Page 1

STYCZEŃ 2017

NOWODWOREK OWODWOREK TIME TIME

THE


SPIS treści 3| Artukuł o Australii Czyli czemu zawdzięcza swoje wsółczesne szczęście...

5| Beksiński - recenzja Recenzja wystawy dzieł Zbigniewa Beksińskiego w Nowohuckim Centrum Kultury.

7| “Harry Potter i Przeklęte

Dziecko” - recenzja

Czy powieść stoi na takim poziomie jak bestsellerowa saga o Harrym Potterze?

9| “Siedmiu Wspaniałych”- recenzja Jak wypadł remake wspaniałych “Siedmiu Wspamniaych” z 1960 roku?

11| EXPO Kraków- fotorelacja

20. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie w dniach 27-30 października 2016 r.

15| Artykuł o Albanii Opowieść o cudownym kraju nad Adriatykiem.

17| “Serce Psa” Wzruszająca historia życia.

19| Żarówka Cafe Czyli “światełko w tunelu”...

21| Koncert Instrumentalny -

fotorelacja

27| Informator Kulturalny na styczeń

1 | The Nowodworek Times


od redakcji... Drodzy czytelnicy!

Z

apewne wielu czekało na ten numer z niecierpliwością. Dzisiaj mamy zaszczyt przedstawić Wam pierwszy owoc pracy nowej redakcji. Mamy nadzieję, że po kilkumiesięcznej przerwie sięgniecie po niego z jeszcze większym zaciekawieniem. W owym numerze, obok licznych recenzji (książki, wystawy, miejsca czy filmów), znajdziecie między innymi: fotorelację z Koncertu Instrumentalnego oraz z EXPO Kraków, artykuły o Australii i Albanii oraz listę interesujących wydarzeń kulturalnych, odbywających się w styczniu w Krakowie. Z ogromną radością oddajemy w Wasze ręce najnowsze wydanie TNT. Cieszymy się, że tak pozytywnym akcentem możemy rozpocząć nowy 2017 rok. Korzystając z okazji, pragniemy złożyć wszystkim najserdeczniejsze życzenia- dużo zdrowia, radości, spełnienia najskrytszych marzeń oraz aby ten rok obfitował w same sukcesy. Zapraszamy do lektury! Redakcja The Nowodworek Times

Redakcja The Nowodworek Times Redaktor naczelna: Dziennikarze: Paulina Siudy Kinga Adamus • Ewa Błasik • Filp Giermek • Magdalena Jaworska Łamanie i układ: • Kacper Kromka • Jakub Leśkiewicz • Maciej Roch Satora • Piotr Gurgul Grafika: Znajdź nas na: Piotr Gurgul • Aleksandra Słomian • http://issuu.com/thenowodworektimes Grzegorz Kmita Kontakt: Fotografie: tnt.nowodworek@gmail.com Aleksandra Dyl • Piotr Gurgul

The Nowodworek Times | 2


AUSTRALIA Co stoi za jej współczesnym szczęsciem?

Dzisiejsza Australia kojarzy się nam z krajem rozwiniętym gospodarczo i turystycznie oraz ze społecznością szczęśliwych, ambitnych i nowoczesnych ludzi. Jedno z najbardziej znanych miast australijskich – Melbourne – już 5 rok z rzędu zajmuje pierwsze miejsce w ogólnoświatowym rankingu najlepszych miast do życia, jak podaje The Telegraph. Wszystko to sprawia, że wyobrażamy sobie Australię jako niemalże raj na Ziemi. Nie jesteśmy jednak świadomi tego, co stoi za tym współczesnym szczęściem; jak wiele krwawych historii, bólu i cierpienia, było skrywanych przez lata oraz jak tak naprawdę wygląda codzienna rzeczywistość dla PRAWOWITYCH mieszkańców tego najmniejszego z kontynentów…

K

olonizacja Australii, nazywanej przez Europejczyków Terra Nullius (Ziemią Niczyją) rozpoczęła się w XVIII w. Kolonizatorzy po przybiciu do brzegów nieznanego lądu, napotkali na swojej drodze pierwotne ludy Australii – Aborygenów. Stosunek przyjezdnych do rdzennych mieszkańców tych ziem od początku był wrogi. Aborygeni zostali zepchnięci na nieurodzajne tereny, gdzie cierpieli na głód i niedostatek, a przez białych osadników określani byli jako „dzikie bestie”, które - jak się wkrótce okazało - stały się zwierzyną łowną dla „cywilizowanych ludzi”. Niedługo po przybyciu na ląd Australii biali intruzi zaczęli mordować mężczyzn, gwałcić kobiety, a dzieci, jeśli jakimś

