Page 1


The Nowodworek Times | SPIS TREŚCI

Wstęp od redakcji Długo wyczekiwana wiosna w końcu przyszła, a z nią czas zmian. To idealny moment na powrót do zaniedbanej pasji, odnowienia znajomości czy nawiązania nowych. W kwietniowym numerze prezentujemy sylwetki kilku osób, których postawa dla wielu z nas może być inspirująca. Udowadniają, że najważniejsza jest chęć - rozwoju, posiadania pasji czy podróżowania. Zatem, jeśli dotychczas bezskutecznie próbowałeś zmienić swoje życie (chociażby w małej jego części), zrób to po raz kolejny, tym razem efektywnie. Nie jutro lub w wakacje. Dziś!

Do przeczytania!

2 | #4/2013

Zdjęcie na okładce: Maciek Bernaś


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Spotkanie z absolwentami Harvard University

Pierwszego dnia po wielkanocnej przerwie - 3 kwietnia 2013 r. - w auli odbyło się spotkanie z przedstawicielami Harvard Club of Poland. Pięciu sympatycznych absolwentów prestiżowego amterykańskiego uniwersytetu przybliżyło nam tamtejszy system studiowania oraz zachęciło do wzięcia udziału w konkursie „Droga na Harvard”. Na wstępie warto zaznaczyć, że główną nagrodą jest wylot na 10 dni do USA, jednak w żadnym stopniu nie zobowiązuje on do podjęcia edukacji na Harvardzie.

Spotkanie miało formę prezentacji samego uniwersytetu połączonej z możliwością zadawania pytań. Poznaliśmy bardzo dokładnie kwestię finansową wyjazdu na studia. Okazało się, że biorąc pod uwagę średnie roczne zarobki Polaków, większość kandydatów ma szansę na całkowite dofinansowanie. Uczelnia oferuje bardzo różnorodne drogi rozwijania swoich pasji i talentów. Ciekawym rozwiązaniem jest fakt, że studenci mogą „sobie dorobić” poprzez drobne prace wykonywane chociażby w bibliotece. I na koniec coś, co mi się bardzo spodobało. Podczas rekrutacji na uniwersytet, wśród ogromnego stosu aplikacji napływających z całego świata, uwagę przyciągają niekoniecznie te ze średnią 5.0. Większą szansę mają uczniowie wyróżniający się ciekawą pasją czy osiągnięciami w konkursach na szczeblu ogólnokrajowym.

3 | #4/2013

Spotkanie to wywarło na mnie pozytywne wrażenie – myślę, że to w dużej mierze zasługa otwartości i poczucia humoru panów z Harvard Club of Poland. Zainteresowani konkursem wszystkie informacje znajdą na stronie www.droganaharvard.pl, a więcej o samych studiach na www. harvardpolishsociety.org. Uniwersytet działa również na stronach, z którymi ogromna większość z nas styka się na co dzień - facebooku, twitterze i youtube.com. Do odważnych świat należy!

Zdjęcia: Maciek Bernaś

Marta Zygmunt


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Wymiana Bordeaux vs. Cracovie Po odebraniu bagażu rozpoczęliśmy szaleńczy bieg w kierunku peronu TGV. …7minut do odjazdu pociągu. Grupa rozciągnęła się na 30 metrów. …5 minut. Nie widać już tych na końcu. …4 minuty. Słupki przed bramkami oficjalnie zostały uznane za dzieło szatana. …3 minuty. Ciekawe, czy trafię w ruchome schody skacząc jak gazela. …1 minuta. Zgodnie z oficjalnym rozkładem jazdy zostało 10 minut... Po chwili pociąg nadjechał. Czas nam było przypomnieć sobie swojskie klimaty i, niczym w godzinach szczytu w krakowskim MPK, wepchnąć się do wagonu. Zadanie z pozoru trywialne przybrało w naszym przypadku postać zwierzęcego wprost wciskania się do pociągu. Niepewnie zajmowaliśmy miejsca w wagonie, 1,5 godziny lotu. Nadzieja na słońce. Po wylocie z

podczas gdy w głowach kołatało się tylko jedno pytanie:

ciemnego, mglistego Krakowa, pokrytego resztkami

„Ciekawe, gdzie jest moja walizka?”

pośniegowego

błota,

pierwszy

raz

od

miesięcy

zobaczyliśmy słońce. Całą podróż marzyliśmy o choć trochę bardziej wiosennej aurze w Paryżu, a jeszcze bardziej o nadmorskiej pogodzie, która zwykle wita turystów w Bordeaux. Niestety, nie tym razem. Wraz z powolnym zbliżaniem się ku ziemi ciśnienie robiło coraz większą miazgę z naszych uszu. Stanowczo nie pomagało to w pogodzeniu się z faktem, że pogoda nie różniła się zbytnio od tej, z którą żegnaliśmy się tak niedawno.

Wizja nowoczesnego, ultraszybkiego pociągu została zdruzgotana zbiorowym

wyglądem przedziale

i

klimatem

pełnym

nas

panującym i

w

Francuzów,

spoglądających nieśmiało w naszym kierunku jak na barbarzyńców z dalekiej północy. Brak gniazdek i niedopuszczalne, aż 10-minutowe, spóźnienie pociągu (spowodowane głównie przez nas), nie rokowało zbyt dobrze na przyszłość. Pogoda wciąż nie różniła się znacznie od krakowskiej, ale już od pierwszych chwil w Bordeaux urzekł nas niepowtarzalny klimat tego miasteczka.

4 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Jeszcze w dniu przyjazdu, nim mieliśmy okazję dokładnie

Po produktywnie spędzonym popołudniu, zmęczeni i

zobaczyć Bordeaux, zostaliśmy zaproszeni na kulturalny

ciekawi przyszłych wrażeń, rozeszliśmy się do domów.

wieczór w przepięknej zabytkowej kamienicy, która

Domowa kolacja całkowicie spełniła, a nawet przeszła

była mieszkaniem jednego z Francuzów. Wydarzenie to

nasze oczekiwania. Wreszcie poczuliśmy, że jesteśmy we

pomogło nam nieco zintegrować się z tubylcami.

Francji.

To, co nie udało się Francuzom dnia poprzedniego, nadrobiliśmy

w

poniedziałek.

Bordeaux,

ze

swoją

imponującą liczbą zabytków (którą przewyższa tylko liczba zabytków w Paryżu), może pochwalić się historią sięgającą do czasów rzymskich. W obrębie starówki miasta można znaleźć m.in. pozostałości murów miejskich, katedrę św. Andrzeja z XIV w. oraz neoklasyczny budynek Grand Theatre. Pospacerowaliśmy po mokrym Bordeaux i zakończyliśmy ten dzień z ogólną wizją miasta jako pełnego historii i francuskiej elegancji miejsca.

Następnego dnia region wina przywitał nas swoimi urokliwymi

wąskimi

uliczkami,

kontrastującymi

z

otwartymi przestrzeniami nad rzeką Garonną. Zgodnie z planem wyjazdu Francuzi mieli pokazać nam miasto, co skończyło się poniższym:

5 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOŁA

We wtorek wybraliśmy się na zwiedzanie Saint – Émilion. Jest to malownicze, urokliwe i – w dni poza sezonem turystycznym – nieco wyludnione miasteczko, pełne XII-wiecznej architektury. Ochoczo przystąpiliśmy do zwiedzania. Klimat tego miejsca zachwycił większość z nas do tego stopnia, że pomimo chłodu nie schroniliśmy się w jednej z wielu kawiarni.

Pośpiech, z którym wracaliśmy do autokaru, powodowany był oczekiwaniami, jakie wiązaliśmy z kolejnym punktem programu – degustacją wina…

6 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOŁA

W środę przyszedł czas na poznanie francuskiej szkoły. Mieliśmy być gośćmi na lekcjach naszych gospodarzy, a jako że do odpowiednich klas musieliśmy dotrzeć samodzielnie, udało się to z różnym skutkiem. Potem mieliśmy Akwitanii

okazję –

uczestniczyć

francuskim

w

mini-wykładzie

odpowiedniku

o

polskiego

województwa, w którym znajduje się Bordeaux. Jeśli chodzi o drugą część dnia, to trzeba przyznać, że Francuzi wykazali się wyjątkową pomysłowością – wybraliśmy się na Laser Quest.

Kolejny dzień - nowe wyzwania. Ponownie opuściliśmy Bordeaux i udaliśmy się w stronę Arcachon, przyjemnego nadmorskiego

miasteczka,

w

którym

znajduje

się

najwyższa wydma w Europie, mierząca 110 m wysokości i mająca ponad 2,7 km długości. Gdy wysiedliśmy z autobusu, z początku okolica nie różniła się zbytnio od znanych nam, nadbałtyckich sosnowych lasów. Wtem przed naszymi oczami zarysował się spektakularny obraz wydmy.

7 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOŁA

…”Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…” – Te słowa idealnie oddają widok, który ukazał się przed naszymi oczami. Przez chwilę poczuliśmy się niczym na olbrzymiej bezkresnej pustyni, z Oceanem Atlantyckim u naszych stóp. Niektórzy z nas przeżyli także bliskie spotkanie z drobnym piaskiem… Był to jeden z niewielu dni, kiedy pogoda zdecydowała się z nami współpracować. Czwartek zakończyliśmy wizytą w niesamowicie interesującym miejscu, jakim okazało się muzeum ostryg. Jak zresztą widać na zdjęciach poniżej, po ponad 3-godzinnym spacerze po piasku, temat tych morskich delicji pobudził nas do życia…

8 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Białe fartuchy, maseczki na ustach, 2 grupy uzbrojone w ciężką amunicję i tarcze nacierające na siebie, biała chmura pokrywa pole bitwy. 1 Marca Francuzom pozostało 100 dni do dnia zdawania matury (franc. Baccalaureate, straszna nazwa, więc Francuzi posługują się skrótem „bac”). Po co bawić się na balu, skoro można porzucać w znajomych, tudzież uczniów innych szkół, mąką i jajkami? Mieliśmy tę przyjemność przechodzić tamtego dnia przez Plac de la Victoire, gdzie miały miejsce najzacieklejsze walki. Dwie szkoły z niezaprzeczalną przyjemnością miotały w siebie mąką i jajkami. Tego dnia nikt nie mógł czuć się na ulicy bezpiecznie, a szczególnie ci wyglądający na około 17 lat (doskonale więc pasowaliśmy do charakterystyki idealnego celu). O ile ominięcie dwóch grup dość intensywnie zajętych sobą nie stanowiło problemu, o tyle przejście wąską ulicą świętej Katarzyny było odrobinę większym wyzwaniem. Niestety, nie mieliśmy wyjścia.

