Page 1

GRUDZIEŃ 2019 NUMER 12 (81) / WYDANIE BEZPŁATNE

na temat Hofów


#prezentacja


#12

#spis treści grudzień 2019

60

Kulinaria

#06 Newsroom

Moda, wydarzenia, kulinaria

#22 Temat z okładki Świąteczna sesja rodziny Hofów

#30 Edytorial #36 Kultura

Grudzień w kinie, w teatrze i na scenie

#46 Rozmowa miesiąca Teresa Salguiero: radość bywa trudna

#52 Teatr

#67 Zdrowie

Atlas przemocy

Kręgosłup / Higiena włosów / Jak się nie przejeść?

#56 Sztuka Ludzie listów już nie piszą / Tam, gdzie świat się przydarza

# 78 Styl życia Kiedy jarmark pachnie świętami

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12/2019

3


| OD REDAKTORA |

#okładka: NA OKŁADCE: RODZINA HOFÓW FOTO: NATALIA SOBOTKA

#12

Wow, właśnie kończy się nam druga dekada XXI wieku. Sto lat temu był to moment, kiedy cały kraj wziął głęboki haust powietrza, ciesząc się z wywalczonej wolności. Dziś otwarte granice, swobody obywatelskie i prawa człowieka traktujemy jako integralną część naszego otoczenia, choć wciąż trzeba poszerzać pole walki. Nic nie zostało dane raz na zawsze, o czym przypomina nader często rzeczywistość polityczna, próbująca wpłynąć na wymienione wyżej wartości w mało wyrafinowany sposób. No nic, warto sobie życzyć na początek trzeciej dekady, żeby okazało się to tylko nic nie znaczącym, chwilowym trendem. W nowe dziesięciolecie chcemy wejść w dobrych nastrojach. Dobry nastrój wywołują zaś odpowiednie towarzystwo, fajna muzyka, zdrowie, a także smaczny posiłek. I cóż, wszystkie te elementy znajdują się w ostatnim magazynie MM Trendy drugiej dekady XXI wieku. Jeśli więc przy jedzeniu jesteśmy, to nikt nie przygotowuje w Szczecinie pyszniejszych kolacji dla sąsiadów, jak państwo Hof. Świadczą o tym tłumy chętnych, które chcą pojawić się na tych kulinarnych wydarzeniach. A także ci, którzy wracają na te kolacje znowu i znowu. W dobry nastrój na pewno wprowadzi wszystkich edytorial z Natalią Sobotką w roli głównej, która nie dość, że jest świetnym fotografem, to również doskonale odnajduje się po drugiej stronie obiektywu. Jeśli dla kogoś to zbyt wiele wrażeń, to mamy na pokładzie lekarzy. Jeśli trzeba, mogą udzielić pierwszej pomocy. Na uspokojenie zaś zalecam koncert portugalskiej gwiazdy Teresy Salguiero, której boski głos na pewno pozwoli doprowadzić do równowagi narażone na tyle emocji ciało. A na sam koniec możemy wszyscy odlecieć do innej galaktyki, tak jak bohaterowie gwiezdnej sagi „Star Wars”, których los dopełni się w dziewiątym epizodzie serii. Premiera w połowie grudnia. Do widzenia stara epoko i do zobaczenia w nowej. Jarosław Jaz / Redaktor naczelny

4

#redakcja Nowy Rynek 3, 71-875 Szczecin tel. 91 48 13 341; fax 91 48 13 342 mmtrendy.szczecin@polskapress.pl www.mmtrendy.szczecin.pl Redaktor naczelny: Jarosław Jaz Product manager: Paulina Wojtyła Producent: Agata Maksymiuk Redakcja: Oskar Masternak, Bogna Skarul, Małgorzata Klimczak, Tomasz Kuczyński, Anna Folkman Dział foto: Sebastian Wołosz, Andrzej Szkocki Skład magazynu: MOTIF studio Dystrybucja: Piotr Grudziecki Druk: COMgraph Sp. z o.o. Prezes oddziału: Piotr Grabowski Reklama: tel. 697 770 103, paulina.wojtyla@polskapress.pl Wydawnictwo: Polska Press Grupa sp. z o.o. ul. Domaniewska 45, 02-672 Warszawa Prezes: Dorota Stanek

Dołącz do nas na www.facebook.com/ MagazynMMTrendy oraz Instagram.com/mm.trendy


#prezentacja


| NEWSROOM |

#5

czyli co nam zostanie z tej dekady by Jarek Jaz

#1 Filharmonia. Nikt nie powinien mieć już wątpli-

wości, że to perła w koronie i miejsce, bez którego byłoby bardziej ubogo pod względem duchowym, wizualnym, estetycznym i materialnym pewnie też. Najpierw z ziemi wyłoniła się bryła, a później mieliśmy do czynienia z bardzo rozsądnie prowadzaną instytucją, która wciąż przyciąga setki wielbicieli muzyki.

#2 Bliżej rzeki. To byłaby klęska, gdybyśmy nie wykonali tych kilku kroków w stronę otwarcia na rzekę. Nowe bulwary, udostępnienie dużej części Łasztowni, Wyspa Grodzka z plażą, to elementy miastotwórcze, których rolę trudno przecenić. Owszem, mogłoby być trochę bardziej jak nad Wisłą w Warszawie, gdzie knajpy i ogródki mieszają się ze sobą, ale nie ma co narzekać. Oby tylko tego rejonu nie zdominowali deweloperzy.

Nowy album Michała Martyniuka jest już dostępny Koncertował w Nowym Jorku, Dżakarcie, Kuala Lumpur, Auckland czy Berlinie, a pod koniec listopada usłyszeliśmy go w Szczecinie - Michał Martyniuk, młody pianista i kompozytor. Rok rozpoczął od nominacji do Fryderyka i tak jak nam obiecał w czerwcu, zakończył go wydaniem nowego albumu zatytułowanego „Resonate”. - Niektóre z kawałków powstały jeszcze w Nowej Zelandii, gdzie mieszkałem przez ostatnie 10 lat – wyjawia muzyk. - Kolejne nagraliśmy w studiu w Stobnie pod Szczecinem. W nagraniu Martyniukowi towarzyszą Kuba Gudz na perkusji, Kuba Skowroński na saksofonie, Jakub Mizeracki na gitarze, Bartek Chojnacki na kontrabasie, a także nowozelandzki skład: Ron Samson, perkusja, Cameron McArthur na basie. Album składa się z 8 utworów. Promują go dwa single „Jazz Dance”. oraz „New Beginning”. Album jest również dostepny na Spotify: Michal Martyniuk. (am)

#3 Akademia Sztuki. Artystyczna uczelnia to było to, o czym wszyscy marzyli, ale nikt nie wiedział, jak się za to zabrać. W końcu znalazło się paru śmiałków, o których pisaliśmy w magazynie miesiąc lub dwa miesiące temu i udało się. Dziś to już stały element miejskiego krajobrazu, razem ze studentami błąkającymi się w okolicy placu Orła i zasilającymi okoliczne kawiarnie. Jakby byli tu zawsze.

#5 Pewien szwedzki sklep. Nie wiem, kto personalnie podjął tę decyzję, ale jedną z najbardziej wyczekiwanych wieści końca mijającej dekady była ta dotycząca lokalizacji w mieście sklepu meblowego, który sprzedaje także klopsiki. Spora część populacji jest zachwycona, że po szklanki nie trzeba będzie jeździć od 150 do 300 kilometrów. Inni są źli, że te same szklanki będą mieli już wszyscy wkoło. I jak tu dogodzić każdemu? 6

Foto: Archiwum

#4 Europejska Stolica Kultury. No, to nam się nie udało. Zamieszanie z koordynatorem, niedostatecznie dobre pomysły, brak dynamiki ich wcielania w życie. Dziś to już historia, choć wciąż świeża. Nie dość, że nie zostaliśmy stolicą kultury w Europie, to również jako stolica dużego regionu specjalnie się nie wyróżniamy na tle kraju. Kultura jest chyba gdzie indziej.


#prezentacja

Shamanka - już od roku zaklina włosy - poznaj Izę Sobolewską. Trudno nazwać Panią typową fryzjerką. Skąd wzięła się fascynacja pielęgnacją włosów? - Moja przyjaciółka mnie do tego zainspirowała. Jako jedna z pierwszych w Trójmieście, wprowadziła na rynek keratynowe prostowanie włosów. Efekty zabiegu i zadowolenie jej klientek to coś dla czego zupełnie straciłam głowę. Jednak mieszkałyśmy obok siebie, nie chciałam doprowadzić do konfliktu, więc swoje marzenia odłożyłam na chwilę. Wróciłam do nich gdy zamieszkałam z narzeczonym w Szczecinie na Bezrzeczu. Za cel postawiłam sobie wyselekcjonowanie odpowiednich produktów i naturalnych zabiegów, które pomogą zregenerować nawet bardzo zniszczone, porowate włosy. W moim otoczeniu znalazły się osoby, które mi zaufały i poddały się zabiegom. Efekty można zobaczyć na moim FB. Keratynowe prostowanie włosów to dość popularny zabieg, ale metoda Firecure, gdzie stosowany jest żywy ogień to dopiero coś! Na czym polega zabieg, jakie są jego skutki? - Tak, keratynowe prostowanie włosów to bardzo popularny zabieg. I nic dziwnego, dzięki niemu całkowicie możemy ułatwić codzienną pielęgnację i stylizację włosów. Co do metody Firecure, to metoda leczenia włosów ogniem, która w Szczecinie wciąż jest nowością. Za pomocą pochodni z wacikiem nasączonym specjalną substancją obrabia się całą powierzchnię włosów wraz z końcówkami. W ten sposób domykamy łuskę włosową. Włosy robią się wyraźnie zdrowsze, mocniejsze, odzyskują blask, znikają rozdwojone końcówki i problemy z puszeniem. Zabieg jest całkowicie bezpieczny. Włosy są w kontakcie z ogniem tylko przez kilka minut i to na mokro. A jakie są reakcje klientek na tę metodę? - Zgłaszają się

do mnie panie raczej już zdecydowane i oczytane w tym temacie. Aczkolwiek pierwsza opalona pałeczka ognia, zawsze powoduje u klientek respekt i ciszę (uśmiech). Rozluźniają się dopiero kiedy widzą, jak włosy rozczesują i wygładzają pod wpływem ognia. Na jakie jeszcze zabiegi obecnie jest zapotrzebowanie? Z jakimi problemami przychodzą klientki? - Myślę, że spore zapotrzebowanie dotyczy zabiegów pielęgnacyjnych włosów osłabionych przez problemy z tarczycą i zaburzoną gospodarkę hormonalną. Do tego dochodzi jeszcze kłopot z wypadaniem włosów i mocnym przerzedzeniem. Wiele pań poszukuje metod delikatnego, nieinwazyjnego przedłużania i zagęszczania włosów. Kobiety szukają u mnie również pomocy po samodzielnym farbowaniu, ale też liczą na pomoc przy wygładzeniu włosów puszących się o pofalowanej strukturze. Zauważyłam też, że plecie Pani warkocze, a w zasadzie przedłuża lub zagęszcza włosy w ten sposób. Na czym to polega? Jak trwałe są to metody? - Zgadza się, zaplatam warkocze a nawet doczepiam afro loki (uśmiech). Jako kobieta, wiem jaką przyjemnością jest zmiana wizerunku chociażby na chwilę. Specjalizuję się w przedłużaniu włosów za pomocą warkoczy bokserskich. Połączenie odpowiedniego splotu z nietuzinkowym kolorem to przepis na wyjątkową stylizację. ! W moim wykonaniu utrzymują się od od jednego do sześciu dni. A z jakiej pracy jest Pani najbardziej dumna? - To najtrudniejsze pytanie. Może odpowiem tak - dumna jestem z każdego udanego zabiegu i z każdej pozytywnej opinii dotyczącej mojej pracy. Dzięki temu, każdego dnia chcę być jeszcze lepszym fachowcem i konsekwentnie dążyć do celu

Szamanka-pracowania zdrowych włosów ul. Cynamonowa 25/5, Szczecin tel. 884 999 782 Szamanka-pracownia zdrowych włosów

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12/2019

7


Foto: Andrzej Szkocki

Majdan na ulicach Nowego Jorku

E-book z przepisami

Sylwia Majdan, projektanta mody ze Szczecina, niedawno wypuściła na rynek kolekcję Jesień / Zima 2019 / 2020. Odzież promuje zachwycająca sesja zdjęciowa, zrealizowana na ulicach Nowego Jorku. Za jej produkcję odpowiada szczecinianka - modelka Milena Majewska. Photo – Agata Serge | Produkcja – Milena Majewska Stylizacja – Bogna Stępa | Make up / Włosy – Liz Olivier | Modelka – Dafne Rotolo

8

Smaczne i zdrowe - takie dania proponują autorzy e-booka „5 tygodni smacznego gotowania”. Na 282 stronach, ośmiu blogerów z całej Polski podzieliło się swoimi kulinarnymi pomysłami. Inicjatorką całego zamieszania jest działająca w Szczecinie Magdalena Gimbal, autorka bloga Czekoladowy Muffinek. Na łamach przepisami dzieli się też Celestyna Krajczyńska, autorka szczecińskiego bloga Cuda Celestyny. Książka została podzielona na działy – śniadanie, obiad, kolacja oraz słodkości. – Na co dzień zajmuję się zdrowymi wypiekami, ale tym razem przygotowałam receptury na wytrawne dania wegetariańskie i wegańskie – zdradza Celestyna. – Książka w formie elektronicznej jest do pobrania bezpłatnie. Link można znaleźć na moim FB oraz na FB Czekoladowy Muffinek. W ciągu dwóch pierwszych tygodni od publikacji odnotowałyśmy aż 400 pobrań. Więc zainteresowanie jest spore. (am)


#prezentacja


| NEWSROOM |

Książka, która zachęca do czytania Szczecinianka Marta Kucharz debiutuje jako autorka i swoją pracą zachęca najmłodszych do czytania. Jak to robi? Żeby znaleźć odpowiedź, trzeba zajrzeć na łamy „Sekretów pustej książki”. Główną bohaterką powieści jest dziewczynka, która... nie lubi czytać. Jej przygoda rozpoczyna się od książki z brakującymi stronami. Opowieść wzbogacają elementy obyczajowe, szereg zagadek i ukrytych wskazówek. - Pracując w przedszkolu oraz podczas praktyk w świetlicy szkolnej często słyszałam od opiekunów, że ich dzieci nie lubią czytać - zdradza Marta Kucharz. - Bardzo mnie to zaciekawiło. Postanowiłam zbadać temat i zaczęłam od źródła. Wyjaśnienia najmłodszych były jednoznaczne - książki są nudne. Brakowało im zagadek, przygód, ciekawostek i tajemnic. Podczas urlopu macierzyńskiego postanowiłam zakasać rękawy i napisać powieść, która będzie odpowiedzią na potrzeby dzieci. Tak powstały „Sekrety pustej książki”. (am)

Och Ciacho! Wykwintne ciacha i makaroniki prosto z manufaktury słodkości Najwyższy poziom sztuki cukierniczej, to pierwsze co przychodzi na myśl po przekroczeniu progu nowo otwartej manufaktury słodkości OCH CIACHO przy ulicy Niedziałkowskiego. Cukiernia OCH CIACHO powstała z niezwykłego talentu do pieczenia i kreowania słodkości Macieja Adacha. - Moje marzenia o wyjątkowej pracowni stały się rzeczywistością mówi młody cukiernik. - Od kilku tygodni realizuję się tworząc to miejsce dla wszystkich szczecinian, którym czas wypełniam tylko słodkimi chwilami. OCH CIACHO nie jest zwykłą cukiernią, to manufaktura francuskich makaroników, wykwintnych monoporcji oraz tortów nowoczesnych. Obecnie mówimy o pięciu smakach makaroników, które będą zmieniały się w zależności od pory roku i dostępności świeżych produktów, a także o tortach nowoczesnych na bazie musów, owoców i polew lustrzanych z minimalistyczną dekoracją. Doskonałe na każdą okazję! Dotychczas największym zainteresowaniem wśród klientów cieszy się tort nowoczesny truskawkowy z musem z karmelizowanej białej czekolady i chrupiącym spodem. OCH CIACHO to także możliwość zamówienia spersonalizowanych słodkości na przyjęcia okolicznościowe. - Na miejscu w cukierni wszystkiego można spróbować - zachęca pan Maciej. - A w razie co resztę spakujemy na wynos i wyposażymy w pyszną kawę na drogę. OCH CIACHO, ul. Niedziałkowskiego 15, Szczecin wtorek - piątek 11 - 18, sobota 9 - 13 Przyjmujemy zamówienia on-line oraz na miejscu. FB: @ochciacho | Instargram: @ochciacho

10

Wystawa „Bez tytułu” Już 4 grudnia o g. 20 w Galerii Jedna/Druga zostanie otwarta wystawa „Bez tytułu” Dominika Lejmana oraz Zbigniewa Taszyckiego. Artyści w minimalistyczny sposób opisali zagadnienia aktualnych, jak i uniwersalnych antagonizmów. Podczas wernisażu będzie można m.in. zapoznać się z wideoinstalacją „Efekt Domina” Lejmana, która odnosi się do opresyjnej, mobilnej architektury, jaką w najprostszej formie są barierki, używane np. przy tak zwanym zabezpieczaniu tłumu w trakcie masowych wydarzeń. Artysta wypełnia nimi przestrzeń galerii łącząc z wideoprojekcją. Z kolei projekt Zbigniewa Taszyckiego jest realizacją typu site-specific, bazującą na sensualnej interpretacji miejsca. Artysta łączy wizualnie dwie przeciwstawne, niewykorzystane do tej pory, powierzchnie galerii, tworząc z niej abstrakcyjną, pełną napięć przestrzeń. Wystawa połączona jest ze spotkaniem z artystami w TRAFOstacji Sztuki również 4 grudnia o godz. 18. (am)


#prezentacja


Foto: Andrzej Szkocki

| NEWSROOM |

Weranda Wedding Day Kameralna atmosfera, kilkunastu wystawców i wszystko to, co jest potrzebne do zorganizowania idealnego ślubu - tak w skrócie można opisać pierwszą edycję „Weranda Wedding Day”, czyli kameralne Targi Ślubne w Restauracji Weranda w Kobylance. Na miejscu pojawiło się kilkunastu wystawców, reprezentujących wszystkie gałęzie branży, potrzebne do zorganizowania wymarzonego ślubu. Nadarzyła się okazja do porozmawiania o makijażu i fryzurze, przeanalizowania różnych opcji papeterii, wyboru biżuterii ślubnej, zaczerpnięcia porady u fotografa i filmowca, a także zapoznania się z dekoratorką czy florystką i ich pracami. Nie brakowało też pysznych dań i słodkości. Na przyszłe pary młode czekał również konkurs. Organizatorzy obiecali wspaniałą atmosferę, profesjonalizm oraz swoje serca i z obietnicy zdecydowanie się wywiązali. (am)

12


| NEWSROOM |

Waleria TokarzewskaKaraszewicz: nie tylko ubrania Najnowsza kolekcja szczecinianki „Love is Love” jest czymś więcej niż zbiorem ubrań. To forma kampanii społecznej, promującej i wspierającej edukację na temat LGBT+. - Chciałabym poszerzyć świadomość odbiorców i polepszyć sytuację osób LGBT+ w naszym kraju - przyznaje Waleria Tokarzewska-Karaszewicz. - Chciałabym zaprosić do edukacji i wzajemnego szacunku. Inspiracją do powstania kolekcji jest bogactwo kolorów tęczy i odwaga młodych ludzi, którzy nie bacząc na brak zrozumienia, znajdują w sobie siłę, by walczyć o swój los. - Dla mnie, a co za tym idzie, dla marki WTK, empatia, zrozumienie i tolerancja, to jedne z najważniejszych wartości, a dążenie do dumnego, godnego życia, na jakie zasługuje każdy człowiek, będzie zawsze przeze mnie wspierane - dodaje projektantka. (am) LOVE IS LOVE by WTK | Waleria Tokarzewska - Karaszewicz (www.tokarzewska.com) Modele: Ala+Ala+Yan | Uncover Models | Makijaże: Anna Duchała i Paula Wrzesińska Fryzury: Arek Bar | Kemon | Zdjęcia: Weronika Kosińska

14


#prezentacja


| NEWSROOM |

Jak działa szkoła makijażu CREO Academy Agnieszki Szeremety

Propozycje CREO Academy obejmują zajęcia na różnych poziomach zaawansowania i w wielu trybach - od standardowych po intensywne i weekendowe. Można tu wymienić następujące kursy. - szkolenia z makijażu indywidualnego, skierowane do osób, które chciałaby nauczyć się malować każdego dnia tak, jak robią to profesjonaliści. Zajęcia mogą odbyć się w formie warsztatu indywidualnego lub grupowego. Podczas lekcji tworzona jest lista potrzebnych akcesoria i produktów do wykonania makijażu dziennego lub wieczorowego; - System szkoły półrocznej. Podczas sześciu weekendowych zjazdów uczestniczki nauczą się jak wykonać trwały, intensywny makijaż ślubny, wieczorowy, dzienny, bardzo modny w ostatnim czasie makijaż Glow, uwielbiany przez wszystkie kobiety i najbardziej kobiecy makijaż Smoky! A także makijaż na portale społecznościowe, modelarz twarzy, zmiana rysów twarzy poprzez zastosowanie odpowiednich technik konturowania. Praca na różnych fakturach cieni i najnowsze trendy w makijażu: Instagram i Facebook; - Oferta posiada również propozycje dla pracujących makijażystek, które chciałby zweryfikować swój warsztat; - Całodniowy warsztat indywidualny to część teoretyczna wraz z pokazem oraz praktyczna z ćwiczeniami na modelkach. Kursant wybiera dowolną tematykę którą chciałby zrealizować w trakcie zajęć. Dla osób początkujących tematykę dobieramy indywidualnie lub również według uznania; CREO Academy pracuje wyłącznie na kosmetykach selektywnych, profesjonalnych oferowanych na miejscu w szkole - Arbonne kosmetyki wegańskie, a także Anastsia Beverly Hills, Huda Beauty, Marc Jacobs, Benefit Cosmetics, Jefree Star, Make Up Forever, Too Faced, Kat Von D i wiele innych . Agnieszka Szeremeta prowadzi również szkolenia z zakresu Dress Codu, na których poruszane są następujące tematy: budowanie autorytetu zawodowego, rola pierwszego wrażenia, strój jako komunikat dla innych, dobry styl jako element savoir vivre, wizerunek biznesowy na specjalne okazje czy znaczenie postury a atuty figury.

