Page 1


Our Views On Publicystyka

Fot.: R. Nowosad Modelka: A.Kornatowska

8 Studium pewnych przypadków 10 Brakujący przycisk 12 polska CELEBRYTAMI stoi 14 Kobieta idealna 16 Mortal sesja 18 „Kocham Szczecin!!!” 26 „Jestem tym, który buduje”

Fashion 34 Największe wpadki modowe 36 Gorąca 5 w wiosennej szafie 38 Street style

The Views Team Redaktor naczelna Anna Kawa anna.kawa@views.szczecin.pl Zastępca redaktora Tomasz Kadubiec tomasz.kadubiec@views.szczecin.pl Zespół redakcyjny Dagmara Szymecka Kamil Liwiński Anna Pasztor Ela Nojszewska Bartosz Mik Hanna Gołębiewska Daniel Łoza Magdalena Hoczyk Adrian Nijak Karolina Naworska Sandra Soczewa Paulina Malinowska Dział fotoedycji Anna Pasztor

Kultura 42 Nie wszystko jest takie, jak się wydaje 44 Film w telegraficznym skrócie 46 Muzyka od kuchni 48 Chaos kontrolowany

Lifestyle 50 BAYER(n)anckie granie

Znani i lubiani 52 „Jestem rannym ptaszkiem”

Współpracownicy Irmina Kuźniak

2


Zaczynamy! Gdyby zacząć od słów „długo zasta-

nawiałam się co napisać…”, byłoby poprawnie -

medialnie. A gdybym

jeszcze napisała, że w ogóle się nie spodziewałam - wręcz idealnie! Ale właśnie tak nie napiszę. Dlaczego? Bo wcale się nie zastanawiałam i dokładnie wiedziałam, co chcę napisać. Jako The Views, zaczynamy coś zupełnie nowego. Z niewielkim składem redakcyjnym , za to z ogromem pasji, pomysłami i wielką chęcią do działania. Nie piszemy jak bardzo jest źle, kto kogo zostawił, kto komu dokopał słownie. Nie piszemy też o tym, jaki Szczecin jest piękny i dlaczego warto tutaj zostać. Piszemy o tym, co warte opisania, pokazujemy zupełnie inaczej to, co już znacie. Nie chcemy być alternatywą dla prasy i mediów w Szczecinie. Mamy swoje cele i zamierzamy je skrzętnie realizować. Bez żadnych niedomówień czy fałszywych sympatii. Przed Wami wiele ciekawych tekstów, mnóstwo odrębnych spojrzeń, zaskakujących informacji. Dlatego, aby nie przedłużać - zapraszam do lektury. Redaktor naczelna

Anna Kawa 3


Zespół redakcyjny The Views Redaktor naczelna - Anna Kawa Mieszanka wybuchowa: trochę klasyki, łyżeczka prostoty, 100 g trendów, szklanka elegancji, odrobina nonszalancji z dodatkiem rozwagi. Dziennikarka z wykształcenia, „fashionistka” z zamiłowania, product manager z polecenia, redaktor z wyboru!

Tomasz Kadubiec Student Prawa, znawca historii, nałogowy sportowiecamator, "ranny ptaszek" i "nocna sowa" , wielbiciel muzyki wszelkiego gatunku, bezpartyjny i antypartyjny państwowiec, wiecznie uśmiechnięty i zadowolony z życia optymista, ekstrawertyk, specjalista od trudnych pytań.

Dagmara Szymecka Urodzona w Polsce, sercem w Estonii. Hobbystyczny filmoznawca i feministka z przymusu. Uosobienie sprzeczności.

Kamil Liwiński Mówią, że staroświecki romantyk, lekko zakręcony jak to artysta bałaganiarz, piekielnie o wszystko zazdrosny skorpion próbujący śpiewać w dwóch szczecińskich zespołach będących centrum jego zwyczajnej, niczym nie wyróżniającej się egzystencji.

4


Anna Pasztor Stara się mieć dystans do samej siebie i ceni sobie prawdziwych przyjaciół. Żyje aktywnie, bo nie potrafi bezczynnie siedzieć. Ciągle szuka, a każdy dzień jest dla niej niespodzianką.

Ela Nojszewska Studentka Dziennikarstwa, interesująca się kulturą we wszystkich – lub prawie wszystkich - postaciach. W myślach ciągle zajęta przenoszeniem jakiegoś dzieła z jednej z tych postaci na inny. Jak to bywa w przypadkach leni, wszystko krytykuje i rozkłada na części pierwsze – stąd ulubionymi gatunkami dziennikarskimi są oczywiście recenzja i felieton.

Bartosz Mik Pozytywnie nastawiony do ludzi dziwak, którego interesuje wszystko, co jego zdaniem interesujące. Ze wszystkich sztuk najbardziej ceni sobie muzykę i sztukę kulinarną, choć i innymi nie pogardzi. Grywa na gitarze elektrycznej, marzy o zwiedzeniu każdego zakątka świata. Wieloletni kibic Manchesteru United.

Hanna Gołębiewska Patrząca przez różowe okulary malkontentka. Pełna sprzeczności studentka Socjologii. Wolontariuszka z wyboru, dziennikarka z przymusu. Miłośniczka dobrej muzyki, spokojnych wieczorów i nowych znajomości.

5


Daniel Łoza Student Dziennikarstwa. Felietonista i reportażysta. Wielbiciel gier komputerowych i tematyki IT. Uosobienie spokoju, rzetelności i pracowitości.

Magdalena Hoczyk Zazwyczaj spędza czas na delektowaniu się dobrą książką, rockowym brzmieniem lub filmem Quentina Tarantino. Nie lubi rutyny, a poszukiwanie oryginalnych rzeczy i miejsc to jej życiowy cel.

Adrian Nijak Student Dziennikarstwa. Bierze aktywny udział w inicjatywach studenckich. Jego największą pasją jest dziennikarstwo radiowe i dobre gotowanie, co chętnie łączy pichcąc przepyszne dania w rytm muzyki płynącej z jego głośników. Od życia oczekuje ciągłej przygody i wypełnienia wolnego czasu interesującymi projektami.

Karolina Naworska Studentka Dziennikarstwa. Studentka z wyboru, ekspedientka z przymusu. Miłośniczka dobrej muzyki, zwolenniczka ciekawej książki. Chwilowo - Szczecinianka.

6


Sandra Soczewa Wielbicielka kawy, papierosów, dramatów psychologicznych i nieprzeciętnych rytmów. Pomimo tego, że uwielbia uprawiać „łóżking”, ma w sobie ogromne pokłady energii.

Współpracownicy

IRMINA KUŹNIAK Sama projektuje i wykonuje odzież. Jest samoukiem. Projektowanie i szycie to jej największe pasje. Marzy o tym, by kiedyś otworzyć autorski butik. Twórczyni wielu pokazów mody, zarówno w Polsce jak i za granicą. Właścicielka bloga: www.irminastyle.blogspot.com

7


Publicystyka

Fot. By Rubun

Studium pewnych przypadków Kiedyś, w czasie rozmowy o osiągnięciach współczesnej techniki, George Bernard Shaw powiedział: Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

8


R akceptowana człowieka.

Próbę przetrwania, bo jak to stanowiłam zrobić na przekór, zeczywistość, inaczej można nazwać? Czło- jak to mam w zwyczaju. Musi często niezro- wiek, w im większej ilości trud- dziać się coś, czego nie rozuzumiała i nie- nych sytuacji potrafi sobie po- miemy, coś takiego, co pobu-

bywa

tworem radzić, tym bardziej staje się dza naszą ciekawość, naszą

Niezaprzeczalnie. doświadczony, a tym samym, odrazę do pewnych wydarzeń,

Ludzie uczestnicząc w różnora- mniej kich

sytuacjach,

nieoczekiwanych

zda- czy też naszą niechęć do ja-

odgrywają rzeń może go zaskoczyć. Każ- kichkolwiek działań, do osób

swoją rolę, kierują tym, co się dy dzień niesie ze sobą coś z naszej przestrzeni życiowej. wokół nich dzieje. Stawiają nowego. Zdarza się, że co- Nie zamierzam pominąć rówwiele pytań, często bez odpo- dzienność staje się rutynowa. nież pozytywnych wydarzeń. wiedzi, przeprowadzają mnó- To jakby też zależy od samego Te przede wszystkim są ważstwo

rozmów,

które

nie człowieka.

zawsze dają oczekiwane rezul-

ne. Wszystko to, co przyjem-

Relacje między ludzkie ne,

odgrywające

pierwsze

taty, wykrzykują coś, śmieją również są częścią rzeczywi- skrzypce w naszym codziensię i żartują wśród swoich to- stości społecznej. Bywają róż- nym życiu jest warte zauważewarzyszy. Bo ludzie są różni. ne, mimo to są potrzebne, nia i opisania, bo optymistyczRóżnią się charakterami, po- a czy niezbędne? Kwestia do ne myślenie i stąpanie po zieglądami, opiniami na mniej, dyskusji. Rodzina, przyjaciele, mi z uśmiechem na twarzy ułabądź bardziej kontrowersyjne znajomi,

partnerzy

życiowi, twia wiele. A wszystko to, co

tematy. A przede wszystkim a także nowo poznani lub cał- niezrozumiałe, czy trudne do nie-odzowny wpływ na ich po- kiem przypadkowo napotkani zaakceptowania wymaga spojstrzeganie rzeczywistości spo- ludzie są częścią społeczeń- rzenia na tą drugą, lepszą strołecznej ma środowisko z które- stwa. Spotykamy różne grupy nę medalu. Rzeczywistość spogo się wywodzą, i w którym ludzi, stowarzyszenia o mniej- łeczna, relacje międzyludzkie, funkcjonują na co dzień.

szym, większym statusie spo- pewne interesujące grupy spo-

Niezliczona ilość bodź- łecznym, do

których ludzie łeczne i ich miejsce w społe-

ców, zdarzeń, uczestników da- chcą za wszelką cenę należeć, czeństwie, ale także i indywinej sytuacji pozwala jednostce które omijają szerokim łukiem dualne, wybitne i te trochę ludzkiej odpowiednio zachować i nie chcą mieć z nimi nic mniej zauważalne jednostki są się, czy też stworzyć możliwość wspólnego. do wykazania się, do kreatyw-

moim przedmiotem zaintereso-

Mimo, że sprawy tak na- wania. To coś nad czym chcia-

ności, a przede wszystkim to, prawdę mogą wydać się błahe łabym się pochylić. Znaleźć co dzieje się dookoła wystawia i większość uzna, iż niepo- drugie, często ukryte dno. ją na swego rodzaju próbę. trzebnie się nimi zajmuję, po-

Hanna Gołębiewska 9


Felieton

Fot. By Stoneysteiner

Brakujący przycisk Z nostalgią patrzę na ryciny przedstawiające pierwszych ludzi – w ich czasach szczytem wyrafinowania była kość mamuta we włosach.

M

ówią, że jeżeli nie masz konta na Facebooku, nie istniejesz. Rezygnując z udziału w tym serwisie społecznościowym, rezygnujesz ze społeczeństwa w ogóle. Nie wiem czy to źle – gdy przy-

chodzą chwile, w których pragniemy odpoczynku od świata, znacznie łatwiej i bezpieczniej jest odłączyć telefon, Internet i zasunąć zasłony, niż skryć się w górskiej jaskini. W tym drugim miejscu możemy przecież jeszcze liczyć na towarzystwo niedźwiedzi,

10

a jak się domyślam, tego nie chcemy. Taka alienacja nie może jednak trwać wiecznie – w końcu trzeba znów brać czynny udział w komunikacji międzyludzkiej a ta w dużej mierze rozwija się na Facebooku. Nic dziwnego – nie trze-


ba tracić czasu i sił na spotkania w mieście, a rozmowy telefoniczne też kosztują. Właśnie ze względu na szybkość, łatwość i zerowe lub niskie koszty przekazywania informacji, z formy internetowej komunikacji korzystają zarówno osoby prywatne, jak i firmy. Dlatego też, podczas rozmowy kwalifikacyjnej liczy się nie tylko osobisty kontakt z potencjalnym pracodawcą, ale też to, jak prezentujesz się w sieci. Strach pomyśleć, co się stanie, jak odkryją, że Cię tam nie ma! Łatka antyspołecznego odmieńca jest gotowa i zwykły brak udziału w globalnym komunikacyjnym zrywie przeradza się w ostracyzm. Załóżmy jednak, że mimo tak poważnej ignorancji z Twojej strony udało Ci się znaleźć przyjaciół i wrogów. Ze względu na brak profilu tych drugich jest zapewne więcej. Chcąc poprawić swoje relacje w społeczeństwie, łamiesz się i tworzysz stronę ze swoim imieniem i nazwiskiem. Znajomi, olśnieni twoim towarzyskim zmartwychwstaniem, tłumnie wysyłają Ci zaproszenia – wszak wygrywa ten, kto ma więcej kontaktów. Od teraz na twarze nielubianych przez Ciebie ludzi musisz patrzeć nie tylko w szkole, w pracy czy na ulicy – od teraz ciągle pojawiają się na Twojej tablicy namiętnie przypominając o swoim wirtualnym i rzeczywistym istnie-

niu. Do tego robią to w najbardziej bolesny sposób – dodając codziennie trzy zdjęcia stanowiące wariacje na temat tak zwanego "dziubka". Trochę lepiej, jeżeli dzielą się kadrami ze swojego codziennego życia – miło wiedzieć, że dawno nie widziany znajomy właśnie się ożenił, w zeszły wtorek na obiad jadł pierogi z kapustą i grzybami, a jego dziecko umie siedzieć, chodzić, jeździć na rowerze, trzymać piłeczkę na nosie i skończyło miesiąc, trzy, sześć a potem osiem. To wszystko piękne i urocze, ale jak pomyślę, jak może zareagować w przyszłości ten bobas na fakt, że cały świat widział zdjęcia przedstawiające go nawet w intymnych sytuacjach, zaczynam się zastanawiać, czy to wszystko nie idzie aby w złym kierunku. W takich momentach dostrzegam brak przycisku "Nie lubię t e g o" . C h c i a ł ab y m i c h "znielubić", zniechęcić, zniszczyć i wrzucić w otchłanie Hadesu. Strach, że możesz spotkać kogoś znajomego na ulicy - wyglądając, delikatnie mówiąc - nie najlepiej, przerodził się w strach przed swoim złym wizerunkiem w każdej dziedzinie życia. Nawet w domu nie mogę sobie pozwolić na siedzenie w dresie i z kołtunem na głowie, bo przecież mężczyzna, sąsiadka, tudzież pies może zrobić mi zdjęcie i wrzucić na Facebooka. Naprawdę, z nostalgią patrzę na ryciny

przedstawiające pierwszych ludzi – w ich czasach szczytem wyrafinowania była kość mamuta we włosach. Obecnie liczy się to, kto ma więcej, lepiej i drożej. To co było prywatne, stało się publiczne i teraz tylko czeka na poklask. Ciekawe, że w czasach kultu oryginalności i wszelkiego hipsterstwa posiadanie konta na portalu internetowym stało się wyznacznikiem społecznego być albo nie być – przecież konto ma "każdy". Jest tak być może dlatego, że Facebook jest idealną platformą do promowania stylu życia w każdej postaci – chociażby bycia eko. Nie znam miejsca, gdzie można łatwiej sadzić marchewki.

