Page 1

Uniwersytetu Rolniczego

W świecie nastawionym na zysk istnieje przestrzeń neutralna zagarnięta przez osoby, dla których pasja i poszanowanie przyrody – a nie korzyści materialne – są najważniejsze. Życie Pana Jana Nawieśniaka pasuje do tej tezy.

Michał Wnęk

Jak zaczęła się Pana przygoda z rolnictwem ekologicznym? – Cała moja rodzina pochodzi z przepięknej wioski Olszówka w powiecie limanowskim. Aby pomóc dzieciom w zdobyciu wykształcenia, rodzina Nawieśniaków przeniosła się w latach 50. do Krakowa. Tęsknota

do ziemi jednak u rodziców pozostała i właśnie mama zaszczepiła w nas miłość do niej, jako najważniejszą, fundamentalną cechę naszych wszystkich przedsięwzięć. Zaraz po studiach postanowiliśmy z rodzeństwem, że kupimy małe gospodarstwo niedaleko Krakowa i tam się przeprowadzimy. Początki były bardzo trudne: zaciągnięte kredyty i wzrastające oprocentowanie prawie doprowadziły nas do bankructwa. Dzięki pomocy rodziny i przyjaciół, uzbieraliśmy całą sumę, spłaciliśmy długi i powoli zaczęliśmy wychodzić na prostą. Czy nie było Panu żal opuszczać Krakow? – Kiedy muszę stąd wyjechać, jest to

I

dla mnie największa kara. Miałem wiele propozycji wyjazdów m.in. do Paryża, Strasburga, aby podzielić się swoim doświadczeniem z tamtymi rolnikami. Odrzuciłem je wszystkie, ponieważ żal mi każdej chwili, którą mógłbym spędzić w gospodarstwie. Zresztą uważam, że dużo więcej mogę zrobić tutaj, prezentując gościom „żywe rolnictwo”, niż na sali wykładowej. Ile rodzin jest w stanie wyżywić takie jedno gospodarstwo ekologiczne porównywalne z Pańskim? – Od 15 do 20 rodzin, które mogą zaopatrzyć się w żywność na najwyższym poziomie, droższą ok. 30 procent od konwencjonalnej. Weźmy np. jajko z hodowli ekologicznej: to skarb nie do przecenienia. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to lekarstwo, które posiada ogromną wartość biologiczną, nie wspominając o odżywczej. Idąc na targowisko większość z nas uważa, że jak coś jest wielkie to na pewno zdrowe – wielki czosnek to piękny czosnek – nie

fot. Archiwum Trybów

Perła na wyciągnięcie ręki

Uniwersytet Rolniczy


T R Y B Y

U R

zdając sobie jednak sprawy z tego, iż właśnie po to, aby był „piękny” (bo takiego oczekuje klient), ma on w sobie ogromną ilość azotanów. W jaki sposób pozyskuje Pan swoich klientów? – Będąc na rynku, trzeba gdzieś zaprezentować swoje produkty, swoją ofertę. To trwa niestety wiele lat, bo ludzie muszą się przekonać , że to rzeczywiście jest najwyższej jakości żywność. Ja stawiam na kontakt bezpośredni z klientem. Oczywiście, Internet jest ważny, ale nie jako miejsce, przez które można kupić żywność ekologiczną, ale miejsce, w którym można znaleźć informacje o gospodarstwie. Faktyczna sprzedaż odbywa się bezpośrednio, tutaj, na miejscu. Wszyscy, którzy chcą z nami współpracować najpierw przyjeżdżają, oglądają, smakują a następnie muszą ustawić się w  kolejce, ponieważ na dzisiaj grupa odbiorców jest zamknięta. Są to stali klienci, ci sami od wielu lat, nowi, niestety, muszą czekać aż ktoś wyjedzie np. za granicę i w ten sposób zwolni się miejsce. W takim razie może warto by było powiększyć działalność skoro jest to perła wśród innych gospodarstw? – Osobiście tak bym tego nie ocenił, jesteśmy bardzo przeciętnym gospodarstwem. Staramy się być najlepsi z najlepszych, a jak nam to wychodzi, mogą ocenić tylko nasi odbiorcy. Naszą działalność weryfikują także gremia zewnętrzne: w 2008 r. zdobyliśmy pierwsze miejsce jako najlepsze gospodarstwo ekologiczne w Małopolsce. Pracę zaczynamy bardzo wcześnie, bo już przed 5 rano, a kończymy po 20. Wszystkie uprawy są tak zaplanowane, aby można było je obrobić i zebrać rękami dwojga ludzi, dlatego nikogo nie najmujemy do pracy. Wyjątek stanowi okres zbioru śliw, kiedy to pomagają nam dwaj zaprzyjaźnieni studenci. Właśnie z tego powodu nie ma najmniejszego sensu powiększać upraw. Uniwersytet Rolniczy