3 | The Nowodworek Times

cudem uchodziły z życiem - trafiały do misjonarskich sierocińców, gdzie poddawane były, często brutalnemu, procesowi ucywilizowania, który był niczym innym niż bezwzględnym narzucaniem im obcej kultury. Jeśli do tej pory sytuacja Aborygenów wydawała się rozpaczliwa, to pogorszyła się ona jeszcze, gdy w 1824 legalne stało się strzelanie do nich. Wtedy też doszły do skutku „polowania na dzikusów”, w których najchętniej brali udział zamożni i wpływowi obywatele kolonizującej społeczności. Cztery lata po tym wydarzeniu, władze wprowadziły stan wojenny, co dla rdzennych oznaczało istną rzeź. W ciągu kolejnych 80-ciu lat, na terenie kolonii Queensland zamordowa-


no ok. 10 000 miejscowych, na co jednak właściwie nie zareagowało żadne z państw europejskich. Dopiero krwawe ludobójstwo w 1962 r. spotkało się z, i tak wątłym, protestem, który jednak wkrótce przycichł. Warto zwrócić uwagę, że był to okres, w którym rozwijająca się Europa dysponowała wszelkimi potrzebnymi środkami by, pomóc rdzennym Australijczykom. Świat już przecież przeżył tragedię pierwszej i drugiej wojny światowej, jednak mimo to wciąż pozostawał obojętny i nieczuły wobec cierpienia zza oceanu. Był to czas, w którym nasi rodzice przeżywali swoje dzieciństwo i młodość, nieświadomi krwawych wydarzeń, których sprawcami byli obywatele kraju uznawanego za wzór dla kultury europejskiej. Mówiąc o tych strasznych krzywdach, które zostały wyrządzone Aborygenom, nie można poprzestać na opisaniu ich zagłady jako ludności, ale trzeba również powiedzieć o wyniszczeniu ich unikatowej kultury i tożsamości. Bezwzględni kolonizatorzy nie dbali o miejsca sakralne miejscowych i niszcząc je, uśmiercali tym samym ich jedyną w swoim rodzaju wiarę, z którą powiązane były rytuały i mitologia aborygeńska. Pozbawieni fundamentu tożsamości, Aborygeni coraz częściej popadali w alkoholizm, a szerząca się przestępczość, narkomania i bezrobocie pogarszały tylko sytuację tej uciśnionej społeczności. Mimo, że rząd australijski zdawał się podejmować pewne kroki, mające na celu pomoc rdzennym mieszkańcom, to wszystkie zawiłe ustawy tak naprawdę prowadziły do ich dalszego wyniszczenia i całkowitego usunięcia. Ponadto wszystkie decyzje w sprawie tubylców były podejmowane bez ich najmniejszego udziału. Oni sami prawo wyborcze otrzymali dopiero w 1961 roku, a 20 lat później ich dzieci po raz pierwszy poszły do szkół, w których nie były oddzielane od białych rówieśników. Mimo tych ustępstw Aborygeni wciąż pozostawali pozbawieni

swoich ziem, o których zwrot mogli się starać dopiero od 1993 r. Dopiero w kolejnych latach pojawił się pewien postęp w poprawie sytuacji tubylców, dający im cień nadziei na lepsze jutro. Dostali bowiem pozwolenie na polowania i kultywowanie tradycyjnych obrzędów. Jednak wszystkie ich ciche pragnienia i nadzieje zostały zniweczone przez ustawę z 1996 r., która ograniczała wszelkie środki finansowe przeznaczone na pomoc Aborygenom i jednoznacznie zakazała jakichkolwiek roszczeń z ich strony dotyczących odzyskania zagarniętych ziem. Rok później, uznanie ich za prawowitych mieszkańców Australii, zostało odrzucone przez konstytucję… Mogłoby się wydawać, że dziś już nie spotkamy ludzi z tak drastycznymi poglądami, jakie głosili dawni kolonizatorzy. Jednak nie dalej jak rok temu, po powrocie z 4-miesięcznego stażu naukowego w Melbourne, pani adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego opowiadała: „dla mnie najsmutniejszy był widok jedynego Aborygena, jakiego spotkałam… Był to bezdomny, śpiący na tekturze w przejściu podziemnym w Melbourne. Dzień po tym wydarzeniu, usłyszałam z ust białej Australijki, że: „odbieranie dziewczynek tym brudasom jest jak najbardziej wskazane! Powinno się zabrać je od tych brudnych rodziców i nauczyć chodzić w białych skarpetkach!”. Wbrew temu, co może się wydawać, nie były to słowa osoby z marginesu społecznego, ale wywodzącej się z wykształconych kręgów tamtejszego społeczeństwa. A w tym miejscu, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że młodzi Australijczycy dostrzegają krzywdę rdzennej ludności, a w kraju pojawia się coraz więcej tablic, które mają za zadanie upamiętniać miejsca dawnej rzezi. Jednak to nie przywróci dawnej kultury i tradycji Aborygenów. Czy biorąc to wszystko pod uwagę, Australia jest rzeczywiście „rajem na Ziemi”, a Melbourne najlepszym miastem do życia? Odpowiedź brzmi tak, ale zależy dla kogo.

