Issuu on Google+

Nr 3(133) / 24 - 30 january 2012 | WEEKLY News and Guides for the Polish Community | thepolishobserver@myownmedia.co.uk | free press

Dam pracę, czyli oszuści.pl Każdy potencjalny emigrant, czy osoba, która już zdecydowała się na wyjazd z kraju, jest łakomym kąskiem dla różnego rodzaju oszustów żerujących na ludzkiej naiwności i bezwzględnie wykorzystujących każdą sytuację do zarobienia pieniędzy… str. 3

W TYM NUMERZE

Pokój 143 W tym pokoju sejmowym obiecałem, że ktoś z Wolnych Konopi zapali jointa, aby poprzeć niekaranie więzieniem za niewielkie ilości marihuany… Felieton Janusza Palikota.

str. 4

Zmarł „człowiek z Sao Paulo” Ciało odnalezione w ubiegłym tygodniu, na schodach piwnicy jednego z budynków na londyńskim Bayswater, uznane początkowo za zwłoki nieznanego mężczyzny okazało się ciałem Roberta Parzelskiego - Polaka, który blisko trzy tygodnie koczował na lotnisku, w brazylijskim Sao Paulo. Informacje o jego perypetiach obiegły cały świat…

str. 5

Polak ginie w Edynburgu © Kovalvs - dreamstime.com

Zarówno bliscy zmarłego, jak i funkcjonariusze badający sprawę śmierci 34-letniego Macieja Ciani, zwracają się z prośbą o pomoc w odnalezieniu sprawcy morderstwa Polaka…

Rozmowa z Katarzyną Sawicką-Wiśniewską z Manchesteru, która właśnie jest już krok od wspięcia się na Kilimandżaro…

Wywiad z Frederickiem Rossakovsky-Lloydem, wielowymiarowym artystą, który utrzymuje się głównie ze sprzedaży obrazów…

Jeszcze nie jestem do końca spakowana, a za kilka godzin czeka mnie lot do Amsterdamu. Stamtąd polecę do Nairobi, a potem Tanzanii. Cała podróż, łącznie z dotarciem w okolice Kilimandżaro potrwa około 14 godzin. Bardzo się denerwuję, bo pasowałoby wziąć mi więcej rzeczy, ale ograniczenia bagażowe nie pozwalają, więc muszę tak pokombinować, żeby zabrać wszystko, co niezbędne i jednocześnie nie przekroczyć limitu. str. 4

Do niczego się nie przywiązuję. Uważam, że życie jest snem i w każdej chwili może się skończyć. Kilka razy nazywany byłem przez niezależne osoby „kameleonem”, bo się zmieniam, zewnętrznie i wewnętrznie. Zajmuję się zawsze tym, co tu i teraz, a nie tym, co było lub będzie. Nie łączę światów. Czasami maluję, wtedy nie zastanawiam się nad pisaniem. Jak coś robię, to konsekwentnie, do samego końca, nigdy nie mieszam. str. 7

fot. F. Rossakovsky-Lloyd - Archiwum prywatne

Życie może się skończyć

fot. K. Sawicka-Wiśniewska - autor: Tomasz Wiśniewski

Poluję, nurkuję, zdobędę

Wybierz sposób, w jaki chcesz wysłać pieniądze:

W placówce

westernunion.co.uk

0800 833 833

Nazwa i logo Western Union, a tak e zwi zane z ni znaki towarowe i usługowowe, nale ce do Western Union Holdings Inc., zarejestrowane i stosowane w USA oraz wielu innych krajów nie mog by u ywane bez pozwolenia.

fot. Maciej Ciania - zdjęcie udostępnione przez Lothian and Borders Police oraz rodzinę zmarłego.

Gry jutra

str. 6

Najbliższe 11 miesięcy, pod względem produktów, mających ukazać się na rynku gier komputerowych, to istny szał dla mózgów! Od niepamiętnych czasów, bowiem ich twórcy, nie rozpieścili swoich podopiecznych tak mocno, jak to mają zamiar uczynić w tym roku…

str. 8


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

2

Wiadomości

Pierwsze czytanie

System czyha O

glądając niedawno wiadomości, zobaczyłem w nich swojego kolegę z lat szczenięcych i młodzieńczych. Kolega ów wskutek jakiegoś błędu w ZUS, został uznany za zmarłego, choć na własne oczy widziałem, że trzyma się nieźle i do opuszczenia tego padołu mu nie śpieszno. Kolega, nota bene mój imiennik, domagał się zmiany swojego statusu, a pani z ZUS solennie zapewniała, że wskrzesi go w ciągu najbliższych kilku dni. Tak też się stało, kolega znów wrócił do systemu, czyli do baz danych. Ten fakt dał mi sporo do myślenia, zacząłem się zastanawiać bowiem, czy mój imiennik postąpił słusznie, bo przecież de facto życia nie stracił, a przez pewien czas doświadczył czegoś bezcennego - przebywał poza systemem, przestał istnieć dla różnych paskudnych instytucji, któ-

re - z czego rzadko zdajemy sobie sprawę na co dzień - bez przerwy mają nas na widelcu, czyli pod kontrolą. A z tym jest niestety coraz gorzej, bowiem ów „wolny świat”, do którego tak tęsknili Polacy za PRL szybko okazał się fikcją. No może nie od razu, bo najpierw trzeba było się zachłysnąć blichtrem i demokracją, a właściwie - jak się później okaże - jej pozorami. Rządy „wolnych krajów” robią wszystko, żeby szary obywatel takiego państwa, nie miał tej wolności w nadmiarze, bo człowiek wolny jest dla państwa niebezpieczny, dlatego pod byle pretekstem ogranicza mu się wolność. Tym pretekstem jest najczęściej sprawa bezpieczeństwa. „Wprowadzamy pewne restrykcje, ale to dla waszego bezpieczeństwa drodzy obywatele, jeśli tego nie zrobimy, wasze bezpieczeństwo będzie zagrożone” - informują nas rządzący. Jedną

ręką ograniczają nam swobodę, a drugim łapskiem sięgają po nasze pieniądze, żeby te ograniczenia finansować. Tylko czekać, a już niebawem wszczepione zostaną nam czipy, za co bez protestu sami zapłacimy. Niedawno rząd RP i nie tylko, próbował wprowadzić przepisy antypirackie w ramach ACTA, próbował to zrobić po cichu, na szczęście dzięki czujnym i świadomym ludziom, którzy czynnie walczą ze współczesnym niewolnictwem, ten manewr się nie udał. Nie udają się też jak na razie, w owym „wolnym świecie” próby wprowadzenia cenzury w internecie i miejmy nadzieję, że to się nigdy nie uda. W dzisiejszym świecie już w zasadzie tylko internet jest ostoją wolności i stąd te zapędy systemu do poddania go kontroli, dlatego jeśli nie chcemy obudzić się pewnego dnia w jednym wielkim łagrze, musimy pilnie obserwować system i kiedy zachodzi potrzeba walczyć z nim, bo system czyha na naszą nieuwagę. Janusz Młynarski

Prawa - nie, obowiązki - tak

fot. Wikipedia

Pomimo usilnych starań polskiego rządu w kwestii dołączenia do paktu fiskalnego dla strefy euro, w charakterze obserwatorów, którego losy właśnie się ważą, starania te mogą spalić na panewce.

A

ktualną koncepcję paktu fiskalnego, zaostrzającą dyscyplinę fiskalną i uzależniającą pomoc ratunkową dla krajów strefy euro od wdrożenia paktu, Niemcy zdają się akceptować, nie są też przeciwni, by do paktu przystąpiły państwa spoza strefy, ale ów pomysł nie podoba się Francji, która woli, by o udziale państw spoza strefy w jej szczytach decydował wyłącznie jego przewodniczący wówczas, gdy uzna to za stosowne. Zgodnie z najnowszym projektem - państwa spoza strefy euro mogłyby uczestniczyć w szczy-

tach zwoływanych przez strefę, ale wyłącznie na zaproszenie przewodniczącego i według jego uznania oraz jedynie w charakterze obserwatora. Na dodatek owo uczestnictwo uwarunkowane byłoby wcześniejszym podpisaniem nowej umowy i zgodą na wdrożenie jej zapisów jeszcze przed przyjęciem euro. Polski rząd na taki status się nie zgadza, ponieważ jest to sytuacja, w której nie mamy praktycznie żadnych praw, lecz jedynie obowiązki. Francja, co nie jest niczym nowym, chciałaby ograniczyć rolę Komisji Europejskiej w kwestii wpływania na politykę fiskalną w strefie euro, woląc by strefa integrowała się metodą międzyrządową, czyli poprzez spotkania przywódców. W praktyce oznaczałoby to, iż decydujący wpływ na wszystko, co się tam dzieje, miałby tylko rządy dużych państw „euro-zony”. Pakt jest umową międzyrządową 17 państw strefy euro oraz chętnych państw spoza tej stre-

fy. Polska od początku negocjacji walczy o to, by kraje spoza strefy euro mogły - jako obserwatorzy bez prawa głosu - uczestniczyć we wszystkich posiedzeniach szczytów euro i eurogrupy, czyli - by nie były pomijane w rozmowach i miały wpływ na procesy decyzyjne w tym gremium. Warszawa argumentuje, że ma to zapobiec pogłębieniu się podziałów w Unii Europejskiej. Niestety, Polska nie ma zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii, decydującą rolę odgrywają tu bowiem Francja oraz Niemcy. Najnowsza propozycja jest korzystna dla Berlina i może stać się tak, że na szczycie 30 stycznia tego roku, zostanie przyjęta wersja paktu niekorzystna dla Polski. Czy uda się to zmienić? Premier Donald Tusk przyznał, że nie wychodzi to najlepiej, ponieważ Polska nie ma wsparcia ze strony innych państw spoza strefy euro, więc montowanie koalicji, która mogłaby wymóc korzystniejsze zapisy idzie opornie. (emi)

„Polish joke” rektora z Ohio

Rektor Uniwersytetu Stanowego w Ohio, Gordon Gee, porównał bałagan na zawiadywanej przez siebie uczelni, do chaosu panującego w polskiej armii. Jego wypowiedź wzbudziła liczne protesty polskich organizacji polonijnych w USA.

P

odczas konferencji w Metropolitan Club w Columbus w Ohio, rektor mówił między innymi, o trudnościach w koordynowaniu pracy 18 kolegiów na swojej uczelni: - Te kolegia pływały, jak okręty wojenne strzelając do siebie nawzajem. Zupełnie, jak w poskiej armii. Kiedy widownia, jak informują polonijne media, zareagowała nerwowym śmiechem, Gee szybko dodał: - Och, nieważne… czy znów kogoś obraziłem? Pewnie będę musiał teraz kwestować na pomoc dla Polski. Wypowiedź rektora wywołała liczne protesty organizacji polonijnych w Stanach Zjednoczonych, w tym Fundacji Kościuszkowskiej i Kongresu Polonii Amerykańskiej. Na „dowcip” Gordona Gee zareagowała również Marcy Kaptur, kongresmenka polskiego pochodzenia reprezentująca stan Ohio. Podczas wystąpienia w Izbie

Reprezentantów powiedziała: - Jego wypowiedź ujawnia nie tylko brak wrażliwości na cierpienia narodu polskiego w ostatnich dwóch stuleciach, lecz również szokujący brak znajomości historii - dodała. Przypomniała o bohaterskiej karcie wojsk polskich w czasie II wojny światowej i na frontach innych kampanii. Prezes Fundacji Kościuszkowskiej, Alex Storożyński, znany dziennikarz i laureat Nagrody Pulitzera, wysłał list do władz Uniwersytetu Stanu Ohio, domagając się upomnienia rektora Gee. Podkreślił w nim, że czuje się osobiście obrażony jego wypowiedzią, jako syn i wnuk weteranów armii polskiej generała Andersa na Zachodzie. Jego dziadek Władysław Krzyżanowski walczył między innymi w Afryce Północnej i w bitwie pod Monte Cassino - poinformował polonijny portal w USA - „Meritum”. (emi)

Gdzie dzwonią policjanci i detektywi

J

ak w wykazał wewnętrzny audyt przeprowadzony w londyńskiej Metropolitan Police, jej funkcjonariusze używają telefonów służbowych nie tylko w sprawach związanych z pracą. W latach 2009-2011 na telefony niemające charakteru służbowego, z kieszeni podatnika wydano blisko ćwierć miliona funtów - informuje agencja Press Association. Z raportu wynika, że ponad 35 tysięcy funtów, Metropolitan Police musiała zapłacić za same tylko telefony na „zegarynkę”. Funkcjonariusze zamiast popatrzeć na zegarek, dzwonią na „zegarynkę” z telefonów komórkowych, które noszą na ramieniu, choć wyświetlacz pokazuje dokładny czas. W internecie roi się od złośliwych komentarzy na ten temat. Wielu internautów pyta na przykład, dlaczego kandydaci na policjantów nie są poddawani testom na

inteligencję. Jak podaje raport, w ciągu minionych dwóch lat, funkcjonariusze korzystali z „zegarynki” 110 tysięcy razy, a każde połączenie kosztowało 35 pensów. Policjanci tłumaczą się, że powodem owych połączeń jest konieczność stałego synchronizowania czasu, jako że zegarki, zarówno ręczne, jak i te w telefonach często zawodzą. Znacznie większą kwotę, bo 200 tysięcy funtów wydano na korzystanie z biura numerów, choć policja dysponuje własnymi spisami telefonów. Okazuje się jednak, że nie tylko funkcjonariusze Metropolitan Police nadużywają pieniędzy brytyjskiego podatnika, czystego sumienia nie mają również detektywi ze Scotland Yardu. Ci z kolei rzadziej dzwonią na „zegarynkę”, czy do biura numerów, natomiast nagminnie do informacji drogowej z prośbą o wskazanie dojazdu do danego miejsca. (mm)

THE POLISH OBSERVER | My Own Media Ltd. | The Old Fire Station | 140 Tabernacle Street | London (UK), EC2A 4SD | Tel. 020 7300 7321 | EDITOR-IN-CHIEF: Janusz Młynarski, j.mlynarski@thepolishobserver.co.uk | CONTENTS: Anna Sobusiak, anna@thepolishobserver.co.uk; | DTP: Sylwia Boczek | ADVERTISING: Patrycja Strąk – Sales Manager; Larisa Arama - Sales Executive; Tel. 020 7300 7320 Mobile: 078 4606 2331 Fax: 020 7253 2306 Email: sales@myownmedia.co.uk | Advertiser and advertising agency assume liability for all content (including text representation, illustrations, and photographs) of advertisements printed or posted, and also assume responsibility for any claims arising there from made against the publisher | DISTRIBUTION: distribution@myownmedia.co.uk PRINTING PRESS: NEWSFAX LTD Unit 7, Beam Reach Business Park, Consul Avenue, Rainham, RM13 GJ (London) Redakcja zastrzega sobie prawo skracania, redagowania i publikowania na naszych łamach nadesłanych materiałów. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych | Closing date: 22.01.2012.


3

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

temat numeru

Dam pracę, czyli oszuści.pl Oszuści żerujący na naiwności szczególnie nowo przybyłych na Wyspy Brytyjskie emigrantów z Polski, nie wysilają się zbytnio, działając starymi sposobami i tylko nieznacznie je modyfikując.

W

dalszym ciągu, najbardziej narażeni na to, by stać się ofiarą wyzyskiwaczy są ci, którzy „stanęli pod ścianą”, czyli mają problemy ze znalezieniem pracy, czy to w Polsce, czy będąc już za granicą. - Wystarczy wejść do jakiejkolwiek kafejki internetowej, by bez trudu wyłuskać z przebywających tam osób, przyciśniętych do muru desperatów. Z ich twarzy przebija smutek i nadzieja, pomieszana z beznadzieją - mówi Radek Ostapczuk, niedoszły socjolog i squatter, który przymierza się do napisania powieści o młodej polskiej emigracji. *** Ewelina może jeszcze nie miesza nadziei z beznadzieją, ale w jej przypadku, wydaje się, że może to nastąpić w każdej chwili. Pracy dziewczyna nie ma już od miesiąca. Mieszka kątem u koleżanki. Kilkaset funtów, które udało jej się zaoszczędzić przez cały rok, wydaje teraz na poszukiwaREKLAMA

nie pracy. Kosztuje kafejka internetowa, kosztują telefony i listy, bo są firmy, które życzą sobie, by CV oraz kserokopie dokumentów wysłać tradycyjną pocztą. W kafejce internetowej spędza średnio trzy godziny dziennie, szuka ofert pracy na portalach polonijnych. Okazuje się, że jest ich nawet sporo. Większość takich, jakie ją interesują, czyli praca w charakterze pokojówki w hotelu, sprzątaczki, czy pomocy kuchennej. Najbardziej odpowiadałoby jej sprzątanie w domach prywatnych. Legalne, więc szuka firm, które taką pracę oferują. W ogłoszeniach podawany jest krótki opis rodzaju pracy, obowiązków i wysokość zarobków oraz numer telefonu komórkowego osoby, z którą należy się kontaktować. Z reguły jest to imię bez nazwiska. Ewelina znalazła właśnie ofertę z fabryki czekolady na Ealingu. Nie jest to, co prawda wymarzone sprzątanie, ale w tekście ogłoszenia jest informacja: „wysokie zarobki, znajomość angielskiego nie jest wymagana”.

- Jak zarobki są wysokie, a angielski nie jest konieczny, to na milę śmierdzi to szwindlem - komentuje Radek i chyba ma rację, bo w telefonie odzywa się automat, który informuje, że połączenie jest dodatkowo płatne. Ewelina czekała, aż ktoś się zgłosi, ale poza automatem, nie odezwał się nikt. Próbowała jeszcze kilka razy, raz nawet czekała 10 minut, ale skutek był ten sam i sumie została skasowana na 4 funty. Jak trafiła na ten numer, to później już z drżeniem serca, wybierała inne, bo a nuż natnie się po raz kolejny na podwójnie płatne połączenie. Niestety nie był to ostatni przypadek. Zwróciła uwagę, że wiele ogłaszających się „fabryk” ma właśnie takie numery. Przekonała się też, niestety dopiero po kilku telefonach, że należy unikać numerów zaczynających się od cyfr 0782…, bo one kasują dodatkowe opłaty. Telefon Kasi, przedstawicielki (pisownia oryginalna) „renomowanej firmy sprzontającej ktura zatrudni panie do sprzontania w

domach prywatnych na terenie całego Londynu”, nie pobiera haraczu. Kasia zachwala firmę, zarobki, atmosferę w pracy i prosi, żeby szybko przysłać CV, kserokopię paszportu, a jeśli jest dowód, to dowód też skserować, numer konta, a do tego dołączyć również skserowany NIN. Wszystko to włożyć do koperty i natychmiast wysłać, bo - jak mówi Kasia - „ilość miejsc jest ograniczona i decyduje kolejność zgłoszeń”. I jeszcze: „Aha, byłabym zapomniała, proszę mi potwierdzić telefonicznie, jak pani już wyśle te dokumenty”. - Według mnie, to wałek, ale zobaczymy co będzie dalej mówi Ewelina, wysyła kopertę z dokumentami, potwierdza telefonicznie ich wysłanie. Mijają dwa dni. Radek stawia 10 funtów, że Kasia już się nie odezwie. Przegrałby, bo Kasia oddzwania. Informuje, że owszem przesyłka dotarła, ale uszkodzona, w podartej kopercie było tylko CV. - Ale przecież ja wysłałam wszystkie dokumenty, o których pani mó-

wiła - zapewnia żarliwie Ewelina. - No ja pani wierzę, ale musi pani przesłać jeszcze raz - informuje Kasia. Ewelina wysyła powtórnie komplet dokumentów i potwierdza telefonicznie. Kasia dziękuje obiecując, że się odezwie, jak tylko otrzyma przesyłkę. Mija 10 dni, a Kasi ani słychu. Jej telefon nie jest co prawda wyłączony, ale połączenie jest odrzucane, widać Kasia wciska czerwony guzik. Radek wyjaśnia, że w ten sposób gangi oszustów pozyskują dane osobowe, które później wykorzystają do wyłudzenia zasiłków, zakładania fikcyjnych kont bankowych, dokonywania zakupów na raty, fałszowania dowodów tożsamości, itp. Ewelina nie do końca wierzy, że Radek mówi prawdę, ale przekona się niebawem, że coś jest na rzeczy, kiedy pozna kilka dziewcząt, które też wysłały dokumenty do Kasi. Ich przesyłki też zostały uszkodzone… Piotr Wójtowicz


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

4

z terenu...

