Page 1

1


Spis Treści: 4 Po ciemnej stronie księżyca

10 Majowe wędrówki

12 Wywiad z Piotrem Bilińskim

27

15 Pieter Bruegel Starszy i Jacek Kaczmarski

17 Relacja z koncertu Cheatahs w klubie Re

19 O tkaninie strzeżonej tajemnicą...

21 To my olimpijczycy

27 Wywiad z Natanem Waśniowskim

30 Przewodnik festiwalowy 2014 cz.1- Orange Warsaw Festival

21

34 Nowinki

36 Dwa kółka

39 Zwierzęta endemiczne i żywe skamieniałości

42 Syto Piecze

30

2


Wstęp od redakcji Drodzy czytelnicy!

Nadeszła wiosna, a tuż za nią matury. Czas ważny dla wielu uczniów, którzy poważnie myślą o swojej przyszłości, chcą zdać jak najwyżej egzaminy i dalej rozwijać się.W tym numerze spotkacie się z osobami, dla których drzwi wielu uczelni już teraz są szeroko otwarte, choć nie zdali oni jeszcze egzaminu maturalnego. Mowa tu o olimpijczykach – osobach niezwykle zdolnych, które zgodziły się opowiedzieć historię swojego sukcesu i zachęcić innych do pójścia ich drogą. Zapraszamy Was także na wywiad ze znanym, cenionym profesorem Nowodorka– wzbudzającym ciekawość szkolnej społeczności – Piotrem Bilińskim. W tym numerze Prezydent Natan Waśniowski zdradzi nam swoje doświadczenia związane z prezydenturą, ujawni własne polityczne preferencje, a także opowie o własnych zainteresowaniach. Wielkimi krokami zbliża się rozpoczęcie znanego festiwalu muzycznego organizowanego w Warszawie od 2008 roku – Orange Warsaw Festival 2014. Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was przewodnik koncertowy, w którym przedstawimy najważniejszych wykonawców oraz szczegóły organizacyjne. Pozostając w muzycznej tematyce, nie pomińcie, artykułu poświeconego historii legendarnego zespołu Pink Floyd. O dobre, wiosenne samopoczucie zadba również SYTA, która przygotowała dwa, słodkosłone przepisy specjalnie dla was! Życzmy Wam, aby lektura The Nowodworek Times była dla was przyjecmnością, a także zródłem wielu instpiracji i radości.

Do przeczytania! Redakcja The Nowodworek Times Redaktor naczelny: Jakub Turcza Zastępca redaktora naczelnego ds. TNT / sekretarz: Aleksandra Budzińska Desktop Publishing: Kierownik artystyczny / fotoedytor: Natalia Kowalska Grafik: Tytus Maciejowski Projektant grafiki: Anna Skoczeń, Natalia Kowalska Dziennikarze: Agnieszka Orszulak, Klaudia Majerańczyk, Karolina Zając,

Agnieszka Uchman, Katarzyna Galon, Filip Storożuk, Karolina Czaplak, Łucja Hudy, Jan Kłapa, Michał Strój, Natasza Gadowska, Joanna Wójtowicz, Mikołaj Bać Znajdź nas na: http://su-nowodworek.pl/tnt http://issuu.com/thenowodworektimes Kontakt: tnt.nowodworek@gmail.com Dziękujemy opiekunom The Nowodworek Times pani prof. Iwonie Majcher oraz pani prof. Annie Tumidajewicz - za cenne uwagi oraz wsparcie.

3


Muzyka

Po ciemnej stronie księżyca

Pink Floyd to bezapelacyjnie jeden z „wielkich” tego świata, stale obecnych w popkulturze, ich piosenki są znane i pomimo upływu czasu wciąż grane w radiu, a coraz to nowsze reedycje ich płyt cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Streszczenie historii tego zespołu w takim formacie, na jakim – niestety - muszę się zmieścić, jest rzeczą graniczącą z cudem. Nie pozostało mi jednak nic innego jak tego cudu dokonać. Życzę przyjemnej lektury.

chcą założyć studencki band. Szczególnie mocno nalegał na to basista, którego marzeniem było zostać gwiazdą światowego formatu. Brakowało im jednak wokalisty i gitary, dlatego Waters wprowadził do składu znanego z rodzinnego Cambridge Syda Baretta. Po kilku tygodniach prób zespół, którego nazwa ciągle ulegała zmianie występował w klubie Marquee. W trakcie owego występu nazywali się jeszcze Pink Floyd Blues Band, ale postanowili ją skrócić i z imion dawnych zapomnianych bluesmanów Pinka Councila i Floyda Andersona powstała nazwa przyszłej legendy. Prawdziwym momentem przełomowym w ich karierze było otwarcie klubu „UFO” i praktycznie cotygodniowe psychodeliczne w nim występy. Aby zwiększyć

Historia tego zespołu zaczyna się w Londynie, na Regent Street Politechnic. Tam studiowali Nick Mason (perkusja), Roger Waters (bas) i Richard Wright (klawisze), którzy przypadkiem się poznali. Po pewnym czasie stwierdzili, że

4


doznania naćpanych w większości widzów, postanowili dodać do swojego show naprędce wyprodukowane przez Syda (de facto studenta sztuki) efekty świetlne, oraz pojedyncze puszczane filmy, tak aby słuchacze czuli się jak w innym wymiarze. Zresztą sama ich tworzona wówczas muzyka, a szczególnie na pierwszej płycie „Piper at the Gates of Down”, była w tym czasie mocno „odleciana”, co słyszymy chociażby w „Astronomy Domine”. Pierwsza płyta została nagrana w roku 1967 dzięki staraniom dwóch menadżerów – Jennera i Kinga, którzy byli gwarantami jakiegokolwiek rozgłosu. Płyta zyskała umiarkowane zainteresowanie, ale muzycy mogli sobie pozwolić na trasę po USA, w której niestety problemy ze sobą i narkotykami zaczął mieć uznawany przez wszystkich za geniusza i główny element zespołu Syd Barett. Sytuacja była na tyle nieciekawa, że był on w stanie grać przez cały występ jeden akord, lub po prostu patrzeć na publiczność nawet nie śpiewając. Po długich rozterkach frontman został wyrzucony ze składu, a na jego miejsce przybył David Gilmour, kolejny znajomy Watersa z Cambridge. W tym momencie zespół opuścili obydwaj menedżerowie i rozważano nawet zakończenie działalności, ale na całe szczęście nic takiego nie nastąpiło. Po roku wyszła następna psychodeliczna płyta już z Gilmourem na wokalu i gitarze „A Saucerful of Secrets”. Pomimo zmiany w składzie była ona jakby kontynuacją poprzedniej i z rzeczy, które ją wyróżniają to głównie okładka – pierwsza zaprojektowana przez Storma Thorgersona, od tamtej pory twórcy praktycznie wszystkich ich pierwszych stron. Już w rok później muzycy ponownie zebrali się i stworzyli najdziwniejszy dwupłytowy album w ich historii„Ummagumma”. Druga część, która jest typową koncertówką złożoną z utworów z poprzednich

płyt, jest zrobiona bardzo dobrze; nadmienię tutaj, że ich koncerty już wtedy były rewolucyjne z uwagi na nagłośnienie, jakie stosowali albo elementy sceniczne typu potwór morski płynący między rzędami na scenę. Natomiast trudno jest jednoznacznie ocenić pierwszy zestaw piosenek, ponieważ jest on naprawdę specyficzny. Nad poszczególnymi utworami nie pracował zespół, ale pojedynczy członek grupy i efekt jest wg mnie niezbyt zadowalający, zresztą przesłuchajcie sami. Następna płyta (również wydana po roku), okazała się wielkim sukcesem – „Atom Heart Mother”, dzięki spektakularnej akcji promocyjnej (wypęd krów na jednej z londyńskich ulic) i samej jakości muzyki, która wtedy wydawała się arcydziełem grupy, wywindowała ich na szczyty list przebojów w Wielkiej Brytanii. Zespół nie próżnował, szybko wydał kolejną płytę – „Meddle”, z której pragnąłbym przede wszystkim wyróżnić „Echoes”, utwór ze wszech miar genialny. Po jej wydaniu przygotowali epicką trasę, na jej krótki opis wystarczy chyba powiedzieć, że na koniec występu spod sceny wynurzała się 15-sto metrowa ośmiornica, a wideo koncertowe nagrali w starożytnym miasteczku Pompejach. W 1973 nadszedł ogromny przełom. Jak wspomina Wright „Każdy nasz kolejny album był kolejnym krokiem do tego”. Prosto ze studia w Abbey Road wyszedł materiał na „Dark Side Of The Moon”. Nie przesadzając, jest to albumsymbol lat. 70. Rozwiązania typu wplatanie dialogów, odgłosów: bicia serca, zegarów i brzęku monet w niektórych utworach świadczą o ogromnej kreatywności, praktycznie nikt nie stosował takich rozwiązań w owych czasach. Do tego „The Great Gig In The Sky” i te kobiece

5


wokalizy, moim zdaniem, jest to najlepszy utwór, a „Ciemna strona księżyca” najlepszym albumem w ich dorobku, (ale drobna nota od autora - jeśli słuchacie to tylko w całości, nie po kawałku).

irytacji oprzeć nowe dzieło i nie kryje w niej jadu. W zderzeniu z poprzednimi dwoma płytami wypada słabo, ale i tak warta jest posłuchania. Niestety, po tym albumie atmosfera, z którą nigdy nie było problemu, zaczęła się psuć. Muzycy byli zmęczeni dominacją basisty, a ten z kolei był zirytowany całym światem, a przede wszystkim zachowaniem publiczności na koncertach. Punkt krytyczny napięcie osiągnęło podczas ostatniego występu w trakcie amerykańskiej trasy koncertowej w Montrealu, gdzie w pierwszej piosence publika krzyczała tak głośno, że nie dało się nic usłyszeć. Rogera wyprowadziło to z równowagi, a gdy zobaczył jeszcze wspinającego się po barierkach fana opluł go. Po koncercie, brzydząc się swoim zachowaniem, zażyczył sobie, aby pomiędzy nim, a publicznością wyrósł ogromny mur. Jakieś skojarzenia? To dobrze, bo właśnie na tym motywie oparty jest ich najbardziej znany i uwielbiany, a przede wszystkim najlepszy concept album na świecie – „The Wall”. Jest to niemal autobiograficzne dzieło basistyzestaw krótszych utworów, całkowicie podporządkowanych przekazowi słownemu. Głównym bohaterem jest Pink, którego można uważać za alter ego muzyka. Tytułowy „mur” to suma tych wszystkich chwil w życiu, w których okazuje się, że zbyt wiele wrażliwości jest przekleństwem. „Cegłami” są momenty upokorzeń i utraty złudzeń. Mur zobojętnienia pomaga zbudować nadopiekuńcza matka, nauczyciele, rozpad małżeństwa, związki z przypadkowymi kobietami i inne ciemne strony kariery oraz sławy. Od strony muzycznej „The Wall” dostarcza całego spektrum emocji, jest mocne, rockowe, ale też musicalowe i akustyczne. Najbardziej znanym utworem jest definitywnie „Another Brick In The Wall Part 2”, ale ja przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę na gitarę