9 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOŁA

wydarzeń i równocześnie nieco przybici pożegnaniem z Francuzami, wsiedliśmy z powrotem do TGV. Podróż minęła bardzo szybko, nowych wrażeń dostarczyła nam przeprawa labiryntem korytarzy dworca. Kiedy dojechaliśmy do hotelu metrem linii 13, nasz zachwyt nieco opadł. Miejsce, w którym mieliśmy mieszkać przez następne 3 dni, nie napełniało optymizmem, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że będziemy tam spędzać tylko noce.

Już pierwszego dnia udało nam się zapoznać się z częścią najbardziej rozpoznawalnych miejsc w stolicy Francji. W Kiedy już uciekliśmy z miejsca największego zagrożenia,

cieniu ogromnego Łuku Triumfalnego, nie niepokojeni

wybraliśmy się na zwiedzanie imponującego Muzeum

kaprysami pogody, spędziliśmy sporo czasu na słynnych

Akwitanii. Pośród wielu eksponatów opowiadających

Polach Elizejskich. Ta ogromna Aleja, przy której znajduje

historię tego rejonu, najbardziej urzekły nas podobizny

się legendarny kabaret Lido, każdemu odwiedzającemu

gala Asterixa i jego komiksowej kompanii.

ma coś do zaoferowania. Stamtąd przeszliśmy pod chyba najbardziej znaną i równocześnie najwyższą budowlę Paryża. Jaskrawo oświetlona Wieża Eiffla, wykonana w latach 80. XIX wieku, wciąż zachwyca turystów swoim widokiem. Po wykonaniu obowiązkowych zdjęć i przedarciu się przez tłum sprzedawców figurek wieży w każdym możliwym rozmiarze i kolorze, niechętnie wróciliśmy do hotelu. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do piekarni, skąd wyszliśmy obładowani bagietkami na śniadanie.

W sobotę rano, ciekawi nadchodzących paryskich

10 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Następnie, zadowoleni z ogromu przyswojonej kultury, udaliśmy się ponownie w stronę Wieży Eiffla. Ci, których nie odstraszyła długość kolejki i zdecydowali się wjechać na górę, nie żałowali długiego oczekiwania. Rozpościerał się stamtąd zachwycający widok na cały Paryż, wszystkie malownicze kamienice, pomniki i zabytki.

Niedzielny poranek część z nas spędziła na polskiej mszy, a część spacerując po opustoszałym mieście. W wyniku dość spontanicznej decyzji udało się nam dostać do Luwru, który niewątpliwie zasługuje na swoją reputację. Pomimo ograniczonej ilości czasu staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej z ok. 35 000 wystawianych tam dzieł, od kamienia z kodeksem Hammurabiego aż po prace XIX-wiecznych artystów malarzy.

11 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Jeśli komuś wydaje się, że w Paryżu jedyne warte zobaczenia

zabytki

znajdują

się

nad

Sekwaną

zdecydowanie jest w błędzie. Wzgórze Montmartre, z katedrą Sacre-Coeur na szczycie, jest jednym z miejsc nieco oddalonych od centrum, które także stanowią nieodłączną część kultury stolicy Francji. Dzielnica Montmartre, zwana Mekką artystów, wypełniona jest małymi sklepikami, kawiarniami i ulicznymi malarzami. Po odpowiednio długim czasie wolnym zeszliśmy ze wzgórza i poszliśmy w stronę Moulin Rouge, gdzie udało nam się wykonać kilka tradycyjnychzdjęć.

To był już niestety koniec naszego pobytu we Francji. Odlatujący następnego dnia w okolicach godziny 7 rano samolot zmusił nas do pobudki przed 4. Bogaci w cały wachlarz nowych doświadczeń powróciliśmy do, jak się miało wkrótce okazać, krainy wiecznej zimy.

12 | #4/2013

Zdjęcia: Maciek Bernaś

Alicja Grządziel, Fryderyk Zoll, Maciek Bernaś


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Dzień kultury niemieckiej, francuskiej i polskiej Dnia 19.03.2013r. po raz kolejny odbył się w naszej Szkole Dzień kultury niemieckiej, francuskiej i polskiej. Trudu

organizacji

tego

wydarzenia

podjęła

się,

podobnie jak w poprzednich latach, niezastąpiona prof. Joanna Rokosz-Lechwar. O część artystyczną Dnia zadbali sami uczniowie. Bardzo wiele osób było zaangażowanych w tworzenie plakatów, dekoracji, a przede wszystkim w występy na scenie w szkolnej Auli.

Publiczność

miała

na

początku

możliwość

wysłuchania dwóch utworów wykonanych przez Chór I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie. Warto wspomnieć, że utwory te – Zigeunerleben R.Schumanna oraz The Awakening J. E. Martina po raz pierwszy zostały zaprezentowane przed publicznością. Po występie Chóru i powitaniu gości przez trójkę konferansjerów – dwie pierwszoklasistki - Sarę Królik i Klaudię Oleksińską oraz Kamila Ożoga z klasy 2a1, nadszedł czas na występy szkolnych artystów. Nie brakowało

znanych

utworów

takich

jak

„Voyage

voyage” wykonane przez Michalinę Sarbę czy „Brunetki, blondynki” w wersji Adriana Domareckiego. Dobrą zabawę publiczności zapewnił pokaz mody, w trakcie którego przedstawicielki płci pięknej wśród widowni bardzo entuzjastycznie reagowały na kolejnych panów, którzy

wychodzili

zza

kotary,

by

zaprezentować

stroje popularne przed kilkoma dekadami. Bardzo przychylnie publiczność przyjęła także tancerzy. Po występach Sary Drewy i Wiktora Raputy oraz Kasi Krzyworzeki i Łukasza Strzępka, brawa przez długi czas rozbrzmiewały w Auli. Nad przebiegiem całości Dnia czuwały Ola Kuliczkowska i Ola Śliwa, które dopilnowały, by nie zdarzyły się żadne niedociągnięcia. Wszystkich zaangażowanych w przygotowanie Dnia kultury niemieckiej, francuskiej i polskiej pożegnały brawa na stojąco. Trudno się dziwić, już po raz kolejny Nowodworczycy mieli okazję uczestniczyć w świetnie przygotowanym szkolnym wydarzeniu.

13 | #4/2013

PAA


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Kobieta w czerwieni, z uśmiechem na twarzy, pasją w sercu i sukcesem w kieszeni- czyli… kilka słów o Pani Annie Kulińskiej Czwartek. Godzina 10.20. Czwarta godzina lekcyjna. Idę do szkolnej biblioteki, aby porozmawiać z jej głównym filarem - Panią Anną Kulińską o pracy, osiągnięciach, pasjach. Błądzę między regałami. Trafiam do maleńkiego pokoiku - czegoś w rodzaju zaplecza. Pani Anna wita mnie (jak to zawsze w jej przypadku) szerokim, serdecznym uśmiechem. Częstuje ciastkami i wodą z sokiem, przypominającym dzieciństwo. Zaczyna się opowieść… Otóż Pani Anna została nagrodzona w III Edycji Konkursu na Małopolskiego Bibliotekarza Roku 2012. Do walki o ten tytuł wytypował ją Związek Bibliotekarzy Polskich, motywując to różnorodnością działalności Pani Anny. Ona sama mówi o tym: „Bibliotekarz szkolny idzie do księgarni i kupuje książki. Te książki musi opracować, wprowadzić do komputera. Potem je wypożycza. W „Nowodworku” ma pod opieką prawie 940 uczniów i 80 nauczycieli. Bo na przykład w bibliotekach naukowych, bibliotekarz ma tylko jedną działkę. Załóżmy: tylko idzie i kupuje książki, albo jedynie je opracowuje czy pożycza. Tutaj natomiast musi zająć się wszystkim: czyli w zasadzie ma i młodzież pod opieką, i księgarnie, i nagrody, i konkursy, i wystawywszystko. Oprócz tego jest jeszcze wyjście np. do kina, do teatru, na wystawę - to również leży w obowiązkach bibliotekarza. Jesteśmy więc także waszymi opiekunami i nauczycielami.” I dla potwierdzenia swoich słów dodaje, że w przyszłym tygodniu jedzie z klasami do Częstochowy. Celem konkursu, w którym brała udział Pani Anna jest promocja zawodu bibliotekarza. Pani Kulińska została zgłoszona do niego przez Towarzystwo Nauczycieli i Bibliotekarzy Szkół Polskich, do którego należy od początku jego istnienia (od roku 1999), w dowód uznania jej zasług. Pani Anna aktywnie działa w Towarzystwie – organizuje jego spotkania, zaś siedziba Towarzystwa mieści się w I LO. Wymieniony Konkurs składa się z dwóch etapów: wojewódzkiego i ogólnopolskiego, podczas których są wybierani najbardziej cenieni bibliotekarze w poszczególnych województwach, a następnie najbardziej popularny w kraju Bibliotekarz Roku. Pani Anna została wyróżniona na etapie wojewódzkim i czeka teraz na etap ogólnopolski, który przeprowadzony będzie w formie głosowania

14 | #4/2013

on-line. Rozpocznie się ono 15 kwietnia br. Jej zwycięstwo leży zatem również w naszych rękach! Krótko o zasługach Pani Kulińskiej. Jej osiągnięcia, doceniła szacowna siedmioosobowa kapituła konkursu, w którym rywalkami Pani Anny było 5 kandydatek z bibliotek publicznych m.in. Biblioteki Pedagogicznej, Wojewódzkiej czy Naukowej. Mimo tego, to nasza Pani Anna została najwyżej oceniona. Jej bibliotekarska działalność trwa już ponad 30 lat- od początku w naszej szkole. Pani Kulińska zajmowała się m.in.: organizacją 6 edycji Małopolskiego Konkursu Pięknego Czytania, w którym przez ostatnie dwa lata I wyróżnienie zdobywała obecnie uczennica klasy 3 A1-Justyna Odon. Sama Pani Anna wspomina tę działalność i współpracę: „Justynka jest miodzik. W ubiegłym roku, jako nagrodę w tym konkursie otrzymała warsztaty poetyckie. Szkoliła głos, interpretację, dykcję i potem te warsztaty skończyły się nagraniem audio-book’a”. Kolejnym ważnym wydarzeniem była organizacja