W

Pokój 143

tym pokoju sejmowym obiecałem, że ktoś z Wolnych Konopi zapali jointa, aby poprzeć niekaranie więzieniem za niewielkie ilości marihuany, a przy okazji, aby odczarować ten, rzekomo feralny pokój. Na wieść o tym, o mało nie wybuchła rewolucja. Marszałkini Sejmu zapowiedziała, że zawiadamia prokuraturę. Straż sejmowa nie wpuszczała w tym dniu naszych gości do środka. Na korytarzach Sejmu kręcili się tajniacy z wydziału przestępczości zorganizowanej. Liderzy wszystkich możliwych partii panicznie przestrzegali. Co najmniej jakbyśmy

mieli stracić niepodległość! Władza, która boi się jednego skręta, to władza nie bardzo odważna i o ciągotach autorytarnych. Jednak najbardziej bulwersujące w tej sprawie jest to, że kolejne tysiące młodych ludzi zamykane są w więzieniach bez sensu! A próba zmiany prawa, wywołuje konwulsje w całej klasie politycznej. Polityka karania za byle co, cenzura w sieci, ograniczanie prawa do zgromadzenia - to tylko niektóre działania zakładające pęta na wolność. W złą stronę idzie nasz kraj. Trzeba się organizować! Janusz Palikot

fot. Irena Jarocka - Wikipedia

Irena Jarocka nie żyje

W

sobotę, 21 stycznia, około godziny 14:00, na terenie jednego z warszawskich szpitali zmarła piosenkarka Irena Jarocka. Miała 66 lat. O śmierci artystki poinformowała media jej menedżerka - Agnieszka Pasternak. Piosenkarka podobno ciężko chorowała. Jarocka, znana z takich przebojów, jak „Motylem jestem”, „Wymyśliłam Cię” i

„Beatlemania story”, urodziła się 18 sierpnia 1946 roku w Srebrnej Górze. Debiutowała już w wieku 20 lat. Wystąpiła wtedy między innymi na festiwalu w Opolu. Wielokrotnie śpiewała także na sopockiej scenie. Przez wiele lat przebywała poza krajem. W 1990 roku na stałe wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Do Polski powróciła w roku 2007. Była laureatką wielu prestiżowych nagród na światowych festiwalach piosenki, a także plebiscytów prasowych i radiowych na najpopularniejszą piosenkarkę roku. Nagrała wiele płyt, ostatnie z nich to „Małe rzeczy” wydane w roku 2008 i „Ponieważ znów są Święta” w roku 2010. Jednym z największych przebojów Jarockiej, była piosenka „Kawiarenki”, za którą otrzymała ona wyróżnienie na festiwalu w Tokio w 1976 roku. (mam)

Poluję, nurkuję, zdobędę Rozmowa z Katarzyną Sawicką-Wiśniewską z Manchesteru, która właśnie jest już krok od wspięcia się na Kilimandżaro… ▪ Wiem, że przeszkadzam, ale chciałem tak na gorąco, przed tą wyprawą… - Jeszcze Pan nie przeszkadza, ale za godzinę już tak. Jeszcze nie jestem do końca spakowana, a za kilka godzin czeka mnie lot do Amsterdamu. Bardzo się denerwuję, bo pasowałoby wziąć mi więcej rzeczy, ale ograniczenia bagażowe nie pozwalają, więc muszę tak pokombinować, żeby wziąć wszystko, co niezbędne i jednocześnie nie przekroczyć limitu. ▪ A z Amsterdamu… - … do Nairobi i stamtąd do Tanzanii. Cała podróż, łącznie z dotarciem w okolice Kilimandżaro potrwa około 14 godzin. ▪ Dlaczego akurat Kilimandżaro, mało to atrakcyjnych szczytów w Europie? - Jest wiele istotnych powodów, dla których wybrałam właśnie tę górę i wszystkie one są dla mnie równie ważne. Moją idolką jest Martyna Wojciechowska, to dla mnie wzór do naśladowania, pochłaniam wszystkie relacje z jej podróży, te napisane i sfilmowane… ▪ I to ona zainspirowała Panią do tej wyprawy? - Tak, ona mi bardzo imponuje tym pokonywaniem swoich słabości, półtora roku po wypadku, w którym złamała kręgosłup, stanęła na Mount Everest, a przecież jeszcze choruje na astmę. Zdobyła nie tylko najwyższy szczyt świata, ale całą „koronę Ziemi” - najwyższe szczyty wszystkich kontynentów, łącznie z Kilimandżaro. Poza tym, to dla mnie góra magiczna, ma w sobie coś tajemniczego, przyciągającego i pięknego. Jest bardzo malownicza, nigdy nie mogłam się na nią napatrzeć, na te śnieżne czapy górujące nad soczystą zielenią, muszę to wreszcie zobaczyć na żywo. Jest to też realizacja młodzieńczych marzeń, zawsze pociągały mnie wyprawy i postanowiłam sobie, że jak tylko się usamodzielnię, to zacznę te marzenia realizować. Kolejny powód, to taki, że mam diabelny lęk wysokości, będę więc miała okazję go przełamać, ale jest jeszcze ten najważniejszy - poprzez moją wyprawę

chciałabym zachęcić środowiska polonijne w Wielkiej Brytanii do finansowego wsparcia domów dziecka - w Stargardzie Szczecińskim i Tarnowie. ▪ Wybrała Pani trasę trudniejszą od tej najpopularniejszej... - Tak, choć ta najpopularniejsza - Marangu, zwana też „Coca-Colą” nie jest wcale taka łatwa, choć jest łagodniejsza, a turyści nocują nie w

Kilimandżaro to dla mnie góra magiczna, ma w sobie coś tajemniczego, przyciągającego i pięknego. Jest bardzo malownicza, nigdy nie mogłam się na nią napatrzeć, na te śnieżne czapy górujące nad soczystą zielenią, muszę to wreszcie zobaczyć. namiotach, lecz górskich chatach. Ja pójdę tą trudniejszą, którą szła Martyna. Dodatkowym powodem mojego wyboru, jest to, że z tego szlaku rozlegają się najpiękniejsze widoki na Kilimandżaro. Wszystkich tras jest sześć, z czego dwie są wybitnie wspinaczkowe i raczej dla doświadczonych alpinistów. I kolejny przyczynek do podróży - lubię mierzyć się z wyzwaniami. ▪ A czy ma Pani za sobą już jakieś wysokogórskie wyprawy, czy ta jest pierwsza? - Zdecydowanie pierwsza. Chodziłam co prawda trochę po Tatrach, byłam nawet na Świnicy, ale trudno to nazwać doświadczeniem wysokogórskim. Tak więc Kilimandżaro będzie moim debiutem.

REKLAMA

www.catrinatrans.co.uk

▪ A przygotowywała się Pani jakoś do tej wyprawy? - Oczywiście. Cały rok to trwało, przygotowywałam się zarówno fizycznie, jak i duchowo. ▪ Z tego, co mi wiadomo, to ma Pani dość rzadkie, jak na kobietę także inne hobby… - Poluję, nurkuję, przymierzam się do skakania ze spadochronem. Największą moją pasją jest nurkowanie. Robiłam to już w Kenii, Zanzibarze, na Malediwach, w Meksyku i innych miejscach. ▪ A jak to wszystko znosi mąż? - Już się pogodził z tym, że ma nienormalną żonę. ▪ Może jeszcze coś o sobie, jak długo mieszka Pani w Wielkiej Brytanii? - Od sześciu lat, wcześniej byłam w USA, pracowałam na statku, tam zresztą poznałam swojego męża. Wcześniej mieszkałam w Szczecinie, ukończyłam studia ekonomiczne na tamtejszym uniwersytecie. Tu w Manchesterze jestem współwłaścicielką sklepu spożywczego i menedżerem regionalnym pewnej firmy spożywczej. I mam nadzieję, przyszłą zdobywczynią Kilimandżaro… ▪ Czego szczerze życzymy… - Dziękuję, postaram się nie zawieść. Rozmawiał: Janusz Młynarski

fot. Katarzyna Sawicka-Wiśniewska - autor: Tomasz Wiśniewski

Kątem oka Palikota


5

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

z terenu...

Zmarł „człowiek z Sao Paulo” Ciało odnalezione w ubiegłym tygodniu, na schodach piwnicy jednego z budynków na londyńskim Bayswater, uznane początkowo za zwłoki nieznanego mężczyzny okazało się ciałem Roberta Parzelskiego Polaka, który blisko trzy tygodnie koczował na lotnisku, w brazylijskim Sao Paulo. Informacje o jego perypetiach obiegły cały świat…

T

o, co przydarzyło się w ubiegłym roku, 44-letniemu wówczas Robertowi Parzelskiemu przypomina słynny film „Terminal” Stevena Spielberga z Tomem Hanksem w roli głównej, z tą jednak różnicą, że kinowa opowieść nie miała tak tragicznego zakończenia, jak stało się to w przypadku Polaka. Robert Parzelski, z zawodu elektryk, ojciec pięciorga dzieci przyjechał na Wyspy Brytyjskie kilka lat temu wraz z żoną. Jej udało się otrzymać pracę niemal od ręki, jemu nie. Pracował dorywczo tu i tam. Robert zaczął pić, więc żona się z nim rozstała. W ubiegłym roku, znajomy wysłał go do Brazylii w celu sfinalizowania pewnego interesu. Polegał on na tym, że Parzelski miał na lotnisku w Sao Paulo odebrać dwa telefony komórkowe i wrócić następnego dnia. Znajomy kupił mu bilet, ale tylko w jedną stronę. Powrotny, miał mu kupić już na miejscu ten, który telefony miał dostarczyć. Na lotnisku jednak nikt się nie pojawił, w związku z czym niedysponujący pieniędzmi Parzelski

nie mógł się z lotniska ruszyć. Jego pobyt, trwał tam niecałe trzy tygodnie. W tym czasie jego perypetiami zainteresowały się media. Najpierw brazylijskie, a później już z całego świata. Kilka stacji telewizyjnych nakręciło reportaże, które obiegły kulę ziemską. Jego osobę porównywano z mr. Naworskim, bohaterem wspomnianego już filmu Spielberga. Te trzy tygodnie Parzelski przeżył dzięki obsłudze lotniska, głównie sprzątaczkom, które go dokarmiały. Po 18 dniach, Polakiem zainteresował się konsulat RP w Brazylii i wykupił mu bilet powrotny. Mężczyzna nie chciał wracać do Polski, domagał się biletu do Londynu. Konsulat spełnił jego życzenie, fundując mu samolot do Londynu z przesiadką w Zurychu. Tak więc wrócił Robert tam skąd wyruszył, ale nadal mu się nie wiodło. Prowadził życie bezdomnego wraz z grupą innych, podobnych mu rodaków. Był osobą łagodną, nawet ujmującą, budził sympatię, nie był natrętny, więc ludzie chętnie dawali mu drobne sumy, czy papierosy. Znaleziono go martwego w piwnicy.

Obok niego stała butelka z resztkami taniego alkoholu. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu było zatrucie alkoholowe - wątroba nie wytrzymała. - Nigdy nikomu nie ubliżył, zachowywał się na poziomie i był bardzo inteligentny. Dobrze, że przynajmniej się nie męczył - mówił jeden z jego współtowarzyszy dziennikarzowi dzielnicowej gazety. Przy zwłokach znaleziono także pusty portfel oraz telefon, co świadczyło o tym, że do zgonu doszło bez udziału osób trzecich. Paul Dizzi Saunders dyrektor niedalekiej West Bank Art Gallery powiedział popołudniówce „Evening Standard”: - Znaliśmy go, dawaliśmy mu żywność i papierosy. On był bardzo medialny. Żałuję, że nie zrobiliśmy dla niego więcej, jakoś nie wpadliśmy na to. Zamierzamy napisać i wystawić sztukę teatralną na jego cześć, pt. „Szachista”, bo on dobrze grał w szachy. Niech będzie ona jakąś rekompensatą… Robert Parzelski został pochowany na jednym z londyńskich cmentarzy, na koszt miasta. (emi)

Zemsta hakerów za ACTA

W

sobotę wieczorem, przestały działać strony internetowe Sejmu, Kancelarii Premiera i Ministerstwa Kultury. Możliwe, że to atak hakerski. Mogą za nim stać niezadowoleni z planowanego przystąpienia przez Polskę do międzynarodowego porozumienia ACTA. Strona internetowa Sejmu przestała działać około godz. 19:00. Około 22:00 „padły” także strony internetowe Kancelarii Premiera oraz Ministerstwa Kultury. Choć nikt nie potwierdza, że doszło do hakerskiego ataku, Gazeta. pl zwraca uwagę na wpis na Twitterze o treści: „TANGO DOWN - sejm.gov.pl” i wyjaśnia, że oznacza to „wyeliminowanie wroga”. Dlaczego hakerzy mieliby zaatakować rządowe strony? Prawdopodobnie to protest przeciw temu, że już 26 stycznia Polska ma przystąpić do międzynarodowego porozumienia ACTA, umożliwiające-

go między innymi monitorowanie poczynań obywateli w Internecie. Anti-Counterfeiting Trade Agreement (ACTA) ma być międzynarodowym prawem ścigającym przestępców internetowych, czyli piratów, handlarzy nielegalnym oprogramowaniem, hackerów, itp. Przeciwnicy tego prawa twierdzą, że po 26 stycznia każdy użytkownik sieci w Polsce będzie postrzegany jako potencjalny przestępca. A dostawca internetu będzie miał obowiązek blokowania stron, na które padnie choćby cień podejrzenia o bycie nielegalnymi. Przeciwnicy postrzegają ACTA jako narzędzie cenzury. Od kilku dni dyskusja na temat nowego prawa jest coraz bardziej gorąca. Przyszedł czas na czyny? W niedzielę rano strony Sejmu i Ministerstwa Kultury były już dostępne. Kancelaria Premiera nadal witała internautów „errorem”. (emi)

REKLAMA

4p

1p

10 p

Exclusions apply. International rates are for calls made from the UK. Excessive usage policy and terms apply. Minimum top up £15 for unlimited UK O2-O2 calls and texts. Prices above are promotional and valid until 28th February 2012, see o2.co.uk/internationalsim for details and latest call rates.


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

6

z terenu...

JAN STOCHNIAŁEK 28 lat Wzrost: 180 cm Oczy: zielone Znaki szczególne: tatuaże Ostatnie miejsce pobytu: Boston Pan Jan zaginął 24 grudnia 2011 roku.

DARIUSZ MICHAŁOWSKI 45 lat Wzrost: 170 cm Oczy: niebieskie Ostanie miejsce pobytu: Huddersfield Pan Dariusz zaginął 15 marca 2011 roku.

KATARZYNA KUBIAK-GUT 37 lat Wzrost: 183 cm Oczy: szare Ostatnie miejsce pobytu: Londyn Pani Katarzyna zaginęła 26 grudnia 2006 roku.

Wiadomości o zaginionych prosimy przekazywać do Fundacji ITAKA tel: 0048/226547070 itaka@itaka.org.pl

www.zaginieni.pl

Polak ginie w Edynburgu Zarówno bliscy zmarłego, jak i funkcjonariusze badający sprawę śmierci 34-letniego Macieja Ciani, zwracają się z prośbą o pomoc w odnalezieniu sprawcy morderstwa Polaka.

C

iało mężczyzny zostało odnalezione w sobotę, 14 stycznia około godziny 9:00 rano, na terenie posesji przy Dickson Street w Leith przez jego współmieszkańca. Detektywi zajmujący się sprawą, apelują o pomoc w odszukaniu tajemniczego mężczyzny, który najprawdopodobniej złapał taksówkę w rejonie Easter Road, Leith Walk w piątkową noc poprzedzającą śmierć Ciani, bowiem są oni zdania, że może on dostarczyć bardzo istotnych informacji dotyczących morderstwa Polaka. Jego rysopis to mężczyzna w wieku około 20 lat, ubrany w ciemną kurtkę i szare spodnie, prawdopodobnie posługujący się wschodnioeuropejskim akcentem. Czterdziestu funkcjonariuszy badających śmierć Polaka, chciałoby także nawiązać kontakt ze wszystkimi osobami, które przebywały w rejonie do-

T-TALK

Międzynarodowe Rozmowy z komórki C

M

Y

Jeszcze dłuższe świąteczne rozmowy z najbliższymi!

CM

MY

CY

CMY

K

£2.50 w prezencie do każdego doładowania £1O Oferta ważna 19.12.11 – 01.01.12 www.auracall.com/observer Polska Obsługa Klienta:

020 8497 4622

jego zabójcę” - mówiła w swoim oświadczeniu siostra Macieja Ciani, Aleksandra. Akcja poszukiwawcza mężczyzny związanego ze śmiercią Polaka zakrojona została na bardzo szeroką skalę. W chwili oddawania numeru gazety do druku, w dalszym ciągu pozostawał on nieznany, a apele funkcjonariuszy o pomoc w śledztwie, pojawiały się we wszystkich brytyjskich mediach. Policja z jednostki Lothian and Borders w Edynburgu, umieściła w serwisie YouTube specjalny apel w języku polskim, w którym oficer Skrzyniarz podaje szczegóły dotyczące sprawy. Wszelkie informacje mogące pomóc w śledztwie należy kierować pod numer telefonu policji Lothian and Borders - 01313 11 3131 lub anonimowo na numer linii Crimestoppers - 0800 555 111. Dla osób nieposługu-

fot. Maciej Ciania - zdjęcie udostępnione przez Lothian and Borders Police oraz rodzinę zmarłego

jących się biegle językiem angielskim, zapewniona została przez jednostkę w Edynburgu, pomoc tłumaczy i polskojęzycznych oficerów. (mn)

Koniec z piciem „pod chmurką” Policja z Leeds podjęła walkę ze spożywaniem alkoholu na ulicach swego miasta, aż w siedmiu językach!