Po wyprzedanej trasie koncertowej i sprzedaży milionów egzemplarzy, pojawiło się pytanie „Co dalej, jeśli tyle już osiągnęliśmy?”. Po raz pierwszy w karierze poczuli presję ze strony mediów i fanów, oraz nacisk, że muszą nagrać co najmniej tak samo dobrą płytę, ale właśnie ta presja okazała się doskonałym katalizatorem ich uczuć w muzyce. Gdy wchodzili do studia, nie mieli nic, gdy wychodzili, mieli jeden z najbardziej znanych utworów świata i kolejny genialny album. Obydwa elementy miały ten sam tytuł „Wish You Were Here”. Projekt okładki jest kolejnym objawem geniuszu Storma Thorgersona, ale muzyka sama w sobie też świetnie się broni. Trwające siedemnaście minut „Shine on Your Crazy Diamonds”, „Wish You Were Here” i „Welcome To The Machine” te pozycje powinny wystarczyć. Sama płyta była oparta na motywie maszyn, którymi czuł się kwartet przechodząc z akordu na akord, z taktu do taktu, oraz na tęsknocie za Sydem Barettem, z którym w owym czasie działo się coraz gorzej. Już w rok później mieszkańcy Londynu mogli doświadczyć dziwnego widoku patrząc na starą fabrykę Battersea. Mianowicie, pomiędzy jej kominami latał ogromny różowy wieprzek i – niestety - nie było to przywidzenie, jak większości się wydawało, ale oczywiście rock band z kolejnym wyjątkowym pomysłem na okładkę nowej płyty zatytułowanej po prostu „Animals”. Znajdziemy w niej odniesienia do „Folwarku Zwierzęcego” Orwella, Waters zmęczony ludzkimi wadami postanowił na swej

6


solową z „Comfortably Numb”. Przyznam się, że moim ulubionym gitarzystą jest Jimmy Page, ale z całym szacunkiem solo z „Comfortably Numb”, jest zdecydowanie najlepszym na świecie. A propos tego albumu polecam oglądnąć film wyreżyserowany przez Alana Parkera o tym samym tytule, jest naprawdę świetny! Niestety, już na etapie powstawania albumu zaczęły się ogromne kłótnie szczególnie na linii Waters Gilmour, a do tego z zespołu wykluczony został Richard Wright, który jak sam przyznawał w tamtym momencie nie był w stanie dać zespołowi nic. Jednak pomimo tych problemów kolejna trasa, jak zawsze została przygotowana z ogromnym rozmachem. Na scenie rzeczywiście budowany był ogromny mur, nad nim wisiały postacie przerażających nauczycieli, a o scenę roztrzaskiwał się samolot. Ekstrawagancja? Nie sądzę.

Cut) „Finałowe cięcie dla świata”. Jak się również okazało później było to „Finałowe cięcie” dla Pink Floyd z Watersem w składzie… Po wielu kłótniach i sporach sądowych o prawo do używania nazwy zespołu, trwających aż cztery lata, wyszedł album „A Momentary Lapse Of Reason”. W zasadzie jego twórcą jest David Gilmour wraz z wieloma muzykami sesyjnymi, ponieważ zarówno Mason jak i Wright całkowicie stracili wiarę w siebie. Jednak ta płyta nie jest zupełnie odmienna, jak spodziewał się tego były już basista, ale przedłuża historię Floydów. Solówki Gilmoura to czysta magia, a kto nie słyszał utworu „Learning to Fly” niech żałuje. Całości dopełnia genialna okładka - łóżka ciągnące się aż po horyzont i samotny człowiek na jednym z nich. Po trasie uwiecznionej albumem „A Delicate Sound of Thunder” (polecam chociażby samo Comfortably Numb) muzycy zamilkli na wyjątkowo długo. Nie udzielali się publicznie, a ponowne spotkanie nastąpiło dopiero po 6 latach. Nowy album „The Division Bell” po raz pierwszy od bardzo dawna powstał w demokratycznej atmosferze, ze spontanicznego „jamowania”. Wyróżnia się on przede wszystkim genialnym „High Hopes”. Podczas trasy i finalnych wyprzedanych w całości występach w Earls Court odegrali w

Po dłuższej trasie i chwili odpoczynku od publiki, w 1982 wybuchła wojna o Falklandy. Otworzyło to niezabliźnioną ranę w sercu Rogera, który stracił ojca podczas II Wojny Światowej. Znowu wspiął się na emocjonalne wyżyny i napisał teksty o konfliktach zbrojnych, o tym że nowy świat miał być lepszy, a nie jest i kiedy jest już za późno, wschodzi drugie nuklearne słońce i następuje zgodnie z tytułem albumu (The Final

7


całości „Dark Side of The Moon” wraz z wieloma innymi utworami, również tymi najbardziej znanymi. Po tym występie „różowa machina” udała się w stan spoczynku. Był rok 1995.

Na ten moment niestety nie możemy liczyć na żaden koncert pod szyldem Pink Floyd, jedyne co nam pozostaje to słuchanie wielorakich cover bandów, które teraz się pojawiły i próbują w jakiś sposób dorównać ich wirtuozerii, oraz słuchać solowych płyt Watersa i Gilmoura, które sam ogromnie polecam.

Dopiero 10 lat później świat zelektryzowała wiadomość, że Floydzi w składzie z Watersem, Gilmourem, Masonem i Wrightem zagrają w londyńskim Hyde Parku. Na ich występ przybyło 120 tys osób. Świadczyło to o niesłabnącym zainteresowaniu ich muzyką, rozważali nawet chwilową reaktywację, ale nagła śmierć klawiszowca w 2008 roku zakończyła te plany.

Mikołaj Bać

8


9


Podróże

Majowe wędrówki Nadszedł długo wyczekiwany maj - miesiąc, w którym wszystko budzi się do życia. Na drzewach znów pojawiają się zielone listki a ptaki radośnie ćwierkają. Któż z nas chciałby teraz siedzieć zamknięty w czterech ścianach? Zwłaszcza, gdy czeka nas kilka wolnych dni (maturzyści niech pomyślą o zbliżających się najdłuższych wakacjach ;)), które możemy spędzić na świeżym powietrzu z dala od codziennego tłoku. Jak wiadomo, każdy inaczej wyobraża sobie odpoczynek i cieszenie się wolnymi chwilami. Kiedy jednak już dostatecznie się wynudzimy i odeśpimy te parę miesięcy jakże ciężkiej pracy, możemy udać się na wędrówkę i poznać kilka nowych miejsc. Typowe „majówki” kojarzą nam się jednak nie z odległymi zakątkami świata, lecz z sielankowymi krajobrazami. Okazuje się, że nie trzeba daleko szukać, ponieważ pod tym względem Małopolska ma wiele do zaoferowania. Zresztą, zobaczcie sami! 1. Dolinki Podkrakowskie Propozycja ta skierowana jest głównie do osób, które nie mogą pozwolić sobie na kilkudniowe wędrówki. Dolinki, położone na Wyżynie Olkuskiej wzdłuż Rowu Krzeszowickiego, to szereg jarów i dolin, którymi malowniczo płyną rzeki. Najważniejsze z dolin to: Dolina Będkowska, Dolina Eliaszówki, Dolina Kluczwody, Dolina Racławki, Dolina Szklarki, Dolina Bolechowicka, Dolina Kobylańska. Część z nich znajduje się na obszarze rezerwatów przyrody. Znaleźć tutaj możemy m. in. wodospady, bramy skalne oraz różne formy zjawisk krasowych. Zmęczeni spacerowaniem mogą również rozsiąść się przy skałkach i rozkoszować się przyrodą. Dolinki Podkrakowskie to wspaniałe miejsce na piknik czy biwak, proponuję więc zaopatrzyć się w kocyk i wałówkę!

10


2. Niepołomice Na pewno każdy kiedyś słyszał o Puszczy Niepołomickiej, która kryje w sobie nienaruszone piękno natury. Wędrując po lasach możemy przenieść się w inny świat - taki, jaki odkrywali królowie, odpoczywając od zgiełku miasta. Władysław Jagiełło w Puszczy Niepołomickiej czuł się jak wśród ojczystych litewskich kniei, dlatego bywał tam niezwykle często. Jeśli oprócz cieszenia się naturą interesują was również inne atrakcje, warto bliżej przyjrzeć się samemu miastu. Za czasów Kazimierza Wielkiego, na skraju pradoliny Wisły, wzniesiono myśliwski zamek królewski, stanowiący doskonałą bazę wypadową na dłuższe polowania. Zamek ten nazywano nawet „drugim Wawelem”. Podczas zwiedzania nie można oczywiście pominąć ryneczku wraz z pięknym neogotyckim ratuszem miejskim.

3. Stare Wierchy, Turbacz, Nowy Targ. W tych okolicach byłam już chyba sto razy i muszę przyznać, że wyjazdy te wspominam bardzo dobrze. Jeśli jeszcze nie wędrowaliście gorczańskimi szlakami, koniecznie musicie tam pojechać! Do schroniska na Starych Wierchach, które osobiście uważam za niezwykle urokliwe, najlepiej dostać się wyruszając z Nowego Targu. Prowadzi tam zielony szlak, więc dla osób, które nie chcą się szczególnie męczyć z pewnością jest to dobry wybór. Na stronie schroniska znajdują się również inne propozycje drogi, jeśli chcecie spróbować czegoś trudniejszego. Gdy już dotrzecie na miejsce, spokojnie możecie rozpalić ognisko i spędzić wspólnie czas. Na drugi dzień warto zrobić sobie wycieczkę na Turbacz. Piękne widoki gwarantowane! Agnieszka Uchman

11


Ludzie

Wywiad z Piotrem Bilińskim

Jest jedną z najbarwniejszych postaci nowodworskiego grona pedagogicznego, o której krążą już legendy. Pan prof. dr hab. Piotr Biliński, w wyjątkowym wywiadzie dla The Nowodworek Times, zdecydował się opowiedzieć o swoich zainteresowaniach, pracy, relacjach z uczniami i o tym, dlaczego nie może rozstać się ze szkołą, która jest jego największą życiową pasją.

bitwy pod Grunwaldem z rodzicami. Wojny polsko-krzyżackie zainteresowały mnie do tego stopnia, że jako uczeń podstawówki napisałem broszurę pt. „Jagiełło królem Polski”. W domu Mama opowiadała mi także o Kościuszce, Napoleonie i powstaniu listopadowym. Historia była bardzo obecna w moim życiu. Można powiedzieć, że to właśnie z domu wyniosłem tę pasję. Potem poszedłem do szkoły, gdzie od samego początku uczyłem się historii z bardzo dobrym skutkiem, otrzymując na cenzurkach zawsze piątki z tego przedmiotu (szóstek jeszcze wtedy nie było).

A i K: Kiedy zaczął się Pan interesować historią? P.B.: Prawdę mówiąc, jeszcze w przedszkolu. Moja mama studiowała pedagogikę i historię, dlatego często opowiadała mi o bitwie pod Grunwaldem, o Krzyżakach, o wojnach z Zakonem. Pamiętam, że czytałem różne książki dotyczące właśnie tego tematu. Byłem na polu

A i K: Jak to się stało, że zaczął Pan pracować w Tajnych Archiwach Watykańskich? Ile to trwało?