Creo Academy - Boh. Getta Warszawskiego 4, Szczecin tel. 608 386 301, kontakt@agnieszkaszeremeta.pl

16


#prezentacja


Foto: Sebastian Wołosz

| NEWSROOM |

Defender przyjechał do Szczecina W Trafo odbyła się prezentacja najnowszego wcielenia kultowego pojazdu, wymyślonego na miarę XXI wieku - nowego Land Rovera Defender, która poprzedziła otwarcie autoryzowanego punktu dilerskiego w Szczecinie. Gościem specjalnym wieczoru był Przemysław Kossakowski, podróżnik i bohater programu telewizyjnego „Kossakowski. Wtajemniczenie”, a także Michał Woroch - globtroter z „Wheelchairtrip”, który swoim Defenderem pokonał trasę z Ziemi Ognistej na Alaskę. (red)

18


#prezentacja


| NEWSROOM |

Krawczyk Nieruchomości świętuje otwarcie nowej siedziby

Foto: Sebastian Wołosz

Krawczyk Nieruchomości to zespół specjalistów działający w zakresie obrotu nieruchomościami już od 12 lat. Tworzą go eksperci w zakresie kupna, sprzedaży i wynajmu nieruchomości na terenie Szczecina i okolic. - Niedawno mieliśmy okazję wspólnie świętować rozwój naszej marki Krawczyk Nieruchomości - mówi Michał Krawczyk, właściciel firmy. - Miło było gościć osoby, które przez lata nam towarzyszą. Przeważnie to my pośrednicy jesteśmy u nich „w domu”, realizując zadania jakie nam zlecają, a tym razem gościli u nas.

20


#prezentacja


| TEMAT Z OKŁADKI |

22


| TEMAT Z OKŁADKI |

e i k t s y z s W wariacje t a m e t a n Hofów

Jeśli ich nie znasz, to najprawdopodobniej przez ostatnie 10 lat nie korzystałeś z Internetu. Justyna i Daniel Hof, autorzy kulinarnego bloga Eintopf i prekursorzy kolacji sąsiedzkich w Szczecinie, to najbardziej czarujący, ale i interesujący ludzie, jakich można poznać. (Spójrzcie na te zdjęcia!) A jeśli ich urok to za mało, ostrzegamy w zanadrzu mają tajną broń: dwóch cudownych synów: Franka i Filipa oraz dwa kocurki: Brunka i Gutka. Odwiedziliśmy ich na chwilę przed Gwiazdką, by razem odkryć, czym smakują święta. Rozmawiała: Agata Maksymiuk / Foto: Natalia Sobotka, FB:@fotosobotka, Insta: @fotosobotka.pl, www.fotosobotka.pl Make up: Agnieszka Szeremeta, FB: @creo.agnieszka.szeremeta, Insta: @agnieszkaszeremeta.pl Wideo: Norbert Sypniewski, MM Trendy Szczecin


Z Waszej kuchni wyszły setki kulinarnych cudów, ale też dwa teledyski - Łony i Bubliczków. Popularność bloga, zamiłowanie do muzyki, przyjaźń? Wszystko razem? D.H. - To może być spora niespodzianka dla wielu, ale… nie kryje się za tym żadna spektakularna historia (śmiech). Bubliczki potrzebowały jasnej kuchni do teledysku, a Łona kolegi z małymi dziećmi i zabawkami. W tamtym czasie mieliśmy wszystko pod ręką - jasną kuchnię, małe dzieci i mnóstwo zabawek, a że znamy się z chłopakami od dawna, to chętnie pomogliśmy. Teraz traktujemy to jako fajną pamiątkę. J.H. - Bo to jest rewelacyjna pamiątka! D.H. - No tak! Filip, nasz młodszy syn zawsze jest bardzo ucieszony, jak zobaczy siebie w klipie. Tak samo nasz starszy syn Franek - występuje w takiej scenie, gdzie uderza sztućcami o stół... J. - Nasz stół do dziś nosi liczne ślady po tym wydarzeniu (śmiech). Ale chyba nie powiecie mi, że muzyka w kuchni nie jest dla Was ważna? Na FB Eintopf jest jej równie dużo, co przepisów. J.H. - Jeśli o mnie chodzi, to muzyka zawsze była na pierwszym miejscu i myślę, że nadal jest. Gotowanie przyszło do mnie znacznie później. W moim domu zawsze słuchało się dużo klasyki, dużo jazzu. Rodzice mają piękną kolekcję płyt analogowych.

24

Ale nie mogę powiedzieć, że to ja wniosłam te wszystkie dźwięki do naszego domu, bo u Daniela było podobnie. D.H. - Muzyka jest ze mną bez przerwy od szkoły podstawowej. Pamiętam mój pierwszy walkman z pomarańczowymi gąbeczkami na słuchawkach (śmiech). J.H. - Oj, ja też pamiętam te gąbeczki (śmiech)! D.H. - No właśnie… (uśmiech). Poza tym długi czas nie miałem prawa jazdy i poruszałem się komunikacją miejską. Muzyka towarzyszyła mi w tych „podróżach”. J.H. - I to różna muzyka. Myślę, że widać to na naszym Facebooku. Ja wybieram wszystkie kawałki, które trafiają na tablicę. Sprawia mi to tak ogromną radość, że rano jadąc do pracy zastanawiam się - co wybrać tym razem? Myślę, jaki mam nastrój, co mnie ostatnio dotknęło i można to później usłyszeć na FB. D.H. - Poranne kawałki Justyny i dla mnie bywają zaskoczeniem. Czasem muszę czytać między wierszami (śmiech).


| TEMAT Z OKŁADKI |

Macie ulubione playlisty, które zawsze się sprawdzają? D.H. - Dużo tego jest. J.H. - Świetnie było to widać podczas naszej sesji zdjęciowej. Wasz zespół mógł zobaczyć naszą odwieczną walkę Stonesi vs. Beatlesi. Oprócz tego są jeszcze przeboje moich ukochanych lat 80. - Whitney Houston i Tina Turner, którą kocham nad życie. No i masa gitarowego grania, trochę jazzu, bluesa, hip hopu, funku… Naprawę sporo tego. Oprócz muzyki i kuchni, Waszą miłością są podróże. Dopiero co wróciliście z..? D.H. - Dopiero co wróciliśmy z Londynu. Wypad krótki, ale bardzo intensywny. Tym razem zależało nam, żeby pokazać Londyn chłopakom. Zaplanowaliśmy dla nich taki trip w pigułce. Zwykle przed wyjazdami Justyna całymi dniami, tygodniami, a nawet miesiącami planuje każdy nasz krok pod kątem kulinarnym. Tu tego nie było, ale to nie oznacza, że ominęliśmy miejsca związane z jedzeniem. Trafiliśmy choćby do śniadaniowni naszego ulubionego kucharza Ottolenghi’ego na Notting Hill. Przywieźliśmy stamtąd sumak. Obowiązkowo zaliczyliśmy też fish’n’chips. J.H. - Może to nie jedzeniowe, ale muszę to powiedzieć… Pojechaliśmy też na słynną zebrę na Abbey Road, po której przechadzali się Beatlesi na okładce swojej płyty. To była rewelacyjna wizyta i przyznam, że dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie w jakim miejscu się znaleźliśmy! Tłum ludzi, ruchliwa ulica, samochody trąbią, a my próbujemy zrobić zdjęcie. Do tego ten sklep, to studio, ta gitara. Ojej! Po wszystkim się rozpłakałam (uśmiech). Która z tych podróży była dla Was najważniejsza ? J.H. - Zdecydowanie był to wakacyjny wyjazd do Toskanii. Przygotowywaliśmy się do niego od zeszłej zimy. Całe miesiące zajęło mi stworzenie rodzinnej mapy podróży. Rozumiem, że niektórzy wolą spontaniczne wypady - biorą to, co im miasto przyniesie. Ale ja lubię jak mamy wszystko poukładane. Tym bardziej, że wyjeżdżamy z dziećmi. Plan musi się przeplatać coś dla nich, coś dla nas. D.H. - Toskania była wyjątkowa. Mnie najbardziej utkwił w pamięci zapach sera pecorino w Pienzie. Dobiegał dosłownie z każdej uliczki. Chociaż i wino było wyśmienite…

a na bloga trafiło tylko 10. Chociaż po wpisie o Toskanii wiele osób sygnalizowało nam, że chciałoby więcej rozbudowanych postów. Insta story raczej unikamy, nie jestem fanką tego sposobu komunikacji. Docierają do nas głosy, że taka forma ma więcej wejść, większy zasięg, lepszą statystykę... Ale, nie prowadzimy bloga dla statystyk. Staram się, żeby nasze posty były rzetelne i estetyczne, żeby było w nich zawarte to, co w danym momencie czujemy. D.H. - Zresztą, nasza forma publikacji sprawdza się. Trafia do ludzi praktycznie na całym świecie. Np. niedawno odebraliśmy wiadomość od pewnej Japonki, która obserwuje nas na Instagramie. Napisała, że „zwiedzała Londyn razem z nami”. To było bardzo miłe. Zatem historia projektu Eintopf zaczęła się w kuchni czy poza nią, np. na wyjeździe? J.H. - W zasadzie, historia bloga rozpoczęła się poza kuchnią, ale nie na wyjeździe. To Daniel jest tu „ojcem założycielem” (śmiech). Znajomi bardzo często pisali do niego, pytając - słuchaj Hof, jak zrobić pizzę? A jak zrobić tamten sos? A jeszcze to i owo? Odpowiadanie na te wiadomości zaczęło być trochę przytłaczające, dlatego w końcu zebrałam się i mówię - człowieku, ogarnij się! Zrób najprostszą stronę internetową i powrzucaj tam przepisy. Daniel zgodził się, ale pierwsze co powiedział to - ok, ale nie będę zamieszczał zdjęć przy wpisach (śmiech). Pierwsze posty ukazały się w bardzo nieregularnych odstępach. D.H. - Ja chyba nie pamiętam, kiedy ukazał pierwszy wpis… J.H. - Jak nie pamiętasz? Kochanie, w styczniu 2009. W tym roku obchodziliśmy 10-lecie. Czyli to urodzinowy rok! J.H. - Tak! Były balony i świętowanie (śmiech). Ale jeśli już wspomnieliśmy o początkach, to musimy przyznać, że mniej więcej trzy lata zajęło nam rozhulanie bloga. Podzieliliście się obowiązkami? D.H. - Zdecydowanie (uśmiech). Ja nie tykam zdjęć i raczej omijam FB. To działka Justyny. Jeśli chodzi o przepisy, inspiracje czy tematy kolacji sąsiedzkich, to już nasze wspólne pomysły.

Wszystko relacjonujecie w mediach społecznościowych?

J.H. - Robimy burzę mózgów. Podczas kolacji sąsiedzkich zawsze wraca do nas pytanie - jak to wszystko planujecie? Zasiadacie oficjalnie przy stole i myślicie? Nic bardziej mylnego (śmiech). Najczęściej pomysły pojawiają się... przed zaśnięciem. Leżę sobie, leżę i nagle olśnienie - zróbmy buraczaną kolację! Daniel zwykle na początku się denerwuje - no fajnie, ale ja już zasypiam. Za to ja nie daję za wygraną - nie, nie, nie! Ja mam teraz pomysł, musisz mnie wysłuchać. I się zaczyna a ja bym zrobił to tak, a to trochę inaczej. Większość rzeczy robimy razem, absolutnie nic sobie nie narzucamy. Jeśli coś nie gra - mówimy o tym otwarcie i zmieniamy formułę.

J.H. - Robimy spory przesiew zebranych materiałów. Dla przykładu - z jednego dnia w Londynie miałam w aparacie 200 zdjęć,

Czyli nie zdarza się, że Ty mówisz banany, a Ty buraki i wybucha kłótnia?

J.H - Byliśmy w Orvieto, miejscowości charakterystycznej dla produkcji białego wina oraz w Montalcino, gdzie specjalizują się w czerwonym, wybitnym Brunello i doskonałym Rosso. Cieszymy się, że kosztując tych win udało nam się zrobić coś pierwszy raz, wspólnie po 12 latach bycia razem (śmiech). Oczywiście tych smaczków było więcej. Po powrocie do domu, jak nigdy wcześniej zdecydowałam się zrobić dłuższy wpis na FB Eintopf. Wciąż można go zobaczyć.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12/2019

25


| TEMAT Z OKŁADKI |

ć ś o ł i m a w i z d w a Pr . . . a i n a w o t o g do 26


| TEMAT Z OKŁADKI |

J.H. - Nie, nie, absolutnie nie (śmiech). Mamy bardzo podobne smaki. Oprócz jednego. W zasadzie to drobnostka - chilli. Daniel uwielbia pikantne, ostre przyprawy, a ja zupełnie za nimi nie przepadam. Zajrzałam między Wasze bożonarodzeniowe propozycje i mam takie wrażenie, że nie przepadacie też za klasyką, a w zasadzie mocno od niej uciekacie. Pieczona gęś, faszerowana ryżem i kiełbasą, podawana na grzybach, śledzie w kawie czy buraczane pierogi. To tylko kilka przykładów. J.H. - Uwielbiamy klasykę! I absolutnie od niej nie uciekamy. To, co można znaleźć na naszym blogu, to raczej poszukiwania nowych smaków i nowych połączeń. Klasyka to dla nas kwintesencja Bożego Narodzenia. Święta zwykle spędzamy albo z jednymi, albo z drugimi rodzicami. Ale nie powiem, na smażonego karpia mojej mamy czy kapustę z grzybami czekam z wypiekami na twarzy. Nie wyobrażam sobie świąt bez tego! D.H. - A ja nie wyobrażam sobie świąt bez pierogów. J.H. - No właśnie. I chociaż zawsze staramy się przemycić na stół nową wariację na tradycyjny temat, to jest to raczej dodatek do kolacji, a nie jej główny bohater. Jak na Wasze kulinarne pomysły reaguje rodzina czy przyjaciele? J.H. - Moja mama uwielbia kulinarne nowinki. Często sama mnie zaskakuje. Wciąż szuka nowych smaków, przepisów. Potrafi przywitać nas słowami - słuchajcie zrobiłam kimchi. Ale potrafi też napisać - niech Daniś przyśle mi swój przepis, bo jego jest lepszy. Rodzice również dużo podróżują, a z każdej podróży przywożą nowe smaki. Niedawno wrócili z Maroko i podarowali nam prawdziwy olej arganowy. Mama od razu poinstruowała mnie, do czego go dodawać, a do czego nie (śmiech). U Daniela w domu gotowanie jest na porządku dziennym. Jego tata jest kucharzem. Takim prawdziwym, z krwi i kości. Jesteście w stanie wymienić najdziwniejszą potrawę jaką postawiliście na świątecznym stole? J.H. - Śledź w kawie był dość dziwny (uśmiech). Był też tatar ze śledzia z kaparami… chociaż to chyba już nikogo nie zaskoczy. Raz zaryzykowaliśmy i zrobiliśmy trochę inny barszcz. To było podczas wigilii w naszym domu. Przygotowaliśmy krem z buraków z dodatkiem malin i odrobiną ricotty. Miny rodziców na początku były nietęgie (śmiech). Kiedy spróbowali, odetchnęliśmy. Smakowało. D.H. - A mówiąc o burakach, pamiętam, że raz zrobiliśmy też pierogi buraczane. Wszystkim smakowały, szybko zniknęły z talerza. Czy kiedykolwiek zdarzyło się, że komuś coś nie posmakowa-

ło? Przynajmniej raz w miesiącu odwiedzają Was znajomi, ale i nieznajomi na kolacje sąsiedzkie. Każdy jest przygotowany na eksperymenty? D.H. - Zawsze wcześniej ogłaszamy nasze menu, więc to nie tak, że przychodzi się do nas w ciemno. Można zrobić rozpoznanie i zdecydować - iść czy nie iść? Pamiętam kolację, podczas której danie wzbudziło spore kontrowersje. Nawet padło takie określenie, jak „kontrowersyjny smak”. Dotyczyło zupy miso z glonami wakame. J.H. - To prawda, wyraźnie było czuć, że goście są zaskoczeni smakiem zupy. Z drugiej strony cieszymy się, że mieli odwagę jej spróbować i powiedzieć otwarcie o swoich odczuciach. Zawsze powtarzam - nie bójcie się, mówcie! Teraz, kiedy o tym myślę, muszę przyznać, że nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wróciło do nas niedojedzone „pół talerza”. Do Waszego stołu częściej zasiadają znajomi czy nieznajomi? D.H. - Niedawno była taka kolacja, gdzie połowa gości była nam zupełnie nieznana. J.H. - Nie chcę żeby to źle zabrzmiało, ale nie wiem czy właśnie takich kolacji nie lubię bardziej. Jestem bardzo ciekawa nowych osób. W tym miejscu - przepraszam wszystkich znajomych, którzy to czytają, i wracają do nas po kilka razy (śmiech). D.H. - No tak, ale to też mega miłe, kiedy goście wracają trzeci, czwarty czy szósty raz. J.H. - Racja, są i tacy, którzy odwiedzają nas i ósmy, i dziesiąty raz. Czasem żartujemy, że te osoby mogłyby mieć u nas na stałe zarezerwowane krzesła z tabliczką z imieniem i nazwiskiem na oparciu (uśmiech). Kolacje sąsiedzkie czy inaczej kluby kolacyjne stają się coraz popularniejsze w Polsce i Europie. Kilka lat temu Polacy powołali do życia portal, dzięki któremu „kolacje” zyskały międzynarodowy wymiar. Nie myśleliście o tym aby zwiększyć zasięg swoich posiłków? D.H. - Nigdy nie chcieliśmy i nie chcemy stać się portalem. Jesteśmy Eintopfem, po prostu. Raz w miesiącu mamy swoje kolacje sąsiedzkie i tyle nam wystarczy. Twórcy Eat Away mieli trochę inny pomysł, chcieli być czymś w rodzaju Airbnb dla gotujących. J.H. - Pamiętam sytuację, kiedy cztery lata temu podjęliśmy decyzję o starcie kolacji sąsiedzkich. Kiedy wszystko było już zaplanowane, na stronie jednej ze szczecińskich gazet pojawił się artykuł na temat Eat Away. Portal szukał osób zainteresowanych współpracą. Pod artykułem umieściłam komentarz informujący, że taka inicjatywa niedługo zacznie się dziać w Szczecinie. W odpowiedzi Eat Away skontaktował się z nami i zaproponował współpracę. Podziękowaliśmy. Nie chcemy iść w tym kierunku.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12/2019

27


| TEMAT Z OKŁADKI |

Dziś czuję, że mamy już wypracowaną markę, że nasze logo stało się rozpoznawalne. Kryje się za tym mnóstwo ciężkiej pracy i nie chcielibyśmy tego oddawać. Czytałam, że organizatorom kolacji za pośrednictwem wspomnianej strony zdarzają się świetne historie, np. para z Nevady w trakcie wycieczki po Europie Środkowej zajechała specjalnie do Krakowa, żeby wstąpić do nich na kolację. Ich „oferta” stała się jedną z atrakcji turystycznych miasta. Wam też trafiają się takie międzynarodowe przygody? J.H. - Na zachodzie takie sytuacje to norma i nie ukrywam, że sama chętnie bym wzięła udział w kolacji w obcym kraju. Rozmawialiśmy nawet z Danielem, żeby zrobić to podczas następnego wyjazdu do Włoch. Jeśli chodzi o nasze szczecińskie kolacje, to zdarzyła nam się jedna międzynarodowa przygoda... Odebrałam na messengerze zapytanie od młodej kobiety o dwa wolne miejsca na kolację. Zaczęliśmy ustalenia i okazało się, że ma być to prezent dla jej rodziców. W pewnym momencie przerwała rozmowę, pisząc - wiesz co, bo ja za bardzo nie mogę teraz rozmawiać, rodzę. Ja na to - jak to rodzisz? A ona jakby nigdy nic - no rodzę, jestem na porodówce. Ale trochę goni mnie czas, więc chciałam wszystko ustalić. Piszę do niej - w porządku nie ma pośpiechu, zajmij się sobą, a później porozmawiamy. I z ciekawości zapytałam - a w którym szpitalu jesteś? Na co ona - w Paryżu. Jestem właśnie we Francji i rodzę swoje pierwsze dziecko. W tym momencie zupełnie zwariowałam (śmiech). Czy to już oznacza, że kolacje można traktować jako alternatywę dla wypadu do restauracji? J.H. - Wydaje mi się, że tak, ale trzeba podkreślić główne różnice. D.H. - Do restauracji idziemy ze znajomymi, z rodziną. Spotykamy się z ludźmi, których już znamy. Tu tego nie ma. Siadamy do stołu z obcymi ludźmi, w nowym miejscu. J.H. - Idąc do restauracji, możemy wcześniej sprawdzić lokal, dowiedzieć się, jak wygląda, zarezerwować stolik. Goście mogą oczywiście podejrzeć na naszych fotorelacjach jak wygląda mieszkanie, układ stołów, ale to jednak coś zupełnie innego. A jak Wasze chłopaki odnajdują się w tym wszystkim? D.H. - Chłopców nie ma na kolacjach. J.H. - Chowamy ich pod stołem (śmiech). D.H. - Wysyłamy ich do jednych albo drugich dziadków. Jeśli dziadków akurat nie ma, to idą do swojego najlepszego kumpla piętro niżej. Oczywiscie, oni bardzo chcieliby tu być. Są ciekawi, jak to wszystko wygląda i zawsze zadają nam dziesiątki pytań. Kto będzie? Ile osób? Czy dużo znajomych? Co podamy? Pamiętam, że raz zostali w domu. Nie bardzo było do kogo ich wysłać, ale tylko przywitali się i resztę czasu spędzili w swoim pokoju. J.H. – Cieszymy się, że gdzieś tam podprogowo wiedzą, jak ważne jest dla nas gotowanie. I mimo tego, że najbardziej na świecie lubią te swoje kotlety schabowe czy kotlety mielone, z rosołem i pomidorówką, to są też otwarci na inne smaki. Nie robią dziwnych min, nie grymaszą, tolerują nasze pomysły i to, że zanim

