Issuu on Google+

BIULETYN AMBASADY RP W SANTIAGO

1


Poeci chwili „Za gwiazdami, za gwiazdą” – lapidarność japońskiej poezji haiku pozostaje dla mnie czymś niezwykłym, bo z jednej strony pięknym, a z drugiej nieodgadnionym. Te króciutkie wiersze, często więcej mówią o nas i naszym przeżywaniu świata, niż niekończące się retoryczne wywody. Bo w końcu nasze życie składa się z chwil, tych dobrych i tych złych. Chwil, które często ważą o naszym życiu i losie. Często nawet nieuświadomionych przez nas samych. Jest też w tej technice poetyckiej mnóstwo światła, ciepła, a jednocześnie pokory, skromności i dystansu do świata. Znawca tej poezji Reginald Horace Blyth pisał o niej, że „jest to skinięcie, półotwarcie drzwi, wytarcie lustra do czysta”. Myślę o takich chwilach gdy patrzę na skrzące się słońcem jezioro Llanquihue, mieniący się każdym odcieniem błękitu lodowiec nad laguną San Rafael czy spadające gwiazdy w Valle del Elqui. Na ciemniejące ulice starego Santiago, czy purpurowy i nienasycony zachód słońca nad miastem. Jest w tych wierszach mnóstwo spokoju, na którego deficyt tak narzekamy w dzisiejszych czasach. Spokój będzie nam potrzebny zawsze, a szczególnie podczas zbliżających się świąt Bożego Narodzenia i w Nowym Roku. Życzę Państwu żeby był z Wami jak najczęściej. „Przełom roku: W kościele trzymanie świec Oświetlających nasze oddechy” *w tekście wykorzystałam haiku L.A. Davidsona Nicholasa Virgilio, w tłumaczeniu Czesława Miłosza.

i

Aleksandra Piątkowska Ambasador RP w Chile

Ambasada RP w Santiago

2


Na zdjęciu na okładce chilijska Polonia przed kościołem w dzielnicy Bellavista w Santiago, w roku 1964. Autor zdjęcia nieznany.

SPIS TREŚCI

WYDAWCA

4. Polskie fascynacje Pablo Domeyki

Ambasada RP w Santiago

12. Pocztówka z historii 14. Zwyczajne Boże Narodzenie 22. Chilemonos o polskiej animacji 28. Chilijski GROM z jasnego nieba 32. Vidal, Lewandowski i kto jeszcze? 36. Wiedźmin bliżej Santiago 38. Polskie piwo pod chilijskim niebem 40. Chilijskie media o Polsce i Polakach 42. Borkowski, O’Higgins - braterstwo broni 44. Zapomniane wzgórza Valparaiso 46. Kobiety mają głos 50. Szkatułki Potockiego 52. Witamy na końcu świata

Redakcja Jacek Piątkowski (redakcja, teksty, layout) jacek.piatkowski@msz.gov.pl Monika Trętowska (teksty) monika.tretowska@gmail.com Mariusz Michalak (zdjęcia) michalak.mariusz@gmail.com Anita Dzieciątkowska, Franciszek Sidor, Monika Trętowska (tłumaczenia) santiago.amb.sekretariat@msz.gov.pl santiago.msz.gov.pl +56 22 204 12 13

3


MOJE PONOWNE SPOTKANIE Z POLSKĄ PABLO DOMEYKO PERÈZ

Pablo Domeyko Perez, prawnuk Ignacego Domeyki, polskiego geologa, mineraloga, inżyniera górnictwa, reformatora chilijskiego szkolnictwa wyższego. Pablo studiował budownictwo na Pontificio Universidad Catolica de Chile w Santiago. Był stypendystą rządu francuskiego. Inżynierem w Empresa Nacional de Electricidad, współtwórcą wielu projektów z zakresu hydroenergetyki w Chile. Pracował również przy rekonstrukcji budynków zniszczonych przez trzęsienia ziemi w latach 1985-2010. Od 1969 r. jest żonaty z Carmen Luisą Letelier Valdes, śpiewaczką operową, muzykiem, nauczycielem muzyki na Universidad de Chile, nagrodzoną Premio Nacional de Arte. Mają pięcioro dzieci i 19 wnucząt.

Ambasada RP w Santiago

4


5


P

od koniec kwietnia tego roku odwiedził nas ojciec Marcin Schmidt, ksiądz, którego poznaliśmy kilka miesięcy wcześniej w domu Ignacego Domeyki. Ojciec Marcin towarzyszył grupie uczniów z gimnazjum numer 77 imienia Ignacego Domeyki w Warszawie. Jeździli po Chile i realizowali projekt pod tytułem “Skarb Domeyki”. Po długiej konwersacji zostaliśmy zaproszeni do Polski. Ksiądz powiedział: “To postanowione, za 10 dni wyjeżdżamy. Ruszamy 17 maja. Jedziemy najpierw do Rzymu, a później do Polski. Jesteście naszymi gośćmi.” Miłość, zainteresowanie i podziw dla Polski czułem od małego i kultywowałem przez całe moje życie. Podziw dla Polski romantycznej z czasów Ignacego Domeyki i dla obecnej Polski, która tak strasznie zniszczona w czasie drugiej wojny światowej i która straciła tak duży odsetek swoich mieszkańców, była w stanie odrodzić się w sensie duchowym i fizycznym. Polska sama znajduje rozwiązania dla swoich problemów. Najwyraźniej nie grozi jej kryzys wartości i niepewność , z którą zmagają się ostatnio kraje europejskie. Moim zdaniem jest to kraj godny podziwu i powinien być przykładem dla innych.

Chilijskie i polskie flagi Gdy myślę o Polsce, myślę o moim ojcu Kazimierzu, o ciotce Anicie Domeyko i o innych ciotkach i wujach. Tylko ciotka Anita miała możliwość pojechania do Polski, reszta rodziny ze względu na trudny moment historyczny nie miała takiej okazji. Byli jednak świadomi swojej tradycji i wartości etycznych, które kultywowali tutaj w Chile, będąc zarazem wspaniałymi Chilijczykami. Ojciec Marcin był jak anioł Rafael dla Tobiasza. Nieoceniony przewodnik i towarzysz, czujny, szybki, wszystko miał dopracowane z najmniejszymi detalami. Był zawsze wesoły, odporny na nerwowość innych i komplikacje. Miał obliczony co do minuty czas przed odjazdem pociągów, konferencjami i wycieczkami do muzeów. Znał dokładnie wszystkie miejsca, w których byliśmy i odpowiednie osoby, które nas przyjęły w sposób niesamowicie ciepły i szczodry. Ci, którzy nie byli w Polsce, nie wiedzą, co oznacza ciepło i przyjaźń jakie oferują swoim gościom Polacy. Tego wszystkiego zaznaliśmy między innymi od

Ambasada RP w Santiago

członków polskiego rządu, menedżerów kopalni KGHM i pracowników hoteli, w których mieszkaliśmy. Razem z nami podróżowało czworo reporterów z kanału telewizyjnego z La Serena. Bardzo dobrze nam się układała współpraca. José Carlos, Cristián Rivera, Jorge i Jonnann to grupa młodych, wesołych, profesjonalnych i zaangażowanych ludzi. Ich zadaniem było zrobienie reportażu dla telewizji o tym, w jaki sposób czci się pamięć o Ignacym Domeyko i również o wizycie jego prawnuka z żoną w Polsce. Mieli okazję poznać piękne polskie miasta, muzea, kościoły oraz zostali przyjęci przez ministrów, polityków, burmistrzów, rektorów uniwersyteckich oraz przedstawicieli j kultury. Z okazji naszego przyjazdu uczniowie z gimnazjum im. Ignacego Domeyki przygotowali niespodziankę. Powitali nas z wielką radością machając na lotnisku chilijskimi i polskimi flagami. Wśród uczniów byli ci, którzy wcześniej brali udział w wyprawie do Chile. To serdeczne powitanie było dla nas bardzo wzruszające.

Emocjonujące oklaski Drugiego dnia ojciec Marcin zabrał nas do Sejmu, gdzie zjedliśmy śniadanie razem z czterema ministrami, podsekretarzami i kilkoma parlamentarzystami, którzy wykazali duże zainteresowanie nami, Chile i Ignacym Domeyko. Wśród osób spotkanych był między innymi Mariusz Orion Jędrysek, sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska i główny geolog kraju. Jednak największa niespodzianka nastąpiła później. Weszliśmy na trybuny, z których publiczność może oglądać obrady Sejmu, w których to uczestniczyła większość poznanych przez nas na śniadaniu polityków. Po oddaniu honoru zmarłemu niedawno posłowi, marszałek Sejmu wygłosił krótki wykład by uczcić pamięć Ignacego Domeyki. Na koniec zaznaczył obecność jego prawnuka na sali, po czym WSZYSCY posłowie odwrócili się w naszą stronę i zaczęli klaskać. Później mogliśmy poznać salę Senatu, która była w tym czasie pusta i prawnuk Domeyki miał zaszczyt trzymać laskę marszałkowską i stuknąć nią trzy razy o ziemię, tak jak się to robi na rozpoczęcie sesji Senatu.

Warszawa po odbudowie Od roku 2002 nie byliśmy w Warszawie i teraz wydała nam się 6


Pablo Domeyko Perez z żoną Carmen Luisą Letelier Valdez w gdańskiej katedrze.

bardzo zmieniona. Nawet ludzie byli jakby inni. Miasto jest praktycznie całkiem odbudowanie, w niektórych miejscach tak bardzo zachował się styl z XIX wieku, że ma się wrażenie, że za chwilę zza rogu wyjedzie elegancka Emilia Plater na swoim koniu arabskim.

optymistami, mają wykształcenie i motywację by je zdobywać, iść do przodu, podtrzymywać zainteresowanie swoją kulturą i historią oraz kontakty ze światem.

Niesamowite są kościoły, które zostały w dużym stopniu zniszczone podczas drugiej wojny światowej, szczególnie w roku 1944, a teraz prezentują się w całej swojej okazałości. Mogły zostać odbudowane dzięki pomocy finansowej państwa oraz dzięki hojności katolików. Odpowiedzialność Polaków za ich kraj robi wielkie wrażenie. Jako osoba z zewnątrz nie widziałem żadnych napięć społecznych, chociaż takie z pewnością się pojawiają, jak w innych krajach między wyznawcami różnych religii lub zwolennikami różnych partii politycznych. Atmosfera w Polsce jest spokojna i radosna.

Odwiedziliśmy gimnazjum im. Ignacego Domeyki i spotkaliśmy tam tych samych uczniów, którzy przyjęli nas na lotnisku i których poznaliśmy podczas kręcenia filmu w Chile. Wielkie wrażenie zrobił na nas porządek i dyscyplina uczniów oraz nienagannie czyste sale. Przyjęto nas bardzo ciepło.

To była wiosna i setki dzieci ze swoimi nauczycielami chodziły po ulicach i zwiedzały zabytki i muzea. Polska odnosi się do swojej historii, kocha siebie samą i kocha tych, którzy się przyczynili do jej rozwoju, tych, którzy zginęli broniąc jej honoru i wolności. Jeszcze 70 lat temu prawie cały kraj był ruiną, wielki moskiewski brat obserwował i kontrolował wszystko. Ale Polska, ponosząc ofiary, odbudowywała swoje miasta: Warszawę, Gdańsk i Wrocław i zdobywała niezależność. Muszę powiedzieć, że bardzo nas zaskoczyła zmiana nastrojów w tym kraju, która nastąpiła od 2002 roku. Polacy są radośni, wygląda na to, że powojenna trauma została pokonana, a młodzi Polacy są

Domeyko, Chopin, Sobieski i … Domeyko

Byliśmy też w ministerstwie kultury, w muzeum Fryderyka Chopina, które wywarło na nas ogromne wrażenie. Moim zdaniem warto przyjechać do Warszawy choćby tylko po to, by zwiedzić to muzeum. Poznaliśmy też stary cmentarz na Powązkach, gdzie znajduje się grobowiec jedynej córki Ignacego Domeyko, Anny Domeyko Sotomayor. Tutaj znowu towarzyszyli nam uczniowie z gimnazjum, którzy dbają o ten grobowiec. Miałem też okazję udzielić wywiadu Arturowi Stelmasiakowi z gazety katolickiej „Niedziela”. Zostaliśmy zaproszeni na kolację do Alfredo García Castelblanco, ambasadora Chile w Polsce.

Krakowska legenda Kraków to dawna stolica Polski i przez wiele wieków centrum duchowe kraju. Miasto kojarzone głównie z osobą papieża Jana Pawła II i Wawelem. Jest tu również Kościół Mariacki, pomnik Mickiewicza, rynek, Uniwersytet Jagielloński. Legenda 7


Ambasada RP w Santiago

8


„Wygląda na to, że wróciłem z Polski kochając ją jeszcze bardziej niż wcześniej. Czuję empatię z tym niesamowitym europejskim krajem, który podtrzymuje swoje chrześcijańskie ideały oraz wielką sympatię dla jego pełnych przyjaźni mieszkańców.”

9


o smoku wawelskim przywołuje na myśl czasy założenia miasta. Pamięć o Janie Pawle II jest nadal żywy w tym mieście. W oknie na Szpitalnej, z którego przemawiał do młodzieży, jest jego obraz. To największy człowiek XX wieku, który stawił czoła tym, którzy niszczyli ludzkość wywołując wojny i konflikty miedzy ludźmi.

Wrocław – źródło kultury

Zostaliśmy zaproszeni do krakowskiej Akademii Muzycznej, gdzie powstał pomysł by zainicjować wymianę z wydziałem muzyki na Universidad de Chile. Tak aby Polacy mogli poznać lepiej muzykę chilijską. Następnie zwiedziliśmy też Uniwersytet Jagielloński, gdzie towarzyszył nam nasz wspaniały przyjaciel i profesor Zdzisław Jan Ryn. Następnie zaprowadzono nas do sanktuarium Świętego Jana Pawła II. Katolicyzm Polaków to rzeczywistość i jest kojarzony z wolnością i prawem do tego by wszyscy myśleli i wierzyli w sposób, który jest dla nich najodpowiedniejszy. Polska jest najbardziej katolickim krajem na świecie, choć nikt nikogo do niczego nie zmusza. Tutaj panuje przekonanie, że tylko dobrem można pokonać zło. I w ten właśnie sposób, bez ani jednego wystrzału udało się obalić komunizm.

We Wrocławiu oddycha się kulturą. Uniwersytet Wrocławski jest jednym z najbardziej szanowanych w Europie, jego piękne budynki odbudowane po zniszczeniach z drugiej wojny światowej są wspaniałe. I te piękne wyspy na Odrze! Mamy ochotę tu jeszcze wrócić. Tutaj znaleźliśmy nietypowy pomnik kardynałów Wyszyńskiego z Warszawy i Wojtyły z Krakowa. Na ziemi znajduje się płyta z brązu, na której napisane jest „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Jest to tytuł orędzia polskich biskupów do biskupów z Niemiec. Właśnie na poziome ziemi, zwykłego człowieka, który być może cierpiał okrucieństwa wojny, znajduje się to hasło, ten heroiczny akt skromności. Polska prosi Niemcy o przebaczenie, to przykład dla całego globu. Należy najpierw zadbać o dusze, a później o naprawianie świata. Był to początek pojednania polsko- niemieckiego po drugiej wojnie światowej i dziś widać jego efekty.