J

ak poinformowało na swojej stronie „Yorkshire Post”, tamtejsi oficerowie, wystartowali ze specjalną kampanią, polegającą głównie na rozdawaniu stosownych ulotek i rozklejaniu plakatów informujących o zakazie spożywania alkoholu w miejscach publicznych, sporządzonych w językach słowackim, czeskim, litewskim, łotewskim, rosyjskim, polskim i dla pewności po angielsku. Niektóre z materiałów są rozdawane nawet w polskojęzycznych placówkach edukacyjnych, mieszczących się na terenie Leeds. Jak się okazuje, picie napojów wyskokowych na

Xmas2011_46.7x69_TTX_OBSERVER_03700410037_

REKLAMA

mu zamordowanego mężczyzny w piątkowy wieczór i mogą udzielić jakichkolwiek informacji na temat osobnika wsiadającego do taksówki i jakiegokolwiek innego podejrzanego zachowania przy Dickson Street w Leith, w godzinach 22:45 - 23:30. Policja podejrzewa także, że zbrodni mógł dokonać ktoś z bliskiego otoczenia Polaka, jeden z jego znajomych. Maciej Ciania, bardzo lubiany przez lokalną społeczność, znany był również jako MC. Rodzina Polaka, jest zdruzgotana jego śmiercią. „Nie możemy wyobrazić sobie życia bez niego. Moi rodzice stracili ukochanego syna, a ja nie tylko brata, lecz oddanego przyjaciela. Maciej kochał życie w Edynburgu, był popularny i miał wielu znajomych. Wszystkim nam będzie go bardzo brakować. Proszę pomóżcie odnaleźć nam

świeżym powietrzu, a konkretnie w rejonie Armley, zostało zakazane już dwa lata temu. Podobnie było w przypadku innych punktów na terenie miasta. Obecnie w Leeds zakaz ten obowiązuje aż na 20 dość pokaźnych rozmiarowo obszarach. To niestety nie rozwiązało problemu. Armley ponownie stała się ulubionym miejscem do częstego spożywania alko-

holu w dużych ilościach, między innymi dla ludności napływającej z krajów Europy Wschodniej. Z jednej strony, lokalna policja zdaje sobie sprawę, że przyczyną takiego zachowania entuzjastów piwka „pod chmurką” jest zwykła nieznajomość obowiązujących na terenie miasta praw, a także niemożność ich zrozumienia w obcym dialekcie. Z drugiej, bariera językowa nie może być czynnikiem pobłażającym w przypadku nie stosowania się do przyjętych regulacji i norm społecznych zachowań. „Obecnie, nie jesteśmy w stanie dokładnie powiązać osób pijących alkohol na ulicach z przedstawicielami jakiejś konkretnej grupy, ale zdajemy sobie sprawę, że część z nich pochodzi z krajów Europy Wschodniej. Chcemy,

aby ludzie zrozumieli, że istnieją pewne prawa, a nieznajomość języka nie może być ani barierą w ich łamaniu, ani usprawiedliwieniem. Cała ta kampania ma na celu dotarcie do ludzi, uświadomienie ich, gdyż później, w przypadku złapania osób na piciu alkoholu w miejscach, gdzie obowiązuje zakaz, nie będzie żadnej taryfy ulgowej” - mówi o projekcie inspektor Mark Wheeler z jednostki na Armley. Pomysł popiera wielu sprzedawców mających swoje sklepy w okolicach, będących ulubionymi miejscami pijących „pod chmurką”. „Sam obserwuję, co się czasami tu dzieje. Takie plakaty to dobry pomysł” - przyznał pracownik jednego z marketów „off-licence” na Armley, Rashid Ali. (kg)

© Kneafsey - dreamstime.com

KTOKOLWIEK WIDZIAŁ


7

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

wywiad

Życie w każdej chwili może się skończyć ▪ Francja, Polska, UK - poezja, malarstwo, sztuki teatralne. Jak te światy można połączyć? Jak teraz w nich funkcjonujesz? - Do niczego się nie przywiązuję. Uważam, że życie jest snem i w każdej chwili może się skończyć. Kilka razy nazywany byłem przez niezależne osoby „kameleonem”, bo się zmieniam. Zarówno zewnętrznie, jak i swoje przyzwyczajenia, nawyki oraz rodzaj uprawianej twórczości i miejsca pobytu. Zajmuję się zawsze tym, co tu i teraz, a nie tym, co było lub co będzie. Nie łączę światów. Czasami maluję, wtedy nie zastanawiam się nad pisaniem. Jak coś robię, to konsekwentnie, do samego końca, nigdy nie mieszam. Teraz wydałem tomik wierszy. To etap skończony. Od przyszłego tygodnia przygotowuję się do lutowej wystawy, dużo zadań przede mną. ▪ Opowiedz zatem coś niecoś o swoim malarstwie… - Kiedyś malowałem wyłącznie abstrakcje. Lubiłem grę kolorów. Kilkanaście lat temu, gdy po raz pierwszy pojechałem do Indii, zobaczyłem tam kobiety rozwieszające pranie. Pomyślałem, to tacy sami ludzie jak ja, a jednak inni, dlatego inni, bo mają inne rysy. Rysy ludzkie zdradzają ich pochodzenie, powodują miłość albo

nienawiść. A co by było, gdyby każdy miał taką samą twarz? Czy wtedy zniknęłyby te dziwne zjawiska? I tak namalowałem swój pierwszy obraz pt. „Pranie”. Po latach, malowane przeze mnie postaci dorobiły się przydomku „The Naughties”. W sumie nie wiem czemu - słowo pochodzi od wyrazu „niegrzeczny” oraz od nazwy dekady, pierwszych 10 lat stulecia. W każdym razie po dwóch kolekcjach zobaczyłem, że „The Naughties” stały się częścią mnie, moim stylem. Stały się moimi dziećmi, dodatkowo przynoszącymi dochód. Zostałem więc z nimi i dalej je maluję, zmieniając tylko tematykę kolejnych kolekcji. ▪ Funkcjonujesz w trudnym dla wielu świecie, zdarza ci się wariować? - Mój świat nie jest trudny. Jest piękny. Jestem bardzo prostolinijnym człowiekiem i raczej nie mam problemów. Nie udaję, nie owijam w bawełnę. Psychologowie na pewno wynaleźliby jakąś niedojrzałość emocjonalną. W końcu dorosły człowiek powinien umieć maskować emocje i zachowywać się dyplomatycznie. Świat jest tylko grą dźwięków, obrazów, myśli. Wszystko jest naprawdę bardzo podobne do snu. Emocje przychodzą i odchodzą, pojawiają się sytuacje po to, by po chwili zniknąć. Najlepiej więc

nie dopuszczać do tych złych przez właściwe działania, nie zastanawiać się nad rzeczami, na które nie mamy wpływu i świat przestanie być trudnym. Można bardzo prosto żyć w zgodzie z fajnymi ludźmi. A z tymi, którzy są mniej fajni, albo nie dostrojeni do nas, nie ma sensu się zadawać. I im mniej będziemy kłamać, tym świat będzie łatwiejszy. A może ja po prostu zwariowałem?… ▪ Londyn, czy sądzisz, że jest to twoje ostateczne miejsce? - Nie zastanawiam się zbytnio nad tym, co będzie, bo jutro może nie nadejść. W każdym razie znając mnie, nie sądzę żebym kiedykolwiek osiągnął stan, w którym powiem to jest moje miejsce i tu zapuszczę korzenie. Jestem numerologiczną piątką. Te osoby (jeśli wierzyć numerologii) nigdy nie siadają. Są zawsze w ruchu i tylko w nim mogą odnaleźć swój punkt odniesienia do samych siebie. Przyznam, że myślę o Kanadzie. Jestem coraz starszy i czasami myślę sobie, że może jakiś spokój by mi się kiedyś przydał. Ale to na razie tylko luźne myśli. ▪ Emigracja, w jaki sposób ten termin dotyczy ciebie? - Nie wiem. Ja nie czuję się już od dawna Polakiem czy Francuzem…

fot. F. Rossakovsky-Lloyd - Archiwum prywatne

Rozmowa z Frederickiem Rossakovsky-Lloydem, wielowymiarowym artystą, który utrzymuje się głównie ze sprzedaży obrazów. Anglikiem? Nie. Nie mam korzeni. Wszędzie, gdzie jestem czuję się jednakowo. Nie tęsknię. Nie jestem emigrantem. Emigrant powinien gdzieś przynależeć. Nieprawdaż? ▪ Sztuka to kreacja. Piszesz w bardzo otwarty sposób o sobie… - Artysta zgadza się na dzielenie się sobą z innymi, nie ma prywatności. O artyście się mówi, czasem dobrze czasem źle. Jeśli artysta nie ma do tego dystansu, oszaleje. Pisze otwarcie o sobie, bo nie mam wiele do ukrycia. Zostawiam sobie tylko bardzo intymną prywatność, moje życie partnerskie, słowa które szepczę w stosunku do partnera. Reszta jest własnością wspólną. Poza tym trudno mnie zranić skoro sam przyznaję się do wszystkiego, wrogowie mają małe pole do manewru. Z czego można rozebrać już nagą osobę? Co może ukraść złodziej z pustego domu? Niewiele. Wybierając ten „zawód” zgodziłem się na życie wśród słów o sobie nie zawsze miłych. Jestem szczery tworząc. To mój styl. ▪ Jakie to uczucie, gdy rozstajesz się ze swoim obrazem? - Nie przywiązuję się do nich. Cieszę się, że będzie wisiał gdzieś, u kogoś i że zakres mojej działalności zatacza coraz większe koła. W sumie bardzo lubię

pozbywać się swoich obrazów, co by nie mówić w zamian za nie dostaję pieniądze, a one ułatwiają moje życie. ▪ Twoje artystyczne credo? - Nie mam takiego. Najbliższe zdanie, które od lat cytuję to myśl wypowiedziana przez buddyjskiego Lamę tysiąc lat temu. Żyć i umrzeć bez żalu, oto moja jedyna religia - Milarepa. ▪ Gdzie cię można zobaczyć w najbliższym czasie? Styczeń w Londynie, mała wystawa malarska w House Gallery. Marzec - Nowy York. Kwiecień - Poznań, wieczór autorski w Poema Cafe. Maj trzy wystawy w Polsce, czyli Poznań, Warszawa, Gdańsk… Rozmawiał: Adam Siemieńczyk

REKLAMA

Uzyskaj

£200 polecając nas znajomym

quality_claims_doubleAD_good.indd 2

8/25/2011 4:12:44 PM

quality_claims_doubleAD_good.indd 3

8/25/2011 4:12:44 PM


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

8

strefa gracza

Gry jutra, czyli zapomnij o chwili wolnego Najbliższe 11 miesięcy, pod względem produktów, mających ukazać się na rynku gier komputerowych, to istny szał dla mózgów! Od niepamiętnych czasów, bowiem ich twórcy, nie rozpieścili swoich podopiecznych tak mocno, jak to mają zamiar uczynić w tym roku…

K

Diablo III

fot. www.diablo3.com, www.masseffect.com/me3, www.far-cry.ubi.com, www.guildwars2.com, www.eu.battle.net/wow

Far Cry 3

Guild Wars 2

Mass Effect 3

oncentrując się na wielkich tytułach, tych mniej osławionych i kompletnie nieznanych, bądź wyczekiwanych tylko przez koneserów i maniaków, naliczyłem w sześciu głównych kategoriach, czyli gry akcji, przygodówki, MMO, RPG, strzelanki i strategie 147 tytułów! Jeśli dodamy do tego produkty o charakterze sportowym oraz gry muzyczne, puzzle czy SIM, będzie to kolejne ponad 20 gier, czyli w sumie jakieś 170 tytułów, które zaleją świat niczym Wezuwiusz antyczne Pompeje. W świetle takiej erupcji, nam biednym użytkownikom, nie pozostaje nic innego, jak tylko wygrać na loterii, porzucić wszelkie obowiązki i udać się na wieczne wakacje, oznaczające egzotyczne krainy, drinki z palemką, dostęp do internetu i dobry laptop na kolanach, by móc chociaż część z tych smakowitych kąsków ogarnąć. Inaczej będzie bardzo trudno… Oddanemu graczowi, w wierności (skoro już zacząłem używać terminologii starożytnej to pociągnę dalej) kroku dotrzymać mogłaby już chyba tylko Penelopa wyglądająca na rozpustnego Odyseusza. Na największy, najbardziej wyczekiwany tytuł tego roku, „Diablo III”, jego entuzjastom, przyszło czekać lekką ręką licząc 11 lat! Nie mam wątpliwości, że owo odcięcie od świata Sanctuary, będące bądź co bądź torturą sprawi, że trzecia część gatunku mrocznej fantasy, erpegów akcji i gier typu „hack and slash” oraz „dungeon crawl” rozwali rynek od środka, zgarnie wszystkie możliwe nagrody i niejednego przyprawi o ekstatyczną eksplozję trawionych oczekiwaniem w celibacie jąder. Już niedługo moi drodzy, niedługo… według napływających z Blizzard Entertainment doniesień,

„Diablo III” pojawi się na wiosnę. Ponieważ poświęciłem już całą kolumnę na owo cacko, tylko w wielkim skrócie przypomnę, że uderzenie tajemniczej komety w miejsce, gdzie niegdyś pojawił się Diablo, ponownie wyrwie demony ze snu, dając graczom ogromną paletę nowych możliwości. W „Diablo III” będzie można dodawać kamienie runiczne do jakiejkolwiek się zechce umiejętności, co wzmocni je na niespotykaną dotąd skalę. Walki, same w sobie staną się jeszcze szybsze, wymagające jeszcze sprawniejszych rąk we władaniu klawiaturą i myszką. Poprawione zostaną również kontrolki. Nastąpi modernizacja systemu zarządzania inwentarzem i samą postacią. Drzewa talentów będzie można zmieniać w każdej chwili, tak by móc nieco poeksperymentować, a przedmioty będą mogły migrować pomiędzy poszczególnymi postaciami. Tym samym, gracz zyska więcej czasu na uganianie się za wrogiem. Obok Wizarda, Witch Doctora, Demon Huntera i Monka, pojawi się piąta klasa postaci, niejaki Barbarian. Każdej z nich, zmieniono system walki i dodano unikalne zdolności regeneracyjne. Naszym bohaterom towarzyszyć będą tzw. Followers w osobach Czarodziejki, Łajdaka i Templariusza, a także napotkani po drodze rzemieślnicy. Wraz z rozszerzeniem poziomów trudności trybów rozgrywki o brutalne Inferno (wcześniejsze to Nightmare i Hell) pojawią się bardziej krwiożercze potwory i potężniejsze przedmioty. Nie zabraknie także arenek do walk Player vs Player. I tak mógłbym opowiadać przez wiele godzin… Sporo namieszać może, mająca ukazać się w tym

samym czasie trzecia część przygód komandora Sheparda, ze swoim spektakularnym intergalaktycznym finałem. Tworzona przez BioWare, a wydawana przez Electronic Arts „Mass Effect 3”, chociaż pozwoli wspomnianemu wojakowi udać się na zasłużony odpoczynek, to z pewnością nie będzie ostatnią częścią serii. Patrząc na udostępnione przez twórców gry filmiki z rozgrywek, już widać, że grafiką, mechaniką postaci i muzyką, trójka powali. Jeśli graliśmy w poprzednią część i mamy możliwość zaimportowania jej stanu do następniczki, podjęte przez nas wcześniej decyzje, wpłyną na jakieś tysiąc zmiennych i mogą przyczynić się nawet do wyginięcia całych cywilizacji. A skoro zapowiedziano także możliwość nawiązania romansu pomiędzy męskimi postaciami… koniec ludzkości istotnie może być bliski. Wśród pączków okraszonych lukrem „first person shooter” pojawią się w tym roku takie tytuły, jak: - rozgrywająca się w przestworzach roku 1912 gra „BioShock

Infinite”, w której wcielając się w postać znanego z niesubordynacji eks-detektywa Bookera DeWitt'a, będziesz musiał odszukać przetrzymywaną od 12 lat w Columbii młodą Elizabeth, - „Dishonored”, niezbędnik o tym, jak używać swoich narzędzi, czyli 100 efektownych sposobów na uśmiercanie ludzi, wejście w posiadanie ich dóbr i skuteczne pozbywanie się ciała, - „Far Cry 3”, umiejscowiona poza granicami cywilizacji wyspa, gdzie rządy dyktuje piractwo, niedola ludzka, używki i broń, jednym słowem, będziesz potrzebował więcej niż szczęścia, by przeżyć w tych tropikach. Bardzo wiele do zaoferowania, będzie miała półka z produktami MMO, bowiem możemy liczyć na około 25 tytułów, wśród których pierwsze skrzypce zagrają z pewnością „Planetside 2” oraz również druga część, znakomicie przyjętej przez graczy i krytykę gry „Guild Wars”, jak również nie da się ukryć, że kolejny dodatek do „World of Warcraft: Mists of Pandaria”, który budzi wiele kontrowersji, zwłaszcza wśród weteranów WoW-a. A skoro już o nim mowa, to świat strategii zawojuje z pewnością niezależna, a jednak mimo wszystko kontynuacja gier „Warcraft III: Reign of Chaos” oraz „The Frozen Throne” i „Defense of the Ancients” - „Dota 2”, będąca obecnie na wszystkich językach wielbicieli świata fantasy i akcji. Każdy ma swojego bzika, każdy jakieś hobby ma, a mnie skręca z ekscytacji oczekiwanie na „Fallout Online” i „Counter-Strike: Global Offensive”. Kto by przypuszczał, że drzemią we mnie takie pokłady sentymentalizmu?…

(Llesh)

WoW: Mists of Pandaria REKLAMA


9

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

pewnie, że możesz

Nie daj się depresji Ostatnio pisałam o tym, jak brak ruchu wpływa na obniżenie nastroju, które w skrajnych przypadkach może u niektórych osób przerodzić się w depresję. Dostałam od was wiele e-maili, dotyczących właśnie tego tematu…

D

wudziestotrzyletnia Ala pisze: „Czuję się od kilku miesięcy beznadziejnie. Nic mi się nie chce, płaczę bez powodu, najchętniej tylko bym spała. Nic mi nie wychodzi i mam wrażenie jakby moje życie się skończyło, a ja po prostu nie wykorzystałam swojej szansy. Teraz jest już za późno na cokolwiek. Nic już w życiu nie osiągnę. Najgorsze w tym jest, że nikt mnie nie rozumie i mam wrażenie, że moi bliscy już nie mogą na mnie patrzeć. Nie rozumiem, z czego ludzie wokół mnie się cieszą. Co mi jest? Dlaczego inni radzą sobie i nie mają takich problemów? Czy ja jestem wariatką?” Każdy z nas w ciągu życia przeżywa okresy bezradności, smutku, poczucia, że się do niczego nie nadaje. Wszystko dookoła przestaje sprawiać radość, przyszłość jest czarna. Ten stan jednak nie utrzymuje się długo, szybko mija i człowiek wraca do swojego normalnego zachowania. O depresji będziemy mówić, kiedy ten stan będzie się utrzymywał przez tygodnie, praktycznie bez przerw przez 24 godziny w ciągu doby. Dodatkowo pojawią się co najmniej cztery z poniższych objawów: - spadek wagi w ciągu miesiąca o 5% lub codzienny brak apetytu nie spowodowany żadną dietą ani innymi przyczynami medycznymi, - zaburzenia snu, czyli zbyt duża senność lub przeciwnie niemożność spania - bezsenność, - ciągłe uczucie zmęczenia, braku jakiekolwiek energii, - trudności w podejmowaniu nawet najprostszych decyzji dnia codziennego oraz kłopoty z utrzymaniem koncentracji, - rozmyślanie o śmierci. Często objawy depresji nie są tak oczywiste, jak również ich występowanie nie jest równoważne z diagnozą depresji, mogą bowiem świadczyć tylko na przykład o znaczącym obniżeniu nastroju. Jakakolwiek jest diagnoza nie należy

ignorować symptomów i najlepiej skontaktować się z psychologiem. Zdarza się dość często, że osoby depresyjne doświadczają też różnego typu bóli i dolegliwości. Oprócz zaburzeń snu i braku apetytu, mogą skarżyć się na zaburzenia popędu seksualnego, bóle głowy, krzyża, brzucha, kołatanie serca oraz ogólne poczucie utraty sił, poczucie lęku i niepokoju.

Depresja ma bardzo mocne podłoże dziedziczne. Niestety już u dzieci mogą pojawić się pierwsze objawy depresji. Wśród dzieci i młodzieży cierpiących na depresję, u jednego na pięciu nastolatków i u jednego na troje dzieci poniżej jedenastego roku życia, okazuje się ona pierwszym objawem depresji dwubiegunowej, która dopiero po latach zostaje diagnozowana.