28

zabierzemy się do jedzenia, „fruwam” z aparatem nad talerzami (śmiech). No dobrze, a co kotami? Bruno i Gutek biesiadują z Wami? J.H. - Oczywiście! Pamiętam pierwszą kolację z Brunkiem. Bardzo się denerwowałam jak zareaguje na tylu ludzi. Zresztą z Gutkiem było tak samo. Ale poszło super. Wskakiwał gościom na kolana, domagał się uwagi. Teraz śmiejemy się, że Bruno i Gutek są głównymi bohaterami kolacji, zupełnie przyćmiewają jedzenie (śmiech). Wszyscy chodzą za nimi, robią im zdjęcia i dosłownie noszą na rękach. D.H. - Koty dostają też prezenty od naszych gości (śmiech). Są bardzo doceniane. Czy w świątecznych przygotowaniach chłopcy też pomagają? Kiedy zaczynacie szykować się do Gwiazdki? J.H. - Dla mnie Boże Narodzenie to szczególne święta, uwielbiam je celebrować i zawsze czekam na 1 grudnia z zapartym tchem. Pierwszego, bo wtedy zaczynamy odliczanie i otwieramy kalendarz adwentowy. Robimy go dla Filipa i Franka wspólnie z Danielem. D.H. - To kalendarz zadaniowy. Justyna zawsze wcześniej szuka pomysłów i inspiracji w internecie. Montujemy go chłopakom w nocy z 30. listopada na 1. grudnia. J.H. - Kiedy chłopcy byli młodsi, dostawali kalendarze ze słodyczami, ale teraz przeszliśmy na zadania. To duża radocha i dla nich, i dla nas. Kiedy budzą się rano, od razu szukają kolejnej daty z kalendarza i szybko sprawdzają, co pod nią się kryje. Później ubieramy choinkę. Niektórzy wytykają nam, że robimy to trochę za wcześnie, że to niezgodne z tradycją… Za szybko? Przecież nie robicie tego w listopadzie. J.H. - Nie, nie (śmiech). Tak bardziej w drugim tygodniu grudnia. Lubimy po prostu ten klimat i ten zapach świąt. Taką naszą tradycją jest też wspólne czytanie opowieści bożonarodzeniowych. Mamy je przygotowane na każdy dzień aż do Gwiazdki. Chłopcy wieczorami czekają na nas i pytają - czy już możemy czytać? A po skończonej historii zawsze pada - czy możemy przeczytać opowiadanie na następny dzień? To bezcenne chwile, tym bardziej, że wiemy, że niedługo się skończą, bo Filip i Franek dorastają. Dlatego mocno chcemy z tego korzystać. Mamy nadzieję, że w przyszłości chłopcy przeniosą tę tradycję do swoich domów. Skoro mowa o tradycjach, zauważyłam, że na blogu co roku wybieracie się w ulubione miejsce w Szczecinie i nagrywacie krótkie wideo z życzeniami. Czego będziecie życzyć w tym roku? D.H. - Pewnie się powtórzymy, ale życzymy wszystkim, żebyśmy byli dla siebie dobrzy. Żebyśmy się szanowali i kochali. Róbmy dobro. J.H. - ...bo dobro lubi wracać.


| TEMAT Z OKŁADKI |

Justyna i Daniel Hof autorzy bloga Eintopf. Gotujące małżeństwo, które za cel postawiło sobie udowodnienie, że aby zjeść coś dobrego, wcale nie trzeba biegać po restauracjach. Na blogu prezentują przepisy swoich dziadków, rodziców, znajomych, kucharzy, których cenią i własne autorskie wariacje. Ich działania zostały docenione m.in. II miejscem w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku 2012, a także opublikowanie trzech przepisów w książce „Z miłości do jedzenia. Najlepsze przepisy polskich blogerów", wydawnictwa Rea, 2013.

... i rodziny MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12/2019

29


| EDYTORIAL |


ZDJĘCIA: Roksana Fydrych, Insta: @fydrychphotography, FB: @roksanafydrychphotography MAKIJAŻ I FRYZURA: Viola Popek, Insta: @violapopek, FB: @vpmakeupandhair MODELKA: Natalia Sobotka, Insta:@fotosobotka.pl, FB: @fotosobotka ORGANIZACJA: Agata Maksymiuk, MM Trendy WIDEO: Norbert Sypniewski, MM Trendy

Stylizacje: Salon Marella Szczecin, al. Wojska Polskiego 20, Insta: @salonmarellaszczecin, FB: @SalonMarellaSzczecin Dekoracje: PartyDeco Szczecin, ul.Kolumba 1, Insta: @partydeco.eu, FB: @PartyDeco.eu, www.partydeco.pl


| EDYTORIAL |

32


| KULTURA |

#nie możesz przegapić skie rodziny, bez skrupułów ponownie wyrzucany… Zabawka, kuriozum, obiekt badań. Przeznaczenie Kaspara Hausera spełniło się na oczach sytych i zadowolonych mieszczan, niedopuszczających do siebie myśli, że to oni byli tak naprawdę sprawcami popełnianych na nim zbrodni. W historii sprzed 200 lat spróbujemy odszukać zapowiedź losu milionów ludzi XX i XXI wieku – uciekinierów, ofiar systemu, bezpaństwowców, których wciąż przybywa. 8 grudnia, Teatr Współczesny, godz. 19, bilety 26-35 zł

„Dawno temu w Ameryce” czy „Dobry, zły i brzydki”. Ponadto wspaniałej muzyce towarzyszyć będą obrazy przywołujące najbardziej znane kadry filmowe, zmieniając zwykły koncert w niezapomniane widowisko multimedialne! 2 grudnia, Netto Arena, godz. 19, bilety 169 zł

Urszula Dudziak – Jazz pod choinkę Urszula Dudziak jest czołową postacią polskiej wokalistyki jazzowej. Nagrała ponad 50 albumów. Występowała lub nagrywała wspólnie z takimi muzykami, jak m.in.: Krzysztof Komeda, Adam Makowicz, Michał Urbaniak, Bobby McFerrin, Herbie Hancock, Jaco Pastorius, Ron Carter, Michael Brecker, Flora Purim, Nina Simone, Carmen McRae, Dee Dee Bridgewater, Sting czy Lionel Hampton. Koncertowała niemalże we wszystkich krajach Europy, Azji i obu Ameryk, w tym w słynnej nowojorskiej Carnegie Hall oraz podczas Newport Jazz Festival. 7 grudnia, Filharmonia, godz. 19, bilety 100-120 zł

„Kaspar Hauser” w Teatrze Współczesnym Historia Kaspara Hausera, nastolatka porzuconego przez opiekuna na ulicach Norymbergi, zwanego „sierotą Europy”, w XIX wieku wstrząsnęła społeczeństwem. Umieszczony w ciemnym lochu, przekazywany z rąk do rąk jak przedmiot, przyjmowany przez kolejne mieszczań-

36

Michał Martyniuk w Muzach

The best of Ennio Morricone w Szczecinie Szczecin stanie się centrum muzyki filmowej. Usłyszymy największe hity ze świata kinematografii. A to za sprawą Ennio Morricone, któremu hołd odda blisko 100-osobowa orkiestra i chór. Koncert poprowadzi dyrygent Marcin Wolniewski. Orkiestra, chór i soliści wykonają ulubione fragmenty ścieżek dźwiękowych skomponowanych przez Ennio Morricone do takich arcydzieł światowej kinematografii, jak: „Misja”, „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”, „Django”, „Cinema Paradiso”, „Nienawistna Ósemka”,

Gościem specjalnym grudniowego spotkania w ramach cyklu jazzowych koncertów Inspektora Yassa będzie pianista i kompozytor Michał Martyniuk. Pochodzący ze Szczecina artysta swoje umiejętności zdobywał w Auckland, w Nowej Zelandii, a jego kariera po sukcesach na światowych festiwalach jazzowych znacznie nabrała tempa. Będzie to wspaniała okazja do wysłuchania docenionej przez wielu krytyków muzyki zespołu. 2 grudnia, 13muz, godz. 20, wstęp wolny

„Nadbagaż” – monodram Miłkowskiej-Prorok Każdy z nas dźwiga codziennie jakiś „nadbagaż”… - doświadczeń, przeżyć, wspomnień i planów. Co kryje w sobie


#prezentacja

6 stycznia - Teatr Współczesny

13 stycznia - Teatr Współczesny

Kolacja Pożegnalna Jak pozbyć się najlepszych przyjaciół? Nic prostszego, wystarczy zaprosić ich do siebie do domu na wystawną kolację przy świecach, z ich ulubioną muzyka w tle, z ich ulubionymi potrawami i przepysznym winem, które uwielbiają. Uśmiechać się do nich uroczo, wprawiać ich w doskonały nastrój i rozmawiać z nimi na tematy, które ich przyjemnie zajmują. Po prostu przemiły i niezapomniany wieczór. Oczywiście nie należy ich nigdy uprzedzać, że to wasze ostatnie wspólne spotkanie… Prawdziwie cudowny przepis na…wielką katastrofę towarzyską…, która jak się można domyślić, w naszym spektaklu miała miejsce. Kolacja pożegnalna to komedia, która rozbawi widza do łez. Inteligentne dialogi okraszone kreacjami aktorów oraz piękna dekoracja zabiorą widza na… Kolację pożegnalną  Obsada: Małgorzata Foremniak, Janusz Chabior, Piotr Gąsowski

Zamiana

„Tak, Panie Dobson. Podróż przebiegła pomyślnie i oto znaleźliśmy się w Pana przepięknym domu. A jak pogoda na Wimbledonie?” Tak zaczyna się zwariowana komedia „Zamiana”, którą mamy zaszczyt Państwu zaprezentować. Spokojne małżeństwo Briana i Susuan Flowers postanawia spędzić wymarzone wakacje w hiszpańskiej Marbelli .Przepiękna willa. Słońce. Morze. Spokój. Przynajmniej taki był plan, dopóki Susan nie otworzyła szafy... A potem wszystko toczy się według znanej i sprawdzonej zasady: coraz szybciej, coraz śmielej i w coraz bardziej zwariowany sposób. Bo kim jest człowiek z torbą na głowie? Czy zagadka wielkiego młota jest do rozwiązania? Czy mafia z Torremolinos to najstraszniejsi ludzie na świecie? I kim jest zagadkowy właściciel domu, Pan Dobson? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie Państwo oglądając naszą szaloną historię kryminalną. A pomogą Wam w tym przepiękna Connie – dziewczyna gangstera i niesforny Jeremi – brat ułożonej Pani Flowers. Przyjdź i zamień się z nami – na wakacje! Autor: Ian Ogilvy, Reżyseria: Jerzy Jan Połoński, Kostiumy: Agnieszka Józefina Sasim | Obsada: Zuza Grabowska, Paweł Koślik, Patryk Pniewski, Agnieszka Mrozińska, Bartosz Obuchowicz, Tomasz Dedek, Jakub Wieczorek

Bilety do nabycia na stronie: www.impresariat.bilety.fm


| KULTURA |

walizka bohaterki monodramu, która po trzydziestu latach emigracji wraca do Polski? Konfrontacja wspomnień z rzeczywistością oraz próba znalezienia swojego miejsca na świecie – czy po trzydziestu latach można jeszcze odnaleźć dom, w którym zostało nasze dzieciństwo? Co było przed ‘89 większym tchórzostwem albo większą odwagą – zostać w Polsce czy uciec za granicę? A wszystko to przefiltrowane przez wspomnienia dziewczynki, która jako dorosła kobieta, po trzydziestu latach wybiera się w podróż do Polski, czyli w głąb samej siebie. 11 grudnia, Stara Rzeźnia, godz. 19, bilety 25 zł

lizacja jest zagrożona? O tym wszystkim opowiada, w niezwykle błyskotliwym dialogu, pełna zaskakujących zwrotów akcji, sztuka dwóch hiszpańskich autorów... 18 grudnia, godz. 19, bilety 25-30 zł

Teresa Salgueiro z zespołem

„Sit Down Tragedy” w Teatrze Kana Druga, po plenerowym „Gap feeling” wspólna produkcja Teatru Kana i rosyjskiego Teatru Akhe (Axe) z Petersburga. Spektakl będzie okrutną w swojej radykalności, a jednocześnie pełną czułości opowieścią o samotności, bezradności i pięknie człowieka osaczonego wielowymiarowością absurdu otaczającego świata, własnych obsesji, emocji i uwarunkowań. Będzie próbą diagnozy i mierzeniem się z nieuchronnością. Będzie swoistym rewersem standupowej rzeczywistości, ironicznym – pełnym czarnego humoru - komentarzem do spraw codziennych, lokalnych, globalnych i ostatecznych. 13 grudnia, Teatr Kana, godz. 19, bilety 30 zł

38

Absolutny kryształ wśród głosów, doceniana przez krytyków i publiczność. Artystka wystąpi po raz pierwszy w Szczecinie. Prawdziwe zjawisko muzycznego świata, niezapomniany głos portugalskiej grupy Madredeus. To ona odpowiada w dużej mierze za renesans muzyki fado. Światową sławę zdobyła dzięki filmowi „Lisbon Story” Wima Wendersa. Artystka preferuje niekoniecznie oczywiste połączenia dźwięków, mistycyzm, etniczne brzmienia, ludowe wpływy muzyczne. W jej twórczości nie ma niepotrzebnych dźwięków czy elektronicznych udziwnień. Krytycy mówią o głosie Teresy Salguiero, że przypomina słowika o promiennej barwie. Wyjątkowy głos, delikatność i wrażliwość sprawia, że jej koncerty są magiczne. 3 grudnia 2019, Filharmonia, godz. 19, bilety 80-120 zł

Magdalena Zawadzka na Zamku Podczas Szczecińskiego Salonu Poezji aktorka Magdalena Zawadzka przeczyta poezje: Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Wisławy Szymborskiej, Ewy Lipskiej i Julii Hartwig. Spotkanie poprowadzi Michał Józef Kawecki, twórca i gospodarz Szczecińskiego Salonu Poezji. Magdalena Zawadzka - polska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, wprowadzi słuchaczy w świat poezji. Wieczór poświęcony będzie pamięci Gustawa Holoubka. Oprawę muzyczną zapewni Oleg Wolański (akordeon). 12 grudnia, Zamek, godz. 17:30, wstęp wolny

„Pół na pół” w Starej Rzeźni Przychodzi brat do brata, czyli rodzinna tragifarsa z chorą matką w tle. Będzie śmiesznie i strasznie, bo emocje są silne, a stawka najwyższa. To historia o nas, o naszych relacjach z najbliższymi, o tym co jest ważne i gdzie jest granica przyzwoitości, o ile w ogóle jest... Do czego jesteśmy zdolni, kiedy nasza mała stabi-

Podziel się z nami opinią! Napisz do nas na FB!


#prezentacja


| KINO |

#kino w grudniu cierpiącego na syndrom Tourette’a. Gdy jego mentor zostaje zabity, Lionel zaczyna poszukiwania zabójcy. Nortonowi towarzyszą w filmie Bruce Willis, Willem Dafoe oraz Alec Baldwin.

oczywiste. Tymczasem opis zapowiadający „Odrodzenie” jest dość lakoniczny. Członkowie organizacji Ruchu Oporu ponownie stawiają czoła Najwyższemu Porządkowi. W filmie zobaczymy bohaterów znanych z poprzednich epizodów oraz Marka Hamilla w roli Luke’a Skywalkera. Na ekranie ma pojawić się także na krótko (w retrospekcjach) księżniczka Leia.

Młody Ahmed

(Le jeune Ahmed) / 2019 Tytułowy bohater nowego filmu braci Dardenne to błyskotliwy belgijski 13-latek. Podczas gdy jego rówieśnicy spędzają czas na beztroskich zabawach, Ahmed wolne chwile przeznacza na studiowanie Koranu, gorliwe modły i rozmowy z lokalnym imamem. Mężczyzna umiejętnie podsyca niepokojąco rosnącą w chłopcu fascynację dżihadem. Na skutek niebezpiecznego incydentu, w którego samym środku znalazł się Ahmed, trafia on do podmiejskiego ośrodka resocjalizacyjnego. Tam, pod opieką specjalistów, powinien wrócić na właściwe tory. Pomóc w tym ma nie tylko zróżnicowany program reedukacyjny, ale i niespodziewana przyjaźń, jaka zawiązuje się pomiędzy Ahmedem a córką właścicieli gospodarstwa.

Osierocony Brooklyn (Motherless Brooklyn) / 2019

Świetna obsada i nowojorska sceneria zwiastują wciągająca opowieść. Film jest adaptacją książki pt. „Motherless Brooklyn” napisanej przez Jonathana Lethema. Opowiada historię Lionela Essroga (Edward Norton), detektywa

40

Futro z misia / 2019

Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie (Star Wars: The Rise of Skywalker) / 2019 Czy domknięcie sagi, która rozpoczęła się w roku 1977 od wysłania dwóch droidów z misją na pustynię spełni oczekiwania fanów? Po przejęciu serii przez Disneya wcale nie musi to być takie

Boss podhalańskiej mafii, o wiele mówiącej ksywie Nerwowy (Olaf Lubaszenko), jest wściekły. To akurat w jego przypadku normalne, bo facet z natury nie jest oazą spokoju, ale tym razem ma naprawdę dobry powód. Jego ludzie podczas brawurowej akcji ukradli z komisariatu w Tczewie 120 kilogramów ziołowej herbatki. Po cholerę gangsterom ziołowa herbatka? No właśnie. W policyjnym magazynie miała być marihuana, ale ktoś ubiegł zakopiańskich zakapiorów i zwiał z towarem. Całej sprawie bacznie przyglądają się agenci Dzik (Cezary Pazura) i Żubr (Artur Dziurman) z CBŚ, którzy podejrzewają przekręt na wojewódzką skalę. Tymczasem na Pomorzu ktoś handluje doskonałej jakości „trawką”…


#prezentacja


| KINO |

do sąsiedniego mieszkania wprowadza się chłopak z prowincji, który marzy o karierze dziennikarza. Pan T. staje się dla niego mistrzem i nauczycielem. Życie głównego bohatera nabierze tempa, gdy władze zaczną podejrzewać go o niecne zamiary wysadzenia Pałacu Kultury i Nauki, ponętna uczennica zaszokuje go niespodziewanym wyznaniem, a Urząd Bezpieczeństwa zacznie śledzić każdy jego ruch. W tej rzeczywistości pełnej absurdów trudno będzie zachować powagę.

na dożywocie za zdradę swojej ojczyzny i zesłanego na Wyspę Diabelską u wybrzeży Gujany Francuskiej. Nowy szef wywiadu – Georges Picquart (Jean Dujardin) - wkrótce po uwięzieniu Dreyfusa odkrywa, że dowody przeciwko skazanemu oficerowi zostały spreparowane. Wbrew swoim przełożonym, Picquart postanowi ujawnić prawdę za wszelką cenę. Stawką w tej grze jest nie tylko błyskotliwie rozpoczęta kariera Picquarta, ale i wielki międzynarodowy skandal, który zmieni bieg historii.

Pan T. / 2019

Powstająca z powojennych ruin Warszawa roku 1953 to miejsce, w którym wszystko jest możliwe. Wszechobecna niepewność, donosy i kontrola oswajane są wódką i dobrym towarzystwem, w podziemiach kościoła daje się słyszeć jazz, a przypadkowe spotkanie w toalecie z I sekretarzem Bolesławem Bierutem może zakończyć się niespodziewaną nietrzeźwością. To wszystko zna z własnego doświadczenia niejaki Pan T. – uznany pisarz, który mieszka w hotelu dla literatów. Mężczyzna utrzymuje się z korepetycji dawanych pięknej maturzystce, z którą łączy go płomienny romans. Pewnego dnia

Oficer i dżentelmen (J’accuse) / 2019

Film opowiada opartą na faktach historię Alfreda Dreyfusa (Louis Garrel), francuskiego oficera skazanego

Podziel się z nami swoją opinią! Napisz do nas na FB!


