MM Trendy #11 (89)

Page 1

LISTOPAD 2020 NUMER 11 (89) / WYDANIE BEZPŁATNE


#reklama


#11

#spis treści listopad 2020

38

Dieta wege w praktyce

#06 Newsroom Wydarzenia, kuchnia, podróże, nowe miejsca

#12 Temat z okładki

Anna Tarnowska - modelka i wielokrotna Miss łamie stereotypy

#18 Temat wydania

Małgorzata Molik, Miss Polski Pomorza Zachodniego

#30 Ponajmy się Aneta Zelek

#44 Styl życia Szczecińska studentka mistrzynią

#22 Edytorial

#32 Sylwetka miesiąca

światajuniorek w bikini fitness

#28 Teatr

#36 Festiwale

Tajemnicza budka telefoniczna

Gentle Worrior

„Czarownice z Salem” wracają na deski Teatru Współczesnego w Szczecinie.

Hanna Mojsiuk

Wydarzenia kulturalne i co nam po nich zostało

#52 Kronika Moniki Szpener / Zjazd Młodych Gwiazd w Szczecinie / FMT 2020 w Szczecinie

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

3


Agata Maksymiuk

#okładka: NA OKŁADCE: ANNA TARNOWSKA FOTO: KONRAD WERKOWICZ

redaktor naczelna

FOTO Natalia Sobotka / MUA & STYL Agnieszka Szeremeta

#11

#redakcja Kobiety, trudno dziś mówić o kobietach nie odnosząc się do tego, co dzieje się na ulicach w całym kraju. Po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji ze względu na wady płodu, Polki i Polacy rozpoczęli protesty. Ani prywatnie, ani zawodowo nie angażuję się w sprawy polityczne. Jednak trudno nie reagować, kiedy politycy pokazują, że mogą wszystko. Dosłownie, bo zajmowanie się takimi kwestiami w czasie pandemii jest po prostu nieprzyzwoite. - Walczcie z wirusem nie z kobietami - głosi jedno z haseł noszonych przez manifestujących. Haseł jest więcej, w tym to szczególne, któremu pewien językoznawca ma za złe agresywność i wulgarność. Rozpoczynając dyskusję dostosowuje się język do odbiorcy, a protest nie byłby protestem, gdyby sięgano jedynie po słowa z szuflady kultury. Słowa z tej szuflady czekają na naszych łamach. Tym razem zdecydowaliśmy się zaprezentować różne oblicza kobiet i podjąć kwestię piękna. Bohaterką naszej okładki została Anna Tarnowska. Modelka i wielokrotna Miss przełamała kilka stereotypów i wyszła ponad to co “ludzie mówią”. Jednocześnie przeprowadziła nas przez kulisy zawodu, w którym wizerunek gra pierwsze skrzypce. Swoimi spostrzeżeniami podzieliła się też Małgorzata Molik, Miss Polski Pomorza Zachodniego, studentka prawa i... starszy agent ds. wyważania samolotów. Laureatka konkursu piękności dała solidnego prztyczka w nos hejterom i udowodniła, że uroda i rozum nie wykluczają się. Wręcz przeciwnie. Podobnie jak siła - i tak psychiczna, i fizyczna, która doskonale wpisuje się w kanony piękna. Żeby się o tym przekonać wystarczy poznać Marcelinę Woźniak, Mistrzynię Świata Juniorek w Bikini Fitness. Wyjątkowych osobowości na naszych łamach jest więcej: Aneta Zelek, Hanna Mojsiuk, Monika Szpener, Barbara Lewandowska. Każda z tych kobiet inspiruje i małymi krokami zmienia świat. Jak widzicie rewolucja musi być kobietą. Zapraszam do lektury.

4

Nowy Rynek 3, 71-875 Szczecin tel. 91 48 13 341; fax 91 48 13 342 mmtrendy.szczecin@polskapress.pl www.mmtrendy.szczecin.pl Redaktor naczelny: Agata Maksymiuk Product manager: Paulina Wojtyła Reklama: tel. 697 770 103 paulina.wojtyla@polskapress.pl Redakcja: Oskar Masternak, Bogna Skarul, Małgorzata Klimczak, Tomasz Kuczyński, Szymon Wasilewski, Jakub Lisowski, Ynona Husaim-Sobecka Prezes oddziału: Piotr Grabowski Dział foto: Sebastian Wołosz, Andrzej Szkocki Skład magazynu: MOTIF studio Dystrybucja: Piotr Grudziecki Druk: F.H.U. „ZETA” Wydawnictwo: Polska Press Grupa sp. z o.o. ul. Domaniewska 45, 02-672 Warszawa Prezes: Dorota Stanek

Dołącz do nas na www.facebook.com/ MagazynMMTrendy oraz Instagram.com/mm.trendy



| NEWSROOM |

„To jest wojna”

W odpowiedzi na decyzję Trybunału Konstytucyjnego, która prowadzi do zaostrzenia prawa aborcyjnego, ludzie w całej Polsce wyszli na ulice. Pierwszy strajk miał miejsce w stolicy, w kolejnych dniach dołączyły miasta na terenie całego kraju w tym Szczecin. W naszym mieście odbyła się m.in. manifestacja na Placu Solidarności i Wałach Chrobrego, blokada samochodowa ulic w centrum miasta i blokada na placu Szarych Szeregów. Uczestnicy też wielokrotnie manifestowali swoje niezadowolenie niosąc przez miasto transparenty z takimi hasłami jak np. „To jest wojna”, „Moje ciało, mój wybór”, „Piekło kobiet” czy „Mamy dość”. Zapowiadane są już kolejne akcje protestacyjne. (red.)

6

foto: Łukasz Popielarza (FB @popielarzfotografia)

foto Sebastian Wołosz

kobiety (i nie tylko) wyszły na ulice walczyć o swoje prawa


| NEWSROOM |

Popularna szczecińska blogerka wydała kulinarny ebook i zachwyciła internautów Aż 55 wegetariańskich przepisów Kamila Lewdańska, autorka popularnego bloga www.eatrunlove.pl przygotowała do swojej pierwszej poważnej publikacji, jaką jest Wegebook. E-książka jest już dostępna w sprzedaży i zdobywa coraz więcej pochlebnych opinii. - Ta książka, to przede wszystkim kawałek mojej codzienności - wyjaśnia Kamila Lewdańska. - Zebrałam 55 wegetariańskich przepisów i zamknęłam je na 280 stronach. Chciałam podzielić się wszystkim, co wiem na temat roślinnego gotowania, bazując na swoim doświadczeniu i wiedzy, które zdobyłam od lat będąc wegetarianką.

foto: Archiwum Kamila Lewdańska

Na łamach książki dostępne są przepisy na proste, roślinne dania, których przygotowanie nie zajmuje dużo czasu i opiera się ogólnodostępne produkty. Jak twierdzi autorka, publikacja powstała nie tylko po to, aby zmienić nawyki żywieniowe i pożegnać się z mięsem, ale przede wszystkim, aby pokochać nowe smaki. - W końcu jedzenie to jedna z największych życiowych przyjemności - dodaje Kamila. Książkę można znaleźć na blogu www.eatrunlove.pl. Od premiery, każdego dnia publikacja zdobywa nowych miłośników i podbija podniebienia internautów oraz followersów obserwujących Kamilę na Instagramie. Pozytywnym opiniom nie ma końca. (am)

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

7


| NEWSROOM |

Nowe dzieło Lumpa

Kurs na Berlin! Zapraszamy na rejs do stolicy Niemiec Jednym z głównych atutów położenia geograficznego jest bliskość morza oraz niewielka odległość do stolicy Niemiec. Dzięki sieci kanałów, rzek

Tym razem szczeciński streetartowiec ozdobił filar wiaduktu w ciągu ulicy Mickiewicza w Szczecinie. Nowy mural nawiązuje do znaku towarowego filmów fotograficznych oraz taśm magnetofonowych produkowanych w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Dzieło znajduje się na filarze wiaduktu, który przeprowadza ul. Mickiewicza nad torami kolejowymi, nieopodal stacji Szczecin-Pogodno, która służyć będzie Szczecińskiej Kolei Metropolitalnej. Jak pisze sam autor - to pastisz, przełożenie logo ORWO na grunt polski za pomocą prostego zabiegu. Kolorowy film fotograficzny ORWO był używany głównie w krajach socjalistycznych, zarówno w fotografii jak i w kinematografii. Charakteryzował się niską czułością oraz szybka degradacją kolorów po latach... Dokładając „the zerwane films” mamy do czynienia ze strzępkami naszej pamięci jak i ulotnością działań w przestrzeni miejskiej. Wskazana ulotność działań w przestrzeni miejskiej okazała się dosłowna, gdyż już kilkanaście godzin po namalowaniu dzieło Lumpa zostało pobazgrane. (szw)

i jezior można w krótkim czasie odbyć niezapomniany rejs. Szlak wodny Berlin-Szczecin-Bałtyk każdego roku przyciąga coraz większą liczbę żeglarzy, którzy żądni morskich przygód przybijają do portów rozsianych po Pomorzu Zachodnim i Brandenburgii, by docelowo dotrzeć do Berlina lub wypłynąć na szerokie wody Bałtyku. Jest to najkrótsza droga ze stolicy Niemiec do wód morskich, dzięki czemu przez cały sezon ruch na szlaku płynie wartkim nurtem. Oprócz największych miast z Berlinem i Szczecinem na czele na całej długości szlaku rozsianych jest blisko sto portów i przystani, w których żeglarze mogą uzupełnić zapasy, dokonać drobnych napraw czy najzwyczajniej w świecie odpocząć i przy okazji poznawać niesamowite miejsca. Na 78 kilometrze kanału Odra-Hawela znajduje się wybudowana w 1934 podnośnia śluza windowa Niederfinow o wysokości podnoszenia 36 metrów. W 1992 r. zapadła decyzja o budowie większej i nowocześniejszej podnośni Niederfinow Nord, ale termin jej oddania w 2016 r. nie został dotrzymany i nie weszła ona jeszcze do eksploatacji. Dla szczecińskich wilków morskich mekką żeglarstwa jest Jezioro Dąbie, które również jest częścią transgranicznego szlaku. To właśnie u brzegów tego akwenu znajduje się wiele marin, przystani i klubów jachtowych. To miejsce coraz chętniej wybierają również developerzy, którzy tworzą wyjątkowe miejsca jak Victoria Apartments. To pierwsza taka inwestycja, położona przy nabrzeżu, która spełni oczekiwania każdego, kto poszukuje apartamentu w wyjątkowym miejscu – pasjonata sportów wodnych, pary chcącej mieć swoje miejsce blisko zieleni czy rodziny szukającej własnej przestrzeni. Stąd też w łatwy sposób można wskoczyć na łódź i obrać kurs na Berlin. (om)

8

10. urodziny Muzeum Techniki i Komunikacji Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki skończyło 10 lat! Z powodu pandemii uroczystości były mocno ograniczone, ale nie zabrakło niespodzianek dla wiernych widzów. - Dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli nas odwiedzić przez te 10 lat – a przekroczyliśmy już pułap pół miliona zwiedzających. Zapraszamy nieustannie i serdecznie - mówi Jacek Ogrodniczak z MTiK. - Zapraszamy do podziwiania mikrosamochodu messerschmidt z 1957 r., atelierowego aparatu fotograficznego z XIX wieku, samochodu ifa z 1957 r. wyprodukowanego w Niemieckiej Republice Demokratycznej czy harleya z lat 30. XX wieku. Muzeum rozpoczęło też sprzedaż książki o pojazdach ze Szczecińskiej Fabryki Motocykli napisanej przez Jacka Ogrodniczaka pt. „Junak. Smyk. Szczecińskie motolegendy”. To obszerna publikacja zawierająca około 200 zdjęć, szkiców, rysunków technicznych. Wkrótce książka będzie dostępna także w szczecińskich księgarniach: Sedina, Zamkowa i Kubryk Literacki. (mj)


#reklama


| NEWSROOM |

#reklama

Wino - filozofia, która ma smak Kto pije wino ten kocha życie!

To już 30 lat w Polsce i prawie 20 w Szczecinie odkąd marki CityWine i La Passion du Vin edukują i szerzą kulturę smakowania wina. Stali klienci widzą jak krętą drogę musiała pokonać firma, by znaleźć się tu gdzie jest. Można się w tym dopatrzeć historii na film, a może nawet książkę?! Wszystko zaczęło się w 1988r. kiedy to powstała firma, która jako pierwsza zaczęła sprowadzać francuskie wino do postkomunistycznej Polski. Początki współpracy z francuskimi dystrybutorami nie były łatwe, ponieważ nikt nie traktował Polaków poważnie. Tym, który uwierzył w polski rynek był Piere Louis Seneclauze, to on zbudował pierwsze podwaliny wiedzy winiarskiej w firmie- „Wino to bogactwo subtelności” - mówił. Nauczył tajników sprzedaży i współpracy z restauracjami, które do tej pory są żywe w firmie. Myśl, na której zbudowana była dalsza kultura firmy to: „Nigdy nie zajmuj się winem przeciętnym!”. To dlatego firma postawiła na edukację. Wraz z rozwojem firmy powiększało się portfolio win Europejskich i Światowych. Dzięki współpracy z wielkimi domami winiarskimi możliwe było sprowadzanie win z Nowego Świata: Chile, Argentyna, Australia, RPA, Nowa Zelandia i Izrael. Firma jako pierwsza wprowadzała na rynek Polski największe etykiety świata. Poza sukcesami, były też ciężkie chwile: firma przetrwała próbę wrogiego przejęcia, czy zmiany nazwy. Do 2012r cała sieć znana była pod szyldem La Passion du Vin, który teraz możecie zobaczyć nad sklepami stacjonarnymi, działem Horeca zajmuje się marka CityWine, a sprzedażą internetową Winnica.pl. # 1. Zostańmy na chwilę w przeszłości Początki były skromne - mówi Paweł Smoleńki - Manager szczecińskiego CityWine & La Passion du Vin. Ówczesne Pomorze

10

Zachodnie, podobnie jak inne rejony Polski, miało jeszcze przed sobą rewolucję smakowych upodobań klientów. Pierwszy punkt przy ulicy Krzywoustego był kameralny i zapraszał po wysokiej jakości wina francuskie i włoskie. Cierpliwa edukacja klientów i dynamicznie rozwijająca się współpraca marki z branżą hotelarską i gastronomiczną z czasem przełożyły się na uruchomienie większego punktu przy Monte Cassino. Zbliżając się do wejścia w nowy wiek było już jasne, że pora na stanowczy krok i wine bar w centrum miasta. Na Rynku Siennym, w jednej z najciekawszych lokalizacji Szczecina, pod szyldem CityWine & La Passion du Vin, ruszył lokal łączący w sobie ofertę restauracyjną z możliwością degustacji i zakupu wina na butelki. Ale najtrudniejsze wciąż było przed zespołem baru - złamać stereotyp, że dobrej jakości wino jest produktem niedostępnym i kosztownym. Po ponad 15 latach wiemy już, że to zadanie udało się spełnić. Goście CityWine & La Passion du Vin w dużej mierze wiedzą już czym jest wino, jak je degustować i czym kierować się przy wyborze kieliszka lub butelki. - Nie oznacza to, że wszystko w tym temacie zostało zrobione - zaznacza Paweł. - Na rynku wciąż jest spora grupa osób, która dopiero planuje odkrycie tego segmentu alkoholi.


#reklama

| NEWSROOM |

tym, żeby na pustyni zrobić wino… to trzeba potrafić (uśmiech).

