Issuu on Google+

QQreQ numero uno / 2013 cena: bezcenne / www.qqrequ.pl

Interview

Filharmonia gadżetów. Rozmowa z Jurkiem Owsiakiem Strefa muzyczna

Dżem. Legenda ma już 35 lat Design

Design od Karima. Niesamowity dialog z Karimem Rashidem Gadżety

Pół miliarda Zippo temu

Tworząc ze słowa sztukę


treść Kogut po kropce

STREFA MUZYCZNA

Mleczko lubi tworzyć na temat. Drobiu. W jego dziełach Koguty gwiezdneruchacze często z radością I z perspektywy doświadczonego, 100 letniego kowboja z Texasu. Akceptują swoje skazane na rychłą śmierć życie. Zakończone zwykle ścięciem siekierą gospodarza. Po takiej akcji. Do przaśnego chłopa - kata nikt nie czuje jednak z tego powodu urazy. Broń boże. Każdy z nas wie. Jeść trzeba. Co z tego, że kogut miał bogate życie wewnętrzne. Lepiej niech nie narzeka. Przed śmiercią obsłużył. Tyle kurek ile muzułmanin dziewic po trafieniu do nieba. Kogut na koszulce od Mleczki wydaje się być zadowolony. „Nie potrzeba mi wiele do szczęścia. Jestem symbolem seksu i to mi wystarcza”. Pieje. Gdybym ja stracił dziś głowę. Miałbym na koncie parę udanych wywiadów. Zdjęć kurek nie mam, a ich samych jeszcze nie opisałem. Udało mi się porozmawiać z Karimem Rashidem, Bruce`m Dickinsonem, Jurkiem Owsiakiem, Davidem Warfelem z członkami zespołu Dżem... A oni zgodzili się bym tę rozmowy opublikował. Raz już to zrobiłem, jednak... Anton o wiele lepiej opakuje te słowa. Zapraszam i powodzenia.

4-7 Dżem

Skład: Anton Drachuk, III r. Projektowanie Graficzne Teksty: Krzysztof Kogut Zdjęcia: Maria Kabelis, Zorro2212, PAP/Tomasz Gzell, www.dzem.com.pl, Piotr Kogut, Krzysztof Kogut

INTERVIEW 8-13 Jurek Owsian

Fonty: Noticia Text, Arvo, Exo, Avenir Next, Avenir Next Condensed Pracownia: Wydawnictw, semestr zimowy 2012/2013 Kontakt: Krzysztof Kogut kogutpoznan@gmail.com (+48) 698 852 900

DESIGN 15-19 Karim Rashid

Anton Drachuk anton.drachuk@ yahoo.co.uk http://www.behance. net/drachuk (+48) 696612251

Krzysztof Kogut - Branża słowna.

3


strefa muzyczna

„Graliśmy tyle różnych koncertów w fantastycznych miejscach, przy świetnej frekwencji, jesteśmy więc pod tym względem spełnionym zespołem.”

4

Q


QQreQ Dżem - polski zespół grający muzykę z pogranicza rocka i bluesa założony w 1973 roku przez braci Adama i Beno Otrębów oraz Pawła Bergera. Zaliczany do najważniejszych zespołów w historii polskiej muzyki rockowo-bluesowej, Legenda ma już 35 lat

&Dzem tekst: krzysztof kogut. zdjęcia: maria kabelis Leszek Martinek, manager Dżemu, pracuje z zespołem ponad 20 lat

Co jest istotniejsze dla budżetu zespołu, koncerty czy sprzedaż płyt?

Co robi zespół, aby zyskać nowych fanów?

Wszystko jest ważne. Dżem nie odpuszcza żadnego koncertu. Czy jest to mała miejscowość, czy duże miasto, muzycy dają z siebie wszystko. To chyba jedyna metoda, aby odnieść sukces, codziennie trzeba pracować na sto procent. Ważna jest też dla nas sprzedaż wydawnictw — w tym celu prowadzimy także sklep dla naszych fanów, w którym dostępne są płyty oraz gadżety zespołu.