Jadwiga pisze z kolei: „Wiele lat temu została u mnie zdiagnozowana depresja dwubiegunowa. Leczyłam się psychiatrycznie, chodziłam na terapię. Dziś jestem zdrowa. Mam syna w wieku 12 lat i zauważyłam, coś dziwnego w jego zachowaniu. Bardzo przypomina mi mnie z okresu mojej depresji. Czy to możliwe, aby i on ją miał? Czy ma ją przeze mnie? Czy jest to choroba dziedziczona? Bardzo się o niego martwię” i jeszcze jeden fragment listu: „Cieszę się, że tak wiele mówi

się na temat depresji. Sam wiem, jak straszna jest to choroba. Mój tata na nią wiele lat chorował. Popełnił samobójstwo. Czy ja też mogę na nią zachorować? - Jacek”. Depresja ma bardzo mocne podłoże dziedziczne. Niestety już u dzieci mogą pojawić się pierwsze objawy depresji. Wśród dzieci i młodzieży cierpiących na depresję, u jednego na pięciu nastolatków i u jednego na troje dzieci poniżej jedenastego roku życia, okazuje się ona pierwszym objawem depresji dwubiegunowej, która dopiero po latach zostaje diagnozowana. Osoby nią dotknięte mają zazwyczaj krewnych z podobnymi objawami. W rodzinach, gdzie występuje depresja lub inne choroby lękowe, zachodzi zwiększone ryzyko wystąpienia samobójstw, nadużywania alkoholu, narkotyków lub lekarstw. Badania epidemiologiczne wykazują, że jeżeli w rodzinie wystąpiła depresja dwubiegunowa (jednym biegunem jest depresja pojawiająca się cyklicznie na przemiennie ze stanem manii, czyli stanu niekontrolowanego podniecenia psychicznego i fizycznego), ryzyko jej powtórnego wystąpienia u krewnego pierwszego stopnia (rodzeństwa, dzieci lub rodziców) wynosi 28%, depresji 4-15%. Jeżeli oboje rodzice cierpią na depresję, to ryzyko że podobnie dotknięte będą ich dzieci wynosi 55-80%. Jeżeli tylko jedno z rodziców ma depresję (bez względu czy jest to matka czy ojciec) to ryzyko jest o wiele niższe i spada do około 30%. W badaniach bliźniąt jednojajowych zaobserwowano, że jeśli jedno z nich zapada na depresję dwubiegunową, to ryzyko, że i drugie z nich będzie chorowało, wynosi w zależności od badań 67-100%, bez względu na to, czy były wychowywane przez tych samych lub innych rodziców. Powyższe badania pokazują jest jeszcze jeden ważny aspekt całego schorzenia. To mianowicie, że podłoże genetyczne depresji dwubiegunowej

REKLAMA

Sprostowanie W poprzednim wydaniu gazety, przy artykule na temat XX Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wszelkie zdjęcia pochodzące ze sztabu Poland Street w Londynie wykonał Maciej Cieślak. Przepraszamy autora za niedopatrzenie. Redakcja TPO

         

Tel.  +44  7958  170  819     Tel.  +48  603  413  769    

jest o wiele mocniejsze niż depresji jednobiegunowej, której objawy opisałam w dzisiejszym artykule. Na to, czy ktoś z nas zachoruje, czy też nie, bez względu na wyposażenie genetyczne wpływa wiele czynników. To właśnie ich unikalna kombinacja predysponuje nas do depresji. Tryb życia, jaki prowadzimy, umiejętność wychwytywania pierwszych symptomów i radzenia sobie z nimi może w skuteczny sposób powstrzymać ją przed rozwinięciem się. Jeśli masz wątpliwości, nie wiesz, jak sobie poradzić w takich sytuacjach, nie czekaj i udaj się po poradę do specjalisty. Nie ma potrzeby, abyś sam przez depresję przechodził. Nadal zachęcam do dzielenia się swoimi przemyśleniami. Piszcie na adres: aga_major@yahoo.com Agnieszka Major REKLAMA

* Autorka jest psychologiem, coachem, certyfikowanym trenerem NLP, a także konsultantem programu NHS „Stop smoking”. W ramach prywatnej praktyki (NLPGate.co.uk) pomaga w poszukiwaniu ukrytych zasobów u wszystkich tych, którzy pragną dokonać zmian w swoim życiu lub poprawić jego jakość, prowadząc coaching, terapię indywidualną, par i grupową, warsztaty rozwoju osobistego, hipnoterapię i doradztwo psychologiczne. Współzałożycielka i były prezes PPA. Jeśli chcesz skutecznie rzucić palenie zgłoś się do Polskiej Kliniki Rzucenia Palenia przy PPA/Kick it/ NLPGate pisząc na info@nlpgate. co.uk lub dzwoniąc pod numer telefonu 07832376622. Serwis jest darmowy, refundowany przez NHS.


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

10

historia

Jedyny świadek zbrodni katyńskiej To postać wybitna, choć znana raczej historykom i pasjonatom. Większość Polaków nigdy nie słyszała o Stanisławie Swianiewiczu, jedynym świadku zbrodni katyńskiej, wybitnym naukowcu, pisarzu i prawniku, który zmarł na emigracji w Wielkiej Brytanii. Był autorem książki „W cieniu Katynia”.

U

rodził się 7 listopada 1899 roku w Dyneburgu (Łotwa), w rodzinie szlacheckiej o bogatych tradycjach patriotycznych. Pradziadek Swianiewicza został stracony przez władze carskie za udział w powstaniu listopadowym. Jego dziadek i stryj, brali udział w powstaniu styczniowym. Rodzice Stanisława z racji swojego wykształcenia zajmowali wysoką pozycję społeczną - ojciec był inżynierem kolejnictwa i piastował stanowisko naczelnika odcinka kolejowego Dyneburg-Orzeł, matka była absolwentką szkoły dla szlachetnie urodzonych panien w Wilnie. Sam Swianiewicz, już jako dziecko władał trzema językami: polskim, rosyjskim i niemieckim. Warto podkreślić, że fakt, iż wychowywał się na pograniczu kultur sprawił, że był on bardzo życzliwie nastawiony do narodu i dziedzictwa rosyjskiego, co spowodowało, że w późniejszym etapie swojego życia, przez jakiś czas, miał dość naiwne podejście do władzy sowieckiej. Po ukończeniu szkoły średniej zapisał się na wydział prawa Uniwersytetu Moskiewskiego, studiował tam również nauki społeczne oraz ekonomię. Jednocześnie działał konspiracyjnie w polskim ruchu niepodległościowym. Kiedy w 1917 roku, bolszewicy rozpoczęli rewolucję październikową, Swianiewicz wyjechał z Moskwy. Dwa lata później za zasługi w konspiracji, mianowano go komendantem Polskiej Organizacji Wojskowej w Inflantach, skąd później przedostał się do Wilna, gdzie walczył w wojnie z bolszewikami. Ma na swoim koncie, także udział w słynnym buncie generała Lucjana Żeligowskiego i jeszcze słynniejszym „marszu na Wilno”. Jeszcze podczas wojny, zapisał się na wydział prawa wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego. Zaliczono mu studia moskiewskie, dzięki czemu, mógł zacząć naukę od II roku. Po ukończeniu edukacji w Wilnie, studiował jeszcze w Paryżu, Wrocławiu oraz w Kilonii. Na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej, prezydent

Mościcki mianował go profesorem nadzwyczajnym. Związany cały międzywojenny czas z Uniwersytetem Stefana Batorego, zajmował się analizą gospodarki sowieckiej (radzieckiej). Był rów-

Stanisław Swianiewicz urodził się 7 listopada 1899 roku w Dyneburgu (Łotwa), w rodzinie szlacheckiej o bogatych tradycjach patriotycznych. Już jako dziecko władał trzema językami: polskim, rosyjskim i niemieckim. Warto podkreślić, że fakt, iż wychowywał się na pograniczu kultur sprawił, że był on bardzo życzliwie nastawiony do narodu i dziedzictwa rosyjskiego.

nież członkiem Instytutu Naukowo-Badawczego Europy Wschodniej - niezależnej od państwa placówki, skoncentrowanej na problemach tej części Europy, a także Instytutu Europy Wschodniej we Wrocławiu, poprzez który organizował wymianę studentów z uniwersytetami niemieckimi. Kiedy zetknął się ze wschodzącym faszyzmem niemieckim rozpoczął pionierskie studia porównawcze gospodarek dwóch totalitarnych krajów - ZSRR i III Rzeszy. Jego stosunek do nazizmu był zdecydowanie negatywny, ale obiektywnie doceniał szybki rozwój gospodarki niemieckiej, dzięki stosowanej tam polityce interwencjonizmu państwowego. Swianiewicz śledzący na bieżąco procesy gospodarcze i społeczne w Niemczech sprzeciwiał się oficjalnej polskiej propagandzie negatywnie „podkręcającej”

Tu zaczyna się „katyński etap” biografii Stanisława Swianiewicza. Najpierw trafia do obozu przejściowego w Putywlu, a następnie do Kozielska. Szybko zdaje sobie sprawę, że jest to obóz śledczy NKWD, w którym każdy polski wojskowy jest osobno rozpracowywany. Pod koniec kwietnia 1940 roku, wraz z transportem innych jeńców trafia do stacji Gniezdowo, koło Katynia, jednak ku swojemu zdziwieniu, nie zostaje wyprowadzony wraz z innymi oficerami z pociągu. Przez szparę w ścianie wagonu obserwował, jak umieszczano innych w autobusach z oknami zasmarowanymi wapnem i wywożono dalej w nieznanym mu wówczas kierunku. Warto dodać, że Swianiewicz jeszcze długo po tym, jak już było wiadomo, co się stało z jego współtowarzyszami, nie mógł uwierzyć, że dokonano tak masowej, bestialskiej zbrodni. Spod Katynia trafił do więzienia w Smoleńsku, a następnie do cieszącego się ponurą sławą więzienia NKWD na moskiewskiej Łubiance i więzienia na Butyrkach. Podano go tam śledztwu, które trwało kilka miesięcy. Został skazany na osiem lat łagru w republice Komi, za „szpiegostwo przeciw ZSRR”.

*** Jest sierpień 1941 roku, zostaje podpisany układ Sikorski - Majski. Na jego mocy władze ZSRR zwalniają z łagrów większość Polaków, ale nie Swianiewcza. NKWD zdaje sobie sprawę bowiem, że jest on jedynym świadkiem zbrodni katyń-

Kiedy zetknął się ze wschodzącym faszyzmem niemieckim rozpoczął pionierskie studia porównawcze gospodarek dwóch totalitarnych krajów - ZSRR i III Rzeszy. Jego stosunek do nazizmu był zdecydowanie negatywny, ale obiektywnie doceniał szybki rozwój gospodarki niemieckiej, dzięki stosowanej tam polityce interwencjonizmu państwowego.

kiej. Trafia z powrotem do łagru. Na skutek różnych, mniej i bardziej oficjalnych zabiegów polskich dyplomatów, Stanisław Swianiewicz opuszcza obóz i trafia do armii generała Andersa, któremu natychmiast składa obszerną relację z tego, czego był świadkiem, nie pomijając „epizodu katyńskiego”. Choć udało się Swianiewicza wyciągnąć z łagru, to pojawiły się trudności z opuszczeniem ZSRR. W końcu udało mu się wyjechać wraz z profesorem Stanisławem Kotem i częścią personelu ambasady RP w Kujbyszewie.

W 1948 roku, ukazuje się w Wielkiej Brytanii książka pod tytułem „Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów”, która staje się najpełniejszym oskarżeniem wobec sowieckiego reżimu w sprawie zbrodni. Zredagowali ją: Zdzisław Stahl i Józef Mackiewicz, a wstępem opatrzył sam generał Władysław Anders… *** Jak wyglądały dalsze losy jedynego świadka zbrodni katyńskiej? Pozostał na emigracji, zamieszkał w Londynie. Rozpoczął pracę naukową. Wykładał w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Indonezji. Najdłużej był związany z Saint Mary's University w Halifaksie. Po 18 latach połączył się ze swą żoną, której udało się opuścić Polskę po październikowej odwilży w 1956 roku. Rodzina przeżyła wojnę w Wilnie, zaś potem osiadła w Tczewie szczęśliwie nie niepokojona przez władze pomimo tego, że postać Swianiewicza pojawiała się w wielu procesach politycznych. Ze względu na dobro bliskich, zeznania przed powołaną we wrześniu 1951 roku, specjalną komisją Kongresu USA do spraw zbadania zbrodni katyńskiej, składał występując w masce. W latach 70. w Londynie, przed wyjazdem do Danii na tzw. „przesłuchania sacharowskie” (nazwa pochodzi od nazwiska Andrieja Sacharowa, radzieckiego dysydenta - przyp. red.), dotyczące naruszania praw człowieka w krajach bloku wschodniego i tuż przed wydaniem książki o Katyniu, na pustej ulicy przeżył zamach na swoją osobę - otrzymał cios w tył głowy od nieznanego sprawcy. Ostatnie lata swojego życia, profesor spędził w Domu Kombatanta „Antokol” Polskę odwiedził tylko raz, latem 1990 roku, gdy przyjechał na ślub wnuka. Zmarł 22 maja 1997 roku w Londynie, a pochowany został w Halifax. (C.Z.)

Butyrki - więzienie przejściowe i śledcze w Moskwie, służące także do przetrzymywania więźniów politycznych.

Masowy grób oficerów - ekshumacja 1943, Katyń. wikipedia

relacje polsko-niemieckie, widział bowiem dysproporcję sił pomiędzy III Rzeszą, a Krajem nad Wisłą. Ta postawa sprawiła, że część przedstawicieli władz RP, posądzała go nawet o germanofilstwo. Kiedy Hitler napadł na Polskę, Stanisław Swianiewicz trafił na pierwszą linię frontu. Brał udział między innymi w bitwie pod Krasnobrodem, która skończyła się klęską. Próbując przedrzeć się do granicy węgierskiej, został pojmany przez czerwonoarmistów.


11

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

poezja londyn

Dostrzec drugiego człowieka fot. Joanna Janda - Archiwum prywatne

„Z prawdziwą przyjemnością przeczytałem (zobaczyłem, uśmiechnąłem się) Pani wiersze. Są one co prawda troszkę pod chmurką Jasnorzewskiej, ale to nie jest zła okolica! Delikatne liryki, świadomie igrające kruchością, wzruszeniem, czułością dla przyrody. Piszę to bez żadnej presji. Tak to widzę” - skomentował jej twórczość Leszek Długosz… rz. kat. w Brzeżanach z dnia 12 lutego 1909 roku” wynika, że pradziadkowie mieli dwóch synów i siedem córek. Ich pierworodny - Apolinary, to w prostej linii dziadek, czyli ojciec mamy Joanny.

P

o uzyskaniu austriackiego obywatelstwa Joanna Janda, bo to o niej mowa, we wrześniu 1985 roku, zamieszkała z rodziną w Wiedniu na stałe. Jej prababka ze strony matki, rodowita Wiedenka, poznała na jakimś balu, czy podczas kwesty na cele dobroczynne, Galicjanina z rodu Litwińskich, zakochała się i wyszła za niego za mąż w roku 1880, przenosząc się z ówczesnej stolicy Austro-Węgier do Lwowa. Z istniejącego „Wyciągu z ksiąg metrykalnych Urzędu Parafii REKLAMA

Co mówi o sobie? „Jestem estetką umiejącą dostrzec piękno, często ukryte w szarzyźnie codzienności i subtelność zapisu pióra, dotknięcia pędzla, czy dźwięku instrumentu muzycznego. Już w latach szkolnych próbowałam wyrazić swoje impresje w rysunku, obrazie malowanym pastelami, czy w prostym zapisie prozą poetycką. Moja emigracja nie ma związku ze zmianą miejsca zamieszkania, nie można jej odnieść do nowego, nieznanego otoczenia, obco brzmiącego języka, innego sposobu myślenia, odczuwania, przekazywania myśli… Moja emigracja rozpoczęła się w dniu śmierci mojego ojca, wspaniałego przyjaciela i mentora. Jest to więc

emigracja emocjonalna i tylko o takiej mogę mówić. (…) Mieszkając poza granicami kraju rodzinnego nie straciłam własnej osobowości ukształtowanej przez rodzinę, w której rosłam i wychowywałam się, a która nauczyła mnie właściwego rozumienia kanonów religii katolickiej, pokazała co znaczy szacunek dla życia i bliźniego, wyczuliła moją uwagę na właściwe postrzeganie piękna”… Jej „przygoda z piórem” rozpoczęła się około 2003 roku, kiedy postanowiła spisać historie opowiadane przez jej, nie żyjącego już wtedy, ojca. Wiedziała, że to jedyna możliwość przekazania następnym pokoleniom, całej prawdy o tym wspaniałym człowieku. Tak, w oparciu o zapamiętane fakty, odnalezione dokumenty i fotografie, a także relacje byłych działaczy Obwodu Buczacz AK, powstały w roku 2006 „Wspomnienia mojego ojca obrazami pamięci malowane”.

Rok 2009, zaowocował z kolei wydaniem powieści o tematyce współczesnej pt. „Kłamczucha”. „Ta ciepła, pełna niespodziewanych zwrotów akcji opowieść pokazuje, że warto mieć marzenia i warto o nie walczyć, choćby cały nasz dotychczasowy świat miał legnąć w gruzach. Przecież historia baśniowego Kopciuszka może spotkać każdą z nas” - pisał o książce jej wydawca, a w roku 2011, nastąpiła kontynuacja tej powieści. „Uważam, że wszyscy, niezależnie od dźwiganego bagażu lat, jesteśmy trochę, jak małe dzieci oczekujące pochwał, głaskania i całusów. Nie oszczędzajmy więc tego naszym bliźnim. Starajmy się dostrzegać ich walory, pozytywne działanie, a czasami chociażby tylko sam fakt ich istnienia obok nas. Może się to wydawać mało znaczące, a jednak tak nie jest. Nauczmy się dostrzegać drugiego Człowieka”. Jak wiele prawdy kryje się w twych słowach Joanno…

Adam Siemieńczyk poezja@mail.com 0 7939 965 569

Wiersz ODCHODZISZ MAMO zamknięta w pułapce zwykłej pergaminowo-kruchej prawdy poddana przemijaniu z ciekawością zaglądasz w znak zapytania ukryty w słowie agonia wstępujesz niepewnie w wierze ostrożna na wzór niewiernego Tomasza dotykasz pragmatycznie tasując po swojemu drogę w niesprawdzone credo (17.01.2010) Autorka: Joanna Janda


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

12

opowiadanie

w naszym angielskim domu Janusz Młynarski

B

Pakistańczyk niszczy moje wiano. Lot kapusia na drabinie. Kto jest u siebie? Drabina raz jeszcze. Gdzie jest robot z dzbankiem? Mały Chińczyk w kolanie.

łąd i tym samym pech Pakistańczyka, polegał na tym, że znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Tym nieodpowiednim miejscem, były drzwi mojego pokoju, w których wyżej wymieniony miał nieszczęście się pojawić. Zanim zdołał coś powiedzieć, otrzymał od Bena cios, znany w terminologii bokserskiej, jako prawy prosty. Uderzenie padło na tzw. punkt, czyli między oczy, więc Pakistańczyk zatrzymał się na lodówce, z której na głowę poleciało mu całe moje wiano - talerze, sosjerki, salaterki i sztućce, pojemnik z chlebem oraz słoik z kapustą osobiście przeze mnie kwaszoną. Tu przy okazji odnotuję pewien cud, który się wydarzył podczas owego incydentu. Otóż żadne z tych kruchych naczyń nie uległo najmniejszemu zniszczeniu, choć wszystkie sięgnęły podłogi, twardej przecież, z wysokości 180 cm! Zresztą, nawet gdyby się potłukły, to widok donosiciela je zbierającego, któremu chętnie sam bym przyłożył, był tego wart. Na tym jednak się nie skończyło. Kiedy Pakistańczyk odzyskał wreszcie pozycję względnie horyzontalną, otrzymał od Bena kopa w zadek, skutkiem czego, drobny, mały „kablarz” wpadł na drabinę (moją zresztą) i wraz z nią, upadł na schody, którymi - już bez niej - potoczył się w kierunku swojego miejsca zamieszkania. Rumor, który wyzwolił się przy tej całej akcji sprawił, że ze swoich pokojów powychodzili inni lokatorzy, których obudził hałas. Starałem się nie pokazywać za bardzo na oczy, ponieważ Ben rozjuszony ich widokiem, nie omieszkał wystosować wobec nich, kilku mocno rasistowskich komentarzy. - My tu jesteśmy u siebie i możemy robić, co się nam podoba! To był najdelikatniejszy, innych nie przytoczę, bo zamkną Bena, mnie oraz gazetę, za propagowanie wiadomo czego. Lokatorzy pozbierali swojego współplemieńca, a ja zacząłem polemizować z Benem w kwestii bycia „u siebie”, bo przecież Ben, to południowy Afrykańczyk, biały, a nawet blady, ale nie Brytyjczyk, ponieważ nie posiada obywatelstwa, podobnie, jak moja współmieszkanka oraz Viktoria. Ben przekonywał mnie, że nie mam racji. Twierdził on bowiem, że pochodzi z angielskiego rodu M. który w XIX wieku wyemigrował do obecnej RPA, więc jego ojczyzną jest de facto Anglia, a skoro tak właśnie jest, to on jest Anglikiem i jako syn Albionu ma prawo decydować, kto może na jego ziemi przebywać, a kto nie. W związku z tym, uznaje mnie on za Anglika, jak również moją koleżankę oraz Viktorię. Po tej rozmowie wyszedł na

korytarz i krzyknął, że ostatni raz toleruje takie zachowanie cudzoziemców w swojej ojczyźnie: - Dajemy wam pracę, nieograniczone możliwości i macie być nam wdzięczni, a jak się nie podoba, to wynocha! Kwestię tę Ben przetykał obficie przerywnikami zaczynającymi się na literę „f”. Po tym ostrzeżeniu udał się do pokoju Viktorii i zasnął. Zasnęła też moja koleżanka, ale mnie mimo prób, w ogóle się to nie udawało. Nie pomogły nawet tabletki nasenne, wprost przeciwnie - dodały mi energii i odpędziły sen. Wziąłem się więc za czytanie „Dziejów” Herodota, kiedy usłyszałem delikatne stukanie do drzwi. To była Viktoria, nie mogła zasnąć podobnie jak ja, więc poprosiła o tabletkę na sen. Posiedziała