12


P.B.: W Tajnych Archiwach Watykańskich pracowałem naukowo przez pół roku, od października 2003 do lutego 2004 roku. Naukowo zajmowałem się ekspedycją rzymską – Polakami, którzy w XIX wieku wyjeżdżali na kwerendy archiwalne do Archiwów Watykańskich. Przeglądałem rejestry uczonych, którzy badali te źródła. Pracowałem w la Torre dei Borgia (Wieża Borgów), bo tam znajdują się archiwalia dotyczące wieku XIX. Tamtejsi archiwiści byli bardzo mili, pozwolili mi skserować część materiałów, z których szereg kopii mam do dzisiaj w domu.

Nowodworka opracowałem artykuł o Szkołach Nowodworskich w XIX wieku. W sumie proszono mnie tylko o krótki artykuł, a ja prawie cały rok spędziłem na kwerendzie w Archiwum Państwowym na ulicy Siennej, jak i w Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego. A i K: Jaka jest Pana ulubiona epoka historyczna? P.B.: Specjalizuję się w XIX-XX wieku, historii powszechnej i Polski. A i K: Czy ma Pan swoje ulubione miejsce na świecie, do którego najchętniej Pan wraca, które najbardziej się Panu podobało?

A i K: Ile zna Pan języków? P.B.: Znam rosyjski, którego uczyłem się w szkole podstawowej. W liceum poznałem niemiecki, na studiach francuski, a potem zabrałem się jeszcze do włoskiego.

P.B.: Najbardziej lubię spędzać czas we Włoszech. Uwielbiam Rzym, Palermo, Florencję, Wenecję, Neapol. Również Mediolan, ale tam raczej podobają mi się muzea, np. Pinakoteka Brera, gdyż samo miasto nie przypadło mi do gustu.

A i K: Ile napisał Pan książek? P.B.: Napisałem 5 książek naukowych, w tym biografie Władysława Konopczyńskiego, Feliksa Konecznego, Stanisława Kutrzeby, monografię rodu Moszyńskich i żywoty biskupów krakowskich, a ponadto wydałem ponad 90 artykułów naukowych i około 200 popularnych.

A i K: Jaką zna Pan najciekawszą anegdotkę historyczną? P.B.: Jest taki dowcip o cesarzu Franciszku Józefie, który zgubił się na polowaniu z księciem heskim i nie mógł trafić do zamku. Jakiś chłop podwiózł go tam wozem z sianem. Cesarz chciał mu się jakoś zrewanżować. Szukał pieniędzy, ale nie mógł ich znaleźć, więc mówi: „Słuchaj chłopie, wiozłeś swojego cesarza Franciszka.” A chłop mu na to: „A to fajnie, bo ja jestem car Rosji.”

A i K: Pisze Pan także o Szkołach Nowodworskich. Wynika to z pasji czy raczej z pracy? P.B.: O Szkołach Nowodworskich piszę raczej okazjonalnie. Teraz planuję stworzyć biogram zmarłego prof. Stanisława Jastrzębskiego, naszego wybitnego nauczyciela i historyka. Z okazji jubileuszu 425-lecia

A i K: Czy ma Pan swoją ulubioną postać historyczną?

13


P.B.: Zdecydowanie jest to Napoleon Bonaparte. Będąc jeszcze w liceum wygrałem konkurs wiedzy o Francji napoleońskiej. Potem byłem w Paryżu, w Muzeum Armii, przy grobie Napoleona. On właśnie jest taką postacią, która po dziś dzień mi patronuje, od najmłodszych lat.

A i K: Jaka była Pana motywacja do osiągnięcia tylu sukcesów zawodowych? P.B.: Moi nauczyciele nie wierzyli we mnie, uważali, że nie dostanę się na studia, nie napiszę pracy magisterskiej, doktoratu, ani habilitacji, że mi się to nie uda. A ja zawsze na przekór wszystkim wytrwale i cierpliwie dążyłem do celu, który w końcu po latach ciężkiej pracy osiągnąłem.

A i K: Co najbardziej lubi Pan w zawodzie nauczyciela? P.B.: Najbardziej lubię kontakt z młodzieżą. Cieszę się, gdy moi uczniowie dobrze zdają maturę i osiągają sukcesy na studiach i w pracy zawodowej. Podoba mi się szkolna atmosfera,

A i K: Bardzo dziękujemy za rozmowę. P.B.: Ja również dziękuję. Karolina Zając i Agnieszka Orszulak

cenię współpracę z uczniami, a także często wspominam nasze wspólne rozmowy i wycieczki. A i K: Uwielbia Pan malarstwo. Czy to Pana największa pasja? Czy są też inne? P.B.: To prawda, uwielbiam malarstwo, najbardziej włoskie malarstwo renesansowe, ale także malarstwo prymitywistów flamandzkich – Jana van Eycka, Rogiera van der Weydena, Hansa Memlinga. Lubię muzykę klasyczną – Mozarta, Beethovena, dużą radość sprawia mi jeżdżenie na rowerze, podróże, zwiedzanie, szczególnie galerii sztuki. Gram też w szachy i interesuję się piłką nożną. A i K: Jaka jest Pana ulubiona praca? P.B.: Najbardziej lubię pracować jako nauczyciel w szkole, ale bardzo też lubię pisać książki, np. teraz piszę nową biografię o Władysławie Konopczyńskim. Wydaję też niepublikowane jeszcze dzieła Profesora. Daje mi to dużo radości.

14


Kultura

Pieter Bruegel Starszy i Jacek Kaczmarski Co może łączyć niderlandzkiego malarza z XVI wieku i barda Solidarności? Pieter Bruegel Starszy tworzył w renesansie. Najczęściej malował olejem na desce. Większość jego obrazów to pejzaże połączone ze scenkami rodzajowymi z życia chłopów (stąd jego przydomek: Chłopski). Jego malarstwo charakteryzowało się prostotą– był to przejaw

zdarzają się dzieła wręcz zapełnione ludźmi – tańczącymi, bawiącymi się, walczącymi – widzianymi z pewnej odległości. Wyszukiwanie na nich poszczególnych osób czy przedmiotów może być naprawdę dobrą zabawą.

sporej indywidualności, ponieważ w tamtych czasach najpopularniejszy był ozdobny styl włoski. Postacie były często przez niego uproszczone, ich sylwetki tworzył z brył geometrycznych. Warto dodać, że dzieła tego malarza często mają charakter moralizatorski lub nawiązują do jakichś przysłów, obecnie czasem trudnych do zidentyfikowania.

Pieter Bruegel Starszy „Zabawy dziecięce” W ten sposób docieramy do drugiego bohatera artykułu.

Co jeszcze było niezwykłe w jego obrazach? Bruegel Starszy inspirował się twórczością Hieronima Boscha. Jeżeli znacie któregoś z tych malarzy, wiecie zapewne, że ich obrazy są pełne szczegółów. Technika stosowana przez Bruegela Starszego – malarstwo olejne – jest nie tylko stosunkowo prosta w użyciu, ale umożliwia również łatwe nanoszenie poprawek i malowanie detali.

Jacek Kaczmarski kojarzy się głównie z Solidarnością i protest songami, takimi jak „Mury”. Oczywiście jest to jeden z ważnych elementów jego biografii, jednak warto zaznaczyć, że jego twórczość nie ograniczała się wyłącznie do tej tematyki. Również sam Kaczmarski chciał uniknąć takiego zaszufladkowania. Kaczmarski był poetą, tworzącym utwory o naprawdę różnorodnej tematyce. Bardzo cenne są w nich inspiracje wydarzeniami historycznymi oraz sztuką i literaturą. Często

Opisywane przeze mnie szczegóły odnoszą się głównie do postaci ludzkich, choć również do elementów krajobrazu. W dorobku Bruegela

15


stanowią celny komentarz do danego dzieła. Wiem, że starał się zdobywać informacje na przykład o bohaterach czy okolicznościach powstania danego obrazu, by przekazać również wiedzę, a nie tylko swoje spostrzeżenia. Wiersze inspirowane sztuką nie ociekają patosem, a z drugiej strony widać w nich doświadczenie życiowe i wrażliwość. Większość z nich została również zaśpiewana przez autora. „Walka postu z karnawałem” (wiersz „Wojna

Teraz już łatwo możecie się domyślić, co łączy dwóch różnych ludzi, tworzących w różnej tematyce i epokach. Kaczmarski stworzył wiele wierszy-komentarzy do obrazów Bruegela. Oto kilka przykładów.

postu z karnawałem”) „Wieża Babel” (wiersz pod tym samym tytułem) Do stworzenia artykułu zainspirowała mnie książka Iwony Grabskiej i Diany Wasilewskiej „Lekcja historii Jacka Kaczmarskiego”

„Pejzaż z upadkiem Ikara” (wiersz „Upadek Ikara”)

Łucja Hudy

„Ślepcy” (wiersz „Przypowieść o ślepcach”)

16


Muzyka

Relacja z koncertu Cheatahs w klubie Re

Koncerty przedstawicieli młodej, światowej alternatywy przestały być w Polsce rzadkością. O ile kiedyś zdarzało się to głównie na festiwalach, teraz coraz częściej mamy szansę zobaczyć dobre koncerty w warunkach klubowych, które pozwalają artystom pokazać pełnię swoich możliwości. Tym razem agencja Front Row Heroes dała nam szansę zobaczyć na scenie krakowskiego klubu Re nową rewelację sceny gitarowej- Cheatahs.

Zespół powstał w Londynie, jednak do składu należą przedstawiciele czterech różnych narodów: Amerykanin, Kanadyjczyk, Anglik i Niemiec. Mimo iż istnieją od 2009 roku, swój pierwszy pełnowymiarowy album wydali dopiero w styczniu tego roku. Płyta zatytułowana po prostu “Cheatahs” zebrała pozytywne recenzje, w których dziennikarze porównywali ich brzmienie do takich klasyków jak My Bloody Valentine czy Dinosaur JR. Nie ciężko dziwić się ich entuzjazmowi- Cheatahs

17


tworzą porządną mieszankę shoegaze’u i rocka z domieszkami chwytliwych, niemalże popowych melodii i punkowej energii. Debiut Cheatahs to jedna z najciekawszych płyt początku tego roku, dlatego też w piątek 11. kwietnia stawiłem się w klubie Re, by zobaczyć na żywo kwartet z Londynu. Z niewielkim opóźnieniem zespół wszedł na scenę i z początku wydali mi się bardzo niepozorni. Taka sobie grupka hipsterów w butach Nike i koszulach we wzorki. Jednak muzycy, wyposażeni w dwie gitary, bas, perkusję i dziesiątki przycisków oraz przełączników tak charakterystycznych dla shoegaze’u, naprawdę potrafią nieźle „przywalić”. Zaczęli mocno, bo od utworu “Geografic”, jednego z bardziej

hołdem złożonym legendzie z Dublina. Do najbardziej efektownych momentów występu można zaliczyć energetyczne wykonania kawałków „Northern Exposure” czy „Get Tight”. Muzycy muszą jednak popracować nad tym, by wypadać lepiej również w utworach spokojniejszych jak „Mission Creep”, podczas których nie do końca udawało im się skupić na sobie uwagę widzów.

przystępnych i przebojowych na albumie, czym od razu kupili krakowską publiczność. Cheatahs na żywo wypadają jeszcze korzystniej niż na płycie. Szczególnie w momentach szybszych i bardziej energetycznych. Grają głośno, ostro i bardziej agresywnie, co rzuca nowe światło na ich kompozycje. Siłą ich muzyki jest to, że pod ciężkimi ścianami dźwięku słyszymy przyjemne dla ucha melodie. Cheatahs dali mi to, czego nie znalazłem podczas koncertu My Bloody Valentine na Offie- ogromną przyjemność płynącą z hałasu. Wiem, że dla niektórych może to wydać się irracjonalne, polecam jednak wybrać się na shoegaze’owy koncert, wtedy na pewno będziecie wiedzieć, o co mi chodzi. Wracając do tematu My Bloody Valentine- mają oni pewien zwyczaj koncertowy polegający na tym, iż podczas wykonywania utworu “You Made Me Realise” w pewnym momencie zatrzymywali się na jednym akordzie i powtarzali go bez przerwy przez około 15 minut, pozwalając by piosenka przeszła w kakofonię. Zostało to nazwane “holocaust section”. Podczas krakowskiego koncertu Cheatahs wykonali swoją, Bogu dzięki skróconą wersję holokaustu, będącą swoistym

widowiska, sam bardzo chętnie wybrałbym się na ich koncert po raz kolejny.

