówką się szło. Na działce baniak z winem robiliśmy. Tak, że taka to dzielnica.”

18


19


KAPELUSZ A ja napisałam wiersz o Kapeluszu: Wzgórze Kapelusza skąpane słońcem, okryte koralem szarych chmur. Wrzosy wiatrem kołysane, ukrywały jaszczurkom dom. Wrzosy, wrzosy, lila wrzosy, całowały Cumulusy. Wzgórze zaglądało Bogu w okno i cichutko szeptało: “Popatrz, Panie, na ten lud”. Jakie piękne miasto zbudował i połączył liliowe wzgórze z niebieskookim morzem! Stalowe żurawie w porcie do nieba wyciągają szyję, dookoła płynie życia nurt, ludzie w Gdyni dziękują Panu za miasto u wzgórza wybudowane, za spełniony marzeń cud. – Zofia Gregor

20


LASY

Miejski Park Krajobrazowy >> „Chodziłem po Górach Świętokrzyskich, a że należałem do harcerstwa, to i po Tatrach. Tu miałem tego namiastkę, bo w zimie na biegówkach, w lecie na rowerze. Jeszcze kijków nie było. Albo rowerem po tych alejkach, tak, jak pani opowiadała. Też się zgubiłem i to zgubiłem się i w lecie, i w zimie, i to w taką pogodę, że słońca nie było, więc nie wiedziałem w których kierunkach dalej.” „Wspaniały las, wspaniała trasa. I ja sobie wspominałam, jak z ojcem chodziliśmy na grzyby od Wolności, aż tutaj do „Siedemnastki” można było pójść. Tam są dwa groby: Andrzeja, jakiegoś żołnierza i Wincentego, tam są te groby. To tak wspominam.”

21


HANDEL „Zawsze się tu zakupy robiło na Grabówku, dlatego, że tu było więcej sklepów z różnych branż, pasmanterii, czy innych, co teraz po Gdyni się szuka. Dlatego zawsze zakupy wygodniej mi było robić tutaj, wszystko pod ręką. A po drugie mleczarnia miała zawsze świeże mleko i przetwory.” „Rzeczywiście, przy ulicy Morskiej, od numeru 93 wyżej, była cała gama tych sklepów, można było kupić wszystko – od papierniczego, który był największy, po metalowy, czy elektryczny; był rzeźnik, drogerię pani Małgosia prowadziła, fryzjer, nawet sklep ze starociami.” „Kiedyś była piekarnia tutaj, na Grabówku, tu gdzie jest sklep rybny (przy Morskiej) i ludzie kupowali gorący chleb, i szli do roboty. Już nie ma.” „To było dwóch braci, „U Schwarza” się nazywali. Zdzisław i Robert. Potem pan Robert poszedł na emeryturę i zmarł, a pan Zdzisław wyprowadził się z tą piekarnią na Inżynierską, tam produkował chleb też. Ale dobrze było, bo myśmy tam pączki też robili, bo to był taki sklep piekarniczo-spożywczy. Gdzieś tak przez dwa lata myśmy kupowali paczki dla biednych rodzin Grabówka i on miał wspaniałą myśl i dawał biednym mieszkańcom dzielnicy, ale potem zabroniono, bo musiał płacić VAT, wprowadzono te przepisy durne.” „Kwaśniak, gdzie chleb był. Wspaniały, jak się w kolejkach czekało. Tęsknię do tej pory za tym chlebem, coś wspaniałego, ale jak! No i pamiętam jeszcze taki maleńki sklepik, pani Dziadkowa, ktoś pamięta? Dziadków? Taki maleńki sklepik z cukierkami, warzywa mieli.”

