Page 1


Skład redakcji Redaktor naczelna:

Joanna Wężyk

Ewelina Dziedzic

Karolina Ciaplak

Zastępcy redaktor naczelnej:

Karolina Zając

Karolina Makówka

Maciej Bernaś, Aleksandra Fiutowska

Klaudia Majerańczyk Krzysztof Kołodziejczyk

Okładka:

Łucja Hudy

Maciej Zawierucha

Magdalena Tyszecka Maja Bączek

DTP: Damian Pasek

Małgorzata Żurowska

Dziennikarze:

Marta Durda

Agnieszka Orszulak

Marta Zygmunt

Aleksandra Fiutowska

Mateusz Suchan

Aleksandra Śliwa

Stanisław Tokarski

Alicja Grządziel

Sylwia Łakomy

Ewa Nowak

Urszula Sasorska

Jakub Miśkiewicz

Urszula Szydło

Jakub Morawski

Zuzanna Żuchalska

Marta Dąbrowska

2


Wstęp od redakcji Drodzy czytelnicy! Z przyjemnością oddaję w Wasze ręce ostatni numer gazety w roku 2013. Jest to jednocześnie koniec pełnienia przeze mnie funkcji redaktor naczelnej. Chciałabym w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do rozwoju The Nowodworek Times: dziennikarzom, grafikom, nauczycielom (pani mgr Marcie Karpiel oraz panu dr Mateuszowi Skusze, którzy swoją wiedzą i doświadczeniem wspierali nas przez cały rok), ale przede wszystkim Wam - czytelnikom. Każdy numer tworzony był z myślą o tych, którzy po niego sięgną. Mamy nadzieję, że minony rok był obfity w pozytywne przeżycia, które za pomocą gazety zostały utrwalone na zawsze. Życzymy także powodzenia nowej redakcji, która pod wodzą Jakuba Turczy będzie pracować jeszcze efektywniej. A 2014 rok, niech przyniesie nam wszystkim spełnienie marzeń i dużo radości. Ewelina Dziedzic

Spis treści Szkoła

KULTURA

Podsumowanie roku 2013 strona 4

„Oresteja” strona 16

Wywiad z Adrianem Domareckim strona 8

Czas na modernizm? strona 18

Wywiad z Michałem Witkiem strona 10

WYWIADY

Kultura

Fascynujące przekraczanie granic strona 20

Mój Cmentarzyk strona 12

Romina Power strona 24

“Pianistka” - książka o cierpieniu? strona 14

SPORT

Poznaj autora: Jeffery Deaver strona 15

Podsumowanie jesiennej rundy Ekstraklasy strona 26

3


SZKOナ、

PODSUMOWANIE ROKU 2013

4


5


6


7

fot: Maciek BernaĹ›


SZKOŁA

WYWIAD Z ADRIANEM DOMARECKIM

Siedzimy właśnie w sali 49. Urzędujący jeszcze Prezydent z

delegacji. Do tego, jak już mówiłem – przyjaciele, bez nich to nie

rozrzewnieniem rozgląda się po ścianach swego małego, acz

byłoby to samo.

przytulnego „gabinetu”. Dyktafon leżący na stole wcale go

ST: Myślisz, że nie zawiodłeś swoich wyborców?

nie krępuje, co właściwie nie budzi we mnie zdziwienia. Przez ten rok Adrian pokazał, że do wszystkiego podchodzi z dużym

AD: Po to startowałem, żeby zrealizować program. Udało się

dystansem. Po wymianie uprzejmości oraz suchych żartów,

tego dokonać w większości punktów, więc myślę, że można

zaczynamy wywiad.

zaryzykować takie stwierdzenie, że nie zawiodłem ich. W końcu nie obalili moich „rządów” we wcześniejszym terminie. (uśmiech)

Stanisław Tokarski: Jak się rządziło? Szybko zleciało?

ST: Istotnie, obyło się bez rewolucji. Opozycja nie doprowadziła

Adrian Domarecki: Myślę, że nie można tego nazwać rządzeniem.

cię do bezsenności?

To był rok naprawdę fajnej zabawy z cudownymi ludźmi – moimi przyjaciółmi. Jak zleciało? Na pewno bardzo dynamicznie. Przez

AD: Na szczęście nie. (śmiech) Rok temu po wyborach napięta

ten czas mieliśmy naprawdę dużo wydarzeń.

atmosfera wokół wyników szybko ustała. Co prawda niektórzy dosyć długo mieli żal za wynik wyborów, ale ostatecznie

ST: Co będziesz szczególnie dobrze wspominał?

działaliśmy doskonale razem w ostatnim czasie. Można więc

AD: Hmm… Naprawdę bardzo ciężko wskazać taką rzecz.

stwierdzić, że opozycja nie działała krytycznie, a połączyła z

Wydaje mi się, że możliwość korzystania niejednokrotnie z

nami siły.

8


ST: Czyli przekonałeś do siebie ludzi, którzy rok temu bali się

ST: A ile godzin spędziłeś w gabinetach pana Dyrektora i

twojego dojścia do władzy?

pań Dyrektor, by reprezentować interesy lub przedstawiać pomysły Nowodworczyków, aby nam wszystkim było lepiej

AD: To niekoniecznie jest pytanie do mnie, a bardziej do tych

w szkole?

ludzi. Na pewno rok temu nie było wiązanych jakichś większych nadziei z moją osobą. Panowało stanowisko, że będzie jak będzie,

AD: Myślę, że kilkanaście godzin może by się uzbierało w

a samorząd i tak nic nie zrobi. Ostatecznie jednak udało się nam

ciągu tego roku, aczkolwiek na komunikację z Dyrekcją nie

kilka rzeczy zrobić.

narzekałem, częściej robili to za nas opiekunowie (prof. Karpiel, prof. Kania, prof. Majcher), którym bardzo dziękuję.

ST: „Kilka” to satysfakcjonujący wynik? Ogólnie jesteś zadowolony z tego, ile planów na ten rok udało ci się

ST: Które przemówienie było najbardziej spontaniczne?

zrealizować?

AD: Czułem, że pojawi się to pytanie. Dosyć dużo osób wypominało

AD: Wiadomo, że można było zrobić więcej, ale gdy patrzę

mi, że nie miałem żadnego poważnego przemówienia i za

na plakat z moim programem wyborczym, to zdecydowana

każdym razem powiedziałem coś głupiego. Będąc Prezydentem

większość założeń została zrealizowana.

– naprawdę bardzo patetyczny tytuł, nie chciałem stawać się kimś innym. Swoje przemówienia też miałem zawsze szczere, a

ST: To może teraz pytanie o to, co ci nie wyszło? Coś chciałbyś

co za tym szło – niejednokrotny śmiech. Jedno jedyne poważne

zrobić lepiej?

przemówienie to Jubileusz, gdzie wszyscy zwracali mi uwagę na to, że będzie telewizja i mogą to przez przypadek puścić, więc

AD: Docierały do mnie liczne komentarze, że Walentynki

lepiej, żebym nie dał plamy. Zdaje mi się, że wyszło w miarę ok,

były dość sporo przesadzone, z czym również się zgadzam.

jednak zanim zacząłem mówić na Groblach, to już pojawił się

Mam nadzieję, że samorząd Natana nie obrzydzi tej zabawy w

uśmiech u kilku znajomych.

szkole. Wielką szkodą jest również odwołanie Świętej Wojny. Wydaliśmy prawie 1000 zł na przygotowanie oprawy, więc jest

ST: Jaki urząd planujesz objąć jako następny? Burmistrz

to dosyć przykre. Na szczęście fani pokazali część swojej pracy,

Myślenic? Może Wojewoda Małopolski? Prezydent Miasta

wystawiając sektorówkę.

Krakowa?

ST: A teraz pozytywniej - co uważasz za największe osiągnięcie

AD: Po tym czasie pracy w SU, mogę spokojnie stwierdzić,

swoje i swojego Prezydium?

że nie ciągnie mnie większa polityka. Tam już nie ma więzi przyjacielskich tylko więzi interesów. Nie interesuje mnie taka

AD: Jedną rzecz bardzo ciężko wyróżnić, gdyż było tego wiele

praca, chociaż kiedyś… kto wie?

przez ten rok. Na pewno bardzo cieszy mnie fakt, iż udało się zrobić jeden projekt bluz, które są noszone przez nas. Kupno piłek

ST: Ładnie to powiedziałeś. Od twojej odpowiedzi na

do koszykówki, gdy udało się zastąpić stare flaki nowymi, z

kolejne, w sumie już chyba przedostatnie, pytanie zależy, ilu

pewnością organizacja Jubileuszu, turnieju siatkówki, założenie

kandydatów stanie do walki o prezydencki fotel w kolejnych

sieci wifi, czy choćby pojawienie się zastępstw w Internecie,

wyborach. Jaka jest zależność między sprawowaniem funkcji

gdzie wcześniej ich nie było. Ponadto bardzo dziękuję Ewelinie

Prezydenta a powodzeniem u kobiet?