# 2. Poznajmy się Obawa przed faux pas, to chyba największa bariera jaka dzieli niewprawionych degustatorów wina przed odwiedzinami CityWine & La Passion du Vin. Jest to bariera zupełnie niepotrzebna. Idea działalności marki od początku pozostaje niezmienna i opiera się na edukacji. Celem firmy jest ułatwienie klientowi zakupu dobrego wina i wspieranie go w pozyskiwaniu wiedzy winiarskiej. -Z radością dzielimy się naszą wiedzą o winie i pasją w łączeniu wina z jedzeniem.- mówi Paweł – Nasz zespół ma świadomość, że wchodząc między regały pełne butelek wina można poczuć się onieśmielonym, a nawet trochę zagubionym. Dlatego rozmowa zaczyna się od progu i nie trzeba się jej bać, ani wstydzić. Jesteśmy przygotowani na wszystkie pytania, nawet te, które z pozoru wydają się odrobinę dziwne - dodaje. Coraz więcej szczecinian i turystów otwiera się na nowe. Przekrój gości jest naprawdę imponujący. Wśród nich są osoby o wyrafinowanych podniebieniach, które śmiało zajmują miejsca przy stolikach i wskazują konkretne gatunki win, osoby poszukujące swojego smaku, ale też goście, którzy zachęceni witryną lokalu i ciepłym przyjęciem kelnerów decydują się zostać i spróbować czegoś nowego. - Bądźmy jednak szczerzy - wtrąca Paweł Smoleński - są też osoby zupełnie nieprzekonane. To właśnie dla nich organizujemy takie akcje jak “wino tańsze, niż woda”. Oferujemy kieliszek w promocyjnej cenie, który rzeczywiście jest tańszy niż butelka wody w restauracji. Pokazujemy, że wino wysokiej jakości, nie musi być drogie. Mamy świadomość, że wiele osób zrażonych ceną zupełnie rezygnuje z poszukiwań wina w kartach dań. Chcemy z tym walczyć i ostatecznie rozprawić się ze stereotypami. Mamy ku temu silne zbudowane zaplecze, z aż 400 gatunków wina. # 3. Posmakuj i podziel się Babcia mojego kolegi mówiła: „Ten kto pije wino kocha życie.” – staram się o tym pamiętać otwierając każdą butelkę wina – Wino to życie! – opowiada Paweł. Każda okazja jest dobra by uczcić ją kieliszkiem wina. Wystarczy tylko wybrać odpowiednie wino. Odwiedzając CityWine & La Passion du Vin poznamy mocną ofertę win francuskich, włoskich, hiszpańskich, a nawet izraelskich. - Obecnie to nasz konik - zdradza Paweł Smoleński. - Izrael to kraj, który w kontekście wina nasuwa skojarzenia związane z ortodoksyjnymi Żydami i dostępnością jedynie w obrębie kraju. I tu znów mamy wiele do odkrycia. Okazuje się, że trunki z tego regionu są równie dostępne co wina francuskie, ale kryją w sobie zupełnie inna paletę smaków i aromatów. Tamtejsze szczepy winorośli i stosowane techniki uprawy dają niesamowite efekty. Poza

Zbliżający się okres świąteczny to czas, w którym oferta CityWine & La Passion du Vin cieszy się szczególnym powodzeniem. Na klientów czekają zestawy prezentowe, a także “zestawy winiarza”. Można również wynająć lokal na degustację połączoną z uroczystą kolacją lub warsztaty z sommelierem. Z oferty równie chętnie korzystają firmy, co osoby prywatne. CityWine & La Passion du Vin wychodzi też naprzeciw potrzebom przedsiębiorców, budujących kolekcję alkoholi dedykowanych spotkaniom. Specjalnie dla nich sommelierzy tworzą odpowiednią selekcję ekskluzywnych marek. Dopełnieniem tej części działalności jest ciągła współpraca z sektorem HoReCa. - W każdym polskim większym mieście mamy swojego przedstawiciela i magazyn - dodaje Paweł Smoleński. - W ten sposób zajmujemy się obsługą hoteli, restauracji, barów i innych lokali. Ofertę win dobieramy specjalnie pod ich wymagania, styl, a także smaki w karcie dań. Szkolimy kelnerów. Przeprowadzamy degustacje dla pracowników i gości. Do tego oczywiście dołączamy regularny serwis, czyli stałe dostawy trunków.

# 4. Nie przestawaj odkrywać Czy przez te 30 lat udało się sprawić, by wino stało się trunkiem konkurencyjnym dla piwa i alkoholi wysokoprocentowych? -Na pewno! - mówi Paweł - jednak rozwój tej idei nadal trwa dodaje. A co najlepsze, każdy może być jej częścią, bo kolejnym elementem oferty CityWine & La Passion du Vin są spotkania i szkolenia ze światowymi producentami trunków. Obecnie ze względu na pandemię eventy zostały częściowo przeniesione do sieci. Za firmą już cztery degustacje w nowej formule! Jak to wygląda? - Na dwa tygodnie przed oficjalną degustacją, goście zamawiają w naszych winiarniach pakiet 3 - 4 win do domu wraz z kartą degustacyjną - zdradza Paweł Smoleński. - W dniu eventu łączymy się z uczestnikami i gośćmi przez aplikację Zoom. Moderator z naszej centrali prowadzi dyskusję. W wydarzeniach biorą udział smakosze z całej Polski. Dzielą się swoimi przemyśleniami, uwagami i całą filozofią związaną z kulturą picia wina. Butelki otwierane są po kolei, jest obszerna infografika, a w razie wątpliwości moderator służy pomocą. Jedyne co zostaje, to smakować i odkrywać nowe! Zapraszam Paweł Smoleński - Manager CityWine & La Passion du Vin, Szczecin, ul. Sienna 8

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

11


| TEMAT Z OKŁADKI |

Uosobienie piękna, ale i pokory... ...to pierwsze, co przychodzi do głowy po rozmowie z Anią Tarnowską, szczecinianką i jedną z najpiękniejszych kobiet w Polsce i na świecie. Zdobywczyni licznych tytułów Miss, dziś pracuje jako wzięta modelka. Ludzie mówią, że to lekka praca, ale ludzie często nie wiedzą o czym mówią. Tym bardziej cieszymy się, że Ania znalazła chwilę, by obalić kilka stereotypów i odsłonić kulisy zawodu, w którym wizerunek gra pierwsze skrzypce. ROZMAWIAŁA AGATA MAKSYMIUK / FOTO MONIKA ZALEWSKA (IG: moniq_photo) / KONRAD WERKOWICZ (IG: werkowicz)

Anna Tarnowska, wielokrotna Miss, modelka i narzeczona Rafała Brzozowskiego. To tak oficjalnie, a bardziej prywatnie? - Prywatnie jestem człowiekiem - takim z krwi i kości, jak każdy. Nie myślę o sobie przez pryzmat innych czy pracy, jestem jaka jestem (uśmiech). Kiedy ludzie pytają - czym się zajmujesz? To chętnie opowiadam. Najczęściej zdarza się to podczas castingów. Wyjaśniam wtedy, że pracuję jako modelka, a do tego występuję w reklamach i serialach. Dzielę się też moimi zainteresowaniami. Wśród znajomych wygląda to trochę inaczej. Wielu z nich dziwi się, kiedy wychodzi na jaw, że na koncie mam kilka tytułów Miss (śmiech). Oczywiście to nie tak, że się tego wstydzę! Po prostu nie lubię się chwalić. - Cześć, jestem wielokrotną Miss, a ty czym się zajmujesz? Kto tak mówi?! (śmiech). Uważam, że jeśli ktoś skojarzy mnie z konkursami czy występami w telewizji, to po prostu o to zapyta, a jak nie będzie chciał to pewnie to „wygoogla”. Twoja praca wiąże się jednak z pewnością siebie. To coś, co ma się w sobie, czy trzeba się tego nauczyć? - Zawsze lubiłam pracę przed aparatem i kamerą. Podczas udziału w konkursach Miss miałam sporo styczności z występami na żywo przed publicznością, z nagra-

12

niami, z wywiadami czy z sesjami zdjęciowymi. Nigdy nie odczuwałam tremy, bardziej ekscytację. Pamiętam finał Miss Polonia. Rodzice i przyjaciele pytali się mnie wtedy - jak możesz się nie stresować? W zasadzie sama nie wiem jak (uśmiech). Pewnie, że czuję ten dreszcz i adrenalinę związaną z wyjściem na scenę, ale to emocje, które działają na mnie motywująco, nie paraliżująco. Rodzice nie mogą się temu nadziwić i wciąż powtarzają: przecież jako dziecko byłaś taka nieśmiała (śmiech). Teraz powiedziałabym, że jestem osobą obserwującą. Lubię najpierw zbadać otoczenie, zanim się odezwę. Należę do spokojnych osób, nie wyrywam się przed szereg. Jako dziewczynka, rzeczywiście byłam nieśmiała, ale wybory Miss i praca w modelingu pozwoliły mi to zmienić. No popatrz, a mówią, że to tylko uśmiechanie się i pozowanie do zdjęć (uśmiech). - Tak mówią (śmiech). Ale tak nie jest. Każdy, kto miał choć trochę styczności z planem zdjęciowym czy nagraniowym, ten wie, o czym mowa. Wszystkie wybory Miss to świetne przeżycia. Zwiedziłam w ten sposób pół świata i poznałam wspaniałych ludzi. Tylko, że jednocześnie to był szalenie wymagający okres. Podczas przygotowań do konkursów nie ma miejsca na słabo-

ści i narzekania. Harmonogram dnia jest bardzo napięty, a człowiek szybko robi się zmęczony. Mimo tego, trzeba dostosować się, zachować uśmiech na twarzy i podtrzymać dobry wygląd. Taka praca, to prawdziwa szkoła pokory. Aparat i kamera mocno wyciągają energię. Potwierdzają to nawet osoby, które nie pozują, a po prostu od czasu do czasu znajdą się na planie. Często biorę udział w sesjach promujących bieliznę. To wspaniała sprawa, ale na pewno nielekka. Przez cały czas muszę kontrolować każdy jeden mięsień mojego ciała - od palców u stóp, aż po czubek głowy. Wystarczy, że na chwilę odjadę gdzieś myślami, a już słyszę głos fotografa - ożyw twarz, ożyw twarz i skup się! Inaczej, ale równie wymagająco jest przy reklamach. To niby tylko kilka minut, które można zobaczyć w telewizji, ale żeby tych kilka minut powstało, potrzeba sporego zespołu ludzi i godzin oczekiwania na występ. Myślę, że każdy aktor to potwierdzi w tej pracy najtrudniejsze jest czekanie. To taka praca, która chyba nie sprzyja nawiązywaniu stałych relacji? - Mam to szczęście, że mój partner pracuje, może nie w tej samej, ale w podobnej branży. Dlatego doskonale się rozumiemy. Ale to prawda! Życie z osobą, która nie zna specyfiki tego zawodu, może


foto Monika Zalewska, IG moniq_photo


foto Konrad Werkowicz, IG: werkowicz


| TEMAT Z OKŁADKI |

być trudne. Wyobraź sobie - wracasz do domu po kilkunastu godzinach na planie zdjęciowym, padasz na kanapę i mówisz - ale jestem zmęczona. A w odpowiedzi, zamiast słów wsparcia słyszysz: ale przepraszam, co Ty takiego robiłaś? Przecież tylko pozowałaś do zdjęć. To na pewno nie pomaga w związku. Na szczęście to problem, który mnie nie dotyczy. W takim razie zostawmy ten problem na boku, a przejdźmy do innego (uśmiech). Wyszperałam w internecie, że Twój udział w wyborach Miss, to wcale nie było spełnienie marzeń, a efekt namowy przyjaciółki. O mały włos, a zostałabyś kimś innym? - Żartuję sobie - uważaj o czym marzysz, bo może się to spełnić (śmiech). Od zawsze marzyłam o podróżach. Nie za bardzo wiedziałam jak będę podróżować, ale czułam, że będę. Nagle pojawiły się wybory i odpowiedź na to pytanie sama mnie znalazła. Nie zmienia to faktu, że nigdy nie miałam aspiracji, by zostać Miss. Pamiętam, to był czas kiedy zaczęłam pracować w szczecińskiej agencji modelek. Na jednym z pokazów poznałam Gosię Rożniecką, też Miss, która akurat organizowała wybory Miss Ziemi Zachodniopomorskiej. Zaczęła mnie namawiać do udziału. Pierwsze moje myśli były zlepkiem w stylu - ja Miss? Boże nie! Absolutnie nie... (śmiech). I kiedy już wydawało się, że zostałam przekonana do castingu, to w ostatniej chwili wykręciłam się zajęciami na uczelni. Gosia była jednak uparta i przyjechała do mnie z kartą castingową. Szybko okazało się, że konkurs odbędzie się w bardzo gorącym dla mnie czasie. Wyjazd na targi do Niemiec, szkoła i jeszcze obóz sportowy. Nie miałam możliwości uczestniczenia we wszystkich zgrupowaniach i próbach. Nawet na sam finał musiałam „urwać się” od obowiązków. Poszłam na żywioł i okazało się, że wygrałam. Jak Twoje zwycięstwo potraktowały pozostałe uczestniczki konkursu?Nietrudno sobie wyobrazić, jak na mnie patrzyły… Nie były zadowolone z wyboru jury i nawet tego nie ukrywały. Z jednej strony rozumiem ich żal. Nie

ćwiczyłam tyle co one, nie pojawiałam się na zgrupowaniach. Nie zdążyłyśmy się nawet poznać. Nagle przyjeżdżam na finał i wygrywam. Ale z drugiej strony, to przecież miała być przygoda, zabawa. Miałam bardzo luźny stosunek do tego wydarzenia. Traktowałam je, jak jeden z pokazów mody. Nie zastanawiałam się, że ktoś może podchodzić do konkursu z taką śmiertelną powagą i mieć w sobie zawiść. Był moment, kiedy pomyślałam: jeśli tak to ma wyglądać, to ja dalej nie idę. I tu znów pojawiły się moje przyjaciółki. Przekonały mnie, że skoro powiedziałam „A” to trzeba powiedzieć „B”. I tak pojechałam na ćwierćfinały Miss Polonia, później półfinały, aż w końcu dostałam się do finału. Pozostałe wybory Miss jakoś tak same się nasuwały (uśmiech). A jak Twoi rodzice do tego podchodzili? Byłaś w wieku, kiedy większość ludzi decyduje o tym, czym zajmie się w przyszłości. Nie czułaś presji, żeby porzucić tę „zabawę” i zająć się poważnymi sprawami - skończyć szkołę, zostać lekarzem? - Ale trafiłaś! Moi rodzice są lekarzami, podobnie jak byli nimi moi dziadkowie (uśmiech). Na szczęście nigdy z ich strony nie odczuwałam presji, że muszę zdobyć wykształcenie medyczne. Cieszę się z tego, bo wiem, że nie nadawałbym się do tej pracy. Nie lubię widoku krwi, jestem nadwrażliwa, przeżywałabym każde cierpienie jak swoje. Byłabym naprawdę fatalnym lekarzem (śmiech). Do tej pracy trzeba mieć predyspozycje. Moi rodzice je mają, ja nie. Mimo tego, mama i tata zawsze bardzo mnie wspierali i pomagali kiedy tego potrzebowałam. Właśnie, wspomniałaś o „zabawie”. Dziś wiem, że modeling to poważna praca, ale rzeczywiście dorastałam w poczuciu, że tak nie jest. Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że takie podejście warunkuje miejsce, w którym się dorasta. Szczecin to piękne miasto, ale raczej trudno jest się w nim utrzymać z modelingu czy aktorstwa. Nie jest to niemożliwe, ale w stolicy na pewno łatwiej o pracę. To chyba dlatego, tak do tego podchodziłam.