22


„Mleczarnia 13 istniała, działała prężnie, ona miała takie jakieś urządzenia na zewnątrz, jakieś takie rury, bo oni tam wyrabiali sery, masło.” „Tak, tak, po schodkach do góry do sklepiku i tam można było śmietanę kupić nawet w litrowych butlach, gęstą taką. Także to jest też historia, ta mleczarnia, nie wiem w jakich latach została wybudowana.” „Na pewno, to już było widać w tym zagospodarowaniu, jak my się tu wprowadziliśmy, to ona była w pełnym rozruchu, ta Spółdzielnia Mleczarska. Tam wszystko było takie bardzo świeże i tańsze, w porównaniu z innymi sklepami, bo to był firmowy sklep i bezpośrednio oni rzucali na sklep, także tam ciągle były kolejeczki, pamięta pan to?” „Tu gdzie jest „Kaufland”. Mleczarnia „Kosakowo” przez wiele lat działała. Rano wstawałyśmy i mleko podstawione. Też tam padło, chyba przez przemiany wszystkie.” „No, bo w tym budynku – róg Mireckiego i Morskiej – to była Mleczarnia [wszyscy chórem: „Kosakowo”]. Tam się kupowało mleko w kankach. A druga była, gdzie rzeźnik był, tu za Kwaśniakiem, druga mleczarnia wykafelkowana.” „I teraz to rozlewnia, co Pan mówi były dwie. W jednym były syfony, a w drugiej mandarynki i oranżady. To bliżej tu mnie, Kołłątaja, były mandarynki, oranżady, a ta bliżej dworca, co teraz jest ciuchland i „Wiśnia Motors”, to tam były syfony.”

23


BARY I GASTRONOMIA „Kiedyś to zupełnie taka prawdziwa „Baryłka” 14 była i były nawet dwa wejścia, dla personelu od strony bardziej Kalksteinów, a tu z tej strony, bardziej w zakolu, było wejście dla tych pijących. No tam zawsze klimat speluny, a tutaj na Morskiej to był Bar „Podmiejski” 15, jak się idzie Morską w dół.” „Sklep był i potem wydzielili miejsce dla tego baru. Od szóstej kolejka jest, parasole wystawiają, krzesełka” – Bar „Podmiejski” jeszcze działa. – On jest otwarty. Taki jednooki Zbyszek z p.Teresą prowadzą, to on do 22:00 jest czynny, alkohole są głównie i są rzutki. „Nie ma „Baryłki”! Była restauracja podmiejska przy ulicy Morskiej, „Saga” 16 była na rogu, kawiarnia, no i Kino „Fala”.” „Tak, tak, tam były „Renesans” 17, inaczej „Brudas” i schodziło się po super-super flaki i barszcz na dół do piwnicy.” „Teraz jeszcze tutaj, gdzie jest Kumer, to był słynny bar, ciekawa sprawa. Na rogu Mireckiego. To tam był taki bar garmażeryjny 18, gdzie można było kupić wyroby garmażeryjne. Paróweczki, sałateczki, bogato, duży obrót był.” „Pierogi, naleśniki, zupki, makarony. Jajka, coraz więcej mięsa, niż mleka. Tutaj, gdzie w tej chwili jest Bar „Słoneczny”, był typowo bar mleczny, gdzie były tylko dania mleczne, cieszył się dużą popularnością. Taka pani tam pracowała, pamiętam lata Grabówka. Tak na przykład ja tutaj pracowałam chyba 40 lat w tym barze. Wzięcie ma na kanwie różnych przeobrażeń. Zrobili teraz więcej mięsnych, niż mlecznych.”

24


ZABAWY DZIECIĘCE „Pamiętam tamte czasy, bo nas było bardzo dużo, nie było telewizji, tak jak dzisiaj, czy telefonów nowoczesnych, więc spędzaliśmy czas, całe dnie, na podwórkach, bawiliśmy się w palanta, dwa ognie.” „Lodowiska się wylewało!” „Lewą stronę miałam zabronioną przez rodziców, Pekin i tak dalej, ale i tak się chodziło, rozrabianie, jak to dzieci, wiadomo.” „Wojnę, pomidora, a najbardziej nas interesowała zabawa w podchody. Dzieliliśmy się na dwie grupy, a najbardziej interesujące były bunkry na terenie jednostki. Chociaż to było zakazane, ale można było wejść. Bunkry, skocznie, można było skakać po tych wyżynach, tu się bawiliśmy. Na sanki zimową porą, jeździliśmy na Sambora, aż na dół przy Kinie „Fala”, takie to były zimy, tak się jeździło na sankach. A potem się szło i szło. Do późnej nocy, a najciekawszy był zjazd po schodach z Sambora, do ulicy Dembińskiego, ale po schodach! Zimową porą, zimy to były zimy wtedy!” „Ja myślę, że sentymentalnym miejscem dla mieszkańców Grabówka jest jeszcze plac, który został po boisku szkolnym 19. Między ulicą Okrzei, a Filomatów. To było boisko szkolne, które było naprawdę dobrze wyposażone, tam było boisko do piłki nożnej i takie piaskowe, co to się na nim skacze w dal; była siatkówka, koszykówka, a dookoła bieżnia i obsadzone morwami, które przez wiele lat pod ochroną były. A potem wybudowali na boisku bloki, został tylko jeden ślad i kilka drzew.”

