Page 1

miesięcznik bezpłatny

Nr 54 • grudzień 2013 ISSN 2080-8429

Z Syberii do Świecia str. 6 Reklama

Szczegóły na stronie 3.


2

kalejdoskop

grudzień 2013

www.oksir.eu

Zatrzymane w kadrze

Prosto z mostu

ANDRZEJ PUDRZYŃSKI

Album rodzinny

K

iedy słyszy się lub czyta o rodzinie, zwykle pojawiają się te same argumenty – że słabną więzy między jej członkami (bo emigracja), że coraz rzadziej spotyka się pod jednym dachem dziadków, rodziców i dzieci (bo warunki mieszkaniowe), że nie mamy czasu nie tylko dla rodziców, ale też dla własnych dzieci (bo gonimy za pieniędzmi). Rodzina stała się nawet obiektem politycznych i ideologicznych harców, przy czym często okazuje się, że najwięcej mają do powiedzenia ci, którzy własnych rodzin nie założyli. Odstawmy jednak na bok politykę i ideologię. Zawsze uważałem, że – bez względu na temat – zamiast dołować siebie i innych

kolejnymi przykładami potwierdzającymi, jak to jest źle, lepiej poszukać jaśniejszych stron. Dlatego polecam tekst Macieja Ciemnego. Pokazuje on, że w całym tym codziennym zabieganiu można znaleźć chwilę, żeby zatroszczyć się o swoich rodziców. Warto przeczytać ten reportaż i zrobić sobie rachunek sumienia – jaki/jaka ja jestem? To wersja dla wrażliwszych. Ci bardziej pragmatyczni może sobie przekalkulują, że są obserwowani przez własne dzieci. A co jeśli dojdą one do wniosku, napatrzywszy się na przykłady płynące od nas samych, że starymi nie warto się przejmować, kiedy staną się bezużyteczni finansowo?

Trzy pytania do...

MACIEJA RAKOWICZA

rzecznika Komendy Powiatowej Policji w Świeciu W ostatnim miesiącu oglądałem… … „Grę Endera”. Jestem przekonany, że każdy, kto zobaczy ten film, będzie miał inne spostrzeżenia i odczucia. Najbardziej utkwiła mi w pamięci kreacja głównego bohatera – przywódcy, który ma obronić świat przed atakiem innych istot. Potrafił jednocześnie celnie rozpoznać charaktery, obawy i aspiracje przeciwników, wykorzystując to przeciwko nim. Przeczytałem… … „Panikę” Grahama Mastertona. Jej główny bohater, Jack Wallace, mający polskie korzenie właściciel restauracji w Chicago, szuka rozwiązania zagadki zbiorowego samobójstwa siedemnastu amerykańskich skautów. Wszy-

stkie drogi prowadzą do Puszczy Kampinoskiej. Już podczas pobytu w Polsce Wallace dowiaduje się, że w podobny sposób samobójstwo popełnił jego pradziadek... Resztę muszą już Państwo doczytać sami. Szczerze polecam. Wciągająca lektura. Słuchałem… ... Metallicę. Lubię ich posłuchać, gdy tylko mam trochę wolnego czasu, a żony akurat nie ma w domu. Chyba nie muszę o tym zespole zbyt dużo opowiadać. Oczywiście słucham też innej muzyki, na przykład zespołu Hey. Swego czasu zachwyciło mnie świetne wykonanie piosenki „Kto tam, kto jest w środku” wspólnie z Czesławem Mozilem, podczas ich koncertu jubileuszowego na festiwalu Top Trendy. (as)

Wydawca i redakcja: Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji ul. Wojska Polskiego 139, 86-100 Świecie tel. 52 562 73 70, e-mail: terazswiecie@oksir.eu Redaktor naczelny: Andrzej Pudrzyński, e-mail: andrzej.pudrzynski@oksir.eu Reklama: tel. 661 504 850 Skład: Studio M&M GRAPHIC Druk: Express Media sp. z o.o. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam i ogłoszeń.

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Reklama

FOT. ANDRZEJ PUDRZYŃ SKI

wik. Tekst powstał na podstawie pracy magisterskiej Agnieszki Koszowskiej, a uzupełnienie napisał Przemysław Krzyżanowski. Album został wydany z okazji 675 lat nadania praw miejskich staraniem Towarzystwa Miłośników Ziemi Świeckiej przy finansowym wsparciu Urzędu Miejskiego w Świeciu i OKSiR-u. ANDRZEJ PUDRZYŃSKI andrzej.pudrzynski@oksir.eu

FOT. SZYMON TUSIK

D

obry pomysł to połowa sukcesu. Dowodem na to jest powodzenie wystawy fotografii Szymona Wacławika oraz albumu „Dawne i dzisiejsze Świecie”, który w ciągu tygodnia rozszedł się w 200 egzemplarzach. Ekspozycja składała się z 10 zestawionych obok siebie starych zdjęć Świecia i obecnie wykonanych ujęć dokładnie tych samych miejsc. Wernisaż odbył się 4 listopada w hotelu Vistula, a tydzień później w ośrodku kultury miała miejsce premiera albumu „Dawne i dzisiejsze Świecie”. Publikacja zawiera 110 starych rycin, widokówek i zdjęć oraz współcześnie wykonane fotografie dokładnie tych samych miejsc. Dzięki temu można zobaczyć, jak zmieniały się one w ciągu ostatnich ponad 150 lat. Stare fotografie i widokówki pochodzą z kolekcji Adama Modlińskiego i ze zbiorów Izby Regionalnej. Autorami współczesnych zdjęć są Tomasz Karpiński, Mirosław Sejkowski i Szymon Wacła-


co jest grane?

www.oksir.eu

Szampański prezent pod choinkę

T

akiego sylwestra nie można przegapić! Ośrodek kultury w Świeciu zaprasza na wielkie wydarzenie artystyczne – Nowy Rok 2014 przywitamy z doskonałą ukraińską orkiestrą kameralną Wirtuozi Lwowa. O północy nie zabraknie oczywiście tradycyjnej lampki szampana! W programie artystycznym m.in. dzieła Straussa, Verdiego, Brahmsa, Lehara, a także liczne utwory wokalne – od czardasza Wielka Gala Sylwestrowa „Viva Wiedeń, viva Broadway”, wtorek 31 grudnia, godz. 22.00, sala widowiskowa Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji. Bilety (120 zł) do nabycia w punkcie informacji ośrodka kultury w Świeciu. Możliwość rezerwacji stolika w Cafe Kultura (przed i po koncercie) – do 8 grudnia pod numerem tel. 52 562 73 92, 795 123 276. Reklama

„Kiedy skrzypki grają” do „Time to Say Goodbye”. Krótko mówiąc – prawdziwa muzyczna uczta. Honorowy patronat nad galą sylwestrową „Viva Wiedeń, viva Broadway” sprawuje burmistrz Świecia. Wirtuozi Lwowa to orkiestra założona prawie dwadzieścia lat temu w Filharmonii Lwowskiej, składająca się z najlepszych muzyków. W krótkim czasie stała się wyjątkową wizytówką tego mia-

sta. Orkiestra często koncertuje po całej Europie ze znanymi dyrygentami i solistami. Współpracowała m.in. z Jerzym Maksymiukiem, Józefem Wiłkomirskim, Szymonem Kawallą, Teresą Żylis-Garą i Wadimem Brodskim. Koncertmistrzem lwowskiej orkiestry jest Wołodymyr Duda, solista – instrumentalista, zasłużony artysta oraz doskonały interpretator muzyki klasycznej i współczesnej. (ap)

Doskonała orkiestra Wirtuozi Lwowa to gwarancja prawdziwej muzycznej uczty w sylwestrowy wieczór FOT. ARCHIWUM

grudzień 2013

3

Zabawę czas zacząć!

Co roku jedno jest pewne. Wszyscy poszukujemy miejsca, w którym będziemy witać Nowy Rok. Jednak tym razem świecki ośrodek kultury postarał się, by zabawę rozpocząć prędzej. 27 grudnia w kawiarni Cafe Kultura odbędzie się „Before sylwestrowy” z udziałem zespołów Siła Przekazu i 30daysofline (na zdjęciu) i oraz didżejów aNe i Łysego 30daysofline to formacja indie rockowa ze Świecia. Ich utwory opowiadają o tolerancji, czerpaniu radości z życia, miłości oraz o tym, że nie wszystko co jest zwane „passe”, czyli przebrzmiałe i niemodne, musi być złe. aNe to entuzjastka dobrych elektronicznych brzmień. Każdy jej set to pewna opowieść zbudowana ze starannie wyselekcjono-

wanych utworów. Swoje zamiłowanie do muzyki przekazuje młodym ludziom jako instruktor warsztatów muzycznych. Zespół Siła Przekazu składa się z duetu ToLdo/Macias, tworzących hip-hop. Istnieje od roku 2005, w dorobku ma demo pt. „Pierwszy krok”. Łysy przygodę z muzyką zaczął w wieku 14 lat od słuchania electro housu aż po trance. To właśnie te nurty muzyczne oraz fascynacja takimi artystami jak ATB czy Dash Berlin skusiła go do rozpoczęcia kariery didżeja. (ap) „Before sylwestrowy”, piątek 27 grudnia, godz. 20.00, kawiarnia Cafe Kultura w Świeciu. Bilety (5 zł) dostępne w kawiarni.


4

wydarzenia

grudzień 2013

www.oksir.eu

Radość grania

Kiermasz na rynku

Reaktywowane po kilku latach przerwy Memorandum wygrało SPAZM, czyli I Systematyczny Przegląd Amatorskich Zespołów Muzycznych w świeckim ośrodku kultury.

N

a scenie Kameralnej Przestrzeni Widowiskowej zaprezentowało się pięć zespołów. Ich wspólnym mianownikiem pozostawała przede wszystkim radość z muzykowania. - Moim marzeniem zawsze było granie. Dlatego tym bardziej cieszę się, że udało się reaktywować nasz zespół – podkreśla Marcin Zieliński ze świeckiego zespołu Memorandum. Każda kapela miała pół godziny na przekonanie do siebie publiczności pełniącej rolę jury. - Zależało nam, aby SPAZM przeprowadzić w taki właśnie sposób. Zespoły zagrały dla masy ludzi, a ci oceniali za pomocą kuponów, który z nich zasłużył na głów-

ną nagrodę, czyli 500 złotych – wyjaśnia Adam Pawłowski, który razem z Przemysławem Drewkowskim koordynował przegląd. Co ważne, poszczególne zespoły prezentowały bardzo wysoki poziom, mimo że na scenie pojawili się zarówno ci, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z graniem, jak i formacje występujące już od kilku lat. - Pracujemy od roku. W tym czasie udało nam się wydać demo, teraz przygotowujemy się do koncertu w Bydgoszczy – opowiada Filip Rudnik z zespołu Fala. - Czujemy, że prezentowana przez nas muzyka jest szczera i odzwierciedla nasze gusta. Gdybyśmy usiłowali wychodzić z innym materiałem, to najzwyczajniej w świecie bylibyśmy nieprawdziwi

– dodaje basista Konrad Kawka. W sumie na imprezie bawiło się ponad dwieście osób. Kolejną edycję SPAZM-u zaplanowano na 5 kwietnia przyszłego roku. - Chcemy organizować w ciągu roku dwie edycje: wiosenną i jesienną. Mamy nadzieję, że będą one gromadziły jeszcze więcej wykonawców, nie tylko tych prezentujących rocka – zapowiada Adam Pawłowski. Na przeglądzie wystąpili: Memorandum (Świecie), Fala (Świecie), Who's the Boss (Świecie/Drzycim), Wardrobe (Chełmno) i Lux Mortuum (Chełmża). Gościem specjalnym była grupa Lowtide. ARIEL STAWSKI

ariel.stawski@oksir.eu ZDJĘCIA

RAFAŁ SKOCZYLAS

7 grudnia warto wybrać się na Targowisko Świąteczne na Dużym Rynku w Świeciu. Będzie Święty Mikołaj, nie zabraknie też szczudlarzy, stoisk handlowych i gastronomicznych oraz całej masy niespodzianek. Z tej okazji Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Świeciu zaprasza wystawców, handlowców, twórców rękodzieła artystycznego do prezentacji i sprzedaży swoich produktów. Organizatorzy przewidują główną nagrodę za „Oryginalny kram” w wysokości 1000 zł. Mile będą widziane stoiska z ozdobami świątecznymi, ceramiką, wyrobami re-

gionalnymi, garmażeryjnymi, biżuterią, rękodziełem artystycznym. Uwaga – udział w kiermaszu jest bezpłatny. Zainteresowani wystawcy powinni wysłać kartę zgłoszenia do 30 listopada e-mailem na adres monika.gerke@oksir.eu lub pocztą: Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji, ul. Wojska Polskiego 139, 86-100 Świecie. Szczegółowe informacje dotyczące imprezy pod nr tel. 608 457 836. (ap). Targowisko Świąteczne, sobota 7 grudnia w godz. 10.00-15.00, Duży Rynek w Świeciu.

Wyspa pełna atrakcji Działająca w świeckim ośrodku kultury Wyspa Skarbów przygotowała dla dzieci w wieku przedszkolnym szereg ciekawych propozycji na wypełnione zabawą, ale zarazem kreatywne spędzenie czasu. Kreatywne zabawy animacyjne i edukacyjne: wtorek - piątek, godz. 10.30 - 15.30. Impresje plastyczne „Wyspa Kolorów”: wtorek, godz. 16.00 17.00.

Czytanki, pisanki i utrwalanki przez zabawę: środa, godz. 16.30 - 17.30. Wariacje muzyczne „Wyspa Dźwięków”: czwartek, godz. 16.30 - 17.30. (ap) Wszelkie informacje i zapisy oraz organizacja imprez okolicznościowych w poniedziałki w godz. 9.00 - 17.00. Kontakt – tel.: 52 562 73 90, 52 562 73 71, e-mail: wyspa.skarbow@oksir.eu.

Reklama

REGENERACJA

napełnianie i sprzedaż tuszy do drukarek

DORABIANIE KLUCZY • domowych • bramowych • sejfowych • samochodowych • z immobiliserem ASCOM Świecie, ul. Klasztorna tel. 888 336 331 poniedziałek – piątek 9.00-17.00, sobota 9.00-13.00


www.oksir.eu

flesz

grudzień 2013

5

Gdzie przydrożny Chrystus stoi… „Chata w Chrystkowie”, „Stare drzewa owocowe” oraz „Krzyże i kapliczki przydrożne” to trzy cykle grafik autorstwa Łukasza Lewandowskiego, które można było zobaczyć 15 listopada na wernisażu w kawiarni Cafe Kultura w Świeciu. Łukasz Lewandowski, mieszkający i tworzący w Bukowcu, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, instruktor w świeckim ośrodku kultury, nie kryje swojej fascynacji prowincją. Stąd jego zainteresowanie chatą w Chrystkowie czy przydrożnymi kapliczkami, tak mocno wrośniętymi w polską tradycję. Zainteresowani mogli otrzymać również zbiór grafik z autografem Łukasza Lewandowskiego. Wystawę można oglądać do 15 grudnia. (ab) FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Reklama

Jazzowy listopad

Miłośnicy improwizacji oraz muzycznego kunsztu mieli w listopadzie swoje święto. Najpierw w Zaduszki na scenie Cafe Kultura pojawił się krakowski zespół jazzowy New Bone. Artyści przez ponad godzinę częstowali widownię zarówno spokojnymi, jak i dynamicznymi utworami, nie stroniąc od wirtuozerskich popisów. Dwa tygodnie później w kawiarni zagościła kolejna rewelacja – Atom String Quartet, któremu

towarzyszyła oboistka Kama Gott. „Atomy” również zdążyły trwale zapisać się w kanonie najlepszych na świecie zespołów jazzowych. Świeckiej publiczności – oprócz utworów autorskich – zaprezentowali melodie z filmów i seriali. Słuchaczom najbardziej do gustu przypadł temat z „Lalki” zaaranżowany przez Krzysztofa Lenczowskiego, który był grany aż dwukrotnie. (as) FOT. RUDOLF STÝBAR


6

temat z okładki

grudzień 2013

www.oksir.eu

Dla Polski zostawili wszystko Kulikowscy sprzedali dobytek życia, spakowali 20 kg bagażu podróżnego i przenieśli się do Świecia. Przyjechali z Syberii, gdzie 150 lat temu deportowano ich przodków.