Tak szybko weszłaś w tę branżę, że zastanawiam się, czy w ogóle zdążyłaś poznać inny rynek pracy? - Tak, tak… Obroniłam pracę magisterską w Szczecinie i później przez rok pracowałam w banku. Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy związałam się z jedną z korporacji, działałam w marketingu. Każde z tych stanowisk było dla mnie bardzo wartościowym doświadczeniem i pomogło mi się rozwinąć. Tylko, że gdzieś w środku czułam, że to nie to. Ja po prostu nie mogę pracować w biurze w godzinach od - do. Mam artystyczną duszę, lubię kreatywność, mam swoje pomysły, kocham je realizować. Lubię, kiedy coś się dzieję, kiedy każdy następny dzień kryje niespodziankę. Dlatego praca modelki i aktorki jest dla mnie idealna. Ale to też praca, która mocno szufladkuje. - Ania Tarnowska, narzeczona Rafała. Ania, ta wysoka blondynka ze Szczecina. Ania, ta co pozuje w reklamach bielizny. Do tego dochodzi jeszcze hejt. - Staram się nie zwracać szczególnej uwagi na złośliwe komentarze. To tak już chyba jest, że kiedy ludzie widzą atrakcyjną dziewczynę, z góry zakładają, że jest głupia jak but. Ale to dotyczy nie tylko mojej branży. Pamiętam, że pracując na etacie, podczas jednego z wyjazdowych spotkań miałam okazję dłużej porozmawiać z dyrektorem firmy. Po spotkaniu powiedział mi wprost - wiesz co, myślałem, że jesteś głupsza. Nie wiedziałam, jak mam na to zareagować. Takie uwagi zawsze szokują. Mówi się, że ładnym dziewczynom jest łatwiej. To nieprawda, uroda czasem pomaga, a czasem przeszkadza. Tak samo jest z ocenianiem ludzi przez pryzmat ich partnerów. Ja i Rafał jesteśmy parą, ale jesteśmy też dwiema różnymi osobami. Tak, jesteśmy zaręczeni i tak, mamy wspólne plany na przyszłość, tylko nie można zapomnieć, że każde z nas ma za sobą inny bagaż doświadczeń, inne spojrzenie na sprawy i inne talenty do pokazania. Oczywiście, że się uzupełniamy, ale jesteśmy dwoma odrębnymi jednostkami. Czuję, że nie jesteś fanką nagłówków tabloidów i portali plotkarskich

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

15


| TEMAT Z OKŁADKI |

(uśmiech). - Czasem zauważę w internecie czy w prasie nagłówki w stylu pokazała męża, pokazał żonę. Brzmi to, co najmniej, jakby ta osoba chowała swojego partnera w szafie i wyciągała go stamtąd jedynie na specjalne okazje. Bo przecież jedyną funkcją tej osoby jest „bycie partnerem”. Nie podoba mi się to, bo w ten sposób utrwala się stereotypy. W naszym związku każde z nas pracuje na własny rachunek. Nie wykorzystuję naszych relacji do zdobywania zleceń czy kształtowania wizerunku. Przez długi czas agencja reklamowa, z którą współpracuję, nie wiedziała, że jesteśmy parą. Dowiedzieli się po kilku latach z mediów. Poszłam z Rafałem na galę Telekamer, nasze zdjęcia znalazły się w sieci. Agencja była zaskoczona: jak ja mogłam to ukrywać?! Ja tego nie ukrywam, ale też się tym nie chwalę. W zasadzie zaczęłyśmy od tego rozmowę. Tak, jak nie będę mówić: cześć jestem wielokrotną Miss, a ty czym się zajmujesz? Tak nie będę się witać: cześć, jestem narzeczoną Rafała Brzozowskiego. A Ty? (śmiech). Z Rafałem staramy się chronić nasze życie prywatne, nie sprzedajemy go mediom. Czasem przyglądam się, jak osoby publiczne coraz bardziej poszerzają granice swojej dostępności i prywatności, a później wściekają się, że obcy ludzie wchodzą w ich życie z butami. Cóż, takie są konsekwencje. My wolimy spokój. A czy okładka Playboya nie zatrzęsła tym spokojem? To chyba był pewien przełom w Twojej karierze? - Tak szczerze mówiąc to... nie. Uczestniczki konkursów piękności często otrzymują zaproszenia na okładki najróżniejszych pism. Ja również takie dostawałam, ale nigdy wcześniej nie czułam się gotowa do wystąpienia w Playboyu. Wydaje mi się, że byłam na to za młoda. Sesja, o której mówimy, odbyła się dokładnie w moje 30-ste urodziny. Dla mnie to było wydarzenie symboliczne, a do tego piękna pamiątka. Kiedy przekraczamy 30-stkę uruchamia się w nas większa świadomość, w tym większa świadomość swojej kobiecości, swojego ciała.

16

Dzięki temu bardziej wiemy czego chcemy. Tak było też z tą sesją. Zaplanowałam ją sama tak, by była spójna ze mną. Często kiedy mówi się o sesjach odsłaniających nagość, szybko zderza się z tematem body positive. To obszar dyskusji, którego łatwo naruszyć granice. Zdarzyło Ci się to? - Mam dość kobiecą figurę. Nigdy nie byłam typowo wybiegową modelką. Te dziewczyny są naprawdę bardzo wysokie i bardzo szczupłe. Ja ze swoją sylwetką nie wpisuje się w ich wymiary. Dlatego na pokazach bywało, że nie mieściłam się we wszystkie kreacje. Ale nie wstydzę się tego, czuję się dobrze ze swoim ciałem. Staram się prowadzić zdrowy tryb życia, właściwie odżywiać. Mam też to szczęście, że nie muszę się z niczym specjalnie ograniczać i nie stosuję diet. Zresztą jestem przeciwniczką promocji odchudzania. Chyba jedynym efektem tych działań jest presja wyglądu, jaką kobiety noszą na swoich barkach. Nie ma to nic wspólnego ze zdrowiem. Przypomniała mi się wpadka Ani Lewandowskiej, która na Instastory zamieściła wideo jak tańczy w przebraniu osoby otyłej. To coś, co nieprędko zniknie z internetu. Czujesz odpowiedzialność i skalę dotarcia treści, które zamieszczasz w sieci? - Dość starannie dobieram materiały, które publikuję. Poruszam się w tematyce zdrowego trybu życia i próbuję zarażać innych pozytywną energią. Mam świadomość tego, że czasem nawet niechcący można kogoś zranić. Podkreślam: niechcący. Dlatego trudno mi ocenić przykład, który wymieniłaś, tym bardziej, że zupełnie o tym nie słyszałam! Ale jestem pewna, że Ania nie miała złych zamiarów. Otyłość, to nie zawsze efekt lenistwa czy obżarstwa, ale też chorób. Kto jak kto, ale osoba zajmująca się treningami i promocją zdrowego stylu życia, na pewno ma tę świadomość. Przyznam się, że ostatnio zastanawiałam się nad kształtem treści publikowanych w mediach społecznościowych. W znaczącej przewadze są to

posty o pozytywnym przesłaniu, przyjemne w odbiorze. Z jednej strony, to bardzo fajne, bo to motywuje. Z drugiej strony, daje to odbiorcą złudne poczucie, że życie może być idealne, jak na zdjęciu. Myślę, że brakuje nam jeszcze świadomości, że media społecznościowe to kanał komunikacji, a nie miejsce do rozliczania się ze swoich emocji czy prywatnych spraw. No i tak przebrnęłyśmy przez wszystkie pytania. Kiedyś przeczytałam, że kandydatki na Miss są mistrzami w odpowiadaniu na pytania. - Coś w tym jest, bo naprawdę różne pytania się zdarzają (śmiech). Pamiętasz te najdziwniejsze, albo najtrudniejsze? - Musiałabym się chwilę zastanowić. Podczas finału Miss Polonia jury zapytało mnie, ile wynosi „becikowe” w Polsce. To było trochę zaskakujące (śmiech). Z kolei podczas konkursu na Białorusi musiałam zająć stanowisko: czy zgadzam się, że kobieta powinna siedzieć w domu i zajmować się dziećmi i mężem? Podobało mi się to pytanie, bo rzeczywiście mogłam wygłosić, co na ten temat myślę. Niektóre konkursy też rezygnowały z pytań, na rzecz małych przemówień. W Makao podczas finałów Miss International dziewczyny, które weszły do top 12 musiały je wygłosić. Zdradzę ci, że chyba większość tego przemówienia pamiętam do dziś (śmiech). Podobnie było przy finale Miss Świata Studentek. Mówiłam wtedy o problemie powodzi. Miałyśmy świetnego moderatora. Do tego dziewczyny pochodziły z najróżniejszych stron świata, więc każda miała inne spojrzenie na te same tematy. Można było się wiele nauczyć i poznać wiele nowych perspektyw, a przy tym ominąć frazesy, za którymi nic nie stoi jak słynne „marzę o pokoju na świecie”. Jednak gdyby dziewczyny chciały, to chyba mogłyby zawalczyć o pokój na świecie? - Zdecydowanie tak.


foto Monika Zalewska, IG moniq_photo


| TEMAT WYDANIA |

W byciu piękną nie chodzi już tylko o urodę Małgorzata Molik, Miss Polski Pomorza Zachodniego, studentka prawa, a zawodowo starszy agent ds. wyważania samolotów, wbrew wszelkim hejterskim komentarzom udowadnia, że uroda i rozum nie wykluczają się. Wręcz przeciwnie, są swoim dopełnieniem. A każdy, kto jeszcze tego nie zrozumiał, powinien w końcu rozejrzeć się dookoła, bo nawet w konkursach piękności nie chodzi tylko o wygląd. ROZMAWIAŁA AGATA MAKSYMIUK / FOTO MACIEJ RAMOS / ANDRZEJ SZKOCKI

Kiedyś tytuł Miss określał tę najpiękniejszą reprezentantkę regionu lub kraju. Czy nadal jest to aktualne, czy w konkursie chodzi jedynie o urodę? - Osobiście nie postrzegam tytułu Miss jedynie przez pryzmat urody. Patrząc na konkursy piękności, nie tylko regionalne, ale też te międzynarodowe, szybko można się zorientować, że wszystkie uczestniczki są tak piękne, że jury nie jest w stanie wybrać „tej jednej” na podstawie wyglądu. Pamiętam, że w trakcie prób sama miałam duży problem, żeby wskazać, która z nas ma największe szanse na zwycięstwo. Byłyśmy zupełnie różne. Właśnie, dlatego tytuł Miss musi być połączeniem piękna zewnętrznego z pięknem wewnętrznym. Poza tym uroda w końcu przeminie, nie można się do niej przywiązywać za bardzo (uśmiech). Jednak to właśnie uroda ściąga spojrzenia publiczności na kandydatki na Miss i same Miss. Wiąże się to nie tylko z komplementami i zachwytem, ale też hejtem i szufladkowaniem. Jak sobie z tym radzić? - To problem dotyczący nie tylko uczestniczek konkursów piękności. Jeszcze kilka lat temu pracowałam jako modelka. Chyba każdy zna ten stereotyp - ładna, głupiutka blondynka, co tylko uśmiechać się potrafi. Uwagi rzucane pod kątem wyglądu są przykre, ale nie można się nimi przejmować. Sama staram się je ignorować i iść dalej. Dyskusje z autorami złośliwych, hejterskich komentarzy są bezcelowe. Szkoda nerwów, bo każdy kto choć trochę zna specyfikę pracy w modelingu, wie że stereotypy, to tylko stereotypy. Dziewczyny bardzo o siebie dbają, są dobrze wykształcone, często studiują na odległość, zdobywają kolejne tytuły naukowe. Do tego pracują z daleka od domu i swoich bliskich. To nie jest łatwe. Za zwiastun pozytywnych zmian na tym polu bierze się decyzję organizatorów konkursu Miss Ameryka - koniec występów w bikini. Czy to rzeczywiście coś zmieni?

18

- Oczywiście! Uważam, że występy przed jury i publicznością w bikini to zupełnie niepotrzebna konkurencja. Cieszę się, że tak duży konkurs jakim jest Miss Ameryka, zrezygnował z tego. Każda z dziewczyn ma inne ciało. Jedna czuje się z nim lepiej, druga trochę mniej. Jedna nie ma problemu z pokazywaniem ciała szerokiej publiczności, a druga ma i to bardzo duży. Narzucanie kobietom prezentacji w samej bieliźnie jest uprzedmiotawiające. Bo tak naprawdę, co sylwetka ma do tytułu Miss? Zwyciężczyni powinna godnie reprezentować region czy kraj, z którego pochodzi, angażować się w akcje charytatywne, szerzyć świadomość na temat najbardziej palących problemów, a nie się rozbierać. Czy uczestniczka mogłaby się zbuntować i powiedzieć w tym nie wystąpię? - Niestety, ale mam wrażenie, że nie ma tu za dużego pola do dyskusji. Odmowa występu w jednej z kategorii najprawdopodobniej wiązałaby się z dyskwalifikacją. Dlatego nowy standard zaproponowany przez Amerykę powinien być przykładem dla innych. Trzeba wiedzieć, że czym innym jest pokazanie się w pięknej sukni, makijażu i fryzurze, a czym innym rozebranie się przed publicznością. Rozumiem, że dziś nagość jest powszechna - telewizja, filmy, magazyny, reklamy to wszystko kipi od tego. Tylko, że modelki promujące bieliznę albo stroje kąpielowe pracują w zupełnie innych warunkach. Na pewno nie muszą paradować przed tłumem, epatując swoim ciałem. W konkursie, którego jest Pani zwyciężczynią, ta kategoria również Panią ominęła. - Tak to prawda, nie musiałyśmy prezentować się w bikini podczas finałów. Bardzo się z tego ucieszyłam. A jak wyglądały Pani przygotowania do konkursu? - To był mój pierwszy konkurs piękności. Wcześniej dostałam kilka sugestii, że może powinnam spróbować swoich sił w podobnych wydarzeniach czy nawet w programach telewi-


foto: Maciej Ramos

| TEMAT WYDANIA |

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

19


| TEMAT WYDANIA |

zyjnych, ale nie czułam, żeby było mi z tym wtedy po drodze. Szczerze mówiąc, nie przygotowywałam się szczególnie do decyzji o udziale w konkursie Miss Polski Pomorza Zachodniego. Do zgłoszenia namówiła mnie pani Ewa Kawka, stylistka fryzur z Choszczna, z mojej rodzinnej miejscowości. Pani Ewa była też członkinią jury. Stwierdziłam - dlaczego nie? Brzmi to jak fajna przygoda, a ja lubię przygody (śmiech). Wysłałam zgłoszenie, dostałam odpowiedź, a reszta potoczyła się własnym torem. Teraz czas na kolejny etap konkursu w drodze do korony Miss Polonii. Czy coś zaczęło się już dziać w tej sprawie? - Pierwszy termin ćwierćfinałów został odwołany przez wprowadzenie ograniczeń dotyczących zgromadzeń na obszarze Warszawy. Obecnie czekam na kolejne informacje. Wszyscy znaleźliśmy się w nowej i trudnej sytuacji, nie wiadomo czy konkurs odbędzie się zgodnie z planem, czy zostanie przeniesiony na przyszły rok. Póki co, skupiam się na obowiązkach Miss Polski Pomorza Zachodniego (uśmiech). A należy do nich? - Nie mam listy, którą muszę odhaczyć (śmiech). Moim zadaniem jest promowanie Pomorza Zachodniego w kraju. Na co dzień mieszkam w Warszawie, więc przychodzi mi to łatwiej. Niestety. obecnie nie ma zbyt wielu wydarzeń, w których mogłabym brać udział. Dlatego staram się podejmować inicjatywy na własną rękę. Jakiś czas temu pojechałam do Choszczna, gdzie zaangażowałam się w zbiórkę pieniędzy na operację dla potrzebującej dziewczynki. Praca na pełen etat i obowiązki Miss nie kolidują ze sobą?