The Nowodworek Times | 4


J

ako, że do tej pory nie miałam możliwości, zobaczyć jakąkolwiek z wystaw prac Zdzisława Beksińskiego , gdy pojawiały się w Krakowie, postanowiłam wybrać się do Nowohuckiego Centrum Kultury, tym razem zaraz po otwarciu ekspozycji na początku października. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że prace tego światowej sławy artysty z Sanoka „zamieszkały” u nas na stałe, dzięki hojności Anny i Piotra Dmochowskich – marszandów i przyjaciół autora. Tak jak wspomniałam, na wystawę Beksińskiego chciałam wybrać się już dawno, aby z czystej ciekawości sprawdzić „o co tyle szumu”. Zaintrygowało mnie co takiego musi być w jego malarstwie, że wzbudza sensację tak w Polsce jak i za granicą. I szczerze muszę przyznać, że zrozumiałam to dopiero po zobaczeniu jego prac na żywo. Największe wrażenie wywarła na mnie część wystawy poświęcona dziełom ma-

5 | The Nowodworek Times

larskim. Organizatorom należy się wielkie uznanie za stworzenie atmosfery umożliwiającej zagłębienie się w specyficzny klimat tych prac: w sali panowała ciemność i grała muzyka stosowna do ich tematyki, co dodatkowo potęgowało wrażenia wywołane przez same malowidła. Dominowały wśród nich motywy śmierci, przemijania, zagłady, ale pojawiał się też erotyzm czy mistycyzm. Nawiązywały do świata fantastyki oraz przedstawiały zdeformowane kształty, które można było interpretować na wiele sposobów. Nie były zatytułowane, co było celowym zabiegiem artysty, aby skłonić odbiorcę do refleksji i głębszej analizy. Mnie osobiście, bardzo to frustrowało, jako że byłam ciekawa, co autor chciał przekazać przez swoją pracę, co nim kierowało i co skłoniło go tworzenia tak drastycznych wizji. Zachwyciły mnie one emanującą z nich aurą tajemniczości, grozy i niedopowiedzenia oraz niemal niewidocznym śladem pędzla, przez


WYSTAWA Beksińskiego tekst:

Magdalena Jaworska

co upodabniały się do zdjęć czy grafiki komputerowej. Mniej zapierająca dech w piersiach, acz nadal niezwykle interesująca była dla mnie druga część wystawy, poświęcona fotografii i rysunkowi. Przedstawiała zbiór czarno-białych zdjęć, od których zaczęła się kariera artystyczna zmarłego twórcy oraz kilkadziesiąt rysunków o tematyce głównie erotycznej, przesyconej sadyzmem. Twórczość Beksińskiego ciężko zakwalifikować do konkretnego nurtu, jednak jest ona charakterystyczna i rozpoznawalna przez szerokie grono. Zalicza się ją do bardzo kontrowersyjnych. Jego obrazy wywierają na odbiorców przeróżnego rodzaju emocje, co zaobserwowałam nawet na przykładzie przyjaciół, z którymi wybrałam się do NCK-u: niektórzy w ciszy i skupieniu, zadumani podziwiali każde dzieło, starając się odgadnąć, co działo się w głowie autora, kiedy je tworzył,

a niektórzy głośno wyrażali swoją krytykę, uważając obrazy za bezsens, a ich oglądanie za stratę czasu. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej pierwszej grupy, którą Beksiński „kupił” swoją specyficzną, często przerażającą i wywołującą katastroficzne myśli sztuką. Zaintrygował mnie do tego stopnia, że książka zawierająca fragmenty jego dzienników, już czeka na mojej półce, aż znajdę chwilę by po nią sięgnąć. Czy odwiedziłabym znów tę wystawę? Zdecydowanie tak. Czy mogłabym ją polecić nawet artystycznym ignorantom? Zrobiłam to już kilkakrotnie.

The Nowodworek Times | 6


RECENZJA

Harry Potter i Przeklęte Dziecko

N

igdy nie ukrywałem, że jestem wielkim fanem Harry’ego Pottera i z niecierpliwością czekałem na hucznie zapowiadany, ósmy tom serii. Gdy dwudziestego drugiego października miał swoją premierę, z samego rana pojechałem do Empiku, a kolejne godziny poświęciłem na czytanie. Książka – jak zapewne wiecie, jeśli choć trochę się nią interesowaliście – nie jest powieścią, a scenariuszem teatralnym. Niech też nie zmyli was nazwisko J.K. Rowling na okładce – to dużo bardziej dzieło Johna Tiffany’ego i Jacka Throne’a niż autorki oryginalnych Potterów. „Przeklęte Dziecko” zaczyna się dokładnie w chwili, w której skończyły się „Insygnia Śmier-