Sasza Kulikowska ze świętym obrazem, podarowanym jej przez biskupa z Irkucka, u którego była księgową FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Z

aczęło się od tęsknoty za ojczyzną. – Najbardziej przeżywał to mój mąż Igor – opowiada Sasza Kulikowska. - Jego dziadek został wygnany z Polski po powstaniu styczniowym. On i babcia kultywowali w domu polskie obyczaje. Były uroczyste święta po polsku, w męża domu obchodzono święto Konstytucji 3 Maja. Gdy dziadkowie zmarli, rodzice męża zaczęli odchodzić od polskości. Wychowali

się na Syberii, która wyparła wkrótce polskie tradycje… Aż Igor, już jako mąż i ojciec, poznał Polaków ze stowarzyszenia Ogniwo, działającego na Syberii. Ludzie w nim zrzeszeni uczyli języka polskiego. - Gdy Igor dowiedział się, że stowarzyszenie daje taką możliwość, powiedział, że dzieci, Dasza i Aleksiej, muszą z niej skorzystać – wspomina Sasza. - Przy okazji sami nauczyliśmy się polskiego. Trzeba było jakoś dogadać się z na-

uczycielkami, gdy odbieraliśmy dzieci z zajęć. Ogniwo organizowało kolonie w Polsce. Skorzystała na tym córka Saszy, natomiast ona sama była w Polsce na pielgrzymce. Myśl o powrocie do ojczyzny wracała w rozmowach Kulikowskich, ale nabrała na sile, gdy Dasza wyjechała na studia do Pułtuska. Skończyła polonistykę. Na uczelni poznała swojego przyszłego męża, świecianina. Zamieszkali razem w Świeciu i doczekali się

córeczki Niny. - Mąż jest dumny, że Nina urodziła się w Polsce – zaznacza Sasza. - Chciałam przy niej być, bo co to za wnuczka, której się nie widuje? W Irkucku zmarli moi rodzice, zostali tylko dalecy krewni. Coraz mniej nas tam trzymało. Wreszcie zdecydowaliśmy się zostawić wszystko i zamieszkać w Polsce. Przylecieliśmy z 20 kilogramami podręcznego bagażu. Oprócz dokumentów i najpotrzebniejszej odzieży, Sasza zabra-

ła też futro. - Prawdziwe, takie, w którym można wytrzymać najtęższy, syberyjski mróz. Tutaj nie ma ciepłych ubrań, większość jest ze sztucznych włókien – tłumaczy.

Jabłka jak mandarynki W Irkucku zostawili mieszkanie w bloku i działkę rekreacyjną pod miastem. – Działki brakuje mi najbardziej. Hodowałam pomidory w szklarence. Tam wszyscy ogrod-

Reklama

Chcesz oszczędzić opał? – Kup regulator!

WSKI : ROBERT OBCO NICTWO MUZYCZNE KOWSKA LESIEŃ | KIEROW IAT EW NI -KW IG AK ZB IPI TA FIL REŻYSERIA: EWSKA AFIA: MAŁGORZA DOROTA WASIL KOSTIUMY/SCENOGR TOWANIE WOKALNE: YTA" ŻUSZEK | PRZYGO UD KO "J A A LIT SK JU AŃ FIA: EP CHOREOGRA RBARA SZCZ TEKSTY PIOSENEK: BA JMANOWSKI CJI: DARIUSZ NE I KIEROWNIK PRODUK J WYREMBSK ZE DR I ŚWIATŁA: AN REALIZACJA DŹWIĘKU

Oszczędność opału do 60% (drewno), do 40% (węgiel), do 20% (gaz, olej)!

ZADZWOŃ I ZAMÓW!

tel. 600 832 077 ul. Wojska Polskiego 173 (parter, pok. 7) 86-100 Świecie e-mail: biuro@vitec.agro.pl

• niezastąpiony do poprawnego działania kominków! • poprawia bezpieczeństwo działania kotłów gazowych! • koszt zakupu zwraca się co najmniej raz w sezonie! • posiada 3 Aprobaty Techniczne! • ponad 6000 regulatorów w użyciu!

, ul. WO-SPORTOWA O K IS W O ID W ALA

H

ow I rząd + pamiątk

i wejście

e

wy z aktorami!)

iwość rozmo VIP Room (możl

raniczona!

- ilość miejsc og

iu.pl

w.halawswiec

ie | on-line: ww

iu | OKSiR Świec

wej w Świec wiskowo-Sporto

t Hali Wido

CIA: sekretaria

BILETY DO NABY

rafami aktorów

y plakat z autog

3

ca numerowan

ntowane miejs

ie - 52 zł gwara sełka przy scen

| Krze y dolne - 45 zł

BILETY: Trybun EXTRA VIP 90 zł

SIENKIEWICZA


temat z okładki

www.oksir.eu

nicy mieli szklarnie, bo wiosna potrafiła przymrozić. W Irkucku jest o wiele zimniej niż w Świeciu, rekord w Jakucji na Syberii to 71 stopni Celsjusza poniżej zera. Jabłka rosną tam mniejsze, niczym mandarynki, nigdy nie widziałam jabłoni tak obwieszonej owocami, jak tutaj, w Polsce. Porównania Polski z Rosją, po tylu latach mieszkania na Syberii, są dla Kulikowskich nieuchronne. - Tu wszystko jest malutkie: rzeczki, jeziorka, uliczki. Tam wszystko rosłe! Tu po przejechaniu 300 kilometrów jestem na granicy Niemiec, tam pięć dób jechaliśmy z rodziną na wakacje nad Morzem Czarnym – porównuje Sasza. Samo dotarcie do pracy zajmuje na Syberii sporo czasu. Sasza pracowała w Irkucku, ale 25 km od domu. Jednak rekordzistką w rodzinie była jej mama, weterynarz. Pracowała w mroźnej Jakucji, na

biegunie zimna. Jeździła do stad reniferów. Nie wracała wtedy do domu przez 30 - 40 dni. Nie docierała koleją ani samochodem, bo nie było tam żadnych dróg. Na miejsce transportowano ją śmigłowcem. Różnice są widoczne także w mieście. - Sklepy w Irkucku są otwarte zawsze, sprzedawcy bardzo rzadko mają święto. W blokach, na najniższych piętrach, ludzie montują kraty w oknach, a w samochodach kamery. Trzeba mieć garaż, jeśli chce się jeździć własnym autem, tam jest więcej kradzieży niż w Polsce – stwierdza Sasza. - Ale za to kolejki do lekarza są krótsze w Irkucku i zawsze przyjmą cię tego samego dnia, także do dentysty. Irkuck przy Świeciu to tygiel różnorodności religijnej i etnicznej. - My akurat jesteśmy katolikami, ale są tam buddyści, prawo-

sławni, Buriaci wyznający szamanizm. Za czasów Związku Radzieckiego na Syberii płacili lepiej niż na zachodzie kraju, wtedy przybyli tu różni ludzie - Ukraińcy, Mongołowie, mieszkańcy odległych republik. Na ulicach ciągle to widać.

Ktoś szuka księgowej? Świecie dla Saszy jest całkiem inne, przyjazne, bo ma na przykład ścieżki rowerowe. - Sprawiłam sobie rower, bo bardzo lubię jeździć. Chętnie też spaceruje po Świeciu z mężem, wybierają się na imprezy organizowane przez miasto. - Tak ich tu dużo – uważa. - Najlepszy był średniowieczny festyn na zamku, coś nowego dla mnie. Podobało mi się też na dożynkach, zwłaszcza orkiestra dęta. Sasza nawiązała już nowe znajomości. - Z dwiema miłymi paniami –

grudzień 2013

uzupełnia. - Jedną z nich poznałam na placu zabaw, też była z wnuczką. Drugą na zajęciach decoupage’u, które w ośrodku kultury prowadziła Anna Tomasik. Fajnie tam było; bardzo piękne rzeczy robię w domu, odkąd poznałam decoupage. Dzięki życzliwości znajomej Eleny, uczę się teraz języka niemieckiego, bo przeglądając ogłoszenia o pracę zorientowałam się, że język obcy jest w Polsce wymagany przez pracodawców. Życie w Polsce płynęłoby Saszy milej, gdyby nie brak pracy. - Przez 26 lat w Irkucku byłam księgową, prowadziłam trzy księgowości, między innymi biskupowi, dzięki czemu pojechałam na tę pielgrzymkę do Polski. Bardzo lubię pracować, jestem energiczna. Teraz od roku nie mam stałego zajęcia i brakuje mi go, ale mam nadzieję, że znajdę coś, bo przecież

księgowość w Polsce i na Syberii rządzi się podobnymi prawami. Trzeba tylko poznać przepisy. Pewne nadzieje na zatrudnienie daje Saszy Powiatowy Urząd Pracy w Świeciu, bo może korzystać z puli pomocy przeznaczonej dla repatriantów. Fundusze trafiają do pracodawców, którzy ich zatrudniają, PUP oferuje im również aktywizację zawodową, czyli szkolenia i staże. Jeśli Sasza skończy taki kurs, dowód na znajomość zasad polskiej księgowości, znacznie zwiększy szanse, że zostanie księgową w Polsce. Ona wierzy, że tak będzie. Projektuje swoje życie w Świeciu, zadomowiła się u nas, chociaż nadal „u nas”, to dla niej na Syberii. - W końcu odwyknę. Ale jak będę miała okazję odwiedzić Irkuck, pojadę na pewno. AGNIESZKA ROMANOWICZ

terazswiecie@oksir.eu

Reklama

Co słychać w „menedżerze”? Wspaniała piątka Z ogromną satysfakcją gratulujemy naszym uczniom oraz ich rodzicom z okazji otrzymania stypendium za wyniki w nauce przyznanego przez prezesa Rady Ministrów. Stypendium otrzymali: Barbara Lisewska (IV B), Julia Olędzka (IV B), Kamil Wiśniewski (IV A), Martyna Foss (III A), Monika Sawicka (II LO B).

Uczeń miesiąca „Uczeń miesiąca” to nowy konkurs w Zespole Szkół Menedżerskich. Jego celem jest docenianie i nagradzanie uczniów, którzy wykazują się aktywnością i zaangażowaniem w sprawy społeczności szkolnej oraz lokalnej, albo swoją postawą i zachowaniem zasługują na uznanie. Co ważne, kandydatów do tytułu „Uczeń miesiąca” zgłaszają sami uczniowie i to oni decydują o przyznaniu bonu o wartości 50 zł, który zwycięzca może przeznaczyć na wybraną przez siebie nagrodę. Pierwszym laureatem październikowego konkursu został Mariusz Górecki, uczeń klasy II LO A.

Jedyna taka szkoła w Świeciu O uczniach myślimy także po szkole – doceniamy pasje, wspieramy zainteresowania. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom młodych ludzi, dla których piłka nożna jest niezwykle ważną częścią ich pozaszkolnego życia, zdecydowaliśmy o zgłoszeniu naszej drużyny do profesjonalnej ligi piłki halowej Stalex Liga, rozgrywanej w Hali WidowiskowoSportowej w Świeciu. Trzymamy kciuki za naszą drużynę i gratulujemy efektownego zwycięstwa na inaugurację sezonu.

7


8

społeczeństwo

grudzień 2013

www.oksir.eu

Cztery pokolenia Niegdyś szczęśliwcami byli ci, którzy znali swoich dziadków. Dziś coraz częściej młodości towarzyszy obecność pradziadków. Jak zmienia to rodzinne życie?

W

nuki, prawnuki, dzieci, rodzice, dziadkowie, pradziadkowie. Wszystko zdaje się być jasne – większa rodzina powinna gwarantować większe wsparcie i siłę. Jednak za tym stwierdzeniem kryją się często domowe dramaty i tragedie. W najtrudniejszym położeniu zdają się być obecni dziadkowie. Pomagają dzieciom w wychowaniu wnuków, ale często sprawują jeszcze opiekę nad swoimi rodzicami w podeszłym wieku. Jak sobie z tym poradzić? Zwłaszcza jeżeli wszyscy nie mieszkają ze sobą, a wnuki od dziadków dzieli kilkaset, a nawet kilka tysięcy kilometrów? W polskiej kulturze opieka nad przodkami jest naturalna, dochodzi do tego jeszcze pomoc potomkom. Na przestrzeni ostatnich lat doszło jednak do zasadniczych zmian. Migracja ze wsi do miasta, emigracja zarobkowa do krajów Europy Zachodniej sprawiły, że rodzina nie mieści się już w jednym domostwie. Zdaniem socjologów to zasadnicza różnica: kiedyś starą matkę czy ojca nakarmiło się, ubrało, oprało niejako przy okazji, mimochodem. Dziś nie ma już czasu, ani miejsca na mimochodem.

Ojciec swojej matki Problem ten jest doskonale znany Mateuszowi Sokołowskiemu ze Świecia, na co dzień pracującemu w jednej z firm na terenie Mondi. Ma dwóch synów. Starszy Łukasz wraz żoną i dwójką dzieci mieszka w Anglii. Mateusz Sokołowski ma jeszcze mamę, nad którą sprawuje opiekę wraz z siostrą. – Zdecydowanie teraz bardziej czuję się rodzicem rodzica, niż dziadkiem czy ojcem. Wraz z żoną stara się odwiedzać matkę kilka razy w tygodniu. Oprócz siostry zagląda do niej jeszcze opiekunka, a mama przedpołudnia spędza w domu pobytu dziennego. – Czasem rano dzwoni do mnie opiekunka i mówi, że mama chce zostać w domu. Biorę wtedy słuchawkę i staram się przekonać mamę, by pozwoliła się zaprowadzić. Na pytania co było na obiad

lat, a mama 82. W październiku obchodzili 64 rocznicę ślubu. Coś takiego już się nie zdarza – opowiada. Na co dzień jej rodzicami opiekuje się siostra. – Sama staram się wpadać tam, tak często jak mogę. Notorycznie zdarza się, że urlopy są przeznaczane na pomoc rodzicom. Ostatnio szczęśliwie się zdarzyło, bo ojciec miał operację, a ja akurat miałam urlop, więc mogłam się nim opiekować. Były u nas wnuczki w Świeciu, ale zostawiłam je pod okiem męża, a sama popędziłam do Szynycha. Na szczęście mój ojciec podniósł się po operacji. Jest cały i zdrów.