Dagmara Szymecka 11


Fot. By Todd Huffman

polska CELEBRYTAMI stoi

W

końcu nadszedł ten dzień, gdy za oknem jest piętnaście na plusie. I ciągle rośnie. Tak jakby bardziej chciało się żyć. I to życie, ten „lajf” codziennie celebrować. O tak, to jest dobre słowo. CELEBROWAĆ. Dzisiaj już nikt niczego nie robi, nie obchodzi, nie delektuje się. Tylko celebruje. A to urodziny, a to święta. Karol, mój znajomy z przedszkola, celebruje nawet swój komputer. I to dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ciekawe skąd to się wzięło? Jak nie wiesz skąd, to zapewne z łacińskiego. Wszystko się stamtąd bierze. Wymyślili kiedyś słowo „celebrare” i tak już zostało. To przez tych „mądrych inaczej” mamy teraz plagę „Celebrytów”. Oczywiście przez wielkie C. Ja dodałem jeszcze cudzysłowów. Dlaczego? Mam nadzieję, że wiecie. A jeżeli nie wiecie, to

zaraz się dowiecie. Pewnie oglądacie czasami telewizję. Naszą polską, spełniającą tak zwaną „misję”. O tym co emitują na TVN-ie w poniedziałki o 22:30 nie będę wspominał. Chciałbym, żeby to był sen – jednak nie jest. Dobra, do rzeczy. W sobotni wieczór (jeżeli nie pijecie drinków gdzieś z kumplami), siedzicie na wygodnej kanapie w ciepłych kapciuszkach, w salonie rodziców i oglądacie komedię, obyczajówkę, biografię, thriller, dokument, lub horror na jednym z pięciuset trzydziestu ośmiu kanałów, z których żaden wam się nie podoba. Ale i tak go oglądacie, bo czemu nie. Akcja dopiero zaczyna się rozkręcać. Wszystko ładnie pięknie, aż tu nagle reklama. I pojawia się on. Bożyszcze kobiet jak to o nim mówią. Co to za bożyszcze śpiewające do dezodorantu? Żeby było śmieszniej (a może żałośniej?), za chwilę uda je Ta rza na . Trzeba przyzna ć, że to do niego pasuje. A na końcu? Na końcu chce

12


boksować się z lustrem. Dobrze, że nie botoksować. Nie raz już go o to podejrzewali. O kim mówię? No pewnie, że o królu polskich teleturniejów. Krzyśku Ibiszu. Mam nadzieję, że się nie obrazi za to co piszę. No wiecie, zwracam się do niego „na ty”. A to „celebryta”. Reklamuje szampon przeciwłupieżowy. Czy to oznaka godna celebryty? Właśnie. Jakim powinno się być, aby to określenie pasowało do człowieka? Mądrym, dobrym, okrzesanym? Pewnie tak. Ale takie zalety ma niejeden/na z nas. Trzeba zaistnieć czymś więcej, niż intelektem i dobrą gadką. Zagrać w kasowym filmie. Nagra ć singiel rozpozna wa lny chociażby na kontynencie. Napisać bestsellerową książkę. Niektórzy próbują. Wspomniany wcześniej Krzysiu radzi nam w swojej „powieści” jak żyć po czterdziestym roku życia. Do czterdziechy jeszcze mi daleko, ale już teraz wiem, że i tak z tych wspaniałych rad nie skorzystam. Przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Koleżanka Krzycha z tej samej stacji telewizyjnej też pisze. I to nawet sporo. W przeciągu roku wydała dwie ciekawe książki. Pogadamy o tej nowszej. „Sexy mama” to fantastyczny poradnik dla pragnących dobrze zjeść mam. Polskich mam. A jak już zjedzą to, co poleciła Kasia, kilogramów im ubędzie. Co za odkrycie! Można jeść ile wlezie, a i tak się schudnie. Wynalazek dekady! Idąc tym tropem Kinga z najpopularniejszego serialu TVP2 odbierze niedługo Nobla. I może będziemy mieli pierwszą prawdziwą celebrytkę w naszym kraju. Szczerze życzę jak najlepiej pani Kasi Cichopek! A niech ma. Z literatury pięknej i poważnej przejdziemy teraz do muzyki najwyższych lotów. W tej dziedzinie mamy masę „perełek”. I to polskiego pochodzenia! Dajmy na to taka Asia Jabłczyńska i jej zapierający dech w piersiach singiel „Papparapa”. Gwiazda serialu „Na Wspólnej” osiągnęła olbrzymi sukces. W żadnym radiu nie udało mi się usłyszeć tej piosenki. Popytałem znajomych, czy może oni mieli to szczęście. Niestety też nie. Popularna „Korba” z „Lejdis” również urzeka swoim anielskim głosem. Debiutancka płyta Anki Dereszowskiej LEŻY na sklepowych półkach od listopada. Słowo „leży” celowo napisałem wielkimi literami. Tak o, aby to podkreślić. Leży i nic więcej. Ktoś ją kupił oprócz rodziny i przyjaciół

Ani? Smutne, ale prawdziwe. Krążek to kompozycje Henryka Warsa. Podobno w nowych, zaskakujących i niesamowitych aranżacjach. Tak opisują to wszechwiedzące portale. Pewnie ktoś dał im kupę kasy, bo za darmo takie bzdury ciężko byłoby wymawiać. Takich ewenementów w polskim „szołbizie” jest cała masa. Porzucając świat książek i muzyki wystarczy przejrzeć program największych stacji telewizyjnych. Obiecałem, że nie będę mówił o poniedziałkowym wytworze wyobraźni na TVN-ie o 22:30. Przepraszam, ale muszę. „Woli i Tysio na pokładzie” to wiosenna nowość komercyjnej stacji. Nie wiem, czy w środowisku mody Woliński jest kimś znaczącym (wątpię w to), ale w świecie fotografów Marcin Tyszka znaczy wiele. Co tam rozgłos i dobre słowo. Ważniejsze jest kolejne zero na koncie. W zamian za to posprzątam gówna w boksie hipopotama, pośpiewam wrzeszczącemu bachorowi do snu, albo dostanę tortem prosto w pysk. A co. Przecież mnie stać. Jak już jesteśmy przy finansach to powiem, że mnie też stać. Na dwie parówki i dwie kromki chleba z margaryną. Na ketchup nie starczyło. Taką mam pyszną kolację. Trudno. Na razie jestem studentem. Może kiedyś będę miał na każdą za-

chciankę. Może ktoś odkryje, że mam nadprzyrodzone zdolności bycia celebrytą. Chyba się nadaję. Umiem wiązać buty, ugotować rosół na kostce rosołowej. Prawie codziennie myję włosy szamponem i szczerzę się do lustra po umyciu zębów. Ale przecież wy wiecie o tym więcej niż ja…

Adrian Nijak 13


Kobieta idealna

C

hyba zwyczajnie „nie ogarniam” odgórnie narzuconego stereotypu wiecznie zadowolonej z siebie, słodkiej Samicy Idealnej, której maksimum spełnionych potrzeb, to tzw. „pierdoły w najwyższym wydaniu”. Poruszę tutaj oczywiście przykry temat reklam, uparcie dążących do narzucenia nam sposobu bycia konkretnej kobiety- tzw. Kobiety Idealnej. Czym jest Kobieta Idealna? Otóż Samicą Naczelną, Alfą i Omegą środków czystości. Bezpruderyjną Nimfomanką bezwstydnie podniecającą się batonikiem Bounty. Tak między innymi według reklam rysujemy się my- współczesne kobiety. Otóż kobieta idealna, to wiecznie zabiegana kura domowa, której celem życia jest wypolerowana muszla klozetowa. No cóż może być lepszego niż idealna czystość, dzięki której każda z nas może powiedzieć, że nie stosuje zwykłego mleczka, tylko to z dodatkiem Magii i Cudów? Animowana kobieta-rycerz ratuje królestwo właśnie mleczkiem do czyszczenia. Czyżby prawdziwy mężczyzna nie korzystał z dobrodziejstw środków czy-

stości, naprawdę jest to tylko domeną kobiet? Może tak, może po prostu ja żyję w świecie Sprzątających Mężczyzn, którzy jakimś cudem świetnie radzą sobie sami w porządkach? Poza tym równie interesująca jest maksymalna przyjemność osiągana przez panie w reklamach różnych słodyczy, kaw, czy innych „przyjemności”. Tutaj mamy istną orgię rozkoszy lub wewnętrznego ukojenia, którą da Ci najmniejszy kęs ciastka czy batonika. Kompletna przesada w najwyższym wydaniu. Piękna, niesamowicie zgrabna pani gryząca z półprzymkniętymi oczami czekoladowego batona, który oczywiście „rozpływa się w ustach”. No cóż ma robić, jak się nie rozpływać. Przecież większość słodyczy dostępnych w naszych sklepach to nic innego, jak tylko płynna rozkosz! Szkoda tylko, że w większości przypadków nie wygląda tak jak w tych wysokobudżetowych reklamach czy na opakowaniu, a nasza figura po nadmiernym „rozpływaniu się” w ich czekoladowej rozkoszy, baaardzo odbiega od wyglądu Pani z Reklamy. Jest jeszcze cała masa rekla-

14

mowych przykładów totalnego absurdu i przesady, których nie zauważamy lub już nie chcemy zauważać w większości reklam. Wiadomo- nic nie sprzedaje się tak dobrze jak seks i stereotypowe podejście do jakiejś kwestii. Większość z nas bez zmrużenia okiem godzi się na panowanie wszem i wobec utartych stereotypów. Mało kto zastanowi się, dlaczego tylko kobiety mają problem z niedomytą umywalką, plamą nie schodzącą po kolejnym praniu, czy śmierdzącą zmywarką. Po prostu z tym się kojarzymy i to od wieków jest domeną kobiet. A gdzie są reklamowe Kobiety Nowoczesne? No właśnie. Pojawiają się albo rzadko, albo wcale. Ze stresem muszą radzić sobie jako np. kelnerka, czy mama studiującej córki (no bo córka ma egzamin, a obiad nieugotowany). Rzadziej albo wcale nie widać obrazu kobiety jako dyrektorki firmy, pracownicy dużej korporacji. Reklamy o nas są w większości tak infantylne albo przerysowane, że aż śmieszne (świetny przykład stanowi tu reklama podpasek Always i słynne „wszystko na tip top”…). Kończąc ten felieton, przygryzając z niepohamowaną rozko-


szą czekoladowego batona, z pewnością powrócę do prania skarpet mojego Typowego Faceta. W końcu kto to za niego zrobi, jak nie Kobieta Idealna?

Fot. By Chloe Fynn

Magdalena Hoczyk 15


Reportaż

Fot. By RandallMRueffisveryfunny

Mortal sesja „Sesja – najbardziej znany sposób uwalenia studenta przez profesorów, pozbawiający go młodzieńczych nadziei i planów na barwne życie studenckie: balowanie i obijanie się przez minimum 5 lat. Każdy student chciałby, żeby tydzień przed sesją trwał 14 dni. Sesja znana jest z dużego stopnia niespodziewalności, stąd wziął się znany powszechnie zwrot grzecznościowy >>W tym roku sesja znów zaskoczyła studentów<<. Niektórzy błędnie uważają, że dzięki tzw. "dopalaczom" zyskają więcej energii i chęci do nauki. Jeszcze inni kierują się zasadą >>miej wy******, a będzie Ci dane<<.”

B

ez względu na to jak bardzo prawdziwa jest ta, - ekhem definicja. Sesja to okres znienawidzony przez studentów, którzy przez cały ten czas pozostają wielce obrażeni na wykładowców, chcących sprawdzić ich wiedzę oraz tak przy okazji umocnić swój autorytet, czego objawem

są trudne egzaminy. Studenci to jednak żadne niewiniątka. Jesteśmy wręcz znani z tego, że przed egzaminami lubimy znaleźć sobie jakieś inne zajęcie, znacznie ważniejsze (częściej ciekawsze) od nauki. No bo jak tu się uczyć skoro można pograć w…

15. 26.06.2011 godzina 19:15 - „Mam Mortal Kombat!!!” – krzyknąłem. - „Wołaj Oktawiana i gramy turniej!” – odpowiedział podekscytowany Adrian, uradowany, że już nie musi kuć na Poetykę. Mortal Kombat powstało w 1992 roku. W założeniach mia…Mortal Kombat ła to być automatowa bijatyka, Akademik nr 3. Ulica Kordeckiego czyli gra, w której gracz kierując

16


jednym bohaterem, próbuje pobić innego. Mortal Kombat to także obiekt nienawiści licznych moralistów, którzy winią ją za całe zło na świecie. Kto odpowiada za gwałty, terroryzm, morderstwa i rozboje? Oczywiście gra, o mordobiciu. - „O stary, Mortal Kombat Night!!!” – zawołał uradowany Oktawian. Kiedyś by zagrać w Mortala trzeba było iść do salonu gier z kieszeniami pełnymi drobniaków. Dziś gra waży niecałe 4 mb, wchodzi na 3 dyskietki i pobiera się z sieci w sekundę. O prawa autorskie nie trzeba się martwić, bo gra jest tak stara, że producentów już to nie obchodzi, że każdy może w to za darmo pograć. No i pograliśmy. Stoczyliśmy serię pojedynków. Próbowałem udowodnić towarzystwu wyższość Sub-Zero (znanym też jako „Baba z Sudanu ze względu na okrycie głowy) nad innymi bohaterami, chociaż i tak nie dałem rady Adrianowi grającemu Scorpionem. Kto by dzisiaj pomyślał, że 4 mb może dać tyle radości. Grę skończyliśmy około 3. w nocy. Potem przypomniało mi się, że miałem kuć na koło ze Stylistyki…

się Adrian - „Mam! Tył, dół, przód, przód, high kick –wyrecytowałem niczym zaklęcie na wieczną szczęśliwość”. Fatality – Na koniec pojedynku wstukuje się jakąś bzdurną kombinacje klawiszy. Następnie nasz bohater urywa wrogowi głowę, pali go żywcem, wysadza w powietrze pocałunkiem lub dobija go w sposób jeszcze bardziej absurdalny. To właśnie za to gracze na całym świecie pokochali Mortala. Ja sam gdy po raz pierwszy urwałem Oktawianowi głowę razem z kręgosłupem poczułem taką radość, że aż wrzuciłem to na Facebooka, z dopiskiem: „Usługa prostowania kręgów szyjnych” - „Niektórzy sądzą, że po grze w Mortala, ktoś będzie chciał powtórzyć swoje wirtualne wyczyny. Powodzenia dla każdego, kto będzie chciał wyrwać komuś kręgosłup, to anatomicznie niemożliwe”. – Opinia studenta Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Adrian zarzekał się, że będzie kuł cały weekend na egzaminy. Przez ten czas do perfekcji opanował postać Scorpiona i o mało co nie pokonał najsilniejszego przeciwnika –organizatora bieg, mrocznego turnieju Shao Khana.