20

- Czasem trzeba się z kimś zamienić dyżurem, ale jeśli wcześniej się to zgłosi, kierownik nie robi kłopotu. Koledzy i koleżanki z pracy byli zaskoczeni Pani udziałem w konkursie? Jest Pani kolejną Miss związaną z branżą lotniczą. - Wszyscy bardzo ciepło przyjęli wiadomość o moim zwycięstwie. Dostałam mnóstwo gratulacji. Jedna z koleżanek wspierała mnie szczególnie mocno kiedy tylko dowiedziała się, że się zakwalifikowałam. Rzeczywiście, pracuję w branży lotniczej, ale nie jestem stewardessą. Pracuję jako starszy agent do spraw wyważania w firmie LS Airport Services na Lotnisku Chopina w Warszawie. To moja pierwsza etatowa praca i jestem z niej bardzo zadowolona. Z firmą jestem związana od ponad trzech lat. Do moich zadań należy planowanie załadunku oraz przygotowanie dokumentacji wyważeniowej dla samolotów, które wylatują z Warszawy, a także niektórych powracających do Warszawy. To odpowiedzialne zadanie, czasem trochę stresujące, ale bardzo to lubię. Co teraz ma Pani w planach? - Jestem otwarta na wszelkie propozycje współpracy. Nie wiem jeszcze, co przyniesie przyszłość. Pierwszy raz spotkał mnie taki zaszczyt i mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się zrobić jak najwięcej dla innych.


#reklama


| EDYTORIAL |

GENTLE

WORRIOR Fotografie: Wojciech Jachyra - @wojciech_jachyra / Model: Matteo Ngoma / PRM Agency London Stylizacje: Dorian Dandy / Retusz: Nastia Burak / Lokalizacja: Londyn

22


| EDYTORIAL |

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

23


| EDYTORIAL |

24


| EDYTORIAL |

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

25


| EDYTORIAL |

26


| EDYTORIAL |

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

27


| TEATR |

Czasy

niesprzyjające kobietom „Czarownice z Salem” w reżyserii Adama Orzechowskiego wracają na deski Teatru Współczesnego w Szczecinie. O aktualności sztuki i skomplikowanym świecie, w jaki zostały wrzucone bohaterki spektaklu, rozmawiamy z Barbarą Lewandowską, odtwórczynią roli Elizabeth Proctor. ROZMAWIAŁA AGATA MAKSYMIUK / FOTO PIOTR NYKOWSKI

Czarownice z Salem to jedno z tych dzieł, które w zależności od czasów, w których jest prezentowane, zmienia swój wydźwięk i znaczenie. O czym dziś jest ta historia? - Teatr jest zawsze żywy, a rzeczywistość nieustannie nadaje naszej pracy nowe znaczenia. Podczas pracy nad „Czarownicami...” pobrzmiewały w nas tematy aktualne w naszym kraju, jednak staraliśmy się unikać plakatowych, prostych diagnoz. Widzowie, którzy do nas przychodzą, są dla nas ważni, dlatego pobudzamy wyobraźnię, uwypuklamy to, o czym warto rozmawiać, staramy się nie zamieniać sceny w polityczną arenę. Każdy widz, który odwiedził nas, bądź odwiedzi nas, „w Salem” znajdzie wiele aktualnych, palących tematów podanych w sposób niejednoznaczny, metaforyczny, teatralny. Czy sztuka, którą zobaczymy na scenie Teatru Współcze-

28

snego, może być odczytywana przez pryzmat feminizmu? Kobiety tu dominują, ale jednocześnie mają wiele skaz. - Bohaterki tego przestawienia walczą o swoją osobistą wolność. Próbują budować swoje szczęście tak, jak potrafią i tak, jak je rozumieją. Czynią to w niesprzyjających kobiecie czasach, w trudnej społeczności purytańskiej. Feminizm nie jest tematem tego przedstawienia, zajmujemy się chybotliwością władzy, niszczącą siłą manipulacji, niebezpieczeństwem, które czai się w mariażu polityki i religii. Kobieta jest tutaj wrzucona w ten skomplikowany świat. Temat, którego niepodważalnie dotyczy sztuka to zdrada, uległość złu. Czy pani zdaniem spektakl daje szansę znalezienia odpowiedź na pytanie - co to znaczy być zdradzonym i jak można się z tego wyleczyć? - W tym spektaklu rozma-


wiamy o zdradzie, nie szukamy jednak odpowiedzi, nie ferujemy wyroków. Przyglądamy się małżeństwu, miłości, złości, agresji. Mówimy o zazdrości, zagubieniu, depresji. Dom Proctorów jest pogrążony w kryzysie, który niszczy i wypala każdego z małżonków. Oni się kochają, choć sami w tej miłości się gubią. Na proscenium stoją dwie czerwone kanapy, które symbolizują pęknięte, ropiejące małżeństwo. To poruszający, wymykający się ocenie obraz. Postać, w którą pani się wciela, nie należy do łatwych. Elizabeth Proctor to bohaterka złożona, ale też mocno pozamykana, trudna do rozgryzienia. Jak się pani przygotowywała do roli? - Elisabeth zazwyczaj przedstawia się jako oschłą, zdystansowaną kobietę. Zależało mi więc na tym, by wydobyć z niej skomplikowaną, dojrzałą kobiecość: kobiecość zakompleksioną, nieumiejętnie namiętną, gorącą, ale i zniszczoną, kobiecość zmęczoną, wypraną, pojemną. Pracując, starałam się „wymyślić” w ten rodzaj odczuwania. Szukałam tego w sobie i w historiach bliskich mi kobiet. A czy Elizabeth Proctor ze sceny teatralnej, to ta sama Elizabeth Proctor, jaką znamy z książki - skrzywdzona, ale wierna mężowi kobieta, która, żeby chronić jego dobre imię, zaprzecza, że wiedziała o jego zdradzie? - Myślę, że każdy czytelnik ma swój obraz tej postaci. Jedno jest pewne: doświadczenie procesu, izolacja, więzienie - sprawiają, że zmienia się jej system wartości. Elisabeth zaczyna postrzegać miłość zupełnie inaczej, poza posiadaniem i transakcją. Staje się pełna zrozumienia i empatii. W tym sensie walka o dobre imię męża jest rezultatem rozwoju, nie zaś celem samym w sobie. Tę wewnętrzną przemianę starałam się uwypuklić, naświetlić. Dramat Arthura Millera, intryguje też „historią w tle”. Mówi się, że autor w postać Elizabeth wpisał swoją żonę, a w postać Abigail swoją kochankę, czyli Marilyn Monroe. Tym samym chciał się „wytłumaczyć” i dać sobie szansę. Czy takie „legendy” są pomocne w budowaniu postaci? Zawsze mamy dostęp tylko do wycinka historii drugiego człowieka. Historia Millera i Monroe kusi, lecz tak naprawdę jest to opowieść o małżeństwie, depresji, zdradzie. Jest to historia na wskroś ludzka, powszechna, a Miller i Monroe są tylko pewnym popowym, migotliwym odniesieniem. Zmierzając już do końca, jaką refleksję chciałaby pani wzbudzić w widzach spektaklu swoją rolą? - Zawsze staram się myśleć o widzach, którzy zasiądą na widowni naszego teatru. Staram się, by osoby, których przeżycia w jakimś stopniu pokryją się z doświadczeniami przedstawianej przeze mnie postaci, miały poczucie, że ich historia została potraktowana z szacunkiem. I taki jest mój cel i osobiste marzenie: dawać sobie nawzajem przestrzeń do obłaskawiania rzeczy trudnych. Tematów, które sprawiają, że szklą się oczy, a głos się łamie. O tym chcę rozmawiać, to chcę rozbrajać. Chcę skontaktować się z widzem w przestrzeni „ja też”.


| POZNAJMY SIĘ |

Aneta Zelek Rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu. Aktualnie pracuje na stanowisku profesora, gdzie jest odpowiedzialna z kreowanie usług edukacyjnych i doradczych dla środowiska biznesu. W swojej karierze akademickiej prof. Aneta Zelek pracuje nie tylko jako dydaktyk i trener, ale również jako naukowiec, konsultant i publicysta. PYTAŁA BOGNA SKARUL / FOTO SEBASTIAN WOŁOSZ

Gdy myślę o swojej uczelni to jestem przekonana, że nasz region zasługuje na szkołę biznesu z prawdziwego zdarzenia. I taką właśnie uczelnię budujemy, uczelnię wyznaczającą najlepsze standardy kształcenia menedżerów. To dlatego nasza strategia sprzeciwia się dominującemu na rynku modelowi: dużo, tanio i jakoś tam. Nasza strategia, to najwyższa jakość! Najbardziej lubię gdy studenci chcą wiedzieć więcej niż niezbędne minimum do zdania egzaminu. Pilnuję, aby studenci dużo czytali, bo nie da się zastąpić książek ikonografiką. A niestety wydaje się, że kolejne pokolenia odchodzą od słowa pisanego i wracają do pisma obrazkowego. Ostatnio moim studentom poleciłam przeczytać „Nawyk nieodwlekania. Proste sposoby na pokonanie prokrastynacji” Scotta. To naprawdę świetna lektura dla wszystkich odwlekaczy. Jako patologicznie terminowa osoba chętnie ją polecam. A moją ulubiona książką jest „Margaret Thatcher. Moje lata na Downing Street”, bo to właśnie po lekturze tej książki tak naprawdę zrozumiałam jak trudna i czasami ułomna jest ekonomia, a jednocześnie jak bardzo ulega ona prymatowi polityki. Ekonomia jest dla mnie jedną z najważniejszych współcześnie dziedzin nauk. Obok medycyny, prawa i nauk technicznych, to właśnie ekonomia decyduje dzisiaj o losach ludzkości. I choć to nie jest wiedza pasjonująca, to parafrazując: „ Ignorantia oeconomia nocet”. Moi ulubieni naukowcy to… jest ich wielu, ale wymienię tutaj dwie grupy. Pierwsza grupa to naukowcy, którzy ukształtowali moją wiedzę i poglądy ekonomiczne – to po pierwsze Milton Friedman i jego monetarystyczny nurt w ekonomii, po drugie Leszek Balcerowicz, który nauczył Polaków ekonomii racjonalnej. Druga grupa to naukowcy młodszego pokolenia. Nie sposób

30

nie wymienić Thomasa Piketty’ego, o którym piszą, że można go kochać albo nienawidzić, ale znać trzeba (polecam: “Kapitał w XXI wieku”). Nie sposób nie wspomnieć też o Yuval Noah Harari’m, izraelskim historyku, filozofie, który swoimi dziełami: „21 lekcji na XXI wiek”, „Sapiens. Od zwierząt do bogów”, czy „Homo deus”, wywołał niemało kontrowersji i tyleż samo zachwytów. Jakbym jeszcze raz się urodziła - nie chcę tak myśleć. W zasadzie lubię moje życie, moje wybory i moje troski. Najbardziej żałuję, że nie jestem w stanie odwiedzić wszystkich miejsc, o których marzę, przeczytać wszystkich książek, które są tego warte, obejrzeć wszystkich ważnych filmów, spotkać się z wszystkimi ludźmi…. itd. Żałuję, że w życiu mamy limitowany czas do wykorzystania i na pewno z czymś nie zdążymy. Lubię kwiaty, ale szczególnie te z mojego ogrodu, bo wiem, że swoją urodą odpłacają mi moje starania. Jestem zafascynowaną światem roślin ogrodniczką-amatorką i wierzę w angielskie powiedzenie: „Jeśli chcesz być szczęśliwy przez chwilę, to się upij. Jeśli chcesz być szczęśliwy przez rok, to się ożeń, a jeśli chcesz być szczęśliwy przez całe życie, to załóż i pielęgnuj ogród”. Moja ulubiona pora roku to oczywiście wiosna, bo można po długiej zimie wrócić do ogrodu. Po pracy najczęściej, jakkolwiek to nie zabrzmi, ale po pracy, najczęściej zasiadam do home office. Tak, w zasadzie większość wieczorów spędzam przy komputerze. Piszę, wykładam, sprawdzam prace dyplomowe. Ech! Na Facebooka brakuje już czasu. Gotowanie jest dla mnie wstydliwym „terra incognita”. Zabawne, bo lubię dobrze zjeść, ale nie potrafię gotować. Moje pierwsze gastronomiczne wprawki kończyły się zwykle wielką katastrofą i lądowały w śmietniku. Zostałam okrzyknięta w rodzinie antytalentem kuchennym, a opowieści o moich daniach to już rodowe anegdoty. I tak już zostało. Najbardziej nie lubię w domu robić… No właśnie… To gotowanie to jakiś koszmar. Najwięcej zachwytów podróżując zostawiłam w Singapurze, Tokio, no i w Kalifornii. O, i jeszcze Morze Martwe. Zawsze z wakacji przywożę całą masę niepotrzebnych, bzdurnych pamiątek. Zwykle trafiają po jakimś czasie na wygnanie do piwnicy. Ale uwielbiam te momenty, kiedy po latach odnajduję taką pamiątkę. To mnie wzrusza. Ostatnio najwięcej czasu poświęcam na doskonalenie mojego warsztatu prowadzenia wykładów online. Nawet to polubiłam i…. nie zgadzam się z opiniami, że to rozwiązanie gorsze, czy mniej efektywne. Jestem przekonana, że dobrze przygotowane zajęcia zdalne są skuteczną formą przekazywania wiedzy. Ale podkreślam – dobrze przygotowane i dobrze poprowadzone!


#lokalny magazyn lifestylowy Zainteresowany współpracą z magazynem Trendy? Zadzwoń 697 770 172 Dołącz do nas na www.facebook.com/MagazynMMTrendy oraz Instagram.com/MM.Trendy gs24.pl/tag/mm-trendy-szczecin


| SYLWETKA MIESIĄCA |

Hanna Mojsiuk Pierwsza w historii Pomorza Zachodniego kobieta stojąca na czele Północnej Izby Gospodarczej, największego samorządu gospodarczego Pomorza Zachodniego i współwłaścicielka salonów Mercedes-Benz w regionie. Po prostu bizneswoman. A prywatnie? AUTOR BOGNA SKARUL / FOTO SEBASTIAN WOŁOSZ

Jej tajną bronią jest szczupła, filigranowa sylwetka, blond włosy i ulubione beżowe szpilki. - Ten look może zmylić – przestrzegają jej pracownicy. - To raczej typ „żelaznej damy”. Rzeczywiście, Hanna Mojsiuk to kobieta mocno stąpająca po ziemi (choć na obcasach), z ogromną charyzmą, która wie czego chce. Zapracowana, ale poukładana, choć teraz przyznaje, że kierowanie dwoma sporymi firmami, to dla niej wyzwanie. - Bo okazało się, że doba jest za krótka – śmieje się.