Grono odbiorców zespołu stale się poszerza. Powodem tego mogą być między innymi dodatkowe koncerty, symfoniczne oraz akustyczne, które mają inne aranżacje utworów. Podczas tych tras, granych głównie w teatrach, filharmoniach i w tzw. ekskluzwnych salach, towarzyszy Dżemowi nieco inna publiczność niż na koncertach blues-rockowych. Produkcje akustyczne oraz symfoniczne świetnie się sprzedają. Ubiegłoroczny koncert w Sali Kongresowej został wyprzedany na kilka tygodni przed rozpoczęciem, przy cenach biletów dochodzących do 190 złotych. Ta kwota jest jednak podyktowana potrzebami sprzętowymi. Przy tego typu projektach wymagana jest światowej klasy produkcja.

Czy Dżem potrzebuje jeszcze promocji? Zawsze graliśmy dużo koncertów, nawet po śmierci Ryśka. W pewnym momencie jednak przestano mówić o zespole w mediach i zdarzały się przypadki, że w trakcie wywiadów pytano zespół, czy nadal koncertuje. Nigdy nie zabiegaliśmy specjalnie o media, może dlatego pojawia się o zespole niewiele informacji. Dopiero Internet dał nam niesamowitą szansę szerokiej promocji. Od kiedy prowadzimy stronę WWW, notujemy ponad 100 000 odwiedzin miesięcznie. W zasadzie 

5


strefa muzyczna

„It’s only rock’n’roll but I like it” Gadżety Dżemu

z pewnych nośników reklamy nie musimy korzystać. Nasz profil na Facebooku ma ponad 600 000 znajomych. Każdy zainteresowany może znaleźć tam najważniejsze aktualności dotyczące zespołu, tras koncertowych czy wydarzeń, w których bierzemy udział.

i postanowiliśmy wydać album własnym sumptem. Szczęśliwie jesteśmy niezależni wydawniczo, co daje nam możliwość szybkiego dostosowania się do potrzeb.

Beno Otręba, basista zespołu, jest z Dżemem od samego początku.

Mamy jeszcze spore możliwości, jeśli chodzi o stworzony już repertuar. Wprawdzie publiczność chce słuchać utworów najbardziej znanych i lubianych, chcemy jednak wracać do kawałków mniej znanych, które również są dobre. Przede wszystkim stosujemy najnowsze rozwiązania do wzbogacania brzmienia. Użyliśmy wielu gadżetów i urządzeń peryferyjnych. Nasza ostatnia płyta „Muza” brzmi o wiele nowocześniej. Teraz postanowiliśmy eksperymentować z płytami blue-ray. Nasze życie to jednak granie koncertów, tu czujemy się spełnieni, dlatego nie mamy parcia na duże zmiany. Być może pojedynczo podejmiemy się innych projektów. Chcemy również więcej publikować na YouTube, bo wydawanie płyt zwyczajnie przestało się opłacać. Nowe albumy służą teraz raczej promocji niż zarabianiu.

Co z perspektywy czasu jest Waszym największym osiągnięciem?

Skórzany kapelusz Dżemu Podobny nosił Rysiek Riedel, stąd też wzięła się moda na „kowbojski” kapelusz u fanów zespołu. Na brązowej lub czarnej skórze wytłoczone jest nienachalne logo zespołu. To nie tylko promocyjny, ale i użyteczny gadżet.