… i zgrana rodzina

Mateusz i Urszula Sokołowscy ze Ś wiecia codziennie rozmawiają przez skype’a z przebywającymi w Anglii wnukami Filipem i Mateuszem FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

odpowiada prawie zawsze, że potrawka z kurczaka. Identycznie jak dzieci wracające z przedszkola, które nie przywiązują wagi do takich szczegółów – mówi Sokołowski. Dziadkiem jest cały czas, ale z wnukami widzi się dwa, trzy razy w roku. – Jednak codziennie rozmawiamy przez skype’a. A teraz przez całe wakacje byli u nas. Mamy ze sobą kontakt, ale ciężko wyobrazić mi sobie sytuację, gdyby byli tutaj, a ja na przykład musiałbym ich odbierać ze szkoły czy przedszkola. A na głowie jeszcze praca i mama. Opieka nad starszą osobą to dla niego nie tylko wysiłek psychiczny, ale również fizyczny. – Mama z balkonikiem jeszcze się porusza po mieszkaniu. Radzi sobie w kuchni. Boję się, że najgorsze dopiero nastąpi. Wstąpiłem kiedyś do niej znienacka, a ona przewróciła się wcześniej i leżała w przedpokoju. Bałem się, że jak sam spróbuję ją podnieść, to mogę jej coś złamać. Zadzwoniłem do siostry. Razem

daliśmy radę.

Grunt to organizacja… Za najważniejsze w opiece nad mamą Mateusz Sokołowski uważa dobrą organizację. – Wtedy można znaleźć czas na wszystko: kontakt z rodzicem i z dziećmi oraz wnukami. Mama ma na szczęście swoją emeryturę, więc nie ma tu większych problemów finansowych, ale zdaję sobie sprawę, że w niektórych wypadkach może to stanowić nie lada problem. Sam pamięta dziadków z jednej i drugiej strony. Pradziadków nie. – Babcia umarła w szpitalu, ale mama opiekowała się nią do samego końca. Taka pomoc jest w mojej rodzinie naturalna. Obaj moi synowie chętnie ją odwiedzają. Łukasz, kiedy tylko jest w Polsce, zawsze zabiera synów i pędzi z nimi do prababci. Z pewnością całej rodzinie byłoby łatwiej, gdyby państwo zapewniało ludziom w takiej sytuacji lepsze wsparcie. Zniedołężnienie na

starość skutecznie opóźnia rozwinięta geriatria. Tymczasem jest to gałąź medycyny, gdzie drastycznie brakuje specjalistów. Na 5 milionów potencjalnych pacjentów przypada raptem 120 geriatrów. Gerontologia pojawia się rzadko jako specjalność na studiach pedagogicznych i to właśnie jest szansa. Z jednej strony na pracę dla absolwentów tego kierunku, a z drugiej na liczniejsze wsparcie dla osób, którym wraz z długością życia wydłużyła się starość. - A tymczasem mam wrażenie, że polityka państwa każe liczyć tylko na siebie. Wiem, jak wychowałem swoje dzieci. Jestem ich pewien, ale boję się, że będą zbyt daleko, żeby technicznie byli w stanie się mną zaopiekować – zaznacza Mateusz Sokołowski. Analogiczna, ale jeszcze ciekawsza sytuacja jest w rodzinie świecianki Reginy Szulc. Mieszka z mężem i córką. W Gdańsku ma syna z żoną i małymi wnuczkami, a w Szynychu, wsi pod Grudziądzem, mieszkają jej rodzice. - Tata ma 85

Pomocną dłonią w sytuacji Reginy Szulc jest teściowa jej syna. To ona jeździ do Gdańska, gdzie dogląda wnuczek. – Ja z racji tego, że jeszcze pracuję i mam rodziców nie mogę zbyt często się tam pojawiać. A tak, gdy wnuczki są u mnie to jestem babcią, a u rodziców jestem córką. Naraz obie te role byłyby chyba trudne do pogodzenia. Również w opiece nad rodzicami, oprócz siostry, bierze aktywny udział jeszcze dwójka rodzeństwa. – Nawet nasze wspólne uroczystości polegają na tym, że każdy coś przygotowuje i spotykamy się u kogoś z nas. Między innymi w ten sposób staramy się odciążyć rodziców od codziennych obowiązków. Zawsze jak do nich jadę, staram się już w Świeciu zrobić im zakupy. Mają kilka ulubionych specjałów, które zawsze im zawożę. Dla Reginy Szulc podstawą w takiej sytuacji jest zgrana rodzina. - Na szczęście moi rodzice jeszcze dobrze radzą sobie w życiu, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, że miałabym oddać ich do domu starców. Będziemy wraz z rodzeństwem opiekować się nimi na zmianę. Damy radę. Takich zgranych rodzin jest coraz mniej. Brakuje sił, możliwości, chęci na dozgonną opiekę nad rodzicami. A na zadowalającą pomoc państwa nie ma co liczyć. Brakuje sprawdzonych odpowiedzi na pytania, które coraz więcej osób będzie sobie stawiać. MACIEJ CIEMNY

terazswiecie@oksir.eu


reklama

www.oksir.eu

S M ŚWIECIE 1 9 0 5

SPÓŁDZIELNIA MIESZKANIOWA W ŚWIECIU ul. Bolesława Prusa 1, 86-100 Świecie e-mail: sekretariatsm@smswiecie.pl, strona internetowa: smswiecie.pl tel. administracja: 52 33 11 909, tel. czynsze: 52 33 11 989, tel. sekretariat: 52 33 12 917, fax: 52 33 11 911 NIP 559-000-45-32, REGON 000483576, KRS 0000173471

Razem jest ³atwiej Część licznych inwestycji, przeprowadzonych w tym roku, Spółdzielnia Mieszkaniowa wykonała we współpracy z gminą Świecie. Co roku zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej składa wnioski do budżetu gminy Świecie na budowę i modernizację infrastruktury, termomodernizację oraz dofinansowanie działań kulturalnych w SOK Stokrotka. W tym roku spółdzielnia już złożyła wnioski do budżetu miasta na 2014 rok. - Jako zarząd mamy listę zadań, którymi należy się zająć. Reagujemy też na sygnały mieszkańców – zaznacza Dariusz Zawadziński, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Świeciu. Jedną z takich inwestycji jest, dobiegająca ku końcowi, budowa parkingu i drogi dojazdowej koło bloków mieszkalnych przy ul. Curie Skłodowskiej 1 A, B, C i D. Prace przeprowadza gmina, natomiast spółdzielnia wykonała dojścia do budynków. W planach jest jeszcze pętla między budynkami i modernizacja reszty chodników. - Jeśli pozwolą na to warunki atmosferyczne i zostaną nam pieniądze

z tegorocznych inwestycji, to zajmiemy się tym jeszcze na przełomie tego i przyszłego roku – mówi Dariusz Zawadziński. Do końca grudnia planowane jest zakończenie budowy pieszojezdni między blokami nr 12 i 14 przy alei Jana Pawła II a boiskiem „Orlika”. Wjazd będzie znajdował się od strony ul. Żwirki i Wigury. - Do tej pory dojazd do tych dwóch bloków uniemożliwiała skarpa od strony alei Jana Pawła II i schody przy chodniku od ul. Żwirki i Wigury. Po zakończeniu prac, bez trudu dojedzie tam karetka pogotowia, samochód straży pożarnej czy służb technicznych – wyjaśnia prezes. Dariusz Zawadziński podkreśla bardzo dobrą współpracę z miastem przy wspólnej realizacji inwestycji. - Razem łatwiej realizować różne cele. Dlatego warto podkreślić wsparcie gminy i burmistrza oraz współpracę ze strony takich osób, jak Wiesław Ratkowski z wydziału budownictwa i architektury oraz Edyta Kliczykowska czy Daniel Kapłanek z wydziału gospodarki komunalnej Urzędu Miasta w Świeciu. W końcu wszystkim nam chodzi o to samo – żeby mieszkańcom żyło się tu jak najlepiej – mówi Dariusz Zawadziński. Podobnego zdania jest Adam Cieślak, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Świeciu i sekretarz Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej. - Jest to filozofia, którą wspólnie realizujemy i mamy nadzieję na dalszą tak efektywną współpracę – podkreśla Adam Cieślak.

9

grudzień 2013

Seniorzy na wykładach Wykład bydgoskiej aktorki Teresy Wądzińskiej zainaugurował rok akademicki Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Spółdzielczym Ośrodku Kultury „Stokrotka” w Świeciu. Prelekcja, nosząca tytuł „Życiowa pomyślność rodzi się w umyśle”, zgromadziła sporą ilość seniorów – słuchaczy UTW. Aktorka przekonywała, że pozytywne myślenie i umiejętność czerpania radości z życia to podstawa w drodze do szczęścia i skutecznego realizowania swoich planów i marzeń.

Zajęcia taneczne Spółdzielczy Ośrodek Kultury „Stokrotka” zaprasza dzieci w wieku 10-12 lat na zajęcia z tańca współczesnego. Uczestnicy zajęć uczą się podstaw tańca klasycznego, elementów tańca towarzyskiego, tańca estradowego, nowoczesnego i tańca współczesnego. Zajęcia prowadzić będzie Ewa Porożyńska, dyplomowany instruktor tańca. Od prawie 20 lat jest tancerką Zespołu Ludowego Kundzia. Dodatkowe informacje w SOK „Stokrotka” pod nr tel. 52 33 12 188.

Budowa pieszojezdni między blokami nr 12 i 14 przy alei Jana Pawła II a boiskiem „Orlika”

Przy ul. Curie – Skłodowskiej powstaje droga dojazdowa, parking i dojścia do budynków

Przegl¹d m³odych talentów

OGŁOSZENIE Spółdzielnia Mieszkaniowa w Świeciu przy ul. B. Prusa 1, posiada do wynajęcia lokale użytkowe. Informacje na temat lokali można uzyskać pod numerem telefonu 52 33 11 909, 693 460 440.

Lokal użytkowy przy ul. Wyszyńskiego 10a

138,26 m2 W Spółdzielczym Ośrodku Kultury „Stokrotka” w Świeciu po raz dziesiąty odbył się Powiatowy Przegląd Wiersza i Piosenki Przedszkolnej „Zabawa w rymy i rytmy”. Na scenie zaprezentowało się aż 51 wykonawców z 13 przedszkoli z całego powiatu. Maluchy dopingowali i nagradzali gromkimi oklaskami rodzice tłumnie zgromadzeni na sali.

Lokal użytkowy przy ul. Wyszyńskiego 15 (na parterze)

653,00 m

2

109,60 m2 (pow. piwniczna) Lokal użytkowy przy ul. Wyszyńskiego 15 (na piętrze)

301,20 m

2


10

grudzień 2013

społeczeństwo

www.oksir.eu

Ostatni raz w domu Na wschodzie Polski żegnanie zmarłego w domu, w otoczeniu rodziny i sąsiadów jest normalne. U nas to rzadkość. Tylko Romowie organizują takie pogrzeby, jakie obowiązywały kiedyś w naszych rodzinach.

D

Ostatnia droga zmarłego prosto z domu – a nie z kostnicy – na cmentarz to już rzadkość w naszym regionie. Może ludzie tak obawiają się śmierci, że chcą się od niej trzymać z daleka? FOT. AGNIESZKA ROMANOWICZ

ubica, wieś pod Białą Podlaską. Rodzina przybywa na pogrzeb 82-letniego Franciszka. Zmarł kilka dni temu, jego ciało leży w chłodni koło kościoła w Wisznicach. Pożegnanie odbędzie się następnego dnia. Domownicy przygaszeni w czerni, rozmowy jakby podobne, ale cichsze. Dopiero wieczorem, gdy młody gospodarz wznosi toast za zmarłego, rodzina lekko ożywa. Oglądają zdjęcia. Wujek Franek na wozie, na rowerze, podczas przerwy w żniwach. Z żoną, dziećmi, z trzema braćmi, których nikt nigdy nie mógł odróżnić. Wszyscy bracia zmarli, a problem został: który to Franek, Staszek, Bolek, Janek? Przez cały wieczór pachnie para z żelazka, bo kobiety szykują ko-

Reklama

PROWADZIMY: • księgi rachunkowe • kpir • ewidencje VAT • rozliczenia z US, ZUS, GUS i PFRON • kadry i płace

Posiadamy certyfikat rzetelnego biura rachunkowego.

Na rynku od 10 lat! Kancelaria Rachunkowo Doradcza "ABAKS" Anna Wolicka-Arym ul. Chmielniki 2B, 86-100 Świecie Tel. 52 33 31 119 | Kom. 696 007 975 e-mail: biuro@arym-ksiegowosc.pl

www.arym-ksiegowosc.pl


społeczeństwo

www.oksir.eu

lejne, żałobne ubrania. Rodzina kładzie się do snu przed północą, rano chcą być gotowi do pożegnania. Śniadanie pośpieszne, kolejka do łazienki. Duży pokój zastają pusty, stół zepchnięty pod ścianę. W poprzek rzędy niskich ławek z sali gimnastycznej, za nimi fotele. Wtem poruszenie… wujek Franek wraca do domu. Tym razem nie wchodzi sam i wchodzi po raz ostatni.

Nie zapomnieli sołtysa Panowie z karawanu sprawnie stawiają trumnę na środku salonu. Wdowa zapala świece, rodzina rozrzucona wokół, mają szeroko otwarte oczy, wszyscy są na wdechu... Grabarze odstawiają wieko. - Zobacz Pawełku, jak dziadek ładnie wygląda. Choć, dotknij go – zachęca wdowa. Pracowita, wierząca, oddana żona. Trzymała Franka za rękę, gdy umierał. Pielęgnowała go przez całą chorobę, modliła się z nim i mu śpiewała. - Wygląda jak manekin – mówi Pawełek i dotyka zimny policzek dziadka. - Jak manekin – przyznaje ciocia. – Ale ładny. Rodzina siada na krzesłach.

W rzędzie wzdłuż trumny: wdowa, córki, najmłodsze wnuki. Reszta w tle, na tych ławeczkach, ale większość z nich jest jeszcze pusta. Wdowa rozpoczyna żałobne modły. Wszyscy patrzą na Franka i dziwią się, że jest taki mały. Wielu myśli: „A jakby wstał, nagle otworzył oczy?”. Inni widzą go, jak żył i wspominają wspólne chwile. Mija piąta dziesiątka różańca. Przybywa owinięta chustą kobieta z koła różańcowego w Wisznicach. Siada przy trumnie i melodyjnym głosem przejmuje modły. Dom się wypełnia, co chwilę ktoś nowy przeciska się przez tłum, klęka przy Franku, żegna się i patrzy na niego po raz ostatni. Ludzie pamiętają, jakim był sołtysem. Miał poszanowanie. - Czasem siadał do autobusu i jechał z kimś do miasta, jak trzeba było mu pomóc w urzędzie – wspomina ciocia Teresa. Ludzie tego mu nie zapomnieli. Franek wrócił do domu dopiero godzinę temu, a już wszystkie ławki zajęte, krzesła doniesione, a w przedpokoju ciśnie się tłum.