32

Wraz z rodzicami i siostrami zarządza ponad 500-osobową firmą motoryzacyjną, a od paru tygodni stoi na czele jeszcze większego, bo liczącego ponad 1500 członków „przedsiębiorstwa”. Została wybrana na prezesa Północnej Izby Gospodarczej. Mówi o tym z nieukrywaną dumą, bo ku jej zaskoczeniu, wybrano ją na tę funkcję jednogłośnie. Teraz goni czas i nabija kilometry w swoim ulubionym szafirowym Mercedesie GLC Coupe. - Muszę jakoś to wszystko pogodzić – przyznaje skromnie, choć właśnie wróciła z zebrania w firmie w Koszalinie, za dwie go-


| SYLWETKA MIESIĄCA |

samochodowej. Podobnie zresztą, jak jej starsza siostra Agnieszka i młodsza Kasia, nie wyobraża sobie życia bez motoryzacji. - Choć lubię też jeździć na nartach, to jednak to nie to samo – twierdzi. fot. Sebastian Wołosz / stylizacja: Max Mara, płaszcz z kolekcji jesień - zima 20/21

Gdy jest w Szczecinie, z łóżka rano wyciąga ją tata i już o godzinie 7 zabiera na co najmniej półgodzinny spacer z kijkami. W Koszalinie z kolei, dzień zaczyna od specjalnego cocktailu z pięciu żółtek, mango, sera koziego i banana. W ogóle – jak dodaje - je bardzo dużo jajek. Gdy natomiast jest w rodzinnym domu, mama przygotowuje na śniadanie jaglankę. - Jesteśmy wegetarianami – tłumaczy Hanna Mosiuk, ale od razu zaznacza, że choć na wegetarianizm przeszła mając 14 lat i do dziś bardzo wierzy w moc zdrowych posiłków, to jest tolerancyjna dla wszystkich, którzy jedzą mięso. Opowiada, że na świątecznym stole, wbrew mięsnej polskiej tradycji, w domu rodziny Mojsiuk królują potrawy wegetariańskie, a ona odpowiedzialna jest za wypiek ciast bez laktozy i glutenu.

dziny musi być w Szczecinie na spotkaniu z przedsiębiorcami, a wieczorem w oddziale Mercedesa w Gorzowie Wielkopolskim. Firma rodzinna, w której pracuje już ponad 20 lat, nauczyła tę „żelazna damę” „żelaznej dyscypliny”, ale też współpracy. - Ta umiejętność mi się teraz przydaje w PIG-u – zaznacza. – Decyzje w naszym motoryzacyjnym biznesie podejmujemy kolegialnie, często po długich dyskusjach. W izbie jest podobnie – podkreśla i opowiada, że nawet podczas świąt, kiedy cała rodzina zbiera się przy suto zastawionym stole w domu rodziców, to głównymi tematami rozmów są… samochody. Zresztą samochody od zawsze były częścią jej życia. Już jako mała dziewczynka biegała po podwórku koło warsztatu, między naprawianymi autami. A jako nastolatka zrezygnowała ze studiów dziennych (studiowała prawo) na rzecz zaocznych, by pomagać mamie i tacie w dynamicznie rozwijającej się firmie

Choć jak sama powtarza, w całej rodzinie panuje zaszczepiony przez rodziców kult pracy, a ona teraz jest przedsiębiorcą przez całą dobę, to te rzadkie chwile odpoczynku wykorzystuje teraz na budowanie… kondycji fizycznej. Najczęściej więc biega i pływa. Lubi również czytać książki, właśnie pochłania thriller polityczny, bo polityka też jest jej pasją. Nie ma jednak ambicji politycznych. Twierdzi natomiast, że aby być dobrym przedsiębiorcą, trzeba dokładnie śledzić to, co dzieje się na politycznych korytarzach. Lubi też podróże. Z nostalgią wspomina wyjazd do Gruzji, gdzie zauroczyła ją gościnność i przepiękne krajobrazy. Ostatnio była na Biegunie Północnym. Spitsbergen zwiedzała w ciepłym stroju narciarskim i jako wegetarianka jadła prawie same ziemniaki. Swoją siłę czerpie z rodziny, a przede wszystkim od charyzmatycznego taty, który już od dziecka uczył ją nie tylko jak wygrywać w biznesie, ale także jak przekuwać porażki w sukces. - Jak byłam małą dziewczynką i się rozpłakałam, bo przegrałam z tatą w warcaby, to on mi tłumaczył, że w życiu nie zawsze się wygrywa, ale każda przegrana czegoś nas uczy – wspomina. – Tę jego „lekcję życia” pamiętam do dziś.


| MOTO |

#reklama

Bezpieczeństwo jazdy, bezpieczeństwo sprzedaży. Salon Volvo Auto Bruno w dobie pandemii Auto to produkt, który chce się dotknąć - zdradza nam Krzysztof Zaborniak, Kierownik Auto Bruno Autoryzowanego Salonu Sprzedaży Volvo w Szczecinie . I choć w dobie pandemii brzmi to ryzykowanie, to szczeciński zespół szwedzkiej marki wprowadził szereg rozwiązań, które jednocześnie zapewniają bezpieczeństwo spotkania i przyjemność współpracy. właściwy moment, by rozpocząć współpracę to z wielką chęcią spotkamy się z takim klientem. Warto jednak pamiętać, że zawsze lepiej jest się wcześniej umówić. Nie chodzi tu tylko o bezpieczeństwo, ale też komfort. Mając wyznaczoną godzinę spotkania, otrzymuje się pewność, że handlowiec będzie tylko dla nas. Pozwoli to w komfortowych warunkach, bez zbędnego pośpiechu porozmawiać i załatwić wszystkie sprawy i formalności. Umówienie się na wizytę jest bardzo proste. Można do nas zadzwonić albo napisać - jesteśmy dostępni pod mailami, ale też na messengerze czy whatsappie.

Czy w czasie pandemii Salon Volvo w Szczecinie wciąż jest otwarty na klientów? - Działamy standardowo od poniedziałku do piątku od 8 do 18 i w soboty od 9 do 14. Oczywiście wprowadziliśmy odpowiednie środki bezpieczeństwa, aby wszyscy nasi klienci mogli czuć się bezpiecznie i komfortowo.

ności zachowania dystansu. Do tego, wszystkie ogólnodostępne powierzchnie są regularnie czyszczone i dezynfekowane. Wchodząc do salonu obowiązkowo trzeba zakryć nos i usta - dotyczy to nie tylko klientów, ale też naszych pracowników. W razie pytań nasz zespół jest gotowy służyć pomocą.

O czym dokładnie mowa? - Zastosowaliśmy wszystkie środki bezpieczeństwa wskazane w rozporządzeniu Ministra Zdrowia. Należy tu wymienić umieszczenie na terenie salonu tabliczek informacyjnych i dozowników z płynem do dezynfekcji rąk, zamontowanie osłon stanowisk handlowców czy naklejenie symboli przypominających o koniecz-

Czy to znaczy, że salon nadal można odwiedzać spontanicznie? Czy lepiej jest się jednak umówić? - Uwielbiamy spontanicznych klientów i cały czas jesteśmy na nich otwarci. Jeżeli ktoś mijając Salon Volvo przypomni sobie, że ma do nas pytania, chce obejrzeć konkretny model czy po prostu od dłuższego czasu zastanawia się nad kupnem auta i poczuje, że to jest

34

A co z osobami, które zdecydowały się na indywidualny lockdown lub po prostu odbywają kwarantannę, ale mają sprawy do załatwienia w Volvo Szczecin? - Dziś większość spraw możemy załatwić zdalnie. Tak jak wspomniałem, jesteśmy dostępni na niemal wszystkich komunikatorach. Do tego w naszej ofercie są rozwiązania wpisujące się w potrzeby klientów, którzy z różnych przyczyn nie chcą lub nie mogą opuścić domu, a są zainteresowani zakupem samochodu. Mam na myśli prezentację wideo wskazanego modelu. Korzystają z nich najczęściej osoby spoza miasta czy województwa, dla których dojazd do Szczecina może być kłopotem. Auto to jednak taki produkt, który chce się dotknąć i przetestować. Tak oceniają to nasi klienci. Skoro o testach mowa… Jak w dobie pandemii wyglądają jazdy testowe? - Na początek trzeba się umówić. Przed


#reklama

każdą jazdą auto jest dezynfekowane. Testy odbywają się w obecności handlowca przy zachowaniu środków ochronnych - maseczka, rękawiczki. Na specjalne życzenie jazdę można odbyć samemu, polecamy jednak korzystać z wiedzy i doświadczenia naszych pracowników. W ten sposób można poznać cały zakres funkcji testowanego samochodu. Tak naprawdę, standardy jazdy testowej Volvo w dobie pandemii nie różnią się wiele od klasycznych standardów. Zatem, które modele cieszą się największym zainteresowaniem? - Cały czas odnotowujemy olbrzymie zainteresowanie autami klasy SUV. Mowa o takich modelach jak XC40, XC60 czy XC90. Spoglądając na rankingi sprzedaży prym wśród nich wiedzie XC60 Wszystkie te modele są dostępne na miejscu w naszym salonie. Aktualnie model XC40 z manualną skrzynią biegów można kupić juz za 114 900 zł. brutto, XC60 z automatyczną skrzynią biegów już za 151 900 zł brutto, zaś Volvo XC90 z automatyczną 8-biegową skrzynią i napędem na cztery

koła już za 221 900 zł brutto. Na klientów czekają też auta z serii 60, jak choćby sedan S60, kombi V60 czy V60 Cross Country o walorach samochodu crossowego i cechach SUV-a. Trzeba też wymienić serię 90 - S90, V90 i V90 Cross Country. Każdy klient, który nas odwiedzi może mieć pewność, że zastanie te modele. Nie ma mowy o sytuacji, w której zaproponujemy odległy termin albo odmówimy kupującemu obejrzenia samochodu czy jego nabycia w momencie gdy odpowiada mu wyposażenie, silnik i kolor. Warte zaznaczenia jest również to, że praktycznie przez cały rok mamy dla Klientów akcje specjalne w których proponujemy nabycie określonych modeli Volvo z dużymi korzyściami, czy to finansowymi, czy związanymi z dodatkowym wyposażeniem w prezencie. Aktualnie można u nas kupić objęte promocją, wybrane modele Volvo dostępne od ręki z kompletem kół zimowych w prezencie lub używane Volvo Selekt z leasingiem 100% i dodatkowymi akcesoriami wartości do 15 000 zł w prezencie.

| MOTO |

Warto śledzić fanpage na Facebooku i stronę internetową. Tam zamieszczamy wszelkie informacje o ofertach promocyjnych i korzyściach z nich płynących. Paleta samochodów Volvo jest jednak znacznie większa. Co sprawia, że właśnie wymienione przez Pana modele cieszą się takim zainteresowaniem? - Po pierwsze design. Wymienione modele Volvo zostały zaprojektowane z niezwykłą starannością. Wnętrza wyróżniają się naturalnymi wykończeniami. Nie ma mowy o substytutach. Z kolei zewnętrzne kształty są wyraziste, ale jednocześnie bardzo eleganckie. Zwieńczeniem są przednie lampy LED w kształcie młota Thora. Po drugie, wysoki standard bezpieczeństwa. U konkurencji klienci często muszą dodatkowo zamawiać i płacić za pewne rozwiązania podnoszące bezpieczeństwo i komfort jazdy. U nas to wszystko zawiera podstawowe wyposażenie. Połączenie tych cech gwarantuje prawdziwą satysfakcję i tym samym przekłada się na tak duże zainteresowanie.

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

35


| KULTURA |

Festiwale, gwiazdy i... koronawirus Początek jesieni okazał się w tym roku czasem festiwali. Pandemia koronawirusa spowodowała, że wiosną wszystkie wydarzenia kulturalne trzeba było odwołać. To, co udało się uratować, zobaczyliśmy niedawno.. AUTOR MAŁGORZATA KLIMCZAK / FOTO SEBASTIAN WOŁOSZ

Festiwal to duże przedsięwzięcie, nie zawsze pod względem finansowym, ale przede wszystkim pod względem organizacyjnym. Przygotowanie festiwalu trwa zazwyczaj około roku, a organizatorzy mierzą się dużymi wyzwaniami, począwszy od kwestii finansowych i technicznych po kwestię zachcianek artystów. Tym bardziej bolesne okazało się odwołanie tych wszystkich wydarzeń wiosną. Pandemia koronawirusa uderzyła mocno i boleśnie. Jak do tego podeszli organizatorzy festiwali? Przede wszystkim dzielnie. Budowanie marki W Szczecinie było wiele festiwali, które nie przetrwały próby czasu, ale są takie, które dzielnie się trzymają i rozwijają, chociaż proponują wydarzenia ambitne, co w opinii wielu nie powinno znajdować masowych zwolenników. Wydawałoby się, że ambitne rzeczy mają małe szanse przetrwania w zalewie kiczu i tandety sączących się z telewizji i internetu. A jednak w Szczecinie to wysoka jakość artystyczna trzyma festiwale na fali. Tak jest z Kontrapunktem, który w tym roku miał się odbyć po raz 55. Dobrze trzymają się też festiwale muzyczne. To kwestia budowy marki festiwalu. – Proces budowania marki festiwalu i zainteresowania publiczności musi trwać - uważa Dariusz Startek, który stworzył Szczecin Music Fest. - To marka tego festiwalu powoduje, że artyści chcą przyjeżdżać. Z kolei dobrzy artyści przyciągają publiczność... Udało nam się przez te lata sięgać po najwyższe cele, najbardziej gorące nazwiska artystów, ale to zasługa dobrej organizacji, świetnej współpracy, dobrych relacji. Szczecin Music Fest jest pierwszym, organizowanym w Szczecinie festiwalem, który prezentuje wiodące nurty współczesnej muzyki świata, zarówno w wykonaniu wielkich, jak i wschodzących gwiazd. Na SMF wystąpili już m.in. Cesaria Evora, Mariza, Susan Vega, Chick Corea, Cronos Quartet, Paco de Lucia, Chris Botti, Pat Metheny, Herbie Hancock, Zaz, Asaf Avidan, Imany, Selah Sue. Szczecin Jazz to młody, bo dopiero 5-letni festiwal, ale już udało mu się zorganizować Koncert Roku 2019. To był koncert Erykah Badu w Netto Arenie. - Myślałem o tym, że jako Szczecin Jazz potrzebujemy czegoś, co będzie nas stymulowało do rozwoju. Musimy wyjść z najwyższego muzycznego C, jakie jest obecnie

36

na świecie - mówi o tym koncercie Sylwester Ostrowski, twórca Szczecin Jazz. - Rozmowy z Erykah Badu trwały, aż w końcu udało się wszystko spiąć kilka miesięcy przed koncertem. Teraz marzenia organizatorów dotyczą The Cokers i Billy Harpera. „Nie spoczniemy, a dopniemy żeby najważniejszy zespół współczesnego świata jazzu przyjechał do nas celebrować 20-lecie Zmagań Jazzowych” - możemy przeczytać na facebooku. O czym marzą artyści Organizatorzy festiwali są przygotowani na to, że musza spełnić wiele oczekiwań przyjeżdżających gwiazd. Zapisane są one w riderze. Jest to szczegółowy spis potrzeb zespołu. Oprócz prywatnych wymagań gwiazd, znajdują się w nim także kwestie dotyczące logistyki czy potrzebnego sprzętu. Organizatorzy często otrzymują 50-stronicowe listy życzeń. Zmiany organizatorzy próbują negocjować z menagementem. O ile kwestie logistyczne czy techniczne są oczywiste, bo skoro koncert ma się odbyć, to trzeba zapewnić odpowiedni sprzęt, nagłośnienie, scenę, to oczekiwania osobiste czasami zaskakują. Niektórzy chcą specjalnych potraw, często sprowadzanych z dziwnych zakątków świata, niektórym się marzy tylko woda mineralna czy mleko do kawy. Niektórzy marzą o świeżo ściętych kwiatach określonego gatunku i koloru, a niektórzy o czerwonym papierze toaletowym. Są też zapotrzebowania na białe gołębie, zwierzęta, białe ściany w apartamencie czy masażystkę. Erykah Badu, bohaterka najlepszego koncertu ubiegłego roku miała apartament prezydencki o powierzchni 80 m kw. Towarzyszyli jej: prywatna asystentka, garderobiana, manager, dyrektor artystyczny oraz chórki. Organizatorzy otrzymali również wytyczne dotyczące menu gwiazdy. Wokalistka jest weganką i jest bardzo wymagająca co do posiłków. Mimo tylu wyzwań organizowanie koncertów i festiwali może się okazać dobrą zabawą i wielka przyjemnością. - Pamiętam podekscytowanie, które towarzyszyło pierwszemu festiwalowi Szczecin Jazz. Jeździliśmy na łyżwach, śpiewaliśmy w tramwaju. Wszyscy się zastanawialiśmy, jaki będzie ten festiwal i był przy tym dreszcz emocji - mówi Robert Grabowski ze Szczecińskiej Agencji Artystycznej. I uderzył grom Koronawirus zniweczył ponad roczną pracę wielu ludzi. Szczecińskie festiwale przybrały zupełnie inną formę. 55. Przegląd Teatrów Małych Form Kontrapunkt nie odbył się, jak zaplanowano w dniach 8-16 maja 2020. - Już 6 marca podjęliśmy decyzję o odwołaniu festiwalu. Wtedy nie było wiadomo, na kiedy przełożyć imprezę, jak długo potrwa pandemia - mówi Marek Sztark, dyrektor Kontrapunktu. - Zamknęliśmy się w lockdownie i szukaliśmy jakichś rozwiązań.