(Ewelina Dziedzic, wspaniała i absolutnie niezastąpiona Redaktor naczelna gazetki szkolnej, super osoba, naprawdę -

AD: Zaskoczyłeś mnie tym pytaniem. (śmiech) Naprawdę nie

przyp. red.) (oszaleliście - przyp. Naczelnej) za jej ogrom pracy

sądzę, żeby funkcja Prezydenta Samorządu Uczniowskiego była

przy TNT, ponieważ jesteśmy chyba pierwszym samorządem,

czymś tak wspaniałym, by stanowiła możliwość podrywu. Raczej

który dojechał z gazetką do końca kadencji.

nigdy nie zaczynałem z nikim znajomości od przedstawiania się jako Prezydent, a w szczególności z dziewczynami.

ST: Chciałbyś zostać wybrany ponownie?

ST: To jak, uczymy sie do matury?

AD: Raczej tak. Wiadomo, że bycie tym Prezydentem przejawiało się kolejnymi obowiązkami, ale po roku stwierdzam, że warto

AD: Nie ma opcji, teraz czas na Szopkę i święta. Do matury jeszcze

było. Była to dla mnie niezła zabawa.

dużo czasu, więc uda nam się przygotować. Teraz korzystam z każdego dnia w szkole, bo zostało ich coraz mniej.

ST: Nie szkoda ci czasu, który poświęciłeś na sprawowanie obowiązków Prezydenta?

ST: W sumie racja, dzięki! Stanisław PAA Tokarski

AD: Na pewno nie. Uważam, że ten czas został dobrze wykorzystany podczas kolejnych eventów.

9


SZKOŁA

AMERICAN DREAM

Michał Witek to uczeń klasy 3d. W roku szkolnym 2012/2013 wyjechał na wymianę do Stanów Zjednoczonych. Tam chodził do szkoły, mieszkał u amerykańskiej rodziny i zdobywał wiele cennych doświadczeń. Wywiad przeprowadziła Klaudia Majerańczyk.

języku angielskim. K.M.: Taka decyzja wymaga dużej odwagi. Nie miałeś oporów przed zostawieniem rodziny i przyjaciół? Miałem, ale dotarło to do mnie, kiedy było już za późno na wycofanie się. Poza tym stwierdziłem, że to tylko rok, a na pewno zobaczę nowe rzeczy i poznam ciekawych ludzi. Strasznie się denerwowałem przed samym przyjazdem, ale rodzina super mnie przyjęła, zaraz po moim przybyciu zorganizowali piknik, na który zaprosili ludzi w moim wieku.

K.M.: Jak zakwalifikowałeś się na tę wymianę? Przez jaką organizację? Jakie wymagania musiałeś spełnić? Wyjazd organizowany był przez Association for Teenage Diplomats, czyli organizacje dla nastoletnich dyplomatów dlatego, że jednym z założeń tego wyjazdu była również reklama swojego państwa i jego kultury. Mojej mamie udało się skontaktować z krakowskim przedstawicielem tej organizacji i po kilku rozmowach mogłem już podejść do egzaminu językowego, którego zdanie było jednym z wymagań. Oprócz tego musiałem wysłać świadectwa z ostatnich dwóch lat i przejść rozmowę kwalifikacyjna w

K.M.: Miałeś chwile kryzysu? Nawet nie. Na samym początku mojego pobytu odbyły się dwa spotkania, na których uczyli nas, jak się zachować, kiedy tęsknisz za domem. Powiedzieli dość banalną rzecz: nie myślcie o tym. Założenie było w ogóle takie, że miałem się nie kontaktować z

10


moimi znajomymi, z tym, co się dzieje w Polsce, żeby jak najlepiej przeżyć ten rok i żyć Stanami. Wydawało się to ciężkie do zrealizowania, ale w zasadzie nie miałem czasu o tym myśleć. Ciągle byłem zajęty czy to szkołą, czy treningami koszykówki. K.M.: Zakochałeś się w Nowym Jorku? Spędziłem tam 10 dni i zakochałem się. Być może dlatego, że byłem u cioci, która do biednych nie należy i mieszka na Manhattanie, więc jak przyjechałem, to powitał mnie dormen i tak dalej. Życie tam jest całkowicie inne od naszego, inne tempo, mnóstwo rzeczy do zrobienia. K.M.: Czyli nie uważasz, że Nowy Jork jest przereklamowany? Według mnie nie. Jestem zafascynowany wyglądem tego miasta, tym, co można tam robić. Jedną z rzeczy, które najbardziej mi się podobały, była różnorodność ludzi. Tam każdy jest inny i nikt nie przejmuje się, co myślą inni, robią to, co uważają za słuszne, co im się podoba. K.M.: Najlepsza i najgorsza rzecz w amerykańskim życiu? Jest jedna rzecz, która jest zarazem najgorsza i najlepsza. Życie tam jest bardzo łatwe i przyjemne, a z drugiej strony przez to monotonne. K.M.: Czy zachowania, charaktery Amerykanów bardzo różnią się od naszych?

K.M.: Chciałbyś tam wrócić? Studiować?

W Stanach każdy jest oryginalny. Stołówki wyglądają jak na amerykańskich filmach, jest stolik sportowców, kujonów, zupełnie zwariowanych ludzi, np. siedział tam chłopak, który nosił kapelusz, na nim czapkę z daszkiem, na której miał przypięte spinacze.

Tak, bardzo.

K.M.: A Ty przy którym stoliku siedziałeś?

K.M.: Czy bariera językowa była duża?

Przy stoliku sportowców.

Nie, wbrew powszechnej opinii, tam ludzie nie używają jakiegoś wyszukanego słownictwa, tak jak my nie mówimy bardzo skomplikowanym językiem. W pewnym momencie - co było dla mnie dość dziwne - zacząłem myśleć i nawet śnić po angielsku.

K.M.: Czy amerykańskie szkoły wyglądają jak te w amerykańskich filmach?

Na pewno. Podchodzą oni do życia bardziej beztrosko, nie przejmują się, w przeciwieństwie do Polaków, którzy są zdołowani i narzekają na wszystko.

Na przedmieściach tak, dosłownie, jakbyś weszła do filmu. Wszyscy mają szafki, zawodnicy chodzą w strojach w dniu meczu, czirliderki, musicale, wspomniana stołówka. Codziennie rano cała szkoła odmawia ślubowanie wierności ojczyźnie. Jest też pewnego rodzaju telewizja szkolna, w której podawane są wiadomości ze szkoły i świata. Wyposażenie szkoły jest niesamowite, duża liczba pracowni komputerowych, najnowocześniejszy sprzęt. Podejście nauczyciela do ucznia jest także zupełnie inne niż w Polsce: nauczyciel stara się z tobą zaprzyjaźnić, możesz do niego podejść, porozmawiać o nauce lub o czymś kompletnie innym. Nie ma takiego dystansu. Nauczyciele chcą cię zmotywować do nauki, ale także sprawić, że będziesz lepszym człowiekiem.

K.M.: Kraków czy Nowy Jork? Miasto Nowy Jork zdecydowanie tak, aczkolwiek bardzo tęskniłem za Starym Miastem w Krakowie, kawiarniami, rynkiem. Jednak jeśli w Nowym Jorku chcesz poczuć się jak w Krakowie, to dasz radę. Na Manhattanie jest China Town, Little Italy, ale jest też część, gdzie są nazwy ulic w języku polskim, polskie sklepy, ludzie mówiący po polsku. K.M.: Co z Ameryki chciałbyś mieć tu, w Krakowie? W Polsce brakuje mi tak nowoczesnych i rozbudowanych centrów sportowych oraz liczby koncertów, jakie są w mieście. I jeszcze jednej rzeczy: zaangażowania sportowego w szkołach, tam jest taki duch przynależności do grupy, ludziom bardzo na tym zależy, trybuny zawsze są pełne. Na jednym z meczów koszykówki było 2,5 tysiąca kibiców.

K.M.: Co dała Ci ta wymiana?

K.M.: Czy spotkałeś tam jakiś oryginalnych, interesujących ludzi?

K.M.: Dziękuję za wywiad.

Na pewno nową perspektywę patrzenia na świat i moje życie. Nabrałem dużo pewności siebie. Od Amerykanów nauczyłem się pozytywnego podejścia do życia, szukania dobrych stron w każdej sytuacji.

Klaudia Majerańczyk

11


KULTURA

MÓJ CMENTARZYK

W dniach 8-15 grudnia 2013 roku w Krakowie już po raz

Krzysztof Warlikowski („Kabaret warszawski”), Jan Klata

szósty odbył się Festiwal Teatralny Boska Komedia. To

(„Do Damaszku”) i Maja Kleczewska („Podróż zimowa”).

uczta dla prawdziwych fanów teatru, której dopełnieniem

Jury Boskiej Komedii za najlepsze przedstawienie

jest konkurs INFERNO. Spośród dwunastu najlepszych

tegorocznej edycji uznało „Nietoperza” w reżyserii Kornela

polskich przedstawień minionego roku jury wyłania

Mundruczó z Teatru Rozmaitości w Warszawie.

zwycięzców w sześciu kategoriach (najlepszy spektakl,

Cóż zatem wyróżnia ten spektakl? Przede wszystkim

reżyseria, rola kobieca, rola męska, scenografia, muzyka)

nietypowy pomysł reżysera, który o tak trudnym temacie,

i przyznaje dwa wyróżnienia za drugoplanową rolę męską

jakim jest śmierć i problem eutanazji, nie boi się mówić w

i żeńską.

sposób komediowy.