The Nowodworek Times | SZKOŁA

spotkania autorskiego i promocji książki Wacława Krupińskiego o Zbigniewie Wodeckim pt. „Pszczoła, Bach i skrzypce”. Obaj Panowie byli obecni na tym spotkaniu w auli. Zbigniew Wodecki opowiadał o swoim życiu, zagrał kilka dźwięków na skrzypcach, a potem wraz z W. Krupińskim składał autografy w zakupionych przez młodzież książkach. Nie do pominięcia jest też spotkanie z Leszkiem Wójtowiczem- bardem Piwnicy pod Baranami oraz jego mini recital, również zorganizowany przez naszą panią bibliotekarkę. Ślady tego wydarzenia widnieją w formie zdjęć na ścianach czytelni. Pani Anna zajęła się także organizacją spotkań z członkami Związku Literatów Polskich. I LO odwiedziły wówczas takie osobistości jak: A. Grabowski, L. Żukowska, D. Perier-Berska, A. Rotter, R. Marcinkowski, J. Kaczmarczyk, J. Trzebiatowski, A. Frania oraz A. Pochylczuk. Przez trzy lata Pani Anna prowadziła również Kronikę Nowodworską, z której trzy teksty: o świętej wojnie, o studniówce oraz o szopce nowodworskiej, której Pani Anna była również opiekunem (2007), ukazały się w Rocznikach Nowodworskich 2006-2008, wydanych w roku 2012 przez ówczesny samorząd szkolny. Oto fragment jej tekstu, dotyczącego szopki: „[W listopadzie- niebezpiecznej dla Polaków porze]- jak mówił Stanisław Wyspiańkikażdego roku zbiera się w nowodworskiej auli grupa dość podejrzanych osobników i w tajemnicy przed całym światem, przygotowuje świętokradczy zamach na nauczycieli. Zaczynają od szukania sobowtórów, którzy oddają wdzięki fizyczne, głębię psychologiczną i niezwykłość zachowań nowodworskich ciał pedagogicznych”. Jak widać lekkości pióra i humoru Pani Annie również nie brakuje! Dlatego też zamieszczała swoje publikacje w wydaniu jubileuszowym „420 Szkół Nowodworskich 1588-2008”, w „Hejnale Oświatowym”, w „Biuletynie Informacyjnym Towarzystwa Nauczycieli i Bibliotekarzy Szkół Polskich Oddział w Krakowie”. Jej teksty za każdym razem dotyczyły biblioteki, której historię Pani Kulińska zna wybornie. Wspomina, że nowodworska biblioteka jest tylko o 30 lat młodsza od samej szkoły- założona została bowiem w 1618 r. przez bratanka Bartłomieja Nowodworskiego- Jerzego. Pani Anna uzasadnia to słowami: „Osobom tak

15 | #4/2013

młodym jak wy, trudno jest zrozumieć ten fakt, bo wy widzicie tylko na co dzień jak wypożyczam i wypisuję wam książki. Nie wiecie, że je opracowuję, kupuję, zamawiam, wprowadzam do komputera, zajmuję się nagrodami, muszę to wszystko monitorować”. Oprócz tych publikacji w ramach działalności Pani Anny znalazły się także: organizacja zajęć dydaktycznych z krakowskimi artystami, absolwentami I LO – I. Siwek-Front i Z. Bielawką. Pod czujnym wzrokiem Pani Kulińskiej znalazła się także organizacja wystawy „Artystycznym okiem Nowodworczyków”. Wydany na tę uroczystość katalog z dziełami nowodworskich absolwentów (m. In. Jerzego Patoczki, Ewy Preisner, prof. Adama Wsiołkowskiego) był sponsorowany przez męża Pani Anny- Grzegorza. Pani Anna nie zaniedbała też ośmiu warsztatów i seminariów (m.in. „Biblioterapia w szkole”), w których wzięła udział, czy też działalności w zespole metodycznym „E-twinning w pracy nauczycieli i bibliotekarzy”. Jak widać Pani Anna to tytan pracy. Nawet teraz, gdy ze mną rozmawia, co chwilę spogląda na zegarek, bo za chwilę musi biec do profesora Urbanka. Mimo to wciąż pełna energii, zapału, wigoru i co najpiękniejsze w niej: tego promienistego uśmiechu na twarzy. Zaciekawiona pytam: skąd Pani bierze na to wszystko siłę? Jak Pani to robi, że nowodworska młodzież lgnie do tej biblioteki na przerwach tylko po to, żeby panią zobaczyć, uśmiechnąć się do Pani, a tym samym poprawić sobie nastrój. Jest Pani jednym z najjaśniejszych promyków w tej szkole. Pani Anna wybucha na to serdecznym, nieustającym śmiechem. Mówi: „To od was czerpię tę siłę, naprawdę! No widzisz, to ja ci tu mówię o takich poważnych rzeczach, dlaczego dostałam tę nagrodę, a rozwiązanie zagadki jest takie proste!” Dziękujemy sobie za mile spędzony wspólnie czas. Pani Anna szybko wybiega z biblioteki na poszukiwania profesora, a na jej twarzy oczywiście nie brakuje uśmiechu!

Sylwia Łakomy


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Wywiad z Maćkiem Berbeką Jak spędzacie swój wolny czas? Sport? Spotkania ze

K&E: A co z jazdą na monocyklu? Czym w ogóle jest

znajomymi? A może preferujecie wirtualny świat i całe

monocykl?

dnie spędzacie na facebooku? Często rezygnujemy z aktywności fizycznej, usprawiedliwiając się brakiem czasu z powodu naszego ciężkiego nowodworskiego życia. Przecież czasami trzeba wyskoczyć na imprezę, spotkać się ze znajomymi czy choćby chwilę poleżeć przed telewizorem. Gdzie tu znaleźć trochę czasu? A jednak jest to możliwe. Nie wierzycie? Przedstawia-

M: Monocykl to rowerek jednokołowy i najczęściej kojarzy się ludziom z cyrkiem, ale to też ma odmianę sportową i można na nim np. skakać. Przy okazji chciałbym zachęcić: jeśli ktoś z Was ma monocykl , kogoś to interesuje lub chciałby się nauczyć na nim jeździć, to prosiłbym o kontakt, bo razem z kolega z klasy szukamy ekipy.

my Wam naszego szkolnego kolegę Maćka Berbekę.

K&E: Trenujesz tak wiele sportów. Do tego dochodzi

Maciek

szkoła i inne obowiązki. Masz czas na imprezy, spotka-

uprawia

freeride,

wspinaczkę

sportową,

grał w rugby, trenował gimnastykę sportową, jeź-

nia ze znajomym czy choćby po prostu lenistwo?

dzi na monocyklu i do tego wcale nie narzeka na życie towarzyskie. Da się? Oczywiście, że się da!

M: Generalnie nie było to łatwe. Przez szkołę musiałem zrezygnować z narciarstwa alpejskiego. Tak jak wspinanie również musiałem sobie odpuścić na rzecz rugby. A

Klaudia & Ewa: Jak zaczęła się twoja przygoda z freeri-

teraz mam przerwę z powodu egzaminu na prawko. Mam

de’m?

trzy opcje: powrót do rugby, wspinaczki albo próbuje

Maciek: Cała rodzina miała z tym coś wspólnego, mój

czegoś innego.

tata był kiedyś instruktorem narciarstwa, a później za-

K&E: Czy zamierzasz łączyć swoją przyszłość ze spor-

pisał mnie do klubu i coraz bardziej mi się to podobało.

tami które uprawiasz lub uprawiałeś?

Niestety, nie miałem czasu na regularne treningi, dlatego przerzuciłem się na freeride.

M: Pośrednio tak. Zacząłem robić kurs na pomocnika instruktora narciarskiego. W czasie studiów chciałbym na

K&E: Słyszałyśmy też, że trenowałeś rugby. Co skłoniło

przykład wyjechać do Austrii, zamiast dorabiać na kasie

Cię do rezygnacji?

w Tesco. Mam też podobne plany związane ze wspina-

M: Przyszedłem do tego liceum i nie wiedziałem w ogóle

niem.

na czym polega rugby. Pierwszy w-f z prof. Mielnikowem

K&E: Co Twoi przyjaciele i rodzina sądzą o Twoich pa-

- gramy w rugby. Przed tym powiedział nam: „To męski

sjach? Bo jednak freeride czy rugby są bardzo niebez-

sport, tu nie ma miejsca na symulacje, tu leje się krew,

pieczne? Czy nie woleliby, żebyś był przeciętnym na-

połamane nosy”. Wszyscy byli przerażeni. Trenowałem

stolatkiem, który od czasu do czasu pójdzie po prostu

wtedy wspinaczkę sportową i nie zamierzałem z niej re-

pograć w piłkę?

zygnować. Ale prof. Mielnikow powiedział, że się nadaję i zaprosił mnie na Juvenię. Stwierdziłem, że ok, spróbuję i powoli zacząłem się w to wkręcać. Pojechałem na pierwszy mecz. Trener rozrysował nam boisko po czym mówi do mnie: „Ty Maciek biegniesz do centra”, a ja myślę „Kto to jest w ogóle center?!” Ale ostatecznie jakoś to było.

16 | #4/2013

M: Freeride rzeczywiście jest niebezpieczny, ponieważ istnieje zagrożenie lawinowe, ale moi rodzice też generalnie są w to wkręceni, dlatego nie mają nic przeciwko. Wspinaczka też jest ok. K&E: A rugby?


The Nowodworek Times | SZKOŁA

M: Rugby rzeczywiście im się nie podobało. Nie powiedzieli mi wprost, że nie, ale czułem, że im się to nie podoba. K&E: Czy jest jeszcze coś, co chciałbyś powiedzieć do uczniów naszego LO? M: Nie chcę wygłaszać przesłania, ale uważam, że jeśli ludzie nie mają ciekawych pasji, nie chcą robić czegoś interesującego w życiu, to myślę, że to jest ich sprawa i to oni nie poznają ciekawych ludzi i nie będą mieli fajnych wspomnień. K&E: Dzięki za rozmowę i życzymy powodzenia. M: Dziękuję.

17 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOナ、

18 | #4/2013


The Nowodworek Times | SZKOŁA

19 | #4/2013

Zdjęcia: archiwum prywatne

Klaudia Majerańczyk i Ewa Nowak


The Nowodworek Times | SZKOŁA

Wywiad z księdzem Andrzejem Jeleniem J&F: Jak Ksiądz to robi, że jest Ksiądz najbardziej lubianym katechetą, znanym nawet poza nasze liceum? AJ: Nawet mnie tak nie chwal! Chodzi o to, że w nauczaniu religii trzeba kierować się zasadami Ewangelii. Jak się będziesz kierować tym także w innych okolicznościach życia, myślę, że osiągniesz sukces, a tym sukcesem jest to, że Ty będziesz kochał ludzi, a ludzie Ciebie. J&F: Powszechnie znane jest zamiłowanie Księdza do kawy. Jaką kawę Ksiądz najbardziej lubi? Czy ma Ksiądz jakieś ulubione filiżanki? Skąd to się J&F: Kiedy poznał Ksiądz swoje powołanie? Ksiądz

Andrzej

Jeleń:

Bardzo

dawno

temu.