Góra, dół, dół, block, high kick. W weekend miałem pisać reportaż, ale szaleństwo wywołane w czwartek nie chciało się skończyć. Kolejnym krokiem było pożyczenie od znajomych nowszych części Mortala i szukanie nowych fatality do zrobienia. - „5 stron o bijatykach i nigdzie nie mogę znaleźć dobrej kombinacji na fatality” – oburzał

„W chlewie nie mogą się skupić” - „Jak sobie radzę z brakiem chęci do nauki? Oglądam komedie romantyczne lub sprzątam pokój. Każda z tych czynności jest tak nudna, że po godzinie już wolę się uczyć niż myć podłogę” – Adam z Belferka Dlaczego Mortal Kombat?

Adrian: - „Najbardziej przyjemne w Mortalu jest totalne odmóżdżenie . Jest to chwila relaksu, w trakcie, której daję odetchnąć umysłowi. Daje to czas na zregenerowanie komórek mózgowych, dzięki czemu lepiej przyswajam wiedzę. Poza tym to naprawdę wielka frajda”. Oktawian: - „Chyba największą zaletą Mortala jest prosta, przyjemna rozrywka. Przecież nie da się cały czas uczyć. Człowiek musi od tego odpocząć, choć na chwilę. W Mortala gra się strasznie przyjemnie, a relaks przed nauką to dobra rzecz. Ważne by nie przesadzić . Osobiście przed egzaminem wolę się uczyć niż robić Fatality”.

Można też sprzątać Oczywiście granie w Mortala nie jest jedyną formą spędzania czasu przed egzaminem. Inni imprezują, oglądają filmy słuchają muzyki lub robią masę jeszcze innych rzeczy, byleby się nie uczyć. Są nawet desperaci, którzy przed sesją zaczynają sprzątać całe mieszkanie. Jak sami mówią: –

Daniel Łoza 17


Wywiad

18


„Kocham Szczecin!!!”

Rozmowa z Wiceprzewodniczącym Rady Miasta Szczecin, członkiem Rady Politycznej Prawa i Sprawiedliwości, Komendantem Wojewódzkim Ochotniczych Hufców Pracy Arturem Szałabawką. Tomasz Kadubiec

19


Tomasz Kadubiec: Jak oce- się do Europy jest dla mnie nia Pan obecną korektę niesmaczne, ponieważ jestem reformy emerytalnej? Europejczykiem, a trzeba wspomnieć, że np. w sąsiedArtur Szałabawka: Bardzo nich Niemczech ludzie przeźle. Tak jak i moja formacja, chodzą nieco wcześniej na której jestem członkiem, czyli emeryturę - w wieku 65 lat. Prawo i Sprawiedliwość. We- Rząd niczego nam nie gwarandług mnie ta reforma nie za- tuje. Nie mamy gwarancji, że istniała, bo o reformie można będziemy mogli żyć godnie. mówić kiedy wystąpi wiele Patrząc na Niemców, którzy czynników, które wpłyną na to już w wieku przedemerytalżeby ludzie dostawali godne nym pracują lżej mając szereg emerytury za długi okres pra- różnych osłon socjalnych i któcy. Te czynniki muszą być po- rzy jeżdżą po całym świecie, parte wieloma działaniami zazdroszczę i chciałbym zobaw rządzie, a ja widzę tylko czyć coś takiego w przypadku jedno – wydłużenie czasu pra- naszych emerytów. W Polsce cy do 67 roku życia. To co wy- doszło do takiej sytuacji, że walczył koalicjant Platformy ludzie nie mają żadnej pewnoObywatelskiej, uważam za cał- ści co do zaspokojenia swoich kowitą grę pod publikę, co podstawowych potrzeb. Obeczresztą było uzgodnione, bo- ny rząd nie przedstawił nic wiem wiek 62 i 65 lat, czyli realnego, nic co zapewniło by wiek wcześniejszego przejścia spokój społeczny w tej kwena emeryturę przewiduje moż- stii. Coraz więcej wskazuje na liwość uzyskania tylko połowy to, że jeśli człowiek sam o sieemerytury. Nie mówi się jed- bie nie zadba, to nie może nak o jakie kwoty będzie tu liczyć na żadną pomoc. A to chodzić, ale będą one na pew- właśnie jest rolą państwa, pono niskie. Nikt o tym nie mó- nieważ brak wsparcia, także wi, ale np. kobieta, która psychicznego, w dużym stopprzejdzie na wcześniejszą niu wpływa na zdrowie człoemeryturę z powodu choroby wieka. Kiedy człowiek nie ma i nie będzie już w stanie pra- stabilnej pracy, kiedy jest zacować (zwłaszcza fizycznie) trudniony na umowę-zlecenie dostanie połowę świadczenia, to także jest dla niego niekoktóre uzyskała by w wieku 67 rzystne zdrowotnie. To lat. I po skończeniu 67 lat nie wszystko może sprawić, że otrzyma już normalnej emery- społeczeństwo może tych tury, ale do końca życia pozo- emerytur nie dożyć. Dlatego stanie na, „zasiłku dla bezro- jestem stanowczo temu przebotnych”. W ten sposób kobie- ciwny. Jak już powiedziałem: ta straci możliwość uzyskania To nie jest reforma - reforma świadczeń związanych z utratą to cała otoczka różnych dziapracy, ale też do końca życia łań. nie będzie mogła uzyskać godnej emerytury. Porównywanie Jaki sposób na rozwiąza-

20

nie tego problemu ma zatem Prawo i Sprawiedliwość? Jak pogodzić malejącą liczbę urodzeń z rosnącymi kosztami zabezpieczenia emerytalnego? A co robi państwo, aby zwiększyć liczbę urodzeń? Co państwo daje młodym ludziom, aby tą dzietność zwiększyć, żeby młodzi ludzie chcieli mieć to co najważniejsze, czyli rodzinę i dzieci. I żeby było ich na to stać. Jak można dopuścić do sytuacji kiedy osoba pracuje 5/10 lat na umowęzlecenie czy umowę o dzieło, co powinno być niezgodne z prawem. Jakie propozycje ma Prawo i Sprawiedliwość? Przede wszystkim udrożnić pracę. Stworzyć warunki do pracy, które spowodują chęć do posiadania dzieci. A z takich przyziemnych spraw to proponujemy możliwość przejścia na emeryturę w wieku 67 lat, dla osób które tego chcą. Nasze społeczeństwo jest bardzo podzielone w tej kwestii. A w Polsce jest wiele takich osób, np. osoby wykształcone – tym osobom zależy na tym żeby długo pracować. Umożliwić wolność wyboru czy odkładać pieniądze na ZUS i II filar, czy zrezygnować z II filaru i wpłacać wszystkie składki do ZUS-u. Dzięki temu osoby, które najpewniej czują się trzymając swoje pieniądze w instytucji państwowej będą mogły to zrobić, mimo iż pieniądze przechowywane w ZUS -ie są tak jakby wirtualne, są w ciągłym obiegu. Państwo


gwarantuje ich wypłatę w przyszłości. Poza tym proponujemy, aby Państwo było ukierunkowane nie tylko na najlepiej zarabiających, ale także dla osób średnio zamożnych i uboższych. Nie można szukać oszczędności tylko na osobach mniej zamożnych. Nie można przerzucać ciężaru funkcjonowania państwa na tych, którzy ciężko na te państwo pracują. Podsumowując - zapewnienie pracy, zamiast sztucznego wydłużania progu emerytalnego, tak? Naturalnie. Rząd gra teraz w ten sposób, że wystawia masę tzw. „autorytetów”, także celebrytów, którzy mają duży wpływ na ludzi, jak np. Kuba Wojewódzki, który zarabia mniej więcej 230/240 tys. miesięcznie. On zawsze będzie chciał długo pracować pomijając to czy będzie miał na to chęć. Dobrze płatna praca, która nie absorbuje siły fizycznej może być traktowana jako ćwiczenie umysłu w starszym wieku. Ludzie starsi będą wtedy chcieli pracować jak najdłużej. Nie można do tego zmuszać, ponieważ nasze społeczeństwo nie jest jeszcze tak rozwinięte jak np. u naszych Zachodnich Sąsiadów. Rozumiem. A co sądzi Pan na temat propozycji Zbigniewa Ziobry, dot. przeprowadzenia prawyborów w celu wyłonienia wspólnego kandydata prawicy na Prezydenta?

Powiem to tak: rozbicie na prawicy nikomu nie służy. Taka inicjatywa nie powinna wychodzić od nowego projektu skupionego wokół Ziobry. Taką inicjatywą, którą chcą nam narzucić, chcą zdobyć rozgłos i możliwość funkcjonowania. Ja wychodzę z założenia, że niestety ta nowa formacja już wie, że nie przetrwają i chcą jakoś dotrwać do następnych wyborów, żeby kilku europosłów mogło dalej funkcjonować. Jestem zagorzałym przeciwnikiem rozbijania prawicy, ponieważ już w okresie transformacji ustrojowej partii prawicowych było dużo i prawica nie mogła uzyskać siły rządzącej w parlamencie. Nie chcę już mówić czy metoda liczenia głosów d’Hondta jest dobra.

dzić, że w naszym kraju media są w jakimś stopniu nieobiektywne, będą szukać potknięć na prawicy i rozdmuchiwać je. Przykładowo ten Kuba Wojewódzki, będzie pokazywał, że ta a ta partia nie jest żadną alternatywą, z tą partią nie można się dogadać, że lepiej trwać w tym co trwamy, gdyż obecne rządy są lepsze niż jakaś tam IV Rzeczpospolita. Żyjemy w takim dziwnym kraju, gdzie mówimy o demokracji, a ja wiem jak wygląda demokracja w innych państwach europejskich. Tam władza jest rozliczana, atakowana przez media. W Polsce od 5 lat rządzi Platforma Obywatelska, a nadal przez wiele mediów jest traktowana bardzo delikatnie, nie wyciąga się wobec nich konsekwencji.

Eliminuje ona słabsze partie z podziału mandatów. Jak ocenia Pan tegoroczne obchody katastrofy smoDokładnie, eliminuje słab- leńskiej? Czy Pana partia szych. Wygrana jest możliwa nie buduje, jak to powietylko dla dużej, zjednoczonej dział Donald Tusk, poparprawicy, a jedyną obecnie du- cia na grobach? żą partią prawicową jest Prawo i Sprawiedliwość. Moim zdaniem jest to wypowiedź tak skandaliczna, że Nie uważa Pan, że prze- ciężko mi to opisać normalnyprowadzenie wspólnych mi słowami. Wystąpiła tu taka prawyborów mogłoby po- sytuacja, że osoba, która najmóc prawicy zdobyć lep- więcej zepsuła, próbuje obrószy wynik w wyborach? cić sytuację o 180 stopni i pokazać, że to on jest biedny, Jak już powiedziałem, w sytu- atakowany, a osoby, które acji kiedy istnieje jedna duża próbują od 2 lat dociec prawpartia prawicowa przeprowa- dy, widzą „karczowanie” dodzanie takich prawyborów mo- wodów, nie mogą dotrzeć do że być odczytywane wyłącznie żadnych faktów. Niejasności jako rozbijanie prawicy. jest tak dużo, że one się naWszelkiego rodzaju media, piętrzają. Społeczeństwo coraz a musi się Pan ze mną zgo- bardziej buntuje się przeciwko

21


temu, coraz bardziej widzi nieudolność naszych władz. A mówienie o Jarosławie Kaczyńskim, który stracił bratabliźniaka i wiele innych osób, o osobach, które z początku były uważane za totalnych oszołomów i które dopuszczały możliwość jakiejś formy zamachu – teraz okazuje się, że coraz więcej ludzi przekonuje się, że coś tu jednak nie gra. Aby już więcej nie rozmawiać o Smoleńsku i uciąć kwestię czy był zamach czy nie było, chciałbym zaznaczyć , że zamach zawsze przeprowadza się tak, żeby wyglądał on na wypadek. Na tym to polega, że nie można od razu wykluczyć w śledztwie tezy o zamachu. Szczególnie, że śledztwo jest prowadzone w sposób karygodny i mnie, jako Polakowi niesamowicie uwłaczający.

PiS itd. W moim mniemaniu elita powinna służyć swojemu narodowi. Natomiast dzieje się coś co ja mógłbym nazwać dążeniem do pieniędzy. Osoby wykształcone, które doskonale zdają sobie sprawę z sytuacji obecnej Polski, zgadzają się na przekłamania medialne, powiedzmy „zcelebrytowanie”, aby osiągnąć korzyści finansowe. Dla mnie to coś strasznego. Człowiek, który widzi pewne niedociągnięcia, ale publicznie o nich nie mówi ze względu na wymierne korzyści, szkodzi Polsce. A społeczeństwo na to patrzy. Społeczeństwo jest tak skonstruowane, że 5% osób zaangażowanych jest politycznie i pozostała część, która nie ma czasu się tym zajmować. I to właśnie ta grupa patrzy na to, co elity mówią. Taka sytuacja ma miejsce obecnie – nie mówię, że w wielkiej skali – ale wystęA co z elitami politycznymi puje. w Polsce? Czy według Pana PiS stanowi alternaty- W takim razie jak ocenia wę dla PO i PSL? Jak Pan swoją partię? Czy jest z punktu widzenia Angli- to partia, która gwarantuków, Niemców czy Amery- je swobodę poglądów? kanów przedstawia się Czy członkowie partii nie polska klasa polityczna? cenzurują swoich wypowiedzi, działań, aby przyPolska klasa polityczna jest podobać się Prezesowi? trochę „biedna”. Nie dość, że II wojna światowa spustoszyła Tak jest na całym świecie. Tanam elity polityczne, poprzez ka jest i Platforma Obywatelagresję niemiecką i agresję ska i PSL. Ja patrzę pod kątem rosyjską, to po tym mieliśmy mojego przykładu. Jestem długi czas ustroju komuni- szefem struktur szczecińskich stycznego, który także nie PiS-u, mam władzę nad członpreferował elit. Elit jako osób, kami partii na tym obszarze które działają dla dobra swo- i nigdy nie byłem za bardzo jego kraju, czyli patriotów. pokorny. Gdyby wygooglować Teraz elity stanowi PO, PSL, moje wypowiedzi, wielokrotnie

22

wymieniałem swoje poglądy, nie zgadzałem się z pewnymi trendami, które były tu czy w Warszawie, ponieważ jestem także członkiem Rady Politycznej. Niczego bym nie wykluczył. Potrafię się nawet czasami posprzeczać z Joachimem Brudzińskim i funkcjonuję nadal. Jestem od początku partii… Od 2001 roku? Tak, tak. Powolutku, powolutku prowadzę swoją działalność i powiem tak: u nas w partii się rozmawia. Nie jest u nas tak, że osoba, która się z czymś nie zgadza nie ma z kim rozmawiać, nie ma komu tego przedstawić. Natomiast jeśli ktoś całkowicie zmienia swoje poglądy, a my mamy określone swoje założenia polityczne, może po prostu zrezygnować. Czasem ktoś rezygnuje z takiego powodu, że nie może osiągnąć w danej partii sukcesu. Ktoś widzi, że poszedł w niewłaściwym kierunku, wystartował w wyborach nie w tym miejscu i ich kariera w jakiś sposób zastopowała. Wtedy szuka jakiejś alternatywy. Ja jestem w Prawie i Sprawiedliwości od początku i nie zamierzam zmieniać tej formacji. Uważam, że jest to najlepsza formacja w Polsce jeśli chodzi o ruch narodowościowy, najstabilniejszy. Widzę szansę na to, że kiedyś dzięki dwóm/trzem dużym partiom będziemy mieli system rozwiniętej demokracji. Okaże się wtedy, że można również działać w opozycji.