Gotowałem ryż, kiedy do kuchni wszedł jakiś śniady, kompletnie mi nieznany facet, objuczony reklamówkami pełnymi produktów żywnościowych. Otworzył m-o-j-ą (!) szafkę i zaczął sobie te produkty w niej układać. Najpierw miałem zamiar trzasnąć go w łeb chochlą, którą mieszałem ryż, ale zrezygnowałem, bo przedmiot ten był nowy i nie chciałem go połamać, poza tym „śniady” miał gabaryty sporego buhaja i nie tylko nie odniósłby uszczerbku, ale mógłby oddać.

chwilę i wyszła mówiąc na odchodnym, że trochę się boi reakcji Omara na tę całą akcję i ma obawy, że straci mieszkanie. Uspokoiłem ją, że przecież to nie ona, tylko Ben, obiecałem też, że porozmawiam z Omarem, co zresztą uczyniłem kilka chwil później udając się do sklepu po ogórki. Omar dopiero co otworzył, ale już o wszystkim wiedział, bo mały kapuś zdążył przyjść przede mną. Wyłuszczyłem mu całą sprawę wyjaśniając, że nie było żadnych hałasów, że ten przylazł, bo go podnieca to, kto z kim śpi. Powiedziałem, że Ben - jako ty-

powy Anglik - jest nieprzyzwyczajony do zakłócania prywatności i zareagował agresją na agresję. Omar chyba też nie lubił tego gnojka, bo przyjął moją wersję, a jemu powiedział, żeby nie drażnił lokatorów. *** Obudziłem się o po 9:00, tym razem rano, z postanowieniem natychmiastowego wbicia się pod prysznic. Będąc w holu zauważyłem, że czegoś mi brakuje. Przy wejściu na piętro, na którym mieszkam, widoczne było puste miejsce, a przecież stała tam zawsze aluminiowa, rozkładana drabina, przy pomocy której wchodziłem na dach, kiedy miałem zamiar zażyć kąpieli słonecznych. Owszem, pamiętałem, że drabina poleciała schodami w dół, razem z kopniętym donosicielem, ale przecież, kiedy zadyma ucichła zaniosłem drabinę na miejsce. Cholernie nie lubię, jak ktoś mi kradnie cokolwiek i myślę, że tak skonstruowana jest większość ludzi na świecie. Toteż zamiast do łazienki, udałem się na parter w celu wyjaśnia sprawy zniknięcia drabiny. Wskutek logicznego rozumowania, które czasami mi się zdarza, doszedłem do wniosku, że drabina, jeśli już opuściła wyznaczone jej miejsce, to drogą prowadzącą w dół, bo nie chciało mi się wierzyć, żeby złodzieje wtargnęli przez dach ryzykując swoje nikczemne żywoty. Na parterze panował hałas i bałagan, by nie rzec - burdel. Jakieś puszki i wiadra z farbami, wałki, „srałki”, pędzle, zrolowane chodniki, deski, deseczki, listeweczki, wióry, a wszystko to wymieszane do granic niemożliwości. Z trudem utorowałem sobie drogę do jednego z pokojów, skąd dobiegała mnie rozmowa w niezrozumiałym języku oraz muzyka z obcego mi kręgu kulturowego. W ogóle to biła z tego miejsca niesamowita jasność, choć na zewnątrz było pochmurno. Była to zasługa jasnopomarańczowej farby, którą rozprowadzał jakiś osobnik stojący na mojej drabinie. W pierwszej chwili miałem wątpliwości, czy to moja, ponieważ była… pobrudzona farbą, ale zapytałem: - Kto ci pozwolił wziąć moją drabinę bez pytania. - Stała na korytarzu, to wziąłem. Na moim korytarzu, na m-o-i-m! powiedziałem z naciskiem. - A z mojego korytarza nikt nie ma prawa brać czegokolwiek, bez mojej zgody. Facet machał sobie wałkiem, mając najwyraźniej gdzieś to, co do niego mówiłem. - Czy ty w ogóle mnie słuchasz? - W ogóle tak - odpowiedział bezczelnie. - Więc dlaczego nie zapytałeś? Nie spieszył się zbytnio z odpowie-

dzią i kiedy już miałem zepchnąć go z drabiny odrzekł spokojnie: - Bo nie wiedziałem, czyja to jest? - A samochody na parkingach? Przecież też nie wiesz czyje są i co, bierzesz je sobie? Znów cisza i po dłuższej chwili: - Nie, bo to była kradzież, a drabinę tylko pożyczyłem. Nie miałem już siły dyskutować, ale też nic sensownego nie przycho-

Mam uszkodzony narząd ruchu, czyli kolano. Jest tak opuchnięte, że nie mogę włożyć spodni (a sukienek nie mam). Wszystko przez małego Chińczyka, który pędząc na hulajnodze był uprzejmy zderzyć się z moim kolanem. Jedyne, co mnie cieszy to to, że skośnooki bachor sam się nieźle porozbijał, a może nawet coś sobie złamał… dziło mi do głowy. No, ale skoro już byłem na parterze, to przebiłem się do kuchni, by zabrać z szafki dzbanek z podziałką, jako, że musiałem sporządzić odżywkę dla moich kwiatów, a to z kolei wymagało zastosowania bardzo ścisłych proporcji. Zajrzałem wreszcie do tej szafki, a tam „ni chu, chu”, pusto! Sądząc, że ma to związek z „drabiniarzem” udałem się do niego, ale ten żarliwie odżegnał się od tego. Jakieś dwie godziny później gotowałem ryż, wszedł do kuchni jakiś śniady, kompletnie mi nieznany facet, objuczony reklamówkami pełnymi produktów żywnościowych. Otworzył m-o-j-ą (!) szafkę i zaczął sobie te produkty w niej układać. Najpierw miałem zamiar trzasnąć go w łeb chochlą, którą mieszałem ryż, ale zrezygnowałem, bo przedmiot ten był nowy i nie chciałem go połamać, poza tym „śniady” miał gabaryty sporego buhaja i nie tylko nie odniósłby uszczerbku, ale mógłby oddać. Ograniczyłem się więc do zapytania w sprawie poprzedniej zawartości szafki. Facet cedząc słowa odpowiedział, że przeniósł je do innej, mniejszej, bo to bez sensu, żeby w tak dużej szafce przechowywać jeden dzbanek. Tak tylko, że tam oprócz dzbanka był jeszcze robot kuchenny! Wskazał ręką na

szafkę obok: - Tam jest wszystko. Niby się zgadzało - był dzbanek, był robot, ale brakowało pokrywy, a bez niej ten sprzęt nie działa. Zagadnąłem o nią, a „śniady” odrzekł, że przeniósł do drugiej szafki wszystko to, co zastał w poprzedniej. Bezczelnie kłamał, bo dzień wcześniej sprzęt był kompletny. Cóż było robić, zabrałem ryż i poszedłem do siebie rzucając głośno wulgaryzmami. Zawsze, kiedy to robię, otwierają się wszystkie drzwi i lokatorzy pytają, co się stało, albowiem znają już te słowa doskonale. Dotarłem wreszcie do siebie, ale zniknięcie pokrywy nie dawało mi spokoju. Poszedłem do kuchni jeszcze raz i kijem do miotły pogrzebałem w koszu na śmieci. Znalazłem. Była w reklamówce wraz z pojemnikami do mikrofalówki. *** Mam uszkodzony narząd ruchu, czyli kolano. Jest tak opuchnięte, że nie mogę włożyć spodni (a sukienek nie mam). Mógłbym co prawda w płaszczu kąpielowym, bo jakieś dwa lata temu przemierzyłem w nim pół Londynu, kiedy chciałem kupić whisky. No, ale to było w nocy i jak nietrudno się domyślić, nie byłem zbyt trzeźwy. Trudno, żebym pił tylko po to, by móc chodzić w płaszczu kąpielowym w biały dzień. Wszystko przez małego Chińczyka, który pędząc na hulajnodze był uprzejmy zderzyć się z moim kolanem. Jedyne, co mnie cieszy to to, że skośnooki bachor sam się nieźle porozbijał, a może nawet coś sobie złamał… *** Oho, Viktoria znów sprząta, więc pewnie należy się spodziewać kolejnej wizyty Bena. Nie wiem dlaczego, ale dzieje się tak we wtorki. Zresztą co za różnica, odwiedzin i tak nie uniknę. Tym razem jednak miały być poprzedzone zaproszeniem na kolację do restauracji, o czym poinformowała mnie Viktoria. No, do restauracji, to mogę pójść w płaszczu kąpielowym. Cdn…


13

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

Poradnik

Zarówno znaczenie pracowników agencyjnych dla wzrostu gospodarczego danego kraju oraz świadomość rosnącego, negatywnego zjawiska wykorzystywania osób zatrudnianych tymczasowo przez nieuczciwych pracodawców, doprowadziły do wytworzenia i wprowadzenia w roku 2008 przez Unię Europejską specjalnej dyrektywy (EU Agency Workers Directive). Ma ona na celu ochronę pracowników tymczasowych poprzez stosowanie zasady równego traktowania. Eurociett - Europejska Konfederacja Prywatnych Agencji Zatrudnienia, w wydanym przez siebie dokumencie na temat wdrożenia dyrektywy dotyczącej pracy tymczasowej, zidentyfikowała Wielką Brytanię oraz Irlandię jako jedyne z państw członkowskich,

Praca przez agencję Pracownicy tymczasowi, czyli zatrudnieni u danego pracodawcy poprzez agencję, są ważnym źródłem nowoczesnej gospodarki. które nie posiadają odpowiednich przepisów traktujących na równi pracowników agencyjnych i tych na stałych kontraktach (na Wyspach pracuje około 1,5 miliona pracowników tymczasowych z 10 milionów zatrudnianych na terenie całej Unii Europejskiej). Od 1 października 2011 roku, wszystko uległo zmianie, wraz z uprawomocnieniem tzw. „Agency Workers Regulations in UK”. Wówczas to właśnie, pra-

Jako osobie zatrudnionej tymczasowo, należy ci się: dostęp do wszystkich zbiorowych udogodnień takich, jak stołówka pracownicza, żłobek dla dzieci, pokój dla pracowników, parking samochodowy, agregat z napojami i jedzeniem, a także niektóre usługi transportowe. cownicy tymczasowi otrzymali takie same prawa, podlegając takim samym warunkom zatrudnienia, co osoby pracujące na stałe, wykonujące tę samą lub podobną pracę w danym przedsiębiorstwie. Wiele z nich, w tym prawo do równego wynagrodzenia, wchodzi w życie po przepracowaniu 12 tygodni w tej samej roli u jednego pracodawcy, podczas gdy niektóre stają

się prawomocne już od pierwszego dnia pracy. Od pierwszego dnia… Jako osobie zatrudnionej tymczasowo, należy ci się: dostęp do wszystkich zbiorowych udogodnień takich, jak stołówka pracownicza, żłobek dla dzieci, pokój dla pracowników, parking samochodowy, agregat z napojami i jedzeniem, a także niektóre usługi transportowe. Pracownik tymczasowy ma prawo do takich samych informacji dotyczących wolnych miejsc pracy, które powstają w danej firmie, jak gdyby był pracownikiem na stałe wykonującym te same czynności. Po 12 tygodniach… Po przepracowaniu tego okresu czasu u tego samego pracodawcy, pracownik tymczasowy ma prawo do równej płacy tak, jak pracownik pełnoetatowy. „Wynagrodzenie” obejmuje wypłatę podstawową plus wszelkie opłaty, premie, prowizje, wynagrodzenie urlopowe lub inne płatności bezpośrednio związane z zatrudnieniem, takie jak nadgodziny. Jednakże, w przypadku osób zatrudnionych tymczasowo, wynagrodzenie owo, nie obejmuje wypłaty chorobowego (tzw. „sick pay”) i świadczeń emerytalnych, ani odpraw, ani płatności w odniesieniu do długoterminowych relacji między stałym pracownikiem i pracodawcą, jak na przykład roczna premia za lojalność. Plusem nowej ustawy jest także to, że od momentu jej obowiązywania, kobiety w ciąży pracujące poprzez agencję mają możliwość otrzymania płatnego urlopu

w celu odbywania przedporodowych wizyt u lekarza.

Po przepracowaniu 12 tygodni u tego samego pracodawcy, pracownik tymczasowy ma prawo do równej płacy tak, jak pracownik pełnoetatowy. „Wynagrodzenie” obejmuje wypłatę podstawową plus wszelkie opłaty, premie, prowizje, wynagrodzenie urlopowe lub inne płatności bezpośrednio związane z zatrudnieniem, takie jak nadgodziny. Twoje żelazne karty Jako osoba zatrudniona przez agencję, zawsze pamiętaj o kilku istotnych sprawach. Zgodnie z obowiązującymi na terenie Zjednoczonego Królestwa przepisami: - masz możliwość podejmowania i opuszczenia miejsca pracy w krótkim czasie (choć należy sprawdzić umowę z agencją, czy nie został w niej zawarty okres wypowiedze-

nia). Z drugiej strony, pracodawca może zakończyć twoją umowę bez ponoszenia odpowiedzialności za nieuzasadnione zwolnienie (chyba, że było ono wynikiem dyskryminacji) lub wypłacenia odprawy z tytułu redukcji etatu. - agencja nie ma obowiązku zapewnienia ci pracy. Jej charakter biznesowy polega na tym, że ma więcej ludzi w swoich zapisach niż dostępnych wakatów. Po prostu, musi być ona pewna, że całkowicie spełnia wymagania swoich klientów. - agencja nie może dyskryminować cię ze względu na rasę, płeć (w tym z powodu ciąży) lub wyznawaną religię. - agencja nie może pobierać opłat za znalezienie ci pracy (wyjątki istnieją jedynie, jeśli szukasz pracy w branży rozrywki lub modelingu). - jako pracownik tymczasowy masz prawo do płatnego urlopu, przerwy na odpoczynek, ograniczenia co do czasu pracy, Krajowej Płacy Minimalnej, ochrony zdrowia i bezpieczeństwa w zgodzie z obowiązującymi przepisami. Egzekwowanie praw Jeżeli uważasz, że twoje prawa zostały pogwałcone, to musisz zarejestrować skargę w ciągu trzech miesięcy minus jeden dzień od daty ich naruszenia, o które złożyłeś skargę (na przykład, jeśli naruszenie miało miejsce 27 czerwca, należy zarejestrować skargę do sądu pracy do 26 września). Jeśli nie możesz pozwolić sobie na prawnika, albo znaleźć kogoś, kto będzie cię reprezentował na zasadzie „no win - no fee”, możesz uzyskać bezpłatną poradę w Citizens Advice Bureau (CAB) lub w The Advisory, Conciliation and Arbitration Service (ACAS), która jest organizacją zajmującą się zapobieganiem i rozwiązywaniem sporów związanych z zatrudnieniem. Owocnej pracy! Zespół Hamilton Brady

(www.hamiltonbrady.co.uk)

fot. © Ra3rn - dreamstime.com

Z

apewniają oni bowiem cenną siłę roboczą tam, gdzie normalnie pracodawcy nie podjęliby ryzyka zatrudnienia danej osoby na stałe. Oczywiście w momencie redukcji etatów, osoby pracujące tymczasowo są pierwsze w kolejce do zwolnienia, ale z drugiej strony są również pierwszymi, którzy zostaną ponownie zatrudnieni, kiedy tylko przedsiębiorstwo znów zacznie się rozwijać. Najmocniejszym atutem pracowników agencyjnych jest bez wątpienia ich elastyczność. Mają oni również z tytułu podejmowania prac tymczasowych wiele korzyści. Taki układ oznacza między innymi: - odskocznię od głównej pracy, stanowiska, jakie chciałbyś zajmować, - sposób na pierwsze lub ponowne wejście na rynek pracy, - wykorzystanie danej pracy zarobkowej w sposób bardziej elastyczny, dzięki czemu łatwiej zrównoważyć ją na przykład z domowymi obowiązkami, - łatwość w zmianie wykonywanej pracy, czyli krótki okres zatrudnienia, bez wypowiedzenia, - możliwość wypróbowywania różnych stanowisk.


15

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

POLSKA DOTTY: Tales of an Englishman in Poland

N

one of the Polish guests had skimped. They handed to Marzena and me countless bouquets of roses, tulips and lilies, all mixed with green foliage and wrapped in foil paper coloured in various pastel shades, usually with a couple of bright bows attached. This process, accompanied by the noisy whirring and clicking of cameras, took a long time, but no sooner was it over than we were ushered into the registry office, and up sweeping stairs to the room where the marriage ceremony would take place. Everyone packed inside. It was standing room only at the back. For the benefit of the foreigners the ceremony proceeded in both English and Polish. It was a good

Słowniczek: palatial setting - imponujące miejsce to skimp - żałować, skąpić to be ushered - być wprowadzonym sweeping - szeroki a Scottish laird’s - szkocki właściciel ziemski twang - mówienie przez nos awkward - niezręczny, trudny loosened - rozluźniony exaggeration - przesada charcuterie - wędliny REKLAMA

A Polish Wedding The first thing the English guests noticed was not the palatial setting, but the flowers. It is a tradition in Poland for all guests to bring flowers to a wedding. thing we had decided to hire a translator. The vows of the Polish civil wedding ceremony are deep and moving, and with the aid of our delightful translator, who stood tall and spoke with a Scottish laird’s twang (he often did business in Edinburgh, he later told us) gained something in the translation. I swear I heard murmurs of approval from the bride’s side of the family when I vowed to treat her with love and respect and look after her for the rest of our lives. And similar murmurs from the groom’s side when the translator announced that any children we might have would take my surname. The ceremony was not without a moment or two of awkward cultural difference - some of the more wedding-seasoned English guests looked perturbed when Marzena and I placed rings, in the traditional Polish way, on the other’s right hand - or the “wrong” hand, as they saw it. But, with rings securely fastened and vows complete, the kissing began. Marzena received kisses from everyone. I received the sa-

me from all the Poles - male and female - and from the females in the English party. The English men, however, stood back a little, unwilling to participate quite this much, despite being loosened by the champagne that was now flowing freely. They were, after all, English. There’s only so much cultural blending at these occasions. When we returned to the reception having had our photos taken, food was continuing to be served. It is no exaggeration to say that, at a Polish wedding, the food just “does not stop”. There is course after course. The meal starts with, well, a meal: soup, followed by charcuterie, hot dishes and dessert. Just when you might expect the end punctuation of a coffee and chocolate mint, you realise that your four courses were really just one big starter. Soon there are more soups (“barszcz” or beetroot soup, “żurek” or sour rye soup, mushroom soup), cold meats, pâtés, fish, more hot dishes (we had veal, duck and chicken), vegetables, cakes, ice cream, fruit - and on and on. When

Marzena and I left the reception just before midnight, a fresh helping of barszcz had just arrived at the table. At around 11 o’clock in the evening, we introduced the Poles to the phenomenon of wedding speeches. The coup came at the end of my speech when I turned to my wife, and told her, “Marzena, jesteś moim marzeniem”. These words translate as, “Marzena, you are my dream”, but make a play on the words “Marzena” and “marzeniem”, which both have the same root (Marzena means “dream”). I later learnt from Marzena that the speeches had gone down well with the Polish contingent, though somehow I doubted they would become a regular feature at Polish weddings as a result… © Jonathan Lipman 2011 * Całość publikacji, dostępna jest na stronie Amazon, po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „Polska Dotty”, bądź za pośrednictwem strony: www.polskadotty.wordpress.com

książka

O autorze Jonathan Lipman przyszedł na świat w roku 1968 w Oxfordshire. Tam też spędził całe swoje dzieciństwo. Studiował prawo na University of Bristol, wybierając specjalizację radcy prawnego. Obecnie pracuje dla jednego z głównych producentów pojazdów w Wielkiej Brytanii. Mieszka w Buckinghamshire ze swoją żoną Marzeną i dwójką dzieci. Oprócz pisania, pasjami czyta książki i podróżuje. Jego dwuletni pobyt w Polsce, głównie w Warszawie, gdzie pracował, to jeden z przyczynków do powstania publikacji o tytule „Polska Dotty: Tales of an Englishman in Poland”. Książka, której fragmenty, po raz pierwszy ukażą się na łamach jakiejkolwiek publikacji prasowej i na stałe zagoszczą w „The Polish Observer”, opowiada o Kraju nad Wisłą z lat 1997-1999, widzianych oczyma Anglika z krwi i kości. O wyjątkowości tej publikacji świadczy chociażby sam tytuł, który przetłumaczyć można, jako „Zwariowany na punkcie Polski, czyli karp w wannie, zadławieni trębacze i inne opowieści Anglika przebywającego w Polsce”… Przyjemnej lektury!


