Page 1

W Jom Haszoah, czyli w Dzień Pamięci Holokaustu odbywa się coroczny Marsz Żywych. Dzień ten przypada najczęściej 27 dnia miesiąca Nissan. W tym to właśnie dniu wszyscy Żydzi pamiętają, czczą i okrywają się żałobą po sześciu milionach pomordowanych Żydów. Pamięć tamtych dni przywracana jest wciąż na nowo, aby kolejny Shoah już nigdy więcej nie miał miejsca. Jest to ważne szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy to coraz częściej pojawiają się głosy – jedne podważające wiarygodność holokaustu, inne natomiast nawołujące do dokończenia tego, co nie udało się całkowicie zrealizować Hitlerowi. AuschwitzBirkenau – odległość między jednym piekłem, a drugim to trzy kilometry. Te trzy kilometry każdego roku nasza grupa „Przyjaciół Izraela z Polski” przemierza wraz z tysiącami potomków i cudem ocalałych Żydów z całego świata. Od dziewiętnastu lat jesteśmy z nimi, świadcząc, że pamiętamy o tych, którzy przedwcześnie odeszli. W tym roku było nas zaledwie 28 osób. Nie wiedząc, czy otrzymamy przepustki, postanowiliśmy stanąć wzdłuż drogi przemarszu z transparentem zawierającym błogosławieństwo z IV Księgi Mojżeszowej: „Tak będziecie błogosławić synów izraelskich, mówiąc do nich: Niech ci błogosławi Pan i niechaj cię strzeże; niech rozjaśni Pan oblicze swoje nad tobą i niech ci miłościw będzie; niech obróci Pan twarz swoją ku Tobie i niech ci da pokój. Tak będą wzywać imienia mojego nad synami izraelskimi, a Ja będę im błogosławił”. Te same słowa mieliśmy umieszczone na plakietkach, które każdego roku rozdajemy wraz z naszym błogosławieństwem. Tysiąc tych plakietek to tysiąc słów pociechy dla tysiąca złamanych serc. To tylko kropla, ale przez te wszystkie lata rozdaliśmy już kilkanaście tysięcy błogosławieństw. Nigdy nie zapomnę słów jednego z uczestników Marszu, który podszedł do mnie i powiedział: „Dobrą pracę robicie. Te wasze plakietki są w wielu domach w całym Izraelu”. Pamiętam także, jak podszedłem z jedną z takich plakietek do rabina trzymającego Torę. Podając mu ją usłyszałem: – Dlaczego mi to dajesz? – Ponieważ twój Bóg jest moim Bogiem, Bogiem Abrahama, Izaaka, Jakuba – padła moja krótka odpowiedź. Spojrzał na mnie uważnie, uśmiechnął się i zabrał plakietkę. Podając ją także jednej z kobiet, usłyszałem jej głos przepełniony wyrzutem: – Gdzie byliście wcześniej? Zrozumiałem, że jej serce jest zranione. Odparłem więc w duchu łagodności: – Lepiej późno niż wcale. Spojrzała na mnie, pokiwała głową i zabrała plakietkę z moich dłoni. Kiedy autokar podjechał pod Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży, gdzie mieliśmy spotkanie przed Marszem wciąż jeszcze nie było dla nas przepustek. Ale kiedy już wycho–1–


dziliśmy z autokaru na parkingu przed obozem, mogliśmy z uśmiechniętej twarzy Piotra odczytać, że znalazły się jednak dla nas te przepustki. Faktycznie, Piotr otrzymał 40 przepustek za osoby, które nie dotarły. „Idziemy!”, padły słowa z wszystkich ust. I tak szliśmy wraz z Izraelem niosąc transparent z błogosławieństwem oraz złączone flagi izraelsko-polskie, ale przede wszystkim z naszą miłością i wdzięcznością za wszystko, co otrzymaliśmy przez ten naród. Szliśmy, bo tego oczekuje Bóg, który pragnie, abyśmy właśnie tutaj, w byłym obozie KL Auschwitz-Birkenau, błogosławili Izrael. Trzy kilometry, a każdy z nich to pamięć o dwóch kolejnych milionach istnień. Sześć milionów ludzi, to miliony przerwanych marzeń, niedokończonych historii, planów, wspomnień, czasu spędzonego z dziećmi, rodzinnych posiłków, rozmów, wyjazdów, dotyku dłoni, miliony uśmiechów, tęsknot i wspomnień – to w końcu miliony takich samych ludzi jak my. Szliśmy, ogłaszając światu widzialnemu i niewidzialnemu, że Izrael żyje. Kiedy przekraczaliśmy bramę obozu w Brzezince dobiegały nas z głośników wymieniane nazwiska niektórych spośród 1,5 miliona dzieci, które zginęły w Szoah. Pomyślałem: „1,5 miliona istnień wyciętych zaraz na początku drogi ich życia. 1,5 miliona niewinnych dzieci, których przelana krew woła do Boga”. Wszyscy zgromadzeni w Birkenau wyrażali swą postawą, że nigdy nie zapomną tych, którym odebrano prawo do życia w tak bestialski sposób i choćby odeszli wszyscy, którzy ocaleli, to jednak my wszyscy pamiętamy i nigdy nie zapomnimy. Auschwitz-Birkenau – symbol golgoty dwudziestego wieku, gdzie na zawsze miał zostać wymazany z kart historii ludzkości cały naród od noworodka aż do starca tylko dlatego, że byli potomkami Dawida. Ten sam naród stał się w tym dniu symbolem zwycięstwa dobra nad złem i pokazywał całemu światu, że naród żydowski żyje. Każdego roku Marsz Żywych jest trochę inny od poprzedniego. Tak było i tym razem, kiedy to po raz pierwszy w tym miejscu mogli spotkać się ci, którzy ocaleli z tymi, którzy przynieśli im wolność. Z ust byłych więźniów padły wzruszające słowa, kiedy wspominali, że na widok swych oswobodzicieli chcieli paść im do nóg, by całować ich stopy. Myślę, że to tak, jakby pośród ciemności, w codziennej beznadziejności, w opuszczeniu, w bezsilności i w braku człowieczeństwa, bez najmniejszego cienia miłości, dostrzec nagle mały promień światła, który z każdą chwilą odsuwa to wszystko, co jeszcze przed chwilą było oddechem szatana. Całe spotkanie wypełniały poruszające do głębi serca pieśni takie jak „Ani Maamin”, „Es Brent”, „Eli, Eli”, „Co stanie się z pamięcią?” oraz „Partyzanci”. Usłyszeliśmy też motyw z filmu „Lista Schindlera”, a na końcu „Hatikvę”, która jest hymnem narodowym Izraela. Niesamowite było to, że w momencie kiedy popłynęły słowa „Hatikvy”, rozsunęły się chmury i wyjrzało ponownie słońce. Odebrałem to jak przesłanie zwycięstwa światłości nad ciemnością. Marsz dobiegł końca, ale nadzieja na lepszą przyszłość pozostała w sercach wszystkich uczestników. Mirosław Mieszała

–2–


refleksja marsz zywych 2012  

– 1 – Mirosław Mieszała – 2 –

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you