Czy prowadzenie gospodarstwa ekologicznego jest opłacalne? – My nie jesteśmy nastawieni na zysk, produkujemy tyle, abyśmy sami mogli się utrzymać. Kwestia włączenia się w wyścig szczurów – stawianie na pierwszym miejscu wydajności gospodarstwa absolutnie nas nie interesuje. Najważniejszy jest pewien cykl: wczesną wiosną wyjść na pole wysiać ziarno, następnie zebrać, przerobić na paszę, którą dostaną krowy. Z mleka zrobić ser, śmietanę, odebrać poród cielaka, przygotować wybieg dla kurcząt, zebrać jaja – połączenie tych wszystkich czynności da nam obraz całości. Co jest głównym wyznacznikiem gospodarstwa ekologicznego? – W każdym gospodarstwie, a już na pewno w ekologicznym, najważniejsza jest krowa. Jeżeli nie ma zwierząt to nie ma obornika, który stanowi podstawowy nawóz dla ziemi, a co za tym idzie gospodarstwo przestaje być samowystarczalne. Przyorywanie zielonych nawozów może stanowić pewien substytut, jednak nigdy nie zastąpi go w 100 procentach. Przez to krowa staje się żywicielką nie tylko dla gospodarza, ale również dla ziemi. Dużo mówi Pan o krowach. Czy te w Pana gospodarstwie są jakieś szczególne? – To są dwa mercedesy wśród krów. Stara średniowieczna rasa – polska górska czerwona krowa – otrzymaliśmy je po wielu latach starań od oo. cystersów ze Szczyrzyca. Oni również mają gospodarstwo ekologiczne, w którym odtwarzają tę rasę. Trafiając do nas, obie otrzymały dożywocie. Dożywocie w raju. – Można tak powiedzieć. Będą u mnie ponad 20 lat, więc staram się im stworzyć jak najlepsze warunki. Obory myte są co dwa tygodnie, a krowy pasą się w systemie bezuwięziowym. Podobnie jak kury, których w gospodarstwie jest ponad setka. Niektórzy II

się dziwią, jak można nie przeznaczyć ich na rosół, ale ja nie mam wątpliwości, bo czy mógłbym zabić przyjaciela? O czym należy pamiętać, stawiając pierwsze kroki w tworzeniu gospodarstwa ekologicznego? – Najważniejsza jest pasja i uczciwość. Uczciwość nie tylko w stosunku do klienta, ale także do samego siebie. Miałem taką historię: przyjechali tutaj studenci z Danii, a ich jedno z ich wielu pytań brzmiało: jakie kary panu grożą, gdyby zaczął pan oszukiwać? To było przerażające, bo nigdy w życiu nie pomyślałem, że robiąc coś z pasji można kogokolwiek okłamać! Skoro poświęciłem ekologii całe swoje życie, jeden negatywny epizod mógłby przekreślić moją pracę. Czy czasami nie jest nudno, kiedy trzeba siedzieć w domu, podczas gdy na zewnątrz przez kilka dni pada deszcz i nie można pracować? – Wtedy myślę, że Bóg patrząc z góry stwierdził : „Janek dość się już napracował, teraz potrzebuje kilka dni odpoczynku i wytchnienia”.