W tym roku wybór był naprawdę trudny, gdyż na deskach

Z jednej strony jesteśmy świadkami tragedii, która

krakowskich teatrów swoje sztuki wystawiali m.in.

12


gorzkim światem uciekają w sarkazm. Nie sposób nie doszukiwać się tu gry, jaką reżyser prowadzi z widzami. Daje do zrozumienia, że zgoda na zakończenie życia i trudny temat eutanazji, są o wiele łatwiejsze niż szczera rozmowa o własnych uczuciach i emocjach z najbliższymi. Śmierć zdrowej kobiety i kłamstwa współpracowników poruszają serce młodej pielęgniarki Marty. Sumienie nie pozwala jej uciekać z kraju, do czego namawia ją dyrektor placówki, a zarazem jej kochanek. Zdesperowana zupełnie nie wie, co robić, gdy w drzwiach nieczynnej już kliniki zjawia się jej dawny znajomy - chory na paraliż mózgowy Łukasz (tej roli genialny Dawid Ogrodnik – główna rola w filmie „Chce się żyć”), prowadzony przez siostrę, błagający o podanie mu trucizny.

rozgrywa się w ostatni dzień roku w warszawskiej klinice, umożliwiającej ludziom szybką i bezbolesną śmierć. Jej ostatnim pacjentem jest 81-letni dyrygent Gustaw. Do „szpitala” przybywa wraz ze swoją żoną i córką. Obserwując jego ostatnie chwile życia, dostrzegamy świat fałszu i

Spektakl

obłudy, nieludzkie twarze lekarzy, którym zależy tylko na

śmiertelnej substancji. Krzyki siostry, pragnącej śmierci

pieniądzach i realizacji swoich pragnień. Pod wpływem

brata i płacz zdesperowanej pielęgniarki mieszają się z

decyzji Gustawa zmieniają się jego najbliżsi. Żona pragnie

wyciem chorego, który pod wpływem rozmów z Martą nie

umrzeć wraz z mężem, bo tylko to uczyni ją szczęśliwą.

chce już umierać. Ostatnia scena jest niewątpliwie jedną

Jest gotowa zapłacić specjalistom za sfałszowanie

z najbardziej wstrząsających podczas przedstawiania, ale

dokumentów świadczących o złym stanie jej zdrowia.

reżyser doskonale wie, kiedy zagrać uczuciami widza. W

Zapatrzeni w wizję wspólnej śmierci, staruszkowie nie

kulminacyjnym momencie aktorzy zaczynają… śpiewać.

zwracają uwagi na swój największy skarb, córkę (w tej roli

Spektakl

wyróżniona nagrodą dla najlepszej aktorki drugoplanowej

oparty

rozpaczliwe

jest

poszukiwania

bowiem

na

dawki

motywach

operetki „Zemsta nietoperza” Johanna Straussa. Trudne

– Roma Gąsiorowska), która popada w obłęd, przerażona

sceny i dialogi przerywane są skomplikowanymi ariami,

zachowaniem rodziców i perspektywy dalszego życia bez

co wprowadza widza w inny świat i pozwala na moment

nich.

zapomnieć o podstawowym problemie spektaklu.

Całość ubrana jest jednak w „poważny żart”. Aktorzy płynnie zmieniają styl mowy, nastój i

kończą

Marta Dąbrowska

rozczarowani

13


RECENZJA

“PIANISTKA” - KSIĄŻKA O CIERPIENIU?

Gdy sięgałam po książkę Jelinek, nie do końca byłam przekonana,

duszy Erika nie znosi matki, która ją ogranicza, lecz nie potrafi

czy powinna się ona znaleźć w moich rękach. Ostatecznie do

się zbuntować.

przeczytania skłoniła mnie chęć późniejszego obejrzenia jej

Można powiedzieć, że książka jest napisana po mistrzowsku;

ekranizacji w reżyserii Michaela Haneke, w którym główną rolę

każde słowo dobrane jest z należytą uwagą. Autorka bawi

zagrała genialna Isabelle Huppert.

się uczuciami czytelnika, wzbudza u niego jednocześnie

Od pierwszych stron wydawało mi się, że coś jest nie tak. Trudny,

nienawiść, sympatię i współczucie dla głównej bohaterki. Wiele

unikatowy styl, niewyróżnione dialogi. To wszystko w połączeniu

scen wywołuje obrzydzenie, gdy zagubiona, samotna, mająca

z ordynarnym językiem, wręcz odpychało od powieści. Z każdą

poważne problemy ze swoją seksualnością pianistka, szuka

kolejną stroną trzeba jeszcze bardziej się wysilić, by zrozumieć

rozrywki w nietypowych miejscach.

kolejne działania i uczucia bohaterów. Z początku odrzucająca

Erika jest kłębkiem bólu, nie potrafi żyć z ludźmi. W momentach

i obrzydzająca książka działa jak narkotyk. Jelinek świetnie gra

samotności okalecza się. Wszystko to prowadzi do kulminacji

z czytelnikiem – uchyla rąbka tajemnicy, by potem szczelnie ją

męki, jaką jest romans z dużo młodszym Walterem – wbrew

zamknąć, zmuszając do przewracania kolejnych kartek.

sobie, wbrew matce, wbrew naturze. Kobieta nie potrafi poradzić

W powieści zostały ukazane losy Eriki, czterdziestoletniej,

sobie z nową sytuacją i w okrutny, zimny sposób poddaje uczucie

niespełnionej artystki, która mieszka z despotyczną matką. To

chłopca na próbę, której sama nie przechodzi.

właśnie przez tę kobietę, ojciec kilkuletniej Eriki trafił do zakładu

Autorka nie stosuje w książce taryfy ulgowej. Powieść

psychiatrycznego, z którego nigdy już nie wrócił. Z drugiej strony

zdecydowanie nie należy do łatwych i przyjemnych lektur, które

to dzięki niej Erika uczy się gry na fortepianie, by potem zostać

czytamy dla rozrywki. W zamian ukazuje samą bolesną prawdę,

nauczycielem w wiedeńskim konserwatorium. Pod wpływem

która każe patrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy.

rodzicielki nie spotyka się z żadnymi mężczyznami, wierząc w idealny, zamknięty świat dwóch kochających się kobiet. W głębi

Marta Dąbrowska

14


KULTURA

POZNAJ AUTORA: JEFFERY DEAVER

Jeffery Deaver to amerykański pisarz, autor thrillerów psycholo-

udziałem Lincolna i Amelii. Wykreował również postać Kathryn

gicznych, urodzony 6 maja 1950 r. Przez kilka lat pracował jako

Dance – niezastąpionej specjalistki od kinezyki – nauki zajmu-

doradca prawny jednej z największych firm na Wall Street, jed-

jącej się komunikacją niewerbalną pomiędzy ludźmi. Ma ona

nak w 1990 r. postanowił całkowicie poświęcić się pisarstwu.

niezwykły dar, który pozwala jej, dzięki ogromnemu wyczuciu i indywidualnemu podejściu, rozpoznać, czy świadek ma jakiś

Pierwszy raz z jego twórczością zetknęłam się mniej więcej 3

związek z przestępstwem, czy jest tylko ofiarą bezpodstawnych

lata temu, kiedy to wszyscy moi bliżsi znajomi zaczytywali się

oskarżeń. Kathryn jest bohaterką takich książek jak: „Śpiąca la-

jego powieściami. Zdecydowanie nie mogłam być gorsza. W ten

leczka” czy „Twój cień”.

sposób do moich rąk trafił „Kolekcjoner kości” – książka bezsprzecznie godna polecenia (jak zresztą wszystkie inne), w której

Przyznam szczerze, że Jeffery Deaver bardzo szybko stał się moim

głównymi bohaterami są Lincoln Rhyme – genialny detektyw,

ulubionym autorem, którego twórczość postanowiłam zgłębiać i

tetraplegik, który porusza jednym palcem u dłoni i głową oraz

śledzić na bieżąco. Dużym atutem jest fakt, że posiada on niesa-

Amelia Sachs – policjantka o niezwykle celnym oku i odwadze,

mowitą wiedzę na temat tego, o czym pisze. Wszystkie techniki

ale także nieprzeciętnej urody. Wspólnie starają się rozwikłać

kryminalistyczne są opisane w najdrobniejszych szczegółach

zagadkę tytułowego Kolekcjonera Kości, zabójcy, którego cel

jego powieści trzymają czytelnika przez cały czas w napięciu, aż

mrozi krew w żyłach. Wykorzystują do tego najnowocześniejsze

do zakończenia, którego nie sposób przewidzieć. Bardzo zachę-

techniki kryminalistyczne, a także specjalistyczne bazy danych,

cam do sięgnięcia po jego książki w wolnym czasie! Ja z pewno-

które Lincoln Rhyme pieczołowicie gromadził, gdy był jeszcze

ścią zabiorę się za „Pokój straceń”, najnowszą książkę Jeffery’ego

sprawnym policjantem. W tej serii ukazały się między innymi:

Deavera, wydaną w Polsce w 2013 roku.

„Tańczący trumniarz”, „Dwunasta Karta” oraz „Pod napięciem”.