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

16

strefa kobiet

Krótki kurs samoobrony, przygotowany przez zawodników Polskiego Klubu Sportów Walki z Bristolu - Dariusza Telusa oraz Roberta Antosiaka (V dan w jujitsu). W sytuacji, kiedy ktoś złapie nas za włosy od tyłu pamiętajmy, aby się nie szarpać i nie uszkodzić sobie tym samym cebulek włosów. Co możemy zrobić, to nałożyć obie swoje dłonie na ręce napastnika i rozpocząć skręcanie ciała w lewą stronę. Dzięki temu zastosujemy tzw. klasyczną dźwignię na nadgarstek, gdzie swoje ręce unosimy w górę. Dalszy ewentualny atak skutecznie uniemożliwi dodatkowe kopnięcie w krocze. Słówko o trenerze PKSW Polski Klub Sportów Walki w Bristolu od stycznia 2010 roku prowadzi Dariusz Telus, który swoją przygodę ze sportami walki rozpoczął w wieku 14 lat od nauki judo. W latach 19962004, po przeprowadzce z rodzimego Sławna do Szczecinka trafił pod skrzydła trenera Wojtka Hurki (2 dan-kyokushin karate) i zdobył 4 kyu uprawniające do walk w mistrzostwach Polski. Z tego okresu pochodzą zdobyte przez niego 2 medale i 3 puchary. Przez 2 lata trenował także kickboxing pod okiem wspaniałego zawodnika Tomasza Dziomby. Do Anglii przeprowadził się w roku 2004. Trzy lata później trafił do Bristolu, gdzie zdobył brązowy pas w karate tradycyjnym. W roku 2009 jako pierwszy Polak w MMA (Mixed Martial Arts - Mieszane sztuki walki) wystąpił podczas zawodów w klatce. Na swoim koncie ma także turnieje w Weston Super-Mare. Na jednym z nich, w listopadzie 2010 roku podczas mistrzostw Anglii i Walii południowej zdobył brązowy medal.

Na skutek szkodliwego oddziaływania czynników zewnętrznych oraz pewnych cech dziedzicznych na skórze człowieka często pojawiają się czerwone sieci. Czasami przyjmują one postać nieforemnych kresek o zabarwieniu niebiesko-fioletowym lub różowym...

R

ozszerzone naczynka krwionośne, schorzenie profesjonalnie określane mianem „teleangiektazji”, bo to o nich mowa, są problemem, który dotyka wielu osób. Niestety, samo stosowanie kremów oraz kosmetyków do tego rodzaju cery, może jedynie w niewielkim stopniu pomóc w profilaktyce przeciw rozszerzaniu się naczynek krwionośnych. Jedną ze skutecznych metod ich niwelowania, jest zatem użycie lasera. Trochę teorii Przed poddaniem się zabiegom usuwającym rozszerzone naczynka warto jest bliżej poznać przyczyny ich powstawania. Układ krwionośny człowieka złożony jest z żył i tętnic. Tętnice transportują natlenioną krew do wszystkich komórek ciała człowieka, natomiast odtleniona krew powraca żyłami do serca, a później do płuc. Krew jest zazwyczaj transportowana z żył, które umieszczone są zaraz pod powierzchnią skóry, do tych znajdujących się nieco głębiej, poprzez naczynia włosowate. Normalnie pracujące żyły, mają prawidłowo funkcjonujące zastawki, które przepuszczają krew. Jeśli zastawki spowodują zator lub pracują z opóźnieniem to krew nie może przepływać. Zaczyna się ona kumulować i znajduje ujście w małych naczyniach włosowatych. Właśnie w takim obszarze zatorów tworzą się tzw. „pajączki”, czyli rozszerzone naczynka krwionośne. Charakterystyka zabiegu Metoda laserowa uważana jest obecnie za jeden z najskuteczniejszych i najszybszych sposobów usuwania rozszerzonych naczynek krwionośnych. Laser likwiduje zarówno drobne zmiany naczyniowe, jak i te obszerniejsze, o znacznie ciemniejszym zabarwieniu. Podczas zabiegu, emituje on światło, które

przenika przez skórę, a jego energia oddziałuje na hemoglobinę (czerwone ciałka, które są odpowiedzialne za transportowanie tlenu do innych komórek). Czerwone krwinki absorbują energię światła lasera i zaczynają się łączyć z krwinkami w żyłach. Hemoglobina powraca „na swoje miejsce”, do żyły, a poszerzone naczynka włosowate - zanikają (dokładniej ujmując wchłaniają się). Należy

Laser likwiduje zarówno drobne zmiany naczyniowe, jak i te obszerniejsze, o znacznie ciemniejszym zabarwieniu. jednak pamiętać, iż w celu całkowitego wchłonięcia się rozszerzonych naczynek może zaistnieć potrzeba kilkukrotnego powtórzenia zabiegu. Laserowe naświetlanie można powtarzać z 5-6 tygodniowymi przerwami. Pacjenci muszą poddać się zazwyczaj 4-6 zabiegom, aby rozszerzone naczynia krwionośne całkowicie się wchłonęły. Obecnie stosowane lasery, mają wbudowane końcówki chłodzące, które zwiększają komfort zabiegu. W związku z powyższym osoby poddawane zabiegowi nie muszą mieć podawanego znieczulenia. Długość zabiegu zależy od obszaru poddawanemu działaniu lasera (średnio taka procedura trwa około 20 minut). Podczas zabiegu na oczy osoby naświetlanej zakładane są specjalne okulary, które mają chronić jej wzrok przed promieniowaniem. Specjalista wykonujący zabieg przesuwa nośnik

lasera (w kształcie pistoletu) po ciele pacjenta i punktowo naświetla zmiany naczyniowe. Rekonwalescencja i efekty Bezpośrednio po zabiegu skóra może być lekko zaczerwieniona i opuchnięta, niemniej jednak, objawy te nie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu człowieka. Pojedynczy zabieg laserowy może zredukować tzw. „pajączki” w 3040%. Czasami nawet tylko jeden zabieg może całkowicie zniwelować poszerzone naczynka. Laserowa terapia znacząco poprawia i odmładza wygląd skóry. Stosowanie technologii laserowej jest bezpieczną metodą, niemniej jednak istnieją pewne przeciwwskazania do jego wykonywania takie, jak nowotworowe zmiany na skórze, nadmierna zdolność skóry do powstawania bliznowców, ciąża, mocna opalenizna, rozrusznik serca, stosowanie reccutanu, metalowe implanty w obszarze poddawanym zabiegowi, rozrusznik serca, cukrzyca oraz przyjmowanie leków, przy których zabroniona jest ekspozycja na promieniowanie. Dorota Bylica (www.imagebydorota.co.uk)

Z cyklu, zrób to sam - magiczna moc domowej kąpieli

W

fot. wikipedia

śród zabiegów zalecanych przez ośrodki odnowy biologicznej, swoje miejsce już dawno odnalazły tradycyjne metody pielęgnacji skóry takie, jak na przykład kąpiel mleczna z dodatkiem miodu, migdałów i otrębów. Gwarantuje ona ciału człowieka dogłębne odżywienie skóry, gdyż zawiera w sobie witaminy, sole mineralne oraz różne enzymy. Odczyn wody zmieszanej z miksturą mleczną wynosi 4,5 - 5,4 pH, więc odpowiada odczynowi skóry. Ponadto, występujące w kąpieli drobinki migdałów, miodu oraz otrębów, moż-

na wykorzystać do peelingu. W ten sposób skóra zostanie dokładnie oczyszczona z warstwy zrogowaciałej. Do głównych, zauważalnych efektów systematycznego korzystania z kąpieli mlecznej z miodem, migdałami i otrębami, można zaliczyć uelastycznienie skóry, wyleczenie trądziku, zanik szorstkiej skóry, zastopowanie powstawania nowych zmarszczek, odżywienie popękanej skóry, zwłaszcza na stopach, nadanie blasku włosom i ich wzmocnienie. Szczególnie w okresie zimowym, sprzyjającym

pogarszaniu się nastrojowi, na co nie bez wpływu pozostają niskie temperatury, silne wiatry i opady deszczu, warto zafundować sobie magiczną kąpiel w domowym zaciszu. Do wykonania specjalnej mikstury, którą przelejemy do wanny z ciepłą wodą, potrzebne będą: - 2 litry tłustego mleka, - 1 szklanka miodu scukrzonego, - 15 ml olejku migdałowego, - 2 łyżki drobno zmielonych migdałów, - 250 gram otrębów odpowiednio przygotowanych tzn. należy je ugotować w 3 litrach mleka, a następnie odcedzić przez ściereczkę. Podczas kąpieli resztki przygotowanego preparatu można położyć

na gąbce do masażu i wetrzeć w skórę. Jest to doskonała metoda na naturalny peeling. Kąpiel powinna trwać około 45 minut, zalecane jest stworzenie sobie miłej atmosfery podczas relaksu. A skoro już o tym mowa, to znakomity przykład kąpieli pomagającej uwolnić się od stresu, stanowi zabieg z użyciem pewnych magicznych ziół. Do jej przygotowania musisz najpierw przyrządzić napar z dwóch garści kwiatów lipy i po jednej garści kłącza tataraku, kwiatów wrzosu i lawendy. Drugi wariant zawiera po dwie garści kwiatów lipy, lawendy i macierzanki. Cudowne właściwości lipy sprawdzają się tak-

że przy kąpieli odmładzającej, na którą oprócz jej kwiatów składa się także wywar z czterech garści przywrotnika i po jednej kwiatów rumianku, kasztanowca i liści ślazu dzikiego, a także przy zabiegu ułatwiającym zasypianie. Do przygotowania kąpieli „na dobranoc” potrzebne są dwie garści kwiatów rumianku i trzy kwiatów lipy. Z kolei pomysłem „na dzień dobry”, pod warunkiem, że mamy przed sobą kilka godzin wolnego, jest kąpiel pobudzająca i regenerująca z trzech garści lnicy pospolitej i babki lancetowatej oraz dwóch garści ziela nostrzyka. Zioła pod przykryciem parzymy lub gotujemy na małym ogniu średnio 20 minut. (DB)

© Vgstudio - dreamstime.com

Obroń się sama!

Idealna cera od zaraz


z góry opłacony transfer Western Union, nowy sposób przesyłania pieniędzy.

goCASH dostępny jest w trzech wariantach: voucherach o nominałach 50, 100 i 200 funtów. GoCash to kolejny prosty sposób, aby przesłać komuś pieniądze.

Potrzebujesz wysłać pieniądze wygodnie i szybko z placówki lub z domu? Z nową usługą Western Union o nazwie goCASH możesz zrobić to w bardzo prosty sposób. Wystarczy, że kupisz „prepaidowy” voucher w wybranych sklepach WHSmith i wypełnisz go, gdziekolwiek będziesz jak najwygodniej dla Ciebie.

Jak to działa?

Kup voucher goCASH w wybranych sklepach WHSmith

Zdrap i poznaj kod potrzebny do transferu, znajdujący się na odwrocie karty goCASH

Zadzwoń do naszego punktu obsługi klienta, aby dokonać transakcji

Osoba, do której wysłałeś pieniądze, może odebrać gotówkę w ponad 437 000 placówek agencyjnych Western Union na całym świecie.

Szybko. Wygodnie. Pewnie. Nowy serwis goCASH jest prosty i bezpieczny w użyciu zarówno dla wysyłającego jak i odbiorcy, jak wszystkie inne usługi świadczone przez Western Union. Wyślij 50, 100 lub 200 funtów przyjaciołom i rodzinie. Przekazy są dostępne w ponad 200 krajach i terytoriach. Odbiorca może podjąć gotówkę w ponad 437 000 placówek agencyjnych na całym świecie. Odwiedź sieć sklepów

* już dziś i skorzystaj z możliwości, jakie daje Ci

* Usługa dostępna w wybranych sklepach WHSmith, odwiedź stronę www.westernunion.co.uk, kliknij na opcję „Znajdź placówkę” i wyszukaj sieć WHSmith, aby znaleźć najbliższą lokalizację.

goCASH_254x345mm_POL.indd 1

1/9/12 1:00 PM


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

18

Kultura

W dniach 25 i 26 lutego na terenie teatru Corn Exchange w Cambridge będzie miało miejsce niezwykłe dla rodzimej kultury wydarzenie, jakim stanie się „Wielki festiwal polskiego folkloru”.

fot. polishfolkloregroups.co.uk

F

ederacja Polskich Zespołów Folklorystycznych w Wielkiej Brytanii, serdecznie zaprasza na ósmą już edycję imprezy, która ma na celu zaprezentowanie niesamowitej atmosfery i uroku polskiego folkloru, pieśni oraz tańca, o które zadba aż dwanaście, cieszących się uznaniem na poziomie krajowym i międzynarodowym, zespołów tanecznych, czyli ponad 370 utalentowanych wykonawców. Wszystkie zrzeszone w tej federacji grupy, regularnie występują na rozmaitych imprezach miejskich i towarzyskich, na lokalnych festiwalach etnicznych i charytatywnych. Niektóre pojawiły się niejednokrotnie w telewizji, a i znalazły się też takie, które występowały przed rodziną królewską. Wszystkie łączy wspólne zamiłowanie do bogatego i barwnego polskiego dziedzictwa. Do grona członków Federacji Polskich Zespołów Folklorystycznych w Wielkiej Brytanii należą grupy: „Biesiada” i „Polonez” z Manchesteru, „Karpaty” z Southampton, „Młody Las” ze Slough, „Oberek” ze SwinREKLAMA

don, „Chór Echo Doliny” z Birmingham, „Polesie” z Leicester, „Wawel” z Luton, „Wie-

śniacy” z Birmingham, „Zalesie” z Sheffield oraz sześć zespołów z Londynu -

„Giewont”, „Karolinka”, „Mazury”, „Orlęta”, „Tatry” i „Żywiec”. Pierwsze festiwale z lat 1993, 1995, 1997, były inicjatywą Kazika i Ewy Brzeskiej z poparciem organizacji PPP (Polskiego Pokolenia Powojennego). Do Komitetu Organizacyjnego wstąpili również Leszek Bojanowski („Tatry”), Basia Klimas-Sawyer („Orlęta”), Janek Krupski („Polesie”), Maura Kutereba („Karolinka”) i Andrzej Sągajłło („Żywiec”). Odbyły się one na terenie Royal Leamington Spa i odniosły olbrzymi sukces, dlatego też szybko podjęto decyzję o konieczności rozpowszechniania tego typu imprez w innych rejonach Anglii. Lutowy festiwal w Cambridge, to wspaniała okazja, aby doświadczyć bogactwa i żywiołu polskiej kultury ludowej. kiedy: 25 - 26 lutego gdzie: Cambridge Corn Exchange, The Guildhall, Market Square, Cambridge CB2 3QJ info: polishfolkloregroups.co.uk

25 stycznia 1858 Najbardziej znany fragment uwertury koncertowej do „Snu nocy letniej” Szekspira, skomponowany przez Feliksa Mendelssohna w 1842 roku, „Marsz Mendelssohna” zabrzmiał po raz pierwszy, jako „utwór weselny”, w kaplicy królewskiej St. James's Palace w Londynie, podczas ślubu księżnej Wiktorii Koburg (najstarszej córki królowej Wiktorii) z księciem Fryderykiem Hohenzollernem (późniejszym cesarzem Niemiec). Wyboru utworu dokonała panna młoda. 27 stycznia 2008 Książę Walii Karol, w wieku 59 lat i 74 dni stał się najstarszym następcą tronu w historii brytyjskiej monarchii. Pobił tym samym „rekord” ustanowiony przez swego prapradziada, syna królowej Wiktorii, Edwarda VII. 28 stycznia 1813 Ukazała się drukiem, najpopularniejsza powieść angielskiej pisarki Jane Austen „Duma i uprzedzenie” („Pride and Prejudice”). Złożona z 61 rozdziałów książka, napisana została w konwencji romansu i stanowi jedną z pierwszych powieści społeczno-obyczajowych. Autorka ukazuje życie angielskich wyższych sfer na przełomie XVIII i XIX wieku. Trafne obserwacje psychologiczne, humor i wątki ro-

mansowe sprawiły, że „Duma i uprzedzenie” cieszy się wielką popularnością także współcześnie. Przykładowo, w plebiscycie BBC z 2003 roku na ulubioną książkę brytyjskiego czytelnika, czyli „UK's Best-Loved Book” zajęła drugie miejsce, zaraz po „Władcy Pierścieni”. Sama stacja BBC, ekranizowała ją aż sześć razy. Na ekrany kin, „Duma i uprzedzenie” trafiła dwukrotnie, z czego najsłynniejszą stanowi ta z 2005 roku, w reżyserii Joe Wrighta, gdzie w rolach głównych wystąpili Keira Knightley oraz Matthew MacFadyen. 30 stycznia 1991 Miała miejsce premiera filmu „Milczenie owiec” („The Silence of the Lambs”). Ten amerykański thriller psychologiczny, nominowany był do wielu nagród filmowych. Najważniejszą z nich, czyli Oscara zdobył w 1992 roku, aż pięciu kategoriach: najlepszy film fabularny, najlepszy aktor pierwszoplanowy (Anthony Hopkins), najlepsza aktorka pierwszoplanowa (Jodie Foster), reżyseria (Jonathan Demme) oraz scenariusz adaptowany (Ted Tally). Sukces filmu przyczynił się do powstania całej serii obrazów o Hannibalu Lecterze, jak sequel „Milczenia owiec” - „Hannibal”, prequel „Milczenia owiec” „Czerwony smok”, czy „Hannibal. Po drugiej stronie maski” - prequel do „Czerwonego smoka”.

Jazzowy styczeń

W

piątek, 27 stycznia, będzie miało miejsce niezwykłe wydarzenie, jakim bez wątpienia stanie się charytatywny koncert na rzecz Fundacji Badania Cukrzycy u Dzieci i Młodzieży. W imprezie tej, wezmą udział dwa big bandy - dobrze znany publiczności Jazz Café POSK, Big Band Willi Garnetta, który występuje w każdy ostatni piątek miesiąca oraz gościnnie dwudziestoosobowa orkiestra Stana Reynoldsa. Dochód z koncertu, w całości przeznaczony zostanie dla dzieci chorych na cukrzycę. Namawiamy wszystkich gorąco do wzięcia udziału w tym wspaniałym przedsięwzięciu. Piątek 27.01. godz. 20:30 wstęp - £8 Koniec miesiąca, stanowić będzie z kolei wieczór debiutancki. Po

raz pierwszy na scenie Jazz Café POSK, zaprezentuje się bowiem, londyński big band Horn Stars. W repertuarze zespołu znajdą się znane i lubiane standardy muzyczne, od Duka Ellingtona do Herbie Hancocka, jak również popularne utwory swingowe o zabarwieniu latynoskim oraz czysty funk. Z zespołem tym występuje wielu znakomitych solistów, ale na pierwszy występ na „poskowej” scenie zaproszona została wokalistka Gabrielle, która znakomicie śpiewa w dwóch językach - angielskim i francuskim. Sobota 28.01. godz. 20:30 wstęp - £7 gdzie: Jazz Café POSK 238-246 King Street Londyn, W6 0RF info: www.jazzcafeposk.co.uk

Zadzwońcie do nas pod numer 0784 606 2331 lub napiszcie na adres

thepolishobserver@myownmedia.co.uk,

aby poinformować o organizowanych przez was imprezach i wydarzeniach

fot. wikipedia

Moc polskiego folkloru

Kartka z kalendarza


19

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

kultura

Dudek i jego dom

T

radycyjnie „pawilon” kojarzony jest ze swego rodzaju miejscem odosobnienia, a w terminologii sztuki - z wizytówką. Zorganizowany przez Waterside Project Space „Winter Pavilion”, którego zasoby podziwiać można już od 25 stycznia, łączy w sobie oba te znaczenia, stając się galerią i przestrzenią poza nią w jednym. Kilka

kroków od niej, w malowniczym Shoreditch Park, stanie instalacja Marcina Dudka, którego z Waterside łączy już wielomiesięczna współpraca. Powstałe pierwotnie na terenie studia artysty, mieszczącego się w dzielnicy Whitechapel, dzieło o nazwie „Screen House” to swoisty przenośny, modułowy budynek, który stanie się parkową platformą widokową.