Jednak pomijając niedociągnięcia muszę przyznać, że koncert zdecydowanie należał do udanych. Zespół zagrał krótko, konkretnie i bez zbędnej konferansjerki, pozostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie. Polecam tego typu

Michał Strój

18


Moda

O tkaninie strzeżonej tajemnicą...

Jedwab od tysięcy lat uznawany jest za najcenniejszą z tkanin. Zachwyca swoją zwiewnością, połyskiem i wytrzymałością. Niełatwo więc sobie uświadomić , że jego włókna powstawały już miliony lat temu, kiedy na świecie nie było jeszcze naczelnych.

wrzuciła jeden z kokonów do wrzącej wody. Ku zdziwieniu w naczyniu pojawił się delikatny splot utworzony z długiej nici. Owinęła ją więc na szpulkę i w ten sposób żona cesarza Huang Di odkryła sposób produkcji jedwabiu. Została okrzyknięta boginią, patronką jedwabnictwa, i jeszcze dziś Chińczycy pracujący przy produkcji owej tkaniny modlą się do niej.

Jak głosi stara, chińska legenda niezwykła właściwość nici wytwarzanej przez jedwabniki morwowe została odkryta przypadkiem przez cesarzową Xi Lingshi, która podczas spaceru po ogrodzie obserwowała gąsienice objadające liście morwy. Zauważyła, że po pewnym czasie owijają się one białymi kokonami. Przyniosła więc kilka z nich do pałacu, aby przyjrzeć się im bliżej i jak głosi legenda, przez przypadek

Chińczycy strzegli jedwabnej tajemnicy przez około 3000 lat. Przez ten czas Chiny miały monopol na produkcję włókien, który eksportowały tzw. jedwabnym szlakiem. Każdego, kto zdradziłby tajemnicę jego wyrobu, czekały tortury i wyrok śmierci.

19


Produkcja jedwabnych włókien w starożytnych Chinach i dzisiaj w zasadzie prawie się nie różni. Wszystko zaczyna się od zapewnienia odpowiedniej ilości karmy dla jedwabników, których pierwszym stadium rozwojowym są gąsienice o olbrzymim apetycie. Spożywają pokarm bez przerwy, więc w ciągu 4 tygodni masa ich ciała zwiększa się 10 000 razy. Po czwartym linieniu, czyli po około miesiącu od wylęgu, jedwabniki rozpoczynają owijanie się w kokon. Włókna tworzące go są produkowane przez gruczoły znajdujące się w ciele gąsienicy i wydzielane na zewnątrz przez aparat przędny na spodzie głowy. Istotne jest, aby zebrać kokony zanim przepoczwarzone jedwabniki za pomocą specjalnych enzymów zaczną je rozpuszczać w celu uwolnienia się. Włókna gotowe do użycia pozyskuje się zanurzając kokony w gorącej wodzie. Dawno temu, w celu wytworzenia materiału o jak najwyższej jakości miejsce hodowli dezynfekowano poprzez okadzanie ziołami, w czasie wzrostu gąsienic zalecano zachować ciszę, a osoby zaangażowane w proces produkcji nie mogły używać pachnideł i pić alkoholu.

włókien naturalnych, o charakterystycznej budowie. W przekroju włókna te są trójkątne, co sprawia, że załamują światło jak pryzmat, a stworzona z nich tkanina jest nie tylko lśniąca i delikatna, ale też wytrzymała, elastyczna i odporna na odkształcenia. Ponadto jedwabna tkanina jest higroskopijna, łatwo pochłania wilgoć, co w gorących rejonach Azji było bardzo wygodne. Jedwabne nici używane są w chirurgii do zaszywania ran, gdyż są one gładkie i obojętne dla organizmu. Niedawno zaś naukowcy udowodnili, że ze względu na wysoką wytrzymałość 16 warstw tegoż materiału zatrzymuje kulę pistoletu. Jedwab jest więc kolejnym przykładem na to, że natura potrafi zdziałać prawdziwe cuda. Żadna wytworzona sztucznie tkanina nie ma tylu właściwości, co ta pochodząca z włókien produkowanych przez niepozorne gąsienice. Mimo że one same nie należą do najpiękniejszych, to nierzadko jedwabne ubrania wywołują w nas zachwyt. Katarzyna Galon

Początkowo jedwabne szaty godni nosić byli wyłącznie władcy i najwyżsi dygnitarze, lecz z upływem czasu również przedstawiciele innych stanów. Tkanina ta posiada bowiem niezwykłe właściwości. Jedwab to jedno z najcieńszych

20


Szkoła

To my olimpijczycy Młodzi, ambitni, zdolni- do tego już mają pewność, że wymarzone studia stoją przed nimi otworem. Mają pewne 100% na maturze rozszerzonej z kierunkowego przedmiotu, dzięki czemu mogą skupić się na innych, równie ważnych zajęciach. Brzmi pięknie, prawda? I każdy by chciał, żeby ten opis dotyczył jego osoby. Niewątpliwie pierwsze zdanie to prawda ;), ale niestety druga część przypisana jest tylko nielicznym. A komu? Olimpijczykom!

Żeby nie przedstawiać tylko „suchych” faktów, postanowiłam porozmawiać z olimpijczykami, zapytać o to i owo… Bo kto udzieli najlepszych rad czy ukaże prawdziwe oblicze tego typu konkursów jak nie sami uczestnicy? Udało mi się porozmawiać z Jakubem Widłakiem, który został zwycięzcązajął 1 miejsce w XXXII edycji Olimpiady Języka Łacińskiego, Patrykiem Wainainąlaureatem 37 Olimpiady Języka Niemieckiego, Jakubem Tasiemskim, zdobywcą 7. miejsca w finale Olimpiady Lingwistyki Matematycznej we Wrocławiu i reprezentantem Polski (w sumie 8 osób) w Finale Międzynarodowym OLM w Pekinie w terminie 17-27 lipca, a także Izabelą Owsianką, finalistką XVIII Olimpiady Wiedzy o Żywieniu i Żywności. Pokonali kilkuset rywali i zdobyli wysokie wyniki. Włożyli w to dużo ciężkiej pracy, jednak (czemu nie można zaprzeczyć) pomogły im też ich rozliczne talenty i umiejętności.

Wielkimi krokami zbliża się koniec roku (swoją drogą kiedy to zleciało, dopiero był wrzesień), a co za tym idzie przeprowadzane są ostatnie finały olimpiad i konkursów przedmiotowych, które wyłaniają laureatów i finalistów mogących odetchnąć po wielu miesiącach przygotowań. Jeszcze tylko oficjalne odebranie zaświadczenia o zdobytych wynikach, „morze” gratulacji, pochwał i można w spokoju… zacząć nadrabiać zaległości w szkole… Mnóstwo sprawdzianów, kartkówek, zaliczeń. Spokojnie, to był tylko żart… ;) W końcu mogą odetchnąć z ulgą i pełni satysfakcji pomyśleć: „Udało mi się!”, a także po prostu odpocząć. Nasza szkoła co roku może pochwalić się dużą liczbą finalistów i laureatów, którzy niewątpliwie są naszą chlubą. Świadczy to o ich zapale i ambicjach, mądrości i inteligencji, ale też stawia w dobrym świetle nauczycieli, których pomoc oraz zaangażowanie są bezcenne.

Jakub Widłak „O mnie”: - Nazywam się Jakub Widłak i zająłem w tym roku pierwsze miejsce na Olimpiadzie Języka

21


Łacińskiego i Kultury Antycznej. Daje mi to wstęp wolny na kilka ciekawych kierunków, na przykład prawo, a także zwiększa szanse na otrzymanie stypendium. Zwycięstwo zawdzięczam głównie prof. Rybie ( jak zresztą wszyscy laureaci) i godzinom żmudnej, nudnej pracy. Na razie nie mam zielonego pojęcia, co będę studiował. Tyle o mnie.

W tym roku udało mi się zdobyć tytuł laureata 37. Olimpiady Języka Niemieckiego. 2. Jakie możliwości dzięki temu się przed Tobą otwierają? Z tytułu finalisty, mam 100% z matury z niemieckiego oraz, co za tym idzie, wolny wstęp na każdy polski wydział filologii germańskiej. Oczywiście bardzo się z tego cieszę, jednak problem w tym, że na germanistykę nie planuję się wybierać, a matura z niemieckiego nie jest większym zmartwieniem dla uczniów z grup DSD. Nie pogardziłbym za to stoma procentami z matematyki, ale to może w następnym roku.

Przygotowania do olimpiady, porady dla przyszłych zwycięzców ;) : -Zaręczam, że zdobycie tytułu finalisty bądź laureata jest znacznie bardziej opłacalne od porządnego przygotowania się do matury, szczególnie co do oszczędności czasu. Ja sam poświęciłem na olimpiadę około półtora miesiąca, lecz oczywiście uczyłem się łaciny dość intensywnie od początku roku. Okres delegacji należy przeznaczyć tylko na wykonywanie zadań podobnych do tych, jakie można spotkać na olimpiadzie, czytanie lektur na niej wymaganych, itd. - samego przedmiotu już nie zdążycie się nauczyć. Drugoklasiści! Nie martwcie się zaległościami - nadrobicie je później ( a i tego można uniknąć, jeśli jest się sprytnym ). Specjalna porada dla uczestników OJŁ-u: nie starajcie się przeczytać wszystkich lektur, bo to i tak niemożliwe (przynajmniej na etapie centralnym), skupcie się na przekładach!

Skąd wzięło się u Ciebie szczególne zainteresowanie tym przedmiotem/tematem olimpiady? Niemieckiego zacząłem uczyć się w gimnazjum. Trochę przymusem, bo innego wyboru nie miałem. Jednak bardzo szybko z własnej woli zacząłem zgłębiać reguły języka i gnębić tym znajomych. Smutne życie, nadal odwracają wzrok, kiedy wtrącam coś po niemiecku. Przyznam szczerze, że wymowa to niekoniecznie muzyka dla uszu, ale podoba mi się jego pewna logiczność. To trochę taka matematyka dla ubogich. Tak, mam kompleks. Co planujesz studiować/robić w życiu? Nie wiem. Być może nie jest to bardzo satysfakcjonująca odpowiedź, ale tak naprawdę nadal zastanawiam się, co chcę robić z życiem. Obecnie panuje przekonanie, że języki powinny służyć jako narzędzie. Jest w tym trochę prawdy; chcąc wyjechać do Niemiec znajomością niemieckiego szału się nie zrobi. Mimo to nadal

Wywiad z Patrykiem Wainainą: Z jakiej olimpiady udało Ci się uzyskać tytuł laureata?