25


KINO FALA „Muszę Panu powiedzieć, że „Fala” miała powodzenie, oni mieli dość dobry repertuar i w porównaniu z „Warszawą” czy „Goplaną”, to tańsze bilety. Był ruch w „Fali”, ze Szkoły nr 17 przychodzili, teatry były organizowane, także się działo.” „Pamiętam, jak żyło kino „Fala”. Najbardziej z filmów to pamiętam film dziecinny „Sadko” [1953 - przyp. red.], o, tak! „Na dnie morza” – pokazujący życie na dnie morza, to w tym filmie Sadko już wszystko widziałam, w tamtych czasach i dlatego ten film mi tak utkwił w głowie. A ja, jako 10-letnia dziewczynka zostałam przez ciocię wprowadzona na film „Nędznicy”. Pamiętam ten film „Nędznicy”, jak mnie na własną odpowiedzialność wprowadzała, bo nie miałam jeszcze 18 lat.” – Tomek i Julia byli w „Fali” na ostatnim filmie, na „Panu Tadeuszu”. Byliśmy w „Fali” w 6 osób, my we czwórkę: ja z mężem i Julia z Tomkiem. – To wtedy to multipleksy już weszły, te duże kina wszystkie. – I to był ostatni seans na którym byliśmy i to właśnie na „Panu Tadeuszu”, tutaj, w tej właśnie „Fali”.

26


„Zorza” / „Union” / „Fala”. Data istnienia : 02.1938–2000 Adres : ul. Mireckiego 14 Zanim kino, będące atrakcją dzielnicy Grabówek, nazywało się „Fala”, było „Zorzą”. Właścicielem „Zorzy” był Gwidon Sokołowski. Swój majątek, zarobiony częściowo za wielką wodą, zainwestował w kino, mające przynieść chlubę tej rozbudowującej się części miasta. Sprowadzono do niego ze Stanów Zjednoczonych sprzęt nagłaśniający Philips. Kino cieszyło się dużą popularnością, z racji bliskiego położenia dużych skupisk mieszkaniowych przy ul. Morskiej. Zostało otwarte 18 lutego 1938 roku, a pierwszym wyświetlonym filmem był „Dorożkarz nr 13”. Podczas wojny zmieniono nazwę na „Union” i wyświetlano tam głównie materiały propagandowe. Po wojnie kino działało z powodzeniem do końca XX wieku, jako „Fala”. Obecnie we wnętrzu mieszczą się magazyny „Clinica Medica”.

27


GRUDZIEŃ ‘70 „Zjechały dwie kolejki równocześnie, jedna z Gdańska, druga z Wejherowa, zrobiło się cienkie gardło. Ci ludzie podchodzili po schodach, więc tłum ten z tyłu napierał, bo zaczęli puszczać gazy łzawiące, tam stało ZOMO, ten nawoływał do pracy. Zaczęli się wycofywać i tam się zrobiła dosłownie mega panika, i wtedy zaczęło się…” „Ja, będąc na studiach, słuchałam w środę przemówienia Stanisława Kociołka, który zachęcał stoczniowców do przyjścia do pracy, na pewno państwo pamiętają. Następnego dnia to był czwartek, szłam do kolejki, bo miałam jechać na szkolenie, to chyba był IV rok studiów i szkolenie wojskowe. Patrzę, kolejka stoi, ludzie latają, biegną, kamienie są na podeście, a ja idę, chcę zdążyć na tę kolejkę, która tam stoi. Przecież ja tam mogłam zginąć. Strzelali!” „Wtedy, pamiętam, strasznie uciekali po tej naszej okolicy, byli ranni, ten gaz łzawiący, bo ja wyszłam na podwórko, to był kosmos. Nie można było patrzeć i te karetki jak suki policyjne, tak to się kiedyś mówiło, suka, nie? I wiem, że ludzie zatrzymywali to swoim ciałem i huśtali, bo nie chcieli początkowo. Bo się ludzie bali, że jedzie do Gdyni do szpitala, że sam zginie.”