Nasza obecna pani ambasador, Aleksandra Piątkowska opowiedziała nam jak to kiedyś będąc jeszcze uczennicą, zafascynowało ją jedno z dzieł Denisa Diderota. Jego przesłaniem była niemożliwość zadowolenia się złem. Dla mnie to właśnie jest świadectwem piękna polskiego ducha.

Ambasada RP w Santiago

W mieście siedmiu wysp połączonych ze sobą odwiedziliśmy historyczny uniwersytet założony w 1702 roku, na którym studiowało aż 10 badaczy, którzy później otrzymali nagrodę Nobla w dziedzinie nauk ścisłych.

Lubin, Toruń, Ciechocinek Odwiedziliśmy siedzibę KGHM, największej europejskiej kopalni miedzi. Następnie, choć to nie było początkowo w naszych planach, odwiedziliśmy Toruń. To miasto założone w XIII wieku

10


ma obecnie 200.000 mieszkańców. Jego historia nie jest prosta, przez wiele lat było okupowane przez Niemców. Tutaj urodził się i żył Mikołaj Kopernik. Znajdziemy tu piękne kościoły, średniowieczne budynki i krzywą wieżę. Opowiadanie o miastach polskich z perspektywy turysty jest jedynie zbliżeniem się do drzwi świątyni polskiej kultury. Ma się ochotę zostać na dłużej, poznać jej historię, politykę, ludzi, sukcesy i porażki, artystów, architektów miast i kościołów. Jak do tej pory turystyka jeszcze nie pochłonęła Polski i będąc tutaj, spotyka się prawdziwych Polaków z ich prawdziwymi zwyczajami. W Toruniu zwiedziliśmy sanktuarium błogosławionego ojca Popiełuszko, kolejnej ważnej osoby w historii Polski. Zwiedziliśmy obserwatorium Astrobase, zobaczyliśmy teleskop pożyczony na 97 lat od uniwersytetu w Harwardzie do obserwacji słońca i planet i wiele innych ciekawych sprzętów astronomicznych. Następnie byliśmy w szkole, specjalizującej się nauczaniem astronomii. Moim zdaniem polska edukacja stawia na budzenie zainteresowania i miłości do nauki, dzięki czemu może stawać w pierwszym rzędzie elity intelektualnej i duchowej Europy. Odwiedziliśmy wydział dziennikarstwa na WSKSiM, gdzie udzieliłem wywiadu oraz obejrzałem galerię bohaterów Polski, w której znajduje się popiersie Ignacego Domeyki. Byliśmy też w Radiu Maryja, a później udaliśmy się do uzdrowiska w Ciechocinku, które wygląda jak zatrzymane w czasie, w Europie z 1930 roku.

Ostatni etap podróży i Gdańsk Ostatnim miastem, które zwiedziliśmy, był Gdańsk, gdzie przywitał nas jego burmistrz Paweł Adamowicz. Polska i Chile to dwa bardzo różne kraje pod względem geograficznym i etnicznym. Jednak sądzę, że warto włożyć trochę wysiłku, by jako państwa uzupełniające się, podtrzymywać kontakty. Miasto Lecha Wałęsy podczas drugiej wojny światowej zostało zrujnowane, ale teraz po odbudowie jest miastem bardzo ciekawym i pięknym i przyciąga turystów w takim samym stopniu jak Warszawa i Kraków. Zwiedziliśmy muzeum Solidarności, które poświęcone jest wyzwoleniu Polski z pod reżimu sowieckiego. Z Gdańska przyjechaliśmy z powrotem do Warszawy, gdzie wspólnie z ojcem Marcinem wybraliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego. To było bardzo poruszające doświadczenie, ponieważ dziadek jednego ucznia, którego poznaliśmy tutaj w Warszawie, brał udział w tym zrywie. Muzeum jest bardzo interesujące i sprawia, że zwiedzający łączy się z powstańcami w ich heroicznej walce i miłości do ojczyzny. Wygląda na to, że wróciłem z Polski kochając ją jeszcze bardziej niż wcześniej. Czuję empatię z tym niesamowitym krajem europejskim, który podtrzymuje swoje chrześcijańskie ideały oraz wielką sympatię dla jego pełnych przyjaźni mieszkańców. • foto Grzegorz Mehring

11


KARTKA Z HISTORII

Uczestnicy zebrania, na którym powołano Ognisko Polskie im. Józefa Piłsudskiego w Santiago de Chile 3 maja 1928 r. Pośrodku ks. Hernan E Świerczewski (5), inżynier Kazimierz Domeyko (6), Jan Domeyko (7), Santa Poznańska (8), Anita Domeyko (9), Halina Haft (10), inżynier g. Ha Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego Ambasada RP w Santiago

12


Esteban Domeyko oraz Ignacy Domeyko (1), Maria Domeyko (2), Florian Niedbalski, prezes (3), rotmistrz Józef Poznański (4), inżynier Emil aft (11), Osiadacz (12), Lidia Janiszewska(13), M. Znajewski (14), Ciszewski (15).

13


BOŻONARODZENIOWY MAŁPI OGON MONIKA TRĘTOWSKA

C

zy chilijskie obchody Bożego Narodzenia są całkiem inne niż w Polsce? A może jednak trochę podobnie? Choćby ze względu na dłuższą historię katolicyzmu w kraju nad Wisłą polska tradycja jest zdecydowanie bardziej zakorzeniona w kulturze, a bożonarodzeniowe zwyczaje zdaja się być dopieszczone w każdym calu. Nie znaczy to jednak, że w przypadku Chile nie ma o czym mówić. Chilijczycy świętują narodzenie Chrystusa, a ich „małpi ogon” chętnie włączam teraz do tradycji rodzinnej w Polsce. Spędziłam już kilka świąt po tej stronie świata, zdobyłam się więc na małe porównanie zwyczajów po dwóch stronach oceanu.

ZA OKNEM: Polska zamarza, Chile się topi Polskie Boże Narodzenie jest w zimie. Zwykle pada śnieg, jest biało, zimno i mroźnie. Mikołaj w kożuchu i czapie ma więc sens. Choinka ocieplająca dom i atmosferę ma sens. Piosenki o zimie i rzucaniu się śnieżkami mają sens. A w Chile? Tutaj Boże Narodzenie przypada na początek lata. Jest ponad 30 stopni, z nieba leje się żar, więc klapki i krótkie spodenki to jak najbardziej zrozumiały wybór stroju, a najlepszym miejscem na świąteczny obiad byłaby plaża, ewentualnie basen w ogródku. Dzieci właśnie rozpoczęły wakacje, dni są długie, a wieczory gorące. Panuje więc zupełnie inna atmosfera, święta mają inna aurę - pachnącą arbuzem i wakacjami, a nie rozgrzewająca zupą i piernikami. Nie ma w tym nic złego, bo inaczej w końcu nie znaczy gorzej. Tak jak Polakom trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie w lecie, tak Chilijczykom nie sposób wyobrazić sobie świąt w poważnie minusowej temperaturze. W przypadku Chile jednak Mikołaj w japonkach i

Ambasada RP w Santiago

hawajskiej koszuli wpasowałby się nieco bardziej w klimat niż starszy pan w kożuchu. No ale Mikołaj jest tylko jeden. NA STOLE: Karp kontra indyk Największym zaskoczeniem chilijskiej Wigilii może być świąteczne menu. Polska jest w tej kwestii bardzo tradycyjna i dosyć restrykcyjna – jest 12 określonych, wigilijnych potraw z karpiem w roli głównej, bo Wigilia ma być przede wszystkim bezmięsna. W Chile za to jako najbardziej odświętne danie podawany jest indyk. Jako że pogoda sprzyja grillowaniu w ogródku, w bożonarodzeniowe dni w powietrzu unosi się zapach grillowanego mięsa. Na chilijskim wigilijnym stole znajdują się też inne potrawy, głównie sałatki, ryż i ziemniaki, ale nie są to specjalne dania przygotowane tylko w ten jeden dzień w roku jak w Polsce. Są to po prostu ulubione potrawy danej rodziny, podawane tego dnia w wersji nieco bardziej wykwintnej. Chilijczycy stawiają bardziej na dekorację stołu.

14


15


Ambasada RP w Santiago

16


17


Gospodynie wyciągają najlepsze, odświętne zastawy, najcenniejsze sztućce i najpiękniejsze kieliszki. Jednakże na moje opowieści o dodatkowym nakryciu dla nieznanego przybysza, sianie pod obrusem i pierwszej gwiazdce, która daje znak, żeby zasiąść do wigilijnej kolacji Chilijczycy otwierają szeroko buzię z niedowierzaniem, a czasem i podziwem dla takich detali. NA DESER: „Pan de Pascua” jak polski piernik Choć polskie menu wigilijne zdecydowanie wygrywa w kategorii „odświętnie”, i chilijskie ma swoją małą tradycję, mianowicie „pan de pascua”. Nazwa sugeruje, że to chleb („pan”), ale to rodzaj słodkiego ciasta, dosyć podobnego do naszego piernika. Podobieństwo nie jest zresztą aż tak dziwne, bo pan de pascua przywędrował do Chile z Niemiec. W składzie ma miód, imbir i rodzynki, często też orzechy i migdały. Czasem dodaje się też pomarańczę, wiśnie i śliwki, a rodzynki zanurza w koniaku. Choć „pan de pascua” jest zgodnie z nazwą daniem na święta, można go kupić właściwie przez cały rok w każdym większym supermarkecie. To wspaniale, bo jest pyszny. NA POPICIE: Małpi ogon kontra kompot „Cola de mono”, czyli małpi ogon, to mój osobisty hit chilijskich świąt. Kawowy likier przygotowany jest specjalnie na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Poza procentami Ambasada RP w Santiago

(„aguardiente”), kawą i mlekiem ma też w składzie m.in. cynamon, goździki i skórkę z pomarańczy. Jest pyszny, zwłaszcza w wersji domowej. Nie jest trudny do przygotowania, tym sposobem tradycja „cola de mono” dotarła już do mojej rodziny w Polsce i dobrze się przyjęła! Likier to moim zdaniem najbardziej świąteczna część chilijskiego menu, bo choć „cola de mono” widnieje w menu restauracji przez cały rok, raczej się go nie pije poza grudniem. A skąd ta osobliwa nazwa? Teorii jest kilka. Jedna odnosi się do początków kariery tego likieru i etykiety butelki „Anis de Mono”, na której widniała małpa z długim ogonem. Druga teoria mówi, że to gra słów. Słowo „cola” w świecie polityki odnosi się do przegranej w wyborach i taką właśnie porażkę poniósł niejaki pan Montt. Wygrany świętował tak intensywnie, że skończył się alkohol. Wymieszał wtedy to co było na stanie: trochę procentów, kawę i mleko, nazywając nowy napój „cola de Montt”, który z biegiem czasu przeistoczył się w „cola de mono”. Trzecia teoria, ta najpopularniejsza, jest nieco podobna do poprzedniej. Jej bohaterem jest prezydent Pedro Montt, nazywany pieszczotliwie przez bliskich „El Mono Montt”. Wychodząc z pewnego przyjęcia prezydent poprosił o swoją broń zwaną „colt”, zwyczajowo zostawianą przy wejściu. Wtedy goście zdołali go przekonać, żeby został jeszcze trochę i wtedy właśnie zmieszano po raz pierwszy kawowy napój nazwany na tę okoliczność „Colt de Montt” (broń Montta), co potem przekształciło się w „cola de mono”. Gdyby tylko polska Wigilia nie była z założenia bezpro18


centrowa, na pewno i my mielibyśmy na stole coś więcej niż owocowy kompot.

drugiego końca kraju. Zwłaszcza, że 26-go grudnia idzie się już do pracy.

Z RODZINĄ: Obecność (nie)obowiązkowa

PRZY CHOINCE: Bez choinki nie ma świąt

Chilijczycy to bardzo rodzinny naród, więc i Boże Narodzenie spędza się tutaj z najbliższymi. Porównując jednak stopień obowiązku pojawienia się przy wigilijnym stole w kraju nad Wisłą i w Chile, mam wrażenie, że w Polsce wigilijny zjazd rodzinny to sprawa życia i śmierci. Przejeżdżamy kraj wzdłuż i wszerz, a nawet dolatujemy z końca świata, żeby w ten dzień przy stole zasiedli wszyscy bez wyjątku. Wiele osób spędza nawet dwie Wigilie, najpierw u siebie w domu, a potem u teściów. Tego dnia trzeba po prostu być. W Chile Boże Narodzenie jest również rodzinne, ale mam wrażenie, że rodzice są nieco bardziej wyrozumiali, kiedy któreś z dzieci spędza ten dzień gdzie indziej. Może dlatego, że wigilijną kolacje je się w Chile dość późno, bo w okolicach 23:00. Może dlatego, że Chilijczycy spotykają się na co dzień tak często, że jeśli ktoś nie zjawi się na Wigilii to tak czy siak zobaczy wszystkich najpewniej już w najbliższą niedzielę na rodzinnym obiedzie. Dla Polaków natomiast, Wigilia jest jedną z niewielu okazji w roku, a często nawet jedyną, żeby spędzić wieczór ze wszystkimi na raz. Może więc dlatego bardziej ten moment celebrujemy. Możliwe, że w przypadku Chile ważnym czynnikiem jest też geografia. Kraj jest niezwykle długi, odległości ogromne, a podróże kosztowne i często wymagają kupna biletu lotniczego. Nie każdy może sobie pozwolić na odwiedzenie najbliższych z