Wkraczając w jej progi, oglądający będzie mógł obcować z alternatywnym krajobrazem, będącym kolażem zwyczajowych „dziurek do podglądania” w drzwiach z projekcjami nietypowych scenek rodzajowych. Marcin Dudek, przyszedł na świat w 1979 roku w Krakowie. Na co dzień mieszka i pracuje w Londynie. Studiował między innymi w Central Saint Martins College of Art. Do jego ostatnich pokazów, zaliczyć można udział w szesnastej odsłonie portugalskiego „Biennial of Cerveira”, a także wspomniane już londyńskie prezentacje na terenie „waterside contemporary” oraz „T1+2”. Wstęp na teren „Zimowego Pawilonu” jest bezpłatny. Więcej informacji na stronie waterside-contemporary. com. Wydarzenie to, wspierane jest przez Instytut Kultury Polskiej w Londynie. kiedy: do 18 lutego gdzie: Waterside Contemporary Shoreditch Park, Hackney, London

„C.K. Dezerterzy” piątek 27.01. godz. 20:10, TVP 2 Jest rok 1918. Do małego garnizonu, gdzieś na węgierskiej prowincji, przybywa nowy zastępca dowódcy - porucznik von Nogay. To typ fanatyka i sadystycznego służbisty. Jego zadaniem jest przekształcenie wielonarodowościowej zbieraniny dekowników w zdyscyplinowane wojsko cesarsko-królewskie. Szczególną uwagę zwraca na pięciu zawa- Węgra i Włocha, którzy przygotodiaków: Polaka, Czecha, Żyda, wują plan ucieczki…

„Big Bang” niedziela 29.01. godz. 22:55, TVP 2 W jednej z niczym niewyróżniających się polskich wsi ląduje w nocy statek kosmiczny. Zaskoczeni mieszkańcy czują się zaszczyceni faktem, że przybysze z kosmosu wybrali właśnie ich wieś i w związku z tym postanawiają przywitać ich najgodniej jak tylko potrafią. Zakładają odświętne ubrania. Na suto zastawianym stole ląduje skrzynka wy Polaków: o życiu, o śmierci, o wódki. I tak zaczynają się zakra- seksie, o kosmitach i o kondycji piane alkoholem, nocne rozmo- ludzkości…

Szlakiem Egiptu północy Znajdują się tylko 10 kilometrów od północnego wybrzeża Szkocji na pograniczu Morza Północnego i Oceanu Atlantyckiego. Orkady, bo to o nich mowa, stanowią niezwykły skansen historii, od epoki kamienia łupanego począwszy, a na morskich bitwach II wojny światowej skończywszy…

T

worzy je 70 wysp, z czego 17 jest zamieszkałych. Największa z nich to Mainland. Stolicą jest Kirkwall. Znajduje się tu lotnisko obsługujące loty na mniejsze wyspy oraz do kilku miast w Szkocji i Londynu. Stąd też wypływa większość promów łączących Mainland z mniejszymi wyspami. Stromness to port obsługujący połączenia promowe ze Szkocją. Mieszkańcy Orkadów czują się przede wszystkim Orkadyjczykami, a potem Brytyjczykami i Szkotami. Silne poczucie odrębności wytworzyły zarówno dość odizolowane położenie geograficzne, jak i niektóre wydarzenia z przeszłości. Od około 600 do 1468 roku Orkady pozostawały pod panowaniem Skandynawów. Do dziś fakt ten jest silnie zakorzeniony w kulturze regionu. Flaga Orkadów,

na wzór wszystkich skandynawskich, składa się z czerwonego krzyża na żółtym tle. Nazwiska jak Svenson, czy Anderson nie są tu rzadkością, a co wrażliwsi słuchacze nawet w języku wyczują nordyckie naloty. To, co najbardziej zachwyca odwiedzających wyspy stanowią zabytki pochodzące jeszcze długo sprzed czasów najazdu wikingów. Pierwsi ludzie pojawili się na wyspach koło 3900 roku przed naszą erą. Na jednej z niewielkich wysp na północy archipelagu - Papa Westray, zwanej potocznie Papay, znajdują się pozostałości domostwa z około 3600 roku p.n.e. Każda wyspa Orkadów pełna jest podobnych, czasem jeszcze bardziej imponujących, choć nieco młodszych, obiektów archeologicznych. Najsłynniejsze z nich to Skara Brae na

zachodnim wybrzeżu Mainland. Na wyobraźnię działają szczególnie także obiekty związane z kultem religijnym. Niemal wszędzie natknąć się można na tajemnicze kręgi stojących kamieni i różnego rodzaju grobowce. Niemal każde miejsce opowiada swoją fascynującą historię. Wspaniałą wędrówkę przez tysiąclecia zapewni wizyta na leżącej nieco na uboczu, nazywanej Egiptem północy, niewielkiej wyspie Rousay. W ciągu dwugodzinnego spaceru można odwiedzić olbrzymi grobowiec Midhowe z tunelem i kryptami sprzed 5500 lat, warowną, świetnie zachowaną kamienną osadę w kształcie rotundy z czasów Chrystusa oraz wybudowany przez Wikingów kościół przywołujący świat niesamowitej sagi o walkach Skandynawów o panowanie nad wyspami.

Na szkockich przecież Orkadach nie mogło zabraknąć atrakcji dla miłośników whisky. Znajdująca się w Kirkwall gorzelnia Highland Park uchodzi za jedną z najlepszych w całym regionie. Za niewielką opłatą, przewodnik oprowadzi odwiedzających po pachnących jęczmieniem pomieszczeniach i zapozna z zawiłym procesem produkcji miejscowej „single malt”. Niesamowite wrażenie robią ogromne szare budynki destylarni wyrastające wśród zielonych wzgórz największej wyspy archipelagu. Przy produkcji wykorzystuje się wyłącznie miejscowe zasoby przyrody. Woda bijąca z okolicznego wzgórza oraz dym ze specyficznego miejscowego torfu mają nadać wyjątkowy, „orkadyjski” smak wytwarzanej tu whisky. Więcej informacji na temat archipelagu, dostępnych na stronie polemi.co.uk.

fot. Wikipedia

fot. waterside-contemporary.com - autor: Marcin Dudek, Katowice, 2004

Dokładnie rok temu zaprezentował w jej murach wraz z Benem Washingtonem dwie korespondujące ze sobą instalacje. Tym razem, twórca projektu „Zjem to senne miasto”, pojawi się w „Zimowym Pawilonie”.

Nie przegap


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

20

kultura

The Forgetting of Proper Names Począwszy od 25 stycznia aż do 18 marca, na terenie galerii Calvert 22, dzięki inicjatywie kuratorów Liny Džuverović i Dominika Czechowskiego będzie można podziwiać dokonania Wojciecha Bąkowskiego, Anny Molskiej i Agnieszki Polskiej…

G

łównym celem ekspozycji „The Forgetting of Proper Names” („Zapominanie nazw własnych”) jest zapoznanie mieszkańców UK ze współczesną polską sceną artystyczną. Twórczość owej trójki, zaliczanej do grona jednych z największych talentów młodego pokolenia, w Londynie prezentowana będzie po raz pierwszy, a na ekspozycję składać się będą przede wszystkim prace wykonane techniką wideo, wspomaga-

ne innymi, interdyscyplinarnymi środkami wyrazu. Wojciech Bąkowski urodził się w 1979 roku w Poznaniu. Jego artystyczne dokonania oscylują w okolicach grafiki, rysunków, eksperymentalnych filmów animowanych, muzyki alternatywnej oraz poezji. Wojtek (bo tak woli mówić o sobie jako o artyście) jest również liderem zespołów muzycznych „Czykita” i „Niwea” oraz członkiem stowarzyszenia PINKPUNK. W roku 2007, wraz z Radosławem Szlagą, Tomaszem Mrozem, Konradem Smoleńskim i Piotrem Bosackim utworzył także grupę artystyczną Penerstwo. Twórczość plastyczną Wojtka, cechuje z kolei celowe ubóstwo środków wyrazu. W roku 2009 zdobył nagrodę Fundacji Deutsche Bank w konkursie „Spojrzenia 2009”. Dwa lata później, otrzymał „Paszport Polityki” za twórczość będącą oryginalnym połączeniem brutalności i liryzmu oraz za nadanie nowego znaczenia pojęciu „artysta multimedialny”. Agnieszkę Polską, artystkę uro-

dzoną w 1985 roku w Lublinie interesują głównie - wideo, filmy animowane oraz fotografie. Chociaż studiowała w Polsce, to obecnie mieszka i pracuje w Berlinie. Jej prace, opierające się na archiwalnych fotografiach - istniejącym już, a przez nią odnalezionym materiale, pokazywane były między innymi w warszawskiej Narodowej Galerii Sztuki „Zachęta”, czy Berlińskim Instytucie Sztuki Współczesnej KW. Jeśli chodzi o prezentowane podczas wystawy dokonania Anny Molskiej, będą to sfilmowane performance, w których profesjonalnych aktorów zastępują zwykli ludzie. Spontaniczność, siła sprawcza, niepewność, co do końcowego efektu to jej domena. Polski sezon w galerii Calvert 22, powstał przy wsparciu Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. gdzie: Calvert 22 22 Calvert Avenue, London E2 7JP info: calvert22.org polishculture.org.uk

Filmy

„The Iron Lady” (kino) Miała piskliwy głos, własny pogląd na każdy temat i niezwykły tupet. Zanim stała się jedną z najbardziej wpływowych postaci współczesnego świata, jej kapelusz i nieodłączne perły budziły pobłażliwy uśmiech. Na naszych oczach z pyskatej Maggy rodzi się, dzięki wspaniałej kreacji Meryl Streep, Margaret Thatcher - Żelazna Dama, której czarna torebka do dziś jest symbolem rządów silnej ręki…

„Midnight in Paris” (DVD) Inez i Gil przybywają do światowej stolicy romansu, by zaplanować ślub. Jednak wierność zakochanych zostanie wystawiona na próbę, gdy na ich drodze pojawią się wyrafinowany znawca sztuki Paul oraz tajemnicza i zmysłowa muza Adriana, a po czarujących zakątkach Paryża zacznie oprowadzać ich sama Carla Bruni. W gwiazdorskiej obsadzie magicznej komedii Woody’ego Allena znajdziemy także laureatów Oscara, Adriena Brody'ego oraz Kathy Bates w rolach miłosnych doradców Gila…

„Underworld: Awakening 3D” (kino)

Książka „Superpaństwo. Powieść o Europie przyszłości” Brian W. Aldiss

W

Warto posłuchać

itajcie w niedalekiej przyszłości - europejskie superpaństwo za czterdzieści lat… Obejmująca obszar, od zachodniego wybrzeża Irlandii do wschodniego wybrzeża Grecji, Europa stanowi miejsce, gdzie technologia wciąż się rozwija, kwestie humanistyczne stale schodzą na dalszy plan, a odpowiedzi na najważniejsze pytania są równie nieosiągalne jak niegdyś. Superpaństwo zaczyna się dziwacznym weselem Victora de Bourcey, syna Prezydenta Unii Europejskiej. Ponieważ jego przyszła żona nie może w nim uczestniczyć, jej miejsce zajmuje niezwykła dublerka - android. A kiedy goście wznoszą toast za ten najdziwniejszy ze związków, uroczystości zostają złowieszczo przerwane, gdy nagły popłoch koni z całą siłą natury rozrywa tkankę ultranowoczesnego świata. Doskonała powieść Briana Aldissa przenosi czytelnika w świat nękany nie tylko groźbą wojny i globalnego ocieplenia…

„VONYC Sessions 2011” Paul van Dyk

„Egzorcysta” William Peter Blatty

S

zatan jest tu, w lodowatej sypialni waszyngtońskiego mieszkania, w ciele zwykłej, małej dziewczynki… Dwunastoletnia Regan zaczyna bawić się tabliczką spirytystyczną. Nieświadoma konsekwencji tej z pozoru niewinnej rozrywki nawiązuje kontakt z bytem przedstawiającym się jako Kapitan Howdy. Wkrótce w jej otoczeniu, dochodzi do paranormalnych zjawisk, a dziewczynka przejawia objawy opętania. Ponieważ lekarze są bezradni, jej matka prosi o pomoc duchownych. Jeden z nich podejmuje się odprawienia egzorcyzmów. Rozpoczyna się walka o uwolnienie dziewczynki z rąk demona. Na podstawie powieści powstał legendarny już film nagrodzony dwoma Oskarami za najlepszy scenariusz adaptowany oraz za najlepszy dźwięk. Podczas pierwszych projekcji ludzie mdleli ze strachu lub wręcz uciekali z kina. Ta mroczna wizja wciąga, budzi grozę i prowokuje do dyskusji…

Kolejna dwupłytowa edycja mistrza gatunku, na której tym razem znalazło się 30 pozycji. Wśród nich dwie nowe produkcje Paula, a także ekskluzywne remiksy dla takich gwiazd, jak Moby, Hurts czy Rea Garvey. Oprócz tego imponująca lista topowych artystów sceny klubowej, wśród których pojawili się Tritonal, Ralphie B, Maarten De Jong, Jochen Miller, Carl Cox, Giuseppe Ottaviani, First State, Mat Zo, Cosmic Gate czy Arty.

Długo wyczekiwana kontynuacja trylogii, która na całym świecie zarobiła niemal 300 milionów dolarów. Kate Beckinsale powraca w roli wampirzycy Seleny, która po latach uśpienia budzi się w świecie, w którym ludzie wiedzą już o istnieniu wampirów i lykanów. Trwają przygotowania do wielkiej wojny, skierowanej przeciwko dwóm nieśmiertelnym rasom…

J

„Sztos 2”, czyli chłopaki na bis!

uż 27 stycznia na ekrany jednej z największych sieci kinowych na Wyspach Brytyjskich, wejdzie kolejny, polski film w iście gwiazdorskiej obsadzie. Będzie to najnowsze dzieło Olafa Lubaszenki „Sztos 2”, stanowiące drugą część kultowej już komedii, opowiadającej o zwariowanych perypetiach grupy cwaniaczków, szykujących się do przekrętu stulecia. Film będzie można obejrzeć aż w 33 miastach, w 40 kompleksach kinowych sieci Cineworld. Obok brytyjskiej stolicy, będzie to Luton,

„Given To The Wild” Maccabees

Northampton, Nottingham, Birmingham, Wolverhampton, Stockport, Bristol, Swindon, High Wycombe, Ashford, Southampton, Liverpool, Sheffield, Glasgow, Edynburg, Aberdeen, Boldon Tyne and Wear, Bradford, Hull, Bolton, Rugby, Bedford, Cambridge, Ipswich, Cardiff, Crawley, Chichester, Brighton, Jersey, Milton Keynes oraz Dublin. W rolach głównych zobaczymy Cezarego Pazurę, Borysa Szyca, Bogusława Lindę, Jana Nowickiego, Edwarda Linde-Lubaszenko, Bartłomieja Topę i Janusza Józefowicza.

Trzecia płyta jednego z najciekawszych obecnie rockowych zespołów brytyjskich, których dokonania wykraczają daleko poza granicę gatunku. Uwagę krytyki zwrócił już ostatni album grupy, wydany w 2009 „Wall of Arms”, który zawierał takie utwory, jak „Love You Better” i „No Kind Words”. W nagraniu najnowszego krążka, uczestniczyli Tim Goldsworthy & Bruno Ellingham znani ze współpracy z LCD Soundsystem i Massive Attack.


21

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

sport

Cud w Belgradzie

REKLAMA

To nie miało prawa się udać, a jednak - Polacy zremisowali ze Szwecją, choć przegrywali 9-20!

T

en mecz miał być początkiem naszej drogi po medal. Drugi etap tej walki nasi reprezentanci zaczęli mając dwa punkty. Szwedzi, choć to drużyna niesłychanie solidna, byli do pokonania. W przedmeczowych spekulacjach raczej nikt nie brał na poważnie przegranej, czy remisu polskiej drużyny. Sam trener Bogdan Wenta charakteryzował przewagę Polaków, jako dobrą, ale grającą spokojnie i przewidywalnie. Skandynawowie awansowali z jednym punktem, a przegrywając z nami pożegnaliby się z mistrzostwami. To, co wydarzyło się później zaprzeczyło wszelkim spekulacjom. W pierwszej połowie, Polska drużyna zaskoczyła wszystkich swoją ospałością i brakiem chęci do walki nic więc dziwnego, że Szwedzi szybko to wykorzystali i niebawem prowadzili 4-0, po chwili było 7-1. Na drugiego gola Polaków trzeba było czekać do 12 minuty. Przy wyniku 7-4 można było mieć nadzieję, że „biało-czerwoni” tylko przespali pierwszą fazę meczu, że lada moment się przebudzą i zaczną grać po swojemu. Ale nie, w 19. minucie było 12-7, a w 27. już 19-8. Tak źle nie było nawet w pamiętnym meczu o brąz na Euro 2010 w Austrii z Islandią. Druga połowa, to cudowna metamorfoza Polaków, grał już ten zespół który znamy, nieustępliwy waleczny. Ten, który dzień wcześniej rozprawił się ze znakomitą Danią. W ciągu kwadransa strzeliliśmy sześć goli, z 11 bra-

mek przewagi Szwedów po kwadransie zrobiło się pięć! Na 13 minut przed końcem przegrywaliśmy już tylko 4 bramkami. W 55. minucie po kolejnej świetnej interwencji Wicharego gola zdobył Michał Jurecki i było 26-28. Przy 27-29 Ekdahl nie trafił w bramkę, ale zmęczony nieziemsko Michał Jurecki nie złapał piłki w ataku. W następnym Szwedzi zgubili piłkę, a kontrę wykończył Adam Wiśniewski i traciliśmy jednego gola! Następny atak był kopią poprzedniego i był remis! W ostatnim ataku Szwedzi nie wiedzieli, co zrobić i pięć sekund przed końcem oddali nam piłkę. I tak stał się cud. Bartek Jaszka chyba nawet nie starał się atakować. Polska - Szwecja 29-29 (9-20). Polska: Piotr Wyszomirski, Marcin Wichary - Bartłomiej Jaszka (8), Krzysztof Lijewski, Patryk Kuchczyński (4), Grzegorz Tkaczyk, Karol Bielecki (1), Adam Wiśniewski (5), Bartosz Jurecki, Michał Jurecki (4), Tomasz Tłuczyński (3), Mariusz Jurkiewicz (2), Kamil Syprzak (2), Zbigniew Kwiatkowski, Mateusz Zaremba, Robert Orzechowski. Szwecja: Andreas Palicka, Johan Sjoestrand - Henrik Lundstroem (6), Kim Andersson (2), Magnus Jernemyr, Niclas Ekberg (7), Dalibor Doder (1), Jonathan Stenbaecken (0), Jonas Larholm (4), Tobias Karlsson (1), Johan Jakobsson (2), Kim Ekdahl du Rietz (2), Andreas Nilsson (4).

Raz na podium, raz poza nim fot. Kamil Stoch - Wikipedia

W pierwszym dniu zawodów o Puchar Świata, Polak był bezkonkurencyjny i zajął pierwsze miejsce, ale w drugim dniu było już gorzej. Kamilowi Stochowi nie udało się powtórzyć w sobotę sukcesu, odniesionego w piątek podczas konkursu w ramach Pucharu Świata. Tym razem na skoczni triumfował Gregor Schlierenzauer.