Opozycja patrzy na ręce rządzącym, władza liczy się z opozycją, a po kilku latach następuje zmiana. Tak to funkcjonuje np. w Wielkiej Brytanii. Taki system naprawdę rozwija. Ja uważam, że w naszej partii można mówić i się mówi. Naprawdę, wbrew pozorom dużo się mówi [śmiech].

wało, nie potrafił rozmawiać z inwestorami. Pomijam już temat stoczni, bo to jest sprawa bardziej rządowa. Jak już powiedziałem to miasto dopiero się podnosi. Filharmonia, nowe drogi, inicjatywy, sprawiają że pojawią się inwestorzy, którzy będą chcieli tu inwestować. Już zresztą się pojawiają.

Świetnie. Teraz przenieśmy się na grunt bardziej lokalny, szczeciński. Jak ocenia Pan inwestycje w Szczecinie? Jak licznie budowane biurowce, modernizacja dróg, Filharmonia, Centrum Dialogu „Przełomy” wpłyną na gospodarkę Szczecina?

A jak ocenia Pan Szczecin jako miasto do życia, pracy, studiowania…?

Ja myślę, że nasze miasto u schyłku komunizmu było jednym z bardziej nowoczesnych miast jak na tamte czasy. Tak byliśmy przedstawiani. Port, dużo przemysłu, cudzoziemcy, myślenie Szczecinian też było bardziej „zachodnie”. Szybko dostosowaliśmy się do nowego ustroju. Ale mieliśmy też kilka lat bardzo złych rządów, które zniechęciły w dużym stopniu inwestorów. Teraz powoli się podnosimy. Moim zdaniem 10 lat straciliśmy.

Ja kocham [śmiech] Ja też.

Szczecin…!

I to jest największy ból, bo boli mnie, że 400-tysięczne miasto ma rozwaloną Gontynkę i nie ma Aquaparku. W takim dużym mieście, gdzie jest tylu „wodniaków” nie ma Aquaparku. Boli mnie to. To są zaniedbania poprzednich epok. Ale coś zaczyna się dziać. Jak przyjeżdżają do mnie znajomi to otwierają oczy i nie mogą się nadziwić jakie to miasto jest piękne. Pomińmy kto do tego doprowadził. Mamy mnóstwo zabytków, jeszcze niemieckich – to miasto robi wrażenie na ludziach. Gorzej to wygląda, kiedy zaczyna się poznawać to miasto od środka.

to, że mamy tak wiele zaniedbanych komunalnych mieszkań. Mamy piękne kamienice. Gdyby jakiekolwiek inne, europejskie miasto miało możliwość wyremontowania tych kamienic, od razu by to zrobiło. Niestety nie mamy na to pieniędzy. Mamy piękne Międzyodrze. Ja na Międzyodrzu bardzo dużo się poruszam, bo jestem też wodniakiem. Mamy to czego żadne inne polskie miasto nie ma. Nasze Międzyodrze z licznymi kanałami i jeziorkami, wręcz w centrum miasta jest perełką. Mamy kolejną perełkę – lotnisko w Dąbiu. Jest zaniedbane, zniszczone melioracyjnie. Nie wiadomo dlaczego, bo przed wojną melioracja była w dobrym stanie, ale ktoś to musiał już po wojnie zaniedbać. My nie możemy się tego terenu pozbyć. Każdy polityk, każdy kto myśli o swoim mieście i kreuje politykę musi patrzeć 10, 15, 20, 30 lat w przyszłość. Nie wiemy jak będzie kiedyś wyglądał ruch lotniczy. Może takie małe lotniska położone blisko centrum wielkich miast będą stanowiły wielki atut, nie niszczmy tego. Jak wygląda praca w Radzie miasta? Czym się Pan tam zajmuje? Jakie inicjatywy są Pana udziałem?

Czyją to jest w „zasługą”? Prezydenta. Powiem tak. Będąc wiceprzeMa Pan na myśli prezyden- Chodzi Panu o zwykłą co- wodniczącym Rady Miasta ta Jurczyka? dzienność? mam wiele obowiązków, które spoczywają tylko na wiceprzeTeż. Prezydent Jurczyk, jako I znów, bardzo boli mnie to, wodniczącym. Nie bardzo zaczłowiek może nie chciał źle, że nie mamy jednego central- tem mogę się angażować w ale był dosyć nieudolny, wielu nego skupiska, rynku, dzięki bieżące prace różnych komisji, ludzi przy nim to wykorzysty- któremu miasto by żyło. Także aczkolwiek jestem w komisji

23


zdrowia, polityki społecznej, bezpieczeństwa, oświaty i tam gdzie potrzebna jest moja praca – pracuję. Moją swoistą „działką” w Radzie Miasta jako wiceprzewodniczącego są sprawy społeczne. Jestem zobowiązany kontaktować się, spotykać się z mieszkańcami, którym źle się dzieje w naszym mieście. Pomagam ludziom. Czasem wystarczy krótka rozmowa z osobą, który ma problem, wydawałoby się nie do rozwiązania, żeby ten problem rozwiązać. Jak ocenia Pan Prezydenta Piotra Krzystka? Jak wygląda jego współpraca z Radą Miasta? Jak ogólnie ocenia Pan jego działania jako Prezydenta? Muszę przyznać, że nabieram do Prezydenta Krzyska coraz więcej zaufania. Potrafimy się spierać, czasem bardzo mocno, ale spieramy się merytorycznie. Odbudowywanie miasta oznacza szeroką współpracę. Polityka na bok. Merytorycznie bardzo mocno się wspieramy, zwłaszcza kiedy coś może zaszkodzić naszej społeczności lokalnej. Dogadujemy się. Albo to się zmieniło, albo nie zauważyłem tego we wcześniejszej kadencji, ale Prezydent Krzystek jest otwarty na argumenty i rozmawia. Jak Prezydent zaczyna rozmawiać, wysłuchiwać innych to zawsze jest ważne. Oznacza to, że nie jest zamknięty w swoich wizjach, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.

Teraz czas na pytanie nieco bardziej nieformalne. Kto jest Pana ulubionym członkiem Rady Miasta, kto według Pana jest najbardziej pracowity, a z drugiej strony kogo nie widziałby Pan w następnej kadencji Rady?

o Pana życiu poza pracą i sprawami zawodowymi. Mam pytanie: Jakby Pan siebie opisał, gdyby brzmiała notka o Panu w encyklopedii? Jakim jest Pan człowiekiem? Ja jestem człowiekiem, który jest już w samorządzie trzecią kadencję i myślę, że woda sodowa nie „uderzyła” mi do głowy. Tak przynajmniej mówią o mnie inni. Staram się być pracowity, staram się być wśród ludzi, mam swoje określone poglądy. Czasem nie zachowuję się jak radny. Nie lubię chodzić w garniturze, aczkolwiek muszę. Mam duże grono znajomych i przyjaciół i wydaje mi się - ciężko samemu siebie opisać – że jestem osobą, którym władza do głowy „nie uderza”.

[Śmiech] Ja nie jestem od tego żeby kogoś nie widzieć w następnej kadencji. Jeśli chodzi o osobę, z którą dobrze mi się współpracuje to osoby takiej nie wymienię. Naturalnie są to osoby z mojego klubu. Ale są też osoby z klubu Platformy Obywatelskiej, z którymi można się dogadać. Z niektórymi niestety nie. Ale są też osoby, które są otwarte na argumenty innych. Nie jest tak, że się nie rozmawia. Także wojna „na górze”, którą pokazują nam media, na szczeblu samorządowym nie Jakie są Pana zainteresojest aż tak zawzięta. wania? Czym zajmuje się Pan w wolnym czasie? W samorządzie działalność polityczna jest bardziej Największym moim hobby, merytoryczna niż w Sej- jeśli chodzi o sprawy intelektumie? alne, jest - od dziecka - Powstanie Warszawskie, które Staramy się. Oczywiście polity- przeanalizowałem i logistyczka też wchodzi w grę i dener- nie i politycznie. Do tego stopwuje. Szczególnie kiedy Plat- nia mnie to fascynowało, że forma Obywatelska dostaje poznałem mapy Warszawy, nakaz „z góry”, że jakiegoś układ kanałów i studzienek… rozwiązania nie może poprzeć. Aż do „przegięcia” [śmiech]. Z rozmów wiem, że muszą działać tak jak „góra” chciała. Mamy zatem ze sobą wiele wspólnego z tym, że ja Poruszyliśmy tematy ze koncentruję się na Szczeszczebla krajowego oraz cinie [śmiech]. kwestie związane ze Szczecinem. Dla odmiany Mi dzięki mojej pasji jest barporozmawiajmy, więc dzo łatwo poruszać się po

24


Warszawie, pomimo że niektórych ulic już nie ma, ale w Śródmieściu Warszawy poruszam się dosyć sprawnie. Niektórzy Warszawiacy dziwią się jak Szczecinianin potrafi znaleźć jakąś małą drogę żeby ominąć zakorkowane arterie. To jest moje jedno hobby. Drugim moim hobby jest nurkowane i działalność w Ochotniczej Straży Pożarnej. Nurkuję już od kilkunastu lat, dużo, często. Tutaj w Szczecinie? Na różnych akwenach. W Szczecinie mamy tylko Jeziorko Szmaragdowe, które z 5 razy w roku jest wystarczająco przejrzyste. Jest tam niestety tyle śmieci, że nurkowanie tam jest dosyć niebezpieczne, ponieważ widoczność sięga często 1,5 metra. Generalnie nurkuję wszędzie, gdzie można. Na naszych Pojezierzach, trochę za granicą niemiecką, na Bałtyku. Nurkuję też w Norwegii, w ciepłych krajach – wszędzie, gdzie jest to możliwe. To moje takie potężne sportowe hobby. Denerwuję się, więc gdy zaczyna mi brakować na to czasu. A teraz jest taki okres, że mam coraz mniej czasu na to hobby, a zarazem działalność społeczną, ponieważ nurkuję w ramach Ochotniczej Straży Pożarnej w sekcji nurkowej w Gryfinie. Wykonujemy sporo działań na rzecz społeczeństwa. Czasem konieczne jest wyłowienie topielca – ktoś musi to robić. Pomimo tego jest to moja wielka pasja. My-

ślę, że będę nurkował dopóki rozwoju demokracji. Także zdrowie mi na to pozwoli. gratuluję inicjatywy i oby Wam się udało. Ciężko jest się Jaką muzykę, zespół, wo- przebić, ale chciałbym żeby kalistę, wokalistkę Pan Wam się udało. najbardziej lubi? Dziękuję za rozmowę. Wiele ich jest. Moje ulubione to Sex Pistols, Joy Division, The Doors, The Who, The Animals. Także polski rock, zwłaszcza z lat 80. XX wieku. Jest jeszcze zespół, który jest dla mnie niesamowity. Jego wokalista jest lewicowcem, ale tutaj akurat mówimy o muzyce, a nie o polityce [śmiech]. To zespół Manuchao. Jest to zespół baskijski wykonujący muzykę z pogranicza folku, ska i reggae. W Europie jest dosyć znany. Kiedy przyjeżdża do Polski, teraz na przykład będzie grał w Katowicach, nie ma zbyt wielu ogłoszeń o koncercie, a na jego występy przychodzą tłumy. Czyli bardziej klasyczny rock i muzyka niemainstreamowa? Coś w tym temacie. Disco i latino mnie nie interesuje [śmiech]. I pytanie na koniec. Jak ocenia Pan inicjatywy takie jak nasza gazeta? Jak nasze pismo może wpłynąć na debatę publiczną i na mieszkańców Szczecina? Idealnie! Im więcej debaty publicznej, im więcej niezależnych mediów, tym lepiej dla

25


„Jestem tym, który buduje” Rozmowa z Dariuszem Więcaszkiem – Prezesem Północnej Izby Gospodarczej. Tomasz Kadubiec

26


27


Tomasz Kadubiec: Co jest przedmiotem działalności Północnej Izby Gospodarczej? Dariusz Więcaszek: Podstawowym celem samorządów gospodarczych jest działanie na rzecz rozwoju przedsiębiorczości, pomoc przedsiębiorcom w funkcjonowaniu, zmiana przepisów, ale także integracja środowiska przedsiębiorców. Jest to bardzo szeroka działalność. Niestety w polskim systemie prawnym, działalność taka nie ma oparcia w przepisach. Jest ustawa z 1984 r. o działalności izb gospodarczych – nie mówimy tu o związkach pracodawców, które są zupełnie inną instytucją, ani także o stowarzyszeniach i zrzeszeniach. Niewiele jest umocowań prawnych, które dawałyby nam realny wpływ na stanowienie prawa, na chronienie przedsiębiorców przed zakusami państwa. Jakie są kulisy powstania Izby? Izby gospodarcze zaczęły powstawać po roku 1990. W tym roku nasza Izba obchodzi piętnastolecie działalności. Wtedy 60 przedsiębiorców zebrało się i utworzyło Izbę. Jesteśmy samorządem, dlatego też decydujemy co mamy robić, w którym kierunku pójdziemy, wybieramy swoje władze. Finansujemy się sami ze składek oraz usług świadczonych na rzecz przedsiębiorców. Nie jest to jednak rozległa działalność, ponieważ w Polsce takie

usługi nie są jeszcze zbyt popularne. W naszym kraju nadal ciężko jest sprzedać własność intelektualną, gdyż pokutuje przekonanie, iż „to co wzięło się z głowy, wzięło się z niczego”. Przez te 15 lat rozrośliśmy się znacznie. Obecnie Izba liczy ok. 1,5 tysiąca członków. Jest to największa regionalna Izba w kraju.