W chilijskich domach, podobnie jak w polskich, stoją choinki. To zwiastun nadchodzących świąt, a dekorowanie drzewek jest rodzinnym momentem, na który czekają wszystkie dzieci. Choinki, bombki i świąteczne ozdoby pojawiają się również w sklepach, supermarketach i na głównych placach miast. Tak jak i w Polsce zakupowe szaleństwo wkracza w Chile tuż po Wszystkich Świętych... Z KOLĘDAMI: Śpiewać każdy może, ale... Kolędy przybyły do Chile wraz z Hiszpanami. Moi przyjaciele mówią jednak, że obecnie tradycja śpiewania ich w domach traci na popularności, żeby nie powiedzieć wręcz że zanika. Tu chyba mamy z Chilijczykami coś wspólnego. Polacy też coraz rzadziej kolędują przy choince. W przypadku Chile nie ma się w sumie co dziwić - śpiewanie o śniegu i zimowej nocy, gdy z nieba leje się żar, nie jest zbyt logiczne. Popularniejszą tutaj piosenką świąteczną jest zabawny utwór „Viejos pascueros acalorados” („Rozgrzani Mikołajowie“) z programu dla dzieci o nazwie 31 minutos, która jest doskonałym streszczeniem chilijskich świąt z przymrużeniem oka. PO WIGILII: Rodzinny wieczór kontra dyskoteka No dobrze, rodzina na miejscu, choinka, kolacja po 23:00, roz19


mowy, żarty, otwarcie prezentów, radość i podziękowania, a potem? Potem jest Pasterka, zwana w Chile „Misa de Gallo”, ale nie jest chyba aż tak popularna jak w Polsce, zapewne również za sprawą tak późnej kolacji. Co więc robią młodzi po północy? Ruszają w miasto! Bary i dyskoteki są otwarte i po 0:00 czekają na chętnych wrażeń. 25 grudnia i w Chile należy już jednak do bliskich. Chilijczycy zostają w domu albo odwiedzają ciotki, wujków, kuzynów i cmentarze. Drugiego dnia świąt za to, w odróżnieniu do Polaków, idą już do pracy. To zaskakujące jak na kraj, który ma średnio raz na miesiąc długi weekend! Punkt dla Polski! W TELEWIZJI: Kevin sam w chilijskim domu W Chile nie ma Polsatu, ale Kevin i tu jest sam w domu. „W każde święta i kilka razy dziennie!”, dodają Chilijczycy. Podobnie jak w Polsce i w Chile zdarzają się zaskakujące tłumaczenia tytułów filmów. „Kevin sam w domu’” to tutaj „Mi pobre angelito’” czyli „Mój biedny aniołek”. Inny ulubiony film chilijskiej świątecznej ramówki to „Edward Nożycoręki” z Johnym Deepem. W RADIU: Nie ma „Last Christmas”! To już 6 lat i jeszcze ani razu nie słyszałam tu piosenki zespołu Wham. Nie do wiary? Zirytowanym wszechobecną w grudniu piosenką szczerze polecam więc emigrację do Chile między listopadem a styczniem. O tej porze roku w radiu często można usłyszeć za to hity Tommiego Rey’a z noworocznym przebojem „Un año más“ na czele. MONIKA TRĘTOWSKA – dziennikarka, podróżniczka, korespondentka Polskiego Radia z Chile i Ameryki Południowej. Ukończyła Dziennikarstwo i Komunikację Społeczną na Uniwersytecie Warszawskim, skończyła też studia podyplomowe z zakresu muzyki Ameryki Łacińskiej na Universidad Alberto Hurtado w Santiago de Chile. O życiu codziennym w Santiago, podróżach po latynoskim kontynencie i kulturze Ameryki Łacińskiej pisze na blogu: www.tresvodka.com Zdjęcia: MARIUSZ MICHALAK Modelka: MAGDALENA LI-U-FA Model: MIKE BAZER Stroje z czasów Księstwa Warszawskiego 1807-1815 pochodzą z firmy Miss Stroje Ludowe Marzeny Matusiak z Rzeszowa Sceneria Costanera Center Santiago grudzień 2016

Ambasada RP w Santiago

20


21


PIĘKNA POLSKA ANIMACJA Polska posiada długą historię i tradycje animacji, która wciąż stanowi ważną część przemysłu filmowego w tym kraju. - z Margaritą Cid Lizondo, dyrektorem festiwalu filmów animowanych Chilemonos rozmawia Magdalena Bartczak.

J

akie były początki Chilemonos? Jak narodził się pomysł na ten festiwal i jak rozwijała się jego idea?

Nasz festiwal powstał pięć lat temu, a jego narodziny były związane z pokazami animacji chilijskiej, które organizowaliśmy na całym świecie. Podczas naszych podróży odwiedziliśmy różne kraje Europy i Ameryki Południowej, przenosząc naszą narodową animację w ważną przestrzeń międzynarodową, do której nigdy wcześniej nie dotarła. Pierwszymi ważnymi dla nas festiwalami o światowym znaczeniu była Anima w Brukseli oraz festiwal animacji w Guadalajarze. Zaczęliśmy zdobywać wiele kontaktów międzynarodowych, co sprawiło, że coraz więcej osób z innych krajów było zainteresowanych dystrybucją i zorganizowaniem pokazów posiadanych przez nas materiałów. Wszystko narodziło się w więc sposób niezwykle naturalny. Dzięki zagranicznym projekcjom zdaliśmy sobie sprawę, że mamy znacznie więcej ciekawych materiałów i moglibyśmy zorganizować festiwal, który byłby

Ambasada RP w Santiago

czymś znacznie większym niż pojedyncze seanse animacji. Tym samym ruszyliśmy z pierwszą edycją Chilemonos. W tym roku festiwal skończył pięć lat. Zaprosiliśmy ważnych zagranicznych gości, m.in. Carlosa Saldanhę, reżysera „Epoki Lodowcowej” i „Rio”, Davida Danielsa i Ryana Goodwarda, którzy cieszą się wyrobioną pozycją i uznaniem w międzynarodowym świecie animacji. Do Chile przyjechało wielu liczących się gości z całego świata, co było rzeczą naprawdę zaskakującą na poziomie krajowym. Zdaliśmy sobie sprawę, że nasze wydarzenie nie ma tylko lokalnego zasięgu. Zaangażowali się w nie Argentyńczycy, Peruwiańczycy, Boliwijczycy – i wszyscy byli pod wrażeniem tego, co zrobiliśmy. Było to pierwsze tak istotne wydarzenie z tak ważnymi uczestnikami od momentu powstania festiwalu Anima Mundi w Rio de Janeiro (który ma ponad 20 lat). Kluczową częścią naszej idei festiwalu było zawsze międzynarodowe spojrzenie na animację – zawsze chcieliśmy, aby stał się on oknem dystrybucji dla animacji światowej, nie tylko narodowej. Zawsze

22


Z Polski wynieśliśmy niesamowite wrażenia. Wszystkie kontakty, jakie nawiązaliśmy i to wszystko, czego Polska nas nauczyła, pozostaje dla nas po dziś dzień bardzo ważne. - mówi Margarita Cid Elizondo, szefowa festiwalu Chilemonos. 23


„Piotruś i Wilk”/Semafor interesowało nas to, co jest animacją w ogóle – nie tylko animacja chilijska. Jaki był dla was najważniejszy cel w samym stworzeniu i późniejszym rozwijaniu festiwalu? Naszym celem zawsze było stworzenie przestrzeni do rozmowy o animacji oraz stworzenie prawdziwego rynku kina animowanego. Istotne dla naszego festiwalu zawsze było m.in. wzmocnienie związku samej produkcji z dystrybucją. Od samego początku pracy nad tą imprezą konstytuowało się myślenie o sprzedaży i sprawach produkcyjnych. Począwszy od pierwszej edycji zapraszaliśmy producentów chilijskich i zagranicznych, aby mogli się spotkać i wymieniać między sobą portfolio; od początku zależało nam na tym, aby rozwinęła się zawodowa atmosfera. To sprawiło, że już podczas drugiej oraz kolejnych edycji powstało na naszym festiwalu coś, co nazywa się Chilemonos MAI (Rynek – Animacja – Przemysł) i to niewątpliwie zmieniło Chilemonos w dobre miejsce dla dystrybucji oraz załatwiania interesów związanych z filmem animowanym. Bo na poziomie krajowym i generalnie latynoamerykańskim nie istnieje tak naprawdę rynek poświęcony tylko i wyłącznie kinu animowanemu. Ta swoista mie-

szanka, którą zaproponowaliśmy, jest odpowiedzią na tę potrzebę – naszym głównym celem jest zawsze poszukiwanie i chęć połączenia realizacji filmu z jego dystrybucją, promocją i innymi częściami tego przemysłu. Bo wszystko to tak naprawdę idzie ze sobą w parze: jedno bez pozostałych czynników nie istnieje. Możesz być znakomitym twórcą, ale jeśli zabraknie dobrego systemu rozpowszechniania, promocji i czynnika komercyjnego, nic się nie wydarzy – nie trafisz do branży. Może się więc zdarzyć przypadek wielkiego sukcesu, o którym jednak nikt się nie dowie. Każdego kolejnego roku stajemy przed podobnym wyzwaniem: to, czego nie zdążyliśmy powiedzieć i zrobić wcześniej, musimy zrealizować teraz – nasza praca jest zawsze czystą konstrukcją, wymyślaniem i tworzeniem pomysłów od nowa.

„Polacy mają bardzo praktyczne spojrzenie na animację, ściśle związane z samymi jej potrzebami. Są znakomitym punktem odniesienia w kontekście tego, jak pracują w tej branży i tego, jak myślą o sztuce animacji.”

Ambasada RP w Santiago

Jakie były w tym kontekście wasze najważniejsze inspiracje i wzorce? W tym sensie bardzo ważna była dla nas wizyta, jaką złożyliśmy w Polsce. Polska posiada długą historię i tradycje animacji, która niezmiennie stanowi ważną część przemysłu filmowego w tym kraju. I nie było tak, że osiągnęła ten poziom w ciągu 24


„Paths of Hate”/Platige Image

wieku, lecz podczas kilku dekad. Kiedy więc zaczyna się analizować polski model kina animowanego, znajduje się wiele rzeczy, o których myśli się: „tak, to musimy wprowadzić u nas”. Bardzo ważne były dla nas kontakty, jakie przywieźliśmy z Polski do Chile – nawiązaliśmy dobre relacje m.in. z polskimi studiami filmowymi tj. Platige Image, czy Semafor, Kinem Muranów; z ludźmi z wielu organizacji czy fundacji w tym kraju. W Polsce istnieją liczne elementy polityki kulturalnej, które są interesujące na wielu poziomach. Polacy mają nadzwyczaj praktyczne spojrzenie na animację, ściśle związane z samymi jej potrzebami. Są znakomitym punktem odniesienia w kontekście tego, jak pracują w tej branży i tego, jak myślą o sztuce animacji. Polska nie jest ogromnym krajem pod względem ludności, nie posiada też wielkiego przemysłu kina animowanego, ale jest bardzo asertywna i konsekwentna w tym, co robi. Bez wątpienia posiada swój własny znak jakości, wyróżnia się. Nie ma ambicji, aby stać się kolejnym DreamWorks i nie myśli w kategoriach Hollywood – to w ogóle nie jest jej perspektywa. To, co stara się stworzyć, to dzieła wysokiej jakości, oryginalne i ważne. Stąd też Polska jest dla nas absolutnym punktem odniesienia.

Czy odwiedziliście ten kraj w związku z zaproszeniem na jakiś festiwal? Przyjechaliśmy, aby pokazać filmy, które prezentowaliśmy w Kinie Muranów. Spotkaliśmy się też z osobami z Platige Image i innych firm z tej branży. Od zawsze, zanim jeszcze odwiedziłam Polskę, miałam prawdziwą obsesję na punkcie Semafora – oni są niesamowici! I wyszło tak, że na otwarciu naszych pokazów w Kinie Muranów, podczas bankietu była tam obecna jedna z producentek tej wytwórni. Nie mogłam w to uwierzyć – to studio zawsze było dla mnie tak legendarne, że trudno było mi sobie wyobrazić, że byłam w tym samym miejscu, co ona. Po tym jak się poznałyśmy, postanowiliśmy pojechać do Łodzi i odwiedzić Semafor kolejnego dnia – była to więc dość spontaniczna decyzja [śmiech]. W Warszawie zatrzymaliśmy się w rezydencji ambasadora Chile, od którego wypożyczyliśmy samochód. Pojechaliśmy tam razem z chilijskim konsulem, który jest naszym bliskim przyjacielem i bardzo interesuje się kulturą. Nasz plan podróży był tak napięty, że kierowca prowadził z prędkością 130 kilometrów na godzinę. Pamiętam, że byłam tak zestresowana, że postanowiłam przespać się w aucie [śmiech]. Kiedy odwiedziliśmy Semafor, przyjęto nas tam niesamowicie. Dużo rozmawialiśmy, pokazano nam muzeum animacji, oprowadzono po studiu, salach zajęciowych i miejscach, w których robi się lalki lub stroje. Wszystko było fantastyczne! Całe spotkanie było dla nas tym

„Kiedy wróciliśmy z Polski, zaczęliśmy analizować sposób funkcjonowania studia Semafor – myśleliśmy dużo o tym, jak moglibyśmy zastosować ich pomysły w naszej organizacji.”

Kiedy byliście w Polsce? Polecieliśmy tam w 2013 roku.

25


bardziej interesujące, że ich fundacja działa w podobnym modelu, jaki my jako fundacja Chilemonos również zastosowaliśmy w naszej pracy. Cała ich struktura stanowiła dla nas bardzo istotny punkt odniesienia: studio produkcji posiada własną fundację, fundacja ma swój festiwal itd. Jako Chilemonos działamy w podobny sposób. Kiedy wróciliśmy z Polski, zaczęliśmy analizować ich sposób funkcjonowania – myśleliśmy dużo o tym, jak moglibyśmy zastosować ich pomysły w naszej organizacji. Jacy polscy twórcy animacji wydają się najbardziej inspirujący i ciekawi? Dotarłam do animacji przez design – długo pracowałam jako projektantka. I tym kontekście zawsze istotna była dla mnie sztuka Jana Lenicy, jako autora animacji, właśnie projektanta i twórcy plakatów. Poznałam jego twórczość podczas studiów na Uniwersytecie Pontifica Católica w Santiago, gdzie był on traktowany z prawdziwym namaszczeniem. Zawsze byłam pod ogromnym wrażeniem jego rodzaju wyobraźni i formy, w jaki pracował nad obrazem. Duży wpływ wywarł na mnie jego audiowizualny dyskurs, który wydaje się czymś niezwykle złożonym, ale staje się jasny, jeśli wie się, czego się poszukuje. W jakim innym sensie polska animacja wydaje się tak interesująca? Poza samymi filmami, interesuje nas też polski design oraz sztuka plakatu. Nasz konsul odkrył, że w Warszawie istnieje Muzeum Plakatu – tam znaleźliśmy też m.in. oryginalne plakaty Lenicy. Ależ to były emocje! Plakat Jana Lenicy Podczas naszej wizyty byliśmy naprawdę zahipnotyzowani. Z Polski wynieśliśmy więc niesamowite sytuacje. Wszystkie kontakty, jakie nawiązaliśmy i to wszystko, czego Polska nas nauczyła, pozostaje dla nas po dziś dzień bardzo ważne. Pomimo tego wszystkiego, wydaje się, że również w Polsce animacja – pomimo swoich długich i pięknych tradycji – wciąż funkcjonuje trochę na uboczu, często nie jest traktowana „na poważnie” jako przemysł filmowy i nie jest do końca doceniana – Ambasada RP w Santiago

co widać również na poziomie finansów czy promocji. Tak, z pewnością nie cieszy się ona w pełni takim uznaniem, na jakie zasługuje. To zresztą w ogóle ważny temat dzisiaj. Wciąż jeszcze, zarówno w Polsce, jak i w Chile, istnieje rozdźwięk pomiędzy wielkim przemysłem filmowym oraz przemysłem, który byłby bardziej „osobisty” i rękodzielniczy, studia są niewielkie i pracuje w nich często nie więcej niż pięć lub sześć osób. Stąd też tak ważny dla chilijskiej branży był Oscar przyznany „Historii niedźwiedzia” – stało się to samo, co w przypadku nagrody Akademii dla polsko-brytyjskiej animacji „Piotruś i Wilk”, współprodukowanej przez studio Semafor. Oba studia są niewielkie i działają w obszarze, w którym nie jest tak łatwo zdobyć fundusze. Nie jest to stabilny rodzaj produkcji, w której każdy miesiąc pracy wygląda tak samo – tu nie ma nic pewnego. Czasem niektóre projekty potrzebują więcej niż rok tylko na to, aby ujrzeć zielone światło do rozpoczęcia pracy nad produkcją. Cały okres poprzedzający produkcję może trwać długo i nie można oczekiwać, że ludzie poświęcą się tylko temu – muszą pracować też przy innych projektach, aby jakoś zarabiać na życie. Tak to wygląda i w Polsce, i w Chile – myślę, że ten sam problem istnieje wszędzie. Jak pani sądzi, jaka jest kondycja chilijskiej animacji obecnie? Chilijska animacja ma bardzo dobrą i długą tradycję. Wszystko zaczęło się w 1942 roku wraz z pierwszym filmem rysunkowym zrealizowanym przez Jaime Escudero i Carlosa Truppa. Później przez kolejne dekady bardzo się rozwinęła i funkcjonowała jako pełnoprawny przemysł filmowy i miała swoją publiczność. Ale wszystko zahamowało nadejście dyktatury wojskowej, gdy wielu ważnych artystów wyjechało z Chile do Francji, Niemiec czy Europy Wschodniej. W tym momencie zaczęło się rozwijać nowe pokolenie twórców, którzy pracowali przede wszystkim dla telewizji. Zaledwie sześć lat temu otwarto pierwszą szkołę animacji w Chile – wcześniej nie było tu tego rodzaju edukacji. Wszyscy artyści związani z ta branżą posiadali raczej wykształcenie artystyczne – większość twórców animacji aż po dziś dzień ma przede wszystkim wykształcenie artystyczne, audio26