7 | The Nowodworek Times

ci”. Fabuła jest wartka, książkę czyta się szybko, a akcja wciąga i jest bardzo nieprzewidywalna. Niestety całą historię oparto na niesamowicie dziwnym i naiwnym założeniu, które zdaje się być wyciągnięte wprost z fan fiction niskich lotów. Zwroty akcji, owszem, są ciekawe, ale to nie dzięki ich genialnej konstrukcji – istnieją one bowiem tylko po to, aby szokować, nieraz zdają się nielogiczne czy też niepotrzebne. Największą krzywdę wyrządzono jednak postaciom. Wiem, że w świecie przedstawionym minęły długie lata, ale nie wierzę, że bohaterowie mogli się aż tak diametralnie zmienić! Harry postępuje zupełnie jak nie on, gdyby ta postać


została inaczej nazwana, nigdy bym nawet nie przypuszczał, że to Chłopiec, Który Przeżył. Hermiona? Jest, ale zupełnie bez wyrazu, nijaka i płytka, nie ma w sobie chyba ani jednej cechy z poprzedniej części. Autorzy nie rozumieją w ogóle postaci Rona, przerysowali go wręcz do granic możliwości, czyniąc z Weasleya głupka, którego jedyną rolą jest opowiadanie nieśmiesznych dowcipów. Na wskutek owych gwałtownych zmian w charakterach, Trio przestaje być Triem, a przyjaciele Harry’ego pełnią marginalną rolę. Książka napisana jest bardzo nierówno – są chwile gdzie dialogi są zabawne, ciekawe i żywe, w innych zaś bije z nich infantylność i naiwność. Nieraz pewne zdania zdają się być wręcz wyrwane z kontekstu, nie pasujące do powagi sytuacji czy absolutnie nierealne. Wyraźnie widać, że pani Rowling jest jedynie współautorką. Czy więc mamy do czynienia z książką fatalną, porażką literacką i grafomanią? Nie. „Przeklęte Dziecko” ma kilka naprawdę udanych momentów, nieszablonowych pomysłów, pozwala spojrzeć na Hogwart z zupełnie innego punktu widzenia, potrafi nawet całkiem porządnie wzruszyć. Nowi bohaterowie są inni niż starzy, a przy tym całkiem przyzwoicie wykreowani. Sztuka w pewien, dość specyficzny sposób rozlicza się z poprzednią historią, gra na sentymentach, a równocześnie robi w to całkiem znośny i ciekawy sposób. Znajdziemy tu kilka

pięknych sentencji, od których wręcz czuć, że wyszły spod pióra Rowling, są chwile, gdy powraca klimat magicznego świata, a nostalgia chwyta za serce. Jak więc ocenić „Przeklęte Dziecko”? Czy mimo wszystkich słabości, zmian w charakterach postaci i w uniwersum, mimo kiepskich zwrotów akcji i średniego pomysłu na fabułę to dobra książka? Czy jej zalety, równoważą wady? W mojej opinii to książka przede wszystkim bardzo nierówna i można ją oceniać na co najmniej kilka sposobów. Po pierwsze, gdyby była fanfikiem, byłaby fanfikiem wybitnym, jeśli zaś spojrzymy na nią jako na osobne dzieło, napisane przez poważnych autorów, a nie fanów, to z pewnością jest niezła i warta przeczytania. Niestety, jednocześnie jestto beznadziejna wręcz kontynuacja Harry’ego Pottera. Gdyby nie fakt, że na kartach owego dzieła pojawiają się takie nazwiska jak Granger, Weasley czy McGonagall, a sama akcja obraca się wokół Hogwartu, to z pewnością wystawił bym jej lepszą ocenę. A tak: sorry Potter, dostateczny. Saga skończyła się na „Insygniach Śmierci”.

The Nowodworek Times | 8


RECENZJA

Siedmiu Wspaniałych

D

nia 23 września 2016 roku na ekrany kin wszedł film ,,Siedmiu Wspaniałych” w reżyserii Antoine Fuqua, remake, remak’u chciałoby się rzec, bowiem już oryginalna wersja z 1960 roku była jedynie zamerykanizowaną wersją „Siedmiu Samurajów” Akiro Kurosawy.Fabuła, charakter postaci a także tło historyczne pozostały te same. Wciąż jest to western o siedmiu kowbojach, zagrożonej wiosce i bandzie rzezimieszków, którzy na ową wioskę mają chrapkę. Scenariusz został odpowiednio dostosowany do obecnych czasów, ugładzony pod względem poprawności politycznej, a akcja w nim przedstawiona nabrała zdecydowanie większego rozmachu. Wbrew ostatnim próbom opowiedzenia klasycznych historii na nowo („Jurrasic World”, „Dzień Niepodległości”, „Star Trek: W nieznane”), w żaden sposób nie zaszkodziło to filmowi, czy też nie spłyciło jego przekazu. Owszem, sceny akcji są przesadzone, po części nakręcone z typowo amerykańskim patosem, nieraz kiczowate lub też przejaskrawione. Niewątpliwym jest jednak fakt, że od bardzo dawna (chyba od czasów absolutnie niedoścignionego pod tym względem „Mad Max: Na drodze gniewu”) nie widziałem tak sprawnie i pomysłowo zrealizowanych po-