Właściwie, można powiedzieć, że myślałem o tym długo przed seminarium. J&F: Ksiądz już wtedy poczuł, że został wybrany? AJ: To jest bardzo poważne pytanie. Powołanie poczułem bardzo dawno, nawet przed szkołą średnią, ale to nie było jakieś zdecydowane uczucie. Wszystko było na zasadzie poczucia, a doprecyzowywało się przez 20 lat. J&F: Dlaczego zdecydował się Ksiądz nauczać w szkole i jak trafił Ksiądz do Nowodworka? AJ: Wcale się nie zdecydowałem. Ksiądz zostaje posłany. J&F: Może odmówić? AJ: Może, ale ja nie odmówiłem. J&F: I jest Ksiądz zadowolony z wyboru? AJ: Myślę, że tak. To znaczy pierwsze lata tutaj, uczenia w Nowodworku, były dla mnie bardzo trudne, dlatego, że była tylko jedna godzina religii w szkole, klasy były bardzo liczne, jeszcze liczniejsze niż teraz – 40 osób to był standard. I ja ucząc 20 godzin w szkole, miałem 20 klas 40-osobowych, więc nawet tych ludzi nie znałem. Nie miałem z nimi personalnego kontaktu. Ale później, jak poznałem ich bardziej, to zaczęło być coraz bardziej ciekawie.

20 | #4/2013

wzięło? AJ: Po prostu lubię kawę. To tak jakby zapytać Fryderyka za 10 lat, dlaczego się ożenił z tą kobietą. Też nie będzie potrafił odpowiedzieć, bo jak na przykład powie, że ona ma blond włosy, to Jan mógłby powiedzieć, że jest 100 innych dziewcząt o blond włosach. Jest to sprawa do końca niezdefiniowana. J&F: Ma Ksiądz jakąś ulubioną? AJ: Jeśli chodzi o produkcję kawy, to najbardziej lubię espresso, którego można się napić w Italii. Miejsce decyduje o smaku kawy. Nigdy, pijąc kawę w Italii, a piłem wiele razy, nie napiłem się słabej. Oni mają swoją tradycję, potrafią ją zrobić i myślę, że to jest ich atut. Dlatego, gdybym mógł się teraz napić kawy z Italii, byłbym bardzo szczęśliwy, ale z konieczności wybieram polskie espresso, bo jestem w Polsce. J&F: Chodzi Ksiądz do kawiarni? AJ: Nie, nie mam takiego zwyczaju. Rzadko. Po pierwsze nie mam na to czasu. Po drugie, trzeba mieć jakieś zamiłowanie do tego. Po trzecie jest tyle miejsc, w których spotykam się z ludźmi, mój dom, ich dom, parafia, salki, szkoła, to mi wystarczy. J&F: Ma Ksiądz jakieś nawyki związane z kawą? AJ: Zazwyczaj pije rano, jak idę do szkoły i w szkole jak mam kilka lekcji.


The Nowodworek Times | SZKOŁA

J&F: Co Ksiądz myśli o kawie z automatu

ważne, by grał dobrą muzykę.

szkolnego? AJ: Nie piję kawy z automatu, ponieważ mi nie

J&F: A jakieś nazwy zespołów? Na pewno ktoś

smakuje. Kiedyś piłem, ale to nie jest to. To tak jakby

będzie się chciał zainspirować.

Jaś miał ferrari i ktoś mu później dał mercedesa. To

AJ: Theocracy, bardzo dobry zespół grający

żadna jazda, to nie jest to samo.

chrześcijański power metal. Ostatnio słuchałem bardzo dobrej muzyki, Stuart Smith – „Heaven and

J&F: Jak wszyscy dobrze wiedzą, jest Ksiądz

Earth”. Wszystko jest w tej muzyce: trochę rocka,

zagorzałym fanem Wisły Kraków. Od zawsze

trochę bluesa. Bardzo dobra muzyka z końcówki lat

Ksiądz tak lubił piłkę nożną?

90. Jak byłem młodszy słuchałem heavy metalu.

AJ: Od zawsze grałem na obronie i byłem bardzo dobrym obrońcą. W jednym meczu o mało nie

J&F:

Ma

Ksiądz

jakieś

określone

plany

na

złamano mi nogi, bo wszedłem skutecznym

przyszłość? Marzenia?

ślizgiem, a przeciwnik kopnął w moją nogę zamiast

AJ: Nie mam, ponieważ myślę, że najciekawsze

w piłkę, którą wybiłem. Nie miałem jeszcze wtedy

w powołaniu kapłańskim jest to,

ochraniaczy.

jest ciągle zaskakiwany. Jak zbytnio ubierze to w

że człowiek

plany, naraża się na wiele rozczarowań. Jeżeli jest J&F: Jak często chodzi Ksiądz na mecze?

w tym obecna wiara, a życiu księdza powinna

AJ: Właściwie na wszystkie w sezonie, oprócz tych,

być, czuje się powołany i posyłany, to również

na które nie dam rady.

jest w to wkalkulowane nieustanne zaskakiwanie czymś fantastycznym. I ja tego doświadczam.

J&F: Dlaczego akurat Wisła? AJ:

Ponieważ,

parafii

najpierw Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie

mariackiej to inni księża chodzili na mecze Wisły i ja

wam dodane”. Staram się je realizować i muszę

też zacząłem. To było takie stopniowe zauroczenie.

powiedzieć, że jest mi dodawane w obfitości

A

bardzo wiele. Nie mogę narzekać i gdybym miał

później

gdy

Warto tu zacytować słowa z Ewangelii: „Szukajcie

trafiłem

przyszedłem

na

taki

czas,

do

w

którym

Wisła odnosiła duże sukcesy, to spotęgowało

jeszcze raz wybierać, też zostałbym księdzem.

zainteresowanie. Kiedyś zorganizowałem wycieczkę ze szkoły do

J&F: Czy to prawda, że na szopce dywany były z

Ojca Świętego Jana Pawła II w 2002 r., nie mówię

kościoła Mariackiego?

tego, żebym się chwalił, ale nigdy I Liceum nie było

AJ:

z pielgrzymką u Papieża. Byliśmy wtedy na meczu

Wypożyczyliśmy te oryginalne, czerwone dywany

zremisowanym z Lazio 3:3, na stadionie olimpijskim

z bazyliki Mariackiej. Myślę, że to dodało uroku.

Nie

na

szopce,

ale

na

pokazie

mody.

w Rzymie. Teraz jestem kapelanem środowisk sportowych w

J&F:

Czyli

wnosi

Ksiądz

coś

od

siebie?

Krakowie. To nie jest tak, ze chodząc na stadion

AJ: Wnoszę. Za dużo nie wynoszę (śmiech).

Wisły, jestem przeciwnikiem innych klubów w Krakowie, szczególnie Cracovii, bo byłem parę razy

J&F: Dziękujemy za rozmowę.

też na ich stadionie i kibicowałem. Ja po prostu

AJ: Bóg zapłać.

lubię piłkę. Czy idę na Wisłę, czy Cracovię cieszę się jednakowo. J&F: Jakiej muzyki Ksiądz słucha? AJ: Lubię muzykę rockową, nie ma dla mnie znaczenia, czy jest to polski zespół czy zagraniczny,

21 | #4/2013

Marta Dąbrowska, Fryderyk Zoll, Jan Kłapa


The Nowodworek Times | KULTURA

Kulinarna podróż do Państwa Środka mania przesyłki listownej prosto z Chin – wniosku o uznanie ojcostwa jej zmarłego męża. Kulinarna dziennikarka pierwszy raz od dłuższego czasu wyrusza w podróż dalej niż do Alabamy czy Karoliny Północnej i zakochuje się w Państwie Środka, jego tradycjach... i nie tylko. Nicole Mones odkrywa przed nami powoli, subtelnie kulturę Chin, szczególnie skupiając się na niezwykle bogatej i głęboko zakorzenionej w tradycji sztuce kulinarnej. Autorka jest doskonale zorientowana w temacie. Czytając o różnorodności smaków, konsystencji i egzotyce produktów najwyższej jakości, mimowolnie próbujemy wyobrazić sobie reakcję naszych kubków smakowych, niestety zbyt często przyzwyczajonych do fast-foodów, na tak wystawne i równocześnie zdrowe dania.

Są książki na różne okazje. W jednych szukamy porządnej dawki adrenaliny i strachu, przy pomocy innych próbujemy odnaleźć odpowiedzi na pytania nękające ludzkość od tysiącleci. Jeszcze inne zwyczajnie relaksują w krótkich momentach przerwy między „Nie-Boską komedią” a „Panem Tadeuszem”, rozładowują codzienny stres i chwila lektury staje się czymś naprawdę fantastycznym.

Przyznam szczerze, że „Ostatniego kucharza chińskiego” czytałam z pewnym namaszczeniem, za każdym razem przyglądając się uważnie pięknej okładce doskonale wpisującej się w klimat powieści i ostrożnie wertując gęsto zadrukowane strony. Nie wiem, może jestem mało wymagająca, że urzekła mnie książka o tak prozaicznym temacie jak jedzenie, ale naprawdę polecam.

„Ostatni kucharz chiński” autorstwa Nicole Mones doskonale wpisuje się w tę ostatnią kategorię.

Maggie McElroy, wdowa mieszkająca w ciasnym pokoiku na łódce, na co dzień zajmuje się pisaniem artykułów o kuchni różnych regionów Ameryki Północnej. Po śmierci męża odcięła się całkowicie od dawnego świata, a teraz próbuje na nowo, choć z marnym skutkiem, odbudować swoje dotychczasowe życie. Wszystko zmienia się wraz z dniem otrzy-

22 | #4/2013

Marta Zygmunt


The Nowodworek Times | NAUKA

Wynalazki i odkrycia, które zmieniły świat medycyny – część druga Trudno sobie wyobrazić współczesną medycynę bez metod diagnostycznych. Większość osób, nawet sceptycznie nastawionych, uważa je za wielkie osiągnięcie i nieocenioną pomoc w leczeniu wielu chorób i urazów. Istotne znaczenie ma również radioterapia, do której dobroczynności i skuteczności ludzie nie są aż tak zgodni. Do rozwoju tych metod przyczynili się między innymi wybitni odkrywcy przełomu XIX i XX w.: Wilhelm Roentgen i Maria Skłodowska-Curie. Maria Skłodowska-Curie

Wilhelm Roentgen Jego życie naukowe rozpoczęło się dość pechowo – nie udało mu się zdać egzaminu maturalnego (podobno z powodu złośliwego nauczyciela) i w związku z tym był zmuszony wyjechać do Zurychu, gdzie można było studiować bez zdanej matury. Po ukończeniu studiów pracował w Zurychu, a później w Strasburgu, gdzie został profesorem uniwersyteckim. Objął wysokie stanowiska również w Würzburgu i Monachium. W listopadzie 1895 r., prowadząc badania promieni katodowych, odkrył nowy rodzaj promieniowania, który nazwał promieniami X. Okazały się bardzo przenikliwe i zaczerniały kliszę fotograficzną. 22 grudnia 1895 r. otrzymał pierwsze zdjęcie rentgenowskie: uczony prześwietlił dłoń swojej żony. Identyczny eksperyment Roentgen przeprowadził podczas posiedzenia Towarzystwa Fizyczno-Lekarskiego: prześwietlił dłoń jednego z uczestniczących w nim anatomów. Roentgen zbadał również inne właściwości promieniowania X, takie jak zdolność jonizacji gazów czy zależność przenikliwości od długości fali.