Jeffery Deaver nie poprzestał jednak na powieściach tylko z

15

Marta Zygmunt


recenzja

„ORESTEJA” , CZYLI TRAGEDIA W DOSŁOWNYM TEGO SŁOWA ZNACZENIU…

Pewnego listopadowego, deszczowego wieczoru wybrałam się do

w całości trylogia antyczna (Agamemnon, Ofiarnice, Eumeni-

Teatru Starego na spektakl pod szumnym i patetycznym tytu-

dy). Opowiada historię straszliwej klątwy dotykającej cały ród

łem „Oresteja” w reżyserii dyrektora teatru, Jana Klaty. Czasem

Agamemnona. Każda popełniona zbrodnia pociąga za sobą ko-

trzeba poobcować choć trochę z kulturą wyższą… Teraz więk-

lejną. Ofiary zdają się nie mieć końca… Kto po tak intrygującym

szości umysłów (na pewno tych humanistycznych, co lubi być

opisie nie ma ochoty założyć „garniaka” i pojechać do Teatru?

podkreślane przed sporą część grona pedagogicznego, jakoby

„Oresteja” podobno budzi największe emocje z siedmiu zakaza-

mielibyśmy znać wszystkie wybitne tragedie antyczne od pod-

nych tragedii Ajschylosa. Bardzo się rozczarowałam, bo jedyne,

szewki) ten tytuł dał sygnał, że jest to starożytny utwór, zapewne

co czułam po obejrzeniu spektaklu, to zażenowanie i frustracja.

napisany przez jakiegoś wybitnego twórcę. Po głębszym zapozna-

W trakcie sztuki czułam się kolokwialnie mówiąc jak ostatni

niu się z tematem w Internecie (co wbrew pozorom nie było takie

nieuk. Miałam wrażenie, że nie jestem w stanie pojąć, o co w tej

łatwe, jednak nie wszystko da się tam znaleźć) stałam się bogat-

inscenizacji chodzi. Oczywiście było dużo krwi, krzyku, mor-

sza o kilka nowych informacji. „Oresteja” napisana przez jednego

du… ale widz gubił się w panującym na scenie wiecznym chaosie

z najwybitniejszych tragików - Ajschylosa to jedyna zachowana

16


i zanim zinterpretował zachowanie aktorów, miał już kolejnych kilka wątków do „rozgryzienia”. Wszystko odbywało się zbyt szybko, zbyt gwałtownie… Wiadomo, że masakry ludzkiej nie da się przedstawić przy dźwięku fujarki, płynącym strumyku i harmonii, ale w tym przypadku łagodnie mówiąc przesadzono. A zapowiadało się tak ciekawie… Przeciętnemu widzowi, który nie jest wielkim koneserem sztuki, występ po prostu się nie spodoba. Kreacja Klitajmestry biegającej z siekierą po scenie, krzyczącej wniebogłosy, całej zakrwawionej, nie obroniła nawet tak wspaniała aktorka jak Anna Dymna. Monotonne, ciągle powtarzane frazy, chór grany przez kilku wydawałoby się doświadczonych, zdolnych aktorów wypowiadał kwestie zupełnie nie pasujące do sytuacji… Mężczyźni próbowali ratować sytuację używając swojego kunsztu aktorskiego, ale bezskutecznie. Chaos, niewyraźne monologi, dialogi postaci, dym unoszący się ze sceny – wszystkie te czynniki złożyły się na ocenę widowiska. Dodano także wiele kontrowersyjnych scen, chcąc unowocześnić tragedię, by dotarła do większego grona widzów (zupełny paradoks w moim odczuciu), a nie sądzę, żeby widzom, nawet z dużym dystansem i poczuciem humoru, którzy zapewne przybyli do Teatru w niedzielny wieczór, by zakosztować sztuki poważnej, podobały się skąpo odziane kobiety, wykonujące prowokujące ruchy czy Błażej Peszek w roli Apolla, śpiewający piosenkę Robbiego Williamsa i pokazujący pośladki… Oczywiście, w dzisiejszym świecie nie można szufladkować żadnej instytucji czy osoby, bo zaraz słyszy się o dyskryminacji i nierównym traktowaniu, ale teatr to jednak teatr. Powinien zachować swoją formułę, zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy duża część społeczeństwa traci kulturę osobistą i jakiekolwiek pojęcie o spuściźnie przodków… Miałam zupełnie inne wyobrażenie o tej sztuce… Może nie jestem obiektywna, nie znam się, nie nauczyłam się jeszcze, na czym polega uwspółcześnianie wybitnych starożytnych utworów, ale wiem jedno - nie jestem sama. Tylu negatywnych recenzji na temat dyrektora teatru, a równocześnie reżysera jeszcze nigdy nie przeczytałam. W którą stronę zmierza współczesna wizja przedstawień teatralnych? Czy nadal w Teatrze Starym będą gromadziły się tłumy? Czas pokaże, ale mam nadzieję, że wszystko pomyślnie się

stanowisko dyrektora...

skończy… W każdym razie dodatkowo po kilku zasłyszanych i przeczytanych ostatnio informacjach (skandal z „Nie-Boską ko-

Karolina Czaplak

medią”) zastanawiam się, jak długo jeszcze pan Klata utrzyma

17


Kultura

CZAS NA MODERNIZM?

„Dom pod Kominami” – siedziba Wiedeńskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Feniks”, projekt Adolfa Szyszko-Bohusza, realizacja w latach 1928-32 (stan sprzed przebudowy przez Niemców)

Od pewnego czasu można zaobserwować sporą ilość inicjatyw,

już swoje w kolejce do warsztatu historyków sztuki, okrzepł i

które mają na celu przybliżenie przeciętnemu odbiorcy

przestał budzić skrajne emocje. Wzmogła się fala niezwykle

modernistycznej architektury. Jednocześnie (bo przecież nie

ciekawych wydawnictw dotyczących tego tematu.

sposób poprzestać nawet na najczystszej formie) przypominane zostają

konteksty:

historyczny,

biograficzny,

Najwyższy czas badać i systematyzować ten rozległy ciąg

społeczny,

zagadnień, o którym (nawet jeśli sporo wiemy) nie potrafimy

ekonomiczny… Modernizm jako styl nie jest nurtem, który daje

rozmawiać. Być może dla wielu pierwszym skojarzeniem w tym

się zamknąć w sztywnych ramach czasowych, stąd periodyzacja,

miejscu są blokowiska, które pozostałe w spadku po PRL. Słusznie.

a nawet precyzyjna definicja, budzą kontrowersje. Nad Wisłę

Spora grupa ludzi pomyśli o funkcjonalnych, przestronnych

dotarł szybko, a swe wrastanie w krajobraz architektoniczny

kamienicach z centrum Krakowa. Dobrze. Inni rzekną: Gdynia.

Polski rozpoczął około połowy lat 20. Ujawniał się długo (polskie

Też trafią w dziesiątkę. A może jednak katowicki Spodek czy

modernistyczne realizacje powstawały do końca lat 80.), że

dworzec Warszawa Centralna? Naturalnie. Bezsprzecznie mamy

zdeterminował rozległe przestrzenie naszych miast. Zmieniał

do czynienia z wielkim spektrum możliwości zawartych w

się, tak jak pokolenia architektów, wciąż z mocną inspiracją

jednym pojęciu.

dorobkiem mentorów. Kontrowersyjny jest podział na modernizm przed- i powojenny. Czy teraz powraca do łask? Na pewno odstał

18


Czym zatem jest modernizm w istocie? Ostatnio ów temat-rzeka

WIENIAWA albo ORLICZ, bądź kurtki BELINA (no, ewentualnie

porywa nas w swe nurty mocnej niż do tej pory. Być może warto

UNRUG - naprawdę trudna decyzja…).

wejść w interakcje z przestrzenią mijaną dotąd z pozbawieniem

A może to jednak kult epoki, której trendsetterzy nie mieli okazji

głębszej refleksji. Okazji nadarza się mnóstwo. Oto kilka przykładów:

poznać? A więc w grę wchodzą także długie lata powojenne.

1.) „REAKCJA NA MODERNIZM – architektura Adolfa Szyszko-

dzieciństwa pełnego różnych, niegroźnych osobliwości), potrafią

Bohusza” wystawa w gmachu głównym Muzeum Narodowego w

zatem bez uprzedzeń wskazać dorobek, który warto doceniać.

Krakowie organizowana przez Fundację Instytut Architektury;

Sporo dziś także odwołań do przedwojennego projektowania

kurator: dr Michał Wiśniewski (23 października 2013 – 22 lutego

graficznego i prostoty, a więc zmyślnej koncepcji przy minimum

2014).