| KULTURA |

Postanowiliśmy, że festiwal w takiej formie, w jakiej zaplanowaliśmy, odbędzie się w przyszłym roku. Ale teraz zorganizowaliśmy prolog do jubileuszowego przeglądu. To wydarzenie, było tylko przedsmakiem, wstępem i prologiem do tego, co ma się wydarzyć w przyszłym roku podczas festiwalu jubileuszowego. - Majowy Kontrapunkt musieliśmy odwołać, ale śledziliśmy cały czas, co się dzieje w kulturze i uznaliśmy, że pozwolimy naszym widzom trochę posmakować tego, co będzie w przyszłym roku. Prolog Kontrapunktu w bardzo okrojonej wersji odbył się we wrześniu. Również we wrześniu odbył się Szczecin Jazz 2020. Jak podkreśla Anna Giniewska podczas zapowiedzi jednego z koncertów „Nie da się zastąpić muzyki granej na żywo. Ona musi być w żywym spotkaniu, a nie online”. Szczecin Music Fest z czterech zaplanowanych na wiosnę koncertów ostatecznie zorganizuje jesienią tylko dwa. 16 listopada w filharmonii zagra Richard Bona, zaprzyjaźniony z festiwalem od lat. 22 grudnia w tym samym miejscu zagra Kroke. Covidowe przemyślenia Po tym, co spotkało ludzi kultury z powodu koronawirusa, wielu twórców i organizatorów zaczęło weryfikować pewne rzeczy. Pojawiły się refleksje i nowe pomysły na temat funkcjonowania festiwali. Ekipa Kontrapunktu zamieściła na swoim facebooku bardzo ciekawy tekst: „Strumienie pieniędzy wydawane na towarzyszące

rozmaitym eventom czy festiwalom bibeloty – jasne! Festiwal bez torby, koszulki czy kubka (często lądujących w koszu zaraz po zakończeniu wydarzenia) – z całą pewnością byłby mniej udany…. Tak. Jesteśmy (bądź bywamy) hipokrytami. My organizatorzy wydarzeń również. Bo tak bardzo przywykliśmy do tego, że jeśli coś jest dostępne, to bierzemy nie pytając, skąd pochodzi i jaka jest tego realna społeczna czy ekologiczna cena. Jak już wspomnieliśmy, nie wiemy, czy pandemia ma jakikolwiek bezpośredni związek z tymi zjawiskami. Ale myślimy, że może być impulsem do namysłu. Słuchając głosów tych, którzy ponuro przepowiadają, że świat po pandemii nie będzie już taki sam, może warto obawiać się czegoś wręcz przeciwnego - że niestety może taki być. Wiedząc, że ludzka pamięć już wielokrotnie okazywała się być przerażająco krótka. Może jednak nie? Pomarzmy. Że człowiek się zatrzymuje. Że pyta. Że wyciąga wnioski. Że szuka nowych rozwiązań. Że…..”. Teatr Kana organizujący festiwal Spoiwa Kultury, również przeniesione na wrzesień, zdecydował się na relacje online dla części widzów. - Jesteśmy bardzo podekscytowani faktem, że część wydarzeń po raz pierwszy przeprowadziliśmy w internecie w formule live streaming, co oznacza, że mogliśmy spotkać się z Widzami na całym świecie! Pamiętamy, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, a nowe jakości niech staną się naszym wspólnym, nowym doświadczeniem poszukiwania Spotkania i bycia razem - podsumowuje Dariusz Mikuła, dyrektor Teatru Kana.

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

37


| KULINARIA |

Dieta wege w praktyce Zastanawiając się nad tradycyjnym, polskim obiadem na myśl przychodzi kotlet schabowy, bigos, gulasz... Można długo wymieniać. Jedno będzie łączyć wszystkie te dania – mięso. No bo jak posiłek bez kotleta czy szynki?! AUTOR KAROLINA JASKÓLSKA

Niejedzenie mięsa, czyli wegetarianizm narodził się na subkontynencie indyjskim w II tysiącleciu p.n.e. Utożsamiany był wówczas z wierzeniami. Na naszym kontynencie pojawił się w VI wieku p.n.e., A co ciekawe, Leonardo da Vinci był pierwszym znanym wegetarianinem, a oszczędzał zwierzęta wyłącznie z etycznych powodów. Inną znaną osobą wyznającą zasady wegetarianizmu był Richard Wagner. Czy wegetarianizm i weganizmie to tylko moda, a może styl życia i filozofia? O wege w praktyce opowiada Jakub Mauricz, dietetyk, szkoleniowiec. A swój głos do dyskusji o braku produktów zwierzęcych w posiłkach dorzucają: Ania, od ponad 1,5 roku weganka, a wcześniej około 5-6 lat wegetarianka. Kasia, od ponad roku weganka, która je jaja (ta odmiana wegetarianizmu nazywana jest owowegetarianizmem) oraz Tomek, od ponad roku wegetarianin. Jak najlepiej zacząć żegnać się z jedzeniem mięsa? Osobiście przyznam, że nie jestem zwolennikiem diety wegańskiej - a więc całkowicie eliminującej pokarmy pochodzenia zwierzęcego – mówi Jakub Mauricz. - Za to nie mam nic przeciwko wegetarianizmowi, fleksitarianizmowi, czy peganizmowi, a więc systemom żywieniowym, które po prostu zmniejszają spożycie produktów odzwierzęcych. Żegnanie się z mięsem powinno odbywać się w taki sposób stopniowy. W dalszym ciągu pozostawiamy w menu produkty bogate odżywczo. Dla przykładu: pierś kurczaka daje nam jedynie 79 g wody, 20 g białka i 1 g tłuszczu. Pod kątem związków mineralnych, takich jak żelazo, wygląda dość ubogo. Dla porównania, wątróbka drobiowa, to nie tylko

38

mieszanka białek, tłuszczów i cholesterolu, ale także źródło żelaza, witamin grupy B, jak również witamin A, D i K. Minimalizując podaż mięsa, powinniśmy w dalszym ciągu dostarczać jajka, czerwone mięso (na przykład stek wołowy) i podroby. Choćby uzupełniająco, kilka razy w miesiącu, czy tygodniu, w zależności od naszej aktywności fizycznej oraz zapotrzebowania.

bory mogą prowadzić właśnie do anemii, problemów z wydolnością sportową, a także kłopotami dotyczącymi układu nerwowego, bo coraz częściej mówi się o tym, że deficyty witaminy B12 dają podobne objawy co neuroborelioza. Po to jednak mamy suplementy diety, aby potencjalne deficyty uzupełniać. Trzeba być jednak świadomym tej potrzeby.

Kasia: Miałam problemy z brzuchem. Bolał mnie, był wzdęty. Drogą eliminacji różnych produktów doszłam do tego, że najlepiej czuję się, gdy nie jem mięsa.

Tomek: Na samym początku mój organizm długo przestawiał się na bezmięsną dietę. Można powiedzieć, że się oczyszczał. Nic dziwnego, nagle zacząłem jeść dużo warzyw i owoców. Lekki szok. Po dwóch, trzech tygodniach wszystko wróciło do normy. Brakowało mi też tej mięsnej tekstury. Takiego smaku, a raczej konsystencji mięsnej. To wszystko minęło, jak pojawiły się produkty typu wegekotlety.

Tomek: Przestałem jeść mięso, kiedy zacząłem ćwiczyć. Została mi rozpisana dieta, która wykluczała praktycznie mięso. Dobrze się na niej czułem i całkowicie przeszedłem na wegetarianizm. Ania: Ja długo zbierałam się do tego, żeby zrezygnować z jedzenia mięsa. Zrobiłam to ze względu na swoje przekonania. Nie chcę być trybikiem w maszynie wykorzystującej zwierzęta. Jakie mogą być jakieś skutki uboczne niejedzenia mięsa? Powiedzmy sobie otwarcie, że każdy system diety eliminacyjnej może być niedoborowy i diety roślinne nie są tutaj wyjątkiem. Dieta bezglutenowa, bezmleczna, czy właśnie roślinna mogą wiązać się z problemem deficytu danego składnika i zasada jest tutaj jedna - spożywanie nieprzetworzonych i pełnowartościowych, a także zróżnicowanych produktów spożywczych. Po prostu eliminując źródło białka, czy żelaza, należy znaleźć substytut, zamiennik. Nie ulega jednak wątpliwości, że w przypadku diety roślinnej, często mówi się o niedoborach żelaza i witaminy B12. Długotrwałe niedo-

Kasia: Pierwszym efektem po rezygnacji z mięsa było to, że się lepiej czułam. Ale minusem było to, że zaczęły wypadać mi włosy. Z czasem się to unormowało. Długo szukałam też różnych smaków, które zastępowały mi znane dotąd potrawy. Ania: Ja przez miesiąc miałam wieczny głód. Nie umiałam znaleźć sobie smaku, chodziłam głodna – tak mi się zdawało. Szukałam „czegoś do przegryzienia”, co nie było jedynie warzywem. Jakimi produktami najlepiej i najłatwiej zastąpić produkty zwierzęce? Wbrew pozorom nie powinny być to nasiona roślin strączkowych, przynajmniej nie w podstawie. Pomimo sporej zawartości białka, są one także bogate w kwas fitynowy oraz lektyny pokarmowe. W branży żywieniowej utarło się hasło „lektyny, to złe dziewczyny”. Nadmierna ekspozycja


| KULINARIA |

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

39


| KULINARIA |

na lektyny powoduje kłopoty z trawieniem i wzdęcia, jak również rozregulowuje pracę układu odpornościowego. Zdecydowanie lepszym pomysłem jest wybór superkasz, takich jak gryka, amarantus, czy komosa ryżowa. Mimo że są to dla nas przede wszystkim źródła węglowodanów i błonnika, to mają także 12-15 g pełnowartościowego białka w 100 g porcji. Ponadto komosa i amarantus pokrywają także sporą część zapotrzebowania na żelazo. Biorąc pod uwagę, że zapotrzebowania człowieka na białko kształtuje się na 1.2-1.5 g na kilogram suchej masy ciała, oznacza to, że dla człowieka o masie 70 kg, 300 g superkasz pokrywa połowę dziennego zapotrzebowania na białko. Dodajmy do tego uzupełnienie w formie tofu, czy białka konopnego i już mamy pokryte całe zapotrzebowanie. Tomek: Nie jest łatwo zdobyć coś innego niż podstawowe produkty, które znajdujemy w sklepach. Tu przydają się strony i fora internetowe, a nawet fanpage na FB – można znaleźć tam wiele inspiracji i można dowiedzieć się, w którym sklepie jest coś dobrego. Ania: Ja też poluję w sklepach na alejkach bio, wege. Ale pojawia się to jednorazowo. Choć jak zaczynałam, to więcej czasu spędzałam w kuchni gotując, bo dostęp do wegańskich dań był jeszcze mniejszy. Teraz jest tego jednak coraz więcej. Widać różnicę. Kiedyś gotowe produkty, jak już się pojawiały, to były bardzo drogie. Najeść się nimi też nie dało. Na starcie mojej przygody z weganizmem doznałam szoku czytając różne przepisy. Większości przypraw czy składników kompletnie nie znałam. I wiem, że niektórzy mięsożercy najbardziej boją się właśnie tych produktów, które nie są od ręki dostępne. A teraz jest nawet trend „mniejszego kombinowania w kuchni”, bo więcej można kupić. Kasia: Jak pewnego dnia postanowiłam nie jeść mięsa. Jednak szybko zraziłam się do tego pomysłu, bo produktów było bardzo mało i były drogie. Przerzuciłam się na warzywa i owoce, rezygnując z innych potraw. Potem wróciłam do nich, ale trochę minęło. Z jakimi komentarzami mogą spotkać się weganie i wegetarianie?

40

Żywienie to ogólnie ciężka kwestia. Każdy z nas w końcu je i każdy z nas ma jakieś doświadczenia i wyobrażenie związane z odżywianiem. Dlatego też każdy człowiek - niezależnie od stylu żywienia który proponuje - może się spotkać z przytykami ze strony opozycji. Nie warto tego roztrząsać. Najczęściej jest to pytanie: co ty jesz? Ania: Wielu osobom się wydaje, że jak nie jesz produktów zwierzęcych i odzwierzęcych, to nie jesz nic. Moja rodzina też wciąż wypytuje, czy to i to zjem itd. A babcia wychodzi z założenia, że jak z zupki wyjmie mięsko, na którym była gotowana, to będzie idealnie (śmiech). O, albo z bigosu mam wygrzebywać sobie kiełbasę! Mama chciała się nauczyć i gotowała ze mną. Czasem ma problem, co czym zastąpić, ale stara się. A z takich „fajnych” tekstów, które usłyszałam to, że gdyby ludzie nie jedli mięsa, to by z drzew nie zeszli (śmiech). Tomek: Ja się spotkałem ze stereotypem, że jak ktoś jest wegetarianinem, to musi być kobietą (śmiech). Inni faceci nie rozumieją tego, wydaje się to niemęskie. Spotkałem się nawet z agresją. Kasia: Bo kobiety wiecznie są na dietach, może dlatego? Ludzie nie rozumieją, albo nie chcą zrozumieć… Jeszcze z punktu widzenia sportowca – nie jesz mięsa, nie masz mięśni itd. Ale przecież zastępuje się białkiem, innymi produktami. Zdarza się, że jak w restauracji proszę o wegańskie danie, a pani pyta, czy może być coś z owoców morza. Często jest też mylona dieta wegańska z wegetariańską. Świadomość jeszcze u nas kuleje. Jak urozmaicać dietę bez mięsa Wbrew pozorom, dieta bezmięsna może być bardzo urozmaicona. Wystarczy wspomnieć takie potrawy jak chakalaka, czy ratatouille, naleśniki z masłem orzechowym i bananami, risotto z warzywami, czy makaron z boczniakami i pikantną oliwą. Fakt, że eliminujemy mięso czy owoce morza, ale nadal daje nam możliwości skorzystania z bulw, zbóż, nasion roślin oleistych i orzechów, strączków, grzybów, a także warzyw i owoców. Wystarczy przejrzeć inspiracje kulinarne i na pewno coś dla siebie

znajdziemy. Kasia: Na szczęście w sklepach znajdziemy coraz więcej gotowców dla wegan i wegetarian. Kaszotta, rissotta są tworzone dla wszystkich – tych co jedzą mięso i tych co jego nie jedzą. Ania: Są też przyprawy, które udają smaki produktów zwierzęcych i odzwierzęcych. Jest sól udająca zapach i smak jaj. Można poszaleć (śmiech). Czy nasze lokale są przygotowane dla wegetarian i wegan Tak, chociaż nie ulega wątpliwości, że w standardowej restauracji, takich potraw bezmięsnych policzymy pewnie na palcach jednej ręki w karcie dań. Ania: Często spotykam się w restauracjach, że dania podpisane jako wegańskie są tak naprawdę wegetariańskie. Nie ma rozróżnienia. Przykładowo w potrawach jest masło, nabiał – ja tego jako weganka nie jem. Może to wynikać z faktu, że wegetarianie w naszym kraju kojarzeni są z jaroszami, jarosze jedzą ryby i produkty odzwierzęce. Trochę jeszcze trzeba jeszcze się w naszym kraju nauczyć. Kasia: Ja złapałam się na tym, jak wybierałam dietę pudełkową, że coś podpisanego jako wegańskie było po przeczytaniu etykiety wegetariańskie. W knajpach zupy są np. na śmietanie, frytki są robione na tłuszczu zwierzęcym. Dużo tego. Tomek: Największy problem jest, jak czymś trzeba zastąpić jaja…. No i śmietana. To jest wyzwanie. Jednak nie wiem, co by musiało się stać, żebym znów zaczął jeść mięso. Czuję się doskonale i jestem zdrowszy. Weganie i wegetarianie zgodnie przyznają, że nie wróciliby do potraw mięsnych, że są bardziej świadomi i widzą jaki pozytywny wpływ ma na nich brak produktów zwierzęcych i odzwierzęcych. Nie było łatwo, ale świat idzie do przodu i z nim świadomość społeczeństwa. I pamiętajmy, narzucanie komuś swoich poglądów nie jest dobre i dla tych co jedzą i nie jedzą produktów zwierzęcych i odzwierzęcych.