wizualne lub designerskie. Jednym z najważniejszych autorów animacji ostatnich dekad (posiadającym zresztą również wykształcenie artystyczne – ma dyplom ze sztuki na Uniwersytecie Católica), jest Alejandro Rojas, który zrealizował „Ogú i Mampato na Rapa Nui” (2002) oraz „Papelucho i Marciano” (2007). Jest on jednym z pierwszych autorów, który realizował filmy rzeczywiście w pełni oryginalne – bo dotąd większość chilijskich produkcji była oparta na zagranicznych wzorcach i już wykorzystanych scenariuszach. Na początku XX wieku krajowa animacja zaczęła się coraz bardziej uniezależniać – dzięki pokoleniu artystów takich jak Rojas, którego przedstawiciele mają teraz mniej więcej czterdzieści bądź pięćdziesiąt lat. Rozpoczęło się poszukiwanie nowych wzorców i form opowiadania. Zaczęły też powstawać pierwsze seriale animowane kręcone dla telewizji, która stała się ważnym kanałem dystrybucji i promocji animacji. Do dziś w Chile wyprodukowano więcej niż 50 seriali animowanych – co jest naprawdę godną podziwu liczbą! W tym kontekście nasz kraj jest na pierwszym miejscu w całym świecie latynoamerykańskim. W innych krajach nie realizuje się bowiem aż tylu produkcji tego typu – na przykład w Argentynie produkuje się znacznie więcej filmów pełnometrażowych, ale nie serii telewizyjnych.

raz więcej możliwości na realizację wspólnych projektów z innymi państwami. Jeśli nie udaje się zdobyć środków w Chile, artyści szukają rozwiązań za granicą. Czasem oznacza to, że trzeba w ogóle zapomnieć o krajowym rynku i szukać nowych możliwości, aby móc produkować i dystrybuować swoje filmy np. w Argentynie, Kolumbii czy Brazylii. Jest to też zresztą przypadek „Historii niedźwiedzia”, która przed pokazami w Chile swoje pierwsze projekcje miała w Kolumbii. Innym ważnym obecnie modelem jest też pełny metraż. W tym momencie, tylko w tym roku, pracowano w Chile nad pięcioma tego typu produkcjami. Wszystkie te filmy były realizowane przez artystów audiowizualnych i nie są przeznaczone do tradycyjnej dystrybucji, lecz raczej na festiwale lub pokazy w galeriach. Nie są to też zdecydowanie produkcje dla dzieci, mają dość mroczną formę i ze względu na swój styl przypominają trochę kino braci Quay.

Biorąc pod uwagę wszystko to, co się dzieje, sądzę, że znajdujemy się w momencie bardzo ważnym i korzystnym dla chilijskiej animacji – z możliwością kształcenia się w tym kierunku, ze wszystkimi znaczącymi kontaktami międzynarodowymi, powstającymi filmami krótko- i pełnometrażowymi, które są naprawdę interesujące. Chilijski przemysł kina animowanego już naprawdę To wszystko sprawia, że dojrzał i pełen jest profeanimacja chilijska jest dziś sjonalistów, który zajmują w bardzo dobrej formie, a się pracą tylko w tej dzieprodukcje pochodzące z dzinie. Ważne jest też to, tego kraju osiągają sukcesy że pojawiło się świadome na arenie międzynarodowsparcie dla animacji i wej – czego przykładem zrozumienie jej potrzeb. jest choćby właśnie Oscar Stoją przed nami wielkie przyznany „Historii niewyzwania, ale wielkie są „Legendy polskie”/Platige Image dźwiedzia” zrealizowanej również możliwości – sąprzez Gabriela Osorio i studio Punkrobot. dzę, że w ciągu kilku najbliższych lat rozwój chilijskiego rynku filmu animowanego nabierze jeszcze większego tempa. Tak. I w rzeczywistości ta dobra kondycja najnowszej chilijskiej animacji wynika ze zmian, jakie zaszły w ciągu ostatnich kilku dekad. Wielki sukces „Historii niedźwiedzia” jest właśnie przyMagdalena Bartczak, dziennikarka oraz redaktorka pisząca o kładem największego możliwego sukcesu, jaki może osiągnąć kinie i podróżach, absolwentka polonistyki (UW) i filmoznawkrótkometrażowa animacja. Ważnym elementem tego dobrestwa (UJ), mająca na swoim koncie liczne publikacje naukowe go stanu, w jakim znajduje się dziś chilijska animacja, jest kweoraz współpracę przy festiwalach filmowych Aktualnie mieszstia funduszy na koprodukcje – każdego roku pojawia się coka w Santiago, gdzie pracuje nad książką o kinie chilijskim. 27


W 21 dni dookoła Polski Miejsca pełne niespodzianek JUAN CARLOS SAFFIE

Dlaczego Polska? Wydaje mi się, że słyszałem to pytanie z tysiąc razy. Jako że kupiłem bilety z sześciomiesięcznym wyprzedzeniem, wiele razy temat mojej podróży był przedmiotem gorących dyskusji. Na początku usiłowałem tłumaczyć, że biorę udział w projekcie rekonstrukcji historycznej Jednostki Wojskowej GROM, polskiego oddziału sił specjalnych i dlatego bardzo chcę odwiedzić kraj z którego pochodzi. Zdziwienie zamiast zniknąć, tylko rosło. W końcu zdecydowałem się na odpowiedź bardziej enigmatyczną ale zdecydowanie prostszą i nie wywołującą takich dyskusji:

Właściwie dlaczego nie? Bez względu na odpowiedź, ten problem logiczny który wydawał się nie mieć rozwiązania, doprowadził do zrodzenia się wątpliwości w mojej własnej głowie. Ja, jak to zwykle robię, wykorzystując korzystną ofertę, kupiłem bilety bez zbytniego namysłu, jednak w miarę jak zbliżała się data wylotu miałem coraz więcej wątpliwości . Co będę tam robił? Co powinienem zobaczyć? Czy trzy tygodnie to za dużo czasu? Jak dam sobie radę z językiem? Czy to dobry pomysł żeby jechać sam?

Internet wie wszystko Zanim wpadłem w panikę zdecydowałem się zaufać Internetowi. Tam są odpowiedzi, wystarczy zaledwie kilku kliknięć Pomyślałem, że najrozsądniej byłoby zacząć od wyboru miast do zwiedzenia. Otworzyłem mapę i przyjmując Warszawę jako punkt rozpoczęcia i zakończenia podróży, nakreśliłem trasę prowadzącą przez najważniejsze miasta kraju: Kraków, Kato-

Ambasada RP w Santiago

wice, Wrocław, Poznań, Gdańsk. Po kilku rozmowach z moim serdecznymi przyjaciółki z Polski udoskonaliłem mój plan. Uwzględniłem w nim także Wieliczkę, Oświęcim, Gniezno, Toruń, Sopot i Gdynię. Oczywiście kolejnym krokiem było ustalenie jak będę przemieszczał się pomiędzy miastami. Na szczęście Polska posiada bardzo dobrze rozwiniętą sieć kolejową która obejmuje praktycznie wszystkie miasta w kraju. Ponadto, jest częścią programu Eurorail dzięki czemu bardzo łatwo jest kupić bilet. Problem został rozwiązany. W końcu musiałem też rozwiązać sprawę zakwaterowania. Mężczyzna podróżujący sam nie potrzebuje wielkich wygód, dlatego zdecydowałem się szukać hosteli, a nie hoteli. Istnieje wiele stron internetowych ułatwiających poszukiwania, ja wybrałem hostelworld.com. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłem wiele świetnie wyposażonych hosteli w bardzo korzystnych cenach. W niektórych miastach ceny hoteli były nawet do nich zbliżone.

Godzina prawdy Po wykonaniu tych zadań, przeczytaniu książek i opracowaniu programu podróży, wylądowałem w Warszawie. W trakcie lotu usiłowałem nauczyć się podstawowych słów w języku polskim, ale mój plan zakończył się klęską. Stąd moje pierwsze kroki nie były łatwe; 95% napisów, informacji jest po polsku. Ale jeśli język kraju jest jednym z najtrudniejszych na świecie, jego mieszkańcy powinni być jednymi z najbardziej uprzejmych. Być może na początku może się wydawać, że Polacy są nieco zdystansowani, ale ich gotowość do niesienia pomocy nie ma sobie równych. Chociaż jest trudno odnaleźć osoby mówiące po hiszpańsku, większość młodych osób mówi po angielsku. Innym dobrym rozwiązaniem jest zakup karty SIM do telefonu

28


29


z internetem mobilnym. Ceny są bardzo niskie i bycie online otwiera morze możliwości. Na przykład Uber jest dostępny w największych miastach i może okazać się wybawieniem w razie jakichkolwiek kłopotów (i do tego jest tani!).

Podróż Działając zgodnie ze swoim planem po kilku godzinach wsiadłem do pociągu do Krakowa. Podczas gdy Warszawa została bardzo zniszczona podczas II Wojny Światowej, Kraków wyszedł z niej praktycznie bez szwanku. Dzięki temu zachował swój średniowieczny charakter wieńcząc koronę jaką jest Zamek Królewski na Wawelu. To przepiękne miasto, przepełnione historią, które także, będąc centrum uniwersyteckim, skupia wielu młodych Polaków. Żałuję tylko, że nie mogłem zostać dłużej. Złapałem lokalny autobus (nie bez pewnych trudności) który zawiózł mnie do Wieliczki, miejscowości słynącej z zespołu kopalń soli z XIII wieku ze sztolniami o długości 287 kilometrów. W ciągu wieków rzemieślnicy wyrzeźbili w niej niemal wszystko, od posągów aż po katedrę. Jest to jedno z najbardziej spektakularnych dzieł jakie widziałem w swoim życiu i zdecydowanie warto je odwiedzić.

Ambasada RP w Santiago

Oświęcim jest miastem o smutnej sławie miejsca gdzie wybudowano obozy koncentracyjne Auschwitz I, II i III. Nie studiując szczegółów konfliktów XX wieku ani nie znając okrucieństw popełnionych podczas wojen światowych, przygotowałem się na szok wywołany wizytą w tych miejscach. Mając pochodzenie palestyńskie, ktoś mógłby pomyśleć, że z większą obojętnością zmierzę się z okrucieństwami popełnionymi na narodzie żydowskim. Wręcz przeciwnie, obudziła się we mnie świadomość ogromu cierpień które może wyrządzać człowiek swojemu bliźniego. Pozostaje mi tylko modlić się, byśmy pewnego dnia zrozumieli, że jesteśmy jednym ludem, bez względu na religie i ideały, żeby takie zbrodnie skończyły się raz na zawsze. Będąc przede wszystkim miastem przemysłowym, Katowice nie są miejscem bardzo turystycznym. Mimo to mieści się tam Muzeum Śląska (z wystawą o kulturze regionu) oraz wiele znanych kościołów i katedr, jak choćby Katedra Chrystusa Króla. Dla odmiany Wrocław posiada wszystkie uroki Krakowa, tyle że w nieco mniejszym opakowaniu. Wielkopolska jest być może najważniejszym historycznie regionem Polski i jest tam wiele moich ulubionych miejsc. Jego architektura posiada wyraźne wpływy niemieckie, widoczne 30


zwłaszcza na starówce Gniezna. Móc zwiedzić historyczne ruiny pod Katedrą Gnieźnieńską było niesamowitym przeżyciem, mając tym bardziej na względzie jego rolę jaką odegrała w powstaniu Państwa Polskiego. Muzeum Początków Państwa Polskiego jest jednym z najlepszych jakie odwiedziłem, tak jeśli chodzi o jego zbiory jak i organizacje oraz sposób opowiedzenia historii. Toruń jest oszałamiający, polecam poświęcić trochę mu czasu i spokojne pospacerować jego ulicami.

Podczas podróży zaskoczył mnie bliski związek pomiędzy siłami zbrojnymi i ludnością cywilną. W polskich siłach zbrojnych zaskakuje mnie ich otwartość, a w cywilach szczególna duma z wojska.

Chyba największą niespodzianką okazał się być Gdańsk. Na całym świecie porty są dosyć brudne i chaotyczne, a Gdańsk jest perełką. Jego starówka jest fascynująca, a widoki jakie oferują kanały nocą są bezcenne.

Otwarci czy nie, nigdy nie myślałem że będę mieć tyle szczęścia. Wiele elementów złożyło się na to, że otrzymałem wyjątkowy honor i zostałem zaproszony do najważniejszej bazy GROMu w stolicy Polski. Zachowam dla siebie szczegóły tej wizyty, ale mogę powiedzieć, że wyjeżdżając sens mojego zaangażowania w promowanie pracy i wartości GROMu został absolutnie potwierdzony. Wartość tych żołnierzy jako ludzi i profesjonalistów wywarła na mnie wielkie wrażenie.

Jedzenie

Dlaczego Polska?

Kuchnia polska zasługuje na oddzielny akapit. Świadomy swojej niewiedzy, zamierzałem spróbować wszystkich polecanych mi dań. Żadne mnie nie zawiodło. Zamykam oczy i widzę pierogi, kiełbasę, bigos, roladę… nawet spróbowałem osławionego żurku staropolskiego. Mam szczególną słabość do Pierogarni Stary Toruń.

Ponieważ to kraj kontrastów o bogatej historii i kulturze. Ponieważ jego mieszkańcy są uprzejmi, skromni i gościnni. Ponieważ skupia wiele różnych wpływów, które dają zadziwiające rezultaty. Ponieważ każda wojna wzmocniła jego ducha, mając wpływ na jego tożsamość i ta tożsamość obecna jest wszędzie.

GROM

I w końcu..., dlaczego nie?

Powrót do Warszawy oznaczał najważniejszy rozdział mojej wizyty. Celem mojej podróży zawsze było poznać jednostkę którą odtwarzamy razem z moim zespołem w Chile.