9 | The Nowodworek Times

tyczek. Antoinemu Fuqua udała się niezwykle trudna sztuka: oddał chaos i dynamizm scen batalistycznych równocześnie sprawiając, iż widz nie gubi się w przedstawionej akcji. Tak więc mimo niejednokrotnego przeszarżowania w konceptach i samym zamyśle, przedstawione w filmie bójki i strzelaniny ogląda się z zapartym tchem. Budzą one podziw zarówno od strony operatorskiej jak i choreograficznej. Tytułowe siedem postaci to persony ciekawe, wykreowane z polotem i odpowiednią dozą oryginalności. Niestety, w mojej opinii nie poświęcono im odpowiednio dużo ekranowego czasu. I choć każda z nich intryguje, a kilka poznajemy głębiej i szerzej niż inne, to z żalem informuję, że nie zdołałem zapamiętać choćby ich imion. Nie zrozum mnie źle, drogi czytelniku, to naprawdę dobrze napisani i odegrani bohaterowie, brak im jednak odpowiedniej siły przebicia, która uwypukliłaby ich charaktery, na tle naprawdę wybitnej akcji. Główny antagonista to postać płytka i przerysowana, pozbawiona wszelakich zalet, stanowiąca typowy czarny charakter. I choć zdaje sobie sprawę, iż mam do czynienia z kinem rozrywkowym, to nie mogę wybaczyć Nicowi Pizzolatto (scenarzyście), że nie pokusił się o większą oryginalność.


Wyjątkowo dobrze prezentują się natomiast dialogi – dosłownie skrzące się od czarnego humoru. Nowych „Siedmiu Wspaniałych” bawi dużo bardziej niż niektóre komedie, a robi to w sposób nietuzinkowy i choć z pewnością nie są to żarty najwyższych lotów, to wciąż zdecydowanie powyżej średniej. Operator (Mauro Fiore) spisał się co najmniej dobrze. Jakość zdjęć stoi na wysokim poziomie, a z łatwością można odnaleźć kilka doprawdy prześlicznych perełek. Zaliczają się do nich zwłaszcza sceny z pędzącymi tabunami koni, które wyglądają wręcz oszałamiająco. Jeśli zaś chodzi o CGI (efekty generowane komputerowo), to tak jak ostatnimi czasy bywa w modzie wśród dobrych filmów akcji rangi AAA („Mad Max: Na drodze gniewu”, „Gwiezdne

Wojny: Przebudzenie Mocy”) nie są one zbyt nachalne czy też przesadnie eksponowane. Uzupełniają tradycyjne efekty, ale nie przysłaniają obrazu i jestem absolutnie pewny, że nowych Siedmiu Wspaniałych zestarzeje się z godnością. Muzyka jest żywa, dynamiczna i utrzymana w typowo westernowych klimatach. Choć brak tutaj arcydzieł wywołujących gęsią skórkę, to wciąż kawał porządnego, kowbojskiego idealnie współgrającego z klimatem soundtracku. Podsumowując, nowa produkcja „Siedmiu Wspaniałych” to sprawnie zrealizowany, nieprzesadnie daleki od oryginału western, pełen świetnej akcji, barwnych dialogów i czarnego humoru. Nie jest to arcydzieło wolne od wad, czy też film ambitny. To proste, udane kino rozrywkowe, które w szkolnej skali zasługuje na porządną czwórkę z plusem.

The Nowodworek Times | 10


EXPO fotorelacja

11 | The Nowodworek Times


The Nowodworek Times | 12


13 | The Nowodworek Times


The Nowodworek Times | 14


ALBANIA

tekst: Kacper Kromka

Albania to cudowny kraj. Będąc na objazdówce po owym kraju, przekonałem się o tym na własnej skórze.

M

knąc samochodem przez wąskie, kręte uliczki mogłem podziwiać fantastyczne, błękitne morze oraz zapierające dech w piersiach widoki gór, gdzie co kilometr znajdowało się inne stado kóz. Nie przesadzę też jeśli stwierdzę, że w czasie 10 sekund jazdy samochodem mogłem naliczyć co najmniej 7 bunkrów, którymi zasiana jest cała Albania. Jednak najlepszą atrakcją w czasie podróży byli albańscy mistrzowie kierownicy. Oni są niesamowici! Nigdy nie widziałem kogoś, kto byłby w stanie wyprzedzać samochód rozpadającym się mercedesem przy prędkości 60km/h, w dodatku na zakręcie, gdzie od przepaści dzieli nas jedynie metalowa barierka, a widoczność ogranicza góra, do której przytulona jest ulica. Nie bez powodu Albania nazywana jest krajem mercedesów. Jest nim co trzeci samochód – nieważne, czy to nowy model, czy ”stary gruchot” bez ani jednej oryginalnej części, ale mercedes