Krzyż na rozstaju dróg Najmłodsi w porę zwolnili miejsca przy trumnie. Poinstruowani przez ojca, kierują ruchem na po-

dwórku. Samochodów jest tyle, co w niedzielę przed sumą w Wisznicach. Ludzie chcą być przy Franku, spokojnym jak nigdy dotąd, bo lubił zagadać, pożartować, śmiał się co rusz. Widać jak każdy widzi ten uśmiech teraz i myśli o nim, i mina rzednie mu, gdy spojrzenie padnie na trumnę. Wtem wchodzi ksiądz, śpiewa od podwórka. Staje nad Frankiem i żegna go z domem pięknym, który zbudował z braćmi, gdy stara chata z drewna przechyliła się groźnie. O ojcowiznę trzeba było dbać w tej rodzinie. Gdy Franek wołał o pomoc, bracia z synami przybywali do Dubicy. Miejscem zbornym w tej wsi jest wysoki krzyż, który dziadek Józef, ojciec Franka ustawił na rozstaju dróg. Tu Franek odstawiał mleko i czekał na listonosza, tu odprowadza go kondukt, który idzie za księdzem z domu zmarłego. Pod krzyżem kolejne, krótkie nabożeństwo. I łzy z żalu, że Franek już nigdy pod nim nie stanie. W kościele, chociaż jest znacznie większy niż dom w Dubicy, też wszystkie ławki pełne ludzi, wsłuchanych w niezwykłą pieśń płynącą z chóru. Śpiewa zaprzyjaźniony baryton, który przybył dla Franka z Lublina.

11

grudzień 2013

Msza żałobna w Wisznicach jest tradycyjna, standardowy kondukt na cmentarz, a tam nowy nagrobek, z wiekiem otwartym dla Franka. Głos zabiera syn zmarłego: - Jeśli tata ma jakieś zaległe sprawy, jeśli coś trzeba wyjaśnić, zapraszam do siebie, a najpierw na stypę! Trumna nie dotyka jeszcze dna grobowca, gdy wokół nie ma już ludzi. Pożegnali Franciszka w domu. Teraz jest z rodzicami; on jedyny z siedmiorga ich dzieci został na ojcowiźnie, on jeden będzie z nimi na wieczność.

Jak najdalej od śmierci Takie pożegnanie, jak śp. Franciszka, było kiedyś standardem. Zmieniło się wraz z postępem cywilizacji, budową chłodni niezbędnych wobec centralnego ogrzewania. - Gdy zmarł mój dziadek spod Nakła, jego ciało zostało złożone w północnej części domu, bezpośrednio na ceglanej posadzce, bo dawała chłód – opowiada 64-letnia pani Elżbieta. – Miałam wtedy 4 lata, pamiętam, że położyłam się w dziadka trumnie. To był jedyny zabawny moment podczas tej uroczystości, pełnej smutnych modłów,

na które zjechali się wszyscy bliscy. – Dziś to rzadkość – mówi Adam Socha, właściciel zakładu pogrzebowego w Świeciu. – Może ludzie tak obawiają się śmierci, że chcą się od niej trzymać z daleka? Teraz, nawet gdy ktoś umrze w nocy, dwie godziny później jego ciało leży już w chłodni. Inaczej jest tylko u Romów. U nich też pożegnanie odbywa się w domu, wśród bliskich i znajomych oraz z udziałem księdza. Chociaż na wsiach zdarza się jeszcze, że trumna wraca do domu przed pogrzebem. - Akurat ostatnio miałam taką sytuację – opowiada Elżbieta Grodkowska, właścicielka zakładu pogrzebowego w Bukowcu. – Ciało wieźliśmy ze Świecia. Rodzina poprosiła, żeby przywieźć je na podwórko, gdzie otworzyliśmy trumnę i najbliżsi modlili się przy niej. Jednak firma Grodkowskiej rzadko zawozi zmarłego do mieszkania, z reguły zabiera go do chłodni albo kaplicy. Pożegnanie w domu w ogóle nie jest organizowane w blokach. Tymczasem na wschodzie to ważny rytuał – okazanie zmarłemu najgłębszego szacunku, które przynosi ulgę i koi żal. AGNIESZKA ROMANOWICZ

terazswiecie@oksir.eu

*Bez dodatkowych kosztów!!! Okres kredytowania 10,20 mies.!

Realizujemy indywidualne zamówienia. Pralka HAIER HW60 1279D - 1200 obr. A+ 6 kg

PRAW

DZIWE

RATY 3x0%*

Pralka Zanussi ZWQ 75104 ładowana od góry, 1000 obr. A+ 6kg

849 zł

799 zł

10 x 84,90 zł

10 x 79,90 zł

Chłodziarka HAIER HRFZ 386AA 185cm, 226/84L, A+

949 zł

Pralka HAIER 1202D - 1200 obr. A+ 6kg

799 zł 10 x 79,90 zł

10 x 94,90 zł Narożnik Skórzany DOBLO - funkcja spania, pojemnik na pościel, Skóra Naturalna

2399 zł 10 x 239,90 zł

FHU BLACK-POINT występująca w roli pośrednika kredytowego sporządza i zawiera umowy o kredyt na zakup towarów i usług w imieniu i na rzecz Santander Consumer Bank S.A., wydaje Formularz Informacyjny, przyjmuje oświadczenia o odstąpieniu od umowy kredytu konsumenckiego oraz udziela wyjaśnień dotyczących treści wymienionych dokumentów. O szczegóły pytaj sprzedawcę lub sprawdź na www.santanderconsumer.pl

* Przy zakupie powyżej 1000 zł. Nie dotyczy produktów reklamowych.

DOWÓ Z GRATI S!

KUPON RABATOWY O WARTOŚCI

86-100 Świecie, ul. 10 Lutego 14a, tel. 52 3330081

80 zł*

Reklama


12

grudzień 2013

w cztery oczy

Nie przejmuję się

www.oksir.eu

plotkami

FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

Z Iwoną Pavlović, jurorką programu „Taniec z gwiazdami” rozmawia Andrzej Bartniak. W październiku tancerka prowadziła w Świeciu Ogólnopolski Turniej Tańca Towarzyskiego.

Reklama

Program „Taniec z gwiazdami” wzbudzał ogromne emocje. Komentowano zarówno występy tancerzy, jak i opinie o nich wygłaszane przez jurorów. Pracę z kim wspomina pani najlepiej? Z Beatą Tyszkiewicz i Zbigniewem Wodeckim. Udział w programie dał mi możliwość poznania wielu wspaniałych ludzi, ale ta para była wyjątkowa. Pani Beata to autentyczna gwiazda, którą, jak każdy, znałam z ekranu i podziwiałam. Nie myślałam, że kiedyś będę miała możliwość poznać ją lepiej. Lubię jej, trochę złośliwe, poczucie humoru. Gdybym mieszkała w Warszawie, widywałybyśmy się znacznie częściej, bo przypadłyśmy sobie do gustu. Z kolei Zbigniew Wodecki to bardzo dobry człowiek. Wiele się od niego nauczyłam. Przede wszystkim tego, jak radzić sobie z popularnością, która spadła na mnie dość znienacka.

jazne komentarze, z którymi trudno się pogodzić. Zdecydowanie więcej doświadczyłam tego, co dobre. I wcale nie chodzi mi o aspekt finansowy. Mam na myśli pozytywną energię, jaką przekazują mi ludzie, których spotykam. To są naprawdę wspaniałe chwile. Oczywiście są też minusy bycia popularnym, które można łatwo wyeliminować. Wystarczy usunąć się w cień. To naprawdę nie jest takie trudne. Dlatego strasznie denerwują mnie ludzie, którzy z jednej strony narzekają na trudne życie celebryty, a z drugiej udają, że nie wiedzą, jak to zmienić. Nikt nikogo nie zmusza do tego, aby pojawiać się w telewizji czy na bankietach. To właśnie uświadomił mi Zbigniew Wodecki, że jeśli poczuję się zmęczona tym wszystkim, mogę to skończyć. Jeden warunek – muszę tego naprawdę chcieć. Rzecz w tym, że wielu woli cierpieć, byle tylko nie wypaść z blasku fleszy.

Nagłe zainteresowanie pani osobą było na pewno zupełnie nowym doświadczeniem. Zwykle obok przychylności pojawiają się też nieprzy-

Z jaką najbardziej niesamowitą sensacją na swój temat spotkała się pani? Przyznam, że na początku czytałam to, co piszą na mój temat Autopromocja

Reklama w

to dobra inwestycja

Sprawdź nas! tel. 661 504 850


w cztery oczy

www.oksir.eu

i denerwowałam się, bo często były to bzdury. Nie chodzi tyle o moje odczucia, co mojej 80-letniej mamy po dwóch zawałach, która jako osoba starszej daty szczerze wierzy, że jeśli jakaś gazeta o czymś napisała, to z pewnością jest to prawda. A gdy jeszcze tę informację przekazała jej zatroskana o mój los sąsiadka, to już zupełnie była tragedia. Dość długo na nic zdawały się moje tłumaczenia, aby nie wierzyła we wszystko. Zmieniło się dopiero w momencie, gdy pewnego dnia przeczytała w jednej z kolorowych gazet, że potwornie się z nią pokłóciłam. Tak na śmierć i życie. To była kompletna bzdura wyssana z palca. Mnie z przejmowania się podobnymi tekstami na portalach plotkarskich, a tym bardziej znajdującymi się poniżej komentarzami internatów, skutecznie wyleczył mąż. Od kilku lat nie zaglądam na takie strony i zupełnie nie interesują mnie informacje na mój temat, jakie się tam pojawiają. W jury „Tańca z gwiazdami” znalazła się pani ze względu na swoją taneczną przeszłość. Ma pani na koncie liczne tytuły mistrzowskie. Który z nich jest najcenniejszy? Mistrza Polski w 10 tańcach. Jeszcze dziś pamiętam w szczegółach, gdy po raz pierwszy zdobyłam ten tytuł. To było jak spełnienie największego marzenia. Przepełniała mnie niezwykła radość. Później był już stres, który odczuwają wszyscy broniący tytułów mistrzowskich. Wiedziałam, że będą przyglądać mi się uważniej niż innym. Późniejsze turnieje i mistrzostwa powoli zaczynają

się zlewać w jedną całość. Wspomniane mistrzostwo Polski to był ten moment, gdy po raz pierwszy pomyślała pani: „Chcę się zajmować tańcem i niczym innym”? Myślę, że tak, chociaż wtedy nie nazwałam tego po imieniu. Po liceum zamierzałam iść na prawo tyle, że w moim rodzinnym Olsztynie nie było takiego kierunku. Uznałam więc, że skoro nie będzie mi dane zostać prawnikiem, wybiorę jakieś inne „lekkie” studia, które pozwolą dalej rozwijać się w tańcu. Tak więc ćwiczyłam i jednocześnie studiowałam bibliotekoznawstwo. Wiedziałam jednak, że praca w bibliotece ani w archiwum nie są moim prawdziwym powołaniem. Skąd wzięła się w Polsce taka moda na taniec? Programy rozrywkowe z tańcem w roli głównej od lat biją rekordy popularności. To zasługa mediów. Chociaż osobiście mam wrażenie, że ta moda trochę mija. Teraz cała Polska gotuje. Trudno ocenić jak trwałym zjawiskiem będzie moda na taniec, pewnie tak samo jak tenis ziemny i skoki narciarskie.

Jest tak, jak pan mówi. Uważam, że w programie szkoły średniej powinna być nauka tańca. Może nie na ocenę, bo nie każdy ma predyspozycje, ale każdy powinien znać podstawowe kroki najważniejszych tańców. Przecież taniec jest istotnym elementem naszej kultury. Błędem jest niedostrzeganie tego w jak niekomfortowej sytuacji są ci, którzy nie wiedzą, jak się zachować na parkiecie. Zdarza mi się obserwować, jak młodzi chłopcy nieporadnie się gibają albo szarpią partnerkami, które na wysokich obcasach z trudem zachowują równowagę. Myślę, że taki kurs, może w ramach wychowania fizycznego, byłby naprawdę przydatny. Pani zdarza się być taką szarpaną partnerką? Zwykle na weselach, albo na

grudzień 2013

zabawach sylwestrowych. Za każdym razem scenariusz jest podobny. Na początku nikt mnie nie prosi, bo wszyscy się boją. Po kilku głębszych przychodzi odwaga i wujkowie próbują wywijać piruety. Gdy mój mąż uznaje, że akrobacje stają się niebezpieczne, ratuje mnie z opresji. Ja sama nigdy nikogo nie krytykuję. Czasami tylko dyskretnie przejmuję prowadzenie. O ile oczywiście wogóle jest to możliwe. Czym zajmowałaby się pani, gdyby taneczna pasja nie przerodziła się w zawód? Są dwa warianty: poświęciłabym się projektowaniu i szyciu strojów – zresztą robiłam to – lub zostałabym prawnikiem. Uwielbiam filmy, których akcja toczy się w sądzie lub ociera o problemy natury prawnej.

13

Nie miała pani pokusy, żeby przeprowadzić się do Warszawy, dającej nieporównywalnie więcej możliwości niż Olsztyn? W ciągu siedmiu lat trwania „Tańca z gwiazdami” przeprowadzałam się średnio dwa razy w roku (śmiech). Tyle, że nigdy skutecznie. Pewnie czułam, że moim miejscem na ziemi jest Olsztyn. Spoglądam z tarasu mojego domu i mam teraz widok na cudowną pomarańczowo-czerwono-zieloną ścianę drzew. Gdy jadę do swojego domu drogę przebiegają mi wiewiórki i lisy. W Warszawie byłoby o to trudno. Poza tym, dzięki temu, że się tam nie przeprowadziłam, lubię stolicę. Pewnie dlatego, że jestem tam tylko gościem. ROZMAWIAŁ ANDRZEJ BARTNIAK

terazswiecie@oksir.eu

Reklama

BANK SPÓŁDZIELCZY W CHEŁMNIE PEWNOŚĆ źJAKOŚĆ źBEZPIECZEŃSTWO

W świetle zainteresowania tańcem pewnym paradoksem wydaje się to, co mówią niektórzy właściciele dyskotek, którzy twierdzą, że 30 czy 20 lat temu młodzi ludzie tańczyli znacznie lepiej niż obecnie. Zwłaszcza w parze staje się to coraz większym wyzwaniem. Ma pani podobne spostrzeżenia?

