Issuu on Google+

DOPING? NIE, RAK! 1 grudnia włoskie media obiegła wiadomość o nie zaliczeniu testów antydopingowych przez obrońcę Sassuolo Francesco Acerbiego. Prawda okazała się dużo bardziej okrutna. Zawodnik w lecie był leczony na raka jądra, a wykryta podwyższona wartość hormonu hCG wskazuje jednoznacznie na nawrót choroby.


Na początku sezonu 2012/2013 Acerbi był na szczycie. Właśnie dołączył do zespołu AC Milan, gdzie otrzymał w spadku po Aleksandro Neście koszulkę z numerem 13. Transfer okazał się jednak niewypałem i zaledwie po pół roku piłkarz wrócił do Werony (już jako wypożyczony zawodnik Genoi). Sam zainteresowany uważa, że nie był gotowy na taki awans piłkarski i nieudana przygoda w Mediolanie to głównie jego wina. W Chievo również nie pokazał zbyt wiele i po powrocie do Genoi było pewne, że nie będzie dla niego miejsca w składzie. Rękę do 25 – latka wyciągnął beniaminek tego sezonu Sassuolo. I wtedy zaczęło się piekło. Piłkarz miał nadzieję na rozpoczęcie zupełnie nowego rozdziału w karierze. Kosztował klub 3,5 miliona euro (za połowę karty), mógł mieć więc nadzieję na bycie ważną częścią zespołu. Tak by się najpewniej stało, gdyby nie choroba. Podczas rutynowych testów krwii doszło do podejrzenia o raka jąder. Gdy diagnozę potwierdzono, zawodnik szybko został przetransportowany do szpitala San Raffaele w Mediolanie, gdzie został poddany operacji wycięcia zaatakowanego przez rak jądra. W wywiadzie dla La Gazzetta Dello Sport Acerbi przyznał, że nie bał się śmierci Byłem tylko zły, bo nie wiedziałem czy wrócę do zawodowego futbolu. Po około trzech tygodniach byłem jednak w stanie robić delikatne przebieżki. FRANCESCO ACERBI

Pozycja: obrońca Klub: Sassuolo Wiek: 25 lat Wzrost: 192 cm Waga: 90 kg Wartość: 3,5 mln €* Występy w sezonie: 13/0 Poprzednie kluby: Pavia, Renate, Spezia, Reggina, Chievo, Milan, Genoa. *idąc za transfermarkt.de

Od razu po wyjściu ze szpitala pojechał do domu rodzinnego. Zdecydował bowiem, aby nie informować matki o chorobie – Niedawno zmarł nasz tata, nie chciałem jej dodatkowo zamartwiać – tłumaczył Acerbi – Po fakcie podziękowała mi. Wszystko powoli wracało do normy, a jakby tego było mało piłkarz ożenił się ze swoją dziewczyną, Valerią – Z jednym jądrem wciąż można mieć dzieci. Gdyby nie to, nigdy nie zgodziłbym się na ślub dla dobra Valerii – zapewniał. Do pełni sprawności doszedł niedługo po rozpoczęciu sezonu i już 15 września znalazł się w składzie Sassuolo na mecz z innym beniaminkiem, Hellas Werona. Tydzień później zagrał całe spotkanie przeciwko Interowi Mediolan. Powrót nie będzie wspominany najmilej, gdyż oba pojedynki przegrał (z Interem aż 0:7). Jednak dla rekonwalescenta najważniejsze były kolejne minuty na boisku. Do grudnia spędził ich na murawie 1085, 11 razy wychodząc w podstawowym składzie, a jego klub w tym czasie przegrał tylko czterokrotnie. Dlaczego do grudnia? Bo wtedy złe omeny dały o sobie znać ponownie. Ze zdwojoną siłą zaatakowały ukłądającego sobie życie zawodnika. Nie było mu dane dokończyć spokojnie rundy jesiennej na boisku.


Acerbi## layout 23