Nie do końca. Jesteśmy szczególnym miejscem pod tym względem, że zmniejszamy swoje zasługi, nie doceniamy zasług kolegów. Tymczasem nie jest tak źle i trzeba o tym mówić. Duże izby działające w miastach wojewódzkich liczą maksymalnie 300-350 członków.

Z jakich branż pochodzą Skąd pochodzą członkowie członkowie Izby? Izby? Na jakim terenie działa Izba? Czy jest jakiś Ze wszystkich. Nie ma branży, zasięg terytorialny? w której nie działali by nasi członkowie. De facto działamy na terenie województwa zachodniopoNie ma więc żadnych ogra- morskiego, ale nie ma żadniczeń w przystąpieniu do nych ograniczeń jeśli chodzi Izby? o przystępowanie do Izby. W Izbie są firmy ze Szwecji, Przystąpić może każdy. Trzeba z Niemiec, firmy szczecińskie tylko być uczciwym przedsię- oraz z całej Polski. biorcą, działać w zgodzie z prawem i nie wzbudzać kon- A co daje przedsiębiorcom trowersji w środowisku. To przynależność do Izby? chyba jedyne warunki człon- Dlaczego przedsiębiorca X kostwa w Izbie. Można zapy- powinien przystąpić do tać dlaczego akurat w Szczeci- Izby? nie i dlaczego się tak rozrośliśmy. Myślę, że jest to swoiste Z jednej strony jest to aktywknow-how na funkcjonowanie, na integracja środowiska. Orodpowiadanie na zapotrzebo- ganizujemy wspólne wyjazdy wanie członków. Co chcieliby na misje gospodarcze, impreuzyskać, w jakim kierunku iść i zy integrujące środowisko, myślę, że to jest podstawa do a jednocześnie pokazujące, że osiągnięcia sukcesu jaki osią- działamy i jesteśmy silni. Przygnęliśmy. W kontekście ilo- kładem jest Gala Północnej ściowym i tego co robimy na Izby Gospodarczej, która ma co dzień, jesteśmy ewene- niewielu odpowiedników mentem w kraju. Nie ma co w kraju. Potrafimy się na tą być skromnym, gdyż tutaj imprezę zintegrować, zdobyć w Szczecinie zwykliśmy siebie fundusze, a nie da się ukryć, nawzajem krytykować… że trudno jest sfinansować takie wydarzenie. Nasza inteJak wszędzie w Polsce… gracja ma wielowymiarowy

28


wydźwięk, bo polega także np. na działalności charytatywnej. Wspieramy np. domy dziecka. Prowadzimy także działalność edukacyjną. W dużej mierze odbywa się to dzięki środkom unijnym. Od początku działalności organizowaliśmy kursy językowe, ale dzisiaj jest to cały zakres działań, który umożliwia prowadzenie firmy i szkolenie pracowników. Przypominam sobie, że kiedy 22 lata temu rozpoczynałem działalność gospodarczą istniało inne podejście do przedsiębiorców. Istniały takie luki towarów na rynku, że wystarczyła odrobina wiedzy, umiejętności i samozaparcia, aby odnieść sukces. Teraz to nie wystarcza. Potrzeba wykształcenia, dobrych fachowców. Staramy się to dać tym ludziom, którzy nie wrócą już do szkół. Trzeba sobie też powiedzieć ile tak naprawdę dają studia w dziedzinie przedsiębiorczości, a ja ciągle uważam, że bardzo niewiele. My staramy się dać przedsiębiorcom wiedzę praktyczną. Staramy się także wpływać na prawo lokalne i ogólnopolskie. Na prawo ogólnopolskie wpływamy przez Krajową Izbę Gospodarczą, której jesteśmy członkiem, a która ma wpływ na stanowienie prawa. Może za mały, może nie jesteśmy z tego zadowoleni. To sześćdziesiąte któreś miejsce w rankingu wolności działalności gospodarczej, mało nas zadowala i dostrzegamy dziedziny, w których prawo źle funkcjonuje. Staramy się działać również na szczeblu lokal-

nym. Izba ma 5 oddziałów (w Koszalinie, Wałczu, Choszcznie, Świnoujściu, Myśliborzu) i oddziały te również takie działania wykonują. W Szczecinie przy Urzędzie Wojewódzkim i Marszałkowkim powstają komisje dwustronne urzędnicyprzedsiębiorcy. Staramy się upraszczać przepisy, które nas dotyczą, mówimy o tym, co nam przeszkadza. Komisji tych powstaje coraz więcej. W ostatnich latach powstało i działa znaczna liczba komisji w branży budownictwa. Na przykład dużym wyzwaniem jest sformułowanie definicji przetargu, ponieważ nawet kilka kropek w zdaniu może wyeliminować większość szczecińskich firm z przetargu np. na budowę szpitala. Takich przykładów można podawać dziesiątki. Czasem okazuje się, że przepis funkcjonujący od kilkudziesięciu lat jest całkowicie bezużyteczny. To jest oczywiście praca na lata. Niestety zmiana przyzwyczajeń i naturalna skłonność administracji do tworzenia przepisów, zabezpieczania się przed instytucjami „na 3 litery” [ABW, NIK, CBA – red.] jest bardzo trudna. Z tego powodu w bardzo małym stopniu funkcjonuje partnerstwo publiczno-prywatne. Staramy się pokazywać, że można to zmienić, że pogranicze biznesu i polityki może być całkowicie przyjazne i przejrzyste. Poza tym zajmujemy się także całym szeregiem działań doradczych. Staramy się objąć swoją opieką także osoby młode,

29

wchodzące dopiero na rynek. Wspieramy ich finansowo, pomagamy im założyć własną firmę, doradzamy im w sprawach prawnych. Staramy się mówić, że branie odpowiedzialności we własne ręce nie jest czymś niezwykłym. Dzięki temu można zbudować swój dobrobyt, swoją samodzielność i my jako Izba namawiamy do tego. Wystarczy, że wystartujemy z własnym biznesem, a już stajemy się wolnymi ludźmi. Często mówi się, że „Start to połowa sukcesu”. Idąc dalej, jakie znane, duże firmy z naszego regionu należą do Izby? Wszystkie duże firmy - „Dolna Odra”, Zakłady Chemiczne „Police”, Port. Firmy te pokazują swoim autorytetem, że mamy jakąś pozycję na rynku, że mamy prawo istnieć i że stanowią dla nas wsparcie. Z drugiej strony należą do nas firmy jednoosobowe, które w Izbie znajdują kontakty i wsparcie biznesowe. Znam osobiście wielu ludzi, którzy przyjechali do Szczecina tworzyć biznes i w Izbie znaleźni prawie wszystkie kontakty i dzisiaj ta współpraca jest bardzo efektywna. Znam wiele przypadków, kiedy firmy będące dla siebie konkurencją w branży spotkały się w Izbie i teraz razem współpracują wzmacniając swoją efektywność. Znaczenia samorządu nie da się przecenić. Tego, że działamy razem, tworzymy konsorcja, razem startujemy


do przetargu. A jak rysuje się przyszłość Izby? Jakie plany przyszłość? Jakich inwestycji zamierza dokonywać? W tym roku obchodzimy piętnastolecie, więc chcemy spojrzeć z perspektywy tych lat na naszą działalność. Chcemy też wydać książkę o biznesie w naszym regionie obejmującej okres od powstania pierwszych przedsiębiorstw w dzisiejszym znaczeniu, czyli już od XVIII wieku. Wreszcie będziemy mieli swoją nową siedzibę. Wyprowadzimy się z 3. wynajmowanych pokoików na poddaszu do własnej, pięknej siedziby, która została przez wyremontowana dużym kosztem. Izba sfinansowała ten remont samodzielnie? W ogromnym stopniu. Mieliśmy także wsparcie ze środków unijnych, czyli ze strony Urzędu Marszałkowskiego. Poza tym są to kredyty, które będziemy spłacać w kolejnych latach. Najważniejsze jest, że będziemy mieli dobre warunki do pracy, bazę szkoleniową, własny klub. Jeśli chodzi o zakres działalności, myślę że jest on dobrze skonstruowany i w tym kierunku będziemy szli . Kilka razy w roku pytamy przedsiębiorców w jakim kierunku powinniśmy iść. Jakie przepisy zmieniać, jakie nowe szkolenia przeprowadzać, jak im pomagać. Nie rezygnujemy z dotychczasowych form dzia-

łalności, a więc np. z tzw. misji gospodarczych, czyli wyjazdów do innych krajów w celach biznesowych. My jako Polska jesteśmy dopiero na początku tej drogi i jeżeli jedziemy do Chin to dla nas jest to ważny sukces. Chociaż muszę powiedzieć, że widać już liczne oznaki tej współpracy. Nie jesteśmy jeszcze w sytuacji Niemców, którzy mają w Chinach ok. 2 tysiące rezydentów gospodarczych. Jesteśmy jeszcze nadal biednym krajem, który nie ma dość długiej historii współpracy z zagranicą. Niemniej, trzeba to robić. Muszą być te pierwsze kroki. Ciągle przed nami wielkim wyzwaniem jest integracja. Żyjemy w kraju, gdzie zrzeszanie się przedsiębiorców nie jest obowiązkowe.

efektywniejsze, niż zrzeszanie przymusowe. Niektórzy nasi partnerzy wskazują nam, że doszliśmy do granicy liczby członków, ponieważ aktywnie w zrzeszeniach uczestniczy tylko ok. 3% przedsiębiorców. W Polsce funkcjonują ruchy na rzecz obowiązkowego zrzeszania się. My jako Północna Izba Gospodarcza jesteśmy właściwie temu przeciwni, nie widzimy w tej chwili takiej możliwości. W Polsce, z powodu naszej historii i naszych doświadczeń byłoby to trudne i nie wróżę takim inicjatywom sukcesu. Uważam, że dzisiaj siłą Izby jest wypracowanie sobie pozycji na rynku i potrzeba uczestniczenia w jej pracach. Prezydium i Rada Izby działają społecznie, poświęcamy swój wolny czas, często ze szkodą dla swoich firm. Nie da się W innych krajach jest? ukryć, że jest to tak jakby „donkichoteria”, walka z wiaJest właściwie we wszystkich trakami. krajach poza krajami bloku wschodniego i państwami an- Bardziej misja niż działalglosaskimi, czyli Stanami Zjed- ność biznesowa? noczonymi i Wielką Brytanią. W krajach Europy Zachodniej Tak. Ale takie jest prawo i dlate zrzeszenia są obowiązkowe tego przychodzą do nas tylko i widać tego efekt. Nasz naj- ludzie, którzy tego chcą. bliższy partner - Izba z Bran- Odkładając sprawy dotydenburgu zrzesza aż 19 tysię- czące Izby na bok chciałcy firm. Tamtejsze firmy mają bym zapytać Pana o kilka obowiązki nałożone przez kwestii związanych ze rząd. Z drugiej strony jest to Szczecinem i regionem. Po siła, która ma ogromny wpływ pierwsze jaki jest dla Pana na władzę. Nie możemy się na Szczecin pod względem razie do nich porównywać. gospodarczym na tle inMimo to, w Niemczech niektó- nych miast? Czy jest miarzy przedsiębiorcy nam za- stem przyjaznym dla inwezdroszczą i zrzeszają się do- storów i czy ma szansę browolnie. Mówią bowiem, że stać się w przyszłości swodobrowolne zrzeszanie się jest istym „tygrysem” gospo-

30


darczym? W mojej ocenie Szczecin i województwo ma ogromne szanse stać się takim „tygrysem”. Powiem dlaczego. Nie jesteśmy miejscem dobrze położonym w Polsce. Zawsze byliśmy na uboczu, daleko od dobrych połączeń drogowych i kolejowych, daleko od stolicy, a blisko granicy, która kiedyś stanowiła dla nas przestrzeń zamkniętą. Nie można było współpracować z zagranicą. Położenie mieliśmy fatalne. Poza drogą morską, która powodowała rozwój raczej nielegalnej działalności, wyzwalała tak jakby nielegalną przedsiębiorczość, nie tą którą chcielibyśmy widzieć. I niewiele się zmieniło po 1990 roku. Wręcz przeciwnie. Zaczęły zamierać te gałęzie gospodarki, które były sztucznie utrzymywane. Nie jestem szczególnie zmartwiony, że padł „Skolwin”, „Wiskord”, a nawet Stocznia, która nie miała prawa według mnie działać w dotychczasowej formie, czyli z silnym działaniem odśrodkowym. Chodzi mi o silne związki zawodowe i sytuację w budowie statków w Europie. Stocznia powinna upaść kilka lat wcześniej, nie powinna być sztucznie podtrzymywana. Być może dzisiaj mielibyśmy w Szczecinie silny ośrodek stoczniowy w Szczecinie. Czy należy się tym martwić? Idziemy w dobrym kierunku – rozwijania nowych technologii. W kierunku rozwoju informatyki, biznesów kreatywnych (np. połączeń kultury z biznesem) oraz in-

nych połączeń różnego rodzaju biznesów. W tej dziedzinie jesteśmy niezwykle silni w skali Polski. Nie jest wielkim zmartwieniem upadek dużych firm w Szczecinie, ponieważ trzeba wskazać, że np. na terenie byłego „Wiskordu” pracuje o wiele więcej firm, wielu więcej pracowników niż właśnie w „Wiskordzie”. Były Skolwin też idzie w dobrym kierunku. Myślę, że sytuacja ze stocznia jest sytuacją przejściową. Buduje się statki, ciekawe konstrukcje, ciekawe są też plany dotyczące tych terenów. Nie brakuje kłopotów organizacyjnych, ale patrząc przez pryzmat problemów obecnych nie można zapominać, że tak naprawdę nie odgrywają one w historii miasta czy regionu dużej roli. Powiem tak: w zeszłym roku byłem w siedzibie najsilniejszej izby przemysłowo-handlowej w Niemczech, w Hamburgu, i przedstawiciele tamtej Izby mówili nam: „My też przechodziliśmy przez te problemy. My też mamy za sobą restrukturyzację. Musicie przez to przejść, aby działać w gospodarce na normalnych zasadach i znaleźć swoją drogę”. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze do tego. Chciałbym zapytać Pana o kwestię, która mnie osobiście interesuje. Z moich obserwacji wynika, że Szczecin i cały region zachodniopomorski jest przez rząd, władze w Warszawie, marginalizowany. W innych dużych miastach

31

realizowanych jest wiele inwestycji rządowych. Dotyczy to zwłaszcza Trójmiasta czego przykładem są inwestycje w tamtejsze porty. Jeśli tak jest, to czy wynika to tylko z przyczyn politycznych czy też przedsiębiorcy zachodniopomorscy są mniej kreatywni, doświadczeni? Po pierwsze jest to brzemię jakichś zaszłości. Jest to brzemię niewykorzystanych szans. Ten kto jest u władzy ma rację. Powiedzmy sobie szczerze – znaczna część rządu pochodzi z okolic Trójmiasta i jest to naturalne. Nie mamy niestety szczęścia do reprezentantów, którzy tworzyliby silne lobby na rzecz naszego regionu. Obserwuję to z bliska i uważam, że nie potrafimy w regionie porozumieć się co do kierunków działania. To sprowadza się nawet do konkretnych przykładów, mianowicie na rzecz działania gospodarki morskiej. Od lat nie udaje się utworzyć silnego klastru morskiego. Silnego centrum, gdzie kształtowałyby się idee i gdzie byłby wybierany jeden wspólny kierunek, który pozwalałby wpływać na rząd. Ja nie mówię tego gołosłownie, bo działaliśmy na rzecz stworzenia takiego klastru, ale środowisko rozbiło od wewnątrz tę chęć. Ona jest, ale nie materializuje się, bo środowisko jest bardzo skłócone. Byłem na spotkaniach, gdzie przedstawiciele ministerstwa mówili: „Powiedzcie jednym głosem czego chcecie, bo docierają


z waszego regionu sprzeczne sygnały”. Nie ukrywajmy, że są pewne przeciwności losu, bo jeżeli mówimy o silnym porcie w Szczecinie to musimy sobie odpowiedzieć ile silnych portów ma być w Polsce. Nie mówię, że to nie ma być Szczecin, ale występują tu różne ograniczenia. To jest tor wodny, oddalenie od wybrzeża, trudne podejścia do nabrzeży.

ją przejąć wszystkich ładunków. Tak więc, nie obrażajmy się na rzeczywistość i szukajmy własnej drogi. Jak łatwo można zauważyć, w Szczecinie realizuje się obecnie wiele inwestycji. Która z nich, Pana zdaniem, najbardziej przyczyni się do rozwoju miasta i regionu?