Zadzwoń i zamów z dostawą! +48 91 303 31 53 WŁOCHY w sercu Szczecina - ul. Pańieńska 14

@timoszczecin

@timo_szczecin


| ZDROWY STYL ŻYCIA |

Jesień, zima – sport się nas trzyma. Dlaczego warto i jak to robić? Sport uprawiany jesienią i zimą niesie ze sobą wiele korzyści. Wzmacnia odporność, poprawia samopoczucie i pomaga zrzucić zbędne kilogramy. Uprawiać sport w tym okresie może każdy, niezależnie od wieku, lecz trzeba dobrać aktywność do swoich możliwości. Ważna jest także dieta. AUTOR SZYMON WASILEWSKI

Aktywność fizyczna uprawiana w niższych temperaturach podnosi odporność organizmu. Hartujemy się. Ciało musi dostosować się do niskiej temperatury, intensyfikują się więc procesy termoregulacji. Prowadzi to do zwiększonego zużycia energii, czyli także do spalania zbędnych kalorii – czytamy w komunikacie Narodowego Centrum Badania Kondycji Fizycznej, Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Na przykład godzinna jazda na łyżwach pozwala spalić ponad 500 kalorii. Badania dowodzą, że przebywanie (a zwłaszcza aktywność fizyczna) w niskich temperaturach jest czynnikiem, który sprzyja powstawaniu brunatnej tkanki tłuszczowej, biorącej udział w produkcji ciepła. U osób dorosłych brunatna tkanka tłuszczowa pełni istotną rolę w utrzymaniu prawidłowej masy ciała i zapobieganiu insulinooporności, która jest czynnikiem zwiększającym ryzyko zachorowania na cukrzycę. Sporty zimowe, takie jak jazda na łyżwach, pobudzają do pracy nieużywane na co dzień partie mięśni i wzmacniają kręgosłup. Jazda na łyżwach poprawia wydolność organizmu, kształtuje i rozwija wytrzymałość, a także siłę i koordynację ruchową.- Podczas jazdy pracuje całe ciało. Pracują nasze nogi, jak i kręgosłup czy ramiona pozwalające utrzymać równowagę - tłumaczy specjalista Narodowego Centrum Badania Kondycji Fizycznej. Dla ciała i ducha W okresie jesiennym i zimowym uprawianie sportu może być dobrym sposobem na depresję. Aktywność fizyczna stymuluje wydzielanie hormonu szczęścia, co ma szczególne znaczenie w okresie zimowym, kiedy na dworze szybko robi się ciemno, a nasz nastrój się obniża. Tymczasem statystyki wskazują, że Polacy wciąż są za mało aktywni fizycznie, szczególnie zimą. Sondaż przeprowadzony na zlecenie Benefit Systems przez Kantar TNS w styczniu 2018 r. na losowej próbie 1800 Polaków powyżej 15. roku życia wykazał, że blisko 40 proc. z badanych nie podejmuje aktywności fizycznej nawet raz w miesiącu, choćby takiej, jak spacery. Najczęściej jeździmy na rowerze lub spacerujemy, ale robimy to najchętniej od wiosny do późnej jesieni. Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) jako

42

minimum zaleca 150 minut umiarkowanej lub 75 minut intensywnej aktywności fizycznej w tygodniu, a zgodnie z zasadą kardiologiczną (3x30x130) powinniśmy ćwiczyć co najmniej trzy razy w tygodniu po 30 minut z tętnem na poziomie 130 uderzeń na minutę. Eksperci podkreślają, że na ruch nigdy nie jest za późno, a aktywność fizyczną z powodzeniem można, a nawet należy, uprawiać przez cały rok. Trzeba ją jednak dobrać do wieku i kondycji fizycznej - na przykład seniorzy zamiast jazdy na łyżwach mogą zimą uprawiać nordic walking. Warto zadbać o dietę Dieta na jesień powinna dostarczać zdrowych kalorii i rozpieszczać smakiem. Jesienią, gdy spada temperatura, organizm domaga się więcej energii, by się rozgrzać i więcej składników odżywczych, aby skutecznie bronić się przed infekcjami. Jesienna dieta powinna zatem obfitować w rozgrzewające i odżywcze posiłki kuszące smakiem. Pikantne, korzenne, aksamitne - zupy jesienne to najlepszy sposób na rozgrzanie się od środka. Taka dieta zapobiega napadom głodu na słodycze, zarówno tym wynikającym ze spadku temperatury, jak i tym, które są wyrazem tęsknoty za słońcem. Zupy warzywne i rosoły dostarczają energii oraz ciepła pozostającego w nas dłużej niż najgorętsza nawet herbata. - Powinniśmy się skupić na składnikach, które wspierają naszą dietę, czyli powinniśmy spożywać jak najwięcej minerałów, witamin, mikroelementów. Warto używać tego, co nam zostało po lecie: przetworów, mrożonek, kiszonek. W okresie jesienno-zimowym będą miały bardzo dobry wpływ na nasze samopoczucie – mówi Katarzyna Piotrowska, dietetyk medyczny w Domu Lekarskim w Szczecinie. Jak dodaje nasza ekspertka, należy pamiętać także o świeżych warzywach i owocach. – W sezonie jesienno-zimowym powszechnie dostępne są owoce cytrusowe, bardzo bogate w witaminę C, warto z tego korzystać – opowiada Katarzyna Piotrowska. Bardzo ważny w tych zimniejszych dniach będzie błonnik, którego szukać możemy np. w produktach zbożowych, takich


| ZDROWY STYL ŻYCIA |

jak chleb żytni. Błonnik dostarczy nam energii na dłużej, a jeśli dodamy świeże warzywa, zwiększymy nie tylko smakowitość potrawy, ale także wartość odżywczą posiłku. W Skandynawii się mówi: „nie ma złej pogody, jest zły ubiór”. Nasza ekspertka wychodzi z podobnego założenia. - Pogoda nie jest blokadą, wszystko jest kwestią podejścia. Kiedy mamy mniej słońca, lepiej zwiększyć spożywanie ryb morskich. Dostarczają nam dużo witaminy D, zawierają sporo kwasów omega 3, które budują nam odporność – dodaje. Należy pamiętać o ciepłych płynach, herbatach ziołowych. Zapominamy często o spożyciu wody, a pić należy nie tylko w upały, ale także zimą i jesienią. Nawodnienie organizmu zawsze jest bardzo ważne. Sprawia ono, że usuwamy toksyny z organizmu, a dzięki temu mamy lepsze samopoczucie. Częstym objawem związanym ze zbyt małym nawodnieniem jest ból głowy. Jeżeli przyjmujemy odpowiednią ilość płynów, pomoże nam to utrzymać odpowiednią masę ciała, ponieważ wtedy objętość posiłków będzie mniejsza.

Zbawienna dla organizmu jest też kapusta kiszona, czosnek, który działa antybakteryjnie, cebula, buraki. Warto pamiętać o rozgrzewających przyprawach typu kurkuma, cynamon, chilli, kardamon, imbir, które pobudzają metabolizm i wspomagają budowanie odporności. - Suszone przyprawy nie są pozbawione wartości odżywczych, ale jeśli mamy wybór, wybierajmy świeże produkty – zauważa Katarzyna Piotrowska.

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

43


| STYL ŻYCIA |

SIŁA jest kobietą. Szczecińska studentka mistrzynią świata juniorek w bikini fitness Ma dopiero 20 lat i pierwszy sezon zawodów za sobą. Tymczasem już może poszczycić się tytułem mistrzyni świata w bikini fitness. Marcelina Woźniak wywalczyła to osiągnięcie podczas imprezy w Rumunii. TEKST MAURYCY BRZYKCY / FOTO ARCHIWUM PRYWATNE

44

Marcelina Woźniak, pochodzi z okolic Konina, a od roku mieszka i studiuje w Szczecinie. Nad swoim ciałem pracuje już od jakiegoś czasu, ale do „światka” bikini fitness trafiła trochę przypadkowo. - Siłowo trenuję już od dwóch lat - mówi Marcelina Woźniak. - Sama po sobie widziałem, jak zmienia mi się sylwetka, widziałam efekty, ale to pytania ludzi zachęciły mnie do spróbowania sił w zawodach. Ludzie pytali na siłowni, czy się przygotowuję do jakiś imprez, bo tak dobrze się prezentuję. Postanowiłam zgłębić temat, zaczęłam obserwować, jak trenują dziewczyny do takich zawodów. Postano-


| STYL ŻYCIA |

wiłam znaleźć trenera i od roku przygotowywałam się już do imprez. Pierwszy sezon w wykonaniu Marceliny był lepszy, niż wszyscy zakładali. W sierpniu wygrała Puchar Bałtyku w bikini fitness, a później była mała seria srebrnych medali. Woźniak została wicemistrzynią Polski oraz wicemistrzynią Europy juniorów. Te ostatnie zawody zostały rozegrane w hiszpańskiej miejscowości Santa Sussana. - Tak naprawdę nie sądziłam, że tak dobrze mi pójdzie w kolejnych zawodach - mówi Marcelina Woźniak. - Początkowo nastawiałam się tylko na Puchar Bałtyku.

Mistrzostwa świata odbywały się w Rumunii. 20-letnia Marcelina brała udział w bikini fitness, ale rozegrało się tam więcej kategorii, także klasyczna kulturystyka. Był podział również na kategorie wiekowe, Woźniak startowała jako juniorka młodsza. - Na całe zawody składają się dwie rundy - opisuje mistrzostwa świata Marcelina Woźniak. - W eliminacyjnej trzeba przed jury zaprezentować cztery pozy: tyłem, przodem oraz jednym i drugim bokiem. Sędziowie zwracają uwagę na sylwetkę, kobiecość, ale także na sposób poruszania się, bo prezentujemy się w szpilkach, czy choćby pewność siebie. Nie dostaje

się więc punktów za same mięśnie czy sylwetkę. W finale jest już bardziej układ dowolny. Udało mi się wygrać z dużą przewagą, co bardzo mnie ucieszyło. Póki co, ta dyscyplina na samych zawodach pieniędzy nie przynosi. - Za mistrzostwo świata dostałam puchar, medal i dyplom - mówi z uśmiechem Marcelina Woźniak. - Trudno w tej branży pewnie o duże pieniądze, chyba że złapie się szybko dzięki temu jakieś kontrakty reklamowe. Można też zostać trenerem personalnym, ale na razie, to nie dla mnie.

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

45


| ZDROWIE i URODA |

#reklama

W listopadzie WSZYSCY nosimy wąsy!

wiedzę na temat profilaktyki nowotworów jąder

na wagę złota. Panowie skoncentrowani są na wyznaczonych przez siebie celach, ale na próżno szukać na tej liście pozycji „Wizyta u urologa”, „EKG” czy „Badania krwi”. Trudniej im rozmawiać na poważne tematy, szczególnie te dotyczące ich zdrowia. Wielu z nich przyznaje, że dopiero za namową partnerki, są gotowi podjąć męską decyzję i umówić się na wizytę lekarską. Odzwierciedlenie takiej sytuacji widać w statystykach. Mężczyźni będący w związkach żyją dłużej i bardziej dbają o profilaktykę.

i prostaty. Do akcji włączają się również kobiety,

Rób to co miesiąc

których rola w dbaniu o męskie zdrowie jest

Nowotwory jąder i prostaty w początkowej fazie zazwyczaj nie dają żadnych objawów. W związku z tym bardzo łatwo można je przeoczyć. Gdy pojawia się ból, rak jest już w zaawansowanym stadium. Niezwykle ważna jest profilaktyka – wystarczy poświęcić kilka chwil na samobadanie jąder, które jest bardzo proste. Lekarze zalecają wykonywanie samobadania już od 14 roku życia. Najlepiej wykonywać je raz w miesiącu, po kąpieli czy prysznicu.

Październik za nami – było różowo, edukacyjnie i radośnie. Nastał listopad - miesiąc równie ważnej i potrzebnej akcji symbolizowanej kolorem niebieskim i…. noszeniem wąsów! Mężczyźni na całym świecie zapuszczają je, by szerzyć

nieoceniona. Czy sami mężczyźni z równą uwagą myślą o swoim zdrowiu? Mężczyzna – twardziel, który unika lekarzy? Statystyki mówią same za siebie. Polscy mężczyźni żyją krócej niż kobiety. Według danych GUS w 2019 r. przeciętne trwanie życie mężczyzny wynosiło 74,1, natomiast kobiety 81,8. Skąd tak duża różnica? Trzeba przyznać, że mężczyźni myślą o wielu sprawach, jednak w odróżnieniu od kobiet ich stosunek do profilaktyki prozdrowotnej oraz regularnych badań jest często negatywny. Unikają tematu zmiany diety i … unikają lekarzy. W konsekwencji lekceważą często sygnały, jakie wysyła im organizm. Jak podkreślają specjaliści, mała aktywność fizyczna, nie zawsze kontrolowana ilość spożywanych słodyczy i alkoholu oraz przeświadczenie, że podołają wszelkim zmaganiom, to czynniki, które przyczyniają się do pogorszenia stanu zdrowia mężczyzn oraz rozwoju chorób, w tym nowotworów. Każda akcja, zachęcająca mężczyzn do działania w kierunku profilaktyki zdrowia, jest

46

Nie wszystkie wykryte w ten sposób zmiany świadczą o nowotworze, ale każda z nich jest swoistym alarmem, który powinien zmotywować mężczyznę do umówienia się na wizytę u urologa. Do niepokojących objawów należą: obrzęk, guzki, powiększenie jądra, zmiana kształtu jądra oraz ból występujący w trakcie samobadania. Wykrycie nowotworu jąder we wczesnym stadium znacznie zwiększa szansę na skuteczność leczenia. Rak jąder w większości przypadków jest całkowicie wyleczalny, pod warunkiem wczesnego wykrycia.