#prezentacja


| MUZYKA |

TOP 10 albumów na grudzień by Jarek Jaz (MM Trendy)

30/70 Collective Fluid Motion

(Rhythm Section) Choć 30/70 Collective pochodzą z Australii, to grają jakby znali w Londynie każdy kąt. Nic dziwnego, bo po nagraniu drugiego albumu zakochali się w nich czołowi promotorzy muzyki w UK, z Gillesem Petersonem na czele. „Fluid Motion” ukazał się, kiedy grupa była już solidnie ograna koncertami po świecie, dopieszczona dobrymi recenzjami i uwagą naprawdę wpływowych w muzyce osób. Cóż, trudno nie zadurzyć się w tym pierwszorzędnym, eklektycznym sosie złożonym z neo soul, jazzu mocno inspirowanym wpływami broken beats oraz dubu. Kłania się tu odrobiona lekcja z historii brytyjskiej muzyki klubowej, ogromna wyobraźnia i chęć dzielenia się szczęściem z całym światem. Dobrze, że muzycy z Melbourne okazali się na tyle zdolni, że nie było problemu z dostrzeżeniem ich na starym kontynencie. Szkoda, gdyby mieli cieszyć jedynie bywalców australijskich tancbud.

zajmujących się muzyką hip hopową w kraju, używających wobec nietuzinkowej ekspresji oraz twórczości Piernikowskiego mało wyszukanych epitetów i odsądzających go od czci i wiary. Ja z kolei jestem psychofanem Synów i solowej twórczości tychże, więc nikogo od niczego odsądzał nie będę. Ale do nowej płyty Piernikowskiego chwilę musiałem się przekonywać. Nie dlatego, że czegoś jej brak. Wręcz przeciwnie, to wypakowany po brzegi pomysłami, uberciekawy album, uciekający trochę od muzycznej formy z jaką kojarzą się Syny i poprzednia solówka Piernikowskiego. Jako goście, poważny ślad odcisnęli tu Brodka, Hades, Kacha Kowalczyk z Coals oraz Adam Repucha. Mistrz Ceremonii Piernikowski też pozwala sobie na wiele więcej niż na „No Fun”, gdzie dominowała eskapistyczna poezja rodem z osiedla. I choć wciąż białas znajduje się tu w centrum uwagi, to jego światy są o wiele bardziej skomplikowane.

Teebs (Brainfeeder)

Pacific Coliseum Blue Universe (Coastal Haze)

The best of moje getto (Asfalt)

44

rozmarzyłem się, bo może taki stan możliwy jest do osiągnięcia na ziemi? Jeden z numerów nazywa się „To Los Angeles” i brzmi jak pastelowa ilustracja oceanicznego landszaftu, kiedy słońce chyli się ku zachodowi, a życie dopiero zaczyna się rozkręcać. Ogarnijcie sobie ten album, choć z fizycznym nośnikiem może być drobny problem, gdyż wyszedł wyłącznie na kasecie. Lecz bez problemu jest do pobrania na Bandcampie.

Annica

Piernikowski

„eMCe specjalnej troski”, jak sam o sobie rapuje na płycie Robert Piernikowski, wrócił z kolejnym solowym albumem i (pozytywnie) zaskakująco nieźle radzi sobie na OLiS. To o tyle budująca informacja, że potencjalni odbiorcy twórczości Piernikowskiego, z których pewnie spora część wywodzi się ze środowiska hip hopowego, ma w głębokim poważaniu szeroko kolportowane opinie o nim oraz o jego projekcie z 1988, czyli Synach. Autorami tych opinii jest spora część influencerów

z dźwięków, których rodowodu szukać można na kilku odległych kontynentach. Producent wywodzi się z muzycznej rodziny. Jego ojciec był podporą znanego brytyjskiego, acid jazzowego składu Incognito, on sam zaś dzieciństwo i wczesną młodość spędził przy stole mikserskim, pracując m.in. z brazylijskim Azymuth. Brazylia i społeczno-religijne rytuały Ameryki Południowej, to nie jedyny ślad i inspiracja, tak mocno obecne na „Macumba Quebrada”. Maunick nie zapomniał, gdzie znajduje się kolebka techno, a także w jaki sposób karaibskie wpływy rozwinęli brytyjscy producenci muzyki tanecznej. To wszystko razem i wiele więcej obecne jest w każdej minucie tej płyty. W brzmieniu bębnów, programowaniu, polirytmicznych podziałach czy house’owym nabiciu. Zdjęcie na okładce nawiązuje do jednego z zanikających brazylijskich rytuałów, które sfotografował antropolog Pierre Verger, by ratować te obrazy dla świata. Dzięki takim albumom, jak debiut Maunicka doskonałą muzykę też będzie można uratować.

Daniel Maunick

Macumba Quebrada (Far Out Recordings) Debiutujący Daniel Maunick natychmiast zostawił swój mocny podpis na scenie eklektycznej muzyki tanecznej, składając album

Nie wiem czy nie chciałbym kiedyś umierać w otoczeniu takich dźwięków. Transmitujących szum fal, przekazujących intensywność promieni słońca, pobierających energię wprost z gwiazd. Tak idealnie mogłoby być w San Junipero, kiedy misja na ziemi dobiegnie już końca, a kto zechce spotka się w swoim wyobrażonym miejscu, gdzie będzie miło, czysto i spokojnie, a na scenie będzie grał Pacific Coliseum. Ciepłe basowe linie będą pobudzać do tańca, syntezatorowe delikatne plamy rozprowadzą muzykę po całej okolicy, przyciągając kolejnych wiecznych balangowiczów z problemami. OK,

Podopieczny samego FlyLo, artysta wizualny, muzyk i producent chowający się za pseudonimem Teebs, wrócił po pięciu latach milczenia z nowym materiałem. Wsparł go w tym wcale pokaźny zestaw gości, z Panda Bear czy Miguelem Atwood-Fergusonem na czele. W tym czasie artyście urodziła się córka, spokorniał, zmienił nieco odniesienie do świata, co przełożyło się na charakter „Annicy”, której tytuł nawiązuje do filozofii buddyjskiej. Poszczególne numery potrafią mocno różnić się od siebie, jak otwierająca ambientowa suita powstała we współpracy z Thomasem Stankiewiczem, która przeskakuje ku futurystycznemu popowi z udziałem Sudan Archives. Anielski głos Anny Wise ochrania przed złymi mocami, zaś Panda Bear nadaje produkcji indierockowego wymiaru. Nie ma w tej muzyce takiego pazura, jaki pobrzmiewa w produkcjach szefa Brainfeeder, ale „Annica” to ciekawe uzupełnienie oferty oficyny z LA.


| MUZYKA |

by Milena Milewska (Radio Szczecin)

Allen Stone

Building Balance (ATO) Ponoć miał pod górkę przez to, jak wygląda - biały chłopak z blond lokami kojarzy się raczej z muzykiem country, a w żyłach Allena płynie soul. Każdym kolejnym krążkiem udowadniał, że płyt nie powinno się oceniać po okładce, a na „Building Balance” prezentuje najlepszą formę (i chyba czuje się najpewniej, bo dopiero teraz ozdabia album swoim zdjęciem). Oczywiście, gdybyśmy chcieli się czepiać, to znajdziemy tu mniej kreatywne „Sweaters”, ale wystarczy przypomnieć sobie funkowo-rockowe „Brown Eyed Lover”, czy romantyczne „Lay It Down” stworzone z Emily King, by mieć w głowie same pozytywy. „Building Balance” to też bardzo czytelne inspiracje - w „Miscommunicate” gra harmonijka ustna, a Stone przypomina wokalem Steviego Wondera (zresztą przytrafia mu się to także w innych kawałkach). Jednak największy szał to „Taste of You” - radosny, funkowy pop z udziałem Jamiego Lidella. A wkład Jamiego nie kończy się na tych chórkach, bo jest on współkompozytorem dokładnie połowy materiału. Jeśli przypomnimy sobie, że na początku kariery Lidell też brzmiał prawie jak Stevie, a był przy tym inspiracją Stone’a, to widzimy, że wszystko jest tu na właściwym miejscu. Brakuje jeszcze tego, by Allen został bardziej doceniony za to, co świetnie robi od dziewięciu lat. „Building Balance” może mu w tym pomóc.

Tawiah

Starts Again (First Word Records) Gdy artysta nagrywa dobre, solowe kawałki, a wśród jego współpracowników pojawiają się Cinematic Or-

chestra, czy Mark Ronson - możesz zapomnieć, że pomimo trzynastu (!) lat na scenie ciągle nie wydał debiutanckiej płyty. Miałam tak z Tawiah, ale na szczęście w końcu nadszedł czas na oficjalny debiut - album przemyślany, dojrzały, zrobiony z wyobraźnią. Tawiah wychodzi od swojej historii, czyli sytuacji czarnoskórej, homoseksualnej kobiety dorastającej w centrum ruchu zielonoświątkowego, a dociera do harmonii między klasycznym R’n’B, nowoczesnością południowego Londynu, a bogactwem swoich ghańskich korzeni. Słychać to np. w „Borders”, gdzie pop zbudowany na spokojnym basie i uniwersalnym tekście mógłby się nieźle sprawdzić w przełomowej scenie jakiegoś serialu, czy w przejmującym „Mother’s Prayer” - tu znowu afrykańska melodia ustępuje miejsca soulowej zwrotce, by następnie klawisze wprowadziły rytm i refren w stylu gospel. A mówią, że trzynastka jest pechowa...

talent do tekstów, a do tego skrzypce, które czasami czuwają nad rytmem, a innym razem tworzą klasyczne, baśniowe aranżacje. I tak artystka serwuje neo soul wyrastający z afrykańskiej tradycji, a przy tym, trzymając się brzmień alternatywnych, nie zapomina o melodyjności. Postawa z okładki sugeruje pewną niedostępność - posągi są statyczne, chłodne, ale „Athena” to bardzo ciepła i zmysłowa płyta. Sudan Archives zyskała pewność siebie, życiową mądrość (nie zapominajmy o tytule) - włócznię i tarczę zamieniła na skrzypce, a teraz spogląda na nas pewnie w majestatycznej pozie. Nic w tym dziwnego - powinna być dumna z tego krążka.

Anna Wise

As If It Were Forever (Anna Wise)

Sudan Archives Athena

(Stones Throw) Przez ostatnie dwa lata Brittney Parks uraczyła nas dwoma epkami mieliśmy więc jako takie pojęcie, na co możemy liczyć, a przy tym dość wyostrzony apetyt. Byłam spokojna o to, że Sudan nie zawiedzie - ma przecież ciekawy wokal,

Anna Wise podróżuje między skrajnościami. Zwykle można ją namierzyć gdzieś w rejonach artystycznego popu i ambientu, przeplatanych tanecznym funkiem. Ta druga sytuacja zdarza się dość rzadko, ale gdy już ma miejsce, to są to kompozycje mocno zaraźliwe. „Go” z 2016 roku byłoby tu dobrym przykładem, a i na „As If It Were Forever” mamy kawałek o podobnych właściwościach. W „Nerve” energia pulsuje z minimalistycznego bitu i atmosfery jam session. Jednak większość tego albumu to spokój i eteryczność - dwanaście nagrań, które przenikają się tak, że ciężko wyszczególnić części składowe. To podróż przez piękną wrażliwość i trochę chłodne brzmienia z przystankami na udane i wyważone duety (Little Simz, czy Jon Bap). Jeśli nie boicie się pewnej dozy refleksji i smutku, to te trzydzieści osiem minut z Anną wyjdzie Wam na dobre. I chociaż więcej utworów w stylistyce „Nerve” zadziałałoby tu na korzyść, to z drugiej strony,

nie mielibyśmy wtedy tak delikatnie snującej się i zimowej płyty.

Kanye West Jesus Is King

(GOOD/Def Jam) Kiedyś Snoop Dogg stał się Snoop Lionem - wykonawcą reggae, co okazało się planem na jeden krążek. Za to Kanye oświadczył, że odnalazł Boga i na stałe przerzuca się na gospel. Wiadomo, muzycy mówią różne rzeczy, jednak tylko West potrafi stwierdzić: „Jestem niewątpliwie największym artystą wszech czasów. Tu nawet nie ma się nad czym zastanawiać. To po prostu fakt”. Najwyraźniej przegapił kazania o skromności, ale Kanye to Kanye Kanye musi robić show, a ta otoczka już nikogo nie szokuje. Nawet miło to poobserwować, uśmiechnąć się, a potem wyłączyć Twittera i sprawdzić, czy za tym oświeceniem idzie też natchniona muzyka. Raper pokazał już, że potrafi uwspółcześnić gospel z całą jego doniosłością i siłą przekazu („Ultralight Beam”). I chociaż na „Jesus Is King” są elementy tej wielkości (m.in. grupa Sunday Service, czy kawałek nagrany z Clipse), tak cały album wydaje się niedokończony (West przesuwał premierę, by w ostatniej chwili coś poprawić). A wygląda też na to, że skoro odnalazł najważniejsze, to nie musi już szukać innych rzeczy, takich jak chociażby dobre puenty. Mamy więc radę, by niedzielny Instagram zamienić na modlitwę, czy informację, że Westa zżerają bezlitosne podatki. Na płycie, której celem jest nawracanie, miło byłoby zastąpić powierzchowność przenikliwością. Ale może to tylko rozgrzewka przed drugą częścią, gdyż Kanye i Dr. Dre ogłosili sequel „Jesus Is King”. Mam więc wiarę, nadzieję i miłość (przede wszystkim do starszych kawałków Westa), że najlepsze artysta zostawił na deser.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12/2019

45


| MUZYKA |

46


| MUZYKA |

Radość czasami bywa trudna Teresa Salguiero uchodzi za wizytówkę Portugalii. Utalentowana i skromna, z przepięknym głosem i wrażliwością, mocno czerpie z kultury swojego kraju, ale też jest otwarta na inne wpływy. Dlatego wizytuje Polskę z ogromną przyjemnością. W grudniu po raz pierwszy odwiedzi Szczecin. ROZMAWIAŁA MAŁGORZATA KLIMCZAK / FOTO ARCHIWUM

W grudniu występujesz w Szczecinie. To pierwszy koncert w naszym mieście, ale nie pierwszy w Polsce. Znasz już polską publiczność. - Byłam w Polsce kilka razy z moją poprzednią grupą Madredeus. Ale najważniejsze kontakty z Polską dotyczą mojej relacji z kompozytorem Zbigniewem Preisnerem. Kilka tygodni temu uczestniczyłam w koncercie w Krakowie z okazji jego jubileuszu pracy artystycznej. To był piękny koncert, a dla mnie ogromny zaszczyt, uczestniczyć w nim. A jeśli chodzi o polską publiczność, to każdy mój występ był przez nią bardzo dobrze przyjmowany. Polska jest krajem z silnymi muzycznymi tradycjami, a ludzie naprawdę lubią muzykę. Myślę, że są bardzo otwarci na kulturę i muzykę innych krajów. Skoro wspominasz Zbigniewa Preisnera powiedz, jak doszło do waszej współpracy? - W 2007 roku zaprosił mnie do pracy przy albumie „Silence, Night and Dreams”. Chciał, żebym była solistką, głosem na jego płycie. To było zaskoczenie. Znałam jego muzykę filmową, szczególnie tę napisaną do filmów Krzysztofa Kieślowskiego, więc to duży zaszczyt, że Zbigniew chciał współpracować właśnie ze mną. Przyjechałam do Krakowa i nagrywaliśmy w jego studiu. Wtedy też daliśmy kilka koncertów w Europie. Pierwszy był w Akropolis Theater, potem były koncerty w Londynie, Paryżu i innych miastach. To było dla mnie głębokie przeżycie, ponieważ muzyka, którą wykonuję na tej płycie, była zupełnie inna niż to, co zazwyczaj śpiewam. Cieszę się, że mogłam przyjechać po latach na jubileusz Preisnera do Krakowa i spotkać się z innymi wykonawcami, z którymi współpracował. Sama też obchodzisz jubileusz solowej kariery i trasę koncertową prowadzisz pod hasłem Joy Together. Co to dla Ciebie znaczy?

- To znaczy, że radość powinna się wiązać z większością rzeczy, które ludzie robią w swoim życiu. Powinniśmy przeżywać i celebrować nasze życie w radości. Oczywiście wiemy, że współczesny świat jest skomplikowany, ludzka natura również. Jesteśmy destrukcyjni, na świecie jest wiele nierówności. Mnóstwo ludzi żyje na granicy ubóstwa, przetrwania, ciężko pracuje. Radość dla nich jest czymś trudnym. Dlatego ta moja radość to coś, czego ci ludzie powinni doświadczać. Wszyscy powinniśmy walczyć, żeby każdy mógł doświadczać radości. Wszyscy musimy starać się być lepszymi dla siebie, wtedy będziemy mogli dzielić się radością z innymi, sprawiać, że oni też ją poczują. Twoje albumy pokazują Portugalię. Jej muzykę i klimat. To dla Ciebie ważne, żeby w taki sposób promować swój kraj? - Ostatni album „Horizonte” powstał z nowych, oryginalnych utworów, ale podczas koncertów włączam też kilka klasycznych portugalskich kompozycji, które są fundamentalne dla kultury mojego kraju. Te utwory zawsze mnie inspirowały. Pokazują krajobraz i klimat mojego kraju. To nie jest typowa portugalska muzyka folk. Raczej muzyka, która doskonale pokazuje nasz kraj, naszą mentalność. Jest unikatowa. Koncerty, które teraz gram pod hasłem „Alegria”, to poemat Jose Saramago, do którego skomponowałam muzykę. Piękne dzieło, dzięki któremu mogę pokazać radość z tego, że sama przez lata wyrażałam się poprzez muzykę. Mogę prezentować muzykę, którą kocham, w wielu krajach na świecie. Na koncercie w Polsce zaprezentuję kilka utworów z mojego repertuaru oraz kilka z repertuaru innych portugalskich wykonawców, do których napisałam własne aranżacje. Wszystkie one pokazują ostatnie 20 lat mojej solowej kariery i muzycznej niezależności. Ta tytułowa radość oznacza dla mnie właśnie to: radość śpiewania i radość dzielenia się muzyką z innymi. Radość spotykania się z innymi kulturami i radość zagłębiania się w muzykę innych krajów.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12 1/2019

47


| MUZYKA |

Mówi się, że Twój głos i jego muzyka to doskonałe połączenie. - Mam nadzieję. Stanęłam przed dużym wyzwaniem, kiedy zaproponował mi współpracę, ale też byłam bardzo szczęśliwa. Dzisiaj jesteś uznawana za muzyczną wizytówkę Portugalii.

Miałaś 17 lat, kiedy zaczęłaś karierę z zespołem Madredeus. Wiedziałaś w tak młodym wieku, jaką muzykę chcesz śpiewać? - Dźwięki, które oni tworzyli, były kompletnie nowe, oryginalne, a zespół potraktował mnie bardzo przyjaźnie, więc to było dla mnie ciekawe doświadczenie. Madredeus stał się ważną formacją w portugalskiej muzyce popularnej, chociaż nie tylko, bo podróżowaliśmy z koncertami po całym świecie. Początki były takie, że Madredeus szukał wokalistki. Pokazali mi trzy utwory, które były zupełnie nowe, ale dawały szansę pójść taką drogą muzyczną, jaka mnie wtedy interesowała. Zaśpiewałam te piosenki i zaczęliśmy współpracę. Sześć miesięcy później nagraliśmy nasz pierwszy album. To było szczególne nagranie, ponieważ odbywało się w kościele. Z tą muzyką podróżowaliśmy po całym świecie. Nie była to muzyka fado, z której słynie Portugalia, ale muzyka, która ma korzenie w portugalskiej kulturze. Pracowałaś z wieloma artystami, jak Jose Carreras, Carlon Nunez. Kto z nich miał na Ciebie największy wpływ? - Każda współpraca z tak wielkimi artystami była ważnym doświadczeniem. Każdy z nich jest oczywiście inny i to jest najciekawsze. Interesuje mnie to, jak artysta tworzy swoją muzykę i jak współpracuje z innymi. Z każdym z tych artystów współpracowałam w innych okolicznościach, ale każde zaproszenie jest dla mnie zawsze wyróżnieniem. Jednak relacja zawodowa, która była dla mnie najważniejszym przeżyciem, to ta ze Zbigniewem Preisnerem, ponieważ nagraliśmy wspólnie całą płytę. To było duże wyzwanie. Grywałam z orkiestrą, kiedy występowałam z zespołem Madredeus, ale to była nasza własna muzyka. W przypadku współpracy z Preisnerem musiałam się nauczyć zupełnie innego języka, wszystko nagrać, a potem wystąpić z tym materiałem na scenie, więc to była bardzo głęboka współpraca. Zbigniew Preisner jest dla mnie jednym z największych kompozytorów na świecie.

48

- Przez tyle lat podróżuję po świecie i prezentuję portugalską muzykę, że mogę być tak postrzegana. Moja wizja muzyki, sięganie do korzeni, ekspresja, są oczywiście związane z Portugalią. Wszystko, co sobą reprezentuję, pochodzi z Portugalii. Ciekawe jest to, że Portugalia jest małym krajem, a zawsze przyjeżdżali tu ludzie z różnych krajów czy wyznań i zapuszczali korzenie. Dlatego kultura Portugalii jest taka bogata. Przenikają się w niej wpływy afrykańskie, brazylijskie czy żydowskie. A ja czerpię z tego bogactwa. To dla mnie zaszczyt, jeśli ktoś uważa mnie za wizytówkę Portugalii. Jestem osobą z własną wrażliwością, własną wizją, ale kiedy przychodzą do mnie ludzie i mówią, że uczą się portugalskiego, bo chcą zrozumieć moje piosenki, to dla mnie ogromny komplement. Czekamy na twój koncert w Szczecinie. Chciałabyś coś powiedzieć ludziom, którzy przyjdą na to wydarzenie? Oczywiście. Chcę wszystkich zaprosić. Cieszę się, że ponownie przyjadę do Polski. Będę pierwszy raz w waszym mieście i wiem, że ma trudną nazwę. Portugalska muzyka, poezja, emocjonalność jest dla mnie czymś fundamentalnym w życiu. Nie możemy zobaczyć muzyki, możemy ją tylko poczuć i każdy, kto jej słucha, przeżywa swoje własne indywidualne doświadczenie. Na tym koncercie będziemy mogli się podzielić tymi przeżyciami i przeżyć wyjątkowe chwile.