Imponuje mi skala budowy Zbyt płytko zakopany ga- przez prywatny biznes pozociąg także? wierzchni biurowych. To jest 120 tys. m2 biur w klasie A. Gazociąg nie jest tu najwięk- Interesuje mnie podejście do szym problemem. Temat ten tej sprawy Szczecinian. Niezostał trochę sztucznie i poli- którzy koledzy pytają mnie: tycznie wywołany, bo gdyby „Po co to się buduje? Kto bęrzeczywiście stał się proble- dzie pracował w tych biumem zostałby głębiej zakopa- rach?”. Ja odpowiadam im ny. Rozmawiałem kiedyś tak: jeżeli prywatny biznes z ogromnym biznesem z Bra- przeznacza swoje ogromne zylii, który przyczynił się do środki, oznacza to, że przeabudowy terminala rudowego nalizował sytuację i widzi firw Gdyni. Mówią, że zbudowa- my, które wprowadzą tam liby go w Szczecinie, ale wa- swoich pracowników. Inaczej runki geograficzne, położenie nie przeznaczałby takich środportu itd. są niekorzystne. ków na budowy - nieważne W związku z tym zainwesto- czy są one z kredytów czy ze wali tam. Chciałbym powie- środków własnych. Biznes prydzieć tak: nie obrażajmy się watny idzie tam, gdzie widzi na rzeczywistość. Nie obrażaj- szansę rozwoju. Na tą kwestię my się, że jesteśmy gdzieś patrzę więc bardzo optymiz boku; szukajmy swojej dro- stycznie. Imponuje mi ciekawe gi. Nie obrażajmy się, że ter- myślenie miasta na temat rozminal jest w Gdyni bo tam są woju biznesu. Chodzi mi świetne warunki i tego nie o Park Naukowoprzeskoczymy. Mówmy co my Technologiczny przy ul. Niemożemy zrobić, jak możemy mierzyńskiej. Trzeba mieć współpracować z portami nie- wiele odwagi, żeby wierzyć mieckimi, aby przejąć część w taką inwestycję i przeznaładunków. Nawet Izba czać tam publiczne środki. w Hamburgu mówi, że potrze- A jest to inwestycja w biznesy buje silnych partnerów w Pol- dosyć nowe. Z tego punktu sce, ponieważ sami nie zdoła- widzenia wyrażam podziw dla

32

władz miasta. Oczywiście nie każda inwestycja jest potrzebna, bo możemy powiedzieć, że Hala Widowiskowo-Sportowa generuje koszty dla miasta. Z drugiej strony nie pojawią się w Szczecinie ciekawe firmy jeśli nie będą miały dobrej oferty kulturalnej i rozrywkowej dla swojej kadry. Dlatego każda tego rodzaju inwestycja, a więc nowa Filharmonia, Hala Sportowa i wiele innych, są potrzebne aby miasto się rozwijało. Niezwykle kosztownymi są inwestycje drogowe przynoszące mało splendoru, ale konieczne, aby miasto się rozwijało. Nie da się ukryć, że długo cieszyliśmy się tym co zbudowali Niemcy, ale przestało to być wystarczające i chwała za to, że kilka inwestycji już powstało. Obecnie całe miasto jest wielkim placem budowy. Jest wiele utrudnień, ale jest też perspektywa, że będzie lepiej. Trzymamy, więc za to kciuki. Na koniec chciałbym zapytać jak ocenia Pan inicjatywy takie jak nasza gazeta? Czy ma ona szansę, a jeśli tak to jaką, na zaistnienie w życiu miasta i wpływaniu na nie? Myślę, że najtrudniejszym problemem jest obecnie dotarcie z informacją. Jest taki natłok informacji, że te ważne giną w powodzi nieistotnych. W związku z tym każda inicjatywa pozwalająca dotrzeć do ludzi z ważnymi informacjami, nie zakłóconymi przez polity-


kę, emocje i interesy grup społecznych jest niezwykle ważna i trudna do wykonania, ale też cenna. Zawsze można napisać felieton jak jest źle w Szczecinie i ja też to potrafię. Zawsze można narzekać na kłopoty „Skolwina”, „Gryfii”, jak się okazuje przejściowe kłopoty „Polic”, ale nie na tym polega budowanie. Naszym zadaniem jako przedsiębiorców i Waszym jako wchodzących w dorosłe życie jest budowanie postaw. Wszyscy powinniśmy starać się stanąć w takim miejscu żeby pytać siebie: „Nie pytaj co miasto, kraj może zrobić dla Ciebie, ale co Ty możesz zrobić dla nich”. To nie jest banał. Ja widzę swoją rolę jako szefa dużej organizacji samorządu gospodarczego, jako tego który buduje. Dziękuję za rozmowę.

33


Fashion

Największe wpadki modowe Można mówić o nich wiele, lub nie mówić nic. Można się śmiać lub uznawać, że to kwestia gustu. Dla mnie to szczyt nonszalancji. Po prostu. Białe kozaczki Na miejscu 1. od dawna królują właśnie one. Kiedy widzę je na ulicy, mam ochotę zwymiotować, a na samą myśl o nich widzę tipsy, solarium i róż. Odkąd pamiętam, próbuję zrozumieć co kieruje kobietami, które decydują się na tę część garderoby. Jedno jest pewne - jedyne poprawne źródło to butik Chanel, a jedyne miejsce gdzie bezkarnie można je nosić, to kurort narciarski w pełni sezonu. Jeśli nie jest to Chanel, a za oknem +40, wybierz coś innego. Fot. By Shoe

Boczki Nie mylić z mięsem! Bo o ile to z trudem, ale zniosę, o tyle tego już nie. Wszyscy lubimy dobrze dopasowane jeansy. I prawdą jest, że te w rozmiarze 36 wyglądają apetycznie… ale na paniach owy rozmiar noszących. Jeśli więc chcesz wyglądać sexownie, albo chociaż poprawnie, to nie próbuj na siłę wbijać się w za małe ubrania. No chyba, że zależy Ci na tym, by wszyscy zobaczyli dodatkowe fałdki? Fot. By Ben

34


Pokaż kotku, co masz w środku! Albo lepiej nie pokazuj! Jeśli, 70% Twoich znajomych jest w stanie wymienić kolory Twojej bielizny z całego tygodnia, to wiedz że coś się dzieje! Wystająca ze spodni bielizna, ba, stykająca się niemalże z zapięciem od biustonosza, wcale nie jest sexy. I gwarantuje Wam, moje drogie panie, że żaden mężczyzna, się za Wami nie obejrzy; a jeśli nawet, to na pewno nie dlatego, by powiedzieć, że wyglądasz seksownie! Fot. By Alyssa

Na cygankę? Zrozumieć można wiele - że przecena, że trendy, że taka nasza natura. Błyskotki. Lubimy. Ale zdecydowanie nie lubimy wyglądać jak tandetna choinka z supermarketu! Więc jeśli kiedykolwiek przyszło Ci do głowy założenie całej swojej biżuterii - lub co gorsza, myślałaś, że wyglądasz dobrze, to nie, nie wyglądasz. O wiele lepiej wypadniesz, jeśli założysz tylko jeden, za to intrygujący i ciekawy element biżuterii. Fot. By Marusya

Adidas czy Adidos?! Na targowiskach, niestety, aż kipi od podróbek. Więc jeśli chciała/chciałbyś nieco taniej kupić markowe buty, pochwalić się nową Chanel, to lepiej poszukaj w secondhandach lub też… odpuść. Chyba nie muszę tłumaczyć, że lepiej jest mieć ciekawą rzecz bez nazwy niż markowe Adidosy? Zresztą, czy moda na to, by ociekać markami, nie odeszła już do lamusa? Fot. By Gary

Anna Kawa 35


Gorąca 5 w wiosennej szafie Na początek - PASTELE! Jasne odcienie wiosennych barw, to podstawa w szafie każdej fashionistki! Pastelowy róż, fiolet, mleczny błękit czy mięta, to wiosenne MUST HAVE! Nadają lekkości i dziewczęcego uroku każdej kobiecie, bez względu na figurę. To trend prosto z wybiegów. Na pastele postawili Chanel, Dior, Louis Vuitton i wielu innych, światowych projektantów.

Fot. By Jeezny

Romantyczny look!

Nie ma znaczenia rozmiar czy kolorystyka. Ważne, żebyś poczuła się jak na łące!

Sukienki, sukieneczki, koszule, spódnice i spódniczki, a także spodnie w tym sezonie zdobione są kwiatami! Fot. By Veronika

Nogi! Długie, krótkie, proste, krzywe? Wiosną wszystkie nogi są idealne! I właśnie dlatego należy je pokazać. Jeśli zrobisz to umiejętnie, sama zobaczysz, jaki skarb posiadasz. Tak więc czas na szorty i mini-sukienki! Fot. By Bella Adelle 36


Lata 50. Podkreślona talia i szeroki dół. Kobiece kształty są sexy i czas je wyeksponować. Nawet jeśli masz sylwetkę chłopczycy, odpowiednia sukienka zdziała cuda. Nie zapominaj o wysokich obcasach, a poczujesz się jak Grace Kelly! Fot. By What Makes The Pie...

Baskinka Czyli falbana wszyta do sukienki, spódnicy czy marynarki, na linii pasa lub nieco poniżej. Podkreśla talię i dodaje objętości biodrom. Dodatkowo ukryje wystający brzuszek, a przy tym wygląda niezwykle kobieco. Stworzy i podkreśli figurę klepsydry! Fot. By Mona

Karolina Naworska 37


Street style

Fot. Redakcja 38


Spotkana na Uniwersytecie Szczecińskim Basia, to studentka II roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Wśród wielu ciekawie ubranych dziewcząt, nas zachwyciła właśnie ona. Intrygujący, choć prosty outfit, nie pozwolił nam przejść obok obojętnie! Basia ma na sobie: 1. okulary - no name 2. basic w paski - mark & spencer 3. kamizelka - DIY 4. naszyjnik - second - hand 5. torebka - TK MAXX 6. legginsy - new yorker 7. trampki - no name

Anna Kawa 39


Okiem bloggera

Czy to jeszcze ubranie, czy to już przebranie?

C

oraz częściej można spotkać osoby, które nie boją się eksperymentować z własnym wizerunkiem. Nie chodzi tu o szukanie przynależności do jakiejś subkultury, ale o wyróżnianie się stylem, który daleko odbiega od mocno utartych norm w naszych polskich realiach. Blogi modowe prowadzone przez fashion freaks wzbudzają zainteresowanie i biją rekordy popularności. Na modowych eventach w stolicy nie brakuje odważnych, których look sugeruje, że nie mieliby oporów założyć na siebie czegokolwiek, a na Fashion Weeku w Łodzi można spotkać osoby w strojach żywcem wyciągniętych z szafy Lady Gagi. Gdzie leży granica, w której rozpoznajemy jeszcze, czy nasz styl nie stał się karykaturą nas samych? Styl Polaków jaki jest, chyba wszyscy wiemy. Wielu z nas często rezygnuje z jakiegoś elementu garderoby, w obawie przed wzbudzaniem nadmiernego zainteresowania. Sama dobrze wiem po sobie, że wystarczy ubrać neonowo żółtą czapkę, aby zostać wytkniętym palcem albo obgadanym na przystanku (sprawdzone wczoraj). Na szczęście takie podejście zmienia się wraz z młodym pokoleniem, które czuje się coraz swobodniej w okazywaniu własnej osobowości strojem. Cieszę się, że szarość powoli ucieka z naszych ulic i sama mam okazję zaobserwować wiele inspirujących stylizacji. Każdy z nas ma własny styl i wizerunek, nawet jeśli specjalnie o niego nie dba. Dla wielu z nas, moda to pasja, nieskończona inspiracja w tworzeniu własnych codziennych stylizacji.

Fot. I. Kuźniak

Moda trochę uzależnia. Z czasem ma się chrapkę na kolejną odjechaną parę butów, testuje się nowe połączenia kolorystyczne, łączy różne faktury. Zdajemy sobie sprawę, że lubimy wyglądać cool, a stylizowanie siebie to forma zabawy. Niektórych uzależnia również bycie w centrum uwagi. Zdecydowana większość z nas, nie przejdzie przecież obojętnie obok osobnika ubranego w wielki futrzany kapelusz, lub obok dziewczyny wystrojonej od stóp do głów w krzykliwy róż. Wyglądanie nietypowo, zawsze będzie zwracało czyjąś uwagę i nie ważne jakie będzie wzbudzało w nas emocje, zawsze one wystąpią. Myślę, że przebranie jest przebraniem wtedy, kiedy naszym strojem mamy na celu jedynie szokować otoczenie, a za naszą aktualną stylizacją nie stoi wiarygodność , którą jest ubieranie się w podobnej stylistyce na co dzień.