23 | #4/2013

Od 1896 r. wraz z mężem prowadziła badania nad promieniotwórczością. W 1898 r. odkryli dwa pierwiastki promieniotwórcze: polon i rad. Po eksperymentach przeprowadzonych na Piotrze Curie stwierdzono, że rad powoduje oparzenia skóry, a nawet martwicę tkanek. Uczeni doszli do wniosku, że za pomocą radu można leczyć raka i choroby skóry. Zapoczątkowało to modę na rad. Produkowano kosmetyki z radem, wzbogacano nim lekarstwa, wody mineralne, pasty do zębów. Przypisywano mu cudowne właściwości upiększające, przeciwbólowe i odmładzające. Miejsce dla radu znalazło się także w głośnych hollywoodzkich produkcjach oraz powieściach. Niestety, w latach dwudziestych, pojawiły się negatywne skutki częstego stosowania radu. Grupa Amerykanek, pracujących przy odblaskowych zegarkach, malowanych farbą z dodatkiem radu, zachorowała na raka szczęki. Promieniotwórczy pierwiastek doprowadził również do śmierci kilku badaczy. Jego stosowanie zostało oficjalnie zakazane we Francji dopiero w latach 70. Maria Skłodowska-Curie brała udział w jeszcze jednym epizodzie historii promieniotwórczości. Podczas I wojny światowej jeździła pojazdami wyposażonymi w przenośnie aparaty rentgenowskie, zdobytymi z własnej inicjatywy, które miały ułatwiać operowanie rannych żołnierzy. Docierała do najbardziej zagrożonych pozycji pod Verdun. Jej pogotowie znał cały front, a francuscy żołnierze nazywali te pojazdy „małymi Curie”. Przebadano w nich 10 tysięcy rannych. Oprócz pogotowia Maria Curie założyła 220 stacji radiologicznych i przeszkoliła kadry do ich obsługi. Obsłużyły one ponad 3 miliony przypadków urazów wśród francuskich żołnierzy. Źródło: „Wielkie biografie część 3. Encyklopedia PWN”, Laurent Lemire „Maria Skłodowska-Curie”

Łucja Hudy


The Nowodworek Times | MUZYKA

„Atoms for Peace” Debiut i bardzo możliwe, że zapowiedź końca. Tak

mentów niezgorszych, ale brak tu jakiejś konkretnej

jakby taniec à la Thom York miał się znudzić, po-

formy. Tom śpiewa do monotonicznego podkładu,

dobnie jak harce do Gangnam Style na każdej im-

który nie zawsze zachwyca i na pewno nie brzmi,

prezie. Mianowicie - pod tym jakże lirycznym po-

jak stworzony przez kogoś ze znacznym dorob-

równaniem kryje się olbrzymi zawód wielkiego fana

kiem muzycznym, jak na przykład Fleja czy Joey

Radiohead. Thom York zorganizował ekipę paru

Waronker (REM, Beck).

sławnych muzyków z Fleą (z Red Hotów) na czele i założył zespół (jak gdyby Radiohead mu się znudziło). Wszystko super fajnie. Miejsce 5 w zestawieniu Official UK Albums Top 100 tuż po wydaniu - 25 lutego i dalej trzyma się w czołówce. Wkrótce rozpoczyna się trasa koncertowa, a wszędzie widnieje napis „sold out” i masa fanatyków Radioheadów z całej Polski jedzie na Malta Festival do Poznania.

Obiektywnie zaś patrząc – AMOK jest OK. Owe momenty niezgorsze są naprawdę świetne, to trzeba Yorkowi przyznać (nie wiadomo, ile jest tu wkłaWstęp strasznie pejoratywny -

tak, bo mimo

wszystko czuję zawód. Ciągle próbuję dosłyszeć się tam Fleji czy innej nowej krwi w utworach, w których śpiewa Thom, ale niestety bezskutecznie. AMOK („Atoms for Peace”), brzmi jak The King of

du reszty zespołu, tym bardziej, że prawie zawsze trzymają się koncepcji piosenki, do której Thom może tańczyć), nie wspominając już o w całości pięknych Ingenue i Default. Jednak za dużo na nim tworów nie robiących specjalnego wrażenia. 3/5.

the Limbs. Jakby Thom ostatnie wydawnictwo Radiohead zrobił sam i AMOK też był jego samowolką. Tak brzmi i można się pokusić o stwierdzenie, że jest nawet gorzej. Ma co prawda Ingenue i parę mo-

24 | #4/2013

Radosław


The Nowodworek Times | CIEKAWE MIEJSCA

“Normalna rodzina, tylko trochę zakręcona” Jest chłodne przedpołudnie. Wtorek drugiego kwietnia. Prosto z przystanku idę pospiesznie ulicą Szewską, dochodzę do rynku, skręcam w prawo. Sam nie wiem, dlaczego aż tak mi się spieszy – przecież wcale nie jestem umówiony na konkretną godzinę, ba! - nawet nie zapowiadałem mojego przyjścia na dziś. Jeszcze przed świętami, żegnając się z panią Bożeną Sosenko, powiedziałem tylko: „Do zobaczenia. Na pewno zjawię się niedługo.” Minąłem już niepozorny posterunek policji, wchodzę do bramy kamienicy pod numerem 29.

Staje mi przed oczami obraz z ostatniej wizyty. Ha, niezła historia! Szukałem wtedy siedziby Federacji Konsumentów (potrzebowałem pilnej konsultacji jako skołowany klient pewnej znanej marki obuwniczej, ale to nie ma najmniejszego znaczenia). Zanim odnalazłem schowaną za filarem portalu latarnię z numerem kamienicy, podsłuchałem niechcący rozmowę telefoniczną stojącego przed lokalem „Vis -a-vis” Andrzeja Sikorowskiego. Bardzo przepraszam – nieładnie to, ale i niecelowo (kiedy potem w rozmowie usłyszałem zdanie: „Bo pan Sikorowski dziś mówił w radiu…”, zaśmiałem się w duchu). Przekonany, że znalazłem właściwy adres, pewnie ruszyłem do bramy. Zwróciłem uwagę na intrygujący napis „ANTYKI”. Przemknęło mi przez myśl, że chyba kiedyś już tu byłem. Stwierdziłem, że nic straconego - jeśli nie trafię wprost do celu mych poszukiwań, chociaż zapytam o drogę. I wtedy to, całkiem przypadkiem (tak jest, przypadkiem – Federacji Konsumentów nie ma tam już od dobrych kilku lat) rozpocząłem niesłychaną przygodę, która mnie tu dziś przywiodła. „Tu” – czyli gdzie? Do sklepu z antykami „Art De&Co” prowadzonego przez rodzinę Sosenko – historyków i kolekcjonerów sztuki w kilku pokoleniach. Pan Marek Sosenko

25 | #4/2013

to szeroko znany antykwariusz, autor branżowych publikacji, człowiek niezwykłej pasji. Jego małżonka – pani Bożena - większość swojego czasu spędza w sklepie – objaśnia, proponuje, rozmawia, przyjmuje od ludzi rozmaite przedmioty, pomaga w wycenie. Jest osobą wyjątkowo sympatyczną, a jednocześnie niezwykle skromną – bardzo często zdaje się na autorytet męża, zaprasza do odwiedzin w dni, kiedy będzie on w sklepie, udostępnia numer kontaktowy. Jest wspaniałą rozmówczynią, chodzącą encyklopedią miasta. Świetnie pamięta swoich klientów, potrafi wiele o nich powiedzieć, zna Kraków jak własną kieszeń. Zmierzam więc dziś do miejsca o unikatowym klimacie. W ładnym i przestronnym czteropokojowym mieszkaniu zgromadzono tysiące wspaniałych eksponatów. Miejsce to ma dla mnie charakter swoistego wehikułu czasu. Znajdziemy tu, obok płócien Kossaków, Michałowskiego czy innych sławnych twórców, rzeczy w sposób prozaiczny ładne i cieszące oko. Można tu na przykład obejrzeć (i kupić!) opakowania żywności i rzeczy codziennego użytku sprzed kilkudziesięciu lat – puszki po kawie, pojemniczki po musztardzie, kartoniki, buteleczki, szkatułki… Oj, jest się tu czemu dziwić! Regaliki, komódki, gabloty, stoliki i kredensy aż uginają się od prezentowanych bibelotów. Współcześnie, w dobie produkcji masowej, zatraciła się unikatowość tego, czym się otaczamy. Wraz z nią z miejskiego krajobrazu poznikały małe zakłady rzemieślników, rodzinne interesiki. Genius loci lokalu państwa Sosenko stanowi to, że tych wszystkich arcyciekawych osobliwości nie oglądam zza pancernej szyby, lecz przyglądając im się z odległości kilku centymetrów.

Wchodzę do klatki. Kilkanaście stopni w góry i pierwsze drzwi na prawo. Eleganckie wejście wie-


The Nowodworek Times | CIEKAWE MIEJSCA

dzie do hallu pełnego mebli w pełnej palecie stylów - empire, art déco, secesja… Rozlega się dzwonek. W środku tłok. Poruszam się ostrożnie, czując klimat czasów dawno minionych i mijających. Czuję się jak słoń w składzie porcelany, co można interpretować też dosłownie. Prócz języka polskiego, słyszę angielski i włoski. Zgodnie z umową, wykonuję kilka zdjęć, co chwilę rozpraszany odkryciem czegoś ciekawego. A to sterta płyt winylowych, stylowe meble z lat 70., zestaw wytwornych porcelanowych filiżanek, w których denkach ukazują się niespodziewanie kobiece portrety, stary saksofon, za rogiem znów eleganckie wieczne pióra… Widzę panią Sosenko zajętą objaśnianiem turystom tego, czego człowiek z drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku nie pojmie. Robi to z uśmiechem.