Teresa Salguiero Wokalistka portugalska, która śpiewała w zespole Madredeus, a od 20. lat występuje solo. Artystka preferuje niekoniecznie oczywiste połączenia dźwięków, mistycyzm, etniczne brzmienia, ludowe wpływy muzyczne. W jej twórczości nie ma niepotrzebnych dźwięków czy elektronicznych udziwnień. 3 grudnia zaśpiewa z własnym zespołem w szczecińskiej filharmonii.


| ROZMOWA |

Mam najlepszy okres w życiu Andrzej Piaseczny to bardzo zapracowany człowiek. Ma w planach płytę i trasę koncertową, z którą na początku przyszłego roku zawita do Szczecina. W ubiegłym roku obchodził 25-lecie pracy artystycznej i z dużym uśmiechem podsumowuje swoje życie i karierę. ROZMAWIAŁA MAŁGORZATA KLIMCZAK / FOTO WALDEMAR WYLĘGALSKI

Na początku przyszłego roku przyjedzie Pan do Szczecina na koncert. - Zaczynam trasę „Piaseczny the Best”. W lutym pojawię się w Szczecinie. Zawsze jesienią i wiosną staram się proponować formułę koncertu, na którym gram różnorodne utwory. Staram się układać rzeczy tak, żeby moja wierna publiczność, która wraca na koncerty, nie nudziła się i nie mówiła, że cały czas śpiewam te same piosenki w taki sam sposób. Zapraszam, będzie coś fajnego.

z oryginałami. To są piękne rzeczy, więc należy je traktować trochę jako klasykę i wiedzieć, że zasób piosenek klasycznych w muzyce rozrywkowej ciągle się powiększa. Rodzą się nowi ludzie, proponują nowe piosenki, te piosenki są śpiewane, czas nie stoi w miejscu, ale perełki gdzieś spadają do worka z klasyką i on jest ciągle poszerzany. Ludzie przychodzą, ludzie odchodzą i fajnie by było o nich pamiętać, bo bardzo rzadko słyszymy klasyki w mainstreamowych stacjach radiowych.

W listopadzie wystąpił Pan w Szczecinie w koncercie „Tribute to...”. To hołd złożony słynnym muzykom. Jak artyści podchodzą do takich koncertów?

Raz w roku na Topie Wszechczasów Trójki u Marka Niedźwiedzkiego. I zajmują miejsca w pierwszej dziesiątce. - Nie miałem tej świadomości, ale dobrze, że tak jest. Przytoczę historię, która zdarzyła mi się niegdyś w Wilnie. Spacerowaliśmy po Cmentarzu na Rossie i czytałem epitafia na niektórych nagrobkach. Rzucił mi się w oczy napis pod nazwiskiem, którego nie zapamiętałem: gitarzysta światowej sławy. Myślę sobie, że po nas zostanie dokładnie tyle samo. Epitafium na kamieniu, którego być może już nikt nie odczyta. Mam świadomość, że w życiu należy się cieszyć tym, co dajemy radę osiągnąć, łącznie z próbami ścigania się z klasykami, bo tyleż mamy radości w życiu, a potem już jest koniec.

- Z uśmiechem. W przypadku tego koncertu mogę mówić wyłącznie za siebie, a ja to traktuję z uśmiechem, bo każde dziecko, które marzy o tym, żeby śpiewać, uczy się śpiewania na cudzych piosenkach. Podobnie było ze mną, więc to powrót do przeszłości. Na takich koncertach trochę się ścigamy. Nie między sobą, tylko z tematyką, bo to nie są najprostsze utwory. W zasadzie są dosyć trudne. Kiedyś w Czechach i w Niemczech panowała moda, że śpiewało się zagraniczne piosenki po niemiecku czy czesku. Całe szczęście, że my nie śpiewamy tłumaczeń, ale ścigamy się

50


| ROZMOWA |

Ma Pan też doświadczenia współpracy z klasykami, jak Seweryn Krajewski czy Stanisław Soyka. - Spotykanie się z mistrzami zawsze jest jakąś formą przygody. Oczywiście, można to traktować w formie lekcji, master class, ale najważniejsza jest przygoda. Najważniejsze jest to, że można spotkać takich wielkich ludzi i jakoś się z nimi pouzupełniać. Mnie każde takie spotkanie ubogaca bardzo mocno, chociaż, szczerze mówiąc, kiedy tego rodzaju współpraca się kończy, nie myślę o tym, ile zostaje we mnie, a co jest moim własnym zadaniem na przyszłość. Zwłaszcza, że, wracając do upływu czasu, można sparafrazować pewną reklamę z przeszłości i powiedzieć: dzisiaj sam jestem dziadkiem i czekam na to, aż będzie chciał ze mną współpracować ktoś młodszy.

być młodszy. Naprawdę. Bardzo siebie lubię, a być może dopiero teraz siebie lubię, jako człowieka i jako artystę. To jest jasne, że kilka rzeczy mi się udało lepiej, inne nieco mniej. Jest pewna grupa rzeczy, których nie chciałbym powtórzyć, ale z drugiej strony na tym polega droga życia, że się nabywa doświadczenia z różnych stron i w różny sposób.

Ale to chyba też się dzieje? - Dziadkiem jeszcze nie do końca jestem.

A odważyłby się Pan stanąć na scenie i poddać się publicznie ocenie, tak jak dzisiaj młodzi ludzie w programach telewizyjnych? - To byłoby bardzo trudne. Zwłaszcza że ja mam świadomość swoich niedoskonałości. Mimo że uczyłem się śpiewać przez całe życie. Za każdym razem, kiedy staję przed ludźmi w roli trenera czy jurora, pierwsza rzecz, którą im mówię, to, że nie zazdroszczę im, że są tutaj. Ale oni z kolei mają swój czas. Ten czas wymaga używania takich formuł, jakie mamy do dyspozycji. Oczywiście, bywają ludzie, którzy biorą się znikąd, czyli z internetu, ale ich jest znacznie mniej niż tych, którzy swoją drogę zaczynają w programach talent show. A czy ja bym chciał być na ich miejscu? Nie chciałbym.

Ale już autorytetem dla młodych? - To jest straszne słowo: autorytet. Najgorszymi autorytetami są ci ludzie, którzy widzą w sobie autorytet. Dlatego ten znak zapytania. - Ja uciekam od tych wielkich słów. To kogo w Panu widzieli młodzi ludzie, kiedy Pan z nimi rozmawiał, pomagał im w telewizyjnym show? - Konieczność widzieli we mnie. Niespecjalnie więcej. Przypominam sobie taką historię, która miała miejsce dwa miesiące temu, kiedy spotkaliśmy się na planie z trenerami różnych edycji programu „The Voice of Poland”. Pojawiłem się w formule trener senior. Niektórym się wydawało, że to dla mnie za wcześnie, żebym w takie buty wchodził. Na planie trenerów seniorów pytano o bardzo młodych adeptów sceny i odwrotnie, ich pytano na nasz temat. Okazało się, że ta wiedza była szczątkowa z obu stron. Czas płynie i on nie wymusza na nas przenikania się. Nie ma takiej konieczności, a takie przenikanie się byłoby dosyć sympatyczne. Ale to dobrze, że nie wymusza, bo ja nie byłbym wiarygodny, wchodząc w próbę nagrywania muzyki w taki sposób, jak to się robi dzisiaj. Niech każdy z nas będzie sobą. Scena jest coraz szersza. Najpiękniejszą rzeczą, którą pozostawia po sobie rozwój gospodarczy i bogacenie się społeczeństwa jest to, że ludzie chodzą na koncerty. Muszą mieć więcej pieniędzy, bo inaczej by nie chodzili. Każdy może znaleźć swojego wykonawcę. Dzieciaki mają swoich wykonawców, starsi swoich. Dzieciaki też chodzą na starszych wykonawców, czasami z rodzicami. - Naprawdę? To chyba za karę (śmiech). Nie. Dlatego, że chcą. - Fajne jest to, że jest bogactwo propozycji, że każdy może przyjść, posłuchać i tych starszych, i tych młodszych. W ubiegłym roku podsumowywał Pan 25 lat na scenie. Kiedy dzisiaj patrzy Pan na swoją karierę, zrobiłby Pan coś inaczej? - Nie. Mam teraz najlepszy okres w życiu. W ogóle nie chciałbym

A zazdrości Pan czegoś tym, którzy teraz zaczynają? - Możliwości technicznych. Pytała mnie pani o współpracę z Sewerynem Krajewskim. Kiedy Seweryn mi opowiadał, jak wyglądała popularność w latach 60., to proszę mi wierzyć, że to, co ja przeżyłem w latach 90., to betka. To, co przeżywa teraz Dawid Podsiadło, to też jest coś innego. Każdy czas ma swoich ludzi i bardzo dobrze.

Jakie ma Pan plany na przyszły rok? - Pewnie będę nagrywał jakąś nową rzecz, która pojawi się 2021 roku. To będzie praca pomiędzy koncertami, które planuję.

Andrzej Piaseczny Piosenkarz, autor tekstów, aktor i osobowość telewizyjna. W latach 1992–1997 wokalista zespołu Mafia, z którym wydał trzy albumy studyjne: Mafia (1993), Gabinety (1995) i FM (1996). W 1998 rozpoczął solową karierę muzyczną i wydał dziewięć albumów studyjnych: Piasek (1998), Popers (2000), Andrzej Piaseczny (2003), Jednym tchem (2005), 15 dni (2008), Spis rzeczy ulubionych (2009), To co dobre (2012), Kalejdoskop (2015) i O mnie, o tobie, o nas (2017). Nagrał i wydał również płyty z innymi wykonawcami: W blasku światła ze Stanisławem Sojką (2011) i Zimowe piosenki z Sewerynem Krajewskim (2012). Reprezentant Polski z piosenką „2 Long” w 46. Konkursie Piosenki Eurowizji w Kopenhadze (2001). Był kapitanem jednej z drużyn w programie Bitwa na głosy i trenerem w kilku edycjach The Voice of Poland.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12 1/2019

51


| TEATR |

W czasach gdy jako społeczeństwo przekraczamy kolejne granice radykalności poglądów, języka i działań, reżyser Jakub Skrzywanek za pośrednictwem teatru wskrzesza historię Kaspara Hausera i pyta - skąd bierze się ta przemoc? Premiera jego sztuki już 8 grudnia na deskach Teatru Współczesnego w Szczecinie. Czego powinniśmy się spodziewać? ROZMAWIAŁA AGATA MAKSYMIUK / FOTO KAROLINA BABIŃSKA / PROJEKT GRAFICZNY OLA ZIELIŃSKA

Najpierw „Mein Kampf”, teraz „Kaspar Hauser”. Czy powinniśmy doszukiwać się tu powiązań? - Póki co sztukę „Mein Kampf” i sztukę „Kaspar Hauser” traktuję jako dyptyk. Przede mną jeszcze reżyseria spektaklu „Palacz zwłok” na podstawie książki Ladislava Fuksa. Będzie to międzynarodowa produkcja, realizowana głównie w Rumuni. Prawdopodobny tytuł spektaklu to „Krematorium”. Dotkniemy w nim tematu machiny Zagłady. Myślę, że te trzy spektakle razem utworzą tryptyk o przemocy. „Kaspar Hauser” jest drugim stopniem w drodze ku temu. Skąd wybór takich tematów?

52

- W „Mein Kampf” zderzamy ze sobą „pewną ideę” z rzeczywistością, w której dziś żyjemy. Myślę, że ta rzeczywistość spełniła nasze najgorsze obawy. Istniejemy w momencie bardzo niebezpiecznym, schyłkowym, w którym kolejne granice są przekraczane - granice radykalności języka, granice przemocy na jaką się godzimy. Tworzymy kolejne figury wrogów. Wszystko to nabiera na sile. Po odczytaniu „Mein Kampf” i poznaniu języka - języka w pewnym sensie mitologicznego, jakim obrosła książka Adolfa Hitlera, zorientowaliśmy się, że ten język nie różni się niczym od języka, którym my sami się posługujemy. Bo żeby to było jasne - spektakl „Mein Kampf” nie jest spektaklem o Hitlerze, to historia o języku, którym posługujemy się


| TEATR |

intymnymi rozmyślaniami na temat naszego człowieczeństwa. Zastanawiam się też - na czym to nasze człowieczeństwo się konstruuje i gdzie kończy? Zastanawiam się tylko czy Kaspar Hauser jest postacią, której historia przemówi do nas we właściwy sposób? Wydaje mi się, że w naszym kraju traktuje się ją bardziej jako legendę, nic rzeczywistego. - Rzeczywiście mit Kaspara Hausera w Polsce nie jest tak popularny jak w Europie Zachodniej. Hauseromania, która objęła Brytyjczyków, Francuzów i Niemców, nigdy nie dotarła do naszego narodu z takim rozmachem. Nie mniej jednak to historia, która cały czas do nas wraca. Kaspar Hauser nie był jedynym pozbawionym kultury, „dzikim” człowiekiem znalezionym w momencie, w którym w tę kulturę mógłby wejść. Razem z dramaturgiem Grzegorzem Niziołkiem naliczyliśmy kilkanaście podobnych historii, które wydarzyły się w Europie i na świecie. Ostatnia z nich miała miejsce w latach 70. w Stanach Zjednoczonych. Odnaleziono tam kilkuletnią dziewczynkę, która nigdy nie miała kontaktu z cywilizacją. Według informacji, do których dotarliśmy, sąd zabronił adopcji tej dziewczynki. Argumentem były możliwości jakie mogły dać wyniki badań przeprowadzanych na odnalezionej. Także, takie historie są prawdziwe, tak samo prawdziwe jak historia Kaspara. Jednak czy Kaspar, którego poznamy na scenie Teatru Współczesnego w Szczecinie, będzie właśnie tym Kasparem? Albo inaczej - kim Kaspar będzie dziś?

dziś, nawet w „zwykłym” domu. Teraz w „Kasparze Husarze”, analizujemy źródła tych przejawów, zadajemy sobie pytanie skąd bierze się ta przemoc? Historia Kaspara nawet po 200 latach potrafi obudzić wiele emocji. Co dla ciebie było punktem zapalnym? Co cię zainteresowało? - Kiedy Kaspar został znaleziony na placu w Norymberdze i na każde zadane mu pytanie odpowiadał jedno - nie wiem. Ja też czuję, że jestem w takim momencie życia, że nie wiem - nie wiem jak komunikować się z odbiorcą, nie wiem o czym mówić, nie wiem jak reagować na rzeczywistość, którą trudno mi zaakceptować, ale na, którą trudno też mi się dziwić. Wchodzę w ten spektakl z tym „nie wiem” Kaspara i z bardzo

- Kaspar bardzo często był nazywany Sierotą Europy i to dla mnie ważny punkt refleksji nad rozmyślaniem kim dzisiaj może być Kaspar Hauser. Co reprezentuje? Jakie grupy reprezentuje? W moim odczuciu, Kaspar dziś nie jest jedną osobą. To całe społeczności. Zastanawia mnie też, co dzisiaj symbolizuje przemocowy stosunek ówczesnych mieszkańców Norymbergi wobec Kaspara. Którego typu relacje mogą obecnie odpowiadać zapisanym tam relacjom? Myślę, że odpowiedzi jest wiele. Niektóre zapisały się już historycznie - przemoc wobec Żydów w czasie II wojny światowej, dzisiejsza sprawa uchodźców, nasz stosunek do środowiska LGBT i w zasadzie wszystkich, którzy są inni od większości. Wszystkich wobec, których prowadzimy bardzo niebezpieczną narrację - taką, która może prowadzić nawet do eksterminacji danej grupy. Czy możemy mówić, że tragedia tego chłopca, w pewnym sensie była zwiastunem nowej epoki, zmian jakie miały nastąpić? - Myślę, że moment, w którym żył Kaspar był bardzo ciekawym momentem historycznym. To co spotkało Kaspara po części zapowiadało to, co później spotkało wszystkie wykluczone

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12 1/2019

53


| TEATR |

grupy. Piszemy o tym w zapowiedzi spektaklu. Według mnie warto pochylić się dziś nad taką refleksją i postarać się dotrzeć do odpowiedzi na pytanie - gdzie jest w tym wszystkim punkt zapalny? Kiedy pada to pierwsze słowo, pierwsze oskarżenie, ale i pierwsze przemilczenie? Kiedy dajemy się wciągnąć w spiralę zdarzeń prowadzącą do dehumanizacji drugiego człowieka. Niestety ta przerażająca debata dotyczy nas wszystkich. Staram się konstruować mój głos w tej debacie, właśnie w ramach teatru. Czasy, w których żyjemy są bardzo dynamiczne. Może jeszcze wszystko się zmieni? - Dojrzewałem w takim momencie, w którym wydawało mi się,

54

że będzie już tylko lepiej, że ten proces rozwoju, oświecenia, poszanowania praw drugiego człowieka, będzie tylko postępować. Okazało się, że wajcha szybko odbiła w drugą stronę. Na porządku dziennym jest negowanie praw człowieka do samostanowienia, do miłości, do decydowania o swoim zdrowiu i życiu. Myślę tu również o kobietach, które były ofiarami gwałtów i problemie ich dostępu do aborcji. Przeraża mnie skala tego, jak kolejne osoby dają sobie przyzwolenie na przekraczanie kolejnych granic, których nie przekroczyliby wobec siebie. Zaczynamy tu mówić o czymś, co miało już miejsce na przykład w czasie II wojny światowej. Obawiam się, że to może się powtórzyć.


Zatem jaką formę przybierze spektakl? Na co widzowie powinni być przygotowani? - Dostaliśmy bardzo dużo swobody artystycznej i zaufania od Teatru Współczesnego w Szczecinie i jestem za to bardzo wdzięczny. Na tym etapie ostateczna forma spektaklu jest jeszcze dużą zagadką. Myślę jednak, że mogę już zdradzić jedną rzecz. Razem z Grzegorzem Niziołkiem, podjęliśmy decyzję o opowiedzeniu historii Kaspara od końca. Zaczniemy od momentu śmierci i dotrzemy do momentu znalezienia Kaspara na placu w Norymberdze. Choć to bardzo wymagający dramaturgicznie i inscenizacyjnie zabieg. Czuliśmy jednak, że to najlepszy sposób na poszukanie odpowiedzi na pytanie o źródło przemocy. Oczywiście, to od widza będzie zależeć jak poskłada tę historię i jak ją odczyta. Na pewno nie damy jednoznacznej odpowiedzi. A co z obsadą? Pojawili się w niej goście z zewnątrz - duet SIKSA. Chociaż zauważyłam, że to nie pierwszy raz jak pracujesz z SIKSĄ. Alex Freiheit wcieliła się wcześniej w rolę Kordiana. - To prawda, kilka lat temu spotkałem się „z połową” SIKSY, czyli z Alex Freiheit w spektaklu „Kordian”. Od tej pory łączy nas mocna więź artystyczna. Bardzo szanuję zarówno Alex, jak i Piotra Buratyńskiego. Dla mnie to bardzo świadomi twórcy. Myślę, że teatr czasami potrzebuje pewnego rodzaju rozszczelnienia, szczególnie jeśli chodzi o formę. Poza tym Kaspar to zawsze osoba z zewnątrz. I dokładnie to samo tyczy się Alex i Piotra, w tym przypadku. To tworzy dla mnie zupełnie inną opowieść i inną jakość. Myślę, że widzowie będą zaskoczeni końcowym efektem. To też nie jest tak, że nikt inny by sobie nie poradził z tą rolą. Trzeba podkreślić, że Szczecin dysponuje bardzo dobrym zespołem aktorskim. Tu się czuję tę artystyczną dłoń Anny Augustynowicz. Na zakończenie chciałam zapytać jeszcze o twoją teorię na temat pochodzenia Kaspara. Ani razu do tego nie nawiązałeś, a to przecież temat, który budzi skrajne emocje. - Nigdy nie interesowała mnie zagadka Kaspara. Nigdy nie interesowało mnie dociekanie czy miał w sobie błękitną krew, czy nie. Nie poszukiwałem odpowiedzi na pytanie kto go zabił? Czy była to osoba związana z rodem szlacheckim? Dla mnie to sprawy drugorzędne. To co mnie przejęło w tej całej historii to, to jak Kaspar został przedmiotowo potraktowany. Rzekomo w imię dobra i bezpieczeństwa. Otoczono nad nim rodzaj sadystycznej opieki. Po odnalezieniu zamknięto go w więzieniu, poddawano eksperymentom medycznym i społecznym. I to wszystko przy ogólnym poparciu strony urzędowej. Z Grzegorzem Niziołkiem nazwaliśmy tę historię atlasem przemocy - znajdziemy tu wszystko co można zrobić drugiemu człowiekowi.