40


Szanuję ludzi, którzy mają swój niepowtarzalny styl i są w nim konsekwentni, nie robią czegoś na pokaz. Nie można określić mianem: autentycznej, osoby, która ubiera pióra i cekiny tylko po to aby zabłysnąć w błysku fleszy, po to by następnie pisano o niej na różnych portalach modowych . Od dawna wiadomo, ze kontrowersja sprzedaje się najlepiej, ale jeśli nie idzie ona w parze z autentycznością, to po co to wszystko? Przykro jest potem słuchać o osobach, które pozowały z entuzjazmem na tle ścianki sponsorskiej, w stylizacji przypominającej zmiksowanie kosmity i wielkiego jeża, a następnego dnia wędrujących w stronę dworca PKP w szarym dresie. Przyjechałem, zapozowałem, szumu narobiłem i nawet nie pamiętam na jakiej imprezie modowej byłem. Każdy z nas wie, że wizerunkiem wyrażamy własną osobowości i podejście do mody. Jak dla mnie, takie przebieranie się na pokaz sugeruje, że tą ujawnianą cechą osobowości jest właśnie bycie hipokrytą. Oczywiście jedną z najważniejszych rzeczy w życiu jest możliwość bycia sobą, bez ograniczeń. Tylko moi drodzy, zastanówcie się, czy chcecie zwracać na siebie uwagę w pozytywny czy negatywny sposób. Stwierdzenie „haters

make me famous” działa, ale życie na pokaz nie zawsze wzbudza szacunek i sympatię innych.

Irmina Kuźniak 41


Film

Nie wszystko jest takie, jak się wydaje Recenzja filmu „Przypadek 39” w reżyserii Christiana Alvarta (2009).

N

a samym początku wypada mi ostrzec, że przeczytanie recenzji tego filmu może spowodować spadek jego wartości dla widza. Kiedy zasiadamy do niego, spodziewając się strachu i elementów nadprzyrodzonych, traci całą tajemniczość, która jest jego największym atutem. Wszystko bowiem zaczyna się klasycznie, realnie, bardzo życiowo. Przemęczona pracownica opieki społecznej, Emily Jenkins (Renee Zellweger), prowadzi 38 spraw równocześnie i zdecydowanie protestuje, gdy szef nie chcąc słyszeć słowa sprzeciwu dorzuca jej kolejną. Nie mając wyjścia, odwiedza dom Lilith (Jodelle Ferland) w którym na pozór nie dzieje się nic złego, jednak wyczuwając coś nieprawidłowego, postanawia czuwać nad dziewczynką. Wkrótce rodzice Lilith usiłują ją w brutalny sposób zabić, Emily jednak ratuje ją i adoptuje. Przez cały czas jesteśmy przekonani, że jest to dramat o patologii i o budowaniu

więzi między skrzywdzonym dzieckiem a dobrą, jednak obawiającą się założenia rodziny kobietą. Dopóki wokół Emily nie zaczną w dziwny sposób ginąć ludzie – w dodatku do każdej z tych osób wcześniej dzwoniła ta sama osoba… Przejście od dramatu społecznego do klasycznego horroru w duchu „Omena” Alvart rysuje bardzo miękko, w czym bardzo pomaga znakomita gra Jodelle Ferland. Bez przesady można powiedzieć, że przyćmiewa ona wszystkich dorosłych aktorów. Od zamkniętego w sobie, przerażonego dziecka, przez pewną siebie młodą osóbkę, aż do okrutnej, demonicznej postaci – wszystkie te sprzeczne role w jej wykonaniu stapiają się w jedną całość. Trudno nam uwierzyć, że ta słodka dziewczynka o bystrych oczach może być wcieleniem zła. I właśnie moment, w którym zaczynamy podejrzewać udział Lilith w dziwnych zdarzeniach, jednak nie do końca jeszcze w niego wierzymy, jest najlepszy w całym filmie. Gdy bowiem to,

42

kim - lub raczej czym – ona jest, wychodzi na jaw, dzieło Alvarta zaczyna robić się sztampowe i dosyć oczywiste, a potem pędzi coraz szybciej w kierunku banału, którego kulminacją jest niestety do bólu typowe zakończenie. Ani na chwilę nie traci jednak delikatnie mrocznego klimatu grozy, wywołanego umiejętnym oświetleniem, pracą kamery i muzyką Michla Britscha. Sceny mające nas wystraszyć nie zrzucają może z fotela, niektóre są nawet nieco karykaturalne, jednak mogą wywołać dość gwałtowne drgnięcie, zwłaszcza oglądane w nocy, samotnie lub z inną podatną na strach osobą. „Przypadek 39” nawiązuje do klasycznych horrorów, stawiając na lęk przed nienazwanym, zamiast na hektolitry krwi i ohydne potwory, co w chwili obecnej jest raczej rzadkie, tak samo jak motywy okultystyczne. Dlatego też lepiej niż konkretne przerażające sceny prezentuje się ogólna atmosfera narastającego niepokoju, świetnie przedstawiony jest rów


nież dom i rodzina Lilith. Duże znaczenie mają w filmie konkretne fobie bohaterów, z którymi z zamiłowaniem igra dziewczynka. Nie przypadkiem ojciec Lilith mówi Emily „Jeśli nie będziesz się bać, nic ci nie zrobi”. Chociaż gwiazdą tego filmu jest zdecydowanie Jodelle Ferland, pozostali aktorzy także nie pozostają w tyle, szczególnie grający rodziców Callum Keith Rennie oraz Kerry O’Malley, od których wieje chłodem i swego rodzaju szaleństwem. Zazwyczaj przesadnie egzaltowana Renee Zellweger całkiem dobrze radzi

sobie z ukazaniem wzrastającego niepokoju, paniki, a w końcu determinacji głównej bohaterki. „Przypadek 39” nie jest filmem odkrywczym i nie wnosi do gatunku nic nowego. Jednakże jest bardzo przyzwoicie wzorowany na klasycznych schematach i ogląda się go naprawdę dobrze. Mało fortunne hasło promujące, które brzmi „Niektóre sprawy lepiej zostawić w spokoju” można by zamienić jednak na równie banalne, lecz bardziej pasujące „Nie wszystko jest

Fot. By Flickposter

takie, jak się wydaje”. Bo tak naprawdę o to, oraz o wspomniane już pokonywanie lęków, chodzi w tym filmie.

Ela Nojszewska 43


Film w telegraficznym skrócie Na czym polega fenomen tego obecnie kultowego wręcz serialu? Co go wyróżnia, a co czyni wtórnym? Kilka faktów na temat „nowej nadziei gatunku fantasy”- GRY O TRON. Dla niezorientowanych Siedem rodów szlacheckich walczy na śmierć i życie o panowanie nad krainą Westeros. Narastający konflikt pomiędzy rodzinami, do którego włączają się również inne rody, prowadzi do wojny. W międzyczasie na dalekiej północy budzi się starodawne zło. W chaosie pełnym walk i konfliktów tylko grupa wyrzutków zwana Nocną Strażą stoi pomiędzy królestwem ludzi, a horrorem kryjącym się poza nim. Serial oparty jest na bestsellerowej sadze fantasy pt. „Pięść lodu i ognia” autorstwa Georg’a R.R. Martina.

bardzo dobrze wpasowuje się w klimat filmu, większość z nich sprawia wrażenie „wyjętych z kart powieści”. Widać wiele nowych, nieznanych szerszemu gronu odbiorców twarzy, a gra aktorska stoi na wysokim poziomie- jak to ma miejsce zazwyczaj w serialach produkowanych przez HBO. Połączenie magicznego świata fantasy z rzeczywistymi do bólu i niejednoznacznymi postaciami. Nie mamy tu bohaterów bez skazy. Każdy knuje, popełnia błędy. Ulubiony bohater może zawieść w decydującym momencie. Zaskakujące zwroty akcji - niczego nie możemy być pewni.

Główne atuty serialu

Kilka wad

Nie jest to z pewnością bajka dla dzieci. Polityczne i seksualne intrygi są tu na porządku dziennym. Niektórzy określają serial mianem „Rodziny Soprano w Śródziemiu”. Jest to jeden z niewielu seriali, który jest wyjątkowo wierną adaptacją książki. Wielu fanów sagi uważa, że trwający obecnie drugi sezon nie zapowiada się jednak tak dobrze jak poprzedni i zostają pominięte niektóre znaczące fakty. Jednak serial zdobył uznanie i zaskarbił sobie serca wiernych fanów, dzięki całkowitej wierności książce i dbałości o ukazane szczegółów. Wszystko to okraszone jest klimatyczną, wpadającą w ucho muzyką. Niezwykle trafny dobór aktorów. Ich wygląd

Fanom typowego fantasy serial może wydawać się przegadany. Efekty specjalne nie powalają na ziemię profesjonalizmem. Pod tym względem nie jest to serial na miarę superprodukcji takich jak „Władca Pierścieni”. Scenografia również w pewnych momentach pozostawia wiele do życzenia. Wilkory, które w powieści były potężnymi bestiami budzącymi powszechny strach, w filmie nie przerażają. Niektórych może razić przesycenie erotyką. Komu można polecić „Grę o tron”? Nie tylko fanom fantasy, czy książkowej sagi.

44


Film można polecić każdej osobie lubiącej filmy historyczne, których akcja dzieje się w średniowieczu. Fanom zawiłych intryg, wielowymiarowości bohaterów, fabuły opierającej się na niespodziewanych zwrotach akcji. Serialu z pewnością nie można polecić osobom narzekającym na brak czasu- UWAGA: bezpowrotnie wciąga i grozi uzależnieniem!

Fot. By turksworks

Magdalena Hoczyk 45


Muzyka

Fot. By Brian EsBee

Muzyka od kuchni

W

iększość z nas nie zwraca uwagi na szczegóły podczas słuchania utworów ulubionego zespołu czy artysty, ot, zwyczajnie z rana, podczas picia kawy czy herbaty wkłada płytę do od-

twarzacza i daje się porwać setkom taktów zapełnionych nieprzypadkowymi nutami. Czytając gazetę czasem delikatnie podgłośni muzykę, czy też zmieni utwór bo nie pasuje on do notowań giełdowych lub krzyżówki, której hasło jest w stanie rozwiązać po odkryciu

46

dwóch pierwszych liter. Kto normalny analizuje strukturę utworu jedząc kanapkę z tuńczykiem o siódmej rano? Nieświadomie jednak , z jakiegoś powodu, dany utwór podoba się mniej lub bardziej, konkretna płyta brzmi lepiej niż ta sprezentowana przez teścio-


wą, a refren męczony od kilku tygodni w ulubionej stacji radiowej kołacze się całymi dniami po głowie. Dlaczego tak się dzieje? Niektórzy myślą pewnie, że tak po prostu jest, jednym coś się podoba a innym nie. Oczywiście muszę się z tym zgodzić, nie jest to jednak jedyna odpowiedź na to nurtujące mnie niegdyś pytanie. Od dziecka interesowałem się muzyką. Biegając z małym, biało – niebieskim, praworęcznym w dodatku (a jestem leworęczny) zabawkowym Stratocasterem, demolowałem wszystko co stało na mojej drodze zachowując się przy tym jak miniaturowa wersja Kurta Cobain’a. Gitara ze strunami z żyłki nie mogła przecież brzmieć – ale wydawała dźwięki. Szarpałem, szarpałem i szarpałem te linki zawieszone na kawałku uformowanego w kształt gitary plastiku mimo tego, że nie przypominało to nawet we fragmentach tego co można byłoby nazwać utworem. Samo wydobycie dźwięku jednak, z tego pożal się Boże instrumenciku sprawiało, że czułem jakąś dziwną, trudną do opisania więź z samym zjawiskiem jakim niewątpliwie jest muzyka. Miałem wtedy sześć lat. Z czasem gdy dorastałem, zaczynałem podczas słuchania ulubionych płyt zauważać szczegóły i słyszeć rzeczy, które moi znajomi w trakcie

słuchania tego samego wykonawcy całkowicie ignorowali. Słyszałem coś, ale nie wiedziałem dokładnie jak to opisać, wiedziałem tylko, że jest to istotne podczas każdego kolejnego mojego odsłuchu. Nadszedł wreszcie czas, w którym dowiedziałem się o co dokładnie mi chodzi – interesował mnie nie tyle utwór co jego wykonanie, użyte w nim instrumenty, sposób kompozycji, tekst i podejście reżysera dźwięku! Kto zastanawia się słuchając Pink Floydów, czyje głosy zostały użyte w „przerywnikach” między utworami albo z jakiej gitary basowej korzystał na niej Roger Waters? Słuchamy muzyki, ale w większości nieświadomie, nie zdając sobie sprawy z tego, że dokładną odpowiedzią na wcześniej postawione pytanie jest okiełznanie przez muzyka dźwięków i instrumentów dzięki czemu oni sami mają wpływ na utwór, co za tym idzie również na to co nam się spodoba a co nie! Jeden dźwięk nie znaczy nic, pół minuty ciszy znaczy jeszcze mniej, ale umiejętne połączenie ich w jedno, dodanie konkretnego rytmu, harmonii, dynamiki czy artykulacji może być bodźcem do stworzenia kolejnego utworu muzycznego. W moich tekstach będziecie mogli drodzy Czytelnicy odnaleźć wiele ciekawych informacji związanych z muzy-

ką, ale nie tyle od strony słuchacza, co samego muzyka. Odpowiedzi na pytania „dlaczego został użyty ten mikrofon?”, „czemu ten utwór trwa 15 minut?” czy też „dlaczego ta płyta nagrywana była siedem lat?” znajdziecie w moich artykułach, felietonach, a także w recenzjach płyt i testach sprzętu muzycznego. Zaparzcie kawę, włączcie ulubioną płytę, usiądźcie wygodnie i wsłuchajcie się. To już nie ta sama muzyka prawda?

Kamil Liwiński 47


Chaos kontrolowany

D

Fot. By Adrian

źwięki docierają do nas właściwie od samego początku. Będąc pod matczynym sercem również je czujemy, a choć są wytłumione, to wyraźnie na nie reagujemy, co później skutkuje historiami typu „moje maleństwo k opało przy Viv aldim/Madonn ie / Metallice” (niepotrzebne skreślić). Gdy przychodzimy na świat dowiadujemy się, że część dźwięków to po prostu odgłosy rzeczywistości. A niektóre tworzą to co na-

zywamy muzyką. W ciągu naszej ziemskiej egzystencji zmienia się nasze podejście do niej. Jedni traktują ją jako tło codziennych zajęć, niektórzy poświęcają jej całe swoje życie. Ale co właściwie takiego jest w muzyce? Co powoduje, że tak na nas działa? To pytania prowokujące do pisania długiego elaboratu. Pewne jest natomiast, że nie przechodzimy obok niej obojętnie. Najpewniejszym pytaniem przy zawieraniu nowej znajomości jest „czego słuchasz?”.