15 | The Nowodworek Times

to mercedes. Niezwykłe wrażenie zrobił na mnie także widok “osiedli” mieszkalnych, w których rolę bloków pełniły namioty. Nieistotne, czy ludzie spali w śpiworach, ważne, że na podjeździe stał mercedes. Ciekawa jest też ich kultura jazdy. Potrafią zatrzymać wóz na jednokierunkowej ulicy i wyjść po to, żeby porozmawiać z przydrożnym sprzedawcą arbuzów. Fakt, że przez to utworzył się korek, jest dla nich bez znaczenia. Kiedy udało nam się dojechać do hotelu, nasz wzrok przykuł nieziemski zachód słońca. Pomarańczowe promienie odbijały się od jeszcze błękitnej, niepochłoniętej przez ciemność tafli morza, co dawało efekt odbicia lustrzanego. Głodni po długiej podróży postanowiliśmy się udać do pobliskiej restauracji. Pozornie wydawała się całkiem przyzwoita - eleganckie, okrągłe stoły, okryte śnieżnobiałymi obrusami, efektowne żyrandole, pięknie ubrani kelnerzy. Jednak największym zaskoczeniem był taras. Miał on kilka pięter i wyglądem


przypominał schody, pod którymi wesoło płynęła woda, a nad wszystkim górował zgrabny wodospadzik. Jednak pozory mylą. Zajęliśmy miejsce przy stole, na tarasie. Podszedł do nas kelner i swoim niezgrabnym angielskim zaproponował nam danie dnia. Problemem było to, że nie umiał nam powiedzieć z czego składa się owo danie, więc ostatecznie wszyscy zamówiliśmy spaghetti. W pewnym momencie wujek poinformował kelnera: “Someone fell into the water”, na co on odpowiedział “Yes, we have water. Sparkling water, non-sparkling water...”. Zażenowani zjedliśmy nieco zimne danie i udaliśmy się do sklepu, żeby zakupić parę rzeczy. Nie wyglądał on najlepiej. Były w nim dwie szafki z Ikei z detergentami, jedna lodówka z lodem, szafka z napojami, jakieś narzędzia ogrodnicze, chleb, konserwy, a na środku stała wieża z papieru toaletowego. Zabrawszy to, co niezbędne, poprosiliśmy panią o rachunek. Ta wyciągnęła zeszycik, zapisała ceny produktów, dodała wszystko pisemnie, wyr-

wała kartkę i…tak wręczyła nam paragon. Kolejne dni spędzaliśmy na kąpaniu się w morzu, zwiedzaniu zabytków i degustowaniu lokalnych napojów. Jednak Albania to nie same minusy, w końcu coś przyciąga tam turystów. Są to niezwykłe plaże, z gorącym, drobnym, złotym piaskiem oraz morze - cieplutkie i błękitne. Kąpiąc się w takiej wodzie czas mijał niezwykle szybko. Wchodzi się do niej rano, a wychodząc można od razu się udać na kolację. Jest jeszcze słońce, które w Albanii daje o sobie znać, jednak w subtelny, delikatny sposób. Nie można zapomnieć o cudownych, górzystych krajobrazach, które rozciągają się przez cały kraj. Spacerując po tych górach można odetchnąć pełną piersią, poczuć świeże powietrze, dostrzec naturalne piękno Albanii... i wspomniane już bunkry, dużo bunkrów. Jest też wiele zabytków, które warto zobaczyć. Są to przede wszystkim zamki, na przykład: w Szkodrze, w Krui czy w Butrincie oraz meczety, których jest zbyt wiele żeby je wymieniać. Albania to cudowny kraj…

The Nowodworek Times | 16


RECENZJA Serce Psa

O

nowym filmie Laurie Anderson wiele słyszałem przed premierą i wszystkie głosy były raczej pozytywne. Nagroda specjalna na festiwalu w Wenecji czy osobista rekomendacja Romana Gutka (gospodarza i fundatora festiwalu Nowe Horyzonty) jedynie potwierdzają wcześniejsze słowa moich znajomych. Zanim przejdę do fabuły filmu, to powiem, że zdecydowanie warto iść i wydać te symboliczne 15 złotych na bilet, bo film jest naprawdę świetny, choć w dniu premiery na sali oprócz mnie był tylko jeden starszy mężczyzna (co można tłumaczyć zbieżnością daty premiery z „Ostatnią rodziną”). Ale czym tak właściwie jest „Serce Psa”? Laurie Anderson, znana ze swoich undergroundowych czy wręcz arthouse’owych ciągutek, tu ukazuje historię bardzo osobistą, a właściwie zapis kilku różnych historii przedstawionych bardzo chaotycznie, całkowicie wyzbytych chronologii czy w ogóle poczucia czasu. Przybliża nam kilka tematów, które wydarzyły się w przeszłości, ale ze względu na swoją wagę, rzutowały na całe późniejsze życie artystki. I nie są to wcale zdarzenia łatwe; wręcz przeciwnie, większość z nich jest na tyle przepełniona bólem i żalem, że zupełnie zacierają pamięć o zdarzeniach bardziej przyjemnych, o których reżyserka również wspomina. Seans nie jest jednak wcale bezmyślnym przeglądaniem cudzego pamiętnika; opisywane zdarzenia często są jedynie pretekstem do refleksji, a każda bolesna historia pozostawia furtkę , pozwalającą odnieść obrazy na ekranie do własnego życia. Bo pomimo tego, że tak osobiste, historie opowiadane przez Anderson są w pew-