Witamy się. Jestem lekko zdziwiony, że pomimo czasu, który upłynął od ostatniej wizyty, zostałem zapamiętany. Zaczynamy rozmawiać. Zapytuję, czy mogę tu gdzieś znaleźć niewielką i ustawną kanapę. Pani Bożena od razu poleca mi odpowiedni egzemplarz. Mocno żałuję, że trudno byłoby mi ją wkomponować w pozostałe, całkiem zwyczajne meble w domu. Z zaciekawieniem za to przysłuchuję się opowieściom wytrawnej antykwariuszki. Przyglądam się nowym nabytkom, dopytuję, zachwycam się wrażliwością tych, którzy potrafili docenić wartość tak niepoetycznych przedmiotów, jak apteczka samochodowa sprzed prawie stu lat albo już niemodne, kiczowate kurczaczki wielkanocne. Kiedy proponuję, że warto to miejsce spopularyzować i mogę się tego podjąć na łamach słynnego nowodworskiego miesięcznika, słyszę, że niedawno czymś podobnym zajął się dziennikarz „Die Welt”. Miękną mi nogi. „Owszem ukazał się taki artykuł. Ten redaktor nazywał się Henryk Broder” – słyszę. Składam uszy po sobie. Moja rozmówczyni nadal

26 | #4/2013

opowiada niewzruszenie. Jeszcze przez moment przypatruję się kolekcji ryngrafów i odkrywam, że jestem prawie spóźniony na lekcję angielskiego. Czas jednak nie zna litości…

W domu zaczynam poszukiwania. Rzeczywiście nietrudno odnaleźć artykuł o wymownym tytule „Eine ganz normale Familie, nur ein wenig verrückt”. Dowiaduję się zeń wielu elementarnych faktów. Pan Marek Sosenko dla historii sztuki porzucił medycynę na drugim roku. Obecnie kolekcja sięga 700 tysięcy (!) kartek pocztowych, 40 tysięcy zabawek, a według ostrożnych szacunków w lokalu przy rynku znajdziemy 20 tysięcy niezwykłych przedmiotów. Niektóre zabytki techniki zostały wypożyczone na wystawę do Muzeum Inżynierii Miejskiej. Pierwszy sklep powstał w 1991 roku w Podgórzu, następnie mieścił się przy Placu Dominikańskim. Najważniejsze, że tradycja w rodzinie nie zamiera. Również troje dzieci państwa Sosenko podziela zamiłowania rodziców. Do sklepu „Art De&Co” będę zawsze z przyjemnością zaglądać, do czego i Was zachęcam. O szczegóły tego niesamowitego przedsięwzięcia mam nadzieję kiedyś zapytać pana Marka w wywiadzie, który być może ukaże się za kilka numerów.

Korzystałem z artykułu „Eine ganz normale Familie, nur ein wenig verrückt“ autorstwa Henryka M. Brodera (http//:www.welt.de). Zdjęcia: Jan Kłapa

Jan Kłapa


The Nowodworek Times | SPORT

Subiektywnie o polskiej piłce się z rozgrywek I ligi. Niby nic nadzwyczajnego, takie sytuacje się przecież zdarzają. Myślę jednak, że warto spojrzeć na ten problem szerzej. To, co się działo w Łodzi, już od dawna zwiastowało nadchodzący kryzys. Problem w tym, że osoby odpowiedzialne za klub nie próbowały go ratować. Założona w 1908 roku Łodzianka (ówczesna nazwa Łódzkiego Klubu Sportowego) miała swoje lepsze i gorsze chwile – jak każda inna drużyna. Nie chcę rozwodzić się nad historią „Rycerzy wiosny” z okresu poprzedniego wieku, bo ani tego nie pamiętam, ani nie wydaje mi się to szczególnie interesujące. W każdym razie ŁKS na piłkarskiej mapie Polski był zawsze ważnym punktem. KRÓTKI ZARYS HISTORII NAJNOWSZEJ ŁÓDZKIEGO KLUBU SPORTOWEGO

Kilka informacji pomocniczych do felietonu: Do sezonu 2007/2008 kolejność klas rozgrywkowych w polskiej piłce przedstawiała się następująco: 1. Ekstraklasa (z różnymi sponsorami tytularnymi) 2. II liga 3. Niższe ligi Jednak od sezonu 2008/2009 nastąpiła zmiana i obecnie struktura wygląda tak: 1. Ekstraklasa (z różnymi sponsorami tytularnymi) 2. I liga 3. II liga 4. Niższe ligi Po każdym sezonie z Ekstraklasy do I ligi są przenoszone dwie drużyny, które uzyskują najmniejszą liczbę punktów. W ich miejsce wchodzą zespoły, które zdobywają największą liczbę punktów spośród biorących udział w rozgrywkach pierwszoligowych. Są one nazywane beniaminkami.

Łódzki Klub Sportowy 10.04.2013r. wycofał

27 | #4/2013

Wróćmy do roku 2006. Do tego czasu Łódzki Klub Sportowy grał w II (według obecnej nomenklatury, I) lidze, kończąc sezon zazwyczaj w okoliach środka tabeli. Pod koniec sezonu 2005/2006 cieszyła się cała Łódź, gdyż awans do I ligi zapewniły sobie dwie drużyny z tego miasta – Widzew, zajmując pierwsze miejsce i ŁKS na pozycji wicelidera. Beniaminek z Al. Unii nie miał większych problemów w ówczesnej Orange Ekstraklasie – dziewiąte miejsce to znów okolice środka tabeli. Rok później spadł Widzew, a ŁKS nadal trzymał się w bezpiecznej strefie. Problemy zaczęły się w sezonie 2008/2009. Choć Łódzki KS, mając na swoim koncie 35 punktów, powinien zająć miejsce siódme bądź ósme (decydowałby dodatkowy mecz z Polonią Bytom), to spadł na pozycję... szesnastą, czyli ostatnią. Powód był prosty – nieotrzymanie licencji na grę w Ekstraklasie w kolejnym sezonie. Tą decyzją ŁKS został zdegradowany do I ligi, a dzięki temu Cracovia awansowała na bezpieczne miejsce czternaste i mogła nadal występować w T-Mobile Ekstraklasie. Zdegradowany ŁKS w sezonie 2009/2010 zajął najpierw czwarte, a rok później pierwsze miejsce I ligi, by znów powrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po raz kolejny pojawiły się problemy z otrzymaniem licencji na grę w Ekstraklasie, ale ostatecznie dopuszczono klub z Łodzi do rozgrywek. Wtedy problemy nie tylko się nie zakończyły, ale wręcz zaczęły piętrzyć. ŁKS od początku nie miał choćby cienia szansy na pozostanie w lidze. „Rycerze wiosny” zaczęli od porażki 0:5 z Lechem Poznań, kolejny mecz zakończył się nieco lżejszym pogromem (jakkolwiek dziwnie to brzmi) 0:4 ze Śląskiem Wrocław. Po sezonie, razem z Cracovią, ŁKS wrócił do I ligi, gdzie


The Nowodworek Times |

było już coraz gorzej. W parze ze skrajnie słabym poziomem sportowym szło ogromne zadłużenie wobec firm, od których klub pożyczał pieniądze. Ponadto zawodnicy nie dostawali swoich pensji za grę jeszcze w poprzednim sezonie. Niektórzy z nich przenieśli się do innych drużyn, rezygnując z walki o ich należności, inni z różnym skutkiem walczyli z zarządem o wypłatę zaległych pieniędzy. CO DALEJ? Kiedy trafia się do I ligi, to zazwyczaj opcje są dwie – albo jak najszybciej wraca się do Ekstraklasy, albo spada jeszcze niżej. Ktoś kiedyś powiedział „Ekstraklasa albo śmierć” i trudno się z tym nie zgodzić. I liga (czy wcześniej II) była dla klubów takich jak Śląsk Wrocław, Zagłębie Lubin czy Wisła Kraków okresem przejściowym, czasem na zrobienie porządków w drużynie i umocnienie się przed walką o Mistrzostwo Polski. W takim stadium jest obecnie Cracovia, która po degradacji zajmuje pierwsze miejsce i ma spore szanse na awans. Są jednak drużyny, które kiedyś prezentowały naprawdę dobry futbol, walczyły o najwyższe cele, ale coś nie zadziałało, spadły najpierw do I ligi, później jeszcze niżej, a dzisiaj nie pamięta o nich nikt, poza garstką najwierniejszych kibiców. Świt Nowy Dwód Mazowiecki, Szczakowianka Jaworzno, Odra Wodzisław – gdzie dzisiaj są te zespoły, podejmujące jeszcze kilka lat temu równorzędną walkę z topowymi drużynami dzisiejszej Ekstraklasy? Tułają się gdzieś po II czy III lidze, bez szerszych perspektyw. Zawodnicy zastanawiają się, jak przeżyć od pierwszego do pierwszego, a w klubie liczy się pieniądze, by wystarczyło na opłacenie bieżących rachunków czy wyjazdów na mecze dla piłkarzy. Łódź jednak w porównaniu do wymienionego wyżej Jaworzna jest dużym miastem, dysponującym świetną infrastrukturą sportową i takimi obiektami, jak chociażby Atlas Arena. Czy naprawdę w takim mieście nie ma miejsca dla choćby dwóch klubów, czyli ŁKS-u i Widzewa? Od nowego sezonu Łódzki Klub Sportowy najprawdopodobniej wznowi rozgrywki od IV ligi. Faktem jest, że ŁKS nie jest pierwszym klubem, który w ten sposób musi się odbudowywać. Tę drogę wcześniej przeszły takie drużyny jak Lechia Gdańsk, która obecnie z powodzeniem radzi sobie w T-Mobile Ekstraklasie czy Hutnik Nowa Huta, który został reaktywowany przez kibiców i w zeszłym sezonie wywalczył awans do III ligi. Całkiem niedawno, w lipcu lub sierpniu ubiegłego roku, przed podobną do tej, która dotknęła ŁKS, wizją upadku, stanął klub ze stolicy