Juan Carlos Saffie R. posiada tytuł menedżera który uzyskał na Universidad Catolica w Santiago. Pracuje jako niezależny przedsiębiorca i obecnie mieszka w Concón w Chile. Uwielbiając ruch na wolnym powietrzu, otrzymał licencję prywatnego pilota w wieku 19 lat, skończył kurs spadochroniarski w 2014 r. i już od 10 lat uprawia airsoft, sport polegający na symulacji działań wojennych. W tym kontekście przed dwoma laty zdecydował się spróbować sił w rekonstrukcjach wojskowych, polegających na odtwarzaniu jednostek współczesnych oraz historycznych. Od tego momentu zaczął zajmować się odtwarzaniem polskiej Jednostki Wojskowej GROM, jednego z najbardziej znanego oddziału sił specjalnych na świecie od momentu jego utworzenia przez gen. Sławomira Petelickiego w 1990 roku. Jednostka jest spadkobiercą dziedzictwa Cichociemnych, polskich komandosów II Wojny światowej, szkolonych w Wielkiej Brytanii, którzy walczyli z najeźdźcami hitlerowskimi. Dziedzictwo to stało się powodem zainteresowania się Saffie, pasjonata historii, tą jednostką.

31


Polska-Chile? Na razie remis 0-0 IZABELA WOŹNIAK Jaki byłby wynik meczu Polska - Chile na boisku piłkarskim? W jednym z najlepszych klubów na świecie grają Arturo Vidal i Robert Lewandowski. A jak wygląda historia polsko-chilijskich spotkań?

T

rwają w Europie rozgrywki Bundesligi, gdzie ramię w ramię grają w barwach Bayernu Monachium bohater chilijskiej piłki nożnej Arturo Vidal i kapitan polskiej reprezentacji Robert Lewandowski. Obserwując mecze Bayernu i śledząc obrazki spoza boiska widzimy, że panowie są w świetnej komitywie. Ponieważ trwają również eliminacje do Mistrzostw świata w Piłce Nożnej 2018, które odbędą się w Rosji, teoretycznie obaj mogliby spotkać się podczas turnieju, jako reprezentanci swoich krajów. A byłoby to wydarzenie, ponieważ… reprezentacje Chile i Polski w piłce nożnej mężczyzn nie spotkały się nigdy. Spośród krajów Ameryki Południowej, Argentyna była przeciwnikiem Polski 11 razy, Brazylia - 12, a Kolumbia - 5. Z reprezentacją Boliwii polscy piłkarze rozegrali dwa mecze, z drużynami Peru, Ekwadoru i Urugwaju po trzy. W historii rozgrywek zdarzył się nawet jeden mecz z Paragwajem. A z Chilijczykami – zero. Drużyny trzeciego miejsca Pierwsze Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, odbyły się w 1930 roku w Urugwaju. Od tego czasu odbywają się co cztery lata, z wyjątkiem 1942 i 1946 roku, kiedy to nie zostały rozegrane z powodu II wojny światowej. Reprezentacja Polski siedmiokrotnie uczestniczyła w mistrzostwach: 1974, 1982 - III miejsce 1978 – ćwierćfinał 1938, 1986 – 1/8 finału 2002, 2006 – faza grupowa

Ambasada RP w Santiago

Reprezentacja Chile zakwalifikowała się dziewięciokrotnie, a swój największy sukces osiągnęła w 1962 roku, gdy na własnym terenie zajęła trzecie miejsce. W maju 1960 roku, podczas przygotowań do mistrzostw, kraj nawiedziło największe trzęsienie ziemi XX wieku (9,5 w skali Richtera) niszcząc w dużym stopniu infrastrukturę Chile. Jednak stadiony i konieczne obiekty zostały wybudowane w szybkim tempie, a turniej rozpoczął się bez większych opóźnień. W pozostałych Chilijczycy osiągnęli 1/8 finału (1998, 2010, 2014) lub grali w fazie grupowej (1930, 1950, 1966, 1974, 1982) Turnieje, w których Polska odniosła największy sukces (1974,1982) były jedynymi, gdzie grały zarówno reprezentacja Polski jak i Chile. W najczęściej wspominanych w historii polskiej piłki nożnej mistrzostwach w 1974 roku, Chilijczycy rywalizowali w grupie A z gospodarzem – drużyną RFN oraz z reprezentacjami NRD i Australii. Nie udało się odnieść zwycięstwa, a porażka 0:1 z przyszłym mistrzem i dwa remisy 1:1 z NRD i 0:0 z Australią sprawiły, że drużyna Chile zajęła trzecie miejsce w grupie i straciła możliwość dalszej gry. Polska wygrała grupę D pokonując Argentynę (3:2), Włochy (2:1) i Haiti (7:0). Okres, w którym odbył się ten turniej to trudny czas dla Chile. Augusto Pinochet krwawo rozprawiał się ze swoimi przeciwnikami, do których należeli m.in. socjaliści wspierani przez rząd ZSRR. Podczas eliminacji odbył się mecz (21 listopada 1973 r.) na Estadio Nacional pomiędzy reprezentacjami Chile i ZSRR. Tyle, że… reprezentacji gości nie było. Wysłuchano hymnów, piłkarze zaczęli grać i strzelili bramkę. Mecz uznano za wygrany walkowerem, a zgromadzeni kibice obejrzeli zaaranżowane przez dyktatora spotkanie z brazylijskim Santosem. Niestety rozbici psychicznie chilijscy piłkarze zo32


stali pokonani 0:5. Przed wyjazdem na mundial też nie było spokojniej – najlepszy napastnik Carlos Ceszely nie podał Pinochetowi ręki, dzięki czemu zyskał w kraju duża popularność, którą wykorzystał po 14 latach przyczyniając się do obalenia reżimu. Podczas turnieju w Hiszpanii (1982) Polacy zajęli pierwsze miejsce w grupie A dzięki wysokiemu zwycięstwu nad Peru (5:1), remisując bezbramkowo z Kamerunem i późniejszym mistrzem – drużyną Włoch. Drużynie Chile w grupie B poszło znacznie gorzej - kolejny raz trafiła na Niemców z RFN, z którymi przegrała 1:4. Pozostałe mecze to również porażki: 2:3 z Algierią i 0:1 z Austrią. Zatem przepadła druga szansa na mecz z Polakami. Ten z kolei mundial przypadł w okresie reżimu w Polsce. Wprowadzony pół roku przed rozpoczęciem rozgrywek stan wojenny spowodował, że od zakończenia eliminacji reprezentacja rozegrała zaledwie jeden oficjalny mecz towarzyski z gospodarzami turnieju. W drugiej rundzie mistrzostw Polska znalazła się w grupie z Belgią i ZSRR. Mecz ze wschodnim sąsiadem miał siłą rzeczy wymiar polityczny. Na trybunach powiewały transparenty „Solidarności” przyniesione przez kibiców nie tylko polskich. Reżimowa telewizja realizując transmisję, starała się ukryć te obrazy. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.

Chilijscy napastnicy i piłkarze o polskich korzeniach. Jak wyglądały kontakty piłkarzy obu krajów na własnych boiskach? W historii polskiej Ekstraklasy odnotowano grę dwóch zawodników pochodzących z Chile. César Cortés (ur. 1984) to napastnik, który w rundzie wiosennej sezonu 2009/10 zagrał w czterech spotkaniach klubu Polonia Warszawa, ale nie zdobył bramki. Latem 2012 r. zadebiutował w reprezentacji swojego kraju i w tym samym roku, występując w klubie Huachipato zdobył mistrzostwo Chile. Nadal gra w tej drużynie. Napastnikiem był również Sebastián Rodríguez (ur.1976), który dwa lata grał w uniwersyteckiej lidze w USA jako kapitan zespołu North Carolina State Wolfpack. W 2000 roku trafił do drużyny KFC Uerdingen, grającej w niemieckim odpowiedniku polskiej III ligi. Jako atuty chilijskiego piłkarza wymieniano nienaganną technikę, umiejętność poruszania się po boisku i wzrost 189 cm. Kiedy zespół popadł w kłopoty finansowe Rodríguez znalazł miejsce w Pogoni Szczecin, gdzie rozegrał w sezonie 2002/2003 cztery ligowe spotkania, nie zdobywając bramek. Kiedy Pogoń nie przedłużyła umowy postanowił zakończyć karierę zawodniczą, zajął się studiami i biznesem. Zatem może polska Ekstraklasa nie jest atrakcyjna dla piłkarzy

33


z Ameryki Południowej? Od 1991 roku zagrało w niej 14 zawodników z Argentyny i aż 117 Brazylijczyków! Niektórzy z nich kontynuowali grę po kilku latach już jako obywatele polscy. Z Peru przyjechało nad Wisłę od 2006 roku 8 piłkarzy, a z Kolumbii – 3. W historii chilijskich klubów pojawiają się jedynie piłkarze pochodzenia polskiego z sąsiednich krajów. Na przykład zawodnicy z Argentyny: - Alejandro Matías Kruchowski (ur.1983) – kluby Santiago Morning i Cobreloa - Juan Grabowski (ur. 1982 ) - Coquimbo Unido - Carlos José Kletnicki (ur.1983) - Deportes Concepción - Enzo Kalinski (ur. 1987) - Universidad Católica - Ricardo Mariano Dabrowski (ur. 28 marca 1961) zdobył trzy mistrzostwa z Colo-Colo w 1989, 1990 i 1991. W tym ostatnim roku był najlepszym zawodnikiem turnieju. Po przejściu na emeryturę Dabrowski zajął się trenowaniem takich drużyn jak Palestino, Santiago Wanderers i Colo-Colo. Najbardziej utytułowanym był bramkarz Ladislao Mazurkiewicz Iglesias (19452013) urugwajski piłkarz polskiego pochodzenia. Brał udział w Mistrzostwach Świata w latach 1966 (Anglia), 1970 (Meksyk) i 1974 (RFN). Wraz z reprezentacją zajął czwarte

Ambasada RP w Santiago

miejsce w MŚ'1970. W 1967 roku wystąpił w Copa América w Urugwaju. Rozegrał 2 mecze i zdobył tytuł mistrza Ameryki Południowej. W reprezentacji rozegrał 37 meczów. Występował w klubach urugwajskich, brazylijskich, hiszpańskich, chilijskich (Cobreloa Calama) i kolumbijskich. Z urugwajskim Peñarolem wywalczył Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny w 1966 roku, a także pięciokrotnie mistrzostwo Urugwaju w latac 1965,1967, 1968, 1975 i 1981. Natomiast z America de Cali jeden raz został mistrzem Kolumbii w 1979 roku. W plebiscycie największych ekspertów piłkarskich został uznany najlepszym bramkarzem wszech czasów Urugwaju. I to tyle polskich śladów w chilijskiej piłce nożnej. Zatem jeśli zechcemy oglądać obok siebie piłkarzy polskich i chilijskich pozostaje czekać na wynik eliminacji do nadchodzących mistrzostw świata, a póki co oglądać mecze europejskich rozgrywek klubowych. • Izabela Woźniak jest w Chile od dwóch lat. Pochodzi z Torunia. Ukończyła studia magisterskie na kierunku Ochrona środowiska na UMK w Toruniu, studiowała też Turystykę. Poza Polską studiowała i pracowała na południu Hiszpanii i w przepięknym regionie Grecjii – Arkadii. Jej pasją są podróże, przyroda, film, zdrowie i dekoracja wnętrz. Do tej pory realizuje je wszystkie równolegle.

34


BĄDŹ NA BIEŻĄCO! ZNAJDŹ NAS!

FACEBOOK.COM/AMBASADACHILE SANTIAGO.MSZ.GOV.PL TWITTER.COM/PLENCHILE FLICKR.COM/PHOTOS/PLENCHILE

Na zdjęciu Wiktoria Szubelak, polska gitarzystka klasyczna, która wiosną br. koncertowała w Chile.

35


Dziś pytanie, dziś odpowiedź

T

rzech chilijskich twórców gier komputerowych Max Kübler z AOne Games, Sebastián Saldías z Mister Glitch Studio i Juan Cristóbal Tomic z Videogames Chile AG, odwiedziło Polskę. Przeprowadzili rekonesans rynku, oceniając jego potencjał i możliwości współpracy. Według chilijskich przedsiębiorców Polska to jeden z najważniejszych rynków w Europie, który oferuje produkty na poziomie światowym. Chodzi nie tylko o gry komputerowe, ale także software i rozwiązania mobilne. Ich zdaniem, polski rynek jest jednym z tych, gdzie dynamika wzrostu jest największa, a możliwości współpracy polskich i chilijskich firm są bardzo szerokie. Poza spotkaniami w polskich firmach doszło także do rozmów z Krakowskim Klasterem Filmowym, promującym polski przemysł kreatywny. W Polsce działa szereg znanych firm, specjalizujących się w produkcji gier komputerowych, m.in. CD-Project RED, Techland, CI Games czy 11 Bits Studios. Do najbardziej znanych na świecie gier, wyprodukowanych w Polsce, należą m.in. The Witcher, Dead Island, Lords of the Fallen, This War is Mine czy Call of Juarez. Serię krótkich pytań zadała im Justyna Frelak, sekretarz ds. ekonomicznych w Ambasadzie RP w Santiago.

Jakie są wasze wrażenia po pobycie w Polsce? To było dla nas ciekawe doświadczenie. Po raz pierwszy, mogliśmy pojechać do Polski po to, aby poznać przemysł gier komputerowych. Mogliśmy docenić wysoki poziom rozwoju ich producentów, jakości oferowanych produktów oraz usług. Są one rozwinięte w większym stopniu niż nasze. Co najbardziej podobało wam się w Polsce? Ludzie. Wszyscy byli bardzo mili i poświęcili mnóstwo swojego czasu, aby bardzo dobrze nas przyjąć. Co zaskoczyło was w Polsce? Byliśmy tam za krótko, aby poznać wszystko, ale myślę że miło zaskoczył nas poziom profesjonalizmu w branży gier komputerowych. Polecilibyście Polskę swoim znajomym? Polecilibyśmy ją wszystkim naszym przedsiębiorcom po to, aby szukali możliwości startu z działalnością gospodarczej w Europie Środkowej i Wschodniej. Wrócilibyście do Polski? No pewnie.