17 | The Nowodworek Times

tekst: Maciej Roch Satora

nym względzie uniwersalne, mówią wiele o stracie, strachu czy miłości. I mimo, że reżyserka w swoich rozmyślaniach często zapożycza myśli od filozofóww, poetów czy duchowych (motyw buddyjski jest mocno obecny w życiu Anderson), to kontrastując je ze wstawkami przedstawiającymi jej zmarłego psa, grającego na keyboardzie, tworzy obraz bezpretensjonalny Forma i treść filmu jest bardzo różnorodna; Laurie zdecydowała się na użycie kilku różnych narracyjnych języków, zmieniających się nie tylko podczas przechodzenia z jednego do drugiego, ale także w obrębie tych samych historii. Na przykład; archiwalne filmy nagrane przez reżyserkę, ujęcia z miejskich kamer, ciemne impresyjne obrazy malowane pastelami czy też po prostu słowa napisane białą czcionką, pojawiające się i znikające z ciągłą nieregularnością. Wszystkiemu towarzyszy aksamitny głos Laurie i muzyka, którą sama na potrzeby filmu stworzyła. Mimo, że podczas seansu ciągle nieustająco czułem się bombardowany czasem szokującymi, czasem wzruszającymi, a czasem po prostu zwyczajnymi historiami, to z kina wyszedłem jednak z niezręczną ciszą w głowie, czując się jakbym zza parawanu podglądał czyjeś życie. Ale potem, zaraz za rogiem kinowego barku, naszła mnie myśl, że może Laurie zdaje sobie sprawę z mojej obecności, za kawałkiem rozciągniętego materiału. Może to właśnie mi chciała opowiedzieć historię swojego życia?


The Nowodworek Times | 18


19 | The Nowodworek Times


ŻARÓWKA CAFE Światełko w tunelu tekst: Filip Giermek

M

am problem. Skończyłem już lekcje jednak nikt nie ma czasu, żeby wyjść gdzieś razem, zjeść coś dobrego lub pogadać. Brzmi średnio, więc jadę do domu, bo nie będę przecież siedział sam w lokalu i patrzył w stół. Jednak ta historia mogła skończyć się inaczej. Co, jeśli istnieje lokal, który swoim niewielkim rozmiarem i układem miejsc „zmusza” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) do przysłuchiwania się rozmowom zza lady, które bywają na tyle interesujące, że można odruchowo dodać coś od siebie? Takim miejscem wydaje się być „Żarówka Cafe” przy ulicy Floriańskiej. Ukryty na malutkim dziedzińcu ogród zimowy, prowadzi do pomieszczenia wielkości średniego salonu, czyli lokalu właściwego. Niska kanapa wzdłuż ściany i dostawione stoliczki nie oddzielają gości od siebie, ale jednocześnie sadzają ich blisko, przełamując początkowe bariery. Na wprost kanapy króluje bar, który jest sercem tego miejsca, a nad nim tytułowe „żarówy” ogromnych rozmiarów. W menu aż 12 rodzajów kaw. Jeśli ktoś nie przepada za kawą, do wyboru ma również mnóstwo napojów zimnych, herbaty oraz kakao, a dla smaku może spróbować tarty lub brownie. Czemu bar jest sercem tego miejsca? Niekoniecznie z powodu rozmiaru, chociaż faktem jest, że góruje on nad całym lokalem. Pisząc ten tekst, jestem świadkiem rozmowy pary za barem o tym, jak to „on”

źle dolewa mleka do kawy i „ona” mu pokaże. Po czym obydwoje rozlewają mleko na blacie i w tym momencie wszyscy łącznie ze mną w naturalnym odruchu - wybuchają głośnym śmiechem. To miejsce aż zachęca do otwartości i szczerości. Może coś poczytam? Do wyboru mam różne tytuły, łącznie z „Vademecum Dizajnu”. Tło tworzą dźwięki pokroju Becka lub z rewirów funky i soulu. Z idealnie wyważoną głośnością, nie zagłuszają rozmów, szczególnie, że przemiła pani serwująca napoje, co chwila pomaga własnym głosem, tworząc „chórki”, co samo w sobie może utrudniać słyszenie siebie nawzajem. Między stolikami krąży pies właścicieli, potężny „Nemo”. Moim zdaniem ociepla on atmosferę i zwiększa odczucie swobody. Widok psa w mikro-kawiarni nie jest częsty, prawda? Głaszcząc go, co jakiś czas i czytając magazyn o jedzeniu, dowiedziałem się z rozmów za barem, że ostatni sezon „The Walking Dead” jest genialny, a niedługo premiera pierwszego odcinka sezonu 7, i już zaraz poznałbym ze szczegółami jak kończy się całość…jednak pani przerwała i spytała - „Czy pan oglądał ten serial? Bo nie chciałabym psuć zabawy”. I tak wciągnąłem się w rozmowę o amerykańskich serialach. Pod koniec poszerzyłem moją wiedzę o rodzaje łyżeczek do kawy i ekspresów ciśnieniowych. Po opróżnieniu szklanki pysznego soku jabłkowego, opuściłem „Żarówkę”, która żegnała mnie w rytmie funky z trzeszczącego winylu i wtórującego mu szczekaniu Nemo. Jednak nie spędziłem tego popołudnia sam.