Skórzana opaska Szeroka, skórzana opaska na rękę wspaniale wpisuje się w styl zespołu. Zawiera tłoczone logo zespołu i motyw z ptakami. To chyba jedyny element ozdobny dla mężczyzn, który pasuje prawie każdemu

Mamy wspaniałą publiczność i to zapłata za te lata, w których bywało różnie. Czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale to głównie dzięki nim udało nam się przetrwać. To najlepsza nagroda, która mobilizuje nas do granic możliwości. Nie mamy jednopokoleniowej publiczności. Naszej muzyki słuchają zarówno młodzi ludzie, jak i starsze pokolenia. Wiesz, to dla nas coś ważnego. Nie jestem socjologiem kultury, aby wiedzieć, skąd to się bierze. Myślę, że nasze utwory poruszają tematy ponadczasowe. W naszych tekstach każdy może znaleźć coś dla siebie. Coś, co sprawi, że na chwilę można odpłynąć. Dżem i orkiestra symfoniczna? Skąd wiecie, że ludzie chcą takiego połączenia? Sądziliśmy, że po płycie z orkiestrą, na której śpiewał jeszcze Jacek Dewódzki, nie powrócimy do tego typu muzyki. Jednak zagraliśmy koncert w byłej kopalni dolomitu. To piękna okolica, wyglądająca trochę jak kamieniołomy. W dzień koncertu strasznie lało, jednak przyszło kilka tysięcy ludzi. Zrozumieliśmy, że fani chcą słuchać aranżacji symfonicznych,

6

Jest jeszcze coś, co jako muzycy chcielibyście osiągnąć?

Skąd czerpiecie siły na tak aktywne życie? Bezpośredni kontakt z ludźmi daje nam wiele energii. Owszem, czasem to męczy, szczególnie gdy gramy kilka koncertów z rzędu, długie przebywanie w hotelach i życie poza domem również mogą dać w kość. Spełniły nam się prawie wszystkie marzenia, jakie muzyk może mieć. Graliśmy wspaniałe koncerty w Jarocinie, jeszcze za czasów Ryśka. Genialne były wszystkie Przystanki Woodstock.


Graliśmy tyle różnych koncertów w fantastycznych miejscach, przy świetnej frekwencji, jesteśmy więc pod tym względem spełnionym zespołem. Każda nowa płyta jest dla nas jak ukochane dziecko… Przy tym wszystkim cały czas kręci nas granie koncertów. Kontakt z fanami to takie sprzężenie zwrotne. Dajemy coś od siebie, ale także wiele dostajemy od publiczności, to obopólna wymiana energii, tak funkcjonujemy.. Adam Otręba, gitarzysta Dżemu, jeden z założycieli formacji. Których zespołów koszulki nosiło się, gdy zaczynaliście swoją karierę muzyczną? Led Zeppelin, Hendrixa, Claptona, wcześniej Beatlesów. Roya Orbisona, gdy śpiewał piosenkę „Oh, Pretty Woman”. Takich kawałków słuchaliśmy na pocztówkach dźwiękowych, które były w tym czasie popularne. Młodzi pewnie nie wiedzą, co to takiego, ale w skrócie można powiedzieć, że była to płyta gramofonowa wytłoczona na pocztówce. Potem dopiero weszły „czwórki” i longplaye. Technika zmieniła się trochę od tamtych czasów, jednak tamci muzycy cały czas są popularni.

Koszulka z „Muzą” w tle Zielony bawełniany T-shirt z nadrukowanym motywem przewodnim z ostatniej płyty „Muza” stanowi najlepszy dowód na spójną politykę promocyjna zespołu. Nowym albumom w branży muzycznej zawsze towarzyszą koszulki nawiązujące wyglądem do okładek płyt.

Legendarny klik w rytm bluesa Klasyczna zapalniczka Zippo z wygrawerowanym logo zespołu to idealny prezent dla wszystkich palących fanów formacji. To najpopularniejsze zapalniczki na świecie. W ubiegłym roku 70% filmów nominowanych do Oscarów zwierało scenę z udziałem Zippo. Dożywotnia gwarancja producenta.