48


Ono sprawdza się zawsze, pozwala na długie godziny rozmów. Muzyka to słowa, teksty osobiste, radosne lub smutne, wyrażające gniew i bunt. Możemy znaleźć w nich ukojenie… albo zrozumienie. Ale to przede wszystkim dźwięki, które dotykają strun naszych emocji. Czasem szarpią je ze wściekłością, czasem pozwalają się zrelaksować. Ale także często działają jak narkotyk. Słuchając ulubionego kawałka rozpiera nas energia, której nie potrafimy zdefiniować. Zdaje się, że wzlatujemy ponad chmury (Pink Floyd - „Comfortably Numb”), lub spadamy z niesamowitą prędkością, jakby nie było nam dane roztrzaskać się o podłoże. Może również poczujemy się mali, stłamszeni, przepełnieni smutkiem (Katatonia - „Departer”). Emocje towarzyszą również zakupom związanym z muzyką. Czekamy kilkanaście miesięcy na nową płytę naszych idoli. Wreszcie udajemy się do salonu, wydajemy nasze ciężko zarobione pieniądze. Gdy wrócimy do domu od razu zabieramy się za nasz nowy nabytek. Mocujemy się z folią („czemu to cholerstwo nie chce się zdjąć”), drżącymi rękoma otwieramy pudełko, łapiemy krążek i wkładamy do odtwarzacza. Chwytamy za książeczkę, przeglądamy zdjęcia i grafiki, teksty… i zaczyna się magia. Lub też nie ma jej wcale, tak długo wyczekiwane dzieło okazuje się przeciętne, albo co gorsza po prostu słabe. Podobnie jest z zakupem nowego instrumentu. Od progu wita nas mniej lub bardziej uprzejmy pan, zadaje pytania. Kiedy powiemy czego chcemy dostajemy do ręki instrument. I szukamy tego egzemplarza, który stworzony został jakby pod naszą dłoń. Który brzmi tak, jak my byśmy chcieli brzmieć. Kiedy go znajdziemy, pojawia się lekki uśmiech na twarzy i myślimy „mam cię!”. Niżej podpisany również odbiera ten

kontrolowany chaos w taki sposób. Muzyka towarzyszy mi wszędzie, jeśli nie posłucham choć kilku kawałków w ciągu dnia, to wydaje mi się on dniem straconym… albo żeby przynajmniej idąc ulicą coś sobie nucić. Zdarza się, że dość głośno. Ale sądzę, że każdy z Was, którzy kochacie muzykę, rozumie to swoiste nią opętanie. Będą recenzje płyt, może instrumentów i sprzętu… i jakieś felietony pewnie też. Relacje z koncertów chyba również, bo choć sprzedaż płyt spada, to na występy na żywo chodzimy bardzo chętnie. Ale dość gadania… czas zatopić się w dźwięku. May the Force be with You! Force of the Music ;)

Bartosz Mik 49


Kobiecy punkt widzenia

BAYER(n)anckie granie

Ż

ycie jest pełne niespodzianek. Są takie wydarzenia, które zapierają dech w piersiach. Są takie chwile, na które czekają wszyscy z niecierpliwością. Są takie momenty, kiedy wszystko inne jest nieważne. Taki jest świat sportu. Są też takie przypadki, kiedy kobiety mają na pozór męskie zainteresowania. Witajcie, jestem Szaszłyk i spróbuję regularnie rzucać kobiecym okiem na to, co dzieje się w sporcie. Mam nadzieję, że zainteresuję również mężczyzn. Pamiętam, że już jako mała dziewczynka biegałam z kolegami za piłką, a godziny potrafiłam spędzać przed telewizorem, podziwiając w bramce wielkiego Olivera Kahna. Dziś, po kilkunastu latach, miłość do futbolu pozostała ( do Kahna również J ) i z takim samym napięciem czekam na kolejne mecze. W felietonie słów kilka o tym, co ostatnio miało miejsce na boiskach. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że Champions League to największe rozgrywki klubowe naszego globu. Po ostatniej porażce Bawarczyków w Bundeslidze z Borussią ( swoją drogą brawo Lewandowski, bajerancka bramka!) z napięciem oczekiwałam na wtorkowe spotkanie z Realem Madryt. Przyznam, że po sobotnim ligowym meczu, nie dawałam Bayernowi szans na pokonanie Realu, ale ciągle w nich wierzyłam. Jak to mówią mądrzejsi ode mnie: wiara czyni cuda. Zasiadłam więc przed ekranem, włączyłam mecz i… czekałam w zniecierpliwieniu na pierwszą bramkę. Całe szczęście, Bawarczycy za długo nie potrzebowali, bo „już” w 17’ Ribery sprawił, że na mej twarzy pojawił się uśmiech. Niestety, za sprawą Oezila, mój

50

Fot. A. Pasztor


dobry nastrój prysł jak bańka mydlana. I choć z każdą kolejną minutą godziłam się z remisem, to i tak w napięciu obserwowałam 20 mężczyzn biegających po murawie i 2 fruwających między słupkami. I gdy już wydawało się, że nic się nie zmieni (remis by satysfakcjonował Królewskich przed spotkaniem na własnym stadionie), nosa wszystkim utarł Gomez, zdobywając w 90’ zwycięską bramkę. Ze względu na dobro współlokatorki ograniczyłam swoją radość do okrzyku „Taaaaak! Brawo!”. 2:1 dla Bayernu sprawiło, że z jeszcze większym napięciem czekałam na półfinałowy mecz Chelsea-Barcelona. W głowie kołatało milion myśli, kto może być potencjalnym rywalem graczy z Monachium w finale. I choć Bawarczyków czeka jeszcze trudny rewanż, to mimo wszystko jedną nogą w finale już są. W środowym pojedynku przez pierwsze minuty Chelsea była w ogóle niewidoczna. To Barcelona dyktowała warunki spotkania zawzięcie próbując zdobyć bramkę. Niestety, a raczej stety dla fanów graczy z Londynu, Katalończycy trafiali to w słupek, to w poprzeczkę. Przez pierwsze minuty Messi trochę przysnął, ale wyrwany jakby z zimowego snu zaczął grać. Nawet niezniszczalny Argentyńczyk nie pomógł, bo tym razem jego umiejętności nie przełożyły się na umieszczenie piłki w siatce. Stosunek szans na zdobycie bramki w meczu dwadzieścia cztery : jeden dla Barcy. Ale co z tego? Co z tego skoro… mając jedyną okazję w meczu, Drogba potrafił ją wykorzystać i zapewnić swojej drużynie zwycięstwo. Mógł był wtedy zaśpiewać „You’re one in a milion”. Barcelona grała na Stamford Bridge zdecydowanie lepiej, ale najważniejszego gola nie zdobyła. Zdobył go za to Didier i pozwolił swoim klubowym kolegom dalej marzyć o trofeum. A ja bardzo lubię takie spotkania, gdy wygrywają ci mniej faworyzowani przez bukmacherów. Ponadto cieszy mnie fakt, że polskie trio (a zwłaszcza Lewandowski), w dużej mierze przyczyniło się do tego, że Borussia Dortmund

obroniła tytuł mistrza Bundesligi. Bayernowi przypadło wicemistrzostwo, ale cóż… serce i tak zawsze bardziej się raduje z sukcesu Polaków. Ostatecznie czeka mnie teraz śledzenie obu rewanżowych spotkań. I choć w minionym tygodniu z napięcia obgryzłam chyba wszystkie paznokcie, a mój laptop o mały włos nie wyleciał przez okno, to i tak czekam na kolejne szlagierowe mecze. Kto wie, może Barcelonie nie uda się obronić tytułu, a na Allianz Arena 19 maja zagrają gospodarze? Ale może Chelsea ponownie zagra w defensywie i będzie zaciekle broniła własnego pola karnego? A może to Królewscy zasiądą na tronie? Tron w Primera Division, na cztery kolejki przed końcem, mają już prawie zapewniony. Choć w sporcie niczego nie można być pewnym.

Szaszłyk 51


Znani i lubiani

„Jestem rannym ptaszkiem” Kiedy spotkałyśmy się po raz pierwszy, stres paraliżował nas obie. Obie zaczynałyśmy sprawdzać się w tym, co lubimy. Wtedy - początkująca projektantka mody, nieśmiała, skromna, uśmiechnięta. Dziś, pewna siebie projektantka z wieloma sukcesami na koncie. Aleksandra Kornatowska. Fot. A. Kornatowska Anna Kawa: Olu od ostatniego spotkania minęło sporo czasu. Co od zmieniło się w Twoich projektach?

właśnie to czym powinnam się zajmować. Zwracam coraz większą uwagę na jakość, reklamę produktów i jestem teraz troszkę połączeniem przedsiębiorcy z Aleksandra Kornatowska: projektantką ;) Całkiem sporo! Gdy rozmawiałyśmy ostatnim razem, tak napraw- Pamiętasz może kiedy podę nie szyłam od zera żadnych wstał Twój pierwszy prorzeczy-tylko przerabiałam. Teraz dukt? robię to bardzo często, ciągle szlifuje swoje umiejętności-na Mój pierwszy produkt to była warsztatach czy po prostu meto- broszka. Była z czerwonych piódą prób i błędów czytając jakieś rek i kolorowych guziczków, które wskazówki. Myślę, że to jest naj- znalazłam gdzieś w szafce. Były poważniejsza zmiana w moich tak ładne, ze właśnie one naprojektach - są w 100 % moje, tchnęły mnie do dalszej pracy i od pomysłu po wykonanie. zajmowania się moda regularnie. Czy to wpłynęło jakoś na Cie- Co stanowiło, a co stanowi bie? Inaczej mówiąc, jak Ty dla Ciebie największą inspizmieniłaś się od tamtego rację przy projektowaniu? czasu? Obserwuje wszystko, co mnie Myślę, ze w miarę „dorastania” otacza. Często są to ludzie, któmoich projektów, ewoluuję rów- rych spotykam, czasem internenież ja. Coraz poważniej myślę o towe znaleziska, a niekiedy po branży mody i czuję, że to jest prostu same materiały potrafią

52

mnie natchnąć, by zrobić jakąś konkretna rzecz. Co w czasie projektowania jest dla Ciebie najważniejsze? W moim przypadku dobór materiałów. To jest kluczowy moment w projektowaniu! Czasem całkiem fajny pomysł może kompletnie się popsuć już na samym początku- właśnie przez złą tkaninę. Nauczyłam się, ze sam pomysł na rzecz nie wystarczy i jest jeszcze daleka droga od projektu do efektu. Tkaniny. Dobierasz je skrupulatnie, długo zastanawiając się nad ich doborem czy raczej eksperymentujesz ? Kiedyś stosowałam tkaniny dość przypadkowe, znalezione w lumpeksie i nie do końca takie, jakie bym sobie życzyła. Nadawały się natomiast do ćwiczeń w szyciu.


Obecnie mam kilka ulubionych miejsc z bardzo ładnymi materiałami i tam się zaopatruje, spędzam długie godziny na wybieraniu odpowiedniego!

rzecz jest indywidualną i oryginal- coraz więcej osób zainteresowaną „jednostką”. nych modą i może cos zmieni się na lepsze. Wiemy już dużo o tym co sama projektujesz. A powiedz, A kiedy nie mówimy o Parajak to jest z Tobą. Nosisz soli, a o Aleksandrze, to czym Wiem, że projektujesz rów- ubrania które sama zaprojek- zajmujesz się na co dzień? nież dodatki; co Cię skłoniło tujesz czy raczej wybierasz by się tego podjąć? te, które mamy dostępne w Na co dzień studiuję architekturę. sieciówkach? Za niecały rok mam obronę praZawsze bardzo chciałam szyć i cy magisterskiej, wiec moje projektować modę. Robienie do- Z tym bywa rożnie. Ostatnio co- studia zajmują mi dość dużo datków było dla mnie pierwszym raz częściej nosze własnoręcznie czasu. Wolny czas spędzam krokiem by to osiągnąć i wprawić zrobione ubrania-szczególnie, gdy głównie z moim chłopakiem, się w doborze materiałów. szykuje mi się jakieś ważne wyjktóry bardzo mi pomaga fotoście. Wole wtedy zrobić cos saA inspiracji szukasz w… ? ma, żeby w 100 % czuć się do- grafując moje wyroby i ulepbrze i oryginalnie w danym stro- szając od strony technicznej b l o g a Głównie w półproduktach i bły- ju. Jednak uwielbiam tez chodzić m o j e g o skotkach które używam do ich po sklepach i nosze mnóstwo (olaparasola.blogspot.com). wykonania. Najlepsza biżuteria rzeczy z sieciówek. Tak jak każda dziewczyna w wychodzi poprzez spontaniczne moim wieku chodzę na imprełączenie ze sobą rożnych elemen- Środowisko mody chyba nie zy, buszuję po sklepachtów. Tworzenie biżuterii traktuje jest łatwym? Zwykło się mó- głównie z moją główną doraddość luźno- daję się ponieść wy- wić, że jest hermetyczne i czynią siostrą Magdą, oglądam obraźni bez strachu, ze cos nie snobistyczne. Że między prowyjdzie, cos będzie źle wymierzo- jektantami ciężko o przyjaźń. mnóstwo seriali, przeglądam modowe blogi, eksperymentune itp. Jest to dla mnie czysta A jak to jest z Tobą? ję w kuchni. Ale musze przyprzyjemność. Ja staram się na razie nie myśleć znać, ze „Parasola” dominuje Czy istnieje konkretny profil o tym środowisku i całą otoczką z raczej nad „Aleksandrą” bo Twojej klientki? nim związaną. Na razie skupiam pomimo tego, ze robię w ciągu się na własnym rozwoju. Jednak- dnia masę różnych rzeczy, to Ubrania kupują zazwyczaj dziew- że, znam kilka osób związanych z jednak moda siedzi w mojej czyny mocno zainteresowane modą i mam o nich bardzo dobre głowie non stop! modą i nieco odważniejsze w zdanie - miałam szczęście poznać ubiorze. Dodatki za to podobają same sympatyczne osoby. I już tak na koniec, posię wielu osobom, niezależnie od czytelnikom The płci, charakteru czy stylu. Myślisz, że Szczecin ma szan- wiedz Views coś, czego nie wie o sę stać się nadmorską stolicą Tobie nikt ;) Co najbardziej lubisz w swo- mody? ich kolekcjach? Szczerze mówiąc nie za bardzo. Jestem rannym ptaszkiem! Trudno mówić o rzeczach, które Nie mamy ani szkoły projektowa- Uwielbiam wstawać wcześnie samemu się robiło, a w szczegól- nia mody, nie organizuje się tu rano i „posłuchać” ciszy i wyności chwalić je ;) Jeśli zaś mu- żadnych warsztatów, troszkę nie pić kawę kiedy wszyscy jeszsiałabym określić co w nich lubię- istnieje tu potencjał do stania się cze śpią. to chyba to, że wkładam w nie stolicą mody. Mam jednak nanaprawdę dużo serca i każda dzieje, ze z biegiem czasu będzie

Anna Kawa 53

The Views  

creative magazine

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you