Page 1

Evaluation Only. Created with Aspose.Words. Copyright 2003-2011 Aspose Pty Ltd. Paweł Waryszak „Moja Emigracja”

M Ł OKOSY I SIANOKOSY Wędrówka jest dla mnie życiodajnym tlenem. Bez zmiany środowiska człowiek jak ja gnuśnieje.Mam 32 dwa lata, długie włosy i od trzech lat mieszkam w Sydney. Już sprzedałem większość mojego dotychczasowego dorobku, w tym 15-letnią Mazdę. Za dwa miesiące znowu się przeprowadzam. Moja estońska narzeczona dołączy do mnie zaraz po tym jak uwinie się z dokończeniem swojej pracy doktorskiej na Uniwersytecie Macquarie. Kocham życie – szkoda, że takie krótkie. Zacząłem mówić stosunkowo późno, bo w wieku 3 lat i od razu wykazywałem tendencję do tworzenia obcych słów. Do tej pory mój tata woła na spodnie „pangeny”. To jest o tyle urocze ile niezgłębione, bo nie jestem w stanie znaleźć źródła tego słowa. Bardziej wytłumaczalne jest przechrzczenie śmieciarki na „przyjechał-pojechał”. Ten niesamowity wóz z wielkim bębnem na odpadki pojawiał się tylko na chwilę. Dwóch panów szybko nakarmiło go naszymi śmieciami i odjeżdzali. Zawsze biegłem do okna naszego mieszkania na drugim pietrze, by popatrzeć na to wydarzenie. Do tej pory śmieciarki mnie hipnotyzują. Tu w Australii mają wielką, hydrauliczną łapę, co samoczynnie wyłapuje wszystkie kubły stojące wzdłuż ulicy. Do naszych polskich trzeba było montować ręcznie od tyłu wielkie kontenery. Staram się zrozumieć, co jeszcze poza lingwistyką i śmieciarką mogło mnie natchnąć do podróżowania. Jestem pierwszym potomkiem z mojego pokolenia, który miał zaszczyt urodzić się w wielkim mieście Lublinie. Moi rodzice pochodzą z dwóch położonych blisko siebie wsi – odpowiednio w gminie Piaski i w gminie Biskupice – trzeba wziąćdrogę wylotową z Lublina na Lwów numer 12, by się tam dostać. Już więc odkąd się urodziłem nasze życie było naznaczone podróżą. W mieście mieszkałem i chodziłem do szkoły w dni robocze, a soboty i niedziele spędzałem na wsi. Nasze gospodarstwo rolne było bardzo zyskowne w dawnych, zamierzchłych czasach komunizmu. Z orania 8 hektarów ziemii i pracy jako cieśla mój dziadek postawił sobie dom, kupił po mieszkaniu w lubelskim bloku dla dwójki swoich dzieci i wyposażył naszą gospodarkę w nowoczesy sprzęt rolniczy. Gdy miałem 9 lat przyszedł „Okrągły Stół” i to wszystko gruchnęło. Wieś stała się biedna i siłą tradycji moi rodzice wspierali ją ze swoich niskich pensji. Niedługo przejdą na emeryturę. Mój tata nazywa ją jałmużną – nie dorobili się niczego. Przejęli upadającą schedępo dziadku Stanisławie. Jako młokos zazdrościłem dzieciakom z okolicy, że mogą pracować na gospodarce razem ze swoimi rodzicami. Mój dziadek trzymał mnie z dala od jakiejkolwiek pracy. Trzeba było się dobrze nauprzykrzać, żeby móc mu pomóc przy obrządku zwierząt gospodarskich, ale i tak nigdy mnie za to


nie pochwalił. Jazda na traktorze była zabroniona przez długie długie lata. Rzadko teżwybieraliśmy się razem na wycieczki. W czasie świąt wielkanocnych było dużo bardziej wędrówkowo.Szliśmy do pobliskiego lasu na meus, koniecznie z ogniskiem. Na skanie starego czarno-białego zdjęcia ja siedzę

LucidaHandwriting  

LucidaHandwriting