Jan Nawieśniak – Prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Rolników Ekologicznych „Natura”, które powstało w kwietniu 2007 r. Prowadzi rodzinne gospodarstwo w miejscowości Maszków oddalonej 20 km od Krakowa. Na 3 ha uprawia truskawki, maliny, czosnek, pszenicę i warzywa, pozostałą część – prawie 2 ha – zajmuje sad wiśniowo-śliwowy. Na stronie www.natura.krakow. pl zamieszczone są adresy gospodarstw ekologicznych zrzeszonych w Stowarzyszeniu. Świetną okazją do spotkania się z rolnikami, rozmowy, a także nabycia produktów ekologicznych jest cosobotni targ koło Sanktuarium Najświętszej Rodziny w Nowym Bieżanowie, na który serdecznie zapraszam. TRYBY nr 6/2011


T R Y B Y

Górskie wędrowanie

mrok. Wreszcie szczyt: nad Caryńską wschód słońca na tle różowych chmur, po przeciwnej stronie wiszący na granatowym sklepieniu księżyc. A potem, o poranku, odgłosy jeleni na rykowisku i łanie przebiegające przez szlak. Czego więcej potrzeba? CZŁOWIEK – ludzie gór są wyjątkowi. Mają małe wymagania a wielkie serce. W większości nie znają pojęcia „obcy”, w każdej osobie mijanej na szlaku widzą brata i przyjaciela. Prawda, nie jest ich wiele... ale wciąż są! Można ich poznać po ciężkich butach, plecaku, po uśmiechu i zamyślonych oczach – to ostatnie zdradza ich, gdziekolwiek by nie byli.

Piękne i malownicze a zarazem surowe i niebezpieczne. Dla większości – miejsce na spędzenie urlopu, dla innych – sposób na życie. Od zarania dziejów góry są niezwykłą częścią naszej kultury.

SZCZYT – cóż tu wiele mówić? Wystarczy spojrzeć wokół, poczuć powiew wiatru i ciepło słońca na twarzy. No tak, trzeba wyleźć po stromym podejściu, zmęczyć się niewymownie, ale to nic wobec satysfakcji, że znów się udało i to wynagradza wszystko.

MałGorZTa Żak

SCHRONISKO – najlepiej takie „dla prawdziwych turystów”: bez bieżącej wody i bez prądu. Tam tworzą się najsilniejsze więzi. Tam można się oderwać od świata. Wystarczy wyjrzeć za okno, zanucić przy świeczce i rozstrojonej gitarze, wyjść nocą i spojrzeć w niebo. Potem we wspomnieniach cztery ściany i dach znaczą o wiele więcej. Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej, gdzie wieczorem do upadłego śpiewaliśmy z gitarą wszystkie znane piosenki czy bacówka „Jaworzec” bez elektryczności i zasięgu, ale z rozgwieżdżonym niebem... PRZYGODA – udowodnić? Proszę bardzo! Pobudka sporo przed świtem. Szlak wiedzie pod górę w całkowitej ciemności, oświetlony nikłym światełkiem latarki z komórki. W oddali dziwny dźwięk – dreszcz strachu: czy to wilki wyją? Wokół majaczące cienie przypominają postacie. Niebo rozjaśnia się powoli, ale w lesie wciąż III

fot. Archiwum Trybów

„W górach jest wszystko, co kocham...”