Reklama

RAFAŁ GÓRSKI

HURT - DETAL • SPRĘŻARKI • KOMPRESORY • ZAWORY • ELEKTRODY • WĘŻE • SPAWARKI • ODZIEŻ BHP • KAMIENIE SZLIFIERSKIE • TARCZE • SZCZOTKI • PAPIERY ŚCIERNE • WIERTARKI • OPALARKI • SZLIFIERKI • WKRĘTARKI • ARTYKUŁY SPAWALNICZE 86-105 Świecie, ul. Chełmińska 2a tel./fax: 52 331 09 65, mobile: 501 744 830, 504 259 191 e-mail: raf-mix@raf-mix.pl, www.raf-mix.pl

WIĘCEJ INFORMACJI O AKTUALNEJ OFERCIE ZNAJDZIESZ NA STRONIE INTERNETOWEJ:

www.bschelmno.pl SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO NASZYCH PLACÓWEK


14

grudzień 2013

echo gminy

materiały informacyjne gminy Świecie

Przychodnia z nowym dyrektorem

Nie żyje Lidia Lemańska

Beata Sternal-Wolańczyk będzie przez najbliższych sześć lat nowym dyrektorem Miejsko-Gminnej Przychodni w Świeciu. Po tym, jak w lipcu przeszła na emeryturę Barbara PorankiewiczDybowska, dotychczasowa szefowa przychodni, miasto ogłosiło konkurs na jej następcę. W tym czasie pełniącą obowiązki dyrektora była Beata Sternal-Wolańczyk, kierownik poradni ogólnej i dziecięcej. Do końca października zgłosiły się cztery kandydatki. Jednak kilka dni później jedna z nich zrezygnowała i „na placu boju” pozostały trzy. 18 listopada stanęły one przed 5osobową komisją konkursową. - Konkurs składał się z dwóch części. W pierwszej należało przedstawić swoją koncepcję funkcjo-

nowania przychodni. Natomiast w drugiej odpowiedzieć na pytania członków komisji, dotyczące ustawy o działalności leczniczej, kodeksu pracy, finansów i zarządzania – wymienia wiceburmistrz Zbigniew Podgórski, przewodniczący komisji. Członkowie komisji zadawali wszystkim kandydatkom te same pytania. Na zakończenie odbyło się tajne głosowanie. Beata SternalWolańczyk zdobyła trzy głosy, kolejna kandydatka dwa, a trzecia z nich zero. - Pani Sternal-Wolańczyk zaprezentowała konkretną i interesującą wizję działalności przychodni, co

doceniła komisja. Kadencyjność dyrektora wynosi sześć lat i na taki okres 25 listopada została podpisana z nią umowa – wyjaśnia Zbigniew Podgórski. W skład komisji konkursowej, oprócz zastępcy burmistrza, weszli także Marzenna Rzymek, skarbnik gminy, Grażyna Szybowicz, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w Nowym Szpitalu, Waldemar Fura, kierownik Ośrodka Oświaty i Wychowania i zarazem przewodniczący rady społecznej MiejskoGminnej Przychodni oraz Andrzej Kozłowski, prezes Zakładu Wodociągów i Kanalizacji.

www.swiecie.eu

15 listopada w wypadku samochodowym w Jastrzębiu zginęła Lidia Lemańska, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Świeciu. Wracała z seminarium poświęconego ustawie o pomocy społecznej. Prowadzony przez nią samochód tuż przed godz. 13.00 z niewiadomych przyczyn uderzył w drzewo. Ranna kobieta została przetransportowana helikopterem pogotowia ratowniczego do szpitala w Grudziądzu, gdzie zmarła kilka

godzin później w wyniku odniesionych obrażeń. Policja bada przyczyny wypadku. Lidia Lemańska była kierownikiem Ośrodka Pomocy Społecznej od 1 sierpnia 1998 roku. - Jej śmierć była dla mnie szokiem – przyznaje Tadeusz Pogoda, burmistrz Świecia. – Dała się poznać jako osoba bardzo pracowita. Była wymagająca w stosunku do współpracowników, ale przede wszystkim wobec siebie samej. Podejmowała wiele inicjatyw z korzyścią dla podopiecznych ośrodka. Środowiskowy Dom Samopomocy, przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu, Dom Dziennego Pobytu czy Program Aktywizacji i Wsparcia w Gminie Świecie to tylko niektóre z nich. Składam rodzinie najgłębsze wyrazy współczucia –mówi burmistrz. Do czasu wyboru w drodze konkursu nowego kierownika, pełniącą obowiązki została Iwona Wamka, nadzorująca sekcję rozliczeń w OPS.

Święto Niepodległości Około trzydziestu delegacji i liczni mieszkańcy wzięli udział w obchodach Narodowego Święta Niepodległości w Świeciu. Uroczystość rozpoczęła się mszą w intencji ojczyzny w kościele św. Andrzeja Boboli. Potem delegacje władz miasta i powiatu oraz przedstawiciele klubów Rady Miejskiej w Świeciu, a także organizacji kombatanckich, szkół, związków zawoBeata Sternal-Wolańczyk jest rodowitą świecianką. Absolwentka Akademii Medycznej w Szczecinie. Ukończyła specjalizację z medycyny rodzinnej na Collegium Medicum, a później też zarządzanie w ochronie zdrowia w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy. W 1997 r. rozpoczęła pracę w Miejsko-Gminnej Przychodni w Ś wieciu jako lekarz. Od 2008 r. była kierownikiem poradni ogólnej i dziecięcej. Od lipca tego roku pełniła obowiązki dyrektora przychodni.

Szanować czas pacjenta Rozmowa z dyrektor Beatą Sternal-Wolańczyk o planach związanych z funkcjonowaniem świeckiej przychodni. Jakie cele stawia sobie nowa szefowa? Zależy mi na tym, aby szanować czas pacjentów i dbać o wysoki poziom usług medycznych, o czym mówiłam także przed komisją konkursową. Dlatego w ciągu kilku najbliższych tygodni wprowadzimy elektroniczny system rejestracji pacjentów. Wystarczy, że osoby, które będą chciały zarejestrować się do konkretnego lekarza, wejdą na stronę internetową przychodni i wybiorą odpowiednią zakładkę. Będzie można umówić się z lekarzem na konkretną

godzinę bez wychodzenia z domu. Przed panią spore wyzwanie, bo Miejsko-Gminna Przychodnia w Świeciu należy do największych w naszym regionie. To prawda, jesteśmy w gronie liderów na rynku podstawowych usług medycznych. Obsługujemy aż 27,8 tys. osób, nie tylko z gminy Świecie, ale z całego powiatu. Zatrudniamy 13 lekarzy na pełen etat i trzech na umowy cywilno-prawne. To wysokiej klasy fachowcy. Zapewnienie odpowiedniej ilości lekarzy to jeden z moich priorytetów. Przychodnia będzie też dążyła do zwiększenia zakresu usług medycznych poza koszyk świadczeń, gwarantowanych umową z NFZ, np. testów alergologicznych.

Chcę również kłaść duży nacisk na promocję zdrowia i zdrowego stylu życia, między innymi poprzez porady dietetyczne czy z zakresu opieki nad dziećmi na naszej stronie internetowej. Dobrą opinią cieszy się lecznictwo stomatologiczne w naszej przychodni. Rzeczywiście. I zamierzamy starać się o dalszy rozwój tej gałęzi usług medycznych. Mamy bardzo dobrze wyposażone gabinety, specjalizujące się w chirurgii stomatologicznej, protetyce i ortodoncji. O tym, że świadczone tam usługi są na wysokim poziomie najlepiej świadczy fakt, że przyjeżdżają do nas nie tylko pacjenci z powiatu świeckiego, ale nawet z Grudziądza.

dowych, straży pożarnej i szeregu innych instytucji, złożyli wieńce na mogile na starym cmentarzu. Następnie przemaszerowano na Duży Rynek w asyście Orkiestry Dętej Świecie i żołnierzy z Kompanii Honorowej Batalionu Dowodzenia i Zabezpieczenia z Bydgoszczy. Pod pomnikiem na rynku również złożono wieńce i kwiaty, a żołnierze oddali salwę honorową.


echo gminy

www.swiecie.eu

materiały informacyjne gminy Świecie

grudzień 2013

15

Wkrótce ruszy budowa biblioteki Ma być nowoczesna i funkcjonalna tak, aby zapewniać jak najlepszy dostęp do książek i komputerowych programów edukacyjnych – mowa o nowej bibliotece w Świeciu. Niebawem zostanie wybrany wykonawca. W styczniu tego roku rozstrzygnięto konkurs na projekt architektoniczny biblioteki. Wygrał go grudziądzki architekt Michał Jagła, który opracował później szczegółowy projekt wykonawczy. - Projekt został już przez nas zweryfikowany. W kwestii wyglądu i podstawowych rozwiązań nie będzie on zbytnio różnił się od koncepcji przedstawionej na początku roku – mówi Ryszard Sadowski, kierownik Wydziału Inwestycyjnego Urzędu Miejskiego w Świeciu. Najistotniejsza różnica będzie polegała na tym, że na ty-

łach budynku nie będzie sceny z widownią do organizowania imprez letnich. - Architekt zasugerował jej budowę w pierwotnej wersji. Zrezygnowaliśmy jednak z tego, bo obok mamy amfiteatr. Budowa dwóch podobnych obiektów tak blisko siebie mijałaby się z celem – zwraca uwagę Ryszard Sadowski. Biblioteka będzie miała 1000 m kw. powierzchni użytkowej. Powstanie w miejscu dawnego płatnego parkingu przy ul. Sienkiewicza. Charakterystyczne dla jej wnętrza będą otwarte przestrzenie, z niewielką ilością ścian działowych.

Na parterze będą znajdowały się m.in. wypożyczalnia dla dorosłych, czytelnia, stanowiska komputerowe, archiwum, sanitariaty i szatnia. W sali na piętrze zostanie usytuowany księgozbiór dla dzieci i młodzieży oraz sala wielofunkcyjna, mogąca pomieścić do 60 osób. Będzie można w niej urządzać wieczorki autorskie, spotkania z ciekawymi ludźmi czy szkolenia. Na piętrze będzie również wydzielone miejsce z kanapami, fotelami i stołami do zabaw i spędzania czasu przez dzieci. - Dzieci zostaną pod opieką pra-

cownika, a w tym czasie rodzic będzie mógł w spokoju przejrzeć księgozbiór, wypożyczyć książkę czy skorzystać z komputera. Chcemy tu także organizować zajęcia edukacyjne dla dzieci – wyjaśnia Beata Szymańska, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Świeciu. Od południa i zachodu zaprojektowano taras z ławkami do czytania i wypoczynku. Elewacja w dużej części będzie przeszklona. Powstanie też parking na 31 samochodów. Budynek będzie w pełni dostępny dla osób niepełnosprawnych, dzięki podjazdowi

i windzie. Przybliżony, szacunkowy koszt budowy to 5,3 mln zł. - Rzeczywistą cenę poznamy jednak dopiero po rozstrzygnięciu przetargu na wykonawcę. Często jest, że jest ona wówczas znacznie niższa od pierwotnie planowanej – wyjaśnia Ryszard Sadowski. Do 29 listopada firmy mogły składać oferty budowlane. Przetarg zostanie rozstrzygnięty nie prędzej niż w grudniu. Prace zaczną się więc wczesną wiosną, chyba, że zima okaże się łagodna i pozwoli na ich wcześniejsze rozpoczęcie. Budowa ma potrwać do końca marca 2015 r.

Koncepcja architektoniczna nowej biblioteki autorstwa Michała Jagły

Świecie bez karty, ale z ulgami dla rodzin W Świeciu nie będzie Karty Dużej Rodziny. Dlaczego? Bo ulgi, które niektóre samorządy wprowadzają w ramach karty, u nas są od dawna dostępne bez niej.

u nas szereg ulg. Uznaliśmy więc, że nie ma potrzeby wprowadzania dodatkowego rozwiązania w postaci karty – mówi Zbigniew Podgórski, zastępca burmistrza Świecia. Darmowa komunikacja

Karty Dużej Rodziny funkcjonują w kilkudziesięciu samorządach w kraju. W naszym województwie mają je tylko dwa największe miasta – Bydgoszcz i Toruń. Karta uprawnia do zniżek rodziny wielodzietne, korzystające z oferty kulturalnej, sportowej i rekreacyjnej, oferowanej przez samorządy. - Nasza gmina stara się prowadzić politykę wspierającą rodzinę. Dlatego już od dawna funkcjonuje

W gminie Świecie są 254 rodziny wielodzietne, czyli takie, w których jest troje lub więcej dzieci. W sumie wychowuje się w nich 881 dzieci. Mogą one liczyć na cały szereg zniżek lub wręcz bezpłatny dostęp do oferty kulturalno- sportowej. - I nie tylko, bo dzieci do 4 roku życia są w naszej gminie zwolnione z opłat za korzystanie z komunikacji miejskiej, a dzieci

i młodzież mają 50-rocentowe zniżki – zaznacza Zbigniew Podgórski. – Ponadto uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów w ramach wychowania fizycznego i zajęć pozalekcyjnych mogą bezpłatnie korzystać z basenu. Gmina przeznacza na dopłaty na ten cel ponad 90 tys. zł rocznie. Wprawdzie teraz basen jest nieczynny, ale kiedy po modernizacji zostanie on ponownie oddany do użytku, nadal będziemy to robić. Dzieci za darmo mogą również korzystać z ośrodka wypoczynkowego nad jeziorem Deczno – dodaje zastępca burmistrza. Rodzice dzieci uczęszczających na warsztaty taneczne, plastyczne

czy muzyczne w ośrodku kultury płacą średnio 20-40 zł miesięcznie, ale za każde następne dziecko już tylko 10 zł. Do tego dochodzą zniżki dla dzieci na zwiedzanie zamku, za bilety do kina czy zagwarantowany darmowy dostęp do boisk „Orlika”. Obiady i kolonie W całej gminie 690 uczniów korzysta z bezpłatnych obiadów, finansowanych przez samorząd, a w szkołach podstawowych nr 5 i 7 dodatkowo 45 uczniów z rodzin o niskich dochodach otrzymuje także darmowe śniadania. - Do tego dodajmy sześć świetlic

„Gniazdo”, gdzie dzieci pod nadzorem opiekuna mogą odrabiać lekcje, uczestniczą w rozmaitych zajęciach i dostają posiłki – wymienia Zbigniew Podgórski. - Oprócz tego Ośrodek Oświaty i Wychowania przeznacza prawie 78 tys. zł rocznie na dofinansowanie kolonii i obozów, a Ośrodek Pomocy Społecznej 850 tys. zł na zasiłki celowe na zakup żywności, obuwia czy leków. Warto też zaznaczyć, że w ubiegłym roku oddaliśmy kolejny budynek socjalny w Grucznie i budujemy następny w Czaplach. To tylko niektóre przykłady, ale myślę, że dobrze obrazują prorodzinne działania w naszej gminie – zwraca uwagę wiceburmistrz Zbigniew Podgórski.


16

obyczaje

grudzień 2013

www.oksir.eu

Stokrotka jak nałóg „Śpiewak” za konsoletą, „Tata” na bramce i tłok, jakiego dziś już chyba nie ma w żadnej dyskotece w Świeciu. Nie brakuje takich, którzy z wielkim sentymentem wspominają złote lata Stokrotki.