22


rozważam studia lingwistyczne, bo ponoć ten, kto lubi swoją pracę, nie pracuje.

sposób. Ja na przykład wiem, że mam zakres uwagi dwulatka, więc żebym dobrze się czegoś nauczył, musi mnie to zainteresować. I tak, kiedy musiałem opanować system bankowości w Szwajcarii, mój mózg zasypiał, ewentualnie zachowywał się jak trójkąt bermudzki. Dlatego podszedłem do tematu z innej strony i szukałem w Internecie, jak zostać dobrym oszustem podatkowym. Nie wiem, czy to odpowiednia reklama, ale jestem już w tym ekspertem.

Jak długo przygotowywałeś się do konkursu? Ktoś Ci pomagał? Trudno jednoznacznie stwierdzić, jak długo się przygotowywałem. Języka trzeba się uczyć cały czas, ta zasada obowiązuje zawsze. To można realizować na różne sposoby. Ja często w ramach rzetelnych przygotowań oglądałem seriale i odciążałem sumienie wyłączając napisy. Co kto lubi. Do tego dochodzą oczywiście wiadomości z zakresu kulturoznawstwa, historii, geografii oraz polityki krajów niemieckiego obszaru językowego; w tym zakresie przygotowywałem się korzystając z pomocy pani prof. Majcher praktycznie od września. Można w zasadzie powiedzieć, że sukces jest wspólny, bo wymagał równego zaangażowania. I rzeczywiście mógłbym tu tworzyć peany, bo tę pomoc uważam za nieocenioną i zdobycie tytułu laureata to tylko jeden sposób na podziękowanie.

Rady dla młodszych kolegów sukcesów w przyszłych latach…

żądnych

Złote rady można znaleźć wszędzie, pytanie tylko, czy któreś rzeczywiście się sprawdzają. Ja radziłbym tylko, żeby się nie zniechęcać i nie przerywać. O wiele łatwiej jest kontynuować niż ponownie zaczynać. Na olimpiadach językowych wygląda to tak, że w finale czasem trafiają się osoby, które nie mówią po polsku. Wtedy można wpaść we frustrację. Ja zapominam wtedy, co to „równość” i jakoś sobie radzę. Mówi się trudno i płynie się dalej. A jak nie umie się pływać, to mówi się trudno i tonie się dalej. Wiem, śmierdzi Schoppenhauerem.

Co było twoją motywacją? Interesuję się językami, więc motywacją jest dla mnie nauka sama w sobie, co może brzmi nieco górnolotnie, ale w istocie jest prawdą. W finale poznałem ludzi, którzy traktowali olimpiadę jak walkę na życie lub śmierć. Takie nastawienie z jednej strony wzmaga ambicję, z drugiej jednak bardzo wyniszcza i dołuje w wypadku przegranej. I trzeba się wyposażyć w poradnik dobrego umierania.

Wywiad z Jakubem Tasiemskim:

Odnalazłeś najlepszy sposób na opanowywanie dużych partii materiału?

Z jakiej olimpiady udało Ci się uzyskać tytuł finalisty/laureata?

Nie wydaje mi się, żeby istniał jakiś jeden

23


Co było twoją motywacją? Odnalazłeś najlepszy sposób na opanowywanie dużych partii materiału?

Olimpiada Lingwistyki Matematycznej (mądrze wyglądająca nazwa ) Jakie możliwości dzięki temu się przed Tobą otwierają?

Szukanie sposobu nie było koniecznie, olimpiada nie wymaga opanowania praktycznie żadnego materiału. Motywacją była wycieczka do Pekinu.

Mały papierek z bardzo ważnym słowem „Laureat” zwalnia mnie z postępowania rekrutacyjnego na niektóre wyższe uczelnie. Na UJ mogę wybrać fizykę, matematykę a nawet medycynę(!) niezależnie od wyniku egzaminów maturalnych.

Rady dla młodszych kolegów sukcesów w przyszłych latach…

żądnych

Warto rzucać się na Olimpiady jak najwcześniej. Można dzięki nim zdobyć delegacje na całe tygodnie i nie pojawiać się w szkole potem pół semestru .

Skąd wzięło się u Ciebie szczególne zainteresowanie tym przedmiotem/tematem olimpiady?

Napisz coś o sobie (pierwsze, co przyjdzie Ci do głowy). Udział w olimpiadzie wywołał we mnie niecodzienne zainteresowania. Język chiński, łacina, łucznictwo, a nawet chęć stworzenia własnego sztucznego języka. Nadmiar wolnego czasu spędzam w fundacji Czarna Owca Pana Kota.

Abstrakcyjność zadań, które wymagają tłumaczenia zdań w wymarłych językach w oparciu o kilka marnych przykładów. Co planujesz studiować/robić w życiu? Najprawdopodobniej fizyka jądrowa i językoznawstwo ogólne, ew. medycyna jeśli mi się coś nagle odmieni. Wygrana w tym roku pozwala mi ją wybrać nawet jeśli zdam maturę z biologii i chemii tylko na 30%. Medycyna po mat-fizie, kto by się spodziewał.

Skoro nie trzeba opanować żadnego materiału to jakie umiejętności są potrzebne żeby zdobyć wysokie lokaty? Niesamowita logika? Umiejętność syntezy?

Jak długo przygotowywałeś się do konkursu? Ktoś Ci pomagał?

Głównie logika i pytanie musi przypaść do gustu. Chłopak który rok temu zdobył złoty medal na etapie międzynarodowym - teoretycznie najlepszy na świecie w tym roku był dopiero 14 we Wrocławiu i nie zakwalifikował sie na finał w Pekinie. Finalnie Kuba stwierdził, że chyba nawet nie musi zdać matur rozszerzonych z biologii i chemii na 30% żeby iść na medycynę,

O samej olimpiadzie dowiedziałem się dopiero na początku tego roku szkolnego. W przygotowaniach pomagał mi mój polonista, profesor Wojciech Strokowski. Plusem olimpiady jest bardzo ograniczona ilość materiałów pozwalających się przygotować.

24


zainteresowanie tym przedmiotem/tematem olimpiady?

a olimpiada polecana jest głównie „BIOLCHEMOM” właśnie. Dodał również, że krótko po ogłoszeniu wyników otrzymał list z Uniwersytetu Jagiellońskiego z zaproszeniem na studia. ;)

Właściwie to po prostu stwierdziłam, że jest łatwiejsza niż biologiczna i ciekawsza niż ekologiczna:-). Wzięłam udział w eliminacjach szkolnych nie wiedząc, że przechodzą tylko dwie osoby i generalnie potem to już samo poszło.

A Fundacja Czarna Owca, o której mowa w pytaniu 8, to Fundacja zajmująca się ratowaniem bezdomnych zwierząt będących w nie najlepszym stanie, leczy je, a potem szuka dla nich domu. Rzadko się zdarza, aby kot był w pełni zdrowy.Jak widać, ma nie tylko „tęgą” głowę, ale też duże serce… ;)

Co planujesz studiować/robić w życiu? Medycyna to kierunek, który chcę studiować. Jak długo przygotowywałaś się do konkursu? Ktoś Ci pomagał? Zaczęłam w listopadzie, ale na serio to dopiero w grudniu. Najwięcej uczyłam się przed etapem centralnym w lutym i marcu. Większość książek dała mi pani profesor Osipowicz. Dawała mi też wskazówki i mówiła, na co powinnam zwracać uwagę. Pani profesor Migacz-Piwowarczyk też mi pomagała (to jest moja nauczycielka biologii). Co było twoją motywacją?

Wywiad z Izabelą Owsianką:

Motywacją było zdobycie tytułu finalisty lub laureata.

Z jakiej olimpiady udało Ci się uzyskać tytuł finalisty?

Odnalazłaś najlepszy sposób opanowywanie dużych partii materiału?

na

Olimpiada Wiedzy o żywieniu i żywności. Moją zasadą w uczeniu się jest systematyczność i dzielenie materiału na części. Ideałem byłoby, gdyby udało się też powtórzyć to, czego się już nauczyło, bo przy 28 książkach wiele się zapomina. Dobrze, że miałam też książki z pytaniami z poprzednich lat, bo mogłamprzynajmniej mniej więcej weryfikować swoja wiedzę.Najważniejsze to wybić się z etapu okręgowego. Później

Jakie możliwości dzięki temu się przed Tobą otwierają? Jeśli UJ nie zmieni zasad, to już teraz mam 100% z matury z biologii rozszerzonej. Skąd

wzięło

się

u

Ciebie

szczególne

25


wystarczy mieć 40% żeby być finalistą. Laureat - tu decyduje nawet 0,25 pkt., ale nie mówię, że jest to niemożliwe . Generalnie trzeba też interesować się danym zagadnieniem/tematem. Dzięki tej olimpiadzie zaczęłam zwracać uwagę na to, co jem i nakłoniłam moja rodzinę do zmiany niektórych nawyków żywieniowych. Wystartowałam w tej olimpiadzie razem z ludźmi techników gastronomicznych zupełnie nie umiejąc gotować, a uwierz były pytania: „Czy to nóż do homara czy do ryby?”

Maria Jarosz (3B) – laureat (VII miejsce)

CZYLI NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH! ;)

37. Olimpiada Języka Niemieckiego:

Oczywiście oprócz czwórki bohaterów tego artykułu jeszcze kilkudziesięciu Nowodworczyków uzyskało wysokie wyniki w różnych dziedzinach:

Anna Maria Lasecka (3G) (13 miejsce na 18 laureatów)

Olimpiada o diamentowy ideks AGH

Paweł Troc uczestnik zawodów II stopnia XLV OLIMPIADY JĘZYKA ROSYJSKIEGO w zawodach II stopnia uzyskał wynik wyróżniający.

Anna Janiec (2K) – laureat (IX miejsce) Finaliści: Aleksandra Dąbrowska (3B), Paweł Kica (2K), Artur Moskała (2K), Giuseppe Sandulli (2K), Maria Szarek (3B), Frańciszek Szczawiński (2K), Konrad Włoch (2K), Maria Wojcieszko (3B), Fryderyk Zoll (3B)

Patryk Wainaina (2E) (14 miejsce na 18 laureatów)

Pięciu uczniów z naszej szkoły uzyskało tytuł laureata Olimpiady o Diamentowy Indeks AGH z matematyki (w kolejności od najwyższej lokaty): Michał Czech 3a1, Bartosz Soból 3h, Krzysztof Błachut 3a1, Filip Nowakowski 3a2, Jędrzej Ciupis 3a1

Podczas pisania tego artykułu nie wszystkie wyniki finałów były mi znane, także z góry uprzedzam, iż mogłam kogoś pominąć. Jeśli zaś chodzi o wywiady, wszystkie wypowiedzi pozostały w niezmienionej formie. Wniosek nasuwa się jeden: posiadanie „tęgiego” umysłu idzie w parze z humorem i dystansem do siebie.

W finale XXXII Olimpiady Języka Łacińskiego wzięło udział 13 uczniów, z których 4 osoby uzyskały tytuł laureata i 9 osób tytuł finalisty.