Movember – z myślą o zdrowiu mężczyzn Panowie mają swoją, coroczną akcję na wzór Różowej Wstążki. Kampanie przebiegają jedna po drugiej, co tworzy spójny duet


#reklama

w uświadamianiu, jak ważne są działania, mające na celu wczesne wykrywanie nowotworów. Movember to trwająca miesiąc akcja, której znakiem rozpoznawczym są wąsy. A konkretnie zapuszczenie ich właśnie w listopadzie, co wzbudza zainteresowanie i zachęca do dyskusji. Nazwa składa się z dwóch angielskich słów: moustache – wąsy oraz November – listopad, a w dosłownym tłumaczeniu oznacza wąsopad. Akcję organizuje Fundacja Movember, a pierwsza odsłona miała miejsce w 2004 r. w Australii i Nowej Zelandii. Kampanię promują głównie sportowcy, choć z roku na rok ochotników nie brakuje, także z innych sfer życia publicznego (dziennikarze, żołnierze). W Polsce Movember pojawił się w 2014 r. Z każdym rokiem „wąsaczy” przybywa, a akcja staje się coraz bardziej rozpoznawalna. Dzięki temu sposób myślenia o „męskim raku” zmienia się, a panowie przełamują się, aby zrobić „coś dla jaj”.

Co jest celem akcji Movember? Inicjatywa zrodziła się z myślą o poszerzaniu świadomości w kierunku raka jąder i raka prostaty. Misją kampanii jest przekonanie, że samokontrola oraz regularne badania mają realny wpływ na wczesne wykrycie zmian oraz udane leczenie. Wielu mężczyzn zgadza się z tezą, że profilaktyka ma sens, jednak niewielu z nich faktycznie ją stosuje. Większość myśli, że nowotwór dotyka osoby starsze, co w przypadku zwłaszcza raka jąder mija się z prawdą. Na ten typ nowotworu zapadają głównie mężczyźni w wieku 14. a 34. rokiem życia! Dlatego im wcześniej młody chłopak zetknie się z tematem, tym łatwiej będzie mu przełamać tabu i badać się profilaktycznie. Ryzyko zachorowalności na nowotwór prostaty wzrasta wraz z wiekiem. Jednak w obu przypadkach często reagujemy zbyt późno, ponieważ nie odczuwamy bólu. Tymczasem rak prostaty rozwija się bardzo powoli. W przypadku raka jąder w późniejszym stadium rozwoju mamy do czynienia z powiększeniem części lub całego jądra, a także z dolegliwościami w obrębie moszny – bólem i dyskomfortem, uczuciem ciężaru, szybkim powiększeniem i zaczerwienieniem skóry. Rak jest podstępny. Nie zawsze mamy do czynienia z oczywistymi symptomami. Czasami możemy przeoczyć takie dolegliwości jak utrata wagi albo podwyższona temperatura. Podobnie przewlekłe zaparcia czy biegunka wydają się nam niewinne. Badania profilaktyczne i konsultacje z urologiem pomagają w rozpoznaniu choroby i zwiększają szanse na jej wcześniejsze wykrycie. To z kolei oznacza skuteczne leczenie.

Dlaczego chorujemy? Wśród najczęstszych czynników ryzyka wymienia się uwarunkowania genetyczne (10%) i wiek, ale dokładne przyczyny nie są znane. Niektórzy wskazują powiązania między występowaniem nowotworów a uwarunkowaniami hormonalnymi, nawykami żywieniowymi i chemicznymi. Ludzkość od wieków boryka się z rakiem – pierwsze ślady tej choroby odkryto w szkielecie Egipcjanina. Znalezisko sprzed 3 tysięcy lat dowodzi tego, że od dawna zmagamy się z nowotworami, niestety zachorowalność na nie nieustannie wzrasta.

| ZDROWIE i URODA |

Skuteczność leczenia Nowotwór jąder czy prostaty to nie wyrok. Prognozy zależą oczywiście od tego, w jakim stadium choroba zostanie wykryta. Guzy jąder w większości okazują się nowotworami złośliwymi, ale bardzo dobrze poddają się leczeniu. Mimo to każdego roku w Polsce na nowotwory jądra umiera ok. 14% chorych mężczyzn – dlatego że nie przywiązują odpowiedniej wagi do profilaktyki. Rak prostaty to drugi najczęściej występujący u mężczyzn nowotwór złośliwy (na pierwszym miejscu znajduje się rak płuc). Każdego roku z jego powodu umiera ok. 4 tysięcy mężczyzn.

Mężczyzno 45+, warto się dać zbadać! Zgodnie z zaleceniami medycznymi mężczyźni przed czterdziestką powinni sami badać swoje jądra, a po 45. roku życia wykonywać USG oraz regularne badania krwi sprawdzające m.in. poziom PSA. Jest to antygen gruczołu krokowego, którego poziom potwierdza bądź wyklucza chorobę prostaty. Mężczyznom, którzy skończyli 50 lat rutynowym badaniem, jakie zleca urolog, jest badanie prostaty. Być może jest krępujące dla mężczyzn, ale warto przełamać wstyd i mieć pewność, że wszystko jest w porządku.

Akcja Movember w Centrum HAHS Szczecinie Celem akcji Movember jest zachęcenie mężczyzn do podejmowania działań profilaktycznych i regularnego samobadania. W ramach Movember Centrum Diagnostyki Medycznej HAHS oferuje badanie USG jąder i PSA (prostaty) z 20% rabatem (tylko w listopadzie!). Zapisy na USG już trwają!  Centrum HAHS jest również Partnerem Głównym BIEGU Z WĄSEM, który planowany jest w Szczecinie 22 listopada. Bieg organizowany jest po to, by zjednoczyć możliwie wiele osób wokół idei Movember i w widoczny sposób zwrócić uwagę na korzyści, jakie płyną z regularnych badań i dbania o swoje zdrowie. Warto się przyłączyć do akcji – nie tylko zapuścić wąsy lub pobiec w biegu – ale i zmobilizować się do systematycznego samobadania i badań diagnostycznych. Wykonywanie badań palpacyjnych w domowym zaciszu nie trwa długo i nie wymaga specjalnego przygotowania. Każdy mężczyzna jest w stanie znaleźć chwilę, by skontrolować stan swojego zdrowia. Badanie krwi (badanie PSA) w kierunku nowotworu prostaty to pierwszy etap. Jeśli występują niepokojące objawy lub wynik PSA wychodzi nieprawidłowy warto jak najszybciej udać się do urologa, który zleci wykonanie odpowiednich, specjalistycznych badań.

Jeśli chcesz się umówić na badanie, skontaktuj się z Centrum HAHS: Centrum Diagnostyki Medycznej HAHS tel. 91 422 06 49, info@hahs-lekarze.pl ul. Felczaka 10, Szczecin, www.hahs-lekarze.pl

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

47


| ZDROWIE i URODA |

Psycholog, psychiatra, psychoterapeuta - kiedy skorzystać z ich pomocy? Zdrowie psychiczne w czasie pandemii koronawirusa stało się coraz częściej podejmowanym tematem. Poszerzył się też dostęp do wsparcia psychologicznego online. Kiedy wybrać się do psychologa, psychiatry lub psychoterapeuty i czym tak właściwie różnią się oni od siebie? AUTOR AGNIESZKA KNIAŹ

Choć brak jeszcze odpowiedniej liczby badań na ten temat, eksperci nie mają wątpliwości co do tego, że pandemia koronawirusa odbije się na naszym zdrowiu psychicznym. Izolacja, pogorszenie sytuacji materialnej, lęk o zdrowie swoje i bliskich - to tylko niektóre rzeczy, których doświadczamy przez koronawirusa i które nie pozostają bez wpływu na stan naszej psychiki. Dzisiejsza mobilizacja psychiczna kosztuje nas tyle, że statystycznie wiadomo (badania nad PTSD), iż odległe, wymagające leczenia psychiczne skutki traumy mogą obejmować 20% lub jeszcze większy odsetek populacji skonfrontowanej z pandemią - pisze prof. Janusz Heitzman w Psychiatrii Polskiej. W czasie pandemii częściej obserwujemy u siebie: objawy depresyjne, stres, niepokój i lęk, bezsenność. Wszystkie te stany, gdy

utrzymują się dłużej lub utrudniają nam codzienne funkcjonowanie i obniżają naszą jakość życia, są wskazaniem do konsultacji ze specjalistą w dziedzinie zdrowia psychicznego: psychologiem, psychiatrą lub psychoterapeutą. Do kogo jednak się udać i czym tak właściwie się oni różnią? Warto to wiedzieć przed umówieniem się na wizytę. Kiedy iść do psychologa, kiedy iść do psychiatry? • myśli samobójcze, • utrzymujący się obniżony nastrój: smutek, przygnębienie, lęk, niepokój, • niewynikające z czynników zewnętrznych zmiany w rytmie dnia: np. bezsenność, • objawy somatyczne (np. kołatanie serca, drżenie rąk), pomimo prawidłowych wyników badań, • nadużywanie alkoholu, substancji

psychoaktywnych lub leków, • zauważenie w najbliższym otoczeniu niezrozumiałych zmian (np. poczucie, że bliscy stali się wrogo nastawieni). Wskazania do konsultacji z psychologiem lub psychoterapeutą: • obniżenie jakości życia, • pragnienie „jakiejś” zmiany, ale brak przekonania, na czym miałaby ona polegać, • nadmierny stres lub nadmiar negatywnych emocji i brak umiejętności radzenia sobie z nimi, • problemy w relacjach z innymi, w związku itp., • niska samoocena, • trudności w radzeniu sobie z życiową sytuacją, np. zakończenie związku, śmierć bliskiej osoby.

MOVEMBER

W listopadzie USG jąder i PSA z 20% rabatem

Centrum Diagnostyki Medycznej | tel. 91 422 06 49 | www.hahs-lekarze.pl


#reklama


Wiele witamin, mikroelementów i składników odżywczych jest niezbędnych i/lub korzystnych dla ludzkiego zdrowia. Wiele z nich znajduje się w żywności, którą spożywamy każdego dnia, jednak często dostarczenie organizmowi tych składników w postaci suplementów diety jest wygodniejsze lub wynika z konieczności. Po więcej szczegółów odwiedź nas w Biurze Regionalnym, w każdą środę gwarantujemy niespodzianki!

Kaszubska 17/U/1A I 70-402 Szczecin I tel. 603 280 208 PON-PT 12:00 - 17:00 | Dostawa paczek - codziennie


#reklama


Fot: Andrzej Szkocki

| KRONIKA TOWARZYSKA |

Tajemnicza budka telefoniczna... ... z placu Hołdu Pruskiego. Gdzie można było się dodzwonić? - Chciałoby się powiedzieć, że wszędzie, ale prawda jest nieco inna. Budka, to autorski projekt artystyczny Moniki Szpener zrealizowany pod hasłem „Alternatywna historia Szczecina”. Wybierając wskazane numery telefonów można było posłuchać najbardziej absurdalnych i niecodziennych historii mieszkańców naszego miasta. Obiekt, zaliczany już do telekomunikacyjnej przeszłości, stanął na placu Hołdu Pruskiego tuż obok Bramy Królewskiej, w której znajduje się pijalnia czekolady. Monika Szpener zebrała i “umieściła” w budce kolekcję dźwiękowych historii i opowiadań szczecinian odnoszących się do ich najbardziej niecodziennych doświadczeń. W rezultacie stworzyła alternatywny obraz miasta. - Najbardziej podobała mi się historia pana, który najpierw przy udziale jasnowidza brał udział w poszukiwaniach zaginionej sroki, a później został zaproszony na stypę po tym ptaku - mówi ze śmiechem Alicja, studentka. - Za to mój chłopak był zachwycony opowieścią o seksterapii. Ale nie będziemy robić spoilerów (śmiech). Historie były odtwarzane po wybraniu odpowiedniego numeru na klawiaturze aparatu wg wzoru starej szczecińskiej książki telefonicznej. Na słuchaczy czekało, aż 50 nagrań. Podczas otwarcia budkę rotacyjnie odwiedziło około 50 osób. Projekt był prowadzony zgodnie z zasadami reżimu sanitarnego. *Projekt został zrealizowany w ramach Stypendium Twórczego Miasta Szczecin, Funduszu Popierania Twórczości ZAIKS oraz dzięki Zachodniopomorskiemu Uniwersytetowi Technologicznemu w Szczecinie. (am)

52


| KRONIKA TOWARZYSKA |

Fot: Sebastian Wołosz

Fot: Sebastian Wołosz

Zjazd Młodych Gwiazd w Szczecinie

Zjazd Młodych Gwiazd to ogólnopolski konkurs wokalny dla dzieci do lat 18, którego celem jest popularyzacja polskiej piosenki - najlepszych wzorców tekstowych i muzycznych. 5. edycja konkursu, w związku z nadchodzącym jubileuszem 75-lecia polskości Szczecina, dedykowana była wywodzącej się z naszego miasta Helenie Majdaniec. Stąd też hasło przewodnie wydarzenia - „Młodzi śpiewają Majdaniec!”. Finał konkursu odbył się w dniach 16-18 października 2020 r. w siedzibie Szczecińskiej Agencji Artystycznej i Ogrodzie Różanym. W jury konkursu zasiedli znakomici mentorzy muzyczni: Maria Szabłowska, Krzysztof Dzikowski, Anna Pawelec, Ryszard Poznakowski i Rafał Podraza. (red.)

M A G A Z Y N M I E J S K I | N U M E R 11 / 2 0 2 0

53


| KRONIKA TOWARZYSKA |

FMT 2020 w Szczecinie

Fot: Sebastian Wołosz

Wrocławski zespół Palmy został zwycięzcą Festiwalu Młodych Talentów 2020 w Szczecinie. Tak zdecydowało jury kierowane przez Katarzynę Nosowską. Drugie miejsce zajęła formacja Rajka z Krakowa, trzecie miejsce zaś przypadło duetowi Dziorga z Częstochowy. Trójka finalistów została wyłoniona podczas przesłuchań 9 października (bez udziału publiczności), w których udział wzięło dziesięciu artystów. W jury pod przewodnictwem Katarzyny Nosowskiej zasiadali jeszcze: Piotr Metz, Paweł Krawczyk i Daniel Kuśmierzak. W drugiej części koncertu, po prezentacji finalistów, wystąpiły dwie artystki, których nazwiska w polskiej muzyce rozrywkowej znaczą bardzo wiele. Pierwsza z nich to Natalia Nykiel, druga Katarzyna Nosowska. Zwycięzcy przeglądu otrzymają nagrodę pieniężną w wysokości 5 tysięcy złotych oraz możliwość nagrania i wydania singla przez wytwórnię Kayax. (szw)

54


#reklama


Ozonowanie

Zadbaj o czystość najbliższego otoczenia! Nie tuszuje a usuwa uciążliwe zapachy! Zabija chorobotwórcze mikroorganizmy obecne w powietrzu: roztocza, alergeny, bakterie, pleśnie, wirusy, grzyby, zarazki i inne drobnoustroje. ul. Tkacka 19/510A, Szczecin | tel. 517 414 863 | e-mail: kontakt@ozonpol.pl | www.ozonpol.pl

OUTLET

TAPET


Ciesz się wymarzonym samochodem, a my zadbamy o całą resztę!

Nowe samochody z rabatami - finansowanie Załatw online!

Samochody nowe z rabatami do 30% Ponad 2500 samochodów dostępnych od ręki. Leasing operacyjny z gwarancją zwrotu samochodu w każdym momencie trwania umowy. A wszystko w 4 prostych krokach: 1. Wybierz swój nowy samochód z oferty blisko 30 marek. 2. Wskaż najdogodniejszą dla siebie formę finansowania i wysokość raty. 3. Potwierdź finansowanie - przeprowadzimy Cię przez proces finansowania i zamówienia samochodu. 4. Odbierz samochód u autoryzowanego dealera i korzystaj z kompleksowego wsparcia przez cały okres umowy.

www.autonovum.pl | tel. 695 587 243


#reklama


#reklama


#reklama


Millions discover their favorite reads on issuu every month.

Give your content the digital home it deserves. Get it to any device in seconds.