„Bomba” wybuchła w 2016 roku. Finlandia ogłosiła, że rezygnuje z nauczania pisma odręcznego na rzecz szybkiego pisania na klawiaturze przy użyciu tabletów. I tak narodziło się pytanie - czy to koniec epoki ołówka i długopisu? Odpowiedzi można szukać do 2 lutego w alejkach wystawy „Tam, gdzie ciebie nie ma” w szczecińskiej Trafostacji Sztuki. TEKST AGATA MAKSYMIUK / FOTO MARTA MISZUK

56

Kuratorzy wystawy Emilia Orzechowska, Jędrzej Wijas i Stanisław Ruksza zebrali dziesiątki listów artystów i odbiorców sztuki oraz dziesiątki prac symbolizujących schyłek epoki pisma w dotychczas znanej formie. Są to prace i dokumenty wzruszające, zabawne, przerażające. O codzienności, miłości, samotności, radości, życiu. Na ekspozycji znajdziemy korespondencję malarzy: Andrzeja Urbanowicza i Zbigniewa Beksińskiego. Między wierszami maszynopisów poprawianych ręcznie można odkryć dyskusje pełne filozoficznych sporów, ale też codzienność „dopisaną” długopisem, w której malarz martwi się, że jego syn dostał 20 dolarów, a to przecież tyle gotówki. Fani Tymona Tymańskiego mogą zobaczyć jego notatki i zapisy nutowe z okresu działalności w legendarnej grupie Totart. I jest również prywatna korespondencja Haliny Witkowskiej i jej partnera z Bagdadu, udostępniona przez artystkę Annę Witkowska, która na kiczowatych kartkach pocztowymi i papeteriach opowiada historię miłości niemożliwej. W końcu jest i biurko od Eli Jabłońskiej ze wszystkimi przyborami potrzebnymi do napisania listu. A kuratorzy obiecują, że każda treść, która powstanie przy tym biurku znajdzie swojego adresata. Jakby przezornie, tuż obok czeka prototyp ubio-


| SZTUKA |

Wiedzieć, że nie pisze się dla innego, wiedzieć, że rzeczami, które napiszę nigdy nie zdobędę miłości tego, kogo kocham, wiedzieć, że pismo niczemu nie czyni zadość (..), wiedzieć, że jest dokładnie tam, gdzie ciebie nie ma – oto początek pisania. Roland Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego

ru Unabombera dla listonosza autorstwa Macieja Cholewy. Ma on chronić doręczyciela przed niebezpiecznymi treściami i innymi czynnikami. Całą wystawę tworzą prace 23 artystów. Ich zwieńczeniem jest tytuł „Tam, gdzie ciebie nie ma” zaczerpnięty z fragmentu książki Rolanda Barthes’a. - Słowa te mówią o tym, że pisanie zaczyna się tam gdzie nie ma tego, komu chcemy coś powiedzieć - wyjaśnia Jędrzej Wijas, kurator wystawy. - Z drugiej strony „tam, gdzie ciebie nie ma” to figura wskazująca na zanik dystansu komunikacyjnego. Dziś możemy pisać ze sobą w czasie rzeczywistym przebywając nawet na innych kontynentach. Brak nam motywacji, aby przywrócić odręczne pismo i aktualizować nim tych, których nie ma obok nas. Tym samym, to sformułowanie jest kierunkiem, w jakim my - jako kultura i cywilizacja - podążamy w stosunku do pisma. Kierunkiem, w którym pismo znika, a przynajmniej przekształca się w coś innego, niż to, co dotychczas tworzyliśmy własnym ciałem. Inspiracją do stworzenia wystawy były dwa punkty zapalne -

wspomniane we wstępie, ogłoszenie wycofania nauki pisma ręcznego z finlandzkich szkół oraz dramatyczna zmiana liczby, wielkości i formuły placówek świadczących usługi pocztowe. I choć zdaniem analityków rynku pocztowego wysyłanie ostatniego listu nastąpi prawdopodobnie w okolicach roku 2025, a z podstawowych obserwacji wynika, że kolejne pokolenia odrzucą potrzebę korzystania z kartki papieru i długopisu, to nie można zapominać o jednej rzeczy. - Pismo jest pracą ciała, potrzebną by ująć myśl - mówi Jędrzej Wijas. - Dawniej było czymś o czym mówiło się, że ma charakter i po czym odczytywało się charakter autora. Nie po tym co napisał, ale jak to zrobił, jak napisał swoim ciałem.

ARTYŚCI I ARTYSTKI: Emilia Bartkowska, Zdzisław Beksiński, CentrumCentrum (Łukasz Jastrubczak i Małgorzata Mazur), Maciej Cholewa, Andrzej i Emilia Dłużniewscy, Karolina Freino, Elżbieta Jabłońska, Rafał Jakubowicz, Jarosław Kozłowski, Honorata Martin, Krzysztof Niemczyk, Andrzej Paruzel, Zbigniew Rogalski, Daniel Rumiancew, Jadwiga Sawicka, Paweł Susid, Andrzej Szewczyk, Natalia Szostak, Tymon Tymański, Andrzej Urbanowicz, Ryszard Waśko, Ania Witkowska, Anna Zaradny KURATORZY WYSTAWY: Emilia Orzechowska, Stanisław Ruksza, Jędrzej Wijas WYSTAWA: 22 lis 2019 — 02 lut 2020

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12/2019

57


| SZTUKA |

Tam, gdzie świat się przydarza Podczas gdy człowiek odgradza się betonem i asfaltem od natury, on przypomina, że wszyscy jesteśmy jej częścią. Mikołaj Szpaczyński, autor filmów i obiektów artystycznych prezentuje swoje prace w Trafostacji Sztuki w Szczecinie. ROZMAWIAŁA AGATA MAKSYMIUK FOTO WOJTEK KOTWICKI Zdjęcia pochodzą z rezydencji Mikołaja Szpaczyńskiego u Elżbiety Jabłońskiej w ramach programu W788

58

Chód, spacer, wędrówka - wypowiedź artystyczna, terapia, rytuał? - Rytuał zejścia na ziemię ze stanu lewitacji w świecie wykreowanym przez człowieka. Również czas, w którym rodzą się pomysły na artystyczną wypowiedź. Motyw wędrówki, szeroko pojętego ruchu i choreografii dominuje w twoich pracach. W filmach, które możemy oglądać mamy do czynienia z zaplanowanym procesem czy spontanicznością? - Pomysły powstają spontanicznie podczas zmysłowego doświadczania przyrody. Wtedy przychodzi mi do głowy schemat działania. Na przykład w ramach filmu Spadam postanowiłem nagrać serię skoków ze skarp na ziemię, w przestrzeniach o różnorodnym charakterze

terenowym. W tym miejscu kończy się to co zaplanowane. Oddając poszczególne skoki nie mogłem przewidzieć tego jak będzie wyglądało moje lądowanie. To było poddawanie się sile grawitacji, oddanie naturze kontroli nad własnym ciałem. We wszystkich filmach, niezależnie od pomysłu udaje się zarejestrować sytuacje nieplanowane, i są one istotną częścią tych prac. Dlatego właśnie głównym medium jakim się posługuję jest film. Świat się przydarza na wędrówkach i kamera pozwala mi to rejestrować. Poruszając się po bezdrożach uciekasz od świata wykreowanego przez człowieka, podczas gdy mieszkańcy jednej z podwarszawskich wsi protestują w intencji chodnika - co nam jako społeczeństwu umyka?


| SZTUKA |

- Potrzeba chodnika przy ulicach to zupełnie naturalna sprawa. Co innego kiedy brukuje się lub asfaltuje szlaki w górach albo parkach narodowych, z czym niestety coraz częściej się ostatnio spotykam. Wtedy ta część przygody - wędrówki, związana ze stawianiem kroków zamienia się w monotonny automatyczny spacer. Na ogół człowiek odgradza się betonem od natury, traktuje ją jako coś obcego. Ja staram się przypominać, że jesteśmy jej częścią. Gdzie leżą granice tych wędrówek? Oglądając Spadam czy Jaskinię w Diablej Górze, można poczuć się jakby spadło się czy czołgało razem z tobą, można poczuć się zagrożonym. - Faktycznie interesują mnie sytuacje graniczne. W ciągu swojego życia wyszedłem cało z wielu niebezpiecznych sytuacji w kontakcie z naturą. Jedną z takich przygód wiernie odtworzyłem w tym filmie jaskiniowym. Ogólnie to trochę wydaje mi się, że jestem nie do zdarcia. Ale to się kiedyś może skończyć.

Wspomniany film Jaskinia w Diablej Górze został wyróżniony podczas festiwalu dźwięku i obrazu Młode Wilki w Szczecinie. Podobnych wyróżnień jest więcej - w jaki sposób wpływają one na twoją pracę? - Bezpośrednio wpływu na kształt moich prac nie mają. Zawsze staram się robić takie prace, jakie sam chciałbym oglądać. Natomiast te wyróżnienia dają mi poczucie, że moje wysiłki nie osiadają na mieliźnie i powodują że w ogóle mogę się tym dalej zajmować. Do 19 stycznia w TRAFO będziemy mogli oglądać twoją wystawę, co na niej znajdziemy? - Kilka najważniejszych prac z mojego dorobku, między innymi te, o których tutaj rozmawialiśmy, oraz nowy film dokumentujący moją ucieczkę na nadwiślaną wyspę. Film nagrałem miesiąc temu podczas rezydencji artystycznej w Kozielcu nad Wisłą, organizowanej przez Mieszkającą tam artystkę Elżbietę Jabłońską, we współpracy z Trafo.

Wystawa: BEZ USTANKU KURATORKA: Emilia Orzechowska Miejsce: Trafostacja Sztuki w Szczecinie Czas: pią 29 lis 2019 - nie 19 sty 2020

Mikołaj Szpaczyński (ur. 1989) — autor filmów i obiektów. Absolwent malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach (2017), obecnie doktorant na Wydziale Intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Wystawa odbywa się w cyklu prezentacji porezydencyjnych u Elżbiety Jabłońskiej w ramach programu W788. Wystawa realizowana w ramach cyklu Kawy, których nie wypiję, dofinansowanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, oraz ze środków Miasta Szczecin.


| KULINARIA |

Cała Azja w jednej misce W całej Europie, również w naszym kraju, trwa moda na zupy rodem z Japonii. Wśród nich prawdziwą gwiazdą jest ramen. Kto raz jej spróbuje, ten na pewno rozpocznie fantastyczną przygodę po świecie niesamowitych smaków. AUTOR OSKAR MASTERNAK / FOTO ANDRZEJ BANAŚ / SEBASTIAN WOŁOSZ

Zapomnijcie o ociekających tłuszczem sajgonkach czy o wysuszonym sushi. Na stołach w całej Europie króluje teraz ramen. Co to jest? Najprościej rzecz ujmując, to japoński rosół z makaronem. Myliłby się jednak ten, kto w ten sposób deprecjonowałby to wyjątkowe danie. Siła dobrego ramenu tkwi bowiem w dodatkach, a tych, w zależności od regionu i inwencji kucharza, jest nieskończona liczba. - Jestem uzależniona od ramenu. Przez ostatnie dziesięć lat, przy okazji każdego wyjazdu za granicę rozglądałam się za barami ramen. I gdy któregoś razu stałam w kolejce do jednego z tych najlepszych, przeszło mi przez myśl, że osób, które podobnie jak ja, bez przerwy uganiają się za kolejną miską ramenu, jest więcej - mówi Tove Nilsson, autorka książki „Ramen - Zupa Szczęścia i Miłości”. Wracając do genezy, ta chluba Japonii przywędrowała do Kraju Kwitnącej Wiśni z Chin pod koniec XIX wieku. Japońskie słowo „ramen” pochodzi od chińskiego „lāmiàn”, oznaczającego rodzaj makaronu z mąki pszennej, spożywanego w Chinach. Stanowi on główny składnik dodawany do zupy. Sama płynna baza natomiast przyrządzona jest na wieprzowinie i wywarze z kości wieprzowych. Prócz nich w skład zupy wchodzić mogą ryby i owoce morza, warzywa (biała rzodkiew daikon, kapusta pekińska, pędy bambusa, cebula, kukurydza), wodorosty, mięso wieprzowe i drobiowe (często w formie pulpetów), gotowane na twardo

60

jajka, nasiona sezamu. Zupa często przyprawiana jest też sosem sojowym. Są dwie teorie dotyczące pojawienia się ramenu w Japonii. Pierwsza związana jest z pewnym uczonym Shu Shunsui, który po ucieczce z Chin zaczął gotować ramen na wyspie. Druga, mniej baśniowa teoria, mówi o chińskich kucharzach, którzy otworzyli niewielki sklepik w Tokio, gdzie sprzedawali swój narodowy makaron, który następnie posłużył do zrobienia tego wyjątkowego dania. Prawdziwy rozwój popularności ramenu rozpoczął się po II wojnie światowej. Związane jest to z zwiększeniem importu pszenicy z Stanów Zjednoczonych, bowiem pola uprawne w Japonii w dużej części były zniszczone. Mimo pochodzenia nazwy, podstawą ramenu jest jednak bulion. Makaron, w ostateczności, zawsze można kupić. To w długo gotowanym wywarze kryje się całe bogactwo smaku. Japoński bulion można podzielić na trzy rodzaje. Pierwszy to klasyczny bulion z kury, który stanowi podstawę shio i skoyu ramen. Drugi rodzaj stanowi wywar z kury i wieprzowiny. Trzeci rodzaj to długo gotowany, nawet przez 48 godzin, bulion tonkotsu. Wyróżnia się on gęstością i mlecznobiałym kolorem. Istnieją również buliony na bazie ryb i skorupiaków, ale nie są one tak popularne, jak te trzy mięsne wywary. - Tak naprawdę, nie ma sztywnych reguł dotyczących ramenu. Ponieważ w Japonii jest to stosunkowo nowe danie, wielu

tamtejszych kucharzy, tworzy swoje własne wersje tej potrawy, chcąc nadać jej swój osobisty i niepowtarzalny charakter - podkreśla Tove Nilsson. W trakcie gotowania bulionu nie dodaje się do niego żadnych przypraw, a nawet się go nie soli. Ważne jest, by mięso oddało swój cały smak i stworzyło bazę do dalszego gotowania. Dopiero do gotowego wywaru dodaje się wszystkie pozostałe składniki. Do najbardziej „klasycznych” esencji należą sos sojowy, miso (pasta z sfermentowanej soi) i sól morska. Ponadto, popularnymi wzmacniaczami smaku są pasty przygotowane z przypraw, ocet i cytrusy. Dopiero do tak przygotowanej podstawy dodaje się makaron. Jak już wspomnieliśmy, ramen przywędrował do Japonii z Chin. Nie jest to znany w Europie makaron jajeczny. Chińczycy produkują makaron z trzech składników: mąki pszennej, wody i kansui. - Kansui to roztwór, który można porównać do proszku do pieczenia lub wody alkaicznej - substancji zasadowej, która w zetknięciu z mąką i wodą zmienia skład chemiczny glutenu i sprawia, że makaron staje się bardziej twardy i sprężysty - wyjaśnia w swojej książce Tove Nilsson. Oczywiście, tak jak w przypadku bulionu, tak i w kuchni japońskiej występuje bardzo wiele wariantów przygotowania makaronu. W domowym zaciszu można jednak skorzystać z gotowych produktów, które są dostępne w sklepach z orientalną


MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12/2019

61


| KULINARIA |

To co finalnie podawane jest jako fast food, wymaga wcześniejszego, wielogodzinnego przygotowywania. - To, że ugotowanie naprawdę dobrego bulionu wymaga sporo czasu, trochę komplikuje sprawę. Jeśli masz już gotowy bulion i makaron w zamrażarce, przygotowanie dania zajmie zaledwie chwilę, ale trzeba o tym pomyśleć zawczasu - podkreśla Tove Nilsson.

żywnością. Należy jednak uważnie czytać informacje zawarte na opakowaniu i unikać tych, w których są niepotrzebne wzmacniacze i barwniki. Gdy mamy już idealnie ugotowany i doprawiony bulion oraz prawdziwie chiński makaron, to nadszedł czas na dodatki, a tych jest w kuchni japońskiej nieskończona liczba. Najbardziej popularne to: duszona wieprzowina, jajka, cebula dymka, kiełki fasoli i pędy bambusa. - W Japonii częstym dodatkiem do ramenu jest także rybne ciasteczko w postaci białego krążka z różowym wzorem. Ciasteczko to, zrobione z ryb i owoców morza, nadaje całości subtelny rybi posmak - czytamy w książce „Ramen Zupa Szczęścia i Miłości”. Gdy mamy już przygotowane wszystkie składniki, to nadszedł czas na ich połączenie. Cała sztuka przygotowania dobrego ramenu polega na równoległym przygotowywaniu wszystkich składników. Dlatego najpierw gotujemy sam bulion, a dopiero później należy wziąć się do przygotowywania następnych składników. Z tego powodu praca w barach podających ramen trwa praktycznie przez całą dobę.

62

Na Pomorzu Zachodnim jest kilka restauracji i barów, w których możemy skosztować ramenu, ale jego jakość nie zawsze idzie w parze z ceną. Jeśli nie stać nas na podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni, to w poszukiwaniu prawdziwego smaku tego wyjątkowego dania warto wybrać się na przykład do Berlina, gdzie praktycznie w każdym miesiącu otwierają się bary z ramenem. Najbardziej popularne i polecane przez znawców to: Cocolo Ramen przy Gipsstrasse 3, Takumi‘9 Sapporo przy Chausseestrasse 124 oraz ULT Ramen przy Schulstrasse 29. - Mówią, że dopóki nie jadłeś w Cocolo, nie wiesz czym jest ramen. I rzeczywiście, wszystkie elementy zupy: sprężystość makaronu, głębia smaku wywaru czy świeżość piklowanego imbiru są ponadprzeciętnie dopracowane. Ale… zawyżone oczekiwania sprawiają, że po ramenie spodziewamy się cudów. Zapominamy, że korzenie tego dania tkwią głęboko w kuchni ulicznej, a jego celem jest przede wszystkim zaspokojenie głodu. I właśnie taki jest ramen w Cocolo – sycący, lepszy niż wszystkie rameny w Polsce - piszą autorzy kulinarnego bloga „Pyza made in Poland”. Podpowiadamy jak przygotować to pyszne danie w domowych warunkach. Ze względu na długi czas przygotowywania mięsnego bulionu, przedstawiamy przepis na wegetariański ramen.

Wegetariański ramen z migdałami Składniki: 1 zielony ogórek, 1 opakowanie tofu 1 opakowanie makaronu ryżowego 3 jajka, ½ kg pieczarek, 1 brokuł pęczek szczypiorku, pęczek natki pietruszki, kiełki rzeżuchy, 100 g migdałów blanszowanych Bakalland, 200 g sezamu Bakalland, 1 łyżeczka startego imbiru, olej sezamowy, 3 łyżki sosu sojowego, 3 łyżki sosu rybnego, 3 ząbki czosnku Wykonanie: W garnku o grubym spodzie rozgrzewamy olej sezamowy i podsmażamy na nim czosnek i imbir starte na tarce. Gdy czosnek się zarumieni, dodajemy 2 litry wody, 3 łyżki sosu sojowego i 3 łyżki sosu rybnego. Całość podgrzewamy na małym ogniu, a następnie do bulionu dodajemy kilka różdżek brokuła i gotujemy chwilę, aż warzywo będzie miękkie. W tym czasie tofu kroimy i podsmażamy na oleju sezamowym, następnie na tym samym tłuszczu smażymy pokrojone w plasterki pieczarki. Jajko gotujemy w ten sposób, by białko było ścięte, a żółtko delikatnie płynne. Makaron przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Ogórka wraz ze skórką kroimy w kawałki, szatkujemy czerwoną kapustę, siekamy natkę pietruszki i szczypiorek. Makaron rozkładamy do głębokich misek, wlewamy bulion z brokułem, dodajemy kilka plasterków tofu, pieczarki, ogórka, czerwoną kapustę i na końcu jajko przekrojone na pół. Całość posypujemy pokruszonymi blanszowanymi migdałami), sezamem, posiekanym szczypiorkiem, pietruszką oraz kiełkami.


| KULINARIA |

#prezentacja

Nasze steki powstają w ogniu! Od kilku lat na szczecińskiej - i nie tylko - mapie gastronomicznej prężnie rozwija się marka Evil. Wyjątkowość tego miejsca to przede wszystkim najwyższej jakości mięso dostarczane przez polskich producentów, ale co ważne, przyrządzone na ogniu Evil.

„Mięso musi być sezonowane” - to priorytet dla współwłaściciela i szefa kuchni Evil

Mamy możliwość skorzystania z organizacji imprezy okolicznościowej w lokalu lub zamówić catering (nawet dla 180 osób naraz).

Piotra Piotrowskiego. W większości restauracji serwujących steki możemy spotkać się z wołowiną argentyńską czy brazylijską. Musimy jednak liczyć się z tym, że pomimo tego, że pochodzące z innego kontynentu mięso, jest niezwykle pożądanym i wartościowym produktem, to traci na świeżości podczas długiego transportu. To główny powód dla którego marka Evil stawia na produkt polski.

Nie tylko w Szczecinie.

Nietuzinkowość lokalu to również sam wygląd kuchni. Każdy może zobaczyć proces przygotowywania dania. Nie chodzi nam tylko o sam proces powstawania, ale chcemy aby goście mieli pewność co do warunków w jakich przygotowywane są posiłki - mówi Pan Piotr. Dzięki temu klient może na własne oczy ocenić jak skrupulatnie pracuje załoga na kuchni i jak wielką wagę personel przykłada do zachowania higieny i czystości. Jeżeli z różnych względów nie możesz zjeść posiłku w lokalu, możesz zakupić surowe mięso i przygotować je samemu w domu. By wiedzieć jak poprawnie przygotować wołowinę skorzystaj z warsztatów i szkoleń kulinarnych, cyklicznie organizowanych w restauracji. Prócz standardowej oferty restauracji, właściciele wychodzą również naprzeciw oczekiwaniom firm i osób prywatnych.

64

Restauracja Evil osiągnęła tak dużą popularność nad Odrą, że grzechem byłoby nie rozwinąć marki i nie otworzyć lokali w innych częściach Polski i Europy. Do tej pory Evil’owskie steaki możemy zjeść również w Poznaniu, ale na tym NIE KONIEC! Oferta jest ciągle rozszerzana, a ilość restauracji na terenie kraju będzie rosła. Planujemy powrót do Warszawy i pojawienie się w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i u naszych sąsiadów w Berlinie. Działalność charytatywna. Poza branżą kulinarną, marka angażuje się także w akcje społeczne, tym samym pomagając najbardziej potrzebującym. W Poznańskim lokalu odbędzie się w najbliższym czasie impreza charytatywna, z której dochód zostanie przeznaczony na „Ruch Społeczny Polskie Amazonki” zajmujący się działalnością na rzecz przeciwdziałaniu rakowi piersi. Evil zaprosił na to wydarzenie ponad 50 kucharzy, którzy przygotują dania dla ponad 1000 osób. Dodatkowo marka wspiera formy komediowe, takie jak: „Szpak” i „Szczecińska Liga Twardzieli”, a także różnego rodzaju festiwale artystyczne. Wszystko by pomagać, aktywizować najmłodszych i zarażać pasją. EvilLovą Pasją!