28


„Jak sobie uświadamiam, że ja tam mogłam zginąć, nieświadoma, taka porządna, bo chciałam zdążyć na kolejkę i nie spóźnić się na studia. Potem tego człowieka nieśli na drzwiach ulicą Morską. Ulica Morska była jednojezdniowa, po lewej stronie można było chodzić, nie było bruku, był piasek. Ja szłam obok, a oni szli środkiem. Doszłam do Podjazd, tam zobaczyłam czołgi, to była ulica Podjazdowa wtedy. Już w ten czas byłam mądra, co ja będę tu robiła, coś się tutaj szykuje, samolot latał nad głową, słyszałam strzelanie, więc opłotkami szłam. Myślałam o tym, żeby być przy płocie, żeby mnie nie zastrzelił z góry.”

29


POSTSCRIPTUM „I powiem Państwu z wielkim sentymentem, że kiedy chodzę, to mam wszystkie obrazy przed sobą, wszystko, cokolwiek na Grabówku się budowało, wydarzyło, to ja to pamiętam. Wraca do mnie, tak jakby to było dzisiaj. To jest wszystko realne.” „Zazdroszczę tych wspomnień, takich wcześniejszych, bo ja jestem napływowym Gdynianinem. 30 lat akurat w tym roku mija, 30 lat, jak mieszkam w Gdyni i nie wiem, czy to jest przypadek, czy rzeczywiście, może, marzenia się spełniają. Byłem w Gdyni na wycieczce szkolnej i weszliśmy na Kamienną Górę, i tam jest ten obelisk, taki kamień. Mam zdjęcie z lat szkolnych, także kto nie wierzy, to przyniosę, pokażę. Będąc na tej Kamiennej Górze, na tym kamieniu, zamknąłem oczy, no i tak bardzo, bardzo zamarzyłem, że Gdynia taka piękna, że bardzo chciałbym kiedyś w niej zamieszkać. No i marzenia się spełniają.”

30


31


O projekcie Po Starowiejskiej, Oksywiu i Orłowie, przyszedł czas na kolejną, czwartą już odsłonę map sentymentalnych. Tym razem zapraszamy na Grabówek – dzielnicę nieznaną wielu gdyniankom i gdynianom oraz pozostałym mieszkańcom Trójmiasta. W naszych rozmowach odkryliśmy inny Grabówek, niż ten, który wyłania się z miejskich legend – dzielnicę z barwną historią i widokiem na port, położoną blisko lasu. To właśnie intymny obraz Grabówka stworzony ze wspomnień mieszkańców chcieliśmy zawrzeć w tej publikacji. Liczymy na to, że ta urokliwa dzielnica położona nieopodal Śródmieścia będzie nieodłącznie towarzyszyła naszym rozważaniom o Gdyni. Z tego miejsca chciałam podziękować całemu zespołowi, który kolejny już rok przemierza z nami mało znane ulice w nietypowych częściach miasta. Są to: Małgorzata Bujak, Basia Marchwicka, Michał Miegoń, Vera King, Rafał Kołsut, Natalia Kaczor oraz Lena Lorenc. Wielkie podziękowania należą się też wszystkim naszym respondentom, bez wspomnień których nie byłoby tej mapy oraz wszystkim tym, którzy znajdą czas, by wybrać się z nami na spacer lub by zwiedzić Grabówek przy pomocy tej publikacji. Dziękujemy także Miastu Gdynia za sfinansowanie kolejnej edycji projektu mapy sentymentalnej. Liczę na to, że w przyszłym roku uchylimy przed Państwem rąbka tajemnicy kolejnych dzielnic. Monika Domańska Stowarzyszenie Traffic Design | trafficdesign.pl

32

Mapa Sentymentalna Grabówka  
Mapa Sentymentalna Grabówka  
Advertisement