Jak udaje Wam się pozostać na szczycie przez tyle lat? Zawsze trzeba iść z duchem czasu, bo inaczej zginiesz.Mimo wszystko trzeba nadążać za zmianami. Ciągle jeszcze inspiruje mnie blues i słynne powiedzenie: „It’s only rock’n’roll but I like it”. ■

7


Jego postać jest szczególnie bliska branży upominków reklamowych, bo swoją działalność opiera w dużej mierze na gadżetach. Fundacja WOŚP wyprodukowała i rozdała ponad miliard czerwonych serduszek. Czy jest lepszy dowód, który potwierdzi, że upominki reklamowe są w naszych czasach niezbędne?

8


INTERVIEW Nie ma drugiej takiej osoby w Polsce. Jurek Owsiak prezes „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy” to prawdziwy człowiek orkiestra i niezwykle uzdolniony manager.

„Interesujące są upominki zupełnie odjechane. Może to być gaśnica, w środku której jest flaszka wódki” Logo to najbardziej rozpoznawalny element Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W jakim stopniu wizerunek fundacji jest kreowany przez orkiestrowe czerwone serduszko? Nasze serduszko jest spotykane wszędzie! Widziałem je w Nepalu, gdzieś na trasie trekingowej Annapurny. Widziałem je na Sri Lance, nadrukowane na plafonach szpitala, gdzie dowieźliśmy sprzęt. Są w Albanii, która posługuje się sprzętem od nas. Dzięki niemu fundacja jest rozpoznawalna na całym świecie. Jest mi niezmiernie miło, kiedy ktoś za granicą pokazuje mi nasze serduszko i pyta, czy znam tę słynną polską fundację. Mówię - tak nawet bardzo dobrze!

9


INTERVIEW

Symbol orkiestry, który stworzyliśmy właściwie przypadkiem, miał być tylko tymczasowym rozwiązaniem. Z pomocą przyszedł nasz przyjaciel XXX Ciechanowiecki, który tworzył pierwsze pinsy dla festiwalu w Jarocinie. Poprosiliśmy go, by na szybko przygotował serduszko na którym zmieściłby się napis „Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy”. Użył tradycyjnych fontów, które były w każdym komputerze. Do dzisiaj każdy kwestujący otrzymuje 12 arkuszy serduszek, tyle że kiedyś zbierających było dziesięć tysięcy a teraz jest ich dwanaście razy więcej. Obecnie drukujemy kilkadziesiąt milionów serc. Zmieniliśmy jednak napisy. Yach Paszkiewicz ojciec polskiego wideoklipu i legendarny grafik, zastosował nowoczesne czcionki. Dopasowaliśmy również kształt, aby dwie połówki serduszka do siebie pasowały. Nasze logo tkwi w świadomości wielu pokoleń. Dzieci z całej Polski rysują je po swojemu, ale zawsze jest to pełne czerwone serce z białymi napisami. Wyjątek od reguły był tylko raz. Rok temu podczas akcji „Stop Powodziom”, ukazało się niebieskie serduszko, które zostało wspaniale przyjęte przez Polaków. Przez ostatnie lata wydrukowaliśmy kilkaset milionów serduszek. Można śmiało powiedzieć że ponad pół miliarda. W trakcie tych wszystkich lat, po zakończonej akcji, nigdy nie były wyrzucanie i traktowane jak śmieci, zawsze ich brakuje.

10

Zatem jego historia oraz to, że dzięki niemu jesteśmy w świadomości polaków przez cały rok w znacznym stopniu buduje u ludzi świadomość istnienia fundacji. „Przez ostatnie lata wydrukowaliśmy kilkaset milionów serduszek. Można śmiało powiedzieć, że ponad pół miliarda. W trakcie tych wszystkich lat, po zakończonej akcji, nigdy nie były wyrzucanie i traktowane jak śmieci, zawsze ich brakuje” Jednak Orkiestra osiąga tak dobre rezultaty nie tylko z powodu swojego serduszka? Od samego początku źródłem naszego sukcesu było show. Są osoby, które podważają tę metodę działania. Zawsze wtedy przypominają mi się słowa Ojca Tischnera, który mówił- Bez widowiska zbierze pan tyle, co dziad pod kościołem. Zbiórka polega na tym by organizować show. Ludziom to się podoba i tego oczekują. WOŚP ma prawie 1700 sztabów a my odpowiadamy za ten w Warszawie. Tylko za to jedno miejsce, resztę ludzie organizują oddolnie. W związku z tym, to ludzie tworzą ten show, to ludzie chcą się bawić i chcą coś otrzymać. Nasza skuteczność polega na tym, że docieramy do wszystkich, poprzez media i poprzez radość. Nikogo nie szantażujemy, nie mówimy- jeśli nie pomożesz to stanie się coś złego. Mówimy-