The Nowodworek Times | 20


KONCERT INSTRUM fotor

21 | The Nowodworek Times


MENTALNY relacja

The Nowodworek Times | 22


23 | The Nowodworek Times


The Nowodworek Times | 24


25 | The Nowodworek Times


The Nowodworek Times | 26


INFORMATOR Kulturalny 6 stycznia - „Scenariusz dla trzech aktorów” na Scenie STU W 2017 roku minie 30 lat od premiery owego spektaklu. Z tej okazji przedstawienie powróci na deski krakowskiego teatru Scena STU. W tych samych kostiumach co wiele lat temu, już przestarzałych i spranych, wystąpią: Andrzej Grabowski, Mikołaj Grabowski oraz Jan Peszek. 6 stycznia - Orszak Trzech Króli w Krakowie Orszak Trzech Króli w Krakowie wyruszy z trzech różnych miejsc. Każdy będzie prowadzony przez innego króla, symbolizującego jakiś kontynent. Monarchowie przejdą w asyście małych rycerzy i dwórek, w których role wcielą się uczniowie krakowskich szkół. Straż orszaku będą stanowić ojcowie dzieci w przebraniach pasterzy. 6 stycznia - premiera filmu pod tytułem „Józef i Maryja” Jest to dramat biblijny opowiadający o losach Eliasza, który po śmierci przyjaciela postanawia zaopiekować się jego rodziną. Podczas rzezi niewiniątek giną dzieci, nad którymi obiecał sprawować opiekę. Od tego momentu pomszczenie ich śmierci, staje się jego życiową misją. Reżyseria- Roger Christian. 6 oraz 19 stycznia - Chochla literacka Teatr Barakah, ul. Paulińska 28 Owe widowisko cieszy się dużą popularnością w krakowskim świecie rozrywki i kultury. Stanowi przygotowane dla ArtCafe Barakah spotkanie z literaturą, na którym panuje zasada open microphone- każdy może zaprezentować swój ulubiony fragment z literatury lub własną twórczość. Nie brakuje tam również muzyki, a każda z imprez kończy się widowiskowym jam session. 6 stycznia 2017, 21.00 Poezja melin, czyli od Hłaski do Himilsbacha 19 stycznia 2017, 21.00 Kafka z Schulzem, czyli obsesje i bluźnierstwa)

27 | The Nowodworek Times

Od 6 do 9 stycznia - Noworoczny Weekend Przedpremier 2017 Dla zniecierpliwionych czekaniem na najgorętsze premiery mamy dobrą wiadomość! Kino Agrafka szykuje Noworoczny Weekend Przedpremier (6-8 stycznia) 13 stycznia - premiera filmu pod tytułem „Powidoki” Jest to polski film, który stanowi ostatnie dzieło Andrzeja Wajdy. Opowiada o charyzmatycznym malarzu, który nie godzi się z socrealizmem i pozostaje wierny swej drodze artystycznej. 13 stycznia - premiera filmu pod tytułem „Konwój” Jest to polski film, którego reżyserem jest Maciej Żak. Opowiada o śledztwie rozpoczętym po zabójstwie więźnia jednego z największych aresztów śledczych. 15 stycznia- Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Krakowie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy co roku gra na krakowskim rynku. Zbiórce pieniędzy na rzecz najmłodszych pacjentów towarzyszą liczne koncerty, pokazy i niecodzienne atrakcje. Od 18 stycznia do 10 lutego - Festiwal Opera Rara Festiwal Opera Rara prezentuje różnorodność opery na przestrzeni czterech stuleci i pokazuje tę dziedzinę sztuki w jej najpełniejszym kształcie. Włącz się w obchody rocznicy śmierci Stanisława Wyspiańskiego! W 2017 roku mija 110 lat od śmierci Stanisława Wyspiańskiego- cenionego poety, malarza, architekta Młodej Polski, nierozerwalnie związanego z Krakowem. W związku w ową okazją Urząd Miasta Krakowa ogłosił otwarty konkurs ofert na realizację zadania publicznego w sferze sztuki, kultury, ochrony dóbr kultury i dziedzictwa narodowego pt. „Wydarzenia kulturalne i artystyczne związane z obchodami 110 rocznicy śmierci Stanisława Wyspiańskiego”. Termin składania ofert upływa 25 stycznia 2017 r.

The Nowodworek Times #01/2017  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you