środków wyrazu. Każda szanująca się instytucja czy organizacja

Jak przez mgłę pamiętają oni PRL (zapewne jako lata błogiego

dba o swoją identyfikację graficzną, rozpisując konkursy na

2.) Dwa cykle wykładów wokół powyższej wystawy, jeden z nich

loga warte dziesiątki tysięcy. W przestrzeni uznanie zdobywają

nosi tytuł „Budując nowoczesność. Architekci międzywojennej

stonowane, pastelowe kolory. A zatem owa oszczędność może

Polski” Aktualne pozostają wciąż oprowadzania kuratorskie.

być próbą odchorowania po zachłyśnięciu się komercją i konsumpcją w latach 90.. Wracamy do czystych kanonów

3.) Spora liczba publikacji naukowych na temat modernizmu

modernizmu, bo dość mamy nieporządku? Czy prościej - retro

międzywojennego, by wymienić tylko:

jest „na topie”? Widać to przecież w różnych wymiarach: wystroju klubokawiarń, modzie na peerelowskie wzornictwo (ratowanie

a) Barbara Zbroja, Architektura międzywojennego

neonów, popularność ubrań epoki, bibelotów) czy naturalnej

Krakowa 1918-1939. Budynki, ludzie, historie, Kraków 2013, Wydawnictwo Wysoki Zamek

pasji odkrywania na .nowo pozostałości po przodkach.

b) Modernizmy. Architektura nowoczesności w II

Koniunkturę wyczuli jednocześnie władza i obywatele. Gdynia stworzyła oficjalną ścieżkę modernizmu na potrzeby ruchu

Rzeczypospolitej, tom 1: Kraków i województwo

turystycznego, a w naszym mieście powstaje „Krakowski Szlak

krakowskie pod redakcją Andrzeja Szczerskiego, Kraków 2013, Wydawca: DodoEditor,

Modernizmu” (pod egidą Instytutu Kultury). Najciekawszą

c) Czesław Olszewski Warszawa Nowoczesna. Fotografie

teksty, nagrania audio i wideo, rysunki) na temat budynków

stronę projektu jest zbieranie wspomnień i materiałów (zdjęcia,

z lat trzydziestych XX

oraz ich mieszkańców. Na chętnych do wzięcia udziału czekają

Wydawcy: Fundacja Raster, Instytut Sztuki PAN,

nagrody (szczegóły na stronie: http://szlakmodernizmu.pl).

Stowarzyszenie Liber Pro Arte, Warszawa 2012

Inicjatywy takie, wychodząc do odbiorcy, jeszcze bardziej wiążą go z przestrzenią miasta.

4.) Powstanie na Facebook’u sporej liczby fanpageów jak na przykład „Modernizm Krakowski” (powodem do dumy jest,

Jako zainteresowany tym tematem, posiadam swój własny spis

że autor bardzo rzetelnej strony to absolwent Nowodworka),

najciekawszych przykładów budownictwa modernistycznego w

„Katowicki Modernizm”, „Wrocławski modernizm”, itp.

Krakowie. Przyznam, że niewiele rzeczy cieszy mnie bardziej niż wkradanie się do nich pod rozmaitymi pretekstami. Gdy nałożyć

5.) Koncepcja polskiego pawilonu na weneckim Biennale Architektury

pod

tytułem

„Fundamenty.

na to świadomość, jakim są niezwykłym, choć nieubłaganie

Absorbowanie

milczącym świadkiem przeszłości – to bezcenne wrażenie. Kogo

nowoczesności 1914-2014”. W polskiej kompozycji nie zabraknie odtwarzania

projektów

Adolfa

Szyszko-Bohusza

zresztą nie ogarnie tęsknota za tak wielkim szacunkiem do

(m.in.

mieszkańca, który jest użytkownikiem a nie tylko inwestorem?

baldachim nad zejściem do krypt wawelskich)

W dobie drapieżnych realizacji deweloperskich, gdy liczy się zysk i wykorzystanie przestrzeni, zdarza się zatęsknić za międzywojennym modernizmem. Wszystkim, którzy są żadni

To tylko wycinek tego, jak wzrasta zainteresowanie… no właśnie,

szczegółów polecam gorąco wymienione wyżej książki.

czym? Okazuje się, że coraz modniejszy modernizm jest tylko elementem większych procesów. Bo może to prosta i banalna afirmacja rzeczywistości II Rzeczpospolitej? Jak wiadomo,

Za pomoc w przygotowaniu tekstu serdecznie dziękuję pani dr

architektura oddała wtedy spore usługi w utrwalaniu wizerunku

Helenie Postawce – Lech (MCK)

Polski jako silnego państwa ze sporymi aspiracjami. Miało to znaczenie, bo dzięki inwestycjom państwowym architekci

Jan Kłapa

tworzyli udane projekty, zostawiając ogromną spuściznę. Lubimy II RP, bo z naszej perspektywy była wielka, europejska i nowoczesna. Bardzo oryginalnie w taki trend wpisała się firma PRÓCHNIK, wypuszczając na rynek serię ubrań inspirowanych postaciami gwiazd tamtych czasów. Rozważam zakup płaszcza

19


WYWIAD

FASCYNUJĄCE PRZEKRACZANIE GRANIC

O inspirującej, pełnej wyzwań pracy fotoreportera opowie-

Był to niewątpliwie skok na głęboko wodę, ale jak widać bardzo

dział nam Jakub Ociepa, fotograf „Gazety Wyborczej” oraz

opłacalny. Postarałem się o dofinansowanie w urzędzie. Kilka lat

zwycięzca kilku prestiżowych nagród. Wywiad przeprowa-

temu było to bardzo popularne, zwłaszcza przy okazji zajmowa-

dzili Zuzanna Żuchalska i Maciej Bernaś.

nia się fotografią ślubną. Zgłosiłem się na staż do „Gazety Wyborczej”, a po pewnym czasie dyrektor działu fotograficznego

Maciek Bernaś: Jak to się stało, że został Pan fotografem?

docenił moje umiejętności i mnie zatrudnił. Przyniosło mi to bardzo duże korzyści, zarówno w kwestii samorozwoju, jak i wy-

Jakub Ociepa: Moja przygoda z fotografią rozpoczęła się na stu-

kazania swojego profesjonalizmu.

diach. „Podkradłem” mojemu tacie lustrzankę analogową i krok po kroku próbowałem swoich sił w fotografii. Podobało mi się to,

Zuzanna Żuchalska: Na Pańskiej stronie można zapoznać się

ale ponieważ nie potrafiłem jeszcze robić zdjęć i miałem trud-

z nazwiskami fotografów, których twórczość Pan ceni (m.in.

ności z wyborem tematów na pewien czas oddałem się mojej

James Nachtwey, Sebastiao Salgado, Joachim Ladefoged, Pa-

drugiej pasji - wspinaczce. Jednak wkrótce wpadłem na pomysł

olo Pellegrin). Co w ich pracach stanowi dla Pana inspirację?

założenia biznesu fotograficznego - postanowiłem, że zajmę się reportażami ze ślubów. Zacząłem również pracować dla agencji

J.O : Bardzo inspirującą osobą jest dla mnie Marcin Kydryński

sportowej. Po stracie pracy na stanowisku inżyniera byłem goto-

(dziennikarz muzyczny radiowej Trójki , fotograf ). Lubię jego

wy zająć się fotografią na poważnie, potraktować ją jako zawód.

fotografię podróżniczą. Uczył się jej u Tomasza Tomaszewskie-

20


go. Obydwoje budują swoje prace na dużym kontraście i bardzo

nie. Są to portrety przypadkowo spotkanych mieszkańców

dużej ilości informacji. Ich zdjęcia są interesujące, nietypowe.

tych miast. Co Pana skłoniło do zrealizowania takich cyklów

Idealną scenerią do takich ujęć jest Afryka. Mocno świecące

zdjęć?

słońce umożliwia uchwycenie ogromnego kontrastu. Jestem

J.O.: Było to po prostu ćwiczenie z śmiałości. Pierwszy powstał w

szczęśliwym posiadaczem albumu Kydryńskiego, który tuż przed

Londynie podczas wizyty u koleżanki. Kiedy ona była w pracy, ja

wyjazdem do Afryki dokładnie wertowałem, zapisywałem w

wychodziłem z lustrzanką do miasta i napotkawszy interesującą

pamięci umieszczone w nim obrazy. Dlatego też na zdjęciach z

osobę, zadawałem jej dosłownie trzy pytania oraz prosiłem, aby

mojej aktualnej wystawy w Galerii Pauza widać wyraźnie wpływ

mi zapozowała. Co ciekawe praktycznie wszyscy podchodzili do

twórczości Kydryńskiego. Lubię też Dakowicza. Stworzył on cykl

mojej inicjatywy entuzjastycznie. Była to świetna okazja do na-

o nazwie: „Cardiff by night”. Są to zdjęcia streetowe - śmieszne

wiązania krótkiej rozmowy, wymienienia uśmiechów, poznania

i zarazem odważne. Dakowicz potrafi sfotografować mężczyznę

bardzo różnych ludzi.

załatwiającego się, co z jednej strony może wydawać się obrzydliwe, a z drugiej natomiast fascynująca jest to, że odważył się ukazać człowieka w tak intymnej sytuacji. Takie prz!ekraczanie granic jest dla fotografa bardzo satysfakcjonujące.