Ambasada RP w Santiago

Dlaczego zdecydowaliście się poznać rynek gier komputerowych właśnie w Polsce? Przemysł gier komputerowych w Polsce jest bardziej rozwinięty niż w Chile. Pomyśleliśmy więc, że moglibyśmy spróbować nauczyć się jak tworzyć i prowadzić firmy oferujące światowej klasy produkty o wysokiej jakości. Dążymy do tego, aby Chile stało się ośrodkiem wzrostu tego przemysłu kreatywnego w Ameryce Łacińskiej i dlatego przykład Polski jest dla nas bardzo interesujący. Co Polska może zaoferować na światowym rynku gier komputerowych? Polska już od lat oferuje produkty najwyższej jakości na światowym rynku gier komputerowych. Jesteście utalentowali, kreatywni, pracowici i posiadacie stopień profesjonalizmu godny pozazdroszczenia. Niektóre gry z Polski są znane na całym świecie i – co ważniejsze – osiągnęły ogromny sukces sprzedażowy. Dlaczego polski rynek gier komputerowych różni się od gier produkowanych w innych krajach europejskich? Prawdopodobnie dlatego, że w niektórych grach zauważalny jest wpływ kulturowy programistów polskich, co sprawia, że ich produkty są wyjątkowe. Jednak najbardziej wy-

36


różnia je ich wyjątkowa jakość i to, że bez problemu konkurują z innymi produktami na świecie. Niektóre gry niczym nie różnią się od produktów ze Stanów Zjednoczonych czy innych rozwiniętych państw europejskich. Chcielibyście nawiązać współpracę z jakąś polską firmą produkującą gry? Dla stowarzyszenia producentów gier komputerowych w Chile niezwykle ważne jest to, aby nasze firmy mogły nawiązać przede wszystkim relacje handlowe. Jednak zawsze jesteśmy otwarci na jakąkolwiek formę współpracy, którą moglibyśmy skonkretyzować pomiędzy programistami i/albo firmami z branży. Jakiś projekt w ramach koprodukcji na pewno byłby interesujący. Jakie są podobieństwa i różnice pomiędzy polskim i chilijskim rynkiem gier komputerowych? Jako konsumenci jesteśmy podobni, na chilijskich graczy silny wpływ mają najbardziej znane gry na świecie, wykorzystujące wszystkie dostępne platformy: komputery, konsole, telefony itd. Jednak w kwestii rozwoju i produkcji gier komputerowych polski przemysł jest bardziej rozwinięty. W Chile na przykład nie ma wydawców gier, a w Polsce są. Przynajmniej nie na tak

wielką skalę jak u was. W jakich obszarach przemysłu informatycznego widzicie możliwości współpracy pomiędzy Polską i Chile? W obszarze usług przemysłowych, systemach pracy typu “work for hire” czy outsourcingu oraz możliwości publikacji produktów chilijskich na rynku polskim i Europy Wschodniej, głównie na platformie PC. Jak wygląda przeciętny gracz w Chile? Nasi odbiorcy są bardzo aktywni i lubią chłonąć ostatnie nowości i tendencje technologiczne. Gry produkowane w Polsce (i w każdym miejscu na świecie) są z łatwością wprowadzane do Chile i przyjmowane tak samo jak inne. Choćby poprzez platformy cyfrowe (Steam, App Store, Play Store, GOG, Origin, Playstation Store, Xbox Live itd.) oraz poprzez sieci sprzedaży detalicznej gier dostępnych od lat w dużych miastach (Zmart, Microplay, Weplay, Todojuegos, Falabella, Paris, Ripley itd.). Piractwo zmniejszyło się z biegiem lat, konkurencyjne ceny i łatwość kupna produktów oryginalnych oraz możliwości finansowe konsumentów polepszyły się, zatem coraz częściej posiadają smatphony, konsole czy komputery osobiste. I bardzo lubią grać. •

37


CHILE OTWARTE NA NOWOŚCI Wojciech Gibiec, odpowiedzialny w polskim browarze Van Pur, za sprzedaż na rynkach Ameryki Południowej, opowiada o chilijskim rynku piwa. Polski browar zadebiutował na nim m.in. z piwem Łomża, Brok i Karpackie w 2014 roku.

K

to pije piwo w Chile? Jak wygląda przeciętny chilijski konsument, który sięga po piwo?

Z moich obserwacji wynika, że piwo pije się w Chile podobnie jak w innych krajach. Pretekstem są spotkania rodzinne, impreza przy grillu czy ważne wydarzenia sportowe. To świetny napój gaszący pragnienie w trakcie upalnych dni, których przecież w samym Chile nie brakuje. Piwo również kojarzy się ze sportem, głównie z piłką nożną, której kult w Ameryce Południowej jest powszechny. Zwłaszcza w Chile w ostatnich latach reprezentacja piłki nożnej dobrze radzi sobie na arenie międzynarodowej czego świadkami byliśmy podczas ostatniego mundialu w Brazylii, przy okazji turniejów Copa America czy w trakcie trwających eliminacji do Mistrzostw Świata w Rosji. Lokalne marki napojów (zresztą nie tylko piw) mocno wspierają reprezentację, a promocja piłki nożnej wspiera spożycie piwa. Czy jest to produkt sezonowy? Czy preteksty do sięgnięcia po piwo różnią się w jakikolwiek sposób, od przyzwyczajeń konsumentów w Europie? Ambasada RP w Santiago

Tak, oczywiście jest to produkt sezonowy, pogoda ma tutaj spore znaczenie i to obserwują producenci zarówno lokalni jak i Ci, którzy dostarczają piwa importowane. Miesiące o mniejszym potencjale i zauważalne spadki sprzedaży obserwuje się w okresie czerwiecsierpień, ale warto zaznaczyć, że w zasadzie każdy rok jest inny, choć sezonowość zawsze w mniejszym czy większym stopniu jest istotna. Jakie marki i producenci dominują na rynku piwa w Chile? W Chile liderem rynku jest CCU (Compañía Cervecerías Unidas S.A.), z markami w portfolio takimi jak Cristal, Escudo, Austral i Kuntsmann. CCU dystrybuuje również Heineken’a w Chile, który w tej firmie ma także udziały. Czy w Chile obserwowany jest trend wzrostu sprzedaży marek piw rzemieślniczych, z browarów mniejszych, lokalnych? Również na kontynencie latynoamerykańskim pojawiły się marki piw rzemieślniczych, ten trend jest już znany na całym świecie. Choć najwięksi gracze oczywiście próbują ograniczać sprzedaż tych piw promując na wiele sposobów piwa „mainstreamowe” lub przejmując marki i kupując małe browary aby również korzystać z tego trendu.

38


Co chilijski konsument wie i jaką ma opinię o piwach zagranicznych? Zauważamy wzrost zainteresowania piwami importowanymi. To z pewnością widać również na półkach sklepowych, w większym stopniu w supermarkecie niż lokalnym sklepie na rogu. Jednak wyraźnie widać, że piwa importowane zyskują na znaczeniu. W Chile z pewnością widać to przy okazji pojawienia się m.in. marki piwa Estrella z Hiszpanii, która na dobre w ostatnich latach zagościła również w pubach i restauracjach. Sądzę, że chilijski konsument jest zainteresowany nowościami, próbuje kolejne pojawiające się produkty, nie tylko z segmentu piwa. Chile mimo dalekiego położenia na mapie świata jest otwarte na import produktów z wielu kategorii. Na rynku widać nowe produkty np. z Europy, które charakteryzują się wysoką jakością. Co decyduje o wyborze przez niego konkretnej marki piwa? Z pewnością przyzwyczajenie do marki, aktualna oferta, ale również chęć poznania nowego produktu – jeśli oczywiście ma adekwatną cenę. W Chile produkty spożywcze mają wysokie ceny, więc ma to bez wątpienia duże znaczenie przy wyborze również marki piwa. Z jakimi innymi rodzajami alkoholu piwo najsilniej konkuruje na chilijskim rynku?

sze spożycie w restauracjach, sądzę że część klientów sięga po piwo w trakcie posiłku rezygnując z kupienia wina. Nie jestem pewien jednak czy konkuruje również z pisco, bardzo popularnym tu rodzajem brandy. Ten trunek ma własną kulturę konsumpcji w Chile. Co jest największym wyzwaniem i na jakie trudności może napotkać producent produktu, który chce zadebiutować na rynku chilijskim? Z racji położenia geograficznego i długości kraju sporym wyzwaniem jest dostarczenie produktu na jego odległe krańce. Pamiętajmy, że Chile to nie tylko jego stolica Santiago, w którym mieszka ok. 7 mln mieszkańców, ale również inne duże miasta, zarówno w północnej części jak i południowej części kraju. Wyzwaniem jest zatem logistyka i dotarcie do poszczególnych punktów sprzedaży. Pozostałe czynniki są w zasadzie analogiczne jak w przypadku chęci ekspansji do innych krajów, np. procedury rejestracyjne produktów, czas na pozyskanie odpowiednich dokumentów-zezwoleń czy ryzyka kursowe. Są to kluczowe czynniki importu i eksportu produktów do każdego miejsca na ziemi. Warto zaznaczyć, że Chile jest bardziej otwarte na produkty z Europy niż inne rynki południowoamerykańskie, porównując choćby procedury jakie temu towarzyszą. • Rozmawiał Jacek Piątkowski

Za część wzrostu spożycia piwa w Chile odpowiada jego więk-

39


Chile o Polsce i Polakach W naszym przeglądzie mediów chilijskich chcemy pokazać jak różnorodne są informacje, które kreują wizerunek naszego kraju. Czasem nawet niewielka wzmianka o tym co polskie, może mieć znacznie większy wpływ na świadomość czytelników i być dla nich czymś bardziej atrakcyjnym, niż wielostronicowe analizy i poważne komentarze z pierwszych stron gazet. Magazyn specjalistyczny „Mercado Mayorista”, przedstawił kolejną markę polskiego piwa, która debiutuje na rynku chilijskim. Piwo Perła z Browarów Lubelskich znalazła się w ofercie chilijskiego dystrybutora Emporio Terramater. Wcześniej w Chile pojawiły się w sprzedaży piwa z browaru Van Pur.

Nie tylko Robert Lewandowski, gwiazda Bayernu Monachium i piłkarskiej reprezentacji Polski, ale również jego żona Anna, jest popularna w Chile. Dziennik „Las Ultimas Noticias” poinformował o jej projektach popularyzujących zdrowy styl życia. Anna Lewandowska, była mistrzyni karate, ma własną stronę internetową, wydaje książki i nagrywa filmy o tym jak zdrowo się odżywiać, ćwiczyć i dbać o dobre samopoczucie.

Polsko-chilijskie duo fortepianowe „Temperamento” zrobiło furorę podczas swojej trasy koncertowej w Chile, poinformowała gazeta „El Diario de Atacama”. Javier Malebran i Agnieszka Korpyta przedstawili program, który łączył dorobek polskich i chilijskich kompozytorów. Projekt został sfinansowany przez Fondo al. Fomento de la Musica Nacional. Dwóch chilijskich akademików Pablo Gonzalez i Tomas Pacheco z Universidad del Desarollo de Concepcion, wzięło udział w 28 edycji European Conference on Operational Research tym razem zorganizowanej przez Politechnikę Poznańską. Jak informuje dziennik “El Sur” obaj zaprezentowali swoje doświadczenia w zarządzaniu zasobami leśnymi. Gazeta „El Mercurio” zamieściła fotorelację z otwarcia Konsulatu Honorowego RP w Vina del Mar. Konsulem Honorowym, który będzie reprezentował Polskę w tym pięknym nadmorskim mieście została Ana Maria Chamy, akademik związany przez wiele lat z Universidad de Viña del Mar.

Ambasada RP w Santiago

40


Chilijskie media wiele miejsca poświęciły tegorocznej edycji Światowych Dni Młodzieży, które odbyły się w Krakowie. Na spotkanie z papieżem Franciszkiem wyruszyły grupy młodych ludzi praktycznie z każdego zakątka Chile. Matias Guzman, uczeń z Colegio San Luis w Antofagaście, wierzy w przesłanie jakie głosi Ojciec Święty. Powiedział gazecie „La Estrella”, że dzięki jego naukom chce walczyć z niesprawiedliwością i pomagać tym, którzy naprawdę tego potrzebują. O podróży młodych Chilijczyków informowały także największe dzienniki w Chile „El Mercurio”, „La Tercera”, „Nacional” i inne.

Dziennik „El Mercurio” informował także o wystawie malarstwa Ewy Okolowicz, która mieszka i pracuje na południu Chile w Puerto Natales. Polska artystka wzięła udział w wystawie „Patagonia minimalista”, podczas której pokazała wspaniałe pejzaże inspirowane dziką naturą i bezkresną przestrzenią regionu Magallanes.

Entuzjastyczne recenzje w chilijskiej prasie zebrał Teatr Pieśń Kozła, który wystawił spektakl „Pieśni Leara”. Aktorzy z wrocławskiego teatru wystąpili w Santiago i Concepcion podczas największego chilijskiego festiwalu teatralnego Santiago A Mil. Pedro Labra Herrera, krytyk teatralny dziennika „El Mercurio”, pisał o „wyjątkowym przeżyciu scenicznym”, o przedstawieniu w którym wszystko jest „nowe, inne, świeże, trudne do opisania”. Występ polskiego teatru uznano za jedno z największych wydarzeń tegorocznej edycji festiwalu.

„La Hora” pisze o zmaganiach z językiem polskim Michaela Fassbendera, który musiał się go nauczyć na potrzeby kolejnej części filmowej sagi „X-Men”. Aktor żartuje, że chce poznać jak najwięcej języków obcych, żeby grany przez niego bohater Magneto, po powrocie do swojej ludzkiej postaci mógł zostać tłumaczem w Organizacji Narodów Zjednoczonych.

41


Czy wiesz, że… Polski oficer bił się o niepodległość Chile w bitwie pod Bio-Bio? Jego biografię, jak i wielu innych Polaków, którzy mieli swój udział w budowie nowoczesnego Chile, można przeczytać w książce „Sylwetki polskie w Ameryce Łacińskiej w XIX i XX wieku. Uczeni, literaci, artyści, kler i wojskowi” Edmunda Stefana Urbańskiego, wydanej przez The Polish Institute of Arts and Sciences of America w 1991 r. Mamy jej egzemplarze w Bibliotece Ambasady RP w Santiago. Przyjdź, zapisz się, wypożycz - wystarczy napisać santiago.embajada@msz.gov.pl

„Akcja nad rzeka Bio-Bio w 1817 r., w której wykazał lotność i odwagę, charakteryzujące go cechy, narażały jego życie na niebezpieczeństwo. Kiedy przechodził w bród rzeki (Bio-Bio) otrzymał postrzał, a jeśli później kontynuował służbę, czynił to z konieczności, o czym wiem jako dowódca. Na koniec, jeżeli kiedykolwiek dobra służba zaskarbiła sobie uznanie Narodu (tj. Chile), zasługuje na nie w pełni ppłk. Borkowski jako oficer uczciwy, dzielny i posłuszny rozkazom. Mówię o tym, wykonując swój obowiązek.” - generał Ramon Freire (na ilustracji). Ambasada RP w Santiago

42


Płk Franciszek Dunin Borkowski (w Chile w latach 1813-1826)

Jedyny bodajże oficer polski, który wziął udział w walkach o niepodległość Chile, przebywając w tym kraju przez trzynaście lat. Franciszek Dunin Borkowski urodził się w 1789 r. w Borszczowie (Galicja) w ziemiańskiej rodzinie patriotycznej, która wierzyła że Napoleon, wspierany przez Polaków, zapewni ich ojczyźnie trwałą niepodległość. To też, młody Franciszek, idąc w ślady swych rówieśników, walczył w szeregach napoleońskich. Widział jednak upadek gwiazdy „małego kaprala”, a idąc za popędem ideologii „Za naszą i waszą wolność”, postanowił oddać swą szpadę na rzecz wolności innych narodów. We Francji słyszał o walkach o niepodległość, prowadzonych przeciwko Hiszpanom przez kolonialne narody Ameryki Południowej. Dlatego też tam się udał i przybył do Chile w 1813 r. Tutaj, zaciągnął się w szeregi wojsk powstańczych pod dowództwem generałów Bernarda O’Higgins i Miguela Carrera oraz wziął udział w dwufazowej wojnie przeciwko kolonialnym wojskom hiszpańskim. Jak zapewnia nas Pyzik w swej monografii hiszpańskiej o Polakach w Ameryce Południowej, wojskowa kariera Borkowskiego rozpoczęła się wkrótce po jego przybyciu do Chile.

mu później certyfikat służby polowej, kiedy ppłk. Borkowski na skutek ciężkich ran wojennych, zmuszony był zwolnić się z wojska. W wymienionym certyfikacie służby wojskowej z dnia 28 grudnia 1826 r. gen. Ramon Freire stwierdza m.in. że „Borkowski był jednym z tych oficerów, którzy pełniąc ważne zadania, odznaczył się wybitnie w Wojnie o Niepodległość. Kampanie do których odnoszą się jego raporty wojskowe są wiarygodne, tak samo wydarzenia które wymienia, ponieważ większość wynikała z akcji pod moją komendą. Te okoliczności pozwoliły mi szczegółowo poznać jego służbę wojskową i dla potwierdzenia mogę powiedzieć, że jego poświęcenie, wzorowe wykonywanie obowiązków, a w szczególności odwaga, w czym nikt go nie przewyższał, uczyniły go niezwykle wartościowym oficerem. Akcja nad rzeka BioBio w 1817 r., w której wykazał lotność i odwagę, charakteryzujące go cechy, narażały jego życie na niebezpieczeństwo. Kiedy przechodził w bród rzeki (Bio-Bio) otrzymał postrzał, a jeśli później kontynuował służbę, czynił to z konieczności, o czym wiem jako dowódca. Na koniec, jeżeli kiedykolwiek dobra służba zaskarbiła sobie uznanie Narodu (tj. Chile), zasługuje na nie w pełni ppłk. Borkowski jako oficer uczciwy, dzielny i posłuszny rozkazom. Mówię o tym, wykonując swój obowiązek.”