A

ndrzej Smeja otwierając dyskotekę przy ul. Wyszyńskiego miał dość prosty plan – stworzyć najlepsze w Świeciu miejsce do zabawy. Początek lat 90. sprzyjał ludziom z inicjatywą, zwłaszcza tym, którzy mieli trochę gotówki i wiedzieli, jak ją zainwestować. Nie bez znaczenia był również fakt, że konkurencja na rynku była znikoma. Przez kilka lat kolejni następcy Smei próbowali organizować dyskoteki w Jubilatce, ale nie cieszyły się one już takim powodzeniem jak wcześniej. Później na mapie miejsc oferujących rozrywkę pojawił się Cech, który starał się grać trochę inną muzykę niż popularna „Stocia”, jednak zainteresowanie lokalem było raczej znikome. Jeśli ktoś chciał się dobrze bawić w weekend, to wiadomo było, że musiał pojawić się w Stokrotce, która w swoim złotym okresie, czyli przez całe lata 90. przyciągała młodzież nie tylko ze Świecia, ale również z okolicznych miejscowości. W tamtym czasie lokal był czynny przez sześć dni w tygodniu, od wtorku do niedzieli, chociaż największe imprezy były przede wszystkim w piątkowe i sobotnie wieczory. Stali bywalcy pojawiali się tam codziennie. - Dzień bez spotkania ze znajomymi był stracony – wspomina Ewa Stachiewicz ze Świecia. - O godzinie 21 kończyłam pracę w Kaszubskiej i szłam jeszcze do Stokrotki, choćby na dwie godzinki. Nie musiałam się z nikim umawiać, bo wiedziałam, że zawsze spotkam tam jakichś znajomych. Nie włóczyli się po ulicach tylko szli posiedzieć u Andrzeja. Do tej pory wielu wyraża się właśnie w ten sposób, mówiąc o lokalu przy ul. Wyszyńskiego. Ewa Stachiewicz była w grupie tych, którzy „przeszli” z Jubilatki do Stokrotki. - Jak wszyscy wtedy jeździłam czasem potańczyć do Terespola, Laskowic albo Warlubia, ale nigdzie nie było tak jak u nas – zachwala. - Do tej pory uwielbiam tańczyć, ale wtedy zabawa w klubie i spotkania z paczką były dla mnie najważniejsze. Tam toczyło się życie. Ludzie się zakochiwali, rozstawali, ale przede wszystkim świetnie bawili. Opinię najlepsze-

go tancerza miał Tomek Bernaciak. Niestety jednak wprawni tancerze mieli ograniczone pole do popisu, bo często panował tam taki tłok, że przeciśnięcie się do baru stanowiło duże wyzwanie. W tym tłumie zwykle można było spotkać także Annę Czubak, która przez kilka lat bywała tam prawie codziennie. - Najgorszą karą, jaką mogli wyznaczyć mi rodzice, był zakaz wyjścia na dyskotekę. Ale nawet wtedy wymykałam się z domu. Zwykle pod pretekstem wyjścia na spacer z psem – śmieje się. - Biegłam do koleżanki, która również mieszkała na osiedlu Kościuszki, wsiadałam na ramę jej roweru, brałam psa pod pachę i jechałyśmy do „Stoci”. Po godzinie lub dwóch wracałam szczęśliwa do domu. To było jak nałóg. Dziś często wracam pamięcią do tamtych czasów i myślę sobie, ile bym dała, żeby choć na jeden weekend wróciło dawne życie. Lata 90. to czas, gdy wielu mieszkańców Świecia zdecydowało się na wyjazd za granicę. Zwykle ich podróż kończyła się w Niemczech. Jedni jechali tam po to, by szybko i dobrze zarobić, inni z myślą pozostania na stałe. Gdy przyjeżdżali do rodzinnego miasta, nie było wątpliwości, gdzie najpierw skierują swoje kroki. - Szli do Andrzeja, bo tam byli wszyscy – zaznacza Anna Czubak. - Chętnie słuchaliśmy opowieści o tym, jak żyje się na Zachodzie. Jedni chwalili się jak jest im dobrze, inni narzekali, że czują się samotni. Natomiast niemal wszyscy podkreślali, że nigdzie nie bawili się tak dobrze jak w Stokrotce. Pytanie, czy te opowieści to tylko wyraz tęsknoty za beztroską młodości, czy może faktycznie życie towarzyskie młodych ludzi kilkanaście lat temu funkcjonowało na zupełnie innym poziomie? Anna Czubak nie ma wątpliwości, że chodzi o to drugie. - Daleka jestem od stwierdzeń, że dziś młodzież nie potrafi się bawić tak jak my, ale mimo wszystko byliśmy inni. Pewnie dalecy od świętości, ale obowiązywały jakieś zasady. Dziewczyny się szanowały. Poza tym wtedy zabawa to był taniec w parze. Dziś z przykrością obserwuję, że młodzi ludzie zupeł-

Przez kilkanaście lat na imprezy do Stokrotki ciągnęły tłumy. Koszty wynajmu lokalu i konkurencja sprawiły, że w 2011 roku „Stocia” znikła z rozrywkowej mapy miasta FOT. ANDRZEJ BARTNIAK

nie nie wiedzą jak się poruszać. Wyginają się, machają rękami, ale z prawdziwym tańcem niewiele ma to wspólnego. Nasze pokolenie nie ma z tym problemu. A może po prostu muzyka była lepsza? Na to, co grano od 1995 do 2002 roku, miał wpływ Tomasz Minga, który obok Marcina Kośmidra, nazywanego „Śpiewakiem” był jednym z najbardziej rozpoznawalnych didżejów związanych ze Stokrotką. - Jako młody chłopak odczuwałem wielką frajdę pracując na tak dobrym sprzęcie – wspomina Minga. - W połowie lat 90. płyta kompaktowa nie była rzeczą powszechnie dostępną, a my graliśmy tylko z CD. Co miesiąc wychodziły nowe specjalne składanki didżejskie i Andrzej je kupował. W zasadzie to było jedyne źródło aktualnych hitów. Nie można było sobie ich ściągnąć z Internetu, bo on dopiero raczkował. Radio też oferowało niewiele muzyki tanecznej. Zdaniem didżeja to, że swoich ulubionych kawałków można było posłuchać w dobrej jakości tylko w dyskotece miało pewien wpływ na frekwencję. - Oczywiście nikt nie chodzi do dyskoteki, żeby jedynie słuchać muzyki, bo to nie filharmonia, tylko przede wszyst-

kim, żeby potańczyć, ale graliśmy muzykę, która się podobała. Raczej nie starliśmy się kreować nowych przebojów czy też dawać upust własnym upodobaniom. Serwowaliśmy to, czego młodzież oczekiwała, czyli przeboje, które trafiając do Polski, były już hitami. Zresztą niektóre z nich nadal się gra. Zdaniem właściciela dyskoteki w latach 90. pewną przysługę odReklama

dało mu też państwo. - Bezrobocie było podobne jak dziś, ale za to każdy, kto skończył szkołę, a nie znalazł pracy przez dłuższy czas mógł liczyć na kuroniówkę. Nie brakowało takich, którzy cały zasiłek miesiąc w miesiąc tracili na zabawę – wspomina Andrzej Smeja. ANDRZEJ BARTNIAK

terazswiecie@oksir.eu


reklama

www.oksir.eu

grudzień 2013

17

Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego” 86-100 Świecie, ul. Chmielniki 2B, pok. nr 7, tel./fax (52) 33 01 832, email: lgdswiecie@op.pl www.lgdswiecie.pl

Forum Turystyki Wiejskiej W dniach 24-26 września uczestniczyliśmy w III Kujawsko-Pomorskim Forum Turystyki Wiejskiej, które w tym roku gościło na Pojezierzu Brodnickim w Głęboczek Vine Resort & SPA. Forum organizowane było wspólnie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz Kujawsko-Pomorską Organizacją Turystyczną i było współfinansowane ze środków Krajowej Sieci Obszarów Wiejskich. Temat tegorocznego forum to „Sposób na biznes”. Mieliśmy okazję zapoznać się z ofertą gospodarstw agroturystycznych, z ich zakresem działania, opłacalnością i innowacyjnością. Podczas forum odwiedzaliśmy również zagrody tematyczne, które obsługują nie tylko turystów, ale i szkoły. Jeden z paneli poświęcony był grze terenowej, geocaching, która coraz prężniej rozwija się w Polsce i daje możliwości na rozwój ruchu turystycznego na naszym obszarze.

Festyn Adwentowy w Nowem. Czekamy na zgłoszenia od wystawców! Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego” zaprasza mieszkańców z obszaru LGD na Festyn Adwentowy, który odbędzie się 21 grudnia 2013 r. (sobota) na Rynku w Nowem. Początek o godz. 9.00. Festyn będzie miał charakter prezentacji lokalnych tradycji, zwyczajów i dziedzictwa kulturowego, związanego ze Świętami Bożego Narodzenia, w tym wyrobów rękodzieła i sztuki ludowej. W trakcie jego trwania odbędzie się konkurs z nagrodami na

najlepszą ozdobę bożonarodzeniową (stroiki, choinki, bombki itp.) oraz najlepszy produkt bożonarodzeniowy. Podczas festynu przewidziano wiele atrakcji. Zgłoszenia wystawców przyjmują organizatorzy do 18 grudnia 2013 r. do godz. 15.00 w biurze LGD „Gminy Powiatu Świeckiego” w Świeciu, ul. Chmielniki 2b/7, tel./fax 52 33 01 832, e-mail: lgdswiecie@op.pl. Informacje na temat festynu bożonarodzeniowego oraz karty zgłoszeń i regulamin konkursu dostępne są u organizatorów oraz zamieszczone na stronie: www.lgdswiecie.pl.

Kontynuujemy nasz konkurs wiedzy o Lokalnej Grupie Działania. Warto wziąć w nim udział, bo wśród uczestników rozlosujemy trzy atrakcyjne nagrody rzeczowe o wartości 100 zł każda! Za nami pierwsza edycja konkursu. Zapraszamy do dalszej zabawy. Co miesiąc będziemy zamieszczać kupon konkursowy z pytaniem dotyczącym Lokalnej Grupy Działania „Gminy Powiatu Świeckiego”. Na odpowiedzi czekamy do 10 grudnia 2013 roku (decyduje data stempla pocztowego). Wyniki zostaną ogłoszone w grudniowym numerze miesięcznika „Teraz Świecie”. Kupony należy nadsyłać na adres: Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego”, ul. Chmielniki 2b, 86-100 Świecie z dopiskiem „Konkurs LGD”.

KUPON KONKURSOWY

Weź udział w konkursie i wygraj nagrody! Pytanie: Wymień przynajmniej trzy gminy, na terenie których funkcjonuje Lokalna Grupa Działania „Gminy Powiatu Świeckiego”. Odpowiedź:

Imię i nazwisko:

Telefon/e-mail:

Adres zamieszkania: Wiek:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych dla celów konkursu.

Sfinansowano w ramach działania 4.31 „Funkcjonowanie lokalnej grupy działania, nabywanie umiejętności i aktywizacja” Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 i środków Unii Europejskiej oraz Budżetu Państwa

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie


18

obyczaje

grudzień 2013

www.oksir.eu

Blogosfera dla każdego Jest wiele definicji bloga, ale spaja je chęć dotarcia do większej grupy ludzi. Powodzenie bloga zależy od tego, jak bardzo jest on interesujący, unikalny i opiniotwórczy. - Jako Grupa Nowy Szpital chcemy dostarczać usługi medyczne jak największej liczbie pacjentów – zaznacza. - Aby to robić, musimy komunikować się z różnymi środowiskami: pacjentami, samorządami, politykami czy ekspertami branży medycznej. Blog to jeden ze sposobów komunikowania się z tymi grupami. Według Szulwińskiego, pacjent znajdzie na jego blogu istotne dla siebie treści. - W zasadzie każdy temat medyczny dotyczy pacjentów. Czy jest to kwestia systemu ochrony zdrowia, czy zarządzania szpitalami, to zawsze wracamy do pacjenta. Jestem przekonany, że pacjent powinien być podmiotem dyskusji o każdym aspekcie ochrony zdrowia. Takiego podejścia często mi brakuje w rozmowach o ochronie zdrowia i o tym chciałbym pamiętać, podejmując różne tematy na moim blogu. Karolina Wojciechowska dowodzi, że nie trzeba żyć w wielkim mieście, żeby być na czasie, jak Kasia Tusk. Modne, rozjaśnione końcówki włosów 17-latki wyglądają efektownie także na tle łanów zboża w Niewieścinie

Interesujący blogerzy

FOT. ARCHIWUM KAROLINY WOJCIECHOWSKIEJ

P

ierwszym blogerem w Polsce był Piotr Waglowski, autor serwisu vagla.pl, który powstał w 1997 roku. W tamtych czasach mało kto wiedział, co to blog. Nie było linkowania, tagowania, blogosfery. Jednak tak wtedy, jak i dziś, podstawowymi czynnikami motywującymi internautę do lektury bloga były i są jego unikalność oraz treść. Blogi mamy różne. Najpopularniejsze są specjalistyczne, np. technologiczne, gdzie wymiana myśli między autorami może sprzyjać rozwojowi danej dziedziny wiedzy. Takie oddziaływanie ma np. Gizmodo – ogólnoświatowy blog technologiczny, podający codziennie kilkadziesiąt wiadomości ze świata technologii i gadżetów, ulubiony blog Steve’a Jobsa, szefa firmy Apple. Poza blokami technologicznymi, najpopularniejsze są fotoblogi i blogi polityczne oraz wirtualne pamiętniki. Niektórzy blogerzy żyją z blogów, dzięki zamieszczanym na nich reklamom. Najczęściej podliczaną blogerką w Polsce jest Kasia Tusk. Według tabloidów, jej blog Make Life Easier (Uczyń swoje życie łatwiejszym) przynosi autorce 18 tys. zł miesięcznie, ale blogerzy szacują, że jest to kwota na-

wet dwa razy większa. Blog Kasi Tusk jest lifestylowy. Sporo w nim mody, gotowania i zakupów. Według gazety „Polska The Times”, dwa lata po tym, jak z nim wystartowała, jej nazwisko stało się marką, a ona sama znalazła się w setce najbardziej wpływowych ludzi w Polsce. „Córka premiera Donalda Tuska dla rzesz młodych dziewcząt jest autorytetem, jeśli chodzi o modę i styl życia. Czytelniczki uwielbiają ją i piszą peany na jej cześć w komentarzach na blogu. Niektóre wprost przyznają, że stały się uzależnione od zaglądania na jej bloga – robią to po kilka razy dziennie”.

Dzielą się emocjami Lifestylowy jest też charakter bloga 17-letniej Karoliny Wojciechowskiej z Niewieścia koło Pruszcza. Prowadzi go od grudnia 2010 roku. Jak mówi, żeby podzielić się z innymi swoimi emocjami. - Często do wpisów dodaję cytaty, które gdzieś przeczytałam, spodobały mi się i miały jakiś, chociażby ukryty, przekaz. Dodaję też ważne dla mnie zdjęcia i opisuję emocje z nimi związane – uściśla Karolina. Znajomi zaglądają na jej bloga. - Są dobrze nastawieni. Wystawiają

mi wiele pozytywnych komentarzy, a jeśli coś się nie spodoba, potrafią to powiedzieć. Wielu z nich też prowadzi bloga, głównie zdjęciowego, jak mój. Zdjęciowego bloga ma też Kinga Willim, znana z organizacji Świeckich Spacerów Fotograficznych. - Jako blog fotograficzny funkcjonuje od około dwóch lat – uzupełnia. - Pewnego dnia postanowiłam po prostu podzielić się wiedzą, odkryciami; na przykład, jakie możliwości dają stare obiektywy przymocowane do lustrzanki cyfrowej; a także własnymi pracami z internetową społecznością. Bloga w różnej formie prowadziłam od sześciu lat, ale fotografia zaczęła zajmować bardzo ważne miejsce w moim życiu, więc to naturalna kolej rzeczy, że strona przekształciła się także w fotograficzną. Do tego zaczęły pojawiać się pytania, gdzie można moje zdjęcia zobaczyć.