Porażająco racjonalny, dowcipny acz z nutką sarkazmu student inżynierii chemicznej na PK. Blond-włosa, zakochana w muzyce i w koniach studentka UP. Miłośnik jazzu i nieprzeciętnie pozytywna dusza towarzystwa, a na co dzień student polibudy. Ciemnowłosy chłopak nadmiernie krytyczny wobec siebie, a jednak z poczuciem humoru; poeta z zamiłowania, choć akademicko – matematyk z UJ i jeszcze kilka innych osób. Wreszcie ja – poezja śpiewana, niepoprawnie bujna wyobraźnia, gitara, śpiew i biotechnologia na UR. Co nas łączy? Przyjaźń i miłość do gór! Niektórzy może powiedzą, że to szalone, nienormalne czy chore. Być może. Ja jednak wolę zostać tym wariatem i wszystkie możliwe okazje spędzać w jeden sposób: z plecakiem na szlaku, z gitarą w schronisku, bez luksusów, za to wśród grani i z ludźmi. Dlaczego? Ponieważ istnieje:

U R

SPOTKANIE – rzecz najważniejsza. Z przyrodą, z przyjaciółmi i innymi turystami, wreszcie ze samym sobą... Można z powodzeniem stwierdzić, że jest to spotkanie z Panem Bogiem na wszelkie możliwe sposoby. W zasadzie, gdyby się zastanowić: najbardziej osobiste spotkania człowieka z Nim miały miejsce na górze. Coś więc w tym być musi... Przecież to wszystko: zmęczenie i upór w dążeniu na szczyt, bliskość podobnej frustracji i podobnych zachwytów towarzyszy, radość z osiągnięcia pomniejszych celów, w końcu myśl o tym ostatecznym – zupełnie jak w życiu. I właśnie, dlatego jesteśmy, czekamy na każdą okazję, by wyjechać i stanąć z plecakiem na szlaku. Garstka ludzi, których mogłoby dzielić wszystko, ale łączy jedno. To miłość do gór. Widoki zapierają dech w piersi, ale nie zawsze – czasem zdarzy się mgła, a czasem deszcz. Są wspaniali bliscy ludzie. Bywa też tak, że nie ma przyjaciół, jest się samym, o ile nie samotnym. Wtedy jest zmaganie ze samym sobą, okazja, żeby wreszcie przestać słuchać rozgardiaszu dookoła i posłuchać siebie. Propozycje wycieczek w góry znajdziecie na następnej stronie dodatku UR.

Uniwersytet Rolniczy


T R Y B Y

U R

Górskie propozcyje

Na weekend Gorce

Diana Drobniak

Wakacje coraz bliżej, nie da się ukryć. Dla większości to okres pracy, bądź odbywania praktyk studenckich. Nie wolno jednak zapomnieć, że ta przerwa to także czas, gdy trzeba odpocząć. Polecam Wam nasze polskie góry. Oto propozycje trzech wycieczek.

Cztery dni w Bieszczadach Bieszczady mają swój niesamowity klimat. Tu trzeba się wybrać chociaż raz, z plecakiem na drobny obóz wędrowny. Dojazd PKP na wschodnie kresy Polski jest trudn i trwa 10 godzin (z Krakowa), więc warto poświęcić na niego noc. Przygodę zaczyna się od wsi Wetlina, gdzie szlakiem czerwonym wdrapujemy się (ok. 2 h) przez Przełęcz Orłowicza na Połoninę Wetlińską – jedną z najpopularniejszych w Bieszczadach. Tutaj, po małych wzniesieniach dochodzimy do schroniska Chatka Puchatka (1228 m n.p.m.), gdzie ani wody, ani prądu nie uświadczymy (lecz jeden raz można się bez nich obejść). Rano ruszamy w dół do Brzegów Górnych, by znowu wspiąć się na Połoninę Caryńską. Ta