Według chilijskich zapisów wojskowych, udział Borkowskiego w tej bitwie był godny podziwu, gdyż na czele oddziału czterdziestu powstańców chilijskich, przeciwstawił się oddziałowi składającemu się z 600 żołnierzy hiszpańskich. Został wtedy poważnie zraniony i za swą dzielność otrzymał chilijską Legię Honorową.

Borkowski odznaczył się szczególnie w bitwie nad rzeką Bio-Bio, gdzie gen. Alvarado pokonał wojska hiszpańskie. Według chilijskich zapisów wojskowych, udział Borkowskiego w tej bitwie był godny podziwu, gdyż na czele oddziału czterdziestu powstańców chilijskich, przeciwstawił się oddziałowi składającemu się z 600 żołnierzy hiszpańskich. Został wtedy poważnie zraniony i za swą dzielność otrzymał chilijską Legię Honorową. Awansuje na polu bitwy od kapitana do rangi podpułkownika, przelewając swą krew za naród, którego języka nawet jeszcze dobrze nie znał. W drugiej fazie kampanii patriotów chilijskich przeciw Hiszpanom, która rozpoczęła się w 1817 r., walczył w bitwach w Cancha Rayada, Talcahuano i Maipo, pod dowództwem generałów San Martina i Ramona Freire. Gen. Freire był jego bezpośrednim dowódcą oraz wydał

Ppłk. Borkowski ożenił się w dn. 20 maja 1819 r. z Chilijką p. Rafaelą Lecumberre, z którą miał dwoje dzieci, Franciszka Rafaela i Petronelę. Na skutek ran wojennych, odniesionych pod Bio-Bio, przeszedł w stan spoczynku w 1826 r. i kilka miesięcy później umarł, w wieku trzydziestu siedmiu lat. Według zapisów wojskowych i kościelnych, wdowa po płk. Borkowskim zwróciła się wówczas o pensję do dowódcy Wojsk Chilijskich. Ponieważ sprawa ta nie była w jego kompetencji ani też Prezydenta Chile, przekazano ją do załatwienia Parlamentowi w Santiago.” • Ilustracja pochodzi z zasobów Memoriachilena.cl

43


ZAPOMNIANE WZGÓRZA VALPARAISO EMILIA SZULCZYK „Już kiedy myślałam, że nie można być bardziej uprzedzonym, spotykałam się z opinią która udowadniała mi że jest inaczej. To zadziwiające, że niektórzy Chilijczycy nie chcą, choćby w najmniejszym stopniu, być łączonymi z Valparaiso. Czasy świetności Valparaiso to okres pomiędzy 1830 a 1920 r. Port był potężnym ośrodkiem handlowym, miejscem powstania pierwszych banków, zakładów przemysłowych, firm ubezpieczeniowych. Było to również miejsce, gdzie narodziła się burżuazja kupiecka, na czele z rodzinami kupców angielskich zamieszkujących wzgórze Alegre. Jednak to nie takie Valparaiso pozostaje w świadomości Chilijczyków. Po zmianie siedzib przedsiębiorstw, ośrodków działań politycznych, handlowych oraz przemysłowych i przeniesieniu ich do Santiago, po trzęsieniu ziemi w 1906 roku, otwarciu portu w San Antonio i Kanału Pa-

Ambasada RP w Santiago

namskiego w 1920 roku znaczenie Valparaiso zostało zmarginalizowane. Te wydarzenia spowodowały drastyczne spadki dochodów miasta i zubożenie jego mieszkańców. Zamożni przeprowadzili się do stolicy lub pobliskiego Vina del Mar. Do miasta przylgnęła łatka miejsca zapomnianego, zepchniętego na margines. Skojarzenia z „miastem biednych” to nie lada uszczerbek na reputacji. Ludzie z łatwością wydają opinię choćby o wątpliwej czystości tego miejsca, nie dostrzegając skarbów, które ma do zaoferowania - bogatej oferty kultury, sztuki ulicznej, przykładów nietuzinkowej architektury, spektakli świateł amfiteatru i ludzi. Przede wszystkim ludzi. Prawdziwych, uprzejmych, z charakterem. Nie bez powodu UNESCO uznało to miejsce za światowe dziedzictwo kultury, a dziesiątki tysięcy turystów odwiedzają je każdego roku.”

44


Na zdjęciu Porteno wskazujący nam drogę. Jego warsztat meblarski ma już 100 lat. Na zdjęciu obok uczennica ze szkoły Murialdo. Oba zdjęcia wykonano na wzgórzu Polanco (foto Ignacio Sepulveda)

T

o fragment książki, która wraz z ekspozycją fotograficzną zwieńczy projekt „Duch zapomnianych wzgórz Valparaiso”. Wernisaż planowany jest na koniec 2017 roku. Będzie to efekt moich poszukiwań prawdziwej tożsamości miasta Valparaiso. Wyraz mojego poirytowania ciągłym ostrzeganiem mnie przed czyhającymi tu niebezpieczeństwami i braku zrozumienia oraz pogardy wobec tego miejsca. Czy Valparaiso rzeczywiście jest takie nieprzyjemne? Przecież są tacy którzy to miasto pokochali, tak jak ja. Chcę się dowiedzieć dlaczego ci, którzy tu mieszkają, są tak bardzo dumni kiedy nazywają siebie ”portenos”. Jakie jest prawdziwe oblicze Valparaiso? Aby uzyskać odpowiedzi na te i więcej pytań wyruszam wąskimi uliczkami stromych wzgórz, docieram tam gdzie mi zabroniono, poznaje miejsca o których istnieniu nie wiedziałam i wspomnianych wcześniej portenos. Przede wszystkim ich, bo bez nich Valparaiso nie byłoby takie samo. Mieszkańcy tchną w Valparaiso życie. Są duchem zapomnianych wzgórz. Dlatego też oprócz moich opisów, wskazówek i spostrzeżeń książka będzie zbiorem wypowiedzi napotkanych przeze mnie ludzi. Reportaż będzie najodpowiedniejszą formą. Chce oddać głos ludziom, dać im szansę się wypowiedzieć i w ten sposób stworzyć prawdziwy, wielowymiarowy obraz tego miasta. Tak żeby po przeczytaniu tej książki nie było wątpliwości jakie jest Valparaiso. Pomysł narodził się kiedy pewnego dnia, ciekawa miasta, zaczęłam podążać za grupą turystów z przewodnikiem. Przechadzaliśmy się po dzielnicy portowej, po placu Echaurren. Pozna-

łam lepiej historię Valparaiso i miejsca, na które dotychczas jedynie spoglądałam zza szyby miejskiego autobusu. Na przykład takie jak schody tysiąca ogni. Wiesz, że są takie w Valpo? Pomysł sam zaczął rodzić mi się w głowie. Ile jest jeszcze miejsc do których turyści nie docierają? Ba, turyści! Chilijczycy też nie! Stało się dla mnie jasne, że taki projekt jest potrzebny. Jestem szalenie podekscytowana zarówno samym procesem jak i perspektywą rezultatu. Projekt „Duch zapomnianych wzgórz” pomoże również dostrzec potencjał niektórych miejsc. Valparaiso to nie tylko Cerro Alegre, czy Cerro Concepcion. Inne miejsca też zasługują na uwagę. Cerro Arrayan i Cordillera, na przykład, albo trasa przez Pesoa Veliz. Stamtąd widok na ocean jest w Valparaiso najlepszy. Jest adresowany zarówno dla Chilijczyków, którzy nie lubią Valpo jak i dla tych którzy je kochają. Obie grupy odkryją dzięki temu coś nowego czy interesującego. Myślę też o turystach. Dlatego tekst w książce będzie również w języku angielskim. Wierzę, że efekt będzie wspaniały. W okolicach lutego 2017 r., kiedy projekt nabierze więcej kształtu i sprecyzują się detale będziemy poszukiwać sponsorów. Jeżeli jesteś zainteresowany współpracą lub znasz kogoś kto mógłby być - skontaktuj się ze mną mailowo: proyectocerros@gmail.com Emilia Szulczyk, świadoma podróżniczka, hodowca owczarków podhalańskich, blogerka, aspirująca pisarka. "Na koniec każdego dnia chcę mieć poczucie, że dobrze wykorzystałam swój czas." Autorka bloga - www.malala.pl W Chile od 2015 r. 45


KOBIETY MAJĄ GŁOS MONIKA TRĘTOWSKA

W

latynoamerykańskiej kulturze zdominowanej przez kult „macho” kobietom nie zawsze łatwo jest dojść do słowa. Coraz silniej walczą o swoje prawa, wybory i jakość życia. W muzyce za to od dawna płeć piękna miała wiele do powiedzenia. Bez zbędnej choreografii, wyzywającego tańca, kusych strojów i skandali - wielu największym artystkom Ameryki Łacińskiej wystarczył zjawiskowy głos, mądry tekst i instrument. Każda na swój sposób, każda w innym zakątku kontynentu, wszystkie dały się usłyszeć i już nigdy nie zapomnieć. Inspirując się muzycznymi korzeniami kontynentu, a nierzadko inspirując siebie nawzajem, tym dziesięciu kobietom udało się na stałe zapisać w historii muzyki latynoamerykańskiej i spopularyzować folklor Ameryki Łacińskiej poza jej granicami.

Mercedes Sosa (Argentyna) Argentyńska pieśniarka, multiinstrumentalistka i pisarka to człowiek-legenda nie tylko w Argentynie, ale i w całej Ameryce Łacińskiej. “Najlepszy głos jaki urodził się na argentyńskiej ziemi”, powiedział o niej kiedyś inny rodzimy muzyk, Fito Paez i nikt nie pomyślał nawet, żeby temu zaprzeczyć. Jej niską, głęboką i przejmująca barwę głosu poznaje sie od pierwszego wyśpiewanego słowa. “La Negra” (“Czarna”) jak nazywają ją wielbiciele, przez ponad 50 lat artystycznego życia inspirowała się folkorem, najpiew argentyńskim, a potem latynoamerykańskim. Jako czołowa członki ruchu „Nueva Canción” śpiewała zaangażowane politycznie i społecznie teksty, co w czasach argentyńskiej dyktatury skończyło się jej aresztowaniem (podczas jednego z koncertów zatrzymano zarówno artysytkę jak i całą obecną publiczność) i w efekcie emigracją Mercedes do Hiszpanii. W tej samej dekadzie nagrała m.in dwa piękne albumy poświęcone twórzości innych legend Latynoameryki: „Mercedes Sosa interpreta a Atahualpa Yupanqui“ (1977) i „Homenaje a Violeta Parra” (1971). Jej powrót do kraju tuż po utracie władzy przez juntę wojskową, stał się dla Argentyńczyków symbolicznym końcem dyktatury, a sama Mercedes emblematem wolności. Jej śmierć była ogromną stratą dla muzyki latynoamerykańskiej, co sprawiło, że argentyńskie władze ogłosiły z tego powodu żałobę narodową. Do najsłyniejszych jej utworów zaliczają się m.in. „Alfonsina y el mar“, „Solo de pido a Dios“, „Duerme negrito“ i „Todo cambia“.

Chavela Vargas (Meksyk) Meksykańska pieśniarka urodzona na Kostaryce. Czołowa reprezentantka gatunku zwanego ranchera, śpiewanego głównie przez mężczyzn przy akompaniamencie mariachi. Chavela występowała sama, jedynie przy dźwiękach gitary, po raz pierwszy śpiewając historie o życiu z perspektywy kobiety. Swoim niskim, chropowatym i przejmującym głosem wykonywała tak nieśmiertelne utwory jak „La llorona”, „Piensa en mi”, „Macorina” i „No soy ni de aquí, ni soy de allá“. Chavela była nie tylko wspaniałą artystką, ale i wyjątkową osobowością: ubierała się jak mężczyzna, piła, paliła tytoń, nosiła ze sobą pistolet, w wieku 80 lat skoczyła ze spadochronem, rok później publicznie wyznała, że jest lesbijką. Przyjaźniła się z Fridą Kahlo i Diego Rivierą, pozostawała w serdecznych relacjach z Pablo Picasso, Pablo Nerudą i Gabrielem García Marquezem. Wystapiła m.in.w słynnej nowojorskiej Carnegie Hall, wyprzedając całą salę w dwa tygodnie. Z powodu nadużywania alkoholu pod koniec lat 70-tych wycofała się na wiele lat z kariery scenicznej. W wielkim powrocie w latach 90 Ambasada RP w Santiago

46


-tych pomógł jej hiszpański reżyser Pedro Almodovar, który opisał jej głos jako „szorstki głos czułości”. O jej burzliwym życiu Chaveli można przeczytać m.in. w biograficznej książce: „Y si quieren saber de mi pasado...”.

Elis Regina (Brazylia) Od wystepu w radiu w wieku 11 lat do tragicznej śmierci w wyniku pomieszania środków uspokajających z alkoholem i narkotykami 25 lat póżniej, Elis Regina przeszła przez brazyliską scenę niczym huragan. Tak też zresztą nazywana była przez swoich współpracowników ze względu na wyjątkową ekspresję podczas występów na żywo. „Dzielę się ubraniem, przyjaciółmi i wszystkim innym, ale nie sceną”, mawiała. Ta zadziorna dziewczyna z charakterem miała jednocześnie kojący, rytmiczny głos i wielką zdolność do swobodnej interpretacji. Regina uznawana jest za za czołową reprezentatkę gatunku muzycznego MPB (Brazylijska Muzyka Popularna) i bossa novy. W póżniejszych latach nagrywając z muzykami takimi jak Gilberto Gil przyczyniła się do popularyzacji nowego nurtu muzycznego nazywanego „Tropicalia”. Jej album „Elis & Tom“ nagrany w 1974 r. z legendarnym Antonio Carlosem Jobimen uznawany jest za najwspanialszy album bossa novy wszech czasów. Zawiera m.in. słynny utwór tego stylu „Águas de Março”. Sama Elis nagrała dziesiątki płyt, które rozeszły się w ponad 80 milionach egzemplarzy.