28 | #4/2013

– Polonia Warszawa. Znów przyczyną był brak pieniędzy. Właściciel klubu, Józef Wojciechowski, niezadowolony z prowadzenia Polonii był skłonny zaprzestać działalności. Pojawiła się możliwość sprzedania warszawskiej drużyny, czyli także jej aktyw (herbu, barw itp.) i przeniesienia jej do Katowic, gdzie miałaby występować pod nową nazwą – KP Katowice. Faktycznie, „Czarne Koszule” przejął Ireneusz Król, właściciel GKS-u Katowice, ale odstąpił od pomysłu przeniesienia Polonii na Śląsk i zespół z Warszawy nadal występuje w Ekstraklasie. Choć wciąż nie radzi sobie z problemami finansowymi, to jednak sportowo sprawia dużą niespodziankę. Piąte miejsce to pozycja całkiem niezła, jak na klub, który codziennie mierzy się z takimi trudnościami. Z klubów zagranicznych przykładem może byc Rangers F.C. - klub z Glasgow, który w wyniku katastrofalnych problemów finansowych nie dostał pozwolenia na grę w Ekstraklasie i zaczął od Scottish Third Division, czyli czwartego poziomu rozgrywkowego w Szkocji. Newco Rangers (nowa nazwa klubu) aktualnie miażdży swoją grą wszystkich przeciwników. Brylowanie w IV lidze szkockiej nie jest szczytem marzeń sympatyków Rangers, dlatego mają nadzieję, że po usprawnieniu adminsitracji wrócą do Ekstraklasy, by walczyć o... 55. Mistrzostwo Szkocji. Trzeba przyznać, że nazbierało im się trochę tych trofeów. Odnoszę wrażenie, że przez niekompetencję członków zarządu (nie tylko aktualnego) ŁKS-u, zostało poniekąd zaprzepaszczone 105 lat tradycji tego klubu. Płynie z tego smutna nauka, że błędy obecnych właścicieli mogą zrujnować efekt pracy kilku pokoleń, które tworzyły historię ŁKS-u od 1908r. I jak zwykle w takich sytuacjach, najbardziej szkoda mi kibiców, którzy zamiast oglądać swój klub, grający z najlepszymi w Polsce na stadionach takich jak PGE Arena w Gdańsku, będą jeździć na wyjazdowe spotkania gdzieś do Moszczenicy czy Pajęczna.

Zdjęcie oprawy kibiców ŁKS-u.

Mateusz “Manti” Suchan


The Nowodworek Times | SPORT

Wywiad z Basią Janik zajęć, tym większa motywacja do działania. J.M: Czy lubisz oglądać siatkówkę w telewizji? B.J: Lubię, ale niestety zazwyczaj nie mam czasu. Lubię też chodzić na halę i kibicować  J.M: Twój Największy sukces. B.J: Obecnie z dziewczynami z klubu przygotowujemy się do Finałów Polski Juniorek. Niestety, mnie z nimi nie będzie, ponieważ jestem w tym czasie z chórem w USA. Jakub Morawski: Jak zaczęła się Twoja przygoda z siatkówką? Basia Janik: Z tego, co pamiętam, pod koniec 6 klasy szkoły podstawowej zaczęłam uczyć się podstaw - niestety trochę późno. Wcześniej „odbijałam” w szkole i z bratem, ale to była zwykła zabawa piłką. Nie pamiętam, co było tym impulsem, który skierował mnie na halę treningową.  J.M: Co najbardziej lubisz w tym sporcie? Jednym słowem. B.J: Hmmm… trudno powiedzieć. Chyba nieprzewidywalność, a także to, że gra się nie tylko siłą i techniką, ale też głową i sercem. J.M: Najprzystojniejszy siatkarz reprezentacji Polski. B.J: Oczywiście Winiar i Kurek  J.M: Twój największy wzór (siatkarz/siatkarka). B.J: Mariola Zenik oraz Stephane Antiga. J.M: Najbardziej emocjonujący mecz w Twojej karierze. B.J: Szczerze mówiąc - nie pamiętam. Każdy mecz traktuję tak samo i emocje zostawiam poza boiskiem. J.M: Jak często masz treningi? Nie brakuje Ci czasu? B.J: Treningi mam 5 razy w tygodniu, jednak dojeżdżam na nie 40 km, więc nie mogę być na każdym; ponadto mam sporo innych zajęć poza szkołą i treningami. Czasu zawsze mi brakuje, ale im więcej

29 | #4/2013

J.M: Przekonaj czytelników, że w Turnieju Noworocznym 2013 będzie lepiej. B.J: Nie mogę Wam gwarantować, że wygramy, ale jedno mogę obiecać - żadnej piłki nie odpuścimy i będziemy „gryźć parkiet”. Wydaje mi się, że w tym roku również tak było, jednak mecz wygrało II LO dzięki chłopcom, którzy są obecnymi Mistrzami Małopolski.

J.M: Czy ktoś z Twojej rodziny jest siatkarzem? B.J: Zawodowym nie. Siostra zaczęła trenować razem ze mną, jednak skończyła, kiedy przyszła do Nowodworka. Brat trenuje i gra w lidze amatorskiej.

J.M: Masz jakieś dalsze plany związane z siatkówką? Reprezentacja narodowa? B.J: Nie planuje przyszłości z siatkówką, mam kompletnie inne plany. Siatkówka daje mi dużo radości, dużo mnie nauczyła i dopóki będę mogła - będę trenować . J.M: Jeśli nie trenowałabyś siatkówki, to jaki inny sport byś wybrała? B.J: Szczerze, nie wiem. Próbowałam wielu sportów. Kiedyś musiałam wybrać między treningami siatkówki a piłki nożnej - wybrałam to pierwsze. W 2-3 klasie gimnazjum uparcie dążyłam do trenowania skoków narciarskich. Kiedy nie idę na trening, biegam. Gdyby nie siatkówka, to na pewno jakiś sport, który troszkę męczy człowieka fizycznie.

Zdjęcie: Maciek Bernaś

Jakub Morawski


The Nowodworek Times | SIWA PIECZE

WIOSENNIE I JABŁKOWO Wszystko wskazuje na to, że upragniona wiosna w końcu do nas przywędrowała. W takim okresie aż chce się rozkoszować radośnie świecącym słońcem w każdej chwili. Również w kuchni. Dlatego najlepiej nasze podniebienia zaspokajają owocowe przysmaki. A ponieważ nie jest to jeszcze sezon ani na truskawki ani na maliny, to musi nas zaspokoić coś, co zawsze znajdziemy w sklepie. O czym mowa? Naturalnie, że o jabłkach. A najlepiej patriotycznie - o polskich jabłkach.

Składniki: -

70 dag mąki 1 łyżeczka soli 500 ml wody 70 ml oleju 60 g masła garść bułki tartej garść grubego cukru 1 kg (albo nieco więcej) jabłek 100 g cukru 1 łyżeczka cynamonu filiżanka suszonej żurawiny i rodzynek budyń waniliowy

Wykonanie: 1. Rozpuść sól w zimnej wodzie, a następnie 3/4 z tej wody przelej do mąki i wyrabiaj ciasto mikserem. 2. Dodaj olej i wyrabiaj do czasu aż ciasto stanie się luźne i plastyczne (koło 5 minut). 3. Ciasto uformuj w kulę, posmaruj z wierzchu delikatnie olejem i odstaw je na pół godziny. 4. Jabłka obierz ze skórek, usuń ogryzki i poszatkuj. 5. Rodzynki i żurawinę sparz wodą, a następnie dodaj do jabłek. 6. Jabłka, żurawinę i rodzynki wymieszaj dokładnie z cynamonem i cukrem. 7. Na dużej ściereczce rozpłaszcz ciasto i rozciągaj je aż stanie się bardzo cienkie. Grube brzegi odetnij nożem. 8. Ciasto posmaruj połową rozpuszczonego masła i obsyp bułką tartą. 9. Z nadzienia jabłkowego odciśnij sok, a następnie ułóż je na cieście. 10. Zwiń strudel, podtrzymując ciasto ściereczką. 11. Przełóż ciasto do wąskiej formy (rozmiarów strudla) wyłożonej papierem do pieczenia. 12.Wierzch posmaruj resztą roztopionego masła i wysyp na nie gruby cukier. 13. Piecz w 180 stopniach przez 45-60 min. 14. Przygotuj budyń z większej ilości mleka (dodaj ok. 1/3 szklanki więcej) i polewaj nim upieczony strudel.

30 | #4/2013

Aleksandra Śliwa


The Nowodworek Times | ROZWÓJ

„Używki to nie zabawa, a aktywność to podstawa”. Jedni będą widzieli sens w działalności społecznej, a drudzy nie. M.Ż: Ilu wywiadów już udzieliłeś? J.J: Niewielu. To chyba jest mój trzeci. M.Ż: Irytują Cię pytania, które są Ci w kółko zadawane przez dziennikarzy? J.J: Nie, ja ich poniekąd rozumiem. Sam jestem dziennikarzem i w momencie, kiedy przeprowadza się Powyższy tytuł to nazwa projektu, który zrealizował Janek Jelonek w ramach dwuletniej Krakowskiej Akademii Samorządności. Janek Jelonek, tegoroczny maturzysta, uczęszcza do XVI LO w Krakowie. Oprócz przygotowań

wywiad tematyczny, pytania muszą się powtarzać. M.Ż: Jakie wydarzenie spowodowało, że rozpocząłeś pracę w radio eLO RMF?

do egzaminu dojrzałości, Janek prowadzi audycję w eLO

J.J: O jejku… Myślę, że poznanie Angeliki Wielgus. Znamy

RMF, jest przewodniczącym Młodzieżowej Rady Dzielnicy

się z Krakowskiej Akademii Samorządności. Angelika

XII, działa w samorządzie szkolnym i jest koordynatorem

wspomniała mi o radio. Napisałem e-mail do redakcji i

projektu „18 cudów Krakowa według młodzieży”.

przedstawiłem swój pomysł Przyjęli nas na spikerów.

Postawa Janka uświadamia wszystkim młodym ludziom,

M.Ż: Stresowałeś się podczas pierwszej audycji?

że malutkimi kroczkami można osiągnąć sukces. J.J: Bardzo, aż za bardzo. Bałem się wypowiedzieć jakiekolwiek słowo. Myślałem, że praca w radio jest Małgorzata Żurowska: Jak zdefiniujesz słońce? Janek Jelonek: To źródło energii słonecznej, a także psychicznej. Mówi się, że brak słońca powoduje depresję u człowieka. Jednym zdaniem, słońce to źródło energii

prostsza niż w telewizji. W studiu radiowym nikt nie widzi, co robię, ale wszystko słyszy. To jest gorsze. M.Ż: Janek, wiem, że od półtora roku działasz aktywnie w telewizji. Co Cię bardziej kręci: telewizja czy radio?

życia, dosłownie i w przenośni.

J.J: Chyba jednak telewizja….