baw się dobrze, a przy okazji akcji zrób coś dla drugiego człowieka. Jaką rolę dla fundacji spełniają produkty reklamowe? Czy ułatwiają komunikację z ludźmi? W dzisiejszej Polsce jesteśmy obrandowani różnościami. Mamy ciekawe ubrania, logo różnych akcji, widzimy na ulicy kogoś kto ma specyficzną czapkę i możemy przypisać go do określonej subkultury. Logo orkiestry pomaga się ludziom identyfikować. A więc jest przyklejane na samochodzie, płaszczu, koszulce czy torebce. Mamy też gadżety, które pozwalają się utożsamić z fundacją. W dzisiejszych czasach, kiedy panuje duży szum informacji, istotne


to podobało. Tak jak w przypadku projektanta naszego logo nie było mowy o żadnym wynagrodzeniu. „Dwa lata po drugim finale zgłosił się do nas pan, który miał prawa do wszystkich polskich literek „ą”, „ę”, czy „ó”- tych z kreseczkami. Chciał od nas pieniędzy, na co my - bracie nie ma mowy! A onups dobra, to bierzcie za darmo”

jest skuteczne działanie i bycie rozpoznawalnym. Zauważyliśmy, że w naszym sposobie działania, w którym jest dużo rock`n`rolla, pozytywnego luzu i przyjaźni, bardzo ważny jest efekt końcowy. Ludzie wiedzą że pomagają, ale to do nich wraca. Kiedy przychodzą do szpitala i widzą sprzęt oklejony naszym serduszkiem zdają sobie sprawę, że jeśli wrzucili do skarbonki złotówkę, albo marzli w zimie zbierając pieniądze, nie robili tego na marne i sprzęt medyczny oznaczony sercem orkiestry jest konkretnym efektem ich pomocy. Myślę, że to jest właśnie nowoczesny sposób komunikowania się z ludźmi. Czy fundacja ponosi duże koszty produkcji swoich gadżetów?

Podkreślam, że pieniądze na wszystkie nasze rzeczy nie pochodzą ze zbiórki publicznej. Dlatego założyliśmy firmę Złoty Melon, po to by być w zgodzie ze wszystkimi przepisami prawa. Spółka istniej już ponad 10 lat. Coroczne kontrole pokazują, że jest prawidłowo prowadzona. Firma nie jest stworzona po to, by ponownie mielić pieniądze ze zbiórek i musi sama na siebie zarobić. To właśnie Złoty Melon oferuje ludziom podkoszulkę z naszym logo, płytę z muzyką, znaczek z serduszkiem, czyli gadżety, które identyfikują nas z ludźmi. Robimy tylko to, co jest istotne dla fundacji. Dwadzieścia lat temu pierwsi ludzie, którzy nam pomagali, bardzo często zakładali swoje pierwsze interesy. Były to osoby bardzo otwarte, chciały być z nami i bardzo im się

Albo przykład drukarni pana Mahajka z Lublina. Wtedy był to młody chłopak, ale przyszedł do nas i powiedział - wydrukuję wam to za darmo, zwrócicie mi tylko koszt samoprzylepnego papieru, który był wtedy towarem luksusowym. Generalnie wiele rzeczy odbywało się tak, że ktoś przynosił produkt, kładł go na stole i pytał czy się podoba. W ten sposób dostaliśmy 40 szklanych grawerowanych serduszek, bo komuś chciało się usiąść i popracować. Kowal zrobił kute serduszka, ktoś wyhaftował serwety z napisem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. A pani Henyk ze Szczecina, absolutny moher z którym bardzo się zaprzyjaźniłem, od 15 lat robi nam piękne haftowane wydmuszki, które rozdaję na całym świecie. Książę Jordanii dostał jedną z nich jako polskie dobro narodowe. Które z gadżetów uważasz za najcenniejsze? Jakie są potrzeby fundacji w tej kwestii? 