Karolina Czaplak

Laureaci: Jakub Widłak (2K) – zwycięzca XXXII OJŁ, laureat (I miejsce) Alessandro Sandulli(3B) – laureat (V miejsce)

26


Ludzie

Wywiad z Natanem Waśniowskim

Jest pewny siebie, ma jasno wytyczone cele, chce osiągnąć spektakularny sukces i wie, jak to zrobić. Rozmawiałam z prezydentem naszej szkoły – Natanem Waśniowskim. Klaudia Majerańczyk: prezydentem?

Fajnie

dni są głównie dostosowane do szkoły i zajęć pozalekcyjnych. Poniedziałek - rysunek i teatr, w piątek debaty, soboty niemiecki. K: Teatr, taniec, rysunek, debaty, prezydium i mat-fiz? To się nie trzyma kupy!

być

N: Coraz częściej to słyszę. Czasami mam wrażenie, że straciłem swoją szansę przy wyborze klasy, kiedy stwierdziłem, że human daje mi zbyt mało możliwości, a nie myślałem wtedy na pewno o prawie i debatach. Chciałem być choreografem albo architektem. Miałem oczywiście jakieś ciągoty do debat, ale tak naprawdę w wieku 16 lat nie ma się z tym styczności. W momencie kiedy przyszedłem do liceum i zacząłem spotykać ludzi mających podobne pasje, otworzył się przede mną całkowicie nowy świat. Całkiem inni ludzie, całkiem inne światopoglądy, całkiem inne tematy rozmów. Strasznie mnie to kręci, choćby głupia rozmowa o polityce w serialu House of Cards jest przyjemnością.

Natan Waśniowski: Zdecydowanie tak. Naprawdę sprawia mi to przyjemność. Dużo dzieje się w naszej szkole, przez co dużo się dzieje także wokół mnie. Mogę po prostu działać. Poświęcić się nie tylko nauce, nie tylko moim hobby, ale także organizowaniem różnych szkolnych wydarzeń. K: A nie masz czasami dość? Przecież mógłbyś ten czas poświęcić dla swojej dziewczyny, rodziny czy rozwijać swoje pasje, albo po prostu leżeć przed telewizorem i nic nie robić. N: Strasznie nie lubię leżeć przed telewizorem i nic nie robić (śmiech). Wolę zająć się samorządem, ale mimo wszystko znajduję czas na dziewczynę, rodzinę, na naukę i na pasje.

K: Też uwielbiam ten serial!

K: Masz jakiś sposób na pogodzenie tego wszystkiego?

N: W politykę wkręciłem się dzięki debatom oraz ostatnio przez MUN-a. MUN jest największym doświadczeniem, jakie przeżyłem.

N: Nie, to jest bardziej taki mój freestyle. Moje

27


K: Opowiedz o tym.

dla nich zachowania. Miało być śmieszne, ale nikogo nie obrażało. Podsumowując, świetne doświadczenie świetna zabawa i świetni ludzie to MUN! W wakacje mam zamiar ponownie pojechać na debaty i możliwe, że kosztem obozu tanecznego.

N: To było pięć dni debat po angielsku. Pierwszy to ceremonia otwarcia w pięknym Teatrze Narodowym w Budapeszcie. Następnie trzy dni w komitetach od 9 do 17. A na koniec Zgromadzenie Ogólne i debata nad uchwaleniem rezolucji poszczególnych komitetów. Super jest to, że poznaje się tam tyle nowych osób. W komitetach, kiedy się spóźnialiśmy, były różne kary np. ja śpiewałem na wysokich tonach hymn narodowy, tańczyłem też raz, ktoś miał się oświadczyć. Dzięki temu nie było drętwo. Mimo, że to były debaty, świetnie się bawiłem i to zainspirowało do działania. Zobaczyłem, że chociaż to polityka, było zabawnie oraz że da się obejść gierkę polityczną. Zebrała się ogromna grupa ludzi z całego świata np. jeden Hindus przyjechał autokarem, więc musiał w podróży spędzić ok 80 godzin, bez przyjaciół, bez rodziny. Jechał trzy dni na MUN, więc to chyba dowodzi, że warto tam być, poczuć ten klimat i zobaczyć jak to jest.

K: Czyli polityka wygrywa? N: W tym momencie tak. Bardzo lubię te oracje, kiedy przed tłumem stoi demagog, w antycznym tego słowa znaczeniu, porywa tłum i rzeczywiście to jest jakaś wartość i dla tłumu i dla tego człowieka. Uwielbiam tę siłę przekazu debaty oraz wystąpień publicznych i pewnie dlatego chciałem zostać prezydentem. K: Uważasz, że polityka jest grą? N: Zdecydowanie tak i dlatego nie chcę iść do prawdziwej polityki np. jako poseł na Sejm. Preferowałbym Parlament Europejski. MUN otworzył mi oczy, że właściwie nie muszę zostać politykiem. Chciałbym zostać delegatem Polski w ONZ, bo tam ma się wpływ na podejmowane rezolucje, które dotyczą ważnych tematów i nie jest się zaangażowanym w gierki polityczne. Od dwóch lat dokładniej śledzę politykę i boli mnie to, że niektóre partie co innego mają w programach wyborczych, a co innego robią „pod publikę”.

K: Jakie tematy były poruszane? N: To zależało od komitetu. Ja byłem w komitecie pracy. Mieliśmy dwa tematy: zwalczanie zjawiska zatrudniania dzieci w celu polepszenia ich edukacji oraz zwalczanie dyskryminacji w pracy. O ile w pierwszym temacie wszyscy byli zgodni przeciwko, o tyle w drugim nie do końca. Przedstawiciele krajów Europejskich radykalnie zaprzeczali, a wychodziły kraje arabskie albo wschodnie i mówiły „dyskryminacja jest zła, ale homoseksualistów i tak do piachu”. Bardzo fajne jest to, że mimo odgrywania polityk reprezentowanych krajów są utrzymywane pogodne relacje. Jeden z delegatów Arabii Saudyjskiej poprosił nas, żebyśmy się wspólnie z nim pomodlili. Z kolei na Zgromadzeniu Ogólnym Korea Północna swoje przemówienia zaczynała od słów „Szanowne Prezydium, drodzy delegaci, Panie i Panowie oraz Imperialistyczny Zachodzie”. Mnóstwo było takich sytuacji. Innym razem Hiszpanie zgłosili, że chcą sjestę, bo nie będą efektywnie pracować. Gdy Prezydent oznajmił, że nie akceptuje wniosku, oni wyciągnęli krzesła i leżeli na nich. To były sytuacje, kiedy państwa odgrywały typowe

K: Zdradzisz swoje preferencje polityczne? N: Nie chciałbym się jakoś określać, ale powierzyłbym mój głos partii Polska Razem Jarosława Gowina, ponieważ, moim zdaniem, będąc ministrem sprawiedliwości i chciał wprowadzić wiele ustaw, które nie zostały przyjęte tylko przez to, że nazywa się Gowin i był partyjnym przeciwnikiem premiera, choć te ustawy okazywały się potem bardzo ważne, jak choćby ustawa o bezpieczeństwie, która gdyby została wprowadzona Trynkiewicz nie wyszedłby na wolność. Zagłosowałbym na niego, ponieważ ma pomysł, jest otwarty na młodych i pełnił funkcje ministra sprawiedliwości, w moim odczuciu uczciwie.

28


K: Rada dla debatującego czy negocjującego. N: Z mojego doświadczenia wiem, że należy powstrzymać emocję, debata prezydencka pokazała mi, że niestety nie umiem tego zrobić. Każdy sędzia powiedziałby „pamiętaj o analizie swojego argumentu”, ale ja bym raczej doradził „statystyka i przykład nie są argumentami”.

Drugi cytat jest z Mappetów „Ludzie są w stanie zrobić wszystko dla pieniędzy, nawet pójść do pracy” (śmiech).

K: Masz jakieś motto życiowe czy ulubiony cytat?

Klaudia Majerańczyk

K: Dziękuję za wywiad. N: Dzięki również. :)

N: Jest kilka cytatów, które mnie śmieszą, które mogę w odpowiednim momencie użyć. Mam dwa ulubione. Jeden jest skrajnie filozoficzny, a drugi skrajnie śmieszny. Pierwszy z filmu „Gladiator” kiedy Maximus, w ostatniej scenie, jest przykuty do krzyża i zanim Komodus wbije mu nóż, mówi „Życie daje nam tylko tyle, ile jesteśmy w stanie unieść”. Inspiruje mnie ta myśl, bo widzę, że przez to ile zrobię dzisiaj, o tyle zrobię to lepiej jutro. Kiedy mam problem to motto daje mi siłę.

29


Muzyka

Przewodnik festiwalowy 2014 cz.1Orange Warsaw Festival

“Największy miejski festiwal w Polsce”- takie jest kluczowe hasło kampanii promocyjnej odbywającego się już po raz siódmy Orange Warsaw Festivalu. Trudno się dziwić. Na przestrzeni lat OWF urósł od drobnej imprezy na Placu Defilad w Warszawie do regularnego festiwalu na Stadionie Narodowym. Spektrum wykonawców, którzy pojawili się na scenach warszawskiego festiwalu obfituje w największe gwiazdy muzyki popularnej jak “królowa r’n’bBeyonce czy dowodzony przez Jaya Kaya zespół Jamiroguai. Co roku dyrektor artystyczny festiwalu Piotr Metz stara się, by festiwal był jak najbardziej eklektyczny, dlatego zapraszał na swój festiwal również przedstawicieli muzyki rockowej (Garbage, Linkin Park), elektronicznej

(Groove Armada, Calvin Harris), hip-hopu (N.E.R.D., Cypres Hill) oraz szeroko pojętej alternatywy (MGMT, Moby, White Lies). Taka różnorodność może wydawać się chaotyczna, ale jedno jest pewne, każdy znajdzie na Orange Warsaw Festival coś dla siebie. Tegoroczna edycja, po raz pierwszy trzydniowa zapowiada się podobnie, gdyż obok siebie zagrają Kings of Leon i Snoop Dogg, Florence & The Machine i The Prodigy, Kasabian i David Guetta. Takie mieszanki mogą przyprawić o ból głowy, jednak ilość i światowy poziom wykonawców nie pozwalają przejść obojętnie obok Orange Warsaw Festival 2014. W swoim przewodniku opiszę najciekawsze, według mnie, tegoroczne koncerty.

30


KASABIAN Ci, którzy mieli okazję zobaczyć na żywo zespół z Leicester wiedzą, iż są oni prawdziwymi koncertowymi bestiami. Głównymi sprawcami zamieszania jest genialny duet Tom Meighan i Sergio Pizzorno, którzy swoją energią i charyzmą porwaliby do zabawy nawet największego melancholika. Utwory Kasabian to swoiste hymny współczesnej muzyki rockowej, wprost stworzone do tego by zedrzeć sobie na nich gardło podczas chóralnego odśpiewania wraz z wielotysięcznym tłumem. Warto wybrać się na ich kolejny warszawski koncert, szczególnie że wystąpią w przeddzień wydania swojej piątej, jeszcze nie nazwanej płyty.