M.Ż: Zadałam to pytanie, ponieważ na podstawie jednej

M.Ż: Ile wpadek już miałeś?

odpowiedzi można wywnioskować, jak postrzegasz świat, logicznie bądź humanistycznie. Odpowiedzi

J.J: Najgorszą strzeliłem podczas wywiadu z panem

uczniów klas o profilu matematyczno - fizycznym

Zbigniewem Wodeckim. Na początku wywiadu, kiedy

ograniczały się do zdefiniowania słońca jako gwiazdy

byliśmy już na antenie, powiedziałem, że podczas

Układu

oczekiwałam

festiwalu w Opolu 2009 roku, pan Zbigniew miał

odpowiedzi z głębszym przesłaniem. I taką właśnie

przyjemność zaśpiewać w duecie z Edytą Górniak.

dostałam. Mogę powiedzieć, że zdałeś test.

Piosenkarz zrobił dziwną minę. Wtrącił mi się w słowo

Słonecznego.

Od

Ciebie

i powiedział, że kiedy on śpiewał „Pszczółkę Maję”, Co sądzisz o dzisiejszej młodzieży? J.J: Dorośli określają młodych ludzi jako niedojrzałych, głupich, bez żadnych perspektyw. Jednak to nie jest prawda. Są ludzie dobrzy i źli. Tak samo jest z młodzieżą.

31 | #4/2013

pani Górniak była dzieckiem. Na szczęście nie wyszedł ze studia i mogliśmy kontynuować program, ale ja już kontrolowałem wszystko, co mówię.


The Nowodworek Times | ROZWÓJ

M.Ż: Prowadzisz program „Niezwykłe życie zwykłych

Kiedy do nas trafią spikerzy, wtedy są dla nich

ludzi” .Kto z Twoich gości najbardziej Cię zaskoczył?

organizowane warsztaty.

J.J: Zdecydowanie Ewa Wachowicz. Opowiadała o

M.Ż: Znajdujesz trochę wolnego czasu dla siebie, żeby

swojej największej przygodzie życia, kiedy zdobyła

na przykład wyjść z przyjaciółmi na miasto, pobiegać,

tytuł III wicemiss w konkursie Miss Świata (w 1992 roku).

poczytać książkę?

Podczas jednego z konkursów, który odbywał się w Chinach, pani Ewie podano danie z kuchni kantońskiej. Potrawa bardzo jej smakowała, jednak po powrocie do kraju okazało się, że był to gulasz z psa. Jest to jedno z niemiłych wspomnień pani Wachowicz. Rozmawialiśmy

J.J: Przyznaję się, że nie biegam. Ale mam już 18 lat, więc na piwo lub czekoladę z przyjaciółmi jak najbardziej. Znajduję czas dla siebie przeważnie pod wieczór. Kiedy mogę w ciągu dnia aktywnie działać, to wolę to zrobić.

też o programie „Ewa gotuje”. Po tym wywiadzie miałem

M.Ż: Jakie nastawienie mają twoi rodzice do sytuacji, w

duży apetyt na niektóre potrawy.

której cały czas poświęcasz swoim zainteresowaniom?

M.Ż: Co uważasz za najbardziej pociągające w pracy

J.J: Oczywiście mówią, żebym się uczył do matury,

dziennikarza?

jednak wspierają mnie każdego dnia.

J.J: Podczas wywiadu mam okazję dowiedzieć się o

M.Ż: Uważasz się za kogoś wyjątkowego?

drugiej osobie czegoś interesującego. Ale najważniejszą rzeczą jest to, że każda rozmowa zostawia po sobie ślad.

J.J: Nie, jestem takim samym maturzystą jak każdy.

Wysłuchując o tym, co robią inni, sam mam ochotę tego

Po prostu włożyłem trochę więcej pracy i już coś

dokonać. W każdym wywiadzie można doszukać się

osiągnąłem. Ale do celu jest jeszcze długa droga. Trzeba

głębszego dna, które wywołuje we mnie wiele refleksji.

jednak walczyć o to, czego się pragnie. Nawet wtedy, jeżeli wszyscy wokół twierdzą, że dziennikarzy na rynku

M.Ż: Na jakiej zasadzie przebiega rekrutacja na spikerów

pracy jest za dużo, a mój wysiłek to strata czasu.

do eLO RMF? M.Ż: Wcześniej wspomniałeś, że podczas każdego J.J: Nabory spikerów są dwa razy w roku: w okresie

wywiadu dowiadujesz się czegoś nowego. Jakich

wiosennym i jesiennym. Redaktor naczelna ze swoim

refleksji doznałeś podczas wywiadu ze mną?

sztabem wysyła zaproszenia do szkół dla 4 osób. To szkoła robi eliminacje i wysyła do nas najlepszych.

J.J: Zacząłem się zastanawiać nad tym, co robię. Cieszę się, że mój wkład w działalność społeczną nie

M.Ż: Boisz się pani redaktor naczelnej Joanny Molity ? J.J: Jak każdy przełożony umie nakrzyczeć. Mówi jednak to, co myśli i wiem, czego ode mnie oczekuje. Ma już swoje debiuty w głównym radio RMF.

idzie na marne. Myślę, że swoją postawą motywuje początkujących dziennikarzy, którzy pragną spełnić swoje marzenia. M.Ż: Dziękuję za rozmowę.

M.Ż: Czy w Krakowie są organizowane jakieś warsztaty dla młodych dziennikarzy? J.J: Trzeba szukać na bieżąco. Domy kultury organizują różne warsztaty. W Centrum Nauki im. Henryka Jordana są zajęcia prowadzone przez panią Katarzynę Jasińską. Oczywiście są też radia prowadzone przez licealistów: Pryzmat i eLO RMF.

32 | #4/2013

Małgorzata Żurowska


The Nowodworek Times | ROZWÓJ

Józef Mehoffer. Konteksty twórczości. Cykl wykładów prowadzonych przez historyków sztuki, na temat dzieł jednego z najbardziej znaczących artystów Młodej Polski - Józefa Mehoffera. Wykłady odbywają się w oddziale Muzeum Narodowego przy ul. Krupniczej 26. Więcej informacji: http://www.muzeum.krakow.pl/Jozef-Mehoffer-Konteksty-tworczosci.1148.0.html

Julian Antonisz. Technika jest dla mnie rodzajem sztuki. Wystawa dzieł Juliana Antoniszczaka, eksperymentalnego reżysera, wynalazcy, konstruktora i muzyka, twórcy m.in. samochodu złożonego z dwóch rowerów oraz wielu maszyn filmowych. Ekspozycja będzie otwarta od 12 kwietnia do 16 czerwca. Szczegóły: http://www.muzeum.krakow.pl/Wystawa.585.0.html

Czwartki u Matejków. Spotkania prowadzone w domu Jana Matejki przy Floriańskiej, związane z twórczością artysty oraz zagadnieniami związanymi z życiem w jego czasach. Tematy wykładów luźno nawiązują do zbiorów dzieł Matejki w Muzeum Narodowym. Szczegóły: http://www.muzeum.krakow.pl/Czwartki-u-Matejkow.297.0.html

Konkurs historyczno-literacki “WETERANI wczoraj i dziś” realizowany w ramach kampanii społecznej z okazji obchodów Dnia Weterana. http://dzien-weterana.pl/kampania-szacunek-i-wsparcie-weterani-pl/weterani-wczoraj-i-dzis/13-weterani-konkurs-litersko-historyczny.html

Konkurs na projekt cyfrowego logo WsiPu. Prace można zgłaszać do 20 maja. http://www.konkursynagrody.pl/2013/04/konkurs-cyfrowy-wsip/

X Ogólnopolski Konkurs Fotograficzny „Mój dom, moja ojczyzna, moja Europa” http://www.konkursfotograficzny. info/2013/03/moj-dom-moja-ojczyzna -moja-europa/

Konkurs Filmozoficzny na film krótkometrażowy wykonany kamerą, telefonem komórkowym albo przy użyciu technik animacji komputerowej. http://www.cogito.com.pl/Artykul/9174/ Konkurs_Filmozoficzny.html

33 | #4/2013

Konkurs fotograficzny polegający na uwiecznieniu matematyki na zdjęciu. http://www.konkursfotograficzny. info/2013/03/matematyka-w-kadrze-2/

Alicja Grządziel, Aleksandra Fiutowska, Marta Durda


The Nowodworek Times | HUMOR

Szostek Suszy, czyli suchary pana profesora Andrzeja Szostka Prof. Szostek: Co mu damy?

Uczennica otwiera okno.

Uczennica: Sześć!

Pan Andrzej: „Wychodzisz?”

Prof. Szostek: Co?! Chyba żeś gabinety pomyliła!

Z wycieczki na Ukrainę: Prof. Szostek: To ile was tam pakowało? Uczennica: Dziesięć osób.

[A]: Halina, może zacznij prowadzić dziennik wycieczki: „Dzień trzeci. Nic się nie dzieje. A nie, ruscy porwali nam 8 osób”.

Prof. Szostek: Dziesięć osób? Jedną paczkę? A ile was tam zostało? Uczennica: Trzy osoby. Jeszcze jedną paczkę zaklejają.

Podczas odpowiedzi, przy mapie:

Prof. Szostek: Trzy osoby? Wąska specjalizacja! Jeden prawą rękę, drugi lewą, a trzeci zakleja.

[A]: Pokaż Hawaje. Nie ma?... Uczcijmy to minutą ciszy ;)

Prof. Szostek: Jak zmierzyć temperaturę jądra Ziemi?

O Boże, orka na ugorze.

Uczennica: Termometrem takim. Prof. Szostek: Ty, zmień sobie lekarza! Ten na pewno cię oszukuje!

Uczennica: Ale tu nie ma Morza Martwego! Prof. Szostek: Nie ma. Ukradli. (uczennica szuka dalej na mapie)

Prof. Szostek: Kiedy Kościuszko wystąpił z buntem?

Prof. Szostek: Minęła doba.

Uczeń: Nie wiem, jestem w biol-chemie. Prof. Szostek: Kościuszko też za biol-chem walczył.

- „Mateusz taki wyciszony, dość stonowany... Widać, że dojrzewa.”

(klasa długo wchodzi do sali) Wchodzili trzy dni i trzy noce.

Prof. Szostek: Ucherkówna, ty chodzisz w czapce? Bo 40% ciepła ucieka przez głowę! Uczennica: I mózgu też!

Prof. wywołał kolegę do odpowiedzi. Zadaje jedno pytanie i nic, drugie nic, trzecie dalej nic. I mówi z charakterystycznym dla siebie uśmiechem: „patrzcie, ale się obrył jak dzika norka”. Uczeń zostaje wezwany do odpowiedzi, powoli wstaje, wyraźnie się ociąga, na co pan Andrzej wypala: „Co tak wolno? Mam Ci prędkość początkową nadać?!”

34 | #4/2013

Prof. Szostek: Mózg trzeba mieć...


The Nowodworek Times | REDAKCJA

35 | #4/2013

The Nowodworek Times #04/2013  

TNT - wydanie czwarte

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you