Z.Ż.: W Galerii Pauza można oglądać wystawę Pana prac, zawierającą dwa cykle zdjęć – reportaż Street Boxing Academy z Ghany oraz Ośrodek pomocowy w Lalibeli z Etiopii. Skąd pomysł na stworzenie takiej wystawy ? J.O.: Powstał on w zasadzie spontanicznie. Razem z moją partnerką rzuciliśmy się na głęboką wodę i zdecydowaliśmy się wybrać do Etiopii. Podróż była dla nas pozytywnym zaskoczeniem. Ludzie okazali się fantastyczni, bardzo otwarci i pomocni. Pierwszy cykl powstał w Lalibeli, świętym miejscu kościoła etiopskiego, w którym znajduje się dwanaście monumentalnych kościołów

Z.Ż.: W Krakowie spotkał się Pan z podobnie pozytywną re-

wydrążonych w skale. Są one wpisane na listę światowego dzie-

akcją?

dzictwa UNESCO. Działa tam pod okiem księży ośrodek pomocy przeznaczony dla tamtejszej biedoty. Odwiedziłem to miejsce

J.O.: Tak, w Krakowie było prawie identycznie. Miał on być kon-

kilkakrotnie i muszę przyznać, że było to świetne doświadcze-

tynuacją tamtego projektu. W czasie robienia tego typu zdjęć bar-

nie z punktu widzenia dziennikarza. Stwierdziłem, że konieczne

dzo fajne jest to, że poznaje się wtedy socjologię danego miasta.

jest, abym coś z niego wyniósł i w ten sposób powstał reportaż

W Krakowie nie natknąłem się na żadnych cudzoziemców czy

społeczny. Natomiast drugi cykl zdjęć został zrealizowany w

osoby otwarcie demonstrujące swoje poglądy, orientację seksu-

Ghanie. Opowiada o młodych chłopcach boksujących na ulicy.

alną, podczas gdy w Londynie sytuacja była zupełnie odwrotna.

Ich jedyna nadzieja na wyrwanie się z biedy, z tamtego świata to

Tamtejsi ludzi są bardziej otwarci, bezpośredni i nie wstydzą się

zostanie jak najlepszym bokserem . Fotografie są czarno-białe, co

swojej tożsamości.

idealnie wpisuje się w ich tematykę. Czerń i biel perfekcyjnie od-

M.B.: Przeglądając Pańskiego bloga zauważyłem, że dominu-

dają agresję, przemoc, brud, widoczne na zdjęciach.

ją na nim fotografie przedstawiające ludzi. Skąd ta fascynacja

Z.Ż.: Stworzył Pan dwa projekty – Londyńczycy i Krakowia-

21


postacią człowieka?

J.O.: Obraz spalonych drzew, ginącego w oddali węża, pozbawiony ludzkich sylwetek wydał mi się bardzo symboliczny. Podoba-

J.O.: Cieszę się, że widać tę fascynację. Faktycznie, uwielbiam ro-

ło mi się to ujęcie, aczkolwiek moi koledzy redakcyjni, z którymi

bić zdjęcia ludziom i obserwować ich funkcjonowanie w dzisiej-

wspólnie wybieraliśmy zdjęcia do konkursu, nie podzielali moje-

szym świecie. Dzięki temu, że mogę nazwać się profesjonalnym

go entuzjazmu. Więc w momencie, gdy otrzymałem nominację,

fotografem aparat stanowi dla mnie pewnego rodzaju przepust-

moja samoocena gwałtownie wzrosła. Miałem nosa do tego zdję-

kę do zaglądania ludziom w ich prywatne życie. To jest pretekst

cia. (śmiech)

do tego, aby się z nimi spotkać, pobyć, porozmawiać, pokazać , jakimi są naprawdę albo w jaki sposób ja ich widzę. Z.Ż.: Z jaką reakcją przeważnie się Pan spotyka podczas fotografowania na ulicy? J.O.: Absolutnie nie jest to złość czy oburzenie, a raczej drobna niepewność i ciekawość. Jeżeli zrobię zdjęcia, a następnie wyjaśnię, jaki jest ich cel, to przeważnie osoba, która była negatywnie nastawiona do mojej pracy, nagle zmienia swoje podejście, co więcej - prosi o przesłanie mu powstałych fotografii. Fotoreporter powinien nauczyć się sposobów, aby pewne sytuacje złagodzić, jednak przede wszystkim musi być szczery wobec ludzi, którzy zostaną umieszczeni na zdjęciu. Oczywiście, sensację najlepiej fotografować z daleka. Inna sytuacja przedstawia się, gdy na miejscu zdarzenia pojawia się kilku fotografów – wtedy automatycznie odwaga wzrasta. Podczas realizowania reportażu zawsze istnieje jakieś niebezpieczeństwo. Mam kolegów, którzy zostali potraktowani gazem przez policję. Ale nie można popadać w przesadę. Najważniejsze, aby mieć świadomość, kiedy powinno się wycofać. Z. Ż.: Czyli nie uważa Pan tego za wadę pracy fotoreportera? J.O.: Nie, oczywiście, że nie. Myślę, że mężczyźni mają gdzieś w sobie potrzebę takiej adrenaliny. (śmiech) Z.Ż.: Jest Pan finalistą Grand Press Photo i BZWBK Press Pho-

Z.Ż.: W jaki sposób podchodzi Pan do swoich zdjęć?

to. Jakie to było uczucie osiągnąć tak ogromny sukces? Czy miało to znaczący wpływ na pańską karierę?

J.O.: Na początku zawsze pojawia się we mnie sceptycyzm. Po pracy często przychodzę do domu załamany, ubolewając nad

J.O.: Zdecydowanie wygrana w obu konkursach miała bardzo

tym, że mam albo za mało zdjęć, albo są one po prostu złe. Na

duży wpływ na mój dalszy rozwój. Zdobycie tak ogromnego

szczęście w takich sytuacjach ratuje mnie moja dziewczyna, któ-

wyróżnienia pokazało mi, że nauczyłem się fotografii prasowej

ra zwykle przemawia mi do rozsądku. (śmiech) Siada ze mną

w satysfakcjonującym stopniu.Potrafię zamknąć dany temat w

przy komputerze, pokazuje fotografie, które jej się podobają. Jest

jednym ujęciu i sprawić, że będzie on interesujący, skłaniają-

to naprawdę bardzo pomocne. Każdemu polecam pokazywać

cy do refleksji. Poczułem się także odrobinę równiejszy wobec

zdjęcia innym, nawet jeśli niekoniecznie mają oni coś wspólnego

moich redakcyjnych kolegów. W gazecie, w której pracuję, mam

z fotografią. Pierwszy mój reportaż – pokaz mody Elite Model

szczęście stykać się z ludźmi lepszymi ode mnie, bez których nie

Look zrealizowałem dzięki dwójce znajomych, którzy w ogóle nie

zrobiłbym tak dużego postępu. Dzięki nim bardzo dużo się na-

chwytają się aparatu.

uczyłem. Warto startować w tego rodzaju konkursach. Niewielka próżność jest potrzebna do samorozwoju. Trzeba cały czas udo-

M.B.: Jaki jest styl Pana pracy? Jakich obiektywów przeważ-

wadniać sobie, że to, co robisz, ma sens.

nie Pan używa – stałoogniskowych czy zoomów?

Z.Ż.: Skąd pomysł na realizację zwycięskiego zdjęcia Grand

J.O.: Oczywiście pracuję na aparacie pełnoklatkowym. Fotogra-

Press Photo?

fuję Canonem 5D Mark II. Bardzo lubię obiektywy stałoogniskowe – 35mm, 50mm. Przy dynamicznych ujęciach przydaje

22


się jednak zdecydowanie zoom np. preferowany przeze mnie

Z.Ż.: Czy uważa Pan, że Kraków to dobre miejsce do rozwija-

17-40mm. Koniecznością w pracy fotoreportera jest obiektyw 70-

nia pasji fotograficznej? Czy jest w nim duża konkurencja?

200mm. Kiedy wychodzę na miasto, zawsze zabieram ze sobą

J.O.: Fotografię jako pasję można rozwijać w każdym miejscu.

35mm i 70-200mm, można powiedzieć, że stanowią one takie

Kraków jest duży, można spotkać tu mnóstwo ludzi dzielących

absolutne minimum.

te same zainteresowania. Oczywiście konkurencja jest ogromna,

M.B.: A jeśli chodzi o aparat taty, którego Pan używał? Jaki

co wynika z tego, że środowisko fotograficzne nie należy do naj-

był to model?

większych.

J.O.: Aparat taty to była Yashica FX-D, pełnoklatkowa, mało-

M.B.: Nawiązując do teraźniejszej sytuacji, kiedy rynek foto-

obrazkowa. Nie potrafiłem nią robić zdjęć, co wynikało przede

graficzny jest trudny, zwłaszcza dla fotoreporterów, liczba

wszystkim z faktu, że aparat nie posiadał autofocusa. Po wy-

etatów w gazetach maleje, jak widzi Pan przyszłość fotografii

konaniu bardzo dużej liczby nieostrych zdjęć, załamałem się i

reportażowej?

stwierdziłem, że nie umiem fotografować. Oczywiście teraz, gdy

J.O.: Zdecydowanie praca na etat w gazecie nie przetrwa. W dzi-

posiadam już pewne umiejętności fotograficzne, sytuacja wyglą-

siejszych czasach mamy zbyt dużą liczbę fotografujących. W re-

dałaby zupełnie inaczej, ale wtedy z opresji mogła mnie wybawić

dakcjach brakuje dyrektorów artystycznych, którzy ocenialiby

tylko lustrzanka cyfrowa.

jakość dostarczonych zdjęć. Nikogo nie obchodzi, w jaki sposób

M.B. : Czy nie czuje Pan przesytu liczbą zdjęć pojawiających

zostały one wykonane. W tym momencie gwałtowny rozwój

się w internecie?

przechodzą agencje fotograficzne, które sprzedają swoje zdjęcia zainteresowanym gazetom. Freelancerzy wrzucają zdjęcia na ser-

J.O. : Tak, w dzisiejszych czasach zdjęcia pojawiają się wszędzie,

wery, otagowują, a następnie są one wyszukiwane przez klien-

wręcz nas atakują. My, fotografowie, bronimy się przed tym pu-

tów. Wydaje mi się, że takie agencje w przyszłości całkowicie zdo-

blikując ich jeszcze więcej (śmiech). Bardzo często łapię się na

minują rynek fotoreporterski .

tym, że podczas oglądania różnych fotografii, nagle zdaję sobie sprawę, że zamiast siedzieć przed ekranem komputera, powinie-

M.B.: Zajmuję się Pan również fotografią ślubną. Czy traktuje

nem chwycić aparat, wyjść i sam zrobić zdjęcia. Zdecydowanie

Pan ją wyłącznie jako czysty zarobek?

wolę być wytwórcą niż odbiorcą.