MILES KANE W głębokich odmętach internetu ludzie wysnuli teorię spiskową jakoby ten 28-letni Brytyjczyk był nieślubnym synem Paulla McCartneya. Prawdziwość tej tezy pozostawię do potwierdzenia komuś innemu, jednak patrząc na młodzieńcze zdjęcia wielkiego Beatlesa ciężko nie zauważyć drobnego podobieństwa. Pod względem muzycznym skojarzenie z Czwórką z Liverpoolu też nie jest bezpodstawne, gdyż Miles ma niesamowity talent do pisania chwytliwych melodii. Na scenie muzycznej aktywny jest

31


już od dziesięciu lat, a lista projektów, w jakie się angażował jest na prawdę imponująca. Współtworzył zespoły The Little Flames i The Rascals, następnie wydał płytę wraz z wokalistą Arctic Monkeys, Alexem Turnerem jako The last Shadow Puppets. Ostatnio postanowił jednak poświęcić się karierze solowej, czego efektem są dwa świetne albumy. Jednak co tu dużo mówić, wystarczy posłuchać “First Of My Kind”, czy “Come Closer”, by wiedzieć, że ten chłopak naprawdę ma talent.

Rita Ora i Ella Eyre Te dwie wokalistki nie będą występować razem, jednak mają ze sobą całkiem wiele wspólnego. Obie młode, obie pochodą z Wielkiej Brytanii, obie są wschodzącymi gwiazdkami muzyki pop. Pierwsza z nich, Rita Ora, na fali popularności klubowego przeboju “Hot Right Now”, który zaśpiewała u boku DJ Fresha, wydała album “Ora”, który zadebiutował na pierwszym miejscu brytyjskiej listy sprzedaży. Druga, Ella Eyre, zaczęła podobnie, gdyż to jej głos słyszymy w popularnym “Waiting All Night” projektu Rudimental. Śpiewała również u boku Bastille czy Tinie Tempah, a chwytliwe kawałki jak “Deeper” przyniosły jej drugie miejsce prestiżowego zestawienia BBC Sound Of 2014. Obie panie na scenie OWF już 14 czerwca.

Bombay Bicycle Club Ostatni artysta ogłoszony na tegoroczną edycję był „przsztyczkiem” w nos dla organizatorów Open’er Festival, gdyż Bombay Bicycle Club od wielu lat typowani byli jako potencjalni występujący na gdyńskim festiwalu. Nie stało się tak, lecz ważne, że zespół w ogóle trafi do Polski. W Warszawie promować będą

32


wydany na początku roku, czwarty w karierze studyjny album “So Long See You Tomorow”. Zespół tworzy muzykę, której najłatwiej byłoby przykleić nalepkę z napisem indie rock, jednak nie można pomijać licznych odwołań do folku, elektroniki, czy world music. Jestem pewien, że koncert Bombay Bicycle Club będzie jednym z najbardziej przyjemnych momentów festiwalu.

Queens Of The Stone Age Mimo iż miałem okazję zobaczyć na żywo zespół dowodzony przez Josha Homme’a, chętnie poszedłbym na ich koncert jeszcze raz. Z sześcioma albumami na koncie oraz pokaźną kolekcją przebojów QOTSA zdecydowanie zaliczają się do prawdziwej czołówki współczesnej muzyki rockowej. Swoją ciężką i surową muzyką zespół potrafi wprowadzić słuchaczy w klimat kalifornijskiej pustyni, a dodając do tego niezmierzone pokłady charyzmy frontmana, który chętnie nawiązuje kontakt z publicznością, otrzymujemy po prostu bardzo dobry koncert. Informacje w “pigułce” Kiedy? 13-15 czerwca 2014 Gdzie? Warszawa, Stadion Narodowy Kto zagra? Bombay Bicycle Club, Bring Me The Horizon, Chase & Status DJ Set & Rage, Chemia, David Guetta, Ella Eyre, Florence And The Machine, French Films, Hurts, I Am Giant, Jamal, Kasabian, Kkings Of Leon, Lily Allen, Limp Bizkit, Martin Garrix, Miles Kane, Outcast, Pixies, Queens Of The Stone Age, Rita Ora, Ska-P Skubas, Snoop Dogg aka Snoop Lion, The Kooks, The Pretty Reckless, The Prodigy, The Wombats, Timbaland Bilety? dzienne:229 pln, dwudniowe:379 pln, trzydniowe: 579 pln Michał Strój

33


Nauka

Nowinki Jedzenie jak narkotyk? Badacze z francuskiego Państwowego Centrum Poszukiwań Naukowych udowodnili, że tłuste jedzenie pobudza te same ośrodki w mózgu co silne narkotyki. „Odpowiedzialne” za to są głównie tłuszcze proste – trójglicerydy. Z badań wynika, że organizm zaczyna się domagać tego typu jedzenia, a szybkość tego zjawiska wzrasta właśnie przy ich zwiększonym spożyciu. Przy częstym spożywaniu pokarmów bogatych w

Radosne krewetki Nie od dziś wiadomo, że to używana przez nas i panosząca się wszędzie chemia spowodowała poważne szkody w środowisku. Jednak pewnym zaskoczeniem może być to, że nawet niewielka ilość leków lub innych chemikaliów wprowadzonych do wody powoduje drastyczne zmiany w wyglądzie i zachowaniu występujących w niej zwierząt. Naukowcy z brytyjskiego

trójglicerydy mózg wysyła również sygnały, które zmniejszają potrzebę aktywności fizycznej. Wnioski te pokazują nam jeden z mechanizmów powstawania nadwagi.

Portsmouth postanowili zbadać wpływ Prozacu – popularnego środka przeciwdepresyjnego – na krewetki. Po kilku tygodniach przebadano „stan psychiczny” zwierząt przebywających w wodzie z lekiem o stężeniu zaledwie 100 nanogramów na litr. Jeżeli krewetki były „w złym humorze” chowały się w ciemnej części akwarium. Te weselsze wypływały w miejsca bardziej oświetlone. Oczywiście większość decydowała się na jaśniejszą stronę. Innym drastycznym przykładem jest woda ze śladowymi ilościami środków antykoncepcyjnych. Powoduje ona wzrost hormonów żeńskich u ryb, a nawet zmianę płci z samca w samicę.

34


Właściwości lecznicze zapachów Przeprowadzone niedawno badania potwierdziły skuteczność zapachów w leczeniu.

olejku i wody i już możemy się cieszyć pięknym i kojącym aromatem.

Aromaterapię stosowano już kilka tysięcy lat temu w Indiach i na Dalekim Wschodzie. Ceniono je w Egipcie, a Hipokrates bardzo polecał tę metodę. Zapachy obniżają ciśnienie krwi oraz tętno. Z tego powodu mogą być przydatne w leczeniu nadciśnienia tętniczego i chorób serca. Leczenie zapachami pomaga również osobom zestresowanym i mającym problemy z zasypianiem. Łucja Hudy

W jaki sposób można korzystać z dobroczynnego działania zapachów? Dobrym pomysłem jest kominek aromaterapeutyczny, czyli miseczka z podgrzewaczem. Do miseczki wlewamy trochę

35


Sport

Dwa kółka Jedni lubią jeździć w górę, drudzy w dół, jeszcze inni wolą jeździć po płaskim. Długomożna by wymieniać różne odmiany i dyscypliny kolarstwa. Świat rowerzystów jest już tak wielki - ta różnorodność powoduje, że cały czas powiększa się on o kolejne dyscypliny, modele rowerów i ludzi na ich jeżdżących.

czasowe i tak np. strata czasowa na poziomie dwóch sekund uważana jest już za dosyć dużą. Konkurencja na poziomie Pucharu Świata lub Pucharu Europy jest naprawdę spora. Na każde zawody przyjeżdża około stu zawodników. Przed każdymi zawodami odbywają się kwalifikacje, w których wyłaniana jest kolejność startowa – najlepszy jedzie ostatni. Jednymi z większych gwiazd Downhillu są obecnie: Sam Hill (AUS), Aaron Gwin (USA), Greg Minnaar (RSA), Gee Atherton (GBR) oraz Dany Hart (GBR). Polscy zawodnicy nie odgrywają większych ról na zawodach rangi światowej. To nie oznacza, że są oni słabi i nie liczą się w rywalizacji. Czasami startując w takich zawodach potrafią nawet je wygrywać.

Całe to wspaniałe szaleństwo rozpoczęło się w 1817 roku, a za twórcę roweru uważa się Karla Draisa. Jego prototyp różni się bardzo od dzisiejszych rowerów, ale idea od początku jest taka sama – przemieszczanie się. Znajdują się też tacy ludzie, którzy stwierdzili, że to nie tylko środek transportu ale także świetny sport. Innymi odmianami kolarstwa górskiego jest Enduro, Freeride, 4cross, Dirt oraz XC (Cross Country). Enduro, to lżejsza odmiana Downhillu. Trasa jest dłuższa, przeważnie składająca się z kilku etapów, jest mniej wymagająca oraz troszkę bezpieczniejsza. We Freeridzie nie chodzi o to jak szybko będziesz na dole tylko o styl jaki zaprezentujesz po drodze. Najsłynniejszymi zawodami dla Freeriderów jest RedBull Rampage, rozgrywany na terenach podobnych do Wielkiego Kanionu. Jeśli chodzi o

Na początek może trochę o tych rowerzystach, którzy wolą jeździć raczej w górach i w dół. Jedną z najpopularniejszych odmian kolarstwa górskiego jest Downhill. Jest to jedna z najniebezpieczniejszych odmian kolarstwa, a jednocześnie bardzo widowiskowa. Zawodnicy pokonują z wielką prędkością niebezpieczne, wąskie, strome i nierzadko śliskie trasy. Ponadto w downhillu pomiędzy zawodnikami występują bardzo małe wyniki

36


Dirt jest to konkurencja, w której startuje się na specjalnie usypanym do tego torze. Zawodnicy wykonują wszelakie triki na specjalnie usypanych górkach - hopach, a ich wyczyny i ewolucje oceniają sędziowie. Kolejna odmiana kolarstwa górskiego to 4cross, którą rozgrywa się na specjalnym torze. Na trasę startują na raz czterej zawodnicy. Często dochodzi do różnego rodzaju przepychanek i właściwie w prawie każdym przejeździe jest jakaś widowiskowa kraksa.Wiodącą odmianą kolarstwa górskiego jest XC czyli Cross Country. Najcelniejszym porównaniem będą tu maratony rowerowe, które można zobaczyć w wielu miastach w Polsce. Trasy zawodów XC, to mieszanka podjazdów i zjazdów. W wyżej wymienionych rodzajach zawodów nie podjeżdża się pod górę lub robi się to w bardzo małym stopniu. Jest to także konkurencja Olimpijska. Wiele firm produkujących rowery tworzy zespoły i zatrudnia zawodników, którzy reprezentują dany team lub markę. Czołowi zawodnicy to Julien Absalon (FRA), Jaroslav Kulhavy (CZE), Fabian Giger (SUI), Eva Lechner (ITA), Jolanda Neff (SUI) oraz nasza Maja Włoszczowska.

się wielkie klasyczne wyścigi jak: Le tour de France, Vuelta Espana, Giro d’Italia czy nasz rodzimy wyścig Tour de Pologne. Są to zazwyczaj kilkudniowe wyścigi, składające się od 5 do 25 etapów. Zawodnicy walczą razem ze swoimi zespołami o zwycięstwa zarówno na poszczególnych etapach jak i w całych wyścigach. W związku z licznymi odmianami kolarstwa możemy wyróżnić wiele typów kolarzy, jak na przykład górale, sprinterzy czy specjaliści od tak zwanych czasówek. Istnieją także wyścigi jednodniowe. W Europie odbywasię wiele bardzo sławnych takich jednodniowych klasyków. Jednym z najciekawszych, i moim ulubionym, jest Paris – Roubaix. Jest on o tyle ciekawy, że pewna część dystansu biegnie po bruku. Kolarstwo jest także dyscypliną Olimpijską, gdzie zawodnicy jadą jedną długą trasę.W kolarstwie szosowym nasz kraj może pochwalić się całkiem sporymi osiągnięciami a wielu naszych kolarzy jeździ w najlepszych zespołach ze światowej czołówki. Objawieniem od dwóch sezonów jest Michał Kwiatkowski, który zwłaszcza w tym sezonie pokazuje na co gostać. Regularnie staje na podium na koniec wyścigów. Ale to nie tylko Kwiatkowski tworzy nasze kolarstwo szosowe. Nie sposób nie wymienić tutaj jeszcze takich

Na drugim rowerowym biegunie jest kolarstwo szosowe, z którymi nierozerwalnie kojarzą

37


nazwisk jak RafałMajka, Przemysław Niemiec, Michał Gołaś, Sylwester Szmyd. Również całe polskie drużynywłączają się do walki z najlepszymi. Powstają też nowe zespoły z Polski. Powoli zaczynają sięz nami liczyć na świecie. I oby wszystko to rozwijało się w tak dobrym kierunku!

czy chociażby rower wysoki na sześć metrów, na jaki natknąłem się ostatnio przeglądając Internet. Naprawdę, ile ludzi tyle pomysłów na wykorzystanie rowerów. Dlatego polecam Wam wciągnąć się w ten sport, bo nie jest specjalnie trudny i każdy w tej dyscyplinie może znaleźć coś dla siebie.