#prezentacja


| ZDROWIE |

#prezentacja

Co robić gdy piękno wymyka się spod kontroli? Medycyna estetyczna daje dziś możliwości dzięki, którym można nie tylko cofnąć wskazówki zegara, ale i podkreślić najpiękniejsze szczegóły urody. Tylko co robić kiedy w pogoni za pięknem zatraca się siebie - zanika mimika twarzy, a usta stają się za duże? Na to pytanie odpowiada dr Katarzyna Ostrowska-Clark z gabinetu Medimel. Nadużywanie zabiegów z zakresu medycyny estetycznej stało się dziś problem? - Na pewno możemy powiedzieć, że to coraz bardziej powszechne zjawisko. Media sprawiły, że wiele kobiet, ale i mężczyzn, marzy o doskonałej sylwetce, idealnej cerze, gęstych zdrowych włosach, długich rzęsach, doskonałych paznokciach oraz nieskazitelnym makijażu, który utrzyma się na twarzy bez względu na porę dnia i nocy. W konsekwencji, wszystkie metody pozwalające na uzyskanie takich efektów stały się szalenie popularne i dostępne niemal na każdym kroku. W pragnieniu piękna nie ma nic złego, pod warunkiem, że dąży się do niego z rozsądkiem i umiarem. Po czym poznać, że przekroczyło się granicę? Czy pacjent jest w stanie samodzielnie to dostrzec? - Twarz ma swoje proporcje i swoją harmonię. Zaburzając je przekraczamy granicę. Dla przykładu - jeżeli usta zostaną powiększone za bardzo wargi automatycznie wywiną się do góry. Skróci się dystans między nosem, a łukiem kupidyna. Może też dojść do zaburzeń mowy, spowodowanych odsunięciem się górnej wargi od dziąseł. Twarz nabierze nieestetycznego,

wręcz wulgarnego wyrazu. Niestety, zdarzają się kobiety, które mimo tych zmian i pragną kontynuować ostrzykiwanie. W takim wypadku możemy mówić o objawach dysmorfii. Pacjent zatraca poczucie rzeczywistego odbioru swojej osoby. Patrzy w lustro i widzi co innego. Czy takiego pacjenta można zatrzymać? - To rolą lekarza jest powiedzieć - dość. Zabieg nie może być zachcianką. Pacjentka musi pamiętać, że jest pacjentką, a nie klientką i musi zastosować się do zaleceń lekarza. W momencie kiedy nie zgadza się z wydaną opinią może udać się na konsultacje do innego gabinetu. Jednak jeśli pierwsza ocena została wystawiona w sposób profesjonalny i szczery jestem przekonana, że kolejny lekarz ją podtrzyma. Niestety nie mamy wpływu na to czy po tym pacjentka nie uda się do gabinetu kosmetycznego. Z jakimi jeszcze zabiegami trzeba być ostrożnym? - Na pewno z botoxem, który w niewłaściwych rękach może pozbawić pacjenta mimiki twarzy, a co za tym idzie możliwości okazywania emocji. Nie wolno też przesadzić z nićmi, szczególnie trwałymi oraz wypełniaczami, którymi poprawiamy nie tylko usta, ale i policzki, bruzdy nosowo-wargowe czy kurze łapki. W ogóle przygodę z zabiegami medycyny estetycznej najlepiej jest zacząć od metod nietrwałych - takich, których efekty możemy cofnąć. Zawsze powtarzam swoim pacjentom - wykonanie zabiegu nie ma prowadzić do wyprodukowania kolejnej twarzy przypominającej twarz znanej modelki czy celebrytki, ale ma wydobyć z nas to co najpiękniejsze.

Zdrowych, spokojnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia życzy zespół Medimel

Chirurgia i Medycyna Estetyczna | ul. Nowowiejska 1 E, Szczecin – Bezrzecze +48 91 818 04 74 | +48 500 355 884 | medimel.szczecin@gmail.com | www.medimel.pl


#prezentacja


| ZDROWIE |

Jak pielęgnować włosy? Susz je prawidłowo i nie spinaj zbyt mocno O prawidłowym myciu, upiększaniu i zabiegach włosów opowiada trycholog Ilona Gryczka. AUTOR ANNA FOLKMAN

Włosy powinny być myte wtedy, gdy skóra tego potrzebuje. Jeśli włosy za bardzo się przetłuszczają, to należy sprawdzić u trychologa stan skóry. On dobierze odpowiedni szampon do ich pielęgnacji. Prawdopodobnie skóra głowy jest przesuszona i próbuje się w ten sposób nawilżyć. - Przetłuszczanie się skóry zależy w dużej mierze od diety. Jeśli spożywamy odpowiednią ilość kwasów omega 3, to skóra mniej nam się przetłuszcza – zauważa Ilona Gryczka, trycholog. - Jednak częste mycie szamponami leczniczymi, np z ketakonazolem nie jest wskazane do codziennego stosowania. Kuracja w gabinecie trychologicznym powinna odbywać się minimum sześć miesięcy. Najlepiej używać na co dzień szamponów bez parabenów, sylikonów, które nie obciążają skóry głowy, a do włosów typowo fryzjerski wygładzający i nawilżający szampon na łodygę włosa. Proste włosy przed myciem powinno się najpierw rozczesać, później umyć, a następnie wysuszyć je i na końcu ponownie rozczesać. W przypadku włosów kręconych – czeszemy je przed myciem i zaraz po nim. - To ma znaczenie nie tylko dla ładnego wyglądu włosów, ale także dla ich kondycji. Dzięki temu nie rwiemy włosów, które są obciążone wodą. Nie są tak łamliwe i rozciągane – dodaje trycholog. Warto podkreślić, że powinniśmy suszyć włosy. Najpierw ciepłym powietrzem, a na koniec letnim - zamykamy dzięki temu łuskę włosa. To istotne także, np. w przypadku włosów farbowanych, kiedy wydobywamy ich blask. - Warto wtedy kupić sobie maskę lub szampon, który zamyka łuskę włosa. Taki szampon jest wykonany na bazie kwasów owocowych. Domowym sposo-

68

bem można po prostu umyć je wodą z cytryną. Ona także doskonale zamyka łuskę włosa. Przy suszeniu pamiętajmy też o tym, by głowy nie przegrzewać – mówi Ilona Gryczka. Absolutnie zakazane jest kładzenie się spać z mokrymi włosami. Odkształcają się one wtedy. Przez całą noc na mokrej poduszce i głowie rozwijają się też bakterie i drobnoustroje. - Skóra bardziej swędzi a włos zdeformowany podatny jest na uszkodzenia. Najlepiej myć włosy rano. Wtedy świeżość włosa zyskujemy na dwa razy dłużej. Innym rozwiązaniem jest zostawienie włosów do samoistnego wyschnięcia, ale jeśli są wilgotne powinniśmy je podsuszyć przed snem – podpowiada Gryczka. Jeśli ktoś dba o włosy i ma fachowe produkty do pielęgnacji włosów w domu, to nie zaszkodzą mu aż tak bardzo lokówki czy codzienne prostowanie. Specjalne produkty do stylizacji na gorąco są wskazane. Trzeba jednak powiedzieć, że to trudne, by zachować w tym równowagę. - Prostownica, która osiąga około 250 stopni Celsjusza to zabójstwo dla włosa. Warto wiedzieć, że prostowane włosy farbowane na pewno po jakimś czasie zaczną się kruszyć i nie pomoże tutaj żadna kuracja. Trzeba będzie takie włosy ściąć – wtrąca trycholog. Codzienne upinanie włosów, noszenie mocnych koków może doprowadzić do stałych zmian: kruszenia i łamania włosów a także przerzedzeń. - Miałam taką pacjentkę, która nosiła bardzo mocnego koka, do tego doczepiała sobie włosy i to bardzo obciążało skórę głowy. Po kilku latach włosy w miejscu doczepienia były krótkie, ciężko odrastały oraz miejscowo wyłysiała – opowiada Ilona Gryczka. - Najkorzystniejszą fryzurą jest rozpuszczenie włosów. Zabiegi kosmetyczne, które warto polecić w trosce o włosy, to zabiegi wykorzystujące kwas hialuronowy, witaminy i substancje zawierające naturalne składniki, np. fitokeratynę, które nawilżają, wygładzają, a nie oblepiają. Można zaproponować także infuzję tlenową na łodygę włosa, czy botoks na włosy. Pomyślmy też o odżywianiu. - Krzem, selen, cynk, siarka, biotyna, kwas foliowy... powinny być w naszej diecie przez cały rok – zaleca trycholog. - Polecam też suplementację doustną, np. w postaci napojów. Metody babć, które nakładały na włosy maseczki z jajek i oleju rycynowego nie mają dziś zastosowania. Czasy się zmieniły, produkty są inne i nasze potrzeby także. Szukajmy profesjonalnych kosmetyków i radźmy się specjalistów a wtedy nie będziemy rozczarowani kondycją włosów.


#prezentacja


#prezentacja


| ZDROWIE |

Działaj, zanim zacznie boleć Cztery główne rodzaje problemów z kręgosłupem to urazy, nowotwory, infekcje i zmiany zwyrodnieniowe, czyli przedwczesne zużywanie się kręgosłupa. Te ostatnie są najczęstsze i dotyczą coraz młodszych osób. AUTOR ANNA FOLKMAN

- Wynika to ze wzrastającego tempa życia. Długo pracujemy, często są to pozycje wymuszone za biurkiem, w samochodzie – wymienia dr Łukasz Terenowski, ortopeda z Domu Lekarskiego. - Uprawiamy też coraz bardziej ekstremalne sporty. Jest dziś moda na biegi długodystansowe, treningi siłowe. Nie zawsze ma to profesjonalne podłoże – z trenerem, gdzie odbywa się to pod kontrolą fachowca. Jak podkreśla doktor, musimy mieć na uwadze, że ćwiczenia fizyczne są zdrowe, ale w umiarkowanym zakresie. Jeśli idziemy za modą i nagle zaczynamy trenować bardzo intensywnie – czasami nawet 5-6 razy w tygodniu, to wiąże się to z obciążeniem kręgosłupa i stawów. To może mieć niekorzystne działanie. - Pierwsze objawy tych niekorzystnych oddziaływań, to dolegliwości bólowe okolicy lędźwiowej czy szyjnej albo piersiowej kręgosłupa – dodaje doktor. - To ból, który może wystąpić po przeciążeniu i przechodzi po kilku dniach. Ból może promieniować do rąk lub nóg. Kiedy pierwsze dolegliwości mijają, zazwyczaj pacjenci ignorują je i nie udają się z tym objawem do lekarza. Wracają do formy i zaczynają od nowa treningi. Jeśli takie objawy zaczynają pojawiać się coraz częściej – po pracy, po wysiłku, to zaczyna

być niepokojące i wtedy należy szukać rozwiązania problemu. To, o czym powinniśmy pamiętać, to profilaktyka. Ma ona ogromne znaczenie w przypadku schorzeń kręgosłupa. - Starajmy się w pracy przyjąć pozycję ergonomiczną. Jeśli to praca z obciążeniem, to ważna jest technika zginania się i podnoszenia przedmiotów, np. przy rozładunku czy podnoszeniu przedmiotów nawet niezbyt ciężkich w sklepie – podpowiada dr Terenowski. - Pracownicy często pochylają się i podnoszą coś z podłogi z wygiętym grzbietem. To bardzo niefizjologiczna pozycja. Należałoby się nauczyć prawidłowej techniki – cofnąć biodra, zgiąć kolana, zejść całym ciałem na dół, ściągnąć przedmiot do siebie i podnosić go przy użyciu nóg. Praca w biurze jest też bardzo istotna. Odpowiednia wysokość fotela, monitor na wysokości oczu. - Nie powinniśmy się garbić do monitora, schylać głowy – dodaje ortopeda. - Narastającym problemem jest bowiem tzw. „szyja esemesowa”. Niekorzystne dla szyi właśnie jest ustawienie w zgięciu, kiedy spoglądamy na dół, np. na wyświetlacz telefonu. Jeśli to trwa chwilę to w porządku, ale jeśli robimy to dłuższy czas – np. dzieci grające na tabletach, to nie sprzyja zdrowiu kręgosłupa. Najważniejsze to uświadomienie, że pisząc SMS powinniśmy unieść telefon trochę wyżej, patrzeć przed siebie a nie cały czas w dół. Profilaktyka to także ćwiczenia wzmacniające i rozciągające kręgosłup. Warto ćwiczyć, pływać regularnie. Łatwiej schorzeniom kręgosłupa zapobiegać, niż potem je leczyć. Leczenie to rehabilitacja, silne leki przeciwbólowe, a nawet operacje. Konsekwencje schorzeń kręgosłupa są niebezpieczne. - Jeśli proces zwyrodnienia kręgosłupa będzie postępował, wówczas dochodzi do ucisku na struktury nerwowe znajdujące się w kręgosłupie. To może powodować nie tylko ból, ale także zaburzenia neurologiczne, osłabienie siły mięśniowej, czucia. Te dolegliwości mogą powodować niepełnosprawność, kalectwo. Warto się nad tym zastanowić i nie czekać aż zacznie nas coś boleć – kończy dr Łukasz Trenowski.


| ZDROWIE |

Wigilijny talerz: Co jest zdrowe, a co nam szkodzi? Święta to biesiada. Stoły uginające się od potraw i my przy nich: radośni, w gronie bliskich. By humorów nie popsuły nam bolące brzuchy i niestrawność, warto pamiętać o kilku podstawowych zasadach. AUTOR ANNA FOLKMAN

- Najzdrowszą potrawą, jaką można znaleźć na wigilijnym stole jest susz, czyli kompot z suszonych owoców. Pomaga przy trawieniu i w pracy jelit, które w dzień Wigilii nie próżnują. Specjalnie został on wprowadzony do tradycji wigilijnej, właśnie po to, byśmy wszyscy przeżyli święta i wytrzymali to przejedzenie – śmieje się Joanna Śledziona, dietetyk, zielarz. Kolejnym zdrowym składnikiem świątecznych dań są ryby. Jednak wybierać powinniśmy ryby pieczone lub w galarecie. - Można powiedzieć, że wszystkie produkty, które są użyte do przygotowywania posiłków podczas świąt Bożego Narodzenia, są zdrowe – zauważa Joanna Śledziona. - To przecież kapusta, ryby właśnie, buraki, grzyby, cebula itd. Całe bogactwo kulinarnej kultury, które współgra z naszym organizmem. Ważne jest tylko ich przygotowanie. I to właśnie przygotowanie kwalifikuje te produkty do tego, czy będą zdrowe, czy bardziej ciężkostrawne. Najważniejsze, by eliminować składniki w potrawach, które odbierają im lekkość i zdrowotność. Pomysł, który bardzo się sprawdza zarówno u mnie w domu, jak i u moich pacjentów, to np. sałatka jarzynowa z „majonezem” wykonanym ze zblendowanej musztardy sarepskiej z jogurtem greckim. Postać tego „majonezu” musi mieć jednolitą konsystencję. Należy doprawić ją według uznania. Każdy pomyśli, że to majonez. Taka zamiana na pewno będzie korzystniejsza. Najlepiej gdyby ryby były duszone, pieczone i gotowane, tymczasem w czasie świąt przeważnie spożywamy je smażone – np. karpia. - Potrawą korzystną dla naszego organizmu będzie ryba po grecku, gdzie mamy większość warzyw. Można też upiec rybę w całości i podać saute. Dobrą potrawą są także śledzie w oleju z cebulką i jabłkiem, czy pod pierzynką w sosie pomidorowym, a także śledź po żydowsku – wymienia Śledziona. - Tutaj nie ma smażonych elementów i nie będzie nas

72

korcić, żeby dodawać sztuczne przyprawy z torebek, w których jest sporo soli. Oczywiście karp smażony to tradycja, starajmy się jednak nie jeść go zbyt dużo. Wszystko, co dobre, może przecież stać się trucizną, jeśli spożywamy to w nadmiarze. Najbardziej ciężkostrawne i kaloryczne są pierogi i uszka. Skosztujmy ich, ale nie objadajmy się nimi. Warto przecież spróbować wszystkich dań po trochu. Barszczyk na zakwasie jest bardzo zdrowy i wzmacnia odporność. Świetna jest też zupa grzybowa. - Wiadomo, że wigilia odbywa się wieczorem, więc jemy dużo przed snem. U niektórych pojawia się także alkohol, ciasta. Bardziej szkodzi nam tak naprawdę nadmiar wszystkiego niż same potrawy. Jeśli zachowamy umiar i będziemy popijać kompot z suszu lub napar z natki pietruszki, święta spędzimy uśmiechnięci. By tak było, zachęcam też do ruchu. Spacer, odejście od stołu, to ważny element – podkreśla dietetyk. - Ostatni posiłek powinniśmy zjeść około dwie godziny przed snem. Wiadomo jednak, że w Wigilię nie jest to proste, dlatego kolejne dni są bardzo ważne. Starajmy się mrozić potrawy wigilijne albo jeść je rozłożone w czasie – na śniadanie, obiad, podwieczorek, kolację. Nie siadając do stołu, gdzie znów jest na nim wszystko. Same przerwy wymuszą aktywność i dzięki temu zjemy mniej.


#prezentacja


#prezentacja


#prezentacja


#prezentacja

Czy warto sprawdzać poziom witaminy D? Witamina D pełni wiele ważnych funkcji w organizmie. Aby mogła je pełnić prawidłowo, musi być dostarczana do organizmu w odpowiednich dawkach. Niedobór witaminy D zwykle jest powodowany niewystarczającą ekspozycją na słońce. Niedostateczna ilość tej witaminy przyczynia się do rozwoju krzywicy u małych dzieci a u dorosłych do osteoporozy. Zaczynają się pojawiać bóle kostno – stawowe oraz bolesne kurcze. Na skutek niedoboru witaminy D spada nasza odporność, obniża się nasz nastrój oraz zwiększa zapadalność na infekcje. Zwiększa się również ryzyko rozwoju otyłości, chorób układu krążenia (szczególnie nadciśnienia tętniczego), cukrzycy, chorób zapalnych, autoimmunologicznych oraz nowotworów (piersi, prostaty, jelita grubego). Niedobór witaminy D może także przyspieszać proces starzenia się organizmu. Badanie można wykonać w Laboratorium S.P.L.S. MEDICUS.

Spółdzielnia Pracy Lekarzy Specjalistów MEDICUS | Plac Zwycięstwa 1 | 70-233 Szczecin www.medicus.szczecin.pl | Rejestracja codziennie pod nr telefonów: 91 434 73 06


#prezentacja


| ŚWIĘTA |

Kiedy jarmark pachnie świętami W okresie przedświątecznym Berlin zapełnia się jarmarkami. W całej stolicy jest ich około 60. Poza niezwykłymi, tradycyjnymi jarmarkami bożonarodzeniowymi na Alexanderplatz oraz świątecznymi na Gendarmenmarkt, nie można zapomnieć o jarmarku przy Pałacu Charlottenburg. Najstarszym jarmarkiem świątecznym w Berlinie jest Berliner Weinachtszeit przy Roten Rathaus, który wyróżnia się wielkim diabelskim młynem, górującym nad otaczającymi budynkami. Berlińskie jarmarki bożonarodzeniowe słyną z różnorodności, ale jednocześnie zamiłowania do tradycji, a to wszystko w magicznej scenerii oświetlonego miasta i zapachu grzanego wina. W tym roku jako pierwszy otworzył się na zwiedzających jarmark przy placu Poczdamskim. Goście mogą robić tam przedświąteczne sprawunki od pierwszego listopada. Oprócz niezliczonej liczby smakołyków i wyrobów rękodzielniczych, jarmark ten charakteryzuje duża liczba sportowych atrakcji na świeżym powietrzu z największym w Europie mobilnym torem saneczkowym, łyżwami na świeżym powietrzu lub curlingiem. Będzie on też czekał na zwiedzających do piątego stycznia.

Nie tylko Berlin Zanim jarmarki bożonarodzeniowe stały się nieodłącznym elementem większości dużych miast Europy, organizowane były w Niemczech. Tradycja organizowania jarmarków bożonarodzeniowych (z jęz. niem. Weinachtsmarkt) sięga XIV w., a pierwszy jarmark świąteczny odbył się w Dreźnie w 1434 r. Najstarszy jarmark bożonarodzeniowy w całych Niemczech, drezdeński Jarmark Struclowy »Striezelmarkt« (27.1124.12.2019) będzie obchodził swoje w tym roku 585. urodziny. Oprócz Jarmarku Struclowego pojawi się dziesięć innych, zupełnie różnych jarmarków. Niczym łańcuch świateł trasa bożonarodzeniowych jarmarków zacznie się przy dworcu głównym,

78

połyskując i mieniąc się na promenadzie Prager Strasse i wiodąc na Altmarkt, następnie przy kościele Frauenkirche (Neumarkt) i zalewając morzem świateł drugą stronę Łaby. Nazwa „Jarmark Struclowy” powstała w średniowieczu i wywodzi się od serwowanej wówczas strucli. W sobotę 07 grudnia na Jarmarku Struclowym razem z gośćmi z całego świata obchodzone będzie 25. święto tradycyjnego wypieku Chrissttollen. Podobnie jak w Berlinie, tak i w Dreźnie w tym samym czasie odbywa się kilkanaście świątecznych jarmarków. Praktycznie cało miasto przepełnione jest świąteczną atmosferą. Na każdym większym placu znajdziemy stoiska z bożonarodzeniowymi ozdobami. Te największe, to jarmarki na Prager Strasse (zaraz przy dworcu), na Neumarkt i Augustusmarket po drugiej stronie Łaby, w nowszej części miasta. Ciekawie prezentuje się również tradycyjny jarmark organizowany w dworskich stajniach, gdzie każdy kram stylizowany jest na średniowieczny, a sprzedawcy przebrani są za rycerzy, rzemieślników i damy dworu. - Stworzyliśmy świetny pakiet rozrywkowy, na który składa się aż 187 atrakcji z udziałem około


Berlin

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12 1/2019

79


| ŚWIĘTA |

Szczecin

80


Najstarszy jarmark bożonarodzeniowy organizowany jest od 1434 roku w Dreźnie. W tym roku Jarmark Struclowy odbędzie się po raz 585! święta. - W tym roku przygotowania do świąt rozpoczniemy w Mikołajki. Na trzech placach: Alei Kwiatowej, placu Adamowicza i placu Lotników pojawią się drewniane domki, w których będzie można zrobić świąteczne zakupy, skosztować smacznych, regionalnych produktów, znaleźć wymarzony podarek pod choinkę czy napić się ciepłej czekolady i grzanego wina. Oprócz tego na Jarmarku Bożonarodzeniowym będzie można skorzystać z bogatej oferty food trucków i innych mobilnych wystawców - mówi Celina Wołosz, rzecznik prasowy spółki Żegluga Szczecińska Turystyka Wydarzenia.