Chabuca Granda (Peru) Maríe Isabel Granda Larco, znana bardziej jako Chabuka Granda, nie tylko śpiewała, ale i komponowała. Urodzona w 1920 r. jako dwunastolatka została sopranem w cenionym chórze Colegio Sophianum w Limie. Efektem jednej z przebytych operacji był jej niezapomniany, głęboki głos. Na początku kariery śpiewała romantyczne i nostalgiczne piosenki o Limie, w latach czterdziestych znana była z interpretacji popularnych w tym czasie piosenek meksykańskich. Późniejsze eksperymenty zaowocowały wpływami muzyki afrykańskiej i łamaniem konkwencjonalnego rytmu peruwiańskiego walca. Rozgłos przyniośł jej też rozwód, który w ówczesnym, niezwykle katolickim Peru, był wielkim wydarzeniem. Jej sława przekroczyła granice kraju. Inspirowała m.in. Brazylijczyka Caetano Velonso, który po jej śmierci umieścił na swoim albumie własną wersję jej piosenki „Fina Estampa”. Jednym z emblematycznych utworów Chabuki jest też piękny utwór w stylu kreolskim (tzw. afroperuwianizmu) „La flor de canela”.

Paulina Tamayo (Ekwador) Paulinę Tamayo usłyszałam spacerując po ulicach Quito. Jej muzyka dobiegała z jednego ze sklepów muzycznych w centrum historycznym miasta. Spodobała mi się, więc weszłam i zapytałam kto to. Tak odkryłam dziewczynę, która mając zaledwie dziewięć lat, swoim śpiewem wycisnęła łzy z oczu samej Chabuki Granda. Po tym jak peruwiańska legenda usłyszała jej występ na żywo powiedziała jej mamie: „Ona nie jest gwiazdą, bo gwiazdy mają datę ważności i potem gasną. Ona zawsze będzie ciałem astralnym”. Nie pomyliła się. Paulina Tamayo ma za sobą ponad 45 lat pełnej sukcesów kariery, a dziś nazywana jest „głosem Ekwadoru” („la voz de Ecuador”). Jest jedną z głównych reprezentantek gatunku „el pasillo”, mającego swój początek w XIX w. i wywodzącego się od europejskiego walca (ma jednak szybszy rytm). El pasillo, rozpropagowane przez wenezuelską arytokrację, komponowane jest również w Meksyku, Kolumbii, na Kubie i Kostaryce, ale w wersji instrumentalnej i do tańca. To właśnie w 47


Ekwadorze zaczęły powstawać jego wersje śpiewane i melancholijne. Jedne z najbardziej znanych utworów Pauliny to son “Amor, Dolor", “Fe perdida”, “Parece mentira” czy “La canción de los Andes”.

Totó de Momposina (Kolumbia) Karaibski powiew świeżości na mojej liście śpiewających kobiet. Muzyka Totó to bogata mieszanka elementów afrykańskich, rdzennej ludności tej części Kolumbii i wpływu hiszpańskiej kolonizacji. Z tej fuzji powstały rytmy zwane dzisiaj cumbią, el porro, la chalupa i mapalé. Totó, badaczka i antropolog kultury, jest nie tylko doskonałą wokalistka, ale i świetną tancerką. Jej spontaniczne, energetyczne show w akompaniamencie bębnów, perkusji i tradycyjnych instrumentów wybrzeża porywają nie tylko Kolumbijczyków. Międzynarodowe zainteresowanie wzbudziła albumem „La Candela Viva“ (1993), wydanym przez wytwórnię Real World Records Petera Gabriela. Artystka współpracowała też m.in. z Los Jaivas, Gilbertem Gilem, Calle 13, Gustavo Santaolalla czy Lilą Downs. 76-letnia dziś Totó de Mamposina ponad 60 lat swojego życia poświęciła prezentowaniu dźwięków i tańców karaibskiego wybrzeża i do dziś wydaje nowe płyty. Uznawana jest za żyjący skarb narodowy Kolumbii. Jak twierdzi mój przyjaciel z Bogoty, jej interpretacja utworu „Yo me llamo cumbia“ jest hymnem każdego szanującego się Kolumbijczyka.

Lagrima Ríos (Urugwaj) Artystka mająca afrykańskie korzenie, uznawana jest za jedyną czarnoskórą pieśniarkę tanga. Nazywana jest też „czarną perłą tanga” („La perla negra del tango”) i „damą candombe”. Jej mocny, niski i przejmujący głos, stworzony do śpiewania tanga, przywodzi na myśl kobietę po przejściach, która ma za sobą setki wypalonych paczek papierosów, morze wypitego alkoholu i wypłakanych łez. Jej pseudonim artystyczny (Lágrima) znaczy zresztą „łza“. Ríos przyznała jednak w jednym z wywiadów, że nigdy nie zapaliła ani jednego papierosa i stroni od alkoholu. Jak mówi „czarnoskóre osoby mają grubsze struny głosowe niż biali ludzie“. Artystyczne imię wybrała za to nie ze względu na łzy smutku, ale radości. Lágrimę poznałam wraz z jej występem w dokumencie „Café de Los Maestros“ (2008) Gustavo Santaolalli, epopei muzycznej poświęconej argentyńskim, żyjącym legendom tanga. Do dziś chętnie i wracam do jej albumu „Cantando sueños¨ z piosenką w rytmie candombe “Bajo del arbol un tambor“.

Soledad Bravo (Wenezuela) Soledad Bravo, krystaliczny głos Wenezueli, nagrała 30 albumów w ponad 40 lat kariery scenicznej. Artystka urodzona w Hiszpanii, ale z wenezuelskim obywatelstwem, na początku śpiewała hiszpańskojęzyczne klasyki, by w 1973 roku wpisać się w historię muzyki swoim szóstym albumem „Cantos de Venezuela”, gdzie po raz pierwszy sięgnęła po wenezuelski folklor. Zaśpiewała na nim m.in. "Mi tripón" i "Caramba" autorstwa Otilio Galíndez, a samym krążkiem wpisała się w nurt protest songów i piosenek zaangażowanych społecznie. W latach osiemdziesiątych skręciła w stronę salsy, co zaowocowała m.in. współpracą z legendarnym Willie Colonem i nagrywaniem albumów w Nowym Jorku. Przejmujący głos Soledad ma w sobie zarówno siłę, jak i subtelność, co słychać choćby w „Tonadas de ordeño” i “Cantos de pilón”.

Ambasada RP w Santiago

48


Celia Cruz (Kuba) Jej ojciec chciał, żeby została nauczycielką. Mała Celia z Hawany została jednak „Królową Salsy“ i okrzyknięta „Głosem Latynoamerykańskiej Kultury“, będąc jednocześnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych i najlepiej zarabiających artystek latynoamerykańskich w historii. Za życia sprzedała ponad 30 milionów płyt, z których 23 pokryły się złotem. Jej kariera rozpoczęła się jeszcze na Kubie wraz ze współpracą z orkiestrą Sonora Matancera, ale przez większość część życia Celia tworzyła w USA, gdzie wyjechała po dojściu Fidela Castro do władzy (dostała potem dożywotni zakaz wjazdu na wyspę, a jej muzyka została zakazana w całym kraju). W Stanach Zjednoczonych nagrywała z Tito Puente i Willie Colonem, występowała też jako członkini legendarnej grupy salsowej Fania All-Stars, będąc świadkiem i sprawcą narodzin popularności salsy na różnych kontynentach. Jej pełen pasji śpiew, unikalny styl, ekstrawagancki ubiór i doskonały kontakt z publicznością sprawił, że królowała na światowych scenach ponad 40 lat i przetarła ścieżkę do międzynarodowej sławy innym latynoameryańskim artystom. Została pierwszą czarnoskóra kobietą, która wystąpiła w słynnej nowojorskiej Carnegie Hall. Dostała też swoją gwiazdę w Hollywoodzkiej Alei Sławy. Piosenki. jak „La vida es un carnaval“ czy „Quimbara“ do dzisiaj z miejsca zapełniają taneczne parkiety.

Violeta Parra (Chile) Violeta nie jest może najlepszą wokalistką wśród kobiet na tej liście, ale możliwe, że jest tą najbardziej wszechstronną i inspirującą całą Amerykę Łacińską. Wystarczy wspomnieć, że jeden z jej najsłynniejszych i najpiękniejszych utwórów “Gracias a la vida” („Dziękuję Ci życie”) doczekał się interpretacji kilku wyżej wspomnianych artystek, m.in Mercedes Sosy, Chaveli Vargas, Elis Regina czy Soledad Bravo. Argentynka nagrała wręcz cały album w hołdzie chilijskiej badaczki folkloru. Violeta w swoim burzliwym i zakończonym samobójstwem życiu napisała oraz skomponowała ponad 3000 pieśni o poetyckich, niebanalnych tekstach, czerpiąc garściami z folkowej muzyki Latynoameryki, badając ją, analizując i ocalając tym samym od zapomnienia. Parra tworzyła nie tylko muzykę, ale i obrazy, gobeliny, hafty, rzeźby i ceramikę. Była pierwszą artystką z Ameryki Łacińskiej i pierwszą kobietą, której indywidualne prace zostały wystawione w Luwrze w Paryżu. Dziś zgodnie nazywana jest ikoną muzyki folkowej Latynoameryki.

MONIKA TRĘTOWSKA – dziennikarka, podróżniczka, korespodentka Polskiego Radia z Chile i Ameryki Południowej. Ukończyła Dziennikarstwo i Komunikację Społeczną na Uniwersytecie Warszawskim, skończyła też studia podyplomowe z zakresu muzyki Ameryki Łacińskiej na Universidad Alberto Hurtado w Santiago de Chile. O życiu codziennym w Santiago, podróżach po latynoskim kontynencie i kulturze Ameryki Łacińskiej pisze na blogu: www.tresvodka.com

49


KSIĄŻKI NIEOBOJĘTNE wiat książki obiegła nie tak dawno elektryzująca wiadomość. „Rękopis znaleziony w Saragossie”, dzieło Jana Potockiego należące najwybitniejszych powieści okresu Oświecenia – nie tylko polskiego, ale światowego, zostało przetłumaczone na nowo przez Annę Wasilewską. Polska tłumaczka na nowo odkryła ten utwór, rozwiązując kolejne zagadki polskiego pisarza. "Przygoda z arcydziełem Jana Potockiego, najsławniejszą książką napisaną przez Polaka, zaczyna się od nowa." – napisali krytycy.

Ś

„Rękopis…” opowiada o Alfonsie van Worden, młodym szlachcicu, który udaje się do Hiszpanii, by objąć dowództwo nad oddziałem wojska. W trakcie podróży, trafia do nawiedzonej karczmy, spotyka tajemniczego pustelnika oraz Żyda Wiecznego Tułacza, zostaje aresztowany przez inkwizycję, dołącza do taboru cygańskiego, wdaje się w romans... To powieść szkatułkowa, gdzie każda z postaci, jaką spotyka bohater, dzieli się z nim historią swojego życia lub jakąś zasłyszaną opowieścią. Z jednych historii wynikają drugie, kolejne opowieści przenikają się zaś nawzajem, tworząc skomplikowaną mozaikę. Ekranizacja powieści z 1964 r. ze Zbigniewem Cybulskim w roli głównej do dziś budzi mnóstwo emocji. Film odczytywany jest wciąż na nowo, reinterpretowany, cały czas ogląda się go z ogromną przyjemnością. Budzi fascynacje nie tylko w Polsce, ale i w całym świecie filmowym. Słynny amerykański reżyser Martin Scorsese i Jerry Garcia, muzyk legendarnej grupy Grateful Dead sfinansowali jego remastering. Za arcydzieło sztuki filmowej uznali go Coppola, Bunuel, Von Trier czy Lynch. „Rękopis znaleziony w Saragossie był jedną z pierwszych książek totalnych, jakie przeczytałam w życiu, co znaczy, że dawał pierwotną, czystą przyjemność czytania i uczestniczenia w opowiadanej historii. Ta książka jest też dla mnie książką formacyjną – nie byłabym tym, kim jestem, gdybym w odpowiednim czasie jej nie przeczytała i gdybym nie poświęciła jej tyle myśli, zadziwień i zachwytów. (…)To jest czysty żywioł literatury.” – napisała Olga Tokarczuk, jedna ze współczesnych polskich pisarek. Zapraszamy do Biblioteki Ambasady RP w Santiago nie tylko po książkę Jana Potockiego, ale również inne tytuły literatury polskiej (po polsku i po hiszpańsku). Literaturę wobec której nie można przejść obojętnie. Wystarczy napisać santiago.embajada@msz.gov.pl

Ambasada RP w Santiago

50


Puls tradycji, energia nowych technologii. Zapraszamy na koncert polskiego zespołu folkowego Archipelag na Womad Chile 2017!!!

51


F

Witamy na końcu świata

izyk, a może architekt? Tancerka czy gitarzystka? Znawca X Muzy albo projektant najbezpieczniejszego statku pasażerskiego na świecie? A może po prostu dobry człowiek? Kto wie, kim będą te maluchy w przyszłości. Rośnie nowe pokolenie Polaków, którzy urodzili się tu w Chile. Pokazujemy ich dziś i trzymamy kciuki. Jedno wiemy na pewno – już teraz są zupełnie wyjątkowi. Kolumnę objął patronatem Klub Małego Polaka w Chile.

Imię: Ania Cecilia Rodzice: Anna Wiesner i Hernan Madriaza Wzrost, : 44,5 cm waga: 2,1 kg Kim będzie w przyszłości? Według mamy: muzykiem Według taty: sportowcem uprawiającym sporty ekstremalne

Imię: Irena Rodzice: Francisco De Feria i Paulina Rakowska Wzrost, waga: 54cm, 3,8 kg Kim będzie w przyszłości? Według mamy: poliglotą i podróżniczką Według taty: naukowcem Ambasada RP w Santiago

52


Imię: Lucy Rodzice: Stanisław Małek i Polly Gant Wzrost, waga: 51 cm, 4,25 kg Kim będzie w przyszłości? Według mamy: lekarzem Według taty: projektantką mody

Imię: Tomás Rodzice: Mauricio Fuentes i Urszula Wnorowska Wzrost, waga: 53cm, 4,3 kg Kim będzie w przyszłości? Według mamy: osobą zaangażowaną społecznie, może kolejnym świętym? ;))) Według taty: lekarzem 53


Imię: Elena Rodzice: Ewelina Sikora i Pedro Iacobelli, rodzeństwo: brat Konrad , Wzrost, waga: 49 cm, 3,08 kg Kim będzie w przyszłości, według mamy: pediatrą, według taty: psychologiem

Imię: Hanna Rodzice: Ewelina Poleszak, Thomas Sturm Moreira, Wzrost, waga: 50 cm, 3,5 kg Kim będzie w przyszłości, według mamy: dentystą, według taty: artystką hip hop śpiewająca po hiszpańsku i polsku, propagującą integrację i tolerancję

Ambasada RP w Santiago

54


55


Biuletyn grudzień'16