11


INTERVIEW

Są rzeczy piękne, które przewracają nam totalnie w głowie. Niektóre z nich traktujemy z przymrużeniem oka, ale są i te wymagające ogromnego kunsztu. Na XVII Finał mieliśmy serduszko z osiemnastoma rubinami, więc to bardzo wysoka półka. Interesujące są upominki zupełnie odjechane. Może to być gaśnica, w środku której jest flaszka wódki. Dostałem ostatnio taką, mówię - chłopaki ale ja mam już gaśnicę! Takiej nie masz - oni na to. Nawet nie wiem czy etycznym jest umieszczanie butelczyny w czymś co ma ratować życie. Są więc gadżety zupełnie szalone i te praktyczne, choć masowo produkowane. Na własne potrzeby wytwarzamy dobrej jakości podkoszulki. Ważna jest dla nas gramatura, i to że możemy je sami zaprojektować. Nad prototypami pracujemy w czteroosobowym zespole. Tak więc gadżety owszem, ale bardzo przemyślane. Bardzo rzadko dajemy coś za friko, więc stale szukamy możliwości dotarcia do ludzi. Wydajemy książki, są to grube pozycje, nad którymi siedziałem bardzo długo. Uważamy że to bardzo cenne upominki, które nie wyglądają jak ulotka. Takich produktów jest jednak wiele, jaki jest orkiestrowy przepis na skuteczną promocję? Świadomą działalność marketingową, prowadzimy od kilku lat.

12

Przy okazji Przystanku Woodstock pochylamy się nad problemami informacyjnym. Wiąże się to z pojęciem produktu reklamowego, który dociera od nas do ludzi z całej Europy. Rozpoczęliśmy współprace z organizacją, która zrzesza festiwale z wielu krajów. Dlatego właśnie musieliśmy wyprodukować wiele folderów informacyjnych w różnych językach. Udało się nam pokonać barierę Polsko-Niemiecką. Na przystanek przyjeżdża 700 tysięcy ludzi, w tym sporo Niemców. Bardzo cenię sobie wszystkie festiwale, ale w Europie jest ich wiele i tu rodzi się pytanie, jak się wyróżnić? Jak zwrócić uwagę na swoje foldery? Jak zachęcić kogoś by pochylił się nad Twoją pracą i chciał posłuchać muzyki? Dlatego, na przykład, zaczynamy od zdjęcia z koncertu The Prodigy, gdzie pół miliona osób stoi pod sceną. Ludzi trzeba stale zaskakiwać, uczyliśmy się tego przez wiele lat. „Nie podajemy kawy na ławę, zadziwmy. Niech będą zaskoczeni dwoma F16, które przelatują na Woodstockiem specjalnie po to by przywitać wszystkich tych ludzi. W środku zimy nad Pałacem Kultury strzelają ognie, ludzie bawią się i cieszą. Nie tłumaczmy, że chodzi o sprzęt medyczny, pokazujemy, że można w środku zimy zrobić karnawał brazylijski.”