J.O.: Jak najbardziej fotografię ślubną traktuję jako źródło dochodu, jednak nie uważam, abym jednocześnie robił krzywdę ludziom, którzy kupują moje usługi. Zawsze jestem dobrze przygotowany, przykładam się do tego, co robię, co więcej byli klienci ślubni są teraz moimi znajomymi. Może to kwestia osobowości, ale nigdy nie zostawiam ludzi z niedosytem. W ciągu roku realizuję niewiele reportaży ze ślubów, dlatego staram się to robić jak najlepiej i całym sobą. M.B.: Czy ma Pan jakąś radę dla początkujących fotografów? J.O.: Przede wszystkim: być kreatywnym, krytycznym wobec własnych prac, powracać do wcześniej odwiedzonych miejsc oraz nie wstydzić się pokazywania swoich zdjęć. Dobrym pomy-

Z.Ż.: Co Pan sądzi o publikowaniu zdjęć w internetowych ga-

słem jest również zrealizowanie jakiegoś projektu. Powinien być

leriach fotograficznych? Czy faktycznie umożliwia to fotografowi amatorowi wybicie się?

on jak najbardziej zawężony. Ograniczając temat do minimum

J.O.: Jak najbardziej. Z jednej strony jest to przekleństwo naszych

wić się różnymi wariantami, starając się zadziwić samego siebie.

można wykazać się prawdziwą kreatywnością, kombinować, ba-

czasów z powodu ogromnej liczby słabych, nienadających się do

Z.Ż. i M.B.: Dziękujemy bardzo za rozmowę.

niczego zdjęć, jednak z drugiej strony to wspaniała możliwość do wypromowania swojej osoby. Jeżeli ktoś ma coś interesującego do pokazania, to tylko od niego zależy, w jaki sposób to zrobi, jak dobrze to zaprezentuje. Każdy jest managerem swojego wizerunku i

Strony internetowe, gdzie można zobaczyć prace Jakuba Ociepy:

powinien o niego jak najlepiej dbać. Taką formę publikacji swoich

www.jakubociepa.pl i www.jakubociepa.blogspot.com.

prac polecam zwłaszcza młodym ludziom.

23


WYWIAD

ROMINA POWER

Rozmawiają: Agnieszka Orszulak, Karolina Zając Tłumaczenie: Maria Świątkowska

Czy jest ktoś, kto nie zna słynnego przeboju „Felicita”? Chyba nie ma takiej osoby. To piosenka, którą nucimy my, nasi rodzice, a nawet nasi dziadkowie. Wiecie, kto jest jej twórcą?

piać się na nas samych. Przekaz jest ten sam, teraz jest on jednak uniwersalny, miłość jest uniwersalna, nie ogranicza się do nas. A.O., K.Z.: Na moskiewskiej scenie wyglądała Pani na szczęśliwą. Czy bała się Pani powrotu? Stresowała się przed występami?

Specjalnie dla The Nowodworek Times, Romina Power – aktorka, malarka, scenarzystka, poetka, a przede wszystkim piosenkarka, która przez lata wraz ze swoim byłym mężem Al Bano Carrisi, podbijała listy przebojów na całym świecie m.in. utworami „Ci Sara”, „Felicita” czy „Liberta”, opowie o powrocie na scenę, karierze, dzieciach i problemach współczesnego świata.

Byłam na to przygotowana. Przez ostatnich kilka lat praktykowałam buddyzm, medytuję codziennie. Wierzę, że ułatwia mi to skonfrontowanie się z sytuacjami, jak ta z Moskwy. Niemożliwym byłoby dla mnie śpiewanie na tej samej scenie z Al Bano przed odkryciem Dharmy (duchowej praktyki).

A.O., K.Z.: Po 19 latach znowu zaśpiewała Pani „Felicita” z okazji 70. urodzin Al Bano w Moskwie. Jak to jest stanąć ponownie na scenie i to u boku swojego byłego męża?

A.O., K.Z.: Wielu fanów duetu „Romina & Al Bano” ma nadzieję na Wasz powrót, przynajmniej w strefie zawodowej. Czy można się tego spodziewać, czy też te trzy moskiewskie występy były jedynymi?

Czułam się bardzo naturalnie, to było bardzo „organiczne” przeżycie. Jeśli robiło się coś tak wiele razy przez tak długi czas, można to opisać tylko jako naturalne.

Tak naprawdę nie wiem, co szykuje dla nas przyszłość. Wszystko jest możliwe. Poza tym, wciąż jesteśmy tacy młodzi!! (śmiech) A.O., K.Z.: W Europie, a szczególnie we Włoszech, jest Pani gwiazdą. Jak to wygląda w Stanach?

A.O., K.Z.: Wcześniej Wasze piosenki odniosły się do Was samych, teraz przekaz się zmienił. Jakie emocje budzą w Pani te utwory po latach?

Nigdy nie próbowałam zawojować amerykańskiej publiczności i jestem szczęśliwa, że mnie tam nie rozpoznają. Mogę pójść do sklepu, chodzić

Wspaniale jest śpiewać te piosenki z myślą o publiczności, zamiast sku-

24


po mieście nierozpoznana. Lubię tę anonimowość. A.O., K.Z.: Jak wspomina Pani swój recital z Al Bano w Sopocie w 1997? Ledwie pamiętam ten koncert, zapamiętałam jednak ciepło publiczności. A.O., K.Z.: W 2012 wydała Pani nową płytę „Da Lontano”. Obawiała się Pani chłodnego przyjęcia płyty, tego, że nie powtórzy sukcesu poprzednich? Nie, bardzo się do tego przyłożyłam. Przyjemność sprawiał mi proces wybierania i nagrywania piosenek, wielu z nich z moim synem, Yarim Carissi-Powerem, innych ze starym przyjacielem – Mauriziem Fabrizio. Nie myślę o albumach w kategoriach sukcesów komercyjnych. Jeśli jestem z nich zadowolona, tylko to się liczy. Czasami albumy są odkrywane na nowo po latach, czasem, kiedy artysta już nie żyje, są bardziej doceniane. A.O., K.Z.: Gdyby miała Pani wybrać swoją ulubioną piosenkę z dotychczasowego repertuaru, która by to była? Są ich setki, nie jest to więc łatwe. To zależy, czy w duecie z Albanem, czy solo. To trochę jak pytanie mnie o moje ulubione dziecko. A.O., K.Z.: Wydaje się, że część osób, które nie interesują się Pani życiem i karierą, kojarzą Panią bardziej jako piosenkarkę śpiewającą „Felicita” niż Rominę Power. Jak i czy w ogóle odczuwa to Pani? To jest ich ograniczone postrzeganie mnie, nie moje. Wiem, kim jestem. A.O., K.Z.: Jest Pani aktorką, pisze teksty, śpiewa, reżyseruje, maluje. Jednak gdyby miała Pani wybierać rolę najbliższą Pani sercu, która by to była? Lubię różnorodność, nie ograniczenie do wyboru tylko jednej roli. A.O., K.Z.: Pani rodzice – Linda Christian i Tyron Power – byli aktorami. Czy, a jeśli tak to jak, wpłynęło to na wybór Pani życiowej drogi? Nawet moi pradziadkowie byli aktorami. Być może mam to w genach, ale pasjonowałam się śpiewem i grą aktorską odkąd byłam małą dziewczynką.

Co Panią motywuje? Miłość do ludzi i zwierząt. Nienawiść do niesprawiedliwości, wojny, zanieczyszczenia Ziemi spowodowanego chciwością i korupcją. Czuję się szczęśliwa, kiedy kolejny więzień odzyskuje wolność za sprawą Amnesty International. Walczę teraz o ukazanie śmiertelności stworzeń morskich, wielorybów, delfinów etc. spowodowanej przez sonary marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Fale wyrzucają na brzeg setki stworzeń morskich z podziurawionymi ciałami. Zanieczyszczenie ropą naftową jest ogromne. Skutki katastrofy ekologicznej, która dwa lata temu miała miejsce na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej (w USA) nadal wpływa na życie morza. Samochody mogłyby być napędzane wodą, jeśli byłyby dobrze skonstruowane. A smugi chemiczne na niebie muszą zniknąć.