Sposobów jeżdżenia na rowerze jest tyle, ile samych rowerów i pomysłów jak je wykorzystać. I zapewne nie sposób zmieścić tego w jednym artykule! Chociażby sam fakt, że istnieją jeszcze takie rowery jak BMX, o których marzyła większość naszych rodziców czy chociażby rowery triasowe, służące tylko i wyłącznie po to aby skakać po skałach. Istnieją nawet monocykle, czyli rowery z jednym kołem

Filip Storożuk

38


Nauka

Zwierzęta endemiczne i żywe skamieniałości Świat zwierząt obfituje w niezwykłe i interesujące zjawiska. Zwierzęta potrafią nas zaskakiwać, a odkrycie każdego nowego gatunku jest sensacją nie tylko dla miłośników biologii. Z pewnością znacie określenia „zwierzę endemiczne” oraz „żywa skamieniałość”. Według mnie, są to najbardziej niezwykli i tajemniczy przedstawiciele królestwa zwierząt.

Jednym z idealnych przykładów miejsca występowania endemitów jest Australia i Oceania. Te obszary przez dłuższy czas były praktycznie niedostępne dla migrujących zwierząt. Także ludziom dotarcie na najmniejszy kontynent zabrało wiele czasu. Większość zamieszkujących Australię i pobliskie wyspy zwierząt to gatunki endemiczne. Należy do nich część torbaczy, na przykład niektóre gatunki kangurów oraz koala.

Występowanie endemitów i żywych skamieniałości to dwa różne zjawiska (chociaż zdarzają się zwierzęta, które można zaklasyfikować do obu tych grup), jednak przedstawiciele obydwu typów potrzebują do swojego rozwoju specyficznych warunków, a ich odkrycie często samo w sobie jest wciągającą historią. Gatunki endemiczne występują na ograniczonym obszarze i są charakterystyczne wyłącznie dla niego – w naturalny sposób nie pojawiają się nigdzie indziej. Dlaczego tak się dzieje? Miejsca występowania endemitów są często odcięte od reszty świata – na przykład malutkie wysepki oceaniczne. Gwarantowało to nie tylko specyficzne warunki środowiska, ale również zapobiegało ekspansji innych gatunków, często bardziej rozwiniętych od pierwotnych mieszkańców. Endemity potrzebują do życia określonych warunków. Często są to gatunki zagrożone. Powodem jest właśnie duża wrażliwość oraz podatność na choroby, a także ich nieduża liczebność – efekt ograniczonego miejsca do życia.

Po lewej stronie koala, po prawej nowogwinejski tenkile Do endemitów należały gatunki, które niestety już wyginęły. Dront dodo występował na Mauritiusie. Był dużym, nielotnym ptakiem, po raz pierwszy opisanym w 1599 r. przez Holendrów. Postępująca kolonizacja wyspy przez żeglarzy z tego kraju doprowadziła do jego wymarcia już około pół wieku później.

39


Najbardziej

znanym

przykładem

żywej

skamieniałości jest z pewnością latimeria. Jej gromadę – ryby trzonopłetwe - uważano za wymarłą przed ponad 60 milionami lat. W 1938 r. złowiono ją przy brzegach południowowschodniej Afryki. Jej niezwykłość dostrzegła Marjorie Courtenay-Latimer. Wysłała szkic ryby profesorowi J.L.B. Smithowi, dla którego ze zrozumiałych powodów był olbrzymim zaskoczeniem. Od tamtego czasu złowiono jeszcze kilka sztuk tej niezwykłej ryby.

Żywe skamieniałości to jeszcze bardziej niezwykłe stworzenia. Chociaż występują w czasach współczesnych, należą do wymarłych miliony lat temu gromad. Oprócz jednego lub kilku gatunków z danej grupy, którym udało się przetrwać, nie ma już spokrewnionych z nimi zwierząt. Warto wspomnieć o tym, że nie są do końca identyczne jak ich przodkowie – nie ominęła ich ewolucja. Jednak wciąż są na tyle niepodobne do innych gatunków, że można je uznać za relikty przeszłości. Okapi to ssak z rodziny żyrafowatych, występujący w centralnej Afryce. Oprócz podobieństwa do najbliższego żyjącego krewniaka – żyrafy – umaszczeniem przypomina zebrę. Chociaż rdzenni Afrykanie znali go już wcześniej, przez Europejczyków zaintrygowanych historiami o „afrykańskim jednorożcu” został odkryty na początku XX wieku. Sir Henry Johnston, gubernator Ugandy, zdobył fragmenty skóry oraz czaszkę, potwierdzające istnienie zwierzęcia.

Zwierzętami, które pasują do obu tych grup, są stekowce – największe „psikusy natury”. Opisując je, warto zacząć od tego, że stekowce, które są - co prawda - zaliczane do ssaków, reprezentują cechy zarówno ssaków, jak i gadów. Mają gruczoły mlekowe, a ich ciało jest pokryte

40


włosami. Również ich układ oddechowy oraz krążenia jest typowy dla ssaków. Posiadają także 3 kosteczki słuchowe (cecha budowy, która wykształciła się dopiero u ssaków). Ich gadzie cechy są jednak jeszcze bardziej wyraźne – charakterystyczna jest obecność steku, czyli wspólnego otworu dla układu wydalniczego, pokarmowego i rozrodczego, orazjajorodność. Mają również cechy specyficzne tylko dla swojego rzędu – zdolnośćdo elektrolokacji oraz kolce jadowe na tylnych kończynach, które występują tylko u samców dziobaków. Do stekowców należy kolczatka oraz wspomniany już dziobak. Łucja Hudy

41


Syto Piecze Ciasto Toffi Składniki Ciasto: 260g mąki 50g cukru pudru 3 łyżki miodu 1 łyżeczka sody oczyszczonej 1 jajko 125g masła Krem: 500ml mleka 65g cukru 2 łyżki mąki pszennej 2 łyżki mąki ziemniaczanej 2 łyżki budyniu śmietankowego (proszek) 250g masła Dodatkowo: około 200g herbatników puszka masy krówkowej kakao/pokruszona czekolada Wykonanie: 1. Prostokątną blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 180°C. 2. Z podanych składników zagnieść ciasto. Podzielić na dwie części. Każdą część kolejno przenosić do formy i piec przez 15 minut. 3. Przygotować krem: odlać 3/4 szklanki mleka. Resztę mleka zagotować z cukrem. 4. Odlane mleko wymieszać z mąką pszenną, mąką ziemniaczaną i budyniem. Intensywnie mieszając przelać do gotującego się mleka. Ugotować gęsty budyń. Całkowicie wystudzić. 5. Masło utrzeć na puch. Stopniowo dodawać wystudzony budyń i dokładnie miksować po każdej dokładce. Gotowy krem podzielić na 2 części. 6. Układać warstwy: placek, krem, herbatniki, masa krówkowa, herbatniki, krem, placek. 7. Posypać kakao albo pokruszoną czekoladą. Wstawić do lodówki.

42


LASAGNE PALCE LIZAĆ! Z KUKURYDZĄ

przeciąć na 4 części, do wody dosypać wegety i pieprzu. Kiedy mięso się podsmaży należy wlać pokrojone pomidory z puszki dosypać oregano, majeranek, szczyptę chilli i wlać magę. Teraz należy dusić to pod przykryciem przez jakieś 15 minut co jakiś czas mieszając, potem wrzucić kukurydzę z puszki bez wody, i dusić przez około 5 minut. Na koniec doprawiamy to wszystko według gustu pieprzem, solą, magą, wegetą, oregano, majeranek, chilli Wrzucamy serek topiony i mieszamy. I odstawiamy. Włączamy piekarnik na 180*C Sporządzamy sos beszamel : Rozgrzewamy masło w garnku ciągle mieszając trzepaczką. Wsypujemy powoli mąkę i mieszamy, Wlewamy mleko ciągle

Składniki 1 opakowanie makaronu lasagne w płatach 800g mielonego mięsa (wieprzowe) trochę oleju do smażenia 1 duża marchewka 1 puszka kukurydzy serek topiony 100g (o smaku szynki ) 150 g sera żółtego w plasterkach 4 ząbki czosnku 2 cebule 1 puszka pomidorów pokrojonych (400ml)

mieszając, wlewamy śmietanę, doprawiamy pieprzem i gałką muszkatołową. Wedle uznania proszę dosypać więcej mąki albo dodać więcej mleka lub śmietany. Beszamel należy gotować ciągle mieszając na małym gazie minimum 10 minut ! Potrzebne teraz będzie nam naczynie w którym będziemy piekli lasagne. Należy je wysmarować masłem i wyłożyć na dole płatami lasagne. można położyć też na nie trochę masła bądź skropić trochę wodą. Wylewamy na płaty warstwę beszamelu około 0.5cm Następnie wykładamy farszem warstwę ok 2 cm. Potem kładziemy plasterki sera żółtego. Następnie warstwa płatów lasagne, beszamel, farsz, ser żółty i tak w kółko aż skończą się nam sos i farsz. Na ostatnią warstwę należy wylać tylko sporo beszamelu około 1 cm. Tak sporządzoną lasagne wkładamy do pieca i pieczemy przez około 30 minut w tem. 180*C.

Przyprawy: sól pieprz chilli oregano majeranek wegeta maga Beszamel: 30g masła mąką 150g mleko 300 ml trochę gałki muszkatołowej pieprz 100 ml śmietany 18% Wykonanie: W garnku rozgrzać olej, wrzucić na chwilę ząbki czosnku aby trochę się podsmażyły, posiekać cebulę i wrzucić ją na olej. Cebule smażyć aż się zeszkli wtedy wrzucamy mięso do garnka i smażymy. W między czasie należy ugotować marchewkę w osobnym garnuszku, można ją

43


W następnym wydaniu

Relacja z OFF Plus Camera

The Nowodworek Times #4/2014  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you