1900 autorów. To sprawia, że nasz Striezelmarkt jest wyjątkowy. Warto zwrócić szczególną uwagę na imprezę charytatywną w ratuszu w Dreźnie, podczas której będziemy świętować adwent wraz z około 300 dziećmi. Jest to jedna z najważniejszych atrakcji - powiedział dr Robert Franke, szef Biura Rozwoju Gospodarczego drezdeńskiego magistratu.

Szczecin włącza się w zabawę Uwielbiany przez mieszkańców i turystów Jarmark Bożonarodzeniowy powraca. Już od 6 grudnia trzy place w centrum Szczecina przeniosą nas w magiczny czas oczekiwania na

O wyjątkowy klimat podczas naszego Jarmarku zadbają piękne ozdoby bożonarodzeniowe. Na placu Lotników stanie największa w mieście choinka, nie zabraknie także gigantycznej bombki, której odwiedzający Jarmark uwielbiają robić zdjęcia. To wszystko będzie okraszone świątecznymi kolędami i piosenkami, które będą wybrzmiewać z radiowęzła. Każdy weekend Szczecińskiego Jarmarku Bożonarodzeniowego będzie obfitował w rodzinne atrakcje. Na placu Lotników pojawi się hala namiotowa, w której będą przeprowadzane warsztaty, a wieczorami będzie się zmieniała w salę kinową. W sąsiedztwie zostanie ustawiona scena, na której wystąpią zespoły ze Szczecina i regionu, podopieczni szkół i organizacji pozarządowych oraz instytucji kulturalnych. - Podczas Jarmarku Bożonarodzeniowego będzie można nie tylko kupić sobie świąteczne drzewko do domu, ale także zainspirować się, jak w sposób ekologiczny i ekonomiczny udekorować swoje mieszkanie. Na najmłodszych czekać będzie karuzela wraz z loterią fantową, a na pełnoletnich oczywiście grzane wino serwowane w wyjątkowych, szczecińskich kubeczkach. Kto kupił taki w ubiegłym roku, teraz będzie miał okazję uzupełnić swoją kolekcję - podkreśla Celina Wołosz.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 12 1/2019

81


SKLEP #prezentacja

Z EKSKLUZYWNĄ PORCELANĄ

ul. Księcia Bogusława 14/2A, 70-441 Szczecin tel: 91434 52 29 Godziny otwarcia: poniedziałek - piętek: 11.00 - 19.00 sobota: 11.00 - 15.00 e-mail: pure.home@onet.pl


#prezentacja


#prezentacja


#prezentacja

C E NY

O

5 600D PLN/m

²

GO TOW DO BUKS MY ZPAN OWA

4 700 PLN/m

²

www.gryfdevelopment.pl ZAPRASZAMY DO BIURA ul. Storrady Świętosławy 1, Szczecin [ 508 296 900

E


#prezentacja

życzy swoim klientom Szczęśliwych Spokojnych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku. Dziękujemy, że jesteście z nami. ZAPRASZAMY!


WIGILIE FIRMOWE Świąteczny catering

Szczecin, ul. Ku Słońcu 41 tel. 603 569 902 Willasadyba

SYLWESTER

Bogate menu - wyjątkowa atmosfera - zabawa do rana

Zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku życzy zespół Willi Sadyba


#prezentacja


#prezentacja


#TU NAS ZNAJDZIESZ KAWIARNIE • City Break CH Galaxy - 0 piętro • Costa Coffee CH Galaxy 0 piętro • Starbucks Coffee CH Kaskada • So!Coffee CH Outlet, ul. Struga 42 • Columbus Coffee „Turzyn” al. Bohaterów Warszawy 42 • Fabryka Deptak Bogusława 4/1 • Fanaberia Deptak Bogusława 5 • Teatr Mały Deptak Bogusława 6 • Columbus Coffee „Drive Up” ul. Struga 36 • Castellari Al. Jana Pawła II 43 • Public Cafe Al. Jana Pawła II 43 • Cinnamon Garden Al. Jana Pawła II (fontanny) • Columbus Coffee „Medyk” ul. Bandurskiego 98 • Orsola YogoHaus Plac Zołnierza 3/1 • Hormon Cafe ul. Monte Cassino 6 (od Piłsudskiego) • Dom Chleba al. Niepodległosci 2 • Columbus Cafe & Bistro „Oxygen” ul. Malczewskiego 26 • Corona Coffee al. Piastów 30 (Piastów Office, Budynek B) • Cafe Pleciuga Plac Teatralny 1 • Columbus Bistro & Cafe “Przestrzenna” Drive Up ul. Przestrzenna 4 • Columbus Coffee „Fryga” ul. Rayskiego 23/2a • Columbus Coffee „Ogrodnik” ul. Kopernika 1 • Columbus Coffee „Poczta” al. Bohaterów Warszawy 3 • Columbus Coffee „Nikola ul. Krzywoustego 16 • Columbus Bistro& Cafe „Śródmieście” al. Wojska Polskiego 50 • Coffe Point ul. Staromiejska 11 • Castellari ul. Tuwima (Jasne Błonia) • Public Cafe Podzamcze ul. Wielka Odrzańska 18 • Kawiarnia Koch ul. Wojska Polskiego 4 • Czekoladowa Cukiernia „SOWA” ul. Wojska Polskiego 17 • Starbucks Coffee (Brama Portowa) ul. Wyszyńskiego 1 • Bajgle Króla Jana, ul. Nowy Rynek 6 • Bardzo dobrze, ul. Koński Kierat 16 • Alternatywnie, Wojska Polskiego 39 • MR. PanCake, Śląska 42

SALONY FRYZJERSKO KOSMETYCZNE i SPA • Beverly Hills Akademia Urody CH Auchan • Beverly Hills Akademia Urody CH Galaxy - parter • Studio Urody Masumi Deptak Bogusława 3 • Dr Irena Eris KOSMETYCZNY INSTYTUT ul. Felczaka 20 • MASI Wielka ul. Odrzańska 30 • EXPOSE akcesoria atelier Magda Zgórska ul. Chopina 22 (1 piętro) • Imperium wizażu ul. Jagiellońska 7 • Studio Jagielońska 9 ul. Jagielońska 9 • Modern Design Piotr Kmiecik ul. Jagiellońska 93/3 • Atelier Katarzyny Klim ul. Królowej Jadwigi 12/1 • Salon fryzjerski YES ul. Małkowskiego 6 • Salon Fryzjerski Keune ul. Małopolska 60 • Studio Fryzjerskie Karolczyk ul. Monte Cassino 1/14, • Belle Femme ul. Monte Cassino 37a • Salon Kosmetyczny GAJA ul. Wojska Polskiego 10 • Sam Sebastian Style ul. Pocztowa 7 • Cosmedica ul. Pocztowa 26 • Hair & tee ul. Potulicka 63/1 • Obssesion ul. Wielkopolska 22 • Gabinet Kosmetyczny Dorota Stołowicz ul. Mazurska 20 • Enklawa Day Spa al. Wojska Polskiego 40/2 • Salon Szyk, Langiewicza 22 • Academy of Art. And Knowledge, Więckowskiego 2/4 • BALIAYU - SALON MASAŻU, Wielka Odrzańska 30

RESTAURACJE • Porto Grande ul. Jana z Kolna 7 • Sake Sushi al. Piastów 1 • Restauracja Aramia ul. Romera 12 • Restauracja Aramia Podzamcze ul. Opłotki 1 • Karczma Polska Pod Kogutem Plac Lotników 3 • Restaucja Dzika Gęś Plac Orła Białego 1 • Trattoria Toscana Plac Orła Białego 10 • Caffe Venezia Plac Orła Białego 10

• Stockholm Kitchen & Bar Bulwar Piastowski 1 • The Greek Ouzeri Bulwar Piastowski 2 • El Tapatio ul. Kaszubska 3 • Columbus ul. Wały Chrobrego 1 • Colorado Steakhouse ul. Wały Chrobrego 1a • Takumi Sushi Bar CH Galaxy - 2 piętro • Sphinks CH Kaskada • Restauracja Szczecin ul. Felczaka 9 • Avanti al. Jana Pawła II 43 • El Globo ul. Józefa Piłsudskiego 26 • OPERA (Na Kuncu Korytarza) ul. Korsarzy 34, Zamek • Wół i Krowa ul. Jagielońska 11 • Bombay ul. Partyzantów 1 • Z Drugiej Strony Lustra ul. Piłsudskiego 18 • Stara Piekarnia ul. Piłsudskiego 7 • Ricoria Ristorante ul. Powstańców Wielkopolskich 20 • Plenty ul. Rynek Sienny 1 • Buddha Thai ul. Rynek Sienny 2 • Spiżarnia Szczecińska Plac Hołdu Pruskiego 8 • Pomiędzy ul. Sienna 9 • Rotunda Północna ul. Wały Chrobrego 1 b • Willa West Ende al. Wojska Polskiego 65 • Willa Ogrody ul. Wielkopolska 19 • Restauracja/Hotel Atrium al. Wojska Polskiego 75 • NIEBO Wine Bar Cafe ul. Nowy rynek 5 • Bachus ul. Sienna 6 • La Passion du Vin ul. Sienna 8 • Tokyo Sushi’n’Grill ul. Rynek Sienny 3 • Bollywood Street Food, ul. Panieńska 20 • To i Owo restauracja, ul. Zbożowa 4 • Brasileirinho - Brazylijska Kuchnia i Bar, ul. Sienna 10 • Va Banque, Kaszubska 20/1 • Soller, Śląska 40 • Indian Palace, Plac Żołnierza 17 • Pijalnia Czekolady Wedel, Hołdu Pruskiego 1

KLUBY SPORTOWE I FITNESS • Fitness World (Radisson Hotel) Plac Rodła 10 • Fit Town ul. Europejska 31 • North Gym Fitness Club Galeria Północ 1 piętro ul. Policka 51 • RKF ul. Jagiellońska 67/68 • Squash na Rampie ul. Jagiellońska 69 • Lady Fitness&Wellness, ul. Mazowiecka 13 • Bene Sport Centrum ul. Modra 80 • Fitness Club ul. Monte Casino 24 • Marina Club Dąbie, Yaht Klub Polska Szczecin ul. Przestrzenna 11 • Elite Sport Club Spółdzielców 8k, Mierzyn • Fitness Forma ul. Szafera 196 • Universum Fitness Club, ul. Wojska Polskiego 39a • Prime Fitness Club, ul. 5 Lipca 46

SKLEPY I SALONY MODOWE • C.H. TOP SHOPING, ul. Hangarowa 13 • Dekadekor ul. Rayskiego 18(lok U1) • Portfolio ul. Rayskiego 23/11(wejście od Jagielońskiej) • La Perle - Salon Sukien Ślubnych ul. Kaszubska 58 • Organic Garden ul. Kaszubska 4 • Sklep Firmowy Zakładów Ceramiki Bolesławiec al. Niepodległości 3 • 6 Win ul. Nowy Rynek 3 • Centrum Mody Ślubnej ul. Krzywoustego 78 • MaxMara ul. Bogusława X 43 • BiM al. Wojska Polskiego 29 • MarcCain al. Wojska Polskiego 43 • Moda Club al. Wyzwolenia 1-3 • Beaton Aparaty słuchowe, Edmund Reduta ul. Rayskiego 40a • B.E. Kleist Jubiler ul. Rayskiego 20/2 • Drzwi i Podłogi VOX Sylwia Drabik ul. Santocka 39 • Zielony Kram ul. Reymonta 3, pawilon 85

GABINETY LEKARSKIE I MEDYCYNY

ESTETYCZNEJ • Dom Lekarski al. Bohaterów Warszawy 42 (CH TURZYN) • Dom Lekarski ul. Rydla 37 • Dom Lekarski ul. Gombrowicza 23/Bagienna 6 • Dom Lekarski al. Piastów 30 (Piastów Office Center, budynek C (wejście od dziedzińca) • Dom Lekarski ul. Struga 42 (Outlek Park) • Hahs ul. Czwartaków 3 • Hahs Klinika ul. Felczaka 10 • Fizjoline Centrum Rehabilitacji ul. Kosynierów 14/U1 • Medicus Plac Zwycięstwa 1 • Lecznica Dentystyczna KULTYS ul. Bolesława Śmiałego 17/2 • EuroMedis ul. Powstańców Wielkopolskich 33a • Laser Studio ul. Jagiellońska 85/1 • Estetic ul. Ku Słońcu 58 • ESTETICON ul. Jagiellońska 77 • Fabryka Zdrowego Uśmiechu ul. Ostrawicka 18 • Dentus ul. Felczaka 18a, ul. Mickiewicza 116/1 • Hipokrates ul. Ku Słońcu 2/1 • Klinika Zawodny ul. Ku Słońcu 58 • Venus Centrum Urody ul. Mickiewicza 12 • Intermedica centrum okulistyki ul. Mickiewicza 140 • Medi Clinique ul. Mickiewicza 55 • Art. PLASTICA ul. Wojciechowskiego 7 • Image Instytut kosmetologii ul. Maciejkowa 37/U2 • Medimel ul. Nowowiejska 1E (Bezrzecze) • Dental Implant Aesthetic Clinic ul. Panieńska 18 • Perładent - Gabinet Stomatologiczny ul. Powstańców Wielkopolskich 4c • Nowy Impladent Stomatologia Estetyczna i Rekonstrukcyjna ul. Stoisława 3/2 • dr Hamera ul. Storrady-Świętosławy 1c / 6 piętro • Centrum narodzin MAMMA ul. Sowia 38 • Stomatologia Mierzyn ul. Welecka 38 • Stomatologia Kamienica 25 ul. Wielkopolska 25/10 • Maestria Klinika Urody ul. Więckowskiego 2/1 • VitroLive ul. Wojska Polskiego 103 • Medycyna Estetyczna Osadowska, al. Piastów 30 (Piastów Office) • Gabinet „Orto-Magic” ul. Zaciszna 22 (od ul.Topolowej) • Stomatologia Mikroskopowa ul. Żołnierska 13a/1 • CENTRUM DIETETYCZNE NATURHOUSE al. Wyzwolenia 91, al. Wyzwolenia 6, ul. Krzywoustego 27 • Miracle Aesthetics Clinic Szczecin, ul. Ostrobramska 15/u3 • Ra-dent. Gabinet Stomatologiczny ul. Królowej Korony Polskiej 9/U1, Krzywoustego 19/5 • Ella Studio depilacji Cukrem ul. Kaszubska 17/2 • Przychodnia Medycyny Rodzinnej DOM MED, ul. Witkiewicza 57 • Rexomed Sp. z o.o. ul. Mączna 31

SALONY SAMOCHODOWE • Lexus ul. Mieszka I 25 • DDB Auto Bogacka Mercedes ul. Mieszka I 30 • Mercedes Mojsiuk ul. Pomorska 88 • Dealer BMW i MINI Bońkowscy Ustowo 55 (rondo Hakena) • Polmotor Szczecin Ustowo 52 (rondo Hakena) • CITROEN A.DREWNIKOWSKI ul. Andre Citroena 1 • Peugeot DREWNIKOWSKI ul. Bagienna 36D • CITROEN A.DREWNIKOWSKI al. Bohaterów Warszawy 19 • Holda / Chysler Dodge i Jeep ul. Gdańska 7 • Łopiński VW ul. Madalińskiego 7 • POLMOZBYT Peugeot Plac Orła Białego 10 • Ford - Bemo Motors ul. Pomorska 115B • AUTO BRUNO Volvo ul. Pomorska 115b • Peugeot DREWNIKOWSKI ul. Rayskiego 2 • Camp & Trailer Świat Przyczep al. Bohaterów Warszawy 37F (za Statoil) • KOZŁOWSKI Toyota ul. Struga 17, ul. Mieszka I 25B • Krotoski-Cichy Skoda ul. Struga 1A • Krotoski-Cichy VW ul. Struga 1A • KOZŁOWSKI Opel ul. Struga 31 B • Polmotor Nissan,Renault, Dacia ul. Struga 71 • POLMOTOR KIA ul. Wisławy Szymborskiej 8 • Volvo Maszyny Budowlane Polska ul. Pomorska 138-141 • Pehamot Skoda ul. Zielonogórska 32

• Subaru ul. Struga 78a • Grupa Gezet Honda Głuchy, ul. Białowieska 2 • Autonovum - Salon samochodowy, Białowieska 2 • Grupa Gezet Alfa Romeo, Ustowo 57, Rondo Hakena • Grupa Gezet Fiat, Ustowo 57, Rondo Hakena • Auto Club, Ustowo 56, Rondo Hakena • Bemo Motors, Ustowo 56, Rondo Hakena • Seat Krotoski-Cichy, Południowa 6 • Audi Krotoski-Cichy, Południowa 6 • Skoda Krotoski-Cichy, Południowa 6

BIURA NIERUCHOMOŚCI I DEWELOPERZY • Calbud ul. Kapitańska 2 • Neptun Developer ul. Ogińskiego 15 • SGI (budynek Nautica) ul. Raginisa 19 • Baszta Nieruchomosci ul. Panieńska 47 (Baszta Siedmiu Płaszczy) • SCN ul. Piłsudskiego 1A • Extra Invest ul. Wojska Polskiego 45 • Graz Developer pl. Zgody 1 • Artbud ul. 5 lipca 19c • MAK-DOM ul. Golisza 27 • TLS Developer ul. Langiewicza 28 U2 • Modehpolmo ul. Wojska Polskiego 184c/2 • Litwiniuk Property Al. Piastów 30 Office Center • INDEX Nieruchomości, ul. Bagienna 38C

KULTURA • Filharmonia ul. Małopolska 48 • Hotel Zamek Centrum ul. Panieńska 15 • Szczeciński Inkubator Kultury ul. Wojska Polskiego 90 • Galeria Kierat ul. Koński Kierat 14 • Open Gallery Monika Krupowicz ul. Koński Kierat 17/1 (1-pietro) • Galeria Kierat 2 ul. Małopolska 5 • Muzeum Historii Szczecina ul. Mściwoja II 8 • Teatr Pleciuga Plac Teatralny 1 • 13 Muz Plac Żołnierza Polskiego 2 • Muzeum Sztuki Współczesnej ul. Staromłyńska 1 • Galeria Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego ul. Staromłyńska 27 • Teatr Polski ul. Swarożyca 5 • Teatr Współczesny Wały Chrobrego 3 • Gmach Główny Muzeum Narodowego w Szczecinie Wały Chrobrego 3 • Kino Pionier al. Wojska Polskiego 2 • Trafostacja ul. Św. Ducha 4 • Zamek Książąt Pomorskich, Korsarzy 34 • Opera na Zamku ul. Korsarzy 34

INNE • Urząd Miejski sekretariat ul. Armii Krajowej 1 • Urząd Miejski - promocja/rzecznik ul. Armii Krajowej 1 • Urząd Marszałkowski - promocja/rzecznik ul. Korsarzy 34 • Urząd Marszałkowski - sekretariat ul. Korsarzy 34 • Centrum Informacji Kulturalnej i Turystycznej Aleja Kwiatowa • Urzad Wojewodzki - sekretariat, promocja/rzecznik Wały Chrobrego 4 • „Pro Bono” Kompania Reklamowa Paweł Nowak ul. Necała 2 • Polska Fundacja Przedsiębiorczości ul. Monte Cassino 32 • Szczecińskie Centrum Przedsiębiorczości ul. Kolumba 86 • PŻM: POLSTEAM Plac Rodła 8 • Półncna Izba Gospodarcza ul. Wojska Polskiego 86 • Doradztwo i Odszkodowania Celem ul. Kołłątaja 24 • Anons Press Agencja Reklamowa ul. Wojska Polskiego 11 • Deep shine Detailing, ul. Łukasińskiego 108 • Finanset ul. Jagiellońska 85/8 • Centrum Informacji Turystycznej pl. Żołnierza Polskiego 20 • Philson Investments Spóldzielnia Inwestycyjna ul. Jagiellońska 90/6 • Foonka, ul. Św. Ducha 2a • Szczeciński Bazar Smakoszy, Zygmunta Chmielewskiego 18


#prezentacja


#prezentacja

Profile for MM Trendy

MM Trendy #12 (81)  

Szczecin. MM Trendy. Magazyn Miejski. Numer 12 (81), grudzień 2019.

MM Trendy #12 (81)  

Szczecin. MM Trendy. Magazyn Miejski. Numer 12 (81), grudzień 2019.

Profile for tomkuc
Advertisement