Możliwość przedstawienia własnej opinii jest głównym czynnikiem skłaniającym do pisania bloga. Osobiste podejście jest też cenione przez czytelników. Ponad połowa z nich nie wymaga od blogerów obiektywności.

Uznanie na tym gruncie zdobyła m.in. Kataryna, polska komentatorka polityczna, sympatyzująca z prawicą. Jej tożsamość była przez lata przedmiotem dociekań i spekulacji internautów, dziennikarzy oraz polityków. Kataryna pilnie strzegła swoich danych – właśnie po to, żeby nie narazić się na naciski z powodu swoich kontrowersyjnych opinii. Gdy w 2009 roku ujawnił je „Dziennik Polska-Europa-Świat”, pozwała go za to do sądu. Proces wzbudził ogromne zainteresowanie, bo gazeta nie podała wprost danych blogerki („To pochodząca z Rzeszowa 38-latka, znana i szanowana w środowisku organizacji pozarządowych”). Sąd nie rozstrzygnął tej sprawy, zostawił ugodę w rękach Kataryny i wydawcy. Są też blogerzy, którzy budzą emocje na całym świecie, jak Paul Zachary „PZ” Myers, który prowadzi bloga Pharyngula. W 2006 roku czasopismo „Nature” uznało go za jeden z pięciu najlepszych blogów pisanych przez naukowców. Blog zyskał popularność i uznanie dzięki sarkastycznemu stylowi i dyskusyjnym poglądom autora. AGNIESZKA ROMANOWICZ

terazswiecie@oksir.eu

Chcą dyskutować W odpowiedzi na potrzeby ludzi, w tym wypadku pacjentów, powstał też blog Marcina Szulwińskiego, prezesa Grupy Nowy Szpital, do której należy m.in. szpital w Świeciu. Szulwiński prowadzi bloga na branżowym portalu Medexpress.

„Krzyk z bandaża” - to zdjęcie Kingi Willim ma pokazać emocje ludzi będących w pewnego rodzaju odosobnieniu FOT. KINGA WILLIM


reklama

www.oksir.eu

STS SOMAR

grudzień 2013

19


20

historia

grudzień 2013

www.oksir.eu

Waleczni jak Wardzińscy Druga wojna światowa odcisnęła swoje piętno niemal na każdej polskiej rodzinie. Nie inaczej było z rodziną Wardzińskich z Korytowa koło Bukowca. Aż czterech z sześciu braci służyło w wojsku polskim, a potem w angielskim. Franciszka pochowano na cmentarzu we Francji, wspólnie z żołnierzami francuskimi i niemieckimi. W 1963 roku szczątki Polaków ekshumowano i przeniesiono na nowe miejsce na cmentarzu w Auberive sur Suippes, gdzie spoczywa kilkuset polskich żołnierzy poległych na obydwu wojnach światowych.

Erazm, czyli Eric

Po lewej Henryk, a po prawej Zygmunt Wardziński. Na zdjęciu obok Franciszek Wardziński, który zginąłw 1940 roku we Francji FOT. ARCHIWUM HENRYKA WARDZIŃ SKIEGO

N

ajstarszym z braci był Witold, który nie zdecydował się na opuszczenie rodzinnego domu i pozostał przy matce opiekując się nią aż do końca wojny. Także Edward, nie podjął służby wojskowej i ostatecznie wyemigrował do Australii. Pozostali czterej – Franciszek, Erazm, Henryk i Zygmuntzaciągnęli się do wojska, aby walczyć z Niemcami. Przedstawiamy sylwetki dwóch pierwszych z nich. O burzliwych losach dwóch kolejnych w następnym numerze.

Śmierć we Francji Latem 1939 roku Franciszek służył w stopniu sierżanta w Szkole Podchorążych w Grudziądzu. Tuż przed wybuchem wojny odbywał ze swoją jednostką manewry, jednak wraz z oddziałem musiał powrócić do Poznania i został oddelegowany do 62. pułku piechoty z Bydgoszczy. Stamtąd skierowano go do Przemyśla, gdzie tworzono, jak wspomina jego brat Henryk, specjalny oddział mający być zaczątkiem nowego pułku. Nic z tego nie wyszło, a Franciszek po

obronie Warszawy, jako jeniec wojenny, trafił do Poznania. Zwolniony z obozu uciekł do Francji. Podczas kampanii francuskiej walczył pod dowództwem generała Ducha, a bezpośrednio pod rozkazami pułkownika W. Ziętkiewicza w dywizji grenadierów. Jego jednostka poniosła ogromne straty osobowe, wynoszące aż 40 procent, a sam Franciszek zginął 18 czerwca, tuż przed ogłoszeniem kapitulacji Francji. Za męstwo został odznaczony Virtuti Militari oraz francuskim Croix de Guerre.

Drugim z walecznych braci był Erazm, czyli Eric dla Anglików. Służył w lotnictwie w stopniu porucznika. W Polsce ukończył pierwszy rok szkoły lotniczej w Dęblinie, jednak nie mógł kontynuować nauki z powodu wybuchu wojny. Korzystając z możliwości i pomocy brata Franciszka uciekł do Francji, a następnie do Anglii, gdzie skierowano go do RAF, czyli Królewskich Sił Powietrznych. Kiedy utworzono polskie dywizjony lotnicze, Erazm trafił najpierw w styczniu 1941 roku do polskiej szkoły instruktorów lotnictwa (jednym z kolegów – uczniów Erica był angielski pilot, który w bardzo krótkim czasie, bo po 20 latach służby został marszałkiem lotnictwa), aby później walczyć, chociaż krótko (sierpień wrzesień 1941), w słynnym Dywi-

zjonie 303. Potem także służył w polskich dywizjonach 302, 306 i 308. Brał udział w słynnej bitwie o Anglię oraz nalotach na kontynent od 1945 roku. Podczas jednej z akcji został zestrzelony i przebywał w niemieckim obozie jenieckim od 20 marca do 21 kwietnia, kiedy został oswobodzony i powrócił do Anglii. Wśród licznych medali i nagród, jakie otrzymał trzeba wymienić przede wszystkim order Virtuti Militari, trzy Krzyże Walecznych, Krzyż Zasług z Mieczami oraz odznaczenia brytyjskie, w tym Air Force Medal, przyznawany za czyn lub czyny męstwa w trakcie lotu, jednak nie związane bezpośrednio z walką, a także holenderskie. Po zakończeniu wojny Erazm Wardziński pracował jako jeden z pilotów Red Arrows, grupy lotnictwa akrobatycznego. Był również osobą odpowiedzialną za kontakty przedstawicieli firm angielskich z radzieckimi przedsiębiorstwami, ponieważ znał biegle rosyjski i dysponował własnym biurem w Moskwie. PRZEMYSŁAW KRZYŻANOWSKI terazswiecie@oksir.eu

Ciąg dalszy w następnym numerze „Teraz Świecie”.

Reklama

Skorzystaj bezpłatnie z PSZOK-u! Gdzie pozbyć się bezpłatnie zbędnego sprzętu AGD i RTV lub starych mebli? Wystarczy przywieźć je do Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych przy składowisku w Sulnówku. Mieszkańcy gminy Świecie mogą z niego korzystać bezpłatnie. W punkcie można zostawić odpady, których nie wolno wrzucać do pojemników, znajdujących się przed naszymi domami: - odpady wielkogabarytowe (np. meble, okna, drzwi); - zużyty sprzęt elektroniczny i elektryczny; - zużyte baterie i akumulatory; - zużyte świetlówki i żarówki energooszczędne; - zużyte tonery, płyty CD i DVD; - farby; - przeterminowane lekarstwa, chemikalia, detergenty; - gruz po remontach (bezpłatnie - do 2 m3 rocznie na jedną posesję); - odpady zielone. W PSZOK-u w Sulnówku znajdują się też pojemniki na makulaturę, szkło i plastik. Można w nich zostawić posegregowane odpady, gdy w domu np. zabrakło nam odpowiednich worków. Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych przy składowisku w Sulnówku czynny jest we wtorki w godz. 7.30-17.00 i w soboty w godz. 7.30-12.00.

OFERUJEMY:

• artykuły elektryczne • oświetlenie • automatyka • pneumatyka • art. na indywidualne zamówienie

HURT-DETAL Korzystne rabaty! ul. Skłodowskiej-Curie 1E, 86-100 Świecie (vis a vis ENEA) tel. 692 489 834 | e-mail: epelektro@vp.pl


felietony

www.oksir.eu

brudzić broń Boże, oraz żeby nikt nie zauważył, że tu jestem”.

Kątem oka

Sportowcy MAŁGORZATA BRANDT

P

rzyznam, że lubię zasiąść przed telewizorem i poemocjonować się, gdy walczą nasi, a jeśli nasi odpadają w przedbiegach, to znajduję sobie ekipę, której kibicuję. Kiedyś skutecznym lekiem na zimową nudę był Adam Małysz – mały, niepozorny, skromny człowiek, ale za to z jakim charakterem! Nie stroszył nażelowanych piórek, nie prężył muskułów z coraz to nowymi tatuażami (zresztą, gdyby nawet, to pod kombinezonem i kaskiem

trudno byłoby je dostrzec), po prostu robił swoje – zjadał bułkę z bananem, oddawał dwa dobre skoki i pokazywał z uśmiechem, co potrafi! Tak było onegdaj. Teraz w moich kręgach popularna jest siatkówka, ale jakoś do siatkówki mi dalej. Piłka nożna owszem, ale nie w polskim wydaniu, bo w większości zawodnicy sprawiają wrażenie jakby grali „po robocie”, a sytuacje boiskowe mogłyby posłużyć jako lekcja poglądowa na temat „Jak grać, żeby się nie spocić i nie po-

Pesel 85

Meteopatia SZYMON WACŁAWIK

N

o tak. Dzień coraz krótszy, a poranki zimne, mokre i mgliste. Ilość samobójstw wzrasta. Znaczy, że już listopad, miesiąc (ponoć) najmniej lubiany ze wszystkich. Właściwie nie ma się czemu dziwić, człowiek budzi się rano, a dookoła ciemno, wraca do domu, jeszcze ciemniej. Pogoda za oknem zgniła i żadnej perspektywy poprawy przez najbliższych kilka miesięcy. Na domiar złego do świąt jeszcze kawał czasu, a po drodze nic, co mogłoby choć na chwilę poprawić nastrój. Nie to co maj! O, to jest dopiero! Maj – preludium do lata, ciepło lecz nie skwarnie, zieleń soczysta, niebo błękitne, słońcu coraz mniej spieszy się z zajściem za horyzont. I ludzie dookoła jacyś bardziej uśmiechnięci, chętniej wychodzą z domów. No i poczucie że niebawem wakacje, urlopy, odpoczynek...

Z

astanawiałem się ostatnio jak to jest, że przy okazji obchodów 11 listopada zwykle dochodzi do jakichś nieprzyjemnych incydentów, zaś w okresie „tryptyku” majowego zdecydowanie rzadziej lub wcale. Otóż doszedłem do banalnie

prostej odpowiedzi – winę za tę sytuację ponosi pogoda! Weźmy przykład tegoroczny – w maju w Warszawie odbywały się równolegle trzy pochody, każdy z nich miał swój kontrpochód, udało się w ten sposób ściągnąć wszystkich: anarchistów, kiboli, lewicę, liberałów, nacjonalistów, prawicę, zadymiarzy i związkowców (według kolejności alfabetycznej) i nie wydarzyło się zupełnie nic. Wszyscy wykrzyczeli swoje hasła, pogrozili przeciwnikom, po czym grzecznie się spakowali i pobiegli... pewnie na grilla lub pakować się na majówkę albo po prostu wyjść ze znajomymi na piwo, bo pogoda temu sprzyjała. Za to rocznica listopadowa, cóż, tu sprawa się już mocno komplikuje. Ilość i przekrój wydarzeń właściwie dość zbliżony, grupy uczestników w zasadzie te same, a skutki, niestety opłakane. Jedynym elementem, który odróżnia te dwa okresy, to pora roku, a co za tym idzie, warunki atmosferyczne. Gdy tylko doznałem tego olśnienia, od razu doszedłem do kilku interesujących wniosków. Przede wszystkim sama idea zbierania się wszystkich tych ludzi w tym samym miejscu i czasie nie służy na pewno patriotyzmowi

C

o prawda nie w szczegółach, ale jednak pamiętam stare, dobre czasy polskiej reprezentacji narodowej. W związku z czym, póki co, wolę programy o UFO, bo łatwiej mi uwierzyć w istnienie twarzy na Marsie, niż w to, że nowy trener Nawałka zahipnotyzuje „chłopaków” i sprawi, że się wszystkim równo zechce ścierać korki na wspólny sukces, a do tego efektywnie i efektownie. Chociaż… po konkretnej nawałnicy wychodzi czasem słońce. Się okaże. Nowy trener na starcie ma gorzej, bo w porównaniu z poprzednikiem zarabia „grosze”, no ale prezes obiecał, że jak się zasłuży, to z portfela uśmiechać się będą gęściej Władysław Jagiełło i Zygmunt I Stary. Tak więc motywacja jest, przynajmniej u trenera! Na marginesie – nie pojmuję tych piłkarskich stawek, jakaś kompletna aberracja! Naukowcy proszą o do-

lecz chęci ogrzania się w stadzie, ciałko przy ciałku, a jeśli na dodatek wspólnie pomaszerują – ba! - nawet potruchtają to szanse rozgrzania wzrastają dwukrotnie! Te szeroko omawiane kominiarki – no przepraszam, jest zimno, deszcz zacina, wiatr zawiewa, a główkę trzeba chronić przed wyziębieniem, no wyobrażacie sobie Państwo coś takiego w maju?! Przecież można by się ugotować, natomiast jesienią wydaje się być to całkiem naturalne.

P

odpalenie tęczy, to nic innego jak oznaka troski i dbałości o bliźniego. Na placu byli ludzie szczelnie opatuleni szalikami, widać było, że im zimno, więc w centralnym punkcie należało rozpalić ogień, żeby w spokoju móc przy nim rozgrzać zesztywniałe dłonie. Idąc dalej tropem ognia – całe to zamieszanie z rosyjską ambasadą również jest wytłumaczalne, rzucanie rac miało być swoistym nawiązaniem do mitu o Prometeuszu, zwykła chęć podarowania ognia bliskiemu sąsiadowi, aby i on mógł przygotować się na nadchodzącą zimę. Okupacja „lewackiego squatu”, to tylko mylna interpretacja, prawdziwą intencją była chęć schronienia się przed nadchodzącym deszczem. Mieszkańcy najzwyczajniej źle odczytali zamiary tłumu przed wejściem, a młodzież próbująca wedrzeć się do środka była bardzo dobrze ułożona i wiedziała, że w gości nie wolno iść z „pustymi rękami”. Dlatego każdy z nich w dłoni dzierżył cegłę, którą mieszkańcy mogliby wykorzystać przy nadchodzącym remoncie. Oczywiście znaleźli się i tacy, którzy w ogóle nie dostrzegli tej fali dobra i ciepła płynącej ze stro-

grudzień 2013

tacje na badania dla dobra ludzkości, a piłkarz (oczywiście dobry) wyskoczy na boisko, wykona dwie skuteczne kiwki, do tego wystąpi trzy razy w reklamie i już liczy zera na koncie. Czesław Niemen miał rację – dziwny jest ten świat.