A.O., K.Z.: Którą z Pani filmowych ról uznałaby Pani za ulubioną lub przełomową? Rolę w filmie „Il Segreto” Antonella Belucco, który powstał w tym roku we Włoszech. A.O., K.Z.: Pani syn Yari jest muzykiem, córka Cristel śpiewa i zajmuje się modą, a Romina Jr. – jest aktorką i modelką. Wszystko to artystyczne zawody. Czy i jaki miała Pani wpływ na ich życiowe decyzje? Myślę, że powinno się dać dzieciom możliwość samodzielnego wyboru. Kiedy juz wybrały, można im doradzać, nigdy jednak nie wybierałabym za nie.

A.O., K.Z.: Jakie ma Pani plany zawodowe na najbliższe miesiące? Obecnie pracuję nad nowym filmem i piszę.

A.O., K.Z.: Pani dzieci są już dorosłe. Jakie są teraz wasze relacje? Czy uważa Pani, że rodzice powinni mieć ciągły wpływ na życie i wybory swoich pociech?

A.O., K.Z.: Jakie jest największe marzenie Rominy Power? Marzę, że pewnego dnia Ziemi zostanie przywrócone jej naturalne piękno, że ludzie zmienią się na lepsze i że zwierzęta już nigdy, nigdzie i z żadnego powodu nie będą torturowane i zabijane.

Dla nas, rodziców, dzieci nigdy do końca nie „dorastają”. Myślę, że naturalnym jest interesowanie się swoimi dziećmi i doradzanie im. Dajemy im przykład.

A.O., K.Z.: Dziękujemy za wywiad.

A.O., K.Z.: Działa Pani aktywnie na rzecz ekologii i praw człowieka.

25


SPORT

PODSUMOWANIE JESIENNEJ RUNDY EKSTRAKLASY

Pierwszą część sezonu mamy za sobą. Jedni się z tego cieszą, bo

zacznie wygrywać.

często oglądanie naszej rodzimej piłki nożnej jest męczarnią,

Na miejscu 14. znajduje się Zagłębie Lubin, które - podobnie jak

inni żałują, bo z odpowiednim podejściem mecze polskiej Eks-

Podbeskidzie - uzyskało 17 punktów. Trudno zrozumieć ciągłe

traklasy mogą być niezłym antydepresantem. Wyjątkowo szyb-

porażki dolnośląskiej drużyny, ponieważ jest to jeden z najbar-

kie tempo narzucone przez zbliżające się Mistrzostwa Świata w

dziej stabilnych finansowo klubów w Ekstraklasie, głównie

Brazylii oraz reformę ligi, która rozszerzyła zmagania o dodat-

dzięki sponsorowi KGHM. Piłkarze otrzymują pensje na czas, co

kowe siedem kolejek sprawiło, że przed przerwą zimową każda z

wcale nie jest standardem w Polsce, a mimo to nie potrafią grać

drużyn rozegrała już 21 meczów. Niemal nieustannie fotel lidera

na przyzwoitym poziomie, który zapewniłby im coś więcej niż

zajmuje Legia Warszawa. Zespoły z Krakowa również radzą sobie

delikatne wyprzedzenie najsłabszych ligowców.

bardzo dobrze, o czym świadczą zajmowane przez nich miejsca: na trzeciej pozycji uplasowała się Wisła, a na siódmej Cracovia,

Wyżej znajduje się Śląsk Wrocław, który borykał się w ostatnich

która jest beniaminkiem. Tabela po 21. Kolejkach prezentuje się

miesiącach z poważnymi problemami. Rozważane było ogłasza-

następująco:

nie upadłości klubu. 13. miejsce to jednak pozycja zdecydowanie poniżej oczekiwań. Sebastian Mila, który był jasnym punktem

Zacznijmy od końca. W strefie spadkowej znajduje się Widzew

wrocławskiej drużyny, ostatnio niczym się nie wyróżniał. To,

Łódź i Podbeskidzie Bielsko-Biała. Na przykładzie Widzewa wi-

że Śląsk nie musi się póki co martwić o dalszy byt w lidze, jest

dać, jak fatalnie jest zarządzana ta drużyna. Po spadku ŁKS-u do

przede wszystkim zasługą Marco Paixao, portugalskiego napast-

czwartej ligi jest to jedyny klub w Łodzi, który mógłby walczyć

nika, który strzelił prawie 40% wszystkich goli swojej drużyny.

o najwyższe cele. Póki co musi się zadowolić walką o… utrzymanie w lidze, przy czym nie będzie to łatwe zadanie, jeżeli w klubie

Ciekawa sytuacja ma miejsce w Bydgoszczy. Tamtejszy Zawisza

nie zostaną przeprowadzone konkretne reformy, a drużyna nie

dopiero w zeszłym sezonie wywalczył awans do Ekstraklasy. Wy-

26


dawałoby się, że taka drużyna powinna przede wszystkim dbać o to, żeby nie wrócić ponownie do I ligi. Zawisza jednak sprawił wszystkim niespodziankę, pokonując na własnym stadionie kolejno Wisłę (3:1) i Legię (2:0) oraz gromiąc Piasta Gliwice (6:0). Nieco gorzej WKS spisuje się na wyjazdach, co tłumaczy dosyć niskie, dziewiąte miejsce w tabeli. Zawisza jest niewątpliwie drużyną, która wniosła ożywienie do Ekstraklasy. Pozostaje tylko życzyć bydgoskiej drużynie awansu do pierwszej ósemki, który dałby możliwość walki o mistrzostwo Polski. Siódmą lokatę, jak wcześniej wspomniałem, okupuje Cracovia. Zarówno awans do Ekstraklasy, jak i zajmowane wysokie miejsce jest efektem zmian przeprowadzonych w klubie. Jest to zupełnie inna drużyna, niż ta, która półtora roku temu spadała do pierwszej ligi, przegrywając wszystko, co się dało. W obecnym sezonie Cracovia jest chwalona przede wszystkim za styl gry, charakteryzujący się utrzymywaniem się przy piłce i dokładnym rozpracowywaniem rywali. Skoro jesteśmy przy krakowskich zespołach, to nie sposób nie powiedzieć o Wiśle. To mój osobisty powód do dumy. Jeszcze całkiem niedawno wielu pasjonatów piłki nożnej wróżyło Białej Gwieździe walkę o utrzymanie, tymczasem przy Reymonta podjęto szereg bardzo dobrych decyzji. Włodarze klubu pozbyli się zawodników, którym płacono niewspółmiernie duże pieniądze w stosunku do ich efektywności. Pod Wawel sprowadzono ponownie braci Brożków, a środek pola obsadzono dobrymi pomocnikami. Wisła pokazała, że jest gotowa do walki o mistrzostwo Polski, pokonując między innymi Legię. Fenomenem jest także to, że Wisła nie przegrała żadnego spotkania w meczach przy Reymonta. Problemem nadal są mecze wyjazdowe, w których Wisła odniosła tylko jedno zwycięstwo (w spotkaniu z Koroną Kielce, po bramce w doliczonym czasie gry). Jeżeli w zimie doczekamy się wzmocnień w Wiśle, to zapewnienie miejsca w europejskich rozgrywkach powinna być planem minimum drużyny Franciszka Smudy. Pozycja wicelidera jest obsadzona przez Górnika Zabrze. Solidny zespół stworzony przez Adama Nawałkę, a obecnie prowadzony przez Ryszarda Wieczorka, świetnie radzi sobie z przeciwnikami. Trudno jednak przewidzieć, czy Górnik nie skończy podobnie jak

arenie międzynarodowej nie zaliczyła dotychczas chyba żadna z

Ruch Chorzów. Kiedy ówczesny trener chorzowian, Waldemar

polskich drużyn. W pięciu pierwszych meczach Legia przegrała

Fornalik zrezygnował z prowadzenia drużyny na rzecz kadry

wszystko, nie zdobywając ani jednej bramki. Dopiero w meczu „o

narodowej, zespół stoczył się aż do strefy spadkowej, a dalszą

honor” wzniosła się na wyżyny swoich umiejętności i pokonała

obecność w Ekstraklasie zawdzięcza jedynie zdegradowaniu Po-

na Cyprze Apollon Limassol 2:0. Jeżeli w Polsce Legia nie ma so-

lonii Warszawa do IV ligi. Póki co jednak nic na to nie wskazuje, a

bie równych, a w Europie przegrywa prawie wszystko, to nasuwa

zabrzanie myślą bardziej o zmniejszaniu strat do lidera, niż spa-

się jeden, smutny wniosek. Nasza liga jest niesamowicie słaba.

daniu z wypracowanej pozycji.

W rozegranych dotychczas 168 meczach faulowano prawie 4700

Niekwestionowanym liderem rozgrywek jest Legia Warszawa. Ze-

razy. Najwięcej bramek (11) zdobył Paweł Brożek, napastnik Wi-

spół ze stolicy wygrywał najczęściej, bo aż 14 razy, co stanowi 2/3

sły Kraków. Padły 454 bramki i oddano 4445 strzałów. Na kolejne

rozegranych meczów i miejsce na pierwszym miejscu tabeli jest

przyjdzie nam poczekać do drugiej połowy lutego.

jak najbardziej zasłużone. Z drugiej strony, Legia walczyła o Ligę

Mateusz „Manti” Suchan

Mistrzów, a kiedy odpadła w ostatniej rundzie eliminacji, trafiła do fazy grupowej Ligi Europy. Tak żenujących występów na

27


The Nowodworek Times #8/2013  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you