Jak udaje ci się tak skutecznie zarządzać tyloma akcjami? Stworzyliśmy mały, ale sprawny 30-osobowy zespół. Mamy dokładny podział zadań. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że kiedy mówimy o public relations, potrzebna jest jedna osoba, która będzie się tym zajmowała. Kiedyś wydawało mi się, że taka osoba może jeszcze pójść pozmywać, a do tego zawiesić firanki. Niestety, konieczna jest wyznaczona osoba, która się tym zajmie. Zrozumiałem to gdy zaproszono mnie na plan filmowy w Los Angeles. Ktoś powiedział - zobacz tu każdy ma swoją działkę, to jest gość, który robi kawę. On czeka do przerwy, kiedy będziesz jej potrzebował i nie będziesz go musiał szukać po całym planie, bo to jest jego zadanie. Przy tak małej grupie nie mam problemu, by codziennie spotkać się z każdym i porozmawiać o tym, co słychać. Mamy kilkanaście działów- szkoleniowy, programów medycznych, księgowy i wiele innych. Żeby o wszystkim wiedzieć trzeba rozmawiać. Nigdy też, jeśli chodzi o samą ideę fundacji, nie robimy trzech rzeczy na raz. Gdy przez cały rok przygotowujemy się do finału i zbieramy na noworodki, to robimy właśnie to. Kiedy ktoś przychodzi i pyta - a może by mi pan kupił takie a takie urządzonko, bo właśnie mi zdechło,


a w ogóle to robię w ortopedii, zawsze mówię - jak za rok będziemy grali dla ortopedii to czemu nie, proszę napisać. I zdarza się, że po trzech latach wracamy do sprawy i kupujemy karetkę. O boże a ja myślałam żeście o mnie zapomnieli - nie zapomnieliśmy, tylko dopiero teraz tym się zajmujemy. Musimy także szybko podejmować decyzje, nikt tu nie działa jak w korporacji. Zarząd naszej fundacji to cztery osoby - moja żona, ja i dwóch lekarzy. Jesteśmy w stanie telefonicznie podjąć wszystkie decyzje. „Najgorzej gdy w zarządzie fundacji zasiada piętnaście osób - od króla, przez doktora podwójnie habilitowanego do prezydenta. Taki organ nigdy się nie spotka i nie porozmawia, nie będzie mógł także poczuć jak to jest, na co dzień pracować na rzecz fundacji” Z prowadzenia fundacji nie masz żadnych dochodów. Nie boisz się, że kiedyś zabraknie ci sił na prowadzenie tak szerokiej działalności? Oprócz ciężkiej roboty daje nam to wiele satysfakcji i radości. Wiemy kiedy powiedzieć stop. Ludzie chcą byśmy zbierali na zwierzęta, na chore zwierzęta, na rzeki, ulice, autostrady, przeciwko autostradom a my mówimy - nigdy. Rzadko wchodzimy w inne akcje. OK. Jest powódź - trzeba pomóc, ale to wyjątki. Codziennie dostajemy setki

zapytań o pomoc i wsparcie, ale musimy być konsekwentni i skupiamy się na jednym zadaniu. Szacunek jest dla mnie najważniejszy. Słyszę od ludzi - widzę że pan pomógł mojemu dziecku i nie interesuje mnie co na pana mówią, to jest konkret. Jestem dumny, że mogę to wszystko robić w Polsce. Jestem patriotą i napawa mnie radością, gdy ktoś zza granicy mówi: “Panie, super koncert, tak świetnie przygotowany, rzadko kiedy się zdarza.” A lekarz ze Stanów: “...że wy takie rzeczy w zimie robicie..., Warszawa? Piękne miasto! To się w Polsce dzieje? A ja same złe rzeczy o was słyszałem.” Takie opinie to cenna waluta, która sprawia, że chce mi się pracować. Przy tym wszystkim działamy bardzo nowocześnie. Pracuje ze mną wielu młodych ludzi, którzy radzą by stosować nowoczesne rozwiązania. Chcemy by wszystko co od nas wychodzi było nie tylko użyteczne ale również stało się nośnikiem pewnych wartości. ■

„Słyszę od ludzi - widzę że pan pomógł mojemu dziecku i nie interesuje mnie co na pana mówią, to jest konkret.”

13



QQRQ