21

zruszył mnie ostatnio Władysław Kozakiewicz, kiedy to wspominał w TV, ze łzami w oczach, swój występ na olimpiadzie w Moskwie w 1980 roku. Pośród gwizdów nieprzychylnej mu publiczności, na przekór wszystkim, którzy źle mu życzyli, czując na plecach oddech radzieckich zawodników skoczył i… pokazał… do czego służy tyczka! Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że zademonstrował za przeproszeniem tzw. „wała” i obraził ZSRR. Już sobie wyobrażam miny radzieckich dygnitarzy. Były nawet zakusy czerwonych przyjaciół, żeby odebrać Kozakiewiczowi zasłużony medal, unieważnić rekord świata i zdyskwalifikować dożywotnio sportowca, ale na szczęście

polskie władze wykombinowały usprawiedliwienie, że to niby taki skurcz ręki spowodowany przesileniem. Oczywiście poniósł za to karę w postaci wyludnionych trybun, gdy wręczano mu medal w Moskwie, ale przynajmniej melodia Mazurka Dąbrowskiego niosła się większym echem. To ona była największą nagrodą. Kar było jednak więcej, rodzimy klub nawet nie podziękował mu za sukces, jakieś komisje dyscyplinarne, zakaz wyjazdów, aż w końcu, za bezdyskusyjne zasługi dla polskiego sportu musiał kraj opuścić i wyemigrować do Niemiec. W Polsce uznano go za to za zdrajcę. A wszystko przez jeden symboliczny gest. Gest, który wywołał radochę u większości Polaków oglądających wtedy to wydarzenie w telewizorach i był pewnie bardziej znaczący niż rekord świata. Ech, gdyby takiego zadziora mieli dziś wszyscy polscy sportowcy, to pewnie zmiany na stanowisku trenera reprezentacji byłyby zbędne.

ny młodzieży w kominiarkach i zinterpretowali ją zupełnie na opak. Na domiar złego, próbują teraz jeszcze ich za to ukarać, ale ich mylne postrzeganie wydarzeń to również wina pogody, a konkretnie listopadowego przemęcze-

nia, braku słońca, jesiennej chandry i narastającej frustracji. No to chyba wiemy już na czym stoimy – ten efekt cieplarniany i globalne ocieplenie wcale nie muszą być takie złe, kto wie... może potrzebujemy ich bardziej niż myślimy?

W

Reklama

GRAWEROWANIE I CIĘCIE LASEREM

Studio M&M GRAPHIC ul. Klasztorna 16 86-100 Świecie tel./fax 52 332 46 90

www.mmgraphic.pl


22

bez retuszu

grudzień 2013

www.oksir.eu

Główna cecha mojego charakteru: pozytywne nastawienie do wszystkich i wszystkiego

Kim lub czym chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: prezenterem radiowym lub wokalistą

Cechy, których szukam u kobiety: skromność

Kiedy kłamię: staram się nie kłamać, chociaż to nie zawsze się opłaca

Cechy, których szukam u mężczyzny: szczerość Co cenię najbardziej u przyjaciół: lojalność Moja główna wada: gadulstwo Moje ulubione zajęcie: granie na imprezach w klubach jako didżej, praca w szkole, gotowanie dla rodziny Moje marzenie o szczęściu: zdrowe i szczęśliwe dzieci Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: śmierć najbliższych Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: choroba i cierpienie bliskich

Słowa, których nadużywam: z takim małym zaproszeniem Ulubieni bohaterowie literaccy: najbardziej utkwił mi w pamięci Andrzej Kmicic z „Potopu” Ulubieni bohaterowie życia codziennego: Justyna Kowalczyk Czego nie cierpię ponad wszystko: zazdrości, głupoty i zawiści

Waldemar Konieczka, nauczyciel wychowania fizycznego w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Ś wieciu, przez młodzież znany również jako DJ Horse, który potrafi rozkręcić każdą imprezę. Prywatnie przykładny mąż i ojciec trójki dzieci.

Moja dewiza: iść do przodu, nie oglądać się za siebie Dar natury, który chciałbym posiadać: mądrość oraz parę centymetrów więcej w górę i parę centymetrów mniej w pasie Jak chciałbym umrzeć: szybko i bezboleśnie

Reklama

FOT. ARIEL STAWSKI

Kwestionariusz Prousta, czyli sami o sobie

Obecny stan mojego umysłu: szczęście i spokój Błędy, które najłatwiej wybaczam: do tej pory wszystkie NOTOWAŁ ARIEL STAWSKI

Kwestionariusz Prousta to rodzaj zabawy towarzyskiej, popularnej w salonach mieszczan i arystokracji od drugiej połowy XIX wieku. Wbrew nazwie, nie wymyślił go francuski pisarz Marcel Proust (1871 – 1922). W młodości był tylko jednym z „przepytywanych”. To jednak wystarczyło, by z czasem, gdy stał się sławny, kwestionariuszowi nadano jego nazwisko. Pozornie błahe pytania stanowią jeden z pierwszych testów osobowości, pozwalających poznać m.in. upodobania, zainteresowania i marzenia drugiego człowieka.


recenzje

www.oksir.eu

ANDRZEJ BARTNIAK

grudzień 2013

MARIUSZ HEINRICH

Muzyka

TOMASZ KARPIŃSKI

Film

Książki

Powrót do lat 80.

Zakręcony Napoleon

Julia z tego świata

The Killers, „Hot Fuss”, Lizard King Records 2004

„Napoleon Wybuchowiec”, reż. Jared Hess, USA 2004

Julia Hartwig, „Zapisane”, Wydawnictwo a5, Kraków 2013, s. 48

N

ie znam drugiego amerykańskiego zespołu, który ma tak brytyjskie brzmienie jak The Killers. W muzyce grupy, założonej w 2002 r. w Las Vegas, wyraźnie słyszalna jest fascynacja takimi kapelami jak: Duran Duran, New Order, The Cure czy The Smiths. Jeśli ktoś lubi te klimaty debiutancka płyta Amerykanów niemal na pewno przypadnie mu do gustu, podobnie jak sześciu milionom osób, które już ją kupiły. „Hot Fuss” to 11 wyjątkowo melodyjnych kawałków okraszonych archaicznym gitarowo-syntezatorowym klimatem lat 80. Wprawdzie wielu tego próbuje, ale tylko nielicznym udaje się stworzyć tak dobrą mieszankę rocka i tanecznego popu w najlepszym stylu. Największym przebojem na płycie okazała się piosenka „Somebody Told Me”. Jej refren porywa i zapada w pamięci jak mało który. Młodzieńczą energią wręcz kipią też „Jenny Was A Friend of Mine” czy „Mr Brightside”. Płytę polecam jako antidotum na jesienną chandrę.

Syntezatorowy punk Siekiera, „Nowa Aleksandria”, Tonpress KAW 1986

G

dy w 1986 r. ukazała się „Nowa Aleksandria” spora cześć fanów zespołu poczuła się zdradzona. Nie mogli zrozumieć jakim cudem czołowa polska kapela punkowa może wykorzystywać instrumenty klawiszowe? Stara Siekiera, której trzon stanowili Tomasz Adamski i Tomasz Budzyński, późniejszy założyciel Armii, przez pierwsze lata działalności prezentowała agresywną odmianę punk rocka. Jednak nawet wtedy nie do końca pasowali do schematu. Zwłaszcza Adamski, który był łysy i nosił długą brodę. Ale prawdziwy wyraz buntu stanowiła dopiero „Nowa Aleksandria”, nagrana już bez Budzyńskiego. Adamski zaskoczył wszystkich nie tylko zupełnie innymi, dość tajemniczymi tekstami, nawiązującymi do poezji spod znaku Baudelaire'a i Rimbaud, ale przede wszystkim muzyką. Transowy rytm, dużo elektroniki, tworzącej intrygujące, chłodne tło i melodie zupełnie nie pasowały do punkowej estetyki. Nikt wcześniej ani później nie grał w Polsce w ten sposób. Płyta stanowi doskonałą całość. Prawdziwą perłą w koronie jest piosenka tytułowa. Niewielu polskich wykonawców może pochwalić się tym, że kapele na całym świecie grają ich covery. Tymczasem „Nową Aleksandrę” można znaleźć na YouTube w wersji francuskiej, hiszpańskiej, a nawet japońskiej.

TOP 3

HITY LISTOPADA

W

yobraź sobie, że jesteś na środku oceanu otoczony przez małe koniki morskie – radzi jedna z bohaterek podczas robienia zdjęcia. Fotografuje wujka Rico. Jej na imię Deb. Deb to nieśmiała nastolatka, koleżanka Napoleona. Napoleon natomiast na nieśmiałego nie wygląda z tymi wciąż jakby na oścież otwartymi ustami, w okularach, z niecodzienną fryzurą i pretensjami do świata. Do galerii postaci dołącza brat Napoleona Kip. Są też babcia i wspominany wujek Rico. „Wybuchowiec” oferuje bardzo oryginalny humor, taki niemal nieobecny. Wszyscy jacyś spowolnieni i wyabstrahowani. Owszem – na pewno amerykańskie realia różnią się od polskiego podwórka, jednak nie tak chyba należy specyfikę filmu tłumaczyć. Przyznam, że „Napoleon” (sklasyfikowany w końcu jako komedia) na początku mnie znużył, do momentu, w którym zdałem sobie sprawę, że chcę wiedzieć, co będzie dalej. I tak, na przykład w 63 minucie dochodzi do przyjazdu oczekiwanej przez Kipa, a poznanej w sieci dziewczyny. Dziewczyna wysiada z autobusu. Ma około 2 metrów wzrostu, a film kończy się zabawną sceną ślubu tych dwojga. „Napoleon Wybuchowiec” wart jest uwagi nie tylko ze względu na klimat, ale przede wszystkim z powodu swej fantazji.

Stan nieważkości „Grawitacja”, reż. Alfonso Cuarón, USA/Wlk. Brytania 2013

N

ie planowałem obejrzenia tego dramatu science fiction. Jakoś mnie nie zachęcały ani plakat, ani też udział Sandry Bullock i George'a Clooneya. Sama tematyka także wydała mi się nazbyt obca, mimo sympatii dla gatunku. Nieoczekiwanie jednak dałem się ponieść obrazowi Alfonso Cuaróna. Treść kameralnego, kosmicznego story naprawdę może urzec i wzruszyć. Stan nieważkości, dojmująca cisza, ekstremalne wahania temperatur i mrok to sceneria dla aktorskich popisów duetu Bullock/Clooney. Chciałoby się napisać: jakie oni tak naprawdę mieli możliwości, skoro grali jakby „w tle” znakomitego technicznie widowiska? Diabeł jak zawsze tkwi w detalu, a oszczędność w środkach wyrazu aktorów to cnota – nic nowego pod słońcem. Nie zdradzając fabuły, mogę spokojnie powiedzieć, że jeżeli nie satysfakcja, to jakiś lekki stan nieważkości czeka Państwa po seansie na pewno.

KSIĄŻKI 1. „Wiedźmin. Sezon burz”, Andrzej Sapkowski, Wyd. Supernowa 2. „Inferno”, Dan Brown, Wyd. Sonia Draga 3. „Smoleńsk”, Teresa Torańska, Wyd. Wielka Litera

FILM 1. „Mój biegun”, reż. Marcin Głowacki, Polska 2. „Ratujmy Mikołaja!”, reż. Leon Joosen, Aaron Seelman, Wlk. Brytania 3. „Ida”, reż. Paweł Pawlikowski, Polska/Dania

Dane na podstawie listopadowej sprzedaży w księgarni Matras w Świeciu.

Dane na podstawie listopadowej sprzedaży biletów w kinie Wrzos w Świeciu.

23

N

owy tomik Julii Hartwig ukazał się w jej 92 urodzin y. Zacny wiek! Zacne pióro! O czym jest? Odpowiedź znajduje się już w pierwszych wersach wiersza, który otwiera wydawnictwo: TO CO PRZEŻYLIŚMY RAZEM/ niezapisane / wspomnienia więdną / jak nieuprawiany ogród (…). Czas i jego nieuchwytność, ulotność – z jednej strony. Świadomość swojego przemijania – z drugiej. Tu nie będzie ostrych słów. Krew się nie poleje. Wszystko podane jest w bardzo ciepły i łagodny sposób. Kursywą zapisuje Hartwig zdania, które „wiercą jej dziurę w brzuchu”. (…) że ze sprzeczności wynika to co wieczne pisze w wierszu na stronie 9. Filozoficzne uchwycenie paradoksu, poparte w dalszej części słowami Pascala, wskazuje, dokąd poetka zmierza i w która stronę patrzy. Komu powierzyć niepokoje / te dni liczone już do końca (…) – potwierdza to w wierszu „Radości”. „Szanowanie ukrytego ładu istnienia” to myśl przewodnia w tym tomiku. Trąci Leibnizem, ale jakże jest wymowna! I sprowadza nas znów do przemijania i godzenia się z nim. Jeden z moich znajomych, po przeczytaniu tomiku, powiedział, że im Hartwig jest starsza, tym pisze krótsze i „słabsze” wiersze. Nie zgadzam się z nim! Poetka jest świadoma swojego wieku i tego, że czasu jej wiele nie zostało. Po przeczytaniu tomiku odnoszę wrażenie, że Hartwig powoli, bardzo łagodnie, żegna się z nami. Dlatego kochajmy ją, póki z nami jest!

Mistrzowskie tragedie William Shakespeare, „Tragedie i kroniki”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013, s. 1584

W

ubiegłym roku ukazały się „Komedie”. Teraz na półki księgarń trafił drugi, ogromny tom dzieł Williama Shakespeare’a. W części poświęconej tragediom znajdziemy najsłynniejsze utwory, m.in.: „Romea i Julię”, „Ham-leta”, „Makbeta” czy „Otella”. Kroniki zawierają natomiast takie dzieła jak: „Henryk IV część 1 i 2”, „Henryk V” i „Król Ryszard III”. Oczywiście – jak to było za pierwszym razem – w tłumaczeniu niezrównanego mistrza Stanisława Barańczaka. I jego właśnie osoba sprawia, że polski przekład jest fantastyczny. W książce przeczytamy o Barańczaku: Nieprawdopodobny talent rymotwórczy, dla którego nie ma opcji niemożliwych, wirtuoz panujący nad językiem i wersyfikacją jak nikt przed nim ani po nim, jednocześnie obdarzony słuchem metafizycznym i fantastycznym poczuciem humoru. I w pełni się z tym zgadzam. W „Tragediach i kronikach” nie znajdziemy przypisów, tak popularnych dziś faksymiliów czy zdjęć. Jest tylko treść dzieł, która – od strony graficznej – podana jest bardzo klarownie. Czyta się je – mimo tego, że tom ma ponad 1500 stron – jednym tchem.


24

grudzień 2013

reklama

www.oksir.eu

Grudzien 2013  

Bezpłatny miesięcznik społeczno-kulturalny „Teraz Świecie”, wydawany przez Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Świeciu, ukazuje się od lis...

Advertisement