Tygodniowe Karkonosze Karkonosze zaś to pasmo w Sudetach, w których wycieczkę najlepiej zacząć w Karpaczu (tutaj warto poszukać kościółka Wang przeniesionego z  orwegii w XIII w.). Na drugi dzień zdobywamy Śnieżkę (1602 m) np. szlakiem niebieskim (ok. 4 h), gdzie obserwatorium i kaplica św. Wawrzyńca przyciągają tłumy. Następnie Uniwersytet Rolniczy

fot. Archiwum Trybów

jest już spokojniejsza od poprzedniej i nawet nie zauważycie, kiedy zrobicie na niej 12 km. Trzymając się czerwonego szlaku schodzimy do Ustrzyków Dolnych, gdzie czeka nocleg (np. schronisko Kremenaros). Nie zdziwcie się, gdy zobaczycie tu tylko kościół, hotel i pięć knajp. Trzeciego dnia najlepiej wybrać się do Wołosatego (godzina drogi), pogłaskać huculskie koniki i ruszyć niebieskim, łagodnym szlakiem na Tarnicę (1346 m) – najwyższy szczyt w Bieszczadach. Po jego zdobyciu można pokusić się o wędrówkę na Halicz (ok. 1,5 h drogi) lub wrócić do Ustrzyków łagodną połoniną (ok. 3 godzin drogi). To ostania noc w Bieszczadach, na drugi dzień czeka was znowu 10 h jazdy w osławionym PKP. Ważne: pamiętać należy, że trasa ta znajduje się na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, gdzie obowiązują pewne zasady. kierujemy się niebieskim szlakiem do Kotła Małego Stawu, by przenocować w  schronisku Samotnia. Trzeciego dnia czerwonym szlakiem podążamy przez Przełęcz Karkonoską do schroniska Odrodzenie. Warto się wyspać, bo czwartego dnia czeka nas wspinaczka tzw. Szlakiem Przyjaźni Polsko-Czeskiej (czerwony) na szczyt Wielki Szyszak (1502 m). Zejście w dół niebieskim szlakiem. Później znaki zielone poproIV

Gorce to urocze góry w Małopolsce, które warto odwiedzić ze względu na piękne krajobrazy i obowiązkowy szczyt – Turbacz (1310 m). Z Krakowa wyjeżdżamy do Rabki Zdrój. Na miejscu kierujemy się na czerwony szlak. Po dwugodzinnej wędrówce ujrzymy schronisko na Maciejowej (815 m), a  po kolejnej godzinie schronisko na Starych Wierchach. To miejsce, gdzie warto odpocząć, gdyż następna trasa to 45 minut ostrej wspinaczki pod górę na szczyt Obidowca (1106 m). Potem już tylko niecałe dwie godziny i jesteśmy na Turbaczu. Po drodze mijamy Szałasowy Ołtarz. Stoi on tu na pamiątkę noclegu ks. Karola Wojtyły ze studentami, który często w Gorcach bywał. Następnie docieramy już na najwyższy szczyt Gorców, gdzie nocujemy w schronisku. Drugiego dnia czas już wracać. Drogi powrotne są różne, ale najdogodniejsze wydaje się zejście do Nowego Targu przez Bukowinę (1105 m). Kierując się znakiem żółtym, następnie czarnym po dwóch godzinach jesteśmy na miejscu. Powrót do Nowego Targu szlakiem niebieskim zajmuje ok. dwóch godzin. W Gorcach wytyczono jeden ze Szlaków Papieskich. wadzą nas do zagłębienia Śnieżnych Kotłów (pozostałości polodowcowych, jednej z największych atrakcji Karkonoszy), po czym docieramy do klimatycznego schroniska Pod Łabskim Szczytem. Piąty dzień rozpoczynamy ostrym marszem pod górę na Łabski Szczyt (1471 m) szlakiem żółtym. Tu piękne widoki, jednak warto iść dalej czerwonymi znakami na szczyt Szrenica (1362 m). Regeneracja sił w pobliskim schronisku i można ze spokojem schodzić do miasteczka Szklarska Poręba. Tutaj nocleg, a na drugi dzień wycieczka do wodospadów Kamieńczyka i Szklarki – bardzo urokliwych. I koniec, czas wracać do domu. Dziękuję Kai Mitas za cenne wskazówki.

TRYBY nr 6/2011


Wkładka UR. Tryby. Katolicki miesięcznik studencki. Czerwiec 2011  

Dodatek czerwcowy na UR.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you