W

minionym tygodniu nasz najlepszy obecnie skoczek narciarski, Kamil Stoch powtórzył ubiegłoroczny sukces i wygrał piątkowy konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich na Wielkiej Krokwi. Rywalizację w Zakopanem zdominowała... pogoda. W drugiej serii konkursu zabrakło Thomasa Morgensterna, dalekie miejsce zajął inny Austriak, Gregor Schlierenzauer. Po pierwszej serii i skoku na odległość 125,5

metra Stoch zajmował drugie miejsce, rozdzielając dwóch Niemców - prowadzącego Severina Freunda (128 m) i trzeciego Richarda Freitaga (126,5 m). Trudne warunki na Wielkiej Krokwi - zmienny wiatr i padający śnieg - najbardziej dały się we znaki Austriakom. Thomas Morgenstern upadł przy lądowaniu i stracił szansę na udział w drugiej serii. Z kolei liderzy PŚ Andreas Kofler oraz Gregor Schlierenzauer oddali krótkie skoki i zajmowali odpowiednio 12. i 14. miejsce. W drugiej serii Stoch skoczył aż 135 metrów i oczywiście prowadził. Odpowiedź Freunda była nieudana - Niemiec nie wytrzymał presji i po skoku na odległość 113 metrów zajął dopiero 10. miejsce. Drugi w konkursie był Freitag, a trzeci - Kofler, który w finałowej serii skoczył 130 metrów. W trzydziestce pierwszego zakopiańskiego konkursu znalazło się jeszcze trzech reprezentantów Polski. Rewelacyjnie spisał się Aleksander Zniszczoł, który był dzie-

wiąty. Piotr Żyła zajął 16. miejsce, a Maciej Kot - 25. W drugim dniu konkursu nie było już tak wesoło. Wygrał go Gregor Schlierenzauer, Austriak zwyciężył tym samym 39. raz w karierze i zrównał się pod tym względem z Adamem Małyszem. Najwyżej z Polaków uplasował się Kamil Stoch, który był siódmy. Polak oddał jednak zdecydowanie najlepszy skok w całej drugiej serii - siódma lokata była efektem zepsutej pierwszej próby. A trzeba przyznać, że apetyty po piątkowym konkursie były olbrzymie. Wiadomo - rosną one w miarę jedzenia, a dzień wcześniej, Kamil Stoch nasycił wszystkich polskich kibiców. Jednak w sobotę warunki były inne, niż w piątek. W pierwszej serii Stoch nie skakał przy gęsto padającym śniegu, choć wiejący w plecy wiatr nie rozpieszczał zawodników próbujących pokonać Wielką Krokiew. Nie był on sprzymierzeńcem naszej gwiazdy. Sobotni zwycięzca wylądował na

122 m, co dało mu zaledwie 17. lokatę po pierwszej serii. Straty do zajmujących czołowe miejsca Andersa Bardala, Andreasa Koflera i Gregora Schlierenzauera były jednak tak wielkie, że trudno było liczyć na cud. Stoch chciał jednak odrobić jak najwięcej strat i przesunąć się o kilka pozycji. W drugim skoku wyszło wszystko Stoch trafił z wybiciem, wyciągnął w powietrzu ze swojej próby najwięcej, ile mógł. Wylądował ostatecznie na 133,5 m, dzięki czemu objął zdecydowane prowadzenie i dał nadzieję, że może awansować nawet do pierwszej dziesiątki. To się udało - dopiero zajmujący 10. miejsce po pierwszej serii Severin Freund zdołał wyprzedzić naszego zawodnika, dzięki skokowi na odległość 131 m. Kilku następnych zawodników nie potrafiło jednak znaleźć się przed Stochem, który finiszował na siódmej pozycji. Awans o dziesięć miejsc w porównaniu z pierwszą serią jest małym sukcesem Polaka. (jj)

Klasyfikacja indywidualna w Pucharze Świata: 1. Andreas Kofler 2. Gregor Schlierenzauer 3. Anders Bardal 4. Thomas Morgenstern 5. Kamil Stoch 6. Richard Freitag 7. Robert Kranjec 8. Severin Freund 9. Daiki Ito 10. Roman Koudelka

855 766 749 706 564 534 457 443 420 413 (...) 21. Piotr Żyła 146 (...) 44. Aleksander Zniszczoł 29 (...) 46. Maciej Kot 26


Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

22

rozrywka

Quizzes Computers and the internet 1) Make sure you __________ your computer before you leave the office. A - close B - shut down C - restart D - lock up 2) How long are you going to be _____ the computer? A - at B - in C - to D - on 3) Oh no! This stupid computer has _________ again! A - crashed B - broken down C - had an accident D - failed 4) I can spend the whole weekend just _________ the net. A - sailing B - swimming C - surfing D - windsurfing 5) Now we have broadband, we're __________ to the internet 24 hours a day. A - joined B - linked C - connected D - attached 6) To open a file, just _______ on it with the mouse. A - press B - cluck C - hit D - click

Sudoku

Ambasada RP w Wielkiej Brytanii

7) Can you send him the report and __________ me? From now on, I want both of you to keep me informed of how the project is going. A - carbon copy B - copy by C - Bcc D - Cc 8) '...Let's meet for lunch next week. __________ and we'll sort something out...' A - Drop me a line B - Send email C - Please reply at your earliest convenience D - Communicate with me via an electronic mail system 9) I used to get lots of _______ but since I started using that new filter I haven't had one of those get-rich-quick promises. A - spam B - ham C - steak D - fish 10) I'm not sure if this email is exactly right yet. I want to be friendly but still make her understand how serious this issue is. I'll __________ and decide tomorrow whether to send it or not. A - save it as a practice B - delete it C - send it to her D - save it as a draft 11) At work we're not allowed to send photos or _______ that are bigger than five megabytes. A - clip-ons B - paper clips C - attachments D - additions

47 Portland Place Londyn WIB IJH Tel.: 087 0774 2700 Fax: 0207 2913 576 polishembassy.org.uk

Konsulat Generalny w Londynie 73 New Cavendish Street Londyn WIW 6LS Tel.: 087 0774 2800, 020 7291 3900 Fax: 020 7323 2320 polishconsulate.co.uk

Konsulat Generalny w Edynburgu

2 Kinnear Road EH3 5PE Edinburgh SCOTLAND Tel.: 013 1552 0301 Fax: 013 1552 1086 polishconsulate.org

Konsulat Generalny w Manchesterze

14th floor, Rodwell Tower 111 Piccadilly M1 2HY, Manchester Tel.: 016 1245 4130 Faks: 016 1236 8709 manchesterkg.polemb.net

Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Londynie 15 Devonshire Street Londyn WIG 7AP Tel.: 020 7580 5481 Fax: 020 7323 0195 polishemb-trade.co.uk

Answers: 1 - B, 2 - D, 3 - A, 4 - C, 5 - C, 6 - D, 7 - D, 8 - A, 9 - A, 10 - D, 11 - C. www.bbc.co.uk

Kuchnie świata - Indie

Samosa SKŁADNIKI * 400g białej mąki * 100g masła * 100ml zimnej wody * 3 ziemniaki * 1 duża cebula * pół kalafiora * 200g świeżego groszku * przyprawy (po łyżeczce): kminku indyjskiego, imbiru, kurkumy, kolendry, cynamonu, chili, soli, pieprzu; olej roślinny PRZYGOTOWANIE Mąkę zagnieść w misce wraz z odrobiną soli, stopionym masłem i wodą. Całość odstawić pod ściereczką. Ugotować ziemniaki i kalafiora, posiekać cebulę, sparzyć wrzątkiem groszek. Na rozgrzaną patelnię wlać olej i dodać przyprawy. Podsmażyć cebulkę aż będzie szklista. Dorzucić pokrojone w kostkę ziemniaki, rozdrobnionego kalafiora oraz groszek. Całość poddusić na wolnym ogniu. Ciasto przygotowujemy, jak na pierogi rozwałkowując je na blacie, ale zamiast kółek wykrawamy prostokąty, na które nakładamy farsz i zlepiamy tak, by utworzyły się trójkąty. Samosy wrzucamy na mocno rozgrzany tłuszcz i smażymy z obu stron na złoty kolor. Po wyciągnięciu, odsączamy na papierze. Smacznego!

Ważne adresy

Instytut Kultury Polskiej

Humour A preacher was told by his doctor that he had only a few weeks left to live. He went home feeling very sad, and when his wife heard the sad news she said to him - “Honey, if there's anything I can do to make you happy, tell me”. The preacher answered - “You know, dear, there's that box in the kitchen cabinet with what you always called “your little secret” in it and you said you never would want me to open it as long as you lived. Now that I'm about to go home to be with the Lord, why don't you show me what's in that secret box of yours?” The preacher's wife got out the box and opened the lid. It contained £100,000 and three eggs. “What are those eggs doing in the box?” - the preacher asked. “Well, Honey” - she replied - “every time your sermon was really bad I put an egg in the box”. Now the preacher had been preaching for over forty years and

seeing only three eggs in that old shoe box, he started to feel very proud about himself and it warmed his soul. “And what about that £100.000?” - he asked. “Oh, you see” - she whispered softly - “every time there were a dozen eggs in the box, I sold them”. *** Two friends meet and one of them says: “I've taught my dog how to speak English!” “That's impossible” - says the other man - “Dogs don't speak!” “It's true! I'll show you”. He turns to his dog - “How's the situation in England?” The dog answers: “Rough, rough”. *** Boyfriend: What is your favourite music group? Girlfriend: I love U2! Boyfriend: I love you too, but what is your favourite music group?

52-53 Poland Street Londyn W1F 7LX Tel.: 020 3206 2004 Fax: 020 7434 0139 polishculture.org.uk

Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny 238-246 King Street Londyn W6 0RF Recepcja: 020 8741 1940 Sekretariat: 020 8742 6411 Fax: 020 8746 3798 posk.org

Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii 240 King Street Hammersmith Londyn W6 0RF Tel.: 020 8741 1606 Fax: 020 8741 5767 zpwb.org.uk

Polska Misja Katolicka w Anglii i Walii 2 Devonia Road, Islington, London N1 8JJ Tel.: 020 7226 3439 Fax: 020 7704 7668 polishcatholicmission.org.uk


23

Nr 3(133) / 24 - 30 January 2012

Ogłoszenia

Zamieść ogłoszenie drobne na www.thepolishobserver.co.uk, a te niekomercyjne ukażą się również w The Polish Observer

UWAGA PRACA! Kręci cię praca w mediach? Chciałbyś spróbować swych sił, jako członek dynamicznego zespołu wydawniczego, takich tygodników, jak „The Polish Observer”, „Ziarul Romanesc” i „AfroNews”? Jeśli znasz język angielski, potrafisz biegle posługiwać się pakietem MS Office, cechują cię bardzo dobre zdolności komunikacyjne i organizacyjne, nie boisz się wyzwań, wyślij swoje CV na adres info@myownmedia.co.uk.

decznie, promocyjne ceny kosmetyków, promocje, dobra jakość oraz świetna zabawa. Preston, okolice, całe Lancashire tel 0751 6833 272 lub fabciaa@interia.pl. Jeśli chciałabyś tylko zamówić kosmetyki, które lubisz zapraszam teraz świetne kosmetyki, promocje, zapraszam serdecznie! Anna Faba, Preston E-mail: fabciaa@ interia.pl

PRACA - zatrudnię Poszukuję dziewczyny do sprzątania domków jednorodzinnych - Reading i okolice. Proszę o kontakt mailowy w treści wpisz imię, nazwisko, wiek, ile jesteś w UK, miejsce zamieszkania, numer telefonu. Wymagam j. angielskiego w stopniu komunikatywnym i doświadczenia. magdagrn@hotmail.com Poszukujemy kandydatów na stanowisko Promotor. Jeśli znasz angielski, lubisz nowe wyzwania i nie boisz się rozmawiać z ludźmi to właśnie Ciebie szukamy. Zarejestruj się już dziś na www.tomaszdylpr.co.uk/jointhe-team/. Praca wieczorami oraz w weekendy.  Agencja rekrutacyjna poszukuje pracowników na stanowisko OPERATOR CNC (FANUC). Naszym klientem jest renomowana firma w Wielkiej Brytanii (Lancashire – North West). Wymagania: Znakomita znajomość systemu FANUC Bardzo dobra znajomość języka angielskiego Oferujemy: £11.23 na godzinę + shift allowance, 3 zmiany (6am-2pm + £1.17), (2pm-10pm + £2.34), (£11.23 + £3.51) Praca stała!! Kandydaci będą musieli przejść interview w języku angielskim!! Zainteresowane osoby prosimy o nadsyłanie aplikacji w języku angielskim!!! na adres: Shane. Roberts@staffline.co.uk POSZUKUJĘ NOWYCH KONSULTANTEK FIRMY AVON, jeśli jesteś zainteresowana, masz chwilkę by zarobić dodatkowe pieniążki, zapraszam ser-

Zlecę wykonanie instalacje elektrycznej w remontowanej części domu, koniecznie z certyfikatem lub sam certyfikat. Okolice Southampton tel. 0779 2028 7083 mbuilders@gmail.com Zostań Konsultantką Oriflame! To przyjemny i prosty sposób na dodatkowe pieniądze i tańsze kosmetyki. Ewa tel: 0790 204 9923, e-mail: ewatok75@googlemail.com, www.ewaoriflame.com PRACA - szukam Szukam pracy na terenie Manchesteru i Stockportu; sprzątanie w hotelu, kitchen porter w restauracji czy też praca w fabryce... za wszelka pomoc i informacje dziękuję. Kamila: 0751 7378 632, kamilaczorna2@wp.pl Jestem kucharzem z 18-letnim stażem pracy w zawodzie, poszukuję pracy dorywczej jako kucharz bądź pomoc kuchenna. Sławek 7593000864

Pomagasz w przeprowadzce? Organizujesz przewozy na lotniska? Wywozisz śmieci? Ogłoś swoje usługi na naszych stronach za jedyne £5 + VAT! Zadzwoń pod nr 0784 606 2331.

SPRZEDAM Sprzedam wianek do komunii dla dziewczynki, ręcznie robiony. Alba sukienkowa z bolerkiem, haleczka, torebka, rękawiczki, w komplecie lub osobno. Wianek ł10. Alba z torebka i rekawiczkami f15. tel.07891321665 Viola (Bristol i okolice). 1. SPRZEDAM 18 METRÓW PANELI PODŁOGOWYCH (jasnych) WRAZ Z GĄBKA za 120 funtów 2. SPRZEDAM POCHŁANIACZ (srebrny, używany tylko przez miesiąc wiec jest jak nowy) za 50 funtów 3. SPRZEDAM ŁÓŻKO METALOWE (2 osobowe) bez materaca za 30 funtów. Ceny do uzgodnienie kontakt: 07754409937 (kontakt do godz.17) Mam do sprzedania prawie nowiutką (roczną) pralkę Indesit WM12X pod za budowę. Po więcej informacji proszę dzwonić. East London tel. 752 664 5106 mieszkanie - wynajmę WYNAJMĘ POKÓJ SYMPATYCzNEJ PARZE, najlepiej niepalącej. 45 funtów od osoby z rachunkami. Blackburn tel. 0759 3074 833 mieszkanie - szukam POSZUKUJĘ POKOJU – jedynki w New Malden. Tel. 0759 8000 036

Chcesz sprzedać auto? Wynająć pokój? Pozbyć się starej lodówki? Ogłoś to za darmo na naszych stronach! Wyślij sms na numer 0784 606 2331 lub napisz: ads@thepolishobserver.co.uk

Usługi Przewóz osób i przesyłek – Polska – Anglia – Polska. Przewóz osób od £80. Paczki do 25kg za £19. Transport quadów, motocykli oraz samochodów. Dowóz pod wskazany adres, zawsze na czas. Tel. 07958 170819, +48603413769.

Ubrania dla Ciebie, dla Niego i dla dziecka! Tanio i bez wychodzenia z domu! Nowe i używane! Zobacz sama www.MyClother.com

Ulotki, wizytówki, plakaty, foldery reklamowe oraz strony internetowe. Szybki czas realizacji zamówien. Darmowa wysyłka. Zadzwoń już dziś - 02380 586749 lub napisz ask@tomaszdylpr.co.uk

transport - przeprowadzki Firma Catrina ltd oferuje transport z i do Polski, przeprowadzki. Paczki ANGLIA, SZKOCJA, WALIA i Irlandia Północna z Belfastem. CENA PACZKI DO 30KG - to 20 funtów TO TYLKO 0.66£ ZA KG, codzienny odbiór 3-5 dni roboczych dostarczenie, www.catrinatrans.co.uk tel. 012 37 476 030, 012 37238 086

Profesjonalne czyszczenie wykładzin i dywanów Czyścimy dwustopniowo. 1. Szorowanie na mokro. 2. Odsysanie brudnej wody. Detergenty wysokiej jakości. 7 lat doświadczenia w UK. Ceny przystępne. Southampton i okolice. Tel. 0751 694 8125

przeprowadzki Tanio i solidnie (Blackpool, Blackburn, Bolton, Chorley, Preston, Manchester) Tel.0793 40 99 202

przewozy na Lotniska Szybko - Tanio - Bezpiecznie. Blackpool, Blackburn, Bolton, Chorley, Preston, Manchester. Gwarantowany profesjonalizm. Kontakt: Roman: 0793 40 99 202

Redakcja The Polish Observer nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń.

Xmas2011_254x69_TTX_OBSERVER_03700410037_pl.ai 1 05/12/2011 11:03:11

REKLAMA

Jeszcze dłuższe świąteczne rozmowy z najbliższymi!

T-TALK

Międzynarodowe Rozmowy z komórki

Oferta ważna 19.12.11 – 01.01.12

Stałe stawki 24/7 Bez nowej karty SIM

C

M

Y

CM

MY

CY

CMY

K

Polska tel. stacjonarny

2

p

/min

Polska tel. komórkowy

7

p

/min

£2.50 w prezencie do ka¿dego do³adowania £1O Kredyt £5 - Wyślij smsa o treści GADU na 81616 Kredyt £10 + £2.50 GRATIS - Wyślij smsa o treści GADU na 65656 Wybierz 0370 041 0037*, a następnie numer docelowy (np. 0048xxx) i zakończ #. Proszę nie wybierać po numerze docelowym. Więcej informacji i pełny cennik na www.auracall.com/observer

* Koszt połączenia z numerem 0370 to standardowa opłata za połączenie z numerem stacjonarnym w UK, naliczana według aktualnych stawek Twojego operatora; połączenie może być również wliczone w pakiet darmowych minut.

Polska Obsługa Klienta:

020 8497 4622

T&Cs: Ask bill payer’s permission. SMS costs £5 or £10 + standard SMS rate. Promotion of £10 + £2.50 free credit valid from 19/12/2011 to 01/01/2012 and £10 + £1 free credit in other days. Calls billed per minute, include VAT & apply from the moment of connection. The charge is incurred even if the destination number is engaged or the call is not answered, please replace the handset after a short period if your calls are engaged or unanswered. Connection fee varies between 1.5p & 20p (depending on the destination). Calls to 0370 number cost standard rate to a landline and can be used as part of bundled minutes. We will automatically top-up with £5.00 credit if you are a user of the 81616 code or with £10.00+£1 free credit if you are a user of the 65656 code before your calling credit is about to run out. To unsubscribe text AUTOOFF to 81616 or 65656 at any time. Credit expires 90 days from last top-up. Rates are subject to change without prior notice. Prices correct at 05/12/2011. This service is provided by Auracall Ltd.


Nie mogę być w domu

PRZEKAZ PIENIĘŻNY

WESTERN UNION

Szczęśliwa rodzina

£4.90

*

OD

Wybierz sposób, w jaki chcesz wysłać pieniądze:

W placówce

westernunion.co.uk

*Western Union zarabia także na wymianie waluty. Sprawdź warunki przekazu.

0800 833 833 (od £6.90*)

Nazwa i logo Western Union, a tak e zwi zane z ni znaki towarowe i usługowowe, nale ce do Western Union Holdings Inc., zarejestrowane i stosowane w USA oraz wielu innych krajów nie mog by u ywane bez pozwolenia